Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Statek turystyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Statek turystyczny   10.03.12 23:03

First topic message reminder :

Statek turystyczny

Dorian to niewielki, uroczy statek pasażerski sunący wodami Tamizy. Każdego dnia zabiera w rejs kilkunastu chętnych mieszkańców miasta - lecz głównie turystów - przepływając obok kluczowych londyńskich zabytków, między innymi obok Big Bena.
Stary, wiekowy, od lat pomalowany jest turkusową, łuszczącą się farbą, a jego długi dziób przyozdobiono drewnianą rzeźbą przedstawiającą wymachującego harpunem trytona.
Dorian jest skromny i prosty w swej budowie, jednak na swój sposób uroczy. Drewniany pokład wydaje się wręcz idealny do obserwacji. Zamawiając ciepłą herbatę w kawiarence ulokowanej wewnątrz niskiej nadbudówki można przespacerować się po nim lub przysiąść na jednej z kilku ławek usytuowanych na dziobie i rufie, podziwiając rozpościerającą się przed oczami panoramę Londynu. Tymczasem pod pokładem, prócz pomieszczeń przeznaczonych dla załogi, znajdują się także dwa wolne pokoje, w których w każdej chwili można wykupić nocleg.




Ostatnio zmieniony przez Morsmordre dnia 11.03.16 23:50, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   06.09.15 16:17

Dzieci niech nie czytają

Przyjemność ogarniająca go w każdej kolejnej sekundzie, która leniwie upływała w zacisznej kajucie, skutecznie wyeliminowała z jego świadomości wszystkie niepotrzebne myśli, wszystkie przemyślenia, wszystkie za i przeciw, poddając kontroli ciała to, co do tej pory kontrolowane było przez umysł. Na moment zapomniał, że jego dłonie dotykają brudnej, skażonej krwią jego rodu kobiety; zapomniał, że palce wdzierające się pod materiał spódnicy, rozpaczliwie szukające ukojenia w jej ciele, błądzą po skórze, która nosiła w sobie piętno znienawidzonej arystokracji; zapomniał, że powinien nią pogardzać, że nie była godna, by jej dotykał i okazywał swoje uczucia inne niż te, które były skumulowane wobec niechęci, obrzydzenia i nienawiści. Kiedy rozpinała mu koszulę była tylko zwykłą dziewczyną, zwykłą kobietą, jakie wielokrotnie szarpały za guziki, dążąc do upragnionego celu, próbując przyciągnąć go coraz bliżej i bliżej, aż oboje nie osiągnęliby końcowego zespolenia.
Jęknął, a raczej warknął z irytacją, że jej dłonie tak nieporadnie błądziły po koszuli; może w akcie łaski mógłby to uznać z jej strony za zwykłe droczenie się, zwykłą zabawę, by pobudzić go jeszcze mocniej, ale nie był teraz skory do udzielania swojego miłosierdzia komukolwiek. Zresztą pochylająca się nad nim dziewczyna na to nie zasłużyła, irytująco się z nim drażniąc, przeciągając wszystko do granic jego wytrzymałości. Nie zastanawiał się nad tym, czy wywołane było drżenie jej rąk, co sprawiało, że jej ruchy były takie niewprawne, a palce na guzikach z trudem radziły sobie z ich odpięciem. Cóż go interesował jej brak doświadczenia, jej dziewicze ciało, które być może nie było jeszcze gotowe na jego przyjęcie, jej niepewność i strach bez tym nowym, nieznanym, co miało ją za chwilę spotkać? Za kilka dni, może kilka tygodni, gdy Raven zajmie należące do niej miejsce u jego stóp, będzie go to obchodziło jeszcze mniej. Za kilka dni powinna być gotowa nie tylko na ciosy spadające z zaskoczenia lub zaplanowane w swojej doskonałości; musiała być też gotowa na to, że w swojej łaskawości zgodzi się z nią zabawić, wykorzystując jej ciało jak ruchomą zabawkę.
Nowa fala podniecenia, znacznie silniejsza od poprzedniej, której skutki jeszcze odczuwał, ogarnęła jego ciało, zmuszając go do wykonania kolejnego ruchu; zacisnął dłonie na jej ramionach, znów przewracając ją na plecy i niecierpliwym ruchem ściągając z siebie koszulę. Rozdarła się z trzaskiem czy zachowała w całości – nie było to teraz ważne. Ważne było to, że znów mógł odczuwać cudowną kontrolę, więżąc jej ciało pod sobą, przygniatając je swoim ciężarem. Do tej pory rozbierał ją leniwie, nieśpiesznie, może nawet z pewną nieśmiałością pozbawiając ją kolejnych części ubrania, przełamując bariery i granice, które ustawiło w jej życiu dobre wychowanie. Teraz jego ruchy stały się bardziej oczywiste, bardziej niecierpliwe, drapieżne, gdy podciągał jej spódnicę w górę, nawet nie siląc się na próbę jej zdjęcia, jakby samo to było poniżej jego godności. Nie była jego kochanką, którą mógł obdarzyć przyjemnością równą tej, którą sam czerpał; była przedmiotem, w którym jakimś cudem znalazł chwilowe upodobanie i postanowił się zabawić, zanim odłoży go na półkę.
Parsknął w myślach śmiechem, wyobrażając sobie Raven w sukni ślubnej i zastanawiając się, czy wystąpiłaby w bieli jak nieskalana, nietknięta męski dotykiem dziewica, krocząc ku niemu i rozsiewając wokół siebie fałsz i obłudę swojej niewinności. Czy stojąc wtedy przed zgromadzeniem czarodziejów i czarownic czekających na uroczysty moment wytrzymałby w spokoju? A może wyplułby z siebie ciężkie słowa, nazywając rzecz po imieniu, że oto zbliża się nie panna młoda, ale zwykła dziwka?
Przytrzymał dłonią nadgarstki, gdy kolanem rozsuwał jej nogi, a spod materiału spódnicy wyłoniła się ostatnia materiałowa przeszkoda na drodze do jego celu. Mogła się teraz wyrywać, protestować, mogła w geście jakiegoś przebłysku świadomości zaprotestować ten ostatni raz, ratując jeszcze swoją kobiecą cześć – po cichu nawet na to liczył, na strach w jej oczach, na lęk wyzierający z każdego gestu, na opór, na protesty, które mógłby zdławić jednym uderzeniem, jednym szarpnięciem wskazując jej, by się zamknęła – mogła zrobić tyle rzeczy, ale wolała mu zaufać, pozwalając jego dłoniom wyczyniać z jej ciałem rzeczy, które w świecie idealnej moralności dostępne były wyłącznie mężowi i wyłącznie w kojącej ciemności sypialni.
Zdobył serce Raven, a teraz zdobywał jej ciało, odwlekając jeszcze o kilka sekund moment, w którym stanie się wyłącznie jego własnością; do zdobycia pozostawał jedynie umysł, ale i ten zamierzał niedługo spenetrować, zaglądając w każdą myśl, w każdą świadomość, budując w nim własną wizję idealnego świata, który miał się dla dziewczyny zamknąć w piwnicznej celi. Cóż byłaby to ironia losu, gdyby dziewczyna skończyła dokładnie w tym samym miejscu, w którym zaczerpnęła pierwszy życiodajny oddech! Z pewnością gdyby Colin znał wszystkie szczegóły jej życia, z jeszcze większą pasją dążyłyby do tego, by pozwolić historii zatoczyć koło. Wciąż zaciskał dłoń na jej złączonych nadgarstkach, gdy drugą wsunął między ich ciała, sięgając do zapięcia swoich spodni; powędrowały w dół, bez problemu zsuwając się wzdłuż jego bioder, jakby doskonale świadome tego, czego oczekiwał od nich właściciel.
Pochylił się, całując ją jeszcze raz, a jego zęby mocno i boleśnie zatopiły się w dziewczęcych wargach, gdy w końcu wdarł się w jej ciało, skutecznie pokonując ostatnią przeszkodę, która stała mu na drodze do tego, by uczynić Raven w pełni swoją. Miał jej ochotę powiedzieć, by pożegnała z rozpaczą ostatnie pokłady moralności, ale zamiast tego milczał, skupiony na własnej przyjemności, która z każdym kolejnym ruchem rozlewała się po jego ciele.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   06.09.15 23:34

Po takiej płochej i nieśmiałej dziewczynie jak Raven trudno było oczekiwać doświadczenia i opanowania. W kwestiach relacji damsko-męskich była wręcz wybrakowana, pozbawiona wzorców i doświadczeń. Nic więc dziwnego, że Colin mógł się zniecierpliwić tym, jak w stresie nieporadnie radziła sobie nawet z czymś teoretycznie tak prostym, jak rozpięcie jego koszuli. Mężczyzna ogólnie był dużo bardziej niecierpliwy, bardziej dążył do zaspokojenia swoich potrzeb aniżeli Raven, która wciąż nie do końca je pojmowała, i nie spieszyła się, chcąc sycić się nowymi, nieznanymi odczuciami. Jego bliskość ją ciekawiła, była czymś nowym, w pewnym sensie nawet zakazanym, skoro nie byli formalnie w związku. Jej ojciec z pewnością by tego nie zaaprobował, ale może właśnie to sprawiło, że tym chętniej zdecydowała się ulec Colinowi w tej kwestii. Chciała mieć to poczucie, że robi coś, co nie spodobałoby się jej ojcu, nawet jeśli on o tym nie wiedział i raczej się nie dowie, bo niby jak? Nie była pewna, czy w ogóle wiedział o tym, że zamieszkała z Colinem, bo nie raczyła go o tym fakcie poinformować. Dodatkowo jego wcześniejsze deklaracje utwierdziły ją w przekonaniu, że mężczyzna także poważnie myśli o ewentualnym związku.
Nagle Colin chwycił ją za ramiona i pchnął na łóżko. Dziewczyna opadła plecami na pościel, podczas gdy mężczyzna sam pozbył się swojej koszuli i odrzucił ją na podłogę, gdzie leżało już część jej ubrań. Po chwili znowu zawisnął nad nią, niemal przytłaczając jej kruche i blade niczym porcelana ciałko, a jedna z jego dłoni zadarła do góry jej spódnicę, podczas gdy druga chwyciła jej nadgarstki i przyszpiliła je do łóżka.
Jęknęła cicho, próbując oswobodzić ręce, jednak trzymał je mocno, więc po chwili znowu znieruchomiała. Jej ciało drżało lekko, oddychała szybko, niespokojnie. Milczała, poprzestając na patrzeniu na niego z zdziwieniem. Czarne włosy rozsypały się po materiale poduszki, a na bladej, gładkiej skórze pojawiła się gęsia skórka. Oczy jednak wpatrywały się czujnie w mężczyznę, z lekką niepewnością, słysząc, jak ten rozpina swoje spodnie, by po chwili bez ostrzeżenia wedrzeć się w jej ciało.
Początkowo zabolało, nie była na to przygotowana. Z ust Raven wyrwał się krótki krzyk, stłumiony przez pocałunek mężczyzny. Czuła w sobie jego ruchy, niepewna, czy jej się to podoba, czy nie. Dopiero po pewnym czasie także zaczęła odczuwać przyjemność. Znowu westchnęła. Nie mogła go objąć, bo wciąż mocno trzymał jej nadgarstki, przyszpilając ją do łóżka. Dopiero po chwili udało jej się je oswobodzić, a wtedy objęła go, zaciskając mocno dłonie na jego plecach, które po raz pierwszy mogła poczuć pozbawione warstwy materiału. Był bardzo ciepły. A ona była teraz cała jego, wciąż nieświadoma tego, że kwitnące między nimi uczucie było równie fałszywe i ułudne, jak jej czysta, pozbawiona śladów po klątwach skóra.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   07.09.15 17:33

Fala ciszy wdzierająca się w jego rozedrgany umysł była jak balsam na zranione ciało, wypatrujące kojącego dotyku i delikatnego muśnięcia, które przyniosłoby osłodę po bolesnych ranach. Zamknął oczy, chłonąc rozkosz wszystkimi innymi zmysłami: wsłuchując się w jej urywany, przyśpieszony oddech; smakując metaliczną krew, której krople zlizywał z jej ust ostatkiem świadomości; dotykając całego jej ciała ze świadomą grzesznością i w końcu wdychając jej zapach i starając się go zapamiętać, by w przyszłości, za kilkanaście, kilkadziesiąt dni móc go porównać z zapachem strachu i przerażenia. Nie potrzebował wiele, by z ciężkim westchnieniem opaść w końcu na dziewczęce ciało, wtulając twarz w poduszkę, do której miejsce rościły sobie dotąd jej rozsypane – a może raczej łagodnie rozlane? - włosy, stanowiące kontrast dla bieli pościeli. Rozchylił w końcu powieki, upewniając się najpierw, że jego oddech nie zdradza już większego wzburzenia, doprowadzony w końcu do normalnego stanu spokoju i dystansu.
Poruszył się, przetaczając się na bok; oparł się na łokciu, znów patrząc na Raven w ten sam sposób, jak robił to kilkanaście minut temu, gładząc nieśpiesznie jej ciało – wtedy ubrane, okryte kurtyną z ubrania, chroniącą sztukę, w jakiej właśnie wziął udział, będąc jednym z głównych aktorów – a teraz przyjemnie roznegliżowane, wystawione na widok publiczny, choć paradoksalnie był jedyną widownią. Pulsująca w żyłach krew, boleśnie pobudzająca niedawno każdą komórkę jego ciała, płynęła teraz spokojnie, nostalgicznie przypominając mu o jego triumfie, o osiągnięciu, o zwycięstwie. Gdyby teraz ją zostawił, nie planując dla niej żadnej przyszłości – ani tej radosnej i szczęśliwej, zapoczątkowanej na ślubnym kobiercu, ani mrocznej i niepewnej, spędzanej w ponurej przestrzeni celi – gdyby wyszedł z kajuty bez słowa, odsyłając jej skromny dobytek pod drzwi jej niedawnego mieszkania, Raven byłaby skończona. Żaden szanujący się czarodziej nie tknąłby dziewczyny, która splamiła się podłym niemoralnym występkiem. Jej przyszłość w gronie arystokratów stanęłaby nie tylko pod znakiem zapytania, ale stałaby się jeszcze odleglejszym snem, a marzenia jej ojca, o wprowadzeniu córki do socjety i samemu piastowania w niej większej pozycji, spełzłyby na niczym. Ciekawe, jak William zareagowałby na wieść, że jego ukochana córka w kilka minut spaliła za sobą wszystkie mosty.
Patrzył na nią spojrzeniem bez wyrazu, by mimo największych chęci nie mogła nic z niego wyczytać. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czego oczekują dziewczyny... kobiety w takich momentach. Czułości, bezpieczeństwa, mocnych silnych ramiona oplatających ich drobne ciała, zapewnień o miłości. Zdobył się tylko na jedno z nich, przytulając Raven do siebie, lecz zrobił to wyłącznie po to, by nie musieć dłużej patrzeć w jej oczy. Jeszcze kilkanaście dni, wytrzyma, żyjąc w podniecającej świadomości zbliżającego się celu.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   07.09.15 19:35

Trwało to jeszcze pewien czas. Raven sama nie wiedziała, jaki. Poza nią i Colinem nic wydawało się nie istnieć. Wszystko jakby zeszło na dalszy plan, nawet ojciec. Słyszała jego oddech i czuła jego ruchy, jego dłonie błądzące po jej filigranowym ciele, aż w końcu poruszył się po raz ostatni i opadł na pościel obok niej. Dziewczyna zatrzepotała powiekami, otrząsając się i patrząc na niego z leciutkim niedowierzaniem, zupełnie jakby wciąż nie do końca pojmowała, że naprawdę posunęli się w swoich relacjach aż tak daleko.
Powoli się uspokajała, nie myśląc jeszcze zbyt wiele o konsekwencjach ani o tym, jak naiwnie dała się omotać. Gdyby tak Colin ją zostawił, a ktoś wiedziałby o ich relacjach, jej pozycja w towarzystwie rzeczywiście stałaby się niepewna. Jej co prawda nie zależało na tym jakoś bardzo mocno, ale jej ojciec z pewnością byłby wściekły, że Raven zaprzepaściła wszystkie jego dążenia, swoim uczynkiem pogrążając także jego, robiąc z niego durnia, który nie potrafi nawet upilnować krnąbrnej córki, która aż za bardzo zachłysnęła się wolnością. Pewnie dużo trudniej byłoby mu znaleźć dla niej kogoś odpowiedniego. Ojca akurat nie było jej żal, nie po tym, co zrobił. Utrata pozycji towarzyskiej i taka lekcja pokory byłyby dla niego adekwatną karą. Ale, póki co, ani William, ani nikt inny o niczym nie wiedział, tylko ona i Colin, i miała nadzieję, że tak pozostanie, i że niedługo rzeczywiście zostanie przedstawiona jako narzeczona mężczyzny. Chyba niewielu rzeczy pragnęła bardziej; może tylko poczucia bezpieczeństwa i bliskości ukochanej osoby. Ale narzeczeństwo dałoby jej większą pewność, że Colin faktycznie chce z nią być.
Westchnęła cichutko i wtuliła się znowu w jego ciało, opierając głowę na jego ramieniu. Jej włosy znowu go połaskotały. Leżała tak przy nim kilka minut, pozwalając się obejmować, ale w końcu odsunęła się lekko i zsunęła z łóżka, sięgając po swoje ubrania. Obawiała się, że czas działania zaklęć maskujących może się wkrótce skończyć, więc na wszelki wypadek wolała zakryć się przed jego wzrokiem. To jeszcze nie był czas, żeby zobaczył ją dosłownie w całej okazałości, ze wszystkimi bliznami pozostawionymi przez Williama Baudelaire’a. Nie chciała widzieć na jego twarzy wyrazu obrzydzenia, jakiego się spodziewała, gdyby widział ją bez złudnej osłony zaklęć.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   09.09.15 12:43

Skorzystał z chwilowo wolnego łóżka i przekręcił się na plecy, podpierając głowę na rękach i śledząc Raven poruszającą się po pokoju. Nie wiedział właściwie, czego mógł się teraz spodziewać, pełnych wyrzutu spojrzeń, czy raczej wręcz przeciwnie, szczęścia i radości malującej się na jej twarzy. W gruncie rzeczy żadna z tych opcji nie zrobiłaby na nim większego wrażenia, w końcu nie o dziewczynę w tym wszystkim chodziło, nie o jej zadowolenie, bezpieczeństwo, nie o jej dobre samopoczucie czy stłamszenie wyrzutów sumienia. On nie odczuwał żadnych, ba, nie odczuwał nawet grama wstydu, leżąc bez ani jednego skrawka przykrycia, a na jego twarzy błąkał się ironiczny uśmieszek.
Najczęściej w takich przypadkach dziękował uprzejmie za wspólnie spędzoną noc, ewentualnie – jeśli tknęło go jakieś przeczycie – rzucał zdawkowe zaproszenie na spotkanie w przyszłości, oczywiście tej bliżej nieokreślonej, by nie robić kobiecie żadnych nadziei. Najczęściej jednak nie planował zapewniać swoim kochankom atrakcji, które tak dokładnie, w każdym detalu, nie pomijając nawet najmniejszego szczegółu, rozplanowywał w swoich myślach. Żadnej z jego dotychczasowych kobiet nie zaproponował wspólnego mieszkania i żadnej nie darzył tak mocną nienawiścią, jak dziewczyny, która ubierała się pośpiesznie zaledwie kilka metrów od niego.
- Planujesz gdzieś wyjść, że się ubierasz? - zapytał tonem, w którym znać było zarówno beztroski śmiech, jak i zawoalowaną groźbę. Nie zamierzał jej nigdzie wypuszczać, nie teraz, gdy złamał ją prawie do końca. Poza tym gdzie by poszła w taką pogodę, gdy za oknem szalał deszcz, a wzmagający się wiatr nie zachęcał do żadnych wędrówek. - Aż tak źle ci ze mną było, że chcesz uciec? - dodał, świdrując ją wzrokiem. Nie spodziewał się twierdzącej odpowiedzi, ale na wszelki wypadek przywołał na twarz wyraz lekkiego zaskoczenia i smutku. Doprawdy, pominął się ze swoim powołaniem, powinien od dawna występować na scenie jako wyśmienity aktor.
Nie chciał jeszcze wracać do domu; podświadomie pragnął, by ten moment w niewielkiej kajucie na wycieczkowym statku potrwał jeszcze dłużej. Z jednej strony było to jak przedłużanie agonii: patrzenie na Raven, jej – jeszcze – radosną postawę, marzenia malujące się na twarzy, szczęśliwe oczy, które śmiały do niego z wręcz dziecinną ufnością. Z drugiej jednak było podniecające samo w sobie; myśl o tym, że to właśnie teraz wkracza na ścieżkę, gdy będzie mógł wyplenić z jej jakąkolwiek radość i sens życia. Chciał zachować w pamięci jej obraz teraz, gdy żyła w kompletnej nieświadomości.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   09.09.15 18:45

Właściwie sama nie wiedziała, jak powinna się teraz czuć. Radość mieszała się z wyrzutami sumienia, w końcu nie powinna tego robić, póki nie byli w oficjalnym związku. Dlatego teraz, po fakcie, jej odczucia były teraz bardzo mieszane. Może nie powinna jednak tak bardzo się spieszyć, może nie powinna aż tak bardzo dosadnie deklarować swoich uczuć i zaufania? Może powinna jednak mu odmówić, kiedy jego poczynania stały się zbyt śmiałe. To przecież było tak bardzo nie w stylu tej dawnej, skrytej i nieśmiałej Raven. Wpływ Colina naprawdę ją zmienił, pchnął do zachowań, których wcześniej by się po sobie nie spodziewała.
Nie była tak pewna siebie jak Colin. Chyba nie potrafiłaby tak beztrosko leżeć bez żadnego przykrycia, skoro przez całe życie była przyzwyczajona do zasłaniania ciała, żeby chronić swą mroczną tajemnicę w postaci blizn po znęcaniu ojca. Nie wiedziała, ile godzin minęło od ostatniego nałożenia zaklęć maskujących, więc nie mogła ryzykować, że Colin zobaczy coś, czego widzieć nie powinien.
- Nie, oczywiście, że nie – powiedziała szybko, słysząc jego pytanie. Nieco się spłoszyła, w końcu nie chciała mu zdradzić, dlaczego tak szybko się ubierała i w ogóle zachowywała się tak nerwowo. – Dlaczego w ogóle tak pomyślałeś?
Ubrawszy się, usiadła z powrotem na brzegu łóżka, przygładzając wciąż nieco potargane włosy. Gdy tylko znajdzie się sama, musi koniecznie nałożyć na siebie zaklęcia. Nie chciała rozdrażniać Colina, robiąc to przy nim.
Delikatnie sięgnęła dłonią i przesunęła nią po jego policzku i włosach, uśmiechając się do niego lekko.
- Jest mi z tobą naprawdę dobrze – powiedziała, patrząc na niego uważnie. – Nigdy nie czułam do nikogo tego, co czuję do ciebie. Po raz pierwszy, odkąd opuściłam dom ojca... Dałeś mi nadzieję, że może to wszystko w końcu się ułoży, że może wreszcie uda mi się zostawić przeszłość za sobą.
Przytuliła się do niego ponownie. I następne kilka godzin upłynęło im w spokoju, na leżeniu obok siebie i cichej rozmowie, a później, kiedy deszcz przestał padać, postanowili wrócić do domu.

zt. x 2


Powrót do góry Go down
 

Statek turystyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Zniszczony Statek Widmo.
» 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy
» Port turystyczny
» Statek Zorgów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18