Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Czarny Kot

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Czarny Kot   31.03.15 0:38

First topic message reminder :

Czarny Kot

"Czarny Kot" znajduje się w dzielnicy Borough of Enfield, gdzieś nad Tamizą, wśród licznych mugolskich teatrów, kin, muzeów oraz sklepów. Dlaczego właściciele wybrali akurat taką lokalizację? Dlaczego nie założyli lokalu w czarodziejskiej części miasta? Krążą różne plotki na ten temat, jednak najprawdopodobniejszym wytłumaczeniem będzie to nawiązujące do buntu przeciwko panującym normom społecznym. Zrobili to, bo takie mają do tego prawo. Tak, obłożyli go zaklęciami ochronnymi, skryli przed oczami wścibskich mugoli, jednak jedynie z przymusu, by nie podpaść władzy.
Wejście do "Czarnego Kota" znajduje się nie od strony ulicy, a z jednego ze ślepych zaułków, dodatkowo chronione jest hasłem. Lokal został umiejscowiony w piwnicy, dlatego najpierw należy pokonać krótkie kamienne schodki, by dostać się do jego wnętrza. Przy drzwiach wisi nieco podniszczony szyld, który może przywieść na myśl plakat bohemy francuskiej.
W "Czarnym Kocie" wiecznie panuje półmrok, rozświetlany jedynie blaskiem lewitujących świec i lampionów. Powietrze jest gęste, przesycone zapachem tytoniu oraz piołunu. Wysoko zawieszone sufity, kamienne ściany, niewielka ilość ozdób - to wszystko tworzy dosyć oszczędny, nieco ascetyczny wystrój wnętrza. Okolica przy kontuarze zawsze jest gęściej zaludniona, zaś miejsca znajdujące się w odleglejszych mu pomieszczeniach - puste.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   18.03.16 22:45

Nie chciał tu iść.
Niechęć do tego spotkania dawała mu się we znaki. Zdawał się odczuwać to w każdym zakamarku swojego ciała. Aż mrowiło go do tego, aby odwrócić się na pięcie i odejść, wrócić do spokojnego zacisza własnego mieszkania. Sam właściwie nie wiedział po co tam szedł, dlaczego się na to wszystko zgodził. Przecież mógł odwrócić się i bez konsekwencji uniknąć spotkania z Kruegerem, z którym w tejże chwili wcale nie miał ochoty się widzieć. Złość, która powoli zahaczała wręcz o nienawiść, przypominały mu o tym w każdej sekundzie, kiedy kierował swe kroki w stronę ,,Czarnego Kota". Być może przesadzał, być może nawet bardzo przesadzał, jednak nie potrafił od tak wybaczyć Kruegerowi tego, co zrobił. Uważał go za przyjaciela: za kogoś, komu mógł się z wszystkiego zwierzyć, na kogo mógł zawsze liczyć z wzajemnością. Tymczasem w krytycznym momencie, w rzeczy tak dla niego ważnej został zdradzony i zawiedziony. Nie był pewien, czy byłby w stanie kiedykolwiek o tym zapomnieć i powrócić do dawnych relacji. Wyglądało na to, że Daniel chciał. A przynajmniej to wynikało z treści jego listu. Po cóż więc tam szedł, skoro nie chciał się godzić? Z ciekawości? Sam nie wiedział, ale nogi same niosły go do wyznaczonego przez Daniela celu. Miał nadzieję, że nie będzie tego żałował. Dość miał problemów w ostatnim czasie.
Początkowo nie bardzo wiedział jak powinien dostać się do środka. Szybko jednak przypomniało mu się kilka zasłyszanych (od kogo? Daniela?) faktów i po zajściu z odpowiedniej strony i podaniu hasła - znalazł się w środku. Nigdy nie był w tym miejscu, toteż jego specyfika uderzyła w niego natychmiastowo. Rozejrzał się, mrużąc przy tym nieznacznie oczy. Było tu sporo podejrzanych, wedle niego typów. A więc nie wyróżniał się jakoś specjalnie ze swoim tymczasowo mizernym i zaniedbanym wyglądem. Wydarzenia z ostatniego czasu odcisnęły piętno na jego twarzy, która zdawała się mieć bardziej niezdrowy i zmarnowany wyraz oraz kolor niż zwykle. Ktoś, kto go znał, natychmiast mógł zauważyć zmianę w jego wyglądzie i zachowaniu, choć on sam nie do końca zdawał sobie z tego sprawę.
W końcu namierzył go. Jego spojrzenie spoczęło na znanej mu sylwetce Daniela, w której kierunku skierował swe kroki. Podszedł bliżej i bez słowa zajął miejsce obok niego. Jeżeli Daniel pił drinka - zamówił także jakiegoś drinka, jeżeli pił piwo - zamówił piwo, jeżeli nie pił nic - nie składał zamówienia. Tak czy siak, po chwili ciszy, postanowił ją przerwać:
- Mów, co chcesz, Krueger - mruknął z pewną dolą ostrości w głosie. Nie było jej jednak tyle, ile serwował Danielowi przy ich ostatnim spotkaniu. Chyba nie miał siły nawet na takie coś.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   19.03.16 15:26

Czyżby po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, poczuł, jak ostre są zęby sumienia?
Wgryzały się powoli, jednak - systematycznie i gładko, wchodząc w głębię przetwarzanych myśli. Wgryzały, przypominały, p o w t a r z a ł y z uporem niemal maniackim, krążyły ciągle - niezaprzeczalnie niczym mantra. Uniósł nieznacznie jedną brew, swoim badawczym zwyczajem, kiedy odbierał zamówione przezeń piwo. Napój zdawał się lekko zakołysać; kufel był niemal wypełniony po brzegi. Idąc do stolika, tonął wśród tumanów tytoniowego dymu, który w połączeniu ze skąpym światłem, malował wszystko niemal wyłącznie w szarych barwach. Lekkie łuny majaczyły przed oczami; poczuł kilka obojętnych spojrzeń, rzucanych przelotnie na jego sylwetkę. Gwar nie ustawał ani na moment, lecz nie wsłuchiwał się nadto w pojedyncze dźwięki.
"Czarny Kot" nie zmieniał się. Zmieniały się jednak - różne okoliczności, czy to związane z przybyciem, do którego prowadził labirynt wąskich i często o nierównej powierzchni uliczek, czy to powiązane z samym charakterem spotkania. Czekał jednak cierpliwie, czekał - bez większych dywagacji, by wreszcie powitać siadającą obok postać konkretnym acz niespecjalnie nachalnym spojrzeniem. Wzrok skoncentrował się na twarzy, kiedyś - witanej serdecznie, jeszcze niedawno - przyprawiającej o niemałą irytację. Obecnie zaś nie czuł nic lub nie umiał niczego spośród emocji wyodrębnić. Już czas najwyższy? Po raz pierwszy sprawić, by ludzie nie odchodzili nieuchronnie? Wolał nie zastanawiać się nad motywem. Nieprzyjazny ton Alana dotarł do uszu, rozchodząc się niemal zgrzytem.
- Wiesz, jak nie lubię się powtarzać - odpowiedział spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewała stanowczość. Bezbarwnie, niby - zwyczajne oznajmienie. Wiele razy używał już tego sposobu, wiele razy u d a w a ł, że nie ma w sobie żadnych uczuć.
- Wszystko minęło. To przeszłość. Rozumiesz już? - zapytał, niemal wbijając w rozmówcę spojrzenie swoich oczu, które migotały w półmroku jak dwa jasne punkty. - Nie mamy powodów do kłótni.
O ile kiedykolwiek mieli - i tak uważał, że Bennett był sam sobie winny. On wyłącznie nie chciał, by dołożył się również i jego udział.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   20.03.16 2:15

