Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sala przesłuchań
AutorWiadomość
Sala przesłuchań [odnośnik]06.08.16 23:22
First topic message reminder :

Sala przesłuchań

To jedna z niewielu sal, nieprzypominająca typowych zimnych klit więzienia. Pokój nie jest przeznaczony do przesłuchiwań najgroźniejszych przestępców, ale - zwykle - czarodziejów z nieskazitelnym aktem urodzenia, którzy z jakichś powodów muszą złożyć zeznania. Świadkowie mają się tam czuć jak najbardziej komfortowo, co zapewnia w miarę domowy wystrój i styl mebli. Dobrze ogrzewane pomieszczenie pełni swoją funkcję w każdej porze roku, niezależnie od godziny. Centrum stanowi stół z czterema krzesłami dookoła, które znajdują się na małym podwyższeniu. Lustro weneckie odgradza znajdujących się w pokoiku obok magicznych policjantów od przesłuchiwanych. Mimo wszystko pomieszczenie służy pracownikom, a nie wygodzie ludzi wewnątrz.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Sala przesłuchań - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sala przesłuchań [odnośnik]16.04.19 20:07
Zbyt wiele wspólnego z artystami nie miał - nie licząc kilku poznanych, ale wyraźniej widział porównanie tworzenie klątw do malarskiej "procedury". Tym bardziej, gdy brało się pod uwagę dwie rożne runy, które - jako towarzyszące - mogły wywrócić kilka razy do góry nogami, swoje pierwotne, pozytywne znaczenie. Mimowolnie zerknął na schludnie prowadzone notatki kuzyna i sam zdecydował się nakreślić kilka znaczeń na pergaminie, który otrzymał od prowadzącej. Być może, będzie mu łatwiej - później, wrócić do wiedzy, którą mu przekazano, a rozpisana lista i notatki, utrwalą wszystko.
Obrócił pióro w palcach kilkukrotnie, jednocześnie obserwując profil kobiety, która odpowiadała na kolejne pytania i prostowała ewentualne błędy. Rozpoznanie podstawowych run, to jedno, a stykanie się z klątwami, to już wyższa szkoła jazdy. Tym bardziej, jeśli miałby się do czynienie z bardziej skomplikowanymi wersjami. I w ich przypadku, Skamander będzie musiał i tak korzystać z umiejętności zawodowego łamacza klątw, ale - przynajmniej, będzie miał świadomość, że nie trafił na proste przekleństwo, które można byłoby ominąć, albo zignorować - jeśli wymagałyby od tego okoliczności. Bywały przecież akcje i pościgi, które wymuszały na nich bardziej pospieszne działania. I jeśli miał na siebie przyjąć niegroźną klątwę, by dopaść ściganego czarnoksiężnika - był gotów się na to zgodzić. Wcześniej jednak - czekała go powtórka z lekcji. Poznanie wszystkich i wykorzystywanie ich w praktyce, powinny mu ułatwić zapamiętanie.
Odnalazł wzrokiem i skinął głową kobiecie, gdy ostatecznie oznajmiono zakończenie ich spotkania. gdyby przyszło mu samemu zdobywać wiedzę, zajęłoby to sporo więcej czasu. Był wdzięczny Brendanowi za organizacje całego przedsięwzięcia. Tym bardziej, że zbierał się do nauki już od dłuższego czasu. Gdzieś miał nawet pożyczoną książkę do run, ale ta - była popularna w latach jego szkolnej młodości. Czy coś się przez ten czas zmieniło? Będzie mógł porównać w mieszkaniu. Czyli... już nie dziś. Miał zaplanowane przesłuchanie i trening. Przynajmniej, jeśli ten pierwszy dojdzie do skutku, a do tego, potrzebował najpierw złapać podejrzanego.
Zebrał swoje rzeczy, pożegnał zebranych i zniknął w pomieszczenia. Na dziś wystarczyło mu naukowych wrażeń.

| zt


Darkness brings evil things
the reckoning begins
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : 54
UROKI : 31
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Sala przesłuchań - Page 7 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]17.04.19 0:02
Pewnie w naturze powinno dziać się na odwrót, ale ja zawsze byłem wyjątkowy, więc im więcej słuchałem, tym głupszy się czułem. Runy były całym alfabetem, z którego można było budować nowe języki. Burzyć zastane porządki, zrywać połączenia. Ogrom wiedzy nieco przytłaczał - byłem świadomy, ze bez solidnej powtórki i praktyki ta szybko rozpłynie się niczym poranna mgła, pozostawiając co najwyżej wspomnienie roztargnionej prelegentki Hagrid. Na moment nawet się ożywiłem - zaangażowanie, które młoda dziewczyna wkładała w pracę z runami chyba po prostu mi się udzieliło, choć równie szybko opadło, kiedy uzmysłowiłem sobie, że dojście do tego pułapu to karkołomna, zapewne kilkuletnia praca. Nieosiągalna dla mnie w zderzeniu z obowiązkami, które już spoczywały na moich barkach. Miałem jednak narzędzia - objaśniony alfabet, spis klątw na osoby; absoutnie nie byłem rozczarowany pminięciem pozostałych, zbyt duża dawka wiedzy mogłaby zabić nawet najciekawszy wykład. Zawód aurora wymagał wszechstronności. Zdolności w każdej dziedzinie, choćby w podstawowym zakresie - wiedziałem, że run nie należało lekceważyć, często pojawiały się tam, gdzie była obecna czarna magia. Skomplikowana struktura klątw opartych na pradawnych symbolach pogłębiała to, co i tak było już trudne w opanowaniu. I być może dopiero teraz rozumiałem, z jakim niebezpieczeństwem przychodziło mi się mierzyć - niemal lekkomyślnie.
Nie spieszyłem się, gdy szkolenie dobiegło końca, powoli zbierajc wszystkie materiały. W biurze czekały mnie tylko nudniejsze zajęcia - nadal czuem się odsuwany od działania w terenie i czułem w tym wpływy Malfoyów, ale zamierzałem robić swoje. Przed wyjściem spojrzałem jeszcze w kierunku Hagrid, na dłużej zawieszając na niej spojrzenie i czekając, aż i ona mnie odnajdzie - dopiero wtedy z typowym dla siebie, lisim uśmiechem zasalutowałem jej, po czym mogłem już opuszczać salę przesłuchań.

zt


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : 51
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag
Sala przesłuchań - Page 7 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]17.04.19 22:28
Nie podjął się zadania przeanalizowania na forum jednej z klątw nakładanych na osoby. Przypisanie prawdopodobnego ciągu run do danej klątwy wydawało mu się wciąż poza jego zasięgiem. Choć z każdym kolejnym spojrzeniem na rozdane kartki coraz lepiej udawało mu się zapoznać poszczególne znaki runiczne, a także zapamiętać ich znaczenie, to jednak wciąż musiał przypominać sobie o tym, że większość z nich w odwróconej pozycji znaczy coś zupełnie odwrotnego. Więc na przykład taki znak Ansuz, który normalnie znaczy porozumienie, w odwróconej pozycji może oznaczać brak zgody? Kilka znaczeń dla jednego znaku było też kłopotliwe, bo jeśli jednak Ansuz zostanie narysowane z myślą o mądrości, to w odwróconej pozycji może znaczyć głupotę. Skoro samo analizowanie jednego znaku było dla Rinehearta wyzwaniem, to jak ma rozumieć całe ciągi? Będzie musiał przysiąść nad zdobytymi dziś podczas szkolenia materiałami i spokojnie przyswoić sobie ich treść w samotności i na własną rękę. Przyswajanie sobie takiej wiedzy od podstaw musiało potrwać. Ale przynajmniej poznawał coraz lepiej same runy. Na starość jeszcze zostanie wybitnym runistą, to dopiero byłoby przezabawne zrządzenie losu! Dobrze, że czarodzieje żyją dłużej, dzięki temu naprawdę miał szansę na podszkolenie się w tej dziedzinie. A raczej będzie miał, jeśli dożyje wieku, w którym będzie mógł stać się emerytowanym aurorem i to takim niezwykle znudzonym, aby w akcie desperacji chwycić za naukowe książki poświecone starożytnym runom.
Przynajmniej inni podjęli się wyzwania i chętnie wsłuchiwał się w ich propozycje, a potem w odpowiedzi prowadzącej prelekcję. Bardzo wyraźnie podkreśliła mnogość znaczeń run, zwłaszcza w odwróconej pozycji, co rodziło komplikacje nawet dla wprawionych łamaczy klątw. A przecież najpierw te runy trzeba było dostrzec, czasem ujawnić, bo istniała możliwość ich ukrycia. Kieran nie zamierzał sam zabierać się za ściągnie run, kiedy byli od tego specjaliści. Kto wie, może nawet w przyszłości nawiąże współpracę z samą Hagrid. Wydawała się naprawdę znać na swojej robocie i naprawdę cenił obszerną wiedzę czarownicy.
Zebrał kartki, które zdobył podczas szkolenia i powstał z miejsca. Skinieniem głowy pożegnał kobietę, gdy Brendan za nich wszystkich wypowiedział podziękowania. Następnie opuścił salę przesłuchań, aby zaraz znaleźć się przy swoim biurku, gdzie czekała na niego sterta papierów do przejrzenia. Nowa władza robiła wszystko, aby tylko nie dać aurorom zająć się pożytecznymi rzeczami. Ważniejsza była makulatura.

| z tematu



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 47
UROKI : 28
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]03.05.19 13:44
Na tłumaczenia panny Hagrid odpowiedziałem skinięciem głowy i uprzejmym uśmiechem, to nie była pomyłka, za którą mógłbym się gniewać, czarownica sprawiała wrażenie niezwykle roztrzepanej. Nie wiedziałem jedynie co takiego rozbawiło w tym Michaela, zerknąłem więc na przyjaciela z ukosa, kręcąc głową z dezaprobatą; nie powinien był rozpraszać ani prowadzącej, ani tym bardziej uczestników szkolenia, którzy pojawili się tu, by coś z niego wynieść. Sam słuchałem z uwagą runistki, choć chaotyczny, nieuporządkowany charakter wykładu wymagał ode mnie większego skupienia, niż zazwyczaj. Marszczyłem brwi w zamyśleniu, zastanawiając się nad poruszoną przez Brendana kwestią zatrucia krwi, Tangwystl potwierdziła, że na ten moment to niemożliwe, przypuszczałem, że przyczyna może tkwić w zatruciu całego organizmu. Zniszczenie krwi mogłoby zaburzyć naszą moc magiczną, wskutek czego stalibyśmy się osłabieni w walce, nie sądziłem, aby to było tego warte. Pytanie Jackie wydało mi się naiwne. Gdyby istniała możliwość stworzenia talizmanu chroniącego przed wszystkimi klątwami, to czy nie stworzono by go już dawno? Odpowiedź wydawała mi się oczywista. Nie istniało i najpewniej nigdy nie powstanie jeden sposób – wisiorek, kryształ, tatuaż – który ochroni nas przed ciemnymi mocami. Były zbyt potężne i przebiegłe.
O ile klątwa Fałszywego Proroka była mi już znana, dlatego przyglądałem się Michaelowi ciekaw, co podsunie mu intuicja, o tyle tej wspomnianej przez Weasleya nie znałem. Skrobałem piórem po pergaminie, zapisując runy, które mogły ją stworzyć, co później skorygowałem zgodnie z wyjaśnieniami panny Hagrid. Pozwoliłem myślom odpłynąć za mocno, gdy zastanawiałem się, czy stałbym właśnie na jej miejscu, gdyby nie śmierć mojego ojca. Być może. Za młodu gorąco pragnąłem podjąć karierę łamacza, snułem fantazje o dalekich podróżach i szaleńczych przygodach, jednakże moja krukońska natura najpewniej pchnęłaby by mnie w ramiona Katedry Run. Zamrugałem szybko, chcąc strząść z oczu wyobraźni te obrazy, skupiłem się na nowo na prelekcji. Czasu nie było wiele, a ja pragnąłem wynieść z niej jak najwięcej – przyznać jednak trzeba było, że szkolenie zakładało naprawdę najprostsze podstawy, wiele z tego wszystkiego już wiedziałem, dlatego zachowałem milczenie, nie chcąc odbierać szansy współpracownikom na zadawanie dręczących ich pytań.
Po zakończeniu szkolenia wsunąłem starannie zapisane notatki do oprawionego w skórę notesu i wstałem z miejsca.
- Bardzo dziękujemy, panno Hagrid – powtórzyłem za Brendanem, skinąwszy głowa w kierunku runistki. Miałem już ruszyć w jej kierunku, by zadać kilka pytań, kiedy przez uchylone drzwi wpadł do Sali przesłuchań niewielki, papierowy samolocik, będący sposobem na wewnętrzną komunikację. Sowy paskudziły korytarz. Mój partner potrzebował mnie jak najprędzej, musiałem więc opuścić komnatę z uczuciem niedosytu.

Zt. Bardzo przepraszam za zwłokę.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Sala przesłuchań - Page 7 Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]14.12.19 17:40
3 marca

Kubek z gorącą kawą trzymała w dłoni, grzejąc o nią zmarznięte palce. Ciepły płyn był dzisiaj jak prawdziwe zbawienie. Zima powoli ustępowała wiośnie, powietrze wypełniał topniejący śnieg. Czuła większy chłód niż podczas mroźnych, grudniowych nocy, ale nie wypadało już chodzić w kożuchu. Grzywka wpadała w oczy, jednak nie miała czasu, by pójść do fryzjera, dlatego ciągle odsuwała ją z twarzy szybkim przeczesaniem włosów palcami. Ciągle ziewała w przydługi rękaw koszuli, który musiała podkasać przed wejściem do sali.
Słyszała wiele głosów. Przepracowujesz się. - Najczęściej brzmiały właśnie tak. Cóż mogła wtedy powiedzieć? Tak, tak właśnie jest? Doskonale wiedziała gdzie leży problem i najgorsze było to, że zupełnie nie wiedziała jak z niego wybrnąć. Na czym zaczepić myśli. Dlatego zaczepiała je na swojej pracy, skupiając wszystkie siły właśnie tutaj. Czasami brała zbyt dużo nocnych zmian i odmrażała kości na nocnych patrolach. Czasami tak było trzeba. Przychodziła sprawa za sprawą, bo nieważne w jaką ideologię wierzy Minister Magii wraz z całym jego personelem pomocniczym - ludzie nadal robili swoje. Chodzili do pracy, utrzymywali rodzinę. I popełniali błędy.
Zmieniła się. Miała teraz burzę w oczach i spojrzenie jaśniejsze na pewne sprawy. Niektóre wymagały innego traktowania niż kiedyś. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, wszystko wokół się zmienia. A najbardziej zmienia się pogoda. Niezależnie od tego co zrobią, wiosna w końcu musi przyjść.
Weszła do pokoju i zasiadła za biurkiem, odstawiając swoją kawę na nim po czym odwróciła głowę do jednego z kolegów w pracy. Padło sakramentalne pytanie. Czy na pewno dasz radę? Przez ostatni czas stała się naprawdę niezłą negocjatorką i nie potrzebowała do tego używania sztuczek ze złym i dobrym policjantem. - Pewnie, wprowadź go. - Uśmiechnęła się łagodnie i z lekką nonszalancją rozsiadła się w najlepsze. Już niedługo przetestuje czy jest tak bardzo przekonująca jak chciałaby być.
Mężczyzna wyszedł. Minęło najwyżej kilka minut i przyprowadził chłopaka, którego dłonie musiały zostać jakimś paraliżującym zaklęciem. Nie miał różdżki, za to niezły fioletowy siniak pod okiem. - Znowu się spotykamy, co? - Potraktowała go uśmiechem. To będzie ciekawy dzień.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]14.12.19 18:31
Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, że dałem się wrobić jak jakiś kompletny amator! Chyba powoli wychodziłem z wprawy, bo szczerze powiedziawszy malarstwo pochłonęło mnie do tego stopnia, że już nawet nie pamiętałem kiedy robiłem coś innego by zarobić na swoje zachcianki. Szybko wycofałem się z podziemia, przynajmniej tak utrzymywałem, to miał być ostatni skok przed przedwczesną emeryturą, bardziej nawet dla zabawy niż samego zarobku. Przy nowych zleceniach płacili mi zdecydowanie więcej, ale nie samym hajsem człowiek żyje, prawda? Czasem trzeba było dostarczyć sobie trochę rozrywki.
Na początku wszystko szło gładko - bez problemu dostaliśmy się do środka, jeden z nas został na czatach, a reszta zajęła się obrabianiem lokalu. Nie wiem w którym dokładnie momencie pojawiła się policja i, jak matkę kocham, wyszedłby z tego cało, gdybym od początku nie był tylko ofiarą spisku. Potrzebowali moich zręcznych dłoni, gotowych poradzić sobie z każdym zamkiem i kłódką, ale za to nie potrzebowali mnie wcale przy dzieleniu się łupem. Mieliśmy uciekać kanałami i kiedy tylko wrzuciłem tam swój worek pełen skarbów, to przejście zostało zablokowane. Wtedy uświadomiłem sobie, że plan od samego początku zakładał pojawienie się magicznych stróżów prawa, a ja i jeszcze jeden młodzik po prostu daliśmy się zrobić w chuja. Genialne. Zanim zdążą nas przesłuchać, tamci będą już gdzieś daleko. Byłem wkurzony, ale także pełen podziwu dla tego, kto to wszystko wymyślił. Mogłem sprzedać się od razu, zacząć sypać zanim w ogóle mnie o cokolwiek zapytają, ale nie chciałem tego robić. Złodziejski świat rządził się swoimi własnymi prawami i nie chciałem, naprawdę nie chciałem współpracować z policją. To oni podbili mi oko, jeden z funkcjonariuszy mocno się wkurwił kiedy powiedziałem, że może się spruję jak mi obciągnie. Teraz też łypał na mnie złowrogo, prowadząc przez korytarz aż do sali przesłuchań.
- Ała, nie tak ostro, dobra?... - wpycha mnie do pomieszczenia, a ja krzywię się lekko i rzucam mu ostatnie, krótkie spojrzenie. Później odwracam się w kierunku... posterunkowej Figg, a moje usta wyciągają się w szerokim uśmiechu - Oooo, witam, szkoda, że w takich okolicznościach. Ale przynajmniej wreszcie jakaś przyjazna twarzyczka, czemu nie wysyłają cię na łapanki? Myślę, że bandyci sami by do ciebie lgnęli - kiwam głową, po czym siadam po drugiej stronie stołu i wspieram dłonie na blacie - Możesz mi z tym pomóc? - pytam, machając łbem w kierunku moich skutych rąk. Potraktowano mnie odpowiednim zaklęciem, a magiczne kajdanki uciskały moje nadgarstki tak mocno, że czułem jak ocierają mi skórę z każdym, choćby najmniejszym ruchem - To kiedy mnie wypuścicie? Trochę nie mam czasu na to wszystko - kiwam głową.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]14.12.19 23:38
Marcella nawet nie przymknęła oczu. Potraktowała Bojczuka łagodnym uśmiechem. Zmieniła się od ich ostatniego spotkania, oj bardzo się zmieniła. Jeszcze niedawno na takie słowa zareagowałaby lekkim wyjściem ze swojej codziennej równowagi, niezadowoleniem, złością, dzisiaj jednak nie zareagowała nijak. Była spokojna, a w jej głowie klarował się plan. Miała nad nim teraz znaczną przewagę. On był na pozycji, w której ryzykował, a ona miała całkowitą władzę. Mogła zrobić z nim co chciała, a i tak było to spora uprzejmość z jej strony. Bo teraz właściwie miała co do niego całkiem uprzejmy stosunek. I tylko jej własna sympatia sprawiała, że jeszcze nie odmrażał tyłka w ciemnej, nieogrzewanej celi w Tower of London.
- Jest ostry, bo dałeś mu do tego powód swoim niewyparzonym jęzorem. - Powiedziała w końcu, zupełnie tak, jakby chłopak wcale nie wiedział, że sam do tego doprowadził. Wysłuchała go w spokoju, widząc, że nie ma pojęcia czemu tu trafił, więc w spokoju upiła sobie kawki i poczekała aż trochę zniecierpliwi się tą tajemniczą ciszą. Aż w końcu... Rzuciła na stół dwie rzeczy - jego różdżkę oraz zabezpieczoną paczuszkę z zieloną zawartością w środku. - Pewnie już rozumiesz, że jesteś mocno w ciemnej dupie. - Uśmiechnęła się słodko, mocniej niż chwilę temu. - Spodziewałam się, że lubisz mocno przyprawioną kuchnię, ale za taką ilość majeranku możemy cię wsadzić nawet na dwa lata. Pewnie Ci się podoba taki obrót sprawy, co? W celi nie zabraknie Ci czasu.
Odchyliła się bardziej na krześle, biorąc w dłoń jego różdżkę, którą zaczęła bawić się w dłoniach, jednocześnie patrząc na chłopaka dosyć sugestywnie. To było bardzo perswazyjne, musiał zrozumieć w całości, że ona jest jedyną osobą, która może mu teraz tę różdżkę zwrócić. - Już nie mówiąc o włamaniu, rozboju. Twoi kumple już siedzą w Tower of London i na dniach trafią przed Wizengamot. - poinformowała go grzecznie. Wyciągnęli z nich tyle informacji ile mogli i były one bardzo przydatne. Po kilku godzinach i szczątkowych informacjach, które dostali, zaczęli łączyć ten niby nieznaczący wiele napad może być powiązany z czymś o wiele trudniejszym i złożonym. A to było ich celem. Nie poświęcaliby tyle uwagi na nich gdyby to był tylko zupełnie zwyczajny napadzik. - Ale Ty jesteś wyjątkowy. Jeśli tylko chciałbyś wysłuchać propozycji, jest szansa, że pomogę Ci z tym problemem jeszcze dzisiaj.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]16.12.19 1:40
Wzruszam lekko ramionami, a po moich ustach błąka się łobuzerski uśmiech; czerpałem niewielką satysfakcję z każdego słowa, które wyprowadzało policjantów z równowagi. Lubiłem kiedy się denerwowali, nawet jeśli nabijali mi wówczas więcej siniaków niż powinni. Ale to nie bolało, przynajmniej nie bardziej niż zwykle. Krzywię się, kiedy na stoliku ląduje moja różdżka i... ech, i jeszcze to przeklęte zielsko. Unoszę spojrzenie na pannę Figg, mrużąc lekko oczy.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz, ani co to jest. Nie bawię się w... kucharza - wzruszam lekko ramionami, bo przecież nie mam zamiaru się przyznawać, to raz, a dwa nie chcę powiedzieć niczego co mogłoby mi zaszkodzić, skoro i tak byłem już w głębokiej dupie, tym głębszej, że nie żyłem już beztrosko jak kiedyś, tylko miałem obowiązki. Boże, jak to absurdalnie brzmiało! Przyglądam się jej dłoniom, gdy obraca w nich moją różdżkę - Moi kumple? To chyba trochę za dużo powiedziane - unoszę lekko obie brwi. Rozchylam wargi, jakbym chciał coś jeszcze dodać, bo w istocie na usta ciśnie mi się wiele pytań, ale równocześnie nie chcę zdradzać zbyt wielkiego zainteresowania całą sprawą. W sumie tamci goście byli mi całkowicie obojętni, nie znaliśmy się wcale, a nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że odczuwałem pewną satysfakcję z faktu, że jednak nie udało im się zbiec.
- Wyjątkowy? Czy to już komplement? - pytam i puszczam do Marcelli oczko, a później mrużę lekko ślepia, przyglądając jej się uważnie; rozsiadam się wygodniej na krześle i zakładam buciory na stolik, krzyżując nogi na wysokości kostek - No to zamieniam się w słuch - chyba nie miałem innego wyboru. Trochę obawiałem się tego co zaraz usłyszę, tej całej propozycji; no bo pomyślmy - czego właściwie mogła dotyczyć? Martwiłem się, że wiem i... cóż, to była prawie że misja samobójcza. Nie mogłeś współpracować z policją, a później tak po prostu wrócić do podziemia, nie dało się stać po dwóch stronach barykady. Musiałeś wybrać z kim wolisz sympatyzować, a ja nie byłem jeszcze gotowy na ten wybór.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]16.12.19 22:30
Wiedziała, że zaprzeczy, to trochę przewidywalne zachowanie. Zawsze na początku zaprzeczali, a już zwłaszcza, kiedy trafili w przeszłości na to niesamowicie wygodne krzesełko przed przesłuchującego. Dlatego zawsze było przyjemniej z tymi, którzy byli tu pierwszy raz. Nie pyskowali tak mocno. Marcella jednak przywykła. Przez jej łagodny wygląd - zawsze pyskowali, co było wyśmienicie irytujące. Ale teraz odbijało się już. Ile można się denerwować?
- No pewnie, to przypadkowo znalazło się w Twoim płaszczu. Ktoś Ci podrzucił? A może jakaś inna wymówka, którą zawsze słyszę? Nos Ci się wydłuża. - przewróciła oczami. Mógł kłamać bez mrugnięcia okiem, ale w takie głupie bajki to ona nie uwierzy.
W sumie cokolwiek, nie obchodziło jej za bardzo czy się kumpluje z resztą tej bandy czy nie. Tamci jednak na pewno nie będą skorzy do pomocy. Nie potrafili zbyt dobrze kłamać, nie byli też specjalnie silni, nie stawali się, a w tej chwili, o dziwo, kiedy założył w ten sposób nogi na biurko, potwierdził, że będzie idealną osobą do tego zadania. Człowiekiem, który pokaże nonszalancję pomimo typowo stresującej sytuacji. I jeszcze był wygadany.
Czasami takie znajomości się przydawały.
Marcella kiwnęła głową w stronę jednego z osiłków, którzy stali przy drzwiach, a ten podszedł i strącił z łatwością nogi chłopaka ze stolika, rzucając pod nosem ponuro tekst Więcej szacunku, gówniarzu. Nieważne, czy takie zachowanie w prywatnym życiu by jej przeszkadzało czy nie - teraz nie mogła pozwolić mu na taką samowolkę. - Od paru miesięcy prowadzę sprawę przemytników twardych narkotyków. - powiedziała, bez przejęcia, dosyć spokojnie. - Z zeznań Twoich... znajomych, mamy dość informacji, by przypuszczać, że pracowaliście dla głowy grupy, na którą mamy oko.
Drzwi sali na chwilę się otworzyły. Stanęła w nich niewysoka, młoda dziewczyna z nieco rozbieganym spojrzeniem. Była bardzo widocznie młodsza nawet od Marcelli, a co dopiero od całej reszty policjantów. Poprawiła niepewnie okulary na nosie i podeszła do biurka, by na stoliku postawić kubek z kawą i nerwowo wyciągnąć z trzymanej przy piersi teczki jeden papier. Rudowłosa podziękowała jej grzecznie, z miłym uśmiechem, a jak na zabieganego pracownika Ministerstwa przystało, dziewczyna bardzo szybko wyszła, łypiąc jedynie przez chwilę na Johnny'ego niepewnym wzrokiem. I wyglądała też trochę jakby nosiła ubrania po swojej babci. W idealnym momencie, naprawdę! - Zapewne domyśliłeś się, że chcemy zaproponować współpracę z rozpracowaniem tej grupy. Zasady byłyby bardzo proste, będziemy wymagać, żebyś działał bardzo ostrożnie, a jedyne czego będziemy oczekiwać to informacje. Jeśli uda Ci się przekazać nam informację odnośnie miejsca choćby jednego spotkania lub miejsca ich ukrywania się, przestaniesz być zobowiązany do pomocy, wręcz nie chcemy, żebyś mieszał się bezpośrednio w akcje. Nagroda będzie sowita. - Wyjaśniła szybko i podniosła kartkę z biurka. Zawierała naprawdę cenne informacje. - Zapomnimy o sprawie z kucharzeniem oraz z tym napadem, jak i anulujemy wszystkie niezapłacone mandaty. A widzę, że jest to całkiem pokaźna sumka. - Aż gwizdnęła, kiedy zobaczyła dane, które przyniosła jej sekretarka z biura. Nie będzie mógł się do końca życia tłumaczyć, że nie ma dóbr, na które komornik w ogóle mógłby wejść.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]18.12.19 23:55
- Nie, skonfiskowałem jednemu zjebowi i właśnie niosłem na komendę - podobnie jak panna Figg wywracam oczami, ale nie mam zamiaru ciągnąć tematu, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że jestem na straconej pozycji. Następnym razem muszę lepiej chować zielsko, choćby do sakiewki, co się tylko przede mną otwiera i tylko mi pokazuje swoje towary. Głupi byłem, że schowałem susz do kieszeni, ale to miało być tylko na chwilę, a ostatecznie zapomniałem, że w ogóle go mam. Teraz płaciłem za swoje durne błędy. Ściągam brwi i marszczę nos, kiedy koleś zrzuca ze stolika moje stopy. Wodzę za nim spojrzeniem i powracam do obserwowania dziewczyny dopiero kiedy zacznie mówić. Z braku laku ponownie wspieram na blacie łokcie. Hm, faktycznie w rozmowach kilka razy przewijał się temat różnych narkotyków, ale wtedy nie sądziłem, że to może mieć jakieś znaczenie. Rozchylam wargi, ale zanim zdążę coś powiedzieć drzwi do pomieszczenia na nowo się otwierają, więc oglądam się na młodą dziewczynę, mierząc spojrzeniem jej sylwetkę. Nie spuszczam z niej wzroku nawet na moment, patrzę jak podchodzi do stolika, zostawia na nim jakiś papier i odchodzi, zaś kiedy i ona na moment zerka w moją stronę, to uśmiecham się lekko i puszczam jej zalotne oczko. Później jednak powracam do posterunkowej Figg i słucham jej uważnie. Mogłem się tego spodziewać, właściwie spodziewałem się. Ona kończy mówić, a ja ciągle milczę, w myślach kalkulując wszystkie za i przeciw. To miał być mój ostatni skok, nie chciałem wracać, ale kto wie co przygotuje dla mnie przyszłość? Czy kiedyś na nowo nie będę zmuszony sięgać po nieswoje dobra? Czy złodziejskie życie w końcu się o mnie nie upomni?... Marszczę brwi.
- Hm - wbijam spojrzenie we własne dłonie i w końcu nabieram głośno powietrza w płuca, zerkając na kobietę - Właściwie mógłbym wam pomóc - zaczynam. Nie zamierzałem jednak godzić się od razu, być może uda mi się ugrać więcej na tej transakcji - Ale zapłata nie jest adekwatna do zlecenia. Dużo ryzykuję, wiesz? Jeśli to wyjdzie, to najpewniej zabiją mnie zanim zdążycie zareagować. O ile w ogóle zamierzalibyście reagować - sądziłem, że niekoniecznie, bo kimże byłem? Tylko jakimś marnym złodziejaszkiem, wrzodem na dupie całego społeczeństwa, które byłoby znacznie zdrowsze bez takich jak ja - Pomogę wam, ale anulowanie mandatów to za mało. Wyczyścisz mi akta, zero Johnatana Bojczuka w policyjnych papierach, jakbym nigdy w życiu nie popełnił żadnego przestępstwa - to mogło przydać się w przyszłości, skoro zamierzałem prowadzić całkiem nowe życie, oddając się tylko i wyłącznie sztuce - A jeśli dodatkowo zgodzisz się pójść ze mną na randkę, to obiecuję, że przymkniecie ich jeszcze przed końcem tygodnia - kiwam głową, rzucając jej wyzywający uśmieszek. Wbijam w nią spojrzenie, ciekaw jej reakcji na tak zuchwałą prośbę.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]19.12.19 0:16
Marcella aż przewróciła oczami słysząc tę głupotę. No chyba go pogrzało, że ona w to uwierzy. Już nie mówiąc o tym, że już tę wymówkę słyszała wielokrotnie. Zupełnie bez sensu, spodziewała się o wiele większej kreatywności po tym człowieku. Ale co mogła powiedzieć, wyszło jak wyszło, teraz były ważniejsze sprawy na głowie.
Tak działały negocjacje. Gdy się proponowało jakąś cenę, najpierw proponowało się niższą, by następnie przejść w lepszą propozycję, by zobaczyć, czy ta niższa może jednak zadziała. Była gotowa, by wyczyścić mu całą kartotekę, zwłaszcza, że nie miał na koncie żadnych poważniejszych występków. Kilka małych zawiadomień o zakłócanie porządku, może jedna bójka na której został przyłapany, mandaty. Zdecydowanie polowali na o wiele poważniejszych przestępców, cena za ich złapanie wcale nie była duża, a w dodatku w tym momencie, próbując się z nią targować... Trochę jej zaimponował. Tak odrobinkę. Nie za mocno, żeby nie myślał sobie za dużo. A propozycja była kusząca. Jednak kiedy dołączyło do niej jeszcze ostatnie roszczenie, kobieta posłała mu delikatny uśmiech, trochę rozbawiony. Wiedziała jednak, że jak najszybsze złapanie tych gości leżało też w jego interesie. Im szybciej się ich pozbędą tym on szybciej będzie mógł cieszyć się brakiem strachu o swoje życie, więc ta cena była zupełnie nieadekwatna. - W porządku. - Zaczęła, pozwalając mu na chwilę namysłu na jakieś zaskoczenie. Wiedziała, że tak się stanie. Z resztą reszta policjantów stojących w tym miejscu aż spojrzała po sobie w szoku. Może jeden z nich też chciał się z nią umówić? Szczerze wątpiła, ale sam fakt, że negocjuje takie sprawy w tym miejscu już było dosyć nieodpowiednie dla jej pracy. Musiała więc szybko się poprawić. - Ale jednak prosisz o trochę zbyt wiele. Zapomniałeś, że jedyną alternatywą, jaką masz to dwa lata w cieplutkim pudle? - spytała łagodnie. Oparła łokcie o blat stolika i oparła swoją brodę na dłoniach. - Mogę zaproponować Ci wybór. Albo jedno, albo drugie. Albo przystajesz na pierwszą ofertę i wyjdziemy gdzieś w sobotę albo dostaniesz zupełnie czystą kartotekę. Wybieraj.
Niczym najbardziej wprawiony szachista posłała białą królową na szachującą pozycję. I z uśmiechem obserwowała jak się zachowa. I czego się dzisiaj nauczy od tego łobuza.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]19.12.19 2:11
Nie wierzę, że to naprawdę miało szansę się udać. W pierwszej chwili robię wielkie oczy, a później moje usta wyciągają się w szerokim uśmiechu. Próbowałem wielokrotnie, chociaż wszyscy moi znajomi pewnie uznaliby, że jestem szalony chcąc bratać się z psiarnią; niemniej posterunkowa Figg od zawsze mnie troszkę jarała i przecież nie raz próbowałem zaprosić ją na pączka. Oprócz bycia policjantką, była też kobietą i to bardzo atrakcyjną, a ja... cóż, od zawsze byłem wyjątkowo wrażliwy na ludzkie piękno. Mrużę lekko ślepia i nieznacznie się krzywię. A jednak, nie mogło być aż tak pięknie i łatwo. Twarda sztuka.
- Dwa lata? Phi, może do tej pory uda wam się wsadzić też moich kolegów - rzucam nonszalancko i opieram się o oparcie krzesła, wciąż skute dłonie opadają mi na kolana. Z początku wydaje się, że się wycofam jeśli nie spełni wszystkich moich żądań, ale tak po prawdzie trochę bałem się, że w końcu przegnę i faktycznie wpierdolą mnie do celi. Nie miałem na to czasu, nie teraz, kiedy zbliżaliśmy się do premiery w Fantasmagorii. Ponownie wspieram łokcie na blacie, tym samym pochylając się nieznacznie w kierunku dziewczyny.
- Dobra, wygrałaś - mówię w końcu, chociaż ledwie przechodzi mi to przez gardło. Wybór jest... prosty. Chyba byłem niespełna rozumu; w tym momencie mogłem pozbyć się wszelkich śladów mojej przestępczej działalności (może i niezbyt imponującej), ale ja wolałem spędzić z nią sobotni wieczór - Obejdzie się bez czyszczenia kartotek, anulujecie mi wszystkie mandaty, a w sobotę widzimy się... jeszcze nie wiem gdzie, ale coś wymyślę - wzruszam lekko ramionami. No nie do końca udało mi się ugrać to co chciałem, ale lepszy rydz niż nic i tak czułem się zwycięzcą, szczególnie kiedy zerknąłem w kierunku innych policjantów i dostrzegłem ich miny. Warto było choćby dla tego widoku - Aha, nie wchodzicie mi w paradę przy zbieraniu informacji, okej? To mi się jeszcze przyda - wstaję, by pochylić się głębiej nad stołem i układam dłonie na woreczku z suszem,powoli przesuwają go w swoją stronę - Skonfiskowaliście to co udało mi się zawinąć... To też by się przydało - kiwam głową, bo nie chcę pojawiać się u szefa z pustymi rękami. I tak musiałem wymyślić jakąś dobrą wymówkę, żeby nie dać się od razu rozszyfrować.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]19.12.19 3:18
Doskonale wiedziała, że potrzebowali się nawzajem, bo tylko on tak naprawdę z tej całej śmiesznej ekipy miał na tyle sprytu, by temu podołać. Już sam fakt, że w tym miejscu miał jeszcze odwagę pyskować mówiło samo za siebie. Może nie należał do orłów inteligencji, ale odwagi mu nie brakowało. Z kolei jego koledzy, którzy już dawno wiedzieli w Tower of London niemal od razu wygadali absolutnie wszystko. Z nim cała akcja pójdzie znacznie szybciej. Może powinien zastanowić się nad zmianą profesji?
Była pewna, że od razu stwierdzi, że chce mieć czystką kartotekę, a ona uwolni się od jakichkolwiek wyrzutów sumienia na ten temat, ale no... zaskoczył ją i to mocno. Kiedy usłyszała jego odpowiedź, spojrzała na niego wielkimi oczami, nie mając pojecia jak nawet powinna zareagować. To brzmiało... Miało być jakimś głupim żartem? Ale nie brzmiało jak żart. I choć przez chwilę wpatrywała się w niego z oczami jak galeony, w końcu zatrzymała torebkę, którą do siebie powoli przysuwał, jednym położeniem dłoni na niej. - Mamy układ, ale pamiętaj, w tej chwili pracujesz dla mnie. - Przymknęła oczy, patrząc na niego twardym wzrokiem. - Mamy również pewne zasady, pamiętaj. Nie będziemy wchodzić Ci w paradę, ale masz raportować co trzy dni. Dostaniesz to, co udało Ci się zabrać, ale te przedmioty mają wrócić jako dowody w sprawie. Dostaniesz też przykrywkę. Masz powiedzieć, że udało Ci się uciec nim trafiłeś na przesłuchanie, dlatego reszta Twojej grupy siedzi, a Ty nie, oni na pewno wiedzą, że zostaliście aresztowani. - Marcella wstała ze swojego miejsca, ale diable ziele przesunęła na kraniec stolika, tak by nie mógł go dosięgnąć. Wyciągnęła swoją różdżkę i jednym ruchem najpierw sprawiła, że jego złączone dłonie uniosły się w jej stronę, po lekkim okrężnym ruchu różdżki kajdanki rozpięły się i spadły na podłogę, a po ostatnim zaklęciu, zdjęty został z nich paraliż. Podała mu jego różdżkę do rąk. - Nałożyliśmy na nią zaklęcie namierzające, więc nie próbuj fikać. A i jak pójdziesz do Ollivandera po nową, dowiemy się, więc nawet się nie trudź. - Uśmiechnęła się łagodnie. - Musimy też uwiarygodnić Twoją przykrywkę. Taki piękny z tej potyczki byś nie wyszedł. Gerris, zrobiłbyś mu wiarygodną charakteryzację? - policjant, który na pewno był Bojczukowi znany, ponieważ to jemu najmocniej odpyskował podczas całej akcji, aż uśmiechnął się półgębkiem i rzucił z wielką chęcią. Figg zaś odwróciła się zgrabnie na pięcie i skierowała się do wyjścia. - Po swoje fanty pójdź do biura na końcu korytarza. I widzimy się w sobotę.
Nadal nie miała pojęcia co tu się w ogóle stało, ale... Z pewnością komendant będzie zadowolony, że ugrała tę sprawę za mniejszą cenę niż sądzili.

| zt


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]19.12.19 3:41
Krzywię się, kiedy układa dłoń na zielsku; szczerze powiedziawszy miałem nadzieję, że uda mi się je przechwycić - chciałem zjarać się od razu po wyjściu z aresztu, żeby trochę wyczilować i może ułożyć sobie w głowie niektóre sprawy, ale przecież nie mogło być tak łatwo jakbym chciał. Słucham jej słów i kiwam lekko głową. Okej, to było bardziej skomplikowane niż mi się wydawało. Chciałem dostać wolną rękę, a tymczasem zaczynałem się już gubić w kolejnych zakazach i nakazach. Niemniej kiwam głową na znak, że zrozumiałem i przyjąłem do wiadomości. Nie było sensu się kłócić, bo to i tak nic by mi nie dało. Moje dłonie unoszą się, a kajdany opadają na podłogę z cichym trzaskiem; paraliż ustępuje, znowu czuję swoje kończyny i rozmasowuję nadgarstki, noszące ślady metalowych obręczy - czerwone pręgi odznaczają się na bladej skórze, wkrótce pewnie zaczną sinieć.
- Co?... - robię wielkie oczy, tym większe, kiedy zwraca się do tamtego osiłka, a on rzuca mi zadowolone spojrzenie. To mi się wcale nie podoba! Nie tak miało być! Powietrze przeszywa strzęk kości, kiedy gość rozgrzewa palce - Zaczekaj!... - krzyczę za posterunkową Figg, ale ona mnie już wcale nie słucha, mogę tylko patrzeć na jej oddalające się plecy. Później czuję szarpnięcie w okolicach ramienia i wiem co się zaraz stanie - zaliczę bliskie i wyjątkowo nieprzyjemne spotkanie z pięścią jednego z policjantów. W istocie tak właśnie się dzieje. Uderzenie jest tak silne, że gwiazdy tańczą mi przed oczami i to kankana! Opadam na stolik, a później dostaję jeszcze kilka strzałów na ryj. Czuję w ustach znajomy smak własnej krwi, więc spluwam siarczyście na podłogę. To musiało być bardzo satysfakcjonujące dla tamtego typa, mógł bezkarnie wpierdolić temu irytującemu, bezczelnemu gówniarzowi, którym zapewne byłem w jego oczach. Zanim zdążę pozbyć się mroczków wirujących mi przez oczami, czuję jak ponownie łapie mnie za wszarz i wyrzuca na korytarz, właściwie nie odstępuje mnie na krok, dopóki nie opuszczę Ministerstwa Magii. Więc kiedy wreszcie jestem na zewnątrz oddycham z ulgą, mocno zaciągając się chłodnym powietrzem i ginę gdzieś w ciemności londyńskich uliczek.

/zt




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Sala przesłuchań [odnośnik]16.02.20 20:52
10 marca

Kurs nie zwalniał z tempa. Mimo wszystkich ograniczeń, które nałożono na Biuro - a może bardziej absurdalnych poleceń i związania rąk jeśli chodziło o prawdziwe zagrożenia w postaci czarnoksiężników, którzy zwyczajnie, wolni mogli teraz chodzić po ulicach. Zostali oddelegowani do pomniejszych prac, łapania portowych zbirów czy poszukiwania pozostałych zwolenników Grindelwalda. Szczęśliwie dla niej, Minister nie ingerował w wewnętrzne struktury i o tyle o ile działanie nie dotyczyło bezpośrednio ludzi Voldemorta pozwalał im działać. Dlatego program kursu pozostawał niezmienny. A ona, miała szansę mimo wszystko, wyciągnąć możliwie jak najwięcej podczas czasu, który miała w pracy. Dlatego poświęcała dużo swojej energii na to, by przyswajać możliwie jak najwięcej informacji. Kolejne pergaminy lądowały w teczkach z notatkami. Godzinne treningi wytrzymałościowe rozpalające ogniem każdy z jej mięśni i te magiczne, sprawiając, że prawy nadgarstek pulsował bólem. Ale miała swój cel, wiedziała dokładnie po co to robi.
Dzisiejszy dzień, miał upłynąć na badaniu poszlak. Tym razem pojedynczo, bez asekuracji starszy aurorów, czy aurorów jakkolwiek. Watterby motywował to tym, że niektóre sprawy, czy poszlaki muszą sprawdzać sami, to jednocześnie wzbudza mniej podejrzeń, jak i pozwala podzielić się pracą - więc jednocześnie niweluje czas, jaki poświęca się na zbadanie danej sprawy. I nie mogła powiedzieć, że myślenie to, miało jakieś ludzi. Kształcono ich po to, żeby byli w stanie poradzić sobie sami. W najróżniejszych sytuacjach. A ta niezawodność, miała jednocześnie budzić zaufanie do partnera i wiarę w to, że będzie on w stanie wykonać powierzoną mu część zadania.
Zasiadła przy jednym z wolnych biurek z kubkiem kawy otwierając teczkę pełną dokumentów. Drugą z rzeczy, którą ich prowadzący lubili robić, było przeplatanie spraw bieżących z tymi, które miały miejsce już jakiś czas temu i zostały rozwiązane. Dostrzegała w tym logikę. Nowe sprawy potrzebowały rozwiązania - oni mogli zdobyć wstępne informacje i - przy dobrym jej rozpracowaniu - również doprowadzić sprawę do końca, gdyby jednak okazały się ich poczynania błędne, miały zostać naprawione przez kogoś z aurorów. Znów, wykonywanie zadań, bazujących na starych sprawach sprawdzało, czy byli w stanie już na tym etapie kursu podążać odpowiednimi drogami, może schematami, które wykonywał wcześniej ktoś przed nimi, rozwiązując daną sprawę. Dlatego Justin, podchodziła do każdej ze spraw na poważnie, nie zastanawiając się, czy to jedynie test, czy prawdziwe zgłoszenie. Dla niej, wszystkie były prawdziwymi. Wszystkie je traktowała tak samo. Z zaciętością i zaangażowaniem zagłębiała się w każdą z nich, nie mając w zamiarze odpuścić. Obrała tą drogę, jako własną. Wiedziała, jaki dokładnie ma cel idąc na kurs i nie zamierzała dawać sobie forów, czy pozwalać na odpoczynek wiedząc, że zaangażowanie z jakim zgłebiała się w kolejne zadania i ćwiczenia, jedynie odpłaci jej się tym samym w przyszłości. Choć to, czy jakakolwiek na nią czekała na razie pozostawało jednym wielkim znakiem zapytania.
Podniosła się i zgarniając płaszcz wyszła. Sprawa nie należała do najprostszych.
Tylko z pozoru wydawała się prosta, ale fakty nie kleiły się jeden z drugim. Miała zbyt wiele niejasności, które musiała rozwiać, by móc postawić ostateczne wioski i doprowadzić ją do końca. W jednym z mieszkań w Dokach znaleziono ciało. Wstępna obdukcja, jako przyczynę zgonu wskazywała wykrwawienie. A podcięte nadgarstki mogły sugerować samobójstwo. Jednak z nim całkowicie kłóciło się to, w jakim stanie znajdowało się mieszkanie denata, jasno wskazujące na to, że wcześniej musiał odbyć się w nim pojedynek. Podpalone i porozrzucane dookoła przedmioty znajdowały się w niewłaściwych miejscach. Ogólne chaos i ułożenie zwłok nie pasowały do siebie. Po co ktoś miałby zdemolować swoje mieszkanie, a później odebrać sobie życie podcinając nadgarstki. Nie wykluczała możliwości napadu szału w którym denat sam zdemolował mieszkanie przed odebraniem sobie życia, jednak nie wykluczała też możliwości, że sprawa, którą miała przed sobą nie dotyczyła samobójstwa, a zabójstwa. Tak twierdziły służby porządkowe, teraz miejsce miało zbadać Biuro. A z biura wybrano ją, nie doszukując się w sprawie niczego bardziej złożonego. Zwykłe - zdawać by się mogło - rutynowe sprawdzenie i zebranie poszlak i wniosków.
Sama sprawa była tym trudniejsza, że jej miejscem w którym wszystko się zdarzyło było Doki. Te zdawały się oddzielną częścią Londynu. Własną jednostką, rządząca się swoimi prawami dokładnie tak, jak Nokturn. Pełną nieciekawych osobistości i nieczystych interesów. Zwykli obywatele mieszali się tutaj z tymi pochodzącymi ze światka przestępczego. Działając obok siebie, czasem wraz ze sobą. A teraz ona, musiała wejść tam i dowiedzieć się, co właściwie stało się i co doprowadziło do takiego obrotu sprawy. Wiedziała jedno, zarówno Biuro Aurorów, jak i każda inna jednostka podchodząca pod Departament Przestrzegania Prawa nie budziła tam zaufania i łatwiej miało być zdobyć jej informację zatajając fakt skąd pochodzi i co właściwie robi.
Pierwsze czym zajęła się, jeszcze zanim wyruszyła była zmiana wyglądu. Ten miał jej zagwarantować anonimowość. A żeby był skuteczny zdecydowała się sięgnąć po inną płeć i zdecydowanie powiększyć swoje rozmiary. Niezauważenie odwiedziła dom brata, by ukraść mu strój w który się zmieni i korzystając z tego, że nie ma nikogo stojąc przed lustrem dopracowała wygląd, dodając sobie przeciągłą bliznę ciągnącą się przez prawą stronę twarzy.
Korzystając z płaszcza, który otrzymała od Matta dostała się do doków i sprawdzając, czy nikt nie znajdował się w środku weszła do mieszkania denata sama rozglądając się po nim raz jeszcze. Rzucała zaklęcia, sprawdzając czy w mieszkaniu znajdują się skupiska. To jednak nie zadziałało konkretnie. Marnie informując o tym, że możliwie iż wcześniej tak było. Przesuwała się po pomieszczeniu ostrożnie, po kilku krokach dostrzegając różdżkę na ziemi. Nie dotknęła jej, jednak zaklęcie retrospekcji jasno wskazywało że ostatnim z zaklęć było protego. Więc się bronił. Nikt nie rzuca protego, dla rozrywki. Rozglądała się dalej i jej wzrok przyciągnął przekrzywiony obraz na ścianie. Przedstawiał Lundarla Horlema, znanego alchemika, który zasłynął w nie tylko swoimi umiejętnościami, ale też słabością do używek. Zmrużyła lekko oczy. Czemu ktoś, miałby wieszać jego obraz w domu? Mrużąc brwi, ruszyła ostrożnie w tamtym kierunku. Tak, by nie przesunąć żadnej z rzeczy. Gdy znalazła się dostatecznie blisko ostrożnie sięgnęła za ramy obrazu. Odłożyła go na bok patrząc na niby zwykłą ścianę, ale postanowiła spróbować. Machnęła różdżką szepcząc zaklęcie. I zgodnie z przeczuciem, w ścianie nie wydającej posiadać się cokolwiek ukazała się skrytka. Poświeciła różdżką, spoglądając w jej wnętrze, ze zdziwieniem odkrywając całkiem pokaźne złoża śnieżki, jak i innych narkotyków.
Rzeczy zaczynały się komplikować. Teraz samobójstwo zdawało się mniej prawdopodobne niż zabójstwo, jeśli brało się pod uwagę fakt, że właśnie znajdowała się z mieszkaniu dilera. Bo ilość narkotyków jasno wskazywał na to, że nie mógł trzymać ich tylko na własny użytek. To był moment w którym proste rozeznanie zmieniało się i zdawała sobie sprawę z tego, że powinna wezwać pomoc kogoś bardziej doświadczonego niż ona. Zbytnia pewność siebie mogła być zgubna. A finalnym efektem miało być rozwiązanie sprawy i zamknięcie mordercy, jeśli sprawa - zgodnie z jej własnymi wnioskami właśnie tego dotyczyła. Zabójstwa. Pozostawienie jednak mieszkania samemu sobie, było nierozważne i mogło pozwolić na zatarcie śladów. Rozejrzała się uważnie wokół siebie mrużąc lekko oczy, po czym uniosła różdżkę skupiając się na kształcie i melodii feniksa. Świetlista sylwetka koziorożca pojawiła się przed nią.
- Tu Tonks. W mieszkaniu denata znalazłam sporą ilość śnieżki i innych narkotyków. Potrzebuję kogoś do zabezpieczenia i proszę o dalsze instrukcje. - koziorożec zniknął kierując się do aurora, który prowadził te zajęcia. Nie musiała czekać długo, kilka minut w czasie których w jednej z książek znalazła schowany notes z nazwiskami i oznaczeniami. Zaraz po nich zjawił się sam prowadzący wchodząc równie ostrożnie co ona. Gestem głowy wskazała mu skrytkę w ścianie do której podszedł i w którą zajrzał podświetlając sobie różdżka. Zmarszczył brązowe brwi, a później przesunął wzrokiem po rozrzuconych przedmiotach finalnie spoglądając na trzymany przez nią notes.
- To? - zapytał krótko a ona podeszła kręcąc lekko głową.
- Nie jestem pewna, ale zdaje się listą klientów. - odpowiedziała przekazując mu przedmiot. Ten zajrzał w niego zaciskając lekko usta i znów spoglądając na nią. Do pomieszczenia weszła kolejna osoba, Tonks kojarzyła mężczyznę z korytarzy. Skinął jej głową, a ona odpowiedziała tym samym, był od niej starszy, co najmniej o dwie dekady. Niewiele młodszy od aurora, który dał jej tą sprawę i który właśnie się odezwał.
- Dobra robota, dzieciaku. Wracaj do Biura, zajmiemy się resztą. - otworzyła usta, jednak zamknęła je zaraz zgadzając się skinąwszy głową. To on wydawał polecenia, nie ona. Jeśli uważał, że nie powinna dalej zajmować się tym, nie miała wyboru jak postąpić zgodnie z jego polecenia. Ściskając dłoń na różdżce zniknęła, by teleportować się do pod budynek Ministerstwa i - tak jak chciał - powrócić do Biura. Dzień jeszcze się nie skończył.

| zt.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sala przesłuchań - Page 7 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Sala przesłuchań
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach