Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Statek turystyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Statek turystyczny   10.03.12 23:03

First topic message reminder :

Statek turystyczny

Dorian to niewielki, uroczy statek pasażerski sunący wodami Tamizy. Każdego dnia zabiera w rejs kilkunastu chętnych mieszkańców miasta - lecz głównie turystów - przepływając obok kluczowych londyńskich zabytków, między innymi obok Big Bena.
Stary, wiekowy, od lat pomalowany jest turkusową, łuszczącą się farbą, a jego długi dziób przyozdobiono drewnianą rzeźbą przedstawiającą wymachującego harpunem trytona.
Dorian jest skromny i prosty w swej budowie, jednak na swój sposób uroczy. Drewniany pokład wydaje się wręcz idealny do obserwacji. Zamawiając ciepłą herbatę w kawiarence ulokowanej wewnątrz niskiej nadbudówki można przespacerować się po nim lub przysiąść na jednej z kilku ławek usytuowanych na dziobie i rufie, podziwiając rozpościerającą się przed oczami panoramę Londynu. Tymczasem pod pokładem, prócz pomieszczeń przeznaczonych dla załogi, znajdują się także dwa wolne pokoje, w których w każdej chwili można wykupić nocleg.




Ostatnio zmieniony przez Morsmordre dnia 11.03.16 23:50, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   28.08.15 19:56

Raven za to często zwracała uwagę na takie szczegóły, może dlatego, że była kobietą, w dodatku młodą, i mimo wszystko jednak bardziej interesowały ją jakieś drobiazgi. Gdy Colin odwrócił się w jej stronę, odwzajemniła uśmiech i poruszyła się nieznacznie. Mężczyzna po chwili usiadł obok niej na łóżku, by następnie się położyć. Raven jednak nie od razu do niego dołączyła. Przekręciła się jedynie lekko w bok, tak, żeby nadal móc na niego patrzeć, gdy leżał na łóżku. Teraz obydwoje mogli wypocząć po spędzeniu sporej części dnia na nogach, bo jednak obeszli sporo sklepów. No i wreszcie byli sami.
Spodziewała się, że pytania o ojca prędzej czy później padną, ale nie myślała, że stanie się to akurat teraz. Słysząc słowa Colina, drgnęła nerwowo, a w jej oczach błysnął strach. Zawsze, ilekroć rozmowa choć w niewielkim stopniu zahaczała o Williama Baudelaire’a, Raven cała się spinała i starała się jak najszybciej zmieniać temat. Dlaczego teraz popsuł ich wspólny dzień, wspominając o jej ojcu? Nie potrafiła tego zrozumieć, ale z drugiej strony, Colin nadal nie wiedział szczegółów i pewnie patrzył na to inaczej, nie czuł lęku, który towarzyszył jej.
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - spytała, jakby w naiwnej nadziei, że znowu ustąpi.
Ale z drugiej strony, skoro mieliby być ze sobą na poważnie, nie mogła wiecznie go okłamywać i szukać wykrętów. Może więc to właśnie był czas, żeby wyznać mu chociaż część prawdy?
Wstała i przez chwilę krążyła po niewielkim pokoju, próbując zebrać myśli i zastanawiać się, jak to przedstawić, żeby zaspokoić jego ciekawość i jednocześnie nie zdradzić najbardziej drażliwych szczegółów, których nie miałaby odwagi wyznać, także ze względu na strach przed zemstą ojca.
- Mój ojciec... Nie był dla mnie dobry. – wyznała z wahaniem. - Dla niego zawsze najważniejsza była jego chora ambicja stania się kimś więcej no i oczywiście czystość krwi. Chciał być traktowany na równi ze szlachetnymi rodami.
Było to jednak sporym eufemizmem w odniesieniu do kogoś, kto regularnie znęcał się nad córką, twierdząc, że robi to dla jej dobra. I przez lata naprawdę w to wierzyła, i dopiero kiedy była starsza, jakimś cudem przejrzała na oczy i zrozumiała, że to, co czuła do ojca, to nie miłość, a strach, i że to wszystko było chore. Gdy tylko była dorosła, jakimś cudem udało jej się wymusić na nim pozwolenie na jej odseparowanie się od rodziny, choć czuła, że to nie koniec i nigdy nie uwolni się całkowicie od cienia swojego ojca.
- On... robił mi różne złe rzeczy. – Wyznając to, już nie patrzyła na Colina, a na własne dłonie splecione na kolanach. Wciąż bardzo łagodziła prawdę, była wymijająca. – Dlatego pewnego dnia w końcu uciekłam i zamieszkałam w Londynie.
Nie wspomniała ani słowem o matce, ani nie opisała szczegółowo, co takiego robił jej ojciec. Nie potrafiła się na to zdobyć.
Zacisnęła na moment powieki i potarła dłonią drugą rękę, gdzie pod rękawem i zaklęciem maskującym znajdowało się kilka blizn poklątwowych, jakich nie brakowało też na innych częściach jej drobnego, bladego ciała. Dopiero po chwili w końcu zdecydowała się także położyć na łóżku, po czym wtuliła się w mężczyznę niczym dziecko liczące, że ramiona bliskiej osoby uchronią ją przed zagrożeniem.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   28.08.15 20:45

Nie spuszczał z niej wzroku, gdy krążyła po pokoju i przez jedną krótką chwilę bał się, że przesadził i że poruszył strunę, na której jeszcze nie powinien grać, która nie była jeszcze nastrojona i przygotowana do tego, by zręcznie uderzyć w nią palcami i słuchać wydobywających się dzięki niej dźwięków. Dlatego odetchnął z ulgą, gdy Raven w końcu usiadła z powrotem na łóżku i zaczęła mówić. Nie spodziewał się wielkich monologów, właściwie nawet takich nie oczekiwał i nie chciał słyszeć, interesowały go wyłącznie konkrety, treściwy, prosty przekaz bez owijania w bawełnę.
Nie przerywał jej, chcąc się dowiedzieć jak najwięcej, ale dziewczyna wcale nie kwapiła się do dzielenia swoją przeszłością. Ta kropla informacji, jaką go uraczyła, była zdecydowanie zbyt mała, by mógł wyciągnąć z niej jakieś konkretniejsze wnioski. Oczywiście domyślał się, że jej dzieciństwo nie było za wesołe, a ucieczka od ojca tylko to potwierdzała, ale to nadal za mało. Jeśli chciał budować na jej strachu uzależnienie od siebie, swoich bezpiecznych ramion, bezpiecznego domu, w którym znalazła schronienie, musiał koniecznie wiedzieć więcej. Objął ją mocno, przyciągając do siebie i wtulił twarz w jej włosy, wdychając ich zapach.
- Jakie złe rzeczy? - zapytał, błądząc dłonią po jej plecach, powoli, nieśpiesznie przesuwając nią po materiale, zjeżdżając w dół i wracając na górę, jakby w pewnej nieśmiałej przekorności. - Prędzej czy później będziesz mi musiała o tym powiedzieć – szeptał, delektując się każdą sekundą, przez którą jej ciepłe ciało znajdowało się tak blisko. - Nie przedłużaj tego, zrób to teraz i nie męcz się dłużej.
Nie miał pojęcia, co William robił swojej córce i jak ją traktował, ale już po tych skąpych informacjach wiedział, że nie byłby to teść roku. Colin gardził osobami, które za wszelką cenę starały się wkupić w łaski arystokratów; nienawidził tego bezsensownego przepychu, jaki towarzyszył takim osobom, ich płaszczenia się i rozpaczliwego manewrowania swoim zachowaniem. Pogardę wzbudzało w nim już samo to, że ktoś z własnej woli chciał stać się częścią tego chorego, obrzydliwego świata magicznej szlachty, gdzie brak zasad był jedyną zasadą.
Jakkolwiek jednak Raven mogła nienawidzić swojego ojca, bać się go lub odczuwać wobec niego obrzydzenie, tak Colin był pewien, że szanowny teść bardziej niż z pocałowaniem ręki przyjąłby go na swojego zięcia. W końcu córka osiągnęłaby to, o czym on sam od dawna marzył; weszłaby w wyższe kręgi arystokratycznych rodów – a może właśnie na jej plecach Williamowi udałoby się wcisnąć tam jakąś szczelinką? Cóż, Colin nie zamierzał mu tego w żaden sposób ułatwiać.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   28.08.15 21:59

Raven nie była przyzwyczajona do wylewności. Przeszłość zawsze była czymś, co dusiła w sobie, jej mroczną tajemnicą, którą chroniła przed światem. Każdego dnia czuła na sobie jej oddech, i chyba już nie było takiego sposobu, żeby stać się całkowicie wolną. Nie pomogło nawet odejście od ojca. Czy pomoże rozmowa z Colinem? Też raczej wątpliwe, ale naprawdę ciężko będzie jej w nieskończoność unikać tematu. Mimo jej starań mężczyzna może kiedyś zobaczyć jej ślady, albo wymusić spotkanie z ojcem.
Kiedy sam objął ją mocniej, wtuliła się w niego jeszcze bardziej, czując się lepiej, że był obok. Jego dłonie powoli i ostrożnie gładziły jej plecy. Długo milczała, poprzestając na leżeniu obok niego i pozwalaniu na jego bliskość i dotyk.
- Kiedy nie spełniałam jego oczekiwań... karał mnie – wyszeptała w końcu. – Zawsze fascynowała go czarna magia, więc lubił używać jej na mnie, chcąc, żebym się go bała i była mu posłuszna. Trwało to wiele lat... Dałam radę się wydostać dopiero po skończeniu szkoły.
Zacisnęła powieki i usta, jednak nie pozwoliła sobie na żaden jęk i płacz. Colin mógł jednak łatwo wyczuć, że jej ciałko zesztywniało i było napięte. Nadal jednak nie wyznała wszystkiego. I chyba na nic więcej się nie zdobędzie, bo już czuła głęboki lęk na myśl, że aż tak się odsłoniła, po raz pierwszy powiedziała komuś, co robił jej ojciec. Jak na nią, i tak powiedziała bardzo dużo, ale póki co nie czuła żadnej ulgi, a popłoch i konsternację. Nie wiedziała, jak Colin zareaguje. Zrozumie ją i zaakceptuje, czy może nie będzie chciał straumatyzowanej dziewczyny skalanej czarną magią, i jej wyznanie tylko ich od siebie odsunie? Tego też się zawsze bała, zdając sobie sprawę, że niektórych mógłby odrzucać fakt, co z nią robiono.
- Mam nadzieję, że to niczego między nami nie zmienia – szepnęła nagle, zaciskając dłonie na jego ramionach, wciąż do niego przytulona. – Nie zmienia, prawda?
O tak, William z pewnością bardzo zaaprobowałby wybór córki, licząc, że na plecach Raven i Colina uda mu się wspiąć jeszcze wyżej. Miał niezwykle wysokie ambicje, zawsze chciał więcej, nigdy nie wystarczało mu to, co już miał i dla wybicia się był w stanie zrobić dosłownie wszystko, nawet poświęcić swoją córkę. Raven oczywiście nie rozumiała jego wybujałych, wręcz chorych ambicji, ale pozostawało faktem, że jej ojciec taki był, i rodzina stała dla niego na znacznie dalszej pozycji, zaś posiadanie dziecka było dla niego przede wszystkim kolejnym sposobem na wybicie się, bo przecież mógł i chciał wydać córkę za przedstawiciela jakiegoś poważanego rodu. Samej Raven niespecjalnie na tym zależało. Chciała tylko być szczęśliwa i bezpieczna, obojętnie czy z czystokrwistym, czy z mugolakiem. To, że Colin pochodził z takiego rodu, było po prostu przypadkiem, i nie to sprawiło, że się do niego zbliżyła.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   02.09.15 12:12