W głowie Alana istniał teraz znacznie wypaczony obraz Daniela. Trzeba tu jednak podkreślić fakt, że ów wypaczenie było głównie nagromadzeniem, a także wzmocnieniem jego wad oraz cech, które sprawiały, że jeszcze bardziej go nie znosił. W jego głowie Krueger nie miał sumienia, nie mógł więc również mieć wyrzutów sumienia. Nigdy nie sądził, że jest w stanie żywić do kogoś aż tak wielką urazę. I nie chodziło już nawet o Eileen, która miała prawo dokonać wyboru i to właśnie uczyniła. Chodziło o to, że wedle Alana przyjaźń powinna wyglądać zupełnie inaczej niż to, co zaprezentował mu Daniel. Czuł się zdradzony, zraniony, sprowadzony na ziemię i dotkliwie skopany. Nie wiedział, czy będzie potrafił mu wybaczyć, zapomnieć to wszystko. Nie wiedział nawet czy chciał to uczynić. Więc co tu robił? Tego również nie wiedział.
Nie uraczył Daniela spojrzeniem nawet, gdy ten się odezwał i odpowiedział na jego pytanie. Utkwił wzrok w naczyniu z piwem, które zamówił. Zakołysał nim lekko, obserwując jak napój o miodowej barwie kołysze się, a piana przykleja się do szklanych ścianek kufla. Chwilowo odleciał, co zdarzało mu się ostatnio dość często. Szybko jednak wrócił do rzeczywistości, lecz na słowa Daniela nie odpowiedział. A przynajmniej nie od razu. Powoli trawił każde ze słów, każde ze zdań. Jego umysł przetwarzał to w zwolnionym tempie, mielił, analizował, szukał odpowiednich słów. Jednak nie ważne ile myślał, jego odczucia dalej były te same. Nie potrafił być obiektywny. Ciągle czuł te wszystkie negatywne emocje, które krążyły wokół obrazu Daniela w jego głowie.
- Masz rację - odezwał się w końcu sucho. - Wszystko minęło, wszystko to przeszłość. Możesz robić co chcesz, także w sprawie, która była powodem naszych ostatnich kłótni. Nie zamierzam Ci już nic wypominać. - Upił duży łyk piwa, a potem kolejny. Odstawił naczynie i ponownie zatopił w nim wzrok. No tak... Wszystko było przeszłością, nic nie było już ważne. Eileen go odrzuciła, więc po cóż miał się złościć na Daniela i cokolwiek mu zabraniać. Dokonała wyboru, prawda? I z pewnością nie wybrała jego. Czy brała Kruegera pod uwagę? Tego nie wiedział. I teraz już nawet się o to nie złościł. Wiedział, że nie ma po co.
- Nie zamierzam się z Tobą kłócić, Krueger - zaczął, ponownie sięgając po kufel. - Ale jeżeli myślisz, że po pięciu, dziesięciu, trzydziestu minutach rozmowy na ten temat o wszystkim da się zapomnieć, to się grubo mylisz.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   20.03.16 13:07

Czekał w spokoju, czekał - zaskakująco cierpliwie. Sam patrzył już na wszystko niemal z dystansu, cedząc wyłącznie resztki emocji, jakby - pozostałości tego, co jeszcze kiedyś żywił. Złości, rozgoryczenia i niejako chęci d o w o d u, że on jest tym bardziej uprzywilejowanym. Że ma odwagę, że może, że nie ma najmniejszych praw mu zabronić. Wszystko minęło.
Zawartość naczynia pomniejszała się systematycznie; nie spieszył się jednak z piciem, racząc się każdym przełknięciem z obecną na języku goryczą. Nie kazał mu odpowiadać natychmiast, choć chwile dłużyły mu się znacznie bardziej niż zwykle. Kontakt wzrokowy nie został nawiązany, wyłącznie patrzył momentami na jego twarz, która sprawiała wrażenie nieobecnej. Podobnie jak relacji. Cóż, zwykli nazywać siebie przyjaciółmi.
Nie próbował się zastanawiać, czy była to prawdziwa przyjaźń. Jego okropny brak zaangażowania, jedna z wad jakimi był nacechowany - znów dawała się we znaki, wypiętrzając za każdym razem wymowną prawdę. Nienawidzili się, nie mogli na siebie patrzeć, lecz mimo tego przybyli zgodnie tutaj. Usiedli, oddzieleni powierzchnią drewnianego blatu. Zdawałoby się - jak wcześniej, lecz przy tym w zupełnie inny sposób. Nic już nie będzie takie samo. Wszystko mija, zmienia się. Zmienia się otoczenie, zmieniają się ludzie. Wszystko jest właśnie takie - zmienne.
- Nie każę ci zapominać - odpowiedział. Czuł kontrast jego wręcz nieziemskiego spokoju; emanował nim niemal nienaturalnie. Twarz zastygła w wyrazie pozornego rozluźnienia, nie uwidaczniając żadnych większych zmarszczek, będących świadczeniem o napięciu któryś z mięśni - zarazem gwałtownych emocji. Był ich pozbawiony, podobnie jak jego towarzysz, choć - przynajmniej próbował przemknąć w swoich słowach choć odrobinę tonu serdecznego. I nadal był ciekawy. W jaki sposób potoczy się owa całość.
- Nie każę też robić czegoś wbrew sobie - zdecydował się kontynuować, wiedząc, że w przypadku braku wyjaśnienia i rozwinięcia, nie zdoła niczego osiągnąć. Mógł wyjść równie szybko, co się pojawił. - Chcę zobaczyć, czy uda się nam.
Odsunął nieznacznie kufel, chwytając go lekko. Dźwięk przesuwanego szkła rozbrzmiał momentalnie w powietrzu.
- Przywrócić choć część. - Niesamowite. Po raz pierwszy wydawał się chcieć coś naprawić. Wolał jednak nie myśleć o sobie w ten sposób.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   21.03.16 20:24

Nie zastanawiał się nad tym, czy zaangażowanie Kruegera, albo raczej brak, prowadził do upadku ich relacji. Właściwie to nigdy się nad tym nie zastanawiał, samemu w dużej mierze podtrzymując to wszystko. I nigdy nie robił mu z tego powodu wyrzutów, rozumiejąc, że Daniel taki ma po prostu charakter. Jego zabolało coś innego. Coś, czego w życiu się po nim nie spodziewał i co dotkliwie udowodniło mu, że tak naprawdę wcale go nie znał. Albo, że Danielowi wcale nie zależało na tej relacji. Sam, jako osoba o dobrym sercu, jako osoba, która zawsze kogoś stawiała na pierwszym miejscu, nie potrafił pojąć takiego zachowania. Ale ludzie są różni, prawda? Prawda. Wiedział to bardzo wyraźnie, ale nie potrafił naprawić tej wyrwy, która powstała pomiędzy nimi. Była tak, cholernie głęboka i niebezpieczna, a oni obaj stali na samych jej krawędziach. Co się stanie dalej? To się miało dopiero okazać.
- Zachowujesz się tak, jakby Ci zależało - odezwał się, niby to od niechcenia, znów bujając szklanką i obserwując tańczącą w szklanym więzieniu żółtawą ciecz. Dopiero po chwili uniósł spojrzenie i wbił je w Daniela. Wbił, to dobre słowo, bowiem zdawał się przeszywać go na wylot samym wzrokiem. Zupełnie tak, jakby w jego oczach tkwiła moc, jakby coś się w nich żarzyło. - To do Ciebie nie podobne, Danielu - dodał, na powrót zatapiając wzrok w trzymanym naczyniu. Przechylił je, wlewając część zawartości do ust, a następnie przełknął. Cisza zaległa na nowo, trwając tym razem nieco dłużej. Także i jemu zaczęła powoli doskwierać. Upił łyk, potem kolejny, a następnie odstawił z głośnym stuknięciem kufel.
- Nie potrafię Ci tego zapomnieć. Byłem w stanie darować Ci wiele rzeczy, ale nie takiej zdrady w kwestii dla mnie tak istotnej. - Przerwał ciszę. Zacisnął zęby. Starał się dać swojemu głosowi nieco bardziej swobodny, życzliwy ton, ale kryła się w nim cała jego złość, całe rozżalenie, zawód i poczucie bycia zdradzonym. Nic nie mógł na to poradzić. - Jak mam Ci na nowo zaufać? Skąd mam mieć pewność, że znów nie skopiesz mnie, kiedy będę potrzebował przyjaciela? - Zmrużył oczy, patrząc na niego przenikliwie.
No już, Krueger, tłumacz się. Wyjaśnij mi to, bo nic nie rozumiem.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   21.03.16 21:14

Alan go irytował. Irytował ciągłością swoich wypomnień, które dłużyły się, aż kłując w mieszance docierających do uszu dźwięków, sprowadzając dłonie ku ochoczemu - zaciśnięciu się w pięści, a twarz o zadrżenie momentalne, w celu uwiecznienia zgoła mniej przychylnej ekspresji. Irytował, choć zarazem zdawał sobie sprawę z istoty całej rozmowy, z jej przebiegu - w p ł y w u; że dając ponieść się zgubnym falom obecnych wciąż negatywnych emocji (które w jego przypadku były wręcz przepastną głębiną), nie zdoła niczego osiągnąć i w istocie przegra. Choć musiał przyznać jedno.
To było
uwłaczające.
Już wiedział, dlaczego nie znosił tego uczucia. Musiał zniżać się poniżej poziomu aktualnego, w celu prawienia wyjaśnień (przeprosin? Nie miał go za co przecież przepraszać). Potęgowało niesmak, wkradało się i rzęziło - niczym fałszywe brzmienie pośród właściwych tonów. Burzyło koncepcję, wtłaczało go w ciasne ramy formy, wewnątrz której znajdować się ani przez moment nie chciał. Teraz jednak nie mógł nic uczynić.
- Zdrady - pozwolił temu słowu dokładnie rozbrzmieć, jakby samemu się wsłuchując w poszczególnie wibrujące układy tonów. - Powiadasz.
Miał to za zdradę, jakże zabawnie. Powstrzymując się od skrzywienia, zamaskował aktualne rozchwianie za szkłem, wewnątrz którego chybotała umniejszana zawartość napoju. Wiedział doskonale, że musi całość rozegrać w miarę dyplomatycznie - czas mijał nieubłaganie, a wraz z czasem potęgowała się bezsilność i to uczucie, które zbyt bardzo nadwyrężało jego nerwy. Liczył, że będzie współpracować. Że wszystko - jakoś się ułoży. Choćby tym razem, choćby częściowo.
- Kluczem jest - rozpoczął kolejne wytłumaczenie. - Niewchodzenie sobie w drogę. Nie zakładałem nawet, że od razu mi zaufasz.
Mogli przeszywać się nawzajem wzrokiem; mozaiką zszarzałej zieleni i lodowego błękitu. Mogli wciąż pozostawać w miejscu - bądź wreszcie ruszyć ku czemuś nowemu. Nie wiedząc z jakiego powodu, w całym swoim aktualnym rozchwianiu, chciał, żeby tak było. Chciał naprawić.
- Chodziło mi raczej, aby się dogadać. - Niemal niezależnie, kolejne zdanie uleciało z jego gardła.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   26.03.16 0:15

A więc irytowali się wzajemnie.
Powoli tonęli, ledwie łapiąc tchu, przytłoczeni przez ów fale nienawiści, złości i wszelkich innych, negatywnych uczuć, którymi się darzyli. Może nawet próbowali się przed nimi bronić, Daniel nieco bardziej zawzięcie, Alan od niechcenia, jednak póki co wychodziło im to słabo. Te morze niedomówień, niechęci i braku przebaczenia było groźniejsze, niżeli można było się tego spodziewać na początku. A oni brnęli w nie, coraz głębiej i głębiej, aż w końcu teraz, po wielu tygodniach od ich ostatniego spotkania, znajdowali się na tyle głęboko, że byle fala potrafiła przesłonić im widok na to, co naprawdę było ważne. A także widok na to, co było jeszcze do uratowania. Choć może to tylko Alan wolał zamknąć oczy i poddać się temu, nawet nie walcząc? Na to wynikało. Uważał jednak, że to właśnie Krueger go w to wciągnął, że to właśnie z jego winy oboje tutaj byli. I uważał, że nie w jego intencji było to, aby ich stąd wydostać.
- Owszem, z d r a d y - powtórzył, starannie wymawiając ostatnie słowo. Pielęgnując je, specjalnie akcentując, aby słowo to dotarło do Kruegera i poruszyło odpowiednie miejsca w jego umyśle. Ale czy to było możliwe? Dopiero po tym wszystkim dostrzegł, jakże podły charakter ma ten mężczyzna. Po cóż więc się miał łudzić o to, że Daniel będzie miał jakiekolwiek wyrzuty sumienia, że będzie chciał przeprosić, naprawić to? Choć chęci uczynienia ostatniej z wymienionych rzeczy, były lekko u niego widoczne. Czy więc była szansa?
- Dogadać się, powiadasz? - Powtórzył, starając się swoim słowom nadać podobny ton do tego, który kilka chwil temu wyleciał z gardła Daniela, kiedy to mówił podobne słowa. - Jakie według Ciebie miałbym mieć powody, by tego chcieć, hm? Czy nie rozsądnym jest nie wchodzić znów do wody, w której jakaś pirania ugryzła Cię w nogę? - Zmrużył oczy, upijając łyk piwa. Pianka już zniknęła z jego powierzchni. Podobnie jak część trunku zniknęło z kufla, który trzymał w dłoni.
- Czy Ty w ogóle czujesz jakiekolwiek wyrzuty sumienia? Czy miałeś choć najmniejszy zamiar przeprosić? Czy widzisz w tym choć odrobinę swojej winy? Bo sprawiasz wrażenie, jakbyś uważał, że to wszystko było moją winą, ale jakbyś starał się ukryć ten przekaz gdzieś głęboko, aby osiągnąć swój cel. - Rzucił oskarżycielsko, choć w jego głosie było zadziwiająco dużo spokoju i wrodzonej łagodności. Był ciekaw, czy Daniel odpowie mu na te pytania. I, jeśli tak, co odpowie.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   26.03.16 15:40

Daniel Krueger poczuł się zagrożony. A jego intuicja myliła się niezwykle rzadko - impuls przeszedł wzdłuż kręgosłupa, przyspieszając momentalnie bicie serca. I już wiedział, już dostrzegł to, już nie potrzebował więcej symptomów. Palce dłoni zadrżały lekko, jakby zwiastując nieuchronne nadejście chcącego wyrwać się zdenerwowania. Jeszcze nie teraz. Jeszcze za szybko. Nie mógł tego zepsuć.
Alan był jednak upartym osłem. Teraz zaczynał powoli rozumieć, jak w rzeczywistości diametralnie się różnili. On - nie lubił wracać, umiał spojrzeć na nowo, kiedy tylko zaszła taka potrzeba. Alan zaś chował. Trawił powoli i sycił się obecnym w środku wyrzutem, który postępował niczym choroba przewlekła. Chorował cały czas - być może permanentnie. Być może lubił chorować; wmawiać sobie, że to wszystko wina innych. Bo tak było lepiej. Łatwiej.
Ale Daniel wiedział. Zdawał sobie sprawę, w którym aspekcie zdołał błąd popełnić - wszedł bowiem na niewłaściwe terytorium, zapytał go - o niewłaściwą kobietę. Poza tym nie uczynił nic złego. Był czysty.  
- Możesz wyjść w każdej chwili - powiedział beznamiętnym głosem, jakby oznajmiał ogólnie znaną prawdę. Szybko jednak zmienił temat rozmowy: - Bo jednak kiedyś umieliśmy.
U m i e l i. Byli w końcu, nazywali się - przyjaciółmi. Wszystko obecnie rozświetlało się w czasie przeszłym, ale nie miał zamiaru tak łatwo dawać za wygraną. Podobnie jak w przypadku zamierzeń Bennetta, nie, nie uda ci się, nie dostaniesz tego nigdy. Nie będzie się korzył. Nie będzie błagał o przebaczenie. Nie poniży się bez powodu, kurwa mać, co on sobie najlepszego wyobrażał? N i g d y. Mógłby mu to powiedzieć w twarz, litera po literze, żeby słowo zdołało się zakorzenić w jego umyśle - i nie ulecieć tym samym, niknąc niby echo. Nigdy. Nie da. Się. Poniżyć. W. Ten. Sposób.
Nie przejdzie mu to przez gardło. Za żadne skarby świata.
- Za kogo mnie uważasz, Bennett? - zapytał nagle. Za człowieka bez emocji? Chama, pozbawionego wyrzutów psychopatę? Ta groteska wydawała się wręcz zabawna. Ale nie zaśmiał się. Wzrok nadal pozostał utkwiony w drugim rozmówcy. - Jeśli już, musielibyśmy się nawzajem przeprosić.
Proszę, oto najbardziej pokojowe rozwiązanie. Naprawdę chce się bawić w te zupełnie zbędne ceregiele? Chyba tracił wyłącznie czas. A on naprawdę tego nienawidził.
- Problem jednak polega na tym - spróbował ponownie (po raz ostatni?) - że roztrząsając sprawy minione, nic nie osiągniemy. - Kiedy on wreszcie to zrozumie?




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   28.03.16 2:06

Porównanie do choroby przewlekłej było wręcz idealnym opisaniem obecnej sytuacji oraz podejścia Alana. Bennett nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, niczym nieświadomy swej choroby pacjent, który ciągle żywi nadzieję, że tak naprawdę nic mu nie jest. A było. Było bardzo dużo w nim oraz między nimi. Jednak Alan nie należał do osób pamiętliwych, wypominających, tak więc ów sytuacja mogła się wydawać tym bardziej dziwna, niecodzienna. Zazwyczaj wybaczał szybko, naiwnie wręcz ufając od nowa i czasem ponownie parząc się, zupełnie niczym dziecko, które po oparzeniu nadal nie nauczyło się, aby nie bawić się ogniem. Tym razem jednak sytuacja była wyjątkowa. Dotyczyła spraw, które były dla niego zbyt ważne, a czułą strunę poruszyła osoba, która też, do tej pory, była dla niego ważna. To zaś przelało czarę goryczy, siejąc ten chorobliwy żal, który kazał mu rozpamiętywać. To było chore, oczywiście, ale nie umiał się  tego pozbyć.
- Nie teraz - odparł niemal natychmiast po słowach Daniela, późniejszych zaś zdawał się w ogóle nie słyszeć. Upił łyk kończącego się powoli trunku i jednocześnie zastanawiając się, czy bezpiecznym było zamówić kolejny. - Nie przyszedłem tu po to, aby zaraz wychodzić - dodał po chwili, stukając palcem w szklaną powierzchnię kufla i obserwując zachowanie znajdującej się wewnątrz niego cieczy, która jak na jego zagranie, z każdym stuknięciem falowała lekko, obijając się o ścianki naczynia. W tej chwili zdawało mu się, że jest to jedna z niewielu rzeczy, nad którymi ma kontrolę.
Leniwie uniósł wzrok znad kufla, racząc Kruegera spojrzeniem, gdy ten mówił. Słuchał, uważnie słuchał, powoli, niepospiesznie analizując jego słowa. Ale nie odpowiadał. Nie mówił nic, pozwalając wyrzucić Danielowi wszystko to, co chciał z siebie wydostać. Ściągnięte brwi oraz zmarszczone czoło sugerowały nieustępliwość, która, o ironio, z chwili na chwilę zdawała się ustępować. Ostatecznie zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi, zamiast krzyków, wyrzutów i złości, Bennett po prostu westchnął przeciągle, opierając się łokciem o blat stolika. Zamknął oczy i palcami przejechał po powiekach. Był zmęczony. Zmęczony tym wszystkim, co działo się w jego życiu w ostatnim czasie. Nie wiedział co złego zrobił, że życie usiłowało utopić go ów falą trudności i nieszczęść, które nawiedzały go w ostatnim czasie. A wszystko zaczęło się, niestety, od tamtej feralnej rozmowy z Danielem, która była pierwszym krokiem do tej fali nienawiści i początkiem wszystkiego.
- Pytasz się za kogo Cię uważam - zaczął, powoli odsuwając palce od swoich powiek, by już po chwili otworzyć oczy i spojrzeć w jego kierunku. - Nie wiem. Po tym wszystkim zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę w ogóle Cię nie znam. I nie chodzi mi tu o Twoje sprawy osobiste, o których nigdy mi nie mówiłeś, a co ja zawsze szanowałem. Chodzi mi o Ciebie, o Ciebie jako osobę, o Twój charakter. - Złość i żal odbiły się w jego głosie. Niepewnie, niewyraźnie, przez co brzmiały niczym echo umierającego po cichu dzwonka. - Wiesz o mnie niemalże wszystko. Nie wiedziałeś zaledwie kilku rzeczy i tej jednej, jedynej, o której nie powiedziałem nigdy nikomu. I w momencie, gdy się dowiedziałeś, zawiodłeś mnie jak nikt do tej pory - zaczął znów. Nie potrafił od tak porzucić tego tematu, nie potrafił od tak o tym zapomnieć, nie wypomnieć mu tego choć ostatni raz. Daniel najwyraźniej obudził w nim tę pamiętliwą, dopominającą się rekompensaty część. Westchnął przeciągle, ponownie pocierając palcami powieki. - Ale to już nie ważne.
Chwila ciszy zdawała się ciągnąć w nieskończoność, podczas gdy z ust Alana nie wydobyło się żadne więcej słowo, a zastąpić je miały westchnięcia. Był zrezygnowany, był zmęczony, czuł, że nie ma na to wszystko sił. Nie miał sił walczyć, złościć się, ciągnąć tego. Czuł się niczym balonik, z którego ktoś wypuścił powietrze. W tej chwili sam nie wiedział czego chce.
- Przepraszam - rzucił po cichu. Słowa te zdawały się po prostu wymsknąć, uciec z jego ust wbrew jego woli. Czy pił do tego, co wcześniej mówił Daniel o wzajemnych przeprosinach? Nie, nie przepraszał za tamto, co działo się podczas ich ostatnich spotkań. Zdawał się przepraszać jego, siebie, wszystkich, zmęczony walką o... No właśnie, o co? Sam nie wiedział.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   29.03.16 20:40

Zamarł. Złość ustąpiła z niego, uszły - wszelakie odczucia, które jeszcze przed chwilą siały zamęt i spustoszenie we wnętrzu, układając się w swoistych przeciwnościach. Pozostał w bezruchu, uwiecznił się, wyłącznie - obserwując, patrząc, próbując dostrzec coś, czego nie zdołał zreflektować wcześniej. Czego jednak? Twarz Alana wydawała mu się niesamowicie zmęczona, znacznie bardziej niż zdołał ją zapamiętać, jakby kompletnie inna od tej z obrazów zapisanych w odmętach pamięci. Miał więcej zmarszczek niż zwykle, których konstelacje uwidaczniały się na skórze przy każdym zmrużeniu oczu; wędrowały przy każdym geście, każdym najdrobniejszym poruszeniu mimiki.  Jakby... zrezygnowany. Uśpiony. Niekompletny.
A mimo to wciąż mówił; wciąż przekazywał i wciąż wyjawiał. W pierwszej chwili odpowiedzią było zdenerwowanie - jak śmie po raz kolejny to wałkować?, które jednak ustąpiło niezwykle szybko, wciąż skazując ciało na bezsilną statyczność. Nie uczynił nic. Ani nie powiedział, ani nie zmienił ekspresji, kompletne n i c. Usta chciały drgnąć i wyjawić prawdę; prawdę, że sam nie ma nawet pojęcia o sobie samym, o charakterze, sposobie postrzegania świata, o czymkolwiek. Ale nic nie powiedział. Nie umiał - zniszczyć ciszy, tej pajęczyny, która obecnie zdawała się między nimi tworzyć. Nie był w stanie. Mógłby jeszcze drwiąco zapytać, czego w takim razie oczekiwał? Sam nie rozumiał, czego. Nie widział swojej winy, w żadnym, choćby najmniejszym szczególe, ale coś jednocześnie mu podpowiadało - że wydarzyło się niewłaściwie, nie tak, jak powinno wyglądać. Obecnie zadawał sobie tylko jedno pytanie.
Czego od niego oczekiwał?
Co on oczekiwał od niego?
- W takim razie - wymówił dopiero po chwili, czując napięcie każdego mięśnia, który prężył się, by słowa mogły znaleźć swoje ujście.  - Ja też. - Z wielkim trudem, nie używając nawet tego określenia. Kiedy ostatnim razem się godził? Kiedy ostatnim próbował czegoś dowieść, coś przyznać? Nie pamiętał. Myśląc o przeprosinach w rzeczy samej, kojarzyły mu się z czasami dawnymi; momentami, które wciąż snuły się za nim, powtarzały boleśnie, wychodziły niespodziewanie z cienia. Wizja jego i ojca, jego - bez władzy, bez siły, zmuszonego do ciągłych potakiwań. I przeprosin. Ciągłych przeprosin. Które absolutnie nic nie dawały.
Zawahał się, początkowo nie czyniąc żadnego ruchu. Dopiero potem wyciągnął dłoń przed siebie. Otwartą. Czekającą; która nabrała pewności.
- Może być tylko lepiej - oświadczył. Chciałby mieć rację. Naprawdę.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   23.04.16 22:33

Był zmęczony, co Krueger zaczął wreszcie dostrzegać. Może naprawdę budziła się w nim jakaś część empatii i rozumienia ludzi poprzez patrzenie na ich twarze? Wcześniej umiejętność ta, choć bardzo przydatna w zawodzie, jaki wykonywał, zdawała się być uśpiona, nieobecna, lub niezbyt rozwinięta. Pod tym względem byli tak różni... Alan już po pierwszym spojrzeniu potrafił rozpoznać, czy ktoś ma się dobrze, czy coś złego się dzieje, czy ma zmartwienia, czy chce coś zataić. Być może to praca lekarza wykształciła w nim ów zmysł, a być może jedynie go wzmocniła, a sam Bennett posiadał go od urodzenia? Kto wie. Ważnym jednak było, że Daniel dostrzegł te mało widoczne cechy u swojego przyjaciela. Niby coś tak małego i nieistotnego, a było prawdopodobnie potwierdzeniem tego, że Daniel zaczynał patrzeć też na inną osobę, a nie tylko na czubek własnego nosa.
Uniósł wzrok dopiero po chwili, tuż po wypowiedzianych przez Daniela słowach. Początkowo wbijał go ambitnie w jakiś niżej położony punkt, zupełnie jakby był on najbardziej interesującą rzeczą świata. Chyba po prostu bał się. Bał się spojrzeć na niego, po tym jednym słowie, które wyleciało z jego ust. Czy powinien obawiać się przepraszania? Nie, ale tak właśnie było. Sam nie wiedział czemu to powiedział, skoro w jego mniemaniu nie zrobił przecież nic złego. Niemniej jednak miał już dość tej kuli nienawiści, żalu i złości, która robiła się coraz większa, w miarę im bardziej staczała się z górki, jaką była ich przyjaźń. Nie miał chęci ani siły, by mierzyć się z jej większą wersją, co by się z pewnością stało po jakimś czasie. Chciał to zakończyć, chciał już po prostu wyjść stąd, wrócić do mieszkania i przemyśleć wszystko na spokojnie. Ale trzeba było wykonać pierwszy krok. I było nim, najwyraźniej, ich wspólne przeproszenie siebie nawzajem. Choć Krueger nie użył słowa ,,przepraszam", Alan i tak doceniał to, co powiedział. Czy kiedykolwiek słyszał z jego ust coś podobnego?
Kiwnął głową, w ciszy wyciągając rękę i ściskając dłoń Daniela. Cichy, symboliczny gest - gest zgody i pojednania. Czy u nich też miał nim być? Czy skończy się jedynie na nim i nic dalej nie ruszy w dobrym kierunku? Miał co do tego obawy, nie znał odpowiedzi na te pytania. Wszystko miało się okazać z czasem. A czas ostatnio nie był mu przychylny. Miał nadzieję, że choć w tej kwestii będzie bardziej.
- Jestem zmęczony - rzucił nagle, odstawiając na blat pusty kufel po piwie. Podniósł się i sięgnął po swój płaszcz, powoli wsuwając ręce w rękawy, a potem niespiesznie zapinając guziki. - Następnym razem opowiesz mi co u Ciebie. - Rzucił jeszcze tylko, po czym okrążył stolik, zabierając naczynie, które zamierzał odstawić na barze. Następnym razem - dwa słowa, które mogły być obietnicą, kolejną szansą. Bez słowa ruszył przed siebie, ale zawahał się. Zatrzymał się na chwilę i zerknął w stronę Daniela, jakby czegoś niepewny. Tym razem nie spieprz tego - chciał powiedzieć, ale z jego ust nie padło żadne słowo. Po prostu oddał pusty kufel barmanowi, zapłacił, po czym opuścił lokal.

zt x 2 (nareszcie iksde)


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   02.08.16 23:40

8 stycznia 1956

Lovegood aportowała się w jednej z wąskich uliczek, swoim pojawieniem się wypłaszając z zaułku wszystkie gryzonie, które pożywiały się resztkami z jakiejś knajpy. Wypuściła powietrze, próbując zrzucić jakiś ciężar z piersi. W końcu zdecydowała się zrobić pierwszy krok, by wyjść z cienia. Na głównej ulicy prawie wpadła na jakiegoś mugola. Łatwo było ich rozpoznać. Ubierali się inaczej. Byli szarzy. Głupi. Ograniczeni. Obszerny materiał płaszcza zafalował w ruchu, gdy unikała zderzenia z obcym człowiekiem. Nie przejmując się zdarzeniem, ani tym bardziej wymienieniem grzeczności, zadarła głowę w górę, poszukując tabliczki, która miała ją upewnić w tym, że trafiła na dobrą ulicę. Nie cierpiała tej okolicy. Tak daleko od centrum Londynu i jej domu. Buro, mimo że tak, jak w jej stronach, wszystko pokrywała cienka warstwa śniegu. Zrzuciła kaptur z głowy, strzepując przy okazji lekki puch z ramion.
Chwilę zajęło jej przypomnienie sobie wskazówek co do dotarcia do miejsca spotkania. Czarny Kot. To jak uosobienie pecha według niemagicznych lub akcesorium każdej wiedźmy. Czyżby w Leonardzie odezwała się złośliwość? A może to przywiązanie do znanych kątów? Nawet nie miała pojęcia skąd pochodził i co nim powodowało, gdy wybierał to miejsce. Powinna sama wybrać, by uciszyć te wszystkie irytujące myśli.
A ich było sporo.
Ile pergaminów podarła, nie pozwalając sowie opuścić jej mieszkania z tymi niezdarnie wypisanymi słowami? Jak często bezmyślnie wpatrywała się w okno, jakby oczekując, że pojawi się na horyzoncie ta śmieszna, karykaturalna podróba sowy, co przy postaci jej właściciela tworzyło nie lada abstrakcję. Zdarzało się, że przysiadała w tym samym krześle przy witrynie w Dziurawym Kotle, przez witrynę wypatrując pewnej sylwetki, jakby licząc na to, że sytuacja się powtórzy.
Och, jakie to były bzdurne i pozbawione sensu pragnienia! Takie sprzeczne! Irytacja, to wewnętrzne poczucie niepokoju i złudna, piekielna neutralność (czyżby?) na wspomnienia. Zwyczajnie oszalała. Ale to wcale nie było tak. Po prostu była wściekła, że śmiał ją ignorować. Nikomu nie wolno było tego robić - nie w jej przypadku. Była zbyt głośna i ingerująca, by spuścić na nią zasłonę milczenia. Więc dlaczego, na Merlina, on jak zwykle musiał robić inaczej?
Nie rozumiała drugiego dna w wymienionych między nimi listach. Męczyła się. Straszliwie.
Do jej płuc wdarł się dym papierosowy, który zupełnie naturalnie zaczął ją dusić. Ile lat starannie dbała o to, by wzmacniać swoją wydolność, absolutnie unikając czynników, które mogłyby ją umniejszyć. A tu?
Zasłoniła usta dłonią, odkaszlując. Rozejrzała się po sali, ni to wypatrując twarzy, ni wolnego stolika. Ze zdecydowaniem zaczęła uciekać przed tłumem i niosącym się nad nimi gęstym smogiem. Odosobnienie było odsapnięciem. Chwilowym?
Dopiero teraz zadbała o to, by na twarz przywołać rozluźnienie. Surowe wnętrze, brak dbałości o detal, raczej zimne i nieprzyjemne miejsce, chyba, że ktoś lubił otulać się papierosową mgłą. Może to właśnie ona, wraz z żarem palącego się tytoniu, zastępowała gościom ciepło? Ignorując własne wrażenia, pozbyła się wierzchniej warstwy. Każdy krok to uparte pakowanie się w coś, co wybitnie jej nie pasowało. Tak, jak całe to spotkanie. Jaki mieli cel? Udowadnianie sobie błędów? To jak miała wytłumaczyć to dziwne trzepotanie w żołądku? Niepokój? A może podekscytowanie, że z satysfakcją wyłoży mu na stół jakim jest idiotą, bo... Bo co? Stosuje nieprawidłowe odpowiedzi?
Jej dłonie namiętnie maltretowały rękaw płaszcza, wygładzając i głaszcząc materiał, pracując kompletnie nieświadomie, gdy sama zainteresowana, ze starannie dobraną mieszanką znudzenia i umiarkowanej uwagi, wolno przeczesywała spojrzeniem pomieszczenie.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo https://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 https://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo https://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 https://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
Zawód : malarz, brygadzista
Wiek : 35
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
OPCM : 8
UROKI : 15
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   03.08.16 0:44

To było głupie.
Pisanie listów, prowokowanie jej, umówienie się z nią. Co chciałem udowodnić? Komu? Sobie? To bez sensu. Przecież Lovegood to jedna z tych kobiet, której nie tyczy się żadna reforma. Zmieni się, jeśli będzie chciała, jeśli coś w jej głowie przeskoczy niczym trybik w zegarku, a ona uzna to za słuszne. Nic, co wyjdzie z moich ust tego nie zmieni. Przecież przekonałem się o tym nie raz, nie dwa i na pewno więcej niż trzy.
Zrobiłem to jednak. Podałem w postscriptum datę i miejsce spotkanie, więc nie ma już odwrotu. Oczywiście, mógłbym nie przyjść, ale udanie, że problemu nie ma nie sprawi, że magicznie się on rozwiążę. Wręcz przeciwnie, Osa zna mój adres, więc nic nie powstrzymałoby jej, zwłaszcza wściekłej, przed zorganizowanym nalotem na moją osobę. A wtedy w ogóle zrobiłoby się już niebezpiecznie. Dlatego siedzę w salonie i przyglądam się zegarowi na ścianie, który leniwie odlicza minuty do godziny zero. Palcami prawej dłoni bezwiednie bawię włosami wystającymi z małego kucyka. Po tym jak Ben nic sobie nie robiąc ciągał mnie za włosy podczas świąt w gronie Zakonu Feniksa rozważałem ponowne ich ścięcie, ale po prostu nie potrafiłem tego zrobić. Muszę więc przywyknąć albo po prostu poczekać, aż przyjacielowi znudzi się ta zabawa. Znając go nie potrwa to specjalnie długo.
Ale na pewno szybciej muszę zwlec się z kanapy i udać się do Czarnego Kota. Dlaczego tam? Sam nie wiem, to było pierwsze miejsce, jakie przyszło mi do głowy. Swego czasu zwiedziłem chyba większość barów w Londynie, jednak mało z tych miejsc ze względu na mój stan wskazujący udało mi się zapamiętać. Ale tamto pamiętałem, a nawet zdarzało mi się do niego wracać. Być może chodziło o buntowniczą naturę tego miejsca. Fakt, że znajdowało się całkiem niedaleko od mojego rodzinnego domu, dusznej, starej kamienicy, w której się wychowałem. Kamienicy będącej kwintesencją mugoli, a którą magia najzwyczajniej zniszczyła. Chyba czasem mam dziwne poczucie humoru. A może po prostu chodzi o to, że mogę w tym lokalu bezkarnie palić papierosa za papierosem i nikomu to nie przeszkadza. Wiem, że to niedobry nałóg, ale dzięki niemu poznałem Jaimiego, więc nie mam zamiaru tego zmieniać.
Deportuję się w dobrze znany, ślepy zaułek, w którym praktycznie nigdy nie można spotkać mugola. Jak gdyby sama aparycja tego miejsca w jakiś dziwny sposób ich odtrąca. Oszczędza mi to drogi i brnięcia przez leżący na ulicach śnieg. Zima nie należy do moich ulubionych pór roku. Niebo jest wtedy często nieprzyjemnie zasnute chmurami i nijak można przyglądać się wtedy gwiazdom. Dziś jednak nie to jest moim celem. Z obyciem stałego bywalca schodzę po stopniach w dół, aby znaleźć się w wysoko sklepionej sali, którą równie wysoko wypełnia dym. Z przodu jest jednak zbyt tłoczono, a tym razem nie chcę się po prostu wtopić w nicość. Chociaż czuję korcącą mnie pokusę. Radzę sobie z nią i przedzieram się dalej, w część niemal opustoszałą, aż dziw bierze, że ludzie nie chcą tu przychodzić. Wybieram miejsce w odosobnionym kącie, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Wcale nie liczę na to, że nie uda się jej mnie tu znaleźć. Co prawda, jeśli podniesie głos to wszyscy nas usłyszą, ale na to nie mam już wpływu.
Wskazówki zegarka wskazują mi, że jeszcze kilka minut do szóstej. Zamawiam więc szklaneczkę Ognistej, w końcu obwieszczono mnie samym królem mocnej głowy, i odpalam pierwszego dziś papierosa. Stosownie do rangi tego miejsca wybrałem paczkę tych czarodziejskich. Pocieram więc koniec dłonią, a ten od razu się rozpala pozwalając mi wciągnąć uspokajającą dawkę tytoniu do płuc. Wdech i wydech. Z satysfakcją wypuszczam powoli dym, robiąc przy tym widowiskowe okręgi, ale niestety nikt mnie nie widzi. A kiedy strzepuję popiół do popielniczki odnajduję spojrzeniem drobną sylwetkę czarownicy, która wydaje się kompletnie tutaj nie pasować. Nie macham do niej jednak ani nie wołam. Po prostu patrzę na nią i czekam aż poczuje na sobie ciężar mojego spojrzenia. Zaciągam się jeszcze raz, ale o wiele szybciej, po czym wypuszczam dym jeszcze raz, jakby w nadziei, że zasnuje mnie i ukryje. Pobożne życzenie.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   03.08.16 17:49

To było głupie.
Skrzętne zachowywanie tych głupich listów, które wywoływały w niej tyle gniewu, a mimo to powracała do ich lektury, pieszcząc palcami chropowatą powierzchnię pergaminu. Czytała słowa, które budziły ponownie te same emocje - złość, że ją tak oceniał. Nie tylko za sam fakt, że śmiał wytknąć jej wadę, ale też za to, iż śmiało mu to przeszkadzać i że... zauważał to. Jak mógł?
Była dotknięta.
A potem pojawiał się cień uczucia, które otulało ją delikatną, wygodną przesłoną, a kąciki ust marszczyły się delikatnie, gdy ciało się rozluźniało. Przymykała wtedy oczy. I och, wyobrażała sobie doprawdy niedorzeczne rzeczy.
Następnie otrzymywała kolejną sowę. I wszystko sprowadzało się znowu do tej irytacji. I nie kończyła się ona nawet, gdy korespondencja się urywała. Ten rodzaj furii był najgorszy. Rozsadzało ją od środka. Wyniszczało. Prowokowało setki pytań i wytłumaczeń dlaczego, by następnie zepchnąć to na karb nie obchodzi mnie to, mimo że takie zamiecenie pod dywan nie załatwiało sprawy.
Więc była tutaj. Wystawiona na pośmiewisko. Samotna. W kompletnie obcym miejscu, zgadzając się na grunt przyjaźniejszy jemu niż sobie. Nie należało to do jej schematów. Ale była zaciekawiona w pewien sposób. Dlaczego tutaj?
Och, n i e w a ż n e.
Ale to ona mimo wszystko była tutaj ofiarą, prawda? To w niej zasiano myśl: to dobry człowiek. Dobry przyjaciel. I zrobiła to jej najbliższa osoba. Uwierzyła słowom Harriett i może dlatego tak naiwnie pchała się na rzeź. Na moment, gdy rozbłysną reflektory, przyłapując ją na słabości. Bo silna, niezależna, wiecznie niezadowolona Lovegood była znowu kimś, od kogo trzeba było trzymać się z daleka. I bardzo dobrze czuła się w swojej roli. Odpychała ludzi. Była nieprzystępna. Nie dała nikomu przejść przez własne zapory. I taki porządek działał. I był naprawdę bardzo dobrym mechanizmem. Inni mieli oczekiwania, a ona je spełniała. Nie budziło to szoku, a nawet obopólną akceptację i zgodę. Ale co się stanie, jeśli się okaże, że sekwencja została załamana?
Od jakiegoś czasu Leonard Mastrangelo był jej cichą tajemnicą. Nie napomykała o nim w rozmowach z kuzynką, cierpliwie trzymała wszystko dla siebie. Wstydliwie. Nikt nie mógł się dowiedzieć.
Ale o czym?
Nie potrafiła wyjaśnić co konkretnie było takiego prywatnego w tym cholernym malarzu. Przecież to żadne zaskoczenie, że go odrzuciła, gdy ją pocałował, prawda? Zero odstępstwa od reguły w ich konwersacjach, gdy stosowała zasadę "na nie". Złośliwość i krnąbrność również trzymała się na odpowiednim poziomie. A jednak... coś nie pasowało do całej układanki.
Może przywołał ją spojrzeniem. Albo jej bystry wzrok dostrzegł swój cel, by dać rozumowi z jednej chwili dać poczuć wstyd, że zadziało się to tak późno. Jak długo ją obserwował?
Zmarszczyła brwi, nadając swojemu wyrazowi surowości, by go ukarać za tą pieprzoną obojętność. Liczyła na większy entuzjazm? Że wykaże inicjatywę i wstanie? Że ostatnie, co zobaczy na jego twarzy to ten nieznośny spokój i znienawidzony papieros w dłoniach?
Chwilę mierzyła go wzrokiem, wysyłając nienawistne iskierki. W końcu podniosła się, zabierając swój płaszcz, który tylko przewiesiła przez ramię. Pokonała dzielącą ich odległość nie mieknąc wcale a wcale. Sama odsunęła sobie krzesło, głośno, by równie dosadnie na nim usiąść. Mała manifestacja.
-Osobliwe miejsce.-zauważyła, jakże delikatnie jak na siebie.-Więc, zechcesz mi powiedzieć o czym mówiłeś w liście? Chętnie usłyszę tą niekończącą się listę.-tu już niestety wykazała się mniejszą wrażliwością, zakładając ręce na klatce piersiowej. Oparła się o niewygodną ramę siedzenia, nie cierpiąc tej miejscówki z całego serca.
Skrzywiła się na sąsiadujące obłoki dymu, nie mówiąc jednak nic na ten temat.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo https://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 https://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo https://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 https://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
Zawód : malarz, brygadzista
Wiek : 35
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
OPCM : 8
UROKI : 15
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   04.08.16 18:33

Korespondencja z Lovegood była równie uciążliwa, co konwersacja z nią. A może nawet gorsza. Pisząc, mam ją tylko przed oczyma wyobraźni, nie jest namacalna i nie może zrobić mi krzywdy. Słowa pisane mają mniejszą moc niż te wypowiedziane prosto w twarz. Prawdopodobnie dlatego moja granica przesuwała się wtedy leciutko dalej i prawdopodobnie jest to troszeczkę za daleko. Nie potrafiłem jednak pozbawić się tej przyjemności. Tej możliwości bezkarnej prowokacji jej osoby, co pozwalało mi rozkoszować się wyobrażeniem jej poirytowanej miny w chwili, gdy spiesznie przebiegała oczyma po pergaminie. Wiem niestety doskonale, że na świecie nie ma nic za darmo i te drobne prowokacje, szpileczki, które z lubością w nią wbijam dla czystej satysfakcji odegrania się, przyczyniają się do pęcznienia w niej tego niezidentyfikowanego uczucia, jakie kierowała w moją stronę.
Nie wiem co to jest tak naprawdę. Czy gdyby naprawdę darzyła mnie czystą nienawiścią to odzywałaby się? Czy próbowałaby naprostowywać pewne sprawy? Nawet jeśli robiła to po miesiącu upartego milczenia w stanie upojenia alkoholowego? Nie wydawało mi się. Mimo tego, że słowa, jakie padały z naszych ust zazwyczaj były krzyżującymi się szpadami, atakiem i obroną, to zdawało się, że oboje jesteśmy zainteresowani. Oboje pochłanialiśmy informacje, jakimi raczyliśmy się nawzajem. Aby je później wykorzystać i boleśnie uderzyć? Prawdopodobnie tak, ale wszystko ma drugie dno.
Bo przecież nie mogę powiedzieć tak, jak pragnąłby tego ode mnie Jaimie: nienawidzę tej irytującej Lovegoodówny, bo byłoby to wierutne kłamstwo. Owszem, była niezwykle irytująca, owszem sprawiała więcej problemów niż to wszystko warte, owszem rzucała we mnie bezpodstawnymi argumentami i uparcie próbowała zaszufladkować. Wpływała na mnie i moje życie bardziej niż tego sobie życzyłem, ale nie potrafiłem jej ot tak odepchnąć. Wciąż pamiętałem, że to wszystko zaczęło się przez chęć namalowania jej. Patrząc na to z perspektywy czasu to chce mi się śmiać. Koleje losu są nieobliczalne, niemożliwe, że to mogło się potoczyć w ten sposób i doprowadzić nas do tego miejsca. Do dusznego wnętrza Czarnego Kota. Dlaczego to wszystko nie mogło być tak proste jak w przypadku Bleach? Spotkałem ją zupełnie przypadkowo w parku i zapytałem o to niemal wprost, ale nie zdzieliła mnie po głowie. Nie uciekła też z krzykiem. Ba, wprosiła się do mnie na obiad pod pretekstem rozpoczęcia malowania. Czemu pewne sprawy muszą się komplikować? Podobno wszystko jest trudne nim stanie się proste, ale jakoś specjalnie mnie to nie przekonuje.
Myślałem, że uda mi się zbyć ją milczeniem. Nie odpisałem jej na list sprzed miesiąca, bo sam wpędziłem się w kozi róg. Nie do końca jestem pewien, co mną kierowało w tamtym czasie. Może nawet lepiej, że urwałem to w takim miejscu, bo palnąłbym jeszcze jakieś głupstwo i ona urwałaby mi głowę. Chociaż teraz też nie mam pewności bezpieczeństwa, pewnie fakt bycia w miejscu publicznym nijak by ją przekonał. Nadepnąłem pannie doskonałej na odcisk ostatnim listem.
Nie wydawała się jednak specjalnie obrażona. Cóż, przynajmniej dopóki nie zauważyła, że na nią patrzę. W jednej chwili jej oblicze zmienia się raptownie i gdyby była Meduzą to już byłbym kamieniem. Na szczęście nie zmieniła się w nią od naszego ostatniego spotkania, siedzę więc bezpieczny, patrząc jak idzie w moją stronę. Już na samo powitanie nie omieszkuje okazać mi swojego niezadowolenia. Tylko z jakiego powodu? Że nie zawołałem jej czy nie podszedłem? Tylko wtedy też pewnie byłaby zła, na pewno znalazłaby dobry powód.
- Cześć Selino, mi też miło cię widzieć - mówię spokojnie, bez najmniejszego śladu ironii w głosie, ignorując na początek jej słowa. Pociągam jeszcze raz. - Na przykład to, że naskakujesz na biednego człowieka na powitanie. - Uśmiecham się do niej leciutko, po czym znów zaciągam się papierosem.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
 

Czarny Kot

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18