Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Gospoda "Pod Bazyliszkiem"

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime10.03.12 23:05

First topic message reminder :

Gospoda "Pod Bazyliszkiem"

Wbrew swej nazwie jest to gospoda nie tylko dla czarodziejów - bywają w niej również mugole. Zaniedbany i zapuszczony budynek gospody znajduje się już w odleglejszej części wioski, tej mniej uczęszczanej, stąd też o wiele mniejsze zainteresowanie odwiedzających Salisbury. Lokal ten nijak nie może poszczycić się dobrej opinią, większość mieszkańców omija go szerokim łukiem - a to pewnikiem z racji podejrzanej klienteli nawiedzającej jej progi, dobijanych tam ciemnych interesów czy samej nieprzyjemnej obsługi. Przy wejściu zawieszony został brelok złożony z małych, szpetnych buziek, lubujących się w wulgaryzmach i odstraszaniu młodziaków chcących w sposób całkowicie nielegalny napić się trochę trunków dlań nieprzeznaczonych.
Po wejściu do środka pierwsze wrażenie nie ulega zmianie - izba jest zaniedbana, zakurzona, zwyczajnie zapuszczona. Blaty nielicznych stolików są wyszczerbione, a ich nogi chwiejne. Kontuar znajdujący się naprzeciw wejścia sprawia wrażenie, jakby nie sprzątano go od dawien dawna; podobnie jak i zapuszczona podłoga skrzypiąca przy każdym kroku. Naczynia, by nie odstawać od reszty, są brudne i poobtłukiwane, nijak nie zachęcające do licznych wizyt. Chyba, iż w poszukiwaniu nielegalnego hazardu czy handlu kradzionymi rzeczami.


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.



Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
Justine Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Zawód : partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Just6

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime08.09.20 23:18

Milczała, pozwalając by wina osiadała na jej ramionach. I tak czuła się, a może właściwie była odpowiedzialna. Milczała też nie sądząc, by rozmowa w barze na tematy, które mogli poruszyć była właściwa. Nie była w ogóle. Sama też nie bardzo wiedziała, od czego mogłaby, powinna zacząć. I to milczenie, stało się dla niego kolejnym argumentem, gdy wpatrywała się w niego niebieskimi tęczówkami licząc na to, że jednak zdecyduje się na wyjście. Pomyliła się, słysząc pełne wyrzuty słowa. Krzyki może bardziej. Przypominał zranione zęby, które szerzy kły, by odsunąć od siebie każdego chcącego chociaż spróbować podejść. Drgnęła, kiedy szkło z hukiem rozbiło się o drewnianą podłogę baru, powstrzymując chęć cofnięcie się. Nadal, nie przemiennie milcząc. Dopiero moment, w którym stal błysnęła w jego dłoni sprawiła, że jej ciało poruszyło się zdumione gestem i zachowaniem. Kłócili się i godzili już nie raz. Ale nigdy na taką skalę, nigdy kiedy w jego dłoni znajdował się nóż. A zdawała sobie sprawę z posiadanej przez niego siły. Ręka mimowolnie powędrowała w stronę kieszeni uważnie obserwując co zrobi dalej. Zamachnie się, na nią. Mógłby?
Nie na nią, na blat, który nie wytrzymał pod naporem jego dłoni i Justine była wdzięczna, że to nie ona znajdowała się właśnie w tym miejscu. Jednak kiedy ten nie tylko wbił się, ale i przebił na drugą stronę a lokal przeszył dźwięk pękającego drewna zrobiła krok do przodu chcąc w jakimś odruchu zrobić cokolwiek. Ale bylo za późno. Nóż zakończył swoją wędrówkę w udzie Botta. Zrobiła ku niemy kolejny krok, unosząc dłonie gestem sygnalizując, że nie ma złych zamiarów. Naprawdę. Ale to nie był koniec, Mat zachwiał się i szczęśliwie ten pion utrzymał. Zrobiła jeszcze krok, ale kiedy z jego ust wydostały się kolejne słowa zatrzymała się. Opuszczając dłonie i prostując. Jedna z jej dłoni opadła na biodro. Był wściekły, widziała to dokładnie. Zacisnęła usta kiedy zwrócił się bezpośrednio do niej. Kiedy ostatnim razem głupio upierała się by zostać i porozmawiać, tylko pogorszyła sprawę. Dlatego nadal niezmiennie milczała. Nie wstrząsnęły nią aż tak te słowa. Chociaż to nie znaczy, że były przyjemne. Patrzyła jak kuśtyka do wyjścia, unosząc jedną z dłoni, żeby potrzeć nią kark. No za dobrze, to sobie nie poradziła z pewnością. Spojrzała na kelnerkę i wyciągnęła trochę galeonów żeby zapłacić za swój alkohol i dołożyć kilka sztuk za kufel. W ciszy opuściła lokal chwilę po nim, rozglądając się na boki dostrzegła jego sylwetkę. Ruszyła za nim, wsadzając dłonie w kieszenie. Zatrzymała się już nad nim, kiedy usiadł na bruku, ale nie przyśpieszyła wcześniej. Uniosła różdżkę.
- Lumos. - wypowiedziała wyciągając różdżkę, by ukucnąć obok. - Na ciebie. To chyba jasne. - odpowiedziała bo nie bardzo było ku czemu innemu kierować swój wzrok. - Zabierz ją, wyleczę to. - powiedziała podbródkiem wskazując na koszulkę którą przyciskał do rany. - A potem porozmawiamy. Chyba że wolisz nadal się wydzierać. - na dwoje babka wróżyła. Mogła rozwścieczyć go tylko bardziej. Bo wątpiła, by cokolwiek mogła powiedzieć, by złagodzić jego złość.





And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime09.09.20 19:33

Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to ja zacząłem się zapętlać w swoich żądaniach. Jak zacięta płyta. Może też taki byłem. To nie pierwszy raz, kiedy uciekałem. Może nie tak dosłownie bo przecież tkwiłem w miejscu, lecz rozbiegane, nerwowe myśli mówiły same za siebie. Odrętwiałe, upojone toczyły się i wiły pod czaszką jak dzikie zwierzęta przeobrażając mnie samego na swój obraz i podobieństwo. A może było na odwrót? Sam w sobie dziką bestią przecież byłem. Może dziś ta cienka granica została zatarta przez żal, alkohol, urazę. Może dziś faktycznie byłem niczym innym jak dzikim zwierzęciem w ludzkiej skórze. Zaśmiałbym się do tego pomysłu, lecz raniony i poniżony nie miałem na to nastroju. Chwiejnie się ewakuowałem by jak ostatnia ofiara losu kisić się teraz w sosie własnych konsekwencji. Ciągle szumiało mi w uszach z emocji, lecz teraz przypominało to bardziej natrętne buczenie przybierające na sile w chwili w której nie mogłem wyplątać się z koszuli i cichnące kiedy ostatecznie z tego starcia wyszedłem zwycięsko. Przyciskając zmielony w ręce materiał do rany drugą przysłoniłem twarz ręką. Skrzywiłem się. Blady blask lumosa wydał mi się dziwnie oślepiający - zabieraj to gówno - warknąłem poirytowany, zniechęcony, zmęczony. Tak jak chwilę wcześniej rozrywała mnie niemal energia, tak teraz zaliczałem jakiś zjazd. Nie odsłoniłem rany. Zamiast tego docisnąłem materiał. Ból wydał mi się dziwnie satysfakcjonujący, kojący. Jeżeli postrzegała mnie jak złapane we wnyki zwierzę gotowe odgryźć wyciąganą ku niemu rękę to niech wie, że nie wpadłem w nie przypadkiem. Wlazłem w nie specjalnie. Specjalnie się staczałem w panicznym poszukiwaniu jakiegokolwiek dna. Potrzebowałem tego. Byłem przekonany, że potrzebuję, że inaczej nie dam rady ruszyć do przodu jeżeli się nie odbiję od dna, którego jeszcze nie umiałem znaleźć.  
- Nie chcę - ani rozmawiać, ani krzyczeć - Mam dość. Po prostu mam dość - poczułem nieprzyjemny ścisk w klatce - Dość tego jak wszyscy umierają za moimi plecami - Czując nieprzyjemną słabość podparłem twarz na rozczapierzonej dłoni. Przez palce spoglądałem na bruk, a potem na czarownicę. Dziwnie obcą i jednocześnie bliską. Byłem zmieszany - Kim ja dla was jestem...? - dla Mii, Bertiego, Samuela, Ciebie...? - Myślicie, że można tak po prostu nasrać na mnie, a potem udawać, że wam zależy...? - tak to widziałem swoimi pijanymi, przeszklonymi oczami. Całą tą kilkuletnią dziwną zmowę milczenia z której mnie wykluczano. I to mnie chyba właśnie bolało najmocniej. O wszystkim dowiadywałem się o tyle o ile los uznał, że powinienem. Czułem się jakbym odwalał przez lata jakiś popierdolony szajs przed ludźmi na których mi zależało tylko po to by się dowiedzieć, że chuja to warte. Jak wyrzucony na ulice pies; jak jakaś nielubiana ofiara losu, która niestety dowiadywała się o jakichś imprezach na których nie było dla niej miejsca - tak się czułem - nie wiem co chcesz usłyszeć, co mam ci powiedzieć więcej. Jestem zmęczony - nie wiem czy chciałem słuchać ale nie powiedziałem, że nie czekając na... właściwie nie wiem. Zapewnienie, że wcale tak nie jest...?




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Zawód : partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Just6

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime11.09.20 18:17

Zabieraj to gówno.
Nie zabrała. Spoglądała na niego z góry, bez większych emocji na twarzy. Przykucnęła obok. Jej brwi pomknęły do góry dopiero, kiedy zamiast zabrać rękę, przycisnął ją mocniej do rany. Złość pojawiła się na jej twarzy. Widocznie, nie kryła tego. Kretyn.
- Nie wszyscy. - odpowiedziała mu mrużąc lekko oczy. Te kilka słów, jasno określało powód który przyniósł stan na który właśnie patrzyła. Zawieszone w przestrzeni pytanie i kolejne słowa wypowiedziane z jego ust wypadły z nocne powietrze. Milczała przez chwilę, wciągając w nozdrza nocne powietrze, czując jak coraz bardziej irytuje ją ten stan. Nie stan, tylko sposób w jaki złożył swoje zdania. Jakby tylko on poniósł straty. Jakby tylko on kogoś stracił Jakby tylko jego dotknęła strata.
Była winna, taka się czuła. Winna milczenia. Winna tego, że nie nie powiedziała mu wszystkiego. Zawiniła nie raz. Popełniła wiele błędów i wiedziała, że popełni kolejne, ale ostatnie miesiące odcisnęły też na niej swoje piętno. Myślał że tylko on kogoś stracił? Tylko on czuł się paskudnie? Matt Bott, pępek świata. Ta myśl przyniosła złość. Na złość mu ktoś robił, że śmiał zginąć nie informując go o tym wcześniej. Jakby zginąć każdy chciał, byle zrobić mu na złość. Opadła na tyłek, unosząc rękę, którą przetarła twarz. Zatrzymała gest, kiedy odezwał się ponownie. Kiedy pytanie zawisło w powietrzu. - Nasrać na ciebie? - powtórzyła za nim przecinając stojące wokół nich powietrze. - Żartujesz prawda? - zapytała widocznie już rozdrażniona jego słowami. Dźwignęła się do pionu. - Pieprzony narcystyczny pępek świata.  - wycedziła widocznie poirytowana jego słowami. Obróciła się na pięcie robiąc krok, jakby miała odejść, ale zaraz zwróciła się ponownie w jego kierunku. - Myślisz że tylko ty jeden na całym świecie cierpisz? - wyrzuciła z siebie nie kontrolując już emocji. Wina, mieszała się ze złością. - Zrób sobie rachunek, kiedy obszedł cię ktoś obcy? Kiedy przejąłeś się dupą kogoś innego, niż swoją lub kogoś bliskiego? Każdy z nas miał swoje powody. Ja mogłam czekać aż ci pierdoleni psychopaci zabawią się ze mną, albo spróbować coś z tym zrobić. Ale oczywiście, jeśli wstanę któregoś dnia i stwierdzę że to świetny dzień żeby umrzeć, pierwszy co zrobię to wyślę ci pieprzoną wiadomość. - zaironizowała, sięgnęła do wewnętrznej kieszeni płaszcza w której zawsze nosiła wycinek artykułem z Proroka Codziennego. Tym samym, którego część napisała. Tym samym, który zawierał nazwiska wszystkich Rycerzy. Pochyliła się i położyła wycinek przed nim. - Nie wiem czy na pewno i nie wiem który, wiem czego się podejmował. - dodała, prostując się. Wybuchła, nadal nie potrafiła kontrolować się dobrze, kiedy jej zależało.
- Ja też. - przyznała po chwili milczenia. - Też jestem zmęczona. - rozłożyła ręce na boki. Brała oddechy próbując się uspokoić, niepotrzebnie wybuchła. Teraz żałowała. Mogła trzymać gębę na kłódkę. Zawsze najpierw mówiła, a później dopiero myślała. - Wyleczyć to, czy zostawić cię samego? - zapytała więc, tym razem nie zamierzając przyklejać się do podłogi, ani dłużej próbować namawiać go do niczego.





And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime14.01.21 21:21

Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.



Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime26.01.21 1:18

Kiedy patrzyła na mnie ze złością było łatwiej. Wszystko stawało się oczywistsze, prostsze. Upojona wyobraźnia naciągała i wykrzywiała widziany obraz sprawiając, że stawałem się powodem jej gniewu. Zresztą przecież tak było. Sam się o to postarałem, do tego doprowadziłem nie wiedząc co chcę właściwie osiągnąć. Wyłbym do brzeżyca z bezradności, gdybym mógł, lecz ludzka szczęka radziła sobie tylko z powarkiwaniem. Więc warczałam, pokazywałem kły, dawałem upust rozwichrzonym emocjom. Te drgały niebezpiecznie pod skórą przy każdym wyższym tonie - moim lub jej. Zaśmiałem się trochę szaleńczo, kiwając głową, zupełnie jak świr przyjmujący równie popierdolony komplement. Och, ale jakie to wszystko byłoby prostsze, gdybym był tylko pieprzonym narcyzem, pępkiem świata w którym martwiłbym się tylko i wyłącznie o siebie. Ile bym osiągnął...? Zaśmiałem się mocniej, a w uszach mi zaszumiało. Nie wszystkie słowa do mnie doszły.
- Bardzo dobrze. W końcu o czymś może się dowiem przed wszystkimi - prychnąłem szczeniacko, wyzywająco - I no tak, jestem ten zły bo nie wiszę na kamienicach, nie robię nic dla każdej pieprzonej szlamy i co gorsze jeszcze - przez to żyję - furknąłem nie zamierzając pozwalać na to by mierzyła mnie swoją miarą. ICH miarą. Nie wiedziałem z jakiej racji interesowanie się nikim miało być cnotliwsze od tych, którzy otaczali cię na co dzień. W jaki sposób czyniło to kogokolwiek lepszym. Nie wiedziałem. Nie wiedziałem też, że wciąż wychodzą kolejne numery Proroka. To ich miałem winić, te nazwiska...? Sięgnąłem po kartkę. Było jednak za ciemno, litery skakały na wietrze i w mojej wyobraźni.
Po wybuchu emocji odezwała się pierwsza, lecz ja sam nie potrafiłem odnaleźć słów, którymi mógłbym ją uraczyć.
- Zostaw mnie - tę ranę, nas - Macie swoją walkę, swój świat - specjalnie mówił w liczbie mnogiej bo przecież bez względu na wszystko, nie była sama, prawda? Ukuło mnie uczucie zazdrości - Nie chcę mieć z tym nic wspólnego - Nie umiałem tracić, a straciłem rodzinę. Nie umiałem tracić, a większość tych których znałem była ścigana. Jak długo pożyją...? Nie umiałem tracić, a z każdą chwilą odnosiłem wrażenie, że tracę w jej oczach. Niech je zamknie, odwróci i zniknie. Ja zrobię to samo.

|zt




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Zawód : partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Just6

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime21.02.21 2:37

Poddała się złości. Mimowolnie, ulegając jej, bo tak było łatwiej. Była zmęczona. Miała dość, dość bycia wyrozumiałą, dość stawiania się w skórze kogoś innego, dość prób zrozumienia. A on jej to zdecydowanie ułatwił, na tyle, że nie zapanowała nad słowami, które zaczęły wypływać z jej ust. Matt Bott posiadał pewną zdolność, której ulegała. Potrafił ją bardzo szybko rozbawić, ale i równie łatwo doprowadzić do furii. Często się kłócili, sprzeczali, przerzucali argumentami, by później znów się pogodzić. Ale teraz zdawało się inne niż wcześniej. Oni oboje byli inni. Czuła to pod skórą. Ale może musiała w końcu wybuchnąć, choć wcale tego nie planowała słowa zaczęły wypadać podszyte ironią i złością którą w niej obudził. Kpiną, chociaż wcale tego nie zamierzała. Wydobywający sie z jego ust śmiech wyginał jej usta w dół. Patrzyła na niego ze złością. Zależało jej na nim. Czy naprawdę nie potrafił tego zrozumieć? A jednocześnie wydawało jej się, że znała go dobrze. Co, jeśli się myliła?
Kiedy odpowiedział jej, wyzywająco, całkowicie w opozycji otworzyła usta w złości
- Świetnie! - uniosła głos, rozkładając ręce. Świetnie, proszę bardzo, od razu mu powie. Jasne, bo będzie przecież wiedziała, który z dni będzie jej ostatnim i czy dzisiaj wróci do domu. Pieprzony Bott. - JA JESTEM SZLAMĄ! - straciła cierpliwość. Całkowicie. Słyszała to słowo nie raz. Obelgę wypowiadaną w jej kierunku. Ale nie z jego ust. Nie widział tego, nie rozumiał? Że nie chodziło o nich, albo obcych. Że każdy mógł podzielić jeden i ten sam los, niezależnie od tego czy walczył, czy jedynie próbował przetrwać. Ona zwyczajnie nie zamierzała czekać, aż śmierć sama ją dopadnie. Rzuciła mu pod nogi kartkę z nazwiskami. Wybuch minął. Sumienie znów w nią uderzyło. Oddychała ciężko, wypowiadając krótkie pytanie. Zatrzymała się w pół kroku do niego, kiedy kazał się zostawić.
- Jesteś częścią mojego świata, Matthew. - odpowiedziała cicho, nie ruszając się jednak dalej. Bliżej niego. Zaprzeczyła tylko wypowiadanym słowom. - Nie umiem cię odpuścić. Nie chcę. - dodała jeszcze, odwracając się w bok, wsadzając dłonie do kieszeni. - Ale kolejną rozmowę, jeśli już, przeprowadźmy jak będziesz trzeźwy. - rzuciła, odchodząc, lekko garbiąc ramiona. Przegrała. Chwytała się go, bo był znajomy, bliski, jej. Przypominał o prostszych czasach. Ale przecież wcale nie musiał chcieć nadal widywać poszukiwanej terrorystki. Dzisiaj oboje powiedzieli jednak zbyt dużo.

| zt





And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 True-Detective-image-true-detective-36674016-245-150

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime01.03.21 22:33

6 listopada

Z nieba deszcz lał jak z cebra, gdyśmy z Emersonem pojawili się przy starym młynie w Somerset, aby odebrać zebrane zapasy żywności, które mieliśmy przetransportować do Oazy. Szmalcownicy zaskoczyli nas, nie spodziewaliśmy się ich tam, nie tam, nie wtedy. Wydawało się, że młyn został dobrze zabezpieczony - a jednak byliśmy w błędzie. Pierwsze zaklęcie uderzyło mnie w plecy. Commotio, poczułem to aż zbyt dobrze, gdy prąd przeszył boleśnie moje ciało. Zaraz potem uderzyło drugie, chyba czarnomagiczne, bo poczułem jak kość prawego przedramienia prawdopodobnie pęka, a przynajmniej to tak cholernie bolało. Odwróciłem się natychmiast i odpowiedziałem atakiem na atak, lecz było nas ledwie dwóch przeciwko pięciu. Emerson zniknął, trafiony zaklęciem, które wyrzuciło go gdzieś nie-wiadomo gdzie. Ja trwałem jeszcze w swoim miejscu, łudząc się, że zdołam odeprzeć ten atak, lecz moja obrona zaczęła zawodzić, a ja dostałem kolejnymi zaklęciami.
- Huc desperato - zawołał nieznajomy mężczyzna o twarzy podziobanej przez młodzieńczy trądzik i z grubą blizną przecinającą prawą brew i oko. Promień zaklęcia wystrzelił z jego różdżki z wielką siłą, czułem ją, próbowałem nakreślić przed sobą tarczę, by się obronić... Zbyt dobrze znałem tę inkantację, wiedziałem co ona oznacza, lecz ból okazał się za silny. A może ja już za słaby na to, by się obronić. Wiązka zaklęcia przerwała kształtującą się barierę i uderzyła mnie prosto w pierś. Ja zaś poczułem znajome szarpnięcie w okolicy pępka i stary młyn zniknął mi sprzed oczu.
- Sukinsyn - warknąłem z wściekłością pod nosem, gdy niespodziewana teleportacja zachwiała mną i upadłem na kolana w obcym miejscu. Okazało się, że na jakąś brukowaną ulicę pogrążoną w półmroku nadchodzącego wieczoru. Tutaj nie padało, nie wiało tak przeraźliwie, po uliczce leniwie tańcowały pojedyncze, pożółkłe liście. Było spokojnie. Nienaturalnie wręcz cicho. Nie rozpoznałem tego miejsca, nie wiedziałem jeszcze gdzie jestem, a szyld na który uniosłem spojrzenie - Gospoda Pod Bazyliszkiem" - właściwie niewiele mi mówił. W niektórych oknach paliło się światło, lecz kątem oka dostrzegłem jak ktoś gwałtownie zasuwa firankę - może dojrzał mnie, krwawiącego i z trudem podnoszącego się na nogi, stwierdził, że nie chce mieć kłopotów.
Niczego nie widzę, to znaczy, że nic się nie dzieje, to motto wciąż niektórym przyświecało.
Dźwignąłem się do pionu, wierzchem prawej dłoni, w której wciąż ściskałem różdżkę, starłem strużkę krwi spływającej po twarzy z rozbitego łuku brwiowego. Prawa ręka wciąż pulsowała nieznośnym bólem, podobnie jak i plecy, które piekły - prawdopodobnie były poparzone. Emerson, przypomniałem sobie od razu. Musiałem go znaleźć i upewnić się, że przeżył, że jakimś sposobem nie deportowali go do swoich koleżków.
Nie mogłem się jednak teleportować. Nie byłem w stanie. Wiedziałem, że jedynie bym się rozszczepił i jeszcze bardziej pogorszył swoją sytuację. Musiałem znaleźć jakiś środek transportu, miotłę, świstoklik... Cokolwiek. Pokuśtykałem wzdłuż ulicy, a ujrzawszy w oddali pierwszą żywą duszę, kobietę, która właśnie opuściła jedną z kamienic - przyśpieszyłem kroku, by się do niej zbliżyć.
- Proszę pani - zawołałem. - Proszę mi powiedzieć... Co to za wioska? Jakie to hrabstwo? - wydusiłem z siebie. Mogła się przestraszyć, mogła zaniepokoić widokiem obcego mężczyzny z podartej przez zaklęcia szacie, krwawiącego i z kroplami deszczu ściekającymi z włosów, ale musiałem wiedzieć gdzie jestem.


| k100 na poazkabanowe konsewkencje





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime01.03.21 22:33

The member 'Cedric Dearborn' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 82

--------------------------------

#2 'Zdarzenia' :
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 CdzGjcQ


Powrót do góry Go down
Yvette Baudelaire
Yvette Baudelaire

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f315-doki-darnley-street-142 https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Zawód : portowy uzdrowiciel
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Some people choose to see the ugliness in this world.
The disarray.
I choose to see the beauty.
To believe there is an order to our days, a purpose.
OPCM : 2
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime16.03.21 22:46

Praktycznie cały dzień spędziła w lecznicy wypełniając swoje obowiązki, ale również chcąc skupić się wyłącznie na nich, aby odciąć swoje myśli od tego co się działo. Ucieczka w pracę zawsze była dla niej najlepszym i najłatwiejszym rozwiązaniem, po które sięgała częściej niż chciałaby się do tego przyznać. Rozwiązaniem chwilowym, ale wciąż pożytecznym. Nie miała zamiaru udawać, że problemy nagle zniknęły. Wiedziała jednak, że ciągłe zamartwianie się, roztrząsanie, zastanawianie się nad tym co by było gdyby, niczego nie zmieni, a jednak, nawet z tą świadomością, wciąż siedziała do późnych godzin, wpatrując się z uporem w ścianę myśląc o... wszystkim. Więc o ironio, to praca pozwala jej na chwile wytchnienia. Swój dzień pracy w dokach zakończyła dziś jednak wcześniej chcąc wybrać się za Londyn z wizytą domową. Późnym popołudniem zjawiła się Wiltshire. Regularnie starała się odwiedzać rodziny, które uciekły z portu. Nie wszystkie oczywiście. Nie miała pojęcia gdzie podziała się połowa tych, którym udało się opuścić Londyn, mogła tylko mieć nadzieje, że znaleźli dla siebie bezpieczne miejsca. Nie mogła im zaoferować wiele. Eliksirów brakowało nawet dla jej pacjentów w lecznicy, tak samo jak i zresztą jedzenia. Gdyby nie pomoc innych nie byłaby w stanie obecnie zająć się praktycznie nikim w należyty sposób. Jej wizyty więc w dużej mierze ograniczały się do oferowania swoich własnych zdolności. Wiedziała, że to niewiele, ale to jedyne co mogła dla nich zrobić. W mieszkaniu Państwa Chestnut spędziła więcej czasu niż planowała. W ranę starego marynarza wdało się zakażenie, które przerodziło się w gangrenę. Na szczęście martwica nie zdążyła się jeszcze rozprzestrzenić, przez co poradziła sobie w opanowaniu jej. Ich sytuacja była naprawdę ciężka. Wiltshire nie było najbezpieczniejszym miejscem dla mugolaków, w osiem osób gnieździli się w małym mieszkaniu, a tylko jedna z nich posiadała stałe źródło dochodu. Nie miała zielonego pojęcia jakim cudem wciąż jakoś wiązali koniec z końcem. Cóż, nie mieli większego wyboru.
Wychodząc z budynku zauważyła ze zdziwieniem, że zaczęło już się ściemniać. Przezornie schowała ręce w kieszeniach płaszcza zaciskając jedną z dłoni wokół różdżki. Ostatnie lata spędzone w porcie nauczyły ją ostrożności. Wiedziała, których uliczek unikać, czy jak reagować na zaczepki. Zdawała sobie sprawę, że prawdopodobnie w starciu z kimś najzwyczajniej w świecie by sobie nie poradziła, więc wołała po prostu unikać kłopotów co, no cóż, czasami średnio jej wychodziło. Zanim zdążyła się przeteleportować do swojego własnego mieszkania usłyszała wołanie oraz następujące po nim pytanie. Zaniepokojona odwróciła się w kierunku głosu chcąc odpowiedzieć lecz na widok mężczyzny oddalonego o kilka metrów na chwile całkowicie zamilkła. Dzięki światłu z latarni zobaczyć mogła, iż był on cały przemoczony, w podartej szacie i we krwi. Chwilę zajęło jej wywnioskowanie, że krew ta należała prawdopodobnie do niego samego zauważając, że był ewidentnie ranny. - Trowbridge w Wiltshire.- Odpowiedziała niepewnie stawiając kilka kroków w jego stronę jeszcze mocniej zaciskając palce wokół różdżki wciąż ukrytej w kieszeni płaszcza. Co jeśli miał on złe zamiary? Co jeśli to nie daj Merlinie szmalcownik? Nie była w stanie tego ocenić, spytanie wprost też nie miało większego sensu, a jedyne co widziała przed sobą to rannego, ewidentnie potrzebującego pomocy człowieka. Będąc bliżej mogła dokładniej przyjrzeć się tym odsłoniętym ranom, które ewidentnie nie były wynikiem zwykłej bijatyki. Mogła też przyjrzeć się i samemu mężczyźnie, który znacznie górował nad nią wzrostem. Kojarzyła skądś te rysy twarzy, tak jakby już kiedyś gdzieś go widziała. - Pan Dearborn? - Zapytała szczerze zdziwiona rozpoznając w mężczyźnie przed sobą aurora, którego miała już okazję wcześniej spotkać. Co tu robił? Na dodatek sam i w takim stanie? Wciąż służył jako auror? A może służy on teraz komuś innemu, komuś kto z wymiarem sprawiedliwości miał niewiele wspólnego? A może wręcz przeciwnie? - Nie wiem czy mnie Pan kojarzy, Yvette Budelaire, byłam uzdrowicielką w Mungu, mieliśmy okazje rozmawiać w mojej lecznicy w porcie. - Przedstawiła się chcąc go zapewnić o swoich dobrych intencjach. Może i nie wyglądała na groźną, ale w tych czasach nikomu nie można było ufać, a już tym bardziej, gdy było się rannym w obcym miejscu. - Jeśli nie miał by Pan nic przeciwko mogłabym pomóc. - Zaproponowała skracając jeszcze bardziej dystans między nimi, wyciągając ręce z kieszeni płaszcza, w tym i różdżkę, której jednak nie uniosła do góry, aby w żaden sposób nie zaalarmować mężczyzny przed sobą. - Obawiam się, że w tym stanie za daleko Pan nie zajdzie.




It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 True-Detective-image-true-detective-36674016-245-150

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime21.03.21 16:11

- Wiltshire? - powtórzyłem za nieznajomą, zdziwiony i wściekły jednocześnie, nie byłem nawet pewien które z tych uczuć dominowało we mnie bardziej.
To oznaczało, że czarnoksiężnik zdołał się mnie pozbyć, wyeliminować z walki i przenieść o wiele mil dalej, aż do sąsiedniego hrabstwa, nie miałem teraz szans, by wrócić w okolice starego młyna w Somerset na czas. W tym stanie teleportacja nie wchodziła w rachubę. Nie miałem przy sobie miotły, nie miałem też świstoklika. Pozostawało mi jedynie mieć nadzieję, że Emersonowi uda się ewakuować. Szanse na zwycięstwo były niewielkie nawet wtedy, kiedy byłem z nim - czarnoksiężnicy mieli przewagę liczebną. Lepiej, jeśli się wycofa i powrócimy tam lepiej przygotowani. Wierzyłem, że to zrobi. Nie był głupi i lekkomyślny. Znałem go nie od dziś.
Kobiecy głos od razu wydał mi się znajomy. Słyszałem go nie po raz pierwszy. Nie od razu jednak się na nim skupiłem, moje myśli powędrowały ku Somerset, na twarzy malowało się zmartwienie, złość i ból jednocześnie. Sytuacja drugiego aurora bardziej mnie martwiła niż to, czy znam tę kobietę. Dopiero, kiedy zbliżyła się do mnie kilka kroków, a z jej ust padło moje nazwisko powróciłem do Trowbridge, na brukowaną ulicę pod zamkniętą gospodą, zaalarmowany tym, że je znała.
Skąd?
Natychmiast poderwałem różdżkę do góry, gotów w każdej chwili, aby się bronić lub odpowiedzieć atakiem na atak - w dłoniach czarownicy nie było jednak własnej różdżki, od razu też zaczęła się tłumaczyć. Wysłuchałem jej z uwagą, lecz nie opuściłem różdżki. Jeszcze nie.
- Baudelaire? - znów powtórzyłem za nią, próbując przypomnieć sobie skąd je znam; po chwili zaczęły wracać do mnie wspomnienia wizyt w szpitalu świętego Munga, gdzie niejednokrotnie trafiałem pod jej opiekę. Pojawił się też obraz rozmowy, przeprowadzonej w dzielnicy portowej, chyba rok temu, kiedy prowadziłem tam śledztwo - jeszcze z ramienia Ministerstwa Magii. Nie rozumiałem wtedy dlaczego przestała pracować w Mungu i przeniosła się w tak parszywe miejsce. Nie dała mi wtedy też szansy, by o to zapytać. Uprzejmie odmówiła składania zeznań, twierdząc, że nic nie wie - a ja niezadowolony z podobnego obrotu sytuacji, nie potrafiąc przekonać Yvette do zmiany zdania odszedłem w swoją stronę. Nie przypuszczałem, że jeszcze się spotkamy. Nie w takich okolicznościach.
- Pamiętam panią - powiedziałem w końcu, lewą ręką sięgając do twarzy, by zetrzeć strużkę krwi ściekającą po policzku. Czy Merlin miał mnie w opiece, że posłał mnie akurat tu, gdzie spotkałem magomedyka? Tego jeszcze nie wiedziałem - w końcu chroniła ludzi z portu.
- Co pani tu robi? O tej porze? Sama? Dlaczego nie wyciągnęła pani od razu różdżki? Mogłem być szmalcownikiem, czarnoksiężnikiem - pouczyłem ją, zamiast odpowiedzieć na pytanie, gdy zaproponowała mi pomoc. Miała jednak zupełną rację - daleko sam bym nie zaszedł. Wyraźnie kuśtykałem, czułem się coraz słabszy. - Lepiej schowajmy się gdzieś - zasugerowałem. Odsłaniani się na środku ulicy nie wchodziło w rachubę. To Wiltshire, hrabstwo Malfoya, pewnie roiło się tu od jego ludzi. Pani Baudelaire nie powinna była być tu sama o tej porze, nawet jeśli miała czystą krew - choć co do tego nie miałem pewności.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Yvette Baudelaire
Yvette Baudelaire

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f315-doki-darnley-street-142 https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Zawód : portowy uzdrowiciel
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Some people choose to see the ugliness in this world.
The disarray.
I choose to see the beauty.
To believe there is an order to our days, a purpose.
OPCM : 2
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime27.03.21 18:44

Na widok wymierzonej w nią różdżki przeszedł ją dreszcz. Jej dłoń drgnęła jakby niemo sugerując, że i ona powinna przyjąć postawę podobną do tej mężczyzny przed nią, jej nogi gdyby same mogły zadecydować już dawno zaczęłyby biec, umysł zaś zwykle przepełniony rozmyśleniami, teraz krzyczał, aby ta zrobiła coś, cokolwiek. Yvette wciąż jednak stała w tym samym miejscu nie spuszczając swojego wzroku choćby na chwile przyglądając się jego ranie, śledząc ściekającą stróżkę krwi po policzku, która szybko została starta, czy w końcu wracając do orzechowych oczu. Jej zdenerwowanie jednak było widoczne gołym okiem. Nie codziennie ktoś mierzył w nią swą różdżką, na dodatek w nieznanym celu. Odetchnęła z ulgą słysząc, że mężczyzna ją rozpoznał. Wierzyła, że nawet w obecnym stanie bez większego problemu by sobie z nią poradził, nawet gdyby i ona sama mierzyła swą różdżką w niego. Nie była typem wojownika. Nie krzywdziła ludzi, pomagała im, nawet w obronie nie była zbyt dobra skupiając się całkowicie na rozwijaniu swych umiejętności w magii leczniczej.
- Mógłby Pan? - Zapytała rzucając sugestywne spojrzenie na wskazaną na nią różdżkę, a następnie ponownie na jej właściciela. - Naprawdę Panie Dearborn gdybym miała wobec Pana złe zamiary już dawno by się Pan o tym przekonał. - Definitywnie mogłaby nauczyć się od niego nieco ostrożności. Nie spodziewała się innej reakcji od auroraa. Świat nigdy nie był kolorowy, a teraz jego szarość zastąpiła głównie czerń. Zaufanie komuś, szczególnie obcemu byłoby istnym przejawem głupoty.
- Obawiam się, że z Nas dwojga to jednak Pan miał nieprzyjemność na nich trafić. - Stwierdziła omiatając wzrokiem zakrwawioną twarz mężczyzny zastanawiając się czy to naprawdę byli szmalcownicy, bądź czarnoksiężnicy. Był, bądź wciąż jest aurorem. Walczył przeciwko takim jak oni. Nie mógłby teraz chyba stać po ich stronie, czyż nie? - Ma Pan jednak absolutną rację, powinnam być ostrożniejsza. Właśnie wracam od pacjenta, a wizyta zajęła mi dłużej niż się spodziewałam. Jeśli chodzi o resztę ciężko znaleźć mi jakiekolwiek usprawiedliwienie. - Wyjaśniła pokrótce nie wdając się w niepotrzebne szczegóły. Musiała przyznać mu racje. Określiłaby siebie mianem raczej rozsądnej kobiety, która sama nie pcha się w kłopoty, prędzej to te same odnajdują ją, ale bardzo dobrze zadawała sobie sprawę, że jej racjonalne myślenie ustępowało miejsca intuicji w sytuacjach takich jak ta. Widziała kogoś w potrzebie i reagowała bez większego zastanowienia, co w obecnych czasach było mało odpowiedzialne i zapewne kiedyś okaże się dla niej być zgubne. Oby tylko nie dziś.
Ponownie musiała zgodzić się z Panem Dearborn - nie mogli tu zostać. Wiedziała, że jeśli poprosiłaby o przysługę Państwa Chestnut ci bez zbędnych pytań zgodziłaby się od razu, ale nie mogła przecież tego zrobić. Nie mogła go tak po prostu zaprowadzić do mieszkania pełnego mugolaków. Nie znała Pana Dearborn. Jej wrażenie względem jego osoby mogło być mylne, mogła nie mieć racji. Ryzyko jakie ponosiła ona to jedno, była to część jej pracy, ale ryzykowanie zdrowiem i życiem innych? Do tego nie mogła dopuścić. - Obawiam się, że nikt nas nie przyjmie do swojego domu, a już szczególnie o tej porze i w Pańskim stanie. Chowanie się po mniejszych uliczkach to równie zły pomysł co zostanie na tej głównej. - Zastanowiła się przez chwilę rozglądając się po oknach najbliższych budynków. Każde jedno zasłonięte było firanami, a tylko przez niektóre przebijało się słabe światło. - Da Pan radę dojść do kamienicy, z której wyszłam? Na parterze stoi puste mieszkanie. Rozgrabione, ale wiem, że nikt tam nie pomieszkuje. - Od Pani Chestnut wiedziała, że wiele tu było takich mieszkań. Sami by uciekli, gdyby tylko mieli gdzie i gdyby jej ojciec był w lepszej kondycji. Choć zapytała, nie czekając na odpowiedź chwyciła mężczyznę delikatnie, lecz pewnie pod ramię nie będąc pewną jakie dokładnie są jego obrażenia, a chcąc choć nieco odciążyć jego zmęczone ciało. Na szczęście ich, a kamienice dzieliła krótka droga.




It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Powrót do góry Go down
 

Gospoda "Pod Bazyliszkiem"

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Wiltshire-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21