Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Czarny Kot

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Czarny Kot   31.03.15 0:38

First topic message reminder :

Czarny Kot

"Czarny Kot" znajduje się w dzielnicy Borough of Enfield, gdzieś nad Tamizą, wśród licznych mugolskich teatrów, kin, muzeów oraz sklepów. Dlaczego właściciele wybrali akurat taką lokalizację? Dlaczego nie założyli lokalu w czarodziejskiej części miasta? Krążą różne plotki na ten temat, jednak najprawdopodobniejszym wytłumaczeniem będzie to nawiązujące do buntu przeciwko panującym normom społecznym. Zrobili to, bo takie mają do tego prawo. Tak, obłożyli go zaklęciami ochronnymi, skryli przed oczami wścibskich mugoli, jednak jedynie z przymusu, by nie podpaść władzy.
Wejście do "Czarnego Kota" znajduje się nie od strony ulicy, a z jednego ze ślepych zaułków, dodatkowo chronione jest hasłem. Lokal został umiejscowiony w piwnicy, dlatego najpierw należy pokonać krótkie kamienne schodki, by dostać się do jego wnętrza. Przy drzwiach wisi nieco podniszczony szyld, który może przywieść na myśl plakat bohemy francuskiej.
W "Czarnym Kocie" wiecznie panuje półmrok, rozświetlany jedynie blaskiem lewitujących świec i lampionów. Powietrze jest gęste, przesycone zapachem tytoniu oraz piołunu. Wysoko zawieszone sufity, kamienne ściany, niewielka ilość ozdób - to wszystko tworzy dosyć oszczędny, nieco ascetyczny wystrój wnętrza. Okolica przy kontuarze zawsze jest gęściej zaludniona, zaś miejsca znajdujące się w odleglejszych mu pomieszczeniach - puste.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   06.12.16 22:41

Ostatnio mniej wiary pokładała we własne umiejętności. Przez sprawę sztyletu w Ministerstwie, przez kwestionowanie jej umiejętności, przez patrzenie na nią przez pryzmat tytułu. Oczywiście wiedziała, że tak będzie jak wróci do Londynu. Domyśliła się, że ludzie bardzo szybko zapomną o tym ile czasu spędziła na poszukiwaniach artefaktów i na doświadczeniu jakie zebrała przez te wszystkie lata odwiedzając wiele miejsc na Ziemi. Tak już właśnie wyglądało życie arystokraty. Jeżeli byłeś daleko, nie wpisywałeś się w śmietankę towarzyską tego toksycznego środowiska to ludzie o Tobie nie pamiętali. Słyszeli o tym co robisz, wiedzieli, że gdzieś tam sobie żyjesz i to im wystarczyło. Jednak, kiedy wracałeś do tego świata szukali sposobu byś zapomniał o tym kim ci się wydaje, że jesteś. Przypomnieli o tym kim musisz być żyjąc między nimi. Tak to wyglądało w ostatnim czasie i Lynn nie czuła się z tym dobrze. Dlatego dostając list od lorda Traversa zastanawiała się czy jest w stanie mu pomóc. Jednak bardzo szybko doszła do wniosku, że mężczyzna nie prosi ją o jakąś niesamowitą eskapadę, poszukiwanie starożytnych artefaktów. Prosił ją tylko o rozpoznanie przedmiotu, a przecież ona akurat tego była pewna. A tak przynajmniej jej się wydawało. Kiedy drzwi się otworzyły i choć na chwile światło dnia zawitało do przyciemnionego miejsca. Widząc mężczyznę zbliżającego się do stolika uśmiechnęła się. - Witaj Glaucusie. - zaczęła patrząc jak mężczyzna siada obok niej. - Mi Ciebie też dobrze widzieć. Mam wrażenie, że ostatnio widzieliśmy się w innym świecie. - powiedziała. Naprawdę miała takie wrażenie. W końcu tak wiele zmieniło się w jej życiu. Tak jakby ktoś próbował na siłę zmienić jej życie w kilka miesięcy nie patrząc na jej protesty czy chęci zatrzymania tego. - Nie spóźniłeś się. To ja przyszłam trochę wcześniej. - odparła. Podniosła z uśmiechem do połowy pełny kieliszek różowego wina. - Postawiłam na klasykę tego miejsca. - odpowiedziała odstawiając kieliszek. - Wspomnienia mnie przekonały. - dodała. Rozejrzała się po pomieszczeniu szukając wzrokiem kelnerki, która właśnie skierowała swoje kroki w ich stronę. - Opowiadaj proszę co u Ciebie. - powiedziała przenosząc wzrok na mężczyznę.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   08.12.16 14:08

Nie wiedziałem do kogo innego mógłbym się z tym zgłosić. Bracia Burke są… braćmi Burke, a nasze rodowe pozytywne relacje nie zdołałyby przyćmić niechęci spowodowanej rozbieżnością poglądów oraz charakterów. Lucindę po prostu bardzo lubiłem, miałem do niej zaufanie. Zarówno do wiedzy jak i przekonania, że nie rozpowie tego wszystkim naokoło. Takich ludzi warto mieć przy sobie. Aspekt towarzyski też jest ważny; w końcu przeżyliśmy parę wspólnych wypraw i było co wspominać. Nawet najgłupsze wypadki, które mają często miejsce na statku. Aż się zamyśliłem na chwilę nad tym wszystkim, robiąc dość długą pauzę po zajęciu miejsca przy stoliku. Uśmiechnąłem się, naprawdę uważając to za miłe spotkanie po dość długim czasie niewidzenia się. Nie wiem, że to wynika najprawdopodobniej z powodu konieczności zachowania szlacheckich standardów, domyślałem się jednak, że coś w tym może być na rzeczy. Poza tym, niecodziennie podróżuje się po artefakty czy łamanie klątw.
- To prawda – przytaknąłem z niejakim rozmarzeniem. Znów na moment zapominając gdzie jestem i po co zjawiłem się właśnie tutaj. – To był przyjemny świat. Odwiedzisz go w najbliższym czasie? – spytałem żywo zainteresowany. Ułożyłem ręce na stole nie mogąc uwierzyć, że tak trudno było dostrzec twarze w tym półmroku. Miałem wiele szczęścia, że blondwłosa czupryna zamajaczyła mi w odpowiednim momencie.
Odetchnąłem z ulgą wiedząc, że się nie spóźniłem. To dobrze. Nie lubiłem tego robić, choć niestety i takie występki mi się zdarzały. Przejechałem dłonią po włosach spoglądając na wypełniony w połowie kieliszek wina.
- Właśnie widzę – stwierdziłem wesoło. – Widzę też, że zaczynamy od niskiego kalibru. Dobrze – dodałem zaraz. Biedna Lynn musiała mieć świadomość, że trochę mnie do alkoholu ciągnie. Na dowód tego skinąłem na przechodzącego kelnera zamawiając u niego butelkę wina oraz butelkę whisky.
- Co u mnie… pod koniec marca wyruszam do Grecji! Ojciec dostał jakieś prywatne zlecenie. Nie mogę się doczekać – zacząłem, będąc pewnym, że po całej mojej postawie widać to podekscytowanie, które do tej pory skutecznie tłumiłem. – A wcześniej wybieram się na ślub Rosierów. A ty? No i co u ciebie? W ogóle będę mieć do ciebie sprawę związaną z tym rejsem, ale to za chwilę – gadałem jak najęty, gestykulacja poszła w ruch. Chyba za bardzo lubiłem towarzystwo. I rozmowy.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   09.12.16 21:01

Lucinda cieszyła się kiedy ktoś darzył ją zaufaniem. W dzisiejszych czasach z zaufaniem powinno się być ostrożnym. Ona sama przekonała się o tym na własnej skórze już nie jeden raz. Jednak kiedy ktoś powierzał jej przeklęty przedmiot, albo mówił o jakieś sprawie, która tak naprawdę nie powinna wyjść poza dwójkę rozmawiających. Blondynka ceniła to zaufanie ponad wszystko i nigdy żadna sprawa, żaden przeklęty przedmiot i żadna tajemnica nie opuściły jej ust. Czasami zdarzało jej się opowiadać o rzeczach jakie napotkała podczas podróży, ale nigdy nie było to nic co mogłoby o kimś źle świadczyć. To dobre serce już nie raz zostało przez taką wielkoduszność nagrodzone cierpieniem, ale ona nie zmieniłaby nigdy tych postanowień. To biło się całkowicie z jej definicją relacji. Niemalże każdej relacji. Zazdrościła jednak wszystkim tym żyjącym bez wyrzutów sumienia. Brak przejmowania się jest darem jaki niewielu posiada. Prawdopodobnie zmieniłaby zdanie niemalże od razu, bo to jaka jest określają w sposób prawdziwie dobry. Teraz jednak znajdowała się w takim punkcie, że zmieniłaby w nim wszystko. Dosłownie wszystko. Słysząc pytanie mężczyzny uśmiechnęła się lekko. Jak szybko dotarł do najbardziej bolącego punktu? Tego, którego Lynn nie mogła ostatnimi czasy poruszać? Jednak była przygotowana na takie pytania. Odpowiedź także miała gotową. - Wciąż szukam… - zaczęła obracając w dłoni kieliszek wina. - Grunt to nie zadowolić się byle czym. - w tym było dużo prawdy. Już od jakiegoś czasu szukała miejsca, do którego chciałaby się wybrać na jedną z ostatnich w jej życiu wypraw. Nasłuchiwała wiadomości, czekała na szept informacji. Chociaż nic nie nadchodziło to ona była cierpliwa. Słysząc jak Travers zamawia butelkę ognistej uniosła brew z uśmiechem. - Nie rum, żeglarzu? - zapytała. Choć picie rumu na statkach może wydawać się być tylko historią opowiadaną od handlarza do handlarza jednak to nie była do końca prawda. Ten alkohol na otwartej wodzie piło się najlepiej chociaż ona za nim naprawdę nie przepadała. - Grecja… - mruknęła opierając się plecami o oparcie krzesła. - Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę. - powiedziała wspominając okres, który sama tam spędziła. Chociaż było na świecie jeszcze wiele miejsc, których nie widziała to wszystkie, które widziała w pełni utrwaliła w pamięci. - Ja też wybieram się na ślub Rosierów chociaż już tak dawno w jakimkolwiek uczestniczyłam, że nawet nie wiem czy pamiętam jak się to robi. - zaśmiała się wzruszając ramionami. - A tak to wróciłam na razie do Londynu i na jakiś czas mam się zamiar tutaj zatrzymać. Zbyt dużo podróży w zbyt krótkim czasie. Na brak pracy jednak nie mogę narzekać. - to też była prawda. W ostatnim czasie dostawała wiele zleceń i nie miała pojęcia z czego to wynikało. Miała wrażenie, że kiedyś tego po prostu nie było. Spojrzała na kelnerkę, która postawiła przed nimi alkohol i uśmiechnęła się uprzejmie. - Wszystkim się zajmiemy. - odparła z uśmiechem. Lepiej się czuła przy ludziach, których znała chociaż trochę. Lepiej się czuła wiedząc, że to nie jest tylko spotkanie związane z jej fachem. Uniosła kieliszek wina. - To za… ten lepszy, przyjemniejszy świat?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   16.12.16 10:24

Nie wiedziałem co trapi Lynn. Może gdybym się nad tym głębiej zastanowił, dotarłyby do mnie pewne sprawy, o których sama zainteresowana mówić nie chciała. Byłem jedynie niedomyślnym mężczyzną, ale może udałoby mi się wreszcie dojść do sedna sprawy analizując jej mimikę twarzy, spojrzenia oraz gesty. Tymczasem żyłem sobie w błogiej nieświadomości przykrości tematu, który poruszyłem. Wydawało mi się wręcz, że podróże są tym magicznym spektrum, wokół którego każdy chce się poruszać, czyli rozmawiać także. Niestety miałem się pomylić. Coś mi świtało, coś mi zgrzytało w postawie i słowach mojej towarzyszki, ale typowo dla siebie zbagatelizowałem te drobne przeczucia uznając je za błąd w sztuce. Uśmiechnąłem się po prostu, bezgłośnie bębniąc palcami w blat i przypatrując się twarzy blondynki. Miała sporo racji.
- To prawda, lepiej nie podejmować byle jakich zleceń, co by się nie rozczarować. Ja nie mam szczególnego wyboru, ale ty możesz kręcić nosem dowoli – zaśmiałem się, bo przecież nie miałem niczego złego na myśli. Wziąłem to wszystko na wesoło, jak to ja. Bez sensu było jednak siedzieć o suchym pysku, dlatego zamówiłem więcej alkoholu. Będąc jednocześnie w nadziei, że Lucy mi to wybaczy. Obróciłem się twarzą do niej zastanawiając się przez chwilę nad słusznym pytaniem. Dlaczego nie rum?
- Gdybyś wiedziała, ile ja rumu ostatnio wypiłem… muszę zrobić krótką, zaznaczam: krótką przerwę – odpowiedziałem w końcu kiwnąwszy głową. Jak widać słusznie, skoro Selwyn za rumem nie przepadała. Ognistej napije się więc prędzej, a przynajmniej taką miałem nadzieję, kiedy butelka została dostarczona, a ja zacząłem ją rozlewać po dwóch szklankach.
- Skąd wiesz, że to warta uwagi wyprawa? – spytałem na chwilę na nią zerkając. W myśl ostatniego stwierdzenia; wszystko pamiętam. – Poza tym… jak bardzo chcesz płynąć to jakoś cię jeszcze przemycę – dodałem, odstawiając butelkę na stolik, a jedno z naczyń przesunąłem w kierunku Lynn. Miała jeszcze swoje wino, ale wino kiedyś (pewnie nawet szybko!) się skończy. – Ja po prostu uczestniczę i nie przejmuję się niczym, tobie to też polecam – stwierdziłem wesoło. Objąłem palcami szklankę wsłuchując się w krótką relację z życia łamaczki klątw. Pokiwałem ze zrozumieniem głową. – Dobrze, czasem trzeba przystopować i odpocząć. Choć jeśli masz dużo pracy… nie wiem czy się cieszyć czy ci współczuć? – spytałem w podobnym tonie. I zaraz uniosłem naczynie wypełnione bursztynowym trunkiem. Toast ten wydawał się być najodpowiedniejszym do niniejszej okazji, więc z wielką chęcią do niego dołączyłem. Po charakterystycznym dźwięku zetknięcia się dwóch szklanych przedmiotów mogłem nareszcie się napić!





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   18.12.16 12:15

Ten temat dotykał ją głównie dlatego, że nadal był bardzo świeży. W końcu jej choroba została wykryta tylko kilka miesięcy temu, a pogodzenie się z tym miało zająć jej o wiele dłużej. Jednak to wcale nie oznaczało, że nie chciała rozmawiać o podróżach, kresach świata, które zdążyła zwiedzić, rzecz jakie zdążyła zobaczyć i przygodach jakie przeżyć. Nawet jeśli te wspomnienia miały być dla niej bolesne nie była aż taką ignorantką. Wiedziała, że ucieczka do najgłębszych zakamarków podświadomości jest tylko chwilowa i zostawi po sobie ślad, którego Lynn w żaden sposób nie będzie w stanie później zakryć. Nie mógł wiedzieć, że w jej życiu wszystko wywróciło się do góry nogami, a ona nie mogła mu o tym powiedzieć. Bo przecież to jedna rzecz, która tak bardzo określała Selwynów. Wszystko zostawiali w murach własnych kwater. Ludzie nie muszą wiedzieć kiedy jest źle. Muszą wiedzieć kiedy jest dobrze. Nawet kiedy chodziło o przyjaciół, ludzi, którym powierzyłoby się najgłębsze sekrety. Wzruszyła ramionami upijając łyk wina. - Wiesz, że nie jestem typem kręcącej nosem. - zaśmiała się. - Najchętniej poleciałabym słysząc o pierwszym artefakcie ukrytym w Cieśninie Tsugaru, ale chce zostać trochę w Londynie no, a to łączy się z czekaniem na wspaniałą okazje. - dodała. Zawsze ją bawił fakt, że pochodzili z rodów, które tak naprawdę powinny się nienawidzić. Nie rozumiała dlaczego coś narzuconego przez naszych dziadków, pradziadków, nestorów rodów mają określać to jakie relacje mamy mieć. Byli przykładem tego, że ta wrogość zwykle jest wyssana z palca. Może to dlatego, że nie byli takimi ludźmi? Nie mieli w końcu żadnych powodów by pałać do siebie nienawiścią. Najważniejsze, że mieli tego świadomość. Zaśmiała się. - Nie chce nawet myśleć o tych litrach czekających na Ciebie na statku. - powiedziała z uśmiechem. Zawsze podziwiała fakt, że marynarze mogą wlać w siebie tyle alkoholu i potem w ogóle nie odczuwać jego skutków. Ona gdyby chociaż raz popiła równie z nimi pewnie by nie wstała później przez tydzień z łóżka. Ale jest dużo plusów podróżowania z marynarzami. Zawsze jest zabawnie, zawsze jest ciekawie i zawsze jest ciepło… w końcu alkohol to jedyna rzecz, która tam się nigdy nie kończy. Spojrzała na szklankę ognistej i uśmiechnęła się szeroko. W imię jej myśli to szklanka bardzo pasowała. Zbliżyła usta do kieliszka wina. Słysząc jego pytanie wzruszyła ramionami. - Wody mają to do siebie, że zawsze są warte podróży. Wiesz ilu poszukiwaczy odpuszcza sobie wodę przemieszczając się tylko po lądzie? Większość. Kto wie, może znajdę drugą Atlantydę? - uniosła brew posyłając mu szeroki uśmiech. - Ale szczerze to bardziej zazdroszczę Ci tych wybrzeży. - zaśmiała się. Niebieskie wody były pociechą dla oka. Wiedziała, że równie dobrze mogła teleportować się tam nawet dzisiaj. Kiedyś to było proste. Teraz jednak niosła na barkach obowiązki. To aż straszne, że człowiek w ciągu kilku miesięcy potrafi przeforsować swoją piramidę wartości. - I to jest rada, której potrzebowałam. - odparła. Trochę stresowała się tym ślubem. Nie dlatego, że zapomniała jak to jest być szlachcianką z krwi i kości. Bardziej dlatego, że zapomniała jak to jest spędzić czas w tym towarzystwie i nie zwariować. - Zdecydowanie nie mi trzeba współczuć. Czasami ludzie sięgają po moją pomoc trochę za późno. - powiedziała wspominając jego ze swoich ostatnich zleceń. Uśmiechnęła się. - A co u Twojej żony? Jak się życie wiedzie? - zapytała. Miała nadzieje, że chociaż Travers nie miał z tym problemów. Lucinda nie miała szczęścia. Dopiła jasnoróżowy trunek i dostawiła kieliszek na brzegu stolika. - I powiedź co masz dla mnie, bo umieram z ciekawości. - zaśmiała się. Niektóre kobiety czekają na kwiaty, biżuterię, wyszukaną kolacje. Lucindzie wystarczyło dać jakiś staroć i była w siódmym niebie.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   30.12.16 12:31

Wszystko wydawało się być w porządku. Cel został więc osiągnięty, a ja nie miałem powodu do wnikania głębiej w struktury myśli Lucy. Nie byłem do tego nawet upoważniony. W sumie wydawało mi się, że problem nie istnieje, co sprawiało, że siedziałem całkiem zadowolony. W miłym towarzystwie, nieco mniej miłej atmosferze. Jak dla mnie było tu trochę za ciemno. Ale i tak napawałem się chwilą, teoretycznie wolną od trosk. Na moment mogłem zapomnieć o życiu codziennym. Nawet jeśli nie powinniśmy się nawet lubić. Nie wiem o co mogło pójść Traversom i Selwynom; może o te różnice w żywiołach? Woda i ogień z natury nie mogły się lubić? To dziwne, bo relacje międzyludzkie pokazują coś zupełnie innego. Nie znam wielu lordów czy lady Essex, ale każdy, którego zdołałem poznać, był porządnym człowiekiem, którego nie dało się nie darzyć sympatią. Poszukiwania logiki w tym wszystkim musiały spełznąć na niczym.
Zaniechałem więc tych praktyk, poświęcając się teraźniejszości. Wygodne siedzisko, dobry alkohol, jeszcze lepsza rozmówczyni. Niczego więcej nie było mi trzeba. Co przekładało się na mój dobry humor oraz nieustający uśmiech tańczący na twarzy z pełną determinacją. Upiłem kilka łyków alkoholu.
- To marzy ci się naprawdę daleka wyprawa – odparłem trochę zamyślony, a trochę rozmarzony. – Sam bym się tam chętnie wybrał. Na razie muszę zadowolić się wolą ojca i Grecją – dodałem już nieco smętniej. Wiedziałem, dlaczego nie miałem wypływać nigdzie dalej, ale nie chciałem też o tym mówić. – Wierzę, że niedługo znajdziesz tę okazję – dopowiedziałem zaraz, pocieszająco. Znów unosząc lekko naczynie, jakby na kształt toastu. Naprawdę w to wierzyłem i życzyłem Lynn jak najlepiej.
- Litrach? Załoga już dawno wszystko przepiła – zaśmiałem się. Powinna doskonale znać tych wszystkich marynarzy, którzy ze mną pływają. W mniej więcej niezmiennym składzie. Najlepiej pracuje się z ludźmi, których się zna i którym się ufa. Każdy o tym doskonale wie, więc na pewno i znajoma łamaczka na pewno rozumiała co miałem na myśli.
- Lądy też są ciekawe. Zależy kto gdzie się lepiej czuje. Trzymam kciuki za Atlantydę. I gdybyś zmieniła zdanie, wyruszam 29 marca – stwierdziłem w odpowiedzi na jej wyznanie, zaraz potem znów upiłem kilka łyków trunku. Odkładam szklankę na blat, co jakiś czas na nowo przytykając ją do ust, wilżąc usta smacznym napojem. Kiwnąłem krótko głową porozumiewawczo. I trochę ze współczuciem. Zarażenie się czarnomagiczną klątwą jest straszne, dopóki dotyczy niewinnych osób.
- Wszystko w porządku. Lord Fawley objął ją mecenatem, rozwija się twórczo. My też się dogadujemy. Jest naprawdę dobrze – odparłem, trochę nie bez dumy, ale naprawdę cieszyłem się sukcesem Lyry. Szybko jednak przerwałem rozmyślania na jej temat, bo skupiłem się na znalezisku. Wolną ręką sięgnąłem do kieszeni, wyciągając z niej chusteczkę z motywami rodowymi. W niej skrywał się właśnie przedmiot. Coś na wzór antycznego zegarka, z dziwnymi pokrętłami czy guzikami po bokach. – Nie dotykałem go na wszelki wypadek. Nie wiem nawet co to jest. Ni to zegar, ni to kompas… może ty masz większą wiedzę na ten temat – uznałem pełen nadziei, wpatrując się teraz nie w artefakt, a w Lynn. Szukając u niej zrozumienia. Trochę martwiłem się o ojca i jego interesy.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   03.01.17 10:30

Prawda jest taka, że nie mógł niczego zauważyć. Może trochę, że jest bledsza, może, że nie mówi tak chętnie o tym wszystkim co jej się przydarzyło w świecie, ale przecież to wszystko mogło być tylko oznaką gorszego dnia. Nie musiała to być jakaś straszna rzecz i ona chciała takie myślenie utrzymać. W końcu była Selwynem. W jej krwi płynęła umiejętność pokazywani szczęścia tam gdzie go nie było i na odwrót. Chociaż kłamstwem raczej się brzydziła, to zdarzało jej się zakładać maskę na twarz tylko po to by uniknąć niewygodnych pytań. Ku jej zadowoleniu nie musiała tego tłumaczyć zbyt długo. Mężczyzna albo doskonale ją rozumiał, albo z grzeczności nie ciągnął tego tematu. Ona sama też w tym momencie czuła się oderwana od tych wszystkich spraw przygniatających ją każdego dnia. Może dlatego, że był dla niej jedną z kotwic ciągnących ją do starego życia? Przecież w myślach ciągle miała statek, wodę, załogę, śpiewy, rum i sztormy. To coś warte przeżycia nawet jeśli trochę niebezpieczne. Nie można uciec od ryzyka. Uśmiechnęła się. - Coś czuje, że przy następnym spotkaniu dowiem się jak bardzo warto było wyjechać do Grecji. Zobaczysz. - mruknęła. Czuła, że mężczyźnie niezbyt się uśmiecha ta podróż, a może właśnie fakt, że robi to z woli ojca. Cokolwiek miało to oznaczać Lynn wiedziała, że takie podróże zwykle kończą się dobrze i są korzystne. Nawet jeśli nie do końca spełniają nasze oczekiwania. Stuknęła szklanką o szklankę mężczyzny i wzruszyła ramionami. - Wiesz, że nadzieja u mnie umiera ostatnia. Dopiero jak przeszukam ostatni skrawek Ziemi… dopiero wtedy dam sobie spokój. - zaśmiała się. Pamiętała jak kilka lat temu razem z Lisą, jedną z poszukiwaczek szukały jakiegoś celu, które musiały znaleźć by później w spokoju odejść na emeryturę. Atlantyda, Święty Graal? Coś czego naprawdę nigdy nie mogły znaleźć, ale coś co przytrzymywało je na nogach. Bo przecież to nie jest tak, że te wszystkie kilometry i godziny poszukiwań nie męczą Cię fizycznie i psychicznie. Męczą aż nadto dlatego musisz mieć coś czego będziesz się trzymać. - Jeżeli zmienię zdanie od razu dam Ci znać. - uśmiechnęła się szeroko. Przez chwile nawet ją ta perspektywa kusiła. Ucieczka od tego miejsca i tych ludzi. Jednak wiedziała, że nie zrobi tym sobie nic dobrego. Była ekspertem w uciekaniu więc zdawała sobie z tego sprawę jak nikt inny. Upiła łyk trunku w pamięci mając spotkanie z Lyrą w Mungu na początku stycznia. Dziwne, że wtedy nie zdała sobie sprawy z tego iż jest to żona Glaucusa. - Cieszę się w takim razie, że układa się między Wami. W końcu w naszym życiu różnie to wygląda. Spełnienie obowiązku czasem jest trudniejsze niż się wydaje. - powiedziała, a na jej ustach znowu pojawił się uśmiech. Szczerze mu zazdrościła tego, że znalazł szczęście. Rozsądne szczęście. Ona właściwie już czekała aż jej ojciec wskaże kandydata na męża. Ostatnio co raz częściej o tym słyszy. Kiedy podał jej zawinięty przedmiot przysunęła go w stronę światła by lepiej go widzieć. Przez chwile tylko go oglądała przekładając z ręki na rękę i ważą w dłoni jego ciężar. - To mi wygląda na zegar, ale… - zaczęła odwracając go i spoglądając z bliska na znajdujące się na jego tarczy numerki. -… myślę, że nie wskazuje on godziny, a fazy księżyca. Skąd go masz? -zapytała przenosząc wzrok na mężczyznę.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   24.01.17 15:01

Z jednej strony zazdrościłem osobom, które potrafiły kamuflować swoje prawdziwe emocje; nie musieli nigdy mierzyć się z krytycznymi spojrzeniami oraz słuchać docinków ze strony tych, którzy przecież wiedzą najlepiej. Z drugiej z kolei współczułem, w końcu to musi być męczące cały czas się pilnować i trzymać emocje na wodzy. Pozwalając im kotłować się we własnym wnętrzu, ale nie przenikać na zewnątrz. Najczęściej wybierałem opcję bycia otwartą księgą z wypisanymi na czole uczuciami, bo uważałem tę drogę za łatwiejszą. Jak na kogoś, kto nie przejmował się za bardzo ludzką opinią mogłem robić wiele. Niestety nie każdy też posiadał taką możliwość. Być może współczułbym swojej towarzyszce gdyby właśnie nie to, że stan jej ducha pozostawał nieodgadniony. W końcu nic nie wskazywało na rychłą katastrofę. Spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, pełnej snucia dalekosiężnych planów oraz innych marzeń; tych bardziej i tych mniej prawdopodobnych do spełnienia. Usiadłem wygodniej, co jakiś czas sącząc alkohol oraz napawając się tą konkretną chwilą, wolną od jakichkolwiek zmartwień, a przynajmniej na razie. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu usłyszawszy tych kilka cennych słów dotyczących mojej najbliższej podróży. Ja sam nie nastawiałem się na to zbyt pesymistycznie, nie miałem tego nawet w naturze, więc poczucie zadowolenia z przyszłej wyprawy dominowało nad innymi, mniej przydatnymi, takimi jak zawód z powodu bliskiej odległości Grecji od Anglii. Ten kraj ma za to wiele innych zalet, które doceniam i docenię w przyszłości.
- Rozumiem, że umawiamy się już na kolejne ploteczki? – zagadnąłem unosząc wysoko brwi, zaraz je zresztą opuszczając. Nie przejmowałem się faktem, że płynę na zlecenie ojca, bo zawsze tak było. Kochałem go i szanowałem, nie widziałem powodów do kwestionowania jego decyzji. Tylko trochę się niecierpliwiłem. Tak to jest, jak coś, co kochasz, musisz odłożyć na później. Wtedy w pierwszej chwili chcesz się nasycić nowymi możliwościami, nie doceniając porcjowania tych wszystkich pozytywnych emocji. Ja to bym chciał od razu płynąć w Indie lub jeszcze dalej!
- Bardzo słusznie. Podoba mi się ta postawa. Wypijmy za nią! – odpowiedziałem głośniej niż zamierzałem, ale zupełnie się tym nie przejąłem. To była dobra (i kolejna) okazja do ponownego uniesienia szkła w ramach niby-toastu oraz wypicia następnej partii alkoholu. Nie, nie byłem jednych z tych mężczyzn, którzy nie potrafili wyobrazić sobie kobiety poza salonami, choć niewątpliwie byłem… jednym z niewielu, tak to bym ujął.
- Będę więc wyczekiwał sowy z wiadomością – przytaknąłem jeszcze, kiwając krótko głową. Zaraz zamyśliłem się nad kolejnym zdaniem wypowiedzianym przez Lynn. Miała sporo racji. A my z Lyrą wiele szczęścia. – To prawda. Tylko nieliczni okazują się być szczęściarzami nie musząc użerać się z drugą osobą… już przez całe życie. A u ciebie jak tam? Zarzucają cię kartotekami idealnych kawalerów? – Drugie zdanie wypowiedziałem z nieukrywanym rozbawieniem. Nie chciałem dołować mojej towarzyszki ani nic z tych rzeczy, wierzyłem, że ma dystans do tego typu żartów. Zresztą szybko o tym zapomniałem skupiając się wyłącznie na dziwnym przedmiocie zabranym z pakunków ojca. Siedziałem wręcz w napięciu nachylając się na blacie stolika w kierunku Lucy. Fazy księżyca? Ciekawe. – Ośmieliłem się otworzyć jedną ze skrzyń, które ojciec każe mi przewieźć do Grecji. Wiesz, nie chcę, by się w coś wpakował. Myślisz, że jest z tym przedmiotem coś nie tak? – zapytałem szczerze zmartwiony. W głowie oczywiście snując już miliony najczarniejszych scenariuszy.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   27.01.17 22:29

- Oczywiście, że tak. Cieszę się, że znaleźliśmy chwilę, żeby spotkać się dzisiaj. W końcu i twoja i moja praca wymaga od nas poświęcenia czasu, którego i tak mamy niewiele. Liczę jednak na to, że teraz na kolejne pogaduchy nie będzie nam trzeba czekać aż tyle czasu. - skwitowała blondynka uśmiechając się. Nie była typem plotkary, nie lubiła słuchać o ciekawych aspektach życia innych ludzi chyba, że to właśnie ci inni ludzie jej o tym opowiadali. Czasami jej matka zasypywała ją wiadomościami z życia innych jakby w ogóle był w tym jakikolwiek cel. Jednak kiedy mówiła o kimś kogo dobrze znała, ale nie miała okazji się z nim zobaczyć… czuła się lepiej z wiedzą, że rzeczy, które im się przydarzają są dobre. Wyrzuty sumienia, które jednak jej temu towarzyszyły atakowały ją zawsze w niespodziewanych momentach. Tak jak jeszcze niedawno pisała do Alexa… źle czuła się z tym, że dowiaduje się od ludzi o tym co dzieje się u jej przyjaciół i rodziny. Skoro była w Londynie i miała zamiar zostać musiała wszystko nadrobić. Wszystko. Z szerokim uśmiechem uniosła szklankę, a przyjemny dźwięk stuknięcia szkła o szkło tylko podkreślił to jak warto pić za takie postawy. Nie była dobrą szlachcianką. Chociaż starła się jak umiała w momentach gdy tego od niej wymagano to kiedy nie musiała chciała być po prostu sobą. Przy nim nie musiała udawać. A przynajmniej miała nadzieje, że gdzieś w głębi siebie nie uważa jej za dziwadło. Wszak ludzie różnie zachowują się przy tych wyłamujących się ze schematów. - Póki co rozporządzenia do małżeństwa nie dostałam. Chociaż sam fakt, że jestem tutaj już prawie dwa miesiące daje mojemu ojcu zielone światło do działania. Już się szykuje do ucieczki. - odparła mrugając do niego z rozbawieniem. Znała swój obowiązek i uciekać przed tym nie miała zamiaru. A przynajmniej na razie takie rozwiązanie nie pojawiło się na jej liście. Kiedy miała dwadzieścia dwa lata i cały świat dla siebie to wydawało się rozsądne. Teraz musiała myśleć o swoim rodzie. I powinności jaką miała względem niego. Chociaż nigdy nie wyobrażała siebie jako żony czy matki to czuła, że to nie będzie z najłatwiejszych rzeczy w jej życiu. A nawet wręcz przeciwnie. To niebezpieczeństwo większe od trolli leśnych, hipogryfów i smoków. Przedmiot, który przez chusteczkę trzymała w dłoniach nie wydawał jej się być przeklęty. Chociaż musiała przyznać, że nie wyglądał na taki, który nosi się w wewnętrznej kieszeni marynarki każdego dnia. Przez chwile ważyła go w dłoniach, przybliżała i oddalała od siebie. Wyciągnęła nawet swój ujawniacz by sprawdzić czy na obwódce nie została ukryta jakaś inskrypcja. - Nie wydaje mi się, żeby był obarczony klątwą. Nie wygląda jednak na bezcelowy. Nikt nie umieszcza na tarczy zegara faz księżyca no chyba, że… potrzebuje wiedzieć, kiedy księżyc się zmienia. - odparła. Gdyby mogła podejrzewać likantropa to rozjaśniłoby to wszystkie jej wątpliwości. Jednak wątpiła by o to chodziło. Zaciekawił ją ten przedmiot. - Mosiężny… może pozłacany na skrajach… - mruknęła przejeżdżając palcem po busoli, zegarze… nie wiedziała jak mogłaby to nazwać. - Widziałam kiedyś taki. Tutaj w Londynie tylko, że tamten pochodził jakoś z 1890 roku, ale ten też wygląda na równie stary. - dodała jeszcze przenosząc spojrzenie na Traversa. Pokręciła głową jakby nie do końca mogła mu powiedzieć coś więcej. - Znajdowało się tam coś więcej? W tej skrzyni? - zapytała jeszcze chcąc się upewnić. - Oczywiście jeśli nie możesz to nie odpowiadaj. Na razie nie powinieneś się tym martwić, ale… ja sama byłabym pewnie ostrożna i ciekawa. To na pewno nic czym powinieneś się niepokoić, ale wiesz jak to bywa. - dodała wiedząc, że teraz nie jest mu w stanie pomóc bardziej. Nawet jeśli bardzo by chciała.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   04.02.17 18:50

Tak, praca była czymś, przez co znajdowaliśmy między sobą nić porozumienia. Oboje całkowicie jej poświęceni, przez co umykało nam dużo czasu; oboje igraliśmy z ryzykiem na tyle, by móc nie mieć czasu w przyszłości, lub wręcz przyszłości w ogóle. A jednak gdzieś pomiędzy pilnymi sprawami, a życiem domowym oraz arystokratycznym odnajdowaliśmy czas na niezobowiązujące spotkania. Trochę żałowałem, że obecne podszyte jest jednak pewną formą porady czy oczekiwań, ale cieszyłem się też, że nie jest całkowicie pozbawione luźnego stosunku jednego względem drugiego. Dzięki czemu mogłem się zrelaksować, uśmiechać, pić ognistą oraz zachęcać samą Lynn do tego, by mi wtórowała.
- Aż nie wierzę jak dużo jest prawdy w tym, co mówisz – odparłem ze śmiechem pochylając się nad kuflem. Zerknąłem w przypływie impulsu na boki, nie dostrzegając jednak niczego ani… nikogo niezwykłego wokół. Ciemność skutecznie to uniemożliwiała. Dlatego powróciłem spojrzeniem na rozmówczynię. Zastanawiałem się aż jak wiele osób pytało ją już o matrymonialne plany, w końcu była już w najwyższym do tego wieku. Głupio mi się zrobiło, że aż sam pokusiłem się na podobne pytanie, ale to spłynęło już z moich ust czyniąc brak możliwości odwrotu. Skinąłem głową doskonale rozumiejąc co chciała przekazać. Ja też długo się wzbraniałem przed małżeństwem i na wszystkie sugestie reagowałem niechęcią. Ktoś taki jak my, z ciekawym życiem zawodowym oraz pasją, nie myśli o ustatkowaniu się.
- Znam to. Z jednej strony tego nie chcesz, z drugiej nie chcesz też zostawiać rodziny oraz przyjaciół swoją niesubordynacją. Pozostaje jedynie wierzyć, że wszystko się jakoś ułoży. Kto wie, może tobie też uda się dobrze trafić? – Podzieliłem się z nią swoimi myślami. Tak naprawdę nie było mi źle z Lyrą, co mnie pocieszało, bez dwóch zdań. Istnieje więc możliwość, że obowiązek stanie się całkiem znośny, o ile nie przyjemny nawet. Uśmiechnąłem się do swoich myśli po raz ostatni, zaraz całkowicie skupiając się na tajemniczym przedmiocie dzierżonym właśnie przez Lucindę.
- Ciekawe, po co temu mężczyźnie fazy księżyca na zegarze… – skomentowałem uważnie oglądając przedmiot wraz z kobietą. Faktycznie wyglądał dość zwyczajnie, w ogóle nie niepokojąco. Może ten cały Grek zamierzał polować na wilkołaki? Tylko czy nie wystarczyło spojrzeć w niebo lub mapę? Dziwna sprawa, ale cieszyłem się, że to nic nielegalnego. – Kamień spadł mi z serca, że to nic podejrzanego. Dziękuję – powiedziałem unosząc głowę. – Były tam inne przedmioty, ale każdy dziwniejszy od poprzedniego… wszystkie wyglądały na równie stare, a może i nawet starsze? I metalowe – odparłem jedyne, co rzuciło mi się w oczy, czyli tak naprawdę nic nadzwyczajnego. – Powinienem to dokładniej sprawdzić? – dopytałem patrząc wprost na Lynn. Uniosłem brwi, bo poczułem kolejny niepokój w klatce piersiowej.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   14.02.17 21:59

Lucinda nie mogła mieć mu za złe tego, że spotkali się nie tylko na „pogaduszkach”, ale też w sprawach związanych z jej zawodem i umiejętnościami. W końcu sama bardzo często nie miała czasu by spotykać się normalnie. Gdy to robiła przy niedokończonych sprawach zawsze później miała wyrzuty sumienia, że nie poczekała na ich rozwiązanie. Rozwiązanie, które zwykle nadchodziło przynosząc ze sobą nowe problemu, którymi przecież także trzeba było się zająć. Dlatego takie spotkania chociaż podszyte innym celem były dobre. A przynajmniej dla tych, którzy doskonale potrafili to zrozumieć. Lynn potrafiła. Uśmiechnęła się szeroko na jego słowa i upiła łyk swojej ognistej. Takie już mieli życie. Były rzeczy, których musieli się wyrzec i były takie, które musieli przyjąć bez mrugnięcia okiem. Chociaż Lynn za tymi drugimi nie przepadała to były sytuacje, w których nie mogła się sprzeczać. I jedną z tych sytuacji było właśnie małżeństwo. Małżeństwo, które choć przerażało ją od zawsze i napawało niechęcią do wszystkich tego typu uroczystości musiało dopaść i ją. Nie wiedziała kiedy to nastąpi, ale jednego mogła być pewna. Była tego bliżej niż dalej. - Nawet jeśli daleko mi do bycia typową szlachcianką to znam swoje obowiązki. Nie powiem, że się z tym wszystkim zgadzam, ale na pewno szanuje. - odparła. Ludzie patrzyli na nią przez pryzmat tego jaką szlachcianką była. Chociaż starała się by to nie tytuł ją określał, a to jakim jest człowiekiem i czarodziejem to i tak wiedziała, że ludzie widzą w niej tylko odmieńca. Kogoś kto wyparł się wszystkiego co jej dano. Lucinda chociaż ceniła swoje pochodzenie nie stawiała na nie w każdej sytuacji. Po prostu by nie potrafiła. - Za to wypiję – powiedziała unosząc szklaneczkę. Chociaż nie wierzyła w to, że może trafić na kogoś z kim będzie jej się dobrze żyło to jednak patrząc na Traversa wiedziała, że takie rzeczy się zdarzały. Nie musieć się martwić o swoje dalsze życie. Lyra miała szczęście i Lucinda mogła to stwierdzić bez dwóch zdań. I ta myśl sprawiła, że na ustach blondynki pojawił się uśmiech. Chciałaby mu powiedzieć do czego mógłby służyć ten przedmiot, ale tak naprawdę każdy mógł znaleźć dla niego inne zastosowanie. Może to było podyktowane kolekcjonowaniem podobnych przedmiotów? Może naprawdę miało to służyć do czegoś większego, bardziej niebezpiecznego, ale tego też nie mogła mu teraz powiedzieć, a nie miała w zwyczaju straszyć ludzi swoimi rozmyślaniami. To tylko coś co uroiło się w jej głowie. Wcale nie musiało pokrywać się z rzeczywistością. - Nie powiem byś nie zwracał sobie nimi głowę, bo wierzę, że twój instynkt sam podpowie ci czy jest to coś czym warto się zająć. Jeżeli będziesz miał wątpliwości najlepiej podeprzyj się Hexa Revelio, oczywiście nie wszystkie klątwy na to zaklęcie zareagują, ale na pewno rozwieje to twoje niektóre wątpliwości. Zawsze też możesz wysłać do mnie sowę, a po powrocie koniecznie daj mi znać czy wszystko przebiegło pomyślnie. Trzeba pozostawać czujnym przy takich znaleziskach. Nie zawsze mamy świadomość tego co może się z nimi łączyć. - odparła oddając mu zawiniątko z busolą. Cieszyła się, że do niej przyszedł. Ludzie często unikali takich konwersacji myśląc, że wiedzą lepiej.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   24.02.17 10:21

Powoli zacząłem odczuwać spokój. Spokój o ojca. Dobrze, że zdecydowałem się pokazać artefakt Lucindzie. Dzięki temu nie musiałem się martwić o to, że rodzic wpakował się w jakieś problemy. Odetchnąłem z ulgą posiadając nieprzerwanie pogodny wyraz twarzy. Mogłem teraz się całkowicie cieszyć ze spotkania, rozmowy oraz nawet picia w dobrym towarzystwie. Temat roli szlachciców w społeczeństwie oraz dopasowanie do ich standardów był tematem trudnym. Każdy odbierał to inaczej, a my bez wątpienia wyróżnialiśmy się na tle tej magicznej warstwy. Nie tylko zwlekaliśmy najdłużej jak się dało ze ślubem, ale też nie czuliśmy potrzeby wywyższania się i znajdywania w centrum uwagi za wszelką cenę. Arystokraci przekonani o swojej wyjątkowości, pęczniejący z dumy na samo swoje odbicie w lustrze zupełnie mnie nie przekonywali; mnie nigdy nie brakowało dozy samokrytyki, choć jak każdy popełniałem błędy. Tylko nie starałem się ich zatuszować twierdząc, ze tak miało być i to inni się na tym nie znają. Nie znałem Lynn aż tak dobrze, ale uważałem, że wiele nas w tej materii łączy. Pewnie dlatego tak chętnie się z nią spotykałem od czasu do czasu. Co znów mogło wydawać się niestosowne, zwłaszcza teraz, kiedy byłem żonaty.
- Cieszy mnie twoje zdroworozsądkowe podejście – odparłem, jeszcze raz spijając alkohol ze szklanki. Sam też nie negowałem tego świata, dużo mu w końcu zawdzięczałem. Nie krytykowałem wszystkiego, co się w nim znajduje, ale część aspektów na pewno mi się nie podobała. Tam gdzie mogłem, starałem się działać po swojemu, naginając nieco własne prawa. Tam, gdzie przekroczenie granicy było zbyt ryzykowne, starałem się nawet nie przybliżać. Nie wiedziałem nawet, że niedługo przez jedną kobietę wszystko się rozsypie, a ja stanę się już oficjalnym zdrajcą całej tej chorej ideologii o wyższości jednej krwi nad drugą. – Niestety życie nie składa się z samych przyjemności, trzeba też przyjmować na barki jakieś obowiązki. Choć nie powiem, bym był ich ogromnym fanem – zaśmiałem się i zawtórowałem w uniesieniu naczynia. Zresztą, Selwyn wiedziała, że ze mnie straszny lekkoduch i wolałbym, by nasze życie naprawdę składało się jedynie z zabawy oraz unikania powinności aż po kres dni. Poniekąd sądziłem, że trochę przyznałaby mi racji w sprawie tego konkretnego trybu życia.
- Oczywiście. Jeszcze raz strasznie dziękuję ci za pomoc. Tak to bym przez całą podróż denerwował się zawartością tych wszystkich skrzyń. Jesteś nieoceniona! – powiedziałem z wdzięcznością. Zamówiłem nawet kolejną butelkę, a czas przyjemnie mijał. Rozmowy zdecydowanie zboczyły z tematu mojej pracy kierując się na przyjemniejsze tory. Po odprowadzeniu Lynn wróciłem do domu w Norfolk.

z/t oboje





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   06.04.17 12:47

14 kwietnia, wieczór
Będąc stróżem prawa, nie można było przewidzieć w jakich akcjach będzie się brało udział. Oczywiście że większość była typowym wykroczeniem zaklęciowym. Czarodziejska policja rzadko kiedy interweniowała, gdy były podejrzenia użycia czarnej magii. Tym zajmowało się biuro aurorów, chociaż ostatnio Raiden przekonał się, że i to może być połączone z gliniarzami. Niedawna sprawa z ciałami martwych mugoli w ścianach była zarówno wydarzeniem, za które odpowiadały obie jednostki i musieli współpracować. Dziwnie było mu było myśleć o Sophii jako towarzyszu w rozwiązywaniu zadania, a nie jako o młodszej siostrze. Ale musieli się nauczyć odróżniać strefę prywatną od tej zawodowej. Z rudowłosą panną Carter było mu o wiele łatwiej zaakceptować tę sytuację. Nie potrafił jednak tego samego uczynić tego ranka, gdy dostał wezwanie do jakiejś burdy w kolejnej z wielu restauracji w dalszych dzielnicach Londynu. Nie było to niczym nowym. Mało było napalonych idiotów, którzy chcieli zamoczyć pyski w kolejnym drinku i popatrzeć na kobiety dookoła? Czy istniało lepsze miejsce niż restauracja, gdzie damska część gości wyglądała jak szykowne dania, które jedynie czekają, aż ktoś się za nie zabierze? I to ze smakiem. Faceci się nie zmieniali, kobiety również. Obie nacje potrafiły doprowadzić drugą do szaleństwa i głupich wybryków. Szczególnie gdy wiedziało się, że można było to zrobić. Policja wiedziała, że w Wenus jednak pracuje się inaczej niż w większej grupie lokalów. Nie wiadomo było jednak nic konkretnego. Jakieś donosy, krótkie notki. Raiden nie słyszał za wiele, zresztą nie interesował się tym, bo od przyjazdu do Anglii miał inne zajęcia. I chociaż nigdy za to nie płacił, bywał w miejscach, gdzie ponętne tancerki praktycznie prosiły się o oglądanie. Meksyk był pięknym i brutalnym równocześnie miejscem, ale wspomnienia musiały zostać tym razem odsunięte na bok. Dostali wezwanie i musieli zareagować. Nie znali konkretów, ale nie musieli zresztą. Po prostu jakiś lekko spity jegomość zaczepiał gości i pracownice. Najwidoczniej nie mogli sobie z nim poradzić ludzie służący za ochroniarzy (w takich miejscach jak Wenus zawsze tacy byli) albo nie chcieli nawet tego zrobić. Chodziło o publiczny lincz czy o coś jeszcze innego? Raiden nie był zadowolony, że wysłano go do burdelu, by utrzymywał porządek jak zwykły służbista, ale to co tam zastał... Było lepsze niż wszystkie najpiękniejsze kobiety świata. Nie był przyzwyczajony do zamykania w więzieniu swojego ojca. A przynajmniej faceta o twarzy Williama Cartera. Kolejne spotkanie ze swoim niechcianym stryjem wybiło go z rytmu normalnych zajęć i od chwili, w której spojrzał na Johna, chodził w złym humorze przez całą resztę dnia. W nie lepszym nastroju przyszedł na spotkanie do Czarnego Kota, gdzie miał się widzieć z jednym z informatorów. Liczył na to, że odbębni to szybko i sprawnie i będzie mógł wrócić do domu. Nie miał ochoty na siedzenie w tym zapchlonym miejscu dłużej niż to konieczne.
- Co podać? - spytał barman, gdy policjant usiadł za barem.
- Wszystko, do cholery, jedno - warknął Raiden, opierając się przedramionami na blacie i patrząc dość ostro na mężczyznę naprzeciwko. Ten odszedł kawałek dalej, by właśnie podać cokolwiek, a Carter przejechał obie dłońmi po włosach, czując się gorzej niż kiedykolwiek. Ostatnio miał taki humor po sprzeczce z Artis. Skrzywił się na samo wspomnienie tego, co się działo.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 https://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 https://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 https://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 https://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
Zawód : cukiernik, truciciel, prowokator
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
OPCM : 2
UROKI : 15
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   06.04.17 13:53

Po jakże uroczym spotkaniu w Dziurawym Kotle uznała, że najrozsądniejszym wyjściem na resztę wieczoru będzie powrót do domu, gdzie była w miarę bezpieczna a świat nie zastawiał na nią tam pułapek. Najrozsądniejszym, a że z rozsądkiem bywała na bakier co zademonstrowała swoją frywolnością we wcześniejszym pubie, jej nogi poniosły ją do zupełnie innej dzielnicy, w której czuła się chyba najlepiej. Czarny kot stanowił pewnego rodzaju odskocznię od obowiązujących ją na co dzień zasad, których nieprzestrzeganie i manifestowanie, że ma się je poniekąd w nosie, kończyło się tak jak jakiś czas temu, gdy prawie dostała w twarz od zwyczajnej marnej istoty ludzkiej. Cieszyła się, że nie urodziła się w rodzie szlacheckim, gdzie sztywność wyssana z mlekiem matki (bądź mamki, nie wnikała w to kto się zajmuje tymi biednymi dziećmi) była na porządku dziennym a fałszywy, przyklejony do ust uśmieszek nie schodził nigdy, jak gdyby był przyspawany do twarzy.
Gdy tak spacerowała, paląc papierosa i czując, że irytuje ją życie wśród takich ludzi dochodziła do różnych ciekawych wniosków. Co jednak mogła zrobić? Poza podporządkowaniem się do tych względnie "lepszych", nie mogła nic. Była nikim, stanowiąc jedynie marny pionek na arenie czarodziejów czystokrwistych, naznaczonych wewnętrznym buntem - bo tak, nie raz ani nie dwa buntowała się cała jej osoba wobec tego wszystkiego co ją otacza, z drugiej strony jednak wyjście poza strefę komfortu wiązało się z dużym niebezpieczeństwem, którego chyba nie planowała podejmować.
Weszła do środka i nie rozglądnąwszy się nawet zajęła miejsce przy barze. Była zła, chyba zmęczona i zażenowana wcześniejszą sytuacją a z chwilowego letargu wyrwał ją głos mężczyzny.
- Ciężki dzień, co? - rzuciła trochę od niechcenia, uśmiechając się ponuro. W zasadzie nie była nawet pewna czy ją usłyszał - odnajdując resztki rozumu w głowie postanowiła, że przestanie odzywać się do nieznajomych mężczyzn a tym bardziej bronić się wylewając im alkohol prosto w twarz. Skoro to tak bardzo ich zaskakiwało - że ktoś jej postury może posunąć się do czegoś takiego - zawsze mogła wykorzystywać zaklęcia. Chociaż w stanie upojenia alkoholowego tamtych dwóch byłby to cios poniżej pasa, bo i tak ledwo stali na nogach. Aria oparła łokieć o blat a dłoń o podbródek, palcami wolnej dłoni zataczając kółka wokół rantu swojej szklaneczki.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Czarny Kot   06.04.17 14:13

Bywał w tym miejscu kilka razy, dlatego poznanie hasła lub jego zapamiętanie wcale nie było takie trudne. Przewijały się tutaj te same osobistości w bardziej legalnych lub mniej interesach. Może chcieli zwyczajnie uciec od spojrzenia mugoli lub czarodziejów szlacheckiej krwi, którzy rzadko kiedy zapuszczali się w to miejsce, preferując innego typu lokale. Artis zapewne skomentowałaby jego pobyt tutaj, szczególnie że ich relacja przypominała istną sinusoidę. Raz nie potrafiliby się rozstać, a każda chwila wydawała się niezwykle nieprzyjemna, gdy obok nie było jednego z nich, zaraz jednak kłócili się, rzucając przedmiotami, wychodząc z domu na całe noce i nie rozmawiając ze sobą kilka dni. I chociaż te ostatnie rzeczy tyczyły się bardziej Raidena niż byłej panny Macmillan nie dało się nie przyznać, że trwali na istnej kolejce górskiej. Zawsze jednak stali murem za sobą i gdyby coś się wydarzyło, wszystkie niesnaski odeszłyby w niepamięć. Ostatnio znowu się pogodzili, chociaż życie z ciężarną kobietą było dla Cartera wyzwaniem. Cieszył się z tego, co dostał, jednak te jej humory... Ale w końcu tak łatwo mu przychodziło ją ugłaskać, że gdy następnym razem się wścieknie, nie będzie to już trwało ponad tygodnia. Zabawne, ale samo myślenie o tym poprawiło mu humor. Zmarszczone brwi rozluźniły się, a twarz nabrała nieco innego wyrazu. Tak po prawdzie wizja zobaczenia jej po odbębnieniu tutaj tego spotkania zdecydowanie spowodowała, że powoli zaczynał zapominać o zamkniętym w Tower of London bracie bliźniaku swojego ojca. Ustępowało to wyobrażeniu mini Cartera rosnącego szybko pod sercem Finnleigh. Odetchnął dość ciężko, po czym zerknął na dziewczynę obok. Była wyraźnie nie w nastroju jak chyba wszyscy w tej zatęchłej dziurze. Poprawił się na siedzeniu i wzruszył lekko ramionami.
- Ty wyglądasz nie lepiej. Powiedziałbym, że wyglądasz jak przeżute i wyplute łajno garboroga - odparł dziewczynie Raiden, odbierając swoje zamówione cokolwiek od barmana. Ten jeszcze raz zmierzył policjanta dłuższym spojrzeniem, ale nie wyglądał na kogoś kto truje swoich klientów na prawo i lewo. Bardziej zależało mu na tym, by wracali do jego lokalu. A gdyby nawet i struł Cartera, policja stanęłaby w pełnej gotowości, wiedząc, że ktoś zabił jednego z nich. Taki przywilej i pocieszenie w ostatniej chwili życia. Chociaż pewnie matka jego dziecka by go wskrzesiła, by jeszcze raz własnoręcznie zabić. Już i tak zrobiła mu przecież wyrzuty za tę ostatnią akcję na Ulicy Pokątnej, gdy znaleźli handlarzy śnieżką i te szlacheckie dzieciaki. To była... Dziwna sprawa, ale nie wnikał w to głębiej. Najważniejsze że zamknięta. Teraz wylało się po prostu ich multum. Do tego morderstwa, zaginięcia, porwania... Sprawy się gromadziły w zdecydowanie nieproporcjonalnym tempie jak te które rozwiązywał. To było istne szaleństwo i przez to miał mniej czasu dla Sophii i Artis. Dobrze chociaż że w pracy miał Penny'ego, z którym mógł przynajmniej normalnie porozmawiać i trochę mu podokuczać jak to miał w zwyczaju od chwili swoich narodzin. Oj, tak. Byli dość zgranym duetem i wydawało się niektórym, że pomimo przyjazdu Raidena na początku roku, pracowali z sobą od zawsze. Carter jednak szybko się odnalazł w angielskiej policji, która różniła się od tej amerykańskiej, ale policja to policja. Wszędzie są sprawy do rozwiązania, a w ostatnich miesiącach przestępcy chyba umówili się na wspólne łamanie prawa... Tak. To był beznadziejny okres, ale gliniarz lubił swoją pracę.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
 

Czarny Kot

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Składniki eliksirów
» Bitwa o Czarny Zamek
» Czarny Gabinet

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18