Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[sen] o tych, co milczeć nie potrafią
AutorWiadomość
[sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]24.08.16 23:43
Jest wiosenne popołudnie. Dokładnie takie, jakie lubię. Słońce subtelnie wyłania się zza cienkiej kurtyny chmur, wieje delikatny wiatr, który porusza kolorowymi (w granicach rozsądku) kwiatami. Siedzimy w parku, na dębowej ławce. Ma żelazne nogi, takie fikuśne, twardo osadzone w ziemi. Pod naszymi stopami rozciąga się brukowana alejka biegnąca pomiędzy wielkimi połaciami obrośniętymi zieloną, soczystą trawą. Oddycham spokojnie wdychając słodki zapach maków zmieszany z wonią twoich perfum. Ręce trzymam na kolanach - jeszcze się nie rozluźniłem tak do końca. Wiesz, że to proces długotrwały. Żyjemy w alternatywnej rzeczywistości kiedy to nie przejmuję się zdaniem Edgara. Nie myślę o tym, że na nasz widok zapłonąłby z wściekłości. Nie zastanawiam się nad konsekwencjami swoich czynów. Być może właśnie, trochę nieświadomie, wbijam mu nóż w plecy. Zawodzę jego zaufanie, więzy krwi, braterską solidarność. To wszystko jest daleko ode mnie, wręcz tego nie czuję. Inny świat, inna rzeczywistość, inne priorytety. Piękny, kuszący sen – z pozoru. Zmusza do pozostawienia pewnych wartości, do posłuchania głosu serca, nie argumentów rozsądku. To on powinien być na pierwszym planie, nie byle sentymenty. Tak uważam.
Siedzę nadal, tak bez większego celu. Patrzę melancholijnie na usiany makami park, aż w końcu moja głowa obraca się w twoim kierunku. Siedzisz tak blisko. Twoje jasne włosy powiewają lekko na wietrze. Jesteś szczęśliwa, gdyż to właśnie mój idylliczny sen. Tak boleśnie nierealny, tak drastycznie niemożliwy do spełnienia. Teraz jestem tak jak ty szczęśliwy. Dookoła nie ma żadnej żywej duszy oprócz nas. Cisza od czasu do czasu przerywana jest przez ćwierkanie ptaków ukrytych w koronach drzew. Wiesz, że są tu i drzewa? Za nami. Klony, buki, dęby, topole. Z tych co zdążyłem zauważyć. Brakuje mi kwitnącego kasztanu. Wbrew tym niedogodnościom uśmiecham się, dasz wiarę? Po raz pierwszy w życiu mój uśmiech wygląda naprawdę ładnie. I naturalnie.
- Jak ci się tu podoba, lady Selwyn? - Pierwszy raz też patrzę w twoje oczy. Bez skrępowania, cienia napięcia, tysięcy wątpliwości. To błogi stan. Śmieję się krótko, urywam to szybko. Rozglądam się wokół. Lekka szarość nieba znika, uwierzysz w to? Nagle horyzont maluje się na jasnoniebieski odcień. Bez ani jednej chmurki. Słońce zaczyna trochę przypiekać, ale to nic, myślę sobie. Jesteśmy tu razem i nikt nam nie przeszkadza.
- Widziałem ostatnio w galerii przepiękny obraz. Zwykle lubię ciemne, depresyjne barwy, a ten urzekł mnie swoją paletą barw. Przejąłem się jego nasyceniem, było w niej coś pociągającego, ale jednocześnie przerażającego. Chciałbym, żebyś go kiedyś zobaczyła - zwierzam ci się nagle przerywając tę niekrępującą ciszę. Zdaję sobie sprawę z tego, że dzieliłbym się z tobą wszystkim.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]25.08.16 13:47
Ciepłe promienie słońca na skórze to było to czego Lucinda potrzebowała. Ze wszystkich pór roku najbardziej lubiła lato, które w pewien sposób odzwierciedlało jej naturę. Jednakże wiosna była początkiem wszystkiego co miłe, ciepłe i przyjemne dlatego po roztopach i śniegach przywitała ją jak wyczekiwanego przyjaciela. W tym wiosennym popołudniu Lynn mogła odnaleźć długo poszukiwany spokój i ulgę dla poszarpanego ducha. Wpatrzona w przemieszczające się chmury czuła jak słońce lekko przypieka jej skórę. Było tyle dobroci w takich momentach. Bez względu na istniejący świat wszystkie dobre chwile kumulowały się właśnie w tej jednej. Tutaj. Daleko od wszystkiego co złe i smutne. Takie chwile pozwalały jej wierzyć, że istnieje coś więcej niż wyrzucanie emocji w przepełnionej smutkiem Galerii Sztuki. Zamknęła na chwile oczy ciesząc się dniem tak idealnym, że aż niemożliwym. Tylko kto mógł zabronić im zamknąć się w tym co niemożliwe, odbiegające od realności, piękne i pierwszy raz w pełni szczęśliwe? Ograniczała ich tylko jego wyobraźnia, a przecież nie istnieje nic takiego. Otworzyła oczy i spojrzała na siedzącego obok Quentina. Wydawał się być inny. Lekki. Jakby wszystkie problemy i tajemnice, które wcześniej w nim widziała całkowicie wyparowały. W jej oczach wydawał się być teraz niemożliwie beztroski. Niemalże szczęśliwy. Na tą myśl uśmiechnęła się do niego. Szeroko. Szczerze. Nagle nie myślała o niczym innym w swoim życiu. Liczyło się tylko to jedno miejsce. Daleko daleko daleko od wspomnień, ludzi, zobowiązań. Na jego pytanie wyciągnęła rękę przed siebie jakby próbowała złapać ogarniające ich z każdej strony promienie słońca. - Jest tu tak spokojnie, tak ciepło… - zaczęła spoglądając na mężczyznę opuszczając rękę. - Pięknie. Skąd znasz to miejsce, lordzie Burke? - zapytała odwracając się tak by siedzieć naprzeciwko niego. Była zafascynowana miejscami, których nigdy nie widziała, a to było miejsce, o którym nawet nie myślała. Nie wyobrażała sobie, że może być coś tak pięknego i spokojnego. Tak miłego i uroczego. Uśmiechnęła się widząc niekryjące się pod żadną maską zadowolenie na jego twarzy. Był piękny bez tajemnicy i ostrożności w sobie. Naturalny, nierealny. Prawie taki sam jak to miejsce. Wsłuchała się w jego słowa. Sztuka była tym co ich łączyło. Jeżeli chodziło o nią to rozumieli się bez słów. Wiedziała, że mogli o niej rozprawiać godzinami i ich zdanie choć podobne nadałoby dla każdego nowego, ciekawszego spojrzenia. Lubiła to z jaką pasją o niej mówił, lubiła to, że tak bardzo ją cenił. Uśmiechnęła się. - Barwny, pociągający, a jednocześnie przerażający? Sam opis zdecydowanie zachęca. Chętnie go zobaczę. - powiedziała przenosząc wzrok na drzewa przed nimi. - Ale jutro? Dzisiejszy dzień jest tak piękny i tak spokojny, że nic przerażającego nie powinno w niego ingerować. - dodała. Dziękowała mu, że ją tutaj zabrał. Pierwszy raz od długiego czasu w końcu mogła odetchnąć.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
[sen] o tych, co milczeć nie potrafią Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]26.08.16 1:19
Ulegam powolnemu rozprężeniu. Poddaję się woli słońca smagającego blade policzki. Poddaję się woli wiatru mierzwiącego czerń włosów. Poddaję się woli słodkiemu zapachowi otępiającemu zmysły. To moje miejsce na ziemi, tak uważam. Nawet nadmierne ciepło i oślepiająca jasność mnie nie przeraża. Przy tobie czuję się odważny, wiesz? Wyczekuję tego, co ma nastąpić. Nie czuję bolesności w żołądku wywołanych stresem czy przejęciem. Jestem wolny od trosk, od powinności. Nie mam już kajdan na dłoniach, za to posiadam lekką duszę. Koniec wypełniającej mnie pustki, witaj nowe życie! Tak sobie myślę, że będzie nowe. Nie wiem, że za kilkadziesiąt minut się skończy. Że obudzę się w ciemnej sypialni Durham bez ciebie, bez perspektyw, bez poczucia ulgi. Za to z coraz większym strachem upchanym po kieszeniach. Ciężarem konieczności spełnienia rodowych obowiązków. Ciebie też to czeka, prędzej czy później. Gdybym tylko mógł… odebrałbym od ciebie tą okropną konieczność, byleby tylko twoje szczęście mogło trwać już wiecznie. Lub umieściłbym cię w tym śnie na zawsze. Żebyś tu zawsze na mnie czekała. Z takim uśmiechem jaki teraz widzę na twojej twarzy. Jest śliczny, chcę go nawet pochwalić, ale… znów ta blokada. Wzięłabyś mnie za głupca, mam rację? Mam strasznie głupie myśli, więc zachowuję je dla siebie. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Obecnie moje myśli krążą wokół dążenia do bycia jak najbliżej ciebie. Cieszę się chwilą, tak zwyczajnie, bez podtekstów. Na czole nie znajdziesz ani jednej zmarszczki, w oczach nie ma ni krzty zmartwienia. Nabieram w płuca wiosennego powietrza wymieszanego ze słodkim zapachem będąc gotowy na niezobowiązującą konwersację.
- Uzdrowiciel zalecił mi spacery, żebym był bardziej sprawny fizycznie. Odkąd zachorowałem przesadnie na siebie chucham. Podczas jednej z przechadzek trafiłem tutaj - zwierzam ci się bez cienia krępacji. Nikomu nie mówię o mojej traumie krwi, tobie też nie planowałem tego mówić. Ta atmosfera jest idealna do zwierzeń, musisz mi to przyznać. Człowiek czuje się zbyt lekko, żeby zauważyć jakikolwiek opór. - Cieszę się z pani zadowolenia lady Selwyn - dodaję niespiesznie obracając głową i podziwiając horyzont.
- Nie śmiałbym zakłócać chwili tak niecodziennym, wzbudzającym niepokój obrazem. Jutro brzmi doskonale. Znów będę mógł panią zobaczyć lady - mówię. I mówię. I mówię. Zauważyłaś jak wiele? Usta mi się nie zamykają. - Tylko nie wiem czy to zdrowe spędzać ze mną tyle czasu - dodaję, nieco mniej wesoło. Wzdycham wzruszając przy tym ramionami. Teraz i tak jesteśmy na siebie skazani. Zamierzam się tym delektować.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]01.09.16 12:35
Czas wydaje się nie mieć tutaj znaczenia. Wolna od presji, zmartwień i tętniącego Londynu czuje, że żyje. To miejsce ją w pewien sposób onieśmiela. Tak jakby bała się, że zniknie jak tylko coś zrobi bądź powie. A przecież tego nie chce. Nawet jeśli jest to jego sen to nie da się uciec od tego uczucia. Ciepła na skórze, uśmiechu cisnącego się na usta, bliskości drugiej osoby. Gdyby mogła zatrzymałaby się na tej właśnie chwili. Ty dobrze o tym wiesz i w głębi serca czujesz to samo. Wszystko wydaje się być po prostu dla nich stworzone, a ona pierwszy raz od bardzo długiego czasu potrafi odetchnąć. Nie tak na chwile. Tylko naprawdę. Pełną piersią. Już zapomniała jak to jest. Uśmiech był tutaj czymś naturalnym. Podczas ich spotkania w Galerii czekała na taki właśnie uśmiech. Bez skrępowania. Skupiła się na jego słowach. Na sposobie ich wymawiania i na znaczeniu. Słysząc o jego chorobie przez chwile poczuła niepokój, ale zaraz jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki uciekła w świadomość, że przecież o tym wiedziała. Musiał jej już kiedyś o tym mówić. A nawet jeśli nie… przecież to był tylko sen. Wiedziała więcej niż w prawdziwym życiu, widziała więcej. Na swój sposób było to smutne. Śnić o rzeczach, które choć tak odległe mogłyby być na wyciągnięcie ręki. - Quentinie… - zaczęła. Mogła tak do niego mówić? Czy w śnie nadal zachowywali wszelkie tytuły? - Cieszę się w takim razie, że mnie zabrałeś w tak piękne miejsce. - powiedziała przymykając na chwile oczy by zaraz znów na niego spojrzeć. - Przesadność nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie… bagatelizowanie jest prawdziwą zbrodnią. - dodała choć przecież prawdziwa Lynn na bagatelizowaniu choroby znała się jak nikt inny. Tylko, że ona zawsze bardziej troszczyła się o innych niż o samą siebie. Nie można było jej się dziwić. Nie teraz. Nie tutaj. - Zdrowe? - powtórzyła unosząc z zaciekawieniem brew. - Nie widzę niczego niezdrowego w potrzebie spędzania z Tobą więcej czasu. Wręcz przeciwnie, lordzie Burke. Żałuje, że wtedy… - wiedział, że mówiła o ich pierwszym spotkaniu. Ona o tym pamiętała. - … nie mieliśmy szansy poznać się lepiej. Żałuje, że później spotykaliśmy się tylko przypadkiem. - wstała z ławki i spojrzała na niego uśmiechając się. - Zdrowe czy nie… czemu mielibyśmy się tym dzisiaj przejmować? - zapytała pewnie czysto retorycznie wyciągając dłoń w jego stronę.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
[sen] o tych, co milczeć nie potrafią Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]02.09.16 21:54
To jest snem. Najpiękniejszym jaki kiedykolwiek miałem. Wszystko, co właśnie ma tu miejsce, jest nadzwyczaj cudowne. Kojące. Odprężające. Uśmiecham się jak nigdy, czując rosnącą we mnie ekscytację. Z powodu twojej obecności - tutaj, razem ze mną, w jednym miejscu. Bez świadków. Bez zasad, zakazów i innych okropnych rzeczy. Tylko my i piękny krajobraz rozciągający się dookoła. Trochę jest przerysowany, kolory zdają się przejaskrawiać z upływającymi minutami, ale nic mnie to nie obchodzi. Ty mnie obchodzisz. Siedząca obok, rozmawiająca ze mną jakbyśmy nic innego w życiu nie robili. Podoba mi się moje nowe oblicze, podoba mi się fakt, że jesteś dla mnie taka miła. Zawsze byłaś, tylko w pewnym momencie wolałem w to nie wierzyć. Odciąć się od tego wszystkiego - byleby tylko musieć znosić jak najmniej bólu. Rozczarowań, utraconych nadziei. Do czasu tego snu nie miałem już żadnej. W tym momencie jestem jedną wielką nadzieją, żarzącą się jak słońce nad nami. Onieśmielającą niespotykaną radością odbijającą się na bladej twarzy. Nadal ta mara nie jest doskonała.
Twoja troska, moje imię brzmiące wyraźnie w twoich ustach, to wszystko mnie trochę onieśmiela. Staram się to ignorować przełamując wszystkie bariery i patrząc ci w oczy. Lubię ich wyraz, kształt i barwę, tak jak wiele rzeczy w tobie lubię. Ten optymizm i pogodę ducha także. Nie wiem nawet, że ty wiesz, ale nie mam ci tego za złe. Nie mógłbym. Każdemu, ale nie tobie.
- Chętnie zabrałbym cię w wiele pięknych miejsc - mówię spokojnie, z nieukrywaną zadumą. Zadumą nad tymi zakątkami, które udało mi się zwiedzić, ale które bez ciebie nie miały tej samej magii co miałyby podczas wspólnych podróży. Niestety nic więcej nie opuszcza mojego gardła - i tak za bardzo obnażam przed tobą moje myśli oraz moją duszę. Cały ten obrazek tak właśnie na mnie działa. - Naprawdę tak uważasz? - pytam po chwili kiedy wybudzam się z letargu. Naprawdę sądzi, że lepiej jest być przesadnym w reakcjach niż obojętnym? Hm…
To przeczy całej mojej egzystencji.
Żałuję, że wtedy…
Och. Też żałuję. Wielu rzeczy. Zanim jednak zrzucam ciężar ze swoich barków wyciągasz swoją dłoń w moją stronę. Nie na odwrót. Czuję się tym przytłoczony, ale… z drugiej strony potrzebuję tej bliskości, dlatego z pewnym wahaniem ujmuję twoją rękę moją. Bladą, zimną.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]03.09.16 20:29
Nie liczyło się co myślała. W końcu to był tylko sen. Obraz stworzony w jego głowie. Mogła być całkowicie inna niż ją widział, ale czy na pewno mniej prawdziwa? Nie może się różnić aż tak znacząco. Nawet jeśli nie zdążył jej dobrze poznać, nawet jeśli się na to nie odważył. Zawsze miła, uśmiechnięta, tryskająca energią i pasją. Tego nie dało się nie zauważyć. Sny miały to do siebie, że wyciągały z naszej podświadomości wszystko czego się boimy i o czym marzymy. Tworzą jedność z lęków i radości. W jednym momencie może to być najpiękniejsza chwila ze wszystkich jakie kiedykolwiek nam się przytrafiły, a w drugiej paraliżujący nas koszmar od którego pragniemy uciec. Niby nierealne, ale w gruncie rzeczy najprawdziwsze jakie możemy posiadać. Gdyby to był jej sen pewnie dążyłaby do odkrycia wszystkich jego tajemnic. Starałaby się rozgryźć to o czym myśli i jaki jest naprawdę. Zignorowałaby fakt kim jest by tylko dowiedzieć się więcej i więcej. Taka już była. Ciekawość towarzyszyła jej od zawsze. I choć zdawała sobie sprawę z tego jak bardzo potrafiła być uciążliwa, jak bardzo potrafiła krępować innych ludzi to zwykle nic sobie z niej nie robiła. Ale nieważne. Nie znajdowali się w jej śnie a w jego. Wszystko było takie jasne, jaskrawe. Z jednej strony ograniczające zmysły, ale z drugiej rozwijające wszelkie horyzonty. Gdyby mogła zostać przepełniona tym uczuciem nie wahałaby się ani sekundę. Teraz wiedziała to na pewno. Skinęła głową. Naprawdę tak myślała? Nie… nie liczyło się to co myślała. Liczyło się to co on myślał o niej. To co on widział w niej. Dotknęła jego dłoni. Pomimo padających na nich promieni słońca dłoń miał zimną. Zastanowiła się czy to przez jego chorobę. Tak zimną jak i jej. Nic nie mogła na to poradzić. Temperatura jej ciała zmieniała się co chwile szukając stałości. - Przejdziemy się? - pyta uśmiechając się lekko. Lynn wie, że rozluźnienie na jego twarzy jest czymś zaskakującym choć w tym momencie ma wrażenie, że widzi to codziennie. Ma wrażenie, że właśnie taki jest zawsze w jej obecności. - Cieszę się... – jak wiele rzeczy dzisiaj ją cieszy. Tak jakby od wielu dni nic dobrego jej nie spotkało. - … że nasze dzisiejsze spotkanie nie jest przypadkowe. Ostatnimi czasy tylko do takich mieliśmy szczęście. Choć nie jest łatwo spotykać się przypadkiem.  - dodaje przenosząc wzrok z krajobrazu na mężczyznę. - Tym bardziej, że więcej czasu spędzam na wędrówkach niż tutaj, w Londynie. A jednak nadal mnie lord pamięta.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
[sen] o tych, co milczeć nie potrafią Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]07.09.16 14:52
To prawda. Nie liczy się nic. Nie dociera do mnie, że ta wyimaginowana Lucy jest zupełnie inna od tej prawdziwej. Dobrze - nie do końca, ale może mieć przecież odmienne poglądy, szczególnie te tyczące się bezpośrednio mnie. To mój wyidealizowany obraz panny Selwyn. Zachowuje się tak, jak ja bym tego chciał. I to jest piękne. Nie ma miejsca na smutki, na rozczarowania. Gorycz dokuczającej mi nieustannie porażki. Jesteśmy tylko my wśród łąk i lasów, wśród promieni słońca, które cieszą mnie jak nigdy przedtem. I nigdy mnie już tak nie ucieszą. Staram się o tym nie myśleć - te powinienem mieć wolne od trosk. Moje marzenia się spełniają z każdą mijającą sekundą. Ozdabiam bladą twarz uśmiechem czającym się też w moich ciemnych oczach, które z zadowoleniem wpatrują się w pejzaże dookoła. I w ciebie. W twoją pogodną twarz, roześmiane spojrzenie. Wszystko mnie urzeka, prawie zapominam o poprzednim życiu - tym jak najbardziej realnym. Mógłbym tak śnić już zawsze. To nic, że daremnie doszukiwać się u ciebie teraz jakichkolwiek wad, przywar świadczącym o człowieczeństwie. Dlaczego perfekcjonizm uważany jest za coś złego? Podobno nudzi po jakimś czasie, ale ja jestem inny. Sam stanowię okaz nudy - czy inny jej rodzaj mógłby mnie zniszczyć, zmienić, wprawić w szeroko pojętą monotonię? Sam wyznaczam jej bieg, stawiam kroki w tych samych miejscach, oddycham wciąż jednako. Żaden marazm mi niestraszny - boję się tylko prawdziwej spontaniczności, która zaburza pewien utarty wcześniej schemat doprowadzając mnie na skraj wytrzymałości. We śnie można wiele rzeczy zaplanować.
Dotyk twojej ręki jest niesamowity. Ciepła dłoń przyjemnie ogrzewające moje skostniałe palce wzbudza we mnie kilka lekkich, pojedynczych dreszczy. Patrzę na jej wnętrze bez zrozumienia, ale prawdziwy uśmiech nie opuszcza mojej twarzy. Unoszę na ciebie wzrok szukając w nim pułapki. Nie dostrzegłszy jej postanawiam ci zaufać. Wstaję energicznie z pięknej ławy, ale jednocześnie odsuwam swoją rękę. Gdzieś w podświadomości nadal dźwięczy mi informacja, że nie powinniśmy się tak spoufalać. Nie jesteśmy nawet zaręczeni… co kłuje mnie w zatwardziałe, lodowate serce, napełniając je dziwnym pragnieniem zerwania wszystkich konwenansów i zniżenie się do tej romantycznej chwili, kiedy mówię ci o bezsensowności mego żywota, gdy nie ma w nim ciebie już na zawsze. Wewnętrzne opanowanie pozwala mi zaniechać podobnych prób.
Kiwam głową bez słowa, a zaraz po tym przemierzamy kolejne parkowe alejki ciesząc się pogodą i swoim towarzystwem. Słucham twoich słów głęboko zastanawiając się nad ich sensem.
- Ciebie nie da się zapomnieć - mówię w porywie nagłego nagromadzenia uczuć oraz aury panującej dookoła. - Żałuję, że nie spotkaliśmy się wcześniej, w lepszych okolicznościach - wypowiadam nagle te słowa, które do tej pory grzęzły mi w gardle. Jest ich znacznie więcej, ale w tym momencie nie potrafię wykrztusić z siebie nic więcej.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]09.09.16 18:03
Lucinda dawno temu pozbyła się wiary w magię komplementów. Oczywiście jak każdy lubiła słyszeć miłe słowa skierowane w swoją stronę, ale wiedziała, że komplementy działają w ich świecie całkowicie inaczej niż w normalnym. Są czymś wyuczony, z góry określonym. Nie była nawiną optymistką i nie brała wszystkich miłych słów do siebie. Zwykle były one tylko grzecznością podkreślającą nie tylko status, ale także wychowanie i gust. Nie wiedzieć czemu zawsze uważała, że w arystokratach jest więcej obłudy niż prawdziwej uprzejmości. I tak… twierdziła to kobieta pochodząca z rodu pełnego kłamstw i masek. Zwyczajnie przerażona tym jak łatwo przychodzi ludziom kłamać. Pomimo braku wiary w miłe słowa nie potrafiła się oprzeć szczerości jaka emanowała z głosu mężczyzny. Nie da się jej zapomnieć? Pewnie gdyby była sobą bezceremonialnie zapytałaby dlaczego tak uważa. Tylko, że teraz nie była sobą, a jej obraz miał na pewno o wiele więcej samozaparcia niż ona sama. Nigdy nie uważała, że w bezpośredniości jest coś nietaktownego. Oczywiście jeżeli robi się to w pewnych granicach, ze smakiem, dobrze wiedząc do czego można się w nie posunąć. Ona wiedziała. Zawsze wyczuwała granicę normalności i przesuwała ją w szczególność. Tak jak to tylko ona potrafiła. I choć czasami wydaje się być to błędne to przez dwadzieścia sześć lat nie usłyszała w swoją stronę nic… prócz ciekawości. Uśmiechnęła się kiedy ruszyli. Krajobraz zmieniał się minimalnie. Tak jakby całość tego miejsca zatrzymała się właśnie w tym małym obrazie. Nie przeszkadzało jej to. To jak wszystko komponowało się ze sobą. Czuła się jak zamknięta w pejzażu mistrza; jednego z tych, które przyszło jej tak często oglądać. - Dlaczego? - zapytała zainteresowana przystając na chwile. - Czy nie poznaliśmy się w bardzo dobrych okolicznościach? Znaczy… wiem, że musiał lord opuścić wtedy statek, ale czy te wszystkie rozmowy o sztuce, ludziach, krajobrazach i artefaktach nie były wyjątkowo przyjemne? - odparła całkiem szczerze.  To samo powiedziałaby mu prawdziwa Lynn. Choć nie zdawała sobie sprawy z tego, że on ich pierwsze spotkanie zapamiętał na pewno w gorszy sposób to dla niej był to naprawdę wyjątkowo miły czas. Nawet jeśli na początku do rozmowy musiała go namówić. Nawet jeśli później choroba wybrała sobie najgorszy z możliwych moment. Nauczyła się cieszyć tym co było. Choć pewnie teraz już przestała wierzyć we wspomnienia.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
[sen] o tych, co milczeć nie potrafią Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]14.09.16 11:45
Arystokracja to jest obłuda. Tak samo ich komplementy, ckliwe uśmiechy i gra spojrzeń. Nie bawię się w to, a już na pewno nie przy tobie. Nie mógłbym cię okłamywać. Mogę zatajać pewne fakty ze swojego życia, ale nigdy nie powiedziałbym ci słów nieprawdziwych. Nie możesz o tym wiedzieć, gdyż pewnych rzeczy ci zwyczajnie nie mówię - wierzę jednak, że to dla twojego dobra. Poniekąd dla naszego nawet. Czuję, że musiałbym uciekać przed całym światem, gdybym tylko sprzeciwił się wyznawanym przeze mnie rodzinnym wartościom. Być może ciebie ta informacja w ogóle by nie obeszła, ale nie chcę ryzykować. Lub chcę. Dziś, w tym pięknym śnie, nie jestem pewien. Ta tajemnica ciąży mi mocno na ramionach, najchętniej pozbyłbym się jej jak najszybciej. Nie wiem jedynie czy mogę cię tym obarczać. Tymi gorzkimi słowami, które grzęzną w gardle. Brzmią tak banalnie w mojej głowie, niegodne ujścia na światło dzienne. Zamiast wyrzucać je z siebie po prostu idę, przed siebie, a obok ciebie. I sprawia mi to nieopisaną przyjemność. Tak jak muskanie delikatnego wiatru, ciepło słonecznych promieni na policzkach i sycąca oczy zieleń przeplatana czerwienią maków. Trel ptaków nadal zawodzi gdzieś nad naszymi głowami, ale ja słyszę tylko ciebie, do pary z moim bijącym sercem. Długo się waham nad doborem logicznych zdań, wreszcie wyjawiam ci część moich chaotycznych myśli. Nie chcę tego najbardziej na świecie, z drugiej strony… ta atmosfera, jaka między nami panuje nadaje mi takiej lekkości, że słowa same formułują się na powierzchni strun głosowych oraz drżącego powietrza.
Nie spodziewałem się twojego zdziwienia. Kroki rozbijały się o utwardzane alejki, ale teraz milkną zupełnie. Staję w miejscu, patrzę na ciebie trochę zaskoczony. Dziwi mnie własne zaskoczenie, przecież nie możesz nic wiedzieć. Niczego się domyślać. A w środku mnie szaleje burza. Rodzi się nieskończona ilość pytań, wątpliwości. Zerkam na szumiące w oddali drzewa w poszukiwaniu punktu zaczepienia. Powracam do ciebie wzrokiem zdecydowanym, ale dziwnie lśniącym w blasku słonecznej chwały.
- Tam na statku… zwyczajnie wydarzyło się zbyt wiele - mówię wreszcie, głos mój dziwnie drży, jak liście na wietrze. - To było na tyle przyjemne, że po dziś dzień nie mogę o tobie zapomnieć. Przy tobie serce mi kołacze, a moja wola jest podporządkowana tęsknocie i pragnieniu uczynienia cię szczęśliwą osobą. Wyczekuję nieoczekiwanych spotkań mogąc napawać się twoją bliskością. A nie powinienem. Przez wzgląd na brata, ciebie, nasze rody i wszystko inne. Czy domyślasz się dlaczego żałuję? - wyrzucam z siebie urywkami. Moje policzki trawi żywy ogień, ale przez mój defekt widoczne jest na zewnątrz ledwo zauważalne zaróżowienie. Serce wykonuje podniebne akrobacje w mojej klatce piersiowej, obraz robi się zamazany, a ja odwracam wzrok na w oddali znajdującą się ławkę. Nawet we śnie jestem żałosny.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]14.09.16 22:00
Zadziwiające jest to, że wszystkie sny mają swoje odzwierciedlenie w naszej podświadomości. Wpływają na nas nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czasami pokazują nasze marzenia, przenoszą nas w świat przyjemności i wydaje nam się, że tak już zostanie. Czasami jednak od razu zamykają nas w klatce wraz z własnym strachem paraliżując i blokując wszystkie nasze ruchy. I choć wydaje się, że nie ma nic pomiędzy to niestety wszystko ulega zmianie. Złe sny mogą zmienić się w łagodniejsze cierpienie, a dobre w smutną prawdę. Całkowicie inaczej wyglądałaby ta sytuacja gdyby to nie był tylko sen. Chciałaby móc powiedzieć coś prawdziwie. Od siebie. Jednak nie mogła. Wpatrywała się w niego zaskoczona nie do końca pewna do czego dąży. Nie mogła wiedzieć co czuje i jego podświadomość o tym wiedziała. Nie mogła tego wiedzieć, bo od samego początku wszystko trzymał w sobie. Nigdy nie pozwolił jej się zbliżyć. Nigdy nie pozwolił jej się poznać. Wiedział, że spotykali się tylko przypadkiem, a ona idealnie ukrywał każde uczucie. Nie wiedziała czy traktował to jako błąd czy wręcz przeciwnie. Wiedziała, że powinien powiedzieć to komuś kto zdaje sobie sprawę z jego uczuć. Prawdziwa Lynn nie wiedziała. Ta? Ta czuła się zaskoczona. Czuła rosnące napięcie. Tak jakby to jak czuł się mężczyzna miało wpływ na całe otoczenie. Słońce nadal ogrzewało jej skórę, ale było gwałtowniejsze. Natrętne. Przymknęła oczy. Minęła chwila zanim znów spojrzała w jego ciemne, zagubione oczy. - Quentinie – zaczęła, a kiedy na nią nie spojrzał zrobiła krok w jego stronę. - Spójrz na mnie. Proszę. - czuła, że nie chce. Jakby odwrócenie się od niej w tym momencie było dla niego korzystniejsze. Jakby to właśnie powinien zrobić. - Nie musisz żałować. - to właśnie powiedziałaby mu Lynn. Ta prawdziwa Lynn. - Uwierz mi. Nie ma niczego złego w tęsknocie, potrzebie bliskości i życiu z imieniem na ustach. Chciałabym, żebyś w to uwierzył. - odparła czując, że jej słowa to tylko puste obietnice wyśnionego marzenia. Nic pewnego. Nic prawdziwego. Uśmiechnęła się lekko, a potem dotknęła dłonią jego policzka. Poczuła pod palcami wyraźne kości policzkowe i delikatny zarost. Zobaczyła jak jej blada skóra wtapia się w równie bladą skórę jego szyi ignorując zaróżowione policzki. Uniosła się na palcach tak by z równej wysokości spojrzeć mu w oczy. - Obudź się, Quentinie – na jej ustach malował się uśmiech. Ten delikatny, szczęśliwy. - Obudź się. Już czas.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
[sen] o tych, co milczeć nie potrafią Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: [sen] o tych, co milczeć nie potrafią [odnośnik]16.09.16 12:29
Nic nie rozumiała. Nie patrzę na nią właśnie nie chcąc zobaczyć w niej tego niezrozumienia. Obawy, lęku przede mną. Przed moimi uczuciami. Powoli osaczającymi jej świadomość. Nigdy nie chciałem być natrętnym adoratorem. Marnym człowieczkiem przyznającym się do swojej słabości. Przełykam głośno ślinę nie spełniając jej prośby. Wstyd z powodu tego, co właśnie wypowiedziałem, nie daje mi żyć. Trawi mnie od środka, pali na zewnątrz pobladłe policzki. Umieram powoli, stopniowo. Dostając w zamian ochłapy. Czego się spodziewałem? Nie rzuci się w moje ramiona wyznając, że ona czuje dokładnie to samo. Nie zna mnie. Jestem dla niej obcym człowiekiem. Ledwie znanym bratem jej ukochanego. Nikt ważny. Nikt. Nikt Burke, to brzmi tak paradoksalnie, że aż absurdalnie. Obok wstydu pojawia się poczucie porażki - gorzkiej, ciężkiej, smolistej. Lepko obłapiającej moje wnętrzności. Wykrzywiam twarz w grymasie rozczarowania, bólu i rozdrażnienia. Nie chcę na ciebie patrzeć. Ani teraz, ani już nigdy. Uczucie zawodu ciąży na moich barkach, a serce jakby stanęło w miejscu. Nie słyszę go, nie czuję. Czy wyrwałaś mi je kiedy tak konsekwentnie na ciebie nie patrzę? Czy zdeptałaś je już odchodząc dalej? Nie patrzę. Oddalasz się, twój głos słabnie, w przeciwieństwie do tego co czuję. Słońce oślepia jasnością nie do zniesienia, mrużę oczy, które coraz mocniej wilgotnieją. To na pewno z powodu światła, tak sobie w duchu wmawiam. Zieleń uderza we mnie soczystością, czerwień maków przypomina krew. Zamykam oczy ściskając mocno powieki - nie chcę tego wszystkiego już nigdy oglądać. Nie chcę słońca, nie chcę łąk, nie chcę maków, nie chcę tej durnej nadziei, że nagle wszystko może się odmienić.
Nie może. Nie, kiedy jesteś nikim.
Więc budzę się oszołomiony, nie odezwawszy się do widma Lucy ani słowem. Otwieram wystraszony oczy. Jest ciemno, buro i ponuro. Znów jestem w rzeczywistości malowanej przez Durham. Znów do przeżycia jest ten sam, jednolity dzień. Ta sama żmudna wędrówka, kiedy zaciskam zęby nie skarżąc się na nic. Usta mi drżą, nie mogę się podnieść. Kilka głębokich wdechów, stawiam stopy na zimnej posadzce. Patrzę się w nią tępo, bez życia. Bez łąk, bez słońca i bez maków.
Bez serca.

Koniec snu fluffy


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
[sen] o tych, co milczeć nie potrafią
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach