Wydarzenia


Ekipa forum
Ławki
AutorWiadomość
Ławki [odnośnik]26.09.16 23:59
First topic message reminder :

Ławki

Znajdują się nieco na uboczu, częściowo osłonięte rzędem kolumn podtrzymujących znajdujący się powyżej balkon. W pewnym oddaleniu od strumienia czarodziejów sunących od kominków do wind lub odwrotnie można na chwilę przysiąść, choćby po to, by upewnić się, czy aktówka zawiera wszystkie niezbędne przedmioty lub czy różdżka spoczywa pewnie w kieszeni szaty, albo po prostu czekając, aż kolejka do kominków pozwalających opuścić budynek nieco się zmniejszy. Rzadko kto zatrzymuje się tutaj na dłużej, pracownicy spieszą się do swoich zajęć, a interesanci do spraw, które sprowadziły ich do gmachu ministerstwa. W pobliżu wyrastają również schody prowadzące na balkon znajdujący się ponad główną przestrzenią atrium.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ławki - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ławki [odnośnik]03.01.17 12:42
Było lepiej niż się spodziewałam, a obawy, które odczuwałam, okazały się być nieuzasadnione. Harriett była tak samo miła i uprzejma jak wcześniej, co dla mnie niestety nie było tak oczywiste. Wszystko przez sprawę z Aaronem, moim wyjazdem… spodziewałam się raczej potępieńczych spojrzeń, ewentualnie ostudzenia relacji, ale nie takiej miłej atmosfery. W czasie, który nie sprzyjał podobnym odczuciom. Deszcz zacinał bezlitośnie, a my coraz bardziej zbliżaliśmy się do urn oraz wnętrza Ministerstwa. Kąciki moich ust drgnęły nieznacznie słysząc uwagę półwili odnośnie swojego syna. Dzieci już tak miały, że bywały nieznośne oraz przesadnie energiczne. Biedny Lovegood, idący wraz z nami, nie raz się przekonał jak wredną dziewczyną w dzieciństwie byłam. Jeśli komuś podstawiałam nogi, obrzucałam śnieżkami czy się z nim kłóciłam, to był to właśnie on. Na samo wspomnienie tamtych pięknych chwil zrobiło mi się cieplej na całym ciele i o dziwo nie do końca zrzucałam to na wpływ przekroczenia suchego pomieszczenia budynku. I ludzkich oddechów mieszających się bezlitośnie. Było ich naprawdę wielu.
- Będziesz czuł się tak wykorzystany, że będziesz nas mieć dosyć na najbliższe miesiące – przytaknęłam Harriett, a chwilę później oddałam strażnikowi swoją różdżkę. Nie miałam nic do ukrycia, ale kiedy zerknęłam na Aarona, to dostrzegłszy jego podenerwowanie nie byłam już niczego pewna. Nie powiedziałam jednak nic. Przestąpiłam kilka kroków w kierunku kolejek kiedy dopadło mnie rozbawienie spowodowane jego słowami.
- Jesteś ciągle niegrzeczny – skwitowałam całkiem wesoło. – Lepiej nam powiedz jakie atrakcje przewidujesz po referendum. Dziki taniec wśród herbaty? – zagaiłam, nie do końca poważnie. Ściągnęłam za to usta, kiedy podeszliśmy do stanowisk z pergaminami. Chwyciłam za pióro, które zawisło nad papierem. Dziwnie było czytać podobne pytania. Szczególnie, że nie miałam pomysłu na to, jak mogłabym zagłosować. W końcu zamaszystym ruchem zaznaczyłam poszczególne odpowiedzi, a świstek powędrował do urny. Jak zrywać plaster, to jak najszybciej.



just fake the smile

Bellona Lovegood
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Re: Ławki [odnośnik]09.01.17 16:40
Nigdy nie lubiła rozstawać się ze swoją różdżką, trzynastocalowym kawałkiem egzotycznego drewna dającego jej poczucie bezpieczeństwa i odpychającego w miarę możliwości mary bezradności, mimo wszystko podała różdżkę strażnikowi bez słowa komentarza, z miną pozornie niewzruszoną, choć czujny obserwator dostrzegłby zapewne, że jej karminowe usta zacisnęły się odrobinę mocniej. Bardzo umowny komfort psychiczny po dobrowolnym rozbrojeniu się, tylko ta kwestia pozostawała problematyczna w przypadku Harriett, która nigdy nawet nie podejrzewała, że przez głowę Aarona mogą prześlizgiwać się zgoła odmienne myśli, krążące dookoła zaklęcia, którego użył i o którym nikt niepożądany dowiedzieć się nie powinien.
- Obyś tylko nie nadużywał tej cudowności - zaśmiała się dźwięcznie zaledwie chwilę później, wtórując bratu w koncercie rozbawienia. Ale miał rację - przynajmniej z obserwacji, jakie miała okazję poczynić w trakcie tych nielicznych i dość przelotnych spotkań, wyciągnęła pierwsze wnioski, może powierzchowne i może naiwne, lecz jakże kojące: panna Greyback zdawała się być idealną osobą do roli pani Lovegood. Miała szczerą nadzieję, że pierwsze wrażenie nie zetrze się nigdy.
- Och nie podejrzewasz nas chyba o tak niskie uczucia jak zawiść! Świat byłby o wiele piękniejszym miejscem, gdyby wszyscy równie ochoczo wypowiadali miłe słowa - westchnęła z wystudiowanym przejęciem, jakby insynuacje o kobiecej zawiści dotknęły ją do żywego, ta scenka jednak zakończyła się szybko, a blondynka skwitowała śmiechem ten niebywały popis dyplomacji i nowy temat przywołany przez Bell. - Brzmi kusząco! Również chętnie poznam szczegółowy plan, to jest, oczywiście, jeśli możesz uchylić rąbka tajemnicy - dołączyła do pytania, wciąż wyginając usta we wdzięczny łuk, który zbladł nieco, gdy już zbliżyła się do stanowiska i wbiła spojrzenie w pytania wypisane na blankiecie do głosowania; nie mogła uwierzyć w to, że muszą głosować w sprawie takich pomysłów. Szybkim, ciągłym ruchem postawiła serię krzyżyków w odpowiednich miejscach, by pozbyć się swojego głosu, znikającego w urnie razem z innymi. Wzburzenie błyskało w jej oczach, chociaż jeszcze przez parę chwil trwała w milczeniu.


I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Harriett Lovegood
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
the show must go wrong
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Re: Ławki [odnośnik]02.02.17 23:10
Same oddanie głosów nie zajęło im zbyt wiele czasu, pytania były nad wyraz... proste. Aaron znał odpowiedzi na nie, chociaż gdzieś z tyłu głowy wciąż lśniły mu słowa - jesteś pewien? Co stanie się po referendum? Jakie kroki ostatecznie podejmie Ministerstwo, by chociaż przez chwilę udawać, że wciąż ma to wszystko pod swoją kontrolą? Nie miał pojęcia, jak bardzo odbije się to na jego herbaciarni, nawet nie wyobrażał sobie ogromu zmian, jakie w jednej chwili wpełzną do magicznego świata niczym węże i zatrują umysły czarodziejów nowymi zasadami i ideami.
Przymrużył powieki, gdy jego dłoń kierowała kartkę wprost do urny, gdzie znajdowało się kilkadziesiąt albo kilkaset innych głosów. Był ciekaw innych opinii. Był ciekaw, co o tym sądzą klienci jego herbaciarni. Może jutro pokrąży między stolikami.
Uniósł wzrok, by rozejrzeć się za Harriett i Bell. Gdy i one oddały swoje głosy, uśmiechnął się kątem ust, zbierając je z samego centrum wydarzeń. Mogli już wracać do domu.
Albo do herbaciarni.
- Dziki taniec wśród herbat? Sądziłem, że takie praktyki stosuje się w Indiach i to tylko w czasie święta - odparł, nachylając się ku nim w konspiracyjnym geście. - Mogę wam zaproponować tylko słodki deser. Zostało jeszcze trochę ciasta. I oczywiście herbatę. Ale o tym chyba nie muszę przypominać.
Szedł w środku i znajdował się właśnie w idealnym położeniu, by zaproponować im obu swoje ramiona. Oderwały go od ziemi, chociaż paradoksalnie wciąż po niej chodziło - odleciał tylko myślami gdzieś hen, hen daleko.
- Hattie, mam nadzieję, że nie planujesz szalonych wojaży pod koniec kwietnia? - zerknęła na Bell, potem znów jego wzrok powędrował w stronę siostry.
Musiała rozumieć!


| przepraszam za taką obsuwę! podkówka
Aaron Lovegood
Zawód : Właściciel herbaciarni "Czerwony Imbryk"
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm just a man
I do what I can
Don't put the blame on me
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ławki - Page 2 OnlREnj
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1193-aaron-lovegood https://www.morsmordre.net/t1334-aaronowy-ajay https://www.morsmordre.net/t1335-pan-milosc-i-dobro https://www.morsmordre.net/f199-manor-road-4 https://www.morsmordre.net/t1554-aaron-lovegood
Re: Ławki [odnośnik]04.02.17 20:54
Wciąż zaciskała usta w wąską linię, a przed jej oczami migotało najświeższe wspomnienie referendalnych pytań, o których bardzo by chciała, by okazały się być zaledwie ponurym i niezbyt trafionym żartem, nową, nieudaną strategią jakiegoś wściekłego gryzipiórka, który pragnie ocieplić wizerunek Ministerstwa - chociaż te scenariusze brzmiały wręcz absurdalnie, czy swoim absurdem mogły przebić rzeczywistość, która malowała się w nieciekawych barwach? To musiał być koszmar, z którego wszyscy już niebawem się obudzą, musiał być, chociaż jej pokorne zaklinania nie odnosiły większych skutków, gdy rozluźniała uścisk palców dzierżących kartę głosowania. Naszły ją nagłe wątpliwości: co, jeśli większość zgodzi się jednak z tymi szalonymi pomysłami, które były rozważane? Czy rozpocznie to serię prześladowań na tle pochodzenia? Czy ewentualny Brexit okaże się być znacznym utrudnieniem w funkcjonowaniu Imbryka, który swoją działalność uzależniał od dostaw herbat z Dalekiego Wschodu? Zmarszczyła jasne brwi ponownie, nie do końca świadomie, lecz już po chwili próbowała odrzucić od siebie te fatalistyczne wizje i przywołać na twarz na powrót ciepły uśmiech. Obywatelski obowiązek mieli już z głowy, teraz resztę popołudnia należało spędzić w miłej atmosferze i nie psuć sobie krwi czymś, co było już poza ich mocą sprawczą.
- Niektóre tradycje z Indii można by z powodzeniem zaimportować - stwierdziła, nie kryjąc rozbawienia - szczególnie, że oczami wyobraźni dojrzała już nie tak poważnego Aarona brykającego radośnie pośród pachnącej aromatycznie roślinności i ta wizja sprawiła, że w sercu półwili rozlało się przyjemne ciepło. - Barbarzyństwem byłoby odrzucać taką propozycję - dodała po chwili, z chęcią przyjmując jego ramię, pod które wsunęła dłoń.
- W żadnym wypadku - zaprzeczyła, a szeroki uśmiech rozciągnął jej usta. Nie mogła rozumieć go opatrznie, nie po tych spojrzeniach, jakie wymienił z Bell, a następnie z nią samą. - Ale, jeśli chodzi o to, o co myślę, że chodzi, mam szczerą nadzieję, że to wy planujecie szalone wojaże. Na początku maja - dodała po chwili, pozostając w tej samej sferze pośrednich komunikatów.

| wciskam się w kolejkę, bo mam jeden pościk mniej od was, mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko <3


I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Harriett Lovegood
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
the show must go wrong
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Re: Ławki [odnośnik]15.02.17 10:52
Nie byłam przyzwyczajona do rodzinnych spotkań oraz przychylnych słów czy uśmiechów. Topniałam z każdą chwilą nie mogąc dłużej utrzymywać fasady niewzruszenia absolutnie niczym. Odczuwałam ciepło na sercu pomimo rozedrgania skóry wskutek nędznej pogody. Marzec nas nie rozpieszczał. Wiatr oraz deszcze wzbudzały ciarki ciągnące się wzdłuż kręgosłupa i nie tylko. Wzbudzały nawet większe emocje niż referendum będące pomyłką chorego systemu. Nie zamierzałam tego komentować, tak samo jak rozprawiać o nieinteresującej mnie w najmniejszym stopniu polityce. Jedynie, czego byłam pewna, to ograniczenia panoszenia się mugoli swoim istnieniem zbyt mocno ingerującym w życie czarodziejów. Reszta była mi najzupełniej w świecie obojętna. Wyjście do gmachu Ministerstwa Magii jakkolwiek mogło wydawać się być mało przyjemnym, to traktowałam to jako sposobność do spotkania się z Aaronem i Harriett. Takie podejście do sprawy wydawało się być dużo przyjemniejsze i… aż nieznajomo optymistyczne.
Trochę milczałam, kiedy rozmawiali o cudowności oraz innych krępujących rzeczach, raz po raz odczuwając delikatne ciepło na policzkach. Podejrzewając, że trochę się czerwieniłam. Starałam się nie dać tego po sobie poznać idąc koło nich z lekkim uśmiechem. Pewnie minie jeszcze trochę czasu zanim przestanę zachowywać się jak dzikuska.
- A to nie święto? Właśnie spotykasz się z dwiema najważniejszymi kobietami w twoim życiu, powinniśmy to odpowiednio uczcić – kontynuowałam zabawę słowem oraz żarty. Dziwnie się poczułam z myślą, że naprawdę mogę być dla kogoś ważna. To niecodzienne odkrycie wywołało we mnie jeszcze większe zmieszanie. Aż zaczęłam trochę skubać rękaw kurtki.
- Ciasto i herbata brzmią naprawdę fantastycznie – przytaknęłam, jednak nie wdając się w temat kobiecej zawiści. Chciałabym powiedzieć, że nie posiadam tej cechy, ale nie mogłam… dlatego z mojej strony zasłoniłam się milczeniem. Kiedy Aaron wypowiedział te słowa, poczułam, aż na chwilę tracę oddech, a serce przyspiesza rytmu. Uśmiechnęłam się szerzej spoglądając na narzeczonego i od razu poczułam jeszcze większą konsternację. Zupełnie nie wiem dlaczego ten temat mnie peszył. Przy nim, na Trout Road nie byłam tym aż tak podekscytowana i niepewna jednocześnie, a teraz obecność kogoś bliskiego Aaronowi napawała mnie lękiem, że mógłby nie być tak zachwycony naszą decyzją jak my… choć było to trudnym zadaniem, chciałam wywrzeć dobre wrażenie na Lovegoodach.
- Planujemy? – spytałam go unosząc wzrok. Tak naprawdę nie rozmawialiśmy o tym, co będzie później.



just fake the smile

Bellona Lovegood
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Re: Ławki [odnośnik]20.02.17 20:27
Łapczywie zaczerpnęła świeżego powietrza po opuszczeniu gmachu Ministerstwa Magii, zupełnie jakby zbyt długo przebywała pod wodą i dopiero co wynurzyła się na powierzchnię - po części tak właśnie się czuła, nieprzyzwyczajona do siedziby instytucji rządzącej czarodziejską społecznością, do biurokratycznego szumu i sztywnej, urzędniczej atmosfery. Wszystko to razem wzięte przytłaczało ją bardziej niż sądziła i, po fakcie, biorąc to pod uwagę, nie wyobrażała sobie stawić się na referendum w pojedynkę, bez rodziny, która skutecznie odciągała jej myśli w inne, przyjemniejsze rejony niż najnowsze absurdy Wilheminy Tuft. Marcowy chłód owiewał jej sylwetkę, lecz tym razem wyjątkowo nie przeszkadzał jej delikatny dreszcz przeszywający delikatne tkanki; przyjęła orzeźwiający powiew z ulgą, poprawiając poły płaszcza, by szczelniej zakrywał szyję w miejscu, w którym nie robił tego jedwabny szal. Minęły lata, lecz w tej kwestii nic nie uległo zmianie - była śpiewaczką i swoje struny głosowe wciąż uważała za najbardziej newralgiczny punkt w trakcie starć z londyńską niepogodą.
Zaśmiała się dźwięcznie, nie mogąc nie przyznać Bellonie racji. Pomimo średnio przyjemnego powodu, dla którego spotkali się tego dnia, sam fakt spotkania należało uczcić - po długiej rozłące wywołanej nie do końca spodziewanym wyjazdem Aarona do Indii wszystko dopiero powracało do normy, jedno jednak było pewne: każdą chwilę z osobna należało cenić, póki trwała. Harriett była szczęśliwa, że zadzierzgnęła z przyszłą panią Lovegood pierwszą nić porozumienia, może jeszcze wątłą, ale z pewnością stanowiącą dobrą podstawę do budowania i umacniania późniejszych relacji. Teraz, gdy wspólnie żartowały i planowały dalszy przebieg popołudnia, czuła się tak, jakby znały się już od dawna. Przyjemne ciepło rozlało się w okolicy jej splotu słonecznego, naprawdę cieszyła się z tego, że Aaron ma kogoś takiego w swoim życiu - i że niedługo i ona sama zyska rodzinę, siostrę. Taką przynajmniej miała nadzieję.
- Och, jeśli niczego nie zaplanujecie, zapewniam, że w tej kwestii was wyręczę - odezwała się z pełnym przekonaniem, starając się brzmieć jak najpoważniej - i jak najgroźniej, zupełnie jakby musiała ich namawiać do odbycia podróży poślubnej i pełnoprawnego świętowania zawarcia małżeństwa. Nie miała zielonego pojęcia na jakim etapie są przygotowania do ceremonii i czy w ogóle są już w toku, ale to wcale nie przeszkadzało jej zadeklarować najszczerszą chęć pomocy. Uśmiechnęła się ciepło do swoich towarzyszy, nim na dobre ruszyli mżawkę, by pozostałą, lepszą część dnia spędzić w Czerwonym Imbryku.

| zt x 3


I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Harriett Lovegood
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
the show must go wrong
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Re: Ławki [odnośnik]23.09.17 13:50
| 13 maja

Ciężkie wskazówki ministerialnego zegara zdawały się przesuwać nieznośnie wolno, gdy przysiadłszy na przycupniętej przy schodach ławce, czekał na umówione wcześniej tego samego dnia spotkanie. Wiedział, że mężczyzna się zjawi – miał zbyt wiele do zyskania i zbyt mało do stracenia, żeby tego nie zrobić – ale waga sprawy, w którą się zaplątał i tak sprawiała, że stopa podrygiwała mu nerwowo od czasu do czasu. Przywoływał się do porządku niemal natychmiast, powściągając postępujące zniecierpliwienie i zastępując je uprzejmym znudzeniem, charakterystycznym dla zwyczajnego urzędnika czekającego na załatwienie mało fascynującej kwestii i nie mogącego doczekać się powrotu do ciepłego domu. Ta ostatnia część była zresztą prawdą; ostatnimi czasy bardziej niż zwykle wyczekiwał tych ulotnych momentów, z jednej strony nadal wyrywając się ku nieznanemu (majacząca na niedalekim horyzoncie wyprawa mrugała do niego zachęcająco), z drugiej – nie gardząc wcale chwilami spędzanymi z rodziną. Być może się starzał; a może, odkąd utracił tak wiele, łatwiej mu było docenić to, co wciąż miał.
Zmierzającego w jego stronę czarodzieja dostrzegł, gdy tylko ten wyłonił się z zatłoczonej windy, wypluwającej ostatnich kończących pracę urzędników. Na jego widok podniósł się powoli z ławki; nie chciał zachęcać mężczyzny do dłuższej pogawędki, niepotrzebne słowa zwiększały ryzyko pojawienia się sprzeczności w utkanym zbyt grubymi nićmi (jak na jego standardy) kłamstwie, mimo że kilka minut wcześniej zapobiegawczo potarł wargi uncją łez nimfy. Ironia losu lekko go bawiła, w końcu – czy to nie przed tymi stworzeniami przestrzegano go, gdy w młodości wyprawiał się zbyt głęboko w srebrzyste lasy Nottinghamshire? Dzisiaj jego jedynym przeciwnikiem mógł okazać się jednak plączący się język, dlatego zanim urzędnik pojawił się w zasięgu słuchu, wziął kilka płytkich oddechów, uspokajając tętno i przywdziewając na usta neutralny wyraz. Jego przyszły rozmówca nie był jego dobrym znajomym, nie znali się zbyt dobrze, właściwie – nie znali się prawie wcale, do tej pory wymieniając głównie krótkie uprzejmości i pociągając za sznurki dalekich koneksji, ale Percival wiedział, że starzejący się czarodziej miał syna na ostatnim roku nauki w Hogwarcie; syna z przeciętnymi umiejętnościami, ale za to całkiem sporymi ambicjami stania się łowcą smoków.
Przerażało go czasami, jak wiele zatroskani rodzice byli w stanie zrobić dla swoich dzieci; z drugiej strony, czy on sam nie skoczyłby prosto w szatańską pożogę, jeżeli dzięki temu Ulli żyłoby się lepiej?
Skinął uprzejmie głową w stronę mężczyzny, starając się nie zerkać na sporych rozmiarów pergaminowy rulon, zwinięty niechlujnie pod jego lewą pachą, chociaż na ten widok prawie zazgrzytał zębami, doskonale zdając sobie sprawę, że czarodziej nie miał pojęcia, jak cenne były szkice, które trzymał w rękach. Nie mógł wiedzieć; Percival upewnił się co do tego starannie, w wysłanym wcześniej liście pokrótce opisując niejawne jeszcze plany wykupienia nieczynnej manufaktury przez jego biuro i przerobienie jej na ich własne potrzeby. Nie wdawał się w szczegóły, kilkakrotnie powołując się na konieczność zachowania – póki co – zamiarów kierownictwa w tajemnicy, licząc na to, że nie wzbudzi to w urzędniku zbytniego zainteresowania. Miał szczęście; Departament Transportu Magicznego, w którym na co dzień pracował jego towarzysz, miał aktualnie wystarczające urwanie głowy (przypadkowe teleportacje i wariujące świstokliki uderzyły ich po czaszkach dosyć mocno) i kiedy siwiejący czarodziej w końcu się przed nim pojawił, wyglądał, jakby przeżuł go hipogryf.
– Miałeś jakieś problemy? – zapytał Percival po krótkim powitaniu, w domyśle mając: czy ktoś zainteresował się, dlaczego potrzebujesz tych rysunków? Mężczyzna pokręcił głową, wyciągając w jego stronę rulon, chociaż wyraz twarzy miał odrobinę niepewny; Nott zmarszczył brwi, czekając na dalsze wyjaśnienia. – I tak, i nie. Plan był w archiwach, ale w części tak starej, że musiałem przebić się przed stado bahanek, zanim do niej dotarłem – odpowiedział, odsuwając z zaczerwienionej twarzy kilka przydługich kosmyków. Nott słuchał go jednak tylko jednym uchem, dyskretnie rozwijając rulon i zerkając na krawędź szkicu. Jednego. – A podziemia? – zapytał, pilnując, by nie zadrżał mu głos; nie miał zamiaru pokazywać, jak bardzo zależało mu na zdobyciu kilku przykurzonych pergaminów. Każde potknięcie mogło rozwarstwić świeżo sklejone kłamstwo.
Mężczyzna zmieszał się widocznie; cofnął się lekko, zakładając ręce za plecami i przekrzywiając lekko głowę. – Nie mogłem ich znaleźć. Najprawdopodobniej nie ma ich na miejscu, musiałbym zwrócić się do… – zaczął, ale Percival mu przerwał. – Ich też potrzebuję – rzucił, odrobinę ostrzej niż początkowo zamierzał, zwijając pergamin z powrotem w rulon. Odchrząknął. – To znaczy, potrzebujemy ich. Biuro nie chce żadnych niespodzianek, sam rozumiesz. – Był pewien, że nie rozumiał, ale nie chciał wdawać się w niepotrzebne dyskusje. – Jak dużo czasu potrzebujesz? Wiesz, za kilka dni spotykam się z szefem departamentu; jeżeli nie zapomnę, mógłbym szepnąć mu dobre słowo o twoim najstarszym – dodał pozornie przyjacielsko, chociaż w jego uśmiechu czaiła się jakaś niewypowiedziana groźba. Jego rozmówca westchnął przeciągle, ale było widać, że grube warstwy lodu topnieją. Cisza między nimi napinała się i zmieniała kształty przez kilka następnych sekund, zanim urzędnik kiwnął głową. – Za kilka dni – potwierdził, chowając dłonie w kieszeniach.
Percival skinął mu głową w milczącym podziękowaniu, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł w kierunku kominków, zanim czarodziej zdążyłby zmienić zdanie.

| zdobywam plany parteru manufaktury, sposób c) (st 70, retoryka (III) + kłamstwo (I), wykorzystuję też uncję łez nimfy)


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Ławki [odnośnik]23.09.17 13:50
The member 'Percival Nott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 65
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ławki - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ławki [odnośnik]04.05.21 9:40
30 października 1957

To była czysta formalność, którą miałam załatwić, żeby zostać przykładnym pracownikiem Ministerstwa Magii. Miałam pewne obawy, moja różdżka i to, co nią robiłam służyło Malfoyowi przez osiem godzin dziennie, po godzinach pracy chciałam liczyć na trochę więcej prywatności. To nie miało jednak znaczenia, ostatecznie, mojej różdżki nikt nie sprawdzi, to narzędzie, które miało służyć wychwytywaniu buntowników, a ja nie miałam przeciwko czemu się buntować. Podobał mi się ten nowy porządek, nawet Borough of Enfield było jakieś czystsze od kiedy przegoniliśmy mugoli z Londynu. Szumowiny, niechaj nigdy nie wracają. Stanęłam przed komisją, wpatrując się w oczy Cathy, którą dobrze znałam. Nasze jednostki współpracowały ze sobą w końcu niemal codziennie, poza tym, gdy ja odbierałam czarną herbatę lub kanapkę z kantyny, ona najczęściej jadła tam pączki.
- Rychło w czas... - powiedziała z przekąsem. Właściwie to miała rację. Dekret wydano dawno temu, a ja wciąż nie miałam czasu, odkładając przyjście do Komisji. W końcu jednak zebrałam się w sobie, windy nie były w końcu aż tak daleko.
- Tak... Nie miałam ani jednej wolnej chwili - powiedziałam krótko, kładąc przed sobą różdżkę, którą miałam zarejestrować, oraz legitymacje Ministerstwa. - Hikora, pióro bystroducha, 12 cali - recytowałam z pamięci. Różdżka zawsze była dla mnie niczym przedłużenie ręki i nigdy nie traktowałam jej w kategoriach narzędzia. To coś bardzo osobistego, a ja doskonale pamiętam dzień, gdy matka kupiła mi ją na Pokątnej. Z początku nie podobała mi się. Była powykrzywiana, zbyt sztywna, a świst, który wydawała, przy machnięciu wcale nie pieścił uszu. Przyzwyczaiłam się już, zbyt dużo nią zrobiłam, aby tak łatwo ją oddać. Grzywkę odgarnęłam na boki, drapiąc się jeszcze w czoło i przyglądając kobiecie, jak rejestruje mnie, spisując czerwonym piórem wszystkie dane, oczywiście przegryzając je pączkiem, którego lukier powoli kruszył się na moją legitymację. Obrzydliwe. Ciekawe czy lukier miał jakąś liczbę? Augustus pewnie powie mi, że tak i, że muszę ją policzyć, wiec może lepiej było nie wspominać mu o tym? Ostatnio czytałam o tym, że we wszechświecie wszystko ma swoją wartość, ale dla mnie największą wartością był teraz tytoń.

zt


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Ławki
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach