Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Poczekalnia
AutorWiadomość
Poczekalnia [odnośnik]12.09.16 13:43
First topic message reminder :

Poczekalnia

Po wyjściu z windy, tuż po lewej stronie znajduje się poczekalnia z ciasno ustawionymi ławkami, na których, po przedstawieniu celu wizyty i odebraniu przepustki, mogą oczekiwać przybyli goście. Niektórzy trafiają tu w charakterze świadka lub też chcą złożyć donos, inni znów liczą na przyjęcie przez urzędników. Czas oczekiwania bywa różny, lecz nierzadko można dostrzec tu zirytowane miny petentów.
Przez wielkie okna do pomieszczenia wpływa duża ilość świtała, rzucającego mieniące się refleksy na zaczarowane obrazy. To właśnie one stanowią pewne urozmaicenie dłużących się minut - w ramach desperacji można podjąć się rozmowy z uwiecznionymi postaciami, nikt jednak nie gwarantuje, na jakie tory zejdzie dyskusja; mówi się, że malowidła mają dość nietypowe usposobienie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Poczekalnia [odnośnik]22.01.21 23:14
Atmosfera w pokoju z minuty na minutę wydawała się coraz bardziej nerwowa, podobnie jak coraz bardziej nerwowo zachowywał się urzędnik; w przeciwieństwie do Marceliusa, w żyłach mężczyzny prawdopodobnie nie krążył eliksir wężowych ust, rosnące poirytowanie przebiegiem rozmowy odbijało się więc na jego twarzy wyraźnie – lewa brew drgała mu od czasu do czasu, dłonie o krótkich, grubych palcach zaciskały się w pięści i rozprostowywały, a głos unosił się wyżej, ślizgając się po cienkiej granicy między głośnym mówieniem, a krzykiem. Próby wytrącenia młodego czarodzieja z równowagi spełzły na niczym, i wydawało się już, że mężczyzna sobie odpuści – ograniczając się do zabarwionej wyższością przemowy na temat istotności i słuszności działań prowadzonych przez Ministerstwo Magii – gdy (nie)przypadkowo popchnięty przez Marceliusa kałamarz przetoczył się po biurku, mknąc prosto w stronę nachylającego się nad blatem urzędnika.
Mężczyzna – niski, z wydatnym, odznaczającym się wyraźnie brzuchem – nie wyglądał na kogoś, kto byłby w stanie wykazać się imponującym refleksem, i też tego nie zrobił – usłyszawszy prędkie ostrzeżenie zdążył jedynie unieść na młodzieńca zaskoczone spojrzenie, nim ciężki kałamarz przechylił się, a potem z brzękiem upadł na biurko; czarny jak smoła atrament chlusnął obficie do przodu, plamiąc drewniany blat, część leżących na nim pergaminów, ale w większości – lądując na eleganckiej, wyszywanej srebrną nicią szacie urzędnika. Ten dopiero wtedy odskoczył jak oparzony, zataczając się niezgrabnie, było już jednak za późno – mało estetyczna plama rozlała się szeroko, a odruchowa próba starcia jej rękami spowodowała jedynie, że ciemne smugi pokryły również skórę na dłoniach czarodzieja. – Do stu galopujących hipogryfów! – krzyknął, teraz już wyraźnie tracąc rezon; jego głos uderzył w nienaturalnie wysokie, prawie piskliwe tony. Sapnął ze złością, po czym wlepił spojrzenie małych oczu w Marceliusa. – Dlaczego wcześniej mnie pan nie ostrzegł? – warknął. Wyglądało na to, że nie był świadomy, kto był prawdziwym sprawcą całego incydentu, ale ten i tak wypchnął go na moment z pewnej siebie pozy; na twarz wstąpiły mu ciemnoczerwone plamy, a dłonie drżały, gdy sięgnął do kieszeni, żeby wyciągnąć z niej lekko błyszczącą chustkę i szarpanymi ruchami zacząć wycierać poplamione palce. – O tym właśnie mówiłem, dlatego uważam, że każdy – każdy – powinien skończyć szkołę nim wyjdzie do poważnych ludzi, nauczyć się odpowiedniego zachowania – mamrotał ze złością, już znacznie ciszej. Na rozłożone na biurku raporty nawet nie spojrzał, upstrzone czarnymi, rosnącymi z każdą chwilą plamami, prawdopodobnie nie były jego problemem – a za ich zniszczenie miał odpowiedzieć ktoś inny.
Słysząc następne słowa Marceliusa, żachnął się. – Czy ja wyglądam, jakbym żartował? – zapytał retorycznie, odrzucając brudną już chustkę i opuszczając dłonie wzdłuż tułowia; próby wyczyszczenia ich tylko pogorszyły sprawę, atrament rozmazał się brzydko, tworząc szerokie smugi. – Pana różdżka zostanie panu zwrócona, jeśli okaże się, że ma pan prawo nią władać. Ani minuty wcześniej. A teraz proszę – popędził go, by szybciej podniósł się z krzesła i razem z nim ruszył w stronę drzwi. Gdy znaleźli się na korytarzu, po Mathilde i jej asystencie wciąż nie było śladu – Horacy Bellchant ich jednak nie szukał; zamiast tego machnął ręką na dwóch funkcjonariuszy magicznej policji, którzy zdawali się pogrążeni w rozmowie – ale przywołani, natychmiast podeszli do urzędnika, spoglądając na Marceliusa podejrzliwie. Po krótkiej wymianie zdań z mężczyzną, poprowadzili młodego czarodzieja dalej, idąc po obu jego stronach i nie dając mu żadnej szansy na ucieczkę; zamiast do wind, skierowali się na wąskie schody, które okazały się wychodzić na tyły gmachu Ministerstwa Magii, gdzie czekał już jeden z powozów, mających przetransportować Marceliusa do Tower of London – gdzie, jak się okazało, przyszło mu spędzić kolejne dwa dni w oczekiwaniu na jakiekolwiek wiadomości z zewnątrz.

Marceliusie, po przesłuchaniu trafiłeś do celi w Tower of London, gdzie – wraz z kilkoma innymi więźniami – spędziłeś dwa dni. Wypuszczono cię dopiero drugiego dnia wieczorem, przy wyjściu przekazując ci: różdżkę, dokument potwierdzający rejestrację oraz list napisany odręcznie przez pana Carringtona; ten ostatni był lekko wymięty, a koperta wyglądała, jakby została otwarta i zaklejona ponownie – przez kogoś, kto niespecjalnie starał się to ukryć.

Datę aresztowania możesz wybrać dowolnie. Nie musisz rozgrywać wątku w celi, ale jeśli masz ochotę, możesz to zrobić – zapraszając do rozgrywki lusterko lub postać, która cię odwiedzi/zostanie gościem więzienia. Ze względu na to, że wątek toczy się na przełomie okresów fabularnych, do wątku w Tower możesz – jeśli tak będzie ci wygodniej – wybrać datę z początku października.

Mistrz gry dziękuje za rozgrywkę i jej nie kontynuuje, w razie pytań – krzycz. <3
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Poczekalnia [odnośnik]17.02.21 19:17
|02.10.1957

W poczekalni nie ma wielu ludzi. Mam szczęście - wolałabym jeszcze unikać obcych, ciekawskich spojrzeń. Ostatecznie nie wiem, czy ktoś za mną wyruszył z Petersburga. Czy obserwuje mnie, czai się za rogiem. Ale muszę odwalić te jebane formalności. Nie mogę pozwolić, żeby nam wparowali do roboty, albo dopadli mnie na ulicy z idiotycznymi pytaniami o tożsamość, jak będę miała czyjeś odcięte palce w torbie. Muszę dokładnie poznać reguły tutejszego świata i zrobić wszystko, żeby nic nie przeszkadzało mi w interesach.
Zamykam oczy i wybijam ciężkim butem rytm jakiejś piosenki, której słów już nie pamiętam. Cholerna Anglia, jebany Londyn. W gardle niemiłosiernie suszy, napiłabym się czegoś mocnego - czegoś co pobudzi moje zmysły i pozbędzie się tego pulsującego bólu w skroniach. Coś, co wypala ogniem gardło i flaki. Ale chuj tam. Żeby znaleźć jakikolwiek alkohol w tym mieście, trzeba się mocno pofatygować… A ja nie mogę na razie za bardzo się wychylać.
Opieram się na oparcie niewygodnego krzesła i świdruję spojrzeniem klamkę.
Do kurwy nędzy… Ile to może trwać. Ta myśl sprawia, że cicho uśmiecham się do siebie. A ja myślałam, że to sowiecka biurokracja to prawdziwa katorga. Jednak nie. Eh, towarzysze i towarzyszki, musicie tu przyjechać na nauki.
Ciekawe, o co będą pytać. Jak się tu znalazłam? Po co tu jestem? Czemu mam obce nazwisko? Ha, mogę im powiedzieć wprost, że jestem uciekinierem i potrzebuje azylu. Biedne pokrzywdzone przez mugoli półgoblińskie dziewczę, szukające prawdziwej magicznej wolności w jedynym w pełni magicznym kraju. W myślach spluwam na podłogę. Wszędzie takie samo gówno - jak tego nie nazwiesz.
Ale jedno mnie cieszy. Raz - rozpoczynanie wszystkiego od początku. Będę jak ta biała kartka. No i w końcu, po tylu latach ukrywania się za obcymi imionami i twarzami, zrobię coś legalnie. Jak to się mówi? Najciemniej pod latarnią?
W końcu drzwi się otwierają i urzędniczka prosi do środka. Podnoszę się. Wchodzę. Cóż. Zobaczymy, magiczna Anglio, z czym się ciebie je...
Nim się spostrzegłam juz było po wszystkim. Rejestrujący chyba od razu wyczuli, że nie ma co w mojej rodzinie doszukiwać się jakiejś mogolskiej krwi. Teraz trzeba było tylko poczekać na sowę...

zt


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 16 +3
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Poczekalnia - Page 10 Dc3d643ba14e88a20a9fb3c0c669eeb2
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Poczekalnia [odnośnik]23.02.21 17:31
4 października.

Minął już ponad miesiąc, odkąd wróciła z Irlandii, dlatego nieco obawiała się wizyty w Ministerstwie. Niby z jej różdżką wszystko było w porządku i nigdy nie dopuściła się żadnych czynów przeciwko Ministerstwu (ale również nic nie uczyniła dla niego), ale jednak przebywała poza granicami kraju prawie dwa lata. Miała też odrobinę dość zmartwionego spojrzenia matki, która wiedziała, że jej córka nie usiedzi zbyt długo w jednym miejscu i prędzej czy później los zaprowadzi ją do Londynu. Bez zarejestrowanej różdżki było to szczególnie nierozsądne. A jeśli dołożyć do tego śmierć jej kuzynki Pomony... Zupełnie jakby wszystkie złe omeny tylko czyhały, żeby nie dopełnić jakieś formalności. Niby nie miała nic na sumieniu, ale jednak czuła się poddana szczegółowemu testowi, którego zasad nie do końca rozumiała. Przechadzała się korytarzem, skubiąc nerwowo swoje rękawy, zupełnie ignorując tych, którzy najwyraźniej woleliby, żeby usiadła na jednym z przygotowanych dla petentów krzeseł. Jednak ona chciała jak najszybciej wyjść z tego budynku. Nie tak powinna wyglądać ostoja czarodziejskiego świata, a Aurora miała wrażenie, że jej myśli za moment rozpozna jakiś człowiek z obsługi, czy, co gorsza wyżej postawiony urzędnik. Z pewnością nie mieli tu litości dla takich, jak ona, chociaż przecież nie czynem, a myślą występowała przeciwko nim.
Być może była zbyt tchórzliwa, zbyt mało doświadczona, żeby wzbudzać czyjekolwiek zainteresowanie. Nie sądziła, żeby ktokolwiek doszukał się przy przeglądzie jej różdżki, jakiegokolwiek powiązania z jej kochankiem z Irlandii, a poza tym chyba nie było w tym nic nielegalnego. Drzwi uchyliły się z przeciągłym skrzypnięciem, a ona zerknęła w tamtą stronę.
Poczuła się zdecydowanie pewniej, mając różdżkę w swojej dłoni. Nie oglądając się za siebie, czym prędzej opuściła ministerstwo.

/zt


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you don't like me, as I do you;
I understand.
Because who would really choose a daisy,
in a field of roses?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +3
UZDRAWIANIE : 10 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 10 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Poczekalnia [odnośnik]06.03.21 19:44
8 października

Z samego rana, tak jak obiecałem.
Dochodzi ósma, a ja czekam w poczekalni na niezbyt wygodnym krześle, aż urzędnicy zaczną wołać do siebie petentów. Zgromadził tu się spory tłum, jak do lekarza na NFZ i nikt oczywiście nie ma numerka, gotów się wykłócać, że przyszedł pięć minut przed innymi. Ja nie mam na to ani siły, ani ochoty. Mógłbym nawet siedzieć tu do wieczora, aż wygoniłby mnie cieć, będący co najmniej półkrwi - bo w jakim świetle postawiłoby to Ministerstwo, gdyby zatrudniali u siebie szlamowatych pariasów? Martwo gapię się w drzwi, za którymi znikają kolejni interesanci, siedzą tam ledwie chwilę lub naprawdę długo, na zegarek zerkam tak naprawdę z przyzwyczajenia. Wiedząc, co mnie czeka, nie chcę, by czas leciał, ale nigdy nie przykładałem się do nauki na tyle, by zatrzymać go choć na moment. I tak, po sympatycznym wąsaczu, który widząc moją nietęgą minę, poczęstował mnie papierosem, przychodzi moja kolej. Jego wyprowadzają skutego.
Przykro mi, szepczę bezgłośnie, ale przecież nie zaprotestuję. Nie, będąc pod przysięgą.
W minimalistycznym albo po prostu zwyczajnie brzydkim i nijakim biurze, jakie pamiętam jeszcze za czasów swojego epizodu w Ministerstwie, odpowiadam na kilka pytań. Nazwisko, nazwiska rodziców, dziadków. Oszczędzają pytania o mugolskie naleciałości, bo doskonale wiedzą, że mogliby się przekopać kilkaset lat wstecz i nic by nie znaleźli. Wychodzę stamtąd szybko, różdżkę mam za pazuchą, ale minę przy tym nietęgą. Powtarzam sobie, że tak trzeba było, ale czuję się, jak gówno.
Nie znoszę okłamywać samego siebie.

zt


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Poczekalnia - Page 10 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Poczekalnia [odnośnik]21.03.21 9:52
2 października '57

To miała być dla mnie zwykła formalność. Przyjeżdżając do Londynu musiałam pogodzić się z faktem, że nie będę tu anonimowa. Chociaż tak powinno być w wielkim mieście. Nikt nie powinien zmuszać mnie do tego, bym stawiła się w Ministerstwie w celu rejestracji różdżki. Byłam tu drugi dzień, a już zdążyłam zauważyć, że nieposiadanie tego dokumentu przynosiło więcej złego niż dobrego. No i nie miałam się czego obawiać, byłam czystokrwistą czarodziejką. Z dobrym nazwiskiem. Z dobrym pochodzeniem. Nie zrobienie tego byłoby głupotą. U nas, w Szkocji, nie było żadnych reperkusji związanych z brakiem rejestracji różdżki. Tylko ci, którzy często tutaj podróżowali to zrobili, a reszta nie zawracała sobie tym głowy. Byliśmy daleko, tam było spokojnie, a ja znalazłam się nagle w centrum akcji. I dopiero przyzwyczajałam się do bycia tutaj.
Z samego ranka postanowiłam to załatwić. Słyszałam, że mogą być kolejki, chociaż nie aż tak duże jak na samym początku, kiedy dopiero zaczęto te rejestracje. Weszłam wejściem dla interesantów, przeszłam przez wszystkie kontrole, zostałam skierowana na trzecie piętro. Tam odbywała się rejestracja. Na Merlina, nigdy nie widziałam takich wind. Myślałam, że to czarodziejskie schody w Hogwarcie są momentami przerażające, ale te windy. Gdy ruszyła, zrobiło mi się niedobrze. W Magicznym Urzędzie w Iverness takich nie było. Z windy wysiadłam z lekkimi zawrotami głowy. A jeszcze będzie trzeba tędy wrócić! Wygładziłam lekko brzeg płaszczyka, którego sama uszyłam. Dzisiaj z rana nie było zbyt ciepło. Całe szczęście, przygotowana na Londyńską niepogodę, miałam odpowiednie ubrania ze sobą. Dużo rzeczy zabrałam z rodzinnego domu.
Pobrałam dokument do wypełnienia. Były poustawiane stoliki, na nich pióra i kałamarze, więc mogłam uzupełnić wszystkie potrzebne rubryki. Moje imię, czystość krwi, moi rodzice, dziadkowie. Musiałam się chwilę zastanowić, nie do końca pamiętałam imiona. Mam nadzieję, że nic nie przekręciłam. Miejsce zamieszkania, praca. Gdy udało mi się wszystko uzupełnić ustawiłam się w kolejce. Teraz już pozostało tylko czekać, miałam jeszcze plany na dzień dzisiejszy i miałam nadzieję, że szybko uda mi się przebrnąć przez rejestrację.

|zt
Nessa Macnair
Zawód : Szyję szaty dla zmarłych, płaczę na ich pogrzebach
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9536-nessa-macnair https://www.morsmordre.net/t9609-potworek#292250 https://www.morsmordre.net/t9608-czy-to-potwor-z-loch-ness https://www.morsmordre.net/f359-smiertelny-nokturn-13-9 https://www.morsmordre.net/t9611-skrytka-bankowa-nr-2192#292261 https://www.morsmordre.net/t9610-nessa-macnair#292256
Re: Poczekalnia [odnośnik]24.03.21 11:06
23 października

Długo się czaiłem, lecz ostatecznie pojawiłem się w ministerstwie przygnany przez głód i niewygodę wiążąca się z brakiem zarejestrowanej różdżki w Londynie. Tu już nawet nie chodziło o kłopotliwe przemieszczanie się, lecz zwyczajne zarobienie jakiegokolwiek knuta. Sytuacja w porcie się zmieniła. Ciężko było o jakiekolwiek zlecenie bez potwierdzenia, że popierasz odpowiedni ład. Nie żebym nie rozumiał - w końcu trzeba było dbać o swój interes ale jednak dla mnie nie była to wygodna sytuacja. Moje nazwisko stało się swoistą kotwicą. Przez Bertiego. Czemu po śmierci musiał wciąż utrudniać mi życie i kazać się denerwować...? Westchnąłem nie mając ostatecznie już sił na to drugie. Niewiele myśląc postanowiłem uczepić się rodziny mojej matki, jak tonący brzytwy. Nie utrzymywałem z nimi większego i dobrego kontaktu, lecz nie widziałem dla siebie za dużego ratunku biorąc pod uwagę istnienie tej nieprzyjemnej rubryki "konflikty z prawem". Ledwie starczyło mi miejsca, a i tak miałem wrażenie, że coś mi umykało. Nie zamierzałem się tego wypierać. Za często policjanci zbijali we mnie piąsteczki przy zatrzymaniach, a potem klawisze piąteczki, by taka machlojka się utrzymała. Obróciłem kilka razy piórem między palcami mając pustkę w głowie, kiedy tak patrzyłem na wypełniony już świstek papieru. Czułem się jak na sprawdzianie z historii magii. Byle tylko nie skończyło się na trollu w dzienniczku...
Po złożeniu papierów czekałem na tę całą komisję mając nadzieję. czułem lekkie pod denerwowanie, lecz nie było źle. Zdawałem sobie w końcu sprawę z możliwych niewygodnych pytań, które mogłyby mi zostać postawione. Zamierzałem jednak wypierać się swojego ojca, jak i jego rodziny. Wlepiałem przy tym zauroczone oczy w panią komisarz. Poprawiłem się w krześle opierając łokieć na podłokietniku umyślnie chcąc by mięśnie naprężyły materiał rękawa. Co jakiś czas zsuwałem z jej twarzy spojrzenie niby ukradkowo, a jednak tak by czuła, że ją oglądam, wyceniam i jestem bardziej niż zaintrygowany tym - Przepraszam, ale chyba przy pani zapominam o całym świecie...Mogła by Pani powtórzyć pytanie? - zapytałem filuternie uśmiechając się do niej. Niech już nie będzie taka skrupulatna, niech da się wybić. W myślach trzymałem zaś w kciuki by ta cała komisja nie miała żadnych etapów i by zaraz nie zastąpił tego przesłuchania jakiś sztywny kolega...

|Odwalam szajs i turlam na kokieterię zamiast kłamstwo


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Poczekalnia [odnośnik]24.03.21 11:06
The member 'Matthew Bott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 36
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Poczekalnia [odnośnik]28.03.21 17:26

16 X 1957


Przyklejasz czoło do szyby
Po drugiej stronie jest lepszy świat
Twoje jest życie na niby

Wciąż tu są, a to niesie ze sobą ulgę. Niezbyt wielką po prawdzie, lecz nawet ta namiastka pozbawia sztywności ramion, nerwowej potrzeby mięcia materiału granatowej sukienki. Biały kołnierzyk wciąż wydaje się zaciskać na gardle, niczym lodowate paluchy paniki, jednak oddycha jakoś łatwiej, odkąd widzi, że ludzie wciąż zajmują przestrzeń poczekalni. Jak wielu będzie zmuszonych łgać w żywe oczy? Zastanawia się, choć jakieś zakłopotanie rodzi się w jej wnętrzu, jakby świadomość, że część osób wyczekujących na swoją kolej, próbuje ratować swoje życie, ona - resztki godności, którą utraciła w chwili, gdy chwyciła za to przeklęte gęsie pióro pełna nadziei. Obcasiki szpilek uderzają o podłogę w cichym stukocie, kiedy kostka przy kostce porusza stopami w odczuwanym niepokoju, jakby spodziewała się, iż zostanie skazana tu i teraz za próbę ukrycia tego, kim jest. A przecież była nikim. Jako Ella. Jako Finley. Ledwie popiół na wietrze. Unosi spojrzenie spod woalu rzęs, napotykając pełen irytacji wzrok obcego czarodzieja, któremu nie podobał się sposób wyrażania przez dziewczynę emocji i zapewne uniesienie kącika pełnych ust w odpowiedzi, zrobiłoby większe wrażenie, gdyby tak pośród idealnie jasnych kosmyków włosów wciąż plątały się różowe pasma. Gdyby powieki zostały podkreślone mocną czernią, nie zaś subtelnym makijażem, a giętkie ciało zdobiła zwyczajowa pstrokacizna, cekiny oraz oburzająco obcisłe kostiumy tancerki. Ale nie przybyła tutaj jako igrająca z ogniem, wciąż odczuwająca mdłości, kiedy przychodzi jej słyszeć podobny tytuł, jedna z cyrkowych mar. Przyszła tutaj jako wzorowa obywatelka, skromna oraz nad wyraz nieszkodliwa, albowiem Fletcher doskonale wiedziała, jak z każdego można wykrzesać niewinność podkreśloną niewielkimi akcesoriami. Zdołała wygrzebać nawet te przeklęte buty, zmuszając ją do ćwiczeń, póki przestała poruszać się jak kaczuszka czyniąca swe pierwsze kroki, łapiąc równowagę, acz nigdy odporności na ból zadawany ściśniętym stopom. Dlatego zamiast ironii, na wargach osiada uprzejmy, niemal przepraszający uśmiech, stukot ustaje, oczy wspólnie odwracają się w niemej zgodzie odnoszącej się do zachowania ziarnka pokoju panującego między interesantami. Tym razem to palce zaczynają swój taniec, wystukują tylko sobie znany rytm, odciągają uwagę od goryczy rozlewającej się na podniebieniu, gdy przed pojawieniem się w Ministerstwie zażyła eliksiru wężowych ust, po raz kolejny dziękując zapobiegawczej Frances. Westchnienie wymyka się z gardła, a potem zamiera, bo to jej nazwisko zostaje wywołane, bo oto nadeszła jej chwila prawdy. Więc Finley wstaje, z gracją, z pogodnym uśmiechem tak nie pasującym do jej rzeczywistego oblicza, zjawia się przed oblicze komisji zrelaksowana. Bo przecież nie ma czego się obawiać. Dlaczego przybyła dopiero teraz? Trwały pertraktacje odnośnie przedłużenia kontraktu na Arenie. A więc jest tancerką? Akrobatką sir, nastawioną w głównej mierze na taniec z ogniem. To prawdziwie trudna sztuka, lecz jak pięknie wyglądają płomienie nocą! Czy rodzina Jones nie ma czasem konkretnej...charakterystyki? Och, naturalnie, jednak moja linia pochodzi od Calico Jack'a, czy słyszał pan o nim? Tak, tak, nieprzychylna opinia, ale sir, nie w głowie iść mi w jego ślady, jeśli kraść, to tylko serca, nieprawdaż? Odpowiadała lekko, miękko, z dłońmi ułożonymi na kolanach, zdradzając się z młodzieńczą świeżością oraz naiwnością czającą się w brązowych tęczówkach. Oby była wystarczająco przekonująca. Oby i tym razem publika poddała się rzekomej pannie Jones bez walki.

| zt

rzut na oszustwo ( kłamstwo +30, stopień II + wężowe usta stat. 40) st. 50
post edytowany, by zrobić zt, bo jestem gapą

[bylobrzydkobedzieladnie]


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?


Ostatnio zmieniony przez Finley Jones dnia 29.03.21 23:29, w całości zmieniany 1 raz
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 10 IYOfLg4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Poczekalnia [odnośnik]28.03.21 17:26
The member 'Finley Jones' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 92
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Poczekalnia [odnośnik]07.04.21 13:03
Matthew Bott

Atmosfera panująca tego dnia w Biurze Rejestracji Różdżek była spokojna, prawie senna; ponieważ większość czarodziejów pracujących lub przebywających w Londynie zdążyła już zarejestrować swoje różdżki, korytarze przez większość dnia świeciły pustkami, wypełniając się pojedynczymi interesantami głównie wczesnym rankiem lub późnym popołudniem, tuż przed zakończeniem pracy. Nerwowe szepty, które tak często wypełniały to miejsce w początkowych miesiącach tuż po wprowadzeniu obowiązku rejestracji, należały do przeszłości; teraz wzdłuż ścian niosły się głównie przyciszone głosy znudzonych urzędników, opowiadających sobie o co ciekawszych przypadkach. To właśnie jeden z takich urzędników wręczył Matthew formularz rejestracji, a później zaprowadził go do pokoju, w którym dokumenty przyjmowali członkowie komisji.
Siedząca po drugiej stronie biurka kobieta była czarownicą w średnim wieku, o jasnych, kręconych włosach okalających ładną twarz; nosiła turkusową szatę wyszywaną w jakiś skomplikowany, florystyczny wzór, który zdawał się zmieniać ułożenie za każdym razem, gdy się poruszała. Wziąwszy dokumenty od Matthew, zaczęła spokojnie je przeglądać - skrupulatnie, ale bez nadmiernej czujności czy podejrzliwości, od czasu do czasu przepisując coś na czysty arkusz pergaminu leżący obok niej. Słysząc słowa wypowiedziane przez mężczyznę, uniosła na niego spojrzenie; na jej wargach zatańczył uśmiech, trochę zakłopotany, a trochę zadowolony. - Pytałam, czy pamięta pan dokładną datę tego aresztowania?.. - powtórzyła, obracając formularz w jego stronę i palcem wskazując na odpowiednie miejsce. Pochyliła się przy tym nad biurkiem, opierając się o nie łokciami, i wyglądało na to, że rzeczywiście przestała zwracać uwagę na inne nieścisłości wypisane na rejestracyjnym pergaminie, ale nim Matthew zdążyłby jej odpowiedzieć, boczne drzwi do pokoju otworzyły się i wychylił się zza nich młodszy, na oko trzydziestoletni mężczyzna, ubrany w charakterystyczną szatę, które nosili strażnicy pilnujący porządku w Ministerstwie Magii.
- Gladys, chciałaś mnie widzieć? - odezwał się, spoglądając pytająco na kobietę. Ta, wyraźnie speszona, cofnęła się, siadając z powrotem na krześle. Odchrząknęła, poprawiła włosy, zakładając je za uszy i już z bardziej oficjalną miną odwróciła się w stronę mężczyzny.
- Tak, Horacy mówił, że brakuje twojego podpisu na protokole z ostatniego zatrzymania. Gdzieś go tu zostawił... - powiedziała, odsuwając szufladę i na moment przestając zwracać uwagę na siedzącego naprzeciw niej Matthew. W przeciwieństwie do strażnika; ten, początkowo jedynie przemknąwszy bez zainteresowania po twarzy mężczyzny, po chwili zatrzymał na nim wzrok, zmarszczył brwi i zrobił krok do przodu, wchodząc do pokoju. Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, unosząc brew; na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.
- Kogo jak kogo, Bott, ale ciebie nie spodziewałem się tu zobaczyć - odezwał się. Matthew bez trudu rozpoznał jego twarz, choć gdy widział go po raz ostatni, mężczyzna miał na sobie mundur strażnika Tower of London, gdzie pracował przez dłuższy czas - gdyż Matthew w czasie swoich aresztowań spotykał go niejednokrotnie, czasami mając okazję zamienić z nim parę słów, gdy czarodziej - znudzony - przychodził zapalić papierosa przy jego celi. - Nie mów mi tylko, że postanowiłeś zostać przykładnym obywatelem - dodał po chwili, przelotnie zerkając na leżący na biurku formularz, ale z miejsca, w którym stał, nie był w stanie przeczytać niczego, co było na nim wpisane. Przestąpił z nogi na nogę; wydawał się rozluźniony, mówił konwersacyjnym tonem i nie wyglądało na to, by miał specjalnie wrogie zamiary, ale przeszukująca szufladę kobieta uniosła na moment spojrzenie, z zainteresowaniem przesuwając je od strażnika do Matthew; wypowiedziane przez czarodzieja nazwisko z pewnością dotarło również do jej uszu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Poczekalnia [odnośnik]18.04.21 20:48
Nie miałem wstydu, lecz przy tym musiałem przyznać przed sobą samym, że miałem za to (jak mi się jeszcze wydawało) szczęście - szykowna blondynka w średnim wieku posyłała mi ukontentowany uśmiech. Była chyba trochę znudzona rutyną, jak i leniwą atmosferą biura. Nie mogłem jej za to winić. Tak właściwie cała przyjemność z tego, że mogłem wprawić te oczy w błysk, leżała po mojej stronie.
- Uch... - westchnąłem z zamyśleniem nie potrafiąc dostrzec co mi pokazuje palcem bo gdy pochyliła ciekawskim spojrzeniem przesunąłem po dekolcie - Myślę... - obojczyku, potem na tych zadowolonych ustach, twarzy - ...że przypomnienie sobie może trochę potrwać - zdradzam z teatralną bezradnością bo powiedzmy sobie szczerze - ja też powoli byłem z chwili na chwilę ukontentowany sytuacją. Widząc jej zachowanie no po prostu nie mogłem nie chcieć pociągnąć tego jeszcze, pogłaskać jej ją jakimiś epitetami i zobaczyć jaki uśmiech lub spojrzenie będzie potrafiła mi posłać. Urzędniczki to jednak coś w sobie mają...
Chrząknąłem również prostując się w krześle z łobuzerskim rozbawieniem, kiedy to byłem światkiem jej zmieszania i przywdziania maski skrupulatnej Pani urzędniczki przed niespodziewanym gościem. Trochę tak, jakbym włożył palec w ciasto i się z tego cieszył. Uniosłem, jednak zaraz brwi w zastanowieniu, kiedy gość zwrócił się do mnie po nazwisku. Dopiero w drugiej chwili rozpoznałam go jako Horacego. tak właściwie to sprawiło, że się rozluźniłem.
- A ja, że pozwalają ci wychylić nosa na świeże powietrze z tej zatęchłej nory, Bellchant - odbiłem piłeczkę z serdecznym przekąsem. Przeważnie widywałem go jedynie w Tower, a to nie było przyjemne miejsce. Nie tylko dla więźniów. Ale pracę nie zawsze się wybiera. Kto by pomyślał, że czasem pojawia się w takich miejscach jak to - nowo wyremontowane piętro ministerstwa - Jeżeli częściej niż po korytarzach Tower śmigasz teraz po marmurowych posadzkach Ministerstwa to chyba nie dajesz mi innego wyboru - wzruszyłem bezradnie ramionami błyskotliwie zauważając tę zależność. Odzwierciedlałem postawę Bellchanta - czułem się swobodnie i lekko. Po części właśnie że to Bellchant, a po części dlatego by nie wpędzić w jeszcze większe podenerwowanie urzędniczki, która czujnie podniosła spojrzenie. Nie miałem wątpliwości co do tego, że właśnie coś przestało jej stykać. Przykładowo zapisane nazwisko z tym wypowiedzianym. Swobodnie ciągnąłem dalszą wymianę zdań chcąc zasiać w niej pozorny spokój, a może właściwie nawet swoją postawą dać jej do zrozumienia że to co usłyszała nie jest takie istotne, się tym nie przyjmuję i jestem w stanie to wyjaśnić więc może nie ma sensu robić o to zamieszanie w tym momencie. Zresztą zaraz idąc za ciosem dalej eksponowałem, jak się dogaduję z Bellchantem! - Ten Pan dotrzymywał mi często zza drugiej strony krat. Jakby potrzebowała Pani potwierdzenia tych odsiadek to proszę do niego śmiało podbijać - puściłem jej wesołe oczko, a po tym spojrzałem tak trochę poważniej na strażnika - Słyszałem, że ostatnio w Tower działo się nieciekawie... - obracałem się w towarzystwie w którym jeżeli nie ja to ktoś inny okazyjnie kiblował - Dobrze cię jednak widzieć w kawałku, Bellchant.

|Trochę dalej kokietuję


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Poczekalnia [odnośnik]28.04.21 0:27
Jasnowłosa kobieta przyglądała się Matthew z zaciekawieniem, pochylając się ponad blatem biurka i wskazując palcem odpowiednią rubryczkę w formularzu, była więc całkowicie świadoma jego spojrzenia, bynajmniej nie zawieszonego ani na pergaminie, ani na jej twarzy; na jej ustach zatańczył uśmiech, a jedna brew uniosła się wyżej. – Nie musi się pan spieszyć, nie mamy dzisiaj wielu interesantów. Lepiej niech się pan dokładnie zast… – zaczęła, przerwało jej jednak skrzypnięcie drzwi; zdanie urwało się więc w połowie, a ona, wracając natychmiast do chłodnej roli urzędniczki, usiadła z powrotem na krześle i zajęła się przeszukiwaniem szuflady; lekki rumieniec, który wypłynął na jej szyję, kontrastował wyraźnie z turkusem eleganckiej szaty.
Strażnik, jeśli cokolwiek zauważył, to nie dał tego po sobie poznać; zachowując swobodną postawę, oparł się plecami o ścianę tuż przy drzwiach, ramiona krzyżując na klatce piersiowej. Nie wyglądał, jakby spodziewał się kłopotów, na jego twarzy nie było czujności; wyglądał raczej jak ktoś, kto kończył właśnie długą zmianę w pracy i myślami częściowo był już poza nią. Słysząc odpowiedź Matthew, uśmiechnął się trochę z rozbawieniem, a trochę z zadowoleniem. – Dostałem nowy przydział – pochwalił się, zadzierając wyżej brodę. Chwycił palcami za skraj szaty tuż przy kołnierzu, po czym pociągnął kilka razy za materiał. – Od października pracuję tutaj. Nigdy więcej zimna i wilgoci, źle mi to robiło na płuca – dodał, kręcąc głową. Opuścił rękę, zatrzymując wzrok na twarzy czarodzieja i przestępując z nogi na nogę. – A ty? Gdzie teraz śmigasz? – zapytał z zainteresowaniem. Ton jego głosu był raczej konwersacyjny, bez dźwięczących w nim nut podejrzliwości. – Zachowałem sobie starą talię kart, musimy się kiedyś umówić na partyjkę – rzucił, być może jedynie żartując, a może mówiąc poważnie. Gdy Matthew ponownie zwrócił się do urzędniczki, strażnik również przeniósł na nią spojrzenie. Gladys uśmiechnęła się krótko, zerkając to na jednego, to na drugiego mężczyznę, po czym wróciła do przeszukiwania szuflady, mruknąwszy jedynie coś niezrozumiale. Strażnik za to się zaśmiał. – Kto by spamiętał te twoje odsiadki, Bott – odpowiedział wesoło, ale następne słowa Matthew sprawiły, że spoważniał; kąciki jego ust pomknęły w dół, ramiona spięły się nieco. Pokręcił głową. – Daj spokój, szczęście miałem, że mnie tam wtedy nie było. Miałem być, ale wziąłem parę dni wolnego, bo syn mi się urodził, i no… Chciałem zostać z Esther w domu. Wariaci wysadzili pół korytarza, podobno szlachtowali też kogo popadło. Z Danielsa i Baileya nie było czego zbierać. Oby ich wściekłe hipogryfy rozniosły na kopytach – warknął gniewnie, a brwi ściągnęły mu się do środka; wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale wtedy urzędniczka o imieniu Gladys wyprostowała się, wyciągając z szuflady arkusz pergaminu.
Tutaj mam. Wszystkie zeznania są, tylko brakuje twojego podpisu – powiedziała, zwracając się w stronę strażnika i obracając dokument na biurku. Mężczyzna oderwał plecy od ściany, żeby paroma krokami przemierzyć dystans, który dzielił go Matthew i urzędniczki. Wziął do ręki podsunięte przez nią pióro, po czym pochylił się nad blatem, żeby złożyć podpis we wskazanym przez nią miejscu; jego spojrzenie, prawdopodobnie przypadkowo, przesunęło się również w stronę arkusza rejestracyjnego, który wciąż leżał na biurku. Strażnik zatrzymał na nim wzrok, po czym uniósł pytająco brwi i skrzyżował spojrzenia z Matthew; nic nie powiedział, ale wydawało się jasne, że dostrzegł w formularzu coś, co mu zgrzytało.

| Mistrz gry chciałby poprosić o zmianę imienia i nazwiska wybranego dla strażnika; Horacy Bellchant to urzędnik wykorzystany w trakcie innego wątku, nie jest strażnikiem <3
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Poczekalnia - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Poczekalnia [odnośnik]07.05.21 14:04
07.04

Szaleństwo. Szaleństwem należy nazwać rozpadający się wokół świat, obnażający wszelkie najgorsze ludzkie przywary. Świat idący tropem rewolucji i chociaż Nailah od zawsze lubiła iść pod prąd, to nigdy nie posunęłaby się do podobnej impertynencji. Uznania, że powinna kierować cudzym losem. Nie była Merlinem, nie udawała, że potrzebuje trzymać w garści ludzkie życie, będące zależne wyłącznie od jej kaprysów. To jej własne pochłaniało ją na tyle, że inne sprawy odchodziły w beztroski niebyt. Jednak nawet zamkniętej w portowej bańce Jones rzeczywistość musiała dać się we znaki. Pomimo całkowitego niezainteresowania politycznymi działaniami niektórych rzeczy nie dało się zignorować. Zwłaszcza to, że Londyn od dawna był domem - opuszczonym na wiele lat, pełnym przykrych wspomnień, ale nadal trącącym nostalgią przeszłości. Nie potrafiła zignorować wyraźnych znaków, przymusów władzy. Życie i bez tego bywało trudnym, za to lekkość bywała niezwykle przydatna w cyrkowych realiach. Oraz egzystencjalnych perypetiach.
Podjęcie decyzji przyszło z niezwykłym trudem, typowym dla niej ociąganiem. Rzadko decydowała się na poryw emocji, woląc każdy krok dokładnie przemyśleć. Nie była już lekkomyślną nastolatką, która z kuferkiem i wielkimi oczami kierowała się wyłącznie impulsem. Patrzącą na świat dokładnie w ten sam, naiwny sposób, wierzącą w moc magicznej ochrony przed wszelkim złem. Nie. Zło panoszyło się coraz szerzej, coraz chętniej, coraz śmielej. Dość już udawania, że jakieś nadnaturalne siły przybędą z pomocą. Całe życie musiała liczyć wyłącznie na samą siebie - i tak już na zawsze pozostanie.
To ostatecznie utwierdziło ją w przekonaniu, że nie powinna dłużej ignorować dziejącego się dookoła zamętu. Bardzo nie podobała jej się wizja namiaru na różdżce, ale nie było innego wyjścia. Nie dało się poruszać po stolicy bez papierów, dlatego wizyta w Ministerstwie Magii okazała się złem koniecznym. Złem, do jakiego namawiała się przeszło tydzień, żeby wreszcie opuścić arenę i skierować kroki do przerażającego budynku.
Te wszystkie kolorowe stroje, piękne, wyglądające z daleka na bogate dodatki, to miało zatuszować wewnętrzne podenerwowanie oraz niepewność. Na zewnątrz spojrzenie błyszczało butnością, wysoko uniesiony podbródek przywoływał na myśl arogancję, ale to nie miało już żadnego znaczenia, nie tak naprawdę. I tak patrzono na nią jak na kogoś gorszego sortu; kolor skóry zbyt mocno rzucał się w oczy i robiłby to nawet, gdyby nie wysuwające się na pierwszy plan ubranie. Rzadko bywała w podobnych miejscach, właściwie unikając ich jak ognia piekielnego, ale w końcu musiała przejść przez korytarze do poczekalni. Masa anonimowych czarodziejów oczekiwała w zniecierpliwieniu na swoją kolej i Nailah widziała ich zniesmaczone spojrzenia oraz słyszała ukradkowe szepty, ignorowała je jednak z zapalczywością, która kierowała także cierpliwością w oczekiwaniu na zakończenie procesu rejestracji różdżki. Może powinna jak najmocniej wtopić się w tłum, zrobić wszystko, żeby oszukać pracujących urzędników, ale to nie miało sensu. Była na to zbyt charakterystyczna, zaś kolejne gierki zaczęły ją nużyć. Czasem należało odpocząć od teatralności istnienia.
Chociaż czas dłużył się niemiłosiernie, udało się załatwić wszystko tego samego dnia. Podobno miała ogromne szczęście, wielu nie mogło pochwalić się tym samym. Kolejki okazywały się być prawdziwą skarbnicą wiedzy.

zt.



czasem patrzył na nia
siedzącą na swoim posłaniu, i niemal słyszał rozpaczliwy zew tęsknoty zamkniętego w klatce drapieżnika.
Nailah Jones
Zawód : treserka zwierząt w cyrku, początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

dzikie to, spazmatyczne
pstrokate jak całe ich życie

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9527-nailah-jones#289763 https://www.morsmordre.net/t9532-malika#289971 https://www.morsmordre.net/t9531-nailah#289963 https://www.morsmordre.net/f350-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-11 https://www.morsmordre.net/t9535-skrytka-nr-2184#290002 https://www.morsmordre.net/t9533-nailah-jones#289995
Re: Poczekalnia [odnośnik]11.05.21 20:43
1 - X - 1957

W Londynie wszystko wydawało się inne, chociaż nie potrafił jeszcze stwierdzić, czy lepsze; wspomnienia z młodych lat spędzanych w szkole i w mieście kładły cień na rzeczywistość, która rozciągała się przed brązowymi tęczówkami. Nowa władza, nowe zasady; po raz kolejny został utwierdzony w przekonaniu, że wybrał dobrze.
Wystarczyło jedynie się odnaleźć; odezwać do kilku osób, które niegdyś stanowiły centrum koleżeńskich znajomości. Działać, a więc zaistnieć; postarać się, by nazwisko stało się rozpoznawalne. Odkąd pamiętał, posiadał żyłkę do interesów - coś, co dziadek dostrzegł w nim o wiele prędzej, niż nieodżałowani rodzice. Londyn otwierał przed nim nowe, nieznane dotąd możliwości - ciasny, wypełniony niechcianymi wspomnieniami Blythburgh nie mógł równać się z tętniącym życiem miastem. Dostosowanie się do panujących, nowych reguł nie stanowiło problemu dla kogoś, kto popierał zmiany z całego serca; rejestrację różdżki uznał więc jedynie za niewielki punkt w odświeżonej rzeczywistości, za zadanie, które śmiało mógł zrealizować w chwili wolnego czasu. Nie obawiał się wyrywkowej kontroli, bo i nie miał się czego bać - wolał jednak dopilnować, by wszystkie warunki zostały spełnione.
Kolejka zdawała dłużyć się w nieskończoność, a atmosfera - ponura, milcząca, niemal złowroga - ścierała uśmiechy z nawet najbardziej pogodnych warg. Atticus przyglądał się w obojętnej ciszy zachowaniu zebranych, wychwytując szczegóły i drobne gesty. Jakaś kobieta zaciskała mocno drżące palce na mężowskiej dłoni, a ten, blady jak trup, nawet na nią nie patrzył; samotna, starsza kobieta chodziła wtę i z powrotem, mamrocząc pod nosem coś, co mogło brzmieć jak modlitwa; chorobliwe szczupły mężczyzna bezwstydnie chlipał w haftowaną chustkę, wciśnięty w sam kąt poczekalni. Oni wszyscy stanowili wyjątkowo przykry obraz ludzkiej rozpaczy; gdyby Atticus faktycznie posiadał serce, w tym momencie winien byłby odczuć współczucie.
Zamiast tego pozostała mu całkowita neutralność, brak chociażby ciepłego słowa bądź uprzejmego uśmiechu. Pozostało tylko czekać cierpliwie na swoją kolej - i opuścić mury Ministerstwa Magii jak najprędzej.
Różdżka, która od tak dawna była towarzyszem, spoczywała bezpiecznie w wewnętrznej kieszeni eleganckiej szaty. Nawet jej wykonanie mówiło wiele o osobie, która była jej posiadaczem; długa na szesnaście cali, wykonania z drewna pekanu i rdzenia z łuski kappy, nadawała się idealnie do obecnego zawodu drugiego syna państwa Blythe. Status krwi również stanowił tylko formalność gotową do przysłowiowego odbębnienia - gdy tylko dostał się do pomieszczenia (mijając przy okazji wszystkich pozostałych, czekających przecież dłużej niż on sam), wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami. Uprzejma rozmowa o wszystkim i o niczym ze sprawdzającym wprowadziła niemal beztroską atmosferę do ponurego pokoju; gdy było już po wszystkim, skierował raźne kroki w stronę wyjścia, nie oglądając się za siebie.

zt
Atticus Blythe
Zawód : jubiler, twórca talizmanów
Wiek : 30 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
The desire of gold is not for gold. It is for the means of freedom and benefit.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9791-atticus-blythe#296938 https://www.morsmordre.net/t9850-jutrzenka#298336 https://www.morsmordre.net/t9848-hands-made-of-gold#298297 https://www.morsmordre.net/t9909-atticus-blythe
Re: Poczekalnia [odnośnik]26.05.21 18:55
| 1 października 1957 roku, w samo południe

Nie podobało mi się to. Siedziałem w poczekalni wraz z innymi, zapewne mniej godnymi czarodziejami oraz, nie daj Merlinie, również zakłamanymi szlamami. I to wszystko, cały ten ambaras by zarejestrować swą różdżkę... Żaden problem, można by rzec, tylko że ja nie byłem stąd. Nie wychowałem się tu, w Anglii. Nie miałem śmiesznego akcentu, nadętego nosa i przede wszystkim s z l a c h e t n e j krwi, co było godzące w mą dumę, bo ród Karkaroffów od wieków mógł poszczycić się nieskazitelnością krwi, matka też w rodowodzie nie miała mugoli, a jednak! Siedziałem, czekałem i nie miałem taryfy ulgowej, jak gdybym był... ugh! Nawet nie chciałem myśleć o tym, co oni tu sobie mogli o mnie myśleć. Ktokolwiek.
Na domiar złego, uniosłem spojrzenie, bo czułem się obserwowany. Bacznie przyglądała mi się postać z jednego z obrazów. Nieugięta, niespeszona. Niby nic, ale widziałem w jego oczach - gdyż był to mężczyzna w podeszłym wieku - nutę oceny. Może i byłem młody, może moje nazwisko nie zostało wpisane do jakiejś trefnej listy szlachty, ale miałem swoją godność, klasę, a w przyszłości może i fortunę większą niż mu się śniło. Poprawiłem się, bardziej wyprostowałem, bo przecież nic nie było stracone! Wciąż byłem dziedzicem Karkaroffów... Czy to raczej przeminęło? Może mnie wydziedziczono z powodu ucieczki? Może o mnie zapomniano? Może wuj przejął cały mój majątek i go nie odda? Ale wuj mnie...
Odetchnąłem z ulgą, bo w końcu mnie wywołano i mogłem ruszyć do pomieszczenia, gdzie Komisja Rejestracji Różdżek miała mnie przyjąć do grona pełnoprawnych mieszkańców Londynu albo po prostu wziąć, zakuć i... zrobić to, co tam robili z czarodziejami niepasującymi do ich nadętego grona.
Przed samymi drzwiami głęboki wdech i uniosłem nieco podbródek. Wparowałem do środka.
- Igor Karkaroff - przedstawiłem się, po czym schludnym - tak myślę - gestem wyciągnąłem zza pazuchy swoją różdżkę. Głóg, łuska Kappy, dość giętka. Dziesięć cali mojej nierozłącznej towarzyszki od dobrych kilku lat. Byliśmy razem, zawsze, a mimo to dopadły mnie wątpliwości, kiedy jeden z czarodziejów wziął ją do ręki. Matka mówiła, że to tylko formalność. Jakoś tego nie czułem. Czy nie przyglądał się jej zbyt długo? Zbyt dokładnie? Chyba nie sądził, że mogę być kimś godnym pożałowania? Jeśli tak, to nie ręczę za siebie...
Ale wszystko przebiegło pomyślnie wraz z wywiadem na temat rodowodu. Całkiem sprawnie. Zabrałem MOJĄ własność, skinąłem głową na pożegnanie i się zmyłem. Nie podobało mi się, że musiałem się tłumaczyć jako czystokrwisty czarodziej.

| z/t
Igor Karkaroff
Zawód : pomocnik w domu pogrzebowym matki; początkujący zaklinacz
Wiek : 18
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
spędzam zimne noce w czarnej trumnie z cedru
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9899-igor-karkaroff#299444 https://www.morsmordre.net/t9934-polaris#300363 https://www.morsmordre.net/t9933-zloty-ksiaze#300361 https://www.morsmordre.net/f301-smiertelny-nokturn-13-16 https://www.morsmordre.net/t9937-igor-karkaroff

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Poczekalnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach