Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Korytarz   30.03.15 23:57

First topic message reminder :

Korytarz

Całe szczęście!, ten nadzwyczaj paskudny okres, podczas którego większość pomieszczeń była na tyle przepełniona pacjentami, że łóżka stawiano właśnie na korytarzach, już się skończył. Pozostały po nim jednak dosyć wyraźne ślady w postaci powycieranej gdzieniegdzie drewnianej podłogi, zarysowań i obdrapań na ścianach w miejscach, gdzie kończą się powierzchnie pomalowane farbą olejną, a zaczynają te pociągnięte tylko najzwyklejszą, białą farbą łuszczącą się pomiędzy drzwiami prowadzącymi do poszczególnych sal. Dźwięk kroków niesie się tutaj głośnym echem, a stukot wszelkiego rodzaju próbek, pojemniczków na maści czy eliksiry praktycznie nie milknie. Jeśli nie chcesz, by złapał Cię ból głowy, lepiej zwyczajnie jak najszybciej przenieś się w inne miejsce.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 https://www.morsmordre.net/t3429-poczta-josephine#59532 https://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 https://www.morsmordre.net/f129-enfield-lavender-hill-145-8 https://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
27
0
0
0
10
0
8
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   07.01.18 8:35

Cała noc. Właśnie tyle zajęło im dotarcie do Munga. Tylko dzięki Alexandrowi wytrwała całonocne katusze. Niepewny krok za krokiem, kurczowo uczepiona jego boku, tylko dlatego się nie poddała, był przy niej i nie pozwolił jej stracić sił w jakiejś opuszczonej uliczce. Dzięki niemu też nie łkała zbyt żarliwie - od czasu do czasu pozwoliła tylko cieknąć łzom bólu i zmęczenia, mając nadzieję, że zbyt skoncentrowany na prowadzeniu ich do celu, nie zwróci uwagi na te chwile słabości. Pobożne życzenia.
W końcu jednak dotarli, momentami trzeźwości umysłu zastanawiała się, w jaki sposób poproszą o jednego z zaprzyjaźnionych uzdrowicieli, wcześniej tłumacząc się recepcjonistce. Jednak to co zastali na miejscu, przeszło wszystkie jej wyobrażenia. Mung dosłownie pękał w szwach, a w harmidrze mogli bez problemu dostać się do środka, nie zwracając na siebie większej uwagi. Kazali im czekać, chyba tylko dzięki obecności Selwyna, niezbyt długo. Oparła się o wolny kawałek ściany na korytarzu, dziękując nawet za to minimum podparcia, gdy Alexander pomknął poszukać jednego z zakonowych uzdrowicieli. Niepewnie przyjrzała się czarodziejom, którzy towarzyszyli jej w oczekiwaniu. Ich obrażenia były przeróżne - od groźnie wyglądających rozszczepień, złamań, po niezbyt groźnie uszkodzone części ciała. Miejsca nie było zbyt wiele, uzdrowiciele w pośpiechu zajmowali się poszkodowanymi nawet na korytarzach, miejsca leżące zachowując wyłącznie dla tych, którzy najbardziej ich potrzebowali. Jakaś magiczna katastrofa? Czarnomagiczny zmasowany atak? Do munga wciąż dopływali nowi poszkodowani. Wzdrygnęła się na myśl, że może ta siła, która oswobodziła ich z więzienia, należała do przypadkowych i destrukcyjnych. Najwyraźniej tylko całkowitym przypadkiem ich wcześniejsze obrażenia nie zostały pogłębione. Osunęła się na lodowatą, kamienną posadzkę, nie mając więcej sił, by utrzymywać ciało w pionie. Ich wędrówka wyczerpała ją całkowicie - rany na nowo pulsowały nieznośnym bólem, część na nowo zaczęła nieznacznie krwawić, w miejscach, gdzie zasklepienie najgorszych obrażeń było najsłabsze. Cierpliwie oczekiwała na powrót Alexandra, marząc o wzmacniającym eliksirze i niewygodnym, mungowskim łóżku.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   07.01.18 12:10

Czułem wilgoć na palcach, kiedy raz po raz podnosiłem je do twarzy Josephine, by obetrzeć ściekające po jej policzkach łzy. Każda z nich sprawiała, że z jeszcze większym uporem stawiałem kolejny krok. Nie mogłem się poddać, nie mogłem jej zawieść - byłem za nią odpowiedzialny. Nie do końca jednak wierzyłem w nasze powodzenie, mój umysł wydawał się działać podług własnej woli, podsyłając mi w myślach okropne widoki. Widziałem przygniatające mnie ściany ciasnej celi, a w następnej chwili niekończącą się ulicę biegnącą prosto w ciemność. Tylko obecność Josephine trzymała mnie jeszcze osadzonego w rzeczywistości. Ta jednak wciąż uporczywie mieszała się z wytworami mej głowy, wykrzywiając obraz znajdujący się przed moimi oczami. W końcu jednak noc powoli zaczynała blednąć, pierwsze ptaki zakwiliły w listowiu, a miasto z dzielnicy portowej przekształciło się w ściśle zabudowane, londyńskie centrum. Ulice były podejrzanie puste i ciche. Jaki dziś tak w ogóle był dzień? Nie byłem w stanie tego określić po czasie spędzonym w ciemnicy, tam pojęcie nocy i dnia nie istniało, były tylko czerstwy chleb i kilka łyków wody wśród zatęchłych kamiennych ścian.
Pchnąłem drzwi Munga, przekraczając zdewastowaną witrynę galerii handlowej i zostałem dosłownie wryty w ziemię. Cały parter pełen był ludzi, dosłownie na każdej wolnej, płaskiej przestrzeni znajdowali cię czarodzieje i czarownice wyglądający nie raz i nie dwa tak samo tragicznie jak mu. Poprawiłem mój chwyt w talii Jo i zacząłem przeciskać się przez tłum. W końcu rozpoznała mnie w tumie jedna z uzdrowicielek pracujących w Mungu i, za co byłem jej niezmiernie wdzięczny, pokierowała mnie na korytarz, gdzie było odrobinę luźniej. Nie było nigdzie żadnego miejsca, gdzie Josephine mogłaby usiąść. Pozostawiłem ją więc opartą o ścianę z obietnicą, że wrócę nim się spostrzeże i prośbą, aby chowając na moment swoją dumę do kieszeni nie bała się prosić kogokolwiek o pomoc w czasie mojej nieobecności. Sam rzuciłem się pędem przez szpital, szukając jakiejś znajomej twarzy i dość szybko ujrzałem znajomą, rudą czuprynę.
- Archibald! - krzyknąłem, przebijając się przez panujący harmider. Nigdy jeszcze chyba nie ucieszyłem się aż tak bardzo na widok kuzyna. Byłem brudny, znoszony przez życie po pobycie w więzieniu i umorusany krwią Josephine na twarzy, rękach i ubraniach, w których wyruszyłem na Odsiecz na Wyspę Rzeźb. Nie miałem jednak czasu na wylewne słowa powitania. - Potrzebuję Twojej pomocy, chodzi o Josephine - powiedziałem, błagalnym spojrzeniem patrząc na Prewetta, a następnie prowadząc go do czekającej na nas panny Fenwick. Przyklęknąłem przy niej, siląc się na słaby uśmiech.
- Nie wiem czy się znacie, ale to jest Josephine. Jo, poznaj mojego kuzyna Archibalda - przedstawiłem ich sobie szybko. - Jaki mamy dziś dzień, Archie? - zapytałem, a odpowiedź mnie przeraziła. Otworzyłem szeroko oczy, patrząc się na Prewetta. Naprawdę minęło sześć dni od momentu wyruszenia na Odsiecz? - Rozszczepiła się dwudziestego siódmego, a teraz... cała krwawi. Klatka piersiowa, głównie - powiedziałem, a głos lekko mi zadrżał. Nie czułem się najlepiej, teraz dopadało mnie to coraz mocniej. - Trzeba by znaleźć jakąś zasłonę... łóżko jakby dobrze poszło... Archie, ja naprawdę chcę zostać islandzkim pasterzem - powiedziałem, błędne spojrzenie przenosząc na rudzielca. Moja głowa oberwała chyba mocniej, niż mi się do tej pory wydawało.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   10.01.18 22:32

Odkąd wskazówka minęła godzinę dwunastą w nocy, co chwila działo się coś, czego nie potrafił zrozumieć. Czuł się jak we śnie, czasem naprawdę mając wrażenie, że za chwilę się wybudzi i wszystko wróci do normy - bo to co się teraz działo było niemożliwe. Poczynając od szarżującego ognia, który teleportował Archibalda gdzieś w drugą część Wielkiej Brytanii, po inne niespotykane anomalie, powodujące w Mungu ogromny chaos. Miał tutaj nie wracać. Ciało wciąż go piekło od poparzeń, ale nie to było w tej chwili najważniejsze. Bał się o Lorraine, którą również teleportowało gdzieś daleko, i o dzieci, które o wiele bardziej odczuwały ten niepokój magii. Miał zostać w Dorset, żeby mieć pewność, że mają odpowiednią opiekę, ale w szpitalu działy się kosmiczne rzeczy i po prostu musiał wrócić. W pokojach leżało po kilkunastu pacjentów, na korytarzach wyczarowano dodatkowe łóżka, a niektórzy i tak leżeli na ziemi. Archibald nigdy nie był świadkiem takiego kryzysu, to zdecydowanie była próba jego uzdrowicielskiego charakteru. Na nogach trzymała go tylko adrenalina, inaczej zapewne sam by padł gdzieś pomiędzy tymi ludźmi, marząc jedynie o chwili odpoczynku. Teraz biegał od pacjenta do pacjenta, nie zwracając uwagi na to, że ich obrażenia nie miały nic wspólnego z jego specjalnością. W tym momencie to nie było istotne - każdy z nich był po prostu uzdrowicielem, zobowiązanym do niesienia pomocy. Ledwie wyszedł z sali, zauważając Alexa. Przez chwilę myślał, że zaczyna mieć omamy - tutaj? Zaginął, nie było go, jak się tu znalazł? Nie miał jednak czasu ani siły na okazywanie zdziwienia. O dziwo, jego wygląd nie wyróżniał go na tle pozostałych osób, choć nie ulegało wątpliwości, że wyglądał fatalnie. - Alex - wydobył z siebie jedynie, a w jego głosie było słychać zdziwienie i ogromną ulgę. Nie czekał na dodatkowe wyjaśnienia, od razu zaczął przeciskać się razem z nim do Josephine. - Miło mi cię poznać, choć żałuję, że w takich okolicznościach - powiedział, kucając obok niej. Wyglądała jeszcze gorzej od Alexa, choć to też mogła być sprawa buzujących w jego żyłach emocji. - Pierwszy maja - odparł, pomagając Josephine położyć się na podłodze - nie było czasu ani miejsca na żadne łóżko; niestety dzisiejszego dnia warunki sięgały dna. - Możesz spróbować - mruknął więc, rozpinając koszulę Josephine, by móc dokładniej się przyjrzeć jej obrażeniom. Czarna magia. Jak u niemalże wszystkich poszkodowanych. - Kim? - Zapytał rozkojarzony, odrywając się na moment od Josie. Alexander trzymał się lepiej, ale też było z nim źle. Jego błędne spojrzenie ukuło Archibalda, ale nie mógł się nim teraz zająć. - Nie, nie ruszaj się stąd - powiedział zdecydowanym głosem, którego najczęściej używał w stosunku do swoich rozbrykanych dzieci, ale dzisiaj jednym z nich jawił się Alex. - Curatio Vulnera Horribilis - rzucił, kierując różdżkę na klatkę piersiową poszkodowanej.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   10.01.18 22:32

The member 'Archibald Prewett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 https://www.morsmordre.net/t3429-poczta-josephine#59532 https://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 https://www.morsmordre.net/f129-enfield-lavender-hill-145-8 https://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
27
0
0
0
10
0
8
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   12.01.18 1:23

Była taka zmęczona, ostatkami woli powstrzymywała opadające powieki. Długi marsz całkowicie ją wyczerpał fizycznie i psychicznie. Chociaż nie należała do osób, które szybko się poddają, z przyjemnością wróciłaby do celi, w której była przetrzymywana - tam nie byłaby do końca świadoma, tam czekałyby na nią sny, chociaż koszmarne. Zdarzały jej się chwile zawieszenia, w których musiała przypominać sobie, gdzie dokładnie się znajduje, a także chwile, w których musiała powstrzymywać się by nie zwinąć się w kłębek i nie zasnąć na podłodze. A trwało to zaledwie kilka minut, bo Alexandrowi udało się nad wyraz szybko odnaleźć uzdrowiciela.
Dopiero po chwili zorientowała się, że ktoś do niej się zwraca. Zamiast powitania, miło cię poznać, czy chociaż skinięcia głową, w napadzie paniki pociągnęła nogi do klatki piersiowej, jakby to mogło ochronić ją przed niespodziewanym atakiem. Nie miała różdżki, tego była świadoma zbyt dotkliwie. Odebrali ją, kiedy padła oszołomiona, u kresu wytrzymałości. Wcześniej nie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawy, ale nie powinna tego wszystkiego przeżyć. Jej rany zbyt mocno krwawiły, by mogła przeleżeć kilka dni w ciemnościach. Poza tym, jak było widać, zaczęły się zasklepiać, a podczas wędrówki tylko te najgorsze z nich zaczęły się na nowo otwierać. Przeniosła wzrok na rudego mężczyznę, który przy niej przykucnął. Przypominał jej dawnego nauczyciela transmutacji, a może jednego z aurorów... Nie była pewna. Może to dlatego, że wszyscy rudzi byli jakiś sposób do siebie podobni, chociaż mimo wszystko nie można było ująć im uroku. Chociaż posłała spłoszone spojrzenie w kierunku Alexandra, pozwoliła ułożyć się na posadzce. Nikt nie zwracał na nich uwagi, uzdrowiciele byli zbyt zabiegani, a pacjenci skupieni na własnych dolegliwościach. - Nie pozwól mu zostać pasterzem. Zginę tu bez niego - wymamrotała w końcu ciążące jej obawy, w tej chwili całkiem realne, chociaż należały do kategorii całkowicie irracjonalnych - Selwyn nigdy nie porzuciłby swojego życia i Zakonu na rzecz owiec. Po prostu nie chciała, by znikał.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.01.18 0:24

Odwróciłem wzrok, kiedy Archibald zaczął rozpinać koszulę Josephine. Bałem się spojrzeć na rany, ale bałem się też spojrzeć na jej nagość. Było to dziwne uczucie, bowiem na co dzień miałem przecież styczność z ludzkimi ciałami. Bez tabu, bez skrępowania; z otwartością. Staż w szpitalu świętego Munga wiązał się z przejściem przez wiele nieprzyjemnych, niezręcznych i niekiedy dość obrzydliwych procederów, których ogólna wartość i przesłanie miały tak zszokować adepta sztuki uzdrowicielskiej, by z czasem zaczął obojętnieć. Nagość miała być dla nas obojętna. Widok krwi miał być dla nas obojętny. Ludzie umierający pod naszymi różdżkami mieli być nam obojętni. Cel był taki, abyśmy przywykli - ja jednak nie mogłem spojrzeć na Jasephine, kiedy jedynym elementem ubioru na jej torsie pozostał biustonosz.
Już-już chciałem wyrwać się z tej nowej, niezrozumiałej dla mnie sytuacji - wypowiedziane przed chwilą słowa stały się idealną wymówką: znaleźć dla niej jakieś lepsze miejsce do położenia się, jakąś osłonę. Głos kuzyna zatrzymał mnie jednak w miejscu. Nie wiedziałem nawet, że już się podnosiłem z klęczek - teraz zamarłem. Drgnąłem jednak, kiedy wśród wszechobecnego na korytarzu harmidru przebił się do mnie słaby głos Josie. Spojrzałem an nią, koncentrując się na jej twarzy, na wpatrzonych we mnie oczach. Uśmiechnąłem się przy tym do niej nad wyraz optymistycznie.
- Nie wydaję zgody na umieranie. Masz przeżyć, to rozkaz - powiedziałem, wciąż uśmiechnięty. Oderwałem jednak spojrzenie od bladej i zmęczonej twarzy panny Fenwick, ponieważ zagradzałem przejście, o czym dobitnie poinformowała mnie wolontariuszka niosąca gorące i chłodne okłady. Przesunąłem się, przepraszając, biorąc przy okazji jeden z niesionych przez nią ręczniczków - ten namoczony w ciepłej wodzie. Usiadłem na podłodze zaraz za głową Josie, po czym delikatnie ją uniosłem i przysunąłem się bliżej. Opuściłem jej głowę ostrożnie na moje nogi, tak żeby leżała odrobinę wygodniej, po czym wziąłem mokry ręcznik i zacząłem delikatnie czyścić jej czoło, rozklejać blond włosy pozlepiane krwią, zmywać brud z policzków. Nuciłem przy tym starą, angielską balladę.
- Are you goin' to Scarborough Fair? Parsley, sage, rosemary, and thyme.
Remember me to one who lives there, she once was a true love of mine.
Tell her to make me a cambric shirt, parsley, sage, rosemary, and thyme.
Without no seams nor needlework, then she'll be a true love of mine...

Nie myślałem o niczym. W głowie tylko tkwiła mi dawno niesłyszana melodia, która teraz wydawała się wybrzmiewać wszędzie dookoła - nie było płaczu zrozpaczonych, krzyków cierpiących, jęków umierających. Była tylko muzyka. Zaczynałem coraz bardziej zatracać mój kontakt z rzeczywistością, śpiewając kolejne wersy, przywracając kolejnemu kawałkowi skóry na twarzy Josie jej alabastrową, czystą barwę. Mój mózg pozbawiony bodźców zmuszających mnie do ucieczki aby przeżyć zaczął zatapiać się w typowym szoku pourazowym - tego jednak nie byłem w stanie powiedzieć Archibaldowi, bo moje myśli stały się melodią.
- Tell her to find me an acre of land, parsley, sage, rosemary, and thyme.
Between salt water and the sea strands, then she'll be a true love of mine.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   20.01.18 23:43

Różdżka w ogóle nie zareagowała na rzucone zaklęcie. To nie był pierwszy raz tej niekończącej się nocy - Archibald zrzucał to na kark niespotykanych magicznych wyładowań, chociaż w tym momencie przyczyna nie miała absolutnie żadnego znaczenia. Ważne było to, że magia nie działała, a przecież Archibald nie wykorzystywał jej do parzenia sobie herbaty tylko do ratowania ludzkich żyć. To było niezwykle przygnębiające, a najgorsze w tym wszystkim było to, że Archibald absolutnie nic nie mógł na to zaradzić. Pozostało mu do skutku próbować, licząc na to, że jednocześnie nie wyrządzi nikomu krzywdy. - Nie pozwolę mu zostać pasterzem, masz moje słowo - powiedział, zerkając zaniepokojony na kuzyna, którego stan psychiczny wydawał się staczać po równi pochyłej. Miał nadzieję, że nie zacznie mu zaraz naprawdę wariować, bo będzie mu ciężko zająć się dziewczyną i Aleksandrem na raz. Archibald był zbyt zmęczony i skupiony na pracy, by zauważyć to jak młodzi się do siebie odnoszą - gdyby spotkał ich normalniejszego dnia, z pewnością spostrzegłby, że coś jest na rzeczy, a Aleksandra nie ominęłaby rozmowa na ten temat. Teraz patrzył na wszystkich jedynie przez pryzmat ich urazów. - Curatio Vulnera Maxima - wypowiedział, siląc się na spokój, tym razem wykorzystując zaklęcie z nieco niższej półki. Dzisiaj nie dało się normalnie czarować, te mniej skomplikowane zaklęcia musiały wystarczyć. - Alex, spójrz na mnie - rozkazał, na moment odrywając wzrok od ran Josephine. - Alexander - powtórzył, ale nie był pewny, czy i tak uda mu się przebić przez jego trans. - Nie umrze, wyleczę ją - powiedział, mogąc jedynie liczyć na to, że głos przedarł się przez piosenkę i dotarł do uszu Alexandra. Nie chciał nawet myśleć o tym co musiało im się przydarzyć skoro oboje znaleźli się w tak fatalnym stanie. Byli za młodzi, żeby przeżywać takie rzeczy - powinni beztrosko popełniać głupie błędy, tak jak Archibald miał to w zwyczaju, a nie walczyć o lepszy świat.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   20.01.18 23:43

The member 'Archibald Prewett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 41


Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 https://www.morsmordre.net/t3429-poczta-josephine#59532 https://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 https://www.morsmordre.net/f129-enfield-lavender-hill-145-8 https://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
27
0
0
0
10
0
8
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Korytarz   21.01.18 17:44

- To dobrze... marny byłby z niego pasterz... Pewnie wszystkie owce spadłyby mu z urwiska albo porwałby je smok - mamrotała od rzeczy, dając się wciągnąć w tę niedorzeczną dyskusję, jednak dzięki temu pozostawała świadoma. Powieki coraz to bardziej jej ciążyły, a opór przed ich opadaniem stawał się równie wymagający, jak stawianie kolejnych kroków w drodze do szpitala. Była tutaj, bezpieczna, pod opieką uzdrowiciela. Na pewno dadzą sobie radę bez niej, więc może mogłaby na chwilę sobie odpuścić? Gdyby wiedziała, jakie to spostrzeżenia poczynia w myślach Archibald, pewnie od razu by się rozbudziła i z oburzeniem wszystkiemu zaprzeczyła. Byli tylko przyjaciółmi, których jakaś dziwna siła pchnęła w wody Tamizy.
Pozwoliła Alexandrowi na ułożenie swojej głowy na kolanach. Kontakt z ciepłym ręcznikiem przyniósł jej wytchnienie, usuwał wielodniowy brud i łzy, a wraz z nimi ból. Skrzywiła się nieznacznie, kiedy czar rzucony przez Archibalda zaczął działać - w końcu naciąganie tkanek, by zasklepiły rany nie należało do najprzyjemniejszych pieszczot. Starała się nie narzekać - musieli jej jakoś pomóc, magią, eliksirami... Dużo by dałaby, by znaleźć się w końcu swoim pokoju, paść na poduszkę nawet bez brania kąpieli i spać. Jednak póki co mogła rozkoszować się ciepłem ręcznika, dotykiem dłoni Alexandra na swojej twarzy i w swoich włosach, jego głosem, którym kołysał ją do snu, a może zapewniając, że wszystko wkrótce skończy się dobrze? Na wpoły zawieszona pomiędzy snem a rzeczywistością, słuchała jego głosu formującego słowa starej ballady, którą słyszała kiedyś w dzieciństwie. To wszystko składało się na dość intymną całość, że gdyby była całkowicie przytomna, oblałaby się rumieńcem i wymamrotała coś ze speszeniem. Teraz było jej wszystko obojętne - fakt, że znajdowali się na korytarzu, że uzdrowiciel praktycznie ściągnął z niej podartą i zakrwawioną koszulę - ważne było tylko poczucie bezpieczeństwa, które odebrano jej na kilka dni. Gdy tylko się stąd wydostaną będzie musiała podziękować Alexandrowi, że dbał o nią, nawet wtedy, gdy sam potrzebował pomocy.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   19.06.18 0:04

Słowa piosenki wypełniały mi całą głowę. Mój mózg ogłosił protest, nie zgadzał się na logiczne przetwarzanie nowych bodźców - wydarzenia ostatnich dni to było zbyt wiele, niż był w stanie znieść. Moje skupienie było jednak bardzo ulotne, a choć melodia uciekała przez usta nie byłem w stanie poświęcić jej więcej uwagi. Płynęła sama. Ja zatracałem się w tym czasie w mrugnięciach światła, stukocie butów na posadzce, świecie odbijającym się w oczach Josephine. To, jak wszystko się w nich zaokrąglało, krążyło w kółko wokół czarnych, nieprzejrzanych źrenic, by umknąć w kolejnym mignięciu oka.
Coś jednak do mnie docierało - słowa Josie wywołały we mnie oburzenie. Jak mogła wątpić w to, że nie poradziłbym sobie jako pasterz?
- A właśnie, że nie. Zobaczysz... zobaczycie... ja zaraz wam pokażę... - powiedziałem, próbując wstać. Wtedy jednak odezwał się Archibald. Popatrzyłem się na niego niczym na sklątkę tylnowybuchową w różowym kubraczku. Zaraz jednak zdziwienie przerodziło się w strach pod wpływem jego zdecydowanego tonu. Zahukany pokiwałem niemrawo głową i oparłem się na powrót o ścianę, przelęknionego spojrzenia nie odrywając od sylwetki kuzyna, dokładnie obserwując każdy ruch jego różdżki. Nie nuciłem już piosenki, siedziałem tylko i lekko nerwowymi ruchami gładziłem włosy Josephine, niczym neurotyk który dorwał się do kota i próbował odreagować na nim wszystkie dręczące go rozterki. Machinalność tego działania sprawiła jednak, że powoli zacząłem znów kontaktować z moją racjonalną połową. Jak za pstryknięciem palcami moje spojrzenie zabrało przytomności. Zamrugałem kilkukrotnie, słysząc nagle mnogość dźwięków naokoło nas. Znów znajdowałem się szpitalu, tym realnym, nie zaś zniekształcony moim poobijanym rozumem.
- Archie, nie czuję się najlepiej - powiedziałem, kiedy poczułem w lewej skroni znajomy ból. Powolutku zaczął on przeradzać się w miarowe, migrenowe łupanie wyznaczane rytmem, w którym biło moje własne serce. Byłem zmęczony, obolały i wychłodzony - tak, do kompletu brakowało mi tylko migreny.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Korytarz
» Korytarz
» Podziemny korytarz
» Czerwony korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: Parter: Wypadki Przedmiotowe-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18