Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pokój Erniego
AutorWiadomość
Pokój Erniego [odnośnik]03.08.16 1:48
First topic message reminder :

Pokój Matta

Na najdłuższej ścianie znajduje się wypełniony co cenniejszymi książkami, które Matt zniósł z Nokturnu, szafka nocna i co najważniejsze - spora, wygodna kanapa. Zazwyczaj jest rozłożona i zajmuje największą część pokoju. Przy kanapie można znaleźć kilka butelek różnego alkoholu w towarzystwie starych kubków po kawie robiących za popielniczkę. Za drzwiami stoją kartony wypełnione ubraniami bądź mniej lub bardziej istotnym gradobiciem. Na ścianach nie ma nic prócz farby, a na podłodze niczego ponad surowych desek.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.


Ostatnio zmieniony przez Bertie Bott dnia 25.10.18 22:02, w całości zmieniany 2 razy
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój Erniego - Page 6 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott

Re: Pokój Erniego [odnośnik]09.09.18 20:18
Nie było w tym nic przypadkowego. Lubiłem wykradać w tych pozornie niewinnych chwilach trochę dla siebie - tej bliskości, dotyku. Wiedziałem, że dla niej nie ma to znaczenia, nie dostrzega tego, nie przypisuje do tego żadnej wagi. W końcu byłem dobrym złodziejem. Skarbiec wypełniony po sufit galeonami najlepiej opróżniać było po trochu - wtedy nikt nie dostrzega ubytku. Tak też było poniekąd z nią. Zgrabnie wyczuwałem umiar, przekuwając ją na frywolną, zabawnie złośliwą zaczepność. To było głupie i godne pożałowania. Zwłaszcza teraz gdy po ostatniej rozmowie w której karty zostały rzucone na stół chciałem się zdystansować, a jednak wciąż trzymało mnie przy niej...coś. Głupie przywiązanie, przyzwyczajenie, jakaś głupia niezgoda na myśl o tym by tak to zostawić, skończyć. Może jak się wyprowadzę, przestanie być blisko to jakoś uda mi się to ułożyć. Teraz jednak, póki mogłem korzystałem z jej obecności tak jak zwykłem to robić przez te wszystkie lata. Zaśmiałem się słysząc jej ochrypnięty głos, a potem oburzenie moim podstępnym atakiem.
- I miałbym oszczędzić ci te przyszłe lata wypominania? Nie bądź śmieszna Lil. Nie mogę się wręcz doczekać tego by podzielić się tą historią z twoimi braćmi. Daj znać więc kiedy będziesz się wybierać do domu - jestem rozbawiony widzianym obrazkiem. Tym jak ostrożnie bada kołtun mojej własnej roboty na swojej głowie. Nie ostrzegam jej że ta konstrukcja może runąć bo nie ma takiej możliwości - był niezniszczalny. Ona sama miała się o tym dopiero przekonywać przez najbliższe dni próbując dojść z włosami do ładu.
- No ja wiem, że Bertim nie jestem ale bez przesady. Tak tragicznie nie jest. Radzę sobie z patelnią - udawałem nieporadnie oburzenie podchodząc jednocześnie lekkim krokiem do okna które zgodnie z poceniem otworzyłem na oścież. Odchylona na bok zaklęta szyba odsłoniła jedynie mur. W końcu pokój znajdował się pod ziemią. Ale to nic. Podparłem się teatralnie rękoma pod boki i ciągnąłem aromat zwilgotniałych cegieł wymieszanych z aromatem menelstwa - Od razu lepiej, co? - zakpiłem patrząc na nią wzrokiem sugerującym, że wcale tu kisić dłużej się nie chce wiec niech wypełza.
- Nie wiem czemu ale zaczęłaś się kłócić, że jesteś w połowie brunetką. Na dowód zaczęłaś zszarpywać z siebie rajstopy. Gdy nie do końca wyszło na twoje męczyłaś Sus o ostateczny werdykt. To było mega dziwne - mówię jej z powagą i dziwnym zmieszaniem, a gdy wyraz jej twarzy mnie usatysfakcjonował praskałem - Żartuję. Myjąc zęby zamiast do wanny czy do zlewu oplułaś siebie. Szybko zażegnaliśmy problem - puściłem jej oczko.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Pokój Erniego [odnośnik]10.09.18 0:41
Palce powoli przesuwały się po włosach. Wyglądało na to, że każdy z rudych kosmyków kończył się jakimś kołtunem. I one zostały jeszcze ze sobą skołtunione. I w tym wszystkim istniała jeszcze gumka. Ale w tej chwili jeszcze jakoś mocno jej to nie obchodziło. Emocjonalnie była gdzieś na poziomie tego kołtuna. I nawet najgładsze i najładniejsze włosy by nie sprawiły, że wyglądałaby dobrze. Była spocopona. Śmierdziała. Była blada i cała drżała z zimna, lekko podgarbiona, jej gesty były jakieś takie pełne zmęczenia. I najchętniej dałaby się w tej chwili pogrzebać. W sumie to już jest kilka metrów pod ziemią, tylko ta trumna taka dziwna...
- Nawet nie próbuj. - mruknęła. Bracia w życiu nie daliby jej spokoju. A do domu będzie musiała się wybrać. Wyjaśnić rodzince ten magiczny syf. Chociaż spróbować. Ale o tym pomyśli trochę potem. Jak wróci do życia. Jeśli to się kiedyś stanie.
Patrzyła jak Matt otwiera okno i zmarszczyła lekko brwi. Na pewno widziała, że te magicznie działały w innych pokojach. Widok był jakby z góry. I powietrze też było.
- Jest popsute.
Burknęła jedynie, ale nie roztkliwiała się nad tym. Zgarnęła ze swoich rzeczy sweter i ubrała, żeby się trochę rozgrzać. Był przyjemny. Mięciutki. I ciepły. Tylko ona w nim jakaś taka paskudnie skostniała. A po kolejnych słowach Matta tylko zesztywniała bardziej i w jednej chwili spłonęła czerwonym rumieńcem. Odwróciła się marząc o tym, by były to tylko żarty. Rany, przecież to niemożliwe. Nawet spruta nie robiłaby czegoś takiego.
A kiedy okazało się, że to faktycznie tylko żart, prawdziwy kamień spadł jej z serca. To na prawdę koszmar nie pamiętać.
- Jesteś zboczonym. Koszmarnym. Durnym menelem. - mruknęła nadal cała czerwona. W ogóle jak mu mogły tak wulgarne zarty przychodzić do głowy. Miała ochotę go palnąć, ale do niego nic nie dotrze. Poza tym chwilę temu zarzygała mu łazienkę, którą trzeba posprzątać, a ona nie ma energii.
Wyszła. Łazienka jednak okazała się czysta, więc złość trochę jej przeszła. Nie mogła tego nie docenić.
- Cofam durnego. Reszta zostaje. - oznajmiła, ruszając za nim w górę. - Z menela się nigdy nie wycofam.
Siadła na jednym z drewnianych krzeseł i podciągnęła nogi, wciągając je pod sweter. Chwała wielkim swetrom.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Pokój Erniego [odnośnik]13.09.18 19:05
Nie próbuj. Jak miałem nie próbować, gdy mnie tak zachęcała? Być może wyglądała jak ścierka, wzbudzała współczucie swoim stanem, jednak była przy tym wszystkim rozkosznie bezbronna, a jej reakcje pocieszne, zabawne. Było to takie złe...? Korzystanie z tego? Chyba nie. W końcu nie zdarzało się to codziennie.
- Bo co...? - spojrzałem na nią uważniej, ramiona splotłem na torsie - Zwymiotujesz na mnie? - uniosłem z powątpiewaniem jedną brew wyżej. Wygiąłem usta w rozbawieniu, a potem zarechotałem. Odnotowałem w pamięci również to żeby mimo wszystko snuć do tego dzisiejszego wydarzenia insynuacje, jeżeli kiedykolwiek w przyszłości zostanę zaproszony do MacDonaldów. Oczywiście takie rozumiane jedynie przez Lil.
- Wierz mi - zauważyłem przed tobą - w końcu nie raz myślałem o tym by przez całą noc, dzień oraz południe myślałem o tym by wpuścić do środka trochę powietrza. Tego świeżego. Niestety prócz zaklętych szyb z widokiem na zewnętrze w okiennicach brakowało faktycznego połączenia z tym zewnętrzem. Prawdopodobnie runy się uszkodziły i trzeba było zakląć okno na nowo by działało poprawnie. Nie wiem. Nie byłem biegły w te klocki. Był to tylko kolejny zachęcacz do tego, by znaleźć się wyżej.
- Ale za to jakim charyzmatycznym! - w końcu ciągle pomimo tego wszystkiego się do mnie odzywała, mimo iż nie byłem taki od wczoraj, prawda? Prawda. Sam nie wiem, czy był już ratunek dla mojego poczucia humoru i specyfiki złośliwości. Chyba za dużo tego barowego obycia już do mnie przyległo stając się nierozerwalną częścią mnie – No ale chodź, chodź. Posłodzisz mi więcej jak zrobię sobie kawy – dodaję wesoło, lekko, wcale się nie przejmując niezbyt szlachetnymi epitetami. Poszedłem przodem przecierając szlak, a gdy już się w niej nalazłem nastawiłem wodę. Otworzyłem półkę wyciągając kubki. Parsknąłem pod nosem.
- nie chcesz tracić we mnie bratniej duszy, czy jak...? - pytam się i oczywiście humor mnie się dalej trzyma. Oczywiście żartuje sobie w tym momencie z tej menelskości którą to w gruncie rzeczy w tym momencie ona, a nie ja uosabiam - Kawy, herbaty...? - podpytałem jak gdyby nigdy nic, a potem zalałem zamówienie. Znalazłem zaraz potem patelnie. Mówię znalazłem bo w zasadzie nic nigdy u Berta w chacie ponad kawy sobie samodzielnie nie robiłem. To on był w końcu panią domu, c'nie.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Pokój Erniego [odnośnik]13.09.18 21:16
- Nie. Ale tylko dlatego, że już nie jestem w stanie. - burknęła na to jego naigrywanie trochę zła, trochę rozbawiona, chyba trochę bardziej jednak zła. Nieważne. Prawda była taka, że nie miała czym mu zagrozić ani czym go szantażować i musi znaleźć na to sposób, tylko to nie będzie łatwe, kiedy jednocześnie ma ochotę umrzeć.
- Więc lepiej weź się za naprawę, bo ten smród szybko nie zniknie. - stwierdziła zaraz, trochę z poczuciem winy, ostatecznie jednak sam na bank leżał w tym pokoju i śmierdział tanim winem, whisky, wódką, lub piwem, które fermentowało mu w żołądku. Nie raz, nie dwa. Tak czy inaczej uciekła czym prędzej na górę, rozważając jeszcze prysznic, ale chyba jednak najpierw herbatka.
Chciało jej się pić jak jasna cholera. I było zimno.
- Przypomnij mi, dlaczego ja się w ogóle zaczęłam z tobą zadawać, bo nie pamiętam jakoś w tej chwili. - pokręciła głową. Siadła zaraz na jednym z krzeseł i otworzyła kuchenne okno, pochyłe - dzięki czemu nie musiała wstawać w tym celu. Chwała pochyłym dachom. Amen.
Odetchnęła w końcu świeżym powietrzem, podciągając przy tym mocniej sweter i opatulając się nim bardziej bo w sumie to nie wiedziała czy łaknienie powietrza jest silniejsze niż potrzeba ogrzania się.
- Herbaty. Dużo. - mruknęła, ponownie opierając brodę na kolanie i patrząc, jak Matt się niezdarnie krząta po pomieszczeniu, ewidentnie poszukując kolejnych przedmiotów. - Ile tu mieszkasz, leju co? - uśmiechnęła się lekko, choć nadal z pewną dozą nienawiści do świata. Ciekawe, kiedy pijacka chrypka jej minie. - Po miesiącu znalazłabym tu każdy garnek z zamkniętymi oczami.
No tak. Ona to ona, Matt to Matt i nie należy od niego oczekiwać gotowania obiadków tak jak od niej, że będzie sobie lała w gardło alkohol jak nienormalna. Ups. To może jednak Mattowi czasem zdarzy się zapoznanie ze sztuką kulinarną, na przykład dzisiaj, cóż to za szalona doba.
- Powiedz mi, czemu ludzie to sobie robią? - mruknęła odnośnie alkoholu. Ujęła kubek który dostała w dłonie i skrzywiła się lekko kiedy dotarł do niej zapach smażonych przez Matta jajek. Zwykle je lubiła, ale w tej chwili myśl o jedzeniu przyprawiała ją o mdłości.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Pokój Erniego [odnośnik]19.09.18 4:41
Trochę absurdalne było to, jak absorbowała mnie sobą. Ministerstwo spłonęło i chociaż tym się nie szczególnie przejmowałem to jednak srałem trochę w gacie zaniepokojony o tych, których znałem, a którzy jeszcze się ze mną nie skontaktowali. Teraz jednak ten niepokój zszedł gdzieś na dalszy plan pozwalając dziwnie beztroskiej codzienności wyjść przed szereg. Zadowolony z siebie przedzierałem szlak w stronę kuchni. Choć się dąsała i burkliwie odpowiadała na moje zaczepki to jednak wiedziałem, że gdzieś tam budziłem wesołość, a świadomość tego powodowała przyjemną satysfakcję.
- No nie wiem, nie wiem. Co też mogłoby skłonić kogoś takiego jak ty do zadawania się ze zboczonym, koszmarnym menelem... - udałem zamyślony ton przeciągając i wyraźnie akcentując każdy epitet - Może masz specyficzne potrzeby? - strzeliłem unosząc ramiona w geście kompletnej niewiedzy. Wciąż towarzyszyła temu wszystkiemu żartobliwość, choć tak właściwie często na poważnie zdarzało mi się rozmyślać na tym dlaczego. Spojrzałem na nią uważniej zastanawiając się nad tym, czy faktycznie chcę lub potrzebuję odpowiedzi ostatecznie poddając temat.
- Chcesz może koc lub co? W salonie na kanapie jest chyba jeden - albo był? Nie jestem pewien ale zaraz też podsuwam jej kubek miskę herbaty. Nieco się skrzywiłem słysząc jak się czepia i gdaczy na mnie.
- Wiesz, może to być dla ciebie szokiem i być może nigdy się po tym nie pozbierasz, jednak: nie jestem tobą i jeżeli już muszę spędzać czas w kuchni to robię to w roli karmionego, ok? W ogóle podziwiam twoją odwagę w tym momencie - nie jestem pewien czy rozpraszanie mnie kiedy historycznie zmieniam rolę to dobry pomysł - patrzę na nią spode łba nieco tajemniczo i to nie tak, że jej grożę. Tak tylko przestrzegam bo kto wie jak ciężką ręką potraktuję solniczkę lub pieprzniczkę. Zwłaszcza jak będę musiał odreagować kilka uwag posłanych w moim kierunku, prawda?
- A to różnie bywa. Mnie w sumie bardzo ciekawi dlaczego ty to sobie zrobiłaś, Lil - poruszyłem szpatułką jajka - Przyznaję, że dopóki nie zaczęłaś pluć kwasem na metry w dal jak smok to byłaś całkiem zabawna ale tak w zasadzie to nie w twoim stylu spijać się samej ze sobą do nieprzytomności. No chyba, że coś się zmieniło i tak w zasadzie zawsze gdy trafiasz na dobre wino to tak się kończy - ja w to nie do końca wierzyłem. Ona zresztą pewnie też - Co się stało.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Pokój Erniego [odnośnik]19.09.18 22:40
W sumie to to całkiem głupia sprawa, bo Lily czasami zastanawiała się nad podobną kwestią. Hej, była tchórzem - najgorszym z możliwych. Potrzebowała przez to uwagi, chwilami była koszmarnie, żałośnie niesamodzielna, w jakiś sposób nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. Takie rzeczy mogły się wydawać urocze na chwilę, jednak Matt na pewno już dawno doskonale wiedział że to tylko chwila, a potrafiły też być cholernie męczące i niewygodne, a kiedy twarz zmienia się za sprawą płaczu w czerwonego kartofla, można zapomnieć o tym, że kiedykolwiek chociaż dobrze wyglądała.
Cóż - chyba byli równie mocno spaczeni, tylko w innych kierunkach. Może więc dlatego tak do siebie lgnęli?
- Może wierzę że któregoś dnia cię zresocjalizuję? I wtedy bym uwierzyła, że na prawdę mam w sobie magię. - stwierdziła zaczepnie, nie zamierzając mu słodzić, kiedy jest palantem i jej dokucza. Za posprzątanie łazienki już wycofała się z nazywania go durnym, nie można człowieka rozpieszczać.
- Nie chcesz mi go przynieść? - spojrzała na niego tymi swoimi ślepiami pełnymi boleści, doświadczonymi przez życie. No dobra, przez alkohol. Chciała koc, ale bardzo nie chciało jej się ruszać.
- To co ty jesz w sumie jak ci nikt nie zrobi? Codziennie nowa zupa w Kotle? O ile posiadasz choć trzy kubki smakowe, nie zjadłbyś tego... - no dobra, Lil jest w stanie uwierzyć że Matt jadł ją jak nie było nic lepszego pod ręką, ale to źle świadczy o jego kubkach smakowych.
Uśmiechnęła się lekko i pokręciła głową.
- Na prawdę doceniam poświęcenie. - no, niech się czuje doceniony, niech zrobi to jedzenie. Choć w sumie na prawdę nie miała na nic ochoty, popijała tę swoją herbatę powoli i z niechęcią do życia. Ale no, trudno nie docenić starań.
Zaraz jednak pokręciła głową, bo Matt z dokuczania przerzucił się na poważną rozmowę. A w sumie nie stało się nic nowego, nic szczególnego oprócz tego że świat nadal płonie za oknami.
- Chyba potrzebowałam odreagować. Po prostu, po wszystkim i przed wszystkim. - wzruszyła ramionami - Sporo stresu i w ogóle, zmiana wszystkiego. Jakby co to nie pomogło, wczoraj czułam się znośnie, dzisiaj nienawidzę świata.
Dodała na koniec relację ze swojego eksperymentu i uśmiechnęła się lekko.
- Przynajmniej spróbowałam.


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Pokój Erniego [odnośnik]27.09.18 0:46
- Naprawdę marzy ci się obdarcie mnie z mojego niepowtarzalnego uroku tylko po to by udowodnić coś tak głupiego? Bez szans - żywcem się nie dam - zapowiedziałem wojowniczo, teatralnie podkreślając wagę tej deklaracji wygrażającym ruchem drewnianej szpatułki.
Właściwie moglem spełnić jej kocykowe życzenie. W sumie nawet poniekąd moje spostrzeżenie o istnieniu tego luksusu nosiło znamiona oferty, lecz złapałem się na jakiejś chwili refleksji - czy w tym momencie nie cofałem się w tył na nowo do pozycji charytatywnego ułatwiacza życia? Nie miało być trochę inaczej? No miało. Też jakiś ten drobny dystans wznosiłem od ostatniej rozmowy. Nie było to nic rewolucyjnego, lecz jednak coś. Teraz siła nawyku, a raczej zwyczajna chęć uszczęśliwiania jej głupimi pierdołami podświadomie mnie podeszła. Tym bardziej gdy wyglądała jak kupa. Ostatecznie nie było to dobre ani dla niej, ani dla mnie jeżeli coś miało się ruszyć - w jakimkolwiek kierunku. Niekoniecznie zbieżnym. Zachowałem się więc tak, jak to rzadko miałem w zwyczaju. Dojrzale. Nie niszcząc nastroju oblukałem ją kontrolnie, a potem wciąż tym typowym nieco żartobliwym, nieco złośliwym tonem zakomunikowałem, że:
- Nóżki dały radę cię tu przyciągnąć, ręce otworzyć okno, wątroba co prawda pewnie w tym momencie dogorywa, lecz sądzę, ze bez niej równie sprawnie sobie poradzisz. Pokutuj - puściłem oczko.
- Zupy? A co ja jakiś dziadek czy dziecko, ze miałbym jeść zupę? - fuknąłem niedowierzająco chociaż faktycznie nie robiłoby mi problemu z opałaszowaniem takiej w razie "w" - Na szczęście mają tam też coś co można nazwać jedzeniem i, co cię pewnie zaskoczy, Kocioł nie jest jedynym miejscem w Londynie w którym można coś zjeść. Na spokojnie codziennie mógłbym stołować się gdzie indziej - może gdybym ograniczał się jedynie do magicznego świata to byłoby to nie byłbym tego taki pewien, jednak dla mnie granica nie istniała. O dziwo pieniądze również. Nie myślałem nigdy o oszczędzaniu. Pieniądze służyły mi jedynie do przepijania lub przejadania.
- Pewnie jedzenie to ostatnia rzecz o której chcesz w tym momencie myśleć, lecz zaufaj mi - jak się zmusisz to potem pójdzie już z górki. Grunt to ruszyć żołądek - zapewniałem bo jakoś tak jakoś patrzyła podejrzliwie na to co wyczyniałem przy kuchence, a ja swoje wiedziałem bo przecież budzenie się z kacem było czymś dla mnie niemalże naturalnym. Dla niej zaś - niekoniecznie. Słuchałem więc relacji.
- Żółtodziób. Zwykłe schlanie się w trupa nie mogło pomóc - wywróciłem teatralnie oczami - Do tego potrzeba jeszcze doborowego towarzystwa oraz odpowiedniego kontekstu - brew mi drgnęła, a ja sam uśmiechnąłem się tajemniczo.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Pokój Erniego [odnośnik]29.09.18 14:58
- Ale to jest tak okropnie daleko, a ja tak potwornie cierpię. - zamarudziła, poprawiając rękawy swetra, żeby chroniły przed chłodem trochę mocniej i spojrzała na tego okropnego potwora, który właśnie odmawia jej kolejnej drobnej usługi. No dobra, mało kiedy odmawia, ale czy musi trenować asertywność akurat, kiedy ona cierpi, nie może na przykład... no, w sumie to nie, Lily po prostu lubiła fakt, że Matt jakoś tak spełniał jej zachcianki. Problem polegał na tym, że Bott pozwolił jej się do tego faktu przyzwyczaić i w jakiś sposób uznać go za naturalny, bo jak to Matt nie pomoże? Aż trudno było uwierzyć, że chciał jej odmówić, choć coś z tyłu głowy podpowiadało jej, że może to i lepiej w jakiś dziwny, bardzo pokręcony sposób.
- Oh no tak, wielki pan mięsożerca zupkami gardzi. - o tak, ile ona by dała za zupkę na obiad. Jeszcze nie teraz, ale jakaś dobra, na mięsku, najlepiej troszkę kwaskowa. Dzisiaj w Ruderze na pewno będzie gotowane jak Lily na tyle dojdzie do siebie żeby ją zrobić. I będzie się kurowała czymś dobrym, może zupą z jarzyn, albo najlepiej! Ze szczawiu.
- Burżuj.
Pokręciła głową. Nie dziwne, że ciągle nie ma pieniędzy, nie dość że pracuje dorywczo to jeszcze codziennie na mieście jada? Trudno było jej sobie wyobrazić to drugie, a przecież zarabiała całkiem przeciętnie (kiedy pracowała)! No chyba że na prawdę chodził po jakichś paskudnych spelunach.
- No dobrze, zaufam ci...
Westchnęła, kiedy dostała ten talerz z jajkami. Nawet za niego podziękowała, bo miłe to było mimo wszystko. I wzięła trochę chlebka do tego, choć wcale a wcale nie miała ochoty. Faktycznie jednak jak już wcisnęła w siebie troszkę to potem jakoś łatwiej poszło wsunięcie całego talerza. Jak się żołądek rozruszał.
- Zaproponowałabym powtórkę skoro tak, tylko z twoim towarzystwem, ale chyba nie chcę widzieć alkoholu przez mniej więcej jedno najbliższe życie. - stwierdziła. Uśmiechnęła się lekko. Rany, jak Matt może robić to sobie częściej?
No, ale zjadła, więc mogła zwlec się do kanapy, owinąć kocem i cierpieć do południa, nim zbierze jej się na robienie zupy.

zt x 2


Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Lily MacDonald
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Re: Pokój Erniego [odnośnik]08.08.19 23:43
| 26.01

Po zakończeniu dzisiejszego treningu Jamie aportowała się w Dolinie Godryka nieopodal Popielniczki, gdzie przebrała się i zostawiła swoją miotłę. Podróżowanie między domem a stadionem Harpii (lub innymi, gdzie akurat odbywały się treningi lub mecze) stało się dużo łatwiejsze odkąd można się było teleportować. W czasie trwającym mniej więcej tyle co pstryknięcie palcami mogła zniknąć w jednym miejscu i pojawić się w innym, a kiedy trwały anomalie musiała kombinować; latanie tylu kilometrów na miotle w burzę też nie bardzo wchodziło w grę, więc zwykle pozostawały świstokliki lub Błędny Rycerz. Teraz, kiedy burza ustała i nadeszła normalna (choć mroźna i pełna nieprzyjemnych zdarzeń) zima, mogła znów odkryć uroki teleportacji i latania bez lodowatej ulewy sprawiającej, że w mniej niż minutę od wystartowania była przemoczona do ostatniej suchej nitki.
Mama zatrzymała ją jeszcze na obiedzie; zgłodniała po spędzeniu kilku godzin na trenowaniu manewrów na boisku Jamie szybko zjadła wszystko, co rodzicielka jej podsunęła, jednocześnie starając się nie myśleć zbyt wiele o pustym miejscu ojca, co po pół roku od jego śmierci przychodziło znacznie łatwiej niż kiedyś, choć nadal trudno było się z tą stratą pogodzić. Przynależność do Zakonu Feniksa dawała jednak nadzieję na to, że będzie mogła zrobić cokolwiek, by przeciwdziałać podobnym tragediom w przyszłości, bo nie chciała już dłużej być bierna i udawać, że nic się nie dzieje, to nie byłoby zgodne z jej poczuciem moralności i wpojonymi przez ojca zasadami. Kilka dni temu dawny przyjaciel ojca udzielił jej jednak cennej lekcji w zakresie pojedynków, która uzmysłowiła jej, jak wiele musi się jeszcze nauczyć, by posiąść inne atuty niż umiejętność latania za piłkami na boisku do quidditcha.
Po obiedzie postanowiła wpaść do Rudery, gdzie mieszkało kilkoro jej znajomych. Jamie od dzieciństwa była zżyta z rodzinną Doliną Godryka i jej mieszkańcami, i przyjęła z entuzjazmem wieść, że paru dawnych znajomych z Hogwartu także tu zamieszkało. Jednym z nich był Johnatan, dawny kolega z tego samego roku, stary kompan niejednej psoty i niejednego szlabanu, którego postanowiła spontanicznie odwiedzić. Za bardzo nosiła ją energia by siedzieć w domu, a w listopadzie i grudniu przez to, że poświęcała tyle czasu na kursowanie między Doliną, Londynem a stadionem, zaniedbała wizyty u znajomych.
- Johnny? – zawołała głośno, gdy przekroczyła próg Rudery, miejsca znacznie bardziej chaotycznego niż jej rodzinny dom. Nie była pewna czy zastanie Johnatana, ale zawsze mogła wrócić w innym dniu.






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: Pokój Erniego [odnośnik]09.08.19 0:31
To był dziwny dzień, trochę włóczyłem się tu i ówdzie, szukając właściwie... sam nie wiedziałem czego, chyba po prostu wrażeń i w końcu faktycznie je znalazłem, a nosiły jakże słodkie imię Anabelle; to była naprawdę urocza dziewczyna - drobna, o włosach czarnych jak skrzydła kruka i skórze smaganej delikatną opalenizną, miała wielkie brązowe oczy oraz kształtne miękkie wargi, których smak zdążyłem poznać w przeciągu kilku kolejek, które postawiłem jej w lokalnym barze - smakowały brzoskwiniami i tak też pachniała, jak soczysty owoc. Nie wiem jak to się stało, że w końcu dała zaprosić się do Rudery i zanim się obejrzałem piliśmy już wino w drodze, a później obydwoje lądowaliśmy w miękkich poduchach pośród gwieździstych ścian mojego pokoju. Szybko pozbyliśmy się ubrań i kiedy składałem kolejne pocałunki na jej sprężystym ciele znacząc mokrą ścieżkę od samych dziewczęcych ust aż po płaski brzuch do moich uszu dotarło ciche... chrapanie? Uniosłem ze zdziwieniem głowę i w pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Ona serio spała i to totalnie wyzgonowana, bo nie pomogło nawet jak klepałem ją po policzkach ani potrząsałem za ramiona. Ja tu już byłem gotowy do działania i to DOSŁOWNIE, bo wszystko stało jak miało stać, ale chyba nie tym razem panie Bojczuk; wbrew pozorom nie byłem aż takim zwyrolem żeby wykorzystać nieprzytomną, więc cóż, musiałem obejść się smakiem. Ja pierdole. Siadam na krawędzi materaca i wtedy słyszę, że ktoś nam wbija na kwadrat, w dodatku ktoś do mnie, bo z moim imieniem na ustach. Po prostu zajebiście, najmniej odpowiedni moment jaki można było wybrać. Przeklinam w myślach, czym prędzej przywołując w wyobraźni najmniej gorące obrazy, jakie tylko widziałem, no bo przecież nie wyjdę z pokoju ze stojącą fujarą, trochę lipa jednak, nawet jeśli wydawało mi się, że rozpoznaję owy głos. Szlag, szlag, szlag!... Jęknąłem żałośnie i sięgnąłem po szlafrok, który czym prędzej zarzuciłem na ramiona, ciasno obwiązując się w pasie. Odetchnąłem zanim wyszedłem z pokoju, w nadziei, że całe ciśnienie opadnie zanim zdążę dotrzeć na górę i chyba nawet udało się zapanować nad tym rozochoconym potworem. Fart.
- Jamie! - witam się ze znajomą, obdarzając ją szerokim uśmiechem - Nie spodziewałem się ciebie, ja właśnie, eeeee, brałem kąpiel - kiwam głową - Wchodź, zapraszam! - macham na nią ręką, po czym prowadzę dziewczynę... no właśnie, gdzie? Przecież nie mogłem jej przyjąć w swoim własnym pokoju, a w kuchni panował taki rozpiździel, że wstyd, w salonie zresztą to samo, więc skręcam ostatecznie do pokoju Erna, bo wiem, że się akurat wozi Błędnym Rycerzem, to na bank nie wpadnie i będziemy mogli na spokojnie porozmawiać - Czuj się jak u siebie, napijesz się czegoś? Wina? - bo chował Prang butelki winiacza po kątach, żebym nie położył na nich swoich lepkich rąk, ale proszę, każdą jego kryjówkę zdążyłem już poznać - Co tam? Co cię tu sprowadza?




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Pokój Erniego [odnośnik]09.08.19 2:12
Zdawała sobie sprawę, że Johnatan już w szkole miał swoje dziwactwa. Był artystą, postrzegał świat inaczej niż większość ludzi i nie przejmował się aż tak zasadami, i to nie tylko tymi szkolnymi, z którymi i Jamie za hogwarckich lat często bywała na bakier. Jednak w dorosłości jego gumowy kręgosłup moralny czasem budził w niej sprzeczne uczucia, choć i tak o większości jego dziwnych sprawek nie wiedziała i lepiej żeby się nie dowiedziała. Niestety najwyraźniej nie miał w swoim życiu kogoś takiego jak jej ojciec; pan McKinnon zadbał o to, by wpoić swoim dzieciom odpowiednie wartości, a także brak akceptacji do złych uczynków u innych.
Ale dopóki Jamie nie miała pojęcia o tym, że jej dawny szkolny kolega kradnie i robi inne nieuczciwe rzeczy, wszystko było między nimi w porządku i czasem się spotykali gdy akurat oboje byli w jednym czasie w Dolinie Godryka, a nie zawsze tak było, bo Johnatana ciągle gdzieś nosiło. Ją kiedyś też, ale po śmierci ojca osiadła z powrotem w rodzinnym domu, by mieć baczenie na matkę i młodszą siostrę, więc to stąd wyprawiała się na treningi, mecze czy do Londynu, gdzie wciąż często bywała, jednak dawniej lubiane miotlarskie podróże po kraju musiały poczekać na spokojniejsze czasy.
Kiedyś w przerwach między sezonami lubiła tak wsiadać na miotłę i lecieć przed siebie póki nie miała dość, a później zatrzymywać się w pierwszym lepszym miasteczku, często przybierając inną twarz i z ciekawością poznając ludzi i nowe miejsca. Od czasów młodości fascynowały ją podróże, ale nic nie wskazywało na to, by w najbliższym czasie mogła wybrać się gdziekolwiek dalej niż do Szkocji lub Irlandii, czyli miejsc położonych w zasięgu teleportacji. Lubiła więc (choć nie bez odrobiny starannie skrywanej zazdrości) słuchać opowieści innych, a Johnatan w czasach gdy był żeglarzem odwiedził trochę miejsc.
Ona za to spełniała inne marzenia, dostając się do drużyny, której kibicowała od dziecka i odnosząc sukcesy jako ścigająca Harpii.
Nie wiedziała, że swoim wkroczeniem do Rudery przerwała Johnny’emu zawieranie bardzo bliskiej znajomości z pewną nieznaną kobietą. Nie wybrała najlepszego momentu, ale skąd mogła wiedzieć, że Johnatan będzie bardzo zajęty? Niemniej jednak zawołała go, a on po chwili się zjawił, odziany w szlafrok i nieco zdyszany. Uniosła lekko brwi, ale nie zakwestionowała jego wyjaśnień, choć wydawało jej się że to nieco dziwna pora na kąpiel.
- To chyba nie twój pokój? – zdziwiła się, gdy wprowadził ją do jakiegoś innego pomieszczenia, pewnie sypialni innego mieszkańca Rudery, a tych było sporo. – Czyżbyś nadal nie skończył remontu? – zapytała, pamiętając że kiedyś zmieniał wystrój swojej kwatery, zupełnie jakby miał zamiar tu osiąść na dłuższy czas. – Nie szykuje się żadna morska wyprawa, czy postanowiłeś zabawić w Anglii na dłużej? – spytała z ciekawością. – Mogę się napić, jestem już po treningu – dodała, rozglądając się po pokoju. – Musi mnie sprowadzać coś konkretnego? Wpadłam tak po prostu, odwiedzić znajomych.
Podeszła do kanapy, zamierzając na niej przysiąść, jednak ta chapnęła ją w łydkę.
- Auuu! – syknęła, odsuwając się od mebla i pocierając łydkę przez materiał spodni, które na sobie miała. – Czyj to pokój? – zapytała, rozmasowując nogę, ale na kanapie już nie usiadła.






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: Pokój Erniego [odnośnik]10.08.19 23:13
- Nooo - przeciągam kolejne zgłoski, gdzieś w głowie szukając jakiegokolwiek logicznego wytłumaczenia i wtedy sama Jamie przychodzi mi na pomoc, a ja uśmiecham się szeroko, kiwając energicznie głową - Dokładnie tak, co prawda jestem już na finiszu, ale artysta nie pokazuje publice nieskończonych dzieł, prawda? - mrugam doń jednym okiem; to tylko drobne kłamstewko, które zresztą przyszło mi bardzo łatwo. Zamykam drzwi od pokoju Erna i rozglądam się wokół - Cóż, wplątałem się w kilka spraw, które muszę doprowadzić do końca, ale szczerze powiedziawszy, gdyby ktoś przyszedł tu dzisiaj i powiedział słuchaj Johny, możesz rzucić wszystko i wypłynąć z nami w stronę Karaibów, to nawet bym się nie zastanawiał - kiwam głową, śmiejąc się głośno, ale taka była prawda. Każde wspomnienie o dalekich podróżach sprawiało, że czułem jakieś dziwne ukłucie w sercu, a w głowie pojawiało się pytanie co ja właściwie robię? Zarabiałem więcej współpracując na lądzie z rodem Prewettów czy magicznym baletem, ale to tam, na głębokich wodach, płynąc w stronę nieznanych wysp, czułem się prawdziwie szczęśliwy, spełniony, czułem, że jestem w odpowiednim miejscu na Ziemi. Tęskniłem za zapachem morskiej bryzy, za smakiem przypalonych ryb, za bujającym pokładem i głośnym, marynarskim towarzystwem. Tutaj też było dobrze, można rzec, wreszcie zaczynałem wychodzić na prostą - pracowałem uczciwie, piłem mniej, szlifowałem swoje malarskie umiejętności, inspirowałem kolejnymi spotkaniami, tak też można żyć, tylko co to do cholery za życie? Westchnąłem przeciągle, bo aż mi się smutno zrobiło, ale nie pora na takie nastroje, więc ponownie przywołuję na usta lekki uśmiech - No i pięknie! - klaszczę w dłonie, po czym sięgam gdzieś za jakieś książki ustawione na jednej z półek, by wyciągnąć zza nich butelkę wina, naczynia przywołuję zaklęciem i bajlando, można zaczynać pochlej, więc polewam w oba kubki, jeden z nich podając Jamie - A no to miodnie! To opowiadaj co się w twoim życiu dzieje? - pytam, rozglądając się za jakimś siedziskiem i sam zerkam w kierunku kanapy, a gdy ta atakuje pannę McKinnon to aż podskakuję, robiąc przy tym wielkie oczy - Berta! - marszczę w złości brwi, ale co ja mogę? Nawet klapka nie mam żeby go ściągnąć i jej zasadzić - To pokój Erniego, mówiłem mu, żeby się pozbył tej kanapy, ale on za bardzo się przywiązał. Przynieśliśmy ją kiedyś ze śmietnika, bo akurat szliśmy obok, taka ładna kanapa, nie może się zmarnować! No a później się okazało, że ktoś się jej pozbył nie bez powodu - wywracam oczami, po czym jej podsuwam jakieś krzesło - Siadaj tutaj - kiwam łbem. Sam przysiadam na innym i wbijam spojrzenie w dziewczynę.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Pokój Erniego [odnośnik]11.08.19 1:40
Pokiwała głową. Uwierzyła w tę wymówkę, bo nie miała powodu, by nie wierzyć, choć wydawało jej się, że Johnny już trochę długo remontował ten pokój.
- Nie dopisywała ci wena, czy znowu zmieniłeś koncepcję wystroju? – zapytała więc, jednocześnie w duchu kręcąc głową i myśląc sobie coś w stylu „ach, ci artyści!”. Jej duszy brakowało artyzmu, więc często miała problem zrozumieć takie sprawy. Zawsze brakowało jej cierpliwości do rysowania czy grania na instrumentach. Była na to zbyt dynamiczna i energiczna, i lepiej wychodziło jej granie na nerwach, a jeśli chodzi o rysunki, to w jej wykonaniu ludzie nadal przypominali patyki z kółkiem jako głową.
- Więc co się stało, że jednak tu osiadłeś i nie szukasz możliwości by... rzucić wszystko i popłynąć ku zachodzącemu słońcu? Co to za sprawy? – spytała. Właściwie to była zdziwiona, że ktoś taki jak Johnatan nie uciekł jeszcze, kiedy w kraju zaczęło dziać się źle, kiedy zaczęły się anomalie i represje wobec osób nieczystej krwi. Poza tym pamiętała, że lubił przygody i zwykłe, nudne i pełne schematów życie nie było dla niego. Dla niej też nie do końca, dlatego zamiast poszukać sobie normalnej pracy w ministerstwie czy gdzieś wciąż uganiała się za kaflem i zdobywała gole. Mimo to wiedziała, że nie można uciekać z podkulonym ogonem i chciała działać, by pomóc tym, którzy z różnych względów nie radzili sobie sami. Dlatego właśnie marzenia o podróżach musiały zaczekać na inne czasy. Może kiedyś, gdy dożyje końca wojny i będzie już zbyt „stara”, by trzymano ją w drużynie, nauczy się jakiejś mądrej dziedziny i zacznie podróżować? To wydawało się jednak bardzo odległe, bo przecież nawet nie miała pewności, czy przeżyje nadchodzący rok, skoro zdecydowała się spleść swoją drogę z Zakonem Feniksa, a wiedziała (i boleśnie przekonała się o tym parę dni temu), że jej umiejętności bitewne pozostawiały wiele do życzenia, choć wczoraj i przedwczoraj popołudniami ćwiczyła zaklęcia tarczy, a także inne przydatne zaklęcia obronne.
Już miała zacząć opowiadać o ostatnich treningach i meczu, kiedy próba zajęcia miejsca na kanapie zakończyła się tym, że ta ugryzła ją w łydkę.
- Berta? – zdziwiła się, masując nogę. – Nadaliście imię kanapie? No cóż... najwyraźniej ktoś rzeczywiście nie bez powodu ją wyrzucił. Może została zaczarowana jakimś złośliwym urokiem? Coś jak te kubki, które gryzą w nos – mówiła, zajmując miejsce na podsuniętym krześle. To na szczęście nie kąsało. – Wracając do twojego pytania, to chyba po staremu. Nadal latam dla Harpii i moje życie mija od meczu do meczu. Odkąd nie ma anomalii trenuje się i gra dużo łatwiej. Teraz jest tylko zimno, wcześniej też lało, grzmiało i często padał śnieg lub grad. Prawie zapominałam jak to jest być suchą – zaśmiała się cicho, choć miała nadzieję, że tamte czasy już nigdy nie wrócą. Anomalie były koszmarem i dobrze, że zniknęły, że znowu było normalnie przynajmniej pod względem pogody i możliwości korzystania z uroków magii czy teleportacji. Bo niestety nie wszystko zmieniło się na lepsze z chwilą pokonania anomalii.






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: Pokój Erniego [odnośnik]16.08.19 12:23
- Wiesz, trochę nie miałem czasu, żeby się tym porządnie zająć - kiwam głową, a później macham jedną ręką, tym samym dając znać, że to nieważne, zrobi się w swoim czasie; nawet jeśli było już zrobione i serio, chciałbym pochwalić się Jamie takim wyczesanym wnętrzem - odwaliliśmy z Gwen kawał dobrej roboty, dając się ponieść wenie, w moim przypadku dodatkowo wspomaganej diablim zielem.
- To pewnie zabrzmi dziwnie w kontekście mojej osoby, ale trzyma mnie tutaj praca - ECH, GODRYKU, to brzmiało totalnie surrealistycznie i gdyby kilka miesięcy wstecz ktoś powiedział, że tak właśnie będzie wyglądało moje życie, to chyba bym go wyśmiał; nawet teraz zaśmiałem się krótko, bo kiedy wreszcie wyrzuciłem to z siebie, owe stwierdzenie wydało mi się jakieś totalnie abstrakcyjne - Robię scenografię do jednego z przedstawień w Fantasmagorii; mała scena i w ogóle, ale to i tak coś wielkiego jeśli wziąć pod uwagę fakt, że nie jestem, no wiesz, czarodziejem czystej krwi. Właściwie do tej pory nie wiem jakim cudem udało mi się przekonać panią Mericourt, żeby mnie zatrudniła - drapię się po głowie, zaśmiewając cicho. Doskonale pamiętałem tamto spotkanie, każde słowo wypowiedziane w gabinecie, każdy gest i każde zmrużenie oczu, pamiętałem jak szybko biło mi wówczas serce i jak roztrwoniłem połowę zaliczki na świętowanie, upijając się w jakiejś podrzędnej, portowej spelunie prawie że do nieprzytomności - Właśnie, pamiętasz Deirdre? Była z nami na roku, Ślizgonka, charakterystyczna, prosta grzywka, skośne oczy, była prefektem. Wyobrażasz sobie, że to ona mnie zatrudnia? To znaczy... w imieniu Rosierów, tak mi się przynajmniej wydaje - wzruszam lekko ramionami. Do tej pory nie miałem przyjemności poznać kogokolwiek z tego szlachetnego rodu i bardzo dobrze; nieczęsto bywałem w balecie, większość spraw załatwiając drogą listowną. Trochę szkoda, założę się, że oczarowałbym przynajmniej połowę tancerek, hehe - No a poza tym to, cóż, maluję dla Prewettów, znaczy nestor Prewett zatrudnił mnie do renowacji jednego fresku, a później do portretu, mam nadzieję, że uda mi się skończyć ten obraz jakoś na początku lutego i kto wie, może będzie miał dla mnie jakieś inne zlecenie? Chyba jest całkiem zadowolony z naszej współpracy - nawet pomimo tego, że wciąż miał mnie za całkiem inną osobę. Właśnie, musiałem w końcu przyznać się do kłamstwa - nie dlatego, że gryzły mnie wyrzuty sumienia, po prostu nie chciałem by to Eugene spijał śmietankę z moich sukcesów - No a OPRÓCZ TEGO, to chodzę jeszcze do Ogniska pani Pinkstone, gdzie głównie modeluję, ale czasem zdarza się, że Cimone poprosi o pomoc i mogę się wtedy poczuć jakbym miał własną pracownię - śmieję się. Opadam ciężko na krzesło, bo jak powiedziałem to wszystko na głos, to nagle zdałem sobie sprawę z faktu, że jestem bardzo zajętym człowiekiem; nie mam czasu pić, ani dupczyć (a nawet jak mam to i tak nic z tego, gdzie tu sprawiedliwość?), ani włóczyć się bez celu, kraść ani oszukiwać... No na przykład, kiedy ostatni raz uprawiałem jakiś hazard? Już nawet nie pamiętam!
- ERNIE nadał imię kanapie, on jest trochę - popieprzony (ale kochany) - specyficzny. Ale to jednak brat, nie? Rodziny się nie wybiera - mrugam do Jamie jednym okiem, bo Prang to akurat była taka rodzina, którą sam se wybrałem. TY BĘDZIESZ OD DZISIAJ MOIM BRATEM, tak mu powiedziałem jak mieliśmy po te kilka lat, a on odpowiedział OKEJ, no i stało się. A później zrobiliśmy braterstwo krwi i trochę pożałowaliśmy bo obydwoje krwawiliśmy wówczas jak świnie - To by nawet miało sens, ale to by musiał być jakiś wykurwiście mocny urok, bo próbowaliśmy różnych rzeczy, żeby ją naprawić i nic - w końcu wszyscy się przyzwyczaili, a my nauczyliśmy obchodzić z Bertą; czasem trzeba było być dla niej miłym, a czasem wystarczyło przygrzmocić jej z laczka. Popijam powoli swoje winko i wsłuchuję się w przyjemny tembr głosu panny McKinnon - Właśnie jak sobie radzą Harpie w tym sezonie? Matko, tak dawno nie miałem okazji być na jakimś meczu, ostatni raz chyba na Festiwalu Lata! - a chętnie bym popatrzył jak moje znajome śmigają w przestworzach, bo znałem prawie pół drużyny - Wreszcie zrobiło się trochę spokojniej, co nie? No, przynajmniej magia już nie szaleje, zawsze to jakiś plus - wzruszam lekko ramionami i wznoszę swój kubek w geście toastu - Za tych, którzy swoje pięć knutów dołożyli do tego, byśmy mogli spokojnie czarować i wcale nie mam na myśli Ministerstwa Magii - puszczam do Jamie oczko, po czym spijam kilka porządnych łyków trunku.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Pokój Erniego [odnośnik]16.08.19 14:46
Zdziwiła się. Johnatan wydawał jej się zawsze niefrasobliwym lekkoduchem, w którego życiu brakuje stałości. Był niczym liść targany wiatrem, raz tu, raz tam, zawsze potrafiąc zaadaptować się do sytuacji i znaleźć sobie jakieś zajęcie, by potem porzucić je i udać się gdzieś indziej, ku kolejnym przygodom.
- Kto by pomyślał, że Johnatana Bojczuka może zatrzymać w miejscu praca? – odezwała się, bo to brzmiało zupełnie jak nie on. Czyżby przez ostatnie miesiące zaczął dorośleć i patrzeć na życie poważniej? Ona też musiała dorosnąć, gdy umarł ojciec. Musiała pojąć, że w życiu już nie liczył się tylko quidditch i dobra zabawa. A po chwili usłyszała kolejną zaskakującą wieść. – Fantasmagoria? Poważnie? – aż zmrużyła oczy, bo przecież z tego co słyszała nawet nie wpuszczano tam osób o nieczystej krwi, nie mówiąc o ich zatrudnianiu. – Udawałeś że masz czystą krew, przybrałeś fałszywe nazwisko? – spytała z ciekawości. Zaraz jednak powiedział coś, co przykuło jej uwagę jeszcze mocniej. Deirdre, Ślizgonka o azjatyckich rysach. Po tak obrazowym opisie także sobie ją przypomniała, bo miała na tyle charakterystyczny wygląd, że wyróżniała się na tle pozostałych uczniów. Przypomniała sobie też, że zaledwie trzy dni temu Kieran Rineheart wspomniał jej imię i nazwisko, określając ją jako jedną z rycerzy Walpurgii, jedną z ludzi na których należało bezwzględnie uważać. Jej wewnętrzna sojuszniczka Zakonu nastawiła więc uszu. – Chyba ją pamiętam – odezwała się. – Więc to ją spotkałeś? W Fantasmagorii? I nazywa się teraz Mericourt? – dopytywała, pozorując zwykłą ciekawość dalszymi losami kogoś, kogo oboje pamiętali ze szkoły. Po Hogwarcie już nigdy nie widziała Deirdre, nie słyszała o niej aż do rozmowy z Rineheartem, w końcu już w szkole obracały się w różnych środowiskach i naturalnym było, że później ścieżki Jamie ze ślizgońskimi rówieśnikami się rozeszły, ponieważ nic pozytywnego jej z tymi ludźmi nie łączyło. Przypomniała sobie też, że kobieta o azjatyckich rysach nie tak dawno jej się śniła w dziwnym koszmarze, w którym była dementorem latającym po Azkabanie. Ale to była zapewne tylko projekcja jej wyobraźni, przypadkowo przybierająca twarz kogoś znanego z lat szkolnych; podobno w snach najczęściej pojawiali się ludzie, których przynajmniej raz w życiu gdzieś się widziało. – Ona widocznie musiała cię nie pamiętać, skoro zgodziła się, byś coś dla nich malował. – I jeśli naprawdę była rycerzem, to Johnatan miał szczęście, że żył. Ale powinien na siebie uważać.
Wzmianka o Prewettach nie budziła natomiast niepokoju, bo z tego co wiedziała ich ród popierał porządne wartości i nie pogrążał się w szaleństwie czystości krwi.
- To dobrze, że udało ci się znaleźć taki kontakt, podejrzewam że dobrze ci płacą za malowanie dla nich – uśmiechnęła się lekko; zadowolona z tego, że mu się powodziło i tworzył.
- Gdzie on teraz jest? – zapytała, bo pokój aktualnie wyglądał na niezamieszkały. Zresztą miała wrażenie, że w Ruderze stale ktoś pojawiał się i znikał, ale tutejsi mieszkańcy byli naprawdę barwni i wnosili trochę życia do Doliny Godryka. – Spodobała ci się nasza wioska, skoro zatrzymałeś się akurat tu? – spytała, kojarząc że Johnny lubił pomieszkiwać w różnych miejscach. Spojrzała też z ukosa na kanapę zwaną Bertą, która wyglądała na całkiem normalny mebel, dopóki nie próbowało się na niej usiąść.
- Myślę że nieźle – odpowiedziała. Na poprzednim meczu co prawda zremisowały, co nie było satysfakcjonujące dla nikogo, a ona sama czuła że tamtego dnia była zbyt rozkojarzona i zbyt często traciła kafla. Na następnym meczu musiała popisać się bardziej. – W połowie lutego gramy z Armatami z Chudley, może wpadniesz na trybuny? Myślę, że mamy spore szanse na zwycięstwo, Armaty od wielu lat nie grają dobrze, choć oczywiście nie lekceważę ich, bo może nas zaskoczą... – Kilka lat gry nauczyło ją, że nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika, nawet pozornie słabszego, uchodzącego za takiego, który dobre dni ma już za sobą. – Żałuję, że nie udało mi się zagrać w meczu na festiwalu, ale parę dni wcześniej na treningu tłuczek złamał mi rękę i uzdrowiciele mnie uziemili – skrzywiła się; w innym wypadku na pewno by się zgłosiła, przecież uwielbiała Festiwale Lata i w którymś roku miała nawet okazję grać w tradycyjnym meczu organizowanym na zakończenie festiwalu. Ale może to i lepiej, że się nie załapała, bo miała quidditcha na co dzień, a amatorzy rzadko mieli okazję pobawić się w ten sposób.
- Bez anomalii jest dużo lepiej. Wreszcie mogę się teleportować, czarować i czerpać pełną przyjemność z latania – odezwała się; te trzy dni temu dowiedziała się również, że za pokonaniem anomalii stał Zakon. To oni dokonali sukcesu, który obecnie niezasłużenie przypisywało sobie ministerstwo i ludzie nieświadomi sytuacji w to wierzyli, i to dobrzy ludzie z Zakonu Feniksa musieli się ukrywać, podczas gdy czarnoksiężnicy bez lęku przechadzali się ulicami i krzywdzili ludzi.
Także wzniosła swój kubek.
- Ktokolwiek to zrobił, i ja wypiję za to, że jesteśmy już wolni od anomalii – powiedziała, pijąc wino. Był to mierny sikacz, ale nie była wybredna, swego czasu podczas miotlarskich wędrówek po kraju pijała różne rzeczy i nie były to żadne trunki z górnej półki, bo na takie nie byłoby jej stać. Ale była osobą która lubiła próbować różnych rzeczy i nie miała wysokich wymagań.






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Pokój Erniego
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach