Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Karczma "Pod Mantykorą"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime10.03.12 16:00

First topic message reminder :

Karczma "Pod Mantykorą"

Wszystkie knajpy na Nokturnie wyglądają podobnie. Wnętrze każdej jest tak samo brudne, tak samo zaniedbane i zapuszczone, tak samo chłodne i odpychające, jeżące włos na głowie nowoprzybyłych. Przede wszystkim jednak, wnętrze każdej jest tak samo puste, dzięki czemu załatwianie interesów stawało się odrobinę łatwiejsze i mniej ryzykowne. Handel kradzionymi przedmiotami, truciznami, alkoholem nieznanego pochodzenia, szmuglowanymi zza granicy miotłami, zielem wiedźm przemycanym z Bułgarii, czy ciałem – wszystko uchodziło tutaj na sucho, gdyż bywalców obowiązywał niepisany pakt milczenia. Przysięga zachowania dla siebie wszystkiego, co zostało zobaczone, wszystkiego, co zostało powiedziane. Nic nie wychodziło poza Nokturn. Wszystko zostawało w rodzinie. Po pewnym czasie nawet dało się jednak do tego przyzwyczaić. Do zakapturzonych oprychów, brudnych kufli, pokiereszowanych barmanów, gróźb i klątw maści wszelakiej. Do klientów, którzy już dawno upadli, oczekując końca. Do dziewczyn bez przyszłości, próbujących sprzedać się jak najdrożej.
Przy podniszczonym, wyżłobionym kontuarze, oświetlony upiornym blaskiem zielonych płomieni świec, wiecznie czuwa łysy, barczysty właściciel, łypiący na wszystkich podejrzliwie, szczerzący pożółkłe zęby w posępnych uśmiechach; trunki wątpliwej jakości, jedyne więc jakie można tutaj znaleźć, roznoszą po lokalu młódki - przerażone, wyniszczone przez los, niekiedy wyrwane siłą z rodzinnych domów, porozumiewające się w języku angielskim ze słyszalnym trudem. Znikając za kurtyną prowadzą gości na zaplecze z niechęcią.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 GleamingImpressionableFlatfish-small

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime14.04.19 13:35

9 listopada

Bardzo dbał o swoją korespondencję: starannie posegregowane listy trzymał w przeznaczonych do tego szufladach wielkiej, aptekarskiej komody, by bez przeszkód mógł wrócić do wspólnych wspomnień lub poprzeć zacytowany przez siebie fragment twardym dowodem w postaci odręcznego pisma. Zbierał głównie długi, przysługi, które wyświadczył nigdy nie prosząc o nic w zamian, prośby, które spełnił nie zająknąwszy się o odpłacie, problemy, które rozwiązał w sposób mniej lub bardziej inwazyjny, lecz nadal dla wystawcy listownego dokumentu: korzystny. Rzadko odmawiał, przeważnie godził się na wszystko, kaprysząc jedynie co do terminu i miejsca. Za wcześnie, zbyt późno, za daleko, to było jego święte prawo, zważywszy, że wykazywał się nadzwyczajnie dobrą wolą. Deirdre nie była pierwsza ani tym bardziej jedyna, gonił też za nią już kolejny raz, więc naturalnie odczuwał tym już lekkie znużenie. Poprzednio usłużył jej swoją wiedzą, wyłożył kilkaset lat historii literatury w porze przewidywanej na popołudniową drzemkę i podwieczorek; tracił powoli cierpliwość do tych wykładów, gdyby pragnął głodnej historycznych faktów publiczności, zostałby nauczycielem akademickim i czerpałby z tego rzeczywiste profity. Mimo kiełkującej irytacji - pisała, gdy czegoś chciała - zgromadził obiecane materiały, dokształcił się nieco, dokładnie tyle, ile zdołał przez kilka dni zajęte również obowiązkami zawodowymi oraz rodziną, uzupełnił niedostatki literackich niuansów o najświeższe doniesienia ze specjalistycznej prasy. Siebie traktował poważnie, jej nie musiał, także w skórzanej torbie niósł przeznaczone dla niej tomy oznaczone sygnaturą Biblioteki Brytyjskiej, dbając, aby paczka nie obijała mu się o uda. Woluminy były stare i kruche, pochodziły z nieużywanej części księgozbioru, właściwie nieprzeznaczonego do wynoszenia na zewnątrz. Dla Magnusa zrobiono jednak wyjątek, a on stosownie nie wspomniał o wydaniu bezcennych tomów w ręce osoby trzeciej, niekoniecznie tak uprzywilejowanej, jak on sam. Skręcił w trzecią uliczkę na lewo, wypatrując podniszczonego szyldu kiwającego się na wietrze. Nie wiedział, co jej strzeliło do głowy, że wybrała akurat tą nokturnową spelunę - równie dobrze mogli załatwić to w Wywernie, a na pewno byłoby czyściej. Wchodząc do środka zsunął kaptur z głowy i od razu skierował się do najbardziej oddalonego ze wszystkich stołów, częściowo ukrytego pod schodami prowadzącymi na piętro. Kurz i pająki sypiące się na kołnierz to niewielka cena za spokój, uznał, rozsiadając się na drewnianej ławie i starając się nie dotykać powierzchni blatu rękami. Zerknął na zegarek, Deirdre miała jeszcze chwilę, więc korzystając z jej nieobecności Rowle przypalił papierosa: teraz jej niechęć w tym względzie znalazła wytłumaczenie. Petował do na wpół pełnego słoika w milczeniu obserwując ruch na sali. Oprychy, przemytnicy, handlarze, impotenci, każdej grupie przydzielił określony rewir, z umiarkowanym zainteresowaniem śledząc następujące rotacje i obstawiając, jak prędko i między którymi frakcjami dojdzie do mordobicia. Rzadko się mylił, ale spory wybuchały i gasły, tłumione właściwie natychmiastowo przez którąś z ładniejszych kelnerek, wysyłanych przez barmana w samo centrum tych zawirowań. Krągłe piersi odwracały uwagę, a dziewczęta nie reagowały inaczej niż zachęcającym uśmiechem na ręce na swych pośladkach. Zarabiały, tak, jak kiedyś zarabiała Deirdre, lecz Magnus nadal nie był przekonany, dlaczego chciała to oglądać.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : pracownica Fantasmagorii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

if I call on every soul in the land, on the moon
tell me if I'll ever know a blessing in disguise


OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime15.04.19 7:48

Nie musiała posiadać zdolności jasnowidza, by wiedzieć, że listowne prośby o spotkania w celu poszerzenia swej wiedzy wywołują u Magnusa irytację. Zapewne nie przywykł do nowej roli; do bycia kimś, kogo mogła wezwać na widzenie według własnych potrzeb, i chociaż utrzymywała listy w tonie próśb, to pomiędzy wierszami widoczna była znaczna zmiana dynamiki ich relacji. Z drugiej strony powinien poczuć się doceniony, zwracała się do niego kierowana zaufaniem i szacunkiem do posiadanej wiedzy. Zapominając prawie zupełnie o dzielących ich nieporozumieniach, w innym przypadku omijałaby go szerokim łukiem, zwłaszcza w swym błogosławionym stanie, przynoszącym jej wyłącznie nieszczęścia.
Odmalowujące się fioletowymi sińcami pod oczami, których nie przykryła makijażem ani pudrem: nie miała na to ani czasu, ani siły. Dbanie o siebie uznawała za zbędne, chociaż obiektywnie nie prezentowała się najgorzej, a długie, lśniące włosy skutecznie odciągały uwagę od bladości skóry, i tak o egzotycznym, cieplejszym zabarwieniu. Skrytym pod ciemnym materiałem sukni i peleryny, którymi otulała się, walcząc z podmuchami burzowego wiatru. Na Nokturn ruszyła pieszo – materializacja wymagała od niej zbyt wiele energii, a chwilowa lekkość nie wyrównywała późniejszego dyskomfortu po powrocie do fizycznej postaci – nie spiesząc się: pierwszy raz nie pojawiła się na umówionym spotkaniu kwadrans wcześniej, przekraczając próg Mantykory z kilkuminutowym opóźnieniem. Przestało jej zależeć na perfekcji, rozpadła się na kawałki, a coś obcego zawładnęło życiem i ciałem, nie pozwalając na przejęcie pełnej kontroli. Akceptowała to z trudem, starając się jednak mimo wszystko pochwycić innych myśli, planów, zadań – dlatego napisała do Magnusa w sprawie łuski, którą ciągle ukrywała w kieszeni peleryny. Do sali karczmy nie weszła głównym wejściem, a tym bocznym, podeszła więc do Rowle’a od tyłu, przelotnie kładąc rękę na męskim ramieniu w geście powitania. – Dziękuję, że przyszedłeś – powiedziała od razu spokojnie, zapobiegawczo złagadzając ewentualne utyskiwania. Usiadła na krześle naprzeciwko, bardzo zwinnie, jak na swój stan, powoli przyzwyczajała się już do okrąglejszego ciała i rosnącej wypukłości przed sobą. Gdy już poprawiła się na twardym krześle, podniosła spojrzenie na Magnusa, mrużąc nieco kocie oczy. Miała nadzieję, że powstrzyma się od komentarzy, choć zdawała sobie sprawę z płonności tych marzeń – Rowle był nieprzewidywalny niczym naćpany kocimiętką kuguchar. – Jak się chowa mały Faerghas? I jak czuje się twoja droga małżonka? – spytała uprzejmie, spełniając powinności uprzejmej konwersacji, nie pasującej w ogóle do otoczenia. Zaproponowała obskurną spelunkę z wielu powodów, głównie dlatego, że nie chciała znosić spojrzeń znajomych kelnerów lub klientów, a drogie wnętrza eleganckich restauracji przypominały o życiu, które bezpowrotnie straciła. Powinna przywyknąć do lepiących się od brudu blatów oraz niejadalnej strawy: piękny sen zamienił się w koszmar zadziwiająco szybko. Odgarnęła włosy na lewe ramię i ułożyła dłonie na stole, na razie nie sięgając po łuskę. Chciała zachować pozory przyjemnej, towarzyskiej rozmowy a nie transakcji, dość jednostronnej: nie miała mu do zaoferowania nic w zamian za poświęcanie wolnego czasu na edukowanie brzemiennej niewiasty w wątpliwie atrakcyjnych okolicznościach nokturnowej przyrody. – Przeżyłam ostatnio ciekawą przygodę – zaczęła, subtelnie rozpoczynając sprowadzające ich tu konkrety, choć jeszcze dawała mu przestrzeń do przeprowadzenia tej rozmowy na innych warunkach.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 GleamingImpressionableFlatfish-small

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime15.04.19 8:43

Oczekiwał jej dość swobodnie rozparty na ławie, którą cudem zachował tylko dla siebie. Wbrew pozorom miejsca takie jak to, nigdy nie bywały puste. Może czasami, rankiem, kiedy prości robotnicy odpowiednio zaprawieni zmierzali na swoją szychtę i zwalniali przestrzeń dla kolejnych stałych bywalców. Drobna rotacja, minimalne zgrzyt, chwila na złapanie oddechu dla kelnerek, przez kilkanaście godzin dźwigających ciężkie tace z kuflami rozwodnionego piwa, a potem to samo od nowa. Kołowrotek kręcił się bez zarzutu, tak jak ten tani biznes, będący pubem, burdelem, dziuplą i przytułkiem dla nokturnowych pokrak. Rowle wydawał się tam wklejony z zupełnie innej bajki, nie prężył wytatuowanych muskułów, nie pokrzykiwał na dziewki, nie oblizywał nerwowo ust, rzucając ustawicznych spojrzeń na otwierające się drzwi. Po prostu siedział, odizolowany od wesołej kompanii, najspokojniej w świecie paląc papierosa i myśląc, że jeśli Deirdre nie pojawi się tu za dziesięć minut, to wyjdzie, zostawiając jej po sobie co najwyżej napoczętego lagera. Nie podobał mu się łapczywy wzrok napompowanego draba zawieszony na jego rodowych pierścieniach, a doskonale wiedział, że ucinanie kończyn nie przysporzy mu tu popularności. Od niechcenia wrzucił peta do słoika, przelotnie zerkając na zegarek i wzdrygając się nagle. Dotyk dłoni na ramieniu zadziałał alarmująco, zareagował więc od razu, instynktownie chwytając za nią i ostro przyciągając do przodu. Twarz domniemanego napastnika znalazła się tuż przy krawędzi stołu i dopiero wówczas Magnus zorientował się, że w stalowym uścisku przytrzymuje Deirdre.
-Nie rób tak więcej - mruknął, puszczając ją pośpiesznie, nieco zakłopotany tym nieporozumieniem. Co jej strzeliło do głowy, żeby zakradać się do niego od tyłu? - w porządku? - upewnił się, co miało imitować przeprosiny, niczego jej nie połamał, nie naciągnął, ale sekunda dzieliła ją od złamania nosa. Dokładnie tego mu brakowało do listy grzechów, znokautowania ciężarnej śmierciożerczyni. Wtedy na pewno witałaby go fajerwerkami.
Machnął ręką, pitu-pitu. Odmówić nie mógł, sprawa najwyraźniej była nagląca, w taki czy inny sposób angażująca Magnusa jako sługę Czarnego Pana. O ile wcześniejsze wezwania mógł zwyczajnie zlać - ot, zachcianki dawnej znajomej, pielęgnującej relację odpowiednio do własnych potrzeb - tak teraz nagliły go faktyczne obowiązki, z jakimi łączyła go przysięga.
-Chłopiec jest zdrowy. I niebezpieczny - odparł ostrożnie, darując sobie urocze historyjki o wywoływaniu okazjonalnych trzęsień ziemi przez oseska w kołysce. Sama się o tym przekona, wkrótce - a Moira nadal odpoczywa po porodzie. To był dla niej olbrzymi wysiłek - dodał uprzejmie, czując się równie drętwo co na swoim pierwszym sabacie podczas wymieniania uprzejmości z matroną rodu Bulstrode. Wątpił w jej szczere intencje, każdą poufałość traktując w kategorii wstępu do wykonania transakcji, to zawsze tak wyglądało. Błaha pogawędka i twarde konkrety, jakby uprzednio przygotowywała sobie plan, przewidujący, że na pieprzenie o bzdurach przeznacza dwanaście i pół minuty. Rowle już nie pytał, zmarnował na nią dość energii, by poprzestać na tym służbowym stosunku, usankcjonowanym należnością do jednego czarodzieja.
-Ostatnio? - powtórzył po Deirdre i spojrzał na nią, uśmiechając się kpiąco. Ani razu nie powędrował wzrokiem do jej brzucha, nie skomentował bladości, cieni pod oczami, wyraźnego zmęczenia - pięć miesięcy to dość dawno temu - stwierdził krótko, gestem przywołując kelnerkę do stolika - pani wybierze pierwsza - obwieścił, niezbyt zainteresowany menu. Zamówi cokolwiek, siedzenie przy pustym stole nie było tu mile widziane.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : pracownica Fantasmagorii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

if I call on every soul in the land, on the moon
tell me if I'll ever know a blessing in disguise


OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime16.04.19 2:41

Mocna obręcz palców, zaciskająca się na jej nadgarstku, odrobinę ją zdziwiła, ale nawet się nie skrzywiła, gdy mężczyzna boleśnie szarpnął ją do przodu. Reagował instynktownie, pozostawał czujny, dobrze, powinien taki być; zawsze gotowy i spięty, nie spoczywający na laurach arystokratycznej pewności siebie. Uniosła jedynie nieco brwi, a gdy wypuścił jej dłoń, machinalnie rozmasowała nieprzyjemnie pulsujące miejsce, mając nadzieję, że uchwyt Magnusa nie zostawi na skórze sinych śladów. Miała dość siniaków, męskich pieczęci, pozostawianych regularnie na jej ciele, nie tak przecież słabym i podatnym. Przynajmniej do czasu, gdy utraciła je na rzecz dziecka, rosnącego w coraz szybszym tempie.
- Odzwyczaiłeś się od kobiecego dotyku? – spytała obojętnym tonem, woląc złożyć nerwową reakcję na karb onieśmielenia lub zawstydzenia; było to milszą oznaką wyższości, nie zamierzała go przecież chwalić za to, że skutecznie prawie skręcił nadgarstek komuś, z kim był umówiony na spotkanie. W głosie Deirdre nie było jednak kpiny, a na twarzy irytacji, spoglądała na niego z niemalże błogim spokojem, niezwykle skutecznie tłumiąc wewnętrzny chaos. – Zapomniałam, jak chłodno Rowle’owie podchodzą do swego potomstwa – skwitowała machnięcie ręki oraz konkretne opisanie dziedzica: sądziła, że pojawienia się na świecie syna mocno wpłynie na Magnusa, czekał przecież na męskiego potomka tyle lat. Ciesząc się i z córek, to fakt, ale znała mężczyzn zbyt dokładnie, by nie wiedzieć o ich wielkiej słabości do płodzenia zastępu silnych chłopców. – Nudzi cię rozmowa ze mną? – dopytała, wyczuwała jego frustrację podszytą pewną rezygnacją: hamował okazanie niezadowolenia, to także doceniała, ale nie chciała, by ich spotkania były męką. Dla niej: przestały nią być, zbyt długo koegzystowali w pokoju i zrozumieniu, by powracała do szarpanek z początku końca ich wenusjańskich kontaktów. Zmienili się, obydwoje, według niej bez wątpienia na lepsze. Co nie do końca zdawało się pasować lordowi o gorącej krwi i głowie.
Uśmiechnęła się lekko, wcale nie zdenerwowana kpiącym pytaniem, oczywiście odnoszącym się do jej stanu. Wolała Rowle’a nieco bardziej żywiołowego, wtedy chętniej i hojniej dzielił się informacjami. - Nie o to mi chodziło – sprostowała tylko prawie beztrosko: także dorosła, już nie przejmowała się drobnymi docinkami, miała na głowie ważniejsze problemy, a Rosier starł jej dumę i poczucie wyższości na proch. – W pewnych niecodziennych okolicznościach, gdzieś na morzu pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, los postawił na mej drodze syrenę, córkę starego trytońskiego rodu – kobietę posiadającą niezwykłą moc, przez którą trzymano ją w zamknięciu - przeszła od razu do opowieści, ogólnej, bowiem nie znała szczegółów. – Słyszałeś może jakieś legendy i podania o syrenach? Historie o podwodnym ludzie i o siłach, które mogą w nich drzemać? O ich tradycjach? – pochyliła się nieco ku niemu, sięgając do kieszeni, by wyciągnąć z niej owiniętą w chustkę łuskę. Na razie jednak nie odsłaniała materiału, nie chciała prezentować tajemniczego przedmiotu przy wścibskiej kelnerce, łapczywie spoglądającej na odzianego w drogie szaty lorda. – Magiczne laudanum – powiedziała krótko, lubiła ten ziołowy napój, na nic więcej i tak nie było jej stać. Poczekała, aż Magnus złoży swoje zamówienia, a biuściasta niewiasta przestanie ślinić się do lśniących klejnotów; dopiero później spojrzała pytająco na Rowle’a, licząc, że podzieli się z nią swą wiedzą: w legendach tkwiło zawsze ziarno prawdy.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 GleamingImpressionableFlatfish-small

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime15.05.19 8:23

Kiedy już zamknął swoje palce na jej nadgarstku, wyczuł, że popełnił błąd. Pamięć mięśniowa zadziałała tak, jak trzeba, lecz naprostowanie pomyłki w tym momencie skończyłoby się pewnie zachwianiem kolumną ciała (bo przecież nie pewnością siebie) i trzaśnięciem tyłem głowy o popękany, drewniany filar tuż za nimi. Dopiął atak do końca, przytrzymując ją przy stole, choć gładka faktura dłoni i mankiet sukni muskający jego palce wyraźnie alarmował, że to żaden z portowych zabijaków ani szukających zaczepki obszczymurków. Wiedział, że te drobne ręce mogły być zabójcze, lecz nie posądzał jej o siłę powalenia go na ziemię tylko za ich pomocą. Szpilka wbita w stopę zwiększyłaby szansę Deirdre, lecz ta miała na sobie buty na płaskiej podeszwie i - taką żywił nadzieję - żadnych powodów, by chcieć go okaleczyć.
-Od twojego - potwierdził, idąc w zaparte, skoro ona sama zaczęła ten ciąg niedopowiedzeń i słodkiej gry, która swój finał mogła mieć albo w trzaśnięciu drzwiami i siarczystym policzku, albo w dostosowaniu się do tempa, które narzuciła - powinnaś o tym wiedzieć najlepiej. Nikt nie dotknie cię tak samo, jak... - urwał niedelikatnie, by padła długa lista imion lub zabrakło tego konkretnego. Magnus pamiętał słone ciała trzech kobiet, ale drżenie dosięgało go przy jednej. Nieustannie wietrzył głowę z pozostałych - wcale nie na życzenie żony, a dla własnego psychicznego komfortu.
-Chłodno? - powtórzył, unosząc brew, chociaż znajomość historycznego rysu i pewnych cech nadanych jego rodowi sprawiła mu pewną przyjemność - Fergus jest niemowlęciem. Nie hartujemy ich kąpiąc w ogniu i studząc lodowatą wodą - powiedział, uśmiechając się krzywo. Był pewny, że gdyby jego ojciec wpadł na podobny genialny pomysł, uczyniłby z niego kalekę do końca życia - mieści się w moich dłoniach, ma dużo włosów jak na na takiego berbecia, pachnie mlekiem i czymś miękkim. Jest bardzo kruchy, ale to może ja po prostu wyszedłem z wprawy etatowego ojca - rzekł już prawie wyczerpująco, udając, że to wcale nie było przesłuchanie. Trafiła na dobre źródło, jeśli zbierała informacje przygotowujące ją do roli matki, ta jedyna przesłanka wydawała mu się ewentualną motywacją jej sympatycznych zagajeń.
-Czekam aż przejdziesz do sedna. Już dawno nie spotykamy się dla przyjemności, a niestety czasu nie mam pod dostatkiem - wyjaśnił, nieszczególnie przejęty, że popełnia towarzyskie samobójstwo i niezbyt uprzejmie wtłacza się wraz z nią do nad wyraz przestronnej klatki znajomych. Określiła się, na co przystał, więc miał swoje święte prawo do irytowania się na homogenizowane zasady, które wprowadzała bez konsultacji.
Oczywiście, że nie o to. Powstrzymał się od prychnięcia, nieco zawiedziony ripostą i uprzejmym wskazaniem mu, że zboczył z właściwego toru rozumowania. Nie, kurwa, nie wpadłby na to, gdyby mu nie powiedziała, chyba zaraz jej podziękuje za naświetlenie sytuacji, bo dalej obijałby się w żałosnej nieświadomości. Wysłuchał jednak jej historii, zobowiązany do tego także przez Mroczny Znak, rozlany czarną magią na ich przedramionach, a także ciekawością. Magiczne stworzenia nie były mu bliskie, lecz stanowiły integralną część potęgi Wielkiej Brytanii przed tym, nim zasiedlili ją czarodzieje. Posiadał o nich sporą wiedzę w kontekście historyczno-społecznym; przy bezpośredniej konfrontacji raczej nieprzydatną, acz na teoretyzowanie przy lepkim stoliku miał odpowiedni papier.
-Znam. Jednakowoż bliżej mi do naszych syren, żyjących w wodach Morza Irlandzkiego. Musisz powiedzieć mi coś więcej. Kto przetrzymywał ją w zamknięciu, skąd pochodziła. Uciekła wcześniej, czy ty ją uwolniłaś, dorastała w niewoli, czy została złapana? Miała jakieś znaki szczególne? Prócz ogona? - zakpił, utkwiwszy wzrok w przedmiocie, jaki Deirdre ściskała w swych rękach, zapobiegliwie osłaniając ją przed służebną dziewką. Poczekał, aż kobieta poda im zamówione napoje - zmroził ją spojrzeniem, kiedy nachylając się nad nim, otarła się biustem o jego szatę - i odejdzie, nim wyciągnął dłoń w stronę Tsagairt.
-Co to?


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : pracownica Fantasmagorii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

if I call on every soul in the land, on the moon
tell me if I'll ever know a blessing in disguise


OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime17.05.19 1:17

Zdążyła już zapomnieć o jego dotyku – tym sprzed sekundy – ostatnio bowiem łatwo czyściła nieprzyjemne wspomnienia, przelewające się już przez kielich goryczy niepowstrzymanymi falami. Spotkało ją zbyt wiele bólu, by przejmowała się napiętą relacją z Magnusem. Z perspektywy czasu dziwiła się, że odnajdywała w sobie tak dużo sił, by próbować nauczyć starego wilka nowych, prawie feministycznych sztuczek – szacunku i zrozumienia twardej, kobiecej odmowy. Pełne szarpanin lekcje przyniosły jednak zaskakujący rezultat: spoglądała na Rowle’a z tym samym lekkim, prawie ujmującym uśmiechem, nieporuszonym jawną sugestią dotyczącą ich opartej na zmysłach historii.
- Jak? – podjęła z zaciekawieniem, dobrze udanym lub naprawdę odczuwanym – różnica w przypadku teatralnych umiejętności Deirdre pozostawała niemal niemożliwa do wykrycia. – Nikt nie dotknie mnie tak, jak ty? Czy nikt nie dotknie tak ciebie, jak ja? – próbowała zgadnąć dalszą część zdania, marszcząc odrobinę nosek – niektórzy to lubili, słodką niewinność, niewymagającą wielu ćwiczeń; odpowiedni ton głosu, pozornie niepowstrzymana mimika dziewczynki o zbyt zmysłowych ustach. Nie rozumiejącej dokładnie zasad działania wszechświata – oraz surowych rodów z ponurego Cheshire.
- Nie kąpiecie ich w ogniu? – zdziwiła się znów, postanawiając wspaniałomyślnie uciąć serię niewinnych zdziwień. Znów przybrała służbowy wyraz twarzy, uprzejmie obojętny, ale Magnus wyprzedził ją w tych postanowieniach, opowiadając o zapachu Fergusa. Nie o jego zdrowiu, nie o potencjale tkwiącym w pierwszym synu, nie o dumie z potomka, który przeniesie nazwisko rodu. – Dlaczego wąchasz swoje dziecko? – spytała, tym razem szczerze zaintrygowana. Bynajmniej z powodu niepokojów przyszłej matki, prawie zapomniała o tym balaście, który uwił sobie w jej ciele miłe gniazdko, wysysając z niej siły życiowe. – Dzieci chyba z zasady są kruche i nieprzydatne – skomentowała w końcu, powoli, wkraczali wszak na grunt, o którym nie miała żadnego pojęcia. Magnus naprawdę był etatowym ojcem, zaskakująco czułym i wyrozumiałym wobec swych córek. Na sekundę przez głowę Dei przemknęła myśl o tym, czy Tristan także będzie podchodził do dziecka, które da mu Evandra, w podobny sposób, czy zakocha się w nim bez pamięci. Kochał wszak do szaleństwa, z emocji czerpał siłę – i ta perspektywa zapiekła ją boleśnie. Zdusiła ten dyskomfort, zgodnie z dyspozycją rozmówcy skupiając się na konkretach.
- Więc o ile nie spotykamy się dla przyjemności, rozmowy ze mną są zbędne? – spytała z uroczym uśmiechem, nie obejmującym oczu, stalowo zimnych; nie, żeby się tego nie spodziewała, mężczyźni tracili zainteresowanie kobietami takimi jak ona, kiedy nie mogła gwarantować już im rozrywki. Czyż nie tak uczynił Rosier? Ciągle powracała do otrzymanych ran, co niezmiernie ją irytowało. Poprawiła się nieco na krześle, obracając w dłoniach miękki materiał, skrywający lśniącą czernią łuskę. – Pochodziła z szanowanego rodu trytonów, miała na imię Muirgheal. Nie do końca znam jej historię, nie wiem, w co wierzyć – ani komu – zaczęła powoli, świadoma, że może podarować Magnusowi jedynie strzępy informacji. – Podobno posiadała niezwykłą moc, prawdopodobnie czarno magiczną, która pozwalała na pętanie ludzi śpiewem. Możliwe, że także na budzenie zmarłych i tworzenie z nich, poniekąd, sług swej woli – mówiła ostrożnie, w zastanowieniu; to, co wydarzyło się podczas morskiej podróży na Syrenim Lamencie ciągle pozostawało dla niej zagadką. – Podobno uwięziono ją, by korzystać z jej zdolności – ogon zczerniał, a ona sama…była tak samo piękna, jak przerażająca – powróciła spojrzeniem do Rowle’a, przesuwając w jego stronę łuskę. Lśniła w półmroku mieniącą się czernią, szorstka i wyraźnie magiczna. – Słyszałam też, że syrena z takimi łuskami rodzi się wśród wodnego plemienia tylko raz na pokolenie – i że to w nich zaklęta jest jej moc – Tylko tyle mogła mu powiedzieć, reszta była wyłącznie chaosem. Mimo wszystko wierzyła, że zdoła naprowadzić ją na jakąś legendę, zasugerować opowieść spisaną na kartach ważnej księgi – chciała dowiedzieć się na temat morskiej królowej jak najwięcej. Zaspokajając własną ciekawość i jednocześnie zajmując czymś niespokojne myśli.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 GleamingImpressionableFlatfish-small

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime19.05.19 16:08

Mając przed sobą jej twarz z przyklejonym na usta uroczym uśmiechem, czuł przemożną ochotę, aby w jakiś sposób ją utrwalić. Najlepiej w kamieniu, niewprawną ręką dłubiąc i żłobiąc krzywe kreski warg, żeby później móc podetknąć jej to pod nos i kazać szukać podobieństwa. Cięgi po niewyuczonych lekcjach były bolesne, ale ćwiczenie cierpliwości na przykładzie Deirdre były dużo gorsze. Zaraz wyjdę z siebie, myślał, poirytowany do cienkiej granicy rozpętania prawdziwej burzy, patrząc jak udaje niezrozumienie. A głupia wcale nie była, żeby jej musiał tłumaczyć jak chłop krowie na rowie. Więcej trudności interpretacyjnych nastręczały francuskie powieścidła i poematy, Magnus zaś nie czuł się erudytą i wierszem zdecydowanie nie mówił.
-Przestań - wycedził, jeszcze nie wzbudzali sensacji, ale wszystko mogło się zmienić. Brzuchata Azjatka i lord z broszą w kształcie wilka spinającą pelerynę i złotem na palcach, szmatławce miałyby niezłą pożywkę z tej awantury - może już o tym zapomniałaś, ale nie potrzebowałem podbijać sobie ego w ten sposób - warknął, wkurwiony i na siebie, że tak łatwo dał się podejść. Nigdy nie był oazą spokoju, lecz przy idiotach jego cierpliwość wyparowywała błyskawicznie. A Dei tak właśnie teraz grała, durną babę - dlaczego? Nie miał pojęcia i naprawdę chciałby usłyszeć wytłumaczenie, które oby było dobre, bo poszło na nią za dużo zmarnowanych emocji.
-Już nie. Dwa pokolenia przede mną skończyli z tą tradycją - odparł uprzejmie, kopiując jej uśmiech. Wdzięczny, szeroki, nieco rozżalony, jakby żałował, że to już minęło. Rowle'owie wówczas naprawdę byliby stalowi... albo w większości martwi i zdeformowani. Wyczytał o tym w jakiejś baśni, lecz żelazne wychowanie zbyt dokładnie pasowało do sznytu wprost z zamku Beeston, by oparł się porównaniu.
-Nie wącham go. Wystarczy, że trzymam go na rękach. Kładę do kołyski. Przytulam. Ten zapach po prostu jest, bardzo wyraźny. Wiem, że o mojej rodzinie mówi się różne rzeczy, ale miej litość - upomniał Deirdre z kamienną twarzą. Na salonach krążyło wiele plotek, poza nimi - drugie tyle. Część wyssana z palca, część zaskakująco trafna, ale słabość do własnej krwi była dla nich chlubą, nigdy wstydem. Gdyby nie to, że za siostrę miał plugawą idiotkę, pewnie skończyłaby rodząc dzieci jego brata, czemu by przyklasnął. Jak na dekady mieszania bliskiej puli genów, pluli Naturze w twarz, wciąż chodząc po tej ziemi z problemami zdrowotnymi nie większymi wcale niż reszta szlachty.
-Każdy mój potomek był chciany i wyczekiwany - sprostował, zastanawiając się, czy dziecko rosnące pod sercem Deirdre żywi się jej negatywnymi uczuciami, czy urodzi się już od początku złe i zepsute - Fergus jest mniejszy i bardziej delikatny, niż zapamiętałem to przy dziewczynkach. Kiedy go trzymam, boję się, że ścisnę za mocno, że zrobię mu krzywdę, a wtedy się tym nie przejmowałem. Z drugiej strony, dziesięć lat temu byłem tylko chłystkiem, zachwyconym, że dowiódł swojej męskości - powiedział, jakoś nie szczególnie kryjąc się z pomyłką i wyraźną zmianą w światopoglądzie. Nie raz trysnął spermą, ale teraz, gdy na rękach trzymał zawiniątko wielkości bochenka chleba, a obok siebie miał dwie wyrośnięte pannice, wiedział naprawdę, że jest - za nich wszystkich, nie tylko za siebie - odpowiedzialny.
Westchnął, wytrzymując jej zimne spojrzenie i równie lodowaty ton, za którym przemycała cios, który chyba jednak uderzył odwrotnie.
-Jesteś obliczona, Deirdre. Oczekujesz ode mnie konkretnej rzeczy, oddania przysługi. Moje samopoczucie, czy wyrzynające się ząbki mojego syna obchodzą cię tak samo, jak mnie regulamin mugolskiego klubu żeglarskiego. Czyli wcale. Nie odmówię ci pomocy, ale może się to odbyć bez tej całej farsy. Oboje oszczędzimy czas, a ciebie obiecuję pozostawić zadowoloną - odparł, podnosząc do ust kufel z rozwodnionym piwem i upijając porządny łyk. Obrzydlistwo - sprawdził raz jeszcze, ale nadal bez zmian. Dziwił się, jak stłoczeni przy drewnianych ławach korsarze mogli to wręcz żłopać bez najmniejszego skrzywienia. Mimo to, i tak pił, uatrakcyjniając sobie opowieść Deirdre, starannie rzeczową, lecz wystarczająco bogatą w szczegóły, by podsunąć mu naturalne skojarzenie.
-To by się zgadzało... - mruknął do siebie, zaciskając palce na wyrwanej łusce, skrzącej się czernią tak ciemną, że aż nabierającą blasku. Biła z niej intensywna poświata, ewidentnie była magiczna.
-Syreni śpiew nie jest wymysłem żeglarzy. I nie służył jedynie wabieniu ludzkich samców na skały. Syreny z zatoki Galway są słynne ze swej troskliwości. Kiedy na wybrzeżu rozbijał się statek, wypływały szukać na wraku topielców i opiekowały się nimi, śpiewając im. Potrzebowały pieśni, smutnych i wesołych, najróżniejszych, dlatego zdarzało im się porywać dzieci - aby wciąż uczyć się nowych. Śpiewem pętały przy sobie ciała, czyniąc ze zmarłych swoją świtę, a dzieci zatrzymywały przy sobie pocałunkiem, który przeganiał wspomnienia o domu i rodzinie - powiedział, obracając w palcach świecącą łuskę. Po chwili wahania oddał ją Deirdre - na jej podstawie ekspertyzę mógł wydać magizoolog, a nie on, historyk od siedmiu boleści.
-Jeśli podczas swojej przygody natrafiłaś na inferiusy, bądź stworzenia do nich podobne, prawdopodobnie była jedna z syren z okolic wyspy Aran. Języka najlepiej zasięgnąć wśród miejscowych, tam legendy niemalże równają się z historią. Albo ją zastępują - rzekł obojętnie, biorąc kolejny łyk niedobrego piwa. Jeszcze nie wstawał, ostatecznie byli tu razem, a on się poczuwał, wbrew zdaniu, jakie o nim miała.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : pracownica Fantasmagorii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

if I call on every soul in the land, on the moon
tell me if I'll ever know a blessing in disguise


OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime23.05.19 3:03

Ceniła budzenie irytacji, obserwowanie rozszerzających się źrenic i rosnącego ciśnienia, przebijającego się przez cienką skórę pulsującymi żyłami. Ofiarowywała innym wiele uczuć, lecz przez długie miesiące Wenus musiała spełniać zachcianki obcych – gasiła frustrację, a nie ją wywoływała, przynajmniej nie na długo, a jedynie na tyle, by zwiększyć głód intensywnych doznań. Tym milej spoglądało się na cedzącego krótki rozkaz Magnusa, choć obserwowanie zaciśniętych zębów mężczyzny dalekie było od sprawienia jej pełnej satysfakcji. Lekkie połechtanie poczucia sprawiedliwości – obecnie to ona rozdawała karty – wystarczyło, już dawno porzuciła przecież chęć zemsty wobec tego konkretnego czarodzieja. Opanował się, dojrzał, okiełznał samcze odruchy i była z niego w pewien sposób dumna. – Może ja potrzebuję połechtać swoje ego? – odparła od razu, udając zdziwienie tak jednoznacznym odbiorem wcale nie retorycznego pytania. Bawiła się tą rozmową, próbując wskrzesić dawne emocje, drapieżną chęć ochrony własnej wartości – by poczuć coś więcej od lęku i pustki, od wściekłości skierowanej ku mężczyźnie, który stał za wysoko, by paść ofiarą nieświętego gniewu. To nie tak, że wybrała Rowle’a na ofiarę zastępczą, po prostu syciła się jego wzburzeniem, w wampirzym i odrobinę żałosnym przypomnieniu przeszłości. Budzącej obrzydzenie, ale i dającej powiew wolności, gibkości, samodzielności, bez sycącego się jej krwią dziecka. – Dlaczego się denerwujesz? – spytała wprost, już nie musieli bawić się w teatralne uprzejmości. Mierzyła go uważnym spojrzeniem, całkowicie spokojna, mocniej wspierając się o tył krzesła. Plecy bolały ją coraz częściej, a krzesła w Mantykorze nie należały do wygodnych.
Zmrużyła nieco oczy, poruszona nie tyle niezbyt biegle skopiowanym uśmiechem, co słowami, miękkimi, pełnymi rodzicielskiej miłości, ojcowskiego zachwytu słabą, bezbronną, bezwładną istotą. Czułość Magnusa budziła w  niej sprzeczne uczucia, odrazę podobnym rozpieszczeniem oraz, jednocześnie, ciekawość, z jaką przyglądało się ofiarom nieudanej teleportacji. Brzydkie, obce, niegodne, a zarazem w pewien sposób fascynujące w swej niezgodności z surową rzeczywistością, w której czarodzieje z Cheshire na pewno nie mówili o pięknym zapachu tulonego do męskiej piersi dziecka. – Mówią, że jesteście szaleni, z czym nieco się zgadzam. Jesteś pewien, że nie masz wśród krewnych Lestrange’ów? – zagadnęła; kazirodztwo plus obłęd prosto z Wyspy Wight: tak, to byłoby dobre wyjaśnienie specyficznej osobowości Magnusa. Zdradzającego najbardziej intymne szczegóły z pożycia ze swoim synem. Gdyby nie przebywała w Wenus, docierając do najgłębszych szczelin ludzkich popędów, poczułaby się co najmniej nieswojo, wręcz zawstydzona tym obnażeniem poglądów na temat ojcostwa. Postanowiła nie komentować tego wyznania, odkaszlnęła tylko odrobinę teatralnie. Rada, że temat powrócił do niej, dalsze słuchanie o mięciutkim i kruchym Faerghasie kosztowałoby ją zbyt wiele. – Obliczona? – powtórzyła, obracając to słowo na języku niczym nieznany cukierek, próbując przewidzieć, czy rozleje się słodyczą, czy też przepali kubki smakowe kwasem. – Zbyt surowo mnie oceniasz. Nie uważam rozmowy z tobą za farsę – a za specyficzną rozrywkę – powiedziała w końcu spokojnie, szczerze, obserwując niezbyt zadowolonego z degustacji piwa mężczyznę. Czy równie gorzko odbierał jej towarzystwo? Nie drążyła jednak tematu, skoro tego nie chciał; przeniosła tylko wzrok na ściskaną w jego dłoni łuskę, ledwie powstrzymując się od ochrypłej przestrogi, by uważał. W porównaniu z dużą, męską ręką, cieniutka, lśniąca czernią część syreniego ogona wydawała się niezwykle krucha, pomimo drzemiącej  niej mocy. Deirdre wbiła wzrok w lśniąca poświatę, słuchając opowieści Magnusa, chłonąc każdy detal. O pięknych pieśniach i brzydocie śmierci. Lubiła go słuchać, posiadał wielką wiedzę na temat podań i historii, nieco mniejszą do ich przekazywania, lecz i tak zamieniała się w słuch, nie przerywając ani razu. – Pętały i porywały dzieci – bo nie mogły posiadać swoich? – odezwała się w końcu, po dłuższym milczeniu, z mimowolną ulgą odbierając łuskę z ciepłych palców Rowle’a. Musnęła opuszkami palców lekko chropowatą powierzchnię, pieszczotliwie, z szacunkiem, zanim znów zawinęła ją w miękki materiał. Instynktownie, podświadomie dopytywała o najbardziej interesującą ją rzecz, o palący problem, przeciągający się beztrosko pod napiętą skórą brzucha. – Aran – powtórzyła, zapamiętując nazwę wyspy. – Czy łuski takiej syreny mogą mieć specjalną moc? I czy istnieją jakieś rytuału bądź historyczne zasady dotyczące kontaktu ludzi z syrenami? – dopytała powoli, nie chodziło wszak o wiedzę o stworzeniach, a o ich kulturze, historii, czerpaną z podań. Tamta syrena uratowała jej życie, pomogły sobie wzajemnie, obydwie: więzione, ograniczane, wykorzystywane; obydwie kuszące i padające ofiarą przekleństw. Wtedy, gdy przyglądały się sobie przez szklaną taflę więzienia syreny, miała wrażenie, że coś między sobą zbudowały – i że Murigheal widziała ją głębiej, całą.
Zamilkła, przenosząc spojrzenie w bok, na brudne okno, niewiele różniące się od popękanej szyby w Parszywym Pasażerze: nie upiła jeszcze nawet jednego łyku magicznego laudanum, ale już sam intensywnie ziołowy zapach uspokajał ją, pozwalając na kilka sekund przenieść się do czasów, gdy alkohol nie wywoływał natychmiastowych mdłości. – Mógłbyś polecić mi zaufanego tłumacza trytońskiego? – spytała nagle, znów wbijając w niego intensywnie czarne, skośne oczy.[/b]




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 3baJg9W

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitimeToday at 1:48

Czarna masa drgnęła, wydając z siebie niezrozumiałe burknięcie - zginęło ono jednak wśród karczemnych odgłosów, pochłonięte w brunatnoszarej rzeczywistości. Mężczyzna odkleił swoje czoło od lepkiego blatu stołu, prostując się i w alkoholowym zamroczeniu usiłując dociec tego, co się właśnie stało. Przed nim stał prawie tuzin pustych kufli po jednym z najpodlejszych ale jakie ta część Londynu miała do zaoferowania - co wiązało się równocześnie z jego niezwykle atrakcyjną ceną. A w obecnych czasach łatwo nie było, zwłaszcza Nokturnowym mętom niskiego szczebla, jakim był Ebenezer Bridges.
Pociągnął nosem, wygrywając przy tym melodię zapychającymi go smarkami. Przeklęty deszcz nie przestawał padać, a dziurawe buty i zniszczony płaszcz wcale nie pomagały się przed nim chronić. Małymi, osadzonymi ponad ogromnym nochalem oczkami Ebenezer przeczesywał wnętrze karczmy wyglądając przy tym, jakby szukał czegoś, co zgubił. Niezgrabnym gestem odgarnął przydługie, zatłuszczone włosy w twarzy, przy czym ruch ten okazał się tak gwałtowny, że Bridges zachwiał się na swoim miejscu zajmowanym na obskurnym krześle przy jeszcze obskurniejszym stoliku w samym kącie. Zauważył jednak wtedy coś, co przykuło jego zamroczoną alkoholem uwagę. Zaciskając łapska na krawędzi blatu podniósł się ociężale, przez chwilę badając nową pozycję. Miał wrażenie, że kiedy ruszył z miejsca to całe pomieszczenie poruszało się dziwnym, nieskoordynowanym ruchem, specjalnie posyłając pod jego nogi przeszkody: ludzi, odsunięte krzesła. Dotarł jednak do celu - mężczyzny i kobiety siedzących razem. Z impetem zatrzymał się dosłownie na stoliku, wprawiając go w drżenie. Nachylił się nad kobietą, owiewając ją nieprzyjemnym zapachem kogoś, kto przez kilka ostatnich dni kąpał się chyba tylko i wyłącznie w strugach lejącego się nad Londynem deszczu. Bezceremonialnie postawił na stoliku swój napoczęty kufel z piwem, rozlewając jego zawartość na blacie i jął świdrować kobietę spojrzeniem, przyglądając się jej z najwyższą uwagą godną zapijaczonego elementu marginesu społecznego.
- Ale masz dziwaczne gały - wybełkotał, po czym zaniósł się zachrypniętym śmiechem - tak, jakby to co właśnie powiedział było najlepszym kawałem tego stulecia. Zachwiał się przy tym znacznie - gdyby odrobinę mu teraz dopomóc to niewątpliwie wylądowałby na zapyziałej podłodze.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
 

Karczma "Pod Mantykorą"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19