Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Opuszczona chata

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona chata - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Opuszczona chata - Page 9 Empty
PisanieTemat: Opuszczona chata [odnośnikOpuszczona chata - Page 9 I_icon_minitime04.04.15 18:45

First topic message reminder :

Opuszczona chata

Na północ od Londynu znajduje się opuszczona chata, należąca niegdyś zapewne do jakiegoś mugola. Otaczające to miejsce zarośla i drzewa chronią je przed nieproszonymi gośćmi.
Sam budynek nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot, strzelisty dach, kamienne ściany i cztery izby, w których hula wiatr. W jednej z nich znajduje się wejście na strych. Nie ma tam jednak czego szukać; przed laty chata została splądrowana do cna. Może jednak służyć za dobrą kryjówkę.
Na podwórku znajduje się studnia - tuż pod nią norę wykopały sobie gnomy. W powietrzu unosi się mdły zapach dyptamu i dzikich ziół, które rosną tuż za budynkiem.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Celine Lovegood
Celine Lovegood

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Zawód : służąca lady Aquili, upadła baletnica
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Opuszczona chata - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczona chata [odnośnikOpuszczona chata - Page 9 I_icon_minitime21.03.21 0:31

Czekolada, ach, słodka, rozpływająca się w ustach czekolada - kiedy ostatnio miała możliwość zakupić tabliczkę? Najpierw głód dopadł ją w porcie, większość pieniędzy przeznaczając na zapewnienie sobie zamieszkania, potem u Blacków nie było na to czasu, a teraz... Teraz świat pogrążył się w smutku i wszyscy mieli dla siebie mało. Słodycze, które kiedyś wydawały się powszechnie dostępne stały się skarbem, za który należało zapłacić więcej niż za dobrą miotłę w sklepie na Pokątnej, a Celine - zwyczajnie nie było stać na łakocie, których nie ofiarowała jej lady Aquila. Zarobione galeony przeznaczała teraz w większej mierze na puenty. Chciała mieć ich pod dostatkiem, na wypadek, gdyby... Gdyby i one stały się rarytasem. Jej nogi zbyt ucierpiały podczas ulicznych występów w wytartych bucikach, by chciała ryzykować tym jeszcze raz.
Półwila uśmiechnęła się w rozmarzeniu, które ze słów Annie przeszło również na nią. Właściwie nigdy nie mogła się objadać, ale łakocie po ciężkim, wielogodzinnym treningu tanecznym czasem były wręcz wskazane.
- Może dostaniesz taką na gwiazdkę? - podjęła miękko, nieświadoma, że podobne dywagacje mogły Beddow bardziej zaszkodzić niż pomóc. Zasmucić. Ona sama pierwsze święta, te nadchodzące, miała spędzić bez ojca, bo na pewno nie wypuszczą go z więzienia, tak mówił pan policjant o szarawej twarzy i szramie na lewym policzku. - Jeśli ktoś jest dobry, na pewno wtedy dostanie od świata prezent, nawet nieduży, wiesz? Tak uczył mnie tatko, wystarczy położyć się spać i nad ranem znajdziesz pod drzewkiem coś niezwykłego. Na przykład czekoladę - a nawet ten świeży chleb i szklankę mleka, o których wspomniała, bo i tym nie każdy mógł się już cieszyć.
Na wieść o jej pracodawcach Annie zareagowała podobnie jak portowi przyjaciele, choć zdecydowanie mniej piorunująco i dynamicznie; zazwyczaj unosili ręce do nieba i zaklinali ją, by wróciła pod ich opiekuńcze skrzydła, bo wejście do tego świata nie mogło skończyć się dobrze dla żadnego podobnego Celine wrażliwca, ale ona uparcie odmawiała, wierząc, że obecność u boku lady Black stała się niezbędna. Tyle na Grimmauld Place było smutku i samotności, jak mogłaby porzucić ją w tym ciemnym, zimnym miejscu?
Dziewczę niechętnie opowiadało o sobie, nie dzieliła się szczegółami, ale półwila nie naciskała. Annie powie jej tyle ile chce, ujawni więcej jeśli będzie miała kiedyś na to ochotę - i nic w tym złego. Blondynka westchnęła więc cicho i uśmiechnęła się znów, tym razem trochę bardziej melancholijnie, trochę bladziej, po czym sięgnęła po dłoń nowej znajomej, delikatnie zakleszczając ją w uścisku własnej.
- Nie musi ich lubić - odparła spokojnie, gładko, lecz kiedy dziewczyna wspomniała o braku rodziców Celine drgnęła lekko. Jasne brwi ściągnęły się w wyrazie współczucia, głowa pochyliła nieznacznie; półwila przygryzła dolną wargę i nabrała do płuc więcej powietrza, wypuszczając je po dłuższej chwili powoli, uważnie. Miała rację, wtedy, w lesie, kiedy w Annie dostrzegła jakąś cząstkę samej siebie. - Ja też nie mam - przyznała ciszej. - To znaczy mam jeszcze tatka, ale nie wiem... Nie wiem ile to potrwa. Zrobił coś złego. Chyba - Celine odetchnęła głęboko i zakołysała głową, pozwalając by jasne kosmyki zatańczyły z powietrzem wypełniającym chatę; musiała odegnać od siebie smutne myśli i skupić się na słowach Anne. Beddow. - Peter i Anne Beddow, to bardzo ładnie brzmi - dodała głosem już pocieszającym, radośniejszym, choć barwionym szczęściem wyraźnie sztucznym, nim wyprostowała plecy i poprawiła błękitną chustkę. Trzeba było ruszać w drogę, czas naglił, nieistotne jak bardzo chciałaby zaopiekować się Annie i oprowadzić ją po uroczych, londyńskich miejscach. Zobowiązała się wrócić na Grimmauld Place bezzwłocznie, a jej bezzwłocznie niebawem miało się zakończyć. - Zapytam o niego, obiecuję, a jak tylko się czegoś dowiem - dam ci znać. Proszę, oszczędzaj to jedzenie, niech starczy ci na długo, dobrze? - Posłała młódce ostatni uśmiech i pochyliła się do przodu, by musnąć ustami jej policzek. - Uważaj na siebie, kochana. W razie czego ślij do mnie sowę - poinstruowała, podając Anne aktualny adres zamieszkania i swoje personalia, zanim naciągnęła chustkę na blond czuprynę i czmychnęła z opuszczonej chaty, powracając do newralgicznego świata etykiety, obowiązków i Aquili.

zt :pwease:






this doesn't feel like home
Powrót do góry Go down
Anne Beddow
Anne Beddow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Zawód : powsinoga
Wiek : 17
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 14
UROKI : 6
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Opuszczona chata - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczona chata [odnośnikOpuszczona chata - Page 9 I_icon_minitime21.03.21 19:01

Rzeczywistość zmieniała się niebywale szybko, priorytety jeszcze szybciej; to, o czym myślała, ośmielała się marzyć zaledwie kilka miesięcy temu było czymś absurdalnie odległym, infantylnym, wyrwanym z kontekstu – wojenna rzeczywistość wywracała jej świat do góry nogami, ten przez wiele, wiele lat skrupulatnie układany, ubierany w łatwiejsze do zrozumienia słowa i gesty. A teraz znowu musiała z niego uciekać; chować się w ciemnych miejscach, udawać kogoś kim nie była, nie mówić prawdy i kreować nową – w imię czego?
Okrutnie trudno było jej znajdywać odpowiedzi, a samo zadawanie pytań było chyba jeszcze gorsze.
– Chciałabym, żeby tak było – odpowiedziała nie od razu, zdążyło upłynąć kilka chwil, nim nie uniosła nieco kącika ust i przytaknęła głową. Chciałaby, już nie samej czekolady, ale tego, by faktycznie coś chociażby przypominające sprawiedliwość było obecne. Wyznaczało to co dobre i co złe, światło i ciemność; bez jakichkolwiek drogowskazów niesamowicie ciężko było się odnaleźć.
W sierocińcu święta nie przypominały tych, które widniały na ilustracjach w książkach dla dzieci, ani kartkach kupowanych w kiosku i wysyłanych do oddalonej rodziny; były dekoracje, były krzewne girlandy, były światełka i nawet świąteczne jedzenie. Ale to nigdy nie było to. Nie było też prezentów, ale nie do końca widziała potrzebę o tym mówić; próba uśmiechu w kierunku Celine była lepszym wyborem niż mowa o tym, czego jej brakowało.
Poszerzyła nieco uśmiech, kiedy dłoń blondwłosej oplotła szczelniej tą należącą do niej; zrobiło jej się odrobinę raźniej, cieplej, nawet jeśli słowa, które mogła wypowiedzieć w jej stronę były raczej skromne i enigmatyczne. Ale sam fakt, że mogły spędzić trochę czasu razem, że Celine zdecydowała się przynieść jej trochę jedzenia, był wystarczający. Odwzajemniła delikatnie uścisk i kiwnęła głową.
– To trochę bardziej skomplikowane – to, oni, relacje z arystokracją, stosunek obcych do takich jak oni. Wyznanie dziewczyny spotkało się z niepewnym uśmiechem; po raz kolejny ścisnęła delikatnie jej dłoń, chcąc może dodać jej tym samym odrobinę otuchy, choć mimo sierot, mimo mnóstwa dzieci bez rodzin, które znała, nie do końca wiedziała jak.
– Jestem pewna, że szybko się wyjaśni – sytuacja z jej tatą, nawet jeśli nie miała pojęcia, o czym tak naprawdę jej towarzyszka mówiła.
Ale to nie było teraz ważne; ponoć samą nadzieją można było przenosić góry, mówiła tak pani prowadząca kółko niedzielne, ale to było bardzo, bardzo dawno temu; prawie tak dawno, że chyba przestała rozumieć sens tych słów.
Pokiwała kilkukrotnie głową na słowa Celine, obserwując jak ta wstaje z miejsca; do swojej pani, do pracy, obowiązków – życia w Londynie. Ona też powinna wracać do swojego, gdziekolwiek było.
– Dziękuję ci, naprawdę – wyrzuciła krótko, nieco zakłopotana, uśmiechając się jednak widocznie, kiedy dziewczę musnęło jej policzek – Dobrze – będzie oszczędzać, uważać na siebie, wypatrywać sowy – Do zobaczenia – bo na pewno jeszcze się zobaczą, prawda?
Obserwując oddalającą się Celine w kolorowym płaszczu i pięknej chustce wciąż się uśmiechnęła, odrobinę nostalgiczne, z nutą wyraźnej troski.
Nadzieją, że gdy znów się spotkają, będzie lepiej.

zt fluffy




czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Powrót do góry Go down
 

Opuszczona chata

Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21