Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Izba przyjęć
AutorWiadomość
Izba przyjęć [odnośnik]31.03.15 0:00
First topic message reminder :

Izba przyjęć

Na oddział urazów magizoologicznych trafiają najróżniejsze przypadki - od drobnych uszkodzeń ciała, po te pozostawiające po sobie paskudne blizny lub trwałe uszkodzenia. Nie powinni obawiać się ci pokąsani przez domowe pupile. O wiele ciężej leczą się urazy spowodowane przez dzikie stworzenia - od pogryzień po ciężkie poparzenia. Stałymi bywalcami oddziału są osoby pracujące ze zwierzętami - w końcu nawet najlepszym zdarzają się wypadki. Pacjenci trafiają tu także po urazach od stworzeń eksperymentalnych, jednak na takie przypadki uzdrowiciele patrzą coraz to mniej przychylnie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Izba przyjęć - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Izba przyjęć [odnośnik]12.06.16 21:31
Miałam serce złamane już przynajmniej pięćset razy. Gdyby kolejny pan okazał się być jedynie łamaczem serc, to po tym pięćset pierwszym razie powiedziałabym STOP i już nigdy wiecej nie weszła w żadne zkochanie. Ale jak trudno się nie zakochiwać, kiedy wokół tak wiele przystojnych twarzy. Zakochałam się już chyba w każdym z osobna, chociażby na pięć minut. Ale w tych wszystkich miłostkach, nie poznałam jeszcze nikogo, kto mnie zainteresowałby na dłużej.
Uśmiecham się lekko do Tristana i kiwam na boki, jakbym nie mogła ustać w miejscu. Widzę, jak mu się oczy świecą, czy to na myśl, że mógłby podniebnych wojaży na grzbiecie smoka być bohaterem. Ma szeroką pierś i ładne czoło, nadawałby się na bohatera. Wygląda prawie jak z komiksu.
- Pan się słucha ojca bardzo? - zastanawiam się, co o tym sądzić, ale sama nie wiem. Gdybym była na miejscu jego, szlachcica i następcy, pewnie bym się także przejmowała tym, żeby nie podpaść ojcu za bardzo. Ale tak to się tego nie boję, po pierwsze ojca nie mam, a po drugie moja matka to wariatka. Ona by mnie wsadziła na tego smoka, a nie się przed tym wzbraniała. - Ale wspaniale by się pan na pewno prezentował, mam nadzieję, że zaprosi mnie pan pacjent przynajmniej na widownię - zachęcam go dalej, bo jestem nierozważna i romantyczna. A rany absolutnie mnie nie przerażały, przecież jestem stworzona do tego, by je ukrywać, zakrywać, leczyć i obacłowywać... chociaż chyba się zapędziłam. Patrzę na niego z takim uwielbieniem w oczach, że nie ma możliwości, żeby pomyślał, że się z niego nabijam, kiedy pytam czy słucha ojca. Pytam ładnie i z grzeczności.
A jego niesamowity urok osobisty dla mnie właśnie objawiał się w tym, że ta nasza rozmowa płyneła i czułam się wspaniale w jego towarzystwie. Nie musiał mnie uwodzić, jak pewnie nierzadko to robi. Bo nie zamierzałam się dać tak szybko złowić na jego słodkie słówka i zapach męski. Narazie wystarczyło mi to, że mogliśmy uśmiechać się i widziałam jego twarz, czułam się dobrze i miałam widoki na to, że spędzimy całkiem przyjemnie kolejne kilkadziesiąt minut. Przecież ja tez nie wyglądałam jak długonoga piękność, której szepnie kilka słówek i wciągnie do schowka na miotły. Nic nie zrobię na to, że nią nie jestem, ale to może nawet lepiej, skoro tamte piękności on kocha intensywnie ale krótko. Ja bym już wolała zostać jego ulubioną pielęgniarką, niż poznać go przelotnie i już nigdy więcej nie spotkać.
- Ależ proszę się wcale nie martwić, ja mam ogromnie dużo siły, zresztą zwykle sypiam od pierwszej do siódmej, więc po śniadaniu a mojej kolacji odprowadzi mnie pan do domu i będziemy kwita. Pan się nie będzie martwił, że usnę na słupie, a ja... no cóż, będę kontent, że jednak się pan nie boi o moje zdolności przetrwania. Jestem za młoda na spanie - a żeby temu wszystkiemu dać potwierdzić, to wstaję i łapię się na tym, że chciałam go znów za rękę dotknąć, kiedy no już nie powinnam.
- To pójdę się przebrać, czy pan kawaler się zgadza?


    I get down to Beat poetry  ◇ They say I'm too young to love you I don't know what I need They think I don't understand The freedom land of the seventies I think I'm too cool to know ya You say I'm like the ice I freeze I'm churning out novels like Beat poetry on Amphetamines ©️endlesslove
Polly Havisham
Zawód : piecze ciastka w Słodkiej Próżności
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
I've been smoking dream dust
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1033-polly-havisham#5949 https://www.morsmordre.net/t6967-pan-darcy-ii https://www.morsmordre.net/t1035-polly#6012 https://www.morsmordre.net/f130-robert-adam-st-28-6 https://www.morsmordre.net/t1128-pola-havisham#7455
Re: Izba przyjęć [odnośnik]14.06.16 13:51
Travis złamał serce (cudze) przynajmniej pięćset razy. Nieświadomie, lecz z prawdą trudno wygrać. Nie wydawał się być dobrą partią dla Polly czy innej niewiasty, która pragnęła stabilnego związku. Greengrass był wiatrem gnanym z miejsca na miejsce, niespokojnym duchem zmieniającym obiekt zainteresowań z dnia na dzień. Tylko smoki - rezerwat były stałą miłością jego życia, niezmienną od lat. Nic innego nie potrafiło przykuć jego uwagi na dłużej. Zdecydowanie lepiej czuł się w przyjacielskich stosunkach, nie tylko wtedy, gdy chodziło o mężczyzn, ta sama zasada tyczyła się również kobiet. Brakowało wtedy wiszącego nad nim widma odpowiedzialności, której tak nie lubił. Stanowił pewnego rodzaju lekkoducha, czasami naprawdę lekkomyślnego. Nigdy nie zastanawiał się nad konsekwencjami niespełnionych obietnic o miłości życia, która miała zaprowadzić parę na ślubny kobierzec, a zamiast tego sprowadzała na manowce. Możliwe, że zadawanie ran drugiej osobie nie było jego celowym zamierzeniem, lecz robił to. Za każdym razem. Zapominając wyciągnięte wcześniej nauki. Wymazując wszystkie winy słodkim zapomnieniem zmieszanym z roztargnieniem. Travis był pewnego rodzaju dziwakiem niewpisującym się w standardy kręgu arystokratycznego. Szczególnie tyczyło się to własnego rodu, gdzie był jedyną nadzieją tejże gałęzi. Swoim zachowaniem skazywał ją na wycięcie z kart historii podpadając tym samym wielu osobom. Paradoksalnie mocniej przejmował się opinią rodziny niż uczuciami biednych niewiast. Czy to się w ogóle mogło zmienić? Zanim ojciec podetknie mu pod nos jedną ze szlachcianek przypierając go tym samym do muru? Greengrass bardzo nie lubił tego rodzaju sytuacji, ale dopóki się nie opamięta to właśnie na tej drodze przyjdzie mu kroczyć.
Nie zakładał z góry podłego potraktowania swojej przyszłej miłości po grób. Gdzieś w głębi naiwnego serduszka wierzył w istnienie tegoż abstrakcyjnego uczucia mogącego go uleczyć z manii flirtowania, omamiania, a na końcu bez słowa wyjaśnienia porzucania przez zapomnienie. W tym konkretnym momencie nic go nie rozpraszało, nawet rana, ponieważ była już opatrzona, a ból zniknął. Mógł skoncentrować rozbiegane myśli na urokliwej uzdrowicielce wzbraniającej się i dającej nadzieję równocześnie. Kąciki ust same nieświadomie drgały poruszane przez wesołość jaką odczuwał w tak miłym towarzystwie.
- Bardzo… to mój obowiązek - odpowiedział wzruszając ramionami. Tak przedstawiały się realia, z którymi nie planował walczyć. Był butny, arogancki, ale nie zamierzał stać się wyrzutkiem pokroju Leonarda. Znalazł już swoje miejsce w szeregu bez względu na jego cenę. Będąc mocnym w gębie zaniechiwał szczekania wbrew komendom. Ot, kolejny dobrze wytresowany młodzieniec. - Jak tylko skończy panienka odpowiedni kurs, od razu posadzę ją w pierwszym rzędzie. - Obiecał solennie. Dużo dziś obowiązków na siebie zrzucił, zupełnie niepomny na tego konsekwencje. O których nie myślał zbyt długo, lub raczej: myślał za krótko, ponieważ przyszło mu przeanalizować słowa sympatycznej stażystki. Gdzieś w trakcie rozmyła się sprawa śniadania zmienionego na kolację - czy zamierzali balować całą noc? - wyczytał tylko najważniejsze. W tym konkretnym przypadku najważniejszym była zgoda na powtórne spotkanie, poza pracą. Teraz.
- Nie pozostaje mi nic innego jak zaczekanie. Na rozmowę z ordynatorem umówię się kiedy indziej, nie ma wyjścia. - Udał bardzo przejętego niedokończoną sprawą, lecz w głowie miał już co innego. Tak miło go trzymała. Nie mógł niestety zapuścić tutaj korzeni, więc powziął ogromny trud w podniesienie się z miejsca i wyjścia z sali. Tam dołączyła do niego przebrana Polly. No to wyszli ze szpitala.

zt.


WHEN OUR WORDS COLLIDE

Travis Greengrass
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
Re: Izba przyjęć [odnośnik]12.09.16 17:38
/najlepiej 28 luty Laughing

Dzień wstecz, tuż po spotkaniu z Doreą, Titus wybrał się ze swoim ojcem na krótką wycieczkę - miał wolne w sklepie, nie pracował także w warsztacie, więc obydwoje uznali, że jest to świetny moment na spędzenie ze sobą trochę czasu, szczególnie, że ostatnio i ojciec i syn byli bardzo zabiegani. A przecież obydwoje uwielbiali podróże, nawet jeśli zamiast słońca drogę oświetlała tarcza księżyca! Szczególnie w swoim towarzystwie, bez przewrażliwionej matki, która w ogóle nie potrafiła odnaleźć się poza cywilizacją, w mrocznych lasach Anglii, które zamierzali przebyć wzdłuż i wszerz. Mieli nadzieję natknąć się na jakieś fantastyczne stworzenia, może znaleźć coś, co w jakiś sposób przyda się do produkcji różdżek, a może po prostu pooglądać nieskalaną ludzką dłonią naturę? Ale niestety jedynym na co trafili było gniazdo bahanek, które rozwścieczone nagłym wtargnięciem niespodziewanych gości uruchomiły skrzydełka oraz kły jadowe. Cudem udało się uniknąć pogryzienia! Jednak już po kilku godzinach od owej konfrontacji Titus zaczął odczuwać bardzo nieprzyjemne skutki uboczne - na pierwszy ogień poszły dłonie, którymi przeganiał te malutkie istotki. Zauważył niewielkie rany w okolicach nadgarstków, najgorsze jednak było to potworne swędzenie! Nie zmrużył wówczas oka, całą noc kręcąc się i drapiąc, zaś kiedy z samego rana matka wparowała mu do sypialni, kiedy zobaczyła, że jego jasną skórę pokrywają malutkie ukłucia ogłosiła w domu kwarantannę i w towarzystwie ojca wysłała go do świętego Munga - jeśli tam mu nie pomogą, to niestety będzie musiał spłonąć na stosie wraz z prześcieradłami i pościelą, której pani Ollivander pozbyła się w mig.
- Zaraz oszaleję!... - jęknął, opadając na krzesło w poczekalni, wciąż rozdrapując rany, które aktualnie nie znajdowały się już tylko na dłoniach, ale rozprzestrzeniły się na całej długości rąk i dalej za łopatki. Nerwowo poruszył się na krześle, tym oto sposobem chcąc podrapać się po plecach, by chociaż na chwilkę ulżyć swoim cierpieniom. Niestety - niewiele to dało...
- Na Merlina, Titus, nie ruszaj się i niczego nie dotykaj, bo nas wszystkich tutaj zarazisz! - ojciec trzymał się w bezpiecznej odległości, przysłaniając usta jedwabną chusteczką - raczej nie znał się na chorobach i mógł tylko podejrzewać, że jego syn został zaatakowany przez kąsający świerzb, ale co gdyby było to coś innego? Jakaś straszna choroba, którą można zarazić się na sto innych sposobów? Przecież nie mógł ryzykować! Czarodzieje zgromadzeni w izbie przyjęć zerkali na nich nieufnie, odsuwając się jak najdalej od rzucającego się i drapiącego Titusa.
- No ale ja już nie mogę! Zabierz mnie od razu do kostnicy, bo chyba zaraz zejdę! Powiedz matce, że ją kocham. - kolejny jęk wypadł spomiędzy jego warg, na co ojciec wywrócił oczami.
- Nie marudź, pani w okienku powiedziała, że mamy czekać, zaraz ktoś przyjdzie. - starał się pocieszyć swoje cierpiące dziecko, ale na niewiele się to zdało. Sam zresztą także ciągle rzucał okiem naokoło, w poszukiwaniu medyków lub kogokolwiek kto mógłby udzielić im jakiejś pomocy. Albo chociaż informacji co powinni z tym fantem zrobić.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Izba przyjęć [odnośnik]12.09.16 18:24
Kolejne niezbyt interesujące przedpołudnie w pracy, zapędziło Cece na zupełnie inny oddział. Ostatnimi czasy nie miała zbyt wiele okazji na korzystanie ze swojej wiedzy w sposób praktyczny. Nie była przekonana czy jest to zasługa ulotek uświadamiających, do jakiego w zeszłym miesiącu próbowała przekonać ordynatora, czy może ludzie coraz rzadziej udawali się do lasów lub trzymali w domu coraz mniej zwierząt. Coraz silniej rozpleniający się strach przed innymi czarodziejami, jaki Celeste mogła zaobserwować wraz z końcem roku, musiał mieć w tym ogromną zasługę. Po morderstwie nestorów, wielu ludzi zaczęło mieć się na baczności bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Odkąd w zeszłym tygodniu pomagała złagodzić cierpienie młodzieńca z wyjątkowo paskudnym oparzeniem, zdążyła już stracić nadzieję na jakiś postęp w tej materii. Nudziła się jak mops, dzięki czemu miała ogromnie dużo czasu na szkicowanie i cudowanie nad kociołkiem. Cassian musiał już mieć jej po dziurki w nosie, więc przeniosła się z badaniami na swój teren, ale to był jeden z tych dni, kiedy po prostu człowiekowi nic się nie chciało. Zdemotywowana do studiów nad poprawą własnych zdolności jako eliksowara, udała się na towarzyską wymianę uprzejmości i właśnie podczas długiej dysputy na temat stosowania zaklęć diagnostycznych, nudę przerwała jej wizyta pacjenta. Przez chwilę nie była pewna czy posłaniec sobie z niej nie kpi. Już kilkukrotnie zdarzało jej się przeżywać zawód, kiedy rozbawieni do granic możliwości współpracownicy płatali jej podobne figle, udając ciężko ranne ofiary agresywnych kugucharów. Straciła na wątpliwościach kilka długich minut, a kiedy wreszcie była już gotowa do przyjęcia pacjenta, słyszała już wyraźnie rozmowę dwóch mężczyzn, jak zdążyła się zorientować ojca i syna. Uśmiechnęła się nieznacznie, odszukując opakowanie gumowych rękawiczek, nim uchyliła drzwi niewielkiej sali przylegającej do izby przyjęć i wyjrzała spoza nich, zerkając na zgromadzonych wewnątrz oczekujących. Dostrzegając wiercącego się na miejscu młodzieńca, nie miała już wątpliwości co do tego, kto będzie jej pacjentem.
- Zapraszam - wykonała w stronę Titusa znaczący gest, uchylając szerzej drzwi, gdy zginęła we wnętrzu sali. Rozłożywszy kartę pacjenta na biurku, zapoznała się w pośpiechu z historią jego chorób, jaka na jej oddziale nie była zbyt obszerna, a następnie spięła włosy w długi, koński ogon i zdezynfekowała dłonie, wciągając właśnie nań gumowe rękawiczki.
- Proszę usiąść - rzuciła zza pleców, gdy dosłyszała kroki. Kozetka już czekała na lorda Ollivandera.


DANCE, ballerina, DANCE AND DO YOUR PIROUETTE
IN RHYTHM WITH YOUR ACHIN' HEART
DANCE, ballerina, DANCE YOU MUSTN'T ONCE FORGET
A DANCER HAS TO DANCE THE PART
Cece Sykes
Zawód : uzdrowicielka, oddz. urazów magizoologicznych
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3619-celeste-sykes https://www.morsmordre.net/t3727-a-to-franca https://www.morsmordre.net/t3728-tylko-nie-celeste https://www.morsmordre.net/f239-pokatna-6-6 https://www.morsmordre.net/t3741-skrytka-bankowa-nr-913#68534 https://www.morsmordre.net/t3732-cece-sykes
Re: Izba przyjęć [odnośnik]12.09.16 20:01
Kiedy drzwi salki nagle się uchyliły obydwoje (starszy i młodszy Ollivander) zwrócili się w tamtą stronę. Ojciec machnął na syna ręką, tym samym nieco go ponaglając, a sam Titus czym prędzej zerwał się z miejsca i drapiąc po łokciu ruszył w kierunku uchylonych wrót. Wreszcie! Jak mu zaraz nie pomogą to z pierwszego piętra od razu powędruje na trzecie, a raczej nie chciał się tam znaleźć. Zamknął za sobą drzwi, rozglądając się na boki, chwile przyglądając ciemnowłosej dziewczynie - wyglądała tak młodo... Obstawiał, że będzie miał do czynienia z jakąś staruszką, a tu taka niespodzianka! Aż mu się trochę wstyd zrobiło, że pewnie zaraz będzie musiał zrzucić przed nią ciuszki, a raczej nie mógł pochwalić się potężną muskulaturą... Tak był skołowany, że z tego wszystkiego zaczął się plątać w swojej szacie zanim dziewczyna cokolwiek powiedziała i takim oto sposobem kiedy odwróciła się w kierunku kozetki, Titus już siedział na niej prawie że golutki, z niechlujnie zwiniętym ubraniem tuż obok. Jego skórę, zwykle trochę zbyt bladą (albo po prostu w odcieniu iście arystokratycznym) pokrywały drobne rany i czerwone plamy w miejscach, które drapał najbardziej intensywnie. Zresztą nawet teraz nie mógł się powstrzymać! Zarzucił rękę na ramię, starając się podrapać po łopatce.
- Co mi jest? Od wczoraj tak mnie wszystko swędzi, że nawet sobie nie wyobrażasz... Ojciec twierdzi, że to przez te bahantki, dlatego od razu przyszliśmy tutaj, ale ja już sam nie wiem! - westchnął. Może powinien zwracać się do niej per pani, ale przecież była niewiele starsza od niego. Ile mogła mieć lat? Dwadzieścia? Dwadzieścia-kilka? Ufał, że nie będzie zła, a jeśli jednak coś jej się nie spodoba to zwróci mu uwagę i będę mogli zacząć od początku. Przykleił plecy do ściany, szorując nimi o fakturę farby w nadziei, że trochę mu to pomoże, ale tak na dobrą sprawę od tego swędzenia ciężko mu było nawet myśleć!


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Izba przyjęć [odnośnik]12.09.16 21:03
Zwrócona do Titusa plecami, formułowała już w myślach odpowiedni sposób postępowania z młodym Ollivanderem. W Mungu przełamywanie etykiety nie byłoby niczym dziwnym, ale od kiedy Cece wyrosła z dziecięcych sukienek miała pewną tendencję do unikania tego typu zachowań. Tylko, że dawno temu nie trafił jej się pacjent tak młody i szybki w działaniu. Kiedy wreszcie skierowała na niego spojrzenie ciemnych oczu, ten właśnie drapał się zawzięcie po łopatce, już półnagi i gotowy do badania. Jej wyraz twarzy stał się mniej wesoły, a bardziej neutralny. Najpewniej chciała sprawiać wrażenie profesjonalnej, ale nie wychodziło jej to zbyt dobrze. Była ewidentnie zbyt rozbawiona.
- No tak, a teraz Cię rozbierzemy i zbadamy. - mruknęła, żartując sobie trochę z jego wyrywności. Kąciki ust wygięła ku górze, stając przed nim i ujmując nadgarstek dłoni, którą przed momentem szaleńczo wyginał w stronę pleców.
- Spróbuj usiedzieć spokojnie, zdrapiesz nam całą farbę. - poprosiła, zaglądając mu na ułamek sekundy w oczy, jakby dla upewnienia się, że jest w stanie wykonać to proste polecenie, a dopiero potem przyjrzała się drobnym rankom pokrywającym jego skórę. Przesunęła palcami wzdłuż jednej z nich.
- Twój ojciec to mądry mężczyzna. - przyznała, wycofując się w stronę gabloty z maściami i eliksirami. - To mi wygląda na kąsający świerzb, zwłaszcza, że mówisz, iż mieliście kontakt z bahankami. Tacie nic nie dolega, tak?
Upewniła się jeszcze, sięgając po fiolkę, plastikowy kubeczek i nieduże pudełeczko, jakie następnie wzięła ze sobą, wracając w pobliże kozetki. Ułożyła to wszystko na niewielkim stoliku na kółkach i odmierzyła solidną porcję eliksiru Świerzbanka.
- Proszę, wypij to. - poleciła, wręczając mu kubek, a następnie zajęła się odkręcaniem maści. Powiodła spojrzeniem wzdłuż jego ramion, w myślach kalkulując ile specyfiku zaaplikować chłopakowi. - Siedź spokojnie, maść powinna pomóc na swędzenie.
Nabrała specyfiku na dwa palce i zaczęła powolną przeprawę przez wcieranie w ranki kropel lekarstwa.
- Drugą porcję eliksiru przyjmiesz wieczorem po posiłku. Za około trzy godziny powinno znowu zacząć Cię swędzieć, dlatego dam Ci resztę maści na wynos. Smaruj rany tak długo, aż całkiem nie znikną. Myślę, że jutro powinieneś już czuć się lepiej, jednakże gdyby tak nie było, oczekuję, że znowu się zobaczymy i coś na to uradzę. - zanim skończyła mu radzić, jej palce masowały już rany na jego barku. Oderwała na moment wzrok od szczupłego ciała pacjenta, aby zajrzeć w jego jasnoniebieskie oczy. - Tak z zawodowej ciekawości… gdzie natknęliście się na dzikie bahanki? Wydano ostrzeżenie przed dużymi zbiorowiskami żyjącymi na północy Londynu.


DANCE, ballerina, DANCE AND DO YOUR PIROUETTE
IN RHYTHM WITH YOUR ACHIN' HEART
DANCE, ballerina, DANCE YOU MUSTN'T ONCE FORGET
A DANCER HAS TO DANCE THE PART
Cece Sykes
Zawód : uzdrowicielka, oddz. urazów magizoologicznych
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3619-celeste-sykes https://www.morsmordre.net/t3727-a-to-franca https://www.morsmordre.net/t3728-tylko-nie-celeste https://www.morsmordre.net/f239-pokatna-6-6 https://www.morsmordre.net/t3741-skrytka-bankowa-nr-913#68534 https://www.morsmordre.net/t3732-cece-sykes
Re: Izba przyjęć [odnośnik]13.09.16 13:34
I jego usta wygięły się w uśmiechu - delikatnym, trochę niewyraźnym, bo lekko się spłoszył kiedy tak z niego zażartowała, jednak... Sam był sobie winien! Ale naprawdę, całkiem szczerze, nie mógł już wytrzymać. Niemniej skarcił się w myślach i obiecał sobie samemu, że następnym razem będzie czekać na polecenia medyka. Może zasłuży przez to na jakąś odznakę dzielnego pacjenta? Ładnie by się komponowała obok Orderu Uśmiechu, który nie tak dawno temu wygrał w konkursie tańca na potańcówce u braci Fancourt.
- Mhm. - kiwnął głową, a kiedy tak zajrzała mu prosto w oczy, to nagle zauważył, że... jest bardzo ładną kobietą i zrobiło mu się jakoś tak gorąco w środku. Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili w ogóle nie słuchał co do niego mówi, zamiast tego lustrując wzrokiem jej jasne policzki i kształtne usta. Ocknął się dopiero kiedy wspomniała o świerzbie.
- Cooo?... - zamrugał. On i świerzb? On, szlachcic, i świerzb, jakaś totalnie plebejska choroba? Sam już nie wiedział czy się śmiać czy płakać, ale raczej nie chciał by ktokolwiek się o tym dowiedział. Zdawał sobie również sprawę, że rodzice nie dadzą mu żyć - przecież jak matka się dowie to umrze ze śmiechu - Nie, twierdzi, że nie. No i nie wygląda jak ja. Niby nie jest już taki młody, a biega szybciej ode mnie. - roześmiał się. Jak już te bahantki wyleciały z gniazda to starszy Ollivander uciekał tak szybko, że aż się za nim kurzyło, od razu zostawiając syna w tyle! Dobrze, że ostatecznie się po niego wrócił i interweniował odganiając je zaklęciem bo oprócz świerzba pewnie by się Titus nabawił jakiś ukąszeń, a raczej nie mógł sobie pozwolić na chorowanie, bo kto sprzątałby warsztat?
- Co to? - odebrał kubek, od razu zaglądając do środka, ale posłusznie wypił specyfik, na raz wlewając go do gardła. Do najsmaczniejszych nie należał, więc nieznacznie się skrzywił, głośno go przełykając - Nie za dobre. - stwierdził, po czym odłożył kubek na stoliczek, zaraz powracając spojrzeniem do Cece. Obserwował jej poczynania, zaś gdy poczuł dotyk smukłych dłoni na swoim ciele nieznacznie drgnął, jednak maść od razu przyniosła ulgę. Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości wszystkie zalecenia i już teraz wiedział, że niezależnie od swojego stanu i tak tu jutro wpadnie. Po co? Chyba tylko po to by znowu zobaczyć się z panną Sykes...
- No... Właśnie tam. Lubimy z ojcem czasem się gdzieś powłóczyć. Chyba obydwoje o tym zapomnieliśmy... No i tak całkiem szczerze to... Nawet się ucieszyliśmy jak zobaczyliśmy pierwszą i drugą, pomyśleliśmy sobie, że może można by użyć ich sierści do produkcji różdżek, ale teraz to już sam nie wiem. - wciąż przyglądał się Cece, starając nie ruszać - O jak mi dobrze... - westchnął, dopiero po chwili orientując się, że mogło to zabrzmieć trochę... dziwnie, więc czym prędzej dodał - To znaczy od tej maści.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Izba przyjęć [odnośnik]13.09.16 15:28
Cece może i była młoda, ale zdążyła zobaczyć już wystarczająco wiele ukąszeń i urazów z udziałem magicznych stworzeń, aby nie dziwiły jej tego typu sytuacje. Sam kuguchar mógł pokąsać zarówno nachalnego mugola, jak i arystokratę, a bahanki z kolei nigdy nie odznaczały się specjalną łagodnością, zwłaszcza wypłoszone ze swoich kryjówek. Titus… cóż, w jej opinii zapracował sobie na ten świerzb w całej rozciągłości, co wcale nie oznaczało, że nie potrafiła mu współczuć. Zdawała sobie sprawę z uporczywości objawów, jakie towarzyszyły zarażeniu i w żadnym razie nie wolałaby się znaleźć na jego miejscu, ale czy i byłoby to w ogóle prawdopodobne? Sykes nie pamiętała, kiedy sama wykazała się tak wielką nierozważnością, aby świadomie narazić się na uszczerbek na zdrowiu i ku swojemu zdumieniu, trochę zazdrościła mu lekkości, z jaką opowiedział jej swoją historię. Może sama chciałaby odnaleźć w sobie taką żywiołowość i naturalną chęć do eksploatacji świata? Prawdopodobnie, ale dla niej było już za późno już chyba od samej chwili narodzin. Zawsze taka była. Stateczna i w miarę ułożona. Może tylko trochę zbyt kochliwa, roztargniona i zafascynowana tym, czym zajmowała się na co dzień, ale w gruncie rzeczy nigdy nie pociągało jej niebezpieczeństwo. Aż do niedawna, chociaż nie potrafiła bezpośrednio sformułować tej myśli. Wizyta Ollivandera na oddziale mogła być prawdziwym kamieniem milowym jej codzienności, ale wówczas nie myślała o niej w ten sposób. To po prostu kolejna historia, jakich usłyszy jeszcze tysiące oraz następny młody pacjent, który musiał jeszcze się wyszumieć.
- W razie czego, wie gdzie mnie szukać. - przypomniała, ale raczej z przyzwyczajenia i zawodowej potrzeby, aniżeli naprawdę sądziła, że starszy Lord będzie potrzebował jej pomocy. W końcu, gdyby coś miało mu dolegać, odczułby to w podobnym odstępie czasu od zdarzenia co jego syn.
- Eliksir Świerzbanka - odparła na jego pytanie, maksymalnie skoncentrowana na swoim zadaniu. - Może i tak, ale działa jak należy.
Nigdy nie próbowała, więc nawet nie potrafiła wyobrazić sobie jak smakuje ten specyfik. Zresztą, zdecydowanie nie chciała, a i nawet szybko wyrzuciła podobne myśli z głowy, zajęta czymś ciekawszym.
- Ach tak - westchnęła cicho, nie komentując podobnej nierozważności, aby przypadkiem nie pokusić się o zbyt osobistą dygresję. Lekarzowi nie wypadało. Zmarszczyła brwi, najwyraźniej coś rozważając.
- To ma w ogóle jakiś sens? - zapytała nieoczekiwanie, poniekąd wyrażając swoje zwątpienie, a z drugiej strony faktycznie ciekawa. - Jad nie byłby lepszy? Taka sierść bahanek nie ma chyba żadnego zastosowania w eliksirowarstwie, a ślina jest chociaż jadowita. Albo jaja… albo skrzydełka…
Mimowolnie zaczęła wyliczać wszystkie fragmenty bahanki, jakie były w jakimś stopniu użyteczne, albo dla niej samej albo dla alchemików. Na różdżkarstwie znała się niemalże tak dobrze jak na zawodowym jeździectwie - nie miała o nim bladego pojęcia. Ni z tego ni z owego nagle pękło jej opanowanie i zaśmiała się cicho.
- Przepraszam - rzuciła niemalże automatycznie, smarując już teraz drugą rękę. - W takim razie, niezmiernie mi miło, że reszta pudełeczka będzie Twoja.



DANCE, ballerina, DANCE AND DO YOUR PIROUETTE
IN RHYTHM WITH YOUR ACHIN' HEART
DANCE, ballerina, DANCE YOU MUSTN'T ONCE FORGET
A DANCER HAS TO DANCE THE PART
Cece Sykes
Zawód : uzdrowicielka, oddz. urazów magizoologicznych
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3619-celeste-sykes https://www.morsmordre.net/t3727-a-to-franca https://www.morsmordre.net/t3728-tylko-nie-celeste https://www.morsmordre.net/f239-pokatna-6-6 https://www.morsmordre.net/t3741-skrytka-bankowa-nr-913#68534 https://www.morsmordre.net/t3732-cece-sykes
Re: Izba przyjęć [odnośnik]13.09.16 17:52
Titus z kolei wariował siedząc na miejscu. Był typem podróżnika, wolnego ducha, którego zew przygody często gnał tam, gdzie wcale nie powinien. Jeśli nie doświadczył czegoś na własnej skórze to w ogóle to dlań nie istniało, a typowo gryfońska odwaga i czysta bezmyślność pchały go w miejsca często niedostępne, niebezpieczne i, w jego mniemaniu, niezwykle pociągające. Nie przejmował się konsekwencjami, w nosie miał zakazy i nakazy. Nie znosił bezczynności i monotonii, której nigdy w życiu nie pozwoliłby wkraść się do swojej egzystencji. To wszystko dostał w genach - od ojca, który najwidoczniej wcale nie był takim statecznym czarodziejem jak się wszyscy myśleli i przede wszystkim matki - wolnej, radosnej, choć wolącej luksusy od surwiwalowych wycieczek na koniec świata.
- I tak nie polecam. - wzruszył ramionami. Miał nadzieję, że ten paskudny płyn faktycznie zadziała i to jak najszybciej i pozbędzie się świerzba zanim zdąży zarazić całą rodzinę. Już sobie wyobrażał drapiących się czerwonych Ollivanderów buszujących po warsztacie albo sklepie. No śmiech na sali!
- Może ma, może nie ma. Warto próbować, czemu nie? Taka sierść psidwaka na przykład, niby też nie ma zastosowania w innych dziedzinach, a do różdżek się nadaje. Co prawda nie słyszałem żeby ktoś używał włosów bahanki, ale może warto poeksperymentować? Może udałoby się wydobyć z niej jakąś magię? - różdżki i wszystko co z nimi związane było ulubionym tematem Titusa, mógłby opowiadać o nich całymi godzinami! Marzył także, że kiedyś, w przyszłości jak już zostanie największym różdżkarzem wśród Ollivanderów, odkryje kilka nowych rdzeni. Może niektóre będą tak potężne jak serca smoka albo włosy jednorożca? Czas pokaże! Drgnął kiedy opakowanie pękło, opuścił na nie spojrzenie, za moment powracając spojrzeniem do twarzy Cece.
- Nic się nie stało. - pokręcił głową, zaś kolejne słowa dziewczyny skwitował delikatnym uśmiechem - Fantastycznie, szkoda tylko, że sam się będę musiał tym smarować. Bo ciężko będzie z plecami. - stwierdził, chociaż po głowie chodziła mu troszkę inna myśl i z pewnością była związana z samą panią doktor. Niemniej nie wypadało wyrażać jej na głos.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Izba przyjęć [odnośnik]13.09.16 18:44
Wiele ich dzieliło, ale może i niegdyś równie wiele ich połączy. Otwartość ma nowe doznania była w tej materii kluczowa, a przynajmniej dla samej uzdrowicielki. Czy wszystko było kwestią czasu? Możliwe. Zanim nie podjęła własnych studiów nad anatomią, nigdy nie spodziewałaby się, że wyląduje na stażu w szpitalu, więc może dopóki nie skoczy z klifu, nie dowie się jak cudownie jest lecieć wolnym.
Wsłuchała się w jego słowa, analizując to co powiedział i w istocie, była zażenowana tym, że tak tego nie pojmowała. Rdzeń jej własnej różdżki też przecież nie wydawał się tak często spotykany, a przynajmniej tak uważała, gdy rozmyślała nad genezą powstania rdzeniów z łuski wsiąkiewki. Nie miała w tej materii żadnej specjalistycznej wiedzy, która potwierdzałaby lub przeczyła jej dziecięcym założeniom.
- Świat potrzebuje takich innowacji. - powiedziała, nim uświadomiła sobie, że myśli na głos. Przygryzła dolną wargę, zapominając na moment o czerwonym barwniku, którym pokryła ją kilka godzin temu i oddając się chwilowemu poczuciu wstydu. Znów zapomniała o filtrze wypowiedzi, ale… w istocie tak było. Titus wydał jej się w tej chwili jeszcze bardziej interesujący. Chciałaby porozmawiać z nim o jego pomysłach na nowe rdzenie, zasypać go wątpliwościami, jakie może przejawiać jedynie ktoś tak nieobyty jak ona, a które Ollivander rozwiałby w ułamku sekundy, jednakże ściągnęła tylko usta, porzucając ten pomysł. Dopiero co ukończyła specjalizacje i na razie nie chciała wychylać się niepotrzebnie z szeregu uzdrowicieli. Wystarczył już sam fakt, że byli z lordem na „ty”.
- Mmm, w każdym razie następnym razem lepiej się przygotujcie. Jeśli zamierzasz wyrywać bahance sierść, polecam ją oszołomić… i założyć grube rękawice. Proszę, odwróć się. - ukryła zmieszanie za dobrą radą, nieco przyspieszając pracę i ostatecznie kończąc z ramionami. Kiedy wykonał polecenie, jej palce poczęły muskać rany na plecach, aż ostatecznie było już po wszystkim.
- Może narzeczona pomoże? - zasugerowała, nie mając bladego pojęcia czy czasem Titus nie jest już zaręczony. Lyra była w tym samym wieku co on, czego dowiedziała się z jego karty chorób, a była już zamężna. Równie dobrze mógłby wrócić do niej na oddział i sama by się tym zajęła, ale ze swojego krótkiego doświadczenia wiedziała, że młodzi ludzie często unikają lekarzy, o ile tylko nie doprowadzi się ich do ostateczności.
- Gotowe - oznajmiła, wstając i zakręcając maść. Podała opakowanie Ollivanderowi, a sama udała się w stronę kosza na śmieci, aby pozbyć się gumowych rękawic. Pozostało jeszcze wypisać odpowiednie rubryczki.


DANCE, ballerina, DANCE AND DO YOUR PIROUETTE
IN RHYTHM WITH YOUR ACHIN' HEART
DANCE, ballerina, DANCE YOU MUSTN'T ONCE FORGET
A DANCER HAS TO DANCE THE PART
Cece Sykes
Zawód : uzdrowicielka, oddz. urazów magizoologicznych
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3619-celeste-sykes https://www.morsmordre.net/t3727-a-to-franca https://www.morsmordre.net/t3728-tylko-nie-celeste https://www.morsmordre.net/f239-pokatna-6-6 https://www.morsmordre.net/t3741-skrytka-bankowa-nr-913#68534 https://www.morsmordre.net/t3732-cece-sykes
Re: Izba przyjęć [odnośnik]13.09.16 20:44
- Potrzebuje, a i owszem. Potrzebuje też wariatów, którzy zaczną jeść ziemniaki - no bo co miał w głowie ktoś, kto wpadł na to, żeby zrobić potrawkę z jakiś dziwnych bulw rosnących głęboko pod ziemią? - i budować piramidy. I może też trochę takich, którzy chcą łapać bahanki gołymi rękami. - roześmiał się. Tak się toczył ten świat! gdyby nie ci wszyscy szaleńcy całkowicie oddani swoim pasjom to ludzie wciąż żyliby na płaskiej ziemi, nie mogli zwiedzać chmur ani przebyć stu kilometrów w ciągu zaledwie kilku godzin. A tak? Tak za niedługo człowiek postawi stopę na księżycu! Szach mat, rzeczy niemożliwe!
- Zapamiętam, chociaż obawiam się, że minie trochę czasu do tego następnego razu. - z drugiej strony jakby znowu nabawił się jakiegoś świerzba to mógłby ponownie stawić się w Mungu, na tym samym oddziale, być może pod opieką tej samej kobiety. Tak, zdecydowanie powinien dać się ugryźć jakiejś jadowitej kobrze albo innemu strasznemu potworowi. Zgodnie z poleceniem odwrócił się, wspierając dłonie oraz kolano na kozetce, wbijając spojrzenie prosto przed siebie, pewnie w jakąś tablicę anatomiczną czy inny plakat zdobiący ściany salki.
- Narzeczona? Nie mam narzeczonej. - wzruszył ramionami - Za młody jeszcze jestem. Znaczy... no wiem, że w moich kręgach to się ludzie pobierają jak tylko osiągną pełnoletność, ale ja najpierw muszę skończyć pobierać nauki i tak też uważa moja rodzina. Czyli znajdą mi żonę pewnie za jakieś sto lat. - znowu się roześmiał. Różdżkarstwo było tak obszerną nauką, że wcale by się nie zdziwił gdyby tytuł prawdziwego wytwórcy otrzymał w prezencie na setne urodziny. Teraz był tylko parobkiem w rękach swoich ciotek i wujków, ale kiedyś to on będzie mógł kazać zamiatać w warsztacie swoim podopiecznym. Może nawet własnym dzieciom?
- Dziękuję, od razu mi lepiej. - odwrócił się do Cece, wciąż nie wstając z siedziska, obracając w dłoniach maść. Przez chwilę milczał, bardzo dokładnie oglądając pudełeczko, a później uniósł spojrzenie na medyczkę - Aaaa, to ja się może ubiorę. - odłożył maść, zeskoczył z kozetki i zaczął się plątać w swojej szacie zarzucając ją na świeżo wysmarowane ciało.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Izba przyjęć [odnośnik]13.09.16 21:27
- I malować topiących się ludzi… - mruknęła do siebie, wzdychając szybciutko, nim odzyskała pogodę ducha - To ja pewnie poprzestanę na jedzeniu ziemniaków i leczeniu świerzbu.
Nastrój szybko jej się zmieniał. W końcu była kobietą, w dodatku niezwykle znudzoną niespiesznym tempem przemijania dzisiejszego dyżuru, ale podczas tej rozmowy, zaczęła wracać myślami do ponurych wizji. Tych, jakimi ozdabiała płótna po godzinach. Naturalnie wspomniała też brata, zaciskając dłoń w pięść, kiedy zastanowiła się na prędce czy czeka na nią list wysłany Francą czy też znów będzie musiała obejść się smakiem. Kiwnęła w zamyśleniu głową, w istocie mając nadzieję, że nie zobaczą się z Titusem jeszcze przez jakiś czas. Nie dlatego, że nie chciałaby z nim porozmawiać, a po prostu z medycznego punktu widzenia tak było lepiej dla ich obojga, a na pewno zdrowiej.
- Na wszystko przyjdzie pora. Tacy rodzice to skarb. - zauważyła, nie mogąc powstrzymać grymasu przebiegającego przez jej twarz. Ach ta mama i jej wymysły. Może, gdyby nie była tak uparta, Cece naprawdę wyczekiwałaby ślubu z utęsknieniem i na własną rękę szukała odpowiedniego, godnego w połowie Fawley’owej krwi narzeczonego?
- Są charyzmatyczni? - zapytała nagle, wykręcając nerwowo palce i koncentrując się na zieleni gumowych rękawiczek. - Znaczy, Twoi rodzice? Chyba wiem, kto potrzebuje zasięgnąć u nich porady względem zaręczania pociechy.
Rozluźniła się trochę, nie brnąc już tak uparcie w sztywną formalność.
- Zakochaj się, zanim zaczną Ci kogoś szukać, to moja rada. Wtedy chociaż będziesz miał cień szansę na wygranie bitwy o własne szczęście. - poklepała Titusa przyjaźnie po ramieniu nim wstała, aby uporządkować salę. Krzątała się przez moment, a to myjąc ręce, a to w roztargnieniu poszukując pióra. Prawie strąciła kałamarz na ławę, tak była roztargniona, a w między czasie przyglądała się ubierającemu się pacjentowi, chociaż przez cały ten czas udawała, że wpisuje wszystkie zalecenia do odpowiedniej tabelki i notuje podane specyfiki.


DANCE, ballerina, DANCE AND DO YOUR PIROUETTE
IN RHYTHM WITH YOUR ACHIN' HEART
DANCE, ballerina, DANCE YOU MUSTN'T ONCE FORGET
A DANCER HAS TO DANCE THE PART
Cece Sykes
Zawód : uzdrowicielka, oddz. urazów magizoologicznych
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3619-celeste-sykes https://www.morsmordre.net/t3727-a-to-franca https://www.morsmordre.net/t3728-tylko-nie-celeste https://www.morsmordre.net/f239-pokatna-6-6 https://www.morsmordre.net/t3741-skrytka-bankowa-nr-913#68534 https://www.morsmordre.net/t3732-cece-sykes
Re: Izba przyjęć [odnośnik]14.09.16 17:23
- Hm? - uniósł obie brwi - Myślę, że są. Moja mama jest w sumie wspaniała. Tak, myślę, że jest charyzmatyczna, skoro jako jedyna potrafi wpłynąć na ojca. - znowu parsknął śmiechem. Pani Ollivander była prawdziwym aniołem! Titus kochał ją najbardziej na świecie, bo to ona broniła mu tyłek, kiedy tatko trochę się wkurzał jak jego syn przestawał zachowywać się jak szlachcic, a to zdarzało się wyjątkowo często - Mój tata... Tak, myślę, że on też jest charyzmatyczny. - kiwnął głową. Musiał być, skoro potrafił przekonać hodowców by sprzedawali mu materiał na rdzenie za pół ceny. Zresztą i stary Ollivander miał gadane, tylko był po prostu znacznie poważniejszy niż jego żona, która swoją łagodnością oraz pogodą ducha potrafiła tknąć każde serce. Nawet to całkiem skamieniałe.
- Co masz na myśli? - przekrzywił głowę na jedną stronę. Był zwyczajnie ciekaw kogo miała na myśli. Ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła, ale z drugiej strony kto pyta nie błądzi, prawda?
- Mam nadzieję, że tak będzie. Ostatecznie może jak już mi znajdą kandydatkę to wtedy trafi mnie strzała amora? Tak było w przypadku moich rodziców, a historia podobno lubi się powtarzać. - wzruszył ramionami. Byłoby miło, gdyby faktycznie serce biło mu szybciej na widok żony, a nie pozostawało w bezruchu.
W końcu udało mu się uporać z szatą - wygładził ją obiema rękami, poprawił rękawy i sztywny kołnierz. Splótł palce w koszyczek, odwracając się w kierunku Cece.
- To ja już chyba pójdę, pewnie masz jeszcze mnóstwo pracy. - kiwnął głową. Chociaż dobrze czuł się w jej towarzystwie, przyjemnie było z kimś porozmawiać, a tutaj rozmowa naprawdę się kleiła - Ach! Maść! Zapomniałbym! - sięgnął po pudełeczko i powoli ruszył w kierunku drzwi, wciąż jednak zerkając na pannę Sykes.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Izba przyjęć [odnośnik]15.09.16 13:11
Na jej twarzy pojawiło się coś zupełnie innego od wszystkich uśmiechów, jakie zdążyła mu już zaprezentować. Ściągnęła usta, jakby zastanawiając się czy w istocie powinna to mówić i westchnęła z rezygnacją. Skoro podjęła temat, warto byłoby go pociągnąć.
- Phillys Sykes, moja mama, ona chyba... - nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła wykręcać sobie dłonie ze stresu. Tak już od kilku miesięcy reagowała na myśl o aranżowanym małżeństwie. Nie było dla Cece chyba nic bardziej krzywdzącego niż próby wydania jej za jakiegoś „godnego córki Fawleyów, nawet jeśli nie szlacheckiej krwi” mężczyzny. Panna Sykes już widziała się w roli kury domowej u boku starego, czterdziestoletniego szlachcica, któremu nigdy z małżeństwem i statecznością po drodze nie było. Zabraniałby jej realizować się artystycznie, a jej nogi służyłyby już nie jako nośnik ciała w baletowych piruetach. Miałaby je rozsuwać przed chamem w pięknych strojach? Ciarki przechodziły ją na samą myśl. Miała być jedynie młodą klaczą rozpłodową o zupełnie zerowym statusie dla pozostałych rodów. Nie rozumiała dlaczego jej własna matka chce ją na to skazać i uciekała od zaręczyn gdzie pieprz rośnie.
- Tak pomyślałam, że może… ach, zapomnij. - machnęła dłonią, uciekając wzrokiem przed jego spojrzeniem i od tej pory stała się jeszcze bardziej milcząca. W jej wesołych zazwyczaj oczach zagnieździł się smutek i nawet jego odpowiedź względem historii rodziców nie wysyłała u niej, jak zwykle to bywało w takich przypadkach, westchnienia zachwytu. To była dopiero urocza historia. Pomimo aranżowanego małżeństwa, dwoje ludzi łączy silne uczucie. Cece tak bardzo chciałaby, aby i ona mogła dostąpić zaszczytu obustronnego szczęśliwego zakochania. Kąciki jej ust lekko wygięły się ku górze i to byłoby na tyle, gdyby jej pogodność nie zmusiła jej ostatecznie do obdarzenia młodego pacjenta szczerym uśmiechem.
- Odrobinkę. Nie zapomnij o wieczornej porcji eliksiru. - przypomniała mu jeszcze, pilnując, aby i jego nie zapomniał wziąć z sali. - Do zobaczenia.
Pożegnała się z nim, obserwując jak wychodzi na korytarz i przez chwile nasłuchując wymiany zdań, jaka pewnie wywiązała się pomiędzy Titusem a lordem Ollivanderem. Westchnęła, wracając do uzupełniała dokumentów. Miała pewne przeczucie, że jeszcze się zobaczą i na samą tę myśl robiło jej się cieplej na sercu. Ten chłopak był tak przystępny w porównaniu do pozostałych szlachciców, jakich niekiedy przyjmowała na swoim oddziale. Kiedy skończyła, zaczekała aż atrament zaschnie i złożyła papiery, porządkując biurko i wymieniając okrycie kozetki. Zostawiając porządek w sali, opuściła ją, aby odnaleźć swoje pergaminy. Skoro i tak nie miała nic lepszego do roboty, mogła równie dobrze naszkicować parę jasnoniebieskich oczu.

|ztx2


DANCE, ballerina, DANCE AND DO YOUR PIROUETTE
IN RHYTHM WITH YOUR ACHIN' HEART
DANCE, ballerina, DANCE YOU MUSTN'T ONCE FORGET
A DANCER HAS TO DANCE THE PART
Cece Sykes
Zawód : uzdrowicielka, oddz. urazów magizoologicznych
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3619-celeste-sykes https://www.morsmordre.net/t3727-a-to-franca https://www.morsmordre.net/t3728-tylko-nie-celeste https://www.morsmordre.net/f239-pokatna-6-6 https://www.morsmordre.net/t3741-skrytka-bankowa-nr-913#68534 https://www.morsmordre.net/t3732-cece-sykes
Re: Izba przyjęć [odnośnik]18.09.16 15:34
Początek lutego

„Dzień jak co dzień”. Czy kiedykolwiek uzdrowiciel mógł pokusić się o takie stwierdzenie, gdy każdy dzień niósł ze sobą nowe, niezdiagnozowane jeszcze przypadki? Ludzie przychodzili i odchodzili, ranili się oraz zdrowieli. Kiedy wkraczało się na oddział, nigdy nie można było być pewnym tego, co się zastanie. Czy Twój zmiennik przygotował odpowiednio salę, wypełnił kartę pacjenta i opisał przyjęte przez siebie przypadki? Jeśli tak to cudownie, miałeś wystarczający podkład do codziennej, spokojnej pracy bez przeszkód, ale jeśli nie, często cały dzień stawał się ogromnie upierdliwy. Domniemywanie, jakie leki zostały już podane, czy temperatura była mierzona systematycznie, czy zaobserwowano poprawę i tym podobne. Kiedy uzdrowiciel był odpowiedzialny, notował wszystkie swoje kroki. Tak przynajmniej uważała Cece, dbając o to niezwykle skrupulatnie. Nie znosiła pozostawiania po sobie bałaganu, chociaż jej zachowanie w pracy okropnie kłóciło się z tym, co pozostawiała w swoim pokoju. Coś jednak jest w tym „artystycznym nieładzie”. Czy byłaby w stanie właśnie w takim zamieszaniu pracować? Kiedyś jej się zdarzyło. Wezwano jedną uzdrowicielkę do czterech cierpiących mężczyzn, których kartoteka pełna była podejrzanych aktywności w okolicach Śmiertelnego Nokturnu. To nie mogło się udać, a przynajmniej nie bez wyklinania jej od konowałów czy też niedouczonych pannic, bez krzyków i powarkiwań, kiedy ona nie wiedziała w co powinna ręce włożyć. Im częściej smarowała im oparzeliny maścią chłodzącą oraz im więcej eliksirów przeciwbólowych wlewała im do gardeł, tym większą agresję w nich wywoływała, aż wreszcie pozbyła się ich z oddziału, gdy wypisano ich z niego, wyleczonych i dopieszczonych, chociaż równie niezadowolonych co na początku. Nawet teraz, kiedy przyjmowała pod swoje skrzydła ludzi normalnych i autentycznie cierpiących, zastanawiała się czy czasem nie trafi jej się niedługo kolejny furiat, kwalifikujący się jedynie do potraktowania go zaklęciem oszałamiającym. Niezwykle też żałowała, że nie posiada większego daru perswazji i nie potrafi co poniektórych uspokoić samym tonem swego głosu. Zazdrościła tego swemu ojcu. Harald Sykes od lat był stonowanym, poważanym koronerem, a im więcej osób próbowało go wyprowadzić z równowagi, z tym większą uprzejmością i spokojem się doń odnosił. Może to praca z nieżywymi tak go ukształtowała? Niewątpliwie, mogła być w tym pewna tego zasługa, chociaż on sam musiał mieć w sobie wystarczająco wiele łagodności, aby praca jedynie mu w tym pomagała. Nic nie działo się samo z siebie, tak samo jak teraz, nic nie było w stanie przywrócić Cece na ziemię. Cały dzień była niezwykle roztargniona i zamyślona. Cichsza niż zwykle, krzątała się po oddziale z niezwykle nieobecnym wyrazem twarzy, więc może niewielka ilość pacjentów była jej nawet na rękę. Nie zmieniało to jednak faktu, że po kilku godzinach nudziła się niepomiernie, a ewolucja pozycji, jakie zdążyła przerobić na krześle w dyżurce, zaczęła zastanawiać nawet ją samą. Ilość szkiców także była już przytłaczająca. Pomysłów na obrazy miała w tym momencie o wiele więcej niż czasu, jaki mogłaby poświęcić na realizację projektów.
Zbawienie nie nadeszło od razu. Ostatecznie, aby jakoś spożytkować czas wolny, Cece skoncentrowała się na pomocy w przepisywaniu starszej dokumentacji. Nie znosiła tego. Rozczytywanie się z czyjegoś pisma nigdy nie było dla niej proste, ale na bezrybiu i rak ryba, prawda? Wyposażywszy się w całą stertę pożółkłych, niemalże rozsypujących się przy nierozważnym dotyku teczek, zasiadła za swoim biurkiem, aby kaligrafować najwyraźniej jak potrafiła. Imię, nazwisko, data i miejsce urodzenia. Imiona i nazwiska rodziców, status krwi, zawód, miejsce zamieszkania. Historia przebytych chorób, podane leki, przebyte szczepienia. Ostatni znany status: martwy, żywy czy zaginiony. Sykes nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wiele wynosiła z tego, bezsensownego w jej pierwszej opinii, zajęcia. Jeśli uprzednio nie zawracała sobie za dobrze sprawy z konsekwencji, jakie mogą nieść ze sobą konkretne działania, tak teraz mogła się zwać po prostu osobą oświeconą w tej kwestii. Obserwowała jak nawet minimalny kontakt z podwodnym stworzeniem mógł kończyć się prawdziwą katastrofą i niezwykle ciężkim stanem, a następnie mogła śledzić jak ten wypadek wpływał na karierę aurora wspominanego przez nią przypadku. Rekonwalescencja po przekleństwie trytona była dla niego na tyle ciężka, że trafił pod opiekę uzdrowicieli z urazów pozaklęciowych, kiedy spowolniony refleks doprowadził do niezwykle niebezpiecznych i całkiem niepotrzebnych powikłań. Cece wytężała pamięć, zastanawiając się czy pracowała już wtedy na oddziale. Ona z pewnością nie dopuściłaby do wypuszczenia pacjenta, jeśli nie miałaby pewności co do tego, że poradzi sobie poza szpitalem w dojściu do zdrowia. Nie pamiętała kto pracował w urazach magizoologicznych, zanim udało jej się ukończyć specjalizację, ale tak chyba było lepiej. Nie lubiła oceniać ludzi przez pryzmat ich pracy, chociaż pewien wyjątek stanowił Cassian Morisson, jakiego chyba nie potrafiłaby zaakceptować poza murami szpitala św. Munga. Zdarzyło jej się nawet kilkukrotnie pojawiać na jego oddziale, prosząc o możliwość douczenia się, chociaż jego niechęć względem niej samej nieco za każdym razem ją demotywowała. Jednakże, po przemyśleniu tego wszystkiego, zawsze dochodziła do wniosku, że jeśli wyrzuci ją oknem, wróci kominkiem. Chęć dążenia do doskonałości była dla niej na tyle ważna, że nawet gburowaty ON nie potrafił zmusić jej do zwątpienia we własne umiejętności, Kto wie, czy nie uda się to komuś innemu, o wiele wiele później. Tymczasem, Celeste była zupełnie zafiksowana na poszerzaniu swoich horyzontów.
Tę falę rozmyślań, przerwało jej szczęśliwie pojawienie się pacjenta. Przyłapana na bujaniu w obłokach, nie wydawała się nawet zawstydzona, kiedy poproszono ją o szybkie pojawienie się w jednej z sal i zajęcie się potrzebującym. Zamknęła dopiero co przepisywaną kartę, tworząc zakładkę z równo ściętego, płaskiego fragmentu korka, jakim zapieczętowano eliksir, używany przez nią wczorajszego wieczoru i podniosła się, poprawiając kitel. Po drodze zdążyła poprosić o krótkie streszczenie zdarzenia, swoją ulubioną pielęgniarkę. Dowiedziała się, że mężczyzna został przez coś ukąszony, ale tak naprawdę, miał problem z jasnym i klarownym określeniem co takiego mogło go zaatakować. Majaczył, nie potrafiąc skupić spojrzenia w jednym miejscu. Pospieszona tak nieoptymistycznym przebiegiem spraw, zagęściła ruchy. W istocie, pacjent miał problem z wysłowieniem się. Leżał na łóżku, w którym przywieziono go na pierwsze piętro w absolutnym bezruchu. Dłonie miał dziwnie wykręcone, jakby starał się przytrzymywać własną szyję w obawie przed jej odpadnięciem. Już samo zbliżenie się do niego nie okazało się proste. Był przestraszony i rozgorączkowany… mało tego, ten człowiek zdradzał wyraźne objawy zatrucia. Zwracał się do niej „per królowo” i najwyraźniej uważał ją za kata w balowej sukni. Będzie z tego wspaniała anegdota, jeśli tylko wszystko skończy się szczęśliwie. Nie pozwalał jej obejrzeć swojej szyi. Bronił jej tak zaciekle, że Cece cudem uniknęła pogryzienia. Nie próbowała mu już podawać żadnych lekarstw, kiedy ten rozbił pierwszy flakon na pobliskiej ścianie. Bladozielony napar, eliksir uspokajający, spływał właśnie niespiesznie na posadzkę. Czując, że nie ma innego wyjścia, sięgnęła po różdżkę. Unieruchomiła mężczyznę siłą, wcale nie czując się z tym dobrze, ale obserwując postępujące sinienie na twarzy, nie miała innego wyjścia. Nie pozbawiła go przytomności, czego potem żałowała. Śledzące każdy jej ruch gałki oczne były niezwykle niepokojące…
- Recivium - powiedziała, gdy wycelowała różdżką w niewielki ślad na szyi pacjenta. Nie rozpoznawała, czyje to zęby. W świecie czarodziejskim istniało tyle stworzeń, które mogło pozostawić taki ślad, że nawet przy zaobserwowanych przezeń objawach, rozpoznanie nie mogło być tak proste. - Oculio Tertia
Zamknąwszy oczy, skoncentrowała się na zajrzeniu w głąb jego tkanek. To co ujrzała, nie napawało optymizmem. Ściągnęła usta, widząc jak obumierają kolejne komórki. Cholera, to cholerstwo musiało być jadowite.
- Antia - rzuciła natychmiast, chcąc nieco spowolnić działanie trucizny, a jednocześnie coś przyszło jej do głowy. Spojrzała na jego dłonie, szukając charakterystycznych ranek, wskazujących na kąsający świerzb i… nie znalazła ich. Najwidoczniej nie trafił na nosiciela, ale to jeszcze nic nie oznaczało. Ile czasu spędził męcząc się pod wpływem bólu? Podobno kilkadziesiąt minut, a spustoszenie w naczyniach krwionośnych postępowało równomiernie. To musiała być bahanka. Niewielki rozstaw zębów pomagał w potwierdzeniu tej teorii, ale czy cokolwiek stanie się jasne, jeśli nie poda mu antidotum? Od razu zdecydowała się na to, działające na niepowszechne trucizny i podając je pacjentowi, obserwowała przez kilka minut jak zmniejsza się odpowiedź układu immunologicznego, gdy zanikało szkodliwe działanie jadu. Odetchnęła głębiej, trochę rozluźniona. Podając pacjentowi eliksir wzmacniający, wpisała na karcie termin podania następnej dawki i widząc, że nie dzieje się nic niepokojącego, odesłała do niego jedną z sióstr. Potrzebował nadzoru, zdecydowanie, ale niekoniecznie jej osobistego. Tylko, że jeśli Cece liczyła na powrót do chwil wypełnionych medyczną dokumentacją, to zdecydowanie nie doceniła jak los potrafi być przewrotny.
„Doktor Sykes, prosimy pilnie do sali drugiej.”

|zt


DANCE, ballerina, DANCE AND DO YOUR PIROUETTE
IN RHYTHM WITH YOUR ACHIN' HEART
DANCE, ballerina, DANCE YOU MUSTN'T ONCE FORGET
A DANCER HAS TO DANCE THE PART
Cece Sykes
Zawód : uzdrowicielka, oddz. urazów magizoologicznych
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3619-celeste-sykes https://www.morsmordre.net/t3727-a-to-franca https://www.morsmordre.net/t3728-tylko-nie-celeste https://www.morsmordre.net/f239-pokatna-6-6 https://www.morsmordre.net/t3741-skrytka-bankowa-nr-913#68534 https://www.morsmordre.net/t3732-cece-sykes

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Izba przyjęć
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach