Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Stoliki w pobliżu sceny

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stoliki w pobliżu sceny - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Stoliki w pobliżu sceny - Page 4 Empty
PisanieTemat: Stoliki w pobliżu sceny [odnośnikStoliki w pobliżu sceny - Page 4 I_icon_minitime06.09.16 22:28

First topic message reminder :

Stoliki w pobliżu sceny

Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora, i smak waszych ust, hiszpańskie dziewczyny, w noc ciemną i złą nam będzie się śnił... Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover i znów noc w kubryku wśród legend i bajd...

W obskurnym kącie tawerny ustawiono prowizoryczne podwyższenie, na którym dają występy portowe dziewki nie obawiające się towarzystwa upojonych rumem marynarzy i pracowników portu. Poza tym niewielkim elementem, ta część sali jest tak samo zaniedbana jak cała reszta. Niewielkie stoliki są odrapane i lepkie od warstwy brudu i rozlanego alkoholu, a gęsty dym papierosowy wraz z ciężkim zapachem męskiego potu jeszcze bardziej dławi w gardło niż w pobliżu drzwi. Pomimo to co wieczór właśnie te stoliki są najszybciej zajmowane przez mężczyzn żądnych uciech dla oka.
Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Michael Scaletta
Michael Scaletta

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
wciąż jestem obcy
zupełnie obcy tu - niby wróg
wciąż jestem obcy
wciąż bardziej o b c y wam
i sobie sam
OPCM : 6
UROKI : 10
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Stoliki w pobliżu sceny - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny [odnośnikStoliki w pobliżu sceny - Page 4 I_icon_minitime09.08.20 19:56

| 29 czerwca

Tęskno mu chyba było za zapachem starego tłuszczu i ryb, za widokiem moczymord, co chwilowo spoczęli na stałym lądzie, co wyrwali się z chyboczących łajb. Albo za zduszonym w powietrzu zapachem soli, obrazem skrzepniętej krwi, która skapywała z obitych gęb, smrodem wypalanych wagonów tanich, przemyconych szlugów. Istotnie coś go ciągnęło do tawerny, coś wyróżniało ją spośród wszystkich portowych spelun; może to obecność znajomej barmanki, może osobliwego odoru, który przyprawiał o dręczący ból głowy. Wcale jednak nie wracał tu z ckliwym sentymentem, wcale nie dla przeklętych wrzasków czy marynarskich przyśpiewek; zaledwie parę dni temu zupełnie przypadkiem skosił tu porządny łup, choć faktyczny skarb umknął lepkim łapom. Zburzyło mu to nieco wkurwiającą rutynę, nie mógł zresztą na to narzekać, przy okazji przyniosło także kilka satysfakcjonujących miedziaków; lepiej być nie mogło, pragmatyczny łeb cieszył się z jednorazowej zmiany, jakby była to absolutna metamorfoza, ale nie było w tym nawet skrawka niepoprawności. Doceniał małe rzeczy, ostatnio też trochę ze wszystkim w życiu luzował, toteż uległ naturalnej inspiracji i łapczywej zachłanności; cieniutki, prawie że babski, skręt z dodatkiem specjalnym drapał w gardło, ale też podsuwał materialistycznemu umysłowi paraliżujące idee. Bynajmniej nie durne, bo bazujące na ostatnich wydarzeniach; Scaletta podążał drogą empiryzmu, zwłaszcza gdy naczytał się ambitnych rozpraw o starożytnych filozofiach. Proste kryminały poszły w odstawkę, teraz relaks wiązał się z dogłębną analizą wzniosłych wypocin. Choć nie zawsze pojmował przyswajane słowo, dumnie poczuwał się w roli niewinnego intelektualisty, filozofa-inteligenta. Bezwstydnie dokarmiał swe przejedzone ego, ale to nic, w samotni czterech ścian nikomu to przecież nie szkodziło. I tak w szczytnej wędrówce doświadczeń i kreatywnego szału doszedł do wniosku, że sprytne kanty przy karcianym stole podpitych morskich wilków to czysty zysk, przy tym element znamiennej adrenaliny i nietypowej rozrywki. Dość miał już ulicznych łowów, w tych czasach prędzej było o niechlubną wizytę w Tower, niż złamanego knuta; pokerowe układy znał natomiast całkiem nieźle, równie dobrze zdołał przyswoić niegdyś sprytne techniki gry, co to zapewniały mu dobre, acz wciąż niepodejrzane rozdanie. Sprawdził to ostatnio, wyszło średnio, bo spostrzegawczy ważniak wypatrzył to niewielkie szachrajstwo; no tak, bilans wskazywał, by znów spróbować swych sił w zgubnym hazardzie. Wparował do Pasażera, jakby z nadzieją na doborowe towarzystwo, na chacie rozgrzał jeszcze paluchy (i to bynajmniej nie w ten sposób, zaledwie pobawił się wysłużoną talią kart); prawie jak mugolski iluzjonista, chociaż on był przecież najprawdziwszym magikiem. Jest to jakaś alternatywa na przyszłość, jakby złodziejstwo znudziło go doszczętnie i pragnął zacząć zgarniać szmal legalnie; wojna kiedyś musi się skończyć, niemagiczni wrócą do łask, a on mógłby pokręcić się wśród tłumów ze swoimi sztuczkami, byleby tylko chcieli podrzucać mu za to kasę. Śnił na jawie, świrował, albo chuj wie co, ale pomysły miewał ostatnio dziwne. Taki to właśnie był zmienny humorek, zwykle posępny wśród ulicznych mroków, niekiedy przesadnie rozweselony po lolku albo kielichu sikacza z podrzędnego lokalu. Gładka koszulka ciasno w spodniach, skórzany pasek w szlufkach, buty przykurzone, a zelówki starte; krok dynamiczny, statura swobodna, włosy nawet jakoś ułożone, mina beznamiętna. Taki sobie, raczej nijaki, zadbany chłopaczek, któremu dobrze z oczu patrzyło, daleki pozie cwaniaka i sympatii do ruletek, ale to przecież tylko pozory. Z papieroskiem w ustach wstąpił do środka, rozejrzał się przelotnie, chwilę później poprosił o szklaneczkę podłego rumu. Zaraz potem dosiadł się do wesołej bandy przy scenie, burknął coś na przywitanie do nieznajomej watahy podchmielonych majtków, bez pytania wtrącił się do gry. Opróżnił brudne szkło jednym haustem, obrzydliwe to było cholerstwo. Skrzywił się mimowolnie, grymas długo tkwił na twarzy, najpierw z powodu alkoholu, potem na sztynk, który zalatywał od młokosa obok. Osobliwa kompania, nie ma co.
— Dawajta tu, co kitracie po gaciach, szczęście wyjątkowo mi sprzyja — stwierdził podstarzały kraken, szczerząc się od ucha do ucha. Wygrał jedno rozdanie, już myślał zachłannie, że zgarnie dziś wszystkie fanty, że stanie się panem całego morza, gotów był nawet sprzedać tu własną żonę. — Nie ciesz się zawczasu, bydlaku — odburknął inny, brodaty, z przeciwnego krańca stołu. Trzasnął przy tym pięścią w stół, chwycił niechlujnie za kufel piwska; łyknął trochę, nie starł piany z bujnego wąsa. Fuksiarz, roztargniony ekstazą sukcesu, przeliczał już tylko brzęczące miedziaki; sfrustrowana załoga żarliwie oglądała ten przesadzony teatrzyk, zazdroszcząc łebkowi ulotnej chwili zwycięstwa. A on, sprytnie i jakby niezauważenie, dyktował losy nowego rozdania; w swe zręczne dłonie złapał karty, cudacznie nimi manipulował, ale bez karykaturalnej szopki czy podejrzliwego tonu. Pomajtał palcami tu i ówdzie, kątem oka upatrzył sobie pożądany kolor i symbole, potasował według sprzyjającego schematu. Skompletuje pod siebie, zbierze sprzyjające fanty, wymiksuje się zawodów z równie zawrotną szybkością. Plan niemalże idealny. Chrząknął cicho, obstawił swój zakład, dopilnował też reszty, potem wyrzucił przed każdym sklecony układ, mimiką nie zdradzał aktorstwa. Po pięć zaplutych kart, pierwsza runda, rozpoczęte licytacje, krzykliwe mordy. Scaletta dorzucił do stawki parę własnych miedziaków, rozgrywka drżała gorącym napięciem, a on bezwstydnie podliczał nowe łupy. Nie pieprzył się z uwikłaną strategią, bynajmniej nie był też uczciwym pionkiem; spontanicznie wykonywał ruchy, w spokoju zamartwiał się o przyszły los, bo nie wierzył w hazard i własne grzeszki. Któryś dureń podbił stawkę, szczerząc się głupawo do podyktowanego układu. Hipotetyczne zwycięstwo utożsamiał już z długowiecznym szczęściem, społecznym awansem, życiowym osiągnięciem.
— Ten skurwysyn pewnie ma parę, a cieszy się jak na widok baby po tygodniowych morskich wojażach — mruknął z przekąsem ten, który siedział na przeciwnym krańcu stołu, po czym rzucił karty z impetem na blat, zapijając porażkę paskudnym rumem. Zadowolony, nazwany jeszcze wcześniej Jackiem, stracił nieco pewność siebie, chowając twarz za wachlarzem kolorowych prostokątów. Gierka nabrała po tym tempa, do stosu wkroczył wiekowy sygnet, jakieś fikuśne fajeczki, niezidentyfikowana substancja, co to ponoć mieszała morskim wilkom w głowach, a najtańsza wcale nie była, parę złocistych galeonów. Aż w końcu nastąpił rychły finisz tejże rundy, Scaletta wyłożył cwanie wyliczony układ, przebił tym samym pozostałe.
— Ten gówniarz to obcy, w życiu morza nie poczuł, a wtargnął nam do gry i sprytnie oskubał — skomentował dziad, co to wyglądał na kapitana; oddał jednak postawione przez siebie fanty, z wyraźną niechęcią i niezadowoleniem, chciwym wzrokiem, w sceptycznym tonie. Po chwili dodał: — Smith, rozdawaj. Zobaczymy, jak teraz pójdzie młodemu. — Michael zgarnął manatki z zadowoleniem, w obliczu ewidentnej rozrywki i tak żądał kolejnego rozdania, nawet jeśli wiedział, iż nad tym już, w dyktatorskiej pozie, bynajmniej nie zapanuje. Zgodnie z zasadami uiścił ante, w międzyczasie dokupił jeszcze kieliszek ostrej wódeczki, przelotnie ocenił startowe ręce. Już żałował zakładu w ciemno, już czuł nadchodzącą przegraną, w głowie wybrzmiewał już głośno żałosny pas. No nic, straci parę sykli, wygraną resztę przyoszczędzi na dniach, a pozostałe pierdółki opchnie u znajomego pasera. Tak też się stało, nieciekawa karta podeszła w zastałej rozgrywce, a on, poirytowany, skąpany w duszącym dymie, głupawych tekstach marynarzy, opuścił stoliczek bez słowa, zasiadłszy chwilowo przy barze. Pozwolił sobie wydać grosz na paskudny trunek, dokończyć w spokoju żarzącego szluga, określić w myślach straty i zyski. Potem już tylko podnosił się leniwie ze stołeczka, uwalniał się z ograniczającej przestrzeni, zaczerpnął rześkiego, wciąż ciepłego powietrza, kierował się w stronę enigmatycznych kamienic Crimson Street. Po cichu przekroczył próg mieszkania numer dwa, po drodze napotykając upierdliwego sąsiada. W kawalerce było ciemno, tlił się jedynie niewielki płomień połowicznie stopionej już świecy, z kuchni dobiegała komercyjna melodyjka z radia. Wywalił na blat te przeklęte pieniądze, przekąsił coś dalekie pierwszej świeżości, podliczył całość, pod uwagę wziął pierścień i nieokreślone ćpanie. Zawsze parę miedziaków więcej, sakiewka nie usychała już przynajmniej z głuchej nieobecności monet, a on wyszedł między ludzi. Taka to była terapeutyczna manipulacja i satysfakcjonujący zarobek z dozą rozrywki w jednym, bo czemu by nie?

zt




they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Powrót do góry Go down
Jade Sykes
Jade Sykes

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There is peaceful
There is wild
I am both at the same time
OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 11
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Stoliki w pobliżu sceny - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny [odnośnikStoliki w pobliżu sceny - Page 4 I_icon_minitime29.09.20 22:20

27 lipca?

Lato trwało w pełni, lato było beztroskie, mieszało w głowach, nakłaniało do frywolności. Mnie jednak mieszała w głowie szklanka ognistej, a tu, pod samą sceną, jak zwykle było najgoręcej. Trudno stwierdzić jednoznacznie, czy ze względu na panny wywijające nad nami długimi nogami, czy na ilość stłoczonych pod sceną mężczyzn, ciężko sapiących na widok tancerek, czy może jednak z uwagi na obecność moją i Philippy, żywego diamentu w koronie Parszywego. Porzuciłam ciężkie szaty na rzecz luźnej koszuli z lnu, ściśniętej w talii grubym, skórzanym paskiem oraz odsłaniającej szyję i fragment wytatuowanych pleców; ale nawet taki strój nie uchronił mnie przed falą gorąca, otulającą wszystkich wokół i skraplającą na skórze strużki potu. Słony posmak na ustach mógł przywodzić na myśl otwarte morze, ale jego pochodzenie było znacznie bardziej prozaiczne. Jeszcze przed chwilą tańczyłam w drugim końcu sali, a gdybym była damą i nosiła pantofle, z pewnością zostałabym dziś kopciuszkiem, której bucik przykleił się do zalanych piwem desek, a kopany przez przypadkowych przechodniów zawędrował do księcia - nie koniecznie tego wymarzonego i nie koniecznie tego z bajki. W Parszywym trudno było znaleźć towarzysza o pełnym uzębieniu.
Lubiłam tu przychodzić. Tutaj nie było wojny, tutaj każdy wiedział, jak pachną cele w Tower, i jakie obierać ścieżki, aby nie natknąć się na patrol Ministerstwa. W Parszywym można było stać się wymarzoną wersja samego siebie; opowieści snute po kątach zwykle były mocno koloryzowane, okraszone etanolową nutą, dyktującą najlepsze symfonie. Albo raczej - kakofonie.
I w końcu wreszcie - tutaj nie miałam za sobą żadnego ogona. Żadnej niechlubnej przeszłości, żadnej skazy na nazwisku rodziny, żadnego martwego męża i żadnej utraconej kariery. Nikt nie pytał - a więc i ja z łatwością zapominałam.
W chwili dla złapania oddechu i zwilżenia gardła towarzyszyła mi właśnie Philippa, za moją prośbą przynosząc zestaw kości. Nigdy nie przodowałam w grach karcianych, ani w szachach, ani żadnej innej grze, która nie polegała na odbijaniu tłuczka. Moss za to zdawała się być w tej dziedzinie utalentowana - jak w wielu innych, które przydawały się w ścianach Parszywego. Papieros szybko powędrował między moje wargi, a paczkę mimowolnie podsunęłam w kierunku towarzyszki.
- Powiedzmy, że łapię ogólne zasady. Rozumiem jednak, że sens nie leży w bezmyślnym rzucaniu opierającym się na szczęściu. Gdzieś tutaj musi być większa strategia. - Zniżyłam podbródek, patrząc to na Phils, to na kości leżące na stole, klejącym się równie mocno co podłoga.




Za mądra dla głupich a dla mądrych zbyt głupia
Za łatwa dla trudnych a dla łatwych za trudna
Zbyt czysta dla brudnych
A dla czystych za brudna
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Stoliki w pobliżu sceny - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny [odnośnikStoliki w pobliżu sceny - Page 4 I_icon_minitime04.10.20 22:17

Długie nogi dogadzały męskim oczom. Czasem tylko w przerwie stopy zdawały się wysuwać zbyt mocno w stronę wygłodniałych łap. Dawały się wtedy głaskać, ale umykały szybko, jeszcze zanim jakaś paszcza zdołałaby się zarumienić za bardzo. Gdy trwali zahipnotyzowani, inne dusze czuwały, aby nie zabrakło im alkoholu, aby szklaneczki uzupełniały się, pozwalając im tonąć w tym przedłużającym się upojeniu. Typowe morskie przyśpiewki przerywano, a wtedy nogi poruszały się w zupełnie nowych melodiach. Publika jednak nie słuchała. Skupiona była wciąż na obserwacji. Tęskne były to spojrzenia, przymglone, wilgotne. Wielu marzyło, ale byli i tacy, którzy w nosie mieli piękne dziewczęta. Moss dobrze wiedziała, co się w którym kącie działo i na kim warto było zatrzymać spojrzenie na dłużej. Pilnowała swojego terenu, choć coraz trudniej było jej powstrzymać się przed wejściem na podest i dołączeniem do powabnych tancereczek. Te były nowiutkie, perełki wytrącone z dna oceanu. Nie miała bladego pojęcia, skąd pani Boyle je wytrzasnęła. Były młodziutkie, nawet zdolne. Radziły sobie całkiem nieźle, chociaż wspólnie z Penelopą wlały w nie po kieliszku przed samym występem. Przecież tutejszych samców nie dało się znieść na trzeźwo. Niektórzy tylko czekali, aż słodkie ramionka spłyną ze sceny i wpadną prosto w ich sieć. Duszno robiło się przy scenie. Czuła gęsty zapach męskiego potu, czuła kłęby papierochów i dobrze słyszała brzęk śliskich monet. Działo się. Zabawowe nastroje towarzyszyły piratom niezmiennie, zupełnie jakby wszędzie wokół nie truła mieszkańców Londynu wojna. Tu było tak zawsze. Zawsze parszywie. Pozornie wraz z początkiem kwietnia nie zmieniło się nic.
Mimo tego nie powinna tracić czujności. Pamiętała akcję sprzed miesiąca, kiedy to ministerialne służby śmiało wkroczyły do morskiego królestwa i zakuły w kajdany jej przyjaciół. Weszli tu, choć nigdy nie powinni tego robić. Jeśli jednak lokal miał służyć marynarzom dalej, nie mogli się temu sprzeciwić. Wcale jej się to nie podobało. Ściskała w dłoniach kostki i zastanawiała się, który z cwaniaczków pierwszy dziś rozpocznie burdę. Póki panienki świeciły na scenie, nic się nie wydarzy, ale za dobrze znała swoich klientów. Powietrze zaczynało dusić szorstkimi emocjami. Coś wyraźnie było na rzeczy. I tylko skupienie się na tłumaczeniu Jade zasad gry pozwoliło jej oderwać się od tych myśli. Na chwilę odłożyła tacę. Chyba nikt nie będzie miał jej za złe, jeśli odpuści sobie służenie za barem, na rundkę, może dwie. Chętnie sięgnęła po fajkę, choć tak w zasadzie to nie paliła. Tytoniową końcówkę przystawiła do płomyka świecy, a potem zatruła wnętrze tawerny szarymi oparami. Bosko. – Są na to sposoby. Możesz ułożyć odpowiednio kostkę w palcach, możesz użyć mniejszej, większej siły. Potrząsnąć specjalnie. Albo ufać swemu szczęściu, Jade. Zdolne paluszki potrafią jednak ustawić grę. I nie tylko – rzuciła cwanie, uśmiechając się do niej znacząco. Nachyliła się nad stolikiem, by przysunąć usta bliżej jej ucha. – I nie zapomnij o rozkojarzeniu przeciwnika. Szczególnie gdy jest nim mężczyzna – szepnęła jej, jakby faktycznie była to wielka tajemnica. Ha, właściwie to o tej sztuce wiedziały wszystkie portowe spryciule, ale ta tutaj dopiero zaczynała się bawić.
Powróciła do pierwotnej pozycji, pod stołem zakładając nogę na nogę. Poprawiła brzeg sukienki i popatrzyła z wyzwaniem na towarzyszącą jej kobietę. Kątem oka wyłapywała ciekawskie spojrzenia. Nie rozmawiały ze sobą tutaj po raz pierwszy, ale nie wszyscy dokowi chłopcy mieli przyjemność poznać Jade. Niektórzy najwyraźniej bardzo tego pragnęli. Wiedziała, że powinny korzystać, póki jeszcze żaden natręt tu nie przylazł. – To jak? Próbujesz? Może najpierw się napij… To nie byle co. Ostatni ładunek z ameryki południowej. Świeża flaszka. Daje kopa – oznajmiła, pchając paluszkiem w jej stronę szklaneczkę wypełnioną tajemniczym płynem. Opłacało się życie w zgodzie z hojnymi kapitanami.


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Jasnowidz
Stoliki w pobliżu sceny - Page 4 CAJ7doh

Stoliki w pobliżu sceny - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny [odnośnikStoliki w pobliżu sceny - Page 4 I_icon_minitime01.11.20 11:02

Drobne dziewczęta o zgrabnych nogach unoszonych raz po raz znacznie wyżej niż portowi bywalcy mogli zadrzeć zapijaczone mordy nie miały w sobie powabności baletnic La Fantasmagorii. Nie miały ich uroku, wdzięku i czaru, ale przecież nikt by ich tu nie docenił. Portowym pijusom wystarczył odsłonięty kawałek skóry, naga kostka, wyeksponowana kibić, by zadurzyć się bez opamiętania. Przyrzec takiej miłość i wierność po świt. Nie był szczególnym koneserem piękna; nie zachwycał się ani baletem tam, ani tańcem tu. Port był skarbnicą wiedzy o tym, co działo się w półświatku, gdzieś między krainą, budowanych przez niego pozorów, a tą, w której pozwalał swoim demonom wyleźć na zewnątrz i bez opamiętania siać spustoszenie. Patrzył z zainteresowaniem w stronę pląsających nóg, które jakimś cudem wciąż miały właścicielki, przyrównując je do siebie wyglądem, kształtem twarzy, kolorem i długością wilgotnych od potu włosów, ramion — mniej lub bardziej odstających od reszty ciała. Siedząc z brzegu, prócz wszechobecnego zapachu potu od gorąca i nadmiaru testosteronu, towarzyszyła mu mieszanina piżma, cytrusów, skóry i tytoniu, ciężkiej, głębokiej woni wody kolońskiej, intensywniejszej przez temperaturę panującą wewnątrz Parszywego. Powietrze było gęste i parne, rozpięta ciemna koszula nie niosła mu żadnej ulgi. Zaczynała mu się powoli lepić do pleców. Oddychał powoli, przysłuchując się toczonym pomiędzy sprośnymi krzykami rozmowom. Dla niego, tu było zbyt gorąco, ale choć tęsknił za przyjemnym chłodem, nie chciał jeszcze wychodzić. Usta przepłukał whisky, która zostawiła na wargach słodki posmak destylowanego zboża, opróżniając szklankę z alkoholu i podniósł się z krzesła, od razu po tym szturchniętego przez jednego z otaczających go marynarzy. Spojrzał na Theodore'a tylko przelotnie, dając mu jednocześnie znak, że po powrocie z toalety zadba o trunki. Musiał przemyć twarz zimną wodą, schłodzić rozpalony kark. Nim jednak tam dotarł, minął stolik, przy którym usłyszał kilka mało rzeczowych, choć wyjątkowo interesujących porad dotyczących kościanego pokera. Uniósł brew i obrócił oblicze ku kobietom, oczywistym znawcom hazardu.
Zatrzymał się obok, pozornie, po to by zmacać ubranie w poszukiwaniu papierosów.
— Kiedy mężczyźni zajęci są obserwowaniem nagich kobiet, kobiety ogałacają ich z resztek godności. I portfela— odezwał się niepytany, odpalając w końcu znalezionego papierosa. Spojrzał po jednej i drugiej, po czym odsunął sobie krzesło.— Mogę? — nie poczekał jednak na odpowiedź, dosiadł się jeszcze zanim zdecydowały się spiorunować go spojrzeniem. Z kieszeni wyciągnął kilka monet i położył je na środku stołu. To była propozycja, zwycięzca miał zgarnąć wszystko. Nie uśmiechał się, przyglądał się kobietom ze spokojem, bez szczególnych emocji na twarzy, a jednak prowokacyjnie.

| Stawiam 10pm





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
 

Stoliki w pobliżu sceny

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki :: Parszywy Pasażer-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20