Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Pracownia alchemika
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Pracownia alchemika

Obszerne, skryte w półmroku pomieszczenie, w którym pracuje jeden z zatrudnianych przez Munga alchemików. Znajdujące się w nim obszerne, strzeliste regały mieszczą niezliczone zakurzone woluminy, słoje czy buteleczki różnych kształtów i kolorów. Na mocnym, dębowym stole ustawionym w centrum ulokowane zostały kociołki mniejszych rozmiarów, stojaki na drobne, kryształowe fiolki czy moździerze i niewielkie, służące do krojenia ingrediencji nożyki. Z boku, nad dużym, okrągłym palnikiem, zawieszony jest miedziany kocioł numer pięć – przydatny do masowej produkcji antidotów czy lekarstw.
Okna zostały przesłonięte ciężkimi materiałowymi zasłonami, gdyż niektóre z przygotowywanych tutaj specyfików muszą dojrzewać w ciemnościach. Alchemicy pracują przy blasku świec, zazwyczaj samotnie, spędzając całe dnie w oparach bulgoczących cicho wywarów.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pracownia alchemika - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


| 7.01

Burza dobiegła końca razem z anomaliami. Pierwsze dni były dla Charlie jak piękny sen, kiedy mogła spojrzeć w niebo i pierwszy raz ujrzeć tam nie ciężkie, ciemne chmury, na których nieprzerwanie pojawiały się zygzaki złowrogich błyskawic, a normalne niebo. Cudownie było nie słyszeć rano grzmotów i dudniącej o parapet ulewy. Równie przyjemne było wzięcie do ręki różdżki i pierwsze nieśmiałe próby używania czarów, po których nie następowały żadne anomalie. Zakonowi Feniksa udało się ocalić świat, a Charlie była z nich bardzo dumna.
Niestety, mimo tego niewątpliwie radosnego wydarzenia, jakim było zażegnanie anomalii, nie dało się zapomnieć o tym, że nie były one jedynym problemem. Że choć jedno niebezpieczeństwo było za nimi, wciąż istniało inne, a wojna wdzierała się w coraz więcej miejsc, nawet do Munga, choć mogłoby się wydawać, że szpital jest miejscem mocno neutralnym i apolitycznym, w końcu leczono tu wszystkich bez względu na pochodzenie. Również po nowym roku
Przychodząc do pracy tego dnia, wczesnym rankiem, przeżyła niemiły szok, gdy dowiedziała się, że jedna z jej współpracowniczek, z którą zawsze miała dobry kontakt, bo w podobnym czasie zaczynały i kończyły kurs, została zwolniona w trybie natychmiastowym. „Podobno okradała zapasy składników i została nakryta na wynoszeniu pod szatą pakunku pełnego drogich ingrediencji”, usłyszała od innej koleżanki, ale nie wierzyła w taką wersję wydarzeń. Zwolniona koleżanka była mugolaczką opowiadającą się za prawami mugolaków i mugoli, więc choć nikt nie powiedział tego głośno, Charlie domyśliła się, że oskarżenie o kradzież mogło zostać sfabrykowane i alchemiczka padła ofiarą uprzedzeń i dyskryminacji, i że jej losy wkrótce mogło podzielić więcej pracowników mugolskiego pochodzenia, którzy dla obecnego ładu byli niewygodni. Nie miała dość odwagi, by głośno protestować, choć swoje w duchu myślała. Jednak bardzo zależało jej na tej pracy i na możliwości pomagania potrzebującym, więc rozsądnie wolała siedzieć cicho i się nie wychylać, a wciąż robić swoje i pomagać tak, jak tylko mogła. Nikomu nie zdoła pomóc jeśli będzie podskakiwać i narażać się bez wyraźnej potrzeby. Była półkrwi, a choć żadne z jej rodziców nie było mugolakiem ani tym bardziej mugolem, nie miała czystego statusu, ale w podobnej sytuacji znajdowała się większość społeczeństwa, i nawet Malfoy nie mógł pozwolić sobie na zwolnienie każdego, kto nie miał idealnie czystej krwi. Próbowała się pocieszać tą myślą, by pozbyć się lęku o to, że również może stracić posadę, która tak wiele dla niej znaczyła i dzięki której mogła wykorzystywać swoje umiejętności w dobrych i jak najbardziej altruistycznych celach.
Choć wciąż czuła w sercu gorycz i smutek, że uzdolniona alchemiczka została potraktowana w taki sposób tylko z powodu urodzenia (bo musiało chodzić o krew, o nic więcej), postanowiła skupić się na pracy. Nawet jeśli sprawiedliwości w ich świecie jeszcze długo nie miało być, nadal można było robić inne, mniejsze rzeczy, dzięki którym codzienność mogła być odrobinę bardziej znośna. Charlie właśnie taką osobą była – pozornie była członkiem szarej masy, stała z tyłu, w cieniu, nie robiąc rzeczy wielkich, szumnych i bohaterskich, nie była z innymi Zakonnikami w Azkabanie, ale starała się czynić drobne dobre gesty na miarę swoich możliwości i talentów. Przygotowywała mikstury dla organizacji, a także dla szpitala, by uzdrowiciele z ich pomocą mogli leczyć chorych i rannych czarodziejów.
Wciąż jednak przyjemnym zaskoczeniem było to, że uzdrowiciele już nie przychodzili po eliksiry dla ofiar anomalii, a więc odpadła spora część roboty ciążącej na barkach alchemików w ubiegłych miesiącach. W pierwszych dniach pracy w nowym roku to było niemal dziwaczne uczucie i czuła się niemal leniwie, mając do warzenia jedynie mikstury dla zwykłych przypadków, nie noszących znamion anomalii, czy to magicznych czy pogodowych. Nadal jednak nie można było powiedzieć, by spędzała czas bezczynnie.
Ale jako, że wraz z końcem anomalii nie zniknął śnieg i zamarznięty deszcz, na oddziale wypadków przedmiotowych, a na tym przyszło jej pracować wczoraj i dzisiaj, pojawiło się sporo przypadków stłuczeń, skręceń i złamań powstałych podczas przemieszczania się po oblodzonych chodnikach i ścieżkach. Sama rano musiała iść bardzo ostrożnie, by nie stracić równowagi i się nie wywrócić, a kilka razy była tego bliska. No i było naprawdę okropnie zimno, ale w porównaniu z tym, jak wyglądała pogoda w listopadzie i grudniu, przyjmowała z wdzięcznością wszystko, co było normalnym przejawem zimy, a nie niebezpieczną anomalią.
Zawiązała na zaplecionych w warkocz włosach chustkę. Chwilę temu skończyła porządkować stanowisko alchemiczne i przygotowywać je do pracy, kiedy do stale przesyconego wonią ingrediencji pomieszczenia wsunęła się jedna z jej znajomych uzdrowicielek z oddziału wypadków przedmiotowych, panna Edwards.
- O, Charlie? Jak zwykle niezawodna, jeśli chodzi o wczesne przychodzenie do pracy – rzekła wyraźnie ucieszona uzdrowicielka, jednak alchemiczka wiedziała, że kobieta nie przyszła tu tylko na pogawędki; jej pojawienie się zwiastowało pracę.
- Niech zgadnę, kolejny połamany nieszczęśnik? – spytała, przygładzając fartuszek i podchodząc do półek, by sprawdzić, jak wyglądał stan eliksirów na samym początku dnia i ile fiolek zostało z dni poprzednich; bez wątpienia niektóre eliksiry schodziły dużo szybciej niż inne, ale nie było najgorzej, choć najbardziej podstawowych mikstur było mało, uzdrowiciele zdążyli je już spożytkować.
- Nieszczęśnicy. Na razie trzech, którzy spieszyli się rano do pracy i zlekceważyli zagrożenie ze strony ukrytego pod śniegiem lodu, ale jest jeszcze wcześnie, więc do końca dnia na pewno ich przybędzie – poprawiła ją uzdrowicielka. – Poza tym poparzenie magicznymi fajerwerkami, ktoś najwyraźniej nadal hucznie świętuje nadejście nowego roku i koniec tych okropnych anomalii. Tak więc na początek dnia parę niefortunnych upadków i złamań, kilka odmrożeń, bo niektórzy wciąż zapominają że w takie mrozy należy się bardzo starannie ubrać... – w tym momencie uzdrowicielka urwała, rozejrzała się i ściszyła głos: - I przypadek dość paskudnego pobicia, do którego mogło dojść jeszcze wczoraj wieczorem lub w nocy, ale ranny dopiero rankiem zdołał dotrzeć na oddział. To młody chłopak mugolskiego pochodzenia.
Charlie wiedziała, że uzdrowicielka Edwards, która sama była czarownicą półkrwi i miała babcię mugolkę, starała się nadal traktować wszystkich równo i nie był jej obojętny los uciskanych mugolaków. Poczuła jednak nieprzyjemny dreszcz i na moment przerwała liczenie eliksirów. Musiała jednak przygotować się na to, że jeszcze nie raz usłyszy podobne informacje. O mugolakach w najlepszym przypadku pobitych lub porażonych jakimś złośliwym urokiem, w gorszym czarnomagiczną klątwą, a w najgorszym zaginionych lub martwych. Musiała zacząć się uodparniać, zwłaszcza po zaginięciu swojej siostry, która wciąż nie wróciła do domu.
- Czy użyto wobec niego czarnej magii? – zapytała z przestrachem.
- Na szczęście nie. Wtedy pewnie trafiłby na oddział urazów pozaklęciowych. Ma jednak kilka złamań i dużo stłuczeń oraz rozcięć. Możliwe że padł ofiarą innych młodych ludzi, zafascynowanych pewnymi... ideami. – Uzdrowicielka wyraźnie się skrzywiła, a choć były same, wciąż mówiła bardzo cicho i ostrożnie. Charlie również się skrzywiła, ale zarazem jej ulżyło, bo wiedziała, że najgroźniejsi zwolennicy idei czystej krwi nie ograniczyliby się do pobicia mugolaka ani rzucenia na niego kilku uroków. Jeśli ten miałby szczęście przeżyć, wylądowałby tu z całą kolekcją czarnomagicznych zranień. Wciąż pamiętała, jak kończyli niektórzy Zakonnicy walczący przy anomaliach. To musieli być fanatycy, którzy (jeszcze?) nie skalali się czarną magią, ale mogło to być kwestią czasu. Niestety. – Udzieliłam mu już najpotrzebniejszej pomocy, poskładałam go, a moi stażyści zajmują się ofiarami pechowych upadków. Ale potrzebuję eliksirów, które uzupełnią terapię zaklęciową.
- Mam jeszcze trochę wywaru ze szczuroszczeta, maści z wodnej gwiazdy oraz maści na siniaki, a także pasty na odmrożenia, bo wczoraj przygotowałam jej trochę więcej, biorąc pod uwagę jak bardzo jest zimno. Trochę eliksiru przeciwbólowego też się znajdzie, ale widzę, że znieczulającego została ostatnia fiolka – powiedziała Charlie, sięgając po odpowiednie słoiczki. – Czy to wystarczy? Jeśli nie, mogę zaraz uwarzyć więcej. Powiedz mi tylko, czego najbardziej potrzebujesz, co jest najpilniejsze.
- O tak, na pewno przyda się więcej przeciwbólowych i znieczulających. I więcej maści. Wezmę też fiolkę eliksiru słodkiego snu dla tego biedaka, wygląda jakby bardzo go potrzebował po tym, co mu się przydarzyło. Na razie po prostu zabiorę to, co jest i niedługo wpadnę po więcej, jeśli tego nie wystarczy by pozbyć się bólu i resztek zranień.
Tak więc uzdrowicielka wzięła kilka słoiczków różnych maści i trochę eliksiru przeciwbólowego, po czym szybko wyszła, wracając do swoich pacjentów, od których oderwała się tylko na chwilę, ale obowiązki wzywały. Praca nie sprzyjała pogaduszkom nawet po zakończeniu piekła anomalii. Charlie także nie zamierzała próżnować, więc gdy tylko została sama (choć pewnie wkrótce pojawi się jeszcze jakiś alchemik) od razu wypełniła najbliższy kociołek wodą i zaczęła ją podgrzewać, w międzyczasie siekając składniki. Starannie pokroiła listki gryfonii oraz moly, nie zapomniała też o kolcach jeżozwierza, uważając by nie dodać ich za dużo. Po odczekaniu odpowiedniej ilości czasu dodała piórka memortka, a także płatki ciemiernika. Niedługo później pierwsze porcje eliksiru znieczulającego były gotowe, choć była przekonana, że w ciągu dzisiejszego dnia na pewno tyle nie wystarczy. Później dorobiła więcej maści z wodnej gwiazdy, maści na siniaki, wywaru ze szczuroszczeta, pasty na odmrożenia oraz na poparzenia. Pracowała bardzo rzetelnie i systematycznie, a gdy nadeszła druga alchemiczka, podzieliły się obowiązkami. Uzdrowicielka Edwards rzeczywiście przyszła po jeszcze kilka mikstur, w biegu mówiąc, że właśnie przyszły kolejne dwie osoby z uszkodzonymi przy poślizgnięciu odnóżami, a także matka z dzieckiem, które odmroziło sobie uszy podczas zabawy na dworze. Oprócz niej do pracowni alchemicznej przyszło też paru innych uzdrowicieli, którzy również potrzebowali lekarstw dla swoich pacjentów. Charlie wydzielała im gotowe eliksiry, a także zapisywała na kartce to, co jeszcze należało zrobić i wykonywała to w następnej kolejności.
Tak minęła jej reszta dnia, podczas którego skupiła się na pracy i starała się nie myśleć zbyt wiele o zwolnionej koleżance ani pobitym mugolaku, bo myśli te budziły w niej zbyt wiele przygnębienia, zmartwienia i smutku. Najlepszym lekarstwem na te uczucia było pogrążenie się w pracy. To dzięki niej czuła się potrzebna i dokonywała drobnych aktów dobroci w codziennym życiu.

| zt.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton

Powrót do góry Go down

2 sierpnia 1957 roku

Wczorajszy dzień zdawał się przewrócić karierę panny Burroughs do góry nogami. Nie spodziewała się takiej szansy ze strony wybitnego profesora alchemii, do tej pory nie wierząc w jej prawdziwość. Od najmłodszych lat marzyła o wielkich, alchemicznych osiągnięciach oraz poznania wszystkich, nawet najmniejszych tajemnic powiązanych z eliksirami. Skrupulatnie przykładała się do nauki wpierw w szkolnych murach, następnie na kursie alchemicznym by finalnie samodzielnie zabrać się za poszerzanie swojej wiedzy. Nadszedł jednak moment, kiedy potrzebowała odpowiedniego przewodnictwa. Kogoś, kto wyjawi jej eliksilarne sekrety oraz wskaże dalszą drogę; kogoś, kto zaznajomi ją również z naukowymi tajemnicami powiązanymi z prowadzeniem badań nad eliksirami. Poszukiwania odpowiedniego nauczyciela nie były jednak łatwe. Większość nauczycieli chętnych udzielać lekcji była na poziomie równym, bądź niższym od jej poziomu, a wybitni czarodzieje rzadko chętni byli dzielić się wiedzą. I to zapewne dlatego eteryczna alchemiczka nie była w stanie w pełni uwierzyć w prawdziwość złożonej propozycji. Doskonale wiedziała, że była to szansa jedna na milion; że drugi raz nie otrzyma podobnej propozycji, której nie mogła i wcale nie chciała odrzucić. Praca w szpitalu od dłuższego czasu nie przynosiła jej satysfakcji, współpracownicy nie należeli do najmilszych i Frances miała wiadomość, że w tym otoczeniu raczej więcej nie będzie mogła się rozwinąć. Nie chciała skończyć jak jej przełożony - wypalony, z marzeniami pogrzebanymi pod obowiązkami, wyprany ze wszelkich kolorów.
Dzisiejszy dzień pracy w szpitalu miał być jej ostatnim. Jak zawsze punktualnie przekroczyła szpitalne progi, swoje kroki kierując wprost do biura swojego przełożonego. Nie chciała zwlekać z przekazaniem wypowiedzenia, zwłaszcza, że już jutro z samego rana musiała stawić się w pracowni pana Lacework, by rozpocząć praktyki pod jego okiem. Sam przełożony zapewne również musiał zmienić grafik na najbliższe dni, i panna Burroughs nie chciała przysparzać więcej problemów. Ostrożnie zapukała do wielkich, dębowych drzwi.
- Dzień dobry, panie Abbelworn! - Przywitała się, gdy tylko przekroczyła próg jego biura. Delikatny uśmiech pojawił się na jego buzi, gdy zrobiła kilka kroków w kierunku biurka mężczyzny. Nie usiadła jednak na jednym z krzeseł ustawionych przed nim. - Rozmawiałam wczoraj z profesorem Lacework, zaoferował mi posadę jego asystentki, w związku z tym chciałabym złożyć wypowiedzenie. - Zaczęła, układając podpisany przez siebie dokument na biurku mężczyzny. Spisała w nim wszystkie informacje, jakie były potrzebne. Frances zamieniła jeszcze kilka słów z przełożonym, po czym ruszyła do przydzielonego dzisiaj piętra, by po raz ostatni przyrządzić eliksiry w szpitalnych ścianach. I jeszcze nim dzień pracy dobiegł do końca, pan Abbelworn przyszedł po eteryczne dziewczę, by razem z nią udać się do dyrektora szpitala oraz dopełnić wszystkich formalności, powiązanych z zakończeniem pracy w państwowej placówce.
Kolejny rozdział, dobiegł końca.

| zt.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Pracownia alchemika

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach