Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Highlands

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Highlands   12.08.16 19:28

First topic message reminder :

Highlands

To tereny na północnej Szkocji, gdzie pasma gór i pagórków ciągną się aż po horyzont. Różnorodność flory i fauny jest wręcz zachwycająca. Zielone wzgórza ciągnące się kilometrami urozmaicone są przez liczne jeziora, jak i okalające je lasy. O tych terenach krąży wiele plotek, jednak nie bez przyczyny mugole rzadko zapuszczają się w zalesione tereny okalające jedną z zamkowych ruin bowiem błąka się po nich szyszymora, której jęki i zawodzenie skutecznie odstraszają niemagicznych ludzi. I choć szyszymory to niegroźne magiczne stworzenia, to ich przeszywający jęk z pewnością sprawia, że najodważniejszemu czarodziejowi jeżą się włoski na karku.


Zasady:
 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Miriam Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett https://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 https://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
żywa tabliczka do liczenia
6
Szlachetna
Panna
in a world
where you can be
anything
be kind
0
0
0
0
0
0
1
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Highlands   26.01.18 23:18

Była zła i rozżalona, a dzieci złe i rozżalone najszybciej zdawały sobie sprawę z istnienia świata poza nimi. Dorośli odnajdywali się w tych momentach najlepiej – łapali je na spojrzenie (Miriam, spójrz na mnie) albo słowa (Miriam, posłuchaj mnie) i tłumaczyli, na czym to wszystko polega. A to wszystko zawsze było skomplikowane. Nie takie, jakie sobie wyobrażała. Nie takie, jakie chciała, żeby było. Zawsze inne, odmienne, trudne do zrozumienia. Nie można było dostać kanarka, kiedy się chciało, chociaż była ku temu idealna okazja. Nie można było zjeść słodkiej bułeczki, bo niedawno zjadło się całe dwie, chociaż przecież jeszcze kilka leżało na talerzyku. Ograniczenia nie były tą szczęśliwą, pozytywną stroną otaczającego Miriam świata, ale musiała się z nią skonfrontować, żeby potem docenić ją, gdy nadejdą ciemne, szare chmury i przesłonią wszystkie te jasne barwy, które tak kochała. Póki nauki przekazywane jej były ostrożnie, radziła sobie, nie buntowała się ani nie stawiała, to nie było w jej stylu, ale kiedy nadchodził nagły cios, tak silny, wszystko, co dobre gasło w obliczu zła i dyskomfortu.
Mimo płaczu, słuchała wujka, trąc uparcie oczy drobnymi piąstkami. Nie mogła przez to przebrnąć. W dodatku za każdym razem, gdy przez kurtynę łez zdołała rozpoznać ludzi dookoła i zobaczyła w ich dłoniach klatki z kanarkami, płakała jeszcze głośniej i wtulała się w wujaszka jeszcze bardziej. Wszyscy mieli, tylko ona nie!
Ale to nie to samo! – pisnęła z żalem. – Frędzel mi ś-śpiewał rano, a tu o – nie mogła zebrać myśli. – A tu nie b-będzie! Będzie cicho, w-wu-jaszkuuu!
Chciała go mieć na wyłączność i na razie nic nie było w stanie ukoić bólu po rozdrapanej ranie. Była wrażliwym dzieckiem, nie w kontekście swojej fizyczności – nie płakała, gdy upadała na ziemię, brudząc i raniąc dłonie na kawałkach żwiru; nie płakała, gdy uderzała się o coś w głowę. Płakała za to, gdy jej młoda dusza darła się na tysiące drobnych kawałeczków i świat nabierał ciemnych, ponurych tonów. Maj przyniósł tych tonów bardzo dużo.
Gdy tata próbował zwrócić na siebie jej uwagę, uścisnęła mocniej wujaszka za szyję, nie chciała odwrócić się w jego stronę.
Nie chcę rozmawiać – odparła niesamowicie szczerze. Złość wyciszyła płacz. – Pójdziemy na czekoladę? I do zoo?
Potrafiła słuchać, to była jedna z jej największych zalet – słuchanie i wysuwanie odpowiednich wniosków. Jeśli nie było Frędzla, to potrzebowała czegoś w zamian. Inaczej niepocieszenie zamieni się w żywy ból.




Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce

Powrót do góry Go down
Helene Rowle
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4460-helene-rowle https://www.morsmordre.net/t4580-poczta-helenki https://www.morsmordre.net/t4504-lady-rowle#95823 https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4766-helene-rowle
dama - a cóż innego?
10
Szlachetna
Panna
Powiem ci w słowach kilku,
Co myślę o tym wilku:
Gdyby nie był na obrazku,
Zaraz by cię zjadł, głuptasku.
0
0
0
0
0
0
16
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Highlands   13.02.18 10:09

Zabawa wreszcie dobiega końca. Po pięknej piosence, jaką zaśpiewaliśmy niedobrym chochlikom, te postanawiają sobie odpuścić i odlatują. Jakby tego było mało - jesteśmy na przedzie! Ściskam szatę tatki trochę podekscytowana, po raz ostatni pomagając mu w sterowaniu wielkimi saniami. Całkowicie nieświadoma nastroju za sobą, tykającej bomby, która za chwilę ma wybuchnąć. Jeszcze te kilka sekund upływa w przyjemnej atmosferze. Jestem prawdziwie zadowolona. Z ostatniego miejsca zajmujemy właśnie drugie. Nasz pojazd bez szwanku przekracza linię mety, a ja unoszę szczęśliwa ręce do góry. Nareszcie koniec. Okraszony sukcesem - czego można chcieć więcej?
- Dziękuję - odpowiadam ojcu i kładę swą dłoń na jego, pozwalając mu tym samym wydostać mnie z sań. Patrzę pod nogi i na suknię, żeby tylko jej nie rozedrzeć, gdyż będzie mi z tego powodu niesamowicie przykro. Kolejne chwile pełne szczęśliwości rozciągają się w czasie - nie zauważam mężczyzny wyskakującego z siedziska niczym oparzony. Trochę to do mnie nie dociera, radość rozpiera mnie tym bardziej, jak w moje ręce wpada klatka z pięknym, żółciutkim kanarkiem. Obserwuję go uważnie wściubiając nosek między kratki i podziwiając jego drobne, trzęsące się ciałko. O nie, musimy szybko wracać do domu!
Troska i ekscytacja szybko zostają urwane. Patrzę na wściekłego lorda Selwyna najpierw ze zdziwieniem - brwi unoszą mi się wyżej, wyżej i jeszcze wyżej, potem zaś mrugam oczkami coraz szybciej, aż sama zaczynam się denerwować. Jak tak można? Co to za zwracanie się do starszych lordów? Jak można tak zaciekle bronić tych wstrętnych szlam? I to publicznie? I jeszcze to porównanie między nimi, a nami… wzdrygam się z oburzenia oraz obrzydzenia jednocześnie, nie potrafię pojąć toku rozumowania tego człowieka. Jakim cudem go jeszcze nie wydziedziczono? Z początku wydawało mi się, że to tylko niegroźne wariacje, ale teraz widzę, że to albo groźna choroba psychiczna, albo skrajna głupota. I nie wiem co gorsze. Zaciskam dłoń równocześnie z tatką, nie mogąc sobie do końca poradzić z rozsadzającymi mnie emocjami. Dawno nie słyszałam takich bredni, aż uszy więdną.
Podziwiam tatkę za opanowanie, gdybym tylko mogła, chyba na jego miejscu zdzieliłabym tego mężczyznę w twarz za tę hańbę. Zamiast tego mogę jedynie posłać mu nieprzyjemne spojrzenie i z tego prawa korzystam kiedy się odwracamy i zmierzamy do domu. Czas najwyższy, lady Chessie musi się ogrzać w jakimś przyjemnym miejscu. I absolutnie nie powinna słuchać tamtego degenerata.

zt.




Tak właśnie wiecznie młoda dusza ze swoim kwitnącym pięknem wychyla się zza starej maski baśni
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#143987
astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
20
20
3
0
0
0
1
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Highlands   06.03.18 14:13

Jayden zsiadł z sanek, wzruszając ramionami na pocieszenie. Przecież nie musieli wygrać, a i tak bawił się świetnie. Zresztą poznanie nowych osób było zawsze nowym doświadczeniem. Nauczył się czegoś od nich i pozwolili mu mówić o gwiazdach. A to było już coś! W końcu początkowo nie wyglądali na zachwyconych, ale tacy już chyba byli ci Rosjanie, nieprawdaż? Mimo wszystko wspaniale było przez chwilę obcować z kimś, kto nie pochodził z Wielkiej Brytanii. Nawet słuchanie ich akcentu było całkiem przyjemne dla ucha. Mimo wszystko wyścig był naprawdę wspaniały i nie mógł pozbyć się szerokiego uśmiechu z twarzy. Nawet nie spodziewał się, że Antonin podbiegnie do niego i również wyciągnie małą dłoń jako potwierdzenie i przypieczętowanie ich genialnej współpracy. Demimembinozy miały jeszcze kiedyś podbić świat saneczkowy. Vane był o tym święcie przekonany. Nawet nie wiedział w sumie czy dobrze wymawiał nazwę ich zespołu, ale nie było to aż takie ważne!
- Piątka! - rzucił w ten sam sposób, co jego młody towarzysz, który pomagał mu podczas wyścigu uratować się z niektórych opresji. Za co był mu wdzięczny. Niestety nie mieli tyle czasu, by mógł wyłożyć chłopcu dlaczego wiedza o meteorytach była tak ważna. Przecież to było... Wspaniałe! Aż sam się podekscytował samą myślą o tym. - Kanarek jest twój. Nie musisz się bać, że go zabiorę - zaśmiał się, gdy chłopiec okazał wielkie zainteresowanie małym ptaszkiem. Na pewno miał mu sprawić znacznie więcej radości niż profesorowi. Który zapewne wypuściłby go na wolność, bo przecież trzymanie kogoś w klatce, szczególnie tak pięknego, byłoby okrucieństwem. Ale nie zamierzał o tym wspominać swojemu nieletniemu koledze. Ale w sumie skoro już tak na niego patrzył, przyszedł mu do głowy pewien pomysł. W sumie dlaczego nie miałby mu podesłać czegoś, co ostatnio przyszło do niego do biura? I to całkiem interesujące zjawisko... Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, zapamiętując nazwisko. Dolohov. Pani Dolohov. Tak. Zdecydowanie musiał je zapamiętać. Ale teraz powinien napić się gorącej czekolady!

|zt




I BELIEVE A TRUE  sacrifice

IS A
 victory
Powrót do góry Go down
Penny Vause
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5243-penelope-vause https://www.morsmordre.net/t5322-parapet-penny#119164 https://www.morsmordre.net/t5274-penny-lane https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5311-penelope-vause#118839
ścigająca Jastrzębi z Falmouth
26
Półkrwi
Panna
Holy light, oh, burn the night, oh keep the spirits strong
Watch it grow, child of wolf
Keep holdin' on
12
10
0
0
0
2
12
14
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Highlands   08.03.18 15:54

Ósme miejsce. Ósme, cholerne miejsce; być może powinna cieszyć się, że żałosna raczej próba odgonienia żmijoptaka poprzez ciśnięcie w niego ukradzioną chwilę wcześniej marchewką jednak się powiodła, ale nie mogła. Nie, kiedy pozostawała tak blisko sromotnej przegranej, zajmując na mecie miejsce jedynie o dwa dalsze od ostatniego. Porażka smakowała gorzko- wydęła lekko usta w wyrazie skrajnego niezadowolenia, z daleka obserwując Billy'ego, który uplasował się na szóstym miejscu, i na poczekaniu obmyślając plan wydostania się z Highlands niezauważoną.
Mimo przegranej finalnie dzielnie zebrała się w sobie, produkując na ustach szeroki, dziarski uśmiech, którym poczęstowała siedzącego za nią Bojczuka.
-Zawsze mogliśmy być dziesiąci- Odparła najbardziej pocieszającym i radosnym tonem, na jaki było ją stać; zabrzmiało to jednak raczej groteskowo, niż podniośle, dlatego skrzywiła się lekko i machnęła ręką, porzucając próby pozostania bohaterską. Z pewnym trudem wygramoliła się z sanek. Wyrzucenie buta, które podczas trasy wydawało jej się wybitnym wręcz pomysłem, po zejściu na ziemię (tym metaforycznym i całkiem dosłownym) okazało się być jednak dość problematycznym. Podskakując niecierpliwie na jednej nodze, drugą radośnie majtając w powietrzu, skinęła dłonią na Bojczuka.
-Szybko, potrzebuję Twojego męskiego ramienia- Oznajmiła dziarsko tonem absolutnie nieznoszącym sprzeciwu. Przeskoczywszy nieco w jego stronę, bezceremonialnie uchwyciła się rękawa jego płaszcza, wolną dłonią poklepując go jeszcze silnie po plecach w wyrazie nie do końca zapewne zrozumiałych podziękowań za wyścig i za pomoc.
-Merlinie, kanarki!- Ucieszyła się, dostrzegając cytrynowożółte, ćwierkające głośno zbiorowisko na rękach organizatorów.- Mogę? Nauczę go śpiewać wszystkie piosenki Jastrzębi, mogę?
Poniewczasie przypomniała sobie o ogólnoprzyjętych zasadach kultury, dlatego uśmiechnęła się jeszcze promiennie, nieco nieprzytomnie bąkając- Proszę- żeby powoli, aczkolwiek uparcie zacząć przesuwać się w stronę organizatorów. Z entuzjazmem odebrała z ich rąk świergoczącego donośnie ptaka, nie bacząc na widoczną na ich twarzach konsternację, spowodowaną pewnie dziurą w rajstopach, która pyszniła się na posiniaczonym kolanie i o której to dawno zdążyła już zapomnieć.
-A teraz- Poinstruowała wciąż dzielnie trwającego u jej boku Johnatana- musisz pomóc mi wydostać się stąd tak, żeby nie zobaczył mnie pewien Moore. A najlepiej cała trójka Moore'ów. Hej, w drogę!
Ostatnią, naglącą uwagę skierowała już w stronę zajmujących całą szerokość drogi dzieci, które pisnęły pod nosem i umknęły, co prawda pozwalając jej przedrzeć się przez tłum, ale też w widowiskowy sposób zwracając na nich uwagę. Wymamrotała pod nosem paskudne przekleństwo, czując łapiącą ją powoli zadyszkę i coraz bardziej rozpaczliwe wrzynanie się pazurków kanarka w skórę jej własnej dłoni.
-No, komu w drogę, temu czas- Zarządziła radośnie, mocniej opatulając się połami płaszcza.- Co prawda kolejkę Ognistej obiecałam Ci za wygraną, ale za pomoc też Ci się należy. Piątek w Dziurawym Kotle?
Uśmiechnęła się i pożegnała Bojczuka niedźwiedzim uściskiem, z lekkim niepokojem spoglądając na kanarka, który pod wpływem ucisku zamilkł nagle- tuż po tym ponownie rozpoczął jednak wygrywanie tej samej melodii.
Nie przestał też ani w momencie teleportacji, ani wtedy, kiedy stanęła już pod drzwiami własnego domu, nie milknąc zasadniczo przez najbliższe pół doby.

| zt


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Highlands   22.03.18 12:50

Chcąc nie chcąc zaczynałem czuć się zmęczony dzisiejszym dniem. Miało być przecież tak przyjemnie - wspólne wyjście z Archibaldem i Miriam na sanki przy pięknej pogodzie. Zamiast tego zaczęło się Rowlem, zaś kończyło stypą po kanarku. Byłem wciąż poirytowany po tej okropnej kłótni i dopiero spojrzenie Archibalda uświadomiło mi, że nie powinienem mieszać się i w ten konflikt, a zwłaszcza w metody wychowawcze Prewettów. Z którymi zresztą się zgadzałem, ale... właśnie, ale. Widok Miriam zanoszącej się płaczem łamał mi serce, a świadomość że i ja niechcący uczyniłem z Achiego tego złego sprawiała, że zdecydowałem się na podjęcie szczytowych wysiłków w celu załagodzenia wynikłego konfliktu.
- Rozumiem, Miriam - pogłaskałem wtulającą się we mnie małą czarownicę po głowie i westchnąłem. Mógłbym zacząć jej prawić o tym, jak to świat jest pełen muzyki, lecz nie był to właściwy czas na takie dywagacje. Teraz była zraniona i jej serduszko potrzebowało odrobinę ochłonąć, a takie wywody tylko mogłyby pogorszyć sprawę, bo: to nie to samo. - Ale twój tata ma rację, nie możecie przygarnąć wszystkich zwierzątek na świecie. Nie zmieściłyby się wam w domu - powiedziałem, a choć rezydencja w Dorset była pokaźna to przecież i Miriam musiała wiedzieć, że była to prawda. W końcu córka mojego kuzyna była naprawdę inteligentnym dzieckiem. - Pójdziemy na czekoladę i do zoo, ale - Mircia, popatrz na mnie - pod jednym warunkiem - powiedziałem, szukając wzrokiem jej zaszklonych od łez, zapłakanych ocząt. - Jak usiądziemy przy stoliku w kawiarni to porozmawiasz z tatą tak jak cię o to prosi i postarasz się nie płakać tylko posłuchasz spokojnie, jak na małą damę przystało, co papa ma ci do powiedzenia. A na pewno są to mądre rzeczy, bo innych nigdy w życiu od twojego taty nie usłyszałem. Zgoda? - zapytałem dziewczynkę, pytająco unosząc do góry jedną brew. Choć z zewnątrz wydawać by się mogło, ze jestem całkiem spokojny, tak wewnątrz dygotałem. Wendelino, jakby jeszcze Miriam miała być dziś obdarta z dziecięcej radości chyba nie wytrzymałbym nerwowo.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Highlands   30.03.18 0:00

Dzisiejszy dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Archibald dokładnie go zaplanował, żeby Miriam mogła na chwilę zapomnieć o dręczących ją problemach. W wyobraźni Archibalda sześcioletnie dziecko miało się tylko bawić i odkrywać świat, a nie walczyć z przeciwnościami losu. Zdawał sobie sprawę, że anomalie muszą być dla niej wyczerpujące. Tym bardziej wymarzył sobie taki jeden beztroski dzień: ot, rozpoczęty sankami z ulubionym wujkiem i zakończony czymkolwiek by sobie wymarzyła. Oprócz kanarka. To był tylko niewielki ptaszek, a Miriam ostatnio wiele wycierpiała, ale Archibald nie mógł się na wszystko zgadzać. I tak był zbyt uległy, jednak z takimi rudymi urwisami inaczej się nie dało. Westchnął cicho, powstrzymując się przed przerwaniem tłumaczeń Aleksandra - w tym momencie miał zdecydowanie większą szansę na wysłuchanie. Archibald, chcąc nie chcąc, stał się w tym momencie złym policjantem, jakby to sprytnie ujął niejeden mugol. - Co ty na to, Miriam? - Zapytał delikatnie, bojąc się, że jego głos może spowodować nawrót ataku płaczu. Uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu, obserwując jej reakcję. Nie mogła nie zgodzić się na zoo i gorącą czekoladę - uwielbiała słodycze, a zwierzęta kochała całym swoim niewielkim serduszkiem. Chciał dodać, że nad tym kanarku to jeszcze się zastanowi, ale ostatecznie ugryzł się w język. Chyba lepszym rozwiązaniem było nieporuszanie tego tematu, a pomyśleć to sobie faktycznie pomyśli, może tym razem zrobi wyjątek i pozwoli jej na to nieszczęsne zwierzę. - Chodźmy stąd - mruknąłem do Aleksandra, jednocześnie rozglądając się za Magnusem, ale ten już gdzieś zniknął. Rzucił kuzynowi spojrzenie, które przekazywało sobą całe rozczarowanie dzisiejszym wyścigiem. Doprawdy, gorzej to się skończyć nie mogło. Potem jednak zwolnił, by iść tuż za Aleksem i tym samym mieć na oku córkę. Rowle Rowlem, najpierw musiał pogodzić się z własnym dzieckiem. - Przepraszam, Mirciu - powiedział w końcu, na moment rezygnując z roli surowego ojca, bo serce mu się krajało jak patrzył na tę smutną twarz. Najchętniej sam by wziął ją na ręce, ale podejrzewał, że teraz się na to nie zgodzi, więc zrównał się z Aleksem i wszyscy razem przenieśli się do kawiarni. Co prawda dzień zaczął się fatalnie, ale jeszcze była nadzieja na miłe zakończenie.

z/t x3




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
siostra na pełen etat
15!
Szlachetna
Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
10
5
0
2
5
0
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Highlands   12.04.18 18:51

Właściwie o dziwio, cała przygoda skończyła się strasznie szybko. No i jakoś też tak wyszło, że nie udało nam się wygrać, ale jakoś nie bardzo się tym przejmowałam. Bo liczyła się przecież radość, którą nam sam ten wyścig przyniósł. Więc pewnie złapałam dłoń kuzyna Archibalda i wyskoczyłam z sań prosto na śnieg, który zaskrzypiał pod moimi nogami.
- Kubka gorącej czekolady nie odmawiam nigdy. - zapewniłam z uśmiechem kuzyna. Nie śpieszyło mi się do pustego mieszkania. Znaczy z pewnością znalazłabym sobie coś do robienia bo do robienia zawsze coś było, ale spędzenie czasu z rodziną było równie zajmujące i ciekawe.
Zamrugałam kilka razy zdziwiona obserwując zmianę na twarzy kuzyna, jego kolejne słowa sprawiły że przeniosłam wzrok na Miriam spoglądając na nią ostrożnie. Następne zdanie sprawiło, że moje wargi rozwarły się w zdziwieniu i zakłopotaniu. Wiedziałam, że Bren będzie niepocieszony z kolejnego lokatora, ale nie zamierzałam sprzeczać się o to, kto powinien zabrać ptaszka. Z niepewną miną powędrowałam za kuzynem, załzawione oczy Mirki zdecydowanie sprawiały, że serce krajało się w środku. Westchnęłam cicho przystając. Czy powinna spróbować pocieszyć dziewczynkę, czy też rozsądnie wycofać się po cichu zabierając sprzed jej oczy latające stworzenie. Drżąca broda Miriam jednocześnie rozczulała, jak i była zabawna i jak nigdy postanowiłam jednak nie robić nic, jedynie stojąc. Byłam dziwnie ciekawa tego, jak rozegra się ta sytuacja. Przekręciłam lekko głowę obserwując jak dwójka dorosłych mężczyzn przekonuje - czy też przekonać próbuje - małego skrzata do własnych racji, który - o dziwo - znalazł sposób jak zyskać coś, straciwszy kanarka. Zaśmiała się wewnątrz, Mirka była sprytna i mądra - wiedziałam nie od dziś. Ale ostatecznie zdecydowałam nie wybierać się z nimi - ani do kawiarni, ani do zoo. Dlatego nim zebrali się do odejścia, podeszłam do Mirki i kucnęłam przed nią, dając jej lekkiego prztyczka w nos. - Nos do góry i uśmiech na usta, tak się zawsze łatwiej idzie. - powiedziała do niej, po czym podniosła się spoglądając na kuzyna. - Jednak wrócę do domu, przypomniałam sobie, że miałam dzisiaj do skończenia jeden fascynujący rozdział o sklątkach. Do zobaczenia! - pożegnałam się machając wolną dłonią i ruszając w drogę powrotną do domu.

/ zt




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Oscar Reid
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4896-oscar-reid https://www.morsmordre.net/t5425-poczta-oscara#129109 https://www.morsmordre.net/t5039-oscar#108249 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6228-oscar-reid#153621
n/d
13
Półkrwi
n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
8
4
1
0
0
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Highlands   24.04.18 14:25

Był pod wrażeniem - to mało powiedziane. W gruncie rzeczy chyba spodziewał się, że Fox sobie żartuje i zwyczajnie zaraz miną Moore'a, albo ten spojrzy na nich jak na kretynów. Ostatecznie ile obcych osób musi go co chwila zagadywać to o zdjęcie, to o autograf, czy inne pierdoły? Tak się jednak nie stało i okazało się nawet, że Frederick mówił prawdę. No - to było zakończenie wyścigu jakiego zdecydowanie się nie spodziewał. Trochę jednak go wcięło więc na powitanie w pierwszej chwili jedynie skinął głową, trochę nie wiedząc co powiedzieć. Patrzył to na jednego to na drugiego kiedy wymieniali kilka zdań, później zerknął na dziewczynkę która kręciła się pod nogami Moore'a. Jego córka? Albo po prostu dziewczynka z jaką go sparowano, inna krewniaczka? Nie ważne z resztą. Uśmiechnął się też nieznacznie do niejakiej Sally.
Po krótkim przywitaniu jednak nie zawracali im zbytnio głowy, było zimno i wszyscy chcieli się rozejść, jemu i Brutusowi z kolei obiecano kakao jako, że ich magiczny kubek po raz kolejny zniknął. Zerknął więc za swoim idolem ostatni raz kiedy ten znikał wraz ze swoim towarzystwem i sam ruszył za Foxem, szczerze ciesząc się całym tym dniem.

zt Oscar, Fox, Brutus, Sally, Billy, Amelka <3




Powrót do góry Go down
 

Highlands

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 28 z 28Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18