Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ruiny Whitby
AutorWiadomość
Ruiny Whitby [odnośnik]05.11.16 22:38
First topic message reminder :

Ruiny Whitby

Na północny wschód od Yorku leży mieścina Whitby, w której mieści się zrujnowane opactwo benedyktyńskie.

Dokładnie po prawej stronie miasta, znajdują się ruiny klasztoru. (...) Są one szlachetne o wspaniałym rozmiarze, pełne pięknych romantycznych szczegółów. Podobno w jednym z okien można zobaczyć Białą Damę.
z Drakuli, Brama Stokera

To prawda co pisał Stoker. W ruinach przebywa do dziś Biała Dama, lecz wcale nie jest osamotniona. Podobno cyklicznie, pod koniec miesiąca, w ruinach dobywają się spotkania duchów. Na szczęście jeszcze niewielu o tym wie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Whitby - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ruiny Whitby [odnośnik]09.06.22 0:25
7 maja

Hep! Szarpnięcie w żołądku, ścisk w trzewiach. Nim zdążył zareagować i powiedzieć choćby słowo, nim zdołał chwycić dobrze za różdżkę, poprawić ją w dłoni wszystko przed oczami rozmyło się, a wirujący świat doprowadził go do mdłości. Chciało mu się już wymiotować. Czuł, jak zawartość żołądka, choć skromna i dawno przeżarta przed soki, podnosi mu się do przełyku. Czuł kwaśny posmak wymiocin, pewien, że jeszcze raz, a tego nie zniesie i wyrzuci z siebie zupełnie wszystko. Na dłoniach wciąż miał krew.
Wpadł gdzieś, uderzenie było gwałtowne, jakby spadł z wysoka, ale choć nagły paraliż przeszedł bark, na który spadł, uczucie bólu zniknęło za zasłoną strachu, kiedy otworzył oczy, a w szumie krwi, jaki słyszał w uszach wyłoniło się gwałtowne i paniczne rżenie konia. Pojedyncze promienie słońca przykryła wielka masa ważąca niemalże tonę, okrągły bebech niczym cała planeta walił się prosto na niego. Ciemność. W ułamku sekundy widział tylko ciemność, czuł w ustach ziemię i piach, powietrze pachniało wilgocią, bzem i końskim łajnem. Świat jakby nagle się zatrzymał, ale potem znów ruszył, a wszystko wokół ożyło i przypomniało mu o tym, że jeśli wciąż nie drgnie, umrze. Serce podskoczyło mu do samego gardła. Nie zdążył nic zrobić, nie zdążył nawet dobrze pomyśleć, przyjrzeć się przelatującym z życia scenom. Umrzeć z godnością. W tej jednej chwili dostrzegł tylko parę kopyt na sobą, które zatańczyły w powietrzu do melodii, której wcale nie słyszał. Pisk, krzyk, rżenie. Był pewien, że jego ciało było tak ciężkie, że nie był w stanie się ruszyć — to przez ten ból, zwichnięty, o czym nie wiedział, bark. Adrenalina płynąca w jego żyłach przypomniała mu jednak o nieprawdopodobnej woli życia, jaką w sobie nosił.
Przeturlał się na bok, łapiąc powietrze. Choć był pewien, że ktoś kopnął go w bok, tak naprawdę to on sam, w porywie paniki zareagował w ostatniej chwili nim końskie kopyta zaorały ziemię, na której przed chwilą leżał. Piasek sypnął mu prosto w twarz. Zamknął je i krzyknął z przerażenia, nie wiedząc już, czy to przeżyje — nic nie widział, wszystko słyszał. Nic nie czuł, bo ból barku nagle przysłonił mu wszystko inne. Złapał się za ramię i przewrócił na drugi bok. Ale musiał uciekać. Znów. Musiał się odsunąć. Miał wrażenie, że koń spada na niego — otworzył załzawione oczy i wciskając buty w ziemię jeszcze w porywie paniki próbował się usunąć z drogi.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Ruiny Whitby [odnośnik]11.06.22 22:55
Rosło w niej oburzenie, ale nie umiała ani nazwać tego, wobec kogo się buntowała, ani tym bardziej dlaczego. Wiele czynników sprowadziło ją do tego, że szukała samotności, co w jej naturze nie było zbyt częstym zachowaniem. Przecież raptem kilka dni temu cudownie odnalazła się na wydarzeniu dla elity czarodziejskiej społeczności. A dzisiaj?
Końskie kopyta jakby oddawały jej nastrój — wzbijały drobinki kwietniowego błota, bo gwałtowna ulewa dopiero co ustała. Przedziwny był to miesiąc — wszystko zazieleniło się gwałtownie, oburzone zimowego letargu codziennymi ulwami. Anglików nie powinno to dziwić, ale jednak zawsze jakoś liczyło się, że ten kwiecień będzie nieco cieplejszy niż ten zeszłoroczny. Dopiero w lesie, gdzie cały deszcz pochłonięty przez zielone kory nie dopuścił na dół zbyt wiele wody, kopyta znalazły stabilniejsze oparcie i Calypso, jakby instynktownie, pochyliła się naprzód, by zbliżyć się do pulsującej szyi konia.
Znali tę ścieżkę jak wiele innych w tej okolicy. Duchy? Nawet jeśli tu krążyły, Calypso nie obawiała się ich w sposób taki, żeby unikała krzywdy. Były symbolem tego, że po śmierci, być może, wciąż jest coś, czego można wyczekiwać. Ostatni oddech, nie musiał być połączony z ostatnią myślą. Tym najpewniej pocieszałaby się też, gdyby nie spięła nagle cugli. Nagła materializacja nieznajomej postaci, niemal tuż przed nimi sprawiła, że musieli się zatrzymać — zrobienie tego na pędzącym rumaku nie było zadaniem prostym. Koń stanął dęba, wzbijając kurz, jednocześnie sypiąc błotem spod kopyt. Zabuksował z cichym świstem w powietrzu, a Calypso rozpaczliwie próbowała utrzymać równowagę, na prawie pionowym grzbiecie. Przeciwwaga jednak którą zastosowała, spowodowała co innego — lady Carrow, w ostatniej chwili zdążyła wyciągnąć nogi ze strzemion i puściła się siodła, lądując na ziemi ułamki sekund przed koniem. Odturlała się z krzykiem, by po chwili w tym miejscu wylądował koń. Zarżał przeraźliwie, a głos jego poniósł się po pustym niemalże lesie. Próbował wstać, ale coś z jedną jego nóg było wyraźnie nie tak. Calypso zerwała się na równe nogi i spojrzała na przestraszone zwierzę, a dopiero po chwili na imbecyla, który spowodował całe to zamieszanie.
- Zrób coś! - Kim był? Po co się pojawił? Nie miała pojęcia, ale może znał się na leczeniu? Wyglądał na obdartusa, ale może był to wynik upadku. Zresztą, lekarze też mogli być flejami. - Boli go przez ciebie! - Nie miała litości w oskarżeniach, za to gdy tylko wzrok jej spoczywał na zwierzęciu, widocznie łagodniała. Przynajmniej zwierz rumak leżał teraz na boku, z kopytem wyciągniętym do przodu, ale nie próbował gwałtownie wstawać.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Ruiny Whitby [odnośnik]16.06.22 0:14
The member 'Calypso Carrow' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Ruiny Whitby - Page 5 72VxWbv
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Whitby - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ruiny Whitby [odnośnik]24.06.22 1:33
Ech końskiego rżenia wywołało w nim wstrząs mdłości, ale nim zmieniły się w cokolwiek innego po jego plecach przebieg dreszcz. Pełne łez, spuchnięte w ułamku chwili oczy podrażnione sypniętym spod kopyt piachem spojrzały w końcu przez mglistą przestrzeń wkoło, szukając źródła zamieszania, prowodyrki krzyku i ofiary, którą niewątpliwie było przerażone zwierzę. Nie myślał jednak o nim — myślał o sobie. O tym, by się uratować, więc czym prędzej napiął mięśnie i z całych sił naparł stopami na grząskie podłoże, ignorując ból w barku, przesunął się, prawi wstając i upadając znów na ziemię, dalej od wierzgającego stworzenia. Krzyk i panika, choć zginęły w kakofonii innych dźwięków wokół niego, otrzeźwiły go na chwilę i zmusiły do spojrzenia za siebie, na konia i pochylającą się przy nim kobietę. Wtedy właśnie dotarło do niego, że prowodyrem całego zajścia był właśnie on. Musiał zjawić się nagle, na drodze pędzącego zwierzęcia, a ona spadła — nie wiedział, czy się ratowała, czy poleciała jak szmaciana kukła na ziemię kiedy gorącokrwiste zwierze stanęło dęba. Przez chwilę patrzył na nią — w dosłownie ułamkach sekund analizując ewentualne skutki podjętej decyzji. Czy uciekać, czy zostać. Czy jej pomóc, czy próbować wrócić do domu. Cierpienie konia przeważyło. Otworzył usta, zająknął się, choć nieartykułowany dźwięk, który wydostał się z jego gardła zniknął w rozpaczliwym rżeniu kopytnego.
— Ja... — wydukał, przysuwając się bliżej konia. Dotknął otwartą dłonią jego szyi, wtedy przez bark przeszyła go pulsująca wiązka; która sparaliżowała go na jedną chwilę. Zastygł w bezruchu, by zaraz rozluźnić się i lekko przesunąć dłonią ku łopatce. — Shh...— Nie znał się na końskich urazach; znał się na koniach. Widział, że cierpiał, ale nie był w stanie stwierdzić z pewnością, co mu się przytrafiło. — Już dobrze — szepnął cicho do konia, próbując go uspokoić. Uniósł wzrok na czarownicę, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że po jej niebagatelnej urodzie od razu widać pochodzenie. Strój zdradzał bogactwo, nawet sadło, na które rzucił okiem. Nie było byle jakie, było z bardzo porządnej, drogiej skóry. Nawet Weasleyowie nie mieli takiego sprzętu — to było wyjątkowe. Poczuł jak krople potu zbierają mu się na skroniach. — Przepraszam, nie wiem, co się stało... Nie chciałem — zaczął się tłumaczyć i spojrzał na konia. — Potrzebuje kogoś kto mu pomoże — konie, których nikt nie ratował, które nie nadawały się już do niczego trafiały na sprzedaż. Nie tu, ale za granicami kraju prosto do rzeźni. Strach zawładnął jego sercem. Nie mógł się do tego przyczynić. — To niewielka kontuzja, nic mu nie będzie — zapewnił ją, choć nie wiedział o czym mówił.
Ignorował to. Dźwięki dochodzące gdzieś zza niego, myśląc, że to część tego upiornego spektaklu, w którym nie chciał brać udziału. W końcu jednak obrócił głowę, nie mogąc dłużej lekceważyć błagalnego skowytu. Ogień, upiorne płomienie formowały się w języki w taki sposób, jakby żyły — ale to przecież nie było możliwe, ogień był tylko — aż — żywiołem. Spostrzegł tez kobietę, która pochwyciła jego wzrok. Potrzebowała pomocy. Pokręcił głową; nie, nie mógł jej pomóc. Jak? Zerknął na czarownicę. Złotowłosą damę. Była tylko damą, co mogła zrobić? Jej obecność zadziałała na niego mobilizująco. Nie mógł wyjść na tchórza, choć pragnął tylko stąd uciec, zniknąć. Sięgnął po różdżkę i syknął z bólu.
I nie miał pojęcia co robić.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Ruiny Whitby
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach