Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ksiegarnia Beedle'a
AutorWiadomość
Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]04.04.15 18:08
First topic message reminder :

Ksiegarnia Beedle'a

★★
Niewielka księgarnia ulokowana nieopodal Sowiej Poczty, na skrzyżowaniu głównej ulicy i ścieżki prowadzącej do Hogwartu.
Można tu znaleźć właściwie wszystko, od podręczników i poradników po harlequiny, horrory, thrillery, dramaty i książeczki z dowcipami. Właścicielka księgarni, Madame Reyes, szczyci się największą w Anglii kolekcją magicznych baśni. Honorowe miejsce na półkach zajmują oczywiście Baśnie Barda Beedle'a.
Na drzwiach zawieszono tabliczkę: "Zakaz wstępu dla psów, insektów i Beatrix Bloxam". Choć od śmierci Beatrix - zatwardziałej przeciwniczki Baśni Barda Beedle'a - minęło blisko czterdzieści pięć lat, właścicielka księgarni utrzymuje, że zakaz jest wciąż aktualny.
Uwaga, niektóre z tutejszych książek są zaczarowane i potrafią płatać figle!
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:02, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ksiegarnia Beedle'a - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]21.02.21 19:30
Coś jest wspaniale uspokajającego w mężczyznach, którzy są pewni swoich przekonań. Którzy zdolni są przedstawić swój punkt widzenia w spokojny sposób. Na przykład pisząc rozprawę naukową. W tej chwili, kiedy moje myśli niczym rozedrgane w powietrzu płatki śniegu, wirowały niespokojne, wizja spędzenia chociażby chwili obok kogoś takiego, zdawała się bardzo atrakcyjna. I chociaż narazie nie wiem, że pan Vane potrafi spędzić cały dzień w bibliotece, już teraz podziwiam go z jaką pewnością siebie i bez większego ekscytowania się, podejmuje decyzję o tym, że poświęci chwilę na rozmowę z zagubioną kobietą.
Kiedy więc pan Vane nie odchodzi, ale zadaje pytania pomocnicze, wydaję się być mile zaskoczona. Wpatruję się w niego trochę już inaczej niż wtedy, kiedy chciałam go przeprosić, kiedy chciałam mu obiecać, że nigdy więcej nie pozwolę Peterowi niszczyć żadnej z jego książek. Teraz w moich oczach błyszczy nikła nadzieja, a pomiędzy smutkiem i beznadzieją, jest ona widoczna nawet jeżeli jest bardzo malutka. Może ten właśnie mężczyzna będzie umiał mi pomóc w tej mojej niedoli kosmicznej? Może stanie się moją przystanią, moim oparciem? Spoglądam na niego przez chwilę gubiąc się w nadzieii młodej kobiety, która znajduje pierwszego porządnego mężczyznę w swoim życiu i zaraz tworzy w głowie sobie scenariusze.
A później mrugam speszona tymi myślami, skupiam się na uformowaniu zwięzłej odpowiedzi.
- Tak, miałam... w domu pomagała mi z nim pewna czarownica. Ona niestety nie chciała przyjechać do Londynu, a teraz nie mogę się nawet z nią skontaktować. A jest coraz bardziej... intensywnie - patrzę za dzieckiem, wspominając jak fruwał w powietrzu, nie zważając na to, że jest za mały na takie wygłupy. Anomalie były powszechnym problemem, ale u Petera objawiły się, kiedy znów pojawiliśmy się na angielskich ziemiach. - Tutaj nikogo nie znam - wyjawiam, podkreślając określenie miejsca, bo może nie tylko chodzi o samo Hogsmedae, ale może o całą Anglię. Ale to też nie była do końca prawda, ponieważ w całej Anglii miałam też brata-kuzyna, który mógłby mi na pewno zorganizować pomoc. Gdybym zdecydowała się z nim zostać. Widziałam jednak, że ma już inne plany na przyszłość, młodą żonę i nie jest wolnym kawalerem. Dlatego, nim zaoferował pomoc, odeszłam z ich domu.
-Pan uważa, że Trzy Miotły to dobre miejsce dla nas? - pełna obaw zerkam w bok, bojąc się wyznać, że nie stać mnie na takie luksusy. Mogę spędzić tu kilka dni, ale czy gdybym miała jednak tu zamieszkać, to nie powinnam wszystkich pieniędzy przeznaczyć na zakup domu? Poza tym, czy to nie jest zbyt znany lokal? Nie bałam się o siebie, ale kiedy pomyślałam o tym, ze Peter mógłby zacząć komuś nieodpowiedniemu przypominać swojego ojca... Aż zadrżałam, ale wtedy pan Vane powiedział coś od czego na prawdę łzy mi w oczach stanęły.
- Wydaje mi się, że ostatnio mam szczęście do porządnych mężczyzn - przeciągam ostatnie słowo, rozmarzona, zapominam już o Corneliusie, którego nazwałam w ten sposób jako ostatniego, a przez którego uciekam z Londynu. - Pójdziemy tam?


If there is a past, i have
forgotten it
Mathilda Wroński
Zawód : malarka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : 6
UROKI : 19
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9242-mathilda-wronski#281180 https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/f354-szkocja-timbermoore-marefield-grove-13 https://www.morsmordre.net/t9271-skrytka-bankowa-450#282368 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Re: Ksiegarnia Beedle'a [odnośnik]21.02.21 21:28
W przeciwieństwie do wielu napotykanych ludzi astronom wiedział, kim był. Nawet po kryzysie, gdy budowała się jego nowa osobowość, filary pozostały jednakie. Trwałe. Nienaruszone. Silne jak nigdy wcześniej. Wiele wszak można było powiedzieć o Jaydenie Vane, jednak nie można było mu zarzucić wahania własnych poglądów. Wychowany w jasno określonych wartościach, transparentnych już na etapie niemowlęcym, zdawał sobie sprawę z tego, co go formowało. A co go formowało, oznaczało również jego tożsamość. Tożsamość oznaczała wszak wszystko. Każdy detal ludzkiego istnienia. Naznaczała, tworzyła, gruntowała. Wykuwała. Pozwalała utrzymać się na powierzchni. Prosty schemat ludzkiej psychiki, a jednak po świecie wciąż chodziło tak wiele zagubionych dusz i każdego dnia przybywało ich więcej. Astronom, patrząc na swoich uczniów, na swoich przyjaciół, na swoich znajomych, zastanawiał się nie raz nad istotą ów kwestii. Nad źródłem najprostszego i równocześnie najpopularniejszego ludzkiego problemu. Werdykt zawsze był jednak bez względu na stronę, z której nachylał się nad tematyką. To dynamika subsystemu systemu społecznego społeczeństwa. Dynamika aktualnego społeczeństwa nie wspomagała w zachowaniu trzeźwości i jasności umysłu - opierała się wszak na nieustannym wymyślaniu samego siebie od początku i testowaniu kolejnych wersji własnego ja we wszystkich możliwych warunkach. Sprowadzało się to do braku stabilnych filarów. Do braku edukacji na którymś etapie ludzkiego życia. Na brakującym ogniwie, które nadgonienie w dorosłym życiu było praktycznie niemożliwe. A przecież bez zaufania, solidarności i odpowiedzialności nie można było być pewnym siebie. Nie można było mieć odwagi. Być człowiekiem. Widział to w swoim otoczeniu. Widział to w swoim życiu. Widział jak zaufanie, solidarność i odpowiedzialność - trzy filary, które od pokoleń były ukrytą podstawą ludzkiego bytowania w świecie, waliły się i trzęsły w posadach. Budujący je kruszec odrywał się i upadał. Miażdżył. A oni, zamiast ratować to, co pozostało, nie troszczyli się o nie wcale. Nie rozpatrywali nowych wydarzeń i skrętów z punktu widzenia tego, jaki ów podstawy miały wpływ właśnie na zaufanie, solidarność i odpowiedzialność...
Tutaj nikogo nie znam.
On to widział. Dostrzegał błędy funkcjonowania człowieka we współczesnym społeczeństwie i starał się, jak mógł przeciwstawiać wszystkiemu, co miało unicestwić resztkę tego, w co wierzył. Przez całą sytuację z Pomoną, bolesny cios Roselyn jego zaufanie drżało, lecz walczył o nie. Chciał o nie walczyć. Znał w końcu prawdę. Znał siebie. Znał filary. Nie musiał przetwarzać więc informacji ani kalkulować ich w kategoriach zysku i strat - wiedział wszak od samego początku, że miał pomóc potrzebującej wsparcia kobiecie. Czy byłoby to dziecko, magiczna istota, inny mężczyzna, ktokolwiek. Gdziekolwiek. - Cóż. Mnie już pani zna. - Nie było to wymuszone, a jednak proste i zarazem wyraźne. Delikatny uśmiech pokrzepienia wykwitł na męskiej twarzy, rozjaśniając ją pierwszy raz od dłuższego czasu. Nie tylko od momentu wejścia do księgarni, lecz w szerokim tego słowa znaczeniu. Kobieta nie mogła tego wiedzieć, ale mogła to zobaczyć właśnie teraz. Ulotna chwila ponownego uczenia się ludzkości. Słysząc obawy czarownicy, skinął głową. - Na ten moment kręci się tu trochę patroli, jednak Trzy Miotły będą tymczasowo najlepszym rozwiązaniem. - Nie oszukiwał jej, że mogła zostać tam na zawsze. Że miała być tam całkowicie bezpieczna. Nie było już takiego miejsca - w stu procentach zabezpieczonego i odciętego od zagrożenia. Nawet jeśli nie była stąd, doskonale zdawała sobie sprawę z szerzącego się chaosu - widział to w jej spojrzeniu, gestach. Słyszał w wypowiadanych przez nią słowach. Nie oznaczało to jednak, że mieli się poddawać. Że ona miała się poddawać. Miała syna, którego musiała chronić, a Jayden rozumiał to lepiej niż ktokolwiek inny. Nawet w swej nieświadomości - matka jego dzieci też była swego czasu poszukiwana, wytropiona i wytępiona. Jej nazwisko zlewało się z tym należącym do niego, a związek, który tworzyli, nie był już żadną tajemnicą. Chciał jednak przekazać niespodziewanej towarzyszce to, co mógł - swój spokój i opanowanie. By chociaż na chwilę mogła powstrzymać szybko bijące z niepokoju serce.
Wydaje mi się, że ostatnio mam szczęście do porządnych mężczyzn.
Nawet nie wiedział, kiedy zaśmiał się krótko schrypniętym od zaciśniętego gardła śmiechem. - Tylko czas zweryfikuje porządnego człowieka. Chodźmy - powiedział jedynie, po czym odebrał swoją książkę od bibliotekarza i wyprowadził czarownicę wraz z jej synem na zewnątrz. Stamtąd było zaledwie parę kroków do Trzech Mioteł i chociaż jeszcze chwilę wcześniej nie bali się rozmawiać, pozwolili, by zaduma zawisła pomiędzy nimi na czas pokonania drogi do pubu. Pochłonięty myślami Jayden miał już w głowie odpowiedni plan - wciąż wszak nie zrezygnował z wynajmu jednego z pokoi, w którym ciągle znajdowała się część jego rzeczy. Cena po znajomości była śmiesznie niska i pomimo trwającej zawieruchy, właściciel nie upominał się o swoje. Może była to właśnie okazja dla pani Wrońskiej?

|zt x2 :pwease:


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Ksiegarnia Beedle'a
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach