Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Schody
AutorWiadomość
Schody [odnośnik]03.08.16 1:45
First topic message reminder :

Schody

Dość strome i dość wysokie schody, przy których radzimy raczej trzymać balustrady. Dokładnie czternaście stopni dzielących piętro domu od znajdującego się właściwie pod ziemią parteru. Na piętrze znajduje się kuchnia, salon i pokój Eileen. Na dole pozostałe pomieszczenia. Sama poręcz razem z balustradą została prawie niezmieniona (a jedynie trochę naprawiona zaklęciami) jeszcze sprzed remontu.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 7 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott

Re: Schody [odnośnik]09.04.19 13:18
02.11.56


Siedział z podręcznikiem. Nie lubił tego. Nudziło go to zawsze, chyba z założenia, coraz bardziej jednak zaczynał doceniać numerologię jako szalenie przydatną dziedzinę nauki. Cholera - przecież wszystko od niej zależało. Ile lepszych przepisów byłby w stanie stworzyć. Przesuwając wzrokiem po kolejnych słowach, zaczynał się zastanawiać także nad tym że pomoże mu ona w rozwoju magicznym. Problem polegał tylko na tym, że jego myśli uparcie uciekały gdzie popadnie. Siedział na kanapie w salonie, na stoliku obok w jego niebieskim, lekko uszczerbionym kubku była czarna kawa, a on przewracał kolejne kartki podręcznika, który z uporem ignorował jako uczeń Hogwartu.
A jednak - co się odwlecze to nie uciecze, nie?
Obok miał pergamin i pióro, podręcznik zaczynał się od zadań dość prostych i przynajmniej w oczach Bertiego logicznych. Układanek, obrazków wymagających uzupełnienia. Przesuwał piórem po magicznej kartce w taki sposób jak zdawało mu się, że powinna zostać uzupełniona. Kiedy kartka lekko się ociepliła, wiedział że rozwiązał zadanie poprawnie. Zadanie na poziomie szóstej klasy Hogwartu, jednak po tylu latach nadal uważał to za sukces. Tylko dalej robiło się trudniej. Z pisma obrazkowego, tekst przechodził w cyfry, ciągi cyfr które niemal mieniły się Bertiemu w oczach. Roger tupał sobie pod kanapą i choć Bott nigdy już od dawna nie zwracał uwagi na ten dźwięk, traktując go jak coś najbardziej w świecie naturalnego, teraz miał ochotę rzucić na niego silencio czy coś.
Ostatecznie zniósł zwierzę na dół, do swojego pokoju, gdzie niechaj kica wolno i ile chce, sam wrócił do podręcznika, już chyba po raz trzeci czytając to samo zadanie i starając się zrozumieć jego sens.
Pamiętał że te zajęcia były pogmatwane, ale żeby aż tak?
Stukał lekko piórem o pergamin jaki miał na obliczenia na brudno i wystukał już nie małą dziurkę, w końcu jednak musiał się poddać. Nie osiągnął dziś szalenie wiele, jednak czuł że więcej nie jest w stanie z siebie wykrzesać. Wróci do tego.


10.11.56


Kiedy docierał do domu, było już ciemno. Ranek spędził w Ministerstwie nad pomysłami innych ludzi i w sumie im bardziej się temu wszystkiemu przyglądał, tym bardziej zastanawiał się, jak on sam wykonałby kolejne magiczne przedmioty. Zapewne bez takiej wprawy jak niektórzy (choć bywało że na jego biurku zjawiał się szalenie niedopracowany prototyp), bardziej zastanawiał się nad konkretnymi magicznymi elementami, które lepiej odnajdowałyby się w danym miejscu i nad ich łączeniami. Odpisując jednej osobie starał się nawet wyliczyć czy jego propozycja wprowadzenia zmian na pewno jest sensowna, jednak w pewnym momencie zaciął się ponownie, w ciągu cyfr gubiąc sens swojej wiadomości. Odłożył więc przedmiot, swój list schował do kieszeni, zamierzając potraktować jako obliczenia na brudno. W obecnej wersji nie mógł przyjąć i przepuścić z patentem propozycji pamiętnika, który rozgrzewa się kiedy niewłaściwa osoba go otwiera. Głównie dlatego, że był on właśnie źle skonstruowany. Bott w celu sprawdzenia go dał go koleżance z pracy i poprosił by podpisała się na pierwszej stronie. W ten sposób pamiętnik zaczął należeć do niej zgodnie z instrukcją w liście. Następnie zaniósł go do siebie i już w chwili kiedy po prostu niósł go na biórko zaczął się robić potwornie gorący i przyprawił go o lekkie poparzenie. Na pergaminie z notką na jego temat zapisał na brudno więc zbyt mocno parzy w sytuacji przenoszenia, bo przecież ktoś mógłby chcieć robić porządek w pokoju bez zamiaru zaglądania w cudze sprawy. Kiedy za to otworzył przedmiot i buchnęło na niego ciepło, suche, rozgrzane powietrze, zakasłał aż, cofając się i ciesząc że otwierał pamiętnik na długość wyciągniętej ręki.
Napisał rzecz jasna odmowę z propozycją dopracowania przedmiotu, doprecyzowania jego siły, osłabienia działania tak by nie stanowił zagrożenia dla ludzi, a jedynie zniechęcał przez niewygodę/niedogodności wścibskich, parząc dopiero w chwili, kiedy pierwsze ostrzeżenia zostaną zignorowane. Nadal jednak parząc na tyle nie-dotkliwie by dziecko które otworzy pamiętnik mamy nie skończyło w trybie natychmiastowym w Mungu.

I tak Bott sam zaczął się zastanawiać, jak skonstruowałby taki przedmiot. Magiczne zeszyty są ostatecznie dość prostym zagadnieniem. Rzecz w tym, że kolejne zaklęcia - palące i ograniczające efekt muszą być ustawione w odpowiedniej proporcji i kolejności, proporcja za to powinna być zależna od czasu reakcji papieru. Bertie zaczął więc notować wartości związane z czasem i ewentualną mocą, usiłując zestawić je w odpowiedni sposób, a kiedy to zrobił, ponownie otworzył podręcznik, tym razem nie idąc zgodnie z kolejnością, a poszukując odpowiedzi na swoje pytania i starając się sprawdzić czy jego - całkowicie teoretyczna - wersja miałaby rację bytu.


20.11.56


Padał na twarz po powrocie z cukierni która od pięciu dni praktycznie ciągle miała ruch. O dziwo ludzi nie odstraszyły ulewy, przychodzili chętnie, oglądali słodycze-zabawki, siadali przy stolikach, kupowali, lub zamawiali coś dla rodzin lub na przyjęcia. Bott czuł że jeśli ten bum potrwa jeszcze chwilę, będzie musiał zatrudnić większą ilość pracowników.
I choć był wykończony, miał w sobie dużo entuzjazmu. Kiedy wrócił do domu, zszedł do swojego pokoju, jednak czuł że nie da rady jeszcze usnąć. Ciało było wykończone - po całym dniu na nogach - prócz tego jednak potrzebował się czymś zająć.
Sięgnął więc znów po podręcznik na części na której zatrzymał się jakiś czas temu. Znów przeczytał część teoretyczną, tym razem na świeżo i po przerwie wydała mu się ona znacznie bardziej logiczna. Jedna część wynikała z poprzedniej, kolejne znaki wiązały się ze sobą, ciąg liter w jednym zestawieniu i ten w kolejnym był w oczywisty sposób podniesiony o konkretną wartość która w kolejnym zestawieniu się podwajała, w następnym potrajała i tak dalej. Pułapka polegała na tym, że podczas gdy cztery cyfry rosły, dwie w identyczny sposób malały, co do momentu wychwycenia ów fenomenu sprawiało że Bertie czuł iż przegapia jakąś istotną część podanego zadania. Uzupełnił jednak brakujące cyfry i ponownie kartka w charakterystyczny dla tego podręcznika sposób rozgrzała się lekko sygnalizując właściwą odpowiedź.
Przeszedł więc dalej - kolejne ciągi liczb zmieniające się o konkretne wartości, coraz bardziej skomplikowane, zróżnicowane i dłuższe. Zaczął analizować je kawałek po kawałku, jednak kiedy tylko wychwycił kilka podstawowych zasad, zrobiło się to znacznie łatwiejsze.


26.11.56


Siadł na ganku. Przyzwyczaił się już do ciągłego deszczu i choć pogoda miała w sobie coś bardzo mrocznego, choć wiązała się z potężną anomalią, Bott lubił jej niektóre elementy. Dźwięk - lekki szum był odprężający, szczególnie tutaj, kiedy Bertie siedział w domu otoczonym drzewami, lekko schowanym w lesie, woda poruszała liśćmi, uderzała o drewno czy dachówki tworząc przyjemną dla ducha melodię. To i zapach deszczu. Po długim dniu w pracy - bo od otwarcia lokalu, był w nim dzień w dzień, nie mogąc sobie narazie pozwolić na nieobecność - siadł więc na bujanym fotelu, przy zawsze zapalonej lampce która miała wskazywać drogę do Rudery, w tej chwili była jednak dla niego po prostu źródłem światła. Ponownie otworzył podręcznik, na kolejnym dziale, skupiając się na odczytaniu części teoretycznej - dotyczącej popularnych pułapek w numerologii. Cyfr które w odpowiednim zestawieniu stają się niewidzialne, lub dziewiątki która niekiedy celowo ustawiana jest do góry nogami by zmylić odczytującego. Wtedy można przyglądać się samej cyfrze, ta jednak może być zapisana w całkowicie neutralny sposób który całkowicie zamaskuje ten fakt, jednak okazuje się, iż było kilka wskazówek by tę drobną pułapkę rozpoznać. Na tym zakończył się jednak tekst, a pojawił się ciąg kolejnych cyfr: 172931466132 oraz informacja, że jedna z szóstek jest dziewiątką przy jednoczesnej informacji iż jest to zestawienie kodu zabezpieczającego wejście do sejfu.
Wiedząc, że tego typu kody należy rozpatrywać w zestawach podwójnych, Bertie rozpracował go, stawiając najpierw kreski. 17|29|31|66|61|95, dość łatwo dochodząc do wniosku że jedyny zestaw który wybija się z ciągu rosnącego to 61. Obrócił więc szóstkę w dziewiątkę, rozwiązując przy tym zadanie wstępne, najłatwiejsze zapewne w całym tym dziale, pokazujące zależność między szóstkami, a dziewiątkami.
Ze znikającymi cyframi miało być podobnie, najłatwiej je zatuszować w ciągach o zmiennej długości, gdzie nie będzie oczywistym, że czegoś brakuje. 827 1882 1 301 było zadaniem dość prostym z pozoru, w numerologii bardzo rzadko występują pojedyncze cyfry, kiedy więc Bertie zaznaczył jedynkę spodziewał się odnaleźć właściwe rozwiązanie. Niestety jednak, jego zakreślenie nie wywołało żadnej reakcji, a po chwili zniknęło. Bott z kolei połapał się, że robi się już późno, pozostawił więc to zadanie na kolejny dzień.


06.12.56


Święta, wszędzie święta. Wyjątkowo szare, wyjątkowo nie-białe, Bertie jednak oczywiście chodził z mikołajową czapą, zarówno do Ministerstwa jak i do Cukierni, dziś rozdając słodycze i korzystając z przyjemnego dnia. Jak można się było spodziewać, w okolicy mikołajek chętnych na słodycze było jeszcze więcej. Ten okres zawsze kojarzył mu się z większą labą, w tym roku było jednak inaczej. Otwarcie Cukierni na chwilę przed okresem przedświątecznym było dobrym ruchem, bo po pierwszym bumie związanym z prostą ludzką ciekawością nastąpił drugi bum. Minus jest tylko taki, że młody Bott był zmęczony - czy jednak jest to duży minus? Bertie chyba nawet lubił to uczucie.
Tak czy inaczej wlazł do kuchni po jakieś jedzenie, bo zdecydowanie potrzebował czegoś nie-słodkiego, nalał sobie zupy z wczoraj, odgrzał ją w kominku i siadł do stołu zauważając, że nadal leży na nim podręcznik z numerologii i jakby wyczekiwał aż Bott go otworzy. Na co więc czekać?
Otworzył więc podręcznik lewą ręką, prawą grzebiąc w misce z zupą i zabrał się za czytanie kolejnego rozdziału. Czytał więc uważnie, nawet nie zauważając kiedy miska się kompletnie opróżniła.
Powoli kończył podręcznik, ostatni rozdział był głównie związany z powtórkami, kolejne zadania bazowały na starych zasadach, a kolejne dość jasno z nich wynikały. Bott w sumie sam był w szoku, że coś do czego tak długo był negatywnie nastawiony, zaczyna robić się takie proste i oczywiste. Może proste to złe słowo, ale logiczne, wymagające chwili skupienia, nadal jednak możliwe do rozwiązania. Z niemałym zdziwieniem odkrył, że doszukiwanie się logicznego ciągu konkretnych cyfr, ich magicznych właściwości i zestawień i właściwości na prawdę sprawia mu przyjemność.
Kolejne zadania rozwiązywał coraz szybciej, coraz bardziej dostrzegając jasne zależności i ukryte fakty. Kiedy zamknął książkę, ze zdziwieniem zauważył, że jest już prawie północ. Ruszył więc na dół, chowając książkę na powrót do szafy a której wciąż były jego stare rzeczy i opadając na łóżko.


zt.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 7 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Schody [odnośnik]10.05.19 0:15
19. listopada
Dryfowała. Od pierwszych minut po przebudzeniu pod jasną czupryną kłębił się cień poprzedniego wieczoru, kolejnej z wypraw do ogniska anomalii - burza wywołana niewinnym zaklęciem uczepiła się jaźni trwałym przylepcem, poniszczone drewno szorowało nieprzyjemnie o delikatną skórę, w akompaniamencie szumu wzburzonego morza oraz krzyku poszkodowanego marynarza, wykrzykującego w przestrzeń syrenie imię. Muirgheal - wspominała, nieprzytomnie wpatrując się w stygnące śniadanie, zastąpione obrazami z wyobraźni, co rusz oplatanymi pytaniami bez odpowiedzi. Wraz z Elyon zatroszczyły się o bezpieczeństwo mężczyzny, oddając go pod opiekę osoby, jaką zdawał się darzyć zaufaniem - z dala od uśpionego źródła ciemnej mocy, siejącej zgubę w biednym umyśle, i choć tej nocy sen zmorzył pannę Lovegood o wiele prędzej niż się tego spodziewała, następujące po nim godziny nie pozostały wolne od rozmyślań. Czy była prawdziwa, czy była tylko zjawą, wysnutą z najgłębszych snów, wspomnień, pragnień? Kim była Muirgheal?
Widelec brzdęknął, wyrywając jasnowłose dziewczę z chwilowego zawieszenia, kiedy dłoń przesunęła się bezwiednie - mrugnęła krótko, ulotnie przysłaniając powiekami jasne tęczówki, z wolna wracając do rzeczywistości. Odszukany wzrokiem kuchenny zegar wyraźnie dawał znać, że dłuższa zwłoka zostanie zwieńczona spóźnieniem, jakiego nie chciała fundować Julii oraz stworzeniom, czekającym w lecznicy. Zadowoliła się więc dwoma kęsami, nieelegancko pozostawiając prawie pełny talerz na stole - wciąż tkwiąc w częściowym zamyśleniu, zupełnie zapominając o torbie, czekającej przy drewnianym krześle, z którego porwała tylko jasny płaszcz.
Niestrudzenie snuła przypuszczenia, dzieląc się nimi z kolejnymi rezydentami przytułku, swobodnie zadając im pytania, po których milkła na dłużej - gdzieś na skraju pamięci zalegała historia, opowieść zasłyszana w domu rodzinnym, gdy ciężkie krople obijały się o szyby fantazyjnej budowli, w migotliwym świetle zwykłego Lumos. Pamiętała cienie na ścianach, zarysy ukochanych twarzy - mamy, taty, babci, dziadka i najdroższego brata - lecz sama historia zanikła. Tylko echo przyjemnego głosu rodzicielki roznosiło się ciepłem i tęsknotą po komorach serca. Kilka nut. Dzieliła się nimi z milczącym kudłoniem - ostatnio coraz bardziej ufnym, pozostającym pod jej wyłączną opieką - i dzięki temu, a przynajmniej w to właśnie wierzyła, wyciągnęła z czeluści pierwsze słowa. Pogładziła towarzysza po łebku, dziękując mu za cierpliwość bladym uśmiechem, gdy czas nadgodzin dobiegł końca.
Deszcz lał się z nieba bez końca, pozwalając melodii rozrastać się stopniowo - każdą, najmniejszą czynność wydłużając do granic możliwości, pochłaniając uwagę niemalże całkowicie. Tym razem sen odsunął się od niej bezszelestnie, nie próbowała łapać go na siłę. Cichutko, nie chcąc zbudzić brata nieuważnym ruchem, zsunęła się ze swojego łóżka i uchyliła drzwi, zamykając je jeszcze ostrożniej, by w końcu skierować zwiewne kroki do pustego, ciemnego salonu. Stanęła w jego progu, wsłuchując się w burzę. Pogładziła krótko cyprysowe drewno, uwięzione w palcach. - Lumos - szepnęła, pozwalając różdżce zalśnić, nim odłożyła ją za firankę, by złagodzić światło i rozproszyć je po pomieszczeniu. Może pamięci brakowało pełnego obrazu? Cofnęła się od okna - zaledwie dwa, czy trzy kroki, z lekko drżącym sercem. Wciąż nie wierzyła, że jej śpiew był zdolny uspokoić szaleństwo rozdzierające marynarza, lecz nie mogła pozbyć się uczucia, że uwalniając go, uwalniała też istotną cząstkę siebie. Tęskniła za wolnością, za swobodnym ruchem, za ekspresją, która zaginęła w bolączkach, stratach i rzeczywistości. Zgubiła się - niepewna, czego dotyczyły poszukiwania. Muirgheal, siebie, słów? Uniosła dłoń, wodząc nią sennie w powietrzu, dogrywając w myślach melodię, wedle której płynęła, nim przeplotła szum deszczu wersami.  

| śpiewam sobie The Girl with the Flaxen Hair || tekst


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Schody - Page 7 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Schody [odnośnik]10.05.19 10:28
Zwykle kładłem się o świcie i wstawałem gdy słońce wisiało już wysoko na horyzoncie, ale tym razem było całkiem inaczej. Pracowałem do późna, znacząc płótno kolejnymi plamami barw, które nijak nie chciały układać się w żadną logiczną całość, ani nawet w żaden artystyczny absurd, uparcie będąc tylko bezsensownym zlepkiem chaotycznie narzuconym na podobrazie. Być może wiele stresów sprawiło, że wciąż odlatywałem myślami gdzieś daleko i kompletnie nie mogłem skupić się na tym co tu i teraz. Czułem pewną twórczą blokadę i powoli zaczynało mnie to martwić... Do tego stopnia, że nawet nie wiem kiedy Morfeusz utulił mnie w swoich ramionach, zabierając do tajemniczej krainy snów. A śniłem o pięknych rzeczach - o przejrzystych morskich falach, łaskoczących każdą część mojego ciała, o palącej kuli słońca wiszącej nisko nad horyzontem, w końcu o porcelanowych licach syren i ich perłowych ogonach. Gdzieś między nimi widziałem czarny blask wyjątkowej łuski, w uszach słyszałem jej śpiew... Śniłem o Muirgheal, w której szczupłych ramionach miałem odpoczywać aż do nadejścia poranka.
Tyle, że ten zdawał się nadejść wyjątkowo wcześnie? A może właśnie było to tylko złudzenie? Ocknąłem się, jedną nogą wciąż pozostając w krainie snu; nie widziałem pod powiekami oblicza syreny, a zwyczajną ciemność, w uszach za to wciąż słyszałem jej hipnotyzujący śpiew. Tony, które zdawały się wydostać z mojej głowy do rzeczywistego świata, które prowadziły mnie po znajomych pokojach Rudery. Rozchyliłem ślepia szukając źródła dźwięku gdzieś pomiędzy pulsującymi konstelacjami gwiazd, malowanymi moim własnym pędzlem, jednak nuty płynęły z innego miejsca. Powoli zarzuciłem na ramiona lekki szlafrok, kończący się ponad kolanem i obwiązałem się niedbale w pasie, pozwalając delikatnemu materiałowi co rusz spływać z jednego z ramion. Przez chwilę błądziłem gdzieś na pograniczu jawy i snu, z maniakalnym wręcz uporem szukając śpiewaczki i znalazłem ją w salonie, otulonym ciepłem niewyraźnego światła. Nie była to Muirgheal - czerń łusek został zastąpiony nieskazitelną bielą delikatnej skóry. Przystanąłem w wejściu, wspierając się o framugę i milczałem, wsłuchując w wyjątkowy śpiew, rozpływający się lekko po całym pomieszczeniu. Kiedy zaś nieuważnie przestąpiłem z nogi na nogę, powietrze przeszyło przeciągłe skrzypienie podłogowych desek, które zdradziło moją obecność.
- Wybacz, Sue, nie chciałem ci przeszkadzać... - mówię, przekraczając próg salonu, pozwalając rozproszonym strugom światła otulić moją sylwetkę. Poprawiam szlafrok - Łał, nie wiedziałem, że potrafisz tak śpiewać. Co to za piosenka? I dlaczego nie śpisz?




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Schody [odnośnik]13.05.19 23:33
Cisza nie była przeszkodą, akompaniament dźwięcznie rozniósł się w myślach pod postacią odgłosu konfrontujących ze sobą fal - nietrudno było wyobrazić sobie owe tło, gdy za szklaną taflą szyb deszcz szumiał wytrwale, a wspomnienie wyprawy na statek wciąż pozostawało żywe i wyraźne. Nuty i słowa zaczęły układać się w ustach Susanne nieśmiało, lecz samotność dodała otuchy już po pierwszych próbach - wracały do niej z tak wielką łatwością, poczuła wręcz, że wcale nie były zapomniane, a jedynie czekały na ten moment - jakby potrzebowała chwili dla siebie, dla ułożenia wspomnień w zgrabną ścieżkę. Delikatne światło rzucało wokół miękkie cienie, nowe, inne - wodziła po nich jasnym, błyszczącym spojrzeniem, palcami przesuwając po rozmytych konturach, nie bacząc na odległość, jaka dzieliła opuszki od cienistych plam. Wyobrażała sobie, że wszystkie te kształty są częścią historii o syrenie, o istocie porzucającej dotychczasowe życie dla ukochanego. Krótkie półkroki prowadziły drobne ciało o marne centymetry bliżej ogromnej skały, zamku, podwodnego królestwa drobnej mewy i nieruchomej chorągwi. Drgnęła dopiero na dźwięk skrzypiącej deski - zwiastun przybywającego okrętu? - przez który znieruchomiała zaskoczona, zatrzymując dłonie gdzieś na wysokości ramion i milknąć w pół ostatniego wersu. Potrzebowała chwili, by zejść na ziemię. Całkowicie pochłonięta prostotą opowieści, zapomniała, że dźwięki mogą bez najmniejszych oporów wydostać się poza salon i dotrzeć do uszu śpiących domowników. Nie chciała przerywać nikomu zasłużonego wypoczynku - sen był w ostatnich miesiącach prawdziwym błogosławieństwem i wcale nie przychodził łatwo. Pozwoliła brwiom opaść nieco, by nie zdradzały dłużej zaskoczenia - zresztą ile mogła wpatrywać się w Johnny'ego szeroko otwartymi oczyma? Sens wypowiedzianych przez Bojczuka zdań docierał do panny Lovegood bardzo powoli, a sama wyglądała, jakby budziła się z hipnozy, otulona jasnym materiałem koszuli nocnej, spływającym aż do kostek. Zanim skontaktowała wystarczająco, by odpowiedzieć, do głosu dorwało się jej własne pytanie.
- Obudziłam cię? - opuściła swobodnie ręce, dopiero zauważając, że wciąż trzyma je w tym samym miejscu. - Przepraszam - dodała, subtelnie zawstydzona, ale nie uciekała nigdzie spojrzeniem. Nie wydawał się zły - może nie spał? - wręcz przeciwnie, nawet zaskoczył ją zainteresowaniem. Z nieznacznym oporem pod jasną czuprynę doturlała się oczywistość - znał się na morzu.
- To ten stan, kiedy trzeba złapać pamięć za ogon - odpowiedziała spokojnie, wciąż nie czując zmęczenia - przegonić trochę mgły znad piosenki - wyjaśniła, wzruszając ramionami i streszczając cały problem w typowy dla siebie - niedosłowny - sposób. Nie opowiadała jeszcze o samej piosence, zamiast tego dając upust ciekawości, którą ułożyła w pytanie - tylko jedno, choć na usta cisnęło się ich wiele. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak niewiele wiedziała o syrenach. - Słyszałeś kiedyś o Murigheal?


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Schody - Page 7 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Schody [odnośnik]14.05.19 13:44
- Nie spałem. - kręcę głową. To drobne kłamstwo tak swobodnie opuszcza moje usta, że chyba sam mógłbym w to uwierzyć, macham jedną ręką i stawiam kilka kolejnych kroków wgłąb salonu. Uśmiecham się lekko na jej słowa - chyba zdążyłem już przywyknąć do tych niedosłownych odpowiedzi... Zresztą wszyscy Lovegoodowie tacy byli - oderwani od rzeczywistości, i o dziwo było to nawet pociągające. Wbijam spojrzenie w Susanne, zaś gdy pyta o Murigheal, to moje ślepia rozszerzają się w wyrazie niemego zdziwienia.
- ...Murigheal? - powtarzam, wbijając w dziewczynę uważne spojrzenie, wracając do rzeczywistości dopiero po paru sekundach. Mrugam kilka razy, po czym drapię się po głowie, nieznacznie marszcząc brwi - Wiem kim ona jest. - kiwam łepetyną. Nabieram w płuca powietrza i przechadzając się po pomieszczeniu zaczynam snuć historię.
- Murigheal to córka jednego z trytońskich władców, to syrenia księżniczka, jedna z tych, które swoją osobą, swoim usposobieniem sprawiają, że wzbudzają w innych tylko pozytywne emocje. Była więc kochana przez każdego mieszkańca tamtej wioski i ona także kochała ich. Ale to nie jedyne cechy, które czynią ją wyjątkową... - trochę koloryzuję, dopowiadam sobie pewne szczegóły całej tej historii, no ale cóż, byłem bajarzem, kłamcą, chyba całkiem niezłym gawędziarzem, a z naturą niestety nie da się walczyć. W międzyczasie zauważam taniec cieni na ścianach oraz podłodze, więc postanawiam z tego skorzystać, by nadać całej opowieści jeszcze bardziej magicznego wyrazu. Przystaję więc nieopodal parapetu, na którym spoczywa zapalona różdżka i kontynuuję, unosząc dłonie i układając je w różne kształty, by chociaż pośrednio, za pomocą rzucanych cieni wizualizowały to, o czym mówię; więc gdy wspominam o syrenach, te zdają się tańczyć po całym salonie, na wspomnienie czarnoksiężnika oblekam cienie w ludzkie kształty, kiedy rozprawiam o tajemniczych wyspach oraz mrocznym więzieniu, pokój dzieli wysoka wieża, zaś ruch moich palców sprawia, że obmywają ją morskie fale - Widzisz jest także wyjątkowa, bo Los obdarzył ją niezwykłym głosem, niezwykłym darem, jakąś tajemniczą mocą, o której właściwie nie wiem zbyt wiele. Była inna niż reszta syren, jej ogon lśnił czarną łuską, lico było najpiękniejszym i najdelikatniejszym w całym oceanie, a włosy otaczały sylwetkę lekkim, jasnym welonem. W każdym razie to właśnie doprowadziło do tego, że Murigheal została uprowadzona przez złego czarnoksiężnika, który chciał wykorzystać jej dar do własnych celów. Uwięził ją na tajemniczej wyspie, w mrocznym więzieniu, gdzie dodatkowo była strzeżona przez smoka. I, cóż, z czasem szczerze ją pokochał, bo nie dało się pozostać wobec niej obojętnym. Być może i ona go kochała, a może było to trujące, niszczące uczucie... Nie wiem. Mijały lata, biedaczka wciąż pozostawała w swojej złotej klatce, chociaż wielu śmiałków próbowało ją uwolnić. Nikt jednak nie był w stanie stawić czoła pułapkom, które czekały nań pośród korytarzy tajemniczego więzienia. W końcu to miejsce pokonało także samego czarnoksiężnika i tak Murigheal została sama, pogrążona w smutku, w żałobie, zlękniona i pozbawiona jakiejkolwiek nadziei na poprawę swojego losu. - unoszę dłonie wyżej, wspierając się tyłkiem o parapet i zanim powrócę do kontynuowania tego jednoosobowego przedstawienia, zerkam przelotem na Sue - Aż pewnego dnia anomalia uwięziła na wieży grupę czarodziejów, którzy wspólnymi siłami mierzyli się z każdą kolejną przeszkodą, rzuconą im pod nogi przez to miejsce. Uciekali przed stadem nieumarłych, stawiali czoła zamkniętym drzwiom, przedziwnym zaklęciom i swoim własnym lękom. Nie bali się wskoczyć prosto w wir wydarzeń, w wir walki, by ostatecznie dotrzeć przed oblicze Murigheal. - moja opowieść nabiera nieco tempa, więc i rzucane cienie stają się bardziej chaotyczne, ekspresyjne, a przez to pewnie trochę niedokładne, ale przecież po to zostaliśmy obdarzeni niemałą wyobraźnią, by za jej pomocą tuszować te drobne niedoskonałości - Walczyli ze smokiem i musieli rozgryźć szyfr, który sprawi, że syrena będzie wolna i udało im się, a tajemnicza wieża, tajemnicze więzienie rozsypało się na tysiąc drobnych kawałeczków. Córka trytona mogła wreszcie powrócić do ojczyzny i to właśnie jej plemię pomogło tamtym śmiałkom powrócić na ląd. - taka to była historia. Kończę opowieść, opuszczając dłonie i zaciskając palce na krawędziach parapetu, spojrzenie zaś kieruję na pannę Lovegood - Wiesz, być może jest na świecie tylko jedna osoba, która zna dokładne położenie tamtego miejsca i wie gdzie szukać Murigheal. - kiwam lekko głową - I ta osoba stoi przed tobą, byłem częścią tamtej grupy.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Schody [odnośnik]30.09.19 0:16
Niewinne wyminięcie z prawdą nie wzbudziło w Sue żadnych podejrzeń - po co miałby kłamać? - uwierzyła z cieniem ulgi, nie musząc przejmować się drobnym ukłuciem wyrzutów sumienia. Bezsenne noce były jej dobrze znane. Wystarczyła nieskomplikowana myśl uczepiona chłonnego umysłu, niegasnąca ekscytacja ciekawym zjawiskiem, nietypowy cień na ścianie albo piękna ćma, połyskująca na tle ciemności. Tendencje do wpadania w zachwyt i rozwlekłe przemyślenia - znała je od dziecka. Życie nie wykazało się jednak łaskawością, po rodzinnej tragedii dając jej poznać odwrotną wizję nieprzespanych nocy, pełną lęków, tęsknoty i łez. Ta noc układa się gdzieś na pograniczu, zasnuta mgłą piosenka z wolna odżywała, lecz kojarzyła się z domem, kojącym głosem mamy - mimo tego, myśl prędko odbiła w kierunku Bojczuka. Dlaczego nie spał? Czy powodem był zachwyt, silne emocje? Było coś magicznego w nocnych przemyśleniach. Wymykały się dyskretnie, gdy cały świat milczał, pogrążony w ciemności i nieświadomości, lubiła je poznawać, porównywać ze swoimi, rozwijać. Wyobrażała je sobie w formie mapy, cieniutkich połączeń - może wszystkie nocne przemyślenia rzeczywiście były ze sobą związane? Może, gdy ona myślała o morskich istotach, ktoś całe mile dalej także snuł o nich wizje? Nie zapytała jednak o powód bezsenności, skoncentrowana na sprawie, która od dłuższego czasu zaprzątała jej głowę. Kiwnęła nią krótko, potwierdzając bezgłośnie imię syreny, wpatrzona w rozmówcę błyszczącymi oczyma. Wymowna przerwa trzymała w napięciu i zdawała się trwać parę razy dłużej, niż w rzeczywistości - dziewczę prawie stanęło na palcach bosych stóp, ręce trzymając złożone przy szyi, jakby w ten sposób miały utrzymać ducha na miejscu nim wyparuje z ciekawości. Odpowiedź była dla niej jasna jeszcze zanim padła - wiedział, kim jest Murigheal - lecz czekała cierpliwie. I opłaciło się. Bojczuk miał niesamowity dryg do opowieści, pochłonął uwagę Susanne całkowicie i w mig pozwolił jej zanurzyć się w świecie porwanej księżniczki. Nie tylko słuchała - uczestniczyła w spektaklu, wędrując po salonie, przyglądając się cieniom z bliska i daleka, muskając je szczupłymi palcami, wcielając się w postaci i dodając pomniejsze kształty do tego, co tworzył przed nią bajarz. Była falą, wirując lekko w towarzystwie ich niewyraźnych zarysów. Była wieżą, niewzruszoną, wystawioną na ciężkie uderzenia rozszalałej wody. Była smokiem, czarnoksiężnikiem, samą Murigheal - tylko oczy miała własne, błyszczące zachwytem w półmroku. Wierzyła w tę historię - do samego końca, przeczuwając przed jej zwieńczeniem, że Bojczuk zna szczegóły nie bez powodu. Anomalie były świeżą sprawą, wszystko musiało wydarzyć się dosyć niedawno. Odczekała moment, nie przerywając ciszy, w zamyśleniu zmarszczyła brwi na trzy, może cztery sekundy, wbijając wzrok w nieistotny punkt - zanim usiadła na podłodze, pozwoliwszy białemu materiałowi rozlać się wokół. W jednej chwili zmieniła minę i wpatrywała się w Johnny'ego ze szczerym zaciekawieniem, widocznym w niebieskich ślepkach.
- Jak się tam znalazłeś, na kopytko hipogryfa? - czy ktoś planował tę wyprawę, czy trafił tam przez czysty przypadek? Nie myślała nawet, że mógłby coś z opowieści zmyślić. Nie kryła zdumienia - choć nie wątpiła, że życie Bojczuka było pełne niesamowitych przygód. Powinna się wokół niego trochę pokręcić, może wtedy sama spotkałaby jakąś legendarną istotę? Ach, kelpie już jej nie wystarczały! - Co to był za smok? - to przecież ważne, ale to nie koniec pytań. - Jak rozwiązaliście szyfr? Był z wami jakiś marynarz? Starszy? - zapytała, gdyż ta sprawa nie dawała jej spokoju. Nie brnęła jeszcze w historię o spotkanym mężczyźnie, który z powodu Murigheal stracił zmysły, miała za dużo pytań. Pokręciła głową, włosy lekko omiotły jasną twarz. Musiała się zdecydować na którąś z kwestii, zaczynała zapominać, o co pytała, ale Bojczuk jasno dał do zrozumienia, że wie, gdzie jest księżniczka. - Zaprowadzisz mnie do niej? Do Murigheal? - wyrzuciła z siebie w końcu. - Była miła? Mogłabym się od niej uczyć śpiewać, to by było coś - szepnęła, pochłonięta tą wizją.


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Schody - Page 7 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Schody [odnośnik]16.02.20 17:15
|18 marca

Bertie wybrał nieco niefortunny moment do natknięcia się na Daniela, który swoją drogą chyba trochę gorzej się poczuł. To był dzień przed pełnią - byłem więc ostatnią osobą którą w tym czasie można było prosić o rozwiązanie jakiegokolwiek konfliktu nie ryzykując pogorszeniem sprawy. Wiedząc to zwyczajnie postanowiłem zignorować wiadomość odzywając się dopiero siedemnastego marca, kiedy to zapowiedziałem się na wizytę osiemnastego w Ruderze coby za tę sprawę się zabrać. Ciągle czułem się nieco ociężały, osowiały ale zdecydowanie spokojniejszy niż te trzy dni temu co mogło być kluczowe.
Deportowałem się do Doliny jakoś późniejszym popołudniem. Czuć było, że wiosna idzie bo nawet nie było aż tak ciemno. Nim pojawiłem się przed samą Ruderą zaopatrzyłem się w pobliskim sklepiku dwie butelki portera Starego Sue, które miały być przyjemnym dodatkiem do kończącego się dnia i pogawędki, a i może kolacji. W sumie na pewno kolacji też! Wątpiłem w to by Bertie nie miał przyszykowanego żadnego poczęstunku na czarną godzinę. Właściwie konałem z głodu.
- Bert...?! - rzuciłem od progu zaraz po tym jak trzasnęły za mną drzwi, a ja znalazłem się w przedpokoju. Zeskrobałem z pięt buty, powiesiłem szatę na wieszaku wyciągając z głębokich kieszeni bliźniacze butelki - Bert, jak jesteś w kuchni to weź przynieś coś do jedzenia! - ogłosiłem wpraszając się jednocześnie dalej do salonu. Siadłem sobie wygodnie w bujanym fotelu czując się jak stary człowiek, któremu pozwolono usiąść po całodniowym staniu na baczność. By zrobić sobie dodatkową przyjemność otworzyłem jedno piwo o drugie - Chcesz portera? Kupiłem po drodze dwa - spytałem słysząc dźwięk kroków zbliżającego się kuzyna - I weź mi wyjaśnij o co chodzi z tym Wrońskim. Od tak przyszedł do ciebie w biały dzień i ci stawiał ultimatum? Wyjaśniałeś mu, że jesteśmy rodziną i, że to głupi pomysł czy jakoś inaczej starałeś się go wyjaśniać? Wspominał coś o mnie? Walił wódą...? - kto wie, może to ja jakoś zalazłem Wrońskiemu za skórę i próbował o sobie przypomnieć zaczepiając Bertiego lub jakimś cudem nie kojarzył młodego jako mojej rodzinki. Może był pijany...? Ziewnąłem


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Schody [odnośnik]16.02.20 18:05
Spędziwszy sporą część dnia w Ministerstwie, Bott postanowił że należy mu się trochę wolnego. Trochę się ostatnio nie poznawał i ów zmiana mu się nie podobała, w sumie to nawet bardzo i w sumie to czuł, że musi coś ze sobą zrobić, bo myślą to o jednej robocie to o drugiej zaczynał już rzygać. Gorzej, że obie lubił.
Kiedy Matt przyszedł, faktycznie spędzał czas w swoim naturalnym środowisku, akurat bawiąc się piłką i królikiem, który zdawał się jakby prawie aportować. Bertie lekko rzucał piłkę, a królik skakał dookoła niej i w sumie było to wspaniałe zajęcie.
- Jest makaron! - odpowiedział jedynie, porzucając rozrywkę. Faktycznie nałożył kuzynowi porcję podgrzaną szybkim zaklęciem i ruszył do salonu. Wręczywszy mu talerz, sam siadł na kanapie i chętnie złapał za zaoferowane piwo.
- No właaaśnie... - westchnął, kiedy Matt przeszedł do rzeczy. - Po prostu wpadł i zaczął gadać. Podpytywał jak idzie i tak dalej. - wzruszył ramionami. Z początku wcale go to jakoś nie zdziwiło, bo niby Wrońskiego za bardzo nie znał, ale z drugiej strony słodycze zbliżają ludzi, nie? Często rozmawiał z klientami tak o. - Tylko zaczął wypytywać jakie mam zabezpieczenia i podkreślać, że nokturnowa dzieciarnia lubi się bawić w rozwalanie lokali. Po czym stwierdził, że jeśli będę się z nim dzielił zyskami to sprawę załatwi. - uśmiechnął się pod nosem. W sumie to nawet go bawiło to wszystko. W sumie to nie było to do końca zabawne, że popaprańcy z organizacji antymugolskiej mogą mu spalić lokal bo tak, a teraz okazuje się, że jeszcze nokturnowy cwaniak chce go zapoznać z jakąś grupą niszczycielskich dzieciaków, ale jakoś podsumowanie tego wszystkiego wydało mu się w jakiś pokręcony sposób całkiem naturalne.
- Stwierdził, że spora część lokali na Pokątnej płaci za to, żeby trzymali się z daleka, że być może ze względu na ciebie przez chwilę będę miał spokój, ale bez opłaty raczej szybko się to skończy. - otworzył swoją butelkę o stół i oparł się na kanapie wygodnie. - Pijany nie był i raczej mówił serio. - spojrzał na kuzyna uważnie. Nie znał się na nokturnowych zwyczajach, ale też nigdy nie sądził że będzie miał potrzebę cokolwiek w tej kwestii zmieniać.
- Myślisz że to realne, że to co się stało u Fortescue i w Próżności kogoś zainspiruje aż tak?



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 7 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Schody [odnośnik]16.02.20 19:07
Pociągnąłem z butelki porządnego łyka. Krótki spacerek na świeżym, mroźnym, nocnym powietrzu dobrze zrobił piwku. Takie było idealnie chłodne. Przetarłem kciukiem pod nosem i wymieniłem butelkę na talerz makaronu. Zasysając go przysłuchiwałem się młodemu marszcząc z każdym jego słowem coraz bardziej czoło - Pojebało go, czy co - burknąłem bardziej do siebie niż do kuzyna bo też i tylko tyle cisnęło mi się na usta po usłyszeniu tego wszystkiego. Mieląc w ciszy jednak kolejną porcję klusków zacząłem próbować sobie wyobrazić jak to mogłoby wyglądać - To znaczy istnieje szansa, że może chciał cie wkręcić i właściwie do dziś się czasem uśmiecha do siebie po zamoczeniu wąsa w piwsku jaki to z niego zabawiaka, a mi o tym wszystkim poopowiada kiedy to spotkamy się na cotygodniowej popijawie w Mantykorze albo... - wycelowałem w młodego widelcem - też zwyczajnie próbował zrobić z tobą interes po znajomości. Wiesz - ty go kojarzysz, on ciebie, zamieszki na Pokątnej stają się powoli tradycją, do tego faktycznie nie masz jakkolwiek zabezpieczonego biznesu - żadnych pułapek lub żadnej protekcji jakiejś zewnętrznej branży ochroniarskiej, a wiesz, to tak jakby jego broszka. Dodać dwa do dwóch...Może trochę źle to odebrałeś bo nie najlepiej mu patrzy z oczu - wzruszyłem ramionami - Inna sprawa, że na pewno widzi, że ci się powodzi ale mogę pogadać z nim i jestem pewien że skory byłby zejść do sensownej stawki, jakbyś chciał. Bo faktycznie, raczej nikt nie będzie naskakiwał ci nasyłał na lokal jakichś dewastatorów by wyłudzić od ciebie hajs, a przynajmniej zastanowiłby się dziesięć razy czy zbieżność naszych nazwisk to przypadek ale jakby ktoś zapłaciłby zbójom specjalnie by cie dojechali to wiesz, to tak inna bajka i szczerze myślę, że tak też było w przypadku Floreana. Jego matka była mugolaczką. Nie wiem jak tam było z Vanity, lecz może też coś na rzeczy w tym stylu - nadziałem makaron i przeciągnąłem nim po talerzu tak by bardziej obtoczyć go w sosie - Jak chcesz mogę powiedzieć Danielowi by spierdalał na palmę lizać banany i sprawy nie będzie ale mogę też pogadać by w ciągu tygodnia dwa czy trzy razy pofatygował się na jakiś obchód w okolicę


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Schody [odnośnik]16.02.20 20:49
- Może. - wzruszył ramionami. W gruncie rzeczy byłoby to całkiem realne i Bertie już widział jak siedzą przy piwie i Matt zaciesza się z tego, że kuzyn poszedł do niego ze skargą. I cóż, w sumie to sam trochę komizm w tym dostrzegał, ale też skarżyć jak najbardziej zamierzał. Matt to najlepsza droga w tym wypadku.
- Nie wiem. Może masz rację, może trochę panikuję przez tamte akcje. - westchnął, choć raczej zaczynał się bać, że do zniszczenia jego świeżo postawionej własności ustawiła się kolejka. - Jeśli to faktycznie characz i jeśli uważasz że ciebie posłucha to niech spieprza. A jeśli serio chce się bawić w ochroniarza to tak szczerze... nie wiem czy bym się w to bawił. To tylko lokal. Jak jakiś pojeb rzuci w niego eliksirem wybuchowym to lepiej żeby nie było pod nim ludzi. - napił się piwa i wzruszył ramionami. - Z resztą niby co by zrobił? Nie wygląda jak ktoś kogo wysłucha człowiek hobbystycznie wysadzający cukiernie w powietrze.
Dodał obojętnie. Trochę też chyba nie chciałby odpowiadać za realne starcie ewentualnej ochrony i Rycerzy Walpurgii. Z drugiej strony Bertie nigdy nie był nadmiernie domyślną osobą, poczucie że dość jasno chodzi o characz było w nim jednak bardzo silne.
- Na bank muszę założyć jakieś pułapki, tylko muszę to rozplanować tak, żeby nie zrobić krzywdy jakiemuś klientowi. To by było kiepskie dla wizerunku, czy coś. - uśmiechnął się pod nosem. W sumie to pomysłów miał sporo i nawet z wieloma miałby mu kto pomóc. - No i żeby w razie czego nie zamknąć się z którymś psychopatą w środku. Choć jeśli o krew chodzi to pewnie masz rację. To w każdym razie bardziej realne niż to, że kogoś cholernie wkurza cukier. - dodał jeszcze. - Choć na wypadek gdyby jednak, chyba podłączę u siebie kominek.
Zawsze to jedna droga ucieczki więcej. Cóż, Bertie cholernie lubił ten interes, ale mimo wszystko życia za babeczki oddawać nie zamierzał.
- Czym ty się w sumie w tej chwili zajmujesz? - spytał zaraz. W sumie nie często zadawał to pytanie bo odpowiedź za często się zmieniała, a i często była wymijająca, ale co tam. - Moze zakładasz z Wrońskim spółkę ochroniarską? - uśmiechnął się pod nosem.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 7 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Schody [odnośnik]17.02.20 17:46
Daniel nie mógł raczej nie zdawać sobie sprawy z tego, że Bertie był moim kuzynem, a więc trudno było mi uwierzyć w to, że wiedząc to zamierzałby wymuszać na nim cokolwiek za moimi plecami zaślepiony galeonami. Bliskich swoich ziomków się nie tykało w taki perfidny sposób. Jakieś swoje zasady mieliśmy. Nie przypominałem sobie też bym w jakikolwiek sposób zaszedł Wrońskiemu za skórę by cokolwiek w tej materii się pozmieniało. Stawiałem (wolałem też myśleć), że próbował wcisnąć Bertiemu swoje usługi. Słusznie zresztą - cukiernia niebyła jakkolwiek chroniona.
- No okej, jak chcesz, spotkam i pogadam sobie z nim ale jak dla mnie jak nie on to jednak ktoś inny lub coś innego - wiesz, wypadałoby jakbyś nieco zainteresował się tym bezpieczeństwem czy coś - wzruszyłem ramionami, popijając jedzonko chłodnym porterkiem, którym to się prawie zakrztusiłem ze śmiechu - Haha, haha, haaa... nie wygląda na takiego, którego chce się słuchać?! - podskoczyłem brwiami wnosząc się na wyżyny ironii - już, już, uwaga bo uwierzę, że kiedy przedstawiał ci swoją fantastatyczną ofertę to go miałeś tak bardzo w nosie, że nawet nie pamiętasz co do ciebie gadał, co...? - parsknąłem bo oczywiście, że pewnie słuchał. Wroński wyglądał jak zakapior, a tych się słucha jakoś tak uważniej niż nie jednego polityka - A tak na poważnie to serio myślisz, że Daniel próbowałby paktować z potencjalnym intruzem? Zejdź na ziemie - to było całkiem urocze. Poprawiło mi humor.
Kiwałem potakująco głową kiwając się jednocześnie na bujanym fotelu. Zdecydowanie musiał pomyśleć przynajmniej o tych pułapkach. Co prawda jego starzy nie byli mugolami ale tych jednak mieliśmy czasem w rodzinie, a kto wie, jak głęboko się te świry w rodzinne powiązania lubiły dokopywać.
- Nie no co ty, chociaż jest to jakiś pomysł na dodatkowy grosz ale niech się zrobi trochę cieplej - podumałem sobie zaraz przechodząc do konkretu - A ja obecnie to siedzę sobie w Peak District i jestem takim tam smoczym łowcą - czasem mnie wzywają bym złapał takiego czy innego gada lub znalazł jakieś jaja, całkiem spoko płacą - odpowiedziałem tak, jakbym wspomniał o pracy sprzedawcy gazet, jakby to było nic takiego, jakby co tydzień proponowano mi podobne stanowiska, a co czwartki namawiano mnie na fuchę Ministra Magii. Wzruszyłem ramionami wyczekując reakcji młodego. [bylobrzydkobedzieladnie]


I'll survive
somehow i always do




Ostatnio zmieniony przez Matthew Bott dnia 17.02.20 18:15, w całości zmieniany 1 raz
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Schody [odnośnik]17.02.20 18:10
Wywrócił oczami kiedy Matt zaczął się śmiać, choć uśmiechnął się przy tym lekko.
- Kiedy pójdzie obwieszczać światu zakaz podpalania moich pączków, chcę iść za nim przez Nokturn i obserwować reakcję ludzi. - stwierdził. Może i Wroński dla niego mógł być w miarę straszny, ale w perspektywie Nokturny prezentował się jak terrier wśród owczarków. - Co jeśli Naczelnym Wrogiem Lukru okaże się ktoś z kim się nie dogaduje? W sensie trochę trudno mi uwierzyć, że płacąc jednemu człowiekowi na Nokturnie mógłbym zapewnić sobie spokój bez znaczenia czy mowa o haraczu czy ochronie. Bardziej widzę to tak, że jak będę miał pecha to mnie podpalą a jak nie będę go miał to mnie nie podpalą. - podsumował filozoficznie. - Ktokolwiek wysadził poprzednie lokale, to nie był jakiś byle dzieciak.
Co mu więc po byle Wrońskim? Popijał piwko, rozważając sobie w spokoju, choć zdecydowany do odmowy był bardzo. Ciekaw był jedynie, czy miał rację z haraczem, czy jednak jest to dość spore nieporozumienie.
- Nie wiem, nie sądzę żeby chciał wiele ryzykować dla byle sklepu. - wzruszył ramionami. Nie wierzył w opłacaną ochronę, skoro sam nie był przekonany co do tego jak zareagowałby będąc na miejscu. Ten lokal był dla niego ważny, ale swoje życie lubił jednak bardziej.
- Mhm. - w sumie wizja Matta ochroniarza sklepików z Pokątnej nawet była całkiem zabawna, choć zdecydowanie nie równie mocno jak widok Matta za ladą cukierni w święta. Bertie wiele by dał za przemalowanie go wtedy na zielono i wyciągnięcie mu uszu.
Dalej jednak uniósł brwi, poważnie zastanawiając się przy tym, na ile jest możliwym, że Matt mówy prawdę. Czekał więc spokojnie z opuszczeniem szczęki do piwnicy i milczał tak dobrą chwilę.
- Mhmmm. - mruknął, wyobrażając sobie takie polowanie na smoki. Do tego nie trzeba jakichś super zdolności, bardzo silnych zdolności magicznych czy super wiedzy o magicznych zwierzętach? - A po pracy wracasz do domu lecąc na swoim ulubionym, co? Jak ma na imię? - uśmiechnął się szerzej, zapewniwszy siebie, że to musi być bujda.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 7 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Schody [odnośnik]17.02.20 19:57
- Hahahaha, a w tle niech sypie się Fae Feli - dodałem, śmiejąc się dalej i rozpościerając ramiona by wykroić pokaźny obszar działania kotary z mieniącego się pyłu. Aż odchyliłem się mocniej w bujanym fotelu, że zakołysało mną tak, że musiałem przytrzymać się blatu stołu by się trochę unieruchomić - No to przypał trochę ale no wiesz, gdyby istniał jeden niezawodny sposób na to by to co chcesz było bezpieczne takie też faktycznie było to by go wszyscy stosowali. Tak to zaś masz nieco mniejsze szanse na to, że ktoś cie podpali. Im więcej zapłacisz tym te szanse jeszcze bardziej maleją. Ot, takie tam odkrycie, ze pieniądze szczęściu dopomagają,a jeśli chodzi o nietykalność to tak całkiem doraźnie - dodałem już tak na poważniej i skoro już przy pieniądzach byliśmy... - Właśnie, jak tam pożyczki w gringocie? - spłacone, niespłacone, zaraz będzie miał lub nie miał gdzie mieszkać?
Teraz to ja wywwróciłem oczami. Ale on naiwny.
- Rany Bert, ale ty naiwny: ani on ani nikt by nie narażał się dla twojej cukierni. Wszyscy by ją mieli na bank w dupie - ryzykowaliby dla pieniędzy - wyłożyłem mu bo o ile rozumiałem, że właścicielowi to pewnie przyjemnie było myśleć o tym, jak ktoś inny psuje sobie nerwy dla dobra jego dziecka ale bez przesady, zejdźmy na ziemię. Taką pracę mieli ci co zapewniali bezpieczeństwo - nie interesowało ich przy czym mają stróżować ale za ile.
Też uparcie milczałem dając Bertiemu czas na rozkminę będąc zmuszonym powstrzymywać samego siebie przed wybuchnięciem śmiechem bo już w tedy na bank uznałby, że bajeruję. Tak więc siedzieliśmy sobie siedzieliśmy przez przeciągającą się chwilę w ciszy - Mhm... - odmruknąłem mu by zaraz ściągnąć brwi w niby oburzeniu - Nie bądź głupi. Smoków nie da się oswoić tak by móc do takiego podejść, a co dopiero dosiąść - latam na miotle - odpowiedziałem z powagą, a oczy zaiskrzyły mi się od tej dumy, że błyszczałem w tym momencie faktyczną wiedzą. I co? I coooo...? Hehe - Ale może jej faktycznie nadam jakieś imie. Tyle już pode mną wytrzymała, heh - dodałem, sięgając po butelkę i upijając z niej piwa jakby to było jakieś szlacheckie bąbelki musujące w cenie stu galeonów za lampkę. Moje zdrowie.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Schody [odnośnik]18.02.20 16:31
- Mhmm. - mruknął. - Trudna sprawa, trudne decyzje. Ale myślę o tym intensywnie. - przyznał po prostu, zostawiając już temat, bo w gruncie rzeczy i tak nie jest w stanie wyłożyć Mattowi wszystkich swoich za i przeciw. Przymknął więc leniwie oczy, bawiąc się w dłoniach chłodną butelką smacznego piwka do momentu gdy Matt nie wypowiedział słów, które nawet najtwardszych przyprawiają o dreszcz na kręgosłupie. Wzdrygnął się lekko.
- Po wszystkim. Na szczęście. I mam nadzieję, że nigdy więcej tam nie zajrzę. Czaisz, że nie doliczyłem kilku galeonów? Musiałem donosić, serio wszystkie się gapiły jakby chciały mnie oddać smokom na pożarcie. - prychnął pod nosem, przypominając sobie ten doprawdy przerażający moment. - Poza tym zdzierają jak cholera.
Żadna nowość w sumie.
- Wiem, ale nie jestem pewien czy mam kasę, która skłoniłaby kogoś do ryzykowania życia. No, chyba że Wroński tkwi w bardzo poważnej depresji. - uśmiechnął się pod nosem. Może i jego lokal prosperował całkiem nieźle, ale z długów młody Bott dopiero się wygrzebał, okazało się że opłacanie pracowników wcale nie jest takie łatwe i kokosów robić ostatecznie wcale nie zaczął. Przynajmniej jak narazie!
Zaraz z resztą temat zmienił się na ciekawszy i Bertie usiłował wypatrzyć w twarzy Matta czy to prawda, czy nie. W sumie to zasady nie było, było to na tyle nieprawdopodobne, że aż było prawdopodobne, z drugiej strony to Matt, wkręcił mu że kałamarnica ze szkoły co roku zjada pięciu uczniów, w życiu po szkole pracodawcy wszędzie oczekują trollińskiego, a przed ostatnimi urodzinami prapraprababci przekonał Bertiego, że ta umarła i nakłonił go do napisania listu z wyrazami współczucia.
A teraz po prostu się popisuje.
- A tak serio to co robisz? - uniósł lekko brew przy kolejnej bottowej wypowiedzi. - Ah, teraz faktycznie masz własną smoczycę. - uśmiechnął się szerzej, prędzej gotów uwierzyć że to jakaś wyjątkowo dziwna metafora do kobiety, niż prawda. - Jak złoży jaja to podrzuć mi jedno, zawsze mi się marzyło żeby zobaczyć jak smok się wykluwa.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 7 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Schody [odnośnik]23.02.20 17:34
- Mhm, pewnie już trafiłeś na ich jakąś tajną listę niegrzecznych kredytobiorców. Obyś następnego nie potrzebował bo załatwią cię tak, że twoje wnuki nie wyrobią z oprocentowaniem - pomachałem widelcem żartobliwie przestrzegając chociaż jak strzelam - raz mu takich atrakcji wystarczy i następnym raczej będzie wyłudzał pieniądze wszędzie byle nie u tych skąpych pokrak czemu bym się w sumie nie dziwił - Jak w ogóle z obrotem? Wychodzisz coś na plus na tych zapychających tragedie cukrem czy tak raczej średnio przez nastroje ci to wychodzi? - trochę mnie ciekawi czy te wszystkie tragedie obijające się o pokątną nie chwiały biznesem młodego. Dopiero się otworzył, a koniunktura... no cóż, jak dla mnie optymistycznie to nie wyglądało.
Odstawiłem pusty talerz na blat stołu kiwając się lekko w bujanym fotelu z butelką piwa i słuchając Bertiego. Trochę bawiły mnie te jego przemyślenia na temat kasy którą miałby wyrzygać Wrońskiemu oraz ceny jakichś hultajów z Nokturnu. Może jednak to dlatego, że większość tych hultajów to znałem i wiedziałem, że co poniektórzy są gotowi postawić na szali swe życie w jakimś durnym zakładzie byle tylko wygrać kolejną pintę piwa. Sam zresztą za drogi nie byłem. Wystarczył dźwięk galeonów, a nie sykli, a słuch mi się dziwnie wyostrzał. Zostawiłem to jednak.
- Wpadnij do Peak District to ci pokaże - łypnąłem cwaniacko okiem pociągając zaraz z szyjki trochę piwa nie mając w planach rękami i nogami zapierać się by mi uwierzył, ani też bajerować - niech tkwi gdzieś pomiędzy. Będzie zabawniej jak przyjdzie co do czego i się przekona. Żachnąłem się na smoczycę nie mogąc zaprzeczyć - To może nie być takie łatwe... - bąknąłem już bardziej wypruty z entuzjazmu. Od sylwestra Lily znowu wpadła w ten swój tryb paranoi i lęków, a wraz z nawarstwiającymi się wojennymi nastrojami nie było lepiej. Przez to wszystko odnosiłem wrażenie że stoimy w miejscu, a ja nie wiedziałem jak pchnąć tę relację dalej. Nie byłem zbyt dobry w dobieraniu słów, czy ogólnie rozmawianiu, a z drugiej strony nie bardzo miałem pomysł jak ją dotknąć by nie poczuć się zwierze wykorzystujący chorą i zlęknioną kobietę. To frustrowało. Westchnąłem podpierając skroń na pięści, a łokieć na podłokietniku - A propo poczwar... Jak tam Ernie? Apetyt mu dopisuje? - przeskoczyłem na inny temat uśmiechając się półgębkiem kiedy to przywoływałem tą półłysą, pomarszczoną ghulową główkę we wspomnieniach. Chętnie tak sobie jeszcze luźno pogawętkowałem aż do skończenia się piwa by potem pożegnać się i rozejść. Powinienem może częściej wpadać.

|zt


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott

Strona 7 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Schody
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach