Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Romantyczna ławka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Romantyczna ławka   05.11.16 22:41

First topic message reminder :

Romantyczna ławka

Legenda o pewnej zakochanej parze jest najbardziej znana hrabstwu York, ale jest ona tak przyjemna dla ucha, że szybko rozprzestrzeniła się po pozostałych częściach Wielkiej Brytanii.
Pan Diggory i pani Plum spotkali się po raz pierwszy właśnie tutaj, na tej małej ławeczce, przed którą rozciąga się widok na niemal cały Londyn. Pani Plum mocno trzymała swoją różdżkę w dłoni - rdzeń z oka lunabalii lśnił delikatną poświatą między włóknami drewna. Tuż obok niej usiadł pan Diggory i oboje niesamowicie szybko odnaleźli swój wspólny język. Rozmawiali o wszystkim i o niczym, wymieniali się opiniami na tematy polityczne i kulinarne, zaklinali rzeczywistość długim, nieskrępowanym milczeniem. Spotykali się w tym samym miejscu codziennie o tej samej porze i zawsze powtarzali swój rytuał - któreś z nich pierwsze zaczynało dialog, który kończył się daleko po północy.
Legendy głoszą, że to miejsce przesiąknęło najprostszą formą magii, jaką tylko zna świat - magii miłości wydobytej ze słów i ciszy. Gdy para zasiądzie wspólnie na ławeczce i przerwie rozmowę, by chwilę podzielić się milczeniem, usłyszy cichy, gładki i melodyjny głos. Głos, który będzie snuł cichą baśń o szczerym uczuciu pełnym prostoty. Trawy zagrają delikatną, wieczorną pieśń i podzielą się jej brzmieniem razem z cykadami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   13.08.17 17:17

The member 'Antonia Borgin' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 97

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   14.08.17 14:16

Uzasadniony niepokój przeradzał się w lekkie zniecierpliwienie. Nie był pewien dokąd trafił i w jaki sposób przyjdzie mu wrócić; brał pod uwagę umiejętność bazującą na czarnej magii, ale nie potrafił też stwierdzić, że w postaci kłębu czarnego dymu będzie w stanie trafić tam, gdzie ktoś przywróci mu wzrok; nie znał się na zaklęciach leczniczych, miksturach, eliksirach, nie mógł nawet podejrzewać, co doprowadziło do — oby tylko chwilowej, ślepoty. Zdiagnozowanie problemów było poza granicami jego możliwości. Częściowa bezradność zaczynała go drażnić, jedynie umiejętność zachowania zimnej krwi i panowania nad sobą pozwalała mu skupić się na tym, co czuł i co słyszał. A usłyszał znajomy głos — to była dobra wróżba. W przeciwieństwie do niej nie potrzebował widzieć, rozpoznał jej głos. Wiedział już z kim ma do czynienia, choć przez chwilę próbował przypomnieć sobie jej twarz. Bezskutecznie. Nieco opuścił różdżkę, był spokojniejszy, wiedział też, że względnie nic mu nie zagraża, choć nie ufał jej ani odrobinę. Szybko doszedł do wniosku, że była jego jedyną szansą na to, by się stąd względnie cało i względnie szybko wydostać.
— Borgin— mruknął potwierdzająco. Słyszał jej głośny, chrapliwy kaszel, wiedząc, że to, co doprowadziło ich tutaj i jej nie oszczędziło. York był daleko od miejsca, w którym przebywał wcześniej, cokolwiek się wydarzyło potrzebowało ogromnych pokładów magii. — Tak — odpowiedział od razu, jak zwykle twierdząco.— Mam problemy ze wzrokiem— dopowiedział, jakby co najwyżej rozmazywał mu się obraz, choć aktualnie jego słowa powinny brzmieć: jestem ślepy jak kret, na Merlina. — Musimy się dostać do miasta. Możesz chodzić? — Byłby gotów ją nieść, jeśli tylko jej wzrok jest w porządku, ale wędrówka byłaby utrudniona. Gdyby się potknął mógłby wydarzyć się jakiś niefortunny wypadek, a nie miał jak patrzeć pod nogi.
Niestety, nie widział, jak kieruje różdżkę na siebie. Wypowiedziana inkantacja, której nie potrafił rozpoznać sprawiła, że uniósł różdżkę wyżej, celując ją w jej kierunku, a raczej w stronę skąd dochodził jej łagodny głos. Cofnął się odruchowo, gotów wyczarować tarczę lub cokolwiek innego, lecz zahaczył się o niewielki korzeń i runął na plecy.
Zaklął siarczyście pod nosem, zaciskając zęby — obcy teren mu nie sprzyjał, rzucał — prawie dosłownie — kłody pod nogi, utrudniając wszystko, co zamierzał robić. Leżał chwilę na plecach z zamkniętymi oczami, otwarcie ich niczego nie zmieniało, przed sobą widział tylko oślepiającą biel, przez co marszczył brwi. To jednak nie zmniejszało odczuwanego dyskomfortu.





And so Death took the brother for his own.
*
And then he greeted Death as an old friend.
Powrót do góry Go down
Antonia Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
26
Półkrwi
Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
0
11
0
5
0
16
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   16.08.17 21:31

Magia była ich sprzymierzeńcem. To ona dawała im władzę, to ona określała to kim byli. Dlatego właśnie tak wiele w niej pokładali nie spodziewając się, że może sama obrócić się przeciw nim. Zranić bardzo dogłębnie. W czarodziejskim świecie traktowało się ją jako pomoc w osiąganiu zamierzonych celów. Oczywiście była także niebezpieczna, ale właśnie ta jej niebezpieczna strona zachęcała najbardziej. Kusiła tym, że trzeba było się o nią postarać i nie każdy mógł dostąpić honoru jej poznania. Była tajemnicą, której się pragnęło. Antonia nigdy nie pomyślałaby, że w końcu magia znajdzie sposób im odpłacić za lata niewdzięcznego trwania. Czarodzieje przyzwyczaili się do tego, że ta była dla nich dostępna zawsze i każdej porze dnia i nocy. Była czymś z czym przychodziło się na świat. Nie trzeba było nikomu za nią dziękować, nie trzeba było nawet jej zdobywać. Ona rosła w nas i wystarczyło minimalne zaangażowanie by ta nadal w nas tkwiła. Teraz mogła na własnej skórze odczuć jak to jest gdy ta wymknie się spod kontroli; własnej kontroli. Słysząc własne nazwisko z ust mężczyzny drgnęła. Odwróciła głowę przyglądając się snującej się w ciemności postaci i już wiedziała. Jeden Merlin wie jak bardzo zaskoczona była. Nie dość, że w środku nocy jakaś mgła zaciągnęła ją na romantyczną ławkę trując przy okazji to jeszcze przyciągnęła za sobą Mulciber’a. To wszystko stało się jeszcze dziwniejsze niż było. - Co my tutaj robimy? - bo istniał cień szansy na to, że mężczyzna będzie wiedział o co tu chodzi i dlaczego trafili w sam środek niczego. - Na razie za bardzo kręci mi się w głowie… - zaczęła przyciskając różdżkę do skóry. Nie podejrzewała, że jego problemy ze wzrokiem przypominają bardziej ślepotę niż zaćmienie obrazu dlatego nie przyszło jej w ogóle do głowy by ostrzec go o planowanym ruchu różdżką. Zaklęcie jej się udało, a skutki trucizny zelżały chociaż nadal kotłowały się w jej organizmie. Pewniej stanęła na nogach i nie kręciło jej się już tak bardzo w głowie. Mogła spojrzeć pewnie na miejsce, w którym się znajdowali. Ruszyła w stronę mężczyzny gdy ten się przewrócił. - Zwolniłam działanie trucizny. Spróbowałabym pomóc ci ze wzrokiem, ale nie znam się na tym aż tak… - przecież nie chciał skończyć jako niewidomy na wieki wieków, a prawdopodobnie właśnie tak by się to skończyło. - Pomogę ci. - nie wiedziała czy mężczyzna chciał jej pomocy, ale na pewno jej potrzebował dlatego jeszcze chwiejnym krokiem i raczej niepewnym chwytem pomogła mężczyźnie się podnieść. - Myślisz, że możemy się teleportować? - ona nie była tego pewna, niekontrolowane przeskoki były niebezpieczne, a w ich stanie naprawdę łatwo o rozczepienie. Ale co im innego pozostało? Iść pieszo aż do Londynu? To niewykonalne nawet dla dwóch sprawnych czarodziei. On był niewidomy, a trucizna w jej ciele choć po cichu zabierał z każdą chwilą siłę potrzebną do przejścia tej drogi.





   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   17.08.17 23:03

Czy w tym był jakiś zamysł, ukryty schemat, czy znalazła się tu z nim zupełnym przypadkiem, deportując nieświadomie z odległego miejsca? Początkowo niewiele był w stanie zrozumieć na temat tego dziwnego zdarzenia, jego umysł zajmował się analizą otoczenia, towarzyszącego mu obcego, a także swojej ślepoty, która go nieco ograniczała. Leżąc przez chwilę płasko na ziemi, niemalże jak podczas tych cichych i spokojnych nocy na dachu kamienicy, w której mieszkał, skąd analizował piękne niebo i zgłębiał tajniki astronomii — czego nie mógł podjąć w tej chwili z oczywistych powodów;  czując pod palcami wilgotną ziemię i trawę, a pod kręgosłupem niewielką gałązkę miał chwilę na to, by pomyśleć, by podjąć rozważania nad tym, czego doświadczyli. Zgłębiał tajniki magii od wielu lat, uczył się jej zasad, funkcjonowania, prześwietlał ją na wskroś w każdy możliwy sposób. Bycie niewymownym polegało na pojmowaniu jej istoty i poruszaniu się dzięki tej wiedzy o krok dalej, w tajemnicy przed światem, który nie był jeszcze gotów, by poznać prawdę. Wiedział, że to nie jest dzieło przypadku, choć niewiele istotnych faktów potrafił przywołać sprzed chwili, a właściwie momentu, w którym czuł się jeszcze względnie dobrze. Wypełniała go magia, od pewnego czasu czarna i gęsta. Jego dar istniał dzięki magii. Mogli się przemieszczać z miejsca na miejsce w krótkim odstępie czasu, dzięki nauce teleportacji, a więc i magii. Jeśli znaleźli się tutaj za sprawką jakiegoś wydarzenia musiało w czarodziejskim świecie wywołać olbrzymi zamęt. Jej uprzykrzała się trucizna, jemu uszkodzenie zmysłu wzroku. Coś potężnego wpłynęło na nich w tej samej chwili; może byli w jakiś sposób połączeni, może ta dziwna anomalia objęła znacznie większy obszar. Czuł się dziwnie, czuł się inaczej, czuł, że coś było nie w porządku i nie potrafił wyjaśnić tego wrażenia. Zupełnie tak, jakby ktoś wsadził metalowy pręt w mechanizm wielkiego zegara, a chcąc zatrzymać czas doprowadził do całkowitego rozstrojenia maszyny.
— Coś się wydarzyło — odparł w końcu, nasłuchując, ale żadne obce dźwięki do niego nie dochodziły. Byli zbyt daleko, w pobliżu nie działo się nic nienormalnego. Możliwe, że to było związane z przepowiedniami? — To dziwne, że dotknęło właśnie nas. Może są też inni.— Może dotknęło to wszystkich Rycerzy Walpurgii? Szukał powiązań, które pozwoliłyby mu uzasadnić to, co się stało, lecz póki nie widział, nie znajdował się w pobliżu swojego mieszkania, w którym mogły czaić się choćby strzępki poszukiwanych odpowiedzi mógł jedynie gdybać.
— Nie trzeba. Muszę się tylko dostać na Nokturn — przecież to oczywiste, tylko jedna osoba była w stanie mu w tej chwili pomóc, był tego pewien. Powoli podniósł się z ziemi, nie zapominając o sięgnięciu po różdżkę, która leżała tuż obok. Musiał wyglądać wyjątkowo żałośnie, błądzący jak dziecko we mgle. — Jeśli nie obawiasz się rozszczepienia, możesz spróbować. Śmiało — zachęcił ją, choć bez przekonania. Teleportacja to magia, ta sama, która ich tu sprowadziła w jakimś konkretnym lub całkiem bez celu. Nie zamierzał sprawdzać, czy powrót do domu tym sposobem jest skuteczny — ślepy nie byłby w stanie upewnić się, że wszystko ma na miejscu, a każda jego część ciała znajduje się przy nim. Sam zastanawiał się nad inną możliwością, lecz nie był pewien, czy w tym stanie wznosząc się ku niebu uda mu się dotrzeć właśnie tam, gdzie chciał. — Tak czy siak nie możemy tu stać bezczynnie.





And so Death took the brother for his own.
*
And then he greeted Death as an old friend.
Powrót do góry Go down
Antonia Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
26
Półkrwi
Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
0
11
0
5
0
16
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   20.08.17 11:52

Antonia widziała w życiu już wiele zaskakujących i dziwnych rzeczy. Widziała magię, której nie była w stanie zrozumieć i spotykała ludzi, którzy ów magią potrafili się posługiwać. Nie istniała tylko biała i czarna magia. Nie była to tylko magia lecznicza i transmutacja. To granice ustalone przez czarodziejów dawno temu by lepiej oddzielić to co dobre od tego co złe. By nadać kształt umiejętnościom i predyspozycjom magów. Myśląc, że ta będzie przewidywalna i prosta sami nastawiają się na niebezpieczeństwo. I choć było jej dane spojrzeć na magię pod różnymi kątami to czegoś takiego nie widziała. Nadal czuła przeraźliwe dreszcze, które pojawiły się wraz z dotykiem mgły na skórze. To, że się tu znaleźli nie był przypadek i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Jednak działanie pod presją, impulsywnie… kojarzyło jej się ze źle wykonaną pracą. Nawet teraz gdy trucizna nadal atakowała jej organizm zastanawiała się nad tym co właściwie się wydarzyło. - To było nagłe. Pojawiło się dosłownie znikąd. - mruknęła bardziej do siebie chociaż domyślała się, że i mężczyznę ciekawi ta cała sytuacja. Może gdzieś byli też inni. Może magia otwarcie zbuntowała się i postanowiła pokazać im do czego tak naprawdę jest zdolna, a może ktoś zaplanował to bardzo dawno temu i teraz rozkoszuje się zwycięstwem widząc błąkających się niczym owieczki czarodziei. Potrzebowała dostać się do Munga, ewentualnie do swojego mieszkania na Nokturnie. Miała potrzebną wiedzę i umiejętności by pozbyć się trucizny ze swojego ciała, ale wiedziała też, że im dłużej zwleka tym ciężej będzie jej ten proces odwrócić. Nienawidziła uczucia bezradności. Znajdowali się daleko od Londynu bez możliwości teleportacji, bez nadziei na prowizoryczny kominek i proszek fiuu. Na słowa mężczyzny nic nie odpowiedziała. Wiedziała, że ma racje chociaż doza szaleństwa tkwiąca w jej głowie prawdopodobnie pozwoliłaby jej zaryzykować. Zanim pomyślała o tym co powinni zrobić teraz kolejny atak trucizny sprawił, że na chwile straciła równowagę. Czuła jak serce wali jej w piersi, czuła jak przełyk zaciska się jeszcze bardziej. Chwile to trwało, a gdy w końcu trucizna odpuściła zbierając siły na kolejny atak Borgin podeszła do mężczyzny i sięgnęła po jego różdżkę leżącą na ziemi. - Więc idziemy – mruknęła wkładając różdżkę  Mulciberowi w dłoń. - Jeśli pójdziemy na wschód dojdziemy do terenów łownych, a tam znajdziemy chatę leśniczego. Na pewno ma tam kominek, a ja nie znam żadnego innego miejsca w okolicy. Może po drodze natrafimy na jakiś inny dom. - dodała jakby na poparcie swoich słów. Choć nie wierzyła, żeby jakikolwiek czarodziej otworzył im drzwi do domu w środku nocy. Ludzie tutaj nie należeli do gościnnych.  Jakby nie mogli trafić w środek jakiegoś miasta. Tutaj były głównie lasy, stare ruiny, stajnie, a ludzie mieszkali od siebie wiele kilometrów jakby bali się towarzystwa innych. Dobrze o tym wiedziała w końcu jej dom rodzinny też znajdował się na zupełnym pustkowiu. Nie wiedziała co postanowi mężczyzna, ale chyba nie mieli innego wyjścia jak zacząć iść. Już zejście z tego klifu wydawało się być nie do wykonania. Przeklęta Romantyczna Ławka. Przeklęty York.





   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   20.08.17 20:20

Popatrzyłby na nią, gdyby mógł. Teraz bardziej niż kiedykolwiek pragnął zobaczyć jej twarz, jakąkolwiek twarz, cokolwiek. Myśl o tym, że to było chwilowe, a wprawny i zdolny uzdrowiciel sobie z tym poradzi utrzymywała go w spokoju. Bez możliwości widzenia czegokolwiek tkwił w bezruchu, z twarzą skierowaną w jedną stronę, wzrokiem utkwionym w jednym punkcie, oddychając powoli i głęboko, racjonalnie analizując położenie i wszystkie możliwości. Przed nim wciąż była biel — oślepiająca, okropna, trudna do wytrzymania, widział ją nawet kiedy zamykał oczy. Uciążliwy ból głowy nawet na chwilę nie zelżał, ale nie mógł o nim myśleć, pozwalać się obezwładniać bez końca. Wystarczyło tych trudności i przeciwności losu.
— Co się pojawiło?— spytał, lekko obracając głowę w stronę, z której dobiegał go jej głos. Miły dla ucha, melodyjny, dźwięczny. W jego barwie dało się słyszeć też coś innego; ból i powątpiewanie, niepokój. Nie był pewien, jak blisko niego się znajdowała, miał kłopot z ocenieniem odległości, więc zrobił krok o przodu. Wiedział, co jest pod nim, obok i wokół w promieniu metra; dalej mógł się jedynie poruszać wolno. Droga powrotna w samotności zajęłaby mu kilka dni, a i tak nie mógł być pewien, czy przypadkiem nie zleci ze skarby. Tragedia śmierciożercy, był w stanie powstrzymać aurorów i wrogi rycerzom Zakon Feniksa, tymczasem nie był w stanie samodzielnie dotrzeć do domu. Gdyby nie powaga sytuacji pewnie czułby się jak nastolatek, wypchnięty w rynsztok po nasyconej procentami nocy.
— Opowiedz mi, co pamiętasz. — To mogło być ważne dla zrozumienia, dlaczego i jakim ślepym trafem się tu znaleźli. Byli daleko od domu, odległość sprawiła spory problem, jeśli nie zamierzali ryzykować. Nie miał pewności, co do pomyślności teleportacji, lecz od razu założył jej niepowodzenie. Wiedział, że nie może jej dać odejść i był gotów powiedzieć jej cokolwiek, byle tylko została, bo mogła go sprowadzić w środek Londynu bardzo szybko i bez większych kłopotów. Kłamstwo, jakie by jej bezczelnie sprzedał nie miało żadnego znaczenia.
— Jeśli będziesz moimi oczami, nie musimy się obawiać problemów.— Nie widzę przeszkód, by rzucić na kogoś okrutną klątwę, by go obezwładnić, by przejąć nad nim kontrolę. Potrzebował jedynie oczu, by trafić w ofiarę. Był silny, wierzył w to, że ta przedziwna sytuacja go w żaden sposób nie osłabiła, mógł czarować, gdyby tylko wiedział w co celować. Złapał ją za przedramię i zacisnął na jej ręce palce, zakleszczając ją w mocnym uścisku. — Sądzisz, że jego kominek zdoła nas przenieść tam, gdzie chcemy?— Jeśli nie był podłączony do sieci Fiuu, nic im po chatce leśniczego, a nawet samym leśniczym. Wziął głęboki wdech, czekała ich niezła przeprawa. W lewej dłoni trzymał mocno różdżką, prawą zaciskał na jej ręce. Nie wiedział, czy mógł jej ufać, ale nie miał innego wyboru, poza tym nazwisko, które nosiło zobowiązywało.





And so Death took the brother for his own.
*
And then he greeted Death as an old friend.
Powrót do góry Go down
Antonia Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
26
Półkrwi
Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
0
11
0
5
0
16
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   22.08.17 14:14

- Mgła – odparła szybko i bez zastanowienia. Choć nie miała w zwyczaju opowiadać o swoich przeżyciach komuś innemu niż jej brat to wiedziała, że tutaj, w środku niczego była na niego skazana. Nie był całkowicie obcym człowiekiem chociaż właśnie tak powinna go traktować. Nic o sobie nie wiedzieli, ale jednak Borgin wiedziała wystarczająco by po prostu mówić. Popierali tą samą ideę, mieli nad sobą tego samego pana, byli gotowi to podobnych poświęceń jeżeli chodziło o wielkość sprawy i wojny, którą coraz otwarciej toczyli. Miał to czego i ona chciała. Dlatego po prostu mówiła. - Najpierw była tylko cisza, a potem jakby łomot uderzenia. Zobaczyłam jak mgła się zmienia… przypominała węża. Najpierw jednego, ale potem było ich więcej. Zbliżyły się do mnie i całkowicie pochłonęły. - powiedziała spoglądając na mężczyznę chcąc wyczytać coś z jego twarzy. Nie bała się, że w końcu jej szaleństwo odnalazło drogę na zewnątrz. Ciekawość czy jego spotkało coś podobnego była silniejsza od strachu przed tym co to wszystko może oznaczać. - Nie zdążyłam nawet zareagować. - jedynie sięgnęła po różdżkę w głowie mając już gotowe zaklęcie, które mogłoby rozgonić zbliżające się kłęby białej mgły. Nie zdążyła go nawet wypowiedzieć, nawet o nim pomyśleć, nawet się skupić. Nie wiedziała czy trafili tutaj w jednakowym czasie. Nie wiedziała nawet, która aktualnie była godzina i jak długo trwała ta niespodziewana teleportacja. To było coś całkowicie niespotkanego wcześniej, a przynajmniej ona się z podobnym czymś nigdy nie spotkała. - Widziałeś już to wcześniej? - zapytała jeszcze zanim jej ciałem wstrząsnął kaszel. Chociaż sama nie czuła się zbyt dobrze to nie wyobrażała sobie nawet co musiał czuć Mulciber. Nienawidziła nie mieć kontroli nad własnym ciałem. Nienawidziła tracić równowagę któregokolwiek ze zmysłów. Jednak utrata wzroku wydawała się być tą najgorszą. Kroki, które mogą prowadzić donikąd, ludzie, których twarzy nigdy się nie odtworzy. Tracili czas, ale tak naprawdę marsz bez konkretnego planu był całkowicie bezsensowny. Ona nie wiedziała ile jeszcze ma czasu nim straci przytomność, a on nie byłby w stanie doprowadzić ich do Londynu. Musieli znaleźć sposób i ten, który pojawił jej się w głowie wydawał się być najbardziej odpowiedni. Była gotowa sięgnąć po każdą z możliwych opcji. Nie śpieszyło jej się na tamten świat. Zbyt wiele rzeczy tutaj na nią czekało, a przynajmniej dzisiaj nie miała jeszcze zamiaru z tego rezygnować. - Chyba nie myślałeś, że cię tu zostawię – choć przeszło jej to przez myśl wiedziała, że nie może sobie na to pozwolić. Nie dbała o innych, ale jednak nie był zwykłym nieznajomym, którego mijała na korytarzu w Ministerstwie i nie przywiązywała w ogóle wagi do tego co się z nim stanie. Za to kim się stał, za to komu był oddany i jak blisko niego był… miała do niego szacunek. Gdy chwycił ją za przedramię drgnęła. - Masz mnie za idiotkę? - zapytała spokojnie przenosząc wzrok z jego twarzy na ciągle zaciśniętą na ramieniu rękę mężczyzny. - Jeżeli chcesz wrócić do Londynu będziesz musiał mi zaufać. - o zaufaniu nie było mowy, ale nie istniało inne wyjście. Ona znała drogę i mogła ją zobaczyć. Był na nią skazany. - Idziemy. Nie wiem jak długo ustoję na nogach. - dodała obracając ich w stronę ścieżki prowadzącej na sam dół zbocza.





   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   27.08.17 12:09

Magia mogła być wyrażona w rozmaity sposób, nawet w postaci nieznanej nikomu mgły. Sam doskonale o tym wiedział; Czarny Pan pozwolił im poznać niezwykły, przesiąknięty czarną magią sposób przemieszczania się z miejsca na miejsce w bardzo szybkim czasie; pozbawieni materialnej formy, ulotni, nieuchwytni — jawiący się jako czarny, gęsty dym. To, co jej się przydarzyło musiało być podobną, obcą formą energii, której mocy ani skutków nikt nie był w stanie przewidzieć. Jej słowa wskazywały na to, że nie była biała magia — atakujące węże, plujące jadem, zbite z kłębów powietrza. Brzmiało jak coś, co doskonale potrafili sobie wyobrazić.
— Nie spotkałem się z czymś podobnym. — Nawet, gdyby o tym słyszał, na pewno, by zapamiętał. Wciąż nie wiedzieli, czy spotkało to wyłącznie ich, czy ktoś również ucierpiał. — Powinniśmy porozumieć się z innymi — Rycerzami Walpurgii— Może również tego doświadczyli. — Bo może nie był to przypadek, może ktoś próbował im zaszkodzić. Znaleźli się tu wszak oboje, wierni słudzy Czarnego Pana; może oni wszyscy, parający się czarną magią od dawna i nieznający smrodu strachu i żadnych oporów odczuli jakieś skutki. Musieli się dowiedzieć o tym jak najwięcej, nie było czasu do stracenia.
Jej ręka była ciepła i delikatna, a jego uścisk stalowy. Nie zamierzał dać jej odejść, choć wcale się nie obawiał, że to uczyni; powinna być mu posłuszna, w hierarchii znajdowała się znacznie niżej od niego. Gdyby jednak była na tyle głupia musiałby sobie poradzić samodzielnie, co zmniejszyłoby znacznie jego szanse na dotarcie na Nokturn. Ją spotkałaby kara, co prawda zasłużona, ale nie zwróciłaby mu utraconych sił i cennego czasu.  
— Nie — odparł ze spokojem. Jego głos pozostał chłodny, twarz nie wyrażała nic więcej poza skupieniem; próbował wykorzystać wszystkie zmysły i dane możliwości, by odnaleźć się w trudnym dla siebie położeniu, a ból głowy ciągle go dręczył. — Nie mogłabyś tego uczynić. — I oboje o tym wiemy. — Doprowadzisz mnie na Nokturn— zadecydował; już nie prosząc, a każąc. Palce zacisnęły się na jej ręce mocniej, zaczynał się irytować nadciągającym widmem nieporadności. Mógł polegać na swym niezawodnym węchu, ale nim dotarłby przy jego pomocy w progi uzdrowicielki minęłyby całe wieki. Antonia była najszybszym i najpewniejszym sposobem dotarcia do celu, była też jego sojusznikiem, którego nie musiał się obawiać. Wierzył też w jej umiejętności; gdyby była słaba nie zasilałaby szeregów Rycerzy, dlatego z góry zakładał, że misja, która ich czekała z góry zakończy się powodzeniem. — Gdybym miał, szybko przestałabyś być jednym z naszych. — Nie potrzebowali idiotów, a zdolnych, sprytnych i silnych. Nie wątpił w jej inteligencję choć była kobietą; dumnie nosiła nazwisko swoich przodków, których szanował za umiejętności i posiadaną wiedzę, której łaknął odkąd tylko po raz pierwszy zetknął się z Brynhildą. Jej kuzynka zaraziła go fascynacją klątwami i przez wzgląd na nią i jej siostry w Antonii widział sojuszniczkę, nie rywalkę. — Nie mieszajmy do tego zaufania.— Musiała go słuchać, a on nie miał obowiązku pokładania w niej żadnej nadziei. Miała to traktować jako polecenie, nie prośbę. Nie było w nim ani krzty wątpliwości, czy strachu, nie postrzegał w niej swej wybawicielki, ani tym bardziej opiekunki, która powinna się nim zajmować, jak kaleką. Stał się ułomny, niewidzący, ale wcale nie bezbronny. Jego lewę ramię zdobił wypalony Mroczny Znak, Jego znak, a oni nie mieli czasu na zwady i nieporozumienia, stali po tej samej stronie.
Ruszył wraz z nią, drogą, którą obrała, a której on sam nie widział. Nie wahał się przy stawianych krokach, trzymał ją przy sobie mocno i blisko; tak blisko, że słyszał jej oddech i głośne bicie serca. Pod stopami czuł nierówny grunt, czuł też nachylenie. Wiatr lekko się wzmógł, otulił ich sylwetki niosąc ze sobą zapach wilgoci i ziemi. Wiedział, że zapamięta to miejsce i kiedy przyjdzie mu stawić się tu ponownie, rozpozna je, choć nie widział go na oczy.





And so Death took the brother for his own.
*
And then he greeted Death as an old friend.
Powrót do góry Go down
Antonia Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
26
Półkrwi
Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
0
11
0
5
0
16
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   30.08.17 12:24

Magia nie zawsze była sprzymierzeńcem. Używana w sposób lekkomyślny często doprowadzała do lawiny popełnianych błędów. Jej ojciec nazywał to śnieżną kulą. Raz źle użyta magia w jakiś sposób zawsze miała wracać niosąc ze sobą konsekwencje, które nie zawsze da się ot tak zatrzymać. Nie miała pojęcia co się stało z magią tej nocy, ale nie przypominała sobie by wcześniej w jakikolwiek sposób mogłaby się jej narazić. Nie miała pojęcia co tak naprawdę się wydarzyło i choć ciekawość i pewna doza irytacji napędzała ją by dowiedzieć się więcej to teraz powinni skupić się na tym by dotrzeć na Nokturn zanim padnie z przez ciągle tlącą się w jej organizmie truciznę. To nie mógł być przypadek, a przynajmniej właśnie tak w tym momencie pomyślała. Przez myśl jej przeszło, że to może jakiś rodzaj próby, która dla ich Pana miała znaczenie, a oni nie pojmowali jej istoty. Może rodzaj kary… bo ostatnio nie wszystko szło tak jakby tego chcieli. A przecież chcieli więcej i lepiej. Roztrząsanie tego teraz i tak nie miało znaczenia, wiedza o czymś czego było się świadkiem po raz pierwszy nie przychodziła wraz z oddechem. Stała na fundamentach logiki i doświadczenia. Wiedziała, że takie rzeczy ot tak się nie zdarzają dlatego musieli jak najszybciej dostać się na Nokturn i jak najszybciej dowiedzieć się o tym co ta naprawdę wydarzyło się tej nocy. Ich szybkość była jednak względna do pokonywanych kilometrów dlatego niewiele już mówiąc ruszyła przed siebie dostosowując krok do kroku mężczyzny. Na początku prawdopodobnie szło jej dość opornie. Nie był to najłatwiejszy teren, a i panująca przed nimi ciemność nie pomagała w poruszaniu się. Miała jednak tę wygodę, że znała teren i przede wszystkim mogła go zobaczyć. Wiedziała, że zostawienie go tutaj byłoby błędem. Kara jaka spotyka tych, którzy porzucają swoich w momencie gdy ci ich potrzebują jest sroga. Indywidualizm czy strach nie miał tu znaczenia. Nie obchodzili ją ludzie. To co się z nimi stanie nawet jeśli miała możliwość zmiany ich losu. Nie ingerowała, nie angażowała się. Ludzie zawsze będą potrzebować kogoś kto wyciągnie do nich rękę, a nieporadność to jedna z największych chorób ich czasów. Sprawa wyglądała inaczej gdy w grę wchodziła grupa. Przynależność to takowej zawsze określała miejsce, w którym się znajdujesz. Choć jej wiara w moc ich Pana była przeogromna to doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nad nią są inni. Ci, których wytrwałość, wiedza, nawet umiejętności przeważają nad nią samą. Wiedziała, że to cel, po który chce sięgnąć jeżeli będzie jej to dane. Nie wiedziała ile czasu minęło nim zeszli całkowicie ze zbocza, a ich stopy mogły zacząć się przyzwyczajać do prostej drogi, która była przed nimi. Ciszę przerywała prostymi ostrzeżeniami; stopień, drzewo, w lewo, wolniej. Nigdy nie była w takiej sytuacji i choć nie lubiła niespodzianek to dość szybko potrafiła przystosować się do zmian. Mówienie jednak o wszystkim co w zasięgu jej wzroku wydawało jej się być szczególnie ważne. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie błądzącej po omacku. Trucizna w jej organizmie przestała targać nią w niespodziewanych atakach kaszlu, ale czuła, że słabnie. Kiedy czuła, że zwalniają przyśpieszała kroku by jak najszybciej dotrzeć do chaty leśniczego. Pamiętała ją jak przez mgłę kiedy to ojciec przychodził tu ze sprawunkami zostawiając ją na zewnątrz aby nie słuchała. Wiedziała jednak, że ten był czarodziejem i nadal żył. Niczego więcej w tym momencie wiedzieć nie potrzebowała. Znaleźli się przed domem, a ona sama zaskoczona tym, że udało jej się trafić obeszła chatę by być pewną, że to jest to miejsce. Na ganku świeciło się światło, ale w środku panowała ciemność. - Jesteśmy na miejscu. - mruknęła. Nie obchodziło ją jak dostaną się do środka. Czy mężczyzna sam otworzy im drzwi, czy będą musieli zrobić to sami. Nie wiedziała nawet czy mężczyzna jest w środku. Kiedy weszli po schodach na ganek zacisnęła mocniej różdżkę w dłoni, a drugą uderzyła z impetem w drzwi. Słodka pobudka.





   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   31.08.17 11:51

Słuchając jej wskazówek, stawiał kroki ostrożnie, starając się przy tym uniknąć upadku lub zderzenia z czymkolwiek. Proste słowa okazywały się niezwykle pomocne. Konkretne ostrzeżenia sprawiły, że zawczasu reagował na utrudnienia, kamienie, gałęzie, zmianę nachylenia terenu. Potknął się tylko raz, na szczęście niezbyt poważnie, a błyskawiczna reakcja uchroniła go przed zaryciem o ziemię. Trzymał się kurczowo jej przedramienia; czując ciepło jej ciała przy sobie, był spokojniejszy, nie odstępował jej na krok. Nie obchodziło go, co sobie o nim myślała i jak podeszła do jego słów; do rozkazującego tonu, despotycznej postawy. Nie mieli być przyjaciółmi, nie teraz, nie dziś, nie dbał o to zupełnie, liczył się wyłącznie cel, który sobie obrał. Miał świadomość, że była coraz słabsza, czuła się coraz gorzej, choć ochrypły gruźliczy kaszel przestał ją męczyć. Nie mieli zbyt wiele czasu, ten tak naprawdę uciekał im przez palce. Nie ucierpiał zbytnio, gdyby utraciły siły, mógł ją nieść, byle tylko zachowała świadomość, która mogła ich doprowadzić do bezpiecznego miejsca. Przyciągnął ją do siebie bliżej; jej zapach przestał być obcy. Zmieniały się te, które go otaczały, zmieniało się powietrze. Czuł coraz intensywniejszą wilgoć, zapach trawy przyćmiewał aromat drzew. Tylko dźwięki, które docierały do jego uszu, pozostawały te same i dziewczyna, która mu towarzyszyła, a raczej, którą trzymał, jakby to ona była jego zakładniczką, a nie odwrotnie. Pozwolił się poprowadzić tam, skąd mieli się dostać na Nokturn; miał nadzieję, że się nie myli.
— Świetnie — powiedział, unosząc głowę — w zupełnym odruchu, nic przecież nie dostrzegł. Poczuł wokół siebie zapach drewna, a także gryzący aromat dymu z kominka. Powoli wszedł na schody. Pod stopami wyczuł miękkiego, może wycieraczka, może jakaś szmata. Wyciągnął lekko rękę, w której ściskał różdżkę, knykciami wyczuł przed sobą opór, zrozumiał, że stali przed drzwiami. Odszukał klamkę i nacisnął ją, pchając tuż po tym ciężkie drzwi. Wszedłby do środka pierwszy, od razu rozglądając się po wnętrzu, odszukując wzrokiem ewentualnego domownika, ale w takim planie brakowało podstawowego elementu. Dlatego szarpnął dziewczyną lekko, popychając ją do przodu, wchodząc tuż za nią z wyciągniętą wysoko różdżką. Gospodarz nie musiał wiedzieć, że jest ślepy, a jeśli miał odrobinę rozumu powinien zrezygnować z jakichkolwiek prób ataku. Rozluźnił palce i zsunął dłoń po ręce dziewczyny na jej przegub, bo tak było mu wygodniej.
Oddychał powoli i cicho, w skupieniu wyczekując najmniejszego szmeru. Mógł skierować różdżkę w stronę właściciela domostwa, gdyby wiedział, gdzie ten się znajduje, podążając za echem jego głosu. W środku panowała jednak całkowita cisza; być może byli tu sami. Widział w głowie wiele możliwości, gdzie mógł podziewać się czarodziej, jeśli nie stanęli z nim oko w oko. Zacisnął jej palce mocniej, oczekując reakcji. Mów do mnie, Antonio, powiedz co się dzieje, gdzie jesteśmy. Jeśli byli sami, szczęście im dopisało. Musieli tylko odszukać kominek, w którym lada moment zniknął, przedostając się na Ulicę Śmiertelnego Nokturnu.





And so Death took the brother for his own.
*
And then he greeted Death as an old friend.
Powrót do góry Go down
Antonia Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
26
Półkrwi
Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
0
11
0
5
0
16
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   04.09.17 14:48

Optymistka z niej była żadna. Łatwiej jej było widzieć wszystko w ciemnych barwach, oczekiwać najgorszego niż pozwolić by optymizm zawładną jej osądem. W tym wypadku jednak nie mogła myśleć aż tak negatywnie w końcu tak naprawdę nie wiedziała jaka siła ich tutaj przywiodła i dlaczego na swój cel wybrała właśnie York. Mogła wylądować na kompletnym odludziu. Bez wiedzy o możliwościach jakie teren im zapewniał. Oczywiście wolałaby w ogóle się tutaj nie pojawić, przespać spokojnie noc, nie wariować od trucizny infekującej jej organizm, ale nie mogła narzekać.  Nie obchodzili ją inni i to gdzie magia mogła ich rzucić, ale myśl, że mogli trafić o wiele gorzej sprawiała, że przyśpieszała kroku. Pewnego rodzaju ulga, która pomieszana z instynktem przetrwania dawała motywację by się nie zatrzymać na środku drogi. Ulga i mężczyzna zaciskający swoją dłoń coraz mocniej na jej ramieniu. Droga była trudna, ale do pokonania. Prawdopodobnie gdyby nie to, że od towarzystwa ludzi wolała spacery to już w połowie drogi by zrezygnowała. Chata myśliwego była taka sama jak ją Borgin zapamiętała. Przyglądając jej się z bliska miało się wrażenie, że jeden podmuch wiatru wystarczy by rozleciała się jak domek z kart. Drzwi uległy kiedy mężczyzna nacisnął klamkę. W domu panowała ciemność, jedynie mały płomyk lampki stojącej na regale pozwolił na zobaczenie wnętrza chaty. Podłoga pod ich stopami skrzypiała i to był jedyny dźwięk w całej chacie. Głęboka cisza zdradzała, że w domu nikogo prócz ich nie ma. Gdy mężczyzna przeciągnął ją naprzód miała ochotę wyrwać się z jego uścisku. Rozumiała doskonale to, że była jego oczami, bezpieczną drogą do domu, ale nie przyzwyczajona do jakiegokolwiek dotyku spinała się za każdym razem gdy znów ściskał jej ramię. Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nie odnalazła wzrokiem kominka. Przeszli do kolejnego, który był połączeniem salonu i kuchni, a przynajmniej dla mężczyzny tu mieszkającego bo dla niej to było składowisko rupieci, skór zabitych zwierząt i brudnych talerzy. Jej oczom okazał się kominek i teraz nie miała już żadnych wątpliwości. - Jest – mruknęła gdy nią szarpnął domagając się jakichkolwiek komunikatów. - Poczekaj, sprawdzę. - dodała wyrywając ramię i ruszając w stronę kominka. Była pewna jego przeznaczenia chociaż nigdzie nie widziała proszku Fiuu. Podeszła do starego regału stojącego przy samym oknie i zaczęła przeszukiwać szuflady. Domyślając się, że hałas, który przy tym robiła może być nie zrozumiały dla Mulcibera wyjaśniła – Nie mogę znaleźć proszku do stu dżinów – w szufladach go nie było dlatego zaczęła się rozglądać za innym miejscem, w którym mężczyzna mógłby go schować. Dopiero po chwili zobaczyła, że obok kominka znajduje się półka, na której stał wielki słoik. - Mam – odparła zadowolona i podeszła do mężczyzny łapiąc go za dłoń. - Pójdziesz pierwszy bo jeśli ja pójdę to nie trafisz do kominka. - dodała gdy zbliżali się do kominka. W dłoniach nadal trzymała słój z proszkiem czekając aż mężczyzna ulokuje się w środku i będzie gotowy do przeniesienia. Nie mieli chwili do stracenia bo czuła, że dużo czasu jej nie zostało, a ona potrzebowała uzdrowiciela. I to szybko.





   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   04.09.17 23:18

Nie dbał o jej samopoczucie. Nie reagował na spięcie mięśni, gdy szarpnął ją w przód, a tym bardziej, gdy zaciskał palce wpierw na jej przedramieniu, a później na chudym przegubie. Myślał praktycznie, posiłkował się nią, jak rzeczą, którą dosłownie miał pod ręką. I pewnie bez wahania zasłoniłby się nią, jak tarczą, gdyby pozostałe zmysły zaalarmowały go o zagrożeniu. Nie dlatego, ze był tchórzem, dlatego, że przytomny, choć ślepy wciąż był pożyteczniejszy. Mógł celować na oślep, wodzony słuchem, ewentualnie węchem, licząc na łut szczęścia i jej wskazówki, które nakierują go na cel. Zbyt słabo się znali, by potrafiła to docenić — lecz i o to nie dbał. Nigdy nie starał się nikomu imponować, ani sprawiać lepszego wrażenia. Częściej podświadomie zniechęcał do siebie ludzi arogancją lub brakiem manier, choć tak naprawdę nie brakowało mu ani dystansu i pokory, jak i obycia w towarzystwie.
Kiedy wkroczyli do domostwa, wciąż pozostał skazany na jej głos. Wyczekiwał go, bo tylko on potrafił zarysować mu sytuację, w jakiej się znajdowali. I pewnie, gdy spotkają się następnym razem, wpierw jej głos do niego dotrze, przypominając dzisiejszy dzień i to wszystko, co miało miejsce, a dopiero później ujrzy jej szczupłą twarz i okalające ją gęste ciemne włosy. Była jego przewodniczką, choć o to nie prosił — podświadomie zaś tego wymagał; był przewodniczką, bo doprowadziła go aż tutaj, do czyjegoś domu, ciągnąc go do kominka, jak dziecię błądzące we mgle. Jego duma nie cierpiała z tego powodu; nie czuł się źle, dlatego, że ona mu pomogła. Czuł się poirytowany swoją bezradnością. Choć często zamykał oczy i kierował się zapachami, które go otaczały, nigdy nie był zmuszony do radzenia sobie całkowicie bez wzroku; wtedy zawsze mógł otworzyć oczy i sprawdzić, czy to, co czuł — było tym, co powinien widzieć.
Zacisnął palce na różdżce, obracając lekko głową, lecz nie obserwował otoczenia, a nasłuchiwał dźwięków, które nie pasowały do miejsca, zajmowanego tylko przez ich dwoje. Dopiero kiedy się odezwał, zwrócił się bardziej ku niej, nie opuszczając swej różdżki.
— Jesteśmy sami?— spytał, poniekąd niedowierzając. W środku było ciepło, a to świadczyło o czyjejś obecności. Jeśli gospodarz znajdował się w pobliżu, to albo ich obserwował z ukrycia, albo wyszedł na zewnątrz, a to oznaczało, że nie mieli zbyt wiele czasu na reakcję.
Puścił ją, a może wyrwała się sama, uprzedzając go przecież przed tym.
— Sprawdź z boku, może gdzieś stoi jakaś misa — łatwo mu było mówić, kiedy stał bezczynnie, nie widząc ani skrawka wnętrza. Proszek fiuu w jego mieszkaniu zawsze leżał w widocznym miejscu, na kominku, choć rzadko z tego środka transportu korzystał. Zastanawiał się nad odłączeniem go z sieci, dla własnego bezpieczeństwa. Wolał, by goście nie wpadali do niego niezapowiedziