Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cmentarz z kapliczką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Cmentarz z kapliczką   04.04.15 16:40

First topic message reminder :

Cmentarz z kapliczką

Niewielki cmentarz z kapliczką, który znajduje się na obrzeżach Londynu, niedaleko Weltham Abbey. Zapadłe mogiły zdają się być od dawna nieodwiedzane. Porośnięte bluszczem i kwieciami ciągną się wzdłuż krętych kamiennych ścieżek, skrywając w sobie szczątki z dawna zapomnianych mugoli, czarodziejów i charłaków.
Cmentarz podupadł tuż po wojnie. Choć jeszcze przed kilku laty w kaplicy odbywały się nabożeństwa, dziś budynek jest opustoszały. Między ciężkimi drewnianymi ławkami hula wiatr.
Od czasu do czasu można jednak dostrzec, że w środku świeci się światło. Miejscowi czarodzieje powiadają, że to lokalne grupki wilkołaków urządziły tu sobie kryjówkę. Inni twierdzą natomiast, że to Garbata Greta, szalona wiedźma z Weltham Abbey. Jak jest naprawdę, nie wie nikt.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   13.12.16 0:30

Ból bywał większym motywatorem niż niejedne słowa. Sposób w jaki krążyła krew, gdy adrenalina pompowała kolejne pokłady do żył. Gdy drżały dłonie od nadmiaru emocji, nie znajdujących nigdzie ujścia. W milczeniu warg, gdy wyrazy blokowały się na języku, rozpuszczając się w niewypowiedzianej goryczy. I to tylko po to, by zmusić ciało do alarmu, do walki i działania. Tak, wiedział, że istniała inna strona cierpienia, która zamiast napędzać - wygaszała, zmuszając do ucieczki. Ale Skamander nie mógł się wycofywać. I jeśli można było nazwać to skazą - dla niego było właśnie unikanie tego - co stawiał mu los. A dziś, w miejscu gdzie stać powinien pojedynkowy wróg - postawił przed nim dawnego przyjaciela.
Wciąż podpierał jedną dłoń o błotnistą - zmarzniętą ziemię. Wyczuwał pod palcami grudy rozdeptanej ziemi, która...wyjątkowo mocno pachniała śmiercią. Nie jego. I ie Samaela, chociaż - zapadające się w oczach uzdrowiciela błyski, kiedyś barwiące dumne spojrzenie, teraz wydawało się mdlić słabością. A może desperacją. Skamander nie potrafił rozpoznać ich w arystokracie, ani tym bardziej dopasować do znanego mu schematu, w jaki go wpisał. Gdzie on znajdował się na liście szlachcica? Czy zdążył już go zdeptać? Czy trwał jeszcze gdzieś na skraju wspomnień?
Płomień zachłannie lizał skórę Samaela, zupełnie jak okrutna kochanka, szarpiąc i zadając ból....a mimo to przynosząc ukojenie. Czy tego chciał Avery? Czy po to była prowokacja?
Huk grzmotu zagłuszył wszelkie możliwe głosy. Tylko w uszach wciąż można było słyszeć przeraźliwie wysokiego tonu, tłumiącego jakiekolwiek inne dźwięki - nawet te kotłujące się w głowie, w myślach. Ziemia jęknęła pod uderzeniem gromu, który - chociaż nie trafił Samuela, kazał mu pozostać w przyklęku - grożąc całkowitym porażeniem. Poczuł jak zbłąkane języki poraziły jego ciało, znacząc na dłoniach i ramionach ciemniejące ślady.
- Deprimo - niemal szepnął. Jeszcze tylko jedno zaklęcie, które mogło uderzyć. Powalić. I nawet, jeśli miało się właśnie ku końcowi ich stracie - nie czuł satysfakcji. Coś umykało jego percepcji, chociaż wyczuwał, że - tak właśnie miał się skończyć pojedynek.
Zaciskając zęby, przytknął wolną dłoń do ran wciąż broczących ciemnobordową plamą, niknącą niemal na czarnej powłoce płaszcza. Tylko słodkawo-metaliczna woń świadczyła o rzeczywistej ranie. I zapach przypalanej skóry, mdląco zatykającej usta. Podniósł głowę, szukając wzrokiem Samaela i wstał ciężko z miejsca, tylko po to, by zbliżyć się do leżącego arystokraty. Wyciągnął dłoń.
- Na dziś, chyba nam wystarczy - odezwał się w końcu, czekając, aż mężczyzna przyjmie gest. Sam czuł słabość, atakująca ciało, ale zmusił się by trwać w miejscu lub...usiąść obok.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   17.12.16 20:16

Odpływał, majacząc na granicy przytomności, głucho dopraszającej się o to, by nareszcie zamknął oczy. Walczył, wściekle waląc w zabarykadowane bramy umysłu, by móc nareszcie przestać myśleć, przestać truć się powietrzem, przestać odczuwać ból przy każdym kroku i każdym urywanym oddechu. Miał wrażenie, jakby znalazł się pod kopułą wypełnioną trucizną, wsiąkającą w ciało i czyniącą je martwym. Pustym, wydrążonym, zimnym, zdolnym jedynie do powtarzania mantry o doświadczanym cierpieniu. Któremu poddał się całkowicie serio, świadom konsekwencji. Zapach spalonej skóry niósł za sobą realne skutki: przecież piekło, bolało, a jego dłoń dzierżąca różdżkę drżała nienaturalnie. Z całej siły zaciskał powykrzywiane palce na drewnie, bo wstydem byłoby się poddać. Nie bez odrobiny teatralności, nie bez stworzenia Samuelowi możliwości zabłyśnięcia, pokazania się, delektowania się swoją mocą. Dał się rzucić na kolana, lecz w tym momencie świat oglądany z perspektywy klęczącego pariasa wydawał mu się znacznie bardziej przyjazny. Avery musiał okazać, że żałuje, musiał udowodnić swoją skruchę, chociaż wiedział, że fizyczne razy i jego zmaltretowanie i tak nie wynagrodzi Laidan jej cierpień. Postępował wręcz skrajnie głupio, dziecinnie i bezmyślnie, ale pulsująca obręcz bólu zaciskająca się na jego klatce piersiowej czyściła myśli ze wszelkich wątpliwości. Pokutował, szczerze.
Nieudolna tarcza nie powstrzymała lodowatego podmuchu wiatru, który porwał go zupełnie jak opadłe z drzewa liście, wstrząsnął nim, zakotłował, zmiął i rzucił o ziemię. Ciało ciężko uderzyło o twarde podłoże, kości złowrogo zatrzeszczały, a głowa tąpnęła ledwie kilka cali od starego nagrobka, cudem unikając zderzenia ze zmurszałym kamieniem. Przez kilka sekund - a może minut? - nie ruszał się wcale, próbując dojść do siebie. Wytrzeźwieć. Nie wiedział, czy może wstać o własnych siłach, czy czegoś nie połamał, czy rozsadzający mu czaszkę tępy ból nie zwiastuje przypadkiem wstrząśnienia mózgu. W końcu jednak podniósł się do żałosnej pozycji półleżącej, uprzednio cicho jęknąwszy, kiedy wsparł się na błyszczącej świeżymi poparzeniami ręce.
-To... nie wygląda najlepiej - stwierdził słabo, niewyraźnie wskazując na rany Samuela. Uniósł dłoń, celując w niego różdżką (atak z zaskoczenia?), po czym cicho wymamrotał ferula, licząc na choć prowizoryczne opatrzenie doznanych przez Skamandera obrażeń.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   17.12.16 20:16

The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 100


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   26.12.16 12:17

Metaliczny posmak krwi mieszał się z mdłym zapachem grobowej ziemi. A wszystko, coraz mocniej otulała mroźna mgła, zupełnie, jakby chciała przygarnąć dwie zmaltretowane postaci - jeszcze przed momentem ciskających w siebie zaklęciami. Aktualnie - obaj mężczyźni trwali na ziemi, ostatkiem sił nie wtapiając się w grobową atmosferę. Nawet świszczący między nagrobkami wiatr wydawał się snuć opowieści o śmierci. Tylko...ich to nie dotyczyło. Jeszcze nie ich czas.
Samuel siedział oparty dłonią o zmarzniętą ziemię. Opierał się brodą o swój bark, a drugą ręką dociskał ran, czując jak przez palce ślizga się lepka posoka. Ból wyciskał oddech, który zaczynał brzmieć jak warkot dzikiego zwierza. Nie czuł się dobrze, a zawroty głowy potęgowały wrażenie słabości. A spojrzenie na Samaela wystarczyło, by móc zdegradować się z pozycji poszkodowanego. Zmaltretowane ciało nie odzwierciedlało jednak porażki. A Samuel nie czuł się zwycięzcą.
- Tak mówisz? - zdążył odpowiedzieć chrapliwie, nim uzdrowiciel bez zastanowienia skierował ku niemu różdżkę. Atak z zaskoczenia? Zdecydowanie, ale zamiast bólu, aurora ogarnęło najpierw niezwykłe ciepło, wciskając się pomiędzy poszarpane skrawki skóry. A potem była nieopisana ulga mieszająca się z zaskoczeniem i...podziwem. Samael, mimo własnych ran, bez najmniejszego problemu zajął się swoim przeciwnikiem. kto wiec był tutaj wygranym? I czy któryś mógł o sobie tak powiedzieć?
- Jak zawsze najlepszy - kącik ust powędrował do góry, gdy już bez bólu odjął wciąż okrwawioną rękę od piersi. Nadal czuł skutki upływu krwi, ale ból minął, odejmując z ramion Skamandera dodatkowy balast. Podniósł się na kolanie, wciąż patrząc na szlachcica - Nie będę się bawił w uzdrowiciela dla dobra..nas obu - dodał jeszcze, by sięgnąć obiema rękami pod ramiona Samaela - z zamiarem podniesienia - Mam znajomego uzdrowiciela, zaprowadzę cię do niego - podciągnął do góry mężczyznę, by mógł oprzeć się o jego ramię. Prawdopodobnie wyglądali jak dwójka pijanych towarzyszy. Przeczyć tylko mogły twarze wypełnione zmęczeniem. Pojedynek zakończony, a Skamander nadal nie uważał, by ich starcie dla któregokolwiek było zwycięskie. Jedyne co mógł stwierdzić, to przekształcenie stanu nienawiści w dziwną, obojętną wdzięczność. Na dziś, był to dla nich sukces.

zt x2?






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   11.01.17 21:24

| 17 kwietnia?

Zapewne mógłby się zaśmiać. I zrobiłby to, gdyby nie fakt - w jakim miejscu się znajdował. Cmentarz. I to nie byle jaki. Te same okolice rozpoznawał prawie miesiąc wcześniej, kiedy stał naprzeciw Samaela w tym dziwnym...(absurdalnym?) pojedynku. Tylko dziś miał zgoła inny cel.
Ciemność nie była tak nieprzenikniona, jak początkowo mogło się zdawać. Nikłe plamy świstała wciąż znaczyły gdzieś w oddali latarniami miasta. A tu, niedaleko szarych mogił spowitych cieniem mgły - tylko w niektórych miejscach odzywały się bladym płomykiem palących się świeczek.  W oddali, można było dostrzec stara kapliczkę, dawno nieużywaną i prawdopodobnie zapomnianą przez okolicznych mieszkańców. Sam cmentarz przypominał wyrwaną ze snu przestrzeń, a dwie męskie sylwetki, które stały obok siebie, przypominały raczej mroczne duchy, niż żywe istoty. Tym bardziej, jeśli ktoś zgadłby cel niecodziennej wizyty.
Informacja była pewna. To tutaj znajdowało się miejsce zgromadzeń zwolenników Grindewalda. I...to do ich zadania - Garretta i Samuela, należało jego zniszczenie. Początkowo przypuszczał, że sama kapliczka stanowi ów punkt. Przy wnikliwszym oględzinom okazywało się, że obok starej, skruszałej czasem kapliczki znajdowała się przysypana ziemią i listowiem - klapa w ziemi. Ledwie widoczna dla osób, które już wiedziały. I zapewne całkiem znikała z oczu, gdy przypadkowy przechodzeń trafiał w te okolice. Dodatkowo, prosta iluzja czyniła odnalezienie miejsca - niemal niemożliwym. Bo i cóż miałby tutaj robić? W nocy? Jeśli w pobliżu cmentarza pojawiał się ktokolwiek, to nieliczne postaci przemykały między zmurszałymi alejkami, stawiając tu i ówdzie pełgająca nikłym płomykiem - lampkę. Większość śpiących pod mogiłami - już dawno musiała zniknąć z pamięci żywych.
- Zastanawiam się, czy ktoś tam teraz jest, czy jednak musimy radzić sobie bez towarzystwa? - wskazał ruchem brody na klapę, której jeszcze nie otwierali. Stali bliżej kapliczki, kryjąc się w oferowanych przez noc - ciemnościach. Niebo było zachmurzone, ale wzrok przyzwyczajony do braku większego źródła światła, bez problemu rozpoznawał kontury miejsca.
Różdżkę trzymał oczywiście w pogotowiu, bacznie obserwując, czy - sami nie są obserwowani i czy ich odgłosy nie niosą się do niepowołanych uszu - Chyba bym to wysadził - dodał ciszej. W końcu - Bombarda nie byłaby taka zła? A okazja, nie byle jaka. Skamander widział jakie nastroje targały przyjaciela, a przynajmniej na tyle, by móc stwierdzić podobna kwestię. Działanie - zawsze przynosiło ulgę, gdy rzeczywistość próbowała wmówić, że jest się bezsilnym i nie można nic zrobić. A to było czyste kłamstwo. A Zakon, do którego należeli udowadniał, że zawsze można coś zrobić. Podobno nawet, każdy problem, był tylko ukrytą sposobnością do osiągnięcia celu. No, i byli aurorami. Który auror nie lubił...wysadzać?






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 25.01.17 18:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   13.01.17 0:48

| jednak 17.04!

Wsłuchując się w nocną melodię, milczał. Pohukiwania sów łączyły się w jeżącej włos na karku kakofonii z muzyką szelestów młodych liści, ale Garrett nawet nie drgnął, nietknięty strachem - co innego sparaliżowało jego ruchy, sprawiło, że zatrzymał się w miejscu.
Bezbrzeżne morza nagrobków.
Co gorsze, zdawały się opuszczone; cmentarzysko zapomnienia na krótki moment zmusiło go do szybszego chwytania oddechu, ale te ulotne sekundy słabości zdołały zaginąć w półmroku. Zalewały go kaskady wspomnień, znów tonął w objęciach lodowej zawiei - Próba zdawała się jak żywa, odciskała się na nim bolesnym piętnem.
Ale nie mógł o tym mówić. I nie chciał. Nie potrafił.
Znów skrywał własne demony pod maską sztucznej obojętności.
Otrząsnąwszy się z chwilowego marazmu, wbił spojrzenie w nocne niebo barwiące się granatem - za osnową kłębiących się chmur z pewnością kryły się gwiazdy.
- To nieważne - rzucił cicho, wsłuchując się w trzaski gałęzi łamanych wraz z każdym krokiem pod naciskiem podeszwy ciężkich butów. Brnęli w mleczną mgłę, która z pewnością zapowiadała sekrety - a jeśli wywołała została zaklęciem, mogła skrywać jeszcze więcej tajemnic, niż podejrzewał to w pierwszej chwili.
To nieważne, powtórzył w myśli - nawet jeśli w środku znajdowali się zwolennicy tyrana, świat nie ucierpi za bardzo, gdy obrócą się w proch wraz ze swoją kryjówką.
Choć z początku podążał dwa kroki za Skamanderem, jednocześnie kontrolując, czy ktoś kryjący się z boku nie podąża za nimi uważnym spojrzeniem (nie potrzebowali widowni, nie potrzebowali tkwiących w ciemności wrogów), zaraz pokonał dzielącą ich odległość, by stanąć z aurorem ramię w ramię.
Zawiesił długie, uważne spojrzenie na raczej niepozornej klapie, jednocześnie mocno zaciskając palce na uchwycie jasnej różdżki.
- Nie musisz namawiać mnie do tego dwa razy - mruknął cicho, ale wciąż nie uniósł dłoni, by rzucić zaklęcie doszczętnie niszczące potencjalne ukrycie tych, którymi gardził najbardziej. Stał w milczeniu, a cień tańczył mu po twarzy, gdy lekko marszczył brwi.
Inkantacje kłuły go w język, ale nie wypowiedział jeszcze żadnej.
- Rozejrzyjmy się - powiedział zamiast tego raczej niespodziewanie, odwracając spojrzenie od klapy. - Jeżeli wszystko strawi ogień, pozbędziemy się potencjalnych poszlak. - Nawyki aurora były zbyt silne, by się ich pozbyć; na chwilę odbił więc w prawo, z pozoru wyłącznie po to, by rzucić okiem na okolicę... ale tak naprawdę też dlatego, że potrzebował chwili milczenia. Potrzebował ułożyć myśli.
Rany - nie tylko te, które nieudolnie zakrywał bandażami - wciąż były zbyt świeże.
- Carpiene - wypowiedział jednak lekko, unosząc różdżkę na wysokość swojej twarzy - musiał to sprawdzić, zanim podejmą drastyczniejsze kroki.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   13.01.17 0:48

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 40


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   26.01.17 16:59

Dzisiejsza noc nie była przeznaczona na sen. Skamander słyszał jej bezsenne, ciche wołanie i wiedział, że nie mógłby zostać w mieszkaniu, nawet jeśli nie czekałoby go dzisiejsze zadanie. Coś zaciskało się wokół jego piersi, utrudniając oddech. Tylko czasami. Wiedział jednak z czym jest związany ten fakt. Zdecydował. I kolejnego wieczoru miał zamiar pójść do Kwatery Zakonu. Sam.
Nie miał najmniejszego kłopotu, by niedługo po skończonej pracy, spotkać się na miejscu z Garrettem. Właściwie, cieszył się mając u boku drugiego aurora, którego obecność pociągała za sobą skupienie na misji i na otoczeniu, wciąż cichym, jakby - w odróżnieniu od nich - śpiącym. Byleby nie okazało się, że stoją obok drzemiącego bazyliszka, który przebudzony, miałby się rzucić na dwójkę mężczyzn.
Milcząco zgodził się z...Gwardzistą. Wiedział, że Garrett przeszedł Próbę, ale - tak jak i inni, nie pytał, nie drążył. Samuel miał dowiedzieć się jutro, co znaczą tajemnicze słowa Bathildy. Co rzeczywiście znaczy poświęcenie. Dziś - poświęcali się innej sprawie. Zburzenie małego? pionka na planszy tyrana. czasem jednak wygrać można było, działając na tych drobnych, dla niektórych niewidocznych elementach. I tylko uniesiony kącik ust świadczył, że kolejne słowa towarzysza dotarły do jego świadomości. Potwierdził raz słowa aurora - Oby strawiło więcej niż tylko poszlaki - skierował swoje kroki w przeciwną stronę. Chociaż nie powinien, dostrzegł na twarzy Weasleya zmiany. Nie chodziło o widoczne rany, ale - coś wyostrzyło się w jego obliczu, coś też posmutniało i stało się bardziej odległe, chociaż te elementy był mu znany już dawniej.
Zatrzymał kroki, zerkając za siebie. Cichy wyraz inkantacji dotarł do jego uszu, ale nie zawrócił kroków. Ciemność wciąż wydawała się kryć wszystko wokół, ale i oni mogli użyczyć jej płaszcza.
nawyki z pracy kazały im zachować czujność kierowaną nie tylko zaklęciami. Nie mogli polegać wyłącznie na magii, która czasem okazywała właścicielom różdżek - swoją kapryśność.
Skamander zawrócił, raz jeszcze zatrzymując się obok niepozornie wyglądającej klapy. Nachylił się, ale nie złapał za pordzewiały uchwyt - Hexa Revelio - wypowiedział cicho słowa zaklęcia i..obserwował, czekając na jakikolwiek efekt. Zasadzki i ukryte pułapki to jedno, a drugie - klątwy. Z doświadczenia każdy auror wiedział, że niektóre przedmioty, aż się prosiły, by bez zastanowienia po nie sięgnąć. Jako, że klapa była jedyną, widoczną wskazówką, gdzie znajdowała się kryjówka zwolenników Grindewlda, wolał upewnić się, że jego dłoń nie zostanie - przykładowo - brzydko spopielona. Jeśli było coś nie tak - musiał się znajdować sposób na jego wyłączenie.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   26.01.17 16:59

The member 'Samuel Skamander' has done the following action : rzut kością


'k100' : 57


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   29.01.17 3:49

Rzucone zaklęcie nie świsnęło świetlistym promieniem; zadziałało obszarowo, w zamiarze mając wskazać pułapki i ukrytych napastników, lecz nie stało się nic. Garrett zmarszczył lekko brwi, ale był to kolejny gest, który rozproszył się w ciemności - nie, to niemożliwe, że popełnił błąd. Inkantacja spłynęła mu gładko z ust, ruch ręki był dopracowany.
Czy to możliwe, że... że to było takie proste?
Nie był przyzwyczajony do ułatwień, we wszystkim doszukiwał się spisku. Co, jeśli w tym miejscu spętana jest magia tak stara, tak potężna, tak tajemnicza, że nie da się jej wykryć za pomocą sztampowych, aurorskich zaklęć?
Nie, to mieli być tylko zwolennicy tyrana, nie Grindelwald w swojej osobie - a wyłącznie on byłby zdolny za pomocą najciemniejszej z dziedzin czarów zbudować przeszkody tak silne, że żaden z nich (wyćwiczonych w boju aurorów; Garrett zerknął z ukosa na Samuela zajętego rzucaniem kolejnego z zaklęć) nie potrafiłby ich wychwycić. I przełamać.
Bo przecież szkoleni byli do trudniejszych zadań. Nie z takimi wyczynami zmagali się na co dzień. Do znacznie większych poświęceń zmuszał ich Zakon.
- Masz coś? - rzucił w przestrzeń, opuszczając różdżkę. - Cokolwiek?
Bo nie liczył na wiele; na wątłą informacje dotyczącą krwiożerczych bądź zagrażających życiu klątw, na ostrzeżenie przed tym, że dobrowolnie wkraczają w paszczę lwa.
Rozejrzał się jeszcze po cmentarzu, wyłącznie przez krótki moment pozwalając, by zalała go fala wspomnień; nie znosił nagrobków, a gdy biegał zmęczonym spojrzeniem po zatartych inskrypcjach, irracjonalnie drżał, że spostrzeże na nich znajome nazwiska. Wśród mogił krążył w trakcie Próby, często zwodziły go tam również sny - szaleńcze koszmary przepełnione marami, szponami dementorów, lodowatymi podmuchami wiatru i rozczarowaniem skraplającym się łzami w oczach barwy burzowego nieba.
Otrząsnął się, ruszył na przód; ledwie po chwili stał już nad Samuelem kucającym nad klapą. Nie chcąc patrzeć mu na dłonie (w końcu nikt tego nie lubił, on sam także - wtedy palce poczynały dziwnie drżeć, a prozaiczne czynności zdawały się trudniejsze niż zawsze), znów wbił wzrok w dal. Przez chwilę jasne oczy błądziły po gubiącym się w mroku horyzoncie, ale w końcu zatrzymał spojrzenie na nieodległym drzewie - na jego grubych konarach licznie gromadziły się kruki, gubiąc się w gęstwinach dojrzewających liści. To dziwne; był środek nocy, a ich krakanie i tak splatało się z ciszą w wieczornej, upiornej melodii.
- Nikogo tu nie ma - powiedział w końcu, jakby celowo wstrzymując się z tym aż do teraz. - Nie ma tu też pułapek. Żadnych. - Co uważał za absurd; żadnych zabezpieczeń, żadnych prób powstrzymania potencjalnych złodziei? Wandali?
Takich jak - o ironio? - oni sami?
- Możemy to albo bezlitośnie wysadzić w powietrze - rzucił lekko, jakby mówił o najnowszym poradniku Czarownicy dotyczącym pielęgnowania skrzeloziela w ogródku, a nie o aktach (mimo wszystko) mocnego pogwałcania prawa - albo skorzystać z okazji i odrobinę się rozejrzeć. - Z niewiadomych przyczyn kącik jego ust lekko drgnął, układając się w kpiącym uśmiechu. Dalej, Skamander, dowiedzmy się czegoś o naszym wrogu.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   27.02.17 15:20

Większość rzeczy zmieniała się diametralnie. Nie zapytał żadnego z tych, którzy przeszli Próbę, ale zmiany rysowały się nie tylko w ich bliznach znaczących wyraźne ślady na skórze. Mógłby powiedzieć, że to tylko wrażenia, które przypisał zachowaniom i odczuciom, ale - było w tym coś więcej. Garrett właściwie znany był ze swojej upartej manii? brania odpowiedzialności za...wszystko? i wszystkich. A teraz z intensywnego błękitu wealeyowych źrenic ziała dziwna, odległa i milcząca "wróżba". Tak patrzyli ludzie, którzy widzieli za dużo. I tacy, którzy większość z tego co widzieli - musieli przełknąć i przenieść na własnych barkach. Chwilami kusiło go, by zadać niemoralnie błahe pytanie Wszystko w porządku?. Ale za każdym razem po prostu zbijał słowa, które zatrzymywał na języku, nie pozwalając na werbalizację. To nie było tym, czego potrzebował i to rozumiał mgliście. Zapewne pojmując całość, gdy sam przekroczy próg Kwatery i przejdzie? Próbę. na dzisiejszy wieczór oferował więc coś innego. Właściwie - okazję otrzymali dzięki Zakonowi i misji, na którą zostali przydzieleni. Działanie zawsze miało właściwości oczyszczające. W końcu wykonanie zadania tak zgodnego z narastającą ideą (a przed tym frustracją), nie mogło umknąć ich uwadze.
- Nic - zmarszczył brwi, bo szczerze zdziwiony przyglądał się miejscu, w którym widniało wieko klapy i uchwytu. Żadnej mgiełki nie licząc tej, przeplatającej nocne powietrze pośród starych nagrobków, ani tym bardziej nagłej zmiany ciężkości powietrza, tak charakterystycznego przy klątwach - To trochę dziwne - wyprostował się zerkając na drugiego aurora - ...ale to też jakaś wiedza. Albo są bardzo pewni siebie, albo bardzo głupi, albo...tam w środku czeka nas interesujące widowisko - wnętrze dłoni niemiłosiernie go swędziało, jakby ciało sygnalizowało o wzmożonej aktywności adrenaliny. Omiótł wzrokiem otaczający go, nocny krajobraz cmentarza, ale zza wykrzywionych prętów niewysokiego płotu - nie wyskoczyła żadna bestia, ani tym bardziej nie popłynęło zaklęcia. Zerknął raz jeszcze na rudowłosego mężczyznę w porozumieniu spoglądając na uchwyt do niepozornego wejścia - Skoro tak... - zawiesił głos, nadal nie podnosząc jego tonu ponad wyważony szept - Zwiedzanie to konieczny punkt tej wycieczki, ale pierwsza opcja powinna znaleźć zakończenie naszej eskapady - odetchnął głębiej i nachylił się w końcu łapiąc za pordzewiałą rączkę uchwytu - Podobno paniom pierwszeństwo, ale pozwolisz, ze tym razem odpuścimy sobie konwenanse - uśmiechnął się krzywo zerkając na Garretta, na krótką chwilę burząc nocny nastrój napięcia.
Ciche skrzypienie było ledwie słyszalne, a oczom Skamandera ujawniła się ciemność. Przynajmniej początkowo. Ciemny korytarzyk prowadzący drabiną w dół mieścił na dnie delikatnie pełgające światło. Wsunął się do środka czując ulatujący, nieco zatęchłą woń powietrza. Ktokolwiek tutaj był, raczej nie dbał o jego wietrzenie. Różdżkę przełożył w kieszeń, by w końcu osiągnąć stały grunt pod stopami. Przed nimi znajdował się kolejny już poziomy korytarz, oświetlony kilkoma świecami w wydrążonych w ścinach schowkach. Nie było tu kurzu, chociaż powietrze sugerowało raczej zamknięte powierzchnie. Na kamiennej ścieżce dostrzegał kilka niewyraźnych przedmiotów, a korytarz kończyć się musiał przynajmniej jednym, większym pomieszczeniem. nie ruszył się jednak dalej, czekając, aż jego dzisiejszy towarzysz stanie obok niego.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   13.03.17 23:42

Jeszcze przez chwilę gubił spojrzenie wśród odmętów całunu wieczornego mroku; prostotę nocnej melodii niczym ostry nóż przeciął nagły skrzek ciemnego, wielkiego ptaszyska - na ten dźwięk Garrettowi mimowolnie drgnęła dłoń i powiódł spojrzeniem w kierunku jego źródła. Trwało to chwilę, wyłącznie ulotny moment; niepewność błyskała mu w pustych oczach tylko przez ułamki sekund, by zaraz znów skryć się za maską bolesnej obojętności.
- Nie dowiemy się, póki tego nie sprawdzimy - rzucił krótko, znów bez większych emocji. Czuł się, jakby ktoś zerwał z niego całą warstwę wszelakich pokładów zazwyczaj towarzyszącego mu sarkazmu - nie ironizował, nie obracał na wpół lekkich słów w bezczelny żart i nie uśmiechał się kpiąco, szeroko, zaklinając rzeczywistość. Choć w innych okolicznościach nonszalancko (i bardzo na pokaz, w formie przesadnej groteski) założyłby ręce na piersi i śmiał wypomnieć Samuelowi swój szlachecki rodowód zmuszający go do wiecznego podążania za konwenansami, tym razem z jego ust nie wypadło nawet słowo. Podszedł bliżej klapy, ale nie rwał się naprzód; pozwolił Samuelowi zejść jako pierwszemu, znów wykorzystując chwilę samotności na beznamiętne obserwowanie horyzontu skrytego za szczelną zasłoną kłębiącej się nocy.
Niedługo potem podążył - stawiał niedbale stopy na kolejnych szczeblach chybotliwej drabinki, nie bojąc się upadku ani nieokreślonej wysokości. Istniały demony, których lękał się bardziej. Wciąż zaciskając palce na chłodnym drewnie różdżki, przejeżdżał wnętrzem prawej dłoni po powierzchni drabiny. Minęła chwila, zanim stanął pewnie względnie na stabilnym gruncie. Panował mrok - jednak jako że wcześniejsze zaklęcia nie ukazywały niczyjej obecności, Garrett nie lękał się tego, że ktoś zeskoczy na nich z sufitu w formie niespodziewanego, naznaczonego piętnem dosadnej agresji ataku.
Było cicho i to w ten sposób, który przeszywał na wskroś; mroził krew dotychczas zachłannie pędzącą w żyłach, choć nie było powodów, by dławić się strachem.
Nie czekał, nie wahał się, zamiast tego ruszył wzdłuż licho oświetlonego korytarzyka, by zaraz znaleźć się wewnątrz skąpanego w półmroku pomieszczenia. Tak jak myślał, było puste - a przynajmniej takim wydawało się na pierwszy rzut oka. Wszędzie walały się chaotycznie przedmioty o bliżej nieokreślonym zastosowaniu (zapewne przeklęte, czarnomagiczne, których działanie okazałoby się nieprzewidywalne i śmiercionośne) - nie dotykał ich, nie zbliżał się zanadto, a jedynie zatrzymał się na moment i zerknął przez ramię na Samuela. - Nie możemy zawołać ministerialnych służb ani łamaczy klątw - stwierdził cicho najoczywistszą oczywistość, lustrując aurora uważnym spojrzeniem. Ryzykowaliby zbyt wiele - zakradli się tu nocą, nielegalnie, nie działając z ramienia departamentu, a wyłącznie na korzyść organizacji, która (zgodnie z ostatnimi dekretami) nie powinna nawet istnieć. Jednocześnie nie byli w stanie zająć się przekleństwami sami; jakkolwiek dobrze znali się na czarnej magii, gra nie była warta świeczki, a ryzyko zdawało się nie opłacać. Raz jeszcze przemknął spojrzeniem po wnętrzu pomieszczenia - drażniły go wszystkie oznaki niedawnej aktywności: brak zbierających się w rogach pajęczyn, rozrzucone na jednym ze stołów papiery, dziwne zapiski i znaki kreślone na kamiennych ścianach. Garrett zmarszczył brwi, zatrzymując wzrok na pergaminach wyraźnie odznaczających się na ciemnym blacie. Podszedł do nich i - lekkomyślnie? - zaryzykował, dotykając ich dłonią i rozprostowując zwijający się papier. Zmrużył nieznacznie oczy, by doczytać, czy skreślone litery nie układały się w jakiś plan działania, w mapę, w słowa wyjaśnień. Były jednak wyłącznie niezrozumiałym ciągiem bezsensownych zdań. Nie potrafił się domyślić, czy to szyfr, czy może bzdurne zapiski kogoś niespełna rozumu; ciężko wypuścił z ust powietrze i zgniótł pergamin w dłoni. Wyłącznie z pozoru był to niepowstrzymany gest irytacji - w rzeczywistości posłużył temu, by Garrett mógł skryć zapisany drobno papier w kieszeni ciemnego płaszcza.
Znów odwrócił się w kierunku Sama, a w spojrzeniu jego jasnych oczu coś błyskało niebezpiecznie; jakby chęć odnalezienia odkupienia za własne błędy, pragnienie dokonania zemsty i wyzbycia się wszystkich niechęci, wszystkich obaw, wszystkich wściekłości, jakie konsekwentnie rozrywały go od środka.
- Rozwalmy tę pieprzoną ruderę - powiedział niespodziewanie ostro, a jego głos balansował na pograniczu zabarwionego złością warknięcia. Szybko, nie czekając na reakcję, uniósł różdżkę, by wskazać nią coś na kształt rozczłonkowanej ludzkiej rzeźby, jaka została oparta o jedną ze ścian. Wyglądała paskudnie, to jasne, że ci megalomanie z pewnością zaklęli ją dla własnej satysfakcji. Nie zastanawiał się, nie rozważał, nie wahał. Chciał działać, potrzebował coś zrobić - potrzebował coś zniszczyć. - Reducto - wypowiedział dosadnie inkantację, mając nadzieję, że skruszy to diabelstwo na pył.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   13.03.17 23:42

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 43


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   29.03.17 23:25

Nim postawił stopy na dnie skalnego korytarza, zwrócił uwagę, że w niektórych miejscach, ścianę zdobiły długie cięcia. Nie mógł dopasować śladów do żadnych zaklęć. Dopiero niżej  w blasku nierównie chyboczących płomyków świec (musiały zapalać się przy każdorazowym pojawieniu obecności, magiczne?) wyraźniej rysowały się jako zadrapania. Po czym? Domysłów mógł mieć wiele, ale większość zatrzymywała się na wyobrażeniach wilkołaków. Tutaj? Nie, niemożliwe. Źródło musiało się kryć gdzieś głębiej.
Nachylił się przyglądając nierównym wgłębieniom, ale odwrócił wzrok, gdy tylko drugi auror go minął, sunąc jak zjawa przez wąski korytarzy. Zatrzymał się w blado oświetlonym pomieszczeniu i Skamander zrezygnował z własnych oględzin. Cokolwiek tu było, nie mogło wrócić. Żaden z popleczników Grindewalda nie może odnaleźć miejsca spotkań.
Jak bestia do gniazda.
Zostaną tylko zgliszcza. Muszą. Taki przecież był plan.
- Nie, nie możemy – pokręcił głową w odpowiedzi, a ciemne źrenice zrównały się z para jasnych tęczówek - Zabraliby nam całą rozrywkę działania, potem kazali spisać raporty i zapomnieć o sprawie - a taka perspektywa wcale mu się nie podobała, wykrzywiając jego wargi w krzywym grymasie złości. Wysunął różdżkę i mimowolnie uśmiechał się czując pod palcami znajome nierówności. Nawet świadomość, że poznał tajniki magii bez tak charakterystycznego nośnika, nie potrafiła zmusić go do pozbycia się jej. Zbyt wiele razy ratowała mu skórę i tyleż też kaprysiła, niby złośliwa kochanka. A Skamander niestety lubił złośnice. Szkoda, że często potem zbierał konsekwencje swoich upodobań.
Zatrzymał wzrok na zapełnionych papierzyskami i mapami? Kartki zapełnione drobnym pismem i znakami, które nie mogły mu nic szczególnego (ważnego) powiedzieć. Przeszedł więc dalej, bo zagraconych katach i kufrze, na którym równo paliły się trzy świecie o ciemnej, woskowej barwie. Zmrużył oczy, a gdy postąpił kilka kroków, na ścianie zatańczyło kilka cieni w karykaturalnym tańcu, załamującym się na brzegach drewnianej powierzchni. W kilku krokach pokonał odległość dzieląca go od okazałego obiektu, ale nie zamierzał dotykać gładkiej, polerowanej? powierzchni. Okowy starej (jak mu się wydawało) skrzyni lśniły złowrogo, złowieszczo wręcz, przywodząc na myśl bestię. Skryta w mroku i czająca się do skoku na nieświadomą niczego ofiarę. On nie miał zamiaru nią być. Przejechał wolną dłonią po stalowej obręczy, ale opuszki musnęły wyłącznie metal. Zimny, bez rozgrzewającej ja magii.
Spojrzenie Gwardzisty wyczuł niemal natychmiastowo. I ten sam złowieszczy blask, który przed momentem tańczył w groteskowym teatrze cieni, teraz lśnił w jasnych oczach Weasleya. Z jednej strony nadawało mu to dziwnej, nieokiełznanej siły, która kryła się w całej sylwetce. Z drugiej, ktoś zupełnie obcy mógłby się spojrzenia wystraszyć. Ale Samuel się nie bał. Nie teraz. Nie tego. Nie dziś. Zaognione gniewem miejsca w sercu zapaliły się razem z uniesionym kącikiem warg. Tylko w tym uśmiechu, nie było ani krzty radości – Nie musisz dwa razy powtarzać.
Nie odpowiedział nic więcej. Zamiast tego wyciągnął przed siebie różdżkę, wycofując się w głąb, stajać bokiem do aurora - Bombarda Maxima  - wskazał gestem miejsce, z którego się usunął i ciemno obudowaną skrzynię. Cokolwiek miało się tam znajdować, powinno eksplodować, wypluwając z siebie drzazgi, rozbryzgując zawartość i rozbijając trzy świece, które przypominały zastygłych w pozie strażników. Niech wszystko się sypie, niech niszczeje. Pozostaną tylko popioły.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   29.03.17 23:25

The member 'Samuel Skamander' has done the following action : rzut kością


'k100' : 15


Powrót do góry Go down
 

Cmentarz z kapliczką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Cmentarz
» Stary Cmentarz
» Cmentarz w Ohlsdorfie
» Cmentarz
» Cmentarz Wagańkowski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18