Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ksiegarnia Beedle'a
AutorWiadomość
Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]04.04.15 18:08
First topic message reminder :

Ksiegarnia Beedle'a

★★
Niewielka księgarnia ulokowana nieopodal Sowiej Poczty, na skrzyżowaniu głównej ulicy i ścieżki prowadzącej do Hogwartu.
Można tu znaleźć właściwie wszystko, od podręczników i poradników po harlequiny, horrory, thrillery, dramaty i książeczki z dowcipami. Właścicielka księgarni, Madame Reyes, szczyci się największą w Anglii kolekcją magicznych baśni. Honorowe miejsce na półkach zajmują oczywiście Baśnie Barda Beedle'a.
Na drzwiach zawieszono tabliczkę: "Zakaz wstępu dla psów, insektów i Beatrix Bloxam". Choć od śmierci Beatrix - zatwardziałej przeciwniczki Baśni Barda Beedle'a - minęło blisko czterdzieści pięć lat, właścicielka księgarni utrzymuje, że zakaz jest wciąż aktualny.
Uwaga, niektóre z tutejszych książek są zaczarowane i potrafią płatać figle!
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:02, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]23.08.17 22:01
Nadążanie za ruchami Susanne okazywało się wyjątkowo uciążliwe. Już samo patrzenie na kobietę męczyło oczy. Lirienne zmrużyła powieki, wyłapując bogate barwy, jakie przemknęły jej przed oczyma, zanim to wielokolorowe cudo zniknęło za regalami książek. Instynktownie zachowana czujność kazała Blythe mimo wszystko oprzeć się o półki za sobą. Zrobiła to dokładnie w momencie, w którym Lovegood znalazła się za jej ramieniem. Nie na długo, bo zaraz potem brunetka, opierając dłonie płasko za sobą o dolną część regału, przybrała prostszą, sztywniejszą postawę. Chude ramiona, dotykające teraz grzbietów książek za jej plecami, wystawały wyraźne, kościste, jakby wzruszała ramionami, choć wcale tego nie zrobiła. Wzrok nieco mdły, pozbawiony w tym momencie emocji, co zaraz łatwo mogło się zmienić, z ociąganiem zawisł na sylwetce Sue. Kpiący uśmiech wstępujący na usta Lirienne pojawił się tam najwyraźniej bez przyczyny.
Odebrała bez obrazy książkę podaną jej przez Lovegood, w przelocie odczytując tytuł. Och, zwalczanie szkodników. jakże tematycznie. Przenosząc powoli wzrok z tytułu na swoją towarzyszkę, rozbawiona zaśmiała się z ironii tej sytuacji i zbieżności nazw.
A jeśli jestem duchem? — spytała głośno, nie wiadomo czy Susanne czy siebie. Śmiech gwałtownie ustał, a zamiast tego powaga wstąpiła na twarz kobiety. Bardzo nienaturalna, biorąc pod uwagę, że jeszcze chwilę temu w kącikach ust wyraźnie rysowały się dołeczki, towarzyszące jej przy krótkim wybuchu rozbawienia.
Wiesz co robią dymne duchy?
Pochyliła się w przód, do młodej kobiety, pozwalając aby papierosowa aura otoczyła ją ciaśniej, docierając wyraźniej do jej zmysłów. Intensywnie zielone oczy, idealnie wpatrzone w centrum tęczówek ekscentrycznej czarownicy, zaświeciły się nagle wyraźnie, w końcu przejawiając jakiekolwiek podniecenie prowadzoną rozmową.
Zaduszają zbłąkane duszyczki, bez pośpiechu, ale z precyzją, pozwalając, żeby gęsty, ciemny dym wżarł się najpierw do nozdrzy, a potem, bardzo… bardzo powoli wżarł się w ich płuca. I nie pochłania ich od razu. Trawi organ powoli, wypuszczając toksynę wyniszczającą powoli każdą żywą tkankę. I tak radośnie bawi się dymny duch aż odbiorze ostatnie tchnienie i… puff. Pożre Cię.
Opowieść ta, wymyślona na poczekaniu, więc może mało wymyślna i przerażająca, podszyta zostala jednak gorliwością i ukrytym drugim dnem. Na chwilę w powietrzu zrobiło się ciasno, gęsto i ciężko, jak w tej opowieści, chociaż Susanne możliwe, że inaczej odebrała tą groźbę. Zaraz zresztą obróconą w żart, jakby była tylko jedną z tych strasznych opowieści opowiadanych dzieciom na dobranoc.
Dlatego masz szczęście, że nie jestem dymnym duchem.
Odrzuciła kobiecie książkę.
A to… kupisz mi?
Temat zmieniła nagle. Podała kobiecie inny tomik, oscylujący w temacie wokół podstaw zielarstwa. Ton miała tak naturalny jakby normalnym było, że Susanne w powszednie dni funduje jej drobne przyjemności.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]24.08.17 14:30
Z nieprzekonanym wyrazem twarzy wpatrywała się w szarego bąbelka, szybko przekonując się, jakie tkwiły w nim prawdy. Ta ciemna bańka bawiła się w straszenie zbłąkanych duszyczek. Susanne wyobrażała sobie, jak ta mała kula pryska nad zupełnie niewinną osobą - ot, choćby nad chudą Lirienne - i zmusza ją do wykonywania czynów podłych i okrutnych. Wkrótce ofiara bąbelka, otoczona jego aurą, dociera do magicznej wioski i chodząc od domu do domu, zasiewa ziarna strachu w mieszkańcach. Jasne brwi zmarszczyły się na pierwsze pytanie klientki, nie do końca rozumiejąc, co w minionym momencie tak ją bawiło - ostatecznie przyjęła, że zdołała rozbawić tę pochmurną postać, ale coś nie wierzyła, że mogłyby dotrzeć do przyjacielskich relacji. Przechyliła w zastanowieniu głowę, uważnie słuchając. Nie zdążyła odpowiedzieć, że owszem, wie, co robią dymne duchy, ale bardzo chętnie wysłuchała teorii panny Blythe. Nie czuła tej powagi, patosu i zaciekłego tonu, bo historia była najzupełniej w świecie prawdziwa. Cóż, może trzeba było sprowadzić Lirienne na ziemię? Susanne Echo Lovegood do usług!
- Nie jesteś, bo za mało o nich wiesz, ale się w niego zmieniasz. Dymne duchy nie robią tego, o czym powiedziałaś. One tylko się z tego biorą - wzruszyła ramionami, na co krótkie włosy rozsypały się po nich lekko. - Twoja historia mówi za to o dymie papierosianym - tytoniowym, ale kto by się przejmował szczegółami - ważne, że był niezdrowy, duszący i gryzący w nozdrza. - Jak się ma w płucach za dużo takiego dymu papierosianego, to się umiera, a po śmierci zostaje się dymnym duchem. Dymne duchy nie robią nic ciekawego, tylko snują się po świecie i mówią innym ludziom, że świetnie jest być takim duchem - a potem ci ludzie sami się w dymnuchy - ciemnowłosa pewnie nie wiedziała, że tak brzmią w krótszej wersji - zmieniają, bo palą - zakończyła zgrabnie, nadając historii logiczny sens i przy okazji ucząc Lirienne czegoś pożytecznego o niepożytecznych, nieistniejących istotach.
Złapała książkę i otworzyła ją na losowej stronie. Drobny palec pociągnęła wzdłuż, w dół, zatrzymując go na losowym zdaniu. Pokarmu szukają w szufladach, szczególnie lubując się w kolorowych skarpetach. Te zaś, przetrawione wydalają w postaci drobnych, barwnych kulek, często w szafach pełnych ciemnych szat - uważając, że potrzebują nieco koloru. Zerknęła zaciekawiona na szatę kobiety, przyglądając się jej łokciowi z dosyć bliska, kiedy przeszukiwała regał. Ha! Dwie kulki, żółta i czerwona, jak nic! Odebrała kolejną książkę, zerkając na tytuł przelotnie.
- A co, nie stać cię? - zapytała niewinnie, wyszczerzając ząbki w uśmiechu. Odłożyła zielarski podręcznik na półkę, dwiema dłońmi chwyciła tom o szkodnikach, rozkładając na stronie, jaką wylosowała. Uniosła poradnik w górę, pokazując jej opis. - Na pewno nie masz w domu szuflanków? - zapytała, spodziewając się, że jednak ma. Cóż, chciała pomóc!


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]27.01.18 19:03
Edmund nie był zapalonym bibliofilem. Nie był też łowcą białych kruków, badaczem literatury, ani krytykiem. Jego obecność w miejscu, przesyconym charakterystycznym zapachem świeżo zadrukowanych ksiąg trąciła wonią pomyłki, jakiej pozostali klienci postanowili łaskawie nie zauważać. Było to w dobrym tonie i niezwykle uprzejme wobec mężczyzny, który i tak pocił się ze stresu i z głuchym trzaskiem wyłamywał sobie palce. Poczułby się niezwykle zasmucony, gdyby ktoś zwrócił mu uwagę, iż nie powinien przebywać w księgarni - racja, nie pasował do rzędów regałów, stojących na baczność niby żołnierze, ale nie uważał, by to wystarczający powód do potęgowania jego cierpień. Niedawno został ojcem. Co prawda, formalnie był już nim od dziewięciu miesięcy, ale dopiero, kiedy na własne oczy ujrzał drobne ciałko swojej córeczki, klapki opadły, a Edmund pojął, iż odtąd czeka go zupełnie nowe życie. Nie miał bladego pojęcia, jak zajmować się dziećmi, córka płakała na jego widok, a on kompletnie opadał z sił, nie rozumiejąc, dlaczego. Próbował wielu rzeczy, nawet pomocy przy ablucjach i ubieraniu małej, co zazwyczaj skutkowało wzmożeniem ilości wydzielanych przez dziecięce gardziołko decybeli. Na prośbę żony zaczął śpiewać: kołysanki, piosenki, jakie sam zasłyszał, spędzając wakacje w domu swych dziadków, ale i te sposoby nie odniosły zamierzonego skutku. Córka go nie lubiła - chyba musiał do tego przywyknąć.
Wizyta w księgarni była ostatnią deską ratunku dla Edmunda, kompletnie przygnębionego i wycieńczonego egzystencją wśród zrozpaczonego płaczu. Mężczyzna wiedział, że to, co robi, to oszustwo. Zamierzał przekupić własne dziecko, które nawet nie wyrosło z kołyski, nie umiało mówić, ba, nie miało choćby jednego zęba! Szaleństwo i szachrajstwo w jednym, nie czuł dumy, raczej wstyd z powodu swej bezradności... acz cena kilku złotych monet za pięknie oprawione kolorowe obrazki, fragmenty tekstu, szczęście córeczki i jego upragniony spokój, wydawała mu się zupełnie rozsądna. Rozglądał się więc ukradkowo, niedokładnie zdając sobie sprawę, czego właściwie szuka. Zatrzymał się przy jednym z regałów, na chybił-trafił sięgając po jedną z książek, oprawioną w kolorową skórę. Dziesięć domowych sposobów na pozbycie się czyraków. Wzdrygnął się, a tom prawie wypadł mu z trzęsących się rąk. Fuj! Kto stawia takie pozycje w dziale dziecięcym?
Zanurkował po inną książkę, z pałającymi policzkami, modląc się w duchu, by nie ściągać na siebie uwagi. Mimowolnie chłonął przy tym wymianę zdań dwóch młodych kobiet, prowadzących tyleż ciekawą, co niepokojącą konwersację. Edmund zamarł, ściskając w garści małą książeczkę O siedmiu rycerzach uratowanych przez czarownicę. Nie chciał zostać dymnym duchem. Palił całkiem sporo, ale nagle, na samą myśl o tytoniu, wstrząsnęły nim mdłości.
-A czy... można uniknąć przemiany w dymnucha? Nie chciałbym straszyć mojej córki - palnął, nieco bezmyślnie, wciąż krążąc dookoła swojej dziewczynki. Może go nie lubiła, bo wyczuwała dymną, szarą aurę, kopconych przez niego papierosów? Mandragorowe mantykory utknęły w przerwie między dwoma tomami, między które próbował je wcisnąć, więc uśmiechnął się krzywo do jasnowłosej kobiety, opierając się nonszalancko o wysuniętą pozycję. Nawet nie potrafił udawać, że wszystko jest w porządku.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]28.01.18 20:30
Przebieg spraw nieco zmienił tor, gdy do konwersacji włączył się nieznajomy mężczyzna. Na jego widok umysł Sue wrócił momentalnie do bąbelkowych rozważań sprzed paru minut. O ile Blythe bez wątpienia była szarym bąbelkiem o przydymionej, pogardliwej aurze, choć w gruncie rzeczy wcale nie przerażającym - przynajmniej z perspektywy młodej panienki Lovegood - o tyle przy nowym towarzyszu rozważań sprawa była bardziej skomplikowana. Spojrzała na niego, jeszcze nie rejestrując pytania, ale tracąc zainteresowanie Lirienne, tym samym umożliwiając jej zniknięcie z pola rażenia. Tanecznymi krokami, stawianymi tak ostrożnie, że ocierały się o miano skradania, obeszła część nieistniejącego łuku, w poszukiwaniu bąblobarw jegomościa. Znajdował się gdzieś w żółcieniach, blada cytryna, może miodowe ciepło, oliwkowa niepewność i dobre chęci, pokryte rdzawą czerwienią. Zastanawiała się, jaka historia kryła się za tymi bańkami, a słowo "córka" powoli zaczynało opowieść rozjaśniać. Bardzo powoli, ale sądziła, że na wszystko przyjdzie pora. Póki co musiała sprecyzować sytuację dymnych duchów, bowiem to one wypychały się na szczyt spraw priorytetowych. Lepiej, żeby taki szary, dymny bąbel nie pękł nad tym panem.
- Tak, wystarczy przestać palić - stwierdziła wesoło, przyjmując rozwiązanie za pewnik, prosty i przyjemny. Żyła poza światem destrukcyjnych uzależnień, nie widziała nic dobrego w zaciąganiu się okropnym dymem, niepodobnym do powietrza, jakim powinno się oddychać. Precz z papierosianym dymem. To nie mogło przynosić nic dobrego. - Tym bardziej, jeśli ma się córkę - stwierdziła w zamyśleniu. - Nie warto ryzykować, bo dym roznosi się wszędzie wokół, córka pewnie tego nie lubi - uznała, wzruszając ramionami. Wyciągnęła szyję, przechylając się lekko i stając na jednej nodze, by dostrzec to, czego nie było jej dane dostrzec w pozycji standardowej dla dziewięćdziesięciu dziewięciu procentów ludzkości. - Co pan tam chowa? Niezbyt ciekawa książka - skomentowała, dostrzegając tytuł skryty pod ramieniem. - Strasznie głośno krzyczy i trzeba uważać na żądła, ciężko przez nie przewracać kartki, a mantykorza część tych mandragor nie jest łatwa do ugłaskania, nie bez powodu je tak nazwali - szepnęła konspiracyjnie, doradzając mu szczerze, ale równocześnie uważając, by właścicielka nie dosłyszała jej słów. Nie chodziło jej przecież o to, aby psuć jej sprzedaż. - Bez odpowiednich nauszników ani rusz - dodała. - Chyba że tego pan potrzebuje, wtedy ten hałas pokona wszystkie hałasy wokół - zapewniła, kiwając głową.


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]28.01.18 20:53
Nie rozmawiał z kobietami. Nigdy, przenigdy, gdyż czuł się w ich towarzystwie mocno niezręcznie. I nie szło tu o znudzenie plotkowaniem o nowych sukniach, czy kompletnym brakiem zainteresowania błahymi tematami, a zwykłym strachem przed otworzeniem ust w obecności niewiast. Wyjątkiem była Lucy, ale o niej nie myślał przecież w tych kategoriach. Żona, nie kobieta. Po prostu Lucy. Znosząca jego dziwactwa i natręctwa, lubiąca się przytulać i nie drwiąca z Edmundowych nerwowych tików. Lucy.
Mężczyzna nie wiedział więc zupełnie, co go podkusiło, do wybudzenia z drzemki piekielnego pomiota w skórze młodziutkiej dziewczyny. Odbiło mu, kompletnie, ot, wymieniłby trzy dowody. Pierwszy: czuje się winny za niedorzecznie głośny płacz swojej córki. Drugi: próbuje przekupić ją kupnem kolorowej książeczki, jakiej nawet nie potrafi samodzielnie wybrać. Trzeci: zagaduje nieznajomą o straszne duszne duchy i zamiast się odwrócić na pięcie i zwiać, gdzie rosną diabelskie sidła, uśmiecha się nieprzytomnie i potakuje, słuchając z najwyższą uwagą. Jednocześnie wystukując stopą rytm najnowszego hitu Celestyny - robił to od niedawna, kiedy tylko się denerwował. Zerknął nieśmiało na jasnowłosą dziewczynę, spoconymi dłońmi nieprzerwanie próbując upchnąć książkę na miejsce (wciąż z marnym skutkiem), by w końcu tego zaprzestać i otrzeć czerwone z wysiłku czoło. Edmund groteskowo głośno przełknął ślinę, zdejmując na chwilę z nosa okrągłe okulary i obracając je wokół własnych, smukłych palców, począł widowiskowo się jąkać.
-A-a-ale t-tak ca-całkiem? - wykrztusił, bawiąc się okularami, które gdyby były magicznie zaczarowane, z pewnością spróbowałby upaść, by podkręcić zażenowanie Edmunda. Musiał mieć coś w dłoniach, inaczej wariował, więc wolał widzieć dziewczę w nieco rozmazanym wydaniu, niż dostać nagłego ataku paniki - myślisz, że dlatego płacze? - spytał już na jednym wdechu, zasłyszawszy nagle tak intrygującą wiadomość. Hm. Jemu samemu robiło się niedobrze od zapachu gotowanej marchewki. A co, jeśli mała rzeczywiście reaguje podobnie na papierosy? - a mógłbym na początku... nie palić przy niej? - spytał, z wyraźnym wahaniem w głosie. Wszystkie najważniejsze rozmowy w pracy rozgrywały się w palarni, doskonale pamiętał chłopaka ze swego biura, który nie brał udział w grupowym paleniu. Wyleciał po dwóch tygodniach, a wcześniej nikt nie zwracał się do niego właściwym imieniem.
-Ja... ja wcale tego nie chciałem! - zaprzeczył gorąco, prawie upuszczając okulary na podłogę. Zaparł się i udało mu się w końcu wcisnąć książkę na jej miejsce - czytałaś te wszystkie książki? - spytał nagle, zupełnie irracjonalnie, rozglądając się w niemym podziwie po całym sklepie.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]28.01.18 22:17
Gdzieś na skraju świadomości wyczuła zdenerwowanie mężczyzny, lecz była tak zaaferowana wytworami swej niezwykle bujnej wyobraźni, że nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Całość zwaliła na dymne duchy, które przecież z założenia były bardzo nieprzyjemnymi i stresującymi istotami - nic dziwnego, że biedaczyna zaczął się jąkać. W tej metaforze Sue zawierała przestrogi - w jaki sposób i jak bardzo bezpośrednio w nie wierzono, to już inna, mniej istotna sprawa.
- To całkiem możliwe - odpowiedziała inteligentnie, kolejny raz potwierdzając swoje słowa krótkim kiwnięciem. Błysk okularów przyciągnął wzrok dziewczyny - były naprawdę bardzo ładne. Lubiła patrzeć na świat przez czyjeś okulary. Z rzeczywistością działy się wtedy dziwne rzeczy, wszystko wyglądało inaczej, lecz skrajnie niestosownym, nawet dla Susanne, byłoby porywanie okularów nieznajomego, by choć chwilę pooglądać świat inaczej. Rozgoniła te myśli, subtelnie poruszając palcami obydwu dłoni nieopodal własnych skroni, nieświadoma własnych dziwactw, tym bardziej nimi nieprzejęta. Może gdyby Edmund wiedział, że stojąca przed nim postać nie postrzega w sposób, w jaki postrzegali sztandarowi "normalni" ludzie, nie zareagowałby na nią tak nerwowo. Może byli do siebie trochę podobni, choć tak dalekie przypuszczenia nie zawitały wśród przemyśleń Lovegood. Wzruszyła ramionami, nie znając odpowiedzi na zadane przez mężczyznę pytanie. - Nie wiem, trzeba to sprawdzić, ale najlepiej przestać - bycie dymnuchem nie jest przyjemne, tak się tylko z pozoru wydaje. Wie pan, one są w gruncie rzeczy bardzo nieszczęśliwe - wtrąciła melancholijnie, zmartwiona losem straconych dusz, w które przez chwilę mogła wierzyć, lecz nie na długo zatrzymała się w ich krainie.
- Och, jeszcze nie, ale niektóre działy znam bardzo dobrze. Czasami zajmuję się dziećmi i uwielbiam z nimi czytać i wymyślać historie - bo kto zrozumie Sue bardziej, niż dzieci? - Jeżeli pan czegoś szuka, mogę doradzić, ale do tego prawie-dymnucha, który zniknął nam z zasięgu wzroku, lepiej nie podchodzić - uznała, zauważając, że Lirienne rozpłynęła się w powietrzu, pewnie wietrząc okazję do zwiania. Skubana. Pewnie pękł nad nią zgniłozielony bąbelek skubaności.


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]29.01.18 20:55
Z dziećmi miał do czynienia najwyżej na zdjęciach, gdzie maluchy były w większej części zupełnie nieszkodliwe, a ich psoty nie wychodziły poza magicznie wprawione w ruch fotografie. Gdy na świat przyszła jego córka, zapragnął pomóc nieco żonie, nawet jeśli trzymał kruszynkę nieporadnie i na początku nie pojmował, że trzeba szczególnie uważać na główkę. Dziecko jednak najwyraźniej nie tolerowało obecności Edmunda, płaczem podkreślając dystans, jak winien zachować, co niepomiernie frustrowało nerwowego okularnika. Palił więcej papierosów, nie zważając na delikatne upomnienia żony, denerwującej się o pożółkłe zasłonki w kuchni; napięcie musiało jakoś przecież z niego zejść, a zaciąganie się papierosami lub czasem fajką, niewiarygodnie czyściło umysł. I jakim cudem mógł z tego zrezygnować, skoro diagnoza wcale nie była pewna? Odchrząknął znacząco, przecierając szkła okularów jedwabną chusteczką i usadzając z powrotem na nosie. Jak zwykle, zjechały nieco niżej na nosie, ale Edmund przyzwyczaił się już do takiego ich położenia.
-Och. Nie wiedziałem. Ale nie chciałem. Och - znowu zaczął się jąkać, czując, jak szkarłat oblewa mu szyję i policzki. Durna nieśmiałość, co go w ogóle podkusiło, by zaczynać tę dyskusję. Oczywiście - wiedział. Miły głos dziewczyny, pewny ton, irracjonalność wygłaszanych stanowczo stwierdzeń wystarczyły, by skłonić Edmunda do słuchania. A także zaufania, gdyż mężczyzna należał do grona najbardziej łatwowiernych stworzeń na świecie. Prima Aprilis co roku był dla niego katorgą, nabierał się na każdy żart, święcie przekonany, iż tym razem to pełna powaga.
-Pomożesz mi? Naprawdę? - spytał, tym razem - dla odmiany - rozradowany, uśmiechając się już mniej bezradnie. Jasnowłose dziewczę miało w sobie coś z dziecka, więc zapewne doradzi mu najlepiej w wyborze pierwszej książeczki dla córki. Edmund nawet nie wiedział, co mogłoby spodobać się dziewczynce i przypuszczalnie wróciłby do domu z książką kucharską, uznając te treści za odpowiednie.
-Będę ostrożny - zapewnił, omijając szerokim łukiem ciemnowłosą dziewczynę, a przy okazji potykając się o własne nogi i nieomal rozbijając sobie nos o ostry kant wysokiego regału. Zbagatelizował wypadek, po czym pozwolił sobie opowiadać o rozmaitych historiach, by nareszcie - z pomocą uczynnej nieznajomej, dokonać wyboru i zakupić Latającą Lilkę i jej latający dywan.

ztx2


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]18.02.20 20:22
luty

Wiało chłodem w tej Szkocji, nie ma co. Zawsze wydawało mu się odrobinę zimnej niż pod Londynem, chłód mocno szarpał po kostkach i dłoniach, nie wybaczając żadnym odkrytym częściom ciała. Ale psia kość, na pewno było lepiej niż parę miesięcy temu, gdy rwały anomalie, dużo gorsze niż jakiś lekki mrozik. No może nie tak lekki. Hogsmeade jednak było miejscem unikalnym - tak magicznym jak żadne inne, jednocześnie zachęcające łagodnością, wypełnione śmiechami nastolatków. Przywoływało ciepłe wspomnienia szkolnych czasów, choć przez te kilka lat, gdy Nobby nie chodził już do Hogwartu bardzo się zmieniło. Zdecydowanie za bardzo. Dostrzegał kilka zupełnie nowych domów, niektóre lokale zniknęły, niektóre się rozbudowały, pojawiły się nowe. Niektóre ciekawe, niektóre zaś sprawiały, że miał ochotę powiedzieć jasno i szybko - kiedyś to było. Ale nie, żeby było gorzej niż kiedyś. Kiedyś ludzie też mieli swoje problemu, poważne i niepoważne, teraz Voldemort, kiedyś Grinderwald. Świat płynie, ale zawsze pojawią się jacyś postrzeleni fanatycy. Tylko jak się z nimi wszystkimi rozprawić?
Dzisiaj szukał książki. W sklepie na Pokątnej powiedziano mu, że nigdzie indziej nie znajdzie egzemplarza Historii magicznej początku wieków ciemnych. To było prawdopodobnie to, co ciekawiło go najbardziej w magicznym świecie. Ucząc się z ludzkich ksiąg trudno poznać najdawniejszą historię świata, zaś poruszając się wśród czarodziejskich stronic łatwo można było znaleźć zapisy, o których się niemagicznym nigdy nie śniło. I być może było to właśnie spowodowane magią? Z jednej strony trochę powodowało to u czarodzieja niezadowolenie - kim w końcu są czarodzieje, znacznie mniej liczni niż niemagiczni ludzie, żeby móc decydować o czym cała reszta świata powinna wiedzieć? Jasne, mieli fajne umiejętności, ale jego korzenie również robiły się coraz lepiej rozwinięte - i czarodziejom czasami się nawet nie śniło co potrafiła już niemagiczna technologia. Mogła być nawet bardziej destrukcyjna niż ta magiczna. Co nie było wcale niczym dobrym w gruncie rzeczy.
Nie miał zabawić tutaj długo, jednak los spróbował trochę zagrać mu na nosie, bo akurat dostrzegł bardzo znajome... Włosy. Jasne jak śnieżynki w letni dzień. Przypomniały mu od razu jak dawno nie pisał do Alexandra, więc żeby odrobinkę załagodzić wyrzuty sumienia, podszedł mało finezyjnie. - Susanne! Jak ja Cię dawno nie widziałem.
Nobby Leach
Zawód : radca prawny
Wiek : 47
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
Krzyk dusznej dojrzałości
zwalił mnie na kolana
ja jestem białym śniegiem
który do morza spada
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7451-nobby-leach#203929 https://www.morsmordre.net/t7765-jerzy-iii#215577 https://www.morsmordre.net/t7764-marzenia-scietej-glowy#215566 https://www.morsmordre.net/f185-richmond-kew-foot-road-57-1 https://www.morsmordre.net/t8163-norbert-leach#234421
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]22.02.20 16:09
19. lutego
Czasami jedynym wyjściem była wycieczka. Zrezygnowane westchnienie podsumowało ostatnie godziny nieskutecznych prób zajęcia myśli - po głowie bez końca dreptał jej pewien uparty jegomość, jakby szukał tam wygodna kanapa, na której mógł się beztrosko rozłożyć. Upiekła już ciasteczka (dla rzeczonego jegomościa oraz innych lokatorów), roznoszące po Ruderze całkiem przyjemny zapach (parę z nich spakowała do materiałowego woreczka z błękitną wstążką i wsunęła do torby), zrobiła projekt nowej spódnicy (niezrozumiały dla nikogo, zwłaszcza dla jakiegokolwiek projektanta, czy człowieka mającego związek z modą oraz szkicami), uwarzyła trzy eliksiry, wydreptała napis IDŹ STĄD w śniegu za domem, odśnieżyła dach, upiekła dwie kromki chleba z czosnkiem w kominku, pobawiła się z królikiem, zapisała sześć stron zupełnymi głupotami... nic nie pomogło! Wtedy też odkryła, że wszystkie książki w pokoju zdążyła już przeczytać, stąd zaś wniosek nasunął się sam. Potrzebowała nowych opowieści, a najlepsze mogła znaleźć w księgarni Beedle'a - bywała tam względnie często, choć po ukończeniu Hogwartu znacznie rzadziej. Uznała, że przechadzka po Hogsmeade nie może jej zaszkodzić, a tęsknota na myśl o tym miejscu obudziła się niemalże natychmiast. Nie potrzebowała zastanawiać się dłużej - chwyciła torbę, wrzucając tam parę drobiazgów, pożegnała się z bratem, pochłoniętym lekturą, i wyszła na mróz. Zadrżała, ale nie poddała się - śnieg nie był jej ulubioną rzeczą na świecie, ale zdecydowanie dorosła i nie traktowała go już tak pogardliwie, jak kiedyś. Nawet go polubiła, kiedy okazało się, że można ulepić z niego bałwana, igloo, czy nawet Hogwart - choć jej zamki zazwyczaj przypominały bardziej krecie kopce niż rzeczywiste budynki. Siła wyobraźni, proszę państwa!
Nie spieszyła się. Szalik owinęła ciasno, czapkę nasunęła głęboko - spomiędzy czerwono-złotych barw wystawały tylko błękitne oczęta, śledzące dokładnie szyldy. Z rozmarzeniem wspominała kremowe piwo, smakujące tak doskonale tylko Pod Trzema Miotłami, spoglądała z fascynacją na starą chatę i Miodowe Królestwo. Do księgarni weszła z delikatnym uśmiechem, ruszając od razu na dział z nowościami, ale nic nie zwróciło jej uwagi - same poważne lektury. Skryła się więc w alejce, szukając zbioru ciekawych opowiadań, niestety mogła sięgnąć tylko do połowy półek, a po różdżkę nie chciało jej się sięgać. Poluźniała właśnie szalik i zdejmowała czapkę, plącząc się niezdarnie we własnej garderobie, gdy usłyszała znajomy głos. Spojrzała na mężczyznę z autentyczną radością. Uwielbiała tę rodzinkę!
- Pan Nobby! - przywitała się wesoło, dygając zgrabnie w miejscu, co na pewno rekompensowało niedawną szamotaninę z szalikiem. - Nawet by się zgadzało, ostatnio uczę się chować - przydatna umiejętność - przyznała półgłosem, rozglądając się konspiracyjnie. - Co u pana słychać? - zapytała, chwilę później przypominając sobie, że realia nie są teraz zbyt przyjazne potomkom mugoli. Niemniej - wciąż była ciekawa, jak Leachowie sobie radzą.


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]23.02.20 22:35
Pamiętał te słodkie czasy, gdy Sue odwiedzała ich częściej. Oczywiście było to wtedy, kiedy Alexander nadal mieszkał z rodziną, wtedy był powód, by ich odwiedzać. Dzisiaj już nie było tak do końca kolorowo, a Leachów zazwyczaj odwiedzali tylko starzy znajomi, którzy sami mieli odchowane dzieciaki. Wtedy w spokojne, ciepłe wieczory popijali wino i palili cygara. Nawet do rodziny nie odzywał się teraz często. Jego brat nadal utrzymywał, że nie ma do Norberta cierpliwości. No i był obrażony przez rodzinne zwady. Życie Leacha nigdy nie było usłane różami, ale sądził, że miał naprawdę wielkie szczęście, gdy odnalazł w swoim życiu Prue, a później pojawił się Alex. I dzięki niemu mógł poznać Sue! Którą zapamiętał jako naprawdę przeuroczą dziewczynę. Taką z ogromnym potencjałem. Wprawdzie czasami jej nie rozumiał, bo to był poziom wtajemniczenia w magiczny świat, którego zapewne nigdy nie osiągnie, ale starał się. Problem w tym, że dorastanie wśród nich to zupełnie co innego niż przeczytanie choćby tysiąca ksiąg. Nawet najbardziej obszernych, ciężkich tomiszczy.
- Myślę, że to nie z tego powodu, moja droga, ale dobrze wiedzieć, że znasz takie umiejętności. Rzeczywiście niesamowicie przydatne! - przyznał i podszedł do półki, którą obserwowała. Zastanawiał się czy próbowała siegnąć po coś konkretnego. - Nic ciekawego, życie starych ludzi nie jest ani trochę zabawne. - Zasmiał się pod nosem, bo wszyscy wiedzieli, że Nobby, choć potrafił często żartować ze swojego wieku, miał raczej bardzo młodą duszę. Dorosłość właściwie zaatakowała go znienacka i nie bardzo wiedział w jaki sposób sobie z nią radzić. Czasami naśladował zachowania swojego ojca - choćby przez palenie fajki w spokojnym, domowym zaciszu ulubionego fotela. Choć sam najchętniej po prostu porwałby Prue gdzieś daleko, tańczył całe noce, nie spał i robił mnóstwo rzeczy, których zwyczajnie już mu nie przystało robić. No i jego żona nie była na to zbyt chętna. Raczej należała do tych twardo stąpających po ziemi.
- Może Ci pomóc? To chciałaś? - spytał po czym sięgnął po jedną z ksiąg. Nawet sprzedawca nie zdążył krzyknąc nie, nim to się stało, a księga jakoś tak, trochę wysunęła mu się z ręki i z hukiem spadła na ziemię. Na jej wierzchu napisane było Księga największych magicznych kataklizmów. I w momencie, gdy gruchnęła o ziemię, nagle otworzyła się na oścież i wyleciała z niej cała masa wody, która w ułamku sekundy zalała podłogę.
Nobby Leach
Zawód : radca prawny
Wiek : 47
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
Krzyk dusznej dojrzałości
zwalił mnie na kolana
ja jestem białym śniegiem
który do morza spada
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7451-nobby-leach#203929 https://www.morsmordre.net/t7765-jerzy-iii#215577 https://www.morsmordre.net/t7764-marzenia-scietej-glowy#215566 https://www.morsmordre.net/f185-richmond-kew-foot-road-57-1 https://www.morsmordre.net/t8163-norbert-leach#234421
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]24.02.20 15:19
Poziom wtajemniczenia Susanne nie był do końca jasny dla nikogo poza nią samą - potrafiła bredzić od rzeczy i przesadzać z użyciem wyobraźni, co nie musiało mieć bezpośredniego związku z magią, choć faktycznie - mugolskie korzenie nie odzywały się w niej prawie wcale. Niemagiczne wynalazki nie przyciągały jej uwagi tak, jak świat czarodziei, lecz nie uważała ich za nudne, a tym bardziej - bezużyteczne. Podziwiała, jak świetnie radzą sobie bez tak wielkiego ułatwienia.
Wspominała pana Leacha bardzo pozytywnie - ani przez chwilę nie dziwiła się, że złapała z nim tak dobry kontakt. Był naprawdę w porządku i nie uciszał jej, gdy rozpędzała się z opowieściami, w które potrafiła wkładać całe serce, skacząc po kanapach i używając przeróżnych rekwizytów z salonu. Poza tym, mieli cudowne zasłony - ciągle pamiętała ten świetny materiał!
- Nie? - zapytała zawiedziona, nawet jeśli miała świadomość, że zwyczajnie dawno na siebie nie trafili. Przecież nie chowałaby się przed panem Nobciem - no, chyba że jego syn coś by przeskrobał, już przerabiali ten etap i szłoby im niezgorzej, gdyby nie szło... tragicznie. Sue przyjrzała się badawczo swojemu rozmówcy, gdy w głowie mimowolnie przemknęła myśl, że ostatnio życie nie rozpieszcza też młodych. Czy rozpieszczało kogokolwiek? - Może być zabawne, proszę nie zmyślać - nadąsała się na żarty, wyściubiając usta do przodu. - Kiedy ostatnio był pan na potańcówce, hę? - zapytała dociekliwie, marszcząc brwi. Ciekawe, czy potrafił tańczyć - w zasadzie nigdy go o to nie zapytała. Nie zdążyła również teraz, kolejna myśl rozproszyła chwiejną uwagę. - Albo o coś się zakładał? - dorzuciła kolejne pytanie, wysuwając głowę do przodu, jakby nadstawiała ucha, ale akurat wtedy pan Leach postanowił być pomocny. Zerknęła na tytuł, po który sięgał i zdążyła powiedzieć tylko - Ni - gdy książka łomotnęła o podłogę. - Ups - szepnęła, rozglądając się szybko i usiłując zamknąć tomiszcze - nie było to wcale proste, musiała się trochę siłować, bo ciśnienie uciekającej wody było zaskakująco mocne. Przy pomocy mężczyzny zdołała udaremnić dalsze wylewy, nikt nie zdążył też przybiec na miejsce zbrodni.
- Założymy się, że nas nie znajdą? - szepnęła konspiracyjnie, już ciągnąc Nobby'ego za rękaw do innej alejki. - Zerknęła na swoje buty, oznaczone zdradziecką, mokrą plamą. - Vestitio - rzuciła szeptem, chcąc zatrzeć ślady. Nie ma mowy, że przez to ich znajdą. - Wspinamy się na regał? - zapytała, wpatrując się w mężczyznę.


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]25.02.20 20:17
Nie znał aż tak dobrze Sue, by wypytywać o jej korzenie. Wprawdzie kiedy pierwszy raz przyszła do ich domu, spytał o jej rodziców i dowiedział się wtedy, że jej mama była z, jak to określiła, mugoli, jednak nie pytał o więcej. Zauważył, że często czarodzieje wcale nie reaguja na takie pytania zbyt entuzjastycznie, co niezwykle go dziwiło. W końcu wielu się mieszało. Miłość podobno nie wybiera, więc czemu mamy traktować niemagicznych ludzi gorzej? No chyba, że są dupkami, ale tacy zdarzają się w każdej grupie, również wśród czarodziejów. Czasami się zastanawiał czy wśród czarodziejów nawet nie częsciej, ale szybko te myśli odrzucał. Nie chciał być takim typem człowieka - który dzieli ludzi na kategorie. A zarówno mając magię czy też nie... Wszyscy byli ludźmi. - Żartowałem przecież. - pokręcił lekko głową. Zdawał sobie sprawę, że dziewczyna by się nie chowała przed nim ani przez chwilę. Choć może nie był w najbardziej zażyłych relacjach, widział też pierścień na jej dłoni. Pierścień Zakonu. Taki jaki nosił również Kieran. Od zawsze wiedział, że Sue to dobra dziewczyna... Odważna dziewczyna. - Oj... Dawno! - powiedział, kręcąc lekko głową. Jedyne co ostatnio tańczył to jakiegoś przytulańca na środku swojego salonu z Prue, bo chciał ją trochę wyluzować. I podziałało!
No nie spodziewał się, że książka nagle postanowi zwizuwalizować wszelkie kataklizmy. Dobrze, że trafiła się powódź, a nie jakiś wulkan czy inny orkan!
- Dobra, znikamy. - powiedział i bez zastanowienia poszedł za dziewczyną wgłąb księgarni. I dopiero kiedy minęli kilka reagałów dało się usłyszeć, że ktoś zauwazył wielki wyciek. Zachichotał z rozbawieniem od razu. Dawno mu się nie zdarzyło tak narozrabiać. - Pewnie. Im wyżej tym lepiej. - powiedział po czym zaczepił jedną ręką o półkę, i powoli wspinał się stawiając nogi na przeciwległych półkach, w szerokim rozkroku. Oby jego spodnie to przeżyły. W końcu usiadł na samym szczycie półki, mogąc obserwować stąd niemal pół sklepu. Nic nie zasłaniało widoku. - Sue, teraz Ty! - Naprawdę, czuł się teraz jak dziecko!
Nobby Leach
Zawód : radca prawny
Wiek : 47
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
Krzyk dusznej dojrzałości
zwalił mnie na kolana
ja jestem białym śniegiem
który do morza spada
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7451-nobby-leach#203929 https://www.morsmordre.net/t7765-jerzy-iii#215577 https://www.morsmordre.net/t7764-marzenia-scietej-glowy#215566 https://www.morsmordre.net/f185-richmond-kew-foot-road-57-1 https://www.morsmordre.net/t8163-norbert-leach#234421
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]25.02.20 22:59
Jej podobne pytania nie mierziły - wręcz przeciwnie, z lekkością mogłaby opowiadać o swojej matce i jej przodkach, gdyby nie aktualna polityka. Naprawdę nigdy nie sądziła, że będzie się nią interesować, jednak sprawy poszły zdecydowanie za daleko - uczyła się więc trzymać język za zębami, ale przy panu Nobciu mogła poczuć się ciut swobodniej, a przynajmniej taką miała nadzieję.
- To bardzo źle. Znam parę świetnych miejsc, musi się pan wybrać - jak najszybciej. Jeszcze pan zapomni, jak się tańczy, i co wtedy? - uznała, zamierzając albo wypisać mężczyźnie wszystkie adresy w liście, albo samodzielnie zaciągnąć go pod jeden z nich - no, może przy okazji podstępem zgarniając panią Prudence, coby sobie nie pomyślała czegoś niestosownego. Mogłaby w ten plan zaangażować Alexandra.
Obserwowała wspinaczkę, cofając się o krok i trzymając różdżkę w pogotowiu - nie podejrzewała co prawda, że panu Leachowi coś w krzyżu strzyknie i fiknie zjawiskowo w dół, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Tylko dlatego zwlekała z sadzeniem stóp na regał - inaczej na pewno by się ścigała. O ile półki były w stanie taki wyścig przeżyć, bo wydawało się, że już są dosyć chwiejne. Ostrożnie umieściła różdżkę w przeznaczoną na nią kieszeń i pięła się do góry dzielnie i bez oglądania w dół, deska po desce, trącając czubkiem buta grzbiety książek. Usiadła obok mężczyzny i rozejrzała się, uznając, że stąd może i widać cały sklep, ale oni też są doskonale widoczni. Oj, nie mogło tak być. Zerknęła na powódź i zgromadzonych tam ludzi - pewnie szybko poradzą sobie z bałaganem, po czym zaczną szukać winnych. Nie ma mowy.
- Umie pan w transmutację? - zapytała cichym szeptem, unosząc brew. - Ja tak - proszę teraz uważać - znikniemy - obiecała, oglądając się jeszcze raz na inne żywe dusze, tu i tam, zanim uniosła różdżkę i rzuciła dwukrotnie zaklęcie Kameleona. Nie lubiła go tak bardzo, jak Lapifors, ale zaliczało się do grona ulubionych. Z ekscytacją patrzyła, jak jej własna dłoń zanika. Dla pewności chwyciła czarodzieja za ramię.
- Czasem sobie myślę, że wdałam się w Prestonów - babcia mawiała, że nigdy nie kończą im się rozwiązania. Teraz pan czaruje, proszę mnie zaskoczyć - mówiła, wciąż cicho, lekko szarpiąc rozmówcę za rękaw. Mogli stąd zrobić wiele - gorzej, że regał rzeczywiście trochę się chwiał. Ktoś chyba nie przymocował go tak, jak powinien, ale Sue nie zwróciła na to uwagi, pochłonięta sytuacją.


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]26.02.20 13:16
No właśnie, z dzisiejszym światem trzeba było uważać komu mówi się o swoim pochodzeniu. Naprawdę lepiej było nie być nim - kiedy za młodych czasów stwierdził, że jego wielką misją będzie pokazanie wszystkim wokół, że przecież Ci ludzie bez magii są w porządku i przecież każdy z nas miał ich w rodzinie. Nie spodziewał się, że w ciągu najbliższych kilku lat zacznie się tak niepodważalnie chora nagonka. - Zobaczymy, kiedy znajdę czas. Na pewno się odezwę. - był trochę zaskoczony, że Sue tak grzecznie na to nalegała. Może po prostu chciała wpędzić w niego odrobinę dziecięcego ducha? Jakby miał go za mało! Po prostu lubił narzekać na to jakie życie dorosłego człowieka jest nudne. Wolałby być znowu w wieku Sue, czyli w sumie swojego syna... Dwa razy młodszy. Dobry plan, Norbercie, wspaniały plan.
Właściwie to jak na swój wiek był całkiem giętki. Też nie ma co przesadzać, nie był nawet po pięćdziesiatce, żeby miało mu coś strzykać i może nie był wysportowany jak atleta, ale nie najgorzej radził sobie z ćwiczeniami fizycznymi... Tak normalnie, jego forma mocno nie spadła od jakichś piętnastu lat. Choć może powinien wrócić do jakiejś piłki nożnej w najbliższym czasie? Kiedyś dużo biegał z Alexem, ale żaden z jego kumpli się do tego nie kwapił. Kieran to w ogóle pewnie uznałby go od razu za niespełna rozumu! Zastanawiał się czy przyjaciel w ogóle kiedykolwiek robił coś dla rozrywki i wydawało mu się, że... nie.
- Trochę... Ale raczej mniej niż bardziej. - przyznał, ale po chwili zrozumiał, o co chodziło. Rzeczywiście stali się niewidoczni dla oczu. Ale to nie znaczy, że byli zupełnie niesłyszalni. Jednak jakoś po prostu o tym nie pomyslał. Nie tym razem. Zwłaszcza, gdy Sue zaczęła mówić, a on usłyszał znajome nazwisko. Uniósł brew od razu, zaskoczony. Dlaczego używała panieńskiego nazwiska jego matki? I właściwie mógł się zgodzić, że nigdy nie kończyły się im rozwiązania. Ale jeszcze bardziej byli uparci w tym, co sobie postanowili, za czym szli w swoim życiu. - No dobra, ale nie jestem aż tak... Świetny. - Przyznał. Wyciągnął różdżkę i rzucił niewerbalne Ignis fatuus. Mała kulka iskierek uformowała się tuż przed jego niewidocznym ciałem i po chwili skierował ją w stronę kontuaru. Po chwili przyszedł czas na kolejną i jeszcze dwie kolejne. I nagle rozległy się krzyki. - Susanne, jak miała na imię Twoja babcia?
Nobby Leach
Zawód : radca prawny
Wiek : 47
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
Krzyk dusznej dojrzałości
zwalił mnie na kolana
ja jestem białym śniegiem
który do morza spada
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7451-nobby-leach#203929 https://www.morsmordre.net/t7765-jerzy-iii#215577 https://www.morsmordre.net/t7764-marzenia-scietej-glowy#215566 https://www.morsmordre.net/f185-richmond-kew-foot-road-57-1 https://www.morsmordre.net/t8163-norbert-leach#234421
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]26.02.20 15:12
Ech, no tak - czas. Z nim zawsze było najtrudniej, potrafił wykiwać człowieka, gdy spodziewał się, że jednak go ma. Zadań przybywało bez końca, obowiązków, spotkań, pomysłów - Sue czasem miała wrażenie, że nie wystarczy jej życia na zrealizowanie wszystkich i prawdopodobnie miała rację.
- Trzymam za słowo! - przestrzegła, unosząc palec do góry, by pan Leach na pewno sobie zapamiętał, że są umówieni na tańce. Ona też dawno nie miała okazji tańczyć - dawno, jak na siebie - i tęskniła za tym bardzo często. W samotności nie miała problemu, gorzej było znaleźć partnera, zwłaszcza takiego, co dotrzymywał kroku i nie męczył się po minucie. Cóż się działo z tymi mężczyznami!
Może nie mogła odmłodzić swojego rozmówcy, ale zawsze mogła postarzyć siebie - nawet pięciokrotnie - coby mu nie było tak smutno, że jest dwa razy starszy. Wystarczyło powiedzieć, jedno zaklęcie i już miałaby na twarzy sieć zmarszczek.
- Duża, duża strata. Świetna dziedzina, zwłaszcza do żartów - westchnęła do wspomnień. Transmutacja pomagała w ucieczkach, jak nic innego. Zrobiła nawet zadowoloną minę, gdy mężczyzna pochwalił jej zdolności - zapominając, że wcale tej miny nie zauważy, tak jak inni, obecni w sklepie. Widząc iskry, wciągnęła powietrze, obserwując śliczne rozbłyski. Były piękne, ale teraz tym bardziej powinni zwiewać, nim zaczną interesować się sprawcami na dobre. Zerknęła na pana Nobcia, zapominając znów, że go nie zobaczy, gdy zapytał o babcię. - Gerda Howell, z domu Preston - odpowiedziała szeptem, rozglądając się i spoglądając w dół. - Trzeba wiać. Kto pierwszy na zewnątrz! - zarządziła, bez wahania zsuwając się z regału, od razu celując różdżką w podłogę. Mężczyzna mógł usłyszeć jeszcze wysyczane na skraju półki Lento. Puściła się biegiem między półkami (no, truchtem), zmierzając w kierunki drzwi - czuła się trochę źle z tym, co zrobili. Przecież nie chcieli demolować księgarni, nie mieli w tym żadnego celu, a ich wypadek był... wypadkiem. Rzuciła przelotne spojrzenie na kontuar i zgromadzonych wokół nich czarodziejów, mimowolnie robiąc przepraszającą minkę, zanim wyślizgnęła się na zewnątrz, jeszcze nie zdejmując zaklęć ukrywających. Czekała na swojego towarzysza.


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Ksiegarnia Beedle'a - Page 2 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Ksiegarnia Beedle'a
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach