Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sypialnia
AutorWiadomość
Sypialnia [odnośnik]04.10.16 3:36

Pokój Matta

sztucznie wydzielony za pomocą regałów pokój będący sypialnią i zbiorowiskiem gratów właściciela pokoju. Od salonu oddziela go jedynie ciężka, ciemna kotara podwieszona pod sufitem. Na regałach ułożone są książki o tematyce wojennej, szklanki, kilka butelek o różnokolorowej zawartości oraz mniej lub bardziej niebezpieczne przedmioty powiązane z codziennością lub zainteresowaniami Botta.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Sypialnia [odnośnik]23.08.20 20:21
6 lipca '57

Dla niego zawsze była dostępna. Nawet nie musiał jej płacić (chociaż każdą gotówkę przyjmowała chętnie), w końcu był jej przyjacielem niemal od zawsze. Widząc go w progu Parszywego Pasażera,  nabuzowanego i już częściowo pod wpływem alkoholu wiedziała, że dzisiejszą noc spędzi u jego boku. Domyślała się co z mężczyzną było nie tak, ostatnim razem widziała go w takim stanie gdy zmarła mu ta jego przyjaciółka więc i tym razem musiało być coś na rzeczy. Huxley ostatnio była bardzo zainteresowana osobą Czarnego Pana, w jej dłonie wpadło więc najnowsze wydanie Walczącego Maga, które leżało teraz na stole w jej mieszkaniu, a wraz z nim podobizny poszukiwanych zwolenników Zakonu Feniksa. Dwa nazwiska rzuciły jej się w oczy – Macmillan oraz Bott. Z czego ten drugi przekreślony czerwonym napisem.
Na Nokturn zapuszczała się rzadko, nie mogła sobie tu tak po prostu wejść więc pojawiała się tu tylko gdy mogła podróżować z kimś. Jedną z tych osób był Matthew. Kierowali się do jego mieszkania. Obdrapane ściany i walające się wszędzie graty były tym, co zauważyła jako pierwsze. Oraz delikatny zapach stęchlizny, ale nie na tyle by jej przeszkadzał. Nie specjalnie zajmowali się rozmową, mężczyzna zdecydowanie pragnął zająć swoje myśli czymś innym niż to co go w tym momencie trapiło i po to Huxley tu była. W grę ruszył alkohol, papierosy i ich nagie ciała.
Było jeszcze bardzo wcześnie, ale już jakieś pierwsze światło poranka zaczynało przebijać się przez niezdarnie zasłonięte okna. Obok łóżka, o ile można je tak nazwać, leżały przewrócone puste butelki po alkoholu. Huxley lekko wirowało w głowie, później będzie tego żałować. Bott leżał na brzuchu przytulony do jednej z poduszek, a Rain siedziała na jego udach masując umięśnione plecy. Co jakiś czas tylko poprawiała kołdrę, która zakrywała jej uda, aby mężczyzna nie dostrzegł sześciu ran na udach. Jedna z nich była świeża.
- Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej – powiedziała z wyczuwalną czułością w głosie. - Jak cię zobaczyłam w progu Parszywego, to od razu wiedziałam, że coś się stało.
Oczywiście, że wiedziała. Znali się od małego. Matthew latał za nią i uczepiony był jej jak pies psiego ogona. Nie mogła się go pozbyć, ale potem przestało jej to przeszkadzać. Stali się przyjaciółmi. Do rozmowy, do picia i do wspólnego seksu.
Matthew potrafił się przy niej otworzyć, przeżyła to już nie raz. To oznaczało, że czuje się przy niej komfortowo. Huxley też kiedyś potrafiła, zmieniło się to jednak w momencie, kiedy została tak paskudnie wystawiona przez osobę, którą również uważała za swojego przyjaciela. To potrafiło zmienić cały pogląd na różne kwestie. Ciągle też miała dudniący w głowie głos Mulcibera, mówiący jej jak to została zdradzona i z każdym jego słowem w stu procentach się zgadzała. I gdziekolwiek nie była i cokolwiek by nie robiła przyświecał jej jeden cel, do którego chciała dążyć. Dotarcie do niego da jej świetlaną przyszłość, coś co wyniesie ją na piedestał. Bardzo w to wierzyła.
Masowała mu plecy, co jakiś czas przylegała do jego ciała swoimi piersiami. Tylko czekała aż mężczyzna zacznie mówić, aż się przed nią otworzy. Alkohol i noc spędzona z kobietą sprawiały cuda. Zawsze tak było. Ostatni razem pierw się jej zwierzył, a dopiero potem wylądowali w łóżku. Tym razem było odwrotnie, ale to nie ważne. Byle by efekt był ten sam. Bo nawet jeśli ciągle miała w głowie powierzone jej zadania, cel, który w tym momencie był dla niej najważniejszy, to nadal Matthew był jej bliski i chciała dla niego jak najlepiej. Chyba, że stanie na drodze do jej celu, ale co wtedy zrobi nie była w stanie przewidzieć.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Sypialnia [odnośnik]29.08.20 3:16
Zaglądając do parszywego nie myślałem o rozcieńczonym piwie, czy tanim grogu, a właśnie o niej. Wszystko wokół się waliło, zmieniało, podłoga stawała się sufitem i na odwrót, a ona zawsze po prostu była. Zupełnie jakby zaklinała czas, rzeczywistość i przestrzeń, jakby była wnętrzem rozszalałego cyklonu. Potrzebowałem jej. Jej towarzystwa, ciszy którą potrafiła z syrenią wprawą zasiać w myślach, które skupiały się tylko na niej, jak i rozlewającej się po ciele kojącej przyjemności. Omamiony tym pragnieniem nie od razu wyłapałem jej smukłą sylwetkę w barowym rozgardiaszu. Posłałem jej wyczekujące spojrzenie najwyraźniej mówiące więcej niż chciałem powiedzieć, bo już po chwili bez słowa  przemieszczaliśmy się brukowanymi uliczkami w stronę Nokturnu. W mojej własnej głowie dudniło wystarczająco głośno. Nie potrzebowałem dokładać do tego harmidru barowej sieni trzęsącej całym budynkiem. Prowadziłem ją bezpiecznymi alejkami, wypalonymi w pamięci uliczkami, a potem czas przemkną nam gdzieś między palcami popędzony przez tanie używki, jak i niewybredne pieszczoty.
Kolejny dzień powitałem wyjątkowo leniwie. Trochę jak w te typowe angielskie dnie, kiedy to deszcz szumnie uderza o szybę raz po raz wyciągając ku rzeczywistości. To nie był jednak deszcz. To była Rain przeciągająca swoimi magicznymi dłońmi wzdłuż spiętych mięśni pleców. Było mi wyjątkowo błogo. Odnosiłem wrażenie, że tracę kształty i rozlewam się na boki pozwalając rozchodzić się rozluźnieniu.
- Mhmmm... - wymruczałem z zadowoleniem - Kiedy tak to ujmujesz to właściwie dochodzi do mnie, że w sumie ostatnio to zawracam ci głowę zawsze kiedy wyprawiam stypę. Trochę tak chujowo z mojej strony - zgnoiłem samego siebie czując, że być może zbyt często w jej towarzystwie ostatnimi czasy myślałem o sobie, o swoim złym samopoczuciu i nadziei, że ktoś, a dokładnie ona coś z tym zrobi]- Do tego robiłem ci kłopot z tym cholernym mieszkaniem, które koniec końców jest w ciąż moje. Ten jebany sentymentalizm wpędzi mnie kiedyś do grobu... - wzdychnąłem z pomrukiem zadowolenia przyjmując na plecy miękkość, jak i ciężar - Mam trochę pieniędzy. Mógłbym cię zabrać na jakieś wakacje do Francji, czy Włoch lub nie wiem... cokolwiek- jakoś chciałem się odwdzięczyć za to, że była kiedy potrzebowałem. Tak po prostu. Nie wiedziałem jednak za bardzo co mógłbym jej zaoferować. Poza sobą, workiem sykli i czasem nie miałem za wiele - Rozpuść włosy - poprosiłem z żarliwością potrzebując czuć na skórze łaskotanie ciemnych pukli za każdym razem kiedy się pochylała. Sięgnąłem nieco nieporadnie po paczkę papierosów zaplątaną w mozaikę butelek. Wsparłem się na łokciach przecierając zaspane oczy jedną ręką, kiedy to w drugiej wplotłem papierosa. Jeszcze go nie odpaliłem. Zawiesiłem się myśląc i ważąc kołujące się we mnie emocje - Stało się tyle ile pewnie zdążyłaś wyczytać z gazet czy zasłyszeć w porcie - Nie było szans na to by profil Bertiego jej tak po prostu umkną. Jeżeli miała wątpliwości co do tego, o kogo mi się rozchodziło to zaraz miałem je rozwiać - Jak zawsze się wypierdalał na prostej drodze tak nie mogło się skończyć dla niego inaczej kiedy postanowił próbować fikać po popierdolonej - warknąłem surowo, chłodno, w jakiś sposób mimo wszystko czule. Pieprzony gówniarz...


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Sypialnia [odnośnik]12.09.20 22:39
Przewróciła oczami. Znała Matthew na tyle długo, że naprawdę nie robiło jej czy spotykali się podczas styp, wesel czy w pijackiej ślepej uliczce. Ważniejszym było, że przychodził ze swoimi problemami właśnie do niej. Ufał jej, chyba od zawsze i zapowiadało się, że póki co nie miało się to zmienić. Huxley była dobrą kobietą. Byłaby dobrą żoną – w końcu całkiem niezła z niej kochanka i potrafiła zadbać także i o męskie serce. Bott teraz tego potrzebował, a ona była u jego boku. Było idealnie, tak jak być powinno.
- Dajże spokój – machnęłaby dłonią, gdyby właśnie nie masowała nimi spiętego karku. - Bardziej by mi przeszkadzało, gdybyś poszedł z tym do innej.
Wzruszając lekko ramionami pieściła dalej jego ciało. Po alkoholu i dobrym seksie mężczyzna stawał się bardzo wylewny, a o to w końcu ostatnio Rain chodziło. Aby wyciągać z ludzi jak najwięcej, łapała się wszystkiego, aby tylko wykonać swoje zadanie. Było jej priorytetem. W normalnej sytuacji nie czułaby się zbyt dobrze z faktem, że liczy na ciekawe informacje, które być może uda jej się z mężczyzny wyciągnąć w momencie, kiedy on przeżywa swoje problemy. To jednak nie była normalna sytuacja, a Hux nie była w stanie myśleć o nikim innym jak tylko o Percivalu i Keatonie.
- Do Francji? - zapytała z lekkim niedowierzaniem. - Uważaj, bo jeszcze się nakręcę i faktycznie będę chciała wyruszyć z tobą w podróż.
Jak tylko wykonam swoje zadanie dodała już w myślach. Zgodnie z poleceniem mężczyzny sięgnęła do swoich włosów i wyciągnęła z nich spinającą je klamrę. Gdy tylko przybliżała się swoim ciałem do jego ciała, mógł czuć przyjemne łaskotanie. Gdy nagie piersi przytulały się do jego pleców, czarne pióra drażniły go po bokach.
Oczywiście, że czytała. Przekreślona podobizna Bertiego Botta leżała na stoliku w jej salonie. Wiedziała, że nie jest to przypadek i zbieżność nazwisk. Matthew kiedyś czasem wspominał o swojej rodzinie, ale nigdy nie był na jej temat zbytnio wylewny. Huxley w pewnym sensie była nawet trochę zdziwiona, że tak mocno przeżył tę śmierć. Ciekawiło ją, dlaczego nigdy za specjalnie nie wspominał o swoich bliskich. Nie chciała jednak o to pytać, nie teraz. Słuchała go za to uważnie, bo wiedziała, że gdy mężczyzna zaczyna mówić, to nie należy mu przerywać.
- Widziałam jego podobiznę i nagrodę jaką za niego wystawili – szepnęła lekko niepewnym głosem. - Ktoś mógłby się nieźle ustawić...
Huxley nie była osobą, która owijała w bawełnę. Jak już mówiła to prosto z mostu i Matthew nie powinien być tym faktem zdziwiony. Rain po prostu stwierdziła fakt, sama nigdy jednak nie pomyślała o tym, aby wykorzystać to do zdobycia pieniędzy. Kiedyś by tak nie pomyślała, teraz jednak, kiedy jej poglądy lekko uległy zmianie i filozofia Czarnego Pana stała jej się bliższa, widziała w tym więcej zysku niż straty. Tym bardziej, że jeszcze jednego z mężczyzn, którego podobizna dodawana była do Walczącego Maga również znała osobiście. Chociaż z Anthonym Macmillanem nie widziała się już od dawna, to była bardzo ciekawa tego co u niego słychać.
- Czy on naprawdę był zwolennikiem Longbottoma? To było tym fikaniem po popierdolonej drodze? - zapytała.
Sama również sięgnęła po papierosa i odpaliła go szybciej niż Bott. W pomieszczeniu zaczął unosić się zapach czarodziejskiego tytoniu, a promienie słońca, które próbowały przedostać się przez przysłonięte okna, musiały przedzierać się również przez obłoki dymu, które zaczęły unosić się w pokoju. Wolną dłoń wplotła w ciemne włosy Botta i masowała go po głowie. Nie znała osoby, która by tego nie lubiła.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Sypialnia [odnośnik]09.12.20 22:38
Parsknąłem niedbale, chrapliwie.
- Ciebie też ten sentymentalizm zje. Zje, obgryzie do kości i wyssie szpik - podsumowałem żartobliwie, przekornie, zaczepnie. Nie analizowałem, nie ważyłem jej słodkich słówek - brałem i przyciągałem do siebie garściami, pozwalajając by pieściły moje ego. Bo dlaczego nie...? Płytkie, czy głębokie, należące do dziwki, czy chociażby i samej królowej anglii pochlebstwa były pochlebstwami, a mnie dobrze było z myślą, że ktoś potrafił pomyśleć o mnie z zaborczością. Rain, chytra lisica - wiedziała jak mnie kupić.
- No a dlaczego nie..? Objemy się bagietek, opijemy się taniego wina, spalimy się w słońcu. Kto wie, może spotkamy gdzieś Elunię, może zaprosi nas na croissanty, tosty, da autograf... Ciekawe do jakiego kraju spieprzyła... - snułem niedorzeczne plany, malując zaspanym, rozpieszczanym umysłem równie niedorzeczną przyszłość. Przez chwilę zaciekawiło mnie, kto teraz w ogóle rezyduje w Buckingham Palace i co się dzieje z Królową Anglii. Zaraz to wszystko obrosło w pierzynę i przerodziło się w pustkę. Przymknąłem powieki, czując jak się przytuliła, przyległa i było to coś lepszego od porannej kawy.
- I ktoś się ustawił - podsumowałem obojętnie, głucho, bezwiednie spinając się na samą myśl, lecz tak właściwie nie czułem nienawiści do mordercy, a złość do samej ofiary. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Gryzło mnie to, że on się w to wszystko pchał, a ja nie potrafiłem go zatrzymać - Wierzył, że coś zmienia, że coś zmieni. Miał się za bohatera... Czy wierzył w Longbottoma...? Nie mam pojęcia. Wierzył, że cały ten Zakon to coś dobrego, a ja nie potrafiłem go przekonać, by to zostawił...Jeszcze chwilę przed tym - jak został zamordowany - rozmawialiśmy, tu, tak po prostu, lecz nie chciał mnie słuchać, wiedział lepiej - miałem do siebie żal, że nie zauważyłem tego wcześniej - tego, że ukrywał swoją przynależność do tego zgromadzenia, a potem, że mają większy wpływ na niego niż ja. Nie tylko zresztą on. Samuel, Justine, Marcela... Pociemniało mi przed oczami, jak zdałem sobie sprawę z tego, że Florean i ten Prewett również. Jaka była więc szansa na to, że Lily mogła być też zamieszana..? Okłamałaby mnie? Miałaby przede mną tajemnice...? - Mogłem połamać mu po prostu nogi - ale byłem zbyt miękki, zbyt pobłażliwy. Westchnąłem czując nieprzyjemne kłucie w klatce piersiowej. Strzepałem popiół na podłogę. Nie miało to jednak teraz znaczenia. Nie żył. Botty wyjechały z Londynu, Anglii. Przyjaciele walczyli z reżimem zapominając o moim istnieniu albo co gorsze - uważając mnie za tego złego. Zostałem sam i tak też się czułem. Męczyły mnie też wyrzuty sumienia, a zgrabnie przeczesujące mnie palce Rain, nie potrafiły tego ze mnie zmyć - Zamiast tego, zamiast go powstrzymać, to go wepchnąłem w ich ręce, tych drugich... Kojarzysz Vatablasky? Uzdrowicielkę z Nokturnu? Ponoć jest powiązana jakoś z Voldemortem. Kilka razy zaprowadziłem go do niej na leczenie. Równie dobrze mogłem na tym jego pustym łbie zawiązać kokardkę i tam go zostawić... - załamywało mnie to i tak też zabrzmiałem - Nie łaź do niej jeśli nie musisz. Lepiej omijać to całe gówno, Rain - przestrzegłem Huxly mając nadzieję, że chociaż ona będzie bezpieczna. Może bardziej prosiłem. Niech chociaż ona się uchowa. Proszę.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Sypialnia [odnośnik]13.12.20 21:31
Uśmiechnęła się zadziornie, pochylając się i przykładając usta do jego karku składając na nim pocałunek.
- Znasz mnie najlepiej – szepnęła.
Taka była prawda. W końcu znali się od dzieciaka. I chociaż była między nimi różnica wieku, to gdy udało im się dotrzeć, to okazało się, że pasują do siebie jak ulał. Oboje dawali sobie wolność, jednocześnie zapewniając sobie to czego aktualnie najbardziej potrzebowali. Spędzanie z nim czasu było najlepszym lekarstwem na całe zło tego świata, a wizja spieprzenia z tego burdelu do Francji wręcz pokusą nie do odrzucenia.
- Chciałabym, naprawdę bym chciała. Może bym się trochę opaliła? I kochalibyśmy się każdej nocy nad Sekwaną, na pewno śmierdzi mniej niż Tamiza – mruknęła rozbawiona. – Ale potrzebujemy na te przyjemności troszkę więcej pieniędzy…
Leżała na nim ogrzewając go swoim ciałem. Czuła ogromną przyjemność, nie wiedziała skąd to się bierze. Przecież leżała na innych mężczyznach również, ale wtedy nie było to tak relaksujące. Czy to dlatego, że wtedy było pracą, a teraz robiła to z własnej przyjemności i z mężczyzną, którego… lubiła? Zarumieniła się lekko, całe szczęście, że Bott tego nie widział. Ale zaraz odrzuciła od siebie te myśli wsłuchując się w odpowiedź przyjaciela. Dała mu mówić, nie przerywała by go nie speszyć chociaż czuła jak raz po raz spinały mu się kolejne partie mięśni. A ona wtedy, jakby miała radar w swoich ustach, wędrowała tam i całowała go, jakby chciała zabrać z jego barków wszystkie troski. Chociaż nie było to możliwe, to chociaż chciała na chwilę zapewnić mu trochę przyjemności, gdy z jego ust wychodziły tak ciężkie słowa.
- Nie obwiniaj się, połamanie nóg nic by nie dało – szepnęła. – Gdyby chciał to stanąłby na rękach i tak by poszedł. Był w nich zapatrzony, upojony wizją równości, sprawiedliwości, a sam dobrze wiesz, że świat tak nie działa. Zamydlili mu oczy i zaszczepili wiarę, że może coś zrobić, że może wygrać z nimiz Czarnym Panem, chciała dodać, ale ugryzła się w język. – Nie przekonałbyś go, żył w swoim świecie… To ich wina, że go w to wciągnęli, nie Twoja. Czy ty ich znałeś? Tych czarodziejów po stronie Longbottom’a?
Na przytoczenie znanego nazwiska pokiwała głową mrucząc pod nosem, że kojarzy. Nie wiedziała, że i ona stała po stronie Czarnego Pana. Miał on w swoim szeregu tłum zdolnych i silnych czarodziei, nic więc dziwnego, że Bartie nie dał sobie rady. Huxley też by nie dała, Matthew również. Dlatego nie chciała stawać przeciwko nim, wiedziała, że gdy się odwróci może spotkać ją coś złego. A za pomoc Czarny Pan mógł obdarować nagrodą, w to teraz wierzyła, chociaż ta wiara nie pochodziła z głębi jej serca, a z zaklęcia, którym była teraz spętana i o którym nie zdawała sobie pojęcia.
- Matthew, gdybym wiedziała, to nie weszłabym do tego bagna – wyznała szczerze, lekko łamiącym się głosem. – Chcę z Tobą wyjechać, chcę się kąpać w tym słońcu, objadać bagietkami, pić wino i kochać co noc. A oni dobrze płacą, Matt mogłabym zarobić krocie na nasz wyjazd i wyrwać się z tego pierdolonego bagna, ale musiałbyś mi pomóc. Jeżeli będę miała coś co ich zadowoli, to mi zapłacą i dadzą spokój…
Bott mógł czuć na swoim ciele z jaką siłą biło teraz serce Rain. Była bardzo przejęła, na co mógł wskazywać również jej ton głosu. W głowie kołatała jej myśl, że Matthew może znać kogoś o kim jeszcze Czarny Pan nie wie, że jest po poplecznikiem Longbottoma, jeśli sprzedadzą te informacje, to mogliby wyjechać stąd na długie miesiące i wrócić gdy sytuacja się uspokoi. Albo zyskać władzę i dyktować warunki. Mieć Paryż w dokach, wino zamiast taniego piwa i kochać się nie nad Sekwaną, a w wygodnym wielkim łożu. Też brzmi bardzo zachęcająco. Pytanie tylko, czy nie popełniła teraz błędu? Czy nie poczuła się przy nim zbyt swobodnie?


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Sypialnia [odnośnik]21.01.21 2:47
Tak, to prawda - znałem. Była to jedna z najbardziej pocieszających myśli w ostatnim czasie. Jeszcze lepsze było to, że wcale się nie zmieniła przez te wszystkie lata. Ostatecznie wciąż wywierała na mnie tak samo dobre wrażenie, jak przed laty. Zastanawiało mnie czasem, jak postrzegała mnie ona sama - jak niesfornego rzepa, który przykleił się przed laty i ostał do chwili obecnej? Trochę mnie ta myśl nawet rozbawiła.
- Och, o to to się moja droga nie musisz martwić. Nie proponowałbym, gdybym był spłukany więc przemyśl to na poważnie bo wystarczy słowo, a na drugi dzień będziemy mieli zarezerwowany świstoklik lub łajbę jeżeli cenisz sobie uroki takiej przeprawy - Jestem pewny tego co mówię, bo moja sakiewka w rzeczywistości niemalże już pękała w szwach - Więc ja zorganizowałbym nam transport, wikt i opierunek, a ty moja droga... bieliznę ale takiej, której jeszcze na tobie nie widziałem - zalotnie zacząłem wyliczać - perfumy - ale takich, których na tobie jeszcze nie czułem i przede wszystkim...cholerne rozeznanie na temat tego, gdzie tam jest ta pieprzona Sekwana bo chce już tam być - skwitowałem pożądliwie, frywolnie, lekko i mimo wszystko poważnie. Niech zrobi coś dla siebie i dla mnie, tak jak ja zrobię coś dla nas. Kontrakt w takim wydaniu wydawał mi się bardziej niż uczciwy, a właściwie potrzebny. Miałem nadzieję, że jej tak samo jak mi i nie będzie kazała się przekonywać dłużej.
Ja sam nie stawiałem żadnego oporu. Pozwałem by jej ciało modelowało mój grzbiet miękkimi pieszczotami osładzającymi gorycz myśli - Ja wiem... - westchnąłem niechętnie, z trudem, przez zaciśniętą krtań. Tak bardzo nie chciałem tego przyznać tego, że to co mówiłem nie miało znaczenia. Co bym nie zrobił - niczego by to nie zmieniło. Czułem się głupio. Jak idiota odkrywający, że woda jest mokra, a ogień parzy -...to jednak...rozczarowujące, wiesz? Starasz się, robisz to co powinnaś dla kogoś. Tak po prostu, a potem... na sam koniec wychodzi, że byłaś niczym więcej, jak powietrzem. Nie wiem czy rozumiesz, o co mi chodzi. Chyba gadam już od rzeczy - burknąłem bezradnie i na wpół niewyraźnie w poduszkę kapitulując kompletnie - Nie wiem... - Czy znałem na pewno...? - Nie powiedziałbym, że znałem - skwitowałem cierpko - U Blacke'a to pracowałem jeszcze nim wyszło na jaw ale potem się ewakuowałem. Szkoda - robota była całkiem przyjemna ale właściwie, jakie to ma teraz znaczenie... - nie mogliśmy tego zostawić?
Jak się miało okazać, wszystko miało znaczenie.
- Rain..? - Jak to nie weszłabym? - Hej, hej... Rain.... - poruszyłem się zaniepokojony tym co mówiła, w jaki sposób. Mi samemu serce zaczęło niespokojnie się poruszać. Usiadłem obok. Spojrzałem na nią z niepokojem i strachem - O czym mówisz Rain, jak to nie weszłabyś... o co chodzi, mają coś na ciebie...? Twoi rodzice byli mugolami, czy coś...? - Zmarszczyłem brwi, a myślami galopowałem...w sumie nie mam pojęcia gdzie. W głowie zrobiła mi się pustka, a po plecach przepełznął mi obrzydliwy dreszcz. Ująłem w dłonie jej policzki. Przesunąłem kciukiem jednej po skórze w uspokajającym geście. O czym ty do cholery mówisz, Rain...


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Sypialnia [odnośnik]23.01.21 20:27
Jednocześnie rozbawiła ją myśl o tej podróży, poczuła podekscytowanie i jednocześnie niedowierzanie. Nigdy nie pojechała na taką wyprawę i wręcz nie mogła sobie wyobrazić, że Matthew faktycznie może mieć aż tyle pieniędzy, aby ich tam zabrać. Z miłą chęcią zaprowadzi go nad Sekwanę, byleby tylko spędzić z nim trochę więcej czasu. Już dawno przestała go uważać, jako ten rzep co przyczepił się do niej jak do psiego ogona, gdy oboje byli jeszcze szczeniakami. Był przystojnym mężczyzną, z którym uwielbiała spędzać czas.
- Oh, mogłabym popłynąć statkiem – zamarzyła. – Kusisz, jak tylko załatwię swoje sprawy… bieliznę i perfumy muszę załatwić, to dam ci znać i zabieramy stąd swoje dupy. Chociaż na jakiś czas.
Słuchała uważnie jego słów. Było jej naprawdę przykro, co chwilę tracił kolejną bliską sobie osobę. I w żadnym z tych wypadków nie mógł absolutnie nic zrobić. Taka niemoc, chyba jest gorsza niż zrobienie czegokolwiek, nawet gdyby miało być to błędem. Przynajmniej nie można było sobie zarzucić, że nic nie zrobiłem, że się nie starałem. A gdy nic nie można było zrobić, gdy wszystkie te sytuacje nie zależą od ciebie, to nawet nie wiesz na kogo się złościć.
- Wcale nie gadasz głupot. Chyba rozumiem, co masz na myśli – skwitowała cicho.
Nie znał. A przynajmniej nie powiedział jej nic sensownego. Zacisnęła usta. No nic dziwnego, że nie chciał być rozmowny, z pewnością i ona by nie była i nie chciałaby do tego wszystkiego wracać Nie mogła mu mieć tego za złe, chociaż liczyła na pewne informacje, to troszeczkę ryzykowała pytając jak wprost. Na szczęście akurat to nie wzbudziło jego zainteresowania. Może uznał, że to całkiem normalne, że ją to zainteresowało?
Za to na jej kolejne słowa zareagował już bardzo… emocjonalnie. Na twarzy Huxley pojawiło się zdziwienie czując jego niespokojny ruch. Zaniepokoił się. Tyle mogła wyczytać z jego głosu, potem utwierdziło ją w tym jego spojrzenie. Absolutnie nie spodziewała się takiej reakcji, czy naprawdę to co powiedziała wskazywało na to, że jest w tarapatach? Przygryzła dolną wargę, powinna bardziej uważać na to co mówi. Nie chciała przecież, aby się martwił i zaczął wypytywać. Okryła się kołdrą, gdy usiadł obok. Przez chwilę wpatrywała się w niego jakby zastanawiając się co odpowiedzieć, a potem uniosła dłoń i plotła ją w jego bujną czuprynę.
- Jak na każdego – odpowiedziała poważnie. – Nie mam zarejestrowanej różdżki, moja matka była półkrwi, ojca przecież wiesz, że nie znam. Pewnie jakiś marynarz, co już dawno zatonął. W porcie trudno na nich nie trafić, nawiązujesz znajomość, a potem okazuje się, że stoisz w rozkroku nad kupą gówna. Ale, spokojnie – wtuliła się w jego dłonie. – Znasz mnie dobrze, wiesz, że na swojej łajbie, to ja stawiam warunki. Nie chciałam cię zaniepokoić, nie rozmawiajmy o pracy, że tak to nazwę.
Musiała się szybko z tego wymigać. Uspokoić go, bo powiedziała zdecydowanie zbyt dużo. Chciała się przed nim otworzyć, powiedzieć mu o wszystkim, ale nie mogła. W środku ją coś blokowało. Bała się, że gdy powie jeszcze jedno słowo, sprowadzi na niego nieszczęście. Im mniej się wie, tym się lepiej śpi. To był kolejny moment, kiedy to przysłownie pasowało wręcz idealnie.
- No rozchmurz się, powiedziałam to wszystko zbyt poważnie i niezbyt trafnie dobrałam słowa. Aż w takie tarapaty nie wpadłam – zaśmiałam się, by po chwili spojrzeć na niego poważnie. – Matthew… czy ty się o mnie właśnie zmartwiłeś? Zależy ci…
Uśmiechnęła się zawadiacko i dźgnęła go palcem w bok.
Osz ty.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Sypialnia [odnośnik]24.01.21 13:48
Nie zbroiłem się przy niej w czujność. Przecież była swoja. Na ten moment właściwie moja. Nie widziałem powodów dla których musiałbym cedzić jej słowa. W ogóle nie przyszłoby mi do głowy, że powinienem być uważniejszy. Nie miałem do tego głowy. Zdecydowanie zamiast tego z przyjemnością uciekałem w nie tak odrealnione wyobrażenia przyszłości, czy własne rozgoryczenie - byłem już nim zmęczony. Musiałem pozwolić mu ujść, a przy kim innym, jak właśnie przy Rain. Kolejne pytania nie wzbudziły mojego niepokoju. Myślałem sobie, że ciekawość mieszała się z typową dla niej manierą portowej dziwki. Nie czułem by naciskała na odpowiedzi, by ich wymagała, a zwyczajnie dawała mi możliwość wyplucia zalegającej na dnie wątroby żółci. Bo moje rozgoryczenie sięgało przecież dalej - na tych wszystkich dla których przestałem istnieć. Mimo wszystko, ostatecznie, na sam koniec jak zwykle upominał się o mnie wyłącznie port. Znajomi spoglądający na mnie z plakatów wydawali się odlegli, obcy. Co naprawdę o nich wiedziałem...?
Rain była zaś zawsze. Zaraz po niej dostrzegałem dobrze znane mi sylwetki wypełniającego Parszywego Pasażera. Mimo wszystko, chyba nie potrafiłem żyć wyłącznie dla siebie. Potrzebowałem kotwicy trzymającej mnie w miejscu. Łamiący się od bezradności głos był jak kubeł zimnej wody przypominający o tym, że mogłem stracić więcej. Zacisnąłem usta w wąską kreskę z niezadowolenia.
- Nie zbywaj mnie tak, Rain. Nie mam piętnastu lat - odpowiedziałem z podobna do niej powagą rozumiejąc, że w coś została wmieszana, lecz niekoniecznie chciała o tym rozmawiać, o pracy. Skrzywiłem się mocniej nie do końca dając się ugłaskać słodko przylegającym do dłoni ciężarem jej głowy - Znam więcej ludzi, mogę więcej więc, jak cię to przerośnie to odezwij się do mnie, Rain - prawdą było, że nie chciałem się o to kłócić. Nie chciałem na siłę wpychać się w jej interesy nie wiedząc, czy przypadkiem nie wpakuję jej tym samym w jeszcze większą dragę. Ale cholera, byłem tu. Czemu wszyscy o tym zapominali...? Przetarłem kark z nieco niezręczna bezradnością do której powoli się przyzwyczajałem. Nie chciałem niczego na niej wymuszać, więc pozwoliłem nieco sztucznemu jak na moje oko rozbawieniu odciąć nas od poprzedniego tematu. Dźgnięty drgnąłem przymykając oko. Odbiłem uśmiech skierowany do mnie jak lustro.
- To takie straszne...? - mruknąłem nie ściągając z twarzy uśmiechu, któremu jednak pozwoliłem złagodnieć - Nie bój się - zbliżyłem się, spoglądając w jej jasne oczy pożądliwie, szelmowsko - Pokażę ci, że wiążą się z tym same profity... - zapewniłem zadziornie. Pocałowałem ją. Raz, a potem drugi i trzeci. Za każdym razem coraz niechętnie odrywając usta. Wsunąłem dłoń za jej plecy dając jej silnym ramieniem oparcie, kiedy to zwolna napierałem na nią zmuszając by się położyła w pościeli, którą chwilę wcześniej wzniosła jak niepotrzebny mur. Chciałem się z nią kochać. Z jakiegoś powodu potrzeba ta wydawała się teraz większa i odpowiedniejsza niż poprzedniego wieczora.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Sypialnia [odnośnik]24.01.21 21:37
Z pewnością za jakiś czas, gdy już będzie sobą, będzie jej głupio, że w taki sposób próbowała podejść Botta. Nie było to w stosunku do niego fair, ale cała reszta którą mówiła była najprawdziwszą prawdą. Szkoda, że nie mogła tego wszystkiego przeżywać jako ona, tylko pod czyimś władaniem, o czym nie do końca zdawała sobie sprawę. Głos w głowie był męczący, spętał ją w kajdany i kazał skupić się na jednej najważniejszej kwestii, ale w tym momencie, gdy była obok Matthew, jego głos zagłuszał ten, którego dzień w dzień słyszała w swojej głowie. Może to sprawiło, że się wystraszyła i nie chciała naciskać? I tak nic by od niego się nie dowiedziała, a gdyby napierała, to tylko mogłaby wzbudzić jego podejrzenia. A przecież nikt nie mógł o tym wiedzieć.
- Nie zbywam – mruknęła przepraszająco.
Fakt, nie miał piętnastu lat. Chociaż wracając do swoich starych wspomnień z przyjemnością patrzyła na niego gdy był jeszcze szczeniakiem. Nie lubiła go wtedy, denerwował ją, że ciągle chciał z nią przebywać. Zakręcił się, przyczepił i był w tym wyjątkowo uparty. Huxley nie udało się go pozbyć, ale to i dobrze. Dzięki temu ich znajomość przekształciła się w coś dziwnego. Gdzieś pomiędzy wzajemnym pożądaniem były też inne uczucia, ale nigdy nie pozwoliła sobie na nazwanie ich. Byli przyjaciółmi, ale nigdy nie odważyła się powiedzieć o ich dwójce czegoś więcej. Bywało, że nie widzieli się przez długi okres czasu, Rain nie specjalnie tęskniła przyzwyczajona do tego, ale gdy się spotykali, to często chcieli, albo ona chciała, aby to bycie razem trwało jak najdłużej. Tak jak dzisiejszego poranka.
- Wiem, jeśli będę miała problemy, to przyjdę z tym do ciebie – mówiąc to patrzyła mu w oczy, nadal wtulona w jego dłoń.
W tym momencie nie zdawała sobie sprawy w jak wielkich tarapatach się znalazła. Przyjdzie jednak taki dzień kiedy się dowie i wtedy na pewno będzie pamiętać o obietnicy, którą przed chwilą złożyła. Nie rzucała słów na wiatr, aktualnie wytworzyła się pomiędzy nimi taka specyficzna atmosfera, której nie dało się opisać. A wszystko co mówili, nawet najmniejszy gest ich ciał, wskazywał na to, że dzieje się tu coś więcej. I to kumulowało i zaraz miało wybuchnąć.
- Nie – odmruknęła. – Nie boję…
Pozwoliła się objąć. Pozwoliła mu się zdominować. I pocałować. Raz, drugi i trzeci. Nie chciała by się od niej odrywał. Pragnęła pocałunków takich, których nie potrafili dać jej klienci w Parszywym. Matthew obdarowywał ją czułością, którą żaden inny mężczyzna nigdy nie obdarzył.
- Nawet nie wiesz jakie to przyjemne uczucie – szepnęła prosto do jego ucha – kiedy można być przy kimś czymś więcej niż tylko dziwką.
Chwyciła po jego wolną dłoń i splotła ich palce ze sobą. Gdy zadba o to, aby nie zwrócił uwagi na jej uda, na których zaczęły pojawiać się pierwsze ślady i to dość świeże, będzie mogła skupić się już tylko na czerpaniu z tej bliskości jak najwięcej. Wtedy będzie się liczyć tylko ona i on. I nic więcej.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Sypialnia [odnośnik]25.01.21 20:58
Może i czasem nie odnajdywałem się w zawiłościach rzeczywistości. Wszystko upraszczałem, wszystkiemu umniejszałem. Nie chciałem jednak by z góry zakładano co zrozumiem, a czego nie. Przecież słyszałem i zauważyłem, że coś było nie tak - po co udawać, że wcale nie. Jakbym był dzieckiem, które nigdy nie dorośnie i przy którym nie można było mówić o problemach. Nie byłem zły, że być może tak też jej się roiło to w głowie i tak to widziała. W końcu padałem do jej stóp za każdym razem, kiedy coś mnie przerastało. Nie chciałem by jednak myślała sobie, że taki jestem. Zawsze na mieliźnie, zawsze spoglądać na nią z dna. Jeżeli to ona się zapadła to nie musiała przy mnie udawać, że nie. To ona dyktowała warunki - naprawdę była taka jak mówiła ale przecież bym jej nie wyśmiał, gdyby okazało się, że jednak nie do końca. Byłbym chyba ostatnią osobą, której by wypadało.
Bardziej niż zadowolony byłem więc z jej zapewnienia. To co mówiła i jak było tym czego potrzebowałem. Bardziej niż powietrza. Nie wiem, jak to robiła, że potrafiła dobrać słowa, ton i gesty. Może byłem zbyt oczywisty, a jej jasne oczy zbyt dociekliwe?
Upojony chwilą odsunąłem dąsy na bok czując przyjemność z dzielenia wspólnego czasu i intymności. To nie było złe, nie było w tym nic strasznego. Pierwszy raz jednak z podobną swobodą przyszło mi to wyrazić. Mrukliwe zaprzeczenia zachęcały przyjemną muzyką do tego by to powtórzyć. Pomiędzy kolejnymi pocałunkami mój uśmiech się rozszerzał. Szeptliwe słówka załaskotały w ucho, lecz nie one, a wyznanie wprawiło mnie w niepoważne rozbawienie - Mhmmm...Myślę, że będziesz musiała mi zademonstrować, bo chyba faktycznie mogę mieć w tej materii braki... - teraz, kiedy to ja się droczyłem, a może chciałem usłyszeć od niej obietnicę, która sprawi, że zostanie tu ze mną dłużej. Że nie wysunie się spod mojego ciała, nie wyplecie palców z uścisku - Rain... - z umiłowaniem wypowiedziałem na głos obijające się w myślach imię. Powoli odnajdywałem powód dla którego mógłbym cenić ten deszczowy kraj bardziej.

zt x2


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Sypialnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach