Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Gabinet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Gabinet   17.08.16 0:15

First topic message reminder :

Gabinet

Miejsce pracy Lucindy. Spędza tutaj naprawdę dużo czasu. Jako łamacz klątw i poszukiwacz artefaktów nie ma swojego prawdziwego miejsca pracy dlatego wszystkim zajmuje się w domu. Jej ojciec zawsze powtarzał, że gabinet powinien być miejscem mówiącym najwięcej nie tylko o umiejętnościach i wykonywanej pracy, ale także o samym człowieku. Dlatego w jej gabinecie znajdziecie wszystko. Od pamiątek rodowych po mapy i stare księgi zaklęć. Wszystkie przywiezione z różnych zakątków świata artefakty także znajdą tu swoje miejsce.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy


Ostatnio zmieniony przez Lucinda Selwyn dnia 08.11.16 20:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Gabinet   02.12.17 17:45

Zakładał płaszcz niespiesznie, każdy ruch wykonując w głębokim zamyśleniu. Zamyślenie owo odznaczało się poza tym jedynie niewielką pionową zmarszczką obecną pomiędzy jego ściągniętymi brwiami. Nie licząc tych symptomów Alexander wydawał się być po prostu niezwykle spokojny, bez pośpiechu szykujący się do wyjścia, a które to wyjście było mimo wszystko dość spontaniczne. Wizytę miał złożyć Lucindzie już przedwczoraj, jednakże wtedy w pracy zatrzymał go kolejny niespodziewany wypadek - dlatego też dzisiaj wyjątkowo wyszedł z pracy punktualnie o tej godzinie, jaką miał wpisaną w grafik. Wywołało to spore zdziwienie wśród pozostałych uzdrowicieli, którzy znali ciężką chorobę, na jaką zapadł Alexander: pracoholizm. Pracoholik nie zostający dobrowolnie i nieprzymuszenie na nadgodziny był widokiem tak rzadkim, jak trzeźwy alkoholik. Wychodząc tamtego dnia z oddziału miał wrażenie, jakby wszyscy śledzili go bacznie wzrokiem, niczym sępy - zupełnie jak gdyby wyczekiwali momentu, kiedy po przekroczeniu progu szpitala padnie na podłogę, targany ciężkimi, delirycznymi drgawkami.
Nic takiego jednakże nie miało miejsca.
Selwyn dopiął płaszcz i obwiązał szyję cienkim, szarym szalikiem w czerwoną, szkocką kratę, po czym zaciskając palce na ukrytej w rękawie różdżce skupił się na tym, aby teleportować się w pewien zaułek nieopodal mieszkania kuzynki. Był to jednakże przeogromny błąd, bowiem siedząc w wyciszonym wnętrzu Hylands, z oknami szczelnie zasłoniętymi grubymi kotarami nie był świadom, jakie piekło rozpętało się w tym czasie nad Anglią. Nie usłyszał trzasku własnego zmaterializowania się - w uszach świszczał mu wiatr, a w jego ciało - choć skryte pod płaszczem i swetrem - uderzyły chłód i wilgoć. Smagane deszczem ciało Alexandra zachwiało się, kiedy ten próbował utrzymać równowagę, jednocześnie w kurczowym uścisku trzymając różdżkę. Osłonił twarz ramieniem, i tak nic bowiem nie widział. Woda spływała mu z czoła, wdzierając się do ust, nosa i oczu,młodzian prychał starając się złapać oddech. Wszystko to trwało dosłownie kilkanaście sekund, kiedy Alex po raz kolejny w zagłuszonym trzasku zniknął.
Nad Londynem niebo na moment pojaśniało, a w powietrzu poniósł się huk grzmotu.
W gabinecie Lynn rozległ się charakterystyczny trzask, wraz z którym na środku pomieszczenia pojawił się jej kuzyn - przemoknięty do suchej nitki. Przydługie włosy przykleiły mu się do karku, policzków i czoła, wpadały w oczy i pomiędzy wargi. Oddychał ciężko, z nosa skapywały mu co chwilę kropelki wody, a u jego stóp zaczęła formować się mała kałuża.
- Cześć, Lynn - rzucił, jak gdyby nigdy nic - po czym nagle zaśmiał się, przypatrując się temu, jak wyglądał oraz przede wszystkim, jaką minę miała w tej komicznej chwili lady Selwyn.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   16.12.17 10:47

Ciężko zaskoczyć się pogodą w kraju, w którym ta nigdy nie jest całkowicie stabilna. Lucinda już dawno przeżyła w Londynie dzień bez pojedynczej kropli deszczu z nieba, albo taki, w którym nieprzerwanie by padało. Anglia była jak kobieta; zmieniała zdanie co chwile raz błyszcząc nastrojem, a raz chmurząc się w irytacji. Nie można było jej się dziwić. Ostatnie czasy dawały im wiele powodów do chmurzenia się i irytowania. Dzisiejsza pogoda jednak zaskoczyła ją tak naprawdę. Nie spodziewała się szalejącej za oknem ulewy, nie spodziewała się usłyszeć rozdzierające niebo pioruny. Inni mogliby powiedzieć, że nie było w niej nic niezwykłego, zwykła, wiosenna burza. Ona jednak wiedziała, że nie istnieje coś takiego, a wszystko co się dzieje ma swoje ukryte znaczenie. Prawdopodobnie nie byłaby w miejscu, w którym właśnie była gdyby nie to szerokie myślenie. O życiu, o tajemnicach, które czekają na odkrycie, o samej sobie. Siedząc w skórzanym fotelu w swoim gabinecie patrzyła jak wiatr zmusza do posłuszeństwa wszystkie drzewa. Bez względu na ich wielkość, bez względu na to jak silne by były; wszystkie ulegały temu żywiołowi. Nigdy nie czuła się w takich miejscach dobrze. Daleko jej do zajmowania miejsca w takim fotelu, daleko jej do zarządzania czymkolwiek. Tak naprawdę było jej daleko do wszystkiego. Nie była normalną, najzwyklejszą szlachcianką, ale nie była także w tej drugiej skrajności osób, które jedyne czego chcą to przejąć wszystkie obowiązki w swoich rodzinach; nawet ona znała kilka takich osób. Była pośrodku tego wszystkiego. Chciała jedynie móc odpowiadać za samą siebie, decydować za samą siebie, być wolna w tym wszystkim. Nieść coś więcej niż tylko skromne uśmiechy i przytaknięcia posyłane na salonach. Nieść coś więcej niż milczenie kiedy odbywają się rozmowy o sprawach ważnych i ciężkich. Jej matka nigdy nie rozumiała dlaczego tak bardzo jej zależy by się wyróżniać. W końcu zawsze porównywała ją do siostry, która była taka jak wszystkie wspaniałe szlachcianki. Była taka jak od zawsze powinna być Lucinda, a ta… no cóż… uparcie pokazywała, że nie chce być taka jak wszystkie. Mówi się, że takich ludzi po prostu nie da się uspokoić. Zabroni im się jednego to zrobią coś o wiele gorszego. Merlin jej świadkiem jak wiele razy już ją blokowano; nawet ostatnio jej organizm, który zaczął się poddawać nie sprawił, że Selwyn powiedziała sobie dość. Na dźwięk teleportacji, który splótł się z uderzeniem pioruna, aż podskoczyła. Spojrzała na stojącego przed nią kuzyna z zaskoczeniem. Czyżby burza dotknęła także czas i przestrzeń i przeniosła się do ich teleportacji? A może Alex postanowił sprawdzić jak szybko przemoknie do ostatniej suchej nitki? - Alex… - zaczęła i westchnęła uśmiechając się przy tym szeroko. Wstała z fotela i wyszła na chwile na korytarz by zaraz wrócić z ręcznikiem w dłoni. Jej wzrok mówił: żadnej magii. Wysuszenie się nie powinno być powodem do ryzyka oberwania anomalią. Podeszła do mężczyzny i najpierw go przytuliła ignorując fakt, że nadal kapał deszczówką z każdej strony. - Dobrze Cię w końcu widzieć. - dodała odsuwając się i podając Selwynowi ręcznik.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Gabinet   22.12.17 16:47

Objął Lynn ramionami, przyciskając czarownicę do siebie najmocniej jak tylko był w stanie w tym niedźwiedzim uścisku bez wyrządzenia jej krzywdy. Oczywiście wcale nie po to, by jak najmocniej nasiąknęła wodą. No dobrze, może to też był powód - niezaprzeczalnym faktem było jednak, iż Alexander najzwyczajniej w świecie okrutnie się za nią stęsknił. Oboje mieli nawyk niezbyt częstego pisywania listów do kogokolwiek, o samych odwiedzinach już nie wspominając; dlatego też młodzieniec spodziewał się, że łamaczka klątw będzie zaskoczona jego wizytą. Wypuścił ją w końcu z objęć, z uśmiechem przyjmując podany mu ręcznik. Żadnej magii, oczywiście - Lex też nie miał ochoty na przypadkowe wysadzenie mieszkania lady Selwyn w powietrze.
- Dziękuję. Ciebie również niezwykle miło widzieć, Lynn - odparł, po czym wycisnął z lekka włosy i owinął głowę ręcznikiem. Odłożył nową różdżkę na biurko - swoją drogą Lynn chyba jeszcze do tej pory nie miała okazji zobaczyć, że zamienił czarny heban na białą hikorę - i zaczął od razu rozpinać płaszcz. Pozwolił opaść mu z donośnym plaśnięciem na podłogę, po czym schylił się i zaczął rozwiązywać skórzane buty. - Przepraszam cię za ten bałagan - spojrzał przelotnie na kuzynkę, uśmiechając się z lekka. Było mu zimno, pomimo ciepła panującego w pomieszczeniu stażysta odrobinę zaczął dzwonić zębami, a jego odmrożone na próbie palce i nos zaczęły się czerwienić. Zzuł pospiesznie obuwie i, zostawiając je bez drugiej myśli na podłodze, wyprostował się. Czarna koszula założona pod płaszcz również była całkowicie mokra. - Niestety nie nauczyłem się jeszcze wyglądać za okno, kiedy mam w planach przespacerowanie się do kogoś. Nie wiedziałem, że na zewnątrz panuje taka pogoda. Zaklęcia ochronne na Hylands wszystko wytłumiają - wyjaśnił pokrótce swój stan, odpinając dwa górne guziki koszuli. - Zaraz wrócę - rzucił jeszcze, po czym łapiąc za leżące na podłodze rzeczy wyszedł z gabinetu. Poszedł do łazienki, pozostawiając za sobą niewielki wodny szlaczek. Tam zaś rozebrał się całkowicie i osuszył się ręcznikiem, którym następnie przewiązał sobie biodra. Wziął mokre rzeczy i po dokładnym wyciśnięciu porozwieszał je na wannie - aby schły w spokoju - po czym stanął na środku łazienki i podrapał się po głowie, nie wiedząc co tak właściwie teraz ze sobą zrobić. Był całkiem goły, a rozmawianie w takich okolicznościach o Zakonie Feniksa byłoby dość... no, groteskowe co najmniej. Spojrzał w lustro i westchnął ciężko, śledząc w odbiciu blizny pokrywające jego ciało. Wyglądał jak weteran wojenny, nie medyk spędzający dnie i noce w szpitalu lub z nosem w książkach. Oderwał w końcu wzrok od lustra, skupiając się na szukaniu wyjścia z tego ambarasu. I wtem uderzyła go zbawienna myśl. Uchylił w końcu drzwi i wystawiając za nie samą głowę, zawołał kuzynkę.
- Lynn, nie ostały się jeszcze u ciebie w szafie jakieś moje rzeczy? - zapytał, mając nadzieję, że faktycznie po czasowym pomieszkiwaniu u Lucindy zostawił u niej jakieś ubrania. Zdarzało się bowiem, że od czasu do czasu kiedy kuzynka wyjeżdżała na wyprawę on koczował u niej w domu, unikając ojca będącego akurat w Chelmsford. On miał azyl, Lynn zaś posprzątane mieszkanie, także wilk pozostawał syty, a owca cała. - Powiedz mi, jak się czujesz, fizycznie, psychicznie? Wiem, że przy początku maja niestety musiałaś odwiedzić Munga - powiedział przez przerwę w drzwiach, opierając się o framugę; brwi miał lekko zmarszczone, zaś ton głosu zaniepokojony. Tyle działo się w maju w szpitalu, że nie był w stanie nawet odwiedzić własnej kuzynki. Liczył jednak cicho na to, że przez atak choroby Selwyn nie zorientowała się, że pod koniec kwietnia Alexander tajemniczo zniknął na kilka dni.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   22.01.18 11:44

Lucinda odzwyczaiła się od spędzania czasu w gronie rodzinnym. Tak naprawdę nie zależało jej na tym bo wszyscy różnili się tak bardzo, że czasem sama dziwiła się iż wiążą ich więzy krwi. Jednak w  całej rodzinie było parę osób, które kochała całym swoim sercem, a Alex zdecydowanie się do tych osób zaliczał. Była zamknięta w sobie i wiedział o tym każdy kto znał ją trochę dłużej. Rzadko mówiła o swoich problemach czy trudnościach. O chorobie, która ją męczyła jej bliscy dowiedzieli się całkiem niedawno bo przecież nie mogła pokazać im, że jest zbyt słaba by iść po swoje tak jak wcześniej zakładali. To nie był jedyny powód. Po prostu wolała trzymać w sobie uczucia, które w jakimś stopniu później mogły ją zranić. Niestety nie zawsze była w stanie zrobić to tak jak powinna. Widok mężczyzny naprawdę ją ucieszył. Stęskniła się za uśmiechem kuzyna i normalnością jaką odczuwała w jego obecność. Jednak nie tylko radość teraz czuła, ale przede wszystkim ulgę. Nie mieli już dawno okazji po prostu porozmawiać, a z listów, które przez ten czas ze sobą wymienili mogła wywnioskować, że nie wszystko jest u niego proste i jasne. Wszyscy mieli własne demony, ona w ostatnim czasie więcej niż mogłaby sobie wyobrazić. Znała na wylot potrzebę radzenia sobie ze wszystkim samemu, po swojemu, ale wolała, żeby jej bliscy znajdując w niej oparcie nie musieli robić tego w ten sam sposób co ona. - Do deszczu się przyzwyczaiłam, ale to co dzieje się dzisiaj na dworze to już całkowita przesada. - zaczęła spoglądając na spływające deszczem szyby w oknach. - Dobrze, że przyszedłeś. - dodała przenosząc spojrzenie na kuzyna i uśmiechnęła się delikatnie. Żyjąc przez tyle czasu w tym deszczowym kraju naprawdę łatwo jest się przyzwyczaić do takiej pogody. Dzisiejsza burza jednak miała w sobie coś więcej, niepokój, który przerzuciła nawet na Lucindę. Może to dlatego, że jej wspomnienie ostatniej burzy jakiej była świadkiem zostawiło głęboki ślad w jej psychice, a może dlatego, że w kościach czuła iż ich świat zmienił się tak, że nawet burza już nie jest taka jak kiedyś. Kiedy Alex poszedł do łazienki, Lucinda skorzystała z okazji i wymknęła się do kuchni by zaparzyć herbatę. Nie wiedziała na co miał ochotę jej kuzyn, ale czuła, że herbata im obojgu się przyda. Słysząc jego pytanie uśmiechnęła się pod nosem. Dawno już  go tu nie było więc szczerze nie pamiętała czy będzie mogła znaleźć coś w szafie, ale było na to duże prawdopodobieństwo. - Poczekaj zaraz sprawdzę – powiedziała zostawiając gotującą się w czajniku wodę i przechodząc do garderoby. Lucinda cieszyła się, że jej mieszkanie nie jest tak duże jak posiadłość, w której przyszło im się wychowywać. Tutaj wszystko miała pod ręką. Mieszkanie tutaj dawało jej nie tylko swobodę, ale przede wszystkim ciepło. Nie lubiła wracać do domu na przerwy świąteczne czy wakacje. Nie chodziło o to, że nie chciała spędzać czasu z rodziną, ale przede wszystkim o to, że zimne ściany nigdy nie były dla niej prawdziwym domem. Nie czuła się w nim jak w prawdziwym domu. Kiedy w końcu udało jej się znaleźć ubrania, które kiedyś zostawił tu Selwyn wróciła by podać mu je i skończyć herbatę. Na jego pytanie wzruszyła ramionami. - Byłam. To szczególnie długa historia, ale mój organizm przez chwile zapomniał jak się walczy z chorobą. - zaczęła przechodząc do kuchni by wyłączyć wodę. - Teraz już jest dobrze. Wiesz, że to nie pierwszy raz kiedy muszę stanąć na nogi. - dodała jeszcze gdy już wróciła do gabinetu z tacą herbaty i ciastek, które kupiła dzisiaj na Pokątnej zanim ta cała burza się rozpoczęła. - Mam nadzieje, że ty nie masz za sobą podobnych przeżyć.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Gabinet   05.05.18 23:59

Chociaż schowany za framugą to z szerokim uśmiechem wdzięczności przyjąłem ubrania podane mi przez Lynn. Przebranie się zajęło mi krótką chwilę, po której opuściłem łazienkę, pozostawiając za sobą odgłos wody skapującej z ubrań do wanny. Bordowa koszula i ciemne spodnie w które się przyodziałem pachniały Lucindą. Złapałem opuszkami palców za kołnierzyk i zatrzymując się na moment w korytarzu zaciągnąłem się tą mieszanką zapachów, półświadomie przymykając oczy. Kiedy je otworzyłem wiedziałem, że moje spojrzenie wcale nie jest tak czyste i jasne jak zwykle. Niosło w sobie chmury, nie tak ciężkie jak te wiszące nisko ponad dachami londyńskich kamienic, lecz oznajmiające światu, że w mojej głowie kłębią się myśli potrzebujące wypowiedzenia. Cicho, bo w skarpetkach na stopach, przyglądając się kuzynce z troską malującą się na twarzy wszedłem na powrót do gabinetu. Śledziłem oczami ruchy jej dłoni, ciepłe światło odbijające się refleksami w jasnych włosach.
- Jeśli pozwolisz - powiedziałem, niwelując w trzech krokach dystans między nami i ostrożnie odbierając tacę z jej rąk. Jak na chłopca z dobrego domu przystało rozłożyłem wszystkie naszykowane przez czarownicę rzeczy na stoliku i rozlałem herbatę do filiżanek i gestem zachęcając Lynn do zajęcia miejsca wręczyłem jej jedną z nich. Ująłem w dłonie drugą, lecz zawahałem się następnie, co ze sobą zrobić. Popatrzyłem od chyboczącego się w porcelanie naparu, do Lucindy. Tyle słów cisnęło mi się na usta. Byłem zmartwiony jej stanem zdrowia, przejmowałem się tym, co się z nią działo, nawet jeżeli z zewnątrz mogło się tak nie wydawać.
- Czuję się, jakbym wszystkich wkoło ostatnio zawodził, Lynn - odpowiedziałem jej dalej stojąc w miejscu, nadal tak beznadziejnie i bezradnie zaciskając palce na filiżance, jak gdyby ciepło bijące przez jej ścianki miało mnie ukoić. - Także ciebie, chociaż wiem, że jesteś w stanie poradzić sobie sama. Zawsze byłaś - dodałem, zawieszając spojrzenie szarobłękitnych tęczówek na jej twarzy. - Chciałbym móc powiedzieć, że wszystko jest w porządku, że wszystko będzie idealnie dobrze, ale nie jestem w stanie - oznajmiłem, a gdzieś na zewnątrz przetoczył się kolejny donośny grzmot. Wiatr szarpał światem i poświstywał w oknach, a ja targany emocjami miałem wrażenie, jak gdybym stał się z nim jednością. - Boję się spać w tym świecie. Nie robię tego tak właściwie od stycznia, nie pozwalają mi twarze ludzi, których zawiodłem. Widzę ich za każdym razem, kiedy zamknę powieki - powiedziałem ciszej, a mój wzrok stracił na ostrości. Znów byłem na Wyspie Rzeźb.
- Jednocześnie nigdy nie czułem, że moje życie ma więcej sensu - mój głos był zdecydowany, stwierdziłem z całą mocą, jaką potrafiłem zawrzeć w tych słowach. - Powiedz mi, Lynn, ile jesteś w stanie zrobić dla innych? Ile z siebie jesteś w stanie poświęcić, jeśli miałoby to uczynić świat lepszym miejscem? - zapytałem, zrzucając na chwilę wszystkie maski, pozwalając głosowi zadrżeć, a sobie poczuć się naprawdę sobą. Zmęczonym, ale jednocześnie też niesamowicie pewnym i zdeterminowanym. Koszmary były częścią mnie, częścią mojego życia. Zakon był częścią mnie, częścią mojego życia. Zdecydowaną większością tak właściwie. Wiedziałem to, a palce reagujące bólem na gorącą powierzchnię porcelany tylko delikatnie, niczym szeptem, przypominały mi o tym nawet teraz.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   10.05.18 10:26

Lucinda choć szanowała i kochała swoją rodzinę to od spotkań z jej członkami po prostu stroniła. Nie chodziło o nich bo wiedziała jacy są i czego od niej wymagają. Ona była inna. Nie pasowała do sztywnych zasad, które narzucał jej ród. Chociaż nie była całkowitym wyrzutkiem to wolała trzymać się z boku by swoją osobą nie dolewać oliwy do i tak ciągle płonącego ognia. Przy Alexie czuła się jednak inaczej. Wiedziała, że jest jedynym z członków jej rodziny, którzy nie patrzą na nią jako na kogoś kto się pogubił, nie widział w niej kuli u nogi, a doceniał to jaka była. Wiedziała, że nie musi się przy nim krępować, uważać na słowa, zastanawiać się czy nie zrobi czegoś co mogłoby jeszcze bardziej ją pogrzebać. Dobrze było mieć świadomość, że był przy niej nawet jeśli widywali się dość rzadko. Nawet jeśli nie mieli zbytnio czasu na to by dzielić się ze sobą każdą chwilą i każdym dniem. Blondynka uśmiechnęła się delikatnie kiedy kuzyn zabrał od niej tacę z herbatą. To była zdecydowanie pogoda na herbatę chociaż na co dzień za nią nie przepadała. Czasami naprawdę myślała, że urodziła się w złym miejscu i w złym czasie.
Lucinda domyślała się, że przyjście tutaj Alexa nie było dyktowane tylko tęsknotą. Oboje mieli w ostatnim czasie dużo na głowie, a świat im tego wcale nie ułatwiał. Kobieta od razu pomyślała, że musiał być jakiś większy powód chociaż wolałaby się mylić. Ufała swojej intuicji, rzadko ją zawodziła i nie było to związane z magią, a chyba tym, że wbrew temu wszystkiemu potrafiła czytać z ludzi. Paradoks biorąc pod uwagę jak często jednak to właśnie ludzie ją zawodzili, a ona im na to pozwalała. Teraz jednak widziała w Alexie to, że nie wszystko było całkowicie w porządku i jego słowa tylko ją w tym utwierdziły. Wysłuchała w ciszy tego co jej miał do powiedzenia i przez chwile nic nie powiedziała. Odetchnęła odstawiając kubek z herbatą na blat stołu. - Fakt, że mamy magię po swojej stronie nie zmienia tego, iż jesteśmy ludźmi. Zawodzenie jest w naszej naturze, bo nikt nie  jest w stanie uratować wszystkich. - westchnęła. - I choć tłumaczę to sobie w taki sposób już długi czas to wiem jak ciężko jest nieść taki bagaż ze sobą. Ja też podobny dźwigam. - nigdy nie wahała się jeśli chodziło o pomoc innym ludziom. Czasami przychodzili do niej sami, czasami to ona przychodziła do nich, ale zwykle nikt nie musiał ją do niczego nakłaniać. Nie była osobą, która przechodzi obojętnie obok tragedii bez względu na to czy ktoś tego chciał czy nie. Nie zawsze jednak jej to wychodziło. Chęć nie zawsze przekładała się w dobre rezultaty. Czasami to ona obrywała na tym bardziej. To jednak w ogólnym rozrachunku nie miało znaczenia. Natury nie dało się zmienić i doskonale o tym teraz wiedziała. - Jestem pewna, że nikt… nie uważa, że ich zawiodłeś. Zrobienie czegokolwiek ma większe znaczenie niż stanie i spoglądanie na dziejącą się tragedię. - słysząc jego słowa pomyślała o swoich koszmarach, o tym co przyszło jej oglądać w ostatnich miesiącach. Pomyślała o świecie, który popsuł się i nie widziała szans na to by miał się szybko naprawić. Nie sam. Wzruszyła ramionami. - Znasz mnie – zaczęłaby jakby to miało wszystko wyjaśnić. - Nie byłabym w stanie schować się nawet jeśli bym musiała. Widzę to wszystko co się dzieje i serce mnie boli, że tak mało osób zdaje sobie sprawę z tego do czego to wszystko prowadzi. Nie jest dobrze. - podkreśliła chociaż oboje o tym doskonale wiedzieli.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Gabinet   13.05.18 23:39

Znałem Lucindę, wiedziałem do czego dążyłem w tej rozmowie, lecz wciąż nie mogłem przejść obojętnie wobec faktu, że kobieta miała dość własnych zmartwień. Dokładanie jej kolejnych powodowało we mnie uczucie sprzeczności, jakbym przestawał być integralny wewnętrznie. Może i byłem Gwardzistą, może i podjąłem już decyzję o tym, w jakim kierunku dążę w tej walce. Może również i podjąłem - podjęliśmy - decyzję co do tego, że Lynn była potrzebna w Zakonie. Nie mogłem jednak całkowicie wyrzec się swojej natury, choć serce i rozum miałem we właściwych Gwardziście miejscach: troszczyłem się o nią tak jak o każdą osobę, która miała dołączyć do organizacji. Widziałem już dość by wiedzieć z czym to się wiązało, lecz nawet posiadając tę wiedzę, zapytany przez Garretta po raz kolejny odpowiedziałbym tak samo jak tamtego wieczoru w Pod Roztańczonym Czartem. Nie znaczyło to jednak, że nawet pomimo wytłumaczenia wszystkiego najlepiej jak umiałem przygotuję Lucindę na nadchodzące starcia; czy jednak ktokolwiek był w stanie to uczynić?
- Wydaje mi się, że ostatnio nawet magii nie mamy po swojej stronie - odpowiedziałem strojąc minę pod tytułem "tylko spróbuj zaoponować". Bo i czy tak w rzeczywistości nie było? Anomalie wypaczyły nasze czary, ograniczyły możliwości. Przynajmniej obecnie, bo może da się jakoś te zawirowania obrócić na naszą korzyść, inaczej niż szczęśliwe powroty do świata żywych tych, którzy już nigdy mieli go nie ujrzeć. Westchnąłem i upiłem łyk herbaty, czując jak gorąco spływa gardłem. Nawet nie wiedziałem, że było mi tak zimno, zbyt zaprzątnięty układaniem słów w odpowiedniej kolejności. - Czyli jeżeli powiedziałbym ci, że jest możliwość zrobienia czegoś więcej, Lucindo, chciałabyś mnie wysłuchać dalej. Nawet, jeżeli miałoby to być sprzeczne z przyjętymi zasadami, z prawem, jeżeli niosłoby to ze sobą wyrzeczenia, tajemnice przed bliskimi? - zapytałem, lecz widziałem w niej to, czego szukałem. Było to pytanie retoryczne wręcz. Westchnąłem po raz kolejny i podszedłem do stołu. Przysiadając na jego krawędzi odstawiłem herbatę i potarłem twarz rękoma, ostatecznie splatając ze sobą palce na kolanie. Na chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza - tylko burza grała wciąż swój koncert w niezmiennie złowróżbnej tonacji.
- Dziewięć miesięcy temu przyjaciel przyszedł do mnie z tą samą sprawą, z którą ja przyszedłem dziś do ciebie. Choć w kontekście całej tej historii zabrzmi to dość paradoksalnie, nie wiem czy nadal byłbym dziś żywy gdyby nie to. Wiesz, że nowy rok niezbyt lekko się ze mną obszedł i w mojej popsutej głowie pojawiały się różne drastyczne pomysły - odchrząknąłem, uciekając wzrokiem w bok. Nie lubiłem o tym mówić, jednak chciałem jej wytłuścić to, jak ważna jest poruszana właśnie kwestia. - Paradoksalnie, ponieważ nie raz i nie dwa ryzykowałem własnym życiem właśnie po to, by coś zmienić. Żeby było lepiej. Aby nie stać tylko z boku, obserwując dziejącą się tragedię - zacytowałem jej własne słowa sprzed kilku chwil i spojrzałem na nią badawczym wzrokiem. - Jednak wiem, że to wszystko co robię i czego się wyrzekam ma sens. Chcę tylko żebyś wiedziała, że to nie jest bezpieczna gra, że ceną jest tu życie. Moje, twoje, niezliczonych czarodziejów, czarownic i mugoli - zacisnąłem mocniej lewą dłoń, tę fatalnie zabliźnioną po Próbie. Było warto.
Przypatrywałem się jej przez chwilę, nim podjąłem wątek.
- Tak jak ja znam ciebie, tak i ty znasz mnie na tyle by wiedzieć, że teraz nie skłamię. We wszystkim co czynię, nie ważne jak źle może wyglądać to z boku towarzyszą mi dobrzy ludzie, najlepsi jakich znam, Lynn. I wiem też, że i ty jesteś jedną z najlepszych ludzi jakich znam oraz, że jesteś nam potrzebna wraz ze swoją wiedzą i umiejętnościami - po raz kolejny przerwałem, krótką pauzę poświęcając na kolejny łyk herbaty. - Czy chciałabyś pomóc nam w walce z Ministerstwem, Grindelwaldem i Rycerzami Walpurgii, którzy przy pomocy czarnej magii chcą położyć kres światu jaki znamy? - zapytałem, groteskowo uśmiechając się przy tym tak, jakbym pytał się właśnie, czy nie ma może ochoty towarzyszyć mi przy najbliższym wyjściu do teatru.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   15.05.18 12:48

Lucinda znała swoje umiejętności. Wiedziała, że nie należy do najgorszych czarownic, a fach, którym się zajmowała pozwalał jej działać w różnych sytuacjach. Nie była jednak wojownikiem choć ostatnie miesiące pokazywały coś zupełnie innego. Wracała wspomnieniami do momentów, których jej różdżkach kierowała się w stronę innego czarodzieja chcąc bronić się i działać. Zobaczyła jak naprawdę wygląda życie w Londynie, zobaczyła jak wiele się zmieniło. Wcześniej przez swoje podróże nie była tutaj zbyt często. W jej mieszkaniu unosił się kurz, stare artefakty zajmowały większą część podłogi, a wracając tutaj wcale nie czuła się tak jakby wracała do domu. Miesiące spędzone na wędrówkach, poszukiwaniach, ćwiczeniu swoich umiejętności. Wtedy czuła, że żyje i to tak naprawdę. Z perspektywy czasu czuła, że jej postrzeganie świata było wtedy zupełnie inne. Choć pomaganie ludziom od zawsze było w jej naturze to robiła to po cichu, tym co potrafiła robić najlepiej. Żyła swoim życiem nie wracając myślami do Londynu i tego co tutaj się działo. Czasami było jej żal, że musiała tak bardzo oddalić się od miejsca, w którym się wychowała by poczuć, że żyje. Przez pierwsze chwile po powrocie nie potrafiła się z tym wszystkim pogodzić. Z chorobą, faktem, że prawdopodobnie już nigdy nie będzie mogła robić w pełni tego co kocha, ze złamanym sercem. Z biegiem czasu wszystko się zmieniło. Dorosła. Jej myślenie dorosło. Teraz choćby mogła nie chciałaby zniknąć. Nie chciałaby uciec. Parę sytuacji, które uświadomiły ją, że naprawdę wiele może zrobić tutaj na miejscu. Uświadomiła sobie, że nie liczy się jej samopoczucie, a tych, którzy nie są w stanie poradzić sobie samemu. Bo ona potrafiła. Samozaparcia nigdy jej nie brakowało. Teraz gdy słuchała tego co mówi jej Alex miała całkowitą pustkę w głowie. Nie wiedziała co powiedzieć. Potrzebowała najpierw zrozumieć. Nie ukrywała przed sobą faktu, że Alex też się zmienił. Miał jeszcze niewiele lat, a prawdopodobnie doświadczył już więcej niż niejeden człowiek na ziemi. Widziała po nim, że ten czas też sprawił, iż musiał dorosnąć trochę szybciej. Wszystkie problemy, które były ważne wcześniej teraz zeszły na dalszy plan i tak jak ona całkowicie zmienił swoją hierarchię wartości. Teraz powoli zaczęła rozumieć dlaczego. Robił o wiele więcej niż ona kiedykolwiek mogłaby zrobić, ale jednak był tutaj, w jej gabinecie i próbował przekonać ją do tego, że ona też może być na jego miejscu. Zrobić więcej. Prawdopodobnie przez całą jego wypowiedź nawet się nie poruszyła. O jakiej niebezpiecznej grze mówił… to chyba nie miało znaczenia. Nie pamiętała trudnej sytuacji, która byłaby dla niej łaskawa. Nawet jeśli wydawało się, że to prosta sprawa, że wyjdzie z tego bez szwanku działo się coś co komplikowało wszystko. Chciała od razu odpowiedzieć, że jeśli może zrobić coś więcej niż tylko zamartwianie się i pomaganie ludziom już po nastąpieniu tragedii to wchodzi w to w ciemno. Dawana ona tak właśnie by postąpiła. Ona jednak przeżyła już wystarczająco dużo by wiedzieć, że przede wszystkim musi wszystko dobrze zrozumieć, a dopiero potem podjąć pewną decyzje. Cokolwiek tworzyli, nie potrzebowali kogoś kto po chwili miałby się się rozmyślić tylko dlatego, że nie zrozumiał o co tak naprawdę toczy się gra. - Mów dalej – powiedziała z przekonaniem w głosie. Potrzebowała wyjaśnienia.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
30
15
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Gabinet   09.06.18 16:21

Słuchała mnie uważnie i nie podejmowała pochopnych decyzji.Naszła mnie refleksja - jak ja tak właściwie się zachowałem, kiedy Garrett wysunął mi tę samą propozycję? Od razu chciałem rwać się do działania, zrobić coś, cokolwiek, a najlepiej zmienić cały świat w jedną noc. Niecały rok różnicy między mną wtedy a teraz a czułem się tak, jakbym wtedy żył życiem należącym do kogoś innego. Ludzie wspominali czasem, że zmieniłem się i znacząco wydoroślałem jak na swój wiek. Co mogłem jednak zrobić innego w dej sytuacji niż dojrzeć? Świat nie dał mi wyboru. Nie, wróć, dał - tyle że dla mnie od momentu postawienia pytania istniała tylko jedna możliwa odpowiedź.
- Należę do Zakonu Feniksa, organizacji która powstała zeszłego lata z woli Albusa Dumbledore'a - powiedziałem Lucindzie tonem wskazującym na to, że zapowiada się na dłuższą historię. - Naszym celem jest ogólnie pojęta walka ze złem, naprawianie świata i ochrona tych, którzy sami nie są w stanie sobie pomóc - powiedziałem oklepaną, banalną formułkę, jednak była ona jak najbardziej prawdziwa. - Zanim zapytasz - nie, nie zrobili mi prania mózgu. Raczej wiesz, że mam własny rozum i wszystko muszę sam przeanalizować przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji - wtrąciłem, uprzedzając pierwsze prawdopodobne obawy mojej kuzynki. - Wpierw walczyliśmy tylko z Ministerstwem, kiedy Wilhelmina wprowadzała swoje absurdalne dekrety. Choćby bezpodstawne więzienie niewinnych czarodziejów w Tower jako wynik ograniczenia czarowania. Szybko okazało się jednak, że nie tylko dyskryminacja ze strony rządu wymaga odpowiedzi. Grindelwald, a także Rycerze Walpurgii okazali się jeszcze większym wyzwaniem. Tajemniczy mord na nestorach w czasie noworocznego sabatu, fala morderstw dokonanych zarówno na czarodziejach, jak i mugolach, a nawet magicznych stworzeniach - powiedziałem, nie rozwijając myśli. Chyba każdy słyszał o tym, co spotkało jednorożce. - Prześladowania mugolaków - to nie jest normalne. Nie mówiąc o anomaliach, które pochodzą z czarnej magii, czy o czarnoksiężnikach którzy bezkarnie zabijają aurorów - powiedziałem, przeszywając Lucindę spojrzeniem jednocześnie smutnym, jak i wściekłym.
- Członkowie Zakonu Feniksa to są natomiast ludzie, którzy zdecydowali się zrobić coś w tej sprawie. Aurorzy, uzdrowiciele, alchemicy, naukowcy, zwykli ludzie. Arystokraci i mugolaki. Działamy pod przewodnictwem Bathildy Bagshot i robimy wszystko, czego wymaga od nas sytuacja. Nie zawsze jest to zgodne z prawem. Walczymy jednak nie tylko różdżkami, ale także naszą wiedzą. I sądzę, że byłabyś dla nas niezwykle ważnym sojusznikiem. Zresztą nie tylko ja - powiedziałem, a w moim głosie pobrzmiewała determinacja i duma. Lucinda była szalenie zdolną czarownicą, a fakt że znajdowała uznanie u tak wielu ludzi tylko to potwierdzał.
- Trwa wojna, Lynn. Może nikt oficjalnie tego nie powiedział, ale tak jest. Codziennie musimy liczyć się ze stratami, czasem ktoś znika z naszych szeregów i nie zawsze wraca. Mimo tego jednak organizacja działa coraz prężniej, pomimo strat Zakonników przybywa z dnia na dzień. Odbywają się spotkania, na których dzielimy się informacjami i planujemy dalsze posunięcia. Jeśli dobrze mi wiadomo to najbliższe odbędzie się piątego lipca w Gospodzie Pod Świńskim Łbem - powiedziałem, formułując zaproszenie. - Jeżeli jednak nie chcesz wchodzić w tę grę... domyślasz się, co będę musiał zrobić - powiedziałem, w powietrzu zostawiając aluzję do modyfikacji pamięci.
Czas się zdecydować, Lynn, ponieważ żarty dobiegły końca.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet   09.06.18 23:09

Lucinda czuła, że to nie mogło być zwykłe spotkanie. Chociaż kochała Alexa całym sercem to wiedziała, że w ostatnim czasie nie mieli zbytnio czasu ani okazji by tak po prostu się widywać. Absurdalny fakt. Mieszkali w jednym mieście, nosili jedno nazwisko, a jednak było to ciężkie. Cięższe niż kiedykolwiek wcześniej. Słuchając wszystkiego co mówi jej mężczyzna nawet nie pomyślała by mu przerwać. W każdym słowie była prawda. Znała swojego kuzyna. Nie był z tych co rzucali słowa na wiatr, a od ostatniego czasu kiedy go widziała naprawdę wiele się zmieniło. On się zmienił. Ona już zresztą też. Nie mogła już patrzeć na to wszystko co się działo. Wcześniej, gdy była daleko od tego… nie przejmowała się tym tak bardzo. Nie dotykało jej to tak bardzo w końcu żyła innym życiem. Odległym od tego co tutaj, odległym od wszystkich znanych jej ludzi. Teraz mogła zobaczyć to na własne oczy i jeden Merlin jej świadkiem, że nie mogła tego przeżyć. Nie mogła tego znieść. Sama próbowała coś robić, pomagać, działać na własną rękę, ale to nie mogło przynieść nic dobrego, przecież nie wiedziała gdzie zacząć i od kogo. Nie wiedziała czy tylko nie pogarsza wchodząc w coś czego nie rozumie. Alex jak na tacy podawał jej właśnie rozwiązanie. Odpowiedzi na pytania, które zadawała w ostatnim czasie bez końca. Zakon Feniksa był początkiem. Choć nie do końca jeszcze była pewna czy jej i czy to właśnie powinna zrobić to jednak był początkiem. Śmiało działali i robili to co ona naprawdę robić chciała, a co nie było w zasięgu jej dłoni. Na ślepo szła gryząc się ze sobą i szukając w ludziach dobra choć możliwe, że nigdy w nich tego dobra nie było. Ona była dobrym człowiekiem, chciała, żeby to wszystko w końcu ucichło. Znalazło swoje ujście, a co należało zrobić jeśli chciało się zmienić świat lub w końcu zrobić coś dobrego dla niego? Wiedziała, że musi najpierw zacząć od siebie. Skinęła głową na znak, że rozumie. Wszystko rozumiała. Nie trzeba było być geniuszem by się w tym wszystkim połapać, tym bardziej jeśli było się tego świadomym już dawno. Przynajmniej w pewnym stopniu. Teraz musiała podjąć decyzję. Trudną, bo to kolejna zmiana w życiu, kolejny rozdział. Nie wiedziała czy sobie poradzi. Czy w ogóle będzie potrafiła im coś dać prócz prawdziwej chęci pomocy, swoich umiejętności, możliwości uniesienia naprawdę wielu ciężarów na swoich ramionach. Skinęła głową jeszcze raz jakby teraz przekonując do tego samą siebie. Wiedziała, że tak należy zrobić i kiedyś prawdopodobnie przerwałaby mu już w pół zdania zgadzając się na wszystko. Teraz jednak była roztropniejsza. Dojrzalsza. Mądrzejsza w podejmowanych decyzjach. Przynajmniej starała się taka być kiedy tylko pozwalała rozsądkowi dojść do głosu. Była przed nią jeszcze długa droga. Wiele spraw do załatwienia, wiele rzeczy do przemyślenia, ale dziś nie miała już na to czasu. Musiała odpowiedzieć i to właśnie zrobiła. - Dobrze – zaczęła podchodząc do mężczyzny bliżej. - Mam już dość patrzenia na to wszystko. Mam dość uczucia bezradności, tego, że nie robię nic by ten świat zmienić. Chociaż naprawdę się staram, Alex. - dodała kładąc mu rękę na ramieniu. - Chce tego. Chce być tego częścią. Dziękuje, że mi zaufałeś. - odparła i przytuliła go do siebie. To nie była prosta rozmowa, ale potrzebna. I jej i jemu. Teraz miało się wszystko zmienić, tylko jeszcze nie wiedziała jak bardzo.

z/t x2




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

Gabinet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet dyrektora
» Gabinet profesor Lacroix

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Pokątna 23/4-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18