Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 14 ... 27  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala główna   02.04.15 22:35

First topic message reminder :

Sala główna

Wnętrze "Białej Wiwerny" nie odbiega od wyglądu przeciętnej, niezbyt szanowanej knajpy. Sala główna, która znajduje się na parterze kamienicy, na pierwszy rzut oka wydaje się niezbyt pokaźna, lecz to tylko złudzenie - po przekroczeniu progu widać jedynie jej niewielką część, tę, w której znajdują się dobrze zaopatrzony bar oraz schody prowadzące na piętro. Odnogi izby prowadzą do kilku odrębnych skupisk stolików, gdzie można w spokoju przeprowadzać niezbyt legalne interesy czy rozmawiać w kameralnej, prywatnej atmosferze. Cały lokal oświetlany jest światłem licznych magicznych świec, zaś podniszczone blaty są regularnie czyszczone przez kilka zatrudnionych tam dziewczyn, toteż "Biała Wywerna" nie odstrasza potencjalnych klientów swym stanem, a przynajmniej nie wszystkich.
Możliwość gry w kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala główna   12.08.15 15:39

Skrzywiony, niezbyt z siebie zadowolony Tristan oklapł na krześle przy pomocy Bena i wsparł się lewą ręką o kraniec stołu. Szybki upadek i szybka pomoc Bena spowodowały zbyt szybkie zmiany horyzontów przed jego oczyma, wywołując zawroty głowy... i przewroty żołądka. Przetarł tył głowy prawą dłonią, krytycznie przyglądając się krwi na jej wnętrzu, po czym z niesmakiem wytarł ją o szatę. Musiał zadrzeć się o jakąś drzazgę wystającą z podłogi. Nie zwrócił uwagi na psa, który oblizał jego dłoń.
Zostały mu dwie szklanki whisky... nie, jedna. Dwoiło mu się w oczach, chwycił szklaneczkę i przechylił jej zawartość do dna jednym łykiem. Wzdrygnął się, whisky wciąż wypalała gardło, ale z każdą kolejną szklaneczką smakowała coraz lepiej - jak na Ognistą z Nokturnu, oczywiście. Z roztargnieniem obejrzał się jeszcze na podłogę za papierosem, który musiał wypaść mu z dłoni. Przygniótł go obcasem eleganckiego buta, gasząc żar.
- Dzięki - odburknął tylko, wyraźnie niezadowolony. Wytrącony z równowagi fizycznej potrzebował dłuższej chwili na przetrawienie i zrozumienie słów, które wypowiedział do niego Benjamin, całkiem poważnie zastanawiając się nad jego słowami o karierze miotlarskiej. - Ojciec mówił, że to nieodpowiednie - przyznał po dłuższej chwili milczenia. - Smoki też - dodał. - Ale rodzinny biznes był łatwiejszy do zaakceptowania. Mogliśmy być nie tylko braćmi, Ben, ale i parą niezłych pałkarzy. -  Stuknął palcami w blat stołu, jakby w zamyśleniu. - Może to i lepiej, że nie wyszło. I tak by nas wywalili. - Spojrzał na niego z nieco zgryźliwym uśmiechem. Quidditch przebijał się jako jedno z wielu dziecięcych marzeń, tak naprawdę nigdy nie traktowanych poważnie, dlatego też Tristan nigdy nie żałował. W szkole był dobry - lecz nie miał pojęcia, czy dość dobry, by myśleć o większej karierze, a jego pasją i tak od zawsze były smoki. Gdyby jednak wiedział, że w Jastrzębiach napotka na takiego kompana - na pewno zastanowiłby się nad tym dłużej, byliby razem na boisku jak... huragan. Czasem bawiło go jego drugie imię. Łypnął okiem na Cathy, w zastanowieniu, czy widowiskowy pijacki upadek rzeczywiście odbierał mu szanse na miłe spędzenie tej nocy.
- Moja siostra, Ben - rzekł powoli, opornie przypominając sobie rozmowę sprzed przechylenia się jego krzesła. Ponownie wsparł nogę o pobliskie siedzisko, ale już nie próbował huśtać własnym. Nie konkretyzował imienia, miał więcej sióstr, ale Druella była już przecież dawno po ślubie. - To jedna z tych łabędzic, które wymagają królewskiego traktowania. Trzymaj łapy przy sobie, póki nie postanowisz przestać pić i uganiać się za panienkami. I póki nie awansujesz do wyższego stanu. - Nie sądził, by Ben mówił poważnie, ale handel ręką Darcy nie był tematem, na który miał zamiar żartować. - Mógłbyś też zgolić brodę - dodał od niechcenia. - I znaleźć sobie nowego kumpla.  - Mezalians był wykluczony, Darcy zostałaby pozbawiona nazwiska i wydziedziczona z rodu. Tristan nie zniósłby widoku jej twarzy wykreślonej z drzewa genealogicznego, na szczęście był o to spokojny. Był pewien, że jego siostra nie poświęciłaby rodziny, nie tylko dla Bena, ale i dla żadnego mężczyzny; to za bardzo nie był jej świat.
- Dzikie piękności i dziki wieczór, czekam niecierpliwie. Tymczasem, Ben, chyba pora się zbierać. Muszę jakoś dostać sie do Dover... - Skrzywił się, najbliższy kominek miał dopiero w Dziurawym Kotle, a podróż do niego w podobnym stanie wydawała mu się nie lada daleką wyprawą. Przelany alkohol mocno uderzył mu już do głowy, nie będzie mu łatwo dojść na miejsce. Westchnął, oglądając się za Cathy. Dziewczyna ściągała fartuch, najwyraźniej właśnie kończyła zmianę.
- Przy okazji zapytam, czy mają coś na przemycie ran. - Parsknął, sprawdzając, czy z zadrapania na karku wciąż sączy się krew; znalazł na dłoni kilka niegroźnych kropel. Podryw na ofiarę losu zdecydowanie nie był tym, co Tristan preferował, ale skoro już i tak zleciał z tego krzesła... zamierzał wykorzystać swoją sytuację zamiast obejść się smakiem. Wątpił, by trzymali w Wywernie cokolwiek odpowiedniego, nie wątpił jednakże, że zdoła wykorzystać instynkt opiekuńczy słodkiej Cathy. - Dobrze cię było widzieć. Trzymam kciuki za twojego przyjaciela... Napisz, czy dał radę. 





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala główna   14.08.15 14:59

Na słowa o nieodpowiedniej profesji Benjamin tylko zacmokał z wyraźnym zdegustowaniem i teatralnością starej fanki opery, słuchającej jakichś nowoczesnych arii. Gdyby kiedykolwiek, chociaż przez sekundę żałował swojego bękarciego pochodzenia, z pewnością rzewny smutek za czystą krwią zostałby pokonany po jednym wieczorze opowieści Rosiera o życiu prawdziwego panicza. Zero wolności, narzucone małżeństwa, konwenanse sztywne jak wykrochmalone kołnierzyki. Prawdziwa mordęga. Właściwie z każdym poznanym arystokratą, uwięzionym w złotej klatce własnych genów, Jaimie coraz bardziej cenił swoją szaloną matkę za jej odwagę. Zostawiła za sobą fortunę, pozycje w społeczeństwie, świetlaną przyszłość. Wszystko dla miłości. Skończyła oczywiście marnie - tak przynajmniej słyszał od ojca; sam nie pałał chęcią zobaczenia nadopiekuńczej mamusi - ale tym przekreśleniem swojego pochodzenia dla byle mugola naprawdę Benowi zaimponowała. Rzecz jasna nie wpoiła mu nienawiści do czystej krwi. Tak jak niektórzy przedstawiciele arystokracji łaskawie ignorowali szlamowatość rozmówcy, tak i Wright z równą empatią pozwalał sobie na kontakt z błękitną krwią. Obustronne zaślepienie na genetyczne kwestie wychodziło wszystkim na dobre. Mógł przecież teraz upijać się do nieprzytomności z najlepszym kompanem, który nawet w stanie lekkiego rauszu potrafił bronić honoru siostry.
Jaimie pokiwał z uznaniem głową, szczerząc zęby w najsympatyczniejszym, niedźwiedzim uśmiechu. - To samo mógłbym powiedzieć o tobie, bracie. Dopóki nie przestaniesz pić i uganiać się za kelnereczkami, nie wróżę dobrze twojemu narzeczeństwu - wychrypiał, szalenie zadowolony z odwrócenia winy i kary, chociaż sam nie rozpatrywał tego zachowania w tych kategoriach. Po prostu...korzystał z życia. Pełnymi garściami. - Ale spokojnie, traktuję piękną Darcy z należytym szacunkiem. Dla jej wrażeń estetycznych mógłbym nawet zgolić brodę. Albo...nie, jednak nie. - zastanowił się na głos, naprawdę miło wspominając siostrę Tristana. Miała w sobie dużo energii, kobiecej żywiołowości, którą podziwiał. Nie w głowie było mu bałamucenie Rosierówny: właściwie traktował ją poniekąd jako daleką, ulubioną kuzynkę, i gdyby zaistniała potrzeba bronienia jej honoru, chętnie obiłby delikwentowi mordkę ramię w ramię z Trisem. Braterstwo mentalne znaczyło w tym przypadku naprawdę wiele.
Na tyle, że Benjamin nawet odrobinę zaniepokoił się stanem Rosiera. Alkoholowe libacje nie były im obce, ale narzucone dzisiaj tempo wymagało wysokiego stopnia profesjonalizacji. Najchętniej zaprowadziłby panicza do swojego obskurnego mieszkania i tam opatrzył ranę. Taka nadopiekuńczość byłaby jednak oznaką skrajnej zniewieściałości. Pohamował więc jakieś starszobraterskie odruchy, po raz ostatni wznosząc toast resztką whisky. - Za dzisiejszą upojną noc. I zdrowie ukochanego bydlaka - powiedział ze śmiertelną powagą, także zerkając na Cathy, po raz ostatni przecierającą blat baru. - Ale i tak ja zaliczę dzisiaj lepszy okaz - dodał teatralnym szeptem, po czym roześmiał się radośnie, wypijając duszkiem alkohol i odstawiając butelkę na stolik. Noc była jeszcze młoda. Kiedy Tristan wyruszył w kierunku ślicznej kelnereczki, Benjamin odpalił papierosa i zniknął za drzwiami Wywerny, postanawiając zrobić sobie długi spacer.

zt x2


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala główna   28.08.15 0:09

Nie powinna się tu znajdować. Nie powinna. To było jasne jak słońce, które aktualnie chyliło się ku zachodowi. W końcu była damą, arystokratką, a na której ciążyły nieznośne konwenanse. Szlachectwo miało przyjemny wydźwięk, jeśli chodziło o finanse, swoistą dumę, ale większość kwestii rzuciłaby w kąt i przyklepała. Gdyby ktoś niepowołany dowiedziałby się o jej wizycie w takim miejscu, miałaby przynajmniej "mały" skandal.
Inara zacisnęła drobne pięści, poprawiła rozpuszczone włosy pod kapturem i...w męskim stroju (czytaj w spodniach, długich butach, zapiętej pod szyję, ciemnej koszuli i marynarce) oraz naciągniętym na to czarodziejskim płaszczu, weszła do środka. Nie mogła wyglądać jak panienka z dobrego domu, ale zadbała, by z jej spojrzenia nie zniknęła duma. Oczywiście, czarne rzęsy kryły za sobą niepokój, którego nie potrafiła się wyzbyć. Jednak nie mogła siedzieć grzecznie w pokoju. Nie potrafiła usiedzieć w miejscu, ani tym bardziej widzieć swoją osobę, jako układną, szlachetkę- alchemiczkę, wyrabiającą upiększające eliksiry. Wolałaby chyba skoczyć z mostu. Chyba.
Młoda panienka chciała czegoś więcej. Skoro już zdecydowała się na powrót do Londynu, musiała zadbać o satysfakcjonujące zajęcie. Szczególnie w dziedzinie alchemii i warzenia eliksirów. A gdzie znaleźć na tyle ciekawą naukę? na tyle interesujące zlecenia? Na pewno nie na dworach. Jeszcze.
Możliwe, że jej aktualne działanie było lekkomyślne, zdawała sobie  z tego sprawę. Nie była naiwna. Wrodzona jednak ciekawość, chęć wykraczania poza pewne stereotypy - wzięła górę i oto, Inara znalazła się w niesławnym lokalu, o którym zdążyła już kilka słów usłyszeć. "Biała wiwerna", brzmiało nad wyraz zachęcająco. Z tej racji, swoje pierwsze kroki postawiła pewnie, starając się nie oglądać na innych gości. Celem był bar, przy którym - jak miała nadzieję i trochę plotek - znajdzie kilka informacji. Chyba jednak była naiwna, jeśli myślała, że od tak wciśnie się do całkiem zatłoczonego pomieszczenia. Już po chwili, zanim dotarła do upatrzonego celu, niefortunnie została potrącona, przez przechodzącego - i zdecydowanie pijanego - jegomościa. Dziewczyna zatoczyła się lekko do tyłu, a kaptur płaszcza opadł, odsłaniając nieznajomemu twarz Inary. Na usta pijanego, momentalnie wypełzł dość obleśny uśmiech. Zanim czarnowłosa zareagowała, mężczyzna, boleśnie chwycił ją za nadgarstek.
- Jakha...pikna...dzie.. - tu nastąpiło głośne beknięcie - ...wka mi sięęę trafiła! - Gdyby nie żółte zęby, nieświeży oddech i przetłuszczone włosy, jegomość mógłby być prawie przystojny. Prawie. Panienka Carrow wykrzywiła niemiło kształtne wargi, ni to w bólu, ni to w niesmaku. A może odrobinę w strachu?
- Puszczaj - syknęła przez zęby. Próbowała w tym czasie wyrwać rękę z (niestety) mocnego uścisku. Na próżno. Mężczyzna widocznie wzmocnił uchwyt, posiłkując się drugą ręką. Podobno nieszczęścia chodzą parami. Nieszczęście w postaci nieprzyjemnego osiłka, oczywiście miało towarzystwo, które widząc (równie prawdopodobnie zamglonym spojrzeniem) swego uradowanego druha, podniósł się z miejsca. Świetnie panno Inaro. I co teraz?





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala główna   31.08.15 0:36

Podwinął rękawy przepoconej koszuli, splunął na podłogę i zatarł dłonie. Z uwagą zważył rzutkę; między jego grubymi, szorstkimi palcami wydawała się śmiesznie mała. Stara, wysłużona tarcza została obłożona urokiem, który nie pozwalał na magiczne oszustwa, ale dzisiaj Thomas nawet nie miał zamiaru sprawdzać jego mocy i skuteczności. Stanął na linii, wysunął rękę do przodu. Odezwały się gwizdy przeciwników, wszyscy otwarcie życzyli mu skuchy, ale on nie słuchał; wydawał się spokojny i skupiony, co stanowiło nie lada wyczyn po ilości piwa, jaką wlał w siebie tego wieczora. Rzucił trzy razy - tuż po sobie, jedna za drugą. Osiemnaście, dwanaście i potrójne dwadzieścia. Lokal ryknął niezadowoleniem; ktoś splunął, ktoś machnął na grę ręką, ktoś aż z tego wszystkiego wylał komuś innemu piwo na buty i rozgorzała intensywna, ale bardzo krótka sprzeczka, zakończona tym, że winowajca legł bez przytomności na brudnej podłodze.
Wszystko to straciło jednak na znaczeniu, kiedy do środka weszła Inara. Zamarły rozmowy, zamarły gry, zamarły nawet unoszone do ust kufle.

Thomas nie miał zamiaru się nią interesować. Ot, kolejna ładna dziewczyna w złym miejscu i jeszcze gorszym czasie. Jednemu może by się wywinęła, ale dwóm? Nie, raczej nie.
Zanurzył usta w ciężkim kuflu. Piwo orzeźwiało, ale nie pozwalało zapomnieć. Czterdziesty trzeci, podczas ofensywy na Rzym. Ile miała wtedy tamta drobna, przestraszona Włoszka, siedemnaście lat? Ścięli jej włosy przy samej skórze, pędzili nagą przez wieś, rzucali kamieniami. Cywile, więc nie można było otworzyć do nich ognia. Padł rozkaz, żeby się nie wtrącać.

Kompania C pochowała ją obok niemieckich oficerów, z którymi ponoć sypiała.

To nie miało żadnego znaczenia, oczywiście; Włochy były daleko, a tamta historia nijak nie wiązała się z tą, która rozgrywała się właśnie w Białej Wiwernie. Ale to jedno bolesne skojarzenie w zupełności wystarczyło, by obudzić w Tomie rzadki pokład altruizmu, o którego istnienie nikt nie mógłby go podejrzewać. Westchnął ciężko i dokończył piwo. Ciżba rozstępowała się przed nim samoistnie; Barkley górował o głowę nad najwyższymi nawet dryblasami, a to zdecydowanie pomagało.
Położył łapska na ramionach tego, który trzymał dziewczynę; owłosione i grube, wyglądały tak, jakby były w stanie zmiażdżyć jego czaszkę, gdyby objęły ją zbyt mocno.
- Won - powiedział krótko. Nie sprawiał wrażenia kogoś, kto miałby zamiar się powtarzać.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala główna   31.08.15 11:43

Kiedyś Inara uważała, że miała szczęście wychodzić cało z niemal każdej opresji. W końcu potrafiła nawet wdawać się w szkolne bójki, była dzielna! A jednak, teraz było inaczej. Nie była w szkole, w granicach wciąż bezpiecznych murów. Znalazła się na własne życzenie w takim miejscu. Teraz ponosi konsekwencje. Zupełnie, jakby zbiły się ze sobą dwie rzeczywistości. W końcu - sama się o to prosiła? Czemu w niej tyle zdziwienia?
Miała wrażenie, że czas odrobinę zwolnił, że nastała jakaś cisza, w której jej głos odbijał się echem, tłumiony śmiechem pijaka. Wolną ręką próbowała dostać się do ukrytej w połach płaszcza różdżki. Tylko co zrobi? Jeśli uda jej się potraktować drętwotą pierwszego napastnika, to drugi spokojnie będzie mógł się nią zająć. No i...pozostali goście lokalu. Absolutnie nie wiedziała, czego może się spodziewać. Usta zadrgały, ale hardo ściągnęła wargi w cienką linię. Akurat w momencie, gdy dostrzegła jego. Thomas górował nad wszystkimi, a tłum rozstępował się przed nim niczym morze przed prorokiem. Miała lepszy widok niż jej przeciwnik, więc przestała szarpać ręką. Co się działo? Ze spojrzenia nadchodzącego mężczyzny wyzierała jakaś niepokojąco, spokojna zawziętość. Jeśli przybył pomóc dwóm oprawcom - była całkowicie zgubiona. Jednak...stało się inaczej.
Ciężkie dłonie opadły na ramiona opoja, który (prawdopodobnie zbyt pijany, by zrozumieć sytuację) szarpnął się, próbując wyrwać się z uścisku. Zabieg ów był marny, zupełnie jak przed chwilą Inary. Dopiero kiedy odwrócił zamglone spojrzenie na mężczyznę za sobą - wyraźnie zbladł i w końcu puścił dłoń dziewczyny. Jego kompan - jak wstał, tak teraz posadził swoją mniej zacną cześć ciała, znowu na swoim miejscu.
Czarnowłosa próbowała rozmasować obolałe miejsce. pewnie będzie miała siniaka, ale...nie przejmowała się tym zbytnio. Wzrok skupiła na Thomasie, wręcz "uroczo" (jeśli można mówić o takich zabiegach w tym miejscu) zadzierając głowę do góry. Próbowała złapać jego spojrzenie. Chciała wiedzieć.
- Dziękuję - powiedziała wyraźnie, dźwięcznie, bez zająknięcia. Przez chwilę chciała także dygnąć po szlachecku, ale zreflektowała się, że nie powinna. Nie tutaj. Chwila strachu minęła, a oto...do głowy zawitała myśl, że właśnie znalazła swój cel wizyty. Była teraz ostrożna, bo jeśli coś więcej pójdzie nie tak, jakby chciała, to dla pewności zaciskała w dłoni różdżkę.
Mimowolnie jednak pojawił się delikatny uśmiech na jej twarzy. Z oczu, poza ciemną otoczką tajemnicy, wyzierała wdzięczność. Czuła na sobie spojrzenia gości lokalu, ale na siłę je ignorowała.
- Czy... - zawahała się przez chwilę - mogłabym postawić ci piwo..i chwilę porozmawiać? - ryzykowała. Jasne, ale jeśli już zaczęła, nie będzie się wycofywać. Miała nadzieję, że jej głos zabrzmiał tak, jakby od początku Thomas był celem jej wizyty. Z jednej bowiem strony, była narażona na niewiadomą, jaką sobą prezentował. Z drugiej - jeszcze większą niewiadomą i strach, gdyby stąd wybiegła, jak struchlała panienka. Szczególnie, że wciąż nie opanowała dobrze teleportacji, by zniknąć jak najszybciej. Wybrała niebezpieczną, ale - pewniejszą dla niej opcję. Chyba.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala główna   31.08.15 22:53

Nie odpowiedział. Po prostu skierował się w stronę baru, krótkim gestem wskazując, by ruszyła za nim. Oparł się o szynk. Zamówił kolejne piwo.
- Jest ze mną - rzucił; mówił po trochu do barmana, a po trochu do całej reszty tej hałastry, na wypadek, gdyby krótki pokaz sprzed momentu nie wystarczył, żeby uzmysłowić absolutnie wszystkim, dlaczego nie powinni szukać tutaj kłopotów.
- Ile bierze? - razem z kuflem postawionym przed Tomem padło również to właśnie pytanie. Na pysku Barkley'a na moment pojawił się wąski, nieco drapieżny uśmiech, a potem zaśmiał się gromko; jego śmiech dudnił i grzmiał, przebijając się ponad knajpianym hałasem.
- Za dużo, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić, nie? Mówiłem ci, Henry, dobre zlecenie. Takich dupeczek tutaj nie znajdziesz, liczą sobie ekstra - odpowiedział i mrugnął do barmana.
- Ech, Barkley, ty lisie zawszony! - tylko na taki komentarz zasłużył sobie Tom.

Z kieszeni koszuli wyciągnął dwa wymięte papierosy bez filtra - mugolskie, z rodzaju takich, jakie kupuje się na sztuki. Odpalił jednego - od zapalniczki, nie od różdżki. Drugiego wyciągnął w kierunku dziewczyny, chyba odruchowo.
Milczał. Czekał.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala główna   01.09.15 0:40

Już nie było sensu na powrót zakrywać twarzy. I tak nikt jej tutaj nie znał, więc mogli sobie snuć domysły, jakie chcieli. Nie interesowało jej to w tej chwili. Swój wzrok skupiła na mężczyźnie - lwie jak go w myślach określiła. Bo w końcu sama wdarła się na do jaskini pełnej takich niebezpiecznych stworzeń. Najwyraźniej, Thomas był jednym z tych największych i najbardziej groźnych, przed którym nawet sala gości truchlała. I choć w głowie Inary czerwona, ostrzegawcza lampka błyskała wściekle, to wolała się skupić na innym odczuciu - ciekawości. Kim był ten człowiek? I czy...zgodzi się na jej propozycję?
Na gest Barkley'a, kiwnęła głową, by ruszyć za mężczyzną. Zatrzymała się się za nim, przez chwile obserwując i przysłuchując się krótkiej wymianie zdań, jaką wymienił z barmanem. Policzki mimowolnie zarumieniły się, ale ugryzła się w język, by nie rzucić wymowna ripostą. Zacisnęła drobne dłonie, mrugnęła kilka razy, by się uspokoić. To, co było ważne - poznała nazwisko swego wybawcy.
- Panie Barkley, możemy tam usiąść? - wskazała dłonią stolik, przy który - najprawdopodobniej siedział Thomas. I skoro dostała "protekcję" (przynajmniej chwilową), ruszyła powoli do wskazanego miejsca, starając się nie zwracać uwagi na innych. Nie chciała rozmawiać przy barze, przynajmniej teraz. Miała nadzieję, że "pan Lew" pojawił się zaraz przy niej. Usiadła na nieco chwiejnym krześle, czekając, aż mężczyzna zrobi to samo.
- Ile pan bierze...w swojej profesji? - nie mogła się powstrzymać przed delikatną ripostą, za słowa przy barze. Nie powiedziała tego złośliwie, nie było w słowach wyniosłości. Ot, żart, który serwowała znajomemu. Choć w tej sytuacji było to absurdalne - uśmiechnęła się -  i możesz liczyć ekstra - dodała jeszcze. Jej słowa były zdecydowanie wieloznaczne, ale mówiła jak najbardziej poważnie. Oferowała mu...zatrudnienie. Choć wydźwięk słów był żartobliwy, interpretacja była oczywista. Przynajmniej, tak myślała panienka Carrow.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 01.09.15 0:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala główna   01.09.15 0:49

Nie usiadł - głównie dlatego, że w całym lokalu nie było ani jednego krzesła, na którym by się zmieścił, a tym bardziej takiego, któremu mógłby bez niepokoju zawierzyć swoją masę. Stał więc, zamiast tego pochylając się ku dziewczynie ponad blatem; łokcie wsparł na drewnie, które nosiło ślady licznych cięć nożem.
Czy jej słuchał? Tak - męski strój skutecznie niwelował wszelki dekolt, w który mógłby teraz spoglądać, siłą rzeczy więc zmuszony został skupić się na jej słowa. Nie znaczy to, że odpowiedział od razu, wręcz przeciwnie; najpierw zaciągnął się raz i drugi, wypuszczając dym ciężkimi kłębami; papierosy śmierdziały niemiłosiernie, ale Tom wydawał się nie zwracać na to uwagi.
- Zależy, o jakiej profesji mówimy, mała - odparł w końcu lakonicznie. Ich oczy spotkały się na moment - ale tylko na moment, zbyt krótki, by móc cokolwiek z nich wyczytać.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala główna   01.09.15 1:12

Jeśli jej aktualny towarzysz z jakichkolwiek względów nie chciał/mógł siadać, nie nalegała. Odczekała cierpliwie chwilę milczenia, którą jej zaserwował, wciąż nie opuszczając go spojrzeniem. Może nie było to zbyt grzeczne zachowanie, ale chwilowo nie dbała o takie rzeczy. Dłonie oparła przed sobą. Z perspektywy jakiej spoglądała, mogła przyjrzeć się wyraźniej Thomasowi. Potężna, umięśniona sylwetka, zdecydowanie nawykła do bójek, krzaczasta broda i odległe spojrzenie. Zdecydowanie nie należał do zwyczajnych osób. I choć pewnie już gdzieś się powtarzała - lubiła to i tych, co niezwykli.
na tytoniowy zapach przestała zwracać uwagę. Tylko na początku miała chwilowy problem z oddychaniem. I tak wiedziała, że przesiąkła tym "zapachem", więc zignorowała tę kwestię.
- Inara - kiwnęła głową - ...ale "mała" też może być - i kolejny uśmiech. Chciała wziąć głębszy wdech, ale powstrzymała się. Dymu zdecydowanie było za dużo na takie hausty. - Mówię o tej, z którą się dziś przedstawiłeś...tym samym ratując mnie z opresji. Nie wiem, czym się kierowałeś, ale jeszcze raz dziękuję. I potwierdzam swoje pytanie - teraz to Inara czekała. Równie dobrze, Thomas mógł ja wyśmiać. Unikał wyraźnego kontaktu wzrokowego, ale nie znała go. każdy w końcu miał tajemnice, z którymi się krył przed innymi. A, że podobno oczy są zwierciadłem duszy - kto wie, co zobaczyłaby dziewczyna?





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala główna   01.09.15 1:29

- To nie jest moja profesja - przerwał jej szorstko. Westchnął ciężko; zgasił resztki papierosa na blacie stołu, a potem na moment skrył twarz w ogromnych dłoniach. Najpierw roztarł skronie, potem energicznie przeczesał krzaczastą brodę. Dopiero wtedy uniósł głowę, tym razem trwale wiążąc ich spojrzenia; chciał chyba, żeby dziewczyna wysłuchała go bardzo dokładnie. Miał przekrwione, zmęczone oczy kogoś, kto widział w życiu bardzo, bardzo dużo - a mimo to na ich dnie wciąż krył się jakiś dziwny, niecodzienny błysk.
- Posłuchaj mnie, mała. To nie jest miejsce dla ciebie. Pomogłem ci, bo znam tych typów. Wiesz, co by z tobą zrobili? Powiem ci wprost - zerżnęliby cię w dupę, a potem otworzyli gardło tępym nożem. I to tylko wtedy, gdyby mieli dobry humor. Gdyby mieli gorszy, potraktowaliby cię takimi metodami, po których błagałabyś, żeby utopili cię w rynsztoku.
Przerwał. Powoli pokręcił głową, jakby z rezygnacją.
- Ale ciebie to nie obchodzi, prawda? Gdyby obchodziło, nie przestąpiłabyś przecież progu, szczałabyś po nogach, co? - w kącikach jego ust pojawił się uśmiech - na poły kpiący, na poły złośliwy, ale gdzieś na samym końcu naznaczony nutą... podziwu?


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala główna   01.09.15 1:57

- ...ale może być - niemal wbiła mu się w słowo, by zaraz zawrzeć usta w cienka linię. Wciąż przyglądała się mężczyźnie. Wbrew pozorom, słuchała go dokładnie, nawet, kiedy milczał. Była kobietą, a przez to, naturalnie dobrym obserwatorem. Thomas w końcu niósł głowę, a Inara mogła na krótką chwile zajrzeć do jego duszy. Napotkała mur, który mówił "nie patrz dalej", ale dziewczyna była (niestety) uparta. Nawet, kiedy mówił o okropnościach jakie mogła przeżyć. Oczywiście, że mogła...na prawdę nie była naiwna. Wiedziała (przynajmniej teoretycznie, przy szczegółowej wizualizacji słów Barkley'a) na co się pisze, ale nie potrafiła się powstrzymać. Jeśli miała się tu jeszcze pokazać, potrzebowała ochrony...
- To jest miejsce dla tych co chcą tu być, inaczej, nawet ciebie by tu nie było - oczywiście, że serce biło jej mocniej, kiedy Thomas opowiadał. Niestety miała bardzo rozbudowana wyobraźnie, więc boleśnie obrazowała sobie wszystko. Lęk był jak najbardziej naturalną reakcją, ale Inara buntowała się nawet przed nim. Nie chciała się mu poddać i dalej brnęła w założony cel.
- Nie, panie Barkley - uśmiechnęła się blado - nie obchodzi, ale zapobiegawczo...bardzo by mi się następnym razem przydała, trochę silniejsza perswazja - odetchnęła - i skuteczniejsze pierwsze wrażenie - tu już uśmiechnęła się szerzej.  Zupełnie, jakby przed chwilą nie słyszała o okrucieństwie bywalców "Białej Wiwerny". Czyli już zakładała swoje następne razy w takich miejscach? Musiała przyznać sama przed sobą, że tak. A cichutki głosik, który potocznie nazywa się kobieca intuicją, podpowiadał, że niechybnie skończy się jej limit na farta. Przynajmniej, jeśli będzie swój los nadwyrężać takimi sytuacjami. I wbrew wizerunkowi, jaki mężczyzna sobą przedstawiał - Inara zaczynała go lubić. Nie ma co...fascynujący obraz współpracy by przedstawiali. Tylko, czy się zgodzi?





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala główna   01.09.15 2:18

Zaczął się śmiać - grzmiąco, nisko, a co najważniejsze - niekontrolowanie. Śmiał się tak i śmiał, aż poczerwieniały mu policzki, a w przekrwionych oczach stanęły łzy. Inara nie mogła rozumieć, co go tak rozbawiło; kiedy zdusił w sobie ostatnie parsknięcia rozbawienia, postanowił jej to wytłumaczyć.
- Naprawdę uważasz, że ktokolwiek jest tutaj, bo chce tutaj być? Nie bądź głupia, nie aż tak; nawet ładnym dziewczynom nie przystoi taki rodzaj naiwności.
Wyprostował się, odgarnął opadające na czoło włosy.
- Jesteśmy tutaj, bo nie mamy innego wyboru; jesteśmy zrobieni z tworzywa, które rozpadłoby się w każdym innym miejscu. Myślisz, że różnię się w jakikolwiek sposób od twoich niedawnych przyjaciół? Nie, moja droga. Wypiłbym dwa piwa więcej, a sam pewnie wyciągnąłbym cię stąd za kłaki i zabrał w jakiś ciemny zaułek.
Znowu pokręcił głową. Sapnął krótko.
- Niech będzie. Jeśli okaże się, że będziesz mnie potrzebować, znajdź mnie; to nie jest trudne, nie ukryłbym się, nawet gdybym próbował, więc każdy wskaże ci mnie bez trudu. O zapłacie będziemy rozmawiać, kiedy zobaczę, w jakie kłopoty chcesz nas pakować. Dzisiejszy wieczór uznaj za gratisowy akt dobrej woli.
Wyciągnął dłoń ku dziewczynie, by pomóc jej wstać. Gościnność Białej Wiwerny bywała kapryśna, a Tom nie lubił kusić losu.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala główna   01.09.15 9:45

Uniosła brwi i na tak szczery śmiech. I oczywiście, że nie zdawała sobie sprawy - skąd taki nagły zryw. Przekręciła głowę czekając, aż jegomość skończy i wytłumaczy, Sama Inara nie śmiała się, choć było coś zaraźliwego w reakcji Thomasa.
Kiedy w końcu zrozumiała o co chodziło, lekko się tylko skrzywiła. Oczywiście, że się z niej nabijał i nagminnie starał się udowodnić jej lekkomyślność. W końcu, nie ma tutaj dla niej miejsca. jest tylko wyniosła arystokratką, która z niewiadomej przyczyny, czy kaprysu, przybyła do Wiwerny, narażając siebie i pewnie innych. Wszystko przez to, że była kobietą. Gdyby zajrzała tu jako mężczyzna, co najwyżej dostałaby piwo. Oczywiście, jeśli nie szukałaby zaczepki.
- Rozumiem skąd te słowa, ale mylisz się. Wszyscy tu jesteśmy, bo każdy czegoś w tym miejscu szukał. Upojenia, interesów, odskoku, zapomnienia, rozróby - cokolwiek - zaciętość na jej twarzy, była teraz ledwie widoczna. W specyficzny sposób czuła się zmęczona...pulą emocji, jakie dziś przeżyła. Na szczęście - dzięki Thomasowi - o większe dolegliwości nie musiała się martwić.
- Wszyscy jesteśmy zrobieni z tego samego tworzywa. To, że ktoś znalazł się w takim miejscu, jest jego wyborem, albo konsekwencja jakichś wyborów. A Ty...możesz twierdzić co chcesz,  ale jednak zrobiłeś coś zgoła innego i siedzisz teraz ze mną, próbując prawdopodobnie zrozumieć co za dyrdymały gadam - zamknęła na kilka chwil oczy, by po otworzeniu znowu obdarzyć go spojrzeniem - i jestem pewna, że na tym skorzystasz, jeśli nie moralnie, to przynajmniej finansowo - skoro upierał się, że jego zachowanie, było tylko chwilowym aktem dobrej woli, to niech mu będzie. Chciała jednak wierzyć, że kryło się w tym coś więcej, może ukryta dawka altruizmu? Cokolwiek. Pomógł jej, więc chwilowo, inne pobudki nie miały znaczenia. Może kiedyś, jeśli da się poznać, dowie się czegoś więcej.
- Tak wiem, jestem uparta i pewnie lekkomyślna, więc nie musisz za każdym razem tak kręcić głową - pozwoliła sobie na drobny żart. Na dalsze słowa mężczyzny kiwnęła głową i podała mu dłoń, podniosła się z miejsca- a znajdować mam cię tylko tutaj, czy przebywasz jeszcze w innych miejscach? - mówiła to już przechodząc między stolikami, kierowała się do wyjścia.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala główna   02.09.15 20:23

Wysłuchał jej, owszem. Ale czy usłyszał? Zniecierpliwienie na jego twarzy sugerowało, że było to raczej mało prawdopodobne. Cóż, panienki z dobrych domów miały tendencję do długich wywodów i pięknych słówek; cholera, niezależnie od czystości krwi i wychowania wciąż pozostawały dziewczynami, siłą rzeczy musiały być więc gadatliwe.
Thomas zaś wolał krótkie, konkretne sytuacje. Gdyby nie potrzebował pieniędzy, odesłałby Inarę z kwitkiem. Teraz nie miał większego wyboru, nawet jeśli już teraz czuł w kościach, że tego pożałuje.
- Znajdziesz mnie, zaufaj mi. Wystarczy zapytać kogokolwiek - odparł. - Jeśli nie będą wiedzieli, cóż, wtedy najlepiej sprawdź cmentarz - dodał jeszcze z wyjątkowo krzywym uśmiechem. Wyprzedził Inarę, torując im obojgu drogę do drzwi.

Wieczór był chłodny i deszczowy, ale to nie odpędzało bywalców Wiwerny, żeby stać również przed lokalem - paląc, pijąc i robiąc wszystko, co w samym lokalu, tylko bez ciężkiego zaduchu jego wnętrza.
- Gdzie mieszkasz? - zapytał krótko. - Odprowadzę cię.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala główna   03.09.15 21:09

Niestety, Inara dotkliwe odczuwała swoją kruchość - jako kobiety. Częściej ja ignorowano, czy uważano za mniej inteligentne od mężczyzn. Dziewczyna jednak twierdziła, że jest inaczej. Kobiety w wielu kwestiach przewyższały mężczyzn..tak jak płeć męska, w wielu górowała nad tą "słabszą" płcią.  Różnili się od siebie niesamowicie, ale nie można było twierdzić, że ktoś jest gorszy. Oczywiście też zmieniały się jednostkowo predyspozycje, ale..to już dywagacje na inny czas.
Teraz, brunetka czuła swoją niemoc. Wybrnęła z całej sytuacji tylko z pomocą Thomasa, który - jak sam mówił - w innych okolicznościach (ale jakich?), zachowałby się jak jej niedoszli oprawcy.
Czy mówiła za dużo? Możliwe, cecha typowo kobieca, która traktowała, jaka swoistą broń.
Jeśli chodziło o odpowiedź Barkley'a - właściwe, wolała za wielu osób o niego nie pytać, szczególnie w takim miejscu jak Nokturn, ale..poradzi sobie. Musiała, w końcu była taaaaaka dzielna. tak? A Chyba. A może, warto pojawić się tutaj z kimś już obeznanym? Będzie musiała zasięgnąć nieco więcej informacji i..przygotować się nieco lepiej.
- Wolałabym jednak, widzieć cię w zdrowiu..w razie kłopotu, możesz się do mnie zgłosić po odpowiedni eliksir - odwróciła głowę, żeby złapać kolejny raz spojrzenie mężczyzny, jednak ten wyminął ją, prowadząc do wyjścia. Bez przeszkód. Nikt więcej jej nie zaczepił, niewiele osób nawet patrzyło się w jej kierunku.
Przy wyjściu, naciągnęła kaptur na głowę ponownie. kropiło, więc nie było potrzeby chodzić bez niego. Tutaj kilka osób odwróciło się spoglądając na dziwną parę, ale prawdopodobnie rozpoznając postać Thomasa - szybko wrócili do...czegokolwiek, co tam robili (a wolała chyba nie wiedzieć, w niektórych przypadkach).
- W takim razie kawałek drogi cie czeka - uśmiechnęła się, nie odwracając twarzy. Jedną dłonią przytrzymywała kaptur, którym szarpnął wiatr - ewentualnie, jeśli znajdę się w nieco jaśniejszej części Londynu, będziesz mógł zrzucić z siebie brzemię mojego towarzystwa - nie było w jej słowach żalu, czy innych negatywnych emocji. Stwierdzała czysty fakt, bo choć była niezwykle wdzięczna za pomoc, sam Thomas chyba nie miał, aż takiej ochoty na jej obecność. Mimo wszystko, przerwała mu...coś. Zapewne miał inne, ciekawsze zajęcia. Chyba.

zt





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 18.11.15 13:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
 

Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 27Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 14 ... 27  Next

 Similar topics

-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Biała Wywerna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18