Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Czarny Kot

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Czarny Kot   31.03.15 0:38

First topic message reminder :

Czarny Kot

"Czarny Kot" znajduje się w dzielnicy Borough of Enfield, gdzieś nad Tamizą, wśród licznych mugolskich teatrów, kin, muzeów oraz sklepów. Dlaczego właściciele wybrali akurat taką lokalizację? Dlaczego nie założyli lokalu w czarodziejskiej części miasta? Krążą różne plotki na ten temat, jednak najprawdopodobniejszym wytłumaczeniem będzie to nawiązujące do buntu przeciwko panującym normom społecznym. Zrobili to, bo takie mają do tego prawo. Tak, obłożyli go zaklęciami ochronnymi, skryli przed oczami wścibskich mugoli, jednak jedynie z przymusu, by nie podpaść władzy.
Wejście do "Czarnego Kota" znajduje się nie od strony ulicy, a z jednego ze ślepych zaułków, dodatkowo chronione jest hasłem. Lokal został umiejscowiony w piwnicy, dlatego najpierw należy pokonać krótkie kamienne schodki, by dostać się do jego wnętrza. Przy drzwiach wisi nieco podniszczony szyld, który może przywieść na myśl plakat bohemy francuskiej.
W "Czarnym Kocie" wiecznie panuje półmrok, rozświetlany jedynie blaskiem lewitujących świec i lampionów. Powietrze jest gęste, przesycone zapachem tytoniu oraz piołunu. Wysoko zawieszone sufity, kamienne ściany, niewielka ilość ozdób - to wszystko tworzy dosyć oszczędny, nieco ascetyczny wystrój wnętrza. Okolica przy kontuarze zawsze jest gęściej zaludniona, zaś miejsca znajdujące się w odleglejszych mu pomieszczeniach - puste.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   22.10.17 1:23

Nie przeszkadzało mu spóźnienie Floreana. Zbyt często sam się spóźniał, by mieć do kogokolwiek o to pretensje. Czekał na niego cierpliwie, z wyrozumiałością. Zwłaszcza, ze zdawał sobie sprawę z faktu jak bardzo anomalie i kapryśność magii wywróciły świat czarodziejów do góry nogami. Niegdyś wystarczyła teleportacja, bądź proszek fiu - teraz trzeba było przemierzać odległości za pomocą własnych nóg. On był przyzwyczajony - co dzień pokonywał kilometry w Szpitalu Świętego Munga, gdzie teleportacja nie była możliwe. Ale czy inni byli przygotowani na to wszystko? Wiele rzeczy doskwierało i niemu. Nagle czarodzieje stali się tak bezbronni i bezradni...
Upił kolejny łyk whiskey, znów obrzucając spojrzenie rozleniwionym, raczej pozbawionym zainteresowania spojrzeniem. Nawet nie rejestrował co się dookoła niego działo - tu jakaś czwórka facetów grała w karty, tu inni śmiali się do rozpuku, tam samotny facet pił piwo. Dopiero po chwili jego wzrok spoczął na wchodzącym do sali Floreanie. Alan podniósł się z miejsca i uniósł dłoń, chcąc szybciej przyciągnąć wzrok mężczyzny. Czarny Kot mimo wszystko nie był tak małym miejscem.
- Spokojnie. Na tyle krótko, że zdążyłem upić ledwie parę niewielkich łyków. - Uniósł lekko szklankę i zabujał nią, a alkoholowa ciecz o charaktestycznej dla siebie barwie zakołysała się po brzegach.
Jak na komendę - już po chwili przyłożył sobie do ust szklankę, by upić z niej kolejny - dużo większy łyk. Również nie wiedział od czeog zacząć, co powiedzieć, jak ująć te cięższe do wypowiedzenia sprawy. Dużo rzeczy kłębiło się w jego głowie, dużo problemów, dużo spraw do poruszenia. I choć wiedział, że musi, i choć wiedział, że tak być powinno - ciężko było mu zacząć. Zbyt wiele złego wydarzyło się ostatnio. A z jakichś względów chciał porozmawiać o tym z Floreanem? Czy to dlatego, że był bratem Florence? A może po prostu darzył go swego rodzaju respektem? A może oba?
- Prawdopodobnie nie pojawię się jutro, Floreanie. - Zakomunikował nagle, odsuwając szklankę od ust. - Szpital pęka w szwach, nie mam możliwości wybrania sobie dnia wolnego. Nie teraz, kiedy jest tak dużo ludzi. - Zazwyczaj nie było z tym problemu. Głównie też dlatego, że zazwyczaj, jako pracoholik wcale o wolne nie prosił - on był na nie wymagane. Ścisnął usta w prostą linię, na chwilę wbijając wzrok w stoli, potem w swoją szkalnkę, potem przejeżdżając dłonią po swoich włosach. Zamierzał popchnąć tę rozmowę dalej:
- Co u Florence? - Zapytał. Zapadła chwilowa cisza, więc odezwał się pospiesznie. - Nie mogę jej odwiedzać. Jestem magomedykiem i specjalizuję się chorobami genetycznymi, a czasem zajmuje się innymi rzeczami. Nie mogę sobie pozwolić na chociażby najmniejszą szansę, by złapać chorobę zakaźną. - Była to prawda. Albo tylko część...





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   17.11.17 22:36

Nawet przez sekundę nie łudziłem się, że nasze spotkanie będzie przyjazną pogawędką przy szklance czegoś mocniejszego. Mimo to po spojrzeniu na jego whiskey zastanowiłem się czy od razu nie pójść po coś dla siebie. Nie lubiłem Alana i nawet nie próbowałem tego ukrywać - ani przed nim ani przed samą Florence - miałem więc nadzieję, że nasza rozmowa nie będzie trwała dłużej niż to konieczne. Skinąłem jedynie głową w odpowiedzi, siadając na przeciwko niego. - Rozumiem - odparłem, odwracając na chwilę wzrok. Był uzdrowicielem; nawet ja nie mogłem w tym momencie go skrytykować. Od początku maja kilkukrotnie byłem w szpitalu i widziałem ten chaos na własne oczy. Szpital pękał w szwach, to nie ulegało wątpliwości. I choć spotkanie Zakonu uważałem za coś naprawdę ważnego, nie mogło być ważniejsze od ratowania ludzkiego życia. - Ciężkie przypadki? - Zapytałem, nawet nie tyle chcąc pociągnąć tę niezobowiązującą pogawędkę, co po prostu nie potrafiąc inaczej. I już miałem zapytać go o coś jeszcze, kiedy zadał to pytanie, a ja poczułem jak niebezpiecznie wzrasta we mnie złość. Nieświadomie zacisnąłem dłonie w pięści, ale nie miałem zamiaru robić mu krzywdy. Tamten incydent na zapleczu lodziarni miał się już nigdy więcej nie powtórzyć. Nie mogłem sobie pozwolić na takie wybuchy złości, to nie byłem ja. - Przestań - wycedziłem, uważając każde jego słowo za brednie. - Dobrze wiesz, że Florence jest w izolatce i nie ma szans na zarażenie się jej chorobą - nie mogłem uwierzyć, że właśnie uzdrowiciel próbuje wcisnąć mi takie głupstwa. Gdyby było inaczej, medycy specjalizujący się w chorobach zakaźnych umieraliby co miesiąc, a oni jakoś mieli się dobrze. - Po prostu nie chcesz jej odwiedzić i nie rozumiem dlaczego - dodałem, reflektując się po chwili, że ze zdenerwowania uniosłem głos. Zerknąłem na sąsiedni stolik, pochylając się bliżej Alana. - Zdecyduj się, do cholery. Jeżeli nie chcesz z nią być to jej to powiedz - dodałem. Nie mogłem pozwolić, żeby Alan dalej krzywdził Florence, a teraz niezaprzeczalnie to robił. Od początku byłem przeciwny temu związkowi, ale próbowałem jakoś to zaakceptować. Teraz widzę, że to nie była dobra decyzja.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   20.11.17 22:30

Kiwnął głową, początkowo w ciszy i w skupieniu, potem natomiast wreszcie przenosząc wzrok na Floreana. Czy był w Szpitalu i widział, co tam się działo? Jak dużo wiedział o tym, co się teraz działo dookoła? Czy miał w głowie prawdziwy obraz tego jak bardzo świat stanął na głowie?
- Ciężkie to mało powiedziane. Odkąd pracuję w Mungu nie widziałem tylu pacjentów... - Zrobił pauzę, jakby zastanawiając się czy powinien kontynuować. - I tylu, których nie udało nam się uratować... - Dodał w końcu, znacznie ciszej, niemalże szepcząc. Zupełnie jak gdyby był to jakiś sposób na oddanie hołdu zmarłym, a może przeproszenie ich za to, że ani on, ani inni medycy nie mogli im pomóc.
Podniosła, lekko ciężka atmosfera, którą miało rozluźnić nieco solidnego trunku, dalej taka pozostawała. Krążyła dookoła nich niczym ciężka chmura, opadając coraz niżej. Dorwała ich, pogryzła i podrapała w momencie, gdy Alan poruszył temat Florence. Wiedział, że odkąd związał się z siostrą Floreana - ten przestał pałać do niego sympatią, jak gdyby wiedział, przeczuwał, że to wszystko rozpadnie się szybciej niż się zaczęło. Spodziewał się więc tej złości, spodziewał, a mimo wszystko w jakiś sposób próbował ją załagodzić, jakoś poprawić swoją sytuację, usprawiedliwić się. Miał wyrzuty sumienia, które wyjadały go od środka. Czy liczył, że podczas tej rozmowy uda mu się dostać rozgrzeszenie od Floreana, które pomoże mu poczuć się lepiej? Chyba tak.
- Tak, masz rację. - Przyznał po chwili ciszy, tuż po tym jak przyjął na siebie każdy zarzut, każdy moment podniesionego tonu, każde mocne słowa. Będące przecież prawdą. - Powiem jej to. - Dodał w końcu, wreszcie podnosząc wzrok na Floreana. Cięzko było stwierdzić co czaiło się w jego oczach, była to mieszanina zbyt wielu emocji, w tym wstydu i... strachu? - Bij, jeśli chcesz. Zasłużyłem. - Z przyzwoleniem patrzył na Floreana, nawet nie zastanawiając się nad tym jak głupim pomysłem byłoby wszczynanie bójki w tym miejscu. Nie obchodziło go to teraz.
Wyrzuty sumienia paliły go od środka. Szukał... usprawiedliwienia, choć nie wiedział czy jakiekolwiek miał. Oszukiwał samego siebie, a teraz próbował oszukać także i Floreana, choć nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Chcę ją chronić. Nie tylko przed sobą... Pomogła mi, postawiła mnie na nogi, za co jestem jej dozgonnie wdzięczny, ale... ale nie jestem pewien, czy jestem gotowy na to, by być w związku. - Zaczął. Wiedział, że tymi słowami niczego nie naprawi, a pogorszy sprawę. - Mam też... przeczucie. - Nieco ostrożniej dobierał słowa. Pochylił się lekko nad stołem, zniżając ton głosu tak, by ich rozmowa nie dotarła do nikogo innego. - To wszystko co się ostatnio dzieje... To nie jest przypadek, nie żadne wypadki. I mam przeczucie... mam powody sądzić, że jestem jednym z następnych do odchaczenia na liście. Nie chcę nikogo w to mieszać. - Czy to prawda? Prawda. Czy tylko o to chodziło? Nie. Nie kochał Florence i uzmysłowił to sobie za późno, by jej tym nie zranić. Musiał z tego wybrnąć, a chciał to zrobić tak, by nikogo nie zranić, choć nie było to możliwe. Próbował też znaleźć usprawiedliwienie, rozgrzeszenie dla siebie samego... Czy to było możliwe?





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   17.12.17 23:32

Jego słowa nie wyzwalały we mnie współczucia. Co prawda wierzyłem, że w szpitalu czekał na niego ogrom pracy i nie łudziłem się, że udaje mu się wyleczyć każdego pacjenta - podziwiałem go i innych uzdrowicieli za ich wytrwałość i odporność na tak nieszczęśliwe sytuacje, ale to wszystko i tak nie sprawiało, że przestawałem być na niego zły. Tutaj chodziło o Florence, moją siostrę bliźniaczkę, a w takim wypadku nie potrafiłem myśleć racjonalnie. Wiele się wokół mnie działo, ale Flo niezmiennie była obok i ja również zamierzałem jej nie zostawiać. I choć mógłbym zlekceważyć Alana to po prostu nie mogłem, niemal płonąłem ze złości, kiedy pomyślałem, że Flo na niego czeka, a on wymyśla tak fatalne wymówki. Gdyby mu zależało to zaszedłby do niej choćby dookoła paliło się i waliło. Co w sumie nie jest znowu tak abstrakcyjne. - Powiesz - powtórzyłem głucho, bo raczej spodziewałem się sprzeciwów typu: nie, ja ją kocham. To mnie na moment uspokoiło, Alan w pewien sposób zakończył tym słowem dyskusję. Dopiero po jego kolejnych słowach uniosłem ponownie wzrok i poczułem jak ponownie się denerwuje, jakby z wcześniejszego gniewu zostały jedynie żarzące się węgielki. - Ja? Nie będę cię bić, za kogo mnie masz - odparłem zdenerwowany, a dopiero po chwili przypomniałem sobie, że nie tak dawno temu zaatakowałem go zaklęciem. Odwróciłem na moment wzrok, trochę zmieszany, ale w zasadzie zasłużył sobie na to.
- Alan, nie każę ci z nią być. Tylko jeżeli nie chcesz to jej to powiedz, a nie po prostu ją olewasz. A ona się martwi, myśli... Wiesz, w izolatce nie ma wielu rzeczy do roboty, więc swoją nieobecnością zaprzątasz jej większość czasu - dodałem, bębniąc nerwowo palcami o blat. Zacząłem się zastanawiać po co tutaj właściwie przyszedłem, po co tutaj jeszcze siedzę - wystarczyło mu to uzmysłowić krótkim listem. Zrozumiałem dopiero po jego zwierzeniu. Przestałem poruszać palcami, wbijając w niego wzrok. - Co? - Zapytałem głupio, pochylając się bliżej niego. - Dlaczego tak sądzisz? To dość odważne stwierdzenie - dodałem. W zasadzie każdy z nas mógł czuć się zagrożony, ale spośród wszystkich zakonników nie wskazałbym szczególnie ani na Alana ani na mnie - a może to mój błąd, może powinienem.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   07.04.18 13:10

Agnes Puffypuff nie lubiła czekać. Wolała działać. A przystojny pracownik Czarnego Kota nie dałby się oczarować bez jej udziału. Odziana w gruby, wełniany płaszcz w kolorze kruczych skrzydeł, przemierzała wąskie uliczki Enfield, by wreszcie dotrzeć pod wskazany adres. Rudawe włosy miała schludnie związane, nie pozwalając im opaść na pokrytą piegami twarz. Gruba i pyzowata, ale z pewnością bardzo pewna siebie. A dziś także głodna wrażeń. A gdzie indziej mogła je znaleźć, jeśli nie w jednym z najbardziej buntowniczych lokali w Londynie? Schlebiała jej idea właścicieli. Świeżość, nowość, bunt wobec reguł. Nawet jeśli ostatecznie poddali się zasadom, odgradzając to miejsce zaklęciami ochronnymi.
To czego najbardziej tu nie lubiła to schodki. W zasadzie nie lubiła schodów – być może wytoczyła im personalną vendettę. Nie potrafiła już zliczyć ile razy potknęła się, o własną szatę, albo płaszcz i przekoziołkowała na dół. Mówiono, że jako dziecko spadła ze schodów w domu i to dlatego dziś zakrawa o szaleństwo. Gdyby to od niej zależało, te parszywe i zdradzieckie stworzenia byłyby zdelegalizowane. Wszędzie. Wszędzie!
Ale tym razem udaje jej się pokonać swojego personalnego nemesis, wpada do pomieszczenia, mrużąc gwałtownie oczy. Kolejna bezsensowna rzecz w świecie. Półmrok. Jeśli czegoś nie lubiła bardziej niż schodów to niezdecydowania: a półmrok najwyraźniej nie potrafił zdecydować, czy jest jasny czy ciemny. Agnes nie uznawała półśrodków. Zanim więc podeszła do kontuaru, skierowała się w stronę lewitujących świeczek, żeby zapewnić sobie choć trochę światła. Była pewna, że coś spadło na jej włosy wprost z karykaturalnego szyldu zdobiącego wejście – nie mogła ryzykować paradowania przed przystojnym pracownikiem z szlamem na głowie. Dlatego też przystanęła przy źródle ognia, niemal od razu marszcząc twarz. W tej atmosferze ciężko byłoby dostrzec cokolwiek. Chwyciła zatem swoją czarną kitę i wyginając ją na różne sposoby przyciągała coraz bliżej ognia. Puffypuff nie grzeszyła ani urodą, ani rozumem. Dlatego też nie odrazu spostrzegła, że coś jest nie tak. Dopiero gdy jej poczuła gwałtowne pieczenie na skórze, a do nosa dostał się zapach dymu zorientowała się, że faktycznie zaistniał jakiś problem. Problem jak nic: palące się włosy. Szybko wydała z siebie piskliwy, nieznośnie wysoki jęk i odskoczyła, niemal wpadając na stojącego w pobliżu Floreana.
MOJE WŁOSY SIĘ PALĄ, PROSZĘ MI POMÓC – oznajmiła, wymachując rękoma na wszystkie strony.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   13.04.18 21:31

Miałem serdecznie dość Alana i dlatego odetchnąłem z ulgą, kiedy nasze spotkanie w końcu dobiegło końca. Nie wiedziałem po co w ogóle zgodziłem się na tę rozmowę - absolutnie nic nie zmieniła, ale to tylko podkreślało moją naiwność, skoro wydawało mi się, że mogło być inaczej. Przyszedłem tutaj rozzłoszczony i naburmuszony, jednak prawda była taka, że w ogóle bym tutaj nie przyszedł gdybym nie wiązał z tym spotkaniem jakichkolwiek nadziei. Cóż, najwidoczniej po raz kolejny się pomyliłem.
Alan wyszedł, ale ja postanowiłem jeszcze chwilę zostać. Podszedłem do baru i zamówiłem jedno piwo. Miałem zamiar długo je sączyć aż na zewnątrz zapadnie zmierzch. Ot, taki naszedł mnie nastrój. Zamieniłem parę słów z barmanem oraz z mężczyzną siedzącym obok nie - kto wie, może to kolejny Rowle. Doprawdy, wciąż nie mogłem wyjść z wrażenia, że nie tak dawno rozmawiałem z naszym wrogiem. Jak gdyby nigdy nic prowadziłem z nim dyskusje na temat historii magii. To zmusiło mnie do pewnych rozmyślań - jak często spotykałem kogoś takiego i nie miałem pojęcia, że później ten sam człowiek atakował moich przyjaciół? To było okropne, niesprawiedliwe, niepokojące.
Moje rozmyślania zostały przerwane przez nagły atak nieznajomej kobiety. Najpierw usłyszałem donośny krzyk, potem poczułem na swoim ciele jej ciężar, dopiero na końcu do moich nozdrzy dostał się zapach dymu. - Ooooo Merlinie! Merliniemerliniemerlinie - zacząłem panikować, bo co innego mógłbym robić w takiej sytuacji?! - Już pomagam, już - chwyciłem za swój kufel z piwem i zamachnąłem się nim, wylewając resztkę alkoholu na jej płonące włosy. - PRZEPRASZAM - krzyknąłem, kiedy ogień tylko się zwiększył. Niemalże przeskoczyłem przez bar, panicznie poszukując wody - dlaczego tylko ja zareagowałem? W końcu rzuciła mi się w oczy butelka z wodą, szybko ją chwyciłem i czym prędzej wylałem jej zawartość na włosy kobiety. Dopiero wtedy stwierdziłem, że mogłem użyć różdżki. - Ekhm, nic pani nie jest? - Zapytałem zmieszany, a panika zaczęła pomału odpuszczać.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   27.04.18 11:20

Agnes krzyczała i darła się w niebogłosy, bo co to się działo, żeby takiej porządnej i wspaniałej, tak pomocnej społeczeństwu istocie paliły się włosy. Słyszała wprawdzie o takich przypadkach, ale wtedy przedstawiano je jako karę, karę dla parszywych i leniwych, nie zaś dla takich jak ona. Życie przeleciało jej przed oczyma, a jednak wciąż nie dostrzegała swojego błędu – przecież pożyczyła sąsiadce spod numeru sto dwadzieścia osiem trochę cukru, nawet jeśli z odrobiną zwątpienia. Zawsze karmiła swojego psidwaka, nawet jeśli odpadkami ze stołu. Nigdy nie zapominała, żeby podstawić starym przyjaciołom nogę przed błotnistą kałużą. Cud, miód i Merlin, taką czarownicą właśnie była.
POMOCY, POMOCY – krzyczała, wymachując gwałtownie rękoma, nawet nie zwracając uwagi na Floreana. – Nie jestem Merlin, jestem Agnes.
Czuję jakieś chwilowe ochłodzenie, jakby coś miłego zmierzało w moją stronę, ale jest jeszcze gorzej – już po chwili moje włosy buchają jeszcze jaśniejszym płomieniem. Kobieta zaczyna krzyczeć jeszcze bardziej i kręcić się w kółko, jakby tańczyła jakiś dziwny taniec, chociaż tańczyć nie lubiła prawie tak bardzo jak schodów. Wydaje jej się, że całą wieczność czeka na ratunek – całą wieczność jak nic. Dlaczego nikt nie chce jej pomóc? Jej, dobrej, miłej, do rany przyłóż? Już nigdy więcej im nie pomoże, obiecuje sobie. I nie zostawi napiwku. Wreszcie ratunek nadchodzi, w postaci wylanej na nią wody. Nie wie skąd się wzięła i chwilę zajmuje jej ochłonięcie: dosłownie. Wciąż wymachuje wszystkimi kończynami na wszystkie strony i kręci się dookoła, dopóki w chwili przebłysku mądrości, nie dostrzega co się stało. Obraca się ku nieznanemu sobie mężczyźnie z uśmiechem na twarzy i stara się przygładzić włosy, a raczej to, co z nich zostało. Wygląda na to, że niespecjalnie przejmuje się tym, że dość spora część jej długich kosmyków nagle zniknęła.
Dziękuję Panu, naprawdę dziękuję Panu bardzo! – krzyczy serdecznie.
Postępuje kilka kroków w stronę młodzieńca i pochyla się blisko niego, tak aby nikt inny nie słyszał tej rozmowy.
To musi być klątwa krzywego dzioba hipogryfa, czyha na każdego, proszę uważać – szepta mu do ucha niepostrzeżenie.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   02.05.18 1:01

Całe życie starałem się pomagać ludziom. Chyba między innymi dlatego trafiłem do Hufflepuffu, ale nie mnie oceniać, Tiara Przydziału wiedziała najlepiej. Potem pracowałem w ministerstwie, ale moje obowiązki też zahaczały o pomoc innym - musiałem odganiać irytujące duchy (dla nich irytujące, dla mnie nigdy) niejednokrotnie poznając ich życiorys. To co prawda był procent pracy, cała reszta dotyczyła wypełniania papierków, ale w końcu nie bez powodu ją rzuciłem. Założenie lodziarni okazało się prawdziwym apogeum pomagania, kto by pomyślał? Lody dawały ludziom mnóstwo radości; poprawiały absolutnie każdy dzień, choćby najgorszy. Nie będę nawet wspominał o Zakonie, bo tam wszyscy osiągamy wyższy poziom w pomaganiu potrzebującym. I najwidoczniej już nigdy miałem się nie uwolnić od tego pomagania - nawet w Czarnym Kocie. - Florean. Miło mi, Agnes - przedstawiłem się uprzejmie, wciąż będąc w ciężkim szoku. Szczególnie, że jej włosy tak jakby przestały istnieć, ale ona zdawała się tefo nie zauważać. - Eee, jeszcze raz przepraszam - mruknąłem zawstydzont, ale chyba niepotrzebnie, bo Agnes była w wyśmienitym humorze. Spojrzałem z lekkim przerażeniem jak przygładza nieistniejące kosmyki włosów, cały czas czekając na jakiś atak wyrzutów z jej strony. Ale nic takiego nie następowało, wręcz przeciwnie, co trochę mnie zmieszało ale zadowoliło jednocześnie. - Nie ma za co. Zawsze pomagam damom w opałach - odpowiedziałem, machnąwszy dłonią, jakby to faktycznie był dla mnie chleb powszedni. Chociaż troszkę się przestraszyłem jak tak do mnie podeszła - wkrótce okazało się, że ten strach był niczym w porównaniu do tego co mi szepnęła na ucho. - Klątwa krzywego dzioba hipogryfa? - powtórzyłen z lekkim przerażeniem w oczach, bo (wstyd się przyznać) ale bywałem przesądny. Jej słowa sprawiły, że momentalnie poczułem potrzebę opuszczenia tego miejsca. - Życzę miłego dnia, Agnes - powiedziałem, po czym czym prędzej wyszedłem z baru, chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu.

|zt




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Myranda Mulpepper
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t6452-myranda-mulpepper#164694 https://www.morsmordre.net/t6480-poczta-myrandy#165422 https://www.morsmordre.net/t6485-randa https://www.morsmordre.net/f198-smiertelny-nokturn-25-2 https://www.morsmordre.net/t6473-skrytka-bankowa-nr-1633#165287 https://www.morsmordre.net/t6479-myranda-mulpepper#165419
Zawód : Pracownik w rodzinnej aptece na Nokturnie, alchemiczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
You rise, I fall,
I stand, you crawl
You twist, I turn,
who's the first to burn?
OPCM : 0
UROKI : 1
ELIKSIRY : 25
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   24.09.18 17:33

