Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Korytarz
AutorWiadomość
Korytarz [odnośnik]31.07.16 21:40
First topic message reminder :

Korytarz

Korytarz w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów jest wysoki i przestrzenny, a widok roztaczający się za strzelistymi oknami zawsze przedstawia skąpaną w słońcu, magiczną część Londynu. Liczne rozwidlenia korytarza prowadzą do niezliczonych pomieszczeń, w których zawsze wre praca - urzędnicy wysyłają oficjalne listy, wypełniają dokumentację, dbają o brytyjski handel zagraniczny.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Korytarz - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Korytarz [odnośnik]06.09.20 18:57
Początkowy entuzjazm dotyczący kadrowych zmian w ministerialnych strukturach znacząco przygasł, gdy do wielu dotarło, że zwolnienia oznaczają napływ większej ilości pracy dla tych pracowników, którzy szczęśliwie zachowali swoje stanowiska. Choć po kilku tygodniach, kiedy sytuacji zdołała się nieco ustabilizować, rozpisane zostały konkursy na opróżnione stanowiska, to jednak brakowało pośród zgłaszających się osób z należytym doświadczeniem. Zatrudnienie opierało się zresztą na odpowiednich koneksjach niż kompetencjach kandydatów, ale to akurat nie było obce zjawisko. W najbliższym otoczeniu Blacka nie zmieniło się zbyt wiele, co było w dużej mierze zasługą charakteru Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Do tej części Brytyjskiego Ministerstwa Magii nigdy nie trafiały przypadkowe osoby. Znajomością języków obcych, ale również odpowiednim obyciem ugruntowanym poprzez szeroką wiedzę o etykiecie zazwyczaj mogli dumnie chwalić się przedstawiciele najwyższej warstwy czarodziejskiego społeczeństwa. Nic dziwnego, że to właśnie lordowie z szanowanych rodów nawiązywali stosunki dyplomatyczne, gdy uczeni byli podobnej sztuki już od najmłodszych lat. Najmłodszym latoroślom Blacków serwowano lekcje retoryki nim jeszcze dobrze nauczyły się wiązać buty. Od nauki jazdy konnej czy szermierki istotniejsze były zajęcia poświęcone historii magii, ekonomii, a nawet astronomii nawiązującej do rodowej tradycji nadawania dzieciom imion. Można było odnieść wrażenie, że Alphard w gruncie rzeczy skazany jest na sukces, wszak był do niego przygotowywany od dzieciństwa. Tylko nastoletni epizod stanowił coraz mniej wyraźną rysę na jego reputacji, a jednak w pewnych sytuacjach i w oczach niektórych wciąż znaczącą.
Był przygotowany na to, że drzwi jego gabinetu jeszcze dziś się otworzą. Ujrzenie w nich samego nestora rodu Burke było jednak wydarzeniem całkowicie nowym. W żadnym razie nie czuł się tak szczególnym przybyciem onieśmielony, nawet nie poczynił żadnych wcześniejszych przygotowań z tej okazji, choć może powinien. Wątpliwość co do konieczności uporządkowania przestrzeni wokół siebie szybko go opuściła, kiedy tylko otrzymał powitanie od swojego znamienitego gościa. Powstał ze swojego miejsca spokojnie, pozostając dumnie wyprostowanym. Wyszedł zza biurka, aby uścisnąć wyciągniętą ku niemu dłoń. – Edgarze – pozwolił sobie również przywitać go w tak przyjacielski sposób, rezygnując z oficjalnej tytulatury. Zgrabnym ruchem dłoni wskazał wolne miejsce przed biurkiem, wierząc w to, że fotel sprosta wymaganiom drugiego szlachcica. – Nie mógłbym odmówić żadnej prośbie. Postaram się pomóc w miarę swoich możliwości – zadeklarował od razu, bez najmniejszego zwątpienia, szczerze wierząc, że lord Burke nie skierowałby się do niego, gdyby nie żywił przekonania, iż sprawę kieruje do odpowiedniego czarodzieja.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Korytarz [odnośnik]27.09.20 23:53
Burkowie nigdy nie trzymali się kurczowo zasad szlacheckiej etykiety. Korzystali z nich tak, jak akurat było im wygodnie, nie raz wzbudzając oburzenie na salonach. To sprawiło, że przylgnęła do nich łatka osób nieokrzesanych, co nie było dalekie od prawdy, skoro większość życia spędzają w chłodnym hrabstwie Durham z dala od tanecznych parkietów. Nie tak jak Blackowie, mieszkający w samym sercu stolicy kraju – nic dziwnego, że nie tylko są obyci na salonach, ale również dobrze się znają na polityce. Edgar wyjątkowo nie lubił się w nią mieszać, czym nie odstawał od reszty swojej rodziny, dlatego dzisiaj postanowił skorzystać z pomocy doświadczonego pracownika Ministerstwa. Dobrze wiedział, że mógł również szukać wsparcia pośród rodziny jego żony, ale ostatecznie stwierdził, że w tej sprawie lepiej będzie udać się do Alpharda. Nie tylko specjalizował się w handlu, ale również łączyły go z Edgarem te same interesy. Crouchowie jeszcze nie byli tak oddani sprawie Czarnego Pana, jak Edgar by sobie tego życzył.
Zajął miejsce w wygodnym fotelu (nie spodziewał się, że będzie tu stał tutaj jakikolwiek inny) i wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki brązowawą kopertę, w której znajdował się plik dokumentów o planowanych działaniach rodziny Macmillanów. Zdobycie tych informacji nie było szczególnie trudne; członkowie tej rodziny są wystarczająco gadatliwi, żeby wszelkie potrzebne dane o ich transportach dotarły do odpowiednich uszu, a następnie do Edgara. Położył ją na biurku przed Alphardem. - Ostatnio rozmawialiśmy z naszymi przyjaciółmi o wymianie handlowej - przypomniał mężczyźnie ostatnie wieczorne spotkanie w Białej Wywernie, gdzie jego nazwisko padło nie raz podczas dyskusji na ten temat. - Tak się składa, że niedługo Macmillanowie będą przywozić zza granicy sporo surowców. Ich statek ma przybić do portu za mniej więcej dwa tygodnie - zaczął spokojnie, odrywając na chwilę wzrok od Alpharda. Jego uwagę przykuł obraz, wiszący za plecami czarodzieja. Namalowany tam widok wyglądał znajomo. A może tylko mu się wydawało? Odchrząknął cicho, wracając do tematu. - W kopercie znajdziesz dokładniejsze dane o załadunku i trasie statku, a poza tym kilka innych informacji, które udało mi się uzyskać - dodał, ponownie skupiając swoje spojrzenie na Alphardzie. - Byłbyś zainteresowany? - Rzucił pytaniem, celowo na chwilę milknąc. Cały czas wierzył w to, że Black nie wzgardzi taką okazją do uprzykrzenia życia promugolskiemu rodowi. Mimo wszystko istniała szansa, że miał w tej chwili inne ważne zadania do wykonania, ale Edgar nie zamierzał szybko mu odpuścić – teoretycznie mógł udać się z tym do kogoś innego, jednak prawda była taka, że nie chciał tego robić. Stojący przed nim mężczyzna miał największą szansę mu pomóc.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Korytarz [odnośnik]04.11.20 13:43
kończymy wątek

