Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój Sue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Pokój Sue   03.08.16 1:51

Norka Sue

Przytulne pomieszczenie wypełnia delikatny zapach świeżych kwiatów polnych, zebranych na pobliskiej łące - zazwyczaj zdobią stolik nocny. Biała, spora szafa oraz miękki, stary fotel znajdują się na prawo od wejścia, zaś przy oknie - umiejscowionym naprzeciw drzwi, ustawiono łóżko. Sue nie ma zbyt wielu rzeczy, większość spłonęła w pożarze domu rodzinnego, lecz można zauważyć tu parę zdjęć z najbliższymi oraz kilka dziwnych przedmiotów, których przeznaczenie jest jasne prawdopodobnie tylko dla lokatorki.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Badacz i ilustrator flory magicznej
21
Szlachetna
Kawaler
i can't feel
the dawning of it all,
was it all gone all along?
20
15
0
0
0
0
6
5
Jasnowidz
what now

PisanieTemat: Re: Pokój Sue   Today at 11:50

21 maja '56

     On nie chciał być sam. Sam-otność była ponurym królestwem, więzieniem, na które ludzie skazywali samych siebie. To było tylko próżne wierzenie, że to inni posyłali nieszczęśników na wertepy izolacji; tak naprawdę można było odciąć się od towarzystwa na wiele dni, nawet tygodni i wcale nie czuć się opuszczonym. Tak postępowali wielcy podróżnicy, poszukiwacze przygód, a także badacze, zgłębiający tajemnice po wskazówkach Wszechświata. Oni wszyscy mieli dokąd wracać, wiedzieli też gdzie chcą dojść, podążając krętymi drogami swych wyznaczonych celów, a w teraźniejszości potrafili odnaleźć swoją ostoję. Constantine chciał myśleć, że przysuwa się do podobnego stanu spokoju, lecz to wcale nie było takie proste. Musiałby wtedy dojść do porozumienia ze swoimi troskami, z obawą o bliskich, z niepewnością mrugającą na horyzoncie przyszłości. Nie był w stanie wypuścić tego z rąk, nie chciał rozstawać się z nałożoną na siebie odpowiedzialnością za przyjaciół i rodzinę. Z jednej strony opieranie się o innych przynosiło pewną ulgę, właśnie ta współpraca i dzielenie się obowiązkami prowadziła ich najdalej, ale z drugiej... wolałby na siebie przyjąć każdy ciężar niż narażać tych, na których mu zależało. Nie mógł odmówić odwagi Sue – a mimo to wolałby mieć pewność, że jest bezpieczna. Nie dało się uznać, że Ulysses nie potrafiłby przyjąć na siebie walki – ale nadal wolał trzymać go z daleka od spraw Zakonu, tym bardziej po ostatnim spotkaniu. Gdzie leżał złoty środek, co byłoby najlepsze dla obu stron? Przeszłe tygodnie, nadchodzące miesiące, wszystko miało być wypełnione poszukiwaniem odpowiedzi, która być może wcale nie istniała.
Przytaknął, by dać jej znać, że tak własnie było. Tak wiele roślin pomagało czarodziejom, dzieląc się z nimi swoimi niezwykłymi właściwościami, a jednak nie odkryto jeszcze takiej, która zażegnałaby wszystkie spory i troski. Nie istniało zaklęcie zdolne do naprawienia wszystkiego, nie znaleziono słów mających tak wielką moc, iż podniosłyby z kolan złamaną wolę. Ale kluczem było szukanie, bo bez cienia nadziei, że gdzieś, kiedyś coś znajdziemy, nigdzie byśmy nie dotarli. To chciał powiedzieć, aczkolwiek tego nie zrobił.
Sue! — wykrzyknął z przesadnym oburzeniem na niej ostrzeżenie o poturbowaniu go jakimś pluszakiem. Tylko połowicznie był to gest na pokaz, w tym momencie nie spodziewał się podobnych słów i jego rozbawione zdziwienie było autentyczne; zdołało rozluźnić nieco atmosferę, spuszczając ją z napiętego tonu. Początek był najcięższy, gdy przez niego przebrnął, sygnalizując jasnowłosej opiekunce zwierząt, że w jego sercu osiadły prawdziwe wątpliwości, pokonał pierwszy stopień do poradzenia sobie z rzeczywistością. Temat wciąż pozostawał poważny, teraz otwarty i całkowicie obnażony, czekał na rozwój wypadków. — Nie wiem czy to jest trafne porównanie. Niektóre różnice zdań, które dzieliłem z moimi rówieśnikami były nie do przyjęcia — odpowiedział, sięgając do rozczarowań związanych z wysokimi oczekiwaniami wyniesionymi z domu. Nauczony szacunku do wszystkich, ze zgrozą i niezrozumieniem patrzył na kolegów wygłaszających niesłuszne zdania o nierówności, o antagonizmach, o tym, że należało im się więcej ze względu na pochodzenie; zazwyczaj odpowiadał tolerancją na odmienne opinie, krytyczne myślenie było rozwijające, ale ignorancja nie znosiła podobnych wymówek. Nie ciągnął jednak wypowiedzi dalej. Oboje pamiętali jak stawał w obronie mugolskich kolegów i narażał się na krzywe spojrzenia uczniów z bardzo konserwatywnych rodów. Przypominając to sobie poczuł ukłucie świadomości, że Zakon w naturalny sposób stanowił przedłużenie tych działań podejmowanych w Hogwarcie.
To nie tak, że zmieniłem cel. Chodzi raczej o metodę dążenia do niego. Nie złamię swojej wiary, nie zdradzę samego siebie, a już nie jestem pewien czy moje opinie pokrywają się z tym, za czym kroczy większość... — wymówił w przerwach między głębokimi oddechami, może fragmenty jego wypowiedzi nie dotarły nawet do Lovegood, wszak ich uwagę przyciągnęło znalezisko. Skrzywił się delikatnie, gdy ciężar mebla spoczął na jego części. Podtrzymywał ten pręt, który chybotał się i trzeszczał nieprzyjaźnie, gotowy w razie czego asekurować też oparcie. Nie od razu wiedział, o co chodzi. Z jego perspektywy nie widać było stworzenia, lecz kiedy wyciągnęła je z odmętów gruzu, natychmiast poczuł ucisk zmartwienia. Co za szczęście w nieszczęściu. Zmarszczył brwi z pewnym niepokojem wpatrując się w wiewiórkę, która wyglądała dość marnie – wcale jej się nie dziwił, bo skoro była uwięziona tak głęboko to cudem pozostawała przy życiu. Podbródkiem wskazał Sue, by się nieco odsunęła, po czym puścił pręt i wszystko wokół ogarnęła chmura gruzu. Prędko odskoczył, by zaraz chwycić przyjaciółkę za ubranie i pociągnąć ją w stronę, z której nie tak dawno przyszli. Rozmowa odeszła na dalszy plan, podobnie jak sprzątanie tego, co pozostało z sali obrad i ze starej chaty. — Może weszła tam szukając jedzenia i wtedy kanapa się bardziej zagłębiła w gruz? Myślisz, że uda się jej pomóc? — Poruszali się dość szybko, nie było chwili do stracenia. Przemieszczanie się w dobie rozchwianej magii było ryzykowne, ale sieć kominków działała w miarę stabilnie i zawsze ktoś znalazł się chętny do wskazania dobrej drogi. W ten sposób dotarli najpierw do lecznicy, skąd ruszyli do Doliny Godryka, by doprowadzić do końca wszystkie podjęte sprawy.




less wanderer

Powrót do góry Go down
 

Pokój Sue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Rudera, Dolina Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18