| 5 lipiec
Musiała choć na chwilę odpocząć. Ostatnimi czasy jedynymi rzeczami, które robiła było warzenie eliksirów, praca w sklepie, czy działalność w Rycerzach. Nawet jej Matka zrobiła się jakoś bardziej nieznośna nie chcąc zamknąć się choćby na sekundę. Każdego w końcu wyprowadziłoby to z równowagi. Szczególnie jeśli pokłady cierpliwości tejże osoby są już na definitywnym wyczerpaniu.
Co więc robiła w miejscu takim jak to? Wielu stwierdziłoby, że za knuta tu nie pasuje. Introwertyczka, z dość dużą dozą wrodzonej niechęci do ludzi siedząc przy barze, sączy drugiego już drinka, spoglądając ukradkiem na licznych tego wieczora gości pubu.
Randa choć nie przepadała za większością ludzi, a już tym bardziej za ich towarzystwem, uwielbiała ich obserwować. Zawsze uznawała, że dawało jej to pewnego rodzaju przewagę. Sprawdzanie reakcji, poznanie nawyków, czy podsłuchiwanie rozmów. Czasami zastanawiała się dlaczego aż tak bardzo nie przepada za innymi dochodząc w końcu do konkluzji, że to może dlatego, iż nie do końca ich rozumie. Znała ból, przywiązanie, lojalność, poczucie obowiązku... ale troska, empatia, zazdrość, czy miłość, o której tak wszyscy mówili były jej zawsze obce. Nie widziała sensu w spacerach z rodziną w parku, wyjściu z szefem na drinka, czy godzinach spędzonych na rozmowach o wszystkim i o niczym. Rzeczywiście, niektórzy ludzie nieraz okazali się być dla niej przydatni, ale nigdy nie czuła potrzeby zaciśnięcia z nimi więzi. Świadczy to więc o jej samolubności? Zapewne. Trudno byłoby jej zaprzeczyć, że zawsze widzi czubek swojego własnego nosa i dopóki nie ma w czymś interesu nie angażuje się w to. Nawet z przystąpieniem do Rycerzy Walpurgii było podobnie.
Znała jednak kilka osób, których towarzystwo było mniej męczące niż innych.
- Proszę, proszę... - Jeden z kącików jej ust uniósł się w nikłym uśmiechu na widok dość znajomej jej twarzy. Lubiła go? Na pewno tolerowała. Calhoun zdecydowanie był użytecznym człowiekiem zdającym sobie sprawę ze swoich mocnych i słabych stron. Poza tym, podobnie jak ona sama, twardo stąpał po ziemi wciąż jednak żyjąc w swoim własnym świecie. Znalezienie nici porozumienia między tą dwójką nie powinno więc aż tak bardzo dziwić.
- Rybkę wyrzucono na brzeg. - Gdyby wiedziała wcześniej, iż ten wrócił do Anglii pewnie sama by się z nim skontaktowała. Jej dziadek już wcześniej wspominał, że miałby dla niego kolejne zlecenie. Ich apteka miała dość szeroki asortyment. Większość ingrediencji pozyskiwali sami, ale część tych mniej spotykanych, bądź niebezpieczniejszych do zdobycia musieli pozyskiwać od dostawców, bądź sprowadzać spoza granic kraju.
- A już myślałam, że pożarł cię wilk morski i nie będę musiała już nigdy więcej patrzeć na twoją krzywą gębę. - Nadal lepsza niż twoja. Zbyła słowa swojej matki ciężkim westchnięciem, aby swoją uwagę przenieść ponownie na drink znajdujący się na blacie przed nią. Trzeba było przyznać, iż kobieta miała świetne wyczucie czasu. Zresztą, jak zawsze. Nieraz ciekawiło ją to jak inni zareagowaliby na wieść o tym, że nie tylko swoje myśli słyszy w głowie. Wyśmieliby ją? Nazwaliby wariatką, którą oczywiście była? A może byliby przerażeni tymże wyznaniem, bądź podobnie jak ona na początku stwierdziliby, że musi być to jakaś klątwa? Tu musiała zgodzić się ze swym dziadkiem. Lepiej było nie ryzykować...
- Życie jak zawsze jest pełne rozczarowań. - Na te słowa, niczym w geście toastu uniosła swoją, niemal już pustą szklankę, przenosząc swój wzrok na mężczyznę.


Powrót do góry Go down
 

Czarny Kot

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18