Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cmentarz z kapliczką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Cmentarz z kapliczką   04.04.15 16:40

First topic message reminder :

Cmentarz z kapliczką

Niewielki cmentarz z kapliczką, który znajduje się na obrzeżach Londynu, niedaleko Weltham Abbey. Zapadłe mogiły zdają się być od dawna nieodwiedzane. Porośnięte bluszczem i kwieciami ciągną się wzdłuż krętych kamiennych ścieżek, skrywając w sobie szczątki z dawna zapomnianych mugoli, czarodziejów i charłaków.
Cmentarz podupadł tuż po wojnie. Choć jeszcze przed kilku laty w kaplicy odbywały się nabożeństwa, dziś budynek jest opustoszały. Między ciężkimi drewnianymi ławkami hula wiatr.
Od czasu do czasu można jednak dostrzec, że w środku świeci się światło. Miejscowi czarodzieje powiadają, że to lokalne grupki wilkołaków urządziły tu sobie kryjówkę. Inni twierdzą natomiast, że to Garbata Greta, szalona wiedźma z Weltham Abbey. Jak jest naprawdę, nie wie nikt.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   08.04.17 19:17

Błądząc jeszcze w półmroku pomieszczenia i analizując niezrozumiałe zapiski, których szyfry doprowadzały go do szału, usłyszał słowa Samuela - i zmarszczył brwi, gdy dopadł go ich sens. Pokręcił nieznacznie głową, podchodząc do jednej ze ścian; oświetlił kamień błyskiem wydobywającym się z końca różdżki, ale nie naprowadziło go to na żaden trop.
- Myślisz, że Ministerstwo kiedyś odzyska postradane zmysły? - rzucił bardzo retorycznie i z zadziwiającą lekkością (niepasującą, gdyby porównało się ją ze złością, która buchała mu w sercu), nie wędrując jednak spojrzeniem ku Samuelowi - skupiał się wyłącznie na wyrytych w powierzchni ściany znakach. Uniósł dłoń, musnął palcem zatarte wgłębienie i powiódł za nim opuszkami dłoni; zamykały się w kształcie przypominającym - być może? - trójkąt, choć nie miał pojęcia, co mogłoby to oznaczać. Kiedyś coś było wyryte w jego środku; ząb czasu, spływająca woda bądź zacierające ślady zaklęcia sprawiły jednak, że nie był już w stanie tego rozszyfrować.
Chwilę po tym obserwował już, jak rzeźba, roztrzaskana jego silnym zaklęciem, obraca się w pył, który szybko opadł na posadzkę; uśmiechnął się pod nosem, a grymas ten - niewyraźny, gorzki, choć jednocześnie naznaczony piętnem dosadnej goryczy - poszerzył się, gdy Samuel uniósł różdżkę, wybierając zaklęcie o dość... brutalnym działaniu.
- Próbujesz nas zabić, Skamander? - zaśmiał się, choć być może powinien skłaniać się bardziej ku oburzeniu, w obawie przed śmiercią nazwać towarzysza lekkomyślnym. Ale nie bał się jej - już nie. Urok Samuela i tak nie osiągnął efektu tak wielkiego, jak powinien był osiągnąć; Garrett jednak nie poświęcił temu wiele uwagi, zamiast tego kierując koniec swojej różdżki na ścianę, na której ktoś wyrył najpewniej znaczące coś ważnego inskrypcje. - Defodio - wypowiedział mocno inkantację i dopiero wtedy spojrzał ukradkiem na drugiego aurora. - Skamander - zaczął, lokując na nim wzrok; jasne tęczówki nieprzerwanie skrzyły, zapowiadając coś niebezpiecznego, coś bardzo złego. - Zwykłe zniszczenie nie zasieje w nich strachu. Nie sprawi, że zaczną zdawać sobie sprawę z prawdziwego zagrożenia, z tego, że ktoś na nich poluje. - Zaczął, niespiesznie opuszczając różdżkę i odsuwając się o krok, zupełnie jakby obawiał się, że których z poruszonych kamieni spadnie mu prosto na głowę. - Nie mogą myśleć, że to przypadek. Potrzebują nauczki. Jakiegoś... znaku. - Rozejrzał się, znów unosząc rękę; marszczył lekko brwi, w wyraźny sposób skupiając się na intensywnym pomyślunku. - Jakieś pomysły?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   08.04.17 19:17

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 97


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   26.04.17 21:49

O obecności "lokatorów" świadczyło bardzo dużo. Niektóre miejsca były obdrapane, widocznie z użyciem ludzkiej ręki (bądź magii), na skalnej podłodze walały się pokruszone fragmenty ściany i niezidentyfikowane, równie zniszczone przedmioty. Ale pośród chęci autentycznego wysadzenia wszystkiego w powietrze, ciekawiło go samo miejsce. Sługusy Grindewalda zajmowali to miejsce - a nie zbudowali. Co kryło się wcześniej? Kto i dlaczego stworzył podobna przestrzeń? I to w pobliżu cmentarza, którego aura uderzała szczególnie mocno...w podziemiach. Chwilami miało się wrażenie, że nocna mgła docierała wąskim korytarzem, rozlewając się po podłodze w półprzeźroczystej rzece...wspomnień? ktoś działał tu więcej niż rozumieli, a ścigani przez nich parszywcy zawładnęli siedzibą, która wcale do nich nie należała/ Co planowali? Co znaczyć miały rozsypane na stołach notatki? Nie wierzył, żeby znaleźli tu coś, co było dla nich wyjątkowo ważne, ale....wyrwanie im sprzed nosa miejsca spotkań, mogło co najmniej utrzeć zdradzieckie nosy.
- To zależy... - zmarszczył ciemne brwi, by nachylić się nad wcześniej obserwowaną skrzynią - co rozumiesz przez postradane zmysły. Bo zawsze im brakowało kilku klepek - zacisną usta i tylko zerknięciem lokalizował stojącego obok chwiejnych stolików Garretta - tylko teraz stracili ich więcej, albo ktoś im pomógł w ich utracie - jeszcze na pierwszych spotkaniach Zakonu sugerował obecność czarnomagicznej trucizny. Jeśli Grindewald miał takie wpływy, jak się zdawało - dotarcie do minister magii nie było trudne. Postawienie obok niej kogoś bliskiego, kto...utrzymywałby pod wpływem...imperiusa. Niewyraźny dyg gniewu zamigotał mimicznie na twarzy Skamandera, ale skupił się na zadaniu. Przynajmniej tak planował, gdy skierował różdżkę w stronę złowrogo lśniącej powierzchni skrzyni.
Zmrużył ciemne oczy, gdy z różdżki, zamiast świetlistej smugi, pojawiła się niewyraźna mgiełka, która rozkruszyła starą pokrywę skrzyni, odkrywając wyłącznie puste, spróchniałe wnętrze - Tylko czasami, Weasley - nie wziął pod uwagę perspektywy śmierci - przynajmniej dziś, ale widocznie różdżka i płynąca w jego krwi magia - wiedziała lepiej. Albo i nie...
- Confringo - tym razem za cel obrał stojące pod ścianą półki. Znajdowały się na niej przykurzone kartki i prawdopodobnie rzeźbione elementy..czegoś. Nawet jeśli miało być tam coś magicznego - w zderzeniu z magią i tak powinno zareagować zderzeniem.
- Cóż, widzę, że bawisz się w rzeźbiarza - spojrzał na towarzysza, który z szaloną wręcz skutecznością, odłupywał w skalnej ścianie, potężne fragmenty - ale chyba nie docenią twojej pracy - żart jednak urwał i tylko kącikiem warg zaznaczył swój uśmiech. Garrett pytał o coś ważnego i kpina (przynajmniej teraz) nie pomagała - Zrobiłbym im tu nagrobki - zamyślił się. Znak? Zapowiedź? Przestroga? czego wystarczyliby się wystarczająco, by zapamiętali nauczkę? - Zastanawiam się ile czasu utrzymuje się zaklęcie Flagrante i  Flagrate. Rysować może nie umiem...ale ogniste wiadomości zawsze ..przyciągają uwagę. Gdyby jeszcze coś gwałtownie im się rozgrzało pod dotykiem... - dumał na głos, gdy kolejny raz przeczesywał wzrokiem pomieszczenie. szukał wskazówki, podpowiedzi, która dodałaby jego pomysłom wyrazistości lub..zmieniła tor myślenia.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   26.04.17 21:49

The member 'Samuel Skamander' has done the following action : rzut kością


'k100' : 17


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   26.05.17 0:41

Powiódł raz jeszcze spojrzeniem po kryjówce - dziurze w ziemi, jaskini, nieodgadnionej skrytce. Cmentarz był tak oczywistym miejscem spotkań osób, które przyklaskiwały krwiożerczemu tyranowi, że nigdy nie spodziewałby po nich tak dosadnego podążania schematami; byli wyjątkowo durni bądź niezwykle sprytni, trudno stwierdzić. Wybranie tych okolic było tak przewidywalne i nieoryginalne, że aż... że aż nikt na to nie wpadł; w trakcie wymyślnego aurorskiego śledztwa prędko wykluczono by podobne podejrzenie, uznając, że żaden przestępna wykazałby się tak znaczącą głupotą i oczywistością.
A jednak: niespodzianka, przewidywalność wcale nie okazała się zmyłką.
Może to on przesadzał, doszukując się wszędzie spisków; ale gdy każdy ślad prowadził do przerażającej konkluzji, gdy wszystkie podejrzenia zbijały się w okropną całość, musieli uwierzyć we własne teorie - pocieszało go, że inni, w tym Samuel, myśleli podobnie.
Nawet jeśli postradali zmysły - grunt, że nie oszaleli w samotni.
- Nie powiesz mi, że zapisałeś się na kurs aurorski z myślą: tak, w pełni świadomie wkraczam w gniazdo żmij, nie ufam Ministerstwu, zdaję sobie sprawę z tego, że światem rządzi wyzysk, przypadek i korupcja, a moja misja ratowania słabszych skazana jest na porażkę - stwierdził lekko, nawet bez przekąsu, w dłoń biorąc kolejną z leżących kartek i przykładając do niej rozżarzony Lumosem koniec różdżki. Zmarszczył brwi. - Same śmieci - mruknął cicho, po czym machnął różdżką i wątłe, ciepłe światło przemieniło się w lichy jęzor ognia - a ten strawił papier, który Garrett zaraz upuścił na ziemię, nie spoglądając już na kartkę żarzącą się na węgiel. - Kiedyś wszyscy byliśmy idealistami wierzącymi w nieomylność autorytetów. A potem autorytety zaczęły wariować, rozczarowywać nas i umierać - parsknął jakoś gorzko, patrząc w przestrzeń. - I sami musimy być sobie wzorem. - Odwrócił się, by spojrzeć na Samuela - a potem pokręcił nieznacznie głową. - Powinienem przekwalifikować się na pieprzonego filozofa - stwierdził w końcu, znów ruszając się z miejsca: jego uwagę przykuła dziwna, ciemna skrzynia po drugiej stronie pomieszczenia, która - a przynajmniej tak wskazywały pozory, które, jak się okazało, w tym przypadku jednak nie mylą - najpewniej skrywała w sobie wiele czarnomagicznych tajemnic. Schylił się, by przyjrzeć się jej ozdobnie malowanemu wieku; usłyszał jednak trzask padającego zaklęcia i ukradkiem zerknął przez ramię, by ujrzeć Samuela próbującego roztrzaskać jedną z półek.
- Prawie, Skamander, prawie idealnie - podsumował z przekąsem, choć wcale nie oceniał w ten sposób jego zdolności magicznych; mimo omyłek wiedział, że Samuel był cholernie dobrym aurorem - a mimo że z pozoru  temperament Skamandera gryzł się z podążaniem za poleceniami, nie wychodził ze swojej roli. - Auror, krasomówca, rzeźbiarz, filozof... jestem człowiekiem wielu talentów. Wiedziałeś, że umiem tańczyć lansjera, przeklinać po francusku i grać na harmonijce? - ciągnął, choć jakby na wpół świadomie i bez spodziewanej, żartobliwej intonacji, bo skupiał się na oględzinach skrzyni. Nie czuł się najlepiej - coraz mocniej odczuwał pulsujący ból dziąseł i uznał to za fatalny znak. Przelotem przetarł dłonią nozdrza, a gdy odsunął rękę od twarzy, dostrzegł ślad krwi. Niespiesznie podniósł się więc z klęczek i odsunął o krok - nie chciał bez sensu ryzykować atakiem sinicy.
- To miejsce wręcz emanuje czarną magią, a wciąż nie ma tu niczego istotnego - skwitował w końcu, lokując spojrzenie na Skamanderze. Gdy usłyszał jego kolejne słowa, zmarszczył brwi, ale jednocześnie nieznacznie uniósł w rozbawieniu kąciki ust. - Nagrobki? Jakie to dekadenckie - rzucił, choć jednocześnie poczuł dziwną falę chłodu kąsającą mu wnętrzności: wizja próby i morza grobów jego najbliższych wciąż pozostawała wyraźna, wciąż bolała równie mocno.
- Długo - odpowiedział na niezadane pytanie, chwilowo zawieszając dłoń dzierżącą różdżkę. - Kiedyś... - jakby zawahał się, czy ta historia była warta opowiedzenia - zaczął jednak, więc zdecydował się skończyć - kiedyś użyłem tego zaklęcia, żeby zostawić wiadomość nad łóżkiem brata, bo nie posprzątał swojego stosu starych skarpetek. - To było dawno: tak dawno, że zdawało się nierzeczywiste. - Trzymało się do rana i pewniej mogłoby dłużej, gdyby nie znalazła tego nasza matka i z wściekłością szarżującego garboroga nie zdecydowała się zniszczyć mojego dzieła. To magiczny ogień, pewnie będzie trwał tak długo, aż ktoś go zgasi. - A potem znów odsunął się o krok, przyglądając się ścianie, którą najpewniej chciał ozdobić jego towarzysz. - Masz jakieś pomysły? Dziś mentalnie jestem pięciolatkiem i moje ograniczają się do fallicznych kształtów i romantycznych haseł. - Na chwilę przerwał, ale trwało to wyłącznie krótkie sekundy; gdy odezwał się znowu, mówił już śmiertelnie poważnym głosem. - Na górze róże, na dole bez - Grindewald śmierdzi i wy, ścierwa, też - skończył i zamilknął, robiąc krótką przerwę: zupełnie jakby spodziewał się wiwatów oraz oklasków. - I do tego wszystkiego jestem jeszcze poetą. Człowiek, cholera jasna, renesansu.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   09.06.17 0:41

Pierwiastek szaleństwa musiał mieć każdy z nich - aurorów. Nikt o całkiem zdrowych zmysłach nie powinien stawać w obliczu czarnej magii. A tej - ostatnimi czasy było dziwnie więcej. Morderstwa, poszukiwania, tajemnicze zniknięcia, jednorożce, Grindewald i świetliste czaszki na tle nieba. Czy czegoś brakowało do tej kolekcji? Chyba dwójki zakonników w podziemnej jaskini obok cmentarza z planem jej wysadzenia. Czy ktoś pisał właśnie o nich, wtłaczając historię w ich życie? jeśli tak, to prawdopodobnie brakowało mu finezji w lokowaniu ich pośród cmentarnej mgły. Albo miał specyficzne poczucie humoru.
- Nie powiesz mi, że zapisałeś się na kurs aurorski z myślą - tak, wchodzę do miejsca pełnego sprawiedliwości i niezaprzeczalnej, czystej mądrości, ufam Ministerstwu całkowicie i zdaję się na ich wizję, bo z nimi uratuję świat - powtórzył słowa Garretta, odpowiednio przekręcając nadany sens. Spoglądał na towarzysza kątem oka, unosząc brew w niewerbalnym pytajniku niedowierzania - To skrajności. Oni nigdy nie mieli całkiem czystego sumienia, ani nie byli całkiem...skorumpowani. A ja byłem idealistą - nawet jeśli to głupie, nawet jeśli szukał w pracy odkupienia, nawet jeśli początkowo napędzała go zemsta. Nawet jeśli w zderzeniu rzeczywistością widział świat bardziej szalonym i brudnym, niż mógł przypuszczać. Było przecież warto. I w milczącej zgodzie dostrzegał ten sam cień? w spojrzeniu Weasleya. Tym mocniej brudzący jasne źrenice, gdy ciało znaczyły świeże blizny. Próba. W tej jednej chwili Samuel wiedział, że sam następnego dnia stanie w progu Kwatery
- Właściwie nadal jestem, chociaż wzory stały się bardziej odległe - oczywiście, że wierzył w siebie. Musiał. Nie odnajdując w tym próżnej satysfakcji, a dostrzegając konieczność, o której mówił drugi auror - udzielaj lekcji - wargi zadrżały, ukazując nieco wilczy uśmiech, który nie upadł nawet, gdy zostały skomentowane jego porażające nieudolne zabiegi. Odsunął się o krok, prawie opierając o fragment na wpół odłupanej skały - To "prawie" zawsze robi różnicę - westchnął teatralnie - Nie wiem czym jest ten lansjer, ale brzmi jakoś wulgarnie - w dłoni wciąż zaciskał różdżkę, ale nie nachylił się do towarzysza, przyglądając się z góry rudowłosej czuprynie i słuchając nieco stłumionego głosu - ...a co do francuskiego, to każde słowo brzmi tak, jakbyś deklamował romantyczną pieśń. Nawet, jakbyś rzucał serią przekleństw - wzruszył ramieniem. Nigdy nie nauczył władać obcym językiem nawet w stopniu podstawowym, a pojedyncze, słyszane słowa brzmiały dosyć zabawnie, delikatnie? I uważał, że bardziej pasowały w mówieniu kobietom. O tym jednak nie wspomniał Garrettowi - Harmonijki mógłbym posłuchać - dodał przyglądając się podnoszącej się sylwetce. Dostrzegł wytarty ślad broczyny, ale i tego nie skomentował. Weasley należał do piekielnie doświadczonych osób, a zwracanie uwagi na podobne drobnostki uwłaczałyby jego doświadczeniu. I domyślał się, że doskonale zdawał sobie sprawę ze spojrzenia, jakie od czasu do czasu posyłał mu Samuel. Nikt nie mógł mówić o przebytej próbie.
- Może trzymali tu coś lub...trenowali? - odpowiedział głucho. W zamyśleniu potarł brodę wolną dłonią, zostawiając na niej ślad unoszącego się wokół nich, skalnego pyłu. Stawiał różdżkę, że przynajmniej część czarnomagicznych przedmiotów, czy przedmiotu - była trzymana w tajemniczej, (nie)stety pustej już skrzyni.
- A ja myślałem, że to moja siostra miała finezję w upominaniu - słuchał w milczeniu wyrwanej ze wspomnień, krótkiej opowieści, nie przerywając żadnym słowem, dopóki nie skończył. Mógł się mylić, gdy intuicja zatrzymała język przed żartobliwą wstawką, ale wiedział, że jego towarzysz bardzo rzadko dzielił się podobnymi myślami. Wspomnieniami. I w pokrętny sposób - doceniał zaufanie, czy też umiejętną chwilę - Nie wiem, jak ty, ale ja przynajmniej bym się mocno zastanowił nad zamiarami rzeczywistości, jakby ktoś zostawił mi wiadomość w postaci...fallicznego kształtu - uśpiona wersja rubasznego humoru nie odezwała się, wprawiając w krótką konsternację - przy próbie wyobrażenia.
- Garrett - odezwał się z rysowaną groteskowo czcią - od dziś zostajesz naszym nadwornym bardem - nie zaśmiał się nawet przez moment, gdy wysunął przed siebie różdżkę, by z zaklęciem Flagrate na ustach zostawić na ścianie pokaźną, ognistą werbalizację poetyckiego talentu Weasleya. Bez rysowania fallicznych ozdobników.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   04.07.17 1:55

Wzruszył lekko ramionami, sięgając do wewnętrznej kieszeni płaszcza po papierośnicę - znacznie się rozluźnił, jakby w chwili, w której okazało się, że nie czai się tu większe zagrożenie, wreszcie zaczął oddychać. Wyjął papierosa, by obrócić go pomiędzy palcami, a na końcu wsadzić pomiędzy wargi; po krótkim ruchu różdżki zaczął nieznacznie się tlić, odznaczając się w półciemności czającej się w jaskini.
- Miałem dwadzieścia lat i wreszcie zaczynałem robić to, o czym marzyłem całe życie. Oczywiście, że nie dostrzegałem korupcji - rzucił, właściwie dziwiąc się, z jaką łatwością przyznał się do błędu z przeszłości - zazwyczaj gardził każdą słabością, przede wszystkim własną, mimowolnie kreował wizję nieomylności. Niekiedy zabawiał się w nadczłowieka, wypowiadając wielkie słowa (takie, w które tchnięte była rodząca się nadzieja) i świadomie kreował mylne wrażenie, że wie, co robi - właśnie w takich chwilach, błądząc, stawał się bardziej ludzki niż kiedykolwiek wcześniej. Potem dziwił się, że ktoś liczy się z jego zdaniem, że ktoś na nim polega, że ktoś mu ufa - że oczekuje porad, wsparcia, pomocy. Zupełnie jakby dopiero teraz rozumiał ciężar obowiązku. I to, że wciągając kogoś w szeregi organizacji mogącej przynieść tylko śmierć, stawał się za niego w pokrętny sposób odpowiedzialny.
Słysząc dalsze słowa Samuela, prychnął z cichym rozbawieniem pod nosem, marszcząc nieznacznie brwi - i kręcąc głową w niedowierzaniu.
- Aspirujesz na pierwszego ucznia? - spytał, wypuszczając z ust kłębiący się, szarawy dym i - w prawej dłoni wciąż dzierżąc różdżkę - przyjrzeć się jednej ze ścian. Powędrował opuszkami palców po jej zakurzonej, brudnej powierzchni, a gdy starł już ciemny osad ręką, dostrzegł pod nią dziwne znaki. Znaki, których nie rozumiał - i które wyglądały na przypadkowe, niemające znaczenia. - To taniec, Skamander - żachnął się, parodiując hybrydę znużenia, oburzenia i dezaprobaty - zaskakująco wiele wysiłku wymagało od niego zachowanie iluzji spokoju. Mówił tak, jak zwykle, nie zmieniając specjalnie tonu głosu i własnej mimiki - ale coś, być może cień czający się w kąciku oka, zdradzał półszeptem, że nie było w porządku. Łudził się, że Samuel wcale tego nie zauważy; podświadomie nie mógł jednak nie zdawać sobie sprawy ze spostrzegawczości aurora i jego wyczulonych zmysłów - także w kontaktach międzyludzkich. Westchnął, udając, że czynił to z powodu zażenowania niewiedzą i nieukulturalnieniem Skamandera, a nie przez wewnętrzne batalie - jak zwykle nie potrafił znieść własnych emocji, jednocześnie udając, że wszystko gra. - Allez en enfer - skwitował swoją znajomość języka francuskiego - znał niewiele wyrafinowanych słów powyżej niezbędnej komunikacji i rozumiał z pewnością więcej, niż sam potrafił po francusku powiedzieć - spoglądał na Skamandera z powagą, jakby rzeczywiście przekazał towarzyszowi coś wartościowego, a nie kazał wybrać mu się na wycieczkę do piekła.
Ignorując dudniące, nieprzyjemne fale bólu w głowie, zmarszczył lekko brwi, wsłuchując się w teorie mężczyzny - ale wciąż coś nie pasowało mu do całej układanki.
- Albo było to po prostu miejsce spotkań, chociaż nie mam pojęcia, co konkretnie mogli tu planować - rzucił, pomijając oczywistości - najpewniej rozprawiali o pogromie świata i przejęciu władzy nad mugolami z Grindelwaldem spoczywającym na tronie, ale odrobinę zbyt ciężko byłoby to osiągnąć bez planu. - Nie kojarzę, żeby ostatnio w Biurze Aurorów pojawiła się sprawa, którą można stricte powiązać z naszym ulubionym tyranem - dokończył niespodziewanie lekko, nie szczędząc jednak sporej dozy sarkazmu. Nie zdziwiłby się, gdyby Ministerstwo próbowało coś zatuszować - ale znał też Rogersa i nie wierzył, że Szef Biura Aurorów puściłby takie machinacje płazem.
Skarcił się w myśli za chwilę odwrócenia uwagi od tego, co tu i teraz - skrzyżował na piersi ręce z formie zakotwiczenia się w rzeczywistości. Uśmiechnął się z pokątnym rozbawieniem, słysząc bezwstydny żart brzęczący radością w głosie Samuela, a gdy ten uniósł różdżkę, Garry cicho parsknął. A potem nagle spoważniał.
- Skamander, czy ty właśnie... - zaczął, ale nie musiał kończyć - tak, Sam właśnie zrobił to, czego Garrett w ogóle się po nim nie spodziewał. Opuścił skrzyżowane ręce i wyglądało to tak, jakby po prostu mu opadły. Choćby z niedowierzania. Tępo wpatrywał się w litery lśniące ogniem na ścianie i powoli, nieznacznie pokręcił głową. - Teraz to na pewno nie wezmą nas na poważnie - skwitował, znacznie unosząc brwi i dopiero teraz przenosząc spojrzenie na towarzysza. A potem ponownie na napis na ścianie. - Chyba nie powinniśmy nikomu o tym mówić - dodał, gasząc papierosa o pobliską ścianę i wkładając go do kieszeni płaszcza - czuł wewnętrzny opór przed rzucaniem petów na ziemię nawet w pieczarze będącą kryjówką wroga. Są granice, których Garrett Weasley nigdy nie będzie potrafił przekroczyć. - Chodźmy stąd - powiedział w końcu, unosząc szybko różdżkę, by wskazać nią najodleglejszą ze ścian. - Bombarda Maxima - wypowiedział dosadnie inkantację, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że wskutek rzuconego zaklęcia część jaskini mogła się zawalić, grzebiąc niektóre czarnomagiczne artefakty - i z pewnego powodu dawało mu to olbrzymią satysfakcję. - Od razu mi lepiej - mruknął, tyłem i póki co niespiesznie wycofując się w kierunku wyjścia. Posłał jeszcze Samuelowi spojrzenie; jeżeli jego zaklęcie okaże się w pełni udane, najpewniej nie będą mieli wiele czasu na ewakuację.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   04.07.17 1:55

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 83


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 42
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   26.07.17 16:21

Zapewne powinien nauczyć się nosić papierosy w czymś bardziej szczelnym, niż papierowe pudełko. Wielokrotnie zdarzyło się, że wyciągał tytoniowe zwitki połamane i zmięte, przypominając bardziej startą, niezidentyfikowaną masę o zapachu papierosów. taka zapewne musiała teraz tkwić w kieszeni samuelowego płaszcza - Szczęśliwy - przynajmniej u progu kariery. Rzeczywistość bardzo szybko musiała zweryfikować wiarę, prześwietlając na wylot ciemnymi plamami. Prawda miała zazwyczaj gorzki posmak zwycięstwa. Niezakłócone myślenie ideami tkwiło w Skamanderze głębiej, dużo wcześniej, uwydatniając jego szkolne zachowania. Czasem także głupotę. A konsekwencje każdej decyzji, sunęły za nim, jak niematerialny płaszcz, który otulał wszystko, czego się podejmował. Tak było i dzisiaj stojąc w miejscu, które splugawiła obecność popleczników szaleńca.
- Może i mógłby, ale kiepski byłby ze mnie uczeń. Nie umiem ani w poezję, ani w śpiew. Chyba, że będę działał na zasadzie kontrastu - żart w ich aktualnym położeniu wydawał się nie do końca na miejscu. Tym mocniej, gdy mógł dostrzec większe niż zazwyczaj cienie, które malowały się wokół oczu Weasleya. Wiedział więcej wiedzą bolesną i ciężką do utrzymania, która miała zostać udzielona także Samuelowi. Wystarczyło podjąć decyzję. Próba. A lekkość, która tak złudnie malowała się na wypowiadanych słowach przypominała, że gdzieś pod nią znajduje się rana.
Odwrócił wzrok on unoszącej się smugi dymu i drażniącego nozdrza zapachu tytoniu. Skalne pomieszczenie, w którym się znajdowali kryło więcej pytań, niż odpowiedzi. Tajemnicze znaki, niewyraźne i nieznane pismo, zagadkowe skrzynie, figurki i ślady. Cokolwiek działo w zasięgu odkrytej kryjówki, pozostawało milczące na ich obserwacje. Pozostawało im zniszczyć wszystko to, do czego mogli wrócić poplecznicy Gellerta. A zapewne mieli wrócić. Pozostawione rzeczy nie mogły trwać przypadkowo - Mam wrażenie, że nie spodobałby się mi - wzruszył ramionami i zmarszczył brwi, gdy padły nieznane, obce słowa - Mam nadzieję, że jeśli powtórzę je Margo, to nie oberwę czymś twardym po głowie? - pytanie raczej retoryczne. Nie miał planu powtarzać jasnowłosej ratowniczce ani słów toczącej się rozmowy, ani przemyśleń jej dotyczących.
- A może eksperymenty? - możliwe, ze dłuższy pobyt w tym miejscu dałby szansę na zrozumienie chociaż części niewiadomych. Czasu jednak zbyt wiele nie mieli. Mieli szczęście? albo i nie, ze trafili na pustą komnatę. Nikt nie powiedział, że w każdej chwili ktoś nie zawita u progu zejścia, torpedując ich zaklęciami.
- Wystarczy jedna, wisząca nad Biurem sprawa pani Minister - odezwał się w podobnym co towarzysz tonie. Auror upierał się przy pierwotnej refleksji, że głowa ich magicznego społeczeństwa znajdowała się pod wpływem Grindewalda. I nie chodziło tylko o ideologie. szaleństwo postępujących działań Ministerstwa utwierdzało go w przekonaniu, że działała tam przeklęta magia - Tak, właśnie - zakończył absurdalne dzieło i mimo poczucia idiotyzmu, bardzo chciał zobaczyć miny czarnoksiężników, którzy dostrzegli by napis. Ta rozsądna część doskonale wiedziała, że nikt nie będzie miał podobnej okazji. Zadanie było inne - Wiem, szkoda - zacisnął różdżkę, którą wcześniej luźno obrócił w palcach - Nie musisz mi dwa razy powtarzać - zdążył odpowiedzieć w tym samym momencie, gdy padła inkantacja Weasleya - I kto niby chce nas zabić? - zdecydowanie nie mieli wiele czasu na ewakuację, bo zaklęcie z mocą uderzyło w przeciwległą ścianę, w mgnieniu oka rysując grube linie pęknięć. Nim cała, ukryta pieczara zawaliła się pod ogromnymi, skalnymi odłamkami, obaj aurorzy znaleźli się na górze, patrząc na dzieło zniszczenia. I chociaż wizyta nie dodała im większej wiedzy o planach tyrana, widok gruzowiska był dziwnie satysfakcjonujący.

| zt






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Jean Desmond
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
I've touched heaven
and return howling.
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   16.02.18 21:08

| 2.06?

Cmentarz milczał wymownie, zgaszony przez porywy wiatru; słusznie, prawdopodobnie nie miałby dzisiaj zbyt wiele do powiedzenia, zaledwie kilka świeżych nekrologów, wytartych dat oraz zapomnianych nazwisk, czyli zupełnie nic, co słyszeć chcieli żywi. Nawet krople deszczu, siąpiącego nieśmiało od kilku minut, rozbijały się bezgłośnie pośród poszarzałej przestrzeni, wyciszone przez butwiejącą ziemię oraz gładkie powierzchnie płyt. Kiedy wyciągała dłoń, pozostawiały po sobie niemalże szare smugi, które leniwie spływały po skórze, zupełnie jakby chmury wiszące nad jej głową, wykuto z żelaznego stopu.
Kto wie, być może to właśnie ich ciężar odczuwała, gdy, zaciskając palce na bramie, przekraczała ją, ostrożnie zagłębiając się dalej.
Nie szukała niczego konkretnego – właściwie nie szukała niczego, ani nikogo. Młody wiek, pośród standardów życia, nakazywałby raczej odnajdywać twarze większości bliskich w otoczeniu żywych, trzymając się z dala od miejsc odrzuconych nawet przez zbitki mijającego czasu. Mimo to dzisiaj postanowiła wybrać cmentarną nieobecność, odnajdując chwilę odpoczynku w samotnym spacerze wydłużonym o kilka wąskich ścieżek oraz zupełnie obcych nagrobków. Nie bywała w tych stronach często: peryferie Londynu nie stanowiły nigdy świadomego celu wycieczek, lecz w obliczu braku pośpiechu oraz stosunkowo wczesnej pory, wydawały się zwyczajnie dobrą odmianą.
Dotychczas też nie widziała tego miejsca – prawdopodobnie prochowa szarość, w której skąpane było miasto zmarłych, nie przyciągała dotąd spojrzenia na tyle intensywnie, aby zaszczycić go większą odrobiną uwagi. Gdy jednak popielata barwa przykrywała całe otoczenie, dmąc również w duszną atmosferę, cmentarne mury chociaż przez moment mogły wydawać się wyraźne odrobinę bardziej niż zwykle.
Bluszcz porastający większość nagrobkowych powierzchni oraz pustka spowodowana rozległymi brakami zniczowymi, były lekkim zaskoczeniem, gdy jednak, wraz z kolejnymi krokami, okazywało się, że pośmiertna grabież dotyczyła większości tamtejszych lokatorów, zrobiło się jej odrobinę przykro. Zwolniła, usiłując nieco uważniej przyglądać się mijanym płytom i analizować powycierane zapiski, poszukując godności tych, o których nie pamiętano; niestety pogoda nie sprzyjała i gdy deszcz niespodziewanie nasilił się, na powrót zmuszona była przyspiezyć.
Woń wrzosów oraz bratków, która pojawiła się dosłownie znikąd, w owych okolicznościach wydawała się równie dużym zaskoczeniem, co obecność drugiej osoby.
Myślała, że jako jedyna będzie zakłócać spokój zmarłym, zważywszy chociażby na mżawkę – nie myliła się jednak, parę metrów przed nią trwała męska sylwetka, z której przez dłuższą chwilę nie ściągała spojrzenia. Ścieżka prowadziła na wprost, tuż obok osoby i gdy zbliżyła się, niespodziewanie zalała ją fala dziwnego ciepła. Zanim choćby zdążyła zastanowić się kogo widzi, poczuła, że jej buty jakby odrobinę bardziej zatapiają się w wilgotnej ziemi, a serce niespodziewanie przyspiesza. Krew pulsowała szybko, wprawiając w dziwne zdenerwowanie, przez które ledwie zauważała, że z każdą chwilą szła coraz żwawiej, zmniejszając dzielone ich odległości.
Nie wiedziała, co takiego zamierza, ledwie była w stanie skupić uwagę na otoczeniu, rozproszona zarówno przez woń, jak i osobę; szczęśliwie (lub nie?) nogi same zaprowadziły ją niedokładnie przed oblicze, ale nieco z boku, pozwalając zatrzymać się przy jednym z bocznych nagrobków, skąd miała idealny widok na postać. Próbowała choć na moment nie patrzeć w jego stronę, choć ilekroć spoglądała w udawanej zadumie na dane zmarłego, spojrzenie mimowolnie uciekało spod władzy, namolnie krążąc wciąż w tych samych przestrzeniach. Czuła, że drżały jej dłonie – delikatnie, ledwie dostrzegalnie, lecz przyczyną tego zdecydowanie nie mógł być chłód. Znów nie wiedziała, co powinna z nimi zrobić, schyliła się więc i sięgnęła po zgaszony znicz, na którym mocniej zacisnęła palce, mając nadzieję, że uda jej się choćby odrobinę ukryć narastającą nerwowość.
- Ładna pogoda – stwierdziła, starając się wlać w ton swojego głosu jak najwięcej nonszalancji, tym razem skupiona wyłącznie na trzymanym przedmiocie. Ściągnęła nawet pokrywkę, zaglądając do środka, po czym okazało się, że w środku nie ma nawet świeczki, nawet malutkiego knota. Jean jednak nie wydawała się szczególnie przejęta tym niefartem – spróbowała po prostu nałożyć pokrywkę z powrotem, co, biorąc pod uwagę, że kompletnie nie patrzyła na swoje dłonie, udało jej się dopiero za czwartym razem.


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz z kapliczką   30.06.18 20:13

Piękny bukiet białych róż odnalazł swoje miejsce na względnie zadbanym nagrobku, a wypielęgnowane męskie dłonie szybko odnalazły drogę do kieszeni eleganckiego płaszcza. Sebastian Winter raz jeszcze spojrzał na własne nazwisko wyryte na płycie, po czym przeniósł wzrok na zdjęcie matki i westchnął głęboko. Upływał już ósmy rok, odkąd odeszła z tego ziemskiego padołu łez, a on, jedynak, wciąż nie potrafił się pozbierać. Nikt tak nie rzucał zaklęć gospodarskich, jak ona, a placek dyniowy nie smakował już tak samo, jak ten, który w czasach świetności wychodził spod jej rąk. To ona ostrzegała go przed małżeństwem z Samanthą, które właśnie wyzionęło ducha, a Sebastian niemalże mógł słyszeć w swojej głowie znajomy głosik matki, irytująco piskliwe „A nie mówiłam?”.
Złożył ostatnie uszanowanie, po czym ruszył w drogę powrotną ku cmentarnej bramie – poruszał się niespiesznie, kontemplując okolicę. Czy to prawda, że te tereny służyły za miejsca spotkań jakiegoś wilkołaczego gangu, czy była to tylko plotka, jaką dosłyszał w pracy? W każdej jednak plotce bywało ziarno prawdy, dlatego Winter przyspieszył kroku, nie chcąc znaleźć się w sytuacji, w której ucierpieć może jego fizis.
Nagle jednak do jego nozdrzy dotarł dziwnie znajomy zapach dyniowego placka, a mężczyzna zatrzymał się w miejscu, chybocząc się na nierównej płycie cmentarnego chodnika. Ki czort!
Rozejrzał się, a kolejna gama zapachów uderzyła go niczym niespodziewana avada. Zapach róż i maminego pudru pojawił się znikąd, powiększając jego dekoncentrację. Dlaczego tu i teraz czuł to wszystko? Jego serce nie powinno przyspieszać w takich momentach! Pomiędzy nagrobkami dostrzegł wreszcie nieznajomą, drobną sylwetkę, a nieznana wcześniej siła podpowiedziała mu, że powinien podejść bliżej i przekonać się, z kim ma do czynienia.
Pełne usta były pierwszym, co rzuciło mu się w oczy, gdy spojrzał na twarz młodej kobiety, jaka znalazła się przed nim. Nie zarejestrował nawet, że nieznajoma trzyma w ręku znicz, a jej słowa brzmiały niczym stłumione, jakby Sebastian znajdował się pod wodą. Studiował twarz blondynki, lecz nie miał w zwyczaju milczeć, gdy usta same układały mu się w komplementy.
- Czy my się skądś nie znamy? – zmarszczył brwi, przyglądając się chudzinie - Wygląda pani zjawiskowo, a ja mam wrażenie, że już kiedyś to pani mówiłem.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
 

Cmentarz z kapliczką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Cmentarz
» Stary Cmentarz
» Cmentarz w Ohlsdorfie
» Cmentarz
» Cmentarz Wagańkowski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18