W żadnej mierze odporny być nie mógł; urok wili tumanił zmysły, działał coraz intensywniej - jeszcze przed chwilą, gdy zasępiony własnymi myślami spojrzenie wbijał tylko w stertę papierzysk, nie dał się w pełni złowić w sidła wilego czaru, lecz wystarczyło, że ich oczy się spotkały, a on z jakiegoś powodu nie był już w stanie zmusić się do tego, by odejść od swej towarzyszki. Im dłużej rozmawiali, tym trudniej było mu wyłapać podszyte ironią słowa, które kierowała w jego stronę, koncentrował się wyłącznie na melodyjności jej głosu. Krystalicznego, dźwięczał pełnią barw w taki sposób, jakby niczym pryzmat rozszczepiał dźwięki najprzyjemniejsze dla duszy; usta Borgina rozwarły się nieco, zdobiąc twarz mało inteligentnym wyrazem; niech mówi - cokolwiek, byle więcej, byle mógł dalej rozkoszować się tym vibrato.
- To nie mogłaby być pani wina, moje zachowanie było niewłaściwe - z zaskakującą łatwością gładkie słowa osiadły na jego ustach, nie musiał nawet zastanawiać się zbyt długo, co powinien odpowiedzieć.
Zapomniał już całkiem, czym zawinił (w gruncie rzeczy nie był wcale pewien, o czym jeszcze przed chwilą rozmawiali, lód w oczach topił się w emocjach, które były mu obce, adorował ją w ciszy, ją, statuę chłodnego piękna). Wszystko przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie, poza tym, co między nimi. Jeśli ona czuła się winna, to mógł równie dobrze wziąć tę winę na siebie.
Zagapił się nieco; gdyby przyjrzał się tej sytuacji z dystansu, w przestrzeni bezpiecznej od uroku wili, trudno byłoby mu rozpoznać samego siebie.
Na sznurkach otumanienia zagrać mogłaby nim wszystko, czego tylko by zapragnęła; czy dostrzegła to teraz?
Milczał, bo słowami nie potrafił wyrazić niczego.
Ten rodzaj magii, którym niezauważenie emanowała, miał w sobie coś z silnej trucizny, sączył się skąpo, lecz niewielkie jego ilości odbierały zdrowe zmysły.
Trudno orzec, ile tak stał, po prostu stał, bez ruchu, wpatrując się w nią i wytrwale czekając na kolejne słowa, którymi go obdarzy.
- Proszę pozwolić odprowadzić się do wyjścia - podstępem chciał ukraść jeszcze kilka minut w jej towarzystwie. - Ile prawdy jest w tym, że każdy Blythe zna się na jubilerstwie? - dodał jeszcze, czując, że ciężar rozmowy powinien spocząć na jego ramionach.
Brakowało mu jednak wprawy w gładkich, salonowych rozmowach, samo pytanie wypowiedział w ten sposób, jakby przez ostatnie pięć minut gorączkowo zastanawiał się, o co może ją zapytać. O czym mogą rozmawiać.
A w głowie miał tylko pustkę.

przegapiłam to w opisie wil, jednak nie ma żadnych anatomicznych różnic między nimi a ludźmi, ale kroić jakąś pewnie i tak kroił, tak z ciekawości; mea culpa, trochę zamieszałam<3



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Korytarz [odnośnik]05.11.20 0:03
Przez chwilę obawiała się, że weźmie sobie jej słowa do serca i stosunki pomiędzy ich rodzinami ulegną pogorszeniu. Fakt, nie wyglądał na takiego, to było głupie, ale nie mogła pozbyć się tego uczucia. Że zawiedzie, że narobi wstydu swojej rodzinie. Przez moment. Ale kiedy usłyszała jego następne słowa, wszystko minęło, a ją zalała fala ulgi.
Nie mogła powstrzymać się od lekkiego pobłażliwego wręcz uśmiechu. Sam cisnął się na usta po bezgłośnym westchnięciu.
Cóż, myślę, że możemy zgodzić się, że każde z nas w jakiś sposób zawiniło – powiedziała, potrząsając delikatnie głową. Gęste złote loki podążyły za jej ruchem. Nie chciała się kłócić. Właściwie, teraz bardziej niż na postawieniu na swoim zależało jej na naprawieniu wyrządzonej szkody. Co więcej, nabrała ochoty poznać tajemniczego jegomościa bliżej, oczywiście dalej w granicach przyzwoitości. Ich rodziny w końcu się przyjaźniły, szkoda byłoby zmarnować okazję do poznania kogoś z ich kręgu. Nawet jeśli ani Blythe’owie, ani Borginowie nie byli arystokratami, o sojusze tak czy owak zawsze było warto w jakiś sposób podtrzymywać. W tym świecie łatwo było przecież zginąć, gdy problemom stawiało się czoła tylko w pojedynkę.
Rozszerzyła oczy ze zdziwienia na jego odpowiedź. Chciał ją odprowadzić? To było nawet na swój sposób urocze, chociaż patrząc na ich niedawne porozumienie, ani trochę się tego nie spodziewała. Przez myśl przemknęło jej, że może była to kwestia uroku wili, ale pozwoliła pozostawić sobie to nieznanym. Nie pogardziłaby dzisiaj miłym towarzystwem; ten cały dramat z dokumentami był przecież naprawdę absurdalny i działający na nerwy.
Chyba nie mogę odmówić. Mam nadzieję, że da się pan namówić na herbatkę – odparła z błogą ekspresją na twarzy. Kompletnie w niepamięć puściła dawne niesnaski i skupiła się na tym, co obecnie miała przed oczami. – Zanim się jednak na nią udamy…
Poprawiła, co powinna na dokumencie i odniosła go do urzędnika. Bez tego ani rusz. Mogliby ją złapać na terenie Londynu bez przepustki i nawet gdyby się z tego jakoś wytłumaczyła, niesmak długo by pozostał. Była w końcu potomkinią wil w rodzinie, w której czysta krew była pielęgnowana od pokoleń. Nie wspominając, że była poniekąd celebrytką w czarodziejskim świecie… Wstyd byłoby zostać wtrąconym do celi i w takiej scenerii wylądować na pierwszych stronach gazet.
Wróciła do swojego niedawnego towarzysza. Teraz mogli ruszać dalej. Zmarszczyła jednak brwi w konsternacji, słysząc jego pytanie.
Ach, to prawda że mój ojciec znał się na kamieniach szlachetnych. – Nie znała go za bardzo, ale matka trochę jej o nim opowiadała. Szczęśliwie, Angelica nie potraktowała jednak tego pytania jako próbę urażenia jej, a raczej jako coś rzuconego z czystej ciekawości. W pewnym sensie nawet to rozumiała, Blythe’owie byli dość specyficzni, choć niewątpliwie dla jednej z nich zawsze było to ich zaletą. – Ja natomiast nie znam się na biżuterii… nie bardziej niż typowa dama – zaśmiała się lekko, a był to śmiech tak melodyjny, że każdy by się w nim rozmiłował.
Poprawiła niesforny kosmyk włosów cofając go za ucho jednym ruchem smukłych palców. Mogłaby się założyć, że jakiś lubieżny mężczyzna uznałby to za rodzaj flirtu, ale nic z tych rzeczy! – po prostu zaczął jej przeszkadzać, dopiero gdy go zauważyła. Dotąd była tak zdenerwowana, że nawet go nie spostrzegła.
Prawdę mówiąc, nie jestem tylko damą. Jestem również podwaliną angielskich oper, solistką na właściwej pozycji. – Wywróciła oczami na wyjściu niby kompletnie speszona, niedbająca o zaszczyty. Czuła się odrobinę tak, jakby się przechwalała, ale czasem naprawdę tego potrzebowała. Żyła przepełniona nieustannymi obawami, więc kiedy znajdywała u kogoś schronienie, często traciła instynkt samozachowawczy i nie widziała, że on też mógł ją zranić... A może po prostu chciała wierzyć w to, że jej ostoją zawsze pozostawała rodzina.
Była świadoma, że ta jej miniaturowa samotnia, ten jej dom jest kruchy. Zupełnie tak jakby ktoś stworzył go z piasku. Wystarczyła mała ingerencja z zewnątrz jak poprzednio, by musiała odbudowywać go miesiącami. Miała jednak nadzieję, że po tym gdy stąd wyjdzie, jej światopogląd nie zostanie zniszczony. Nie chciała, by żal pochłonął ją tak dogłębnie, że dłużej nie byłaby w stanie dokonywać właściwych sądów. Tak jak to zrobiła prawie dzisiaj.

[z/t - przepraszamy za najście jak coś, kończymy wątek < 3]




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Korytarz - Page 4 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Korytarz [odnośnik]17.11.20 19:35
Trudno byłoby naderwać silną więź, która łączyła ich rodziny od dawien dawna. Potrzeba do tego znacznie więcej niż kilka kąśliwych uwag poirytowanego Borgina, który ostatecznie dał się owinąć wokół wilego palca i złagodniał, pokazując pannie Blythe twarz, jakiej nikt jeszcze nie widział. Nie miał w zwyczaju rozpływać się na widok kobiecego piękna, nie, jeśli nie miało to nic wspólnego z harmonią śmiertelnego płótna. Dzisiaj jednak docenił to żywe, zachłysnął się urodą, od której nie dało się odwrócić oczu. O samych papierach, wciąż trzymanych przecież w dłoni, zdawał się zapomnieć - jak i o nieprzesadnie przyjemnej sytuacji przy jednym z biurek, przy którym zarejestrował dziś swą różdżkę.
Nie wykłócał się, kto ostatecznie zawinił, a kto niekoniecznie - o wiele bardziej zajmowało go to, jak płynne złoto loków rozsypuje się świetliście wokół jej twarzy; pozwolił sobie tylko na nieznaczne skinięcie głową, przyznając jej rację - choć nie był wcale taki pewien, w czym jej tę rację przyznał. O czym była mowa?
Właściwie - czy to istotne?
- Z przyjemnością - przystał na sugestię niemal tak szybko, jak tylko ją usłyszał; mało co zdarzało mu się robić w takim tempie, i bez uprzedniego poddania pod rozwagę wszystkich za i przeciw - choć może wybierzemy się gdzieś, gdzie serwują nieco lepszą niż w gmachu Ministerstwa, ma pani jakieś sugestie? - co prawda nigdy nie był w tutejszej herbaciarni, lecz mógł się domyślić, że skoro obsługa biurokratyczna była na takim poziomie, to i dobrej herbaty nikt im nie zaparzy. Z jakiegoś powodu uznał, iż jego czarująca (swym urokiem wili) towarzyszka nie pija zwykłych lur.
Zdołał nieco otrzeźwieć, gdy Angelique odeszła od niego, by skorygować błąd w papierach; czuł się tak, jakby ktoś rzucił na niego jakąś łagodną formę obliviate, jak przez mgłę pamiętał to, o czym rozmawiali przez naście ostatnich minut.
Czy on właśnie umówił się na herbatę?
Jakiekolwiek pytania nie zaczęły coraz wyraźniej dźwięczeć w jego głowie, stłumił je szybko powrót Blythe. - Zajmował się także wytwórstwem talizmanów? - dopytał, niekoniecznie z powodu zainteresowania jej ojcem; po prostu czuł potrzebę zadania jakiegokolwiek pytania, by podtrzymać rozmowę i pozwolić Angelique opowiadać; sam nie mówił niemal nic na swój temat, nawet czar wili nie był w stanie nadkruszyć lodowego muru, którym odgradzał się od innych.
Nie tylko dama stanowiła wdzięczny obrazek do obserwacji; wygłodniały wzrok podążał kolejno za jej smukłymi dłońmi, za lokiem snującym się w pobliżu ust, w końcu za rytmem, w jakim one same zaczęły się poruszać, gdy kobieta mówiła więcej.
Borgin niezmiennie milczał, co jakiś czas zadając kolejne pytanie, niemniej sztuczne niż każde poprzednie. - Gdzie można panią usłyszeć? - nie to, żeby miał jakiekolwiek pojęcie o sztuce, właściwie nie potrafiłby zdefiniować słowa 'opera'; niemniej, zdawać by się mogło, że właśnie tym tropem powinien podążyć, by opowiadając o swej karierze dama mogła wciąż błyszczeć - niczym najcenniejszy klejnot Blythe'ów.

zt, już nas nie ma!



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Korytarz [odnośnik]03.02.21 22:46
| 2 października

Nie lubił biurokracji. To, że jej nie lubił nie znaczyło jednak, że jej nie znał. Poruszał się po jej labiryntach zwinnie jak wąż lub giętka jaszczurka. Najbardziej lubił, oczywiście, jej unikać, ale jako były pracownik Ministerstwa, doceniał to, że czasami podpisany papierek naprawdę bardzo może kryć tyłek. Zwłaszcza, kiedy to zaklęty papier, który sprawiał, że złamanie umowy prowadziło do poważnych uszkodzeń cielesnych. Kiedyś taką sporządził na zalecenie jakiegoś faceta, który na sto procent był z jakiejś mafii. Miał zbyt mocno wykrochmalony garnitur i pachniał za drogą whisky. Wolał nie wiedzieć co się stało z biedakiem, który podpisał ten nieszczęsny papier. Ale galeony się zgadzały, więc chyba nie powinien za bardzo dociekać. I miał anegdotkę do opowiadania przy piwie. Opowiadał to chyba nawet kumplom z Niemiec, śmiali się do rozpuku.
Myślami ciągle odlatywał stojąc w... właściwie braku kolejki do rejestracji. Po prostu okienko miało wywieszone wielki, płonący napis zaraz wracam, więc musiał sobie chwilę poczekać na panią z urzędu. Albo więcej niż chwilę. Stał tak sobie spokojnie z przygotowaną teczką zastanawiając się ile zajmie mu odzyskanie mieszkania i czy stanie się to zanim przestanie go być stać na motel. On nie chciał innego miejsca. Chciał to jedno konkretne i nikt miał mu go nie odebrać. Kropka. Bez wymówek. Choćby miał walczyć z tym szarym życiem babek z urzędu całe wieki.
W końcu pani z urzędu się pojawiła. Pachniała intensywnie kawą zbożową. Usiadła wygodnie na krzesełku i poprosiła Willrica najpierw o wypełniony dokument. A później o jego różdżkę. Nie można było powiedzieć, że był specjalnie zadowolony z tego, że jakaś babka grzebała przy jego różdżce. Przecież to bardziej intymne niż prywatny planer... Prawie jakby grzebała mu W SPODNIACH. I z całym szacunkiem do pani, bo jej entuzjazm na bycie tutaj był prawdopodobnie równy jego, ale wolałby jednak nie. A nawet zdecydowanie nie. Chciał to tylko szybko załatwić. Kiedy zaś papiery zostały podpisane, odszedł od okienka i skierował kroki do wyjścia.

| zt
Will Cattermole
Zawód : twórca amuletów, numerolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
wise man wonder
while strong man die
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7370-will-cattermole#201215 https://www.morsmordre.net/t7390-poczta-willa#201850 https://www.morsmordre.net/t7388-willy#201780 https://www.morsmordre.net/f198-grimmauld-place-6-1 https://www.morsmordre.net/t7418-skrytka-bankowa-nr-1786#202870 https://www.morsmordre.net/t7389-will-cattermole#201833
Re: Korytarz [odnośnik]08.08.21 21:33
| 8 października 1957 rok

Rozpoczynał się kolejny, piękny dzień w pracy. Wstał dość wcześnie około szóstej nad ranem, ponieważ, na dzisiejszy dzień musiał pojawić się dodatkowo w innym dziale. Ostatnie wydarzenia miały na niego nie mały wpływ. Śmierć brata i powrót do kraju całkowicie zaburzyły jego pracę. Musiał ponownie przypomnieć sobie jak powinien postępować w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Ostatnie lata spędził w Ameryce poprawiając relacje z tamtejszym Magicznym Kongresem. Bywało różnie, ale nigdy nie narzekał na nudę czy złe traktowanie. Doskonale wiedział co to znaczy być dyplomatą i jakie znaczenie ma utrzymanie emocji na wodzy. Przez emocje można było stracić grunt pod nogami co w tej pracy oznaczało stratę wielu pieniędzy, a co gorsza wpływów. Kapitał polityczny był wszystkim. Najważniejsza waluta w polityce, która może zostać wymieniona na wiele innych, ważniejszych rzeczy, a bezapelacyjnie władza była najważniejszą z nich.
Przybył do Ministerstwa o godzinie siódmej. Jak zawsze był ubrany elegancko w czarny garnitur, a na wierzchu długi, czarny płaszcz. W kieszeni piersiowej garnituru miał włożoną, czarną, magiczną różę, która wyświetlała gwiazdozbiór Hydry. Był to żałobny symbol Blacków. Nosili go na cześć brata, który oddał życie za rodzinę, a także za sprawę, o którą walczył. Do czasu zakończenia żałoby nie miał zamiaru go ściągać. Było to osobiście dla niego ważne, ale także miało to wydźwięk wizerunkowy. Jeżeli inni zobaczą jak zależało mu na bracie, bardziej się do niego przekonają. Cygnus nigdy nie robił czegoś z czego niemiałby jakiegoś zysku.
Swoje pierwsze kroki skierował w stronę departamentu, który zajmuje się mediami i propagandą. Posiadał dla nich mały prezent, który powinien im się przydać w dalszych badaniach jak przekonać do siebie czarodziejską społeczność, a inni będą mogli ją wykorzystać do szukania zdrajców. Myślał, że każdy na tym skorzysta. On uwolni się od tego ciężaru jakim jest posiadanie nielegalnej gazety, a inni będą mieli nad czym pracować. Być może jego czyn przyczyni się do zakończenia tej wojny. Bardzo by chciał wrócić do normalności, ale nic się na to nie zapowiadało. Walki toczyły się dalej i jedyne co mógł zrobić to wymyślić sposób na usprawnienie życia tych obywateli, którzy byli po ich stronie.
Wszedł do biura i podszedł do jednego z stołów. Otworzył swoją torbę, a z niej wyciągnął zawinięta w materiał gazetę Proroka Codziennego. Spojrzał na pracownika biura, który ewidentnie zdziwił się widząc tą, konkretną gazetę. Cygnus wyczuł nawet że się go przestraszył, jakby był jednym ze zdrajców.
- Lord Cygnus Black. Przynoszę nielegalną gazetę, która trafiła w moje ręce. Wierzę iż zrobicie z niej lepszy użytek. - powiedział poważnym tonem w kierunku pracownika, który był "lekko" zagubiony. Nie wiedział dokładnie co powinien zrobić w tej sytuacji, ponieważ nikt nigdy nie przyniósł mu takiego dokumentu. Powiedział tylko "Proszę chwilę poczekać", a zaraz po tym poszedł w kierunku biura swojego szefa. Cygnus musiał czekać. Nie lubił takich sytuacji, ponieważ wiedział co teraz będzie. Spodziewał się tego. Miał już duże doświadczenie jeżeli chodziło o biurową prace, zwłaszcza gdy ktoś przynosi nielegalny przedmiot. Po kilku minutach przyszedł szef pracownika, a także ktoś inny. Po wyglądzie wywnioskował, że jest to ktoś z policji, lub z Departamentu Przestrzegania Prawa.
- Lordzie Black, mógłbym Pana prosić na rozmowę? - odezwał się szef i zaprowadził go do pokoju w którym był tylko stół, a także trzy krzesła. Był to nic innego jak pokój przesłuchań tylko wyglądał przyjemniej, aby pracownicy nie stresowali się podczas "rozmowy". Cygnus usiadł na jednym z krzeseł, szef i policjant usiedli na dwóch pozostałych na przeciwko niemu.
- Lordzie Black, musimy zapytać, skąd Pan posiada tą gazetę? - zaczął szef. Wyglądał niemal tak samo zmieszany jak jego pracownik, tylko przez doświadczenie jakie nabrał w tej pracy był w stanie ukryć ten stan, prawie. Cygnus rozsiadł się wygodnie i był bardzo spokojny. Widać było iż przygotował się na tą sytuacje.
- Została dostarczona do mojego domu 6 października. Spodziewam się że jest to zabieg terrorystów, ponieważ w gazecie pojawił sią artykuł obrażający pamięć mojego brata Lorda Alpharda Black, który oddał życie na służbie. Myślę, że chcieli zadać nam jakiś niemoralny i bezwzględny cios emocjonalny. W swojej zaślepionej złości i nienawiści popełnili błąd, ponieważ w gazecie znajdowały się miejsca spotkań zdrajców. Od razu po otrzymaniu gazety podjąłem odpowiednie środki informując służby, aby zareagować. Przyniosłem tą gazetę teraz, ponieważ po pogrzebie musiałem poświęcić czas rodzinie, myślę że Panowie mnie zrozumieją. - powiedział spokojnie i poważnie. Mężczyźni spojrzeli na siebie, a potem na Cygnusa. - Tak jest Lordzie, rozumiemy doskonale. Dziękujemy za przyniesienie tej gazety, niezwłocznie ją zbadamy. Proszę przyjąć najszczersze kondolencje ze względu śmierci brata. Już nie będziemy Lorda zatrzymywać. - odpowiedział policjant, który poczekał aż Cygnus wstanie z miejsca. Panowie się pożegnali i każdy poszedł w swoją stronę. Black ruszył do Departamentu Międzynarodowej Współpracy. Czekało go jeszcze sporo pracy więc udał się w stronę swojego gabinetu. Wchodząc do niego poczuł lekką nostalgie. Spędził tutaj mnóstwo czasu gdy nie pracował za granicą. Pod jego nieobecność ktoś inny korzystał z tego pomieszczenia, lecz jego powrót spowodował, że go odzyskał. Usiadł przy biurku i zabrał się od razu za papiery, które ładnie dekorowały jego biurko. Miał dzisiaj pokaźny stos dokumentów do przejrzenia i podpisania, więc nie tracił czasu. Papiery głównie dotyczyły spraw dyplomatycznych i działania Ministerstwa za granicą. Podczas wojny ważne było utrzymywanie dobrych stosunków z innymi krajami. Nikt nie chciałby, aby inne nacje wtrąciły się do tego konfliktu. Co innego było wspomaganie Ministerstwa stosunkowo dobrymi umowami handlowymi. Być może dzięki dobrym stosunkom można by było uzyskać wsparcie w międzynarodowych mediach, co przyczyniłoby się do lepszego spojrzenia społeczeństwa.
Zostawiając nagle Magiczny Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki bez dyplomaty z Wielkiej Brytanii. Wiedział doskonale, że Ministerstwo wyśle kogoś na jego miejsce, lecz miał wiele aktualnych spraw, które wymagały ciągłej jego ingerencji. Pozamykanie tych wątków może zająć sporą ilość czasu, nawet do trzech miesięcy. Zaczął prace od przeglądania poczty, która do niego przyszła. Tak jak się spodziewał, musiał odpowiedzieć wielu osobą dlaczego wrócił do kraju, a także musiał zaznaczyć iż nie będzie wracał do zagranicznych wyjazdów co go niezmiernie smuciło. Lubił tą prace, poznawanie nowych, ciekawych ludzi, a także zdobywanie kontaktów zagranicznych. Być może niektóre z nich mogłyby mu pomóc w późniejszej karierze.
Zaczął odpisywać na listy. Kolejność odpisywania miał ustaloną od ważności osób. Na samej górze byli ci najważniejsi do których potrafił rozpisywać się na kilka stron, a im lista szła niżej wystarczała zaledwie jedna. Była to smutna rzeczywistość, ale jego czas był cenny. Nie mógł go poświęcać za wiele dla ludzi, którzy mniej znaczyli. Taka była właśnie praca polityczna, każdy o tym wiedział, akceptował, ale nikt nie mówił.
Jego kolejnym zadaniem było opisanie sytuacji w kraju, pochlebienie władzom iż doskonale radzą sobie z terrorystami. Zapewniał inne nacje, że wojna była nieunikniona, podkreślał mocno swoje stanowisko w niej i wyolbrzymiał o tym jakie mugole stanowią zagrożenie dla czystego, pięknego, magicznego świata. Listy głównie słał do Ameryki, lecz zdążyło mu się kilka wysłać do Francji. Zależało mu na utrzymaniu dobrych stosunków dyplomatycznych z największymi partnerami handlowymi. Cygnus spędził wiele nocy rozmyślając nad otwarciem nowych szlaków handlowych, aby wspomóc gospodarkę krajową. Niestety, to rozwiązanie ma swoje minusy. Jeżeli czegoś będą chcieli, będzie trzeba coś oddać w zamian. Brytyjczycy słyną z Ognistej Whisky i przeróżnych alkoholów. Mógłby być dobrym towarem, ale większy eksport obniżyłby ceny wynikiem tego niektórzy producenci mogliby się zbuntować. Niestety... nie było złotego środka.
Pod koniec swojej pracy posegregował dokumenty i przygotował kolejną kupkę papierów na następny dzień. Najważniejsze sprawy pozałatwiał, a jutro też był dzień. Pracując w biurze nauczył się, że wszystkiego nie da się załatwić w jedno popołudnie. Dawał z siebie zawsze sto dziesięć procent, ale to i tak było za mało. Najważniejsze było, aby się tym nie przejmować.

/zt
Cygnus Black
Zawód : Pracownik Departamentu Międzynarodowej Współpracy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Conquer your demons
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9221-cygnus-black https://www.morsmordre.net/t9227-canis#280549 https://www.morsmordre.net/t9226-cygnus-black#280548 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9236-skrytka-nr-2150#280921 https://www.morsmordre.net/t9228-cygnus-black#280550
Re: Korytarz [odnośnik]09.09.21 16:33
| koniec stycznia

Jak zwykle musiała zająć się wszystkim sama.
Ostatnie tygodnie nie oszczędzały La Fantasmagorii. Nowy rok miał być lepszy, przynieść spokój i zapewnić nowy początek, grubą kreską separując się od pełnych bólu, cierpienia i zamachów terrorystycznych mijających miesięcy, lecz pierwsze tygodnie tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego ósmego nie sprostały tym wymaganiom. Nie tylko pod względem paskudnej pogody, smagającej marmurowe cudo architektury śnieżnymi wichurami, tak potężnymi, że przełamującymi zaklęcia ochronne. Od tego zaczęło się pasmo irytujących problemów, zdające się żerować na ledwie debiutującym roku i zarazem nie mające końca. Witrażowe okna pierwszego piętra, wybite przez lodowatą wichurę, wymagały naprawy przez magicznego rzemielśnika. Wstawienie byle szkła nie wchodziło w grę, korytarze prowadzące do położonych wysoko lóż musiały skrzyć się bogactwem, które do tej pory podkreślały właśnie zaczarowane, wykonywanie ręcznie, witraże, przedstawiające syrenie żywoty. Znalezienie artysty, który podjąłby się stworzenia podobnego dzieła stwarzało wiele trudności; niektórzy rzemieślnicy zapadli się pod ziemię, innych pochłonęła wojenna zawierucha, a ci, którzy pozostali, życzyli sobie wygórowanych sum. Deirdre była gotowa je zapłacić, czerpiąc hojnie z skarbca Rosierów, ale nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała negocjować. Kokietowała, mamiła i manipulowała, chcąc osiągnąć jak najbardziej korzystną cenę - a znała już świat artystów, nawet tych technicznych, na tyle dobrze, by wiedzieć, na jakich, wrażliwych strunach zagrać, by osiągnąć kompromis. Dalej drogi, lecz już akceptowalnie - przed zaledwie kilkoma dniami podpisała umowę z Theodorem Faulknerem, dalekim krewnym Fawleyów, zobowiązującym się do stworzenia witrażowych arcydzieł w przeciągu zaledwie trzech tygodni. Jego dotychczasowe dokonania w dziedzinie szklarstwa i rzeźb budziły podziw, specjalizował się zwłaszcza w motywach fauny i flory, dlatego madame Mericourt wierzyła, że nada dużym przeszkleniom na pierwszym piętrze budynku niezwykłej magii, być może nawet prześcigając w pięknie pierwotne witraże. Jeden problem został rozwiązany - musiała tylko przypominać pracownikom La Fantasmagorii o wprowadzaniu wybitnych gości drugą klatką schodową oraz o cowieczorne podtrzymywanie zaklęciami iluzji malowideł oraz zaklęć chroniących przed przykrymi zjawiskami atmosferycznymi. Było to kluczowe, by zapewnić gościom komfort; na szczęście w te rejony budynku zapuszczano się tylko podczas wieczornych występów, a dzięki sensownemu rozplanowaniu przestrzeni widownia mogła znaleźć się na swoich miejscach bez uszczerbku na doznaniach estetycznych. Przynajmniej do czasu, czas odgrywał ważną rolę, dlatego Deirdre oczarowała Theodora na tyle, by ten naprawdę przyłożył się do pracy, motywowany nie tylko sowitym wynagrodzeniem.
To nie był jednak koniec pecha - tym razem to jedna z gwiazdek baletu poważnie się rozchorowała, a choć przezornie skonstruowana umowa przewidywała potężne wynagrodzenie za niedyspozycję (co niezmiernie frustrowało marszanda, opiekującego się wątłą dzierlatką, tracącego przez jej smoczą ospę większość zarobku), to ponownie na Deirdre spadał ciężar odnalezienia zastępstwa. Baletmistrz i trener, opiekujący się nowym repertuarem, oczywiście towarzyszył jej na próbach, oceniając merytorycznie umiejętności zgłaszających się awaryjnie tancerek, odsiewając te, które miały wybitny potencjał od tych, które pojawiły się w progach La Fantamsmagorii tylko po to, by porozglądać się po drogo urządzonych wnętrzach, zjeść wykwintne przekąski i mieć o czym plotkować w swoich niższych kręgach. Do madame Mericourt należała dalsza część rekrutacji, czyli negocjacje z marszandami, roztaczającymi mentorską opiekę nad baletnicami - i była to część wbrew pozorom dużo trudniejsza, wymagająca nie tylko ogłady i opanowania, ale i umiejętności czytania ludzi, w której szkoliła się z uporem. Odrzucała krzykaczy, prowokatorów i przesadnie aroganckich, francuskich piesków, sądzących, że są królami wszechświata. Zdecydowała się w końcu na tancerkę pochodzenia rosyjskiego, skromną, pracowitą i bardzo zagubioną w Wielkiej Brytanii, do której przyjechała dopiero niedawno. Również jej artystyczny i finansowy opiekun spodobał się Deirdre: miał posturę niedźwiedzia, na którego rzucono dodatkowo zaklęcie powiększajace, charakter również pasował do tego monumentalnego drapieżnika, tylko pozornie powolnego. Długo toczyła z nim dyskusje o stawkach, wyjątkowych bonunsach związanych z krótkim czasem przystosowania Leokadii do nowych warunków i nauczenia trudnego repertuaru. Na szczęście urok osobisty madame Mericourt kruszył petersburskie lody i udało im się dojść do porozumienia. Gdy już sądziła, że nic gorszego się nie wydarzy, a wszystkie te pechowe zdarzenia były tylko przykrym wstępem do spokojnego roku, okazało się, że La Fantasmagoria ponownie ma problem z dostawami, przeznaczonymi tylko dla magicznego baletu.
Tym razem udanie się do portu niczego nie zmieniło, statki zostały zablokowane a pilnująca ich magiczna policja nie rozumiała poleceń, gróźb ani próśb; zresztą, Deirdre nie zamierzała łamać prawa, które przecież sama poniekąd ustalała, wspierając działania na rzecz większej kontroli dotyczącej przepraw przez cieśninę oddzielającą Wielką Brytanię od Magicznej Republiki Francuskiej. Zmarnowała tylko czas na próbach dowiedzenia się szczegółów; odesłano ją do Ministerstwa Magii, do Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, gdzie od razu się udała, zirytowana piętrzącymi się trudnościami z utrzymaniem La Fantasmagorii w odpowiednim dla jej pozycji stanie. Jak nikt inny rozumiala trudności wynikające z toczącej się wojny, zbierające coraz większe żniwo niestey nie tylko wśród zdrajców, ale i małych magicznych przedsiębiorstw oraz zagranicznej polityki i zagranicznego handlu, lecz nie pojmowała, dlaczego sankcje oraz pechowe wydarzenia dotykają akurat magiczny balet, zakupiony wszak przez lorda nestora Kent, Tristana Rosiera. Zamierzała to wyjaśnić osobiście, bowiem odesłanie pracowników i księgowych spełzło na niczym; odsyłano ich od działu do działu, a ci nie mieli siły przebicia, jaką charakteryzowała się madame Mericourt. Przed laty sama pracowała w tym konkretnym Departamencie, więc pomimo zmian, które działy się na przestrzeni ostatniego czasu, od podszewki znała sposób działania urzędników i odpowiednich służb. Zjawiła się więc w nowej siedzibie Ministerstwa Magii zdeterminowana, gotowa wykorzystać wszelkie swe znajomości i doświadczenia. I to też robiła, przedzierając się przez pierwsze zasieki urzędników z determinacją godną podziwu. Brnęła przez kolejne szczeble równie umiejętnie, posługując się głównie swym czarem, doskonale działającym na młodych formalistów, otumanionych wdziękami tak zmysłowej kobiety; tam, gdzie nie mogła posłużyć się kokieterią, działały znajomości, a w walce z finalnym przeciwnikiem, sekretarką zastępcy szefa Departamentu, to Mroczny Znak, obnażony na bladym przedramieniu, otworzył imponujące drzwi do jego gabinetu.
To tam dokonała się ostateczna walka pomiędzy literą prawa a prawdziwą sprawiedliwością. Deirdre dokładnie opisała politykowi swoje problemy, a mianowicie: zatrzymanie w porcie całego statku luksusowych dóbr, które miały znaleźć się na stołach La Fantasmagorii. Priorytetem były kwestie zaopatrzenia i jedzenia, zamknięte w magicznie schłodzonych skrzyniach potrawy, przywiezione z Francji, w tym świeże owoce i ryby, mogły ulec zepsuciu, nie mówiąc już o ich walorach smakowych. Zastępca szefa departamentu bronił się, opowiadając o potrzebie dwukrotnego przeszukania statku, by odnaleźć potencjalnych uciekinierów, domagał się też ponownego przesłuchania załogi na okoliczności równie potencjalnego ryzyka kolaboracji. Wyjaśniła mu w miarę spokojnie, że jest gotowa poświadczyć i podpisać wszelkie oświadczenia, była pewna ludzi, którzy współpracowali z La Fantasmagorią, wiedzieli bowiem, jaka kara groziła za choćby niesuborodynację, o zdradzie nawet nie wspominając. Serwowane lodowatym tonem argumenty zdawały się trafiać w próżnię, Deirdre musiała więc przerzucić się na swą bardziej uroczą wersję, subtelnie kokietując i odgrywając raczej damę w opałach niż wściekłą śmierciożerczynię. Dopiero te działania przyniosły skutek i po kilkudziesięciominutowej wymianie zdań madame Mericourt osiągnęła swój cel: zastępca szefa departamentu wydał odpowiednią notę, zezwalającą na opuszczenie skrzyni olakowanych jako te, przeznaczone dla La Fantasmagorie, z terenów portu, bez dodatkowych ekspertyz, badań i przesłuchań. Zezwolił też marynarzom oraz kapitanowi jednostki na swobodne poruszanie się po nabrzeżach Londynu oraz udzielił im pisemnego zezwolenia na powrót do portu w przeciągu trzydziestu dni. Madame Mericourt była usatysfakcjonowana tymi ustaleniami, usprawniającymi przewóz nie tylko zaopatrzenia, ale także środków niezbędnych charakteryzatorom, garderobianym oraz innym pracownikom technicznym magicznego baletu. Opuszczała więc Ministerstwo Magii usatysfakcjonowana, ale równie mocno zmęczona całym tym tańcem wśród urzędników i sprawujących prawa; czekała ją też rozmowa z opiekunami portu, ale posiadająć rządowe wytyczne oraz poświadczenia na pergamiach ozdobionych lakiem z oficjalnych pieczęci, nie musiała obawiać się pozytywnego zakończenia działań.

| zt


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Korytarz
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach