Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Romantyczna ławka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Romantyczna ławka   05.11.16 22:41

Romantyczna ławka

Legenda o pewnej zakochanej parze jest najbardziej znana hrabstwu York, ale jest ona tak przyjemna dla ucha, że szybko rozprzestrzeniła się po pozostałych częściach Wielkiej Brytanii.
Pan Diggory i pani Plum spotkali się po raz pierwszy właśnie tutaj, na tej małej ławeczce, przed którą rozciąga się widok na niemal cały Londyn. Pani Plum mocno trzymała swoją różdżkę w dłoni - rdzeń z oka lunabalii lśnił delikatną poświatą między włóknami drewna. Tuż obok niej usiadł pan Diggory i oboje niesamowicie szybko odnaleźli swój wspólny język. Rozmawiali o wszystkim i o niczym, wymieniali się opiniami na tematy polityczne i kulinarne, zaklinali rzeczywistość długim, nieskrępowanym milczeniem. Spotykali się w tym samym miejscu codziennie o tej samej porze i zawsze powtarzali swój rytuał - któreś z nich pierwsze zaczynało dialog, który kończył się daleko po północy.
Legendy głoszą, że to miejsce przesiąknęło najprostszą formą magii, jaką tylko zna świat - magii miłości wydobytej ze słów i ciszy. Gdy para zasiądzie wspólnie na ławeczce i przerwie rozmowę, by chwilę podzielić się milczeniem, usłyszy cichy, gładki i melodyjny głos. Głos, który będzie snuł cichą baśń o szczerym uczuciu pełnym prostoty. Trawy zagrają delikatną, wieczorną pieśń i podzielą się jej brzmieniem razem z cykadami.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   20.11.16 23:42

14 marca
Przesunął spojrzeniem po zimnej, pokrytej jeszcze śniegiem ziemi. Wpatrywał się w jedno miejsce usilnie i tak długo, aż zobaczył co tworzyło na powierzchni białej masy czarną, ledwo zauważaną kupkę ciemnych witek. Początkowo sądził, że była to wysoka trawa, która jakimś cudem wybiła się ponad lodowatą skorupę. Teraz jednak widział dokładnie co to było. Nie była to wypłowiała roślina. Martwe i zahartowane pająki układały się w cudacznym splocie jak dwie zniekształcone korony na szczycie śniegowego zamku. Nie wiedział jak się to stało, ale przez chwilę nie mógł oderwać od nich spojrzenia. Zupełnie jakby go hipnotyzowały. Związane w śmiertelnym uścisku były poruszane jedynie przez powiewy wiatru, chociaż nawet on nie mógł rozdzielić ich malutkich ciałek. Zupełnie jakby ktoś sprawił im okrutny żart, umieszczając stworzenia w podobnej, nienaturalnej pozie.
Morgoth.
Zamrugał, słysząc swoje imię i znowu wrócił do świata żywych. Znajdował się na ławce z daleka od ludzkich oczu ze swoją ukochaną kuzynką. Przeniósł wolno spojrzenie na piękną twarz Majesty, która patrzyła na niego z dziwnym niepokojem. Jego spojrzenie również było nieobecne, a jeśli nawet to przeżarł go smutek, chociaż równocześnie można było w nim zobaczyć również i gniew. Wiele negatywnych odczuć przechodziło nie tylko tego dnia przez ciało Yaxley'a. Sam nawet nie wiedział, co dokładnie czuł, a ta niewiedza go przerażała. Wolałby stanąć sam na sam naprzeciwko największego, najgroźniejszego smoka niż znajdować się w tym stanie, co teraz. Jego mięśnie zadrżały, ale nie z zimna.
- Miałaś rację. Pięknie tu - powiedział w końcu, jednak jego głos wcale nie mówił o tym, że Morgoth podziwiał przyrodę. Nie dodał nic więcej zbyt pochłonięty tym, co działo się dzień wcześniej. Co działo się tej nocy i co miało się jeszcze wydarzyć. Pisząc list do Majesty nie sądził, że to wszystko wydarzy się w międzyczasie. Ale stało się. A on znowu dostał kolejną lekcję życia. Policzek, który miał boleć jeszcze długo. Jeśli nie zawsze. Mógł się temu poddać lub przenieść ból na coś innego. I właśnie tak postanowił zrobić.
Przyjeżdżając do swojej kuzynki, sądził, że rozmowa będzie trudna. Jednak razem z ostatnimi wydarzeniami wydawała się wręcz niemożliwa. Dlatego siedział milcząc i nie mogąc się skupić na niczym innym. Wciąż walczył czy powiedzieć jej... Czy zachować to na wieki w sobie.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Majesty Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3556-w-budowie-majesty-carrow#62807 https://www.morsmordre.net/t3651-cayenne#66372 https://www.morsmordre.net/t3652-your-majesty#66387 https://www.morsmordre.net/f126-north-yorkshire-dwor-carrowow https://www.morsmordre.net/t3994-majesty-carrow
Jeździec zawodowy, instruktor jazdy konnej
23
Szlachetna
Panna
Come back from the future
For we didn't fall
Can the broken sky unleash
One more sunrise for the dawn
5
19
0
0
0
0
27
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   25.11.16 2:14

- Halo, Morgo - mruknęła zdezorientowana, gdy to dopiero po kilku minutach zorientowała się, że jej kuzyn niespecjalnie uskutecznia słuchanie jej monologu. A jak zwykle marudziła na wszystko i na nic. Nic ciekawego. Czasami miała wrażenie, że rzeczywiście mówi za dużo, ale chwilę później stwierdzała... Że przecież tak najłatwiej przełamywać wszelakie bariery międzyludzkie i tak właściwie, to ludzie ufają tym gadatliwym. Ewentualnie nie biorą ich za zagrożenie, bo mają wrażenie, że zaraz i tak wszystko wypaplają. Nie była to do końca prawda, bo każdy krył swoje mroczne sekrety na tyle, na ile mógł, ale Majesty w ostatnim czasie naprawdę zmęczyła się swoją egzystencją. Jej kontakty z Neptunem jakoś się pogorszyły, szczególnie po tym nieszczęsnym upadku sprzed miesiąca. Nie chciała przyznać się przed sobą do tego, że coraz gorzej idzie jej motywowanie się do treningów - a już szczególnie przerażała ją wizja powrotu tego strachu, który towarzyszył jej na kilka tygodni, a nawet miesięcy, po upadku z poprzedniego aetonana. Całkowita niemoc, wręcz paraliż. I całe szczęście, że w trakcie tak paskudnych miesięcy nie miały miejsca większe wydarzenia sportowe związane z jeździectwem. A co najgorsze - bała się o tym komukolwiek powiedzieć. I tutaj właśnie pojawiała się sylwetka Yaxleya, któremu przecież mogłaby się wygadać z takich rzeczy.
- Przede wszystkim jest tutaj spokojnie - odparła bardzo cicho, jakby bojąc się zburzyć całą atmosferę tego miejsca swoim krzykliwym charakterem czy tonem i jeszcze bardziej krzykliwymi myślami. Wpatrywała się w Morgotha od jakiegoś czasu, chociaż przez pewien moment zawędrowała do własnej krainy przemyśleń i jej koncentracja mogła na chwilę osłabnąć. Martwiła się o swojego kuzyna, ale ona już tak miała, że zamartwiała się o wszystko na zapas. Podobno przewidując tylko najgorsze opcję, trudno dać się życiu negatywnie zaskoczyć. Ktoś mógłby sprawdzić, czy ma to jakieś przełożenie na kwestie zdrowotne! - Morgo, co się dzieje? - zapytała zaniepokojona, nie potrafiąc ubrać tego w jakąś złożoną otoczkę i w delikatny sposób przechodząc do sedna. Zazwyczaj potrafiła - ale to wymagało aktorzenia, a aktorzenie - skupienia. Ciężko się skupić, gdy coś rzeczywiście cię zamartwia i nie pozwala na improwizowanie. Mimo ciężkiej skorupy, Majesty była dość emocjonalną kobietą...




Like how a single word can make a heart open
i might only have one match
but I can make an explosion
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   27.11.16 20:55

Gdy zamykał oczy wciąż widział tę scenę od nowa i wciąż wciąż usilnie wracającą do początku. Dlatego tego nie robił. Otworzył oczy, by spojrzeć na świat dookoła nich. Martwe liście, miotane na podmuchu wiatru, wydawały mu się jak jego własne zmarnowane postanowienia i straszliwe żale. A może to tylko jego przywidzenie wywlokło zemstę z mroku i stawiło mu przed oczy straszną postać kary. Chociaż kara została mu wymierzona w chwili, w której to zrobił. A miał to robić jeszcze wiele razy... Życie było chaosem, ale wyobraźnia miała swoją straszliwą logikę. Wyobraźnia wysyłała w trop za grzechem wyrzuty sumienia. Wyobraźnia otaczała każdą zbrodnię potwornym wyobrażeniem. W zwykłym świecie rzeczywistości złych ludzi nie spotyka kara ani dobrych - nagroda. Powodzenie towarzyszy silnemu, słaby musi się usuwać z drogi. Oto wszystko. Jakież będzie jego życie, jeśli dniem i nocą cienie zbrodni zaczną mu o sobie przypominać jak wtedy gdy okazało się, kim był naprawdę. Wiedział od zawsze że dla rodziny był w stanie poświęcić wszystko i nawet więcej. Nie był kłamcą. Nie był manipulantem. Nie był oszustem. A jednak te słowa odbijały mu się w głowie bezustannie. Zdało mu się, jak gdyby powietrze nagle się oziębiło. Jak wtedy na wybrzeżu. Oddałby pamięć tej sceny. Widział ją przed sobą. Każdy wstrętny szczegół ożył.
Razem z głosem Majesty która nie brzmiała jak zawsze. Dalej walczył ze sobą czy powiedzieć prawdę. Tego co zrobił... Tego co się wydarzyło. Wiedział, że nigdy nie mógłby powiedzieć wszystkiego, ale chociażby część. Część dzięki której kuzynka by zrozumiała, co się działo. Jakimś cudem... Odetchnął niezauważalnie i pochylił się w jej stronę, by przez chwilę panowała cisza przerywana jedynie szumem wiatru.
- Skrzywdziłem kogoś, Majesty - powiedział, patrząc przez chwilę na dłonie kuzynki wsunięte w rękawiczki. I dopiero wtedy podniósł spojrzenie, by natrafić na jej błękitne oczy. - Bardzo mocno. I nie potrafię tego naprawić - dodał szybko, po czym odsunął się od niej, by modlić się, żeby nie zwróciła uwagi na to, że po raz pierwszy od początku ich znajomości w jego głosie słychać było strach.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   27.01.17 13:06

Mały dzieciaczek szedł sobie wesoło wzdłuż ścieżki, oglądając się na boki na rozciągającą się ze wzgórza panoramę miasta, a to na powoli zieleniejącą trawę, a to na ptaszki nad głową. Przewrócił się kilka razy, ale że nie było blisko niego żadnego rodzica, który mógłby się nad nim roztkliwiać, nie widział w tym powodu do płaczu. Zebrał się z ziemi, stanął na niepewnych, tłuściutkich nóżkach kilkurocznego dzieciaczka, który ledwie wyrósł z raczkowania. Szedł bardzo niepewnie, gibając się na boki, aż w końcu odwracając się nie zauważył, że zgubił rodziców. Stanął w miejscu, nie panikując (jeszcze będzie z niego w przyszłości prawdziwy bohater), zamiast tego szedł za jakimiś glosami, które zdawały się docierać do jego uszu. Wyszedł z pod przejścia w ziemi i uradował go widok dwójki ludzi przy ławce. Podbiegł do mężczyzny, siedzącego bliżej jego strony. Dziecięce łapki pochwyciły dół jego płaszcza, za który pociągnął, a zaraz potem zwalił się w tył, wypuszczając materiał z pod paluszków. Wylądował na tyłku, gapiąc się z dolu na nieznajomego.
Da-da — oznajmił maluszek bardzo poważnie. Chciał powiedzieć: „Znajdzie pan tatę, prze pana?”, ale trudności w wymowie go pokonały. Wzrok jednak miał inteligentny, a rączki już wyciągał w kierunku mężczyzny, zdecydowany co do celu tej bardzo wymownej rozmowy.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   30.01.17 17:52

Nie spodziewał się niczyjego towarzystwa w tym aktualnie momencie. Niczyjego poza oczywiście Majesty, która siedziała tuż obok i patrzyła na niego uważnie. Dobrze jednak że nie musiał mówić nic więcej. Nie powinien był w sumie nawet o tym wspominać czy dopuścić do myśli, by jej o tym powiedzieć. Coś jednak w nim pękło, a to oznaczało tak naprawdę wszystko. Czy był słaby? Nie zamierzał być ani nie chciał. Dlatego właśnie pojawienie się niespodziewanej osoby wytrąciło nie tylko jego samego, ale również i kuzynkę z równowagi. Nie zauważył małej postaci, która wyłoniła się na ścieżce. Sam nie wiedział nawet jak to się stało, że zaszła aż tak daleko. Przecież to było miejsce z daleka od wszelkich domów rodzinnych. Jedynie blisko stąd był bar. A przynajmniej tak wynikało ze słów Majesty. Morgoth mało kiedy tu bywał. Sam nie wiedział, co to powodowało, ale tak naprawdę wolał nigdzie nie wyjeżdżać. Czuł, że Fenland to jedyne miejsce, w którym powinien być. Z ojcem, matką i siostrą. Gdy poczuł ciągnięcie z tyłu płaszcza, dłoń od razu powędrowała mu w kierunku różdżki, ale widząc źródło, które to spowodowało, wrócił do poprzedniej pozycji. Zmarszczone brwi rozluźniły się, chociaż twarz dalej miał spiętą. Co tam robiło dziecko? Patrzył uważnie na nie i chociaż Majesty chyba chciała coś powiedzieć, wstał i stanął nad małym człowiekiem, wpatrując się w niego usilnie. Po chwili wolno schylił się, przykucając naprzeciwko znajdki. Powędrował chwilę spojrzeniem po okrągłej buzi, a później rozejrzał się ponad jego plecami w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak innych osób dorosłych.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   30.01.17 19:29

Cień padł na twarz małego dziecka, kiedy Morgoth stanął nad nim. Brzdąc cofnął łapki i spróbował podnieść się z ziemi, najpierw opierając się nimi przed sobą, ale ledwie umiał tupać po ziemi, więc przychodziło mu to z dużym trudem. W końcu dłonie oparł na kostkach Morgotha, a chwilę później na jego kolanach i dźwignął się do góry, akurat w momencie, w którym mężczyzna kucał. Mimo to dalej zadzierał głowę do góry, żeby spojrzeć w oczy mężczyzny. Nie widział w nich żadnej groźby, niczego niepokojącego. Dzieci ponoć mają lepszy instynkt od dorosłych, potrafią kierując się pierwotna intuicją wyczuć cudze intencje. Dlatego zamiary Morgotha nie mogły być chyba złe, bo dziecko wybuchło nagłym pełnym entuzjazmu śmiechem i rozpościerając ręce na boki chwyciło szyję mężczyzny śmiejąc się mu do ucha.
Znalazł swojego wybawcę. Gulgocząc mu coś do ucha na pewno miał nadzieję, że Yaxley go zrozumie i znajdzie tatę. Mama by go rozumiała. Mamy miały coś takiego, ze rozumiały. Tylko, ze Morgo nie wyglądał na matkę. Może matkował smokom, ale chyba nie małym dzieciom. Maluszek nie wydawał się jednak zrażony. Utrzymując się za szyję mężczyzny, spróbował wdrapać się na jego nogi, prawdopodobnie brudząc nienagannie czarne spodnie butkami, kiedy w końcu najpierw siadł, a potem stanął na jego udach, wgapiając się wielkimi oczami w tęczówki oczu mężczyzny.
Puścił się jedną ręką jego szyi i wskazał palcem jakiś kierunek. Chociaż może było to przypadkowe, bo zaraz ten sam palec wsadził do buzi, ssąc go jak smoczka, nie przestając patrzeć na Morgotha z jakimś dziwnym, dziecięcym oczekiwaniem.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   30.01.17 20:09

Obserwował ruchy malca, nie pomagając mu. W sumie radził sobie świetnie w pojedynkę. Przypomniały mu się nauki jego ojca - choćby prosił nie wiadomo jak długo, choćby nie mógł utrzymać się na powierzchni, miał poradzić sobie sam. I chociaż Morgoth nigdy nie poprosił o przerwanie jakiegokolwiek treningu czy to wysiłkowego czy związanego z zaklęciami - wiedział, że to go kształtowało. Pokonywał niemożliwe bariery, wierząc, że poradzi sobie ze wszystkim. Teraz niektóre z tych postawionych przed nim zadań wydawały się banalnie proste, chociaż kiedyś mógł zaciskać zęby, nie mogąc sobie poradzić z ich wykonaniem. Leon Vasilas wiedział jednak jak uczynić swoje dzieci mocniejszymi. A przynajmniej swojego syna, bo Leią zawsze zajmowała się matka. Mieli w sumie inne wychowanie, chociaż tych samych rodziców. Nie protestowali. Znali swoje miejsca i cele, do których dążyli. Mimo wszystko jednak mieli siebie i wspierali się jak mogli. Zapewne dzięki temu uformowała się ich relacja po dziś dzień - silna, oparta na wzajemnym zaufaniu i miłości rodzinnej. Nikt nie mógł mu zastąpić ukochanej siostry ani jego miejsce w jej sercu również miało pozostać bezpieczne. Zastanawiał się jak wyglądało i będzie wyglądać wychowanie tego malca. Wydawał się silny i uparty. To dobrze. Głośny, dziecięcy śmiech uświadomił mu, że dawno tego nie słyszał. Tak samo dzieci pozostały dla niego dawno zapomnianym światem, którego nie pamiętał. Kto z bliskich mu osób posiadał niemowlaka w rodzinie? Czyżby młode małżeństwa przestały pragnąć potomstwa? Przekrzywił lekko głowę, ale zaraz drgnął, gdy malec zarzucił mu pulchne rączki za szyję. Nie przytulił go, ale jedynie asekurował czy aby przypadkiem ten znowu nie poleciał w tył na ziemię. Zaraz jednak dziecko zaczęło się gramolić na jego nogi, by po dłuższej chwili spojrzeć mu prosto w oczy. Zbity z tropu Morgoth wpatrywał się również w czarne jak noc źrenice chłopca, czując się w pewien sposób zahipnotyzowany. W niezrozumiały dla siebie sposób. Ocknął się, gdy kolejny dziecięcy odgłos oznajmił mu, że powinien spojrzeć w pewnym kierunku. Yaxley podtrzymał malca jedną ręką, po czym wstał, by dostrzec na horyzoncie dwie małe postacie, które biegały w tę i z powrotem zapewne szukając swojej zguby. Odwrócił się lekko w stronę Majesty, po czym ruszył w ich kierunku.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   31.01.17 0:11

Dobrze, że Morgoth nie pomagał małemu. Radził sobie świetnie sam. Kiedy już wdrapał się na szczyt, znaczy na uda mężczyzny, chłopiec był z siebie tak dumny, że łatwo było zrozumieć jego radość i entuzjazm, kiedy niczym najbardziej skuteczna przylepa, nie chciał się odczepić od lorda Yaxleya. Zdołał go polubić. Kiedy więc mężczyzna wziął go na ręce, wstając z nim do góry, wydawało się to całkiem naturalne. Przytrzymywał się go za szyję, przykładając drobne paluszki do jego policzków i próbował odbić dłonie na jego licu, teraz już całkowicie spokojny, kiedy widział, że mężczyzna prowadzi go w kierunku jego rodziców.
Pierwsza dobiegła matka. Ojciec musiał ściągnąć ją z domu, bo wcześniej rzucała w jego kierunku wyzwiskami, czego Morgoth mógł się łatwo domyślić, bo słychać ich było już z daleka. Kobieta dobiegając do lorda Yaxleya była cala roztrzęsiona.
Moje dziecko! — zawołała, trochę bezceremonialnie zbliżając się do Morgotha, a raczej do małego chłopca w jego rękach — Chodź do mamy!
Kiedy już dotknęła drobnego ciałka dzieciaczka, jej wzrok dopiero wtedy padł na bohatera dzisiejszego dnia.
Nie wiem jak panu dziękować. Dziękuję! Przepraszam, że musiał się pan nim zająć. To grzeczny chłopiec. Tylko jego ojciec to gamoń!
Objęła swoje dziecko i przytuliła je do piersi, wpatrując się z pełną wdzięcznością w oczy Morgotha.
Nie mam pieniędzy, żeby podziękować panu za pomoc, ale może… nie wiem. Jada pan dziczyznę? Mój mąż jest myśliwym. Po prostu… dziękuję!
W przepływie nagłej matczynej wdzięczności, podskoczyła do mężczyzny, chwytając go dłonią za podbródek i ucałowała go w usta z nadzwyczajnym rozentuzjazmowaniem i łzami w oczach. Młody powściągliwości na pewno po niej nie odziedziczył. Patrzył na to wszystko z boku, ale że matka to jednak matka i należy ją brać na wzór, pacnął Morgotha po polikach i sam też go cmoknął, machając mu ręką kiedy odchodzili.
Papapapapapapa!

| zt




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   31.01.17 10:03

Morgoth widział jak jedna z postaci biegnie w ich stronę, krzycząc. Zapewne była to matka dziecka. Sądząc nie tylko po sylwetce czy długich włosach, ale równocześnie, że pierwsza ich zauważyła. Matki chyba miały to coś, co pozwalało im na szybsze znajdowanie swoich potomków. Bo czy bez tego nie byłyby matkami? Yaxley wiedział jaka więź może łączyć rodzicielkę i syna. Sam był wierny Beatrice i uważał, że nie ma lepszej kobiety. Była po prostu idealną matką. Nigdy też nie spuściłaby spojrzenia z niego czy Lei, co było czuć nawet teraz, gdy pytała zmartwionym głosem czy wszystko było w porządku. Nie. Nie było, ale nie miało to znaczenia. A przynajmniej już nie miało. Gdy nieznajoma podbiegła w ich stronę, od razu przekazał jej dziecko. Skinął lekko głową, patrząc po raz ostatni na malca, po czym odwracał się, by odejść, gdy kobieta zaczęła biadolić.
- Proszę na niego uważać - odparł krótko. Bo który rodzic nagle spuszczał spojrzenie z takiego malca? Powinna bardziej uważać. Nie zdążył jednak nawet się obrócić, gdy poczuł jej gwałtowną bliskość. Zesztywniał, gdy się od niego odsunęła. Potem dostał jeszcze pulchną rączką po policzku, co kazało mu spojrzeć na chłopca. Wyglądał na zadowolonego, chociaż Morgoth był jak najbardziej skonfundowany. Nie chciał podziękowań. Chciał po prostu oddać zgubę. Gdy tamci odeszli, nie czekając, wrócił do Majesty wcześniej przejeżdżając dłonią po twarzy. Miał dość. Powinni już wracać.

|zt





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   02.08.17 19:49

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Do pomieszczenia, w którym się znajdowałaś, wdarła się gęsta biała mgła. Przypominała osad po wybuchu, choć jego dźwięk - głośny łomot - dobiegł cię dopiero po chwili, tuż po nim usłyszałaś syk przypominający węża, otaczające cię podarte strzępy mgły zaczęły się formować w kształty tych stworzeń. Mgliste kobry natarły na ciebie z ogromną siłą, nic więcej nie pamiętałaś.
Obrażenia: zatrucia (20 co turę) od czarnej magii

Postać B: W nocy, z ostatniego dnia kwietnia na maj, niespodziewanie poczułeś przeraźliwy ból głowy; nagły, rwący, tak silny, że powalił cię na kolana. Nagle obraz przed twoimi oczyma zaszedł jasną, śnieżną bielą, która całkowicie cię oślepiła. Nic nie widzisz. Potrzebujesz eliksiru, który przywróci ci wzrok - i czasu, żeby przyzwyczaić się do otaczającej cię mgły. Zapachy wokół przestały być znajome, prawdopodobnie nie znajdowałeś się już w swoim domu. Nie miałeś jednak pojęcia, co się stało, ani gdzie mogłeś się znajdować.
Obrażenia: utrata wzroku


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
25
20
0
0
0
45
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   08.08.17 22:56

Wokół panowała całkowita ciemność, zupełnie tak jakby miał pozostać ślepy do końca życia. Noc rozpoczęła się na dobre, ale do mieszkania nie docierało zbyt wiele światła z zewnątrz. Okna były pozasłaniane, jedynie przez wąską szczelinę pomiędzy niedomkniętą okiennicą wpadały ostatnie przebłyski migotającej ulicznej latarnii. Zerkał w tamtym kierunku spod wpół przymkniętych, nigdy nieśpiących powiek. Minęła niespełna doba odkąd wrócił do swojego mieszkania, choć ledwie pamiętał jak do niego dotarł. Wciąż był słaby, wyczerpany, a z rany, z której jeszcze dwa dni temu broczyła się szkarłatna posoka pozostała tylko wypukła, czerwona blizna. Uzdrowicielka dobrze się spisała.  
Leżał w dużym pokoju od wielu godzin, w całkowitym bezruchu, niezdolny do wielkiego wysiłku, rozłożony na łopatki po raz pierwszy od dawna. Myślał racjonalnie, dał sobie dwa dni na regenerację. Próbując usnąć w asyście szarpiącej gardło ognistej, z prawie pustym żołądkiem, nie zamierzał oddawać się niczemu innemu jak pieprzonemu snowi, który był mu w tej chwili tak potrzebny. Był uparty, wiedział, że prędzej czy później na chwilę zmruży oko, a za dwa dni wróci do wszystkich swoich dotychczasowych zajęć. Miał przecież tak wiele do zrobienia. Egzystował beznadziejnie w dużym, największym ze wszystkich małych pokoi jakie składały się na jego ciasne mieszkanie. Tkwił rozłożony na jednej poduszce w rozpiętej, pomiętej koszuli, tej samej, w której udał się na spotkanie w Wywernie, której już nie było.
Ból głowy, który go napadł nie był niespodziewany. Czuł go odkąd tylko zjawił się w tej psidwaczej mugolskiej karczmie. Myślał, że się z nim uporał, ale nie dawał za wygraną. Nie wiedział, że był spowodowany czymś zupełnie innym, czymś, co przewidział już wiele dni wcześniej, co widział i czuł do żywego jakby to naprawdę miało miejsce. Ale armagedon, który szalał w jego głowie nie wydarzył się wcale, świat istniał jeszcze długo po dręczącej wizji. Aż do dziś. Ból, który rozłupywał jego czaszkę nie był wcale nieznośny. Był potworny. Poczuł jak w jego skroń wbija się rozżarzony pręt, przebija jego mózg, a później wykręca się z drugiej strony. Uszkodzony organ miał krwawić, ciśnienie było tak wielkie, że naczynia krwionośne lada moment mogły eksplodować, ale posoka nie mogła znaleźć ujścia, więc jedynie zwiększała ból i mękę, sprawiając, że upadł na podłogę, nie wiedząc nawet kiedy, choć instynktownie chwycił palcami różdżkę, która spadła zaraz za nim. Chciał chwycić się czegokolwiek, ale stół okazał się być za daleko. Wszystko było zbyt daleko. Był tylko on i ten horrendalny ból z obracającego się w głowie żelastwa. Piłował go i piłował i nawet przyciskanie otwartych dłoni do głowy, jakby chciał ją zgnieść jak pomarańczę nie przynosiło żadnego skutku. To szalało w środku.
Udręka minęła w końcu, ale długo nie podnosił się z ziemi. Klęczał na przedramionach, głowę opierając na ziemi. Ziemi, prawdziwej ziemi; ziarka piachu przylgnęły do jego mokrego od potu czoła, osadziły się na gęstych brwiach i długich rzęsach. Oddychał głęboko, a zapach wilgotnej ziemi, mokrej trawy i świeżej bryzy wdzierał się w jego nozdrza powoli. Nie tak pachniało jego mieszkanie. Pachniało pergaminem, starymi księgami i papierosowym dymem, a czasem świeżym powietrzem przelatującym z sypialnianego okna przez kuchnię. Zacisnął pięści i poczuł jak ziemia gromadzi się w dłoniach. Podparł się wyżej i powoli uniósł, wyciągnął też głowę, otworzył oczy, ale nie widział nic. Ciemność zastąpiła oślepiająca biel, podobna do tej, która zalewała go podczas ostatnich ciężkich godzin spędzonych w nokturnowej lecznicy. Ale nie umierał. Czuł się żywy.
Gwałtownie przeczesał palcami najbliższe otoczenie w poszukiwaniu swojej różdżki, ale nie mógł jej znaleźć. Nie widział nic, poza nowymi zapachami i lekkim szumem wiatru nic nie mówiło mu też, gdzie się znajduje. Przeszukujące trawę i błoto palce natrafiały na kamienie, patyczki, gałązki, ale nie na różdżkę. Oddech przyspieszył gwałtownie, a ciało w pierwszej chwili zesztywniało w obawie, szybko jednak ją poskromił. Nie był bezbronny, jedynie kaleki. Ułomny. Ale przecież zawsze wiedział, że wzrok nie jest mu potrzebny, by przeżyć. Miał inne zmysły, które mógł wykorzystać. Zabawy z dzieciństwa, w których zamykał oczy i podążał za zapachem nie mogły pójść na marne; co jeśli znajduje się nad krawędzią i postąpi o jeden krok za daleko? Przełknąwszy ślinę jeszcze raz powoli przeszukał to, co było wokół niego, a kiedy palce dotknęły różdżki odetchnął cicho z ulgą. Powoli, ostrożnie, wstał na równe nogi, nasłuchując. Wiatr się wzmógł, a on spiął mięśnie, by nie stać się wątłym żaglem podczas szalejącego sztormu. Musiał wrócić.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew


Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 05.09.17 10:58, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Antonia Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
26
Półkrwi
Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
0
11
0
5
0
16
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   10.08.17 20:52

Razem z nadchodzącą zmianą miesiąca zmieniali się też ludzie. Rzeczy, które wcześniej nie miały dla nich żadnego znaczenia nagle ciążyły zmuszając do działania, często irracjonalnego działania. W sklepach wieczne kolejki, a w pubach czarodzieje rozbijający sobie nawzajem na głowie kufle pełne piwa. Kwiaciarka na Pokątnej rozrzucająca zwiędłe kwiaty na środku chodnika i policjant, który bez zbędnych słów grozi Azkabanem. Jedno było pewne. Nikt nie lubił zmian, a już szczególnie tych, które niosły ze sobą coś tajemniczego i niebezpiecznego. Coś nad czym nie ma się kontroli i można jedynie pozwolić myślom lawirować między przepuszczaniami i gdybaniem. Nie dziwiła się więc, że ludzie irytowali ją bardziej niż zwykle. Prawdopodobnie irytowali siebie nawzajem po stokroć bardziej. Naprawdę szczerze marzyła o tym by ten dzień już się skończył. Przesiadywanie w zimnych ścianach sklepu Borgina&Burkes’a nie należało do najprzyjemniejszych. Nikt nie powiedział, że trzeba lubić wszystko związane z własnym nazwiskiem nawet jeśli jest to pewnym dziedzictwem, które trzeba dźwigać. I choć nie była typem narzekającej to wszystko wydawałoby się być o wiele bardziej znośne gdyby nie obraz jej pradziada krytykujący każdy jej ruch. Nie było rzeczy, którą zrobiłaby prawidłowo i doskonale wiedziała dlaczego to się dzieje. Przez jej krew przemawiało prostactwo. Brak prawidłowego wyczucia, kalectwo, które utrudniało życie jej samej jaki i wszystkim innym w jej otoczeniu. Żałowała, że nie da się tego zmienić. Głupcami byli jednak ci, którzy uważali, że krew nie ma znaczenia. Ci, którzy z łatwością plamili honor bycia czarodziejem bo dla nich krew była tylko krwią bez względu jak bardzo nijaka, mugolska była. Opuszczając idealnie ciche wnętrze sklepu zetknęła się z prawdziwym życiem nokturnowskich ulic. Dźwięki tłuczonego szkła, śmiechy, głośne krzyki i smród dymu wymieszanego z metalicznym zapachem krwi. Nie było w tym nic dziwnego. Nikt nie przychodził tu z własnej woli, a żeby się tutaj osiedlić trzeba było być prawdziwie szalonym. Ona bez dwóch zdań właśnie taka była. Nienawidziła ograniczeń. Stopowania samej siebie w momencie gdy naprawdę chciała nadal brnąć przed siebie. Udawania, że coś ją obchodzi, że ludzie są interesujący, że to co mówią ma dla niej jakąkolwiek wartość. Nigdy nie ufała ludziom i właśnie dlatego to miejsce wydawało się jej być tak odpowiednie. Zawsze dwa razy zaglądała przez ramię, a później jeszcze trzeci co by się upewnić, że nie przegapiła czegoś istotnego. Zawsze pozostawała w skupieniu zaciskając palce na drewnie różdżki, z którą miała w zwyczaju się nie rozstawać. Tu nikt nie pytał jej dlaczego jest podejrzliwa i dlaczego szuka haczyka w rzeczach, które powinny wydawać się tymi najprostszymi. Tutaj nikogo to nie obchodziło. Ich mieszkanie było właściwie tym co można oczekiwać po takim miejscu. Było chłodne, żałośnie urządzone, ale jedyne o co dbała to stara uginająca się pod książkami biblioteczka. Wiedza była dla niej najważniejsza. Niekończąca się skarbnica, z której nie korzystają tylko głupcy. Leżała już w łóżku opatulona tylko cienkim kocem. Zaczytana pochłaniała kolejne strony książki jakby już wcześniej to wszystko wiedziała. Przyzwyczajona do głośnych krzyków za oknem oderwała się od książki gdy wszystko ucichło. Cisza jakby ktoś nagle pozbawił ją zmysłu. Zobaczyła jak kłęby białego dymu wdzierają się do jej sypialni przez szpary w drzwiach i oknach. Borgin zmarszczyła brwi odsuwając od siebie koc i książkę by przyjrzeć się temu bliżej. Głośny huk sprawił, że się cofnęła nie będąc w stanie oderwać spojrzenia od nacierającej na nią mgły, która nagle zaczęła zmieniać kształt. Sięgnęła po różdżkę zaciskając palce mocno na drewnie, ale żadne zaklęcie nie wypłynęło z jej ust. Dopadł ją dym. Było ciemno i potrzebowała chwili by jej wzrok przyzwyczaił się na tyle by spostrzec to gdzie się znajduje. To nie było jej mieszkanie na Nokturnie. To nie było żadne ze znanych jej miejsc. Otworzyła usta by coś powiedzieć, ale nagle piekący ból w klatce zmusił ją do zgięcia się w pół. Silne pulsowanie w skroniach nie pozwoliło jej na zrobienie pierwszego kroku całkowicie prosto. Kiedy w końcu jej się udało spostrzegła, że w dłoniach nadal trzyma swoją różdżkę. Jej szczupłe ciało zaniosło się kaszel zanim pomyślała o zaklęciu, które mogłoby ją uleczyć. Czy to cień mignął jej przed oczami czy to omam jej zatrutego organizmu?





   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
25
20
0
0
0
45
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   11.08.17 20:46

Nie było sytuacji całkiem beznadziejnych i takich pozbawionych wyjścia. Należało dobrze go poszukać, rozejrzeć się dookoła i znaleźć sposób na wyjście cało z opresji. Świadomość, w jak trudnym położeniu się znalazł za sprawką czegoś, czego nie umiał jeszcze wyjaśnić była nieco przytłaczająca, ale nie pozbawiła go trzeźwości myślenia. Podejrzewał, że zajmie mu to sporo czasu, ale ostatecznie znajdzie się w mieście, a może nawet uda mu się trafić na Nokturn, choć wyrazem skrajnej głupoty było pchać się w tak niebezpieczne miejsce pozbawionym tak przydatnego zmysłu. Potrzebował oczu, zdrowych i przede wszystkich widzących. Nie wiedział dlaczego stracił wzrok ani czy będzie możliwe jego odzyskanie, lub raczej ile to potrwa. Wiedział, że się uda. Do głowy przychodziło mu wiele ryzykownych eksperymentów, ale potrzebował do żywego stworzenia, zwierzę, do którego umysłu mógłby spróbować wtargnąć. Nigdy nie był orłem z transmutacji, ale zamierzał spróbować wszystkiego, co pomogłoby mu wrócić do normalności i odzyskać wzrok, choćby miał tu ściągnąć samą Cassandrę, gdziekolwiek się znajdował.
Usłyszał szelest, a później kasłanie, a w jego nozdrzach pojawił się inny, nowy zapach. Był pewien, że jest to zapach kobiety — co do tego nie miał wątpliwości. Nie miały nawet pojęcia, że pachną w sposób szczególny, mniej lub bardziej zachęcający, ale zawsze dla mężczyzny wyraźny, a czyż nie teraz, kiedy nie widział zupełnie nic nie mógł czuć tego intensywniej niż kiedykolwiek? Nic więcej nie był w stanie stwierdzić. Zastygł w bezruchu i popadł w krótki bezdech, bynajmniej nie z powodu obawy przed nieznajomą. Skupiał się na wsłuchiwaniu w jej odgłosy, oznaki życiowe, oddechy. Chciał ją zlokalizować. Całkowicie na oślep wycelował różdżką w jakimś kierunku, gdy cicho wypuszczał z siebie powietrze. Nie odezwał się jednak, nie poruszył przez pewną chwilę, aż zaryzykował, nie wierząc, że mogła go w jakikolwiek sposób skrzywdzić, nawet jeśli przy niej był zupełnie ślepy.
— Co to za miejsce?— spytał; wybór pytania był prosty. O wiele mniej istotne było to kim była i co mogła zrobić, by odmienić ich sytuacje, niż to, gdzie się znajdują. Nim zrobi cokolwiek innego musiał wiedzieć, czy stoją na klifie, co podejrzewał po intensywnym, lekko słonawym wietrze, czy gdzieś na skraju lasu. Był pewien, że z dala od miasta. Nie czuł typowego odoru, ani dymu z kominków, nie czuł stęchlizny i wilgoci zalegającej pod dachówkami. Wokół niego była przyjemna świeżość; znalazł się daleko od domu. — Jesteś cała?— Nie martwił się o nią, kimkolwiek była, ale jej stan był dość istotny, gdyby postanowiła podnieść na niego różdżkę. Powinien znaleźć się blisko niej, bo tylko tak zatrzymałby jej potencjalny atak. Jeśli była sprawna, mógł wykorzystać ją, by zaprowadziła go do miasta.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Antonia Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
26
Półkrwi
Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
0
11
0
5
0
16
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   13.08.17 17:17

Ucisk w klatce nie zelżał. Czuła jak z każdym oddechem opary wnikają w jej organizm zatruwając go od nowa i od nowa. Choć nie do końca wiedziała co się właśnie wydarzyło to umiejętność działania w sytuacjach nowych, dziwnych, trudnych i tych wymagających dużego skupienia sprawiło, że zmusiła się do uniesienia spojrzenia i skupienia się na miejscu, w którym aktualnie się znajdowała. Było ciemno, ale bezchmurne niebo oświetlało jej najbliższe otoczenie. Wtedy usłyszała ruch, a zaraz po nim głos mężczyzny. Uniosła różdżkę zaciskając na niej mocno palce. Więc nie była tutaj sama? Więc to przytrafiło się komuś jeszcze? Nie pozwalała sobie na rozmyślania o tym co tak naprawdę wydarzyło się w jej mieszkaniu na Nokturnie. To nie miało przecież teraz żadnego znaczenia. Znalazła się w miejscu, które ledwo pamiętała z dzieciństwa, a przynajmniej takie miała wrażenie. Czas spędzony w hrabstwie dał jej wiele. W szczególności pewną znajomość terenu choć nie była tu od lat, a trucizna męczyła nie tylko jej ciało, ale także umysł. Otworzyła usta by odpowiedzieć, ale kolejny atak kaszlu znowu zmusił ją zgięcia się w pół. Tak jakby to co atakowało jej organizm dawało jej chwile oddechu przed kolejnym całkowicie niezależnym od niej uderzeniem. - Wydaje mi się, że to… York. - wycharczała z trudem. Nie wiedziała kim jest mężczyzna obok, a nawet gdyby go znała nie miałaby czasu by się nad tym zastanawiać. - To chyba trucizna – dodała zanim miał ją dopaść kolejny atak. Nie zbliżyła się jednak do mężczyzny widząc różdżkę w jego dłoni. Nie wierzyła w przypadki. - Z tobą wszystko w porządku? - bo gdyby jakimś cudem trafili tu zrządzeniem losu, a nie przez planowany atak to chciała wiedzieć jak niby mają się stąd wydostać. Mężczyzna choć wyglądał na pewnego i mówił pewnie to obrażenia mogły być różne. Ona w takim stanie mogła marzyć o teleportacji, a tak naprawdę nie wiedziała czy ta była możliwa. Niepokojące było to, że w ogóle tutaj przeskoczyła niby pochłonięta przez chmurę szkodliwych oparów. Kiedy poczuła, że jej ciało robi się cięższe zrobiła chwiejny krok w stronę ławki, a potem kolejny kątem oka obserwując mężczyznę. Nie do końca wiedziała co robi, ale mogła dłużej czekać. Magia lecznicza nadal stanowiła dla niej wiele tajemnic. Tak naprawdę Borgin wiedziała o niej tyle co… właściwie nic. Nie była jednak głupia. Zalany mgłą świat nakazywał jej zrobić coś by się uratować. Nie miała zamiaru tu umrzeć. Zbyt wiele rzeczy miała jeszcze do zrobienia, a jeśli nawet nie to kto chciałby umrzeć połknięty przez trującą chmurę w miejscu zakochanych? Spojrzała jeszcze na mężczyznę upewniając się, że gdy ta opuści różdżkę na siebie ten nie pomyśli by ją zaatakować. Chyba i tak nie miała żadnego wyboru. - Vensistero – mruknęła przykładając różdżkę do skóry. To nie miało zniwelować działania, ale przynajmniej miałaby więcej czasu by pomyśleć. By stąd uciec.





   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Powrót do góry Go down
 

Romantyczna ławka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Ławka nad rzeką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Yorkshire, York-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18