Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ulica Henryka Kapryśnego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Ulica Henryka Kapryśnego   10.03.12 23:05

First topic message reminder :

Ulica Henryka Kapryśnego

Otoczona z obu stron uroczymi przyportowymi kamieniczkami ulica otrzymała swą nazwę na cześć Henryka Kapryśnego, jednego z najwybitniejszych siedemnastowiecznych czarodziejów, który zasłynął z licznych zwycięstw podczas wojny czarodziejów z olbrzymami. Dzielny mag bywał częstym gościem jednej z dwóch kamienic, gdzie mieszkała jedna z jego kochanek, a także mieszczącego się tutaj do dziś warsztatu miotlarskiego.
Ulica ta jest cicha i spokojna, rzadko kiedy bywają na niej jakiekolwiek tłumy. Z oddali dostrzec można przepływające Tamizą statki, a gdyby wytężyć wzrok jeszcze bardziej, dostrzegłoby się stąd jeden z urokliwych mostów tejże dzielnicy. Po obu stronach znajdują się liczne drzwi do klatek schodowych, a także mrowie maleńkich balkoników jak zwykle pełnych zielonych kwieci, które cudownie odcinają się na tle bieli ścian. Na samym końcu ulicy umiejscowiono warzywniak ze straganem najświeższych w całym Londynie warzyw, a także niewielki mugolski antykwariat. Wieczorami słychać tu bicie dzwonów pobliskiego kościoła, co jeszcze bardziej dopełnia tę miłą i uroczą atmosferę.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : 6
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   07.09.16 16:34

Winny czy nie - stwierdził że po prostu lepiej zapomnieć. Udać, że zakończył to z uśmiechem na twarzy zamiast zamyślić się jeszcze głębiej. Niech to po prostu spłynie niczym deszcz po rynnie.
Niech po prostu czas płynie bez zatrzymywania się na moment. Niech nawet czas pokazuje zmizerniałego Weasley'a, który leczy się, lecz tego na głos nie powie. Nie przyzna się, że brał notorycznie narkotyki, że zagłębił się w nich, by po prostu zapomnieć o głodzie. By żyć chwilą, jak kiedyś, tylko z dodatkowymi wrażeniami. I co, teraz to miałby jej powiedzieć - jako powód tego, czego ona sama zauważyła? Powód jego kościstego ciała, większego smutku niżeli wesołości, zmęczenia i wyczerpania, wściekłości, którą sam w sobie mocno dusi w tej chwili. Nie, nie chciałaby widzieć, jak on mógłby się naprawdę zachowywać przy niej. Rudzielec chciał zachować pozory, po których ciężej będzie przejrzeć nawet jemu samemu. Może chce sam się zgubić w swej grze? W swym labiryncie pułapek i sieci kłamstw, które od dawna zasila ten świat?
- Głupie fobie nie są wcale takie głupie, jeśli je się obejrzy z drugiego lusterka. - rzucił cicho mówiąc te słowa jako jego własne doświadczenie. Jego aktualna fobia? Ponowne skuszenie się na nałóg, a może sam widok białego proszku? Sam nie wie, czego bardziej się boi, ale wie, skąd to się wzięło jak i nie zamierza tego lekceważyć. Wie, że to jest niebezpieczny zawodnik w jego prywatnej bitce o normalne, ludzkie życie. Nie wie czy wystarczy jemu sił, by dobiec jako pierwszy na metę, by zdołać wygrać z nałogiem. Niby ma pomoc w postaci Selwyna, ale sam nie wie czy to wystarczy. Co jak przegra z głodem?
- Mówi to pani idealna. - skwitował jej opinię. Sam wiedział że mówiła prawdę, że nie oszuka jej oka, ale on chciał chyba sam siebie oszukiwać. Że zdoła zmanipulować wszystkimi ludźmi, aby prawda nie wyszła na jaw. Lecz nie wszystko da się pokryć tylko mową i dobrze ułożoną mową. Niestety rudzielec ma pecha, że nałóg działa nadal na jego ciało, które straciło nieco na wadze. A jeszcze niedawno przepracowywał się i ledwo znajdywał czas na sen. Teraz jest nieco lepiej, lecz i tak nie zachęca jego do częstszego spożywania posiłków. Organizm przywykł do minimalizmu. Tylko tyle, ile potrzeba.
Czuł ten jej wzrok na sobie, ten czujny, który badał jakby mnie od wewnątrz, mimo iż stali nieopodal naprzeciw siebie. Pokręcił nieco głową uważając to za niepotrzebne, a przynajmniej tak miało się wydawać. Bo pytanie, czy on zechce zgodzić się na pomoc od kolejnej osoby. Czyżby to wszystko zaczęło się sypać, odkąd przyszedł list od nestora? A może jeszcze szybciej, kiedy to zaatakował własną siostrę i chował się z tym niczym tchórz? Sam już nie wie.
- Jak to, ratowniczka pogotowia nie przestrzega ścisłych zasad? Jak tak może się narażać na niebezpieczeństwo. - mówił nieco żartobliwym tonem, wręcz wesołkowatym, usta też wygiął uśmiechając się, lecz tak naprawdę to był kolejny powód do zamartwienia się o Tonks. A może dzięki temu uda się znieść niewygodne poprzeczki ciążące na ich barkach i się zmieni temat na nieco wygodniejszy. - Ale już widzę, że inwalidą to teraz nie jesteś. Możesz wracać do ratowania czyjegoś życia. Nie powinienem ci w tej misji przeszkadzać. - zaraz dodał zerkając teraz na nią badawczo. Nie, nie wydawało się jemu, aby ta miała znów dostać nogi z waty. Mogła iść wypełniać swoją hierarchię. Barry spojrzał na nią pogodnie i odwrócił się.
Odwrócił się i musiał zaczerpnąć głębszego wdechu. Musiał, bo miał wrażenie, że im dłużej z nią rozmawia, tym większe było prawdopodobieństwo, że straci kontrolę nad sobą. Że zdejmie maskę, którą usilni codziennie wkłada na siebie. Przymknął powieki chcąc zachować względny spokój mimo, iż czuł narastający ból głowy. To po to chciał sobie dziś pospacerować, by uniknąć tej nieprzyjemności. Chciał najszybciej wrócić do kotła i zamknąć się w bezpiecznych czterech kątach. Musiał, jeśli nie chciał, aby kolejna osoba poznała prawdę. To znak, że wkrótce musi udać się do Selwyna po kolejną porcję.
Dlatego zrobił następne kroki w tym kierunku - do Dziurawego Kotła. Pytanie, czy Just jego zatrzyma?





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   07.09.16 18:02

Już nie miałam mu nic za złe. Już właściwie zapomniałam, że przed chwilą stałam na moście umierając prawie ze strachu. Było minęło. Rozpamiętywaniem się nie zajmuję. Wolę gdybyać. Ale to nocami, w samotności. Najlepiej z papierosem w dłoni. Wtedy jest jakoś odpowiednio. Samotność sprzyja myśleniu. Lecz z drugiej strony myślenie kompletnie nie sprzyja mnie.
-Głupie fobie są po prostu głupie. -na przekór chyba. Właściwie też dlatego, że nigdy nie przeszło mi przez myśl, by spojrzeć na nie inaczej niż tak, jak zawsze. A zawsze widziałam je tylko jako moje słabości. Coś, czego nie umiem przeskoczyć, choć staram się mocno za każdym razem. Głupi irracjonalny lęk, który wręcz nie pozwala mi czasem normalnie funkcjonować. Gdzie w tym niby można by znaleźć jakąś dobrą stronę? -Nie jestem idealna – dodaję, bo wiem, że dalej od bycia idealną już stać się nie da. Właściwie to przeciwieństwem ideału jestem. Marszczę więc nos, niezadowolona z tego, że Barry taką łatkę próbuje mi przykleić. O ile prostsze byłoby moje życie, gdyby moja postać nie posiadała żadnej skazy. Może wtedy łatwiej byłoby mi funkcjonować z samą sobą? Może udało zdobyć się mężczyznę moich marzeń? Jednak tylko na gdybaniu to wszystko się zatrzymuje. Jednak dostrzegam też, że nader wszystko temat próbuje zmienić. I tego też nie mam mu za złe. Sama jestem w tym mistrzem. Chyba nawet trochę lepiej mi to idzie niż jemu. A może dostrzegam to tylko dlatego, że wiem, co za wybieg próbuje zastosować. Może inni kompletnie nieświadomi są, że tak zwinnie manipuluje dyskusją, że nawet nie dostrzegają kiedy przenoszą się na tematy, które dla rudzielca są wygodniejsze i pewniejsze.
-Raczej wątpliwym jest, że niezjedzenie śniadania to zagrożenie dla życia. – mówię w końcu, jakby godząc się, by zmienić temat. Nie chcę, by czuł się źle w moim towarzystwie. By musiał kota ogonem odwracać, by nie mówić tego, czego nie chce. Wiem jak się czuje. Sama czuję się tak na co dzień, dlatego wycofuje się z zadawania niewygodnych pytań. Przynajmniej na chwilę. A o śniadaniach często zapominam. Głównie dlatego, ze często zasypiam. A znów zasypiam, bo długo usnąć nie mogę. Jakoś lepiej funkcjonuje mi się nocami. Gdy nie rozprasza mnie wszystko, co dzieje się na około.
-Barry… - zaczynam, ale nie bardzo wiem, jak zakończyć. Widzę jak się zachowuje. Jak cofa się z powrotem do środka siebie. Jak się zamyka. Nie chcę sprawiać, żeby czuł się niekomfortowo. Nie chcę ciągnąć za język. Nie musi mi nic mówić. Nie jest mi nic winien. Ale nie mogę pozwolić, by tak po prostu odszedł. -Nie musisz mówić. – zapewniam go, już po tym, jak podbiegam te kilka kroków, by na powrót znaleźć się przed nim. Moje niebieskie oczy uparcie wpatrują się w niego. Mówię szczerze. Rozumiem to. Sama wolę walczyć ze swoimi demonami w pojedynkę. -Ale gdybyś kiedyś chciał… wiesz, jak mnie znaleźć- zaczynam, a końcówki nie dopowiadam, nie ma takiej potrzeby. Chwilę później, zabieram się do swojego rytuału przedteleportacyjnego. Biorę trzy wdechy i podskakuję dwa razy. Śmiesznie to wygląda, ale pozwala mi się skupić. Unoszę i opuszczam dłonie trzepiąc nimi, by rozluźnić mięśnie. Zerkam raz jeszcze na Barry’ego. Jestem gotowa by zniknąć, daję mu jeszcze tą chwilę, na wypadek, gdyby jednak chciał porozmawiać. Tak z siebie, z własnej nieprzymuszonej woli. Nie dlatego, że ja chcę. Dlatego, że on tego potrzebuje.

/daj nam zt obu, albo jak chcesz, to jedziemy dalej.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : 6
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   07.09.16 19:35

Może i są głupie, niepojętne, abstrakcyjne, idiotycznie i bez prawa egzystencjalnego, ale jakie byłoby życie bez fobii? Wszyscy by się kochali? Fuj. Ta droga prowadziłaby do raju pederastii, bo tak gdyby sobie wyobrazić, że najwięksi wrogowie nagle zaczną pajac do siebie miłością, co gorsza - może nawet publicznie... Nienienie, nawet i rudzielec ma swoje granice i wie, że czegoś takiego to po prostu by nie zniósł.
- A może nie są głupie, tylko ich przeciwieństwem? Może fobie nie są głupie, tylko niegłupie, bo głupi to mogą być ludzie, którzy uważają głupotę za największą fobię świata. Może należałoby ogłosić fobizm za głupotę, ale wtedy każdy z nas by się czegoś bał. Tak samo jak by się ogłoszono, że nie istnienie fobia, to by zaraz wszyscy się pokochali. Więc pytanie, czy fobia jest głupia, czy głupota jest fobią, czy może jedno i drugie albo wcale. Dla mnie to nie ma odpowiedzi na te pytanie, które - jakby szerzej pojąć - jest ... głupie. - i na koniec wzruszył ramionami, jakby właśnie wykładać coś, czego sam ostatecznie nie zrozumiał, bo się pokręcił we własnych słowach. Może kiedyś się odnajdzie we własnych słowach, zrozumie co on właśnie przekazał, czy może co chciał przez to pokazać... z resztą, nieistotne. Powiedział co mu naszło do ust - chyba zbyt mądrze jak na jego rudawą głowę, ale może osoba z pojęciem ogólnoszerokopapsmowym pojmie jego dziwaczne rozumowanie. W końcu sam jest jakimś odmieńcem, lecz nie mówi wszystkim, ze rozmawia z kotami. Woli to dla siebie zachować, dla własnego zarówno bezpieczeństwa, jak i pewności że nie będzie wykorzystany do niezbyt higienicznych potrzeb drugiej osoby.
Lecz... kto jest idealny na tym świecie? Wystarczy spojrzeć na drugą osobę, zawsze się coś znajdzie, co oddziela jego od perfekcji, od doskonałości której i tak nigdy nie osiągnie. Nawet ci najznamienitsza arystokracja w pełni nie jest doskonała. Każdy ród - ba, każda osoba ma jakąś wadę w sobie. A najtrudniej jest ją zauważyć w samym sobie, odkryć własną wadę, własną słabość. A potem ją zwalczyć, o, to jest chyba najgorsze z całej krasy zadań do wyboru. Zwalczyć własną pychę, słabość. Dlatego nieco uśmiechnął się, lecz nic nie dodawał. Sama Tonks musiała pewnie podobnie myśleć, uznał je słowa za zbędny balat, który nie był potrzebny do dalszej trasy. Idealizm chyba nie jest skierowany do rudzielca, który zdążył już wiele napsuć w ciągu kilku lat. Może tylko innym życzyć powodzenia, nic więcej wobec siebie.
- Dla ciebie z pewnością jest większe, niż u mnie. - dodał jako ostatnią pewną wypowiedź podczas tego spotkania. Z pewnością jemu mniej grozi po niezjedzeniu śniadania, niż jej. Barry pewnie jeszcze zdąży jeszcze bardziej schudnąć przez brak apetytu, chociaż może mniej dzięki zaklęciom Selwyna, które raz na kilka dni wspomagają jego organizm w niezbędne witaminy. Ostatnio tez dosyć często ma problemy ze snem, o czym raczej nikomu nie mówi. Nie chce się chwalić, że kiedy zasypia, najczęściej ma przed oczyma koszmar z Burkami w roli głównej. I zawsze to samo, z tym samym zakończeniem. Nie, z tym sam da sobie radę. Nie chce brać jakichś dodatkowych pigułek na sen. Po prostu nie chce bo i tak pewnie zapomni.
Dlatego nie chciał jej więcej mówić, miał chęci zostawić to tak, jak teraz jest, odejść po prostu. Lecz nie mógł zrobić kroku do przodu widząc jej zmartwioną twarz przed sobą. Spojrzał na nią - chyba po raz pierwszy podczas tego spotkania - bez maski, z bólem, cierpieniem, zmęczeniem, głodem. Może i źrenice lekko się rozszerzyły, lecz zaraz rudzielec zamrugał powiekami, aby nie ujrzała więcej, aby nie odczytała wszystkiego z jej oczu. Dlatego następne spojrzenie było bez nuty emocji, puste niczym beton, które w niczym komponowało się z wymuszonym, aczkolwiek delikatnym uśmiechem. Dziękuję. aż chciałoby się rzecz, lecz rudzielec nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Z pewnością to zapamięta, lecz czy to wykorzysta?
- Nie potrzebuję twej pomocy, Tonks. - powiedział tyle chcąc ją zniechęcić do poszukiwań jego problemów. Ona powinna zająć się ratowaniem innych, własną pracą. Barry ma lekarza, czy może raczej praktykanta, ale nie widzi tego, by udałoby się jemu otworzyć tak całkiem przed drugą osobą. Dlatego minął ją zaraz i czym prędzej pieszo opuścił uliczkę, którą i ona po chwili patrzenia w rudą czuprynę, udała się w swoją stronę.

z.t x2





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   12.11.18 12:32

| z Teatru Palladium

Gdy się ocknęliście, usta wypełniał wam piach, obsypujący się także z waszych włosów (lub futer) oraz ubrań. Yaxley, w ciele wilka, przywalony był częścią bogato zdobionego sufitu teatru, jako zwierzę mógł jednak bez większego problemu wydostać się spod zwałów gruzu. Cadan w dalszym ciągu pozostawał spetryfikowany, nie mógł się ruszyć - nie mógł także samodzielnie wydostać się spod kilku kawałów gruzu.
Obydwaj odczuwaliście ból poobijanych kości. Wokół panowała noc, było ciemno, niedaleko widzieliście jednak światełka padające z okien domów.


| Mistrz Gry nie kontynuuje z wami wątku. W razie pytań, zapraszam na PW. Musicie wyleczyć swoje obrażenia fabularnie, u któregoś z uzdrowicieli.

Żywotność:
Morgoth w człowieczej postaci - 146/176 (10 - psychiczne, czarna mgła, 20 - tłuczone), -5 do kości
Cadan - 141/215 (15 - anomalia, psychiczne, 39 - nieudane Abesio, cięte, 20 - tłuczone), -15 do kości
ST wybudzenia się z Petryficusa rzuconego przez Justine: 74
ST wydostania się Cadana (samodzielnie lub z czyjąś pomocą) spod gruzu: 50, do rzutu doliczana podwójna sprawność



Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : opiekun smoków
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Through action,
a man becomes a hero.
Through death,
a hero becomes a legend.
Through time,
a legend becomes a myth.
Through hearing a myth,
a man takes action.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 5/72
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   12.11.18 21:28

Zapadła ciemność i nie poczuł tego jak niewidzialna siła porwała go daleko od teatru, rzucając w miejsce odległe i nieznane. Dokoła nie było walącego się budynku, a jedynie spokój. Warknięcie wydobyło się spomiędzy zaostrzonych zębów, gdy zassał powietrze, uświadamiając sobie, że był przez nieokreślony czas nieprzytomny. Czarny nos zmarszczył się na chwilę, gdy poczuł na ciele ciężar, który zdecydowanie bardziej byłby odczuwalny pod ludzką postacią. Wilk może i mniejszy, stosunkowo posiadał większą odporność od kruchego człowieczeństwa. Skutki nie były poważne, a przynajmniej nie aż na tyle, by ograniczyć mu zdolności motoryczne. Najtrudniejsze było podniesienie się i udźwignięcie kamieni na grzbiecie, jednak to piach w pysku przeszkadzał mu bardziej. Wyczulone zmysły były bombardowane zewnętrznymi bodźcami, jednak pierwszym celem było wydostanie się na świeże powietrze, które wyraźnie wyczuwał nad sobą. Zwinne ciało wspomagane adrenaliną i zwierzęcymi instynktami poradziło sobie bez problemu, a gdy Morgoth zdał sobie sprawę, gdzie się znajdował, rozejrzał się uważnie, nie chcąc zostać zaskoczonym niespodziewanym towarzystwem. Nie wyczuwał ani nie widział nikogo nieodpowiedniego. Najwyraźniej wyrwało go prosto z Palladium, pozostawiając w nim Zakonników. A Cadan? Niczym na zawołanie Yaxley usłyszał czyjś oddech, a chwilę później odnalazł wiązkę zapachu, która coraz wyraźniej upodabniała się do charakterystycznej woni słonego wiatru i mieszanki alkoholu. Tak musiał pachnieć żeglarz. Niemalże ubarwiona wiązka prowadziła kawałek dalej, a bicie serca doszło uszu animaga jeszcze moment przed tym jak odnalazł kolejną górkę gruzu, pod którym znajdowało się czyjeś ciało. Nie ruszające się, ale szybko pompujące krew siatką naczyń włosowatych. Morgoth nie zamierzał tracić czasu. Musiał go wydostać spod tego gruzu, bo zaklęcie wciąż nie opuściło Rycerza, który z dłonią zaciśniętą na różdżce, mógł jedynie niemo wołać o pomoc. Nie był jednak sam. W sercu stworzenia wciąż tliły się siły, które włożył do odkopania kamieni i wyciągnięcia potrzebującego pomocy.




death before dishonor



Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   12.11.18 21:28

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 48


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : opiekun smoków
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Through action,
a man becomes a hero.
Through death,
a hero becomes a legend.
Through time,
a legend becomes a myth.
Through hearing a myth,
a man takes action.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 5/72
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   12.11.18 21:53

Węch go nie zmylił, a wilcze zmysły od razu poprowadziły go na właściwą ścieżkę. Bycie zmiennokształtnym dawało wiele, lecz ludzkość nie mogła tego pojąć - umiejętność wymagała lat ciężkiej pracy, której czarodzieje nie chcieli się podejmować, nie widząc w niej sensu. Morgoth jednak nie wyobrażał sobie, by nie posiadał dwóch skór, w które łatwo było mu wchodzić. Zarówno pod postacią człowieka jak i pod postacią wilka odczuwał pełną kontrolę, lecz postrzeganie świata było nieporównywalne przy animagicznej formie. Nigdy nie miał przestać patrzeć na to przez pryzmat prestiżowego geniuszu oraz niedocenionej siły. Gdyby nie ona, być może ta niechciana teleportacja zakończyłabym się zupełnie inaczej niż chciał. Z łatwością usunął przednimi łapami szczątki stropu, by odnaleźć współtowarzysza. Złapał go za materiał przy lewym ramieniu, wbijając mu niezamierzenie zęby w skórze, jednak nie miał innego wyjścia. Musiał go stamtąd wydostać. Nieruchome ciało okazało się nie być aż tak ciężkie jak podejrzewał, lecz widząc twarz Cadana z szeroko otwartymi oczami, które z obawą przyglądały się stojącemu nad nim zwierzęciu, mówiły same za siebie. Rycerz nie mógł wiedzieć o jego drugim obliczu - wiedział jedynie ze spotkania, że lord Yaxley posiadł ów umiejętność. O postaci animaga nie było mowy. Nie miało to jednak znaczenia, bo wilk zabrał w ciemniejszą alejkę wciąż spetryfikowanego czarodzieja, by ukryć go przed ciekawskimi spojrzeniami i wrócił do oblicza tak znanego wszystkim. Nie był to jednak koniec pracy na tę noc. Morgoth nie władał obroną przed czarną magią na tyle wprawnie, by zdjąć działanie zaklęcia rzuconego przez nieznajomą mu kobietę. Jej sylwetka nie była sporawa, ale czy mogła to być ta Tonks, o której wspominano na zebraniu? Miał zastanowić się nad tym później. Wyciągnął różdżkę i skierował ją na Cadana. - Nigdzie nie uciekaj. Pullus - wychrypiał, czując jak niesmak po grudach ziemi wciąż został mu na języku i gardle.




death before dishonor



Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   12.11.18 21:53

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 16

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : opiekun smoków
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Through action,
a man becomes a hero.
Through death,
a hero becomes a legend.
Through time,
a legend becomes a myth.
Through hearing a myth,
a man takes action.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 5/72
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   12.11.18 22:08

Zmarszczył brwi, wiedząc, że to osłabienie w ludzkiej postaci spowodowało, że zaklęcie nie zostało rzucone poprawnie. Delikatne światło wydobyło się z jego różdżki, jednak nie było na tyle silne, by odpowiednio zadziałać. Kilka piór pokazało się na włosach jego towarzysza, lecz zaraz zniknęło. Goyle, jeśli odrobinę kojarzył dziedzinę transmutacji, mógł wiedzieć, co dla niego szykował Śmierciożerca. Taszczenie osiemdziesięciokilowego mężczyzny przez całe miasto nie było możliwe nawet w wilczej formie. Musiał go zmniejszyć i włożyć tyle siły, ile tylko mógł, by przedostać ich na Grimmuld Place, gdzie mogli skryć się u Blacków. Lupus miał swoje obowiązki, jednak jako jeden z nich musiał być gotowy na takie sytuacje. Morgoth nie chciał zwalać się na głowę kuzynowi, lecz to nie miało żadnego znaczenia. Potrzebowali pomocy - Cadan zdecydowanie większej - lecz o tej godzinie przenoszenie się gdziekolwiek indziej było po prostu ryzykowne. Spędzenie nocy nawet w gabinecie na fotelu nie wydawało się tak koszmarną opcją w porównaniu z zimnymi kocimi łbami na zewnątrz. Dopiero po chwili Yaxley rozpoznał miejsce, w którym się znajdowali i mógł ocenić, że czekały go niecała godzina w pełnym biegu. Człowiekowi ta trasa zajęłaby jakieś cztery, lecz jeśli siły na to miały pozwolić, mógł się tam znaleźć jeszcze przed wschodem słońca. Biegający po ulicach Londynu wilk z gęsią w pysku, nie był typowym zjawiskiem, a jemu zależało na dyskrecji. Kolejna motywacja, by pospieszyć się z zaczarowaniem spetryfikowanego i czym prędzej wyruszyć w drogę. I chociaż osłabiony, opiekun smoków nie zamierzał poprzestawać ani porzucać towarzysza. To w końcu on go na to namówił, a jako wyższy w hierarchii również i za niego odpowiadał. Pod pewnymi względami musiało się to wydawać śmieszne, bo Cadan już dawno zakończył szkołę, gdy Morgoth dopiero ją zaczynał. Różnica doświadczenia i wieku była spora, lecz teraz mieli tylko siebie. - Pullus - powtórzył, nie zamierzając spędzać tutaj całej nocy. I oby nie dać się złapać jakiejś parszywej anomalii. Tylko takiej mu tu brakowało...




death before dishonor



Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   12.11.18 22:08

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 91

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : opiekun smoków
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Through action,
a man becomes a hero.
Through death,
a hero becomes a legend.
Through time,
a legend becomes a myth.
Through hearing a myth,
a man takes action.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 5/72
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   12.11.18 22:42

Odgarnął opadające mu na czoło włosy, gdy promień zaklęcia ugodził Cadana w nieruchomą wciąż pierś i po chwili całe jego ciało zaczęło się zmieniać i transmutować w ptakopodobne stworzenie. Wpierw głowa, potem kończyny, a na koniec tułów. Niezbyt reprezentatywnie, ale na pewno skutecznie. Morgoth nie obserwował tej reakcji, wiedząc doskonale, jak wyglądało to widowisko. Nie pierwszy raz zamieniał już kogoś w gęś i zapewne nieostatni. Oby tylko nie musiał tego robić w Azkabanie, by wyratować kogoś spod jarzma dementora... Na samo wspomnienie poczuł dreszcz, przechodzący wzdłuż kręgosłupa. Że też musiał sobie o tym przypomnieć akurat teraz. Potrząsnął głową, wracając do rzeczywistości i skupiając się na swoim zmieniającym się towarzyszu. Zamiast obserwowaniu powstającej z Cadana dorosnej gęsi, sięgnął po wciąż ściskaną przez Goyle'a różdżkę zanim ramię zmieniło się w skrzydło i schował ją do kieszeni płaszcza. Jako gęś marynarz mógł ją podtrzymać co najwyżej w dziobie, a jedynie wadziłaby w dalszych planach, które miał dla nich Śmierciożerca. Droga miała być długa i męcząca, jednak nie niemożliwa. Zawsze mogło ich wyrzucić daleko poza Londyn. Po zabezpieczeniu obu drewien Yaxley przywołał swojego wewnętrznego wilka i po chwili znów czuł wszystko wyraźniej i ostrzej. Tak samo widział o wiele lepiej leżącą w ciemnej alejce, spetryfikowaną gęś. Po dojrzałym mężczyźnie nie było śladu, a zastąpił go zwyczajny ptak. Tworzyli niezły duet, jeśli ktoś by nie spadł i zamierzał ich obserwować z okien okolicznych domostw. Wszędzie jednak w uliczce było ciemno, a Morgoth nie mógł tracić czasu. Zaklęcie nie miało utrzymywać się zbyt długo, a on nie zamierzał zatrzymywać się co chwila i ryzykować anomalią, by utrzymywać ten czar. Podszedł bezszelestnie do ptaka, którego klatka piersiowa falowała z przerażania, a oczy szalały z boku na bok i delikatnie wziął białe ciało w zęby, starając się nie uszkodzić skóry kłami. Zapewne gdyby nie zaklęcie petryfikujące, Cadan darłby się wniebogłosy, nie chcąc kończyć jako kolacja, dlatego jak na ironię, Yaxley podziękował za unieruchomienie towarzysza i ruszył przed siebie ku obranemu celowi.

|zt x2




death before dishonor



Powrót do góry Go down
 

Ulica Henryka Kapryśnego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18