Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Gospoda "Pod Bazyliszkiem"

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime10.03.12 23:05

First topic message reminder :

Gospoda "Pod Bazyliszkiem"

Wbrew swej nazwie jest to gospoda nie tylko dla czarodziejów - bywają w niej również mugole. Zaniedbany i zapuszczony budynek gospody znajduje się już w odleglejszej części wioski, tej mniej uczęszczanej, stąd też o wiele mniejsze zainteresowanie odwiedzających Salisbury. Lokal ten nijak nie może poszczycić się dobrej opinią, większość mieszkańców omija go szerokim łukiem - a to pewnikiem z racji podejrzanej klienteli nawiedzającej jej progi, dobijanych tam ciemnych interesów czy samej nieprzyjemnej obsługi. Przy wejściu zawieszony został brelok złożony z małych, szpetnych buziek, lubujących się w wulgaryzmach i odstraszaniu młodziaków chcących w sposób całkowicie nielegalny napić się trochę trunków dlań nieprzeznaczonych.
Po wejściu do środka pierwsze wrażenie nie ulega zmianie - izba jest zaniedbana, zakurzona, zwyczajnie zapuszczona. Blaty nielicznych stolików są wyszczerbione, a ich nogi chwiejne. Kontuar znajdujący się naprzeciw wejścia sprawia wrażenie, jakby nie sprzątano go od dawien dawna; podobnie jak i zapuszczona podłoga skrzypiąca przy każdym kroku. Naczynia, by nie odstawać od reszty, są brudne i poobtłukiwane, nijak nie zachęcające do licznych wizyt. Chyba, iż w poszukiwaniu nielegalnego hazardu czy handlu kradzionymi rzeczami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
Justine Tonks

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 55
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime08.09.20 23:18

Milczała, pozwalając by wina osiadała na jej ramionach. I tak czuła się, a może właściwie była odpowiedzialna. Milczała też nie sądząc, by rozmowa w barze na tematy, które mogli poruszyć była właściwa. Nie była w ogóle. Sama też nie bardzo wiedziała, od czego mogłaby, powinna zacząć. I to milczenie, stało się dla niego kolejnym argumentem, gdy wpatrywała się w niego niebieskimi tęczówkami licząc na to, że jednak zdecyduje się na wyjście. Pomyliła się, słysząc pełne wyrzuty słowa. Krzyki może bardziej. Przypominał zranione zęby, które szerzy kły, by odsunąć od siebie każdego chcącego chociaż spróbować podejść. Drgnęła, kiedy szkło z hukiem rozbiło się o drewnianą podłogę baru, powstrzymując chęć cofnięcie się. Nadal, nie przemiennie milcząc. Dopiero moment, w którym stal błysnęła w jego dłoni sprawiła, że jej ciało poruszyło się zdumione gestem i zachowaniem. Kłócili się i godzili już nie raz. Ale nigdy na taką skalę, nigdy kiedy w jego dłoni znajdował się nóż. A zdawała sobie sprawę z posiadanej przez niego siły. Ręka mimowolnie powędrowała w stronę kieszeni uważnie obserwując co zrobi dalej. Zamachnie się, na nią. Mógłby?
Nie na nią, na blat, który nie wytrzymał pod naporem jego dłoni i Justine była wdzięczna, że to nie ona znajdowała się właśnie w tym miejscu. Jednak kiedy ten nie tylko wbił się, ale i przebił na drugą stronę a lokal przeszył dźwięk pękającego drewna zrobiła krok do przodu chcąc w jakimś odruchu zrobić cokolwiek. Ale bylo za późno. Nóż zakończył swoją wędrówkę w udzie Botta. Zrobiła ku niemy kolejny krok, unosząc dłonie gestem sygnalizując, że nie ma złych zamiarów. Naprawdę. Ale to nie był koniec, Mat zachwiał się i szczęśliwie ten pion utrzymał. Zrobiła jeszcze krok, ale kiedy z jego ust wydostały się kolejne słowa zatrzymała się. Opuszczając dłonie i prostując. Jedna z jej dłoni opadła na biodro. Był wściekły, widziała to dokładnie. Zacisnęła usta kiedy zwrócił się bezpośrednio do niej. Kiedy ostatnim razem głupio upierała się by zostać i porozmawiać, tylko pogorszyła sprawę. Dlatego nadal niezmiennie milczała. Nie wstrząsnęły nią aż tak te słowa. Chociaż to nie znaczy, że były przyjemne. Patrzyła jak kuśtyka do wyjścia, unosząc jedną z dłoni, żeby potrzeć nią kark. No za dobrze, to sobie nie poradziła z pewnością. Spojrzała na kelnerkę i wyciągnęła trochę galeonów żeby zapłacić za swój alkohol i dołożyć kilka sztuk za kufel. W ciszy opuściła lokal chwilę po nim, rozglądając się na boki dostrzegła jego sylwetkę. Ruszyła za nim, wsadzając dłonie w kieszenie. Zatrzymała się już nad nim, kiedy usiadł na bruku, ale nie przyśpieszyła wcześniej. Uniosła różdżkę.
- Lumos. - wypowiedziała wyciągając różdżkę, by ukucnąć obok. - Na ciebie. To chyba jasne. - odpowiedziała bo nie bardzo było ku czemu innemu kierować swój wzrok. - Zabierz ją, wyleczę to. - powiedziała podbródkiem wskazując na koszulkę którą przyciskał do rany. - A potem porozmawiamy. Chyba że wolisz nadal się wydzierać. - na dwoje babka wróżyła. Mogła rozwścieczyć go tylko bardziej. Bo wątpiła, by cokolwiek mogła powiedzieć, by złagodzić jego złość.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime09.09.20 19:33

Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to ja zacząłem się zapętlać w swoich żądaniach. Jak zacięta płyta. Może też taki byłem. To nie pierwszy raz, kiedy uciekałem. Może nie tak dosłownie bo przecież tkwiłem w miejscu, lecz rozbiegane, nerwowe myśli mówiły same za siebie. Odrętwiałe, upojone toczyły się i wiły pod czaszką jak dzikie zwierzęta przeobrażając mnie samego na swój obraz i podobieństwo. A może było na odwrót? Sam w sobie dziką bestią przecież byłem. Może dziś ta cienka granica została zatarta przez żal, alkohol, urazę. Może dziś faktycznie byłem niczym innym jak dzikim zwierzęciem w ludzkiej skórze. Zaśmiałbym się do tego pomysłu, lecz raniony i poniżony nie miałem na to nastroju. Chwiejnie się ewakuowałem by jak ostatnia ofiara losu kisić się teraz w sosie własnych konsekwencji. Ciągle szumiało mi w uszach z emocji, lecz teraz przypominało to bardziej natrętne buczenie przybierające na sile w chwili w której nie mogłem wyplątać się z koszuli i cichnące kiedy ostatecznie z tego starcia wyszedłem zwycięsko. Przyciskając zmielony w ręce materiał do rany drugą przysłoniłem twarz ręką. Skrzywiłem się. Blady blask lumosa wydał mi się dziwnie oślepiający - zabieraj to gówno - warknąłem poirytowany, zniechęcony, zmęczony. Tak jak chwilę wcześniej rozrywała mnie niemal energia, tak teraz zaliczałem jakiś zjazd. Nie odsłoniłem rany. Zamiast tego docisnąłem materiał. Ból wydał mi się dziwnie satysfakcjonujący, kojący. Jeżeli postrzegała mnie jak złapane we wnyki zwierzę gotowe odgryźć wyciąganą ku niemu rękę to niech wie, że nie wpadłem w nie przypadkiem. Wlazłem w nie specjalnie. Specjalnie się staczałem w panicznym poszukiwaniu jakiegokolwiek dna. Potrzebowałem tego. Byłem przekonany, że potrzebuję, że inaczej nie dam rady ruszyć do przodu jeżeli się nie odbiję od dna, którego jeszcze nie umiałem znaleźć.  
- Nie chcę - ani rozmawiać, ani krzyczeć - Mam dość. Po prostu mam dość - poczułem nieprzyjemny ścisk w klatce - Dość tego jak wszyscy umierają za moimi plecami - Czując nieprzyjemną słabość podparłem twarz na rozczapierzonej dłoni. Przez palce spoglądałem na bruk, a potem na czarownicę. Dziwnie obcą i jednocześnie bliską. Byłem zmieszany - Kim ja dla was jestem...? - dla Mii, Bertiego, Samuela, Ciebie...? - Myślicie, że można tak po prostu nasrać na mnie, a potem udawać, że wam zależy...? - tak to widziałem swoimi pijanymi, przeszklonymi oczami. Całą tą kilkuletnią dziwną zmowę milczenia z której mnie wykluczano. I to mnie chyba właśnie bolało najmocniej. O wszystkim dowiadywałem się o tyle o ile los uznał, że powinienem. Czułem się jakbym odwalał przez lata jakiś popierdolony szajs przed ludźmi na których mi zależało tylko po to by się dowiedzieć, że chuja to warte. Jak wyrzucony na ulice pies; jak jakaś nielubiana ofiara losu, która niestety dowiadywała się o jakichś imprezach na których nie było dla niej miejsca - tak się czułem - nie wiem co chcesz usłyszeć, co mam ci powiedzieć więcej. Jestem zmęczony - nie wiem czy chciałem słuchać ale nie powiedziałem, że nie czekając na... właściwie nie wiem. Zapewnienie, że wcale tak nie jest...?




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 55
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Gospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod Bazyliszkiem" [odnośnikGospoda "Pod Bazyliszkiem" - Page 4 I_icon_minitime11.09.20 18:17

Zabieraj to gówno.
Nie zabrała. Spoglądała na niego z góry, bez większych emocji na twarzy. Przykucnęła obok. Jej brwi pomknęły do góry dopiero, kiedy zamiast zabrać rękę, przycisnął ją mocniej do rany. Złość pojawiła się na jej twarzy. Widocznie, nie kryła tego. Kretyn.
- Nie wszyscy. - odpowiedziała mu mrużąc lekko oczy. Te kilka słów, jasno określało powód który przyniósł stan na który właśnie patrzyła. Zawieszone w przestrzeni pytanie i kolejne słowa wypowiedziane z jego ust wypadły z nocne powietrze. Milczała przez chwilę, wciągając w nozdrza nocne powietrze, czując jak coraz bardziej irytuje ją ten stan. Nie stan, tylko sposób w jaki złożył swoje zdania. Jakby tylko on poniósł straty. Jakby tylko on kogoś stracił Jakby tylko jego dotknęła strata.
Była winna, taka się czuła. Winna milczenia. Winna tego, że nie nie powiedziała mu wszystkiego. Zawiniła nie raz. Popełniła wiele błędów i wiedziała, że popełni kolejne, ale ostatnie miesiące odcisnęły też na niej swoje piętno. Myślał że tylko on kogoś stracił? Tylko on czuł się paskudnie? Matt Bott, pępek świata. Ta myśl przyniosła złość. Na złość mu ktoś robił, że śmiał zginąć nie informując go o tym wcześniej. Jakby zginąć każdy chciał, byle zrobić mu na złość. Opadła na tyłek, unosząc rękę, którą przetarła twarz. Zatrzymała gest, kiedy odezwał się ponownie. Kiedy pytanie zawisło w powietrzu. - Nasrać na ciebie? - powtórzyła za nim przecinając stojące wokół nich powietrze. - Żartujesz prawda? - zapytała widocznie już rozdrażniona jego słowami. Dźwignęła się do pionu. - Pieprzony narcystyczny pępek świata.  - wycedziła widocznie poirytowana jego słowami. Obróciła się na pięcie robiąc krok, jakby miała odejść, ale zaraz zwróciła się ponownie w jego kierunku. - Myślisz że tylko ty jeden na całym świecie cierpisz? - wyrzuciła z siebie nie kontrolując już emocji. Wina, mieszała się ze złością. - Zrób sobie rachunek, kiedy obszedł cię ktoś obcy? Kiedy przejąłeś się dupą kogoś innego, niż swoją lub kogoś bliskiego? Każdy z nas miał swoje powody. Ja mogłam czekać aż ci pierdoleni psychopaci zabawią się ze mną, albo spróbować coś z tym zrobić. Ale oczywiście, jeśli wstanę któregoś dnia i stwierdzę że to świetny dzień żeby umrzeć, pierwszy co zrobię to wyślę ci pieprzoną wiadomość. - zaironizowała, sięgnęła do wewnętrznej kieszeni płaszcza w której zawsze nosiła wycinek artykułem z Proroka Codziennego. Tym samym, którego część napisała. Tym samym, który zawierał nazwiska wszystkich Rycerzy. Pochyliła się i położyła wycinek przed nim. - Nie wiem czy na pewno i nie wiem który, wiem czego się podejmował. - dodała, prostując się. Wybuchła, nadal nie potrafiła kontrolować się dobrze, kiedy jej zależało.
- Ja też. - przyznała po chwili milczenia. - Też jestem zmęczona. - rozłożyła ręce na boki. Brała oddechy próbując się uspokoić, niepotrzebnie wybuchła. Teraz żałowała. Mogła trzymać gębę na kłódkę. Zawsze najpierw mówiła, a później dopiero myślała. - Wyleczyć to, czy zostawić cię samego? - zapytała więc, tym razem nie zamierzając przyklejać się do podłogi, ani dłużej próbować namawiać go do niczego.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
 

Gospoda "Pod Bazyliszkiem"

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Wiltshire, Salisbury-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20