Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pracownia alchemika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Pracownia alchemika   30.03.15 23:59

Pracownia alchemika

Obszerne, skryte w półmroku pomieszczenie, w którym pracuje jeden z zatrudnianych przez Munga alchemików. Znajdujące się w nim obszerne, strzeliste regały mieszczą niezliczone zakurzone woluminy, słoje czy buteleczki różnych kształtów i kolorów. Na mocnym, dębowym stole ustawionym w centrum ulokowane zostały kociołki mniejszych rozmiarów, stojaki na drobne, kryształowe fiolki czy moździerze i niewielkie, służące do krojenia ingrediencji nożyki. Z boku, nad dużym, okrągłym palnikiem, zawieszony jest miedziany kocioł numer pięć – przydatny do masowej produkcji antidotów czy lekarstw.
Okna zostały przesłonięte ciężkimi materiałowymi zasłonami, gdyż niektóre z przygotowywanych tutaj specyfików muszą dojrzewać w ciemnościach. Alchemicy pracują przy blasku świec, zazwyczaj samotnie, spędzając całe dnie w oparach bulgoczących cicho wywarów.


Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape https://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 https://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 https://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 https://www.morsmordre.net/t5326-skrytka-nr-1322#119181 https://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Zawód : Alchemik
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   13.07.18 12:01

12.08

Nie miał czasu do stracenia. Jak tylko dotarli do domu profesor Bagshot, Cyrus pożegnał się ze wszystkimi. Nie mógł zostać na herbatce ani innych pogawędkach - zebrane z katedry Świętego Pawła łupy nie mogłyby trwać w prowizorycznych opakowaniach całe życie. Snape udał się czym prędzej do Błędnego Rycerza modląc się w duchu, żeby dojechać do szpitala na czas. Od razu odrzucił swoją niewielką pracownię, bowiem nie posiadał tam wszystkich specjalistycznych sprzętów, jakimi dysponował Święty Mung. Znał tam przecież kilku alchemików, na pewno uda mu się załatwić prywatność podczas przeprowadzania testów na zagadkowej mazi oraz równie dziwnym pyle zamkniętym w materiale w kieszeni.
Autobus mknął zatrważająco szybko między uliczkami wielu miast, a alchemikowi zbierało się na wymioty. Walczył dzielnie z grawitacją, lecz ręce od trzymania się rur to go aż bolały. Niestety nie mógł nic na to poradzić, zresztą dotarcie jak najszybciej na miejsce było priorytetem mężczyzny. Odczuł ulgę, kiedy Cyrus dotarł na interesującą go stację. Przytrzymał się metalu latarni niemal zwracając całą zawartość żołądka na chodnik, jednakże powstrzymał się w porę. Potrząsnął głową, po czym żwawym krokiem skierował się do wnętrza budynku.
Chwilę poplątał się na korytarzach i piętrach, aż wreszcie odnalazł jednego z dobrych znajomych jeszcze z czasów kursu. Wprowadził go w temat mocno oględnie, lecz wystarczająco, żeby czarodziej pożyczył mu klucze do pracowni. Snape podziękował mu dość wylewnie jak na niego, po czym skierował się na pierwsze piętro. Na szczęście nie musiał pokonać zbyt wielu schodów.
Pewnym siebie ruchem otworzył drzwi, zamykając się w pokoju od środka, bowiem nie potrzebował żadnych wścibskich oczu nieproszonych gości. Rozebrał się z peleryny i ostrożnie sięgnął po pudełeczko wypełnione niecodzienną, ciemną mazią. Przełożył ją starannie do czystego, szklanego oraz uprzednio zważonego naczynia, gdzie miała tkwić oraz czekać jeszcze chwilkę na swoją kolej. Tak samo zrobił z pyłem, który przesypał do większej zlewki. Proces dowiadywania się prawdy rozpoczął od smolistej cieczy, wyglądającej niepokojąco.
Najpierw przeanalizował ją pod kątem lepkości oraz gęstości, kolorów obejmujących również ewentualny połysk. Wszystkie cechy fizyczne, włącznie z wagą zanotował szybko na pergaminie. Dopiero wtedy mógł rozpocząć analizę pod kątem chemicznym. Sprawdził, jak niewielka ilość zachowywała się w kontakcie z wodą, roztworem kwaśnym oraz zasadowym, a także oleistym, dodał niewielką jej ilość również do wywaru na smoczą ospę. Cyrus chciał zaobserwować wynik kontaktu tej mazi z czymś, co ma leczyć, jednakże na oddziale urazów magizoologicznych widniały raptem określone rodzaje mikstur. Żałował, że nie mógł uświadczyć tutaj trucizn, jednakże sam również żadnej nie posiadał. Przydałoby się jeszcze zmierzyć temperaturę wrzenia oraz topnienia, a także szereg innych parametrów, jednakże na razie zdecydował się na takie właśnie działania nie wiedząc na ile mu tej cieczy wystarczy.




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   13.07.18 12:01

The member 'Cyrus Snape' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 20


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   19.07.18 16:39

Cyrus uważnie zbadał pobraną maź, zmierzone parametry nie wskazywały na żadną znaną mu substancję, przypominały nieco ludzką wydzieliny żołądkowe, ale z całą pewnością nimi nie były. Dodane do smoczej łzy zabarwiły eliksir na czarno i z całą pewnością pozbawiły go jego właściwości. Barwa i gęsta konsystencja przywodziły na myśl czarną magię, dogłębniejsze badania wykonane przez Cyrusa to potwierdziły: w śluzie znajdowały się żywe cząstki czarnej magii. Odkrycie ich w miejscu będącym przecież uleczoną anomalią było niemożliwe - Cyrus studiował pergaminy zapisane przez Bathildę, rozumiał sposób naprawy anomalii: ich sens uwzględniał ostateczne pozbycie się dziwnych nieprawidłowości. A substancja, którą miał przed sobą jasno wskazywała na to, że stało się inaczej. W dawnym miejscu anomalii wciąż aktywna była czarna magia. Wasze starania w uleczeniu anomalii okazały się nieskuteczne. Bathilda musiała poznać wyniki tych badań.

Do przebadania pozostał pobrany z katedry kurz.


Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape https://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 https://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 https://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 https://www.morsmordre.net/t5326-skrytka-nr-1322#119181 https://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Zawód : Alchemik
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   25.07.18 15:40

To było interesujące. Nawet bardzo. Cyrus ześwirował na punkcie badanej substancji, ponieważ eksperymenty doprowadzały do konkretnych wniosków. Innych, niż się spodziewał, chociaż ostatnimi czasy Snape wolał niczego nie zakładać z góry. Najczęściej jego przemyślenia okazywały się niewarte nawet knuta. Zatem przestał dorabiać sobie teorie do zastanych wniosków. Alchemik koncentrował się na faktach, jednakże te leżące przed nim na drewnianym stole wyglądały na nieprawdopodobne. Tajemnicza, czarna maź była mało gęsta, za to lepka jak sok żołądkowy. Kwas. Od razu wpadł na takie właściwości po przeprowadzeniu wszystkich niezbędnych do interpretacji testów.
Sprawdzian mający na celu wrzucić odrobinę śluzu do eliksiru uzdrawiającego dał większy obraz na sprawę. Patrzył bezradnie jak mikstura traciła swą wartość zamieniając się w wodę zabarwioną na czarno. Paskudztwo. Cyrus nachylił się nad misą intensywnie przyglądając się zarówno utopioną w cieszy mazią jak i tą przełożoną do szklanego naczynia, jeszcze niezanalizowaną. Dostrzegłszy drobinki żywej, czystej czarnej magii zaskoczyło go i przeraziło jednocześnie. Z łoskotem odłożył na blat oba naczynia i otworzył szerzej oczy.
Wyniki nie miały żadnego logicznego sensu. Nie, w zestawieniu z wiedzą jaką Zakonnicy posiedli od profesor Bagshot. Po naprawieniu anomalii w katedrze nie powinno ich tam być. Z drugiej strony zakłócenia magii dziwnie ustały, kiedy zabrali Piersa z kościoła. Mężczyźnie tak się wydawało kiedy obrócił się przez ramię spoglądając na budynek. To chłopiec mógł być kluczem do zrozumienia sensu tego niecodziennego zjawiska. Uzdrowiciele w Zakonie na pewno zajęli się nim odpowiednio i dojdą do rozwiązania.
Przed Cyrusem stało bowiem kolejne zadanie. Przeanalizowanie ciemnego kurzu dziwnie osiadającego na przedmiotach. Mienił się, co Snape zanotował. Zważył też naczynie z substancją. Podłożył ją pod mikroskop chcąc zbadać jej cząsteczki. Polał odczynnikami, jakie miał na stanie. Odczyn raczej był kwaśny, lecz wymagało to dokładniejszej analizy. Reakcja z wodą, reakcja z tłuszczem, aż wreszcie reakcja z kolejną porcją smoczej łzy. Alchemik podejrzewał, że odczyty będą podobne co w przypadku niebezpiecznego, czarnomagicznego śluzu. Na koniec postanowił niewielką część proszku podpalić ciekaw jak ten zachowa się w starciu nie tylko z wodą, lecz również ogniem. Jako palący mugolak miał przy sobie zapałki. Wszakże nie czarował w szpitalu, nie wiedział nawet, że był on wolny od wpływu anomalii.




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   25.07.18 15:40

The member 'Cyrus Snape' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 93


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   30.07.18 13:09

Cyrus po raz kolejny musiał się zdumieć - czarny pył niczym nie przypominał śluzu, był wręcz jego odwrotnością. Był magicznym popiołem pozostawionym po błysku zaklęć, drobiny, które się w nim mieniły, okazały się, odmiennie, najczystszą białą magią - niewątpliwie mogły się zrodzić tylko tam, gdzie znajdowało się duże jej skupisko. Być może miało to związek z okiełznaniem jej mocy przy pomocy białej magii - trudno powiedzieć, Cyrus bez wątpienia nigdy nie widział czegoś podobnego. Widocznie proces usuwania anomalii musiał wyzwolić skutki uboczne, których efektem okazał się ów pył.
Alchemik zdecydował się spróbować go podpalić - i ku jego zdziwieniu dostrzegł, że drobiny wydają się charakteryzować niezwykłą odpornością na ogień. Dalsze badania, mające uzasadnić, skąd ta przedziwna odporność, przyniosły wnioski jeszcze dziwniejsze - jako alchemik doskonale rozpoznawał ingrediencje alchemiczne. Smocze łuski cechowały się silną magiczną mocą - nie mógł mieć wątpliwości, że ich drobiny również znajdowały się w pyle. I był całkowicie pewien, że smoki bezpośrednio ani nie znajdowały się w katedrze, ani nie brały udziału w naprawianiu anomalii.

Bathilda zapewne powinna chciałaby poznać wyniki tych badań, powinieneś ją odwiedzić. Na odpis masz 24h - możesz już pisać w domu Bathildy.


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/33
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   13.09.18 15:10

| 25.08?

Pojawiła się w pracy z samego rana, wchodząc do Munga sporo czasu przed rozpoczęciem godzin odwiedzin – a więc kiedy panował jeszcze względny spokój, pomijając przychodzących pracowników (także tych z oddziałów ministerstwa ulokowanych na ostatnim piętrze) oraz pierwszych porannych pacjentów. Ledwie zaczął się dzień a w poczekalni już zaczynały się kłębić pierwsze przypadki, z których część na pewno stanowiły skutki anomalii. Tych od pierwszego maja nie brakowało, w końcu teraz tak łatwo było doznać urazu nawet podczas rzucania prostych zaklęć codziennego użytku.
Dzisiejszego dnia dostała przydział na oddziale urazów magizoologicznych, więc udała się do pracowni alchemicznej na pierwszym piętrze. Była przyzwyczajona do częstych roszad i pracy na różnych oddziałach, ale wszystkie pracownie wyglądały niemal tak samo i były podobnie wyposażone, więc było jej właściwie wszystko jedno, gdzie pracowała, bo po wejściu i tak stawała nad kociołkiem i aż do końca swojego dnia pracy z przerwami na złapanie chwili oddechu warzyła mikstury. Pracowała też z różnymi alchemikami bądź stażystami, ale teraz, z racji wciąż bardzo wczesnej pory, jeszcze była sama, choć pewnie wkrótce miało się to zmienić.
Podeszła do jednego ze stanowisk dla alchemików, zamierzając zacząć od ogarnięcia sobie stanowiska pracy. Spojrzała też na półki z już uwarzonymi miksturami, by zobaczyć, jakie eliksiry jeszcze były na stanie, a w których były braki wymagające możliwie szybkiego połatania. Na szczęście zapotrzebowanie na eliksiry nie było w tym momencie tak mocno naglące, jak na początku maja oraz pod koniec czerwca, po pożarze ministerstwa, ale wciąż należało dbać o zapasy, jednocześnie pamiętając o tym, że każdy oddział miał swoją specyfikę i nieco inne zapotrzebowanie. Ofiary anomalii obecnie najczęściej trafiały na piętro urazów pozaklęciowych, na oddziale chorób magizoologicznych spodziewała się raczej pogryzień i rozmaitych innych urazów powodowanych przez zwierzęta, choć i na nie wpływały anomalie.
Odnalazła przytwierdzoną w widocznym miejscu wczorajszą listę zapotrzebowania, sprawdzając, czy wszystkie eliksiry z niej zostały uwarzone. Póki nie pojawią się uzdrowiciele zgłaszający nowe potrzeby, postanowiła zacząć od pouzupełniania braków w podstawowych eliksirach leczących rany, uzupełniających krew i tym podobnych. Te zawsze się przydawały.
W pracowni póki co panowała cisza, więc Charlie wypełniła wodą kociołek i ustawiła nad płomykiem, a potem sięgnęła do szafki z ingrediencjami, szukając tego, co miało być jej potrzebne.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Aldrich McKinnon
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4821-aldrich-mckinnon https://www.morsmordre.net/t5110-poczta-aldricha https://www.morsmordre.net/t4830-al-mckinnon https://www.morsmordre.net/f123-earl-s-court-road-17-3 https://www.morsmordre.net/t6054-aldrich-mckinnon
Zawód : uzdrowiciel
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I am and always will be the optimist. The hoper of far-flung hopes and the dreamer of improbable dreams.
OPCM : 8
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 19
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   13.09.18 22:06

ok!

Dzień, jak większość dni pracujących, Aldrich rozpoczął od kawy i paskudnego poczucia, że o czymś zapomniał. Odkąd korzystanie z teleportacji stało się niemożliwe i na wszystko potrzeba było więcej czasu, rzadko kiedy udało mu się wyjść z domu bez towarzystwa tej natrętnej myśli. Prędko zgubiła się ona w natłoku innych, gdy tylko wszedł do szpitala. Chwila, by przebrać się w zielone szaty i już musiał wskoczyć na wysokie obroty, chociaż planowych przyjęć było niewiele, zupełnie jakby zapomniał o jakimś święcie, które obchodzić należy mniejszym natężeniem pracy. Nie zdziwiłoby go to zbytnio – w kotle, w jaki często przeistaczał się etat uzdrowiciela zdarzało mu się zapominać o ważniejszych rzeczach i porządku codziennych spraw. Jak na przykład to, że przypadła jego kolej, by zamówić eliksiry dla oddziału. W pomieszczeniu przeznaczonym dla uzdrowicieli czasem sprzeczano się o tę kolejność, ale Aldrich nie zamierzał oponować, gdyż z gruntu nie miał nic przeciwko wizytom w laboratorium. Zawsze było tam znacznie ciszej niż w innych salach, no i całkiem nieźle dogadywał się z alchemikami zatrudnianymi przez szpital. Ruszył więc dziarsko ku końcowi korytarza, a idąc, nawet zmęczony jak koń po westernie – gwizdał przez zęby. W krew mu weszło, by każdą z rzadko spotykanych w Mungu cisz rozbijać wysokim dźwiękiem jakiejś ludowej melodii, a ponieważ było jeszcze wcześnie, to i cisza jakaś się znalazła.
Anonsując swoje nadejście rześkim refrenem, zapukał do drzwi pracowni alchemicznej i nie czekając na pozwolenie uchylił je, wsuwając głowę w szczelinę.
- Panno Charlie, moje uszanowanie – rozpoznawszy w sylwetce pochylonej nad kociołkiem pannę Leighton, wyszczerzył się nieco przesadnie i wszedł do środka. Chociaż lubił spokój pracowni, to było to pomieszczenie nieco małe jak na jego strzelistą sylwetkę, a w połowie dnia, kiedy w każdym kociołku coś już bulgotało, nieraz robiło się duszno i – uchowaj Merlinie – śmierdząco.
Za każdym razem, gdy zmuszony przez okoliczności do szybkiej wizyty u zapracowanych już alchemików musiał mierzyć się z niedogodnościami ich pracy, na nowo odnajdywał w sobie szacunek do tego zawodu. Między innymi z tej przyczyny szczerze lubił Charlene, chociaż ich znajomość wystartowała po bardzo nierównej drodze.
- Miło cię widzieć, jak zwykle. – zagaił, podchodząc do jej kociołka. Nie obraziłby się, gdyby nie powiedziała mu tego samego – w końcu jego przybycie oznaczało dla niej początek roboty.  – Przychodzę z wątpliwą przyjemnością zrzucenia na ciebie naszych dzisiejszych zamówień. Przede wszystkim potrzebny jest eliksir wiggenowy i pasta na oparzenia.


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/33
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   13.09.18 23:17

Poranek zaczynał się spokojnie, ale Charlie wiedziała, że już niedługo zacznie się większy ruch i zaczną wpadać uzdrowiciele i stażyści z konkretnym zapotrzebowaniem. Tak było codziennie – choć i tak bieganina była w drugiej połowie sierpnia mniejsza, niż początkiem maja i pod koniec czerwca. Wtedy zdarzały się momenty, kiedy była tak przepracowana, że ledwie trzymała się na nogach i prawie robiło jej się słabo, bo nie dojadała i niewiele spała. Teraz nadal było więcej pracy niż jeszcze pół roku temu, w spokojniejszych czasach, ale nie tyle, co w tych dwóch najgorszych momentach.
Rano pracownie były jeszcze dość ciche, choć pewnie za godzinę lub góra dwie będzie tu obecny zwykły gwar, kiedy kilkoro alchemików i stażystów będzie pochylać się nad kotłami przy swoich stanowiskach, a powietrze wypełni różnokolorowa para oraz rozmaite i niestety nie zawsze przyjemne zapachy. O ile zioła często ładnie pachniały, tak woń składników zwierzęcych nie należała do jej ulubionych, ale po pięciu latach pracy tutaj, najpierw na stażu, a potem normalnie jako alchemik, zdążyła do tego przywyknąć i prawie nie zwracać uwagi, chyba że coś szło nie tak i woń była wyjątkowo nieprzyjemna. Nawet doświadczonym alchemikom zdarzały się błędy.
Zarzuciła na siebie szatę alchemika i zapięła ją starannie, następnie przewiązała chustką zaplecione w warkocz włosy, żeby żaden włos nie mógł wpaść do kociołka i zepsuć eliksiru. Ustawiła kociołek, by następnie rozpocząć myszkowanie po szafkach w poszukiwaniu ingrediencji.
Jeszcze nie zaczęła robić mikstury, woda dopiero nabierała temperatury, kiedy usłyszała pukanie, a po chwili do gabinetu wsunął się pierwszy tego dnia uzdrowiciel, Aldrich McKinnon, którego znała nie tylko z Munga, ale wiedziała też, że od pewnego czasu należał do Zakonu Feniksa, widziała go na poprzednim spotkaniu w lipcu. Uśmiechnęła się lekko, choć wiedziała, że na pewno nie pojawił się na pogaduszki, a miał konkretną potrzebę, i co za tym idzie – zadanie dla niej.
- Dzień dobry – przywitała go, przerywając szukanie składników dodatkowych i odwracając się w jego stronę. – Ciebie również. I domyślam się, że przychodzisz przysporzyć mi pracy, ale właśnie po to tu jestem – dodała. Po to tu była - żeby wychodzić na przeciw potrzebom alchemicznym. I nie uważała alchemii za zło konieczne, to była jej pasja. Poza pracą sama dokładała sobie dodatkowych obowiązków, przygotowując mikstury dla przyjaciół z Zakonu.
- Zaraz sprawdzę, czy mamy je jeszcze na stanie z wczoraj, a jak nie, to zaraz zrobię – powiedziała, przechodząc do półek, bo była pewna, że na samym początku, podczas oględzin półek, gdzieś mignęła jej fiolka eliksiru wiggenowego. – Czyżby przypadek poparzeń? Co tym razem, zbłąkany smok czy ogniste kraby? – zastanowiła się. Zapytała o to ze zwykłej ciekawości.
Rzeczywiście, odnalazła fiolkę eliksiru wiggenowego, ale tylko jedną. Maści na poparzenia nie było, jako że wczoraj po południu trafił się skomplikowany przypadek poparzenia pracownika rezerwatu smoków z Peak District i zajmujący się nim uzdrowiciel zabrał resztkę maści.
- Mam na razie tylko jedną fiolkę eliksiru wiggenowego, a maść mogę zaraz uwarzyć. Proszę mi tylko powiedzieć, ile będzie potrzebne? Ilu jest poszkodowanych potrzebujących pilnie dawek tych medykamentów?
Tak czy inaczej koniecznie musiała dorobić więcej i maści, i eliksiru wiggenowego. Te specyfiki schodziły naprawdę szybko.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Aldrich McKinnon
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4821-aldrich-mckinnon https://www.morsmordre.net/t5110-poczta-aldricha https://www.morsmordre.net/t4830-al-mckinnon https://www.morsmordre.net/f123-earl-s-court-road-17-3 https://www.morsmordre.net/t6054-aldrich-mckinnon
Zawód : uzdrowiciel
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I am and always will be the optimist. The hoper of far-flung hopes and the dreamer of improbable dreams.
OPCM : 8
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 19
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   14.09.18 0:36

Odkąd dołączył do Zakonu Feniksa, Aldrich doświadczał niekiedy specyficznego uczucia; pomiędzy tożsamością zawodową niektórych znajomych, a ich działaniem dla organizacji zachodził pewien dysonans, którego nie umiał do końca rozgryźć. W szpitalnych uniformach każdy pracownik Munga stawał się zupełnie inną osobą, następowało przetasowanie priorytetów, trzeba było stosować się do pewnej hierarchii. Aldrich, mimo że był świadom pewnego rozłamu pomiędzy uzdrowicielami a wytwórcami eliksirów dla szpitala, cenił sobie sprawną współpracę uzdrowicieli z alchemikami, wiedząc, że korzystanie z leczniczych maści i eliksirów jest nieodłącznym elementem terapii.
- Bez waszej pracy nikogo nie moglibyśmy stąd wypuścić, a stary Mungo dawno by już runął. – pochwalił Charlie. Pracowała z nim już od kilku lat, a jednak wciąż wydawało mu się, że jest na tyle młoda, iż warto czasem podbudowywać ją podobnymi słowami. A może po prostu wciąż próbował zadośćuczynić jej za masę głupawych żarcików, których kiedyś jej nie szczędził? Zaczął przyglądać się jej sprawnym ruchom. W szkole eliksiry szły mu jako tako, ale nawet w snach nie dałby sobie rady z uwarzeniem wszystkich mikstur, bez których oddział nie mógłby działać. A Charlene jeszcze podchodziła do wszystkiego tak pozytywnie!
- Złoto – powiedział, z radością patrząc na jej entuzjazm. Wielu z uzdrowicieli, z którymi współpracował (a na korytarzach wciąż zdarzało mu się mijać także tych, których mądrości chłonął jeszcze jako stażysta) dawno już wypaliło się zawodowo, nie mogąc udźwignąć ciężaru ciągłego zmęczenia i innych trudności nieuniknionych w zawodzie medyka. Chociaż Aldrich wciąż mocno odczuwał powołanie, które skierowało go przed laty do szpitala, to nie mógł ukrywać, że bywało ciężko. Praca z ludźmi takimi jak Charlene natomiast zawsze była przyjemnością i pozytywnie nastrajała go do nadchodzącego dnia. – Ktoś ci kiedyś powiedział, że z ciebie złoto, nie kobieta? – dokończył z żartobliwą nutą. Oby dzisiaj nie wyczerpała mu się zbyt szybko, ostatnio zdecydowanie za rzadko przemierzał szpital w naprawdę dobrym humorze. Zaraz jednak zreflektował się, wyprostował i odchrząknął, przechodząc dzięki temu nieco bliżej w stronę poważnego pana uzdrowiciela, któremu przyświeca w wizycie u alchemików bardzo jasny cel i nie ma się tu nad czym rozdrabniać.
- Z poparzeniami jest pięcioro, ale żadne nie jest krytycznym przypadkiem. W większości to ofiary krabów, ale u jednego pacjenta wygląda to na jad buchorożca. Doprawdy nie wiem, skąd ludzie biorą tyle sposobów na zrobienie sobie krzywdy. – Aldrich szczerze podziwiał wszechstronność ludzką w tej dziedzinie, ale mimo wszystko był wdzięczny Merlinowi za brak ofiar smoczego ognia na oddziale. Nieraz miał już z nim do czynienia i mógł z całą pewnością orzec, że dobrze obywa się bez podobnych sprawdzianów jego leczniczych umiejętności. – W każdym razie, cztery większe porcje z pewnością wystarczą. Mam na myśli te wasze okrągłe słoiczki, z pewnością wiesz, o które chodzi. Wiggenowego będzie potrzeba znacznie więcej, jakieś dziesięć, dwanaście fiolek, bo zapas nam się wyczerpał, ale z tym nie musisz się spieszyć. Ponadto – w tym miejscu musiał zerknąć na skrywaną dotąd w kieszeni karteczkę, na której dokładnie spisano zapotrzebowanie oddziału. – Tyle samo eliksiru przeciwbólowego, pięć porcji uspokajającego i – zawiesił na chwilę głos. – Przyda się fiolka wywaru ze srebra i dyptamu. Nikt nie spodziewa się ataku wilkołaka, ale takich rzeczy nigdy nie można przewidzieć. – w końcu na kogoś musieli jednak zużyć ostatnią, trzymaną w odwodzie dawkę tego wywaru.
- Dasz radę? – zapytał, zostawiwszy jej chwilę na przyswojenie lawiny informacji, jaką ją zasypał.


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/33
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   14.09.18 16:08

Po dołączeniu do Zakonu Charlie, dotychczas żyjąca głównie swoją pasją, nagle zdała sobie sprawę z podziałów i z tego, że w magicznym społeczeństwie ścierały się zwolennicy dwóch przeciwstawnych wartości. Od tamtego momentu zaczęła się zastanawiać, kto z pracowników Munga może stać po przeciwnej stronie barykady. Bo skoro Zakon miał tutaj całkiem sporo swoich przedstawicieli, to ich przeciwnicy również mogli ich mieć. Poza nimi była też cała masa neutralnych obywateli, którzy pozostawali nieświadomi, tak jak Charlie jeszcze parę miesięcy temu. Dlatego też w kontaktach z osobami nie będącymi w Zakonie była ostrożniejsza i bardziej zachowawcza, zwłaszcza w przypadku ludzi, którzy nie kryli się z konserwatywnymi poglądami.
W pracy pozostawała jednak przede wszystkim alchemiczką Munga i kwestie światopoglądowe schodziły na dalszy plan, zwłaszcza że szpital był miejscem politycznie neutralnym. Tutaj wypełniała powierzone jej obowiązki i robiła swoje. Nie inaczej było dzisiaj; w Mungu Aldrich był w pierwszej kolejności uzdrowicielem, choć niewątpliwie jego sekretna przynależność miała wpływ na to, że Charlie ufała mu bardziej.
Uśmiechnęła się słysząc jego słowa. Wiedziała, że praca alchemików była potrzebna, eliksiry pełniły istotną funkcję w leczeniu wielu urazów, bo nie wszystko można było zaleczyć zaklęciami. Niemniej jednak przyjemnie było być docenioną, choć z racji młodego wieku wciąż była pełna zapału i nie doświadczyła jeszcze tego wypalenia się, które dopadało wielu pracowników o dłuższym stażu. Miała nadzieję, że jej to nigdy nie dopadnie, w końcu pragnęła się rozwijać, a pewnego dnia prócz warzenia gotowych mikstur poczynić kroki w stronę pracy badawczej i stworzenia czegoś własnego.
- To miłe z twojej strony – powiedziała, lekko się rumieniąc.
Wysłuchała jego relacji na temat potrzebujących przypadków.
- To dobrze, wczoraj mieli tu mężczyznę, który został mocno poparzony smoczym ogniem. Jeśli to nie są krytyczne przypadki, to myślę, że nie będą wymagały dużych ilości maści – powiedziała. Jej wiedza o anatomii była podstawowa, ale po tych pięciu latach w Mungu wystarczała, by stwierdzić, że poparzenie przez ogniste kraby nie jest tak poważne, jak poparzenie przez rozzłoszczonego smoka. Nie mówiąc o pożodze, która strawiła ministerstwo. Pod koniec czerwca w Mungu schodziły ogromne ilości pasty na oparzenia, która stanowiła dużą pomoc w doleczaniu pozostałości po czarnomagicznym ogniu. Niemniej jednak rzeczywiście ludzie zawsze znajdowali sposób, by zrobić sobie krzywdę. Niektóre przypadki trafiające do Munga zdradzały oznaki ewidentnej bezmyślności, jakby nie wystarczyło ofiar anomalii, magicznych stworzeń i innych rzeczy.
Odłożyła na bok składniki które przygotowała wcześniej, zanim przyszedł uzdrowiciel, i postanowiła uwarzyć najpierw to, co zlecił jej Aldrich. Woda w kociołku była wciąż czysta i jeszcze nic do niej nie dodała. Z szafki szybko wyjęła składniki niezbędne do uwarzenia pasty na poparzenia i zaczęła dodawać je w określonych odstępach czasowych i kolejności.
- To nie potrwa długo, jeśli chcesz, możesz zaczekać – powiedziała. Maść na poparzenia nie należała do najtrudniejszych eliksirów, nie wymagała też długiego czasu warzenia. – Myślę, że zawartości tego kociołka wystarczy na cztery porcje. Z eliksirem wiggenowym może mi zejść nieco dłużej. Nie uwarzę dwunastu porcji za jednym podejściem, więc mam nadzieję, że nie jest potrzebny bardzo pilnie, a jeśli będzie, wyślij tu stażystę najwcześniej za parę godzin, ewentualnie można pójść na inne piętro by sprawdzić, czy tam nie mają nadmiaru. – Ale każdy oddział miał swoje zapotrzebowanie, więc alchemicy nie zawsze chętnie oddawali fiolki na inne piętra. Również kociołki miały określoną pojemność, a składniki określoną wydajność, dlatego ilość porcji była ograniczona, choć dzięki zaawansowanej wiedzy z zakresu astronomii i alchemii i tak potrafiła uzyskać ich więcej. – Inne rzeczy też uwarzę, choć wydaje mi się, że kilka fiolek eliksiru przeciwbólowego i uspokajającego jeszcze zostało z poprzedniego warzenia. Warzenie większej ilości również swoje potrwa, choć może niedługo ktoś do mnie dołączy, to podzielimy się pracą – dodała, w chwili między dodaniem jednego a drugiego składnika notując sobie eliksiry wymienione przez Aldricha oraz pożądaną ilość porcji. – Wciąż jest bardzo wcześnie. Czyżby od samego rana ludzie mieli problemy z magicznymi stworzeniami, czy to po prostu rutynowa prośba i zapobiegawczość? – zapytała, mieszając w kociołku. Zapobiegawczość była w obecnym czasie słuszna, nie znali dnia ani godziny, kiedy znowu wydarzy się jakaś tragedia. A dzień był wciąż młody, więc eliksiry na pewno zostaną szybko zużyte. Nie wierzyła w to, żeby nie, przed nimi jeszcze tyle godzin, podczas których ktoś może się uszkodzić!




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Aldrich McKinnon
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4821-aldrich-mckinnon https://www.morsmordre.net/t5110-poczta-aldricha https://www.morsmordre.net/t4830-al-mckinnon https://www.morsmordre.net/f123-earl-s-court-road-17-3 https://www.morsmordre.net/t6054-aldrich-mckinnon
Zawód : uzdrowiciel
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I am and always will be the optimist. The hoper of far-flung hopes and the dreamer of improbable dreams.
OPCM : 8
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 19
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   16.09.18 1:23

Oboje mieli to szczęście (a może właśnie nieszczęście?) pracować w miejscu, gdzie niezależnie od pochodzenia i poglądów, liczył się człowiek. Nie mieli prawa pytać o szczegóły, na pierwszy plan zawsze wychodzi priorytet utrzymania życia. W szpitalu nie istnieją żadne barykady, nawet w gronie uzdrowicieli dla spokoju ducha i dobra współpracy lepiej było nie zadawać pytań. Bez komplikacji ideologicznych było już dosyć ciężko. Na wspomnienie ofiary smoczego ognia Aldrich cały się wzdrygnął.
- Tak… – mruknął, odsuwając się nieco, by Charlie miała pełną swobodę ruchów teraz, gdy już się napatoczył i dał jej coś konkretnego do roboty. – Smoczy ogień to paskudna sprawa, zostawia rany, na które nie da się czasem nawet spojrzeć. – a czasem nie zostawia z człowieka nic. Tego jednak nie powiedział na głos, w porę orientując się, że nie jest to coś, co wypada mówić z samego rana Bogu ducha winnej alchemiczce. Nikt zresztą nie powinien wyobrażać sobie, nawet mimowolnie, takich rzeczy. – Co innego same smoki. – dodał po chwili. Jak każdy entuzjasta magicznej fauny, Aldrich miał za sobą okres fascynacji tymi stworzeniami. – Na nie chętnie bym kiedyś popatrzył, ale to nie taka prosta sprawa. – chyba jeszcze całkiem nie minęło mu to zainteresowanie. I trudno się temu dziwić, skoro było ono raczej powszechne, a nawet przeniknęło do świata mugoli pod postacią baśni i legend. Dziwić powinno natomiast, że o głupocie ludzkiej, chorobie nieuleczalnej niestety, nikt jeszcze dzieciom ku przestrodze nie opowiada.
- Poczekam. – nie spieszyło mu się w drogę powrotną, choć zrobiło mu się też głupio. Wyrecytował jej bez żadnego skrępowania zapotrzebowanie mogące wystarczyć na trzy przeciętne dni działania oddziału, być może dając do zrozumienia, że wszystko potrzebne jest na pięć minut temu, a w salach ludzie cierpią przez opieszałość alchemików. Speszony, zaraz pośpieszył z wyjaśnieniem.
- Przezorny zawsze ubezpieczony. – powtórzył jedną z wyznawanych od dawna (a przynajmniej od początku jego uzdrowicielskiej kariery) prawd życiowych, unosząc do góry palec, powtarzając ulubiony gest wszystkich mędrców. Nie żeby uważał się za godnego zaliczenia to tak czcigodnego grona ludzi oświeconych bardziej niż przeciętna wykształcona osoba. Zdarzało się natomiast, że myślał o sobie bardzo krytycznie, szczególnie w ostatnich dniach, gdy często musiał stawiać czoła wielu wyzwaniom, na które nie mógł – podobnie zresztą jak inni uzdrowiciele – się przygotować. – Jak mówiłem, nie ma co się spieszyć, wypada po prostu w końcu uzupełnić zapasy. – nie mogli sobie przecież pozwolić na to, by czegoś tak po prostu zabrakło. Brakowało już uzdrowicieli i ten fakt sprawiał już wystarczająco dużo problemów. Gdyby musieli jeszcze działać bez eliksirów leczniczych, dokonałby się ostatni etap przemiany szpitala w cyrk. Aldrichowi zdarzało się myśleć, że odkąd do Munga przeniesiono niektóre wydziały ministerstwa, równie dobrze ktoś mógł wprowadzić do szpitala słonie i konie w kolorowych kropierzach, zabawa byłaby większa, a chaos ten sam. Jeszcze nie było to aż tak widoczne, ale Aldrich był pewien, że dzień szybko się rozkręci. Na początku swojej kariery cieszył się, gdy trafiał się bardziej wymagający przypadek, ale przez lata napatrzył się już dość na cierpienie chorych i bezradność, jaka czasem wisiała nad uzdrowicielami, że naprawdę nauczył się doceniać względną nudę.
Obracając się w miejscu, by spojrzeć, co Charlene wrzuca teraz do kociołka, nieopatrznie potrącił dłonią jakieś puzderko. Zajrzawszy do środka, ujrzał jakieś zasuszone kwiaty. W mig dotarł do niego ich intensywny słodki aromat.
- Charlie? – odezwał się, przekrzywiając głowę jak zdezorientowany szczeniak. – Co to? Bardzo ładnie pachnie. – poczuł delikatne uczucie wstydu, gdy zadawał to pytanie. Nie powinien aby sam wiedzieć takich rzeczy? W końcu wymagano od niego, by świetnie zdał zielarstwo zanim dostał się na staż uzdrowicielski. Wiedza, nawet ta, którą kiedyś uznawał za najtrwalszą i nie do zapomnienia, tymczasem ulatywała z głowy zupełnie poza jego kontrolą, inne rzeczy okazywały się ważniejsze.


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/33
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   16.09.18 7:41

Dla Charlie pochodzenie nigdy nie miało większego znaczenia. Wychowano ją w duchu tolerancji i wyrozumiałości dla innych, ale wiedziała, że na świecie nie brakowało osób uprzedzonych, nawet w Mungu. Dla niektórych najbardziej liczyła się czystość krwi, choć w imię poprawności leczono każdego.
- Kiedy byłam nastolatką, ojciec zabrał mnie kiedyś w wakacje do rezerwatu smoków – odezwała się. – Moi rodzice pasjonują się magizoologią, matka swego czasu warzyła eliksiry na zamówienia od rezerwatów magicznych stworzeń – powiedziała. Jej matka była dobrą alchemiczką, warzyła eliksiry na domowe potrzeby oraz na zamówienia głównie od znajomych oraz ich znajomych, którym ją polecono, ale czasem też instytucji, kiedy te potrzebowały alchemicznych eliksirów, a nie mieli akurat pod ręką własnego alchemika. Ojciec natomiast często z racji pracy sprawdzał działanie rezerwatów, więc Charlie w młodszym wieku trochę ich odwiedziła, i dzięki rodzicom jej wiedza o stworzeniach była ponadprzeciętna. Widziała swego czasu smoki, mogąc na nie spojrzeć z bezpiecznego obserwatorium, a także jednorożce i inne ciekawe stworzenia. – Ale przyznaję, smoczy ogień to paskudna sprawa. Lepiej na te zwierzęta popatrzeć z daleka.
Uśmiechnęła się lekko pod nosem, jednocześnie krzątając się przy oporządzaniu składników. Potem zaczęła warzyć eliksir, miała jednak na tyle podzielną uwagę, że mogła kontynuować rozmowę, choć czasem milkła na kilka chwil, gdy akurat musiała się skupić.
- Masz rację – przyznała. Zawsze lepiej było być przygotowanym na ewentualne komplikacje, zwłaszcza w takich czasach. – Zawsze dbam o to, żeby zapasy były uzupełnione i żeby półki nie stały puste. Ale każdego dnia są tu inni alchemicy, ja sama pracuję często na różnych oddziałach, nie tylko tutaj. No i po eliksiry często ktoś przychodzi, stażyści zabierają fiolki i czasem nawet prawie nie zauważamy, kiedy cały zapasik danego eliksiru się kończy i znów trzeba przygotować świeży.
Ta praca nigdy się nie kończyła, nie w tych czasach. Ciężko było o chwilę wytchnienia, bo zapotrzebowanie na eliksiry było spore, i dużo różnych trzeba było uwarzyć. Teraz było wcześnie rano, więc na półkach stały jeszcze niewykorzystane resztki z poprzednich dni, a dzisiaj pracujący alchemicy mieli uwarzyć więcej, przede wszystkim to, w czym były braki. Tym bardziej dotkliwe, kiedy brakowało uzdrowicieli, a nie było ich znowu aż tak wielu, mimo że tego lata przyszli nowi stażyści, kiedy zakończył się kolejny rok w Hogwarcie. Trafili na trudny początek swojej nauki i pracy. Z tej perspektywy Charlie aż zatęskniła za tymi dniami, kiedy niewiele się działo. Dawniej takie bywały, od maja tego roku niekoniecznie.
Dodała do kociołka serce eliksiru, ogniste nasiona. Nie zapomniała też o dobraniu odpowiedniej ilości dodatkowych składników roślinnych i zwierzęcych oraz o mieszaniu wywaru w odpowiednich odstępach czasowych.
Usłyszała cichy trzask i zerknęła w stronę Aldricha, który niechcący zrzucił z półki pudełeczko z zasuszonymi kwiatami.
- To płatki ciemiernika – powiedziała, zerkając do pudełka, rozbawiona ciekawością Aldricha. – Główny składnik eliksiru przeciwbólowego i znieczulającego, a także nalewki ciemiernikowej. – Jako uzdrowiciel na pewno znał te specyfiki, choć nie musiał znać się na wszystkich ingrediencjach. W końcu uzdrowiciele byli od leczenia pacjentów, a warzenie leczniczych mikstur było rolą alchemików, którzy przechodzili odrębny kurs. Charlie nie znała więc szczegółowej anatomii, bo dla jej pracy istotne były tylko podstawy, musiała za to biegle opanować astronomię, bo znajomość rozkładu ciał niebieskich odgrywała pewną rolę w warzeniu mikstur oraz wpływaniu na ich moc, by dało się uzyskać więcej porcji z jednego serca.
Po dodaniu ostatniego składnika zamieszała wywar jeszcze kilka razy, po czym zgasiła płomyk pod kociołkiem.
- Gotowe – rzekła, szukając odpowiednich słoiczków na maść. – Zaraz przeleję ją do słoiczków, jak zgęstnieje i wystygnie, będzie gotowa do użycia.
Tak też zrobiła. Już po chwili intensywnie pomarańczowa maść stygła i gęstniała w słoiczkach, a Charlie czyściła kociołek, po czym zaczęła szukać składników na eliksir wiggenowy.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Aldrich McKinnon
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4821-aldrich-mckinnon https://www.morsmordre.net/t5110-poczta-aldricha https://www.morsmordre.net/t4830-al-mckinnon https://www.morsmordre.net/f123-earl-s-court-road-17-3 https://www.morsmordre.net/t6054-aldrich-mckinnon
Zawód : uzdrowiciel
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I am and always will be the optimist. The hoper of far-flung hopes and the dreamer of improbable dreams.
OPCM : 8
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 19
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   17.09.18 22:14

- Niesamowite… – rozentuzjazmował się, gdy okazało się, że Charlene już widziała smoki na żywo. – I jak to wspominasz? Pewnie są wspaniałe, co? – jak każdy, słyszał czasami o najbliższym Londynu rezerwacie a na pierwszym piętrze szpitala przyjmowali nieraz jego pracowników czy nieostrożnych gości. Przyglądając się temu, czym grozi zbyt bliski kontakt ze smokiem, Aldrich czuł jednocześnie, że to niesprawiedliwe wobec niego samego, a także tych wspaniałych stworzeń, że nie wie jeszcze, czy warto ryzykować rozległymi poparzeniami albo utratą kończyny.
- Dawno już nie byłem na jakiejś porządnej wycieczce. – westchnął z rozrzewnieniem. – Gdyby nie te parę dni w Weymouth, doszczętnie bym chyba zwariował. Miałaś okazję się wybrać na festiwal? – uśmiechnął się do wspomnienia o letnim słońcu i sielankowej atmosferze ziem Prewettów, nie mówiąc o uroku tamtejszej przyrody, który w zupełności go ujął. Chociaż Charlene pracowała w Mungu już pięć lat i nieraz warzyła dla niego eliksiry, a także spotykali się czasem (raczej przypadkowo, ale zawsze) poza szpitalem, wiedział o niej dość mało, dlatego też ani nie nadążał za grafikiem jej urlopu, ani nie kojarzył, czym zajmowali się jej bliscy. Coś podpowiadało mu natomiast, że panna Leighton mogłaby uraczyć go wieloma ciekawymi historiami. Często tak bywało z tymi cichszymi osobami, do których – jak mu się zdawało – należała.
- Czyli zostając alchemiczką kontynuujesz rodzinne tradycje? To piękna rzecz. – Aldrich miał bardzo dużo entuzjazmu do wizji tradycji rodzinnych. Wychował się wszak w Szkocji, gdzie wpojono mu wielki szacunek do rodzimych ziem i obyczajów, chociaż jego ojcu daleko było do domatora. Zostawił swój piękny dom i młodą rodzinę i ruszył w świat, słuchając zewu serca żądnego przygód, na który Aldrich pozostał w życiu głuchy. Pod nieobecność ojca, to na jego barki spadło wiele męskich obowiązków, szybko odczuł więc, że jego obecność jest w domu nieodzowna i nauczył się z tym bardzo dobrze żyć.
- Macie tu niezłe zamieszanie, prawda? – w pierwszej chwili zdawało mu się, że alchemiczne laboratoria to najbliższe spokojnej oazie miejsce, ale z drugiej strony – rzadko bywał tu w środku dnia, gdy wszystko kręciło się na pełnej szybkości, a każde stanowisko było zajęte. Na Aldricha spadały wtedy obowiązki zajęcia się pacjentami, a po eliksiry biegali stażyści. Doskonale pamiętał czasy, gdy sam dostawał takie zadanie. Wydawało mu się, jakby od tamtych dni minęło ze dwadzieścia lat, ale wtedy pamiętał przynajmniej jak wygląda suszony ciemiernik.
- No tak… – kiedy Charlie wszystko mu wyjaśniła, prawie palnął się w głowę. To dlatego ten zapach tak mu się spodobał. Był mu doskonale znajomy, przewijał się wokół niego codziennie jako część mniej przyjemnych dla nosa mieszanek, a gdy poczuł go w czystej formie element, który dobrze już pamięta połączył się z innymi, świeższymi i łagodnymi nutami. – Powinienem był do tego dojść. Trochę wstyd, co? – rzucił z małym uśmiechem. Potrafił przecież wymienić składniki tak powszechnych eliksirów, były trwale wyryte w jego pamięci i zwyczajnie wiedział, gdzie ciemiernik ma swoje miejsce. W praktyce uzdrowicielskiej operował jednak tylko nazwami roślin i to w większości w myślach albo rozmowach z kolegami po fachu. Większość pacjentów nie pytała nawet, co znajduje się we fiolkach, które się im podaje. Kiedy kilka lat temu Aldrich zaczynał dopiero pracę w szpitalu, trochę przerażał go ogrom zaufania, jakim chorzy obdarzają wszystkich uzdrowicieli, choćby nosili swoje charakterystyczne szaty dopiero od godziny i tak naprawdę nie mieli jeszcze pojęcia o rzeczywistości pracy w Mungu. Z mieszanką niezrozumiałych uczuć przypatrywał się niezwykle silnej nadziei, która przebijała pod każdym słowem, jakie wymieniał z ludźmi leżącymi w salach. Emocjonalna komponenta bycia uzdrowicielem potrzebowała znacznie więcej miejsca w sercu i umyśle niż się spodziewał. Może nie powinien się dziwić, że ta bardziej naturalna, rozwijana w miarę zyskiwania doświadczenia część wypierała teorię wiedzy książkowej i cieszyć się po prostu, że z powodzeniem działa już w szpitalu prawie dziesięć lat.


Powrót do góry Go down
 

Pracownia alchemika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Pracownia alchemika
» Pracownia alchemika
» Pracownia malarska
» Pracownia Nanaś~
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: I piętro: Urazy magizoologiczne-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18