Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Karczma "Pod Mantykorą"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime10.03.12 23:00

First topic message reminder :

Karczma "Pod Mantykorą"

Wszystkie knajpy na Nokturnie wyglądają podobnie. Wnętrze każdej jest tak samo brudne, tak samo zaniedbane i zapuszczone, tak samo chłodne i odpychające, jeżące włos na głowie nowoprzybyłych. Przede wszystkim jednak, wnętrze każdej jest tak samo puste, dzięki czemu załatwianie interesów stawało się odrobinę łatwiejsze i mniej ryzykowne. Handel kradzionymi przedmiotami, truciznami, alkoholem nieznanego pochodzenia, szmuglowanymi zza granicy miotłami, zielem wiedźm przemycanym z Bułgarii, czy ciałem – wszystko uchodziło tutaj na sucho, gdyż bywalców obowiązywał niepisany pakt milczenia. Przysięga zachowania dla siebie wszystkiego, co zostało zobaczone, wszystkiego, co zostało powiedziane. Nic nie wychodziło poza Nokturn. Wszystko zostawało w rodzinie. Po pewnym czasie nawet dało się jednak do tego przyzwyczaić. Do zakapturzonych oprychów, brudnych kufli, pokiereszowanych barmanów, gróźb i klątw maści wszelakiej. Do klientów, którzy już dawno upadli, oczekując końca. Do dziewczyn bez przyszłości, próbujących sprzedać się jak najdrożej.
Przy podniszczonym, wyżłobionym kontuarze, oświetlony upiornym blaskiem zielonych płomieni świec, wiecznie czuwa łysy, barczysty właściciel, łypiący na wszystkich podejrzliwie, szczerzący pożółkłe zęby w posępnych uśmiechach; trunki wątpliwej jakości, jedyne więc jakie można tutaj znaleźć, roznoszą po lokalu młódki - przerażone, wyniszczone przez los, niekiedy wyrwane siłą z rodzinnych domów, porozumiewające się w języku angielskim ze słyszalnym trudem. Znikając za kurtyną prowadzą gości na zaplecze z niechęcią.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 41
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 GleamingImpressionableFlatfish-small

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime14.04.19 20:35

9 listopada

Bardzo dbał o swoją korespondencję: starannie posegregowane listy trzymał w przeznaczonych do tego szufladach wielkiej, aptekarskiej komody, by bez przeszkód mógł wrócić do wspólnych wspomnień lub poprzeć zacytowany przez siebie fragment twardym dowodem w postaci odręcznego pisma. Zbierał głównie długi, przysługi, które wyświadczył nigdy nie prosząc o nic w zamian, prośby, które spełnił nie zająknąwszy się o odpłacie, problemy, które rozwiązał w sposób mniej lub bardziej inwazyjny, lecz nadal dla wystawcy listownego dokumentu: korzystny. Rzadko odmawiał, przeważnie godził się na wszystko, kaprysząc jedynie co do terminu i miejsca. Za wcześnie, zbyt późno, za daleko, to było jego święte prawo, zważywszy, że wykazywał się nadzwyczajnie dobrą wolą. Deirdre nie była pierwsza ani tym bardziej jedyna, gonił też za nią już kolejny raz, więc naturalnie odczuwał tym już lekkie znużenie. Poprzednio usłużył jej swoją wiedzą, wyłożył kilkaset lat historii literatury w porze przewidywanej na popołudniową drzemkę i podwieczorek; tracił powoli cierpliwość do tych wykładów, gdyby pragnął głodnej historycznych faktów publiczności, zostałby nauczycielem akademickim i czerpałby z tego rzeczywiste profity. Mimo kiełkującej irytacji - pisała, gdy czegoś chciała - zgromadził obiecane materiały, dokształcił się nieco, dokładnie tyle, ile zdołał przez kilka dni zajęte również obowiązkami zawodowymi oraz rodziną, uzupełnił niedostatki literackich niuansów o najświeższe doniesienia ze specjalistycznej prasy. Siebie traktował poważnie, jej nie musiał, także w skórzanej torbie niósł przeznaczone dla niej tomy oznaczone sygnaturą Biblioteki Brytyjskiej, dbając, aby paczka nie obijała mu się o uda. Woluminy były stare i kruche, pochodziły z nieużywanej części księgozbioru, właściwie nieprzeznaczonego do wynoszenia na zewnątrz. Dla Magnusa zrobiono jednak wyjątek, a on stosownie nie wspomniał o wydaniu bezcennych tomów w ręce osoby trzeciej, niekoniecznie tak uprzywilejowanej, jak on sam. Skręcił w trzecią uliczkę na lewo, wypatrując podniszczonego szyldu kiwającego się na wietrze. Nie wiedział, co jej strzeliło do głowy, że wybrała akurat tą nokturnową spelunę - równie dobrze mogli załatwić to w Wywernie, a na pewno byłoby czyściej. Wchodząc do środka zsunął kaptur z głowy i od razu skierował się do najbardziej oddalonego ze wszystkich stołów, częściowo ukrytego pod schodami prowadzącymi na piętro. Kurz i pająki sypiące się na kołnierz to niewielka cena za spokój, uznał, rozsiadając się na drewnianej ławie i starając się nie dotykać powierzchni blatu rękami. Zerknął na zegarek, Deirdre miała jeszcze chwilę, więc korzystając z jej nieobecności Rowle przypalił papierosa: teraz jej niechęć w tym względzie znalazła wytłumaczenie. Petował do na wpół pełnego słoika w milczeniu obserwując ruch na sali. Oprychy, przemytnicy, handlarze, impotenci, każdej grupie przydzielił określony rewir, z umiarkowanym zainteresowaniem śledząc następujące rotacje i obstawiając, jak prędko i między którymi frakcjami dojdzie do mordobicia. Rzadko się mylił, ale spory wybuchały i gasły, tłumione właściwie natychmiastowo przez którąś z ładniejszych kelnerek, wysyłanych przez barmana w samo centrum tych zawirowań. Krągłe piersi odwracały uwagę, a dziewczęta nie reagowały inaczej niż zachęcającym uśmiechem na ręce na swych pośladkach. Zarabiały, tak, jak kiedyś zarabiała Deirdre, lecz Magnus nadal nie był przekonany, dlaczego chciała to oglądać.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : pracownica Fantasmagorii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

if I call on every soul in the land, on the moon
tell me if I'll ever know a blessing in disguise


OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime15.04.19 14:48

Nie musiała posiadać zdolności jasnowidza, by wiedzieć, że listowne prośby o spotkania w celu poszerzenia swej wiedzy wywołują u Magnusa irytację. Zapewne nie przywykł do nowej roli; do bycia kimś, kogo mogła wezwać na widzenie według własnych potrzeb, i chociaż utrzymywała listy w tonie próśb, to pomiędzy wierszami widoczna była znaczna zmiana dynamiki ich relacji. Z drugiej strony powinien poczuć się doceniony, zwracała się do niego kierowana zaufaniem i szacunkiem do posiadanej wiedzy. Zapominając prawie zupełnie o dzielących ich nieporozumieniach, w innym przypadku omijałaby go szerokim łukiem, zwłaszcza w swym błogosławionym stanie, przynoszącym jej wyłącznie nieszczęścia.
Odmalowujące się fioletowymi sińcami pod oczami, których nie przykryła makijażem ani pudrem: nie miała na to ani czasu, ani siły. Dbanie o siebie uznawała za zbędne, chociaż obiektywnie nie prezentowała się najgorzej, a długie, lśniące włosy skutecznie odciągały uwagę od bladości skóry, i tak o egzotycznym, cieplejszym zabarwieniu. Skrytym pod ciemnym materiałem sukni i peleryny, którymi otulała się, walcząc z podmuchami burzowego wiatru. Na Nokturn ruszyła pieszo – materializacja wymagała od niej zbyt wiele energii, a chwilowa lekkość nie wyrównywała późniejszego dyskomfortu po powrocie do fizycznej postaci – nie spiesząc się: pierwszy raz nie pojawiła się na umówionym spotkaniu kwadrans wcześniej, przekraczając próg Mantykory z kilkuminutowym opóźnieniem. Przestało jej zależeć na perfekcji, rozpadła się na kawałki, a coś obcego zawładnęło życiem i ciałem, nie pozwalając na przejęcie pełnej kontroli. Akceptowała to z trudem, starając się jednak mimo wszystko pochwycić innych myśli, planów, zadań – dlatego napisała do Magnusa w sprawie łuski, którą ciągle ukrywała w kieszeni peleryny. Do sali karczmy nie weszła głównym wejściem, a tym bocznym, podeszła więc do Rowle’a od tyłu, przelotnie kładąc rękę na męskim ramieniu w geście powitania. – Dziękuję, że przyszedłeś – powiedziała od razu spokojnie, zapobiegawczo złagadzając ewentualne utyskiwania. Usiadła na krześle naprzeciwko, bardzo zwinnie, jak na swój stan, powoli przyzwyczajała się już do okrąglejszego ciała i rosnącej wypukłości przed sobą. Gdy już poprawiła się na twardym krześle, podniosła spojrzenie na Magnusa, mrużąc nieco kocie oczy. Miała nadzieję, że powstrzyma się od komentarzy, choć zdawała sobie sprawę z płonności tych marzeń – Rowle był nieprzewidywalny niczym naćpany kocimiętką kuguchar. – Jak się chowa mały Faerghas? I jak czuje się twoja droga małżonka? – spytała uprzejmie, spełniając powinności uprzejmej konwersacji, nie pasującej w ogóle do otoczenia. Zaproponowała obskurną spelunkę z wielu powodów, głównie dlatego, że nie chciała znosić spojrzeń znajomych kelnerów lub klientów, a drogie wnętrza eleganckich restauracji przypominały o życiu, które bezpowrotnie straciła. Powinna przywyknąć do lepiących się od brudu blatów oraz niejadalnej strawy: piękny sen zamienił się w koszmar zadziwiająco szybko. Odgarnęła włosy na lewe ramię i ułożyła dłonie na stole, na razie nie sięgając po łuskę. Chciała zachować pozory przyjemnej, towarzyskiej rozmowy a nie transakcji, dość jednostronnej: nie miała mu do zaoferowania nic w zamian za poświęcanie wolnego czasu na edukowanie brzemiennej niewiasty w wątpliwie atrakcyjnych okolicznościach nokturnowej przyrody. – Przeżyłam ostatnio ciekawą przygodę – zaczęła, subtelnie rozpoczynając sprowadzające ich tu konkrety, choć jeszcze dawała mu przestrzeń do przeprowadzenia tej rozmowy na innych warunkach.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 41
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 GleamingImpressionableFlatfish-small

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime15.04.19 15:43

Oczekiwał jej dość swobodnie rozparty na ławie, którą cudem zachował tylko dla siebie. Wbrew pozorom miejsca takie jak to, nigdy nie bywały puste. Może czasami, rankiem, kiedy prości robotnicy odpowiednio zaprawieni zmierzali na swoją szychtę i zwalniali przestrzeń dla kolejnych stałych bywalców. Drobna rotacja, minimalne zgrzyt, chwila na złapanie oddechu dla kelnerek, przez kilkanaście godzin dźwigających ciężkie tace z kuflami rozwodnionego piwa, a potem to samo od nowa. Kołowrotek kręcił się bez zarzutu, tak jak ten tani biznes, będący pubem, burdelem, dziuplą i przytułkiem dla nokturnowych pokrak. Rowle wydawał się tam wklejony z zupełnie innej bajki, nie prężył wytatuowanych muskułów, nie pokrzykiwał na dziewki, nie oblizywał nerwowo ust, rzucając ustawicznych spojrzeń na otwierające się drzwi. Po prostu siedział, odizolowany od wesołej kompanii, najspokojniej w świecie paląc papierosa i myśląc, że jeśli Deirdre nie pojawi się tu za dziesięć minut, to wyjdzie, zostawiając jej po sobie co najwyżej napoczętego lagera. Nie podobał mu się łapczywy wzrok napompowanego draba zawieszony na jego rodowych pierścieniach, a doskonale wiedział, że ucinanie kończyn nie przysporzy mu tu popularności. Od niechcenia wrzucił peta do słoika, przelotnie zerkając na zegarek i wzdrygając się nagle. Dotyk dłoni na ramieniu zadziałał alarmująco, zareagował więc od razu, instynktownie chwytając za nią i ostro przyciągając do przodu. Twarz domniemanego napastnika znalazła się tuż przy krawędzi stołu i dopiero wówczas Magnus zorientował się, że w stalowym uścisku przytrzymuje Deirdre.
-Nie rób tak więcej - mruknął, puszczając ją pośpiesznie, nieco zakłopotany tym nieporozumieniem. Co jej strzeliło do głowy, żeby zakradać się do niego od tyłu? - w porządku? - upewnił się, co miało imitować przeprosiny, niczego jej nie połamał, nie naciągnął, ale sekunda dzieliła ją od złamania nosa. Dokładnie tego mu brakowało do listy grzechów, znokautowania ciężarnej śmierciożerczyni. Wtedy na pewno witałaby go fajerwerkami.
Machnął ręką, pitu-pitu. Odmówić nie mógł, sprawa najwyraźniej była nagląca, w taki czy inny sposób angażująca Magnusa jako sługę Czarnego Pana. O ile wcześniejsze wezwania mógł zwyczajnie zlać - ot, zachcianki dawnej znajomej, pielęgnującej relację odpowiednio do własnych potrzeb - tak teraz nagliły go faktyczne obowiązki, z jakimi łączyła go przysięga.
-Chłopiec jest zdrowy. I niebezpieczny - odparł ostrożnie, darując sobie urocze historyjki o wywoływaniu okazjonalnych trzęsień ziemi przez oseska w kołysce. Sama się o tym przekona, wkrótce - a Moira nadal odpoczywa po porodzie. To był dla niej olbrzymi wysiłek - dodał uprzejmie, czując się równie drętwo co na swoim pierwszym sabacie podczas wymieniania uprzejmości z matroną rodu Bulstrode. Wątpił w jej szczere intencje, każdą poufałość traktując w kategorii wstępu do wykonania transakcji, to zawsze tak wyglądało. Błaha pogawędka i twarde konkrety, jakby uprzednio przygotowywała sobie plan, przewidujący, że na pieprzenie o bzdurach przeznacza dwanaście i pół minuty. Rowle już nie pytał, zmarnował na nią dość energii, by poprzestać na tym służbowym stosunku, usankcjonowanym należnością do jednego czarodzieja.
-Ostatnio? - powtórzył po Deirdre i spojrzał na nią, uśmiechając się kpiąco. Ani razu nie powędrował wzrokiem do jej brzucha, nie skomentował bladości, cieni pod oczami, wyraźnego zmęczenia - pięć miesięcy to dość dawno temu - stwierdził krótko, gestem przywołując kelnerkę do stolika - pani wybierze pierwsza - obwieścił, niezbyt zainteresowany menu. Zamówi cokolwiek, siedzenie przy pustym stole nie było tu mile widziane.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : pracownica Fantasmagorii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

if I call on every soul in the land, on the moon
tell me if I'll ever know a blessing in disguise


OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 48
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "Pod Mantykorą"   Karczma "Pod Mantykorą" - Page 9 I_icon_minitime16.04.19 9:41

Mocna obręcz palców, zaciskająca się na jej nadgarstku, odrobinę ją zdziwiła, ale nawet się nie skrzywiła, gdy mężczyzna boleśnie szarpnął ją do przodu. Reagował instynktownie, pozostawał czujny, dobrze, powinien taki być; zawsze gotowy i spięty, nie spoczywający na laurach arystokratycznej pewności siebie. Uniosła jedynie nieco brwi, a gdy wypuścił jej dłoń, machinalnie rozmasowała nieprzyjemnie pulsujące miejsce, mając nadzieję, że uchwyt Magnusa nie zostawi na skórze sinych śladów. Miała dość siniaków, męskich pieczęci, pozostawianych regularnie na jej ciele, nie tak przecież słabym i podatnym. Przynajmniej do czasu, gdy utraciła je na rzecz dziecka, rosnącego w coraz szybszym tempie.
- Odzwyczaiłeś się od kobiecego dotyku? – spytała obojętnym tonem, woląc złożyć nerwową reakcję na karb onieśmielenia lub zawstydzenia; było to milszą oznaką wyższości, nie zamierzała go przecież chwalić za to, że skutecznie prawie skręcił nadgarstek komuś, z kim był umówiony na spotkanie. W głosie Deirdre nie było jednak kpiny, a na twarzy irytacji, spoglądała na niego z niemalże błogim spokojem, niezwykle skutecznie tłumiąc wewnętrzny chaos. – Zapomniałam, jak chłodno Rowle’owie podchodzą do swego potomstwa – skwitowała machnięcie ręki oraz konkretne opisanie dziedzica: sądziła, że pojawienia się na świecie syna mocno wpłynie na Magnusa, czekał przecież na męskiego potomka tyle lat. Ciesząc się i z córek, to fakt, ale znała mężczyzn zbyt dokładnie, by nie wiedzieć o ich wielkiej słabości do płodzenia zastępu silnych chłopców. – Nudzi cię rozmowa ze mną? – dopytała, wyczuwała jego frustrację podszytą pewną rezygnacją: hamował okazanie niezadowolenia, to także doceniała, ale nie chciała, by ich spotkania były męką. Dla niej: przestały nią być, zbyt długo koegzystowali w pokoju i zrozumieniu, by powracała do szarpanek z początku końca ich wenusjańskich kontaktów. Zmienili się, obydwoje, według niej bez wątpienia na lepsze. Co nie do końca zdawało się pasować lordowi o gorącej krwi i głowie.
Uśmiechnęła się lekko, wcale nie zdenerwowana kpiącym pytaniem, oczywiście odnoszącym się do jej stanu. Wolała Rowle’a nieco bardziej żywiołowego, wtedy chętniej i hojniej dzielił się informacjami. - Nie o to mi chodziło – sprostowała tylko prawie beztrosko: także dorosła, już nie przejmowała się drobnymi docinkami, miała na głowie ważniejsze problemy, a Rosier starł jej dumę i poczucie wyższości na proch. – W pewnych niecodziennych okolicznościach, gdzieś na morzu pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, los postawił na mej drodze syrenę, córkę starego trytońskiego rodu – kobietę posiadającą niezwykłą moc, przez którą trzymano ją w zamknięciu - przeszła od razu do opowieści, ogólnej, bowiem nie znała szczegółów. – Słyszałeś może jakieś legendy i podania o syrenach? Historie o podwodnym ludzie i o siłach, które mogą w nich drzemać? O ich tradycjach? – pochyliła się nieco ku niemu, sięgając do kieszeni, by wyciągnąć z niej owiniętą w chustkę łuskę. Na razie jednak nie odsłaniała materiału, nie chciała prezentować tajemniczego przedmiotu przy wścibskiej kelnerce, łapczywie spoglądającej na odzianego w drogie szaty lorda. – Magiczne laudanum – powiedziała krótko, lubiła ten ziołowy napój, na nic więcej i tak nie było jej stać. Poczekała, aż Magnus złoży swoje zamówienia, a biuściasta niewiasta przestanie ślinić się do lśniących klejnotów; dopiero później spojrzała pytająco na Rowle’a, licząc, że podzieli się z nią swą wiedzą: w legendach tkwiło zawsze ziarno prawdy.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Karczma "Pod Mantykorą"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19