Słowa Raven wdzierały się do jego świadomości, budząc w nim ponurą, mroczną satysfakcję. Było znacznie lepiej, niż mógł przypuszczać... oczywiście lepiej dla niego i jego planów względem dziewczyny. Podejrzewał drobne konflikty na linii ojciec-córka, może nawet jakiś psychiczny terror, ale nawet w swoich największych fantazjach nie mógłby przypuszczać, że William posunie się do przemocy fizycznej i to tak wyrafinowanej, z wykorzystaniem czarnej magii. W Colinie zapaliła się nawet mała iskierka podziwu dla swojego ewentualnego teścia, ale iskierka ta natychmiast zgasła pod wpływem ogólnej niechęci Colina do stosowania fizycznej przemocy za pomocą magii. Magia zostawia przecież ślady, trwałe ślady, których nie sposób tak łatwo usunąć, ani przykryć i schować przed światem. Wymierzony policzek piecze, ale nie zostawia dowodów; czarnomagiczne zaklęcie krzywdzi stokroć mocniej, lecz zawsze zostawia ślad, który świadczy przeciwko oprawcy. Każde kolejne słowo Raven budziło w nim na nowo niezdrową fascynację i sprawiało, że powoli wypadał ze swojej roli troskliwego obrońcy, w którego ramionach mogła znaleźć bezpieczeństwo i pocieszenie.
Otrząsnął się natychmiast, mocniej przytulając ją do siebie i zupełnie ignorując jej reakcje, jej wycofanie, gwałtowne zesztywnienie, strach buzujący pod skórą. Uśmiechał się do niej kojąco, szepcząc co chwilę jakieś czułe słowa, wytarte frazesy, które kobiety tak uwielbiają, rozmyślając jednocześnie nad tym, że teraz już bardziej niż koniecznie będzie musiał wpaść do Williama. Zniesie nawet to jego płaszczenie się i zapewne nawiązywanie do wysokiego arystokratycznego stanu; zniesie to, by wyciągnąć od niego jak najwięcej informacji o Raven.
- Oczywiście, że wiele zmienia – odparł, błądząc wzrokiem po jej ciele i zastanawiając się, w których miejscach dziewczyna ukrywa dowody ojcowskich kar. Które blizny będzie mógł odkryć sam, a które ujawnią się w chwili, gdy Raven na moment straci kontrolę i nie będzie w stanie dalej ich ukrywać? Po części rozumiał teraz jej umiłowanie do tych okropnych strojów, które zakrywały większą część jej ciała, krótka opowieść dziewczyny wbrew pozorom wiele mu już wyjaśniła, wiele niejasności i niepewnych przypuszczeń stało się nagle faktami. - Będę się teraz o wiele mocniej troszczył o ciebie – mówił dalej, czując obrzydzenie do samego siebie, że takie ckliwe słowa padają z jego ust. - I musimy się koniecznie pobrać, jak najszybciej, żeby ojciec nie mógł ci już nic zrobić i odwołać do domu – dodał, na moment przerywając troskliwe ruchy swoich rąk gładzących jej plecy. Nie zadał sobie trudu, by dopowiedzieć, że to tylko puste obietnice, których nigdy nie zamierzał spełnić. Nie śpieszyło mu się do ślubu, ale jeśli sama obietnica mogła mu pomóc w osiągnięciu celu, zadeklarował się bez wahania. Był zły na Raven, ale i po części na siebie, że już wcześniej nie wyciągnął od niej tych informacji. O ileż łatwiej byłoby ją omamić, gdyby znał wszystkie fakty od razu!


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   03.09.15 22:20

Raven zdecydowanie wolałaby, żeby tutaj chodziło tylko o drobne konflikty. No, ale wtedy ojciec z pewnością nie budziłby w niej tak silnego lęku, a co najwyżej lekką niechęć. Strach dziewczyny krył się bardzo głęboko, choć w dzieciństwie nie była go w pełni świadoma, ślepo wierząc, że ojciec ją karze, bo chce dla niej jak najlepiej.
Nie wiedziała też, że Colin odebrał jej wyznanie zupełnie inaczej, niż tego oczekiwała. Spodziewała się raczej, że po prostu spróbuje zrozumieć ją i jej lęki. Nie oczekiwała litości i współczucia, ani tym bardziej chorej fascynacji tym wszystkim.
William rzadko zniżał się do prymitywnych mugolskich metod. Był raczej szaleńcem w białych rękawiczkach, nie lubił brudzić sobie rąk, dlatego o wiele bardziej odpowiadała mu magia aniżeli bicie. Mógł stać z boku i z uśmiechem obserwować cierpienie swoich ofiar, a także córki, choć jej zawsze powtarzał, że nie krzywdzi jej dla własnej satysfakcji, a jedynie ją wychowuje i stara się naprostować jej trudny charakter. Choć czasami oczywiście zdarzało mu się spoliczkować córkę. Czarna magia z pewnością była bardzo ryzykowna, ale William w całej swojej bucie i poczuciu wyższości i bezkarności, całkowicie pewny, że córka nigdy go nie wyda, z roku na rok posuwał się coraz dalej.
Kiedy Colin ją przytulał i szeptał czułe, uspokajające słowa, leżała przy nim, patrząc na niego i starając się nie płakać, bo to było takie upokarzające. W jego kojących objęciach udało jej się jednak nieco rozluźnić. Jej ciałko nie było już tak spięte i sztywne, ponieważ czuła, że mężczyzna stara się ją zrozumieć i był po prostu troskliwy. To było dla niej coś nowego, bo przed Colinem nigdy nikt się o nią nie troszczył. Może dlatego nie potrafiła się od razu zorientować w tym, że tak naprawdę jego gesty i słowa nie były szczere.
- Naprawdę? – zapytała, obejmując go mocniej. – Naprawdę byłbyś gotów się ze mną ożenić, żeby... chronić mnie przed ojcem?
Jeszcze niedawno wykręcał się, kiedy temat rozmowy choćby lekko zbaczał w kierunku kwestii wspólnej przyszłości czy oświadczyn. Dlatego jego śmiała deklaracja bardzo mocno ją zaskoczyła, ale było to zaskoczenie pozytywne. Bo przecież właśnie tego najbardziej pragnęła – być z Colinem, przy którym nie musiałaby już żyć w tak dużym strachu przed swoim ojcem.
Objęła go mocniej, a jej usta odnalazły jego usta. Znowu go pocałowała, wsuwając lekko dłoń w jego włosy.
- Byłoby cudownie – wyszeptała do niego. – I cieszę się... że mnie nie odrzuciłeś, skoro już wiesz. Bałam się, że gdy poznasz prawdę, nie będziesz chciał mieć ze mną nic wspólnego.
Naprawdę się bała ewentualnego odtrącenia z powodu trudnej przeszłości i chorych relacji z Williamem. Teraz jej myśli jednak zaprzątała głównie kwestia tego, co powiedział jej Colin. Zastanawiała się, czy naprawdę będzie na to wszystko gotowa i czy spełniłaby oczekiwania mężczyzny, gdyby się zaręczyli, a później wzięli ślub. W końcu nigdy nie miała do czynienia z dobrym wzorcem rodziny, bo William i Theresa zdecydowanie nie stanowili dobrej, kochającej się pary, ani tym bardziej dobrych rodziców.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   04.09.15 15:46

Przywołał teraz do porządku całą swoją samokontrolę, aktorskie umiejętności, słodki uśmiech; robił wszystko, by z zewnątrz wyglądać na czułego i troskliwego mężczyznę, który choć trzyma w dłoniach imperium i decyduje o losach wielu ludzi, ma w sobie pokłady człowieczeństwa, pozwalające mu na okazywanie współczucia i empatii. Przygarniał do siebie Raven, wyobrażając sobie, że to ktoś zupełnie inny, ktoś nieskażony nazwiskiem Fawley'ów; ktoś, kogo nie musi nienawidzić całym sercem. Głaskał jej włosy, całował czoło, policzki, muskał ustami powieki, przyciągając ją coraz mocniej i mocniej, chroniąc w swoich ramionach przed złymi wspomnieniami, przed okrutnymi klątwami ojca.
- Chcę się z tobą ożenić, bo cię kocham – powiedział cicho, pochylony nad jej twarzą. Zamknął oczy, by nie mogła odkryć w nich kłamstwa i zniesmaczenia. Dłoń obejmująca jej plecy wycofała się na ramię, lekko acz sugestywnie na nie napierając, aż Raven opadła na plecy, a on błyskawicznie zamknął ją pod sobą. Wciąż z zamkniętymi oczami, z nieco przyśpieszonym oddechem; pochylał się nad kruchym ciałem swojej... narzeczonej? Czy już mógł ją tak nazwać? Prawie wybuchnął śmiechem na samą myśl o tym. - Twój ojciec to jedynie impuls do tego, bym się więcej nie zastanawiał na tą oczywistością – dopiero teraz otworzył leniwie oczy, wbrew samemu sobie zadowolony z widoku, który zastał. W końcu wszystko było na swoim miejscu, w końcu nie musiał udawać, że są sobie równi; jej miejsce zawsze było u jego stóp... albo pod nim, jak kto woli. Sens zawsze jest ten sam, nigdy nie miała mu w niczym dorównać.
Nawet jeśli jej dłoń błądziła w jego włosach tym rozkosznie czułym gestem – jak teraz – i nawet jeśli jej usta tak delikatnie i nieśmiało go całowały – jak teraz – nawet jeśli całym sobą czuł jej bliskość i nawet jeśli pamiętał swoją idiotyczną obietnicę, rzuconą w złości i irytacji, że się do niej nie zbliży, gdy sama nie będzie tego chciała; niezależnie od tego, co z nim robiła, co wyprawiała z jego ciałem i jak motała zmysły, nawet wtedy była tylko zwykłym przedmiotem, który należało zmiażdżyć, zniszczyć i nie dopuścić do naprawienia. Na szczęście każdym przedmiotem można się było najpierw zabawić, aż nie okazałaby się już nudną i niechcianą zabawką, które nie warto dłużej trzymać.
- Na najbliższym Sabacie przedstawię cię jako swoją narzeczoną – obiecał, odrywając jedną dłoń od kołdry i gładząc nią policzek Raven. - Gdy wszystko będzie oficjalnie, twój ojciec nie będzie miał nic do gadania. A arystokraci mogą sobie mówić co chcą, nie oni będą decydować o czystości krwi mojej przyszłej małżonki – dodał buntowniczo, jakby miał siedemnaście lat i oznajmiał rodzicom, że będzie nocował poza domem.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   04.09.15 22:17

Nawet się nie spodziewała, że taka bliskość i troskliwość może mieć na nią tak dobry, kojący wpływ. Szybko udało jej się rozluźnić i uspokoić, choć zaledwie kilka minut temu ledwo kryła roztrzęsienie i lęk, kiedy opowiadała Colinowi i tak mocno złagodzoną historię o ojcu i ich pokręconych relacjach.
Mężczyzna w pewnym momencie pchnął ją lekko na łóżko, by położyła się na plecach i sam zawisł nad nią, nachylając się nad nią nieznacznie. Zaczęła oddychać nieco szybciej, leżąc pod nim nieruchomo i patrząc prosto w jego twarz, a na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Dzieliło ich może kilka centymetrów. Czuła się nawet inaczej niż wtedy, kiedy się całowali. To było niczym przekroczenie kolejnej granicy, zwłaszcza w połączeniu ze słowami, które do niej wypowiadał.
Sama nie wiedziała, co myśleć o jego nagłej chęci poślubienia jej. Czyżby rzeczywiście jej wspomnienie o ojcu aż tak mocno na niego wpłynęło, że postanowił przyznać się, że rzeczywiście coś do niej czuje? Mieszkali ze sobą dopiero parę tygodni, więc wciąż nie mogła się nadziwić. Nie była przyzwyczajona do dobrych wiadomości i pozytywnych zaskoczeń, więc zwykle traktowała je z pewnym dystansem.
- Byłoby cudownie. Wiesz, że chciałabym... żebyśmy byli razem tak naprawdę – powiedziała cicho, delikatnie odgarniając mu z czoła jakiś zbłąkany kosmyk. – Choć nie wiem, czy tak piękna myśl może być prawdziwa. Kiedyś myślałam, że spędzę całe życie, próbując uciec od przeszłości i odciąć się od ojca.
Do nikogo wcześniej nigdy nie czuła tego, co czuła wobec niego. Mimowolnie zaczynała sobie wyobrażać, jak by to wyglądało, gdyby Colin rzeczywiście zaczął przedstawiać ją jako swoją narzeczoną. Może nie przejmowała się jakoś mocno opinią otoczenia, bo jej życie towarzyskie nie było imponujące, ale jednak byłoby cudownie, gdyby mężczyzna nie wstydził się jej w towarzystwie. No i jak taką wieść przyjąłby jej ojciec? Raven była pewna, że byłby bardzo zadowolony. I niewątpliwie chciałby poznać Colina i spróbować stworzyć z nim jakiś korzystny układ. Choć dziewczyna miała nadzieję, że Colin nie da się omamić Williamowi. Właściwie to wolała, żeby ojciec trzymał się z daleka zarówno od niej, jak i od Fawleya.
Gdy zaczął gładzić jej policzek, przymknęła leciutko oczy. Nie dopytywała, kiedy się jej oświadczy, choć jakaś część niej pragnęła, by zrobił to jak najszybciej.
- Mam nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży i ojciec w końcu odpuści. Nie chcę musieć się go bać przez całe życie. Chociaż odeszłam, wciąż czuję na sobie jego cień – wyznała po chwili. – Dopiero, odkąd jestem z tobą... Ten lęk wydaje się jakby nieco bardziej odległy. Są takie chwile, gdy prawie o nim nie myślę.
Objęła go ramionami i przyciągnęła go nieco bardziej do siebie, żeby pokazać mu swoje uczucia i coraz większe zaufanie, którym go darzyła. Choć przygniatał ją swoim ciężarem, nawet nie jęknęła, skupiona na odwzajemnianiu pocałunków i przesuwaniem dłońmi po jego plecach. Mógł wyczuć, jak zaciskała palce, zupełnie jakby się bała, że nagle się odsunie i zniknie.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   04.09.15 23:02

Zapewne w bardziej normalnych okolicznościach, gdyby łączyło ich prawdziwe uczucie - przynajmniej z jego strony, bo jej uczuć był w tym momencie bardziej niż pewien, w końcu uzyskał przed chwilą potwierdzenie swoich przypuszczen, że jest dla niej jakąś formą ucieczki, bezpiecznym schronieniem przed ojcem - więc w tych innych okolicznościach zapewne by go bardzo rozczuliło to, jak z minuty na minutę dziewczyna zaczyna mu coraz bardziej ufać. Jak przytula się do niego z większą śmiałością, jak przestaje drżeć pod nawet najdelikatniejszym dotykiem. Nie odpowiedziała ucieczką na jego zaborczy gest, gdy świadomie i z premedytacją pochylił się nad nią; już samo to było przejawem jego skrywanych w głębi duszy pragnień, by kontrolować każdy aspekt jej życia.
Szczęściem Raven było to, źe jeszcze kilka chwil, kilka dni, może nawet tygodni będzie się mogła cieszyć dotychczasową wolnością i żyć w nieświadomości swojego losu. Teraz gdy się jej prawie oświadczył, gdy z pasją w głosie opowiadał o tym, że powinni się pobrać jak najszybciej, nie przewidywał już innej opcji, Raven musiała być jego... I była już jego. Nie chciał się teraz zastanawiać jednak nad odległą przyszłością, jego myśli krążyły wokół spraw bardziej przyziemnych, a na pewno bardziej przyjemnych niż rozmyślanie nad ich wspólną przyszłością. Pozwolił się objąć i przyciągnąć bliżej, pozwolił się całować, samemu coraz odważniej poczynając sobie z własną dłonią, która zsunęła się z twarzy Raven i, jeszcze grzecznie, spoczęła na jej biodrze.
- Ze mną ci nic nie grozi, nie pozwolę cię skrzywdzić - powiedział, w jednym zdaniu zawierając prawdę i kłamstwo, przez co nie zabrzmiało to nawet jedną nutką fałszywości. Och, nigdy nie będzie przy nim bezpieczna, co do tego nie powinna mieć żadnych wątpliwości. Ale i mogła być pewna, że nie pozwoliłby nikomu jej skrzywdzić, to w końcu była wyłącznie jego osobista domena. To on miał teraz decydować o tym, gdzie i kiedy padnie kolejny cios, on i nikt inny. Chyba że za jego pozwoleniem. Prawie zachłysnął się powietrzem, gdy ta wizja opanowała jego umysł. Gdyby mógł siedzieć z boku, sącząc nieśpiesznie wino, gładząc palcami delikatne oparcie fotela i patrzeć, jak jego małą zabawką bawi się ktoś inny... Czy czułby wtedy chociaż zalążek tej samej niepewności, która towarzyszyłaby dziewczynie, zastanawiając się, gdzie i z jaką siłą spadnie cios?
Do czysto fizycznego podniecenia wywołanego jej bliskością i nieskrępowanymi reakcjami na jego dotyk, doszło teraz chore, perwersyjne podniecenie budowane w najskrytszych pragnieniach jego umysłu. Nie umiał powstrzymać jęku, który wyrwał mu się w tej samej chwili, gdy dłoń spoczywająca na biodrze wsunęła się pod materiał, nie bacząc na żadne protesty. Mocniej zaparł się kolanami w materac, opierając na nich cały ciężar swojego ciała, gdy jakimś niewyobrażalnym sposobem udało mu się oderwać od leżącej dziewczyny. Spojrzał na nią ciężko, próbując unormować coraz mniej regularny oddech.
- Musisz mi tylko zaufać – szepnął w obawie, że normalny ton głosu mógłby zdradzić jego wzburzenie. - Ufasz mi? - pytanie zawisło w powietrzu, rozsiewając dookoła morze dwuznaczności. Ufasz mu, że nie pozwoli nigdy nikomu podnieść na ciebie ręki? Ufasz mu, że cię kocha i chce być z tobą do końca życia? Ufasz, że złamie arystokratyczne standardy, narażając się na złośliwe docinki i potępiające spojrzenia, przyprowadzając jako swoją narzeczoną kobietę niższego stanu? Dłoń pod bluzką centymetr po centymetrze wdzierała się wyżej; opuszki palców poznawały nowy i niezbadany teren, znacząc gorącym dotykiem każdy odkryty fragment skóry. A może ufasz, że dotrzyma złożonej nie tak dawno obietnicy i cię nie tknie, choćby niebo i ziemia złączyły siły, by zaprowadzić was poza granicę jakiejkolwiek samokontroli?


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   05.09.15 0:43

Gdyby tylko Raven wiedziała, co mężczyzna myślał tak naprawdę, jakie intencje kryły się pod czułymi słówkami i gestami! Niestety nie posiadała zdolności czytania w myślach, więc nie miała o tym pojęcia. Przekona się dopiero w momencie, gdy Colin zrzuci swoją maskę i odsłoni swą prawdziwą naturę. Teraz tylko leżała na materacu, czując nad sobą jego gorące ciało i patrząc w jego oczy z pewnym niedowierzaniem, jakby nie do końca wierzyła, że naprawdę tu był i mówił jej takie rzeczy.
- Mój ojciec jest naprawdę... pokręcony – wyszeptała w odpowiedzi na jego obietnicę, mocniej go ściskając. – Musisz na niego uważać. Obiecasz, że będziesz ostrożny?
Miała nadzieję, że Colin rzeczywiście będzie ostrożny. W końcu nie miał różdżki, a jej ojciec był naprawdę szalony. Choć najprawdopodobniej William nie posunąłby się do próby przeklęcia kogoś, kogo miał zamiar wykorzystać do swoich celów. Ale i tak Raven wolałaby, żeby się ze sobą nie zetknęli, nawet jeśli była pewna, że ojciec nie przyznałby się Colinowi do swoich niecnych praktyk, a pewnie starałby się sprawiać jak najlepsze wrażenie.
Kiedy nagle zsunął dłoń na jej biodro i powoli wsunął ją pod jej bluzkę, sapnęła cicho i poruszyła się pod nim niespokojnie. Nikt wcześniej nie dotykał jej w tak poufały sposób, więc było to dla niej coś nowego. Jednocześnie niemal błagała w duchu, żeby zaklęcia działały jak najdłużej, tak, żeby Colin nie wyczuł ani nie zobaczył żadnej blizny. Mimo tego, co mu powiedziała o ojcu, nie czuła się gotowa na to, żeby pokazywać komukolwiek namacalne ślady jego „wychowania”.
- Tak... Ufam ci – szepnęła po chwili wahania w odpowiedzi na jego pytanie, chociaż wciąż była onieśmielona tym dotykiem. Choć z drugiej strony, jakaś cząstka niej wydawała się pragnąć, żeby to robił, żeby przełamał kolejne granice w ich relacjach. Czuła, jak gładził jej delikatne, szczupłe ciałko, a pod wpływem jego dotyku po jej skórze rozchodziły się dreszcze.
- Oczywiście, że ci ufam - powtórzyła. - Ale to jest... dość dziwne uczucie – wyznała chwilę później, choć nie protestowała w żaden sposób, nie odepchnęła jego ręki, choć w pierwszej sekundzie musiała powstrzymywać odruch bronienia się przed dotykiem. Nie chciała, żeby uznał ją za zbyt dziką i płochliwą, obawiała się, że wtedy mógłby się do niej zrazić. I co wtedy z tymi wspaniałymi planami wspólnego życia?
Jej dłonie wciąż przesuwały się lekko po jego ciele, nawet kiedy się trochę odsunął i wyprostował, wciąż jednak nad nią górując. Na jej wciąż nieznacznie zarumienionej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Cieszyła się, że tutaj był i pokazywał jej, że naprawdę mu na niej zależy. Czy robiłby i mówiłby to wszystko, gdyby mu nie zależało?


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   05.09.15 11:48

Pan William Baudelaire z pewnością nie był teraz osobą, którą Colin widziałby w swoich myślach, a choć wizja spotkania z przyszłym i na pewno niedoszłym teście wydawała mu się dość absorbująca i ciekawa, to na pewno nie w tym momencie, gdy ręka Colina poczynała sobie z córką tegoż pana w sposób absolutnie mało moralny. Gdyby zauważyły ich teraz stateczne matrony, które z zapalczywością i jadem wytykały młodym arystokratom ich potknięcia – a już ze szczególnym umiłowaniem robiły to w stosunku do arystokratek, bardziej z zawiści i zazdrości niż z chęci dbania o jakieś moralne zasady – z pewnością dla świętego spokoju musieliby się ewakuować w bardziej prywatne miejsce, zapewniające więcej komfortu.
- A myślisz, że ja jestem całkowicie normalny? - zapytał ze śmiechem, nie mogąc się powstrzymać od tej małej prowokacji i obserwując uważnie reakcję dziewczyny, chociaż całe jego ciało krzyczało, by zamknął się raz na zawsze i w końcu zrobił swoje. Przetoczył się nagle na plecy, ciągnąc ją ze sobą i ujął ostrożnie w dłonie jej twarz, gdy to ona zawisła nad nim. W niepamięć odeszły myśli sprzed kilku chwil, gdy upajał się władzą i kontrolą; z pewnym zdziwieniem zauważył, że równie przyjemne było chwilowe poddanie tej kontroli Raven. - I czy ja kiedykolwiek nie byłem ostrożny? - dodał już bardziej retorycznym tonem. Ostrożność towarzyszyła mu od zawsze, a przynajmniej od chwili, gdy przechodził swoje powojenne wycofanie ze świata; gdy bał się opuszczać zacisze domu, tonąc w mrokach okrutnych wspomnień. Bez różdżki musiał się wykazywać ostrożnością równą tej, jaką prezentowali mugole – chociaż on miał szczęście o tyle duże, że był świadom grożącego mu niebezpieczeństwa; nie żył w świecie bez magii, gdzie każde dziwne zjawisko wyjaśniano siłami przyrody.
Przesunął dłońmi po jej ramionach, plecach, zsunął je na biodra, przez moment mocniej je przytrzymując, jakby chciał pokazać, by się stąd nigdzie nie ruszała. W głowie kołatały mu się pomieszane ze sobą myśli i wizje, wyobrażenia z przeszłości i przyszłości; pragnienie szczęścia mieszane z nienawiścią do wszystkiego, co miało jakikolwiek związek z Fawleyami. Och nie, nie winił Raven za to, że miała nieszczęście urodzić się z tą genetyczną skazą, że należała do rodziny, której on całym sercem nie cierpiał. Nie, nie był aż tak cyniczny, by ją za to obwiniać. Miała po prostu pecha, że kiedyś w przeszłości jej ojciec postanowił wybrać sobie za żonę właśnie kobietę z tego rodu.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   05.09.15 17:04

Raven w tej chwili już w ogóle nie myślała o ojcu, całkowicie skupiona na chwili obecnej. Byli tutaj sami, tylko ona i Colin. Ojciec nie mógł im tego zepsuć, nie mógł odebrać jej tej cudownej chwili. Nawet myśli o nim nie mogły im przeszkodzić, więc stanowczo je odepchnęła.
Nikt nie wiedział o tym, co teraz robili. I miała nadzieję, że tak pozostanie. Sama musiała się z tym oswoić, przyzwyczaić do jego poufałości, pojąć w pełni jego śmiałe deklaracje i rysującą się przed nią perspektywą już nie tylko mieszkania z Colinem i pracy dla niego, ale faktycznego związku z nim, takiego, o którym wszyscy by wiedzieli.
Jęknęła cichutko z zaskoczenia, kiedy nagle chwycił ją i obrócił tak, że teraz to jej drobne ciało spoczywało na nim. Raven oparła się rękami o jego ramiona, a jej długie, niemal czarne włosy zwisały w dół, łaskocząc go w twarz. Odgarnęła je do tyłu, żeby móc go lepiej widzieć, a po chwili mocniej zacisnęła ręce na jego ramionach, przytrzymując go nieznacznie na łóżku. Jak na nią, zachowywała się dosyć śmiało, nie uciekała ani nie próbowała się wycofać, co stanowiło kolejny przełom w ich, jakby nie patrzeć, powoli i drobnymi kroczkami rozwijających się relacjach.
- Na pewno nie jesteś taki, jak mój ojciec – powiedziała. Póki co Colin nie pokazał jej w żaden sposób, że jest z nim coś nie tak. Był cudownym kontrastem dla Williama. Może właśnie dlatego nie umiała się doszukać w nim tej nienormalności, ponieważ nie wpasowywał się w schemat, który znała na przykładzie ojca. Raven w gruncie rzeczy niewiele wiedziała o życiu i ludziach, przez spory czas wychowywana w izolacji, szczególnie w domu. Choć Hogwart w gruncie rzeczy też izolował od zewnętrznego świata i jego zawirowań.
Nie wątpiła, że był ostrożny. Był w końcu dużo starszy i bardziej doświadczony, i z pewnością miał też dużo więcej kontaktów z różnymi, niekoniecznie dobrymi ludźmi niż ona, osóbka młoda i nietowarzyska. Ale jak miał sobie radzić bez różdżki w obliczu czarodziejów, którzy biegle posługiwali się magią, także czarną? Niezbyt to pojmowała, jako że sama polegała głównie na różdżce. Będąc wątłą dziewczyną, bez magii nie miałaby zbyt wielkich szans praktycznie z nikim. Wtedy mogłaby co najwyżej próbować uciec.
- Nie wątpię, że potrafisz sobie świetnie radzić, ale po prostu... Uważaj, dobrze?
Musnęła troskliwie dłonią jego policzek, podczas gdy mężczyzna znowu zacisnął dłonie na jej biodrach, przyciskając ją mocniej do siebie, tak, żeby nie mogła się odsunąć ani zejść. Wciąż więc leżała na nim, a po chwili wtuliła głowę w zagłębienie między jego ramieniem i szyją, przymykając oczy.
- Podoba mi się to – wyznała cicho. Mogłaby tak przy nim leżeć i leżeć. Czuła się tak przyjemnie i beztrosko i cieszyła się, że mężczyzna jeszcze jej nie odpycha. – Taka chwila mogłaby trwać jak najdłużej...
Jej dłoń znowu zaczęła delikatnie przesuwać się po jego ramieniu, by przejść na twarz i włosy.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   05.09.15 17:31

Zamknął oczy, delektując się przyjemną chwilą i doznaniami, które tak niespodziewanie przedarły się do jego świadomości, właściwie bez większego trudu pokonując barierę kontroli. Nie stracił jednak panowania nad sobą, wciąż potrafiłby przerwać tę cudowną chwilę, zniszczyć ją jednym niepotrzebnym słowem albo po prostu jakby nigdy nic zejść z łóżka i sprawić, że cały ten ckliwy romantyzm pękłby w jednej chwili jak bańka mydlana. Nie chciał jednak tego i w sumie nie widział powodów, by przerywać przyjemność, która zrodziła się praktycznie z niczego. Dziewczyna wydawała się bardziej niż chętna, a jej gesty tylko potwierdzały zaufanie, jakim go darzyła.
Dłoń spoczywająca na biodrze powoli przesunęła się w górę, nieśpiesznie błądząc po materiale bluzki, który teraz wydawał się zupełnie nie na miejscu, a poziom jego niepotrzebności można było porównać do głębokości Rowu Mariańskiego. Palce Colina zacisnęły się na brzegu bluzki i szarpnęły za nią z niecierpliwością, jakby sam fakt jego zburzonego spokoju i coraz szybszego oddechu był wystarczającym powodem, by bluzka sama spostrzegła swój błąd i zmyła się czym prędzej z ciała dziewczyny.
Niestety złośliwość rzeczy martwych bywa złośliwa najmocniej właśnie w takich momentach i bluzka za nic miała ponure spojrzenia Colina rzucane w jej stronę. Biedak (albo szczęściarz, zależy w sumie jak patrzeć) musiał pofatygować drugą dłoń, mocno łapiąc za materiał i unosząc go do góry, aż burza czarnych włosów na moment zniknęła pod bluzką, by po chwili na nowo rozlać się – tym razem w tym rozkosznym bezładzie, jaki towarzyszy parze zajętej sobą i niezainteresowanej całym światem – po ramionach Raven, poduszce i twarzy Colina.
- To ty uważaj – mruknął w końcu, gdy bluzka zleciała gdzieś poza łóżko, a półnagie dziewczęce ciało kusiło go swoją obecnością i zaledwie kilkunastocentymetrowym oddaleniem. Wystarczyło wyciągnąć rękę albo przesunąć dłoń spoczywającą na dziewczęcym ramieniu, by poczuć ciepło skóry w miejscach, które do tej pory były dla niego całkowicie niedostępne. Gdzieś w niepamięć odleciała obietnica, że zachowa się w stosunku do niej jak przystoi na szlachcica i dżentelmena. W tej chwili bardziej interesowało go to, jak ona zachowa się w stosunku do niego, gdy pozwoli sobie na więcej i nie ograniczy się do samych pocałunków, które teraz z taką zapalczywością wyciskał na jej wargach, jakby starając się odwrócić jej uwagę od tego, że dłońmi próbował pozbyć się tego okropnego i absolutnie niepotrzebnego stanika.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   05.09.15 18:50

Raven nie miała absolutnie żadnego doświadczenia w tego typu kwestiach, bo jak wiadomo, nigdy się z nikim nie spotykała. Dla niej sporym postępem było już samo to, że w ogóle zaufała Colinowi, zamieszkała z nim i pozwoliła się dotykać. Pewnie mógł to łatwo zauważyć. Kiedy zaczęła u niego pracować po skończeniu Hogwartu i odejściu z posiadłości ojca, była dużo bardziej płocha, wręcz dzika. Podskakiwała nerwowo przy każdym gwałtowniejszym ruchu czy głośniejszym słowie. A teraz, te dwa lata później, leżała przytulona kurczowo do boku mężczyzny, pragnąc, żeby jej nie opuszczał, żeby akceptował ją i odwzajemniał jej uczucia. Naiwne marzenia samotnej, skrzywdzonej przez ojca dziewczyny, która, podświadomie pragnąc czyjejś bliskości i poczucia bezpieczeństwa, dała się łatwo omotać.
Czuła, jak chwycił dłonią brzeg grzecznej, niebieskiej bluzki, którą na sobie miała i po chwili pociągnął ją w górę. Zanim Raven zdążyła zareagować, zdjął ją i odrzucił gdzieś na podłogę. Potargane włosy spłynęły na nagie, blade ramiona i plecy, a Raven poruszyła się niespokojnie i szybko spojrzała na swoje ciało. Był to pierwszy raz, kiedy ktoś ją tak widział. No może tylko jej ojciec i Theresa, póki ta żyła, bo jakoś musieli zajmować się jej obrażeniami po klątwach Williama. Ku jej uldze, blizny nadal pozostawały niewidoczne, a nie miała za bardzo możliwości, by ponowić teraz zaklęcia. Colin pewnie nie przyjąłby tego zbyt dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego stosunek do różdżek i zaklęć.
Jej ciałko było niezwykle drobne i blade, wciąż jeszcze bardziej dziewczęce niż kobiece, w końcu była tak młoda. Miała filigranową sylwetkę, a jej lekkie krągłości nie były zbyt mocno zaznaczone. Teraz jednak jeszcze wyraźniej czuła jego ciepło, a jej policzki ponownie się zarumieniły. Uchyliła lekko usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie zawahała się. Nie wiedziała, jakie słowa byłyby odpowiednie w takim momencie, zresztą po chwili Colin rozwiązał ją dylemat, znowu zaczynając ją całować, podczas gdy jego dłonie przesuwały się po jej ramionach i plecach. Znowu poruszyła się niespokojnie, kiedy zaczepił palcami o tył stanika, ale ostatecznie nie zaprotestowała w żaden sposób, ulegając mu, w pewien dziwny, przewrotny sposób nawet ciekawa tego, co z nią wyprawiał i jak na nią działał.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   05.09.15 20:04

Ciężki oddech Colina wypełniał pomieszczenie, wypędzając z niego ostatnie pokłady moralności i dobrego wychowania. Tutaj, w kajucie pod pokładem statku, nie byli wystawieni na wścibskie spojrzenia osób trzecich, potępiający i oceniający wzrok strażników moralności. Gdy palce Colina zręcznie radziły sobie z dziewczęcym stanikiem, sprawnie się go pozbywając – może nawet ciut zbyt sprawnie, doskonale świadcząc o ogromnym doświadczeniu mężczyzny na tym polu – ich właściciel bez żalu żegnał ostatnie resztki własnej samokontroli.
W jego ruchach nie było nic z pośpiechu, z brutalności, z niezaspokojenia, które towarzyszyło tylu parom, nieświadomym jeszcze piękna, które mogło się dziać między nimi. Nie zmuszał jej, nie zdobywał, ale zapraszał powolnymi ruchami dłoni, by sama mu się poddała, by nie protestowała i pozwoliła mu zrobić ze sobą to, czego pragnął. Jeśli przełamie w niej tę barierę największego zaufania, zdobędzie jej ciało oddane mu bez wahania we władanie, zdobycie jej umysłu będzie już tylko zwykłą formalnością, igraszką, na którą będzie mógł sobie pozwolić w każdej chwili. Nie zawahał się nawet na moment, gdy wzrokiem powoli, bez pośpiechu, delektując się każdą sekundą nowego widoku, błądził po jej odkrytym ciele. Światło wpadające przez małe okienko było wystarczające, by Colin mógł dostrzec każdy fragment skóry i każde zagłębienie, a tak gdzie chwilę wcześniej spoczywał jego wzrok, zaraz pojawiały się palce, odkrywające dotykiem nowe terytorium.
- Jeszcze możesz to przerwać – był zły na samego siebie, że te słowa w ogóle wydostały się z jego ust, ale było to koniecznie, jeśli dalej chciał grać rolę troskliwego mężczyzny, mimo że całym sobą był jednym wielkim pragnieniem. Zwariowałby, gdyby Raven skorzystała z jego propozycji, a z drugiej strony zastanawiał się, jak wyglądałoby ich pierwsze zbliżenie w warunkach mniej... uroczych. Czy nie byłoby przyjemniej i bardziej podniecająco delektować się jej strachem i przerażeniem, zanim wdarłby się w jej ciało bez odrobiny delikatności, nawet przez sekundę nie zastanawiając się nad tym, ile bólu by jej sprawił? Czyż nie byłoby rozkoszniej uczynić tego aktu – teraz tak romantycznie obrzydliwego, aktem do cna plugawym, którego nigdy, przenigdy by nie zapomniała i który przywoływałaby w myślach za każdym razem, gdy tylko by się do niej zbliżył?
Zaraz jednak odegnał tę myśl; ciało dziewczyny go podniecało, budziło w nim czysto męskie pragnienie posiadania, ale nie byłby w stanie posunąć się do prostackiego gwałtu; wolałby, żeby oddała mu się sama, tak jak teraz, ochoczo przyjmująca jego dotyk, nieświadoma myśli błądzących mu po głowie, gotowa i wyczekująca na jego kolejne delikatne muśnięcia. Nie, ten jeden raz mógł jej dać to, czego sama pragnęła, w pewnym sensie jej się to należało.
Podświadomie szukał na jej ciele blizn, jakichkolwiek śladów, które świadczyłyby o dramatycznej przeszłości, jaka ją spotkała, ale jego palce nie napotykały na żadne zgrubienia na skórze, gdy nieśpiesznie wędrował dłonią po szyi, piersiach, brzuchu, zapamiętując każdy nowy centymetr ciała, które do tej pory tak skutecznie pozostawało poza jego zasięgiem.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   05.09.15 21:40

Raven zdawała sobie sprawę, że Colin był od niej bardziej doświadczony nawet na tym polu. Czasami zastanawiała się, ile kobiet miał przed nią, ale nie miała odwagi go o to wypytywać, zdając sobie sprawę, że był opryskliwy, gdy kiedyś zahaczyła o tego typu temat. Tak czy inaczej, dziś udało mu się przedostać przez kolejne mury, które budowała wokół siebie dziewczyna, i choć nadal nie wiedział o niej wszystkiego, to jednak oboje posunęli się do pewnych poufałych wyznań, i przekraczali także granice czysto fizyczne.
Jęknęła cicho, czując, jak zapięcie jej stanika stało się luźniejsze. Colin po chwili zsunął go z jej ramion i także rzucił gdzieś na podłogę. Onieśmielona dziewczyna początkowo przylgnęła mocniej do jego ciała, utrudniając mu tym samym patrzenie na nią, i dopiero po chwili znowu się nieco uniosła, z pewnym wahaniem pozwalając mu na siebie spojrzeć. Skoro mieli być razem, nie mogła przecież się go tak bardzo wstydzić. Pomijając lęk, że jej zaklęcia przestałyby działać, oraz oczywiste obawy przed dotykiem, dochodził też strach, że mógłby uznać ją za mniej atrakcyjną od innych kobiet, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i brak pewności siebie. Kiedy jednak zaczął ją dotykać, zadrżała mocniej i zagryzła wargę. Jego dotyk budził w niej bardzo sprzeczne uczucia; z jednej strony onieśmielenie, z drugiej dziwną, nieznaną wcześniej przyjemność. Colin mimo wszystko także wydawał się być zadowolony z tego, co się między nimi działo, co sprawiło, że nieco jej ulżyło i nie była już tak bardzo spięta.
- Nie chcę tego przerywać – wyszeptała po chwili wahania, wciąż będąc uległą i akceptując, że to on, jako ten doświadczony, był w tej sytuacji górą. A że jej to nie przeszkadzało, nie stawiała oporu.
Wyprostowała się nieznacznie, poprawiając dłońmi włosy i odrzucając je na plecy. Siedziała na nim okrakiem, w samej spódnicy, a jej dłonie sięgnęły nieśmiało do jego koszuli i zaczęły nieporadnie ją rozpinać. Można było jednak łatwo zauważyć drżenie jej rąk, bo przecież nie robiła tego wcześniej i kompletnie nic o tym nie wiedziała, w końcu czasy były, jakie były, i w dodatku nie miała w domu kobiecego wzorca, gdyż Theresa umarła, kiedy jeszcze była dzieckiem, i dorastała sama z ojcem.
Miała wrażenie, że Colin próbował wyczuć na jej skórze ewentualne ślady, ale póki zaklęcie działało, a działało dobrze, bo po latach używania go Raven miała w tym wprawę, nie mógł niczego wyczuć ani zobaczyć. Zaklęcia maskujące były jednymi z pierwszych czarów, do których nauczenia się ojciec zmusił Raven zanim poszła do Hogwartu. Po chwili jednak udało jej się rozpiąć jego koszulę, i teraz jej delikatne dłonie miały możliwość po raz pierwszy musnąć jego postawne, męskie ciało.


Powrót do góry Go down
 

Statek turystyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Zniszczony Statek Widmo.
» 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy
» Port turystyczny
» Statek Zorgów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18