Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Strych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Strych   30.07.16 12:52

First topic message reminder :

Strych

Poddasze, na które prowadzą drewniane schody, zostało podzielone ścianką działową na dwie części. W jednej z nich znajduje się pokój gościnny, a w drugiej - strych, na którym po odbudowie chaty urządzono pracownię alchemiczną. Pomieszczenie jest niewysokie, rozległe, lecz przy tym dość ciemne. Jedynym źródłem światła jest jedno okno dachowe i zaczarowana świeca lewitująca zawsze przy obecnym na strychu czarodzieju. Na pierwszy rzut oka na półkach zalegają głównie fiolki z eliksirami i ingrediencje w szklanych słojach, jednak na innych regałach można natknąć się na różne równie przydatne rzeczy. Fałszoskopy, stare kociołki, księgi traktujące o obronie przed czarną magią, starożytnych runach, astronomii i nie tylko - Zakonnicy znajdą tutaj wszystko to i jeszcze więcej. Wystarczy tylko odrobina chęci i czasu poświęconego na przeszukanie zbiorów. Niestety, przedmioty zgromadzone na strychu są powiązane z kwaterą potężnym zaklęciem. Każda próba wyniesienia ich z chaty zakończy się fiaskiem. Również tutaj, jak w prawie że całej chacie, można spotkać małe, świetliste leśne stworzonka przypominające patronusy - niewątpliwie ktoś zakupił je na Festiwalu Lata i postanowił wypuścić w kwaterze Zakonu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Duncan Beckett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : 12
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Strych   31.03.18 15:41

Chciałby kiedyś zbudować dom. Dom- swój, swój własny; coś, co należałoby tylko do niego, i do którego on też należałby całym sercem. Stworzony własnymi rękoma, od podstaw- tak, by mógł przechadzać się po parterze i schodach, zjeżdżać z poręczy, przesiadywać na parapecie okna i na ganku, słuchając melodyjnego skrzypienia drewna z myślą, że to on je tu położył. Że własnymi rękoma ze sterty dębowych desek i kilku garści gwoździ był w stanie stworzyć całe to miejsce, na wieki wkładając część swojego serca gdzieś za framugę albo zostawiając je bezpiecznie pod wypolerowanym progiem.
Życie wiecznego włóczęgi było czymś, co znał i co nauczył się kochać; czasem była to miłość trudna, cenił sobie wszakże urok nocowania pod kolorową płachtą namiotu lub obsypanym piegami gwiazd niebem, nie mógł też jednak stłumić tęsknoty za ciepłą pościelą i wygodnym łóżkiem, takim, które należałoby tylko do niego i do którego mógłby wrócić po dniu ciężkiej pracy. Poszukiwania domu wychodziły mu do tej pory cokolwiek marnie- trwał zawieszony pomiędzy progami cudzych mieszkań jak rozbitek, tylko dzięki ślepemu szczęściu unoszący się jeszcze na otwartym morzu i zdeterminowany, by w końcu odnaleźć przystań. Jakąkolwiek.
Tworzenie tego miejsca nie było jeszcze budową jego domu. Stanowiło jednak jego godziwą namiastkę i jednocześnie źródło szczęścia, rozjaśniającego jego twarz lekkim uśmiechem. Nawet pomimo przegranej; dlatego nie buntował się, jedynie z rozbawieniem obserwując zwycięski przemarsz Bertiego po dopiero co wykończonej podłodze.
-Gdybyśmy założyli się o to, kto szybciej skończy tynkować swoją część ściany, przegrałbyś z kretesem- Odparł, próbując załagodzić piekący nieco ból urażonej męskiej dumy. Samą przegraną potraktował jednakże, jak zresztą większość życiowych niepowiedzeń, całkowicie beztrosko.
-To ładne miejsce. Prawie centrum Londynu. Na pewno ładniejsze od mojego mieszkania na Pokątnej, chociaż posiadanie godziwej reprezentacji współlokatorów w postaci starszej pani, która piekła najlepszą na świecie szarlotkę, i trzech tłustych szczurów też miało swój urok- Wepchnął ręce do kieszeni i uśmiechnął się lekko, jeszcze raz ogarniając wzrokiem całe pomieszczenie.- Wysoce specyficzny, ale też zbliżony nieco do uroku mieszkania z ghulem.
Tę uwagę skwitował szerokim uśmiechem, który nie zniknął mu z ust aż do momentu zbliżenia się do wyjścia. Wtedy przybrał na twarz wyraz oscylujący gdzieś pomiędzy dziwną powagą a prawdziwą dumą- w sam raz, by poklepać Bertiego po plecach, silnie, i dodać ciche:
-Nie chwaląc się ani odrobinę, to prawdopodobnie najładniejszy strych, jaki w życiu widziałem.
Dopiero wtedy pozwolił sobie na parsknięcie śmiechem, poprzedzające ciche trzaśnięcie zamykających się za nimi drzwi.

| zt x 2 <3




intertwined
I've pinned each and every hope on you
I hope that you don't bleed with me



Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t2860-skrytka-bankowa-nr-20#45895 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Zawód : Profesor w Hogwarcie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
OPCM : 20
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 30
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Strych   04.04.18 23:18

|15 maja?

Pojawianie się w Kwaterze zawsze miało w sobie coś z delikatnej satysfakcji powrotów do domu. Hereward lubił o miejsce, zakurzone, stare szafki, skrzypiące schody i zapach pieczonego ciasta, który pewnie sam sobie wyobrażał. Było to miejsce, o którym myślał, gdy próbował wyobrazić sobie dom. Do tej pory utożsamiał go zawsze z zimnymi murami Hogwartu, jego szerokimi korytarzami i wysoko sklepionymi salami. Zamkowi brakowało jednak przytulności, atmosfery spokoju i lenistwa; powietrze Hogwartu nigdy nie otulało tak ciepło jak robiło to powietrze Starej Chaty. Tym bardziej Barty nie mógł patrzeć na ruiny, jaki pozostawił po sobie pierwszomajowy wybuch, który wszak spowodował także i on. Także - mało powiedziane, był w kwaterze, widział skrzynię, powinien przewidzieć, że to niebezpieczne. Przechadzając się po roztrzaskanym szkle, połamanych fragmentach drewnianej konstrukcji, które kiedyś stanowiły d o m czuł jedynie winę i nieukierunkowaną jeszcze złość. Nie mógł patrzeć na resztki tego, czym zdawały się zostawać wszystkie jego marzenia - ruinami. A mimo to wracał na miejsce często, z masochistyczną przyjemnością obserwując gruzy. Zasłużył na ten ból, zasłużył na poczucie winy i żal, bo to on do tego doprowadził. Nie mógł nie czuć się źle po tym co zrobił i wizyty w kwaterze miały mu o tym przypomnieć.
- Dzień dobry - uśmiechnął się do Floreana, gdy pojawił się na miejscu. Hereward palił. Zwykle spędzał wolne chwile z papierosem w dłoni, wdychając uzależniająco gryzący dym do płuc. Zazwyczaj nie robił tego w pomieszczeniach, ale kwatera nie była już pomieszczeniem, była resztkami domu, kilkoma fundamentami i połamanymi filarami, wśród których kryły się zakurzone pamiątki. To nie ściany sprawiły, że zwykła, stara chata stała się miejscem oznaczającym bezpieczeństwo, ciepło, przyjaźń i świeże ciasto. To te drobne, znoszone przez Zakonników pamiątki i wspomnienia, jakie ze sobą niosły. Barty podniósł but, gdy usłyszał pod nim dziwne szczęknięcie unosząc z ziemi fotografię, na której widniała uśmiechnięta twarz Skeetera. Już martwego. Jak i Stara Chata.
- Luno Skeeter - przekazał machające do oglądającego zdjęcie Floreanowi. - Jeden z założycieli Zakonu. Zmarł po torturach zaserwowanych przez Ministerstwo.
Nekropolia wspomnień, w jaką zamieniła się kwatera była też cmentarzem w całkiem dosłownym tego słowa znaczeniu. Ci, których nie można było pochować nigdzie indziej, w obawie przed Ministerstwem, znaleźli miejsce tuż obok domu. Który teraz przykrywał ich równie skutecznie, co ziemia.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni



Ostatnio zmieniony przez Hereward Bartius dnia 10.04.18 23:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   05.04.18 20:26

Należę do Zakonu Feniksa od niespełna czterech miesięcy, a wydaje mi się jakbym należał do niego od zawsze. Te kilkanaście tygodni obróciło moje życie do góry nogami - i nie chodzi tu tylko o mniejszą ilość wolnego czasu czy narażanie swojego zdrowia i życia, a o samo podejście. Odnoszę wrażenie, że jestem innym człowiekiem niż wcześniej. Na pewno odważniejszym i bardziej spontanicznym, to nie ulega wątpliwości, ale może lepiej nie będę szukał dalej, bo natknę się na mniej pozytywne cechy. W każdym razie wydawało mi się, że już w pewien sposób zlałem się z innymi członkami Zakonu, szczególnie, że od czasu mojej rekrutacji dołączyły do nas nowe osoby. A jednak stanąwszy obok Herewarda w zgliszczach Starej Chaty poczułem się trochę nie na miejscu. To on należał do tej organizacji od początku, to on wiązał z tym miejscem dziesiątki wspomnień i to on musiał przetrwał stratę wielu przyjaciół. Ja myślałem, że po wydarzeniach z Kruczej Wieży wszystko wiem, ale tak naprawdę nie wiedziałem jeszcze nic, a przynajmniej bardzo niewiele.
Rozejrzałem się po szczątkach pomieszczenia, próbując obmyślić jakiś plan działania. Musieliśmy posprzątać strych: wyrzucić śmieci i uratować cenne pamiątki. Jako zapalony historyk miałem ochotę zanurzyć się w tym bałaganie i spróbować odkryć coś ciekawego, ale Brendan mnie uprzedził, podając zniszczoną fotografię. Spoglądał z niej młody mężczyzna, może nawet młodszy ode mnie, a już martwy. - Kiedy to miało miejsce? - Zapytałem, nie odrywając wzroku od twarzy Luno. Może mijałem go na szkolnych korytarzach? Los bywa naprawdę przewrotny. I potworny, jeżeli ktoś spytałby mnie o zdanie.
- Mmm… - westchnąłem niepewnie, zbierając się na zadanie pytania, które krążyło mi po głowie już wcześniej. Zanim jednak je zadałem, odłożyłem fotografię Luno Skeetera i podszedłem do ułamanej komody, zaglądając do jedynej szuflady, która w niej została. Wewnątrz znalazłem jedynie kilka zakurzonych fałszoskopów, ale wyjąłem jeden z nich, obracając go w dłoniach. - Dużo osób zmarło? - Podejrzewałem, że tak, ale potrzebowałem oficjalnej odpowiedzi od kogoś bardziej doświadczonego. Chciałem być świadomy w co dokładnie się wplątałem - ile osób już przelało swoją krew, by inni mogli spokojnie żyć.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t2860-skrytka-bankowa-nr-20#45895 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Zawód : Profesor w Hogwarcie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
OPCM : 20
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 30
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Strych   07.04.18 23:05

Przechadzanie się po resztkach chaty było bolesne; ruiny obrazowały porażkę Zakonu, ich dobre chęci obrócone w pył. Gdzieś pod nim zagrzebane były resztki całej kwatery.
- W listopadzie - odezwał się głucho wpatrzony w fotografię, przypominając sobie umęczonego Luno na kilka chwil przed śmiercią. - Garrett znał go lepiej.
Prawda jest taka, że Hereward nie znał Skeetera w ogóle. Był dla niego jedną z wielu postaci, które przewinęły się przez jego życie, gdy wkroczył do niego Zakon Feniksa. Było ich wielu, każdy z własnymi marzeniami, planami, problemami, wszyscy zjednoczeni pragnieniem zaprowadzenia na świecie czegoś na kształt ładu, sprowadzenia porządku, wyrażenia oporu przeciwko kiełkującemu złu, które zdawało się rozrastać w zastraszającym tempie.
- Za dużo - przyznał z westchnieniem przypominając sobie o tych wszystkich, którzy stracili życie. Nie było ich wcale tak wielu, wciąż potrafił spamiętać wszystkie imiona, przypisać je do twarzy i nie zabrałoby mu to nawet dziesięciu minut. W porównaniu z innymi wojnami nie było ich wcale dużo, byli garstką, błahostką mogącą wzbudzać jedynie śmiech tych, którzy przeszli przez większe piekło. Różnica polegała jedynie na tym, że tę konkretną garstkę Hereward znał. To ta błahostka wyszarpywała dziurę w jego sercu z każdą przedwczesną i niepotrzebną śmiercią, a nie żadna inna wojna z przeszłości. Choć ktoś zafascynowany historią mógłby mieć na ten temat nieco inne zdanie. Łatwo jednak spojrzeć obiektywnie na fakty, kiedy nie jest się w nie zaangażowanym emocjonalnie. A Barty był i nawet nie silił się na obiektywizm.
- Dorea, Robert, Charlus, Cassian, Roger, Cressida - to byli dobrzy ludzie, nie zasłużyli na koniec, jaki ich spotkał, żaden z nich. Niewiele teraz można jednak było z tym zrobić oprócz pamięci i pomsty. Ci, którzy odpowiadali za ich śmierć wciąż żyli i mieli się dobrze. Ta świadomość budziła w Herewardzie złość, która z czasem zdawała się napędzać go znacznie silniej niż chęć ochrony bliskich, niż przeczucie, co powinien, niż świadomość, co jest dobre. Złość zdawała się wstępować tam, gdzie jeszcze niedawno tkwiło niezrozumienie i smutek, palić go od środka, zachęcać do działania.
- Na wojnie giną ludzie - stwierdził sucho i jakoś zupełnie bez emocji, a jego głos zabrzmiał obco nawet dla niego. - To wydaje się oczywiste, a jednak, kiedy się wreszcie dzieje, nieustannie jestem zdumiony - przyznał wpatrzony w ruiny zapominając na chwilę, że ma słuchacza. Podszedł kawałek wyciągając butelkę, która jakimś trafem uniknęła stłuczenia.
- Ognista - zauważył z lekkim uśmiechem na twarzy przywołując też te przyjemniejsze wspomnienia po raz pierwszy odkąd przekroczył próg zrujnowanej kwatery. - Zawsze było tu dużo ognistej. Wystarczyło wiedzieć, gdzie szukać.
Jeśli odbudują kwaterę to jest to zdecydowanie tradycja, o którą należy zadbać.
- Nie zwracaj na mnie uwagi - spojrzał na Floreana z przepraszającym uśmiechem. - Czasem mam wrażenie, że jestem tylko przedwczesnym staruszkiem, który za bardzo zgorzkniał. Oprócz śmierci, zdarzyło nam się też czasem cieszyć swoim towarzystwem - na przykład na stypach.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   08.04.18 9:42

Wzdrygnąłem się lekko, kiedy Hereward zaczął wyliczać poległych i wymienił wśród nich Doreę i Charlusa. Zdecydowanie nie zasługiwali na to co ich spotkało, zresztą kto z pozostałych na to zasługiwał? Przykro było mi stwierdzić, że nic na tym świecie nie jest sprawiedliwe, a należąc do Zakonu Feniksa jeszcze bardziej sobie to uświadamiałem. Te wszystkie porwania, cierpienia i morderstwa - za co? Za szacunek do innych? Za bronienie słabszych? Za bycie dobrym człowiekiem, po prostu. Podziwiałem wszystkich Zakonników (i samego siebie) za odwagę, którą się wykazywali. Szczególnie arystokraci, których to w zasadzie nie tyczyło - mogliby zamknąć się w swoich pałacach i udawać, że nic nie widzą. A jednak wielu z nich postanawiało wspomóc tę sprawę. W zasadzie to mnie zawsze podtrzymywało na duchu, że choć dzieje się dużo złego, to zawsze znajdą się osoby, które chcą z tym walczyć.
Wyjąłem z szuflady wszystkie fałszoskopy i ułożyłem je na komodzie, żeby o nich nie zapomnieć. Sam mebel już się do niczego nie nadawał, przynajmniej takie było moje zdanie. Milczałem, pozwalając milczeć Herewardowi, dla którego przyjście tutaj było najwidoczniej jak wejście w myślodsiewnię. Ja byłem na strychu pierwszy raz i, prawdę mówiąc, nie do końca potrafiłem sobie wyobrazić jak mógł wyglądać wcześniej. - Wierzę - zaśmiałem się pod nosem, wcale nie dziwiąc się tym zapasom Ognistej, nawet jeżeli nie do końca widziałem sens w zapijaniu smutków. - Herewardzie - westchnąłem, podchodząc do zniszczonego regału. - Myślę, że każdy kto przeżył śmierć tylu osób tak się czuje - dodałem, czasami samemu odnosząc podobne wrażenie, chociaż zapewne moja lista strat nie równała się z listą Bartiusa. W tym samym czasie zauważyłem mnóstwo porwanych ksiąg. Taki widok zawsze mnie smucił. - W takim razie opowiedz mi o czymś weselszym - zaproponowałem, spoglądając na Herewarada, by zaraz potem powrócić do ksiąg. Zacząłem wygładzać pojedyncze kartki, zastanawiając się, czy dałoby się je w jakiś sposób zrekonstruować. - Było tu coś ważnego? - Zapytałem więc jeszcze, trzymając w dłoniach okładkę jakiejś książki. Może nie, może mają kopie i nie ma sensu się nad tym roztkliwiać.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t2860-skrytka-bankowa-nr-20#45895 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Zawód : Profesor w Hogwarcie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
OPCM : 20
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 30
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Strych   08.04.18 14:29

Speszony nieco wylewem żalów przy Floreanie uśmiechnął się smutno zanim przykucnął obok pomagając chłopakowi zbierać książki. Nie mógł mu powiedzieć, że za zniszczenia chaty odpowiada osobiście, że za śmierć tych wszystkich ludzi, którzy zginęli w wyniku anomalii pełną odpowiedzialność ponosi Zakon. Frustrowała go świadomość, że chcąc dobrze jak zwykle wyszło nie tak, jak zamierzali. Był zły, przede wszystkim na siebie, ale też w pewnym stopniu na Bathildę, która do tego dopuściła, na Garretta, który to wszystko rozpoczął, na czarnoksiężnika imieniem Czarny Pan, który robił niewspółmiernie gorsze rzeczy, a i tak zdawał się wychodzić na tym dużo lepiej niż Zakon, który wszak chciał dobrze. Denerwowało go udawanie, że to tylko zniszczona stara chatka na przedmieściach Londynu, że wszystko poza tym jest w jak najlepszym porządku, że nie stało się nic strasznego, że nekrologi, które czytał w Proroku Codziennym nie obciążały jego sumienia. Ale co mógłby powiedzieć? Co innego miałby zrobić? Przełknął więc swoje rozgoryczenie, całą złość, tłumiąc ją, zamykając wystarczająco głęboko, by nigdy nie wypłynęła na światło dzienne i zbierał księgi otrzepując je z kurzu i odkładając uważnie na bok. Książek zawsze było szkoda.
- Szczerze powiedziawszy nigdy nie przejrzałem wszystkich książek, które tu zgromadziliśmy - skrzywił się na widok rozdartych stronic. - Odkąd Garrett znalazł tę chatę po pogrzebie Horacego Slughorna, kolejni Zakonnicy znosili do niej wszystko, co uznali za przydatne. Książki, talerze, ciasta, eliksiry, ognistą.
Znosili tu dom. Wiedział, że chata zostanie odbudowana, to było więcej niż pewne. Ci wszyscy ludzie, którzy już raz z zakurzonego budynku stworzyli dom będą potrafili zrobić to też po raz drugi. To nie pozostawiało wątpliwości. Podniosą się, to oczywiste, a żal, wątpliwości, złość i gorycz kiedyś wyblakną. W to Hereward przynajmniej chciał wierzyć.
- Słyszałeś historię o stypie Sughorna, prawda? - S{płynęło na niego olśnienie. Założenie Zakonu Feniksa zawsze wywoływało cień uśmiechu. Albus Dumbledore był jedyny w swoim rodzaju, tylko on mógł wymyślić organizację, która zacznie się od ciepłych, wełnianych skarpet. - To jedna z weselszych rzeczy. Obok naturalnie wigilii, o której nie potrafię zbyt wiele powiedzieć, bo niewiele z niej pamiętam. W gruncie rzeczy Zakon jest jak jedna, wielka rodzina na czele której naturalnie stoi biały kot.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   08.04.18 20:52

- Rozumiem. Wychodzi na to, że w sumie wszystkiego szkoda - westchnąłem, zbierając z ziemi kolejną zniszczoną książkę. Zapewne każda z nich była istotna dla któregoś z zakonników - a przynajmniej tak byłoby ze mną, gdybym tylko przyniósł tu coś ze swojej domowej biblioteczki. Ale ja to ja, zawsze byłem pod tym względem dziwolągiem, a ludzie wokół dziwili się, że nie trafiłem do Ravenclaw. Cóż, szacunek do książek to nie jedyne co ich charakteryzuje - a mi jednak było bliżej do Puchonów. Było i jest, bo z tego chyba się nie wyrasta.
- Eee, w zasadzie to nie słyszałem - odpowiedziałem, marszcząc przy tym czoło, ale nie przypominałem sobie, żeby ktokolwiek mi o tym opowiadał. Nie zadałem Foxowi zbyt wielu pytań, kiedy wcielał mnie do Zakonu. Byłem zbyt podekscytowany wizją ratowania świata i nie myślałem zbyt racjonalnie, choć wystarczająco, żeby podać przemyślaną decyzję i się zgodzić; jakkolwiek nielogicznie by to nie brzmiało. W każdym razie nie żałuję dołączenia do Zakonu, wręcz przeciwnie, ostatnio dużo się uczę i ćwiczę w celu poprawienia swoich umiejętności. Po wydarzeniach w Kruczej Wieży doszedłem do wniosku, że kompletnie nie znam się na walce, a w kryzysowej sytuacji nie obronię się znajomością cukiernictwa. - Weselszych? - Wyrwało mi się ze zdziwieniem, bo nie do końca rozumiałem jak ze słowem stypa można mieć takie asocjacje. Najwidoczniej to była długa, skomplikowana i faktycznie istotna historia. Nie zdziwiło mnie natomiast wspólne obchodzenie wigilii - sam chętnie wziąłbym w niej udział, bo już teraz zaprzyjaźniłem się z wieloma zakonnikami. Wszyscy jesteśmy jak jedna wielka rodzina, to nie ulega żadnej wątpliwości.
- Och, Bathilda Bagshot - westchnąłem, wciąż nie do końca wierząc, że naprawdę ją widziałem. - Nie mogłem wtedy uwierzyć, że ją widzę. Tym bardziej wydusić jakiekolwiek słowo - zaśmiałem się, bo choć szanowałem ją jako historyka, to i tak ta sytuacja wydawała mi się niezwykle zabawna. Nie podejrzewałem jednak, że ta poczciwa kobieta mogła w pewien sposób stać za tym co się działo za oknem.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t2860-skrytka-bankowa-nr-20#45895 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Zawód : Profesor w Hogwarcie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
OPCM : 20
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 30
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Strych   08.04.18 22:23

Serce krajało się Herewardowi na widok każdej podartej książki. Na szczęście istniało zaklęcie reparo, pocieszał sam siebie, które będzie potrafiło przywrócić wszystkie do dawnej świetności.
- Dobrze, że nikomu nic się nie stało w czasie wybuchu, gdyby ta chata zwaliła się komuś na głowę dopiero byłoby szkoda - to nie prawda, że nikomu nic się nie stało, nie do końca. Barty wciąż budził się z koszmaru, w którym Benjamin Wright dosiadając smoka przylatuje do Hogwartu, żeby znaleźć Herewarda i krzyczy na cały zamek Okruszek chce się z tobą bawić Barty, jest zupełnie niegroźny! A gdy Barty czasem, bo zwykle tego nie robi, mu uwierzy i wyjdzie spod biurka na spotkanie smoczego Zakonnika, okazuje się, że Okruszek chce się bawić w grilla i Bartius budzi się cały spocony pewien, że właśnie znów płonął żywcem. Wzdrygnął się na samo wspomnienie.
- Wszystko zaczęło się na stypie, mnie zaatakowały czarnomagiczne winogrona, a w tym samym czasie Garrett i Luno zakładali Zakon. Garry dotknął wełnianych skarpetek, jeśli się nie mylę, które były jakąś formą świstoklika. Wszystko przygotowane przez Dumbledore'a i Slughorna, tylko po to, żeby zjednoczyć nas tu wszystkich przeciwko Grindelwaldowi. Niezwykła magia - to właśnie kunszt magiczny budził w Herewardzie największy podziw. Choć odwaga Garretta i Luno oczywiście też, sam nie wierzył, że potrafiłby zdobyć się na podobne wyczyny.
- O podręcznik do historii magii - przekartkował go pobieżnie. - Ale bez autografu. Ktoś go musiał przynieść zanim pani profesor się tu pojawiła - inaczej Barty na pewno zdobyłby podpis na samej okładce.
- Przynajmniej nie wyskoczyłeś z prośbą o autograf - przyznał, gdy niestopione w czasie próby ucho całkowicie mu się zaczerwieniło. Do dzisiaj było mu wstyd za to, że nie potrafił utrzymać języka za zębami. Był jednak tak bardzo podekscytowany, że zapomniał o odpowiednim do wieku zachowaniu. Miło było usłyszeć, że nie tylko on.
- No i był jeszcze Perseus Avery - parszywy zdrajca, oby umarł w Azkabanie. Hereward zwykle nie życzył nikomu źle, ale to, co zrobił Avery Zakonowi wykracza poza społecznie akceptowalne normy.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   08.04.18 22:53

Czy naprawdę zawsze musiałem powiedzieć coś nieodpowiedniego? Najgorsze było to, że uzmysławiałem sobie to dopiero wtedy, kiedy ktoś mnie uświadomił. Dlatego odchrząknąłem cicho, będąc nieco zmieszanym, mówiąc - co racja to racja. Ludzkie życie zawsze było cenniejsze od książki. No, chyba że był to morderca i niszczyciel bibliotek, wtedy mógłbym się jeszcze raz nad tym zastanowić.
- Zaatakowały cię winogrona? - Parsknąłem śmiechem, ale przed moimi oczami pokazała się naprawdę przekomiczna scena i to po prostu było silniejsze ode mnie. Jeszcze nigdy nie walczyłem z żadną rośliną, ten temat nie był mi w żadnym stopniu bliski. Po chwili jednak spoważniałem, bo i temat wcale nie był aż tak zabawny. Raczej podniosły, ważny, wary zapamiętania. Cieszyłem się, że Hereward mi o tym wszystkim opowiada - ceniłem historię, a poznanie dziejów Zakonu z pewnością pomoże mi w dalszej karierze Zakonnika. Bez tej znajomości czułbym się tutaj mniej pewnie, jakby ta niecodzienna lekcja miała sprawić, że poczuję się jeszcze bardziej na miejscu. - Transmutacja jest niesamowita. W Hogwarcie nieszczególnie się nią przejmowałem, zawsze wolałem przedmioty bardziej teoretyczne, ale odkąd założyłem lodziarnię próbuję się w tym podszkolić i jestem zachwycony! - Przyznałem, dopiero po chwili reflektując się z kim rozmawiam. - No tak, ty na pewno dobrze o tym wiesz - dodałem, odkładając plik pojedynczych kartek na oddzielną kupkę. Reparo powinno wszystko załatwić, tylko w tych czasach nawet reparo było zagrożeniem - na szczęście schowałem w sobie cząstkę urzędasa i w razie potrzeby będę mógł je ręcznie uporządkować.
- Fakt, moment może nie był najlepszy, ale wcale ci się nie dziwę! Poza tym masz autograf - zauważyłem, podczas gdy ja nie miałem. A może miałem? Możliwe, że jeden zachował się w starych książkach ojca - będę musiał to sprawdzić. Na razie zdjąłem z wygiętej półki kolejną porcję (cudem!) zachowanych ksiąg i odłożyłem w odpowiednie miejsce. Trzeba będzie to wszystko ze sobą zabrać. - Avery? Czy on nie pracował w Wiedźmiej Straży? - Upewniłem się i tym razem to ja poczułem jak się czerwienię na samą myśl naszego pierwszego i ostatniego zarazem spotkania. - Co z nim? - Zapytałem żywo zainteresowany, bo najwidoczniej z tym człowiekiem wiązała się kolejna ciekawa historia.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t2860-skrytka-bankowa-nr-20#45895 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Zawód : Profesor w Hogwarcie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
OPCM : 20
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 30
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Strych   08.04.18 23:43

Hereward nie miał zamiaru Floreana strofować. Bardziej zastanawiał się, ile w tym całym pierwszomajowym nieszczęściu miał szczęścia, że magia wyteleportowała go daleko poza chatę zanim ta się zawaliła. Teraz dotarło do niego, że taki wybuch z pewnością nie był zdrowy dla starszej pani, jaką pozostawała Bathilda Bagshot. Czemu nie pomyślał o niej wtedy? Zbyt zajęty był gonieniem jej kota, uciekaniem przed smoczym ogniem i przeklinaniem pod nosem swojej nieudolności.
- Tak. I zaraziły mnie mózgową groszopryszczką. To były czarnomagiczne winogrona. Bardzo niebezpieczne - Barty do dzisiaj miał traumę. Wciąż wolał ich nie jeść. Jak pojawiały się na stole nauczycieli podczas uczty w Hogwarcie, omijał je bardzo wytrwale i robił to z takim wyrazem twarzy, że skrzaty przestały stawiać tace z tymi przeklętymi owocami obok niego.
- To prawda, jest niezwykła - przyznał nie bez zachwytu w głosie. Zadziwiała go wciąż potęga, jaką ofiarowała niedoceniana przez wielu nauka transmutacji. - Gdybyś kiedyś potrzebował pomocy w treningach, zawsze chętnie służę pomocą.
Nie było w tym zadufania, Barty w gruncie rzeczy był mężczyzną bardzo pokornym i sceptycznie nastawionym do swoich umiejętności, ale zyskanie posady nauczyciela w Hogwarcie pozwalało mu sądzić, że był w tej akurat dziedzinie magii nieco lepszy. A wiedzą dzielić się lubił.
- Pani profesor zdaje się nie mieć nic przeciwko prośbom o autografy - inaczej musiałaby zbesztać Herewarda znacznie bardziej niż to uczyniła. A przecież dostał wymarzony podpis. Grunt jednak, że Florean też swój podpisany egzemplarz książek także mógł dostać. - Jeśli nie możesz złapać pani profesor osobiści, może spróbuj listownie?
Hereward zebrał wszystkie książki w najmniej zniszczoną część budynku i zaczął w gruzach wyszukiwać szklanych butelek, które przetrwały zawalenie się na nie sufitu.
- Pracował - Barty przywołał niechętnie twarz Avery'ego. - Pewnie dlatego tak dobrze szło mu udawanie, że w rzeczywistości gardzi swoją rodziną, a nie mugolami. Oszukał nas wszystkich, już na samym początku. A potem, kiedy przyszło co do czego, uciekł pod spódnicę swojego Czarnego Pana i kto wie, ile naszych sekretów zdołał mu wyjawić.
To była cenna, choć bolesna lekcja. Zasada ograniczonego zaufania była czymś, co powinno Zakonowi przyświecać od dawien dawna.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   09.04.18 21:13

Cóż, mój śmiech był bardziej nie na miejscu niż mogło mi się wydawać. Groszczopryszczka była okropną chorobą, miałem okazję się o tym przekonać kiedy Florence gdzieś ją złapała - codzienne wizyty na oddziale zakaźnym na długo wyryły się w mojej pamięci. Poza tym samo określenie czarna magia wywoływało ciarki na mojej skórze. Zdecydowanie nie chciałem znaleźć się na jego miejscu. - W tym wypadku cofam swoje rozbawienie - odpowiedziałem, unosząc ręce w bezbronnym geście.
- O, dzięki! Będę o tym pamiętał - pomoc takiej osoby momentami może okazać się niezbędna - dobrze wiedzieć, że będę miał do kogo wysłać sowę. Zdecydowanie polubiłem transmutację i nie rozumiem dlaczego nie przykładałem się do niej bardziej w szkole. Teraz muszę nadrabiać zaległości, ale w zasadzie to jest dla mnie przyjemność, więc nie ma tego złego.
- Na razie nie będę zawracał jej głowy, ale kiedyś pewnie zdobędę się na odwagę - odparłem, zbierając ostatnie książki w jedno miejsce. Wiedziałem, że nie jesteśmy w stanie zabrać tych wszystkich rzeczy ze sobą, ale uporządkowanie ich już spowoduje dużą zmianę. W zasadzie zaledwie godzinka pracy wystarczyła, żeby zauważyć znaczącą różnicę.
Temat Avery'ego mnie zaskoczył - miałem ochotę powiedzieć, że świat to jednak jest mały. Tym bardziej denerwowało mnie nasze spotkanie. Nie dość, że sprawdzał moją lodziarnię (a raczej mnie, co było absurdalne) to jeszcze okazało się, że jest zdrajcą? Kto wie, może między innymi właśnie dlatego przyszedł do lodziarni? A ja skakałem dookoła niego jak głupi, chyba nigdy sobie tego nie wybaczę. - I po prostu odszedł? - bez żadnej... kary? Najwidoczniej stało się tak nie bez powodu, jednak miałem nadzieję, że taka sytuacja już nie nigdy nie powtórzy. Musieliśmy sobie bezgranicznie ufać, inaczej cała idea Zakonu była trochę pozbawiona sensu. - Dziękuję, że o tym wszystkim mi odpowiedziałeś - to było bardzo ważne, doceniałem to. Pomogłem jeszcze Herewardowi w uporządkowaniu butelek i po ostatnim ogarnięciu strychu, pożegnałem się z Bartiusem i wróciłem do domu.

zt




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
 

Strych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Stara chata-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18