Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ulica Henryka Kapryśnego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Ulica Henryka Kapryśnego   10.03.12 23:05

First topic message reminder :

Ulica Henryka Kapryśnego

Otoczona z obu stron uroczymi przyportowymi kamieniczkami ulica otrzymała swą nazwę na cześć Henryka Kapryśnego, jednego z najwybitniejszych siedemnastowiecznych czarodziejów, który zasłynął z licznych zwycięstw podczas wojny czarodziejów z olbrzymami. Dzielny mag bywał częstym gościem jednej z dwóch kamienic, gdzie mieszkała jedna z jego kochanek, a także mieszczącego się tutaj do dziś warsztatu miotlarskiego.
Ulica ta jest cicha i spokojna, rzadko kiedy bywają na niej jakiekolwiek tłumy. Z oddali dostrzec można przepływające Tamizą statki, a gdyby wytężyć wzrok jeszcze bardziej, dostrzegłoby się stąd jeden z urokliwych mostów tejże dzielnicy. Po obu stronach znajdują się liczne drzwi do klatek schodowych, a także mrowie maleńkich balkoników jak zwykle pełnych zielonych kwieci, które cudownie odcinają się na tle bieli ścian. Na samym końcu ulicy umiejscowiono warzywniak ze straganem najświeższych w całym Londynie warzyw, a także niewielki mugolski antykwariat. Wieczorami słychać tu bicie dzwonów pobliskiego kościoła, co jeszcze bardziej dopełnia tę miłą i uroczą atmosferę.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : 6
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   07.09.16 16:34

Winny czy nie - stwierdził że po prostu lepiej zapomnieć. Udać, że zakończył to z uśmiechem na twarzy zamiast zamyślić się jeszcze głębiej. Niech to po prostu spłynie niczym deszcz po rynnie.
Niech po prostu czas płynie bez zatrzymywania się na moment. Niech nawet czas pokazuje zmizerniałego Weasley'a, który leczy się, lecz tego na głos nie powie. Nie przyzna się, że brał notorycznie narkotyki, że zagłębił się w nich, by po prostu zapomnieć o głodzie. By żyć chwilą, jak kiedyś, tylko z dodatkowymi wrażeniami. I co, teraz to miałby jej powiedzieć - jako powód tego, czego ona sama zauważyła? Powód jego kościstego ciała, większego smutku niżeli wesołości, zmęczenia i wyczerpania, wściekłości, którą sam w sobie mocno dusi w tej chwili. Nie, nie chciałaby widzieć, jak on mógłby się naprawdę zachowywać przy niej. Rudzielec chciał zachować pozory, po których ciężej będzie przejrzeć nawet jemu samemu. Może chce sam się zgubić w swej grze? W swym labiryncie pułapek i sieci kłamstw, które od dawna zasila ten świat?
- Głupie fobie nie są wcale takie głupie, jeśli je się obejrzy z drugiego lusterka. - rzucił cicho mówiąc te słowa jako jego własne doświadczenie. Jego aktualna fobia? Ponowne skuszenie się na nałóg, a może sam widok białego proszku? Sam nie wie, czego bardziej się boi, ale wie, skąd to się wzięło jak i nie zamierza tego lekceważyć. Wie, że to jest niebezpieczny zawodnik w jego prywatnej bitce o normalne, ludzkie życie. Nie wie czy wystarczy jemu sił, by dobiec jako pierwszy na metę, by zdołać wygrać z nałogiem. Niby ma pomoc w postaci Selwyna, ale sam nie wie czy to wystarczy. Co jak przegra z głodem?
- Mówi to pani idealna. - skwitował jej opinię. Sam wiedział że mówiła prawdę, że nie oszuka jej oka, ale on chciał chyba sam siebie oszukiwać. Że zdoła zmanipulować wszystkimi ludźmi, aby prawda nie wyszła na jaw. Lecz nie wszystko da się pokryć tylko mową i dobrze ułożoną mową. Niestety rudzielec ma pecha, że nałóg działa nadal na jego ciało, które straciło nieco na wadze. A jeszcze niedawno przepracowywał się i ledwo znajdywał czas na sen. Teraz jest nieco lepiej, lecz i tak nie zachęca jego do częstszego spożywania posiłków. Organizm przywykł do minimalizmu. Tylko tyle, ile potrzeba.
Czuł ten jej wzrok na sobie, ten czujny, który badał jakby mnie od wewnątrz, mimo iż stali nieopodal naprzeciw siebie. Pokręcił nieco głową uważając to za niepotrzebne, a przynajmniej tak miało się wydawać. Bo pytanie, czy on zechce zgodzić się na pomoc od kolejnej osoby. Czyżby to wszystko zaczęło się sypać, odkąd przyszedł list od nestora? A może jeszcze szybciej, kiedy to zaatakował własną siostrę i chował się z tym niczym tchórz? Sam już nie wie.
- Jak to, ratowniczka pogotowia nie przestrzega ścisłych zasad? Jak tak może się narażać na niebezpieczeństwo. - mówił nieco żartobliwym tonem, wręcz wesołkowatym, usta też wygiął uśmiechając się, lecz tak naprawdę to był kolejny powód do zamartwienia się o Tonks. A może dzięki temu uda się znieść niewygodne poprzeczki ciążące na ich barkach i się zmieni temat na nieco wygodniejszy. - Ale już widzę, że inwalidą to teraz nie jesteś. Możesz wracać do ratowania czyjegoś życia. Nie powinienem ci w tej misji przeszkadzać. - zaraz dodał zerkając teraz na nią badawczo. Nie, nie wydawało się jemu, aby ta miała znów dostać nogi z waty. Mogła iść wypełniać swoją hierarchię. Barry spojrzał na nią pogodnie i odwrócił się.
Odwrócił się i musiał zaczerpnąć głębszego wdechu. Musiał, bo miał wrażenie, że im dłużej z nią rozmawia, tym większe było prawdopodobieństwo, że straci kontrolę nad sobą. Że zdejmie maskę, którą usilni codziennie wkłada na siebie. Przymknął powieki chcąc zachować względny spokój mimo, iż czuł narastający ból głowy. To po to chciał sobie dziś pospacerować, by uniknąć tej nieprzyjemności. Chciał najszybciej wrócić do kotła i zamknąć się w bezpiecznych czterech kątach. Musiał, jeśli nie chciał, aby kolejna osoba poznała prawdę. To znak, że wkrótce musi udać się do Selwyna po kolejną porcję.
Dlatego zrobił następne kroki w tym kierunku - do Dziurawego Kotła. Pytanie, czy Just jego zatrzyma?





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   07.09.16 18:02

Już nie miałam mu nic za złe. Już właściwie zapomniałam, że przed chwilą stałam na moście umierając prawie ze strachu. Było minęło. Rozpamiętywaniem się nie zajmuję. Wolę gdybyać. Ale to nocami, w samotności. Najlepiej z papierosem w dłoni. Wtedy jest jakoś odpowiednio. Samotność sprzyja myśleniu. Lecz z drugiej strony myślenie kompletnie nie sprzyja mnie.
-Głupie fobie są po prostu głupie. -na przekór chyba. Właściwie też dlatego, że nigdy nie przeszło mi przez myśl, by spojrzeć na nie inaczej niż tak, jak zawsze. A zawsze widziałam je tylko jako moje słabości. Coś, czego nie umiem przeskoczyć, choć staram się mocno za każdym razem. Głupi irracjonalny lęk, który wręcz nie pozwala mi czasem normalnie funkcjonować. Gdzie w tym niby można by znaleźć jakąś dobrą stronę? -Nie jestem idealna – dodaję, bo wiem, że dalej od bycia idealną już stać się nie da. Właściwie to przeciwieństwem ideału jestem. Marszczę więc nos, niezadowolona z tego, że Barry taką łatkę próbuje mi przykleić. O ile prostsze byłoby moje życie, gdyby moja postać nie posiadała żadnej skazy. Może wtedy łatwiej byłoby mi funkcjonować z samą sobą? Może udało zdobyć się mężczyznę moich marzeń? Jednak tylko na gdybaniu to wszystko się zatrzymuje. Jednak dostrzegam też, że nader wszystko temat próbuje zmienić. I tego też nie mam mu za złe. Sama jestem w tym mistrzem. Chyba nawet trochę lepiej mi to idzie niż jemu. A może dostrzegam to tylko dlatego, że wiem, co za wybieg próbuje zastosować. Może inni kompletnie nieświadomi są, że tak zwinnie manipuluje dyskusją, że nawet nie dostrzegają kiedy przenoszą się na tematy, które dla rudzielca są wygodniejsze i pewniejsze.
-Raczej wątpliwym jest, że niezjedzenie śniadania to zagrożenie dla życia. – mówię w końcu, jakby godząc się, by zmienić temat. Nie chcę, by czuł się źle w moim towarzystwie. By musiał kota ogonem odwracać, by nie mówić tego, czego nie chce. Wiem jak się czuje. Sama czuję się tak na co dzień, dlatego wycofuje się z zadawania niewygodnych pytań. Przynajmniej na chwilę. A o śniadaniach często zapominam. Głównie dlatego, ze często zasypiam. A znów zasypiam, bo długo usnąć nie mogę. Jakoś lepiej funkcjonuje mi się nocami. Gdy nie rozprasza mnie wszystko, co dzieje się na około.
-Barry… - zaczynam, ale nie bardzo wiem, jak zakończyć. Widzę jak się zachowuje. Jak cofa się z powrotem do środka siebie. Jak się zamyka. Nie chcę sprawiać, żeby czuł się niekomfortowo. Nie chcę ciągnąć za język. Nie musi mi nic mówić. Nie jest mi nic winien. Ale nie mogę pozwolić, by tak po prostu odszedł. -Nie musisz mówić. – zapewniam go, już po tym, jak podbiegam te kilka kroków, by na powrót znaleźć się przed nim. Moje niebieskie oczy uparcie wpatrują się w niego. Mówię szczerze. Rozumiem to. Sama wolę walczyć ze swoimi demonami w pojedynkę. -Ale gdybyś kiedyś chciał… wiesz, jak mnie znaleźć- zaczynam, a końcówki nie dopowiadam, nie ma takiej potrzeby. Chwilę później, zabieram się do swojego rytuału przedteleportacyjnego. Biorę trzy wdechy i podskakuję dwa razy. Śmiesznie to wygląda, ale pozwala mi się skupić. Unoszę i opuszczam dłonie trzepiąc nimi, by rozluźnić mięśnie. Zerkam raz jeszcze na Barry’ego. Jestem gotowa by zniknąć, daję mu jeszcze tą chwilę, na wypadek, gdyby jednak chciał porozmawiać. Tak z siebie, z własnej nieprzymuszonej woli. Nie dlatego, że ja chcę. Dlatego, że on tego potrzebuje.

/daj nam zt obu, albo jak chcesz, to jedziemy dalej.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : 6
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ulica Henryka Kapryśnego   07.09.16 19:35

Może i są głupie, niepojętne, abstrakcyjne, idiotycznie i bez prawa egzystencjalnego, ale jakie byłoby życie bez fobii? Wszyscy by się kochali? Fuj. Ta droga prowadziłaby do raju pederastii, bo tak gdyby sobie wyobrazić, że najwięksi wrogowie nagle zaczną pajac do siebie miłością, co gorsza - może nawet publicznie... Nienienie, nawet i rudzielec ma swoje granice i wie, że czegoś takiego to po prostu by nie zniósł.
- A może nie są głupie, tylko ich przeciwieństwem? Może fobie nie są głupie, tylko niegłupie, bo głupi to mogą być ludzie, którzy uważają głupotę za największą fobię świata. Może należałoby ogłosić fobizm za głupotę, ale wtedy każdy z nas by się czegoś bał. Tak samo jak by się ogłoszono, że nie istnienie fobia, to by zaraz wszyscy się pokochali. Więc pytanie, czy fobia jest głupia, czy głupota jest fobią, czy może jedno i drugie albo wcale. Dla mnie to nie ma odpowiedzi na te pytanie, które - jakby szerzej pojąć - jest ... głupie. - i na koniec wzruszył ramionami, jakby właśnie wykładać coś, czego sam ostatecznie nie zrozumiał, bo się pokręcił we własnych słowach. Może kiedyś się odnajdzie we własnych słowach, zrozumie co on właśnie przekazał, czy może co chciał przez to pokazać... z resztą, nieistotne. Powiedział co mu naszło do ust - chyba zbyt mądrze jak na jego rudawą głowę, ale może osoba z pojęciem ogólnoszerokopapsmowym pojmie jego dziwaczne rozumowanie. W końcu sam jest jakimś odmieńcem, lecz nie mówi wszystkim, ze rozmawia z kotami. Woli to dla siebie zachować, dla własnego zarówno bezpieczeństwa, jak i pewności że nie będzie wykorzystany do niezbyt higienicznych potrzeb drugiej osoby.
Lecz... kto jest idealny na tym świecie? Wystarczy spojrzeć na drugą osobę, zawsze się coś znajdzie, co oddziela jego od perfekcji, od doskonałości której i tak nigdy nie osiągnie. Nawet ci najznamienitsza arystokracja w pełni nie jest doskonała. Każdy ród - ba, każda osoba ma jakąś wadę w sobie. A najtrudniej jest ją zauważyć w samym sobie, odkryć własną wadę, własną słabość. A potem ją zwalczyć, o, to jest chyba najgorsze z całej krasy zadań do wyboru. Zwalczyć własną pychę, słabość. Dlatego nieco uśmiechnął się, lecz nic nie dodawał. Sama Tonks musiała pewnie podobnie myśleć, uznał je słowa za zbędny balat, który nie był potrzebny do dalszej trasy. Idealizm chyba nie jest skierowany do rudzielca, który zdążył już wiele napsuć w ciągu kilku lat. Może tylko innym życzyć powodzenia, nic więcej wobec siebie.
- Dla ciebie z pewnością jest większe, niż u mnie. - dodał jako ostatnią pewną wypowiedź podczas tego spotkania. Z pewnością jemu mniej grozi po niezjedzeniu śniadania, niż jej. Barry pewnie jeszcze zdąży jeszcze bardziej schudnąć przez brak apetytu, chociaż może mniej dzięki zaklęciom Selwyna, które raz na kilka dni wspomagają jego organizm w niezbędne witaminy. Ostatnio tez dosyć często ma problemy ze snem, o czym raczej nikomu nie mówi. Nie chce się chwalić, że kiedy zasypia, najczęściej ma przed oczyma koszmar z Burkami w roli głównej. I zawsze to samo, z tym samym zakończeniem. Nie, z tym sam da sobie radę. Nie chce brać jakichś dodatkowych pigułek na sen. Po prostu nie chce bo i tak pewnie zapomni.
Dlatego nie chciał jej więcej mówić, miał chęci zostawić to tak, jak teraz jest, odejść po prostu. Lecz nie mógł zrobić kroku do przodu widząc jej zmartwioną twarz przed sobą. Spojrzał na nią - chyba po raz pierwszy podczas tego spotkania - bez maski, z bólem, cierpieniem, zmęczeniem, głodem. Może i źrenice lekko się rozszerzyły, lecz zaraz rudzielec zamrugał powiekami, aby nie ujrzała więcej, aby nie odczytała wszystkiego z jej oczu. Dlatego następne spojrzenie było bez nuty emocji, puste niczym beton, które w niczym komponowało się z wymuszonym, aczkolwiek delikatnym uśmiechem. Dziękuję. aż chciałoby się rzecz, lecz rudzielec nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Z pewnością to zapamięta, lecz czy to wykorzysta?
- Nie potrzebuję twej pomocy, Tonks. - powiedział tyle chcąc ją zniechęcić do poszukiwań jego problemów. Ona powinna zająć się ratowaniem innych, własną pracą. Barry ma lekarza, czy może raczej praktykanta, ale nie widzi tego, by udałoby się jemu otworzyć tak całkiem przed drugą osobą. Dlatego minął ją zaraz i czym prędzej pieszo opuścił uliczkę, którą i ona po chwili patrzenia w rudą czuprynę, udała się w swoją stronę.

z.t x2





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
 

Ulica Henryka Kapryśnego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Ulica Henryka Kapryśnego
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica
» Ulica czerwonych latarni
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18