Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pub Baggins, Bagford Street 12

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime06.09.16 12:36

First topic message reminder :

Pub Baggins, Bagford Street 12

Całkowicie mugolski pub skierowany głównie w stronę studentów. Jego nazwa nawiązuje do dzieł J.R.R. Tolkiena, które wraz z wydaniem przed dwoma laty zdobyły wielu fanów. Wewnątrz można znaleźć trochę detali nawiązujących do książek.
Znajduje się bardzo blisko uniwersytetu oraz oferuje piwo i przekąski w rozsądnych cenach. W piątkowe wieczory trudno znaleźć tu wolne miejsce, choć Baggins do małych knajpek nie należą. Na parterze znajduje się poro niewielkich stolików, bar oraz kilka stołów do bilarda; większe grupki zwykle kierują się na piętro, gdzie znaleźć można większe stoły i kanapy.


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.





Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 14.01.21 21:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime12.11.17 22:12

The member 'Pomona Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 99

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Rsb7Clw


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Zawód : ex auror, ex więzień, buntownik
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_n8nvdsuqMo1qluhwyo2_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime30.11.17 23:38

Absurd. Chaos, który wyrwał posady, na której stała ich czarodziejska rzeczywistość, wciąż pochłaniał kolejne ofiary. Czasem przekształcając w nie łowców. Gdyby nie anomalie, gdyby nie wybuch, rozrywający na czarnomagiczne fragmenty wszystko co znał, powiedziałby, że sytuacja, w której się znalazł, była oczywista. A waściowie, której był świadkiem i siłą wdarł się na jego plan, jak niechciany aktor. Pospołu z kuzynką, która - jak widział, radziła sobie dziś z panowaniem nad magią dużo lepiej niż on.
Fala adrenaliny poniosła go, popychając do działania, wobec którego nie mógł być obojętny. Ale reakcja agresorów była bardziej niż idiotyczna. Czymkolwiek zaległy ich umysły, brakowało w nich albo pomyślunku, albo zaślepiała ich nienawiść, sącząca się przez usta i niemal wypluwane słowa. Idiotyczne zapędy doprowadzić miały do podwójnej tragedii. Atak na mugoli był w tym przypadku zwyczajnie głupi. Magia szalała, budziła sie w tych, których tak bardzo chcieli unicestwić. I gdyby pomyśleć, zaprzeczali sobie samym. Tępili świat niemagiczny, spychając w otchłań brudu. Ale gdy moc - niekontrolowana - zawładnęła także mugolami - wszystko wydawało się wywrócić. Argumenty traciły na wartości, niesione samą nienawiścią, głupotą i podrzędną próbą zyskania władzy. Tylko słowa i analiza nie nadawały się na właściwe narzędzie porozumienia z napastnikami, którzy chcieli zrobić krzywdę napotkanym studentom. Z pozoru tylko niezdolnym do obrony. Skamander widział, że spojrzenie niektórych przesiąknięte było gniewem, złością i nieumiejętnie skrywaną chęcią odwetu. Nie mógł się dziwić, ale wiedział też, że musiał zrobić wszystko, by grupa mugoli ani nie padła ofiarą czarodziejskiej przemocy, ani nie zrobiła większych szkód wokół siebie.
- Wal sie gnido - zdążył wysyczeć przodownik, który wyglądał na przewodnika nienawistnego zgromadzenia. Żaden z pozostałych nie wahał się ruszyć z różdżką i nim celny urok Pomony uderzył w wysuniętą najbardziej dwójkę, Skamander oberwał równie skutecznym commotio. Uderzenie niemal zmiotło z nóg mężczyzn, przygniatając dwóch kolejnych za plecami. Ale czar nie na długo powstrzymał walkę.
Mugoli zniknęli za drzwiami, ale widział, ze nie wszyscy chcieli posłuchać prośby (rozkazu?) kobiety. gdy tylko Pomona odwróciła się, drzwi do lokalu uchyliły się, a ciemnowłosa czupryna wysunęła, rysując sylwetkę jednego z roślejszych studentów. Zanim Skamander zareagował, zanim gromadka rzuciła się znowu do ataku, zadziało sie na raz kilka rzeczy. Tym razem to w ich stronę  leciała ognista kula, którą nieświadomie wypuścił młodzieniec. W oczach błysnęło mu przerażenie, ale i niespotykana fascynacja. Cofnął się moment później, łapiąc się za brzuch i opierając o ścianę - Amicus - Samuel wycelował w podnoszącego się z ziemi mężczyznę. Kaptur zsunął się z głowy, odsłaniając nie tak młode, poznaczone brudami oblicze - Aquassus- zdołał wysyczeć, tuż przed inkantacją aurora. To już nie była zwyczajna "przepychanka. Trafili na czarnoksiężnika, a wykrzywione oblicze mówiło, że albo nie miał już nic do stracenia, albo sam został stracony.





Oh you fool, there are rules,
I am coming for you.

Darkness brings evil things
 
oh the reckoning begins.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime30.11.17 23:38

The member 'Samuel Skamander' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 73

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 HXm0sNX


Powrót do góry Go down
Pomona Vane
Pomona Vane

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna

ty je­steś tym co księ­życ
od da­wien daw­na zna­czył
tobą jest co słoń­ce
kie­dy­kol­wiek za­śpie­wa



OPCM : 25
UROKI : 11
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime01.12.17 11:44

Wszystko idzie nie tak, jak powinno. Nie pojmuję tych zaślepionych nienawiścią bojowników. Nie potrafię też obronić Sama przed pędzącym na niego zaklęciem, a powinnam, przecież jestem jego kuzynką. To nic, że to świetny auror i że sobie poradzi, jestem nadopiekuńcza. To samo zresztą zrobiłam Garremu podczas odsieczy, chociaż tego nie pamiętam. W każdym razie zawsze dążę do otoczenia opieką wszystkich, włącznie z tymi, którzy jej nie potrzebują. Szkoda, że i mi nie zawsze się udaje pomóc drugiej osobie. Tym razem chciałam dobrze, wręcz sądziłam, że mugole posłuchają mojego przykazu, żeby zostali w pubie. Niestety niemagiczni mają chyba jakąś tendencję do bycia zbyt ciekawskimi, gdyż kolejna czupryna zaczęła wychylać się z przymkniętych drzwi.
Początkowo tego nie dostrzegam, całkowicie skoncentrowana na walce i na tym, żeby nie zostawiać krewnego pozostawionego na łaskę i niełaskę napastników. Bezmyślnych, łamiących Kodeks Tajności, krzywdzących ludzi i samych siebie. Banda idiotów, tylko tak mogłabym ich nazwać. A jednak ci idioci walczą pomimo bycia na straconej pozycji. Pewnie nie spodziewali spotkać tutaj czarodziei i mieli nadzieję na szybką, łatwą akcję. Przeliczyli się i to całe szczęście.
Jestem zaskoczona tak potężnym zaklęciem spływającym z mojej różdżki. Obserwuję niemo ten spektakl, kiedy kilku mężczyzn kładzie się na ziemię pod wpływem uroku. Oczy rozszerzają się lekko, zdradzając ukrytą w spojrzeniu fascynację własną mocą. Równie dobrze to może być sprawa anomalii, gdyż promień wyglądał zdecydowanie inaczej niż standardowo. Tym razem akurat z pożytkiem dla mnie, ale nie możemy być pewni jak długo to jeszcze potrwa.
Niestety w tym momencie szczęście zdaje nam się dopisywać coraz mniej. Student wychylający się na zewnątrz wypuszcza niekontrolowanie kulę ognia, która pędzi wprost na nas. Z drugiej strony słyszę inkantację czarnomagicznego zaklęcia. To naprawdę poważna sprawa. Stoję obok Sama, jednak tyłem do zbiorowiska, przodem do pubu, bo zamierzałam ponownie upchać krnąbrnych mugoli do wnętrza lokalu. Fatalnym zbiegiem okoliczności pokaz ognistej magii w wykonaniu osoby jej pozbawionej krzyżuje moje plany, opiewające też w zamiar zastosowania zaklęcia niepozwalającego ludziom na wyjście z pomieszczenia.
- Przecież mówiłam, żebyście weszli do środka - krzyczę do chłopaka, trochę zła. Zupełnie jakbym rozmawiała z dzieciakami, nie dorosłymi ludźmi. Jednak na pogadanki jest już za późno. Muszę działać. Szczególnie, że mam teraz już tylko dwie opcje. Albo ochronić się zwykłą tarczą przed ogniem, albo spróbować tej mocniejszej i być może pomóc Samowi. Wybór jest oczywisty.
- Protego maxima - wypowiadam inkantację w momencie obracania się przodem do czarnoksiężników. Nie mam wielkich nadziei na powodzenie, żeby nie powiedzieć, że żadnych. To trudne, potężne zaklęcie, a atak nadchodzi z dwóch różnych stron. Zaraz uderzy we mnie płomień, zaczną palić mi się szaty. Czeka mnie ból. Ale warto, przecież wiem, że tak.





( i need your teeth )
in me, slow and vicious, to tell me my armor is just skin, bones, only bones


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime01.12.17 11:44

The member 'Pomona Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 81

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Ql0OTyi


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Zawód : ex auror, ex więzień, buntownik
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_n8nvdsuqMo1qluhwyo2_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime02.12.17 0:11

Nie było spokoju. Nigdzie. Zdawało się, że od wybuchu minęło tyle dni, a każdy zaskakiwał bardziej od poprzedniego. Wszystko się wywróciło do gry nogami, nawet walka, którą prowadzili. Grindewald zniknął, przepadł. I gdyby nie dobitny fakt jego istnienia, można byłaby udawać, że nigdy go nie było. Chociaż wyglądało na to, że Ministerstwo tak właśnie funkcjonowało. Obłudnie odcinając się od sieci podłości, okrucieństwa i tragedii, do której się przyczyniło. Wszyscy zasłaniali oczy, zatykali usta, jakby nic się nie stało. A stało się zbyt wiele, by zapomnieć. By wybaczyć.
I dziś chciałby powiedzieć, że pozbawieni magii ludzie mieli prawo do gniewu. Do buntu, do dociekań. Do życia. Do wszystkiego tego, czego fanatyczne zwyrodnialctwo próbowało ich pozbyć. Tylko dlatego, że los rzucił ich na drugą stronę...magii. Podział, który oddzielił ich od świata czarodziejów. Jeszcze tak niedawno - bezbronni. Teraz stanowili ukryty, pełnowymiarowy arsenał bojowy. A najgorsze było to, że pozbawiony wszelkiej kontroli. Tak jak teraz. Wystarczył moment, a wychylony mugol odsłonił poruszoną w nim magię. Płomienna kula pognała w ich stronę, a Skamander ledwie kątem oka zarejestrował sunący mu w plecy pocisk. Tuż obok trwała Pomona, odwrócona plecami i gdyby nie fakt, że miał przed sobą czarnomagiczną klątwę, próbowałby zasłonić kuzynkę. Stało się inaczej. Odwrotnie.
Seria zaklęć minęła się, ale zanim brudna smuga klątwy uderzyła w Samuela, zanim ogień zajął ciało Pomony, rozległa się inkantacja wypowiadana kobiecym głosem, a ich dwójkę otuliła świetlista tarcza. Promienie mocy rozbiły się o niewidzialną barierę, nie czyniąc większej krzywdy celom. Gdyby mógł, odwróciłby się do kuzynki w niemym podziękowaniu. Na to jednak nie miał czasu.
Czas nie zatrzymał sie w miejscu. Nawet, gdy postrzeganie aurora weszło w dziwny stan. Jak klatka zdjęcia, jak w zwolnieniu widział podnoszące się sylwetki przed sobą, na wykrzywioną gniewem twarze, na poruszane drżeniem różdżki. W końcu, na uderzenie w nogę, wyprowadzane kopnięciem wciąż leżącego napastnika. Samuel skrzywił się, zgiął i przeniósł ciężar na drugą nogę - Ch-chciałem pomóc - ochrypły głos mugola przypominał mieszankę lęku i jakiejś buty. Ale to strach brał górę. Blade oblicze studenta sugerowało, że miał ostatnimi czasy zbyt wiele do czynienia z wydarzeniami, których ich nauka nie potrafiła tłumaczyć. Chłopak cofnął się i uderzył plecami o drzwi, przymykając wejście - czy to pod naporem słów Pomony, czy własnego wysiłku. Jakoś nieprzytomnie złapał za ramię Sprout, próbując ja pociągnąć ku sobie.
A Samuel nie czekał, aż nadarzy się odpowiednia chwila. Zwinął dłoń w pięść i z zamachu wyprowadził cios w twarz nieznajomego. Jego wcześniejszy czar uderzył w agresora i mimo malującego się na twarzy gniewu, w stronę aurora nie pognało kolejne zaklęcie. Nie mógł go zaatakować, spętany okowami mocy. Dwóch pozostałych mężczyzn, tracąc przewodnika, stracili też z pierwotnego animuszu. Jeden krwawił z nosa, drugi, który wcześniej kopnął aurora, dopiero wyczołgał się na kolana.

Rzucam za uderzenie - wyważony cios w górną część głowy





Oh you fool, there are rules,
I am coming for you.

Darkness brings evil things
 
oh the reckoning begins.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime02.12.17 0:11

The member 'Samuel Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 80


Powrót do góry Go down
Pomona Vane
Pomona Vane

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna

ty je­steś tym co księ­życ
od da­wien daw­na zna­czył
tobą jest co słoń­ce
kie­dy­kol­wiek za­śpie­wa



OPCM : 25
UROKI : 11
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime16.12.17 16:20

Chaos. I ułamki sekund. Wszystko dzieje się za szybko. Za szybko nawet na mrugnięcie, na obmyślenie dobrego strategicznie planu. Musimy po prostu działać, najlepiej skutecznie. Jak dotąd wszystko idzie dobrze. Tylko gniew panuje gdzieś we mnie w środku. Gniew z powodu ataku, także tego czarnoksięskiego. Nie pojmuję, jak można stać się takim czymś. Nawet nie człowiekiem. Człowiek posiada w sobie uczucia, empatię. Ci przed nimi nie są nawet zwierzętami. Zwierzęta nie zabijają bez powodu. Oni go nie mają. Nigdy nie dam się przekonać argumentom, jakoby mugole mieliby być zarazą lub destrukcyjnym zapalnikiem dla świata magicznego. Po prostu nie i już. To tak, jakby likwidować wszystkich kulawych, lubiących zielony kolor lub noszących okulary na nosie. Toż to największy absurd świata. Taki, na który nie możemy pozwolić. Sobie i innym.
Przyłapuję się na tym, że w trakcie wypowiadania inkantacji przymykam oczy. Będąc gotową na nagłe uczucie gorąca palące szaty, dostające się do skóry, do ciała. Do tego, że Sam trawiony plugawą klątwą będzie mieć problem z wyjścia spod jej jarzma. Boję się oraz złoszczę jednocześnie, w tym krótkim momencie nabierając jeszcze więcej motywacji. Musimy działać, musimy pokazać im, że to nie rozrywka na nudny wieczór z kolegami. Że niemagiczni nie są zostawieni sami sobie, że na świecie są jeszcze ludzie, którzy zamierzają walczyć o każde istnienie do utraty tchu. Muszą to wiedzieć.
Na szczęście formuje się przed nami tarcza, wchłaniająca wszystkie przejawy magii. Kiedy żadna fala bólu nie nadchodzi, otwieram szerzej oczy. Napastnicy dopiero się zbierają, zaś mój kuzyn postanawia wykorzystać ich moment zawahania oraz to, że jesteśmy cali i zdrowi. Jeszcze.
I ja także nie zamierzam próżnować. Zaciskając dłoń z różdżką, odwracam się, podążając do mężczyzny, który nie chciał nas zaatakować. Wystraszony, niepewny, starający się być bohaterem. Uśmiecham się do niego ciepło, nie przestając nawet w momencie, kiedy czuję jego rękę na swoim ramieniu. Swoją wolną układam dokładnie tak samo, w tym samym miejscu, tylko na jego ciele.
- Idź do środka. Musisz chronić resztę - mówię do niego pewna siebie. Dając mu do zrozumienia, że może być tym bohaterem jeśli tylko chce. Jednak nie tutaj. Nie podczas tej walki. - Staramy się wam pomóc. Nie możemy, kiedy atakujecie. Wiem, że nie chciałeś. Musisz uspokoić panikującą resztę. Dasz radę - dodaję szybko, niemal wpychając go do drzwi. Trochę się muszę z tym namęczyć, ale mam nadzieję, że Sam daje sobie radę.
- Incarcerare - rzucam na pub, kiedy mężczyzna wreszcie daje się przekonać i wchodzi do środka. Zupełnie nie wiem co się dzieje za mną, ale na wszelki wypadek odwracam się tyłem do budynku, a przodem do napastników. Bez względu na to, czy zaklęcie okazuje się być udane czy nie. Muszę działać, może akurat tamten rzeczywiście zatrzyma resztę chociażby na chwilkę, zaś zbiry z pewnością nie dadzą mi ani forów, ani spokoju. Muszę więc zatem być gotowa na ewentualną obronę lub atak.





( i need your teeth )
in me, slow and vicious, to tell me my armor is just skin, bones, only bones


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime16.12.17 16:20

The member 'Pomona Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 55

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 HXm0sNX


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Zawód : ex auror, ex więzień, buntownik
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Tumblr_n8nvdsuqMo1qluhwyo2_500

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime04.01.18 1:06

Mugole w końcu skryli się za drzwiami z niezastąpioną pomocą jego kuzynki. Ledwie kątem oka dostrzegł gest Pomony, a zaklęcie zatrzymało we wnętrzu przerażonych (i nie tylko) studentów. Podziwiał odwagę młodziana, ale w walce z czarnomagicznymi klątwami, nie miał większych szans. Nawet z nowo nabytą, chaotyczną mocą, która uwalniała się niezależnie od woli. Niebezpieczeństwo kryło się z obu stron. Ale Samuel walczył z tym ciemniejszym, bardziej świadomym, nienawistnym, zdolnym do okrucieństwa wyłącznie dla spaczonej wizji czystości świata.
Raz jeszcze, chociaż bez słów, miał dziękować swej towarzyszce. Chociaż nieobeznana z walką aurorską, bez zawahania podjęła z nim wspólną walkę. Z przeciwnikiem, który siłę argumentów mierzył w plugawej mocy. I w nienawiści.
Uderzenie świsnęło w powietrzu, a pięść Samuela zderzyła się ze skronią czarnoksiężnika. Cios była wystarczająco silny, trafiony w newralgiczny punkt był przewidywalny w skutkach. Mężczyzna zachwiał się starając się unieść dłoń w obronnym geście. Za późno. Tym razem dla niego. Niemal upadł na kolana, ale auror wygiął się, łapiąc nieznajomego z fraki. Otumanienie uderzeniem, chociaż bolesne, nie mogło trwać długo. Już po chwili starszy czarodziej szarpnął się, próbując wyrwać się z uścisku. Jeden z jego towarzyszy wykorzystał chwilę i gdy w końcu zerwał się na nogi, cofnął się i z bladym obliczem pognał w ciemność, w uliczkę niknącą pośród mugolskich kamienic. Drugi podpierając się dłonią wysunął różdżkę, szykując sie prawdopodobnie do ataku. Nim to nastąpiło, a inkantacja zatańczyła w powietrzu, stało się coś dziwnego. Czarodziej, który szamotał się w uchwycie Samuela, w końcu zwiotczał, ale zanim czarnowłosy zrozumiał co się stało, w palcach...trzymał już tylko powietrze. Smolista mgła rozlała się przez palce, a ciało, które przecież kilka razu uderzył, zwyczajnie rozpłynęło się. Ciemna mgła zatańczyła jeszcze przez moment nad ich głowami i wzbiła się wyżej, w ciemność. Tym samym znikając na dobre.
To samo, gniewne zaskoczenie, które przemknęło przez oblicze Skamandera, zagościło na twarzy pozostałego samotnie złoczyńcy. I ten wyrwał do przodu, gnając, jakby miało go gonić stado garborogów. Z nieoczekiwanego zawieszenia wyrwało go gwałtowne uderzenie za plecami. Drzwi drżały pod stłumionym naporem wewnątrz baru. Gniewna emocja zacisnęła się na gardle, ale odpuściła, gdy odwracał się do kobiety - Chyba...możemy ich wypuścić. Zamknięci są jak nieokiełznana bombarda - odetchnął i rozluźnił pięści, które wciąż zaciskał - Rozejrzę się tu jeszcze, może ktoś...czeka na nas - nieudany żart rozwiał się w chłodnym powietrzu, ale utkwił ciemne źrenice w kuzynce - Chyba zaproponuję częstsze patrole w te okolice - dodał już głośniej, podchodząc do kuzynki. Zdarte knykcie piekły, ale poza tym, żadnemu z nich nie stała się większa krzywda. Co przy podobnej częstotliwości niebezpieczeństw, było nader łaskawym darem losu.





Oh you fool, there are rules,
I am coming for you.

Darkness brings evil things
 
oh the reckoning begins.
Powrót do góry Go down
Pomona Vane
Pomona Vane

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna

ty je­steś tym co księ­życ
od da­wien daw­na zna­czył
tobą jest co słoń­ce
kie­dy­kol­wiek za­śpie­wa



OPCM : 25
UROKI : 11
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime15.01.18 12:49

Świat jest podzielony jak chyba nigdy wcześniej. Podziały te zresztą zaznaczają się z każdym dniem coraz mocniej. Minął czas, kiedy możemy bezczynnie patrzeć na krzywdę innych. To wręcz nigdy nie powinno mieć miejsca. Dlatego stoję tutaj razem z Samem i chociaż nie wiedziałam co nas spotka, wzięcie na barki odpowiedzialności istnienie w Zakonie Feniksa oraz udział w patrolach wiąże się z ryzykiem. Jestem go świadoma. Podjęłam decyzję postanawiając, że przede wszystkim będę pomagać, resztę spychając na dalszy plan. Teraz nie ma nic ważniejszego od tego, żeby uchronić słabszych czy pogardzanych przed zwyrodnialcami. Nie chowają się oni już w mysich dziurach działając z ukrycia, wręcz przeciwnie. Czują się na tyle bezkarni, żeby wprost paradować po ulicach siejąc zamęt, zniszczenie oraz śmierć. Jestem przerażona tym widokiem, ale nie mogę stracić zimnej krwi. Muszę działać, chociaż nie jestem aurorem tak jak Sam. Wierzę natomiast, że z czasem nabiorę wprawy, przynajmniej jeśli chodzi o walkę. Przede mną jeszcze długa i wyboista droga, ale dam radę.
Nie dostrzegam momentu, w którym mężczyzna bije tamtego czarnoksiężnika. Stoję teraz tyłem, zmuszając wszystkich do pozostania w pubie. Nawet udaje mi się zaklęcie, dzięki czemu już żaden z ciekawskich gapiów nie jest w stanie opuścić budynku oraz rozbić zamieszania. Nie potrzebujemy tego. Wystarczająco dużo dzieje się za moimi plecami. Nie mogę mieć oczu dookoła głowy, chociaż bardzo bym chciała. Liczebność przeciwników pozwala domniemywać, że jesteśmy na straconej pozycji.
A jednak drzemie w nich strach. Zatrważająca większość naszych uroków doczekała się sukcesu, nieokraszonego żadną anomalią, co pozwala nam zbudować wokół siebie przekonanie profesjonalizmu. To znaczy, Sam nie musi tego robić, on po prostu jest profesjonalistą, ale mi przychodzi to z większym trudem. Tym bardziej cieszy mnie fakt zwycięstwa nad magią. Ujarzmienie tak kapryśnego narzędzia nie należy do najprostszych zadań. Mogę czuć dumę.
Z większym przerażeniem obserwuję kłęby czarnego dymu będące niegdyś ludźmi. Teraz zaś rozpadają się w sobie, umykając nam i rozpływając w powietrzu. Zadzieram głowę, z lekko rozchylonymi ze zdziwienia ustami obserwując to dziwne zjawisko. Widzę je po raz pierwszy w życiu. Nie ukrywajmy, że jestem nauczycielką, nie łapię na co dzień niebezpiecznych opryszków, urastających do rangi prawdziwe groźnych czarnoksiężników. Mieliśmy wiele szczęścia.
- Chyba tak - odpowiadam, nieprzytomnie spoglądając na tłum mugoli w pubie. - Tak, zdecydowanie musimy zwiększyć ich częstotliwość. Oni tu wrócą - dodaję z niepokojem, tym razem rozglądając się wokół. Jakbym wypatrywała kolejnego niebezpieczeństwa. Zaciskam palce mocniej na różdżce.
Auror przeczesuje teren, wzywamy kogoś do zajęcia się pamięcią niemagicznych, bo nie możemy ich tak tam zostawić.
- Zaklęcie zaraz powinno przestać działać - mówię ostatecznie. Wolę zaczekać niż ryzykować kolejnymi anomaliami. Kiedy wszystkie formalności zostają spełnione, w głowie pojawia się żal, że wszyscy uciekli. Nie dalibyśmy sobie im jednak rady. Następnym razem zapewne przyjdziemy tu większą grupą, tak na wszelki wypadek.

zt. x2





( i need your teeth )
in me, slow and vicious, to tell me my armor is just skin, bones, only bones


Powrót do góry Go down
Luna Lupin
Luna Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8986-luna-lupin?nid=2#270434 https://www.morsmordre.net/t8996-azra#270488 https://www.morsmordre.net/t8995-to-the-moon-and-back#270465 https://www.morsmordre.net/f75-north-yorkshire-farma-lupinow https://www.morsmordre.net/t8998-skrytka-bankowa-nr-2117#270564 https://www.morsmordre.net/t8999-luna-lupin#270567
Zawód : ex-solistka, dbam o rodzinną farmę
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We li­ve, as we dream – alo­ne
OPCM : 11
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime30.11.20 18:39

7 sierpnia ‘57


Nigdy przez myśl jej nie przeszło, że śpiew stanie się dla niej czymś obcym, sporadycznym. Od zawsze wiązała przyszłość z muzyką. To było nawet zanim zawitała do niej magia. Wszyscy rozprawiali o tym jak bardzo potrzebują magii, jak cieszą się na swoje pierwsze dni w Hogwarcie, a ona tego nie czuła. Nigdy nie przywiązywała większej wagi do magii, ale za to nie potrafiła wyrwać się z wiecznie dudniących jej w głowie dźwięków muzyki. Tak było do dzisiaj i przyjście nowej rzeczywistości postawiło jej świat do góry nogami. Nagle musiała odrzucić w kąt to o czym marzyła od najmłodszych lat i zająć się farmą, która stanowiła jedno ze wspomnień dzieciństwa. To tylko pokazywało jak bardzo los bywał przewrotny i jak wiele może się zmienić właśnie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Gdyby ktoś jednak zapytał się jej czy żałuje podjętej decyzji musiałaby szczerze odpowiedzieć, że nie. Finalnie nie istniało nic ważniejszego niż rodzina, a oni jej potrzebowali, nawet jeśli łączyło się to z bezsennością za każdym razem, gdy wychodziła z domu by odnaleźć dawną siebie.
Tak też było dzisiejszego wieczora. Ludzie w Londynie wciąż ją znali, nawet jeśli ten świat nie przypominał już tego, który ona znała. Było raczej pusto, dość smętnie. Wiele miejsc zdążyło się zamknąć, a na ścianach niemal wszystkich budynków wisiały zdjęcia zbrodniarzy wojenny. To wszystko wyglądało jak scena wyjęta prosto z książek, które tak lubiła czytać. Świat pogrążony w mroku, ludzie walczący o lepsze jutro. Nie do końca jeszcze wiedziała kto tu był zbrodniarzem, a kto bohaterem. W każdej książce przecież są dwie strony barykady, ale wbrew jej przeświadczeniom to nie była książka, a jej życie.
Szatynka wyszła na scenę po raz kolejny dzisiejszej nocy. Oczy siedzących w barze niedopitków ponownie przeniosły się w jej stronę. Nie liczyło się przecież to dla kogo grała i śpiewała. Finalnie robiła to jedynie dla siebie i dla własnej satysfakcji. W takich miejscach jak to każdy będzie bił prawo, rozlewał po barze piwo, przepychał się pod scenę chcąc mieć lepszą akustykę, nawet jeśli w całym pubie była po prostu gówniana. Dźwięki muzyki wyrwały się z jej przepony tym razem dając gapiom okazję do poruszania się na krześle. Piosenka była skoczna, mało wojenna. Przypominała te lepsze czasy, gdy wszystko było lekkie. Siedzący tu czarodzieje i tak by nie dostrzegli przecież różnicy. Podejrzewała, że dla nich niewiele się zmieniło. Chociaż? Czy to już hipokryzja? Nikomu nie powinna wchodzić z buciorami w buty.
Piosenka się skończyła, a po sali przeszedł aplauz przypominający klaskanie kilkulatków. Już po samym dźwięku można było domyślić się w jakim stanie była większość gości. Przyzwyczajona do tego szatynka skłoniła się tylko lekko i odwróciła na pięcie by pozbierać swoje rzeczy. Prawdopodobnie i tak zaraz będzie musiała zmierzyć się z niezadowoloną publiką.




no one can say what we get to be so why don't we rewrite the stars?
Powrót do góry Go down
Rubeus Hagrid
Rubeus Hagrid

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Półolbrzym

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime05.12.20 12:54

Chociaż życie w Londynie wyglądało na całkowicie oderwane od rzeczywistości to większość tłumów na ulicach zdawała się już do tego przywyknąć. Ba, niektórzy nawet cieszyli się, że tak sprawy rozwiązano i krew spływająca po chodnikach radowała paskudne oczy. Hagrid siedział cicho, robił co mu pani Boyle kazała i czekał. Czekanie było najgorsze, gdy dookoła tyle się działo i tyle trupów padało. Obiecał jednak Tonksowi, że poczeka aż sygnału nie dostanie. Nie był zbyt cierpliwy, ale jeśli sytuacja była poważna, a tym bardziej jeśli honorowo zobowiązał się, to choćby go cieli i w wieży zamknęli, będzie czekać.
Tym razem czekał z tyłu pubu, a choć ręce miał skrzyżowane to gotowy był odeprzeć atak. Taki się jednak nie pojawiał, chociaż dzielnica wcale przyjemna się nie zdawała. Rozwalone resztki kamienic, gruz mieszający się z kawałkami porzuconych ubrań i te rozbiegane oczy łotrów. To nie było miejsce dla porządnych ludzi, stąd też dziwu nie było, że to właśnie jego pani Boyle wysłała po odbiór jakiegoś pakunku od właściciela Pubu Baggins. Wpierw wytłumaczyła Rubeusowi jak dojść do tego miejsca, ale i tak, co by parę patrolów ominąć, ten musiał zmienić drogę i przemykać bocznymi uliczkami. Jak się miało prawie 3 metry wzrostu to ukryć się było raczej cieżko.
- Ja Ci tego taszczyć nie będę - powiedział czarodziej który wyszedł przez zaplecze na przywitanie Hagridowi. - Wejdź, sam wyniesiesz
Rubeus ledwo mieszcząc się w małych drzwiach przeszedł przez zaplecze aż do baru. Tam rzeczywiście leżał pakunek. Beczka. Na oko jakieś 400 kilo. Spojrzał na mężczyznę, który wzruszył tylko ramionami i wszedł za bar, dalej nalewać piwo gościom.
- Mi też nalej - powiedział wypuszczając z płuc powietrze.
Beczka była duża, chociaż w ramionach Hagrida zdawała się być wielkości baryłki mleka. Mogła jednak utrudnić poruszanie się pod Londynie, a tylko tego brakowało, zwłaszcza późną porą. Pijany mężczyzna niewielkiego wzrostu spadł właśnie z barowego krzesła, co nie wzruszyło jednak reszty zebranych, wysłuchujących się w śpiew dochodzący ze sceny. Chociaż melodia w sercu dodawała otuchy to Ci wydawali się niewzruszeni i po skończonej pieśni rozległy się słabe oklaski.
- Ładniutka - powiedział akurat brodaty czarodziej do drugiego.
- Jak jest tu sama to byśmy mogli ją w drodze złapać i wiesz - zarechotał drugi.
Hagrid był cierpliwy, ale cierpliwość miała swoje granice.
- Moja jest - powiedział chwytając akurat kufel piwa od barmana i kładąc na barze kilka monet. - Wara od niej - wyszczerzył zęby do czarodziejów, którzy potulnie schowali głowy w płaszcze.
Znał tę twarzyczkę. Ciemne włosy, niebieskie oczęta i ten śliczny głos. Co jednak robiła tak daleko od portu? Pani Boyle nie płaciła przecież źle, a w Parszywym wydawało się być bezpieczniej niż tu. I tak w ogóle to co to za dziwna figurka facecika z dużymi owłosionymi stopami?





No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Powrót do góry Go down
Luna Lupin
Luna Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8986-luna-lupin?nid=2#270434 https://www.morsmordre.net/t8996-azra#270488 https://www.morsmordre.net/t8995-to-the-moon-and-back#270465 https://www.morsmordre.net/f75-north-yorkshire-farma-lupinow https://www.morsmordre.net/t8998-skrytka-bankowa-nr-2117#270564 https://www.morsmordre.net/t8999-luna-lupin#270567
Zawód : ex-solistka, dbam o rodzinną farmę
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We li­ve, as we dream – alo­ne
OPCM : 11
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime08.12.20 21:14

Luna była raczej typem włóczykija. Nigdzie nie miała stałego zatrudnienia. Śpiewała z przyjemności, a nie dla pieniędzy, choć tymi nigdy przecież nie gardziła. Nie gardziła propozycjami, bo przecież częściej musiała sama musiała się prosić. Baggins miał inną historię. Kiedyś gromadził przy długim barze i czarodziei i mugoli. Teraz tych drugich nie można było już spotkać w Londynie. Nastała dziwna cisza. Zbyt złowroga by dało się ją określić jednym słowem. Z drugiej strony czego mieli oczekiwać po wojnie? Kwiatków i tancerek na barze? O wiele bardziej realny był obraz, który miała przed sobą. Rozpici do cna zawadiaki, którzy nie przepuszczą okazji do bicia. Wbrew stereotypom nie przesiadywali tu sami mężczyźni. Wiele kobiet ulokowało się, gdzieś w głębi sali próbując pozostać niezauważone. Luna wierzyła, że to dobry ruch. Sama chciałaby zniknąć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale skoro powiedziało się A to trzeba też powiedzieć B.
Lupin zebrała wszystkie swoje klamoty. Nie miała ich nazbyt dużo. W takie miejsca nigdy nie zabierała nic drogocennego. Nie chciała jeszcze na tym wszystkim stracić. Szybkim krokiem zeszła ze sceny, a gdy jeden z siedzących przy pierwszym stoliku mężczyzn złapał ją za nadgarstek odwróciła się i spojrzała na niego spode łba. – Urwę ci te ręce – odwarknęła się próbując zabrzmieć najbardziej poważnie jak tylko się dało. Wiedziała, że w starciu z takimi typami ma niewielkie szanse, ale z drugiej strony znała zbyt dobrze takie sytuacje by wiedzieć, że zwykle te pijackie mordy sieją terror jedynie we własnych umysłach.
Podchodząc bliżej baru dostrzegła znajomą posturę. Bądźmy szczerzy – Hagrida nie dało się pomylić z nikim innym. Był jedyny w swoim rodzaju. Uśmiechnęła się promiennie na jego widok, choć nie mógł jej zauważyć bo właśnie z kimś dyskutował chwytając za kufel piwa. Standardowy widok. Doskonale go znała z Parszywego. A właściwie… co on tutaj właściwie robił? – Szanowny Panie – zaczęła zachodząc mężczyznę od boku. – Czy my się czasem nie znamy? Bardzo mi Pan kogoś przypomina, chociaż to chyba nie możliwe, mój znajomy należy do Parszywego towarzystwa – dodała, a po chwili na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech.
Luna machnęła stojącej przy barze kobiecie by polała jej to samo co polała  Rubeusowi. Znali się właściwie niedługo, ale Lupin nigdy nie miała problemów z nawiązywaniem kontaktów. Te przychodziły jej wyjątkowo łatwo, choć nie zawsze była gotowa je nawiązywać. W Porcie każdy znał każdego, a już w szczególności jeśli bywał w Parszywym częściej niż chciałoby się to głośno przyznać. – Co tutaj robisz? – zapytała nie mogąc powstrzymać swojej ciekawości na wodzy. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że plecami odwróciła się do wcześniejszych rozmówców mężczyzny. – Przerwałam wam? – zapytała z prawdziwym niepokojem. – Męski wypad? – dodała wskazując kufel piwa. Przecież nie mogła słyszeć o czym wcześniej rozmawiali. W sumie miała talent do wcinania się ludziom w rozmowę, ale jeszcze nikt jej za to nie ukarał. Chyba nie była najgorszym towarzystwem, ale to tylko jej zdanie.




no one can say what we get to be so why don't we rewrite the stars?
Powrót do góry Go down
Rubeus Hagrid
Rubeus Hagrid

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Półolbrzym

Pub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pub Baggins, Bagford Street 12 [odnośnikPub Baggins, Bagford Street 12 - Page 4 I_icon_minitime11.12.20 19:13

Miejsce jakie było takie było, na pewno pachniało ładniej niż w Parszywym, ale żeby towarzystwo jakieś porządniejsze to by nie powiedział. Ktoś tam przysnął na stole, ktoś na barze, a jeszcze inny pod ścianą. Z drugiej strony jednak bójek na horyzoncie nie było widać, ot taka różnica względem portu. Hagrid rozglądał się jeszcze wypatrując podejrzanych gęb, najgorzej to takich z Ministerstwa. Ktoś powiedział, że powinien zawiadomić władze o swoim pobycie w Londynie, ale przecież Tonks kazał się raczej chować, to jaki by to miało sens? Cierpliwości miał nadto i gdyby nie obrzydliwe słowa czarodziejów to pewno by nawet nie zareagował. Ci na szczęście szybko schowali głowy pod płaszcze i ani mru mru.
- Ja? - odpowiedział instynktownie nie rozpoznając jeszcze kto właściwie stanął po jego boku.
Oczywiście mógł to być każdy, zaczynając od starego przyjaciela ze szkoły, a kończąc na tym dupku co mu wczoraj w nocy Hagrid zęby wybił. Ale z drugiej strony, bez zębów nie mówiłby tak ładnie i wyraźnie, a już zwłaszcza nie mówiłby kobiecym głosem. Rubeus odwrócił się instynktownie by spojrzeć kto go tam zaczepia i przeżył szok. Nie chodziło o to kogo zobaczył, a oto jak niespodziewanie i szybko prosto ze sceny tuż obok niego znalazła się Luna Lupin. Może teleportacji użyła co by jej nie zauważył?
- Luna, bry - uśmiechnął się kiwając jej głową. - Pani Boyle kiejś beczki potrzebowała to żem przylazł, blisko w sumie to.
Lupin wydawała się myśleć, że Hagrid znał tych dwóch typów. To niemal godziło w jego godność, ale oczywiście kobieta nie miała pojęcia o czym te gnojki dosłownie przed chwilą rozprawiali. Spojrzał na nich ostrym spojrzeniem co by niczego głupiego nie ważyli się spróbować. Akurat barmanka postawiła przed nią kufel zimnego piwa, a ten w rękach piosenkarki wydawał się znacznie mniejszy niż w jego własnych.
- Panowie to tutaj to chcieli podziękować boś taki ładny występ dała, prawda to jest?! - warknął zaciskając pięść tak by ten starszy po lewej to zobaczył.
- Tak, tak - wysapał jeden. - My już ten... - po czym uciekli aż się miło kurzyło.
Oj, nie lubił takich bandziorów co by chcieli biedną kobietę złapać i coś jej zrobić. Kij to wiedział czy pobić czy okraść czy może jeszcze coś gorszego. Na samą myśl niemal przeszły go dreszcze, brzydził się tym. Co prawda już raz udało mu się na wiosce pod Keswick zaprowadzić porządek i każda kobieta bezpieczna była, nawet po północy, bo wszyscy mówili, że się Hagrid takim co spróbuje zajmie. Londyn jednak, nie dość, że większy, to znacznie niebezpieczniejszy niż przedmieścia które otaczały jedynie lasy i łyse pola.
- Te knypki parszywe jakieś bzdety pieprzyły, to nie koledzy - pokręcił jeszcze głową by była pewna, że takiego towarzystwa to on nie ma. - A Tobie w dokach źle, że tu śpiewasz? - to raczej było jasne.
Jak grom z jasnego nieba do piosenkarki podszedł akurat jakiś mężczyzna, niższy od niej o głowę. Nieco niepewny tego czy Hagrid zaraz nie rozbije mu czaszki, pozwolił sobie jednak mówić. Oj, odważny był.
- Czcigodna damo, cóż za piękny występ... Pani głos niczym miód po mych uszach spływał, niczym koza w nosie uwiązł - ukłonił się nisko i próbował pocałować jej dłoń.





No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Powrót do góry Go down
 

Pub Baggins, Bagford Street 12

Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21