Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pracownia alchemika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pracownia alchemika Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Pracownia alchemika Empty
PisanieTemat: Pracownia alchemika   Pracownia alchemika I_icon_minitime31.03.15 0:01

Pracownia alchemika

Obszerne, skryte w półmroku pomieszczenie, w którym pracuje jeden z zatrudnianych przez Munga alchemików. Znajdujące się w nim obszerne, strzeliste regały mieszczą niezliczone zakurzone woluminy, słoje czy buteleczki różnych kształtów i kolorów. Na mocnym, dębowym stole ustawionym w centrum ulokowane zostały kociołki mniejszych rozmiarów, stojaki na drobne, kryształowe fiolki czy moździerze i niewielkie, służące do krojenia ingrediencji nożyki. Z boku, nad dużym, okrągłym palnikiem, zawieszony jest miedziany kocioł numer pięć – przydatny do masowej produkcji antidotów czy lekarstw.
Okna zostały przesłonięte ciężkimi materiałowymi zasłonami, gdyż niektóre z przygotowywanych tutaj specyfików muszą dojrzewać w ciemnościach. Alchemicy pracują przy blasku świec, zazwyczaj samotnie, spędzając całe dnie w oparach bulgoczących cicho wywarów.


Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
Jocelyn Vane

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4747-skrytka-bankowa-nr-1200 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Zawód : Stażystka uzdrowicielstwa
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
,,,
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Pracownia alchemika Empty
PisanieTemat: Re: Pracownia alchemika   Pracownia alchemika I_icon_minitime23.09.17 23:21

| 11.05

Minął prawie tydzień, odkąd Jocelyn musiała wrócić do pracy po anomaliowych wydarzeniach z początku maja. Mogło się wydawać, że było lepiej niż wtedy, ale w powietrzu wciąż można było wyczuć nastrój grozy i niepewności, tym bardziej, że nie tylko magia zdawała się oszaleć. Także pogoda zupełnie nie przypominała tej, jaką pamiętała z maja, kiedy w czasach Hogwartu spacerowała po błoniach z Iris lub samotnie, sycąc się zapachem wiosny i coraz większą ilością słonecznych dni. Wczorajszy dzień przyniósł okropną w skutkach nawałnicę, i Josie wraz z Lupusem Blackiem uczestniczyła w leczeniu jej ofiar. Cieszyła się, że uzdrowiciel zgodził się pokierować ją, jeśli chodzi o naukę trudniejszych czarów i zamierzała przyłożyć się do pracy. W końcu za rok miała skończyć kurs podstawowy i pójść na specjalizację, a pragnęła udać się właśnie na oddział urazów pozaklęciowych.
Ale dziś, zamiast tam, kazano jej udać się na drugie piętro. W końcu póki nie skończy trzyletniego kursu podstawowego musiała uczyć się wiedzy obejmującej wszystkie specjalizacje. Zawsze najtrudniejsze, przynajmniej emocjonalnie, były dni na oddziale chorób genetycznych, tym bardziej, że regularnie lądowała tam jej chora na dotyk Meduzy matka. A Josie uparcie nie chciała sprowadzić i tak skomplikowanej i trudnej relacji z Theą do relacji uzdrowiciel-pacjent, co często zarzucała jej matka, urażona, że córka nawet w domu zbyt często spogląda na nią uzdrowicielskim okiem. W ostatnich dniach stosunki z Theą były napięte do tego stopnia, że Jocelyn odczuwała stres przed każdym powrotem, zastanawiając się, jakie wyrzuty znowu usłyszy. Choć kochała matkę i była z nią zżyta na dobre i złe, czuła nieznośne ukłucie wyrzutów sumienia za każdym razem, gdy Thea zarzucała jej, że więcej czasu poświęca swojemu stażowi niż jej... oraz swojej przyszłości, którą rzekomo zaniedbuje, skupiając się na pracy zamiast na prawdziwie kobiecych zajęciach. Matka zawsze wiedziała, w jaki sposób umiejętnie wpędzić ją w poczucie winy i co zrobić, by zwrócić na siebie jej uwagę. Mimo rozczarowania córkami, które regularnie dawała im odczuć, szczególnie w ostatnich dniach, wciąż liczyła, że opamiętają się i nie zapomną o tym, co wpajała im od dzieciństwa. Wciąż w nie wierzyła, a Josie nie chciała przynieść jej kolejnych rozterek.
Choć przybyła do pracy nieco przed czasem, udała się w wyznaczone miejsce, kierując się najpierw w stronę pokoju dla personelu, gdzie miała zamiar założyć uzdrowicielską szatę i zostawić swoją torbę, kiedy nagle, mijając pracownię alchemiczną, poczuła, że ktoś chwyta ją pod ramię i wciąga do środka. Była to starsza kobieta w okularach grubych jak denka od butelek, wydzielająca intensywną woń ziół... i mniej przyjemnych składników. A może to zapach pracowni był tak intensywny?
- Ach, panno Vane, jak dobrze, że już jesteś! Uzdrowiciel Edwards potrzebuje zapasu eliksiru na smoczą ospę, właśnie trafił mu się przypadek tej choroby... Paskudna sprawa, a jak na złość zapas tego medykamentu jest na ukończeniu! No już już, przygotuj się do pracy! – mówiła stara, roztargniona alchemiczka, najwyraźniej przekonana, że miała do czynienia z Iris. Dziewczęta wyglądały identycznie, więc nawet osobom nie mającym problemów ze wzrokiem zdarzało się je mylić. Teraz dodatkowo Josie jeszcze nie miała na sobie uzdrowicielskiej szaty, która spoczywała w jej torbie; dopiero co przyszła do pracy. I patrzyła bezradnie na kobietę, która oczekiwała jej pomocy, podczas gdy umiejętności alchemiczne Jocelyn były bardzo skromne. Umiała tylko tyle, żeby dostać się na kurs uzdrowicielski; potrafiła rozpoznawać objawy zatruć eliksirami oraz dawkować mikstury, ale próby warzenia skomplikowanych wywarów zawsze kończyły się porażką. Nie miała tego zmysłu, którym cechowała się jej bliźniaczka, szkoląca się obecnie na alchemiczkę. Wolała leczyć eliksirami niż robić je.
- Ale ja nie jestem... – zaczęła, patrząc na kobietę z konsternacją. I właśnie wtedy usłyszała skrzypnięcie drzwi, które przerwało jej w pół słowa, nie pozwalając dokończyć tego, co miała zamiar powiedzieć: że wcale nie była Iris, tylko jej siostrą bliźniaczką. Starsza kobieta zresztą zdawała się już jej nie słuchać, bo krzątała się już przy alchemicznym stole, ustawiając kociołek i szperając po szafkach w poszukiwaniu ingrediencji.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
 

Pracownia alchemika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: II piętro: Zakażenia magiczne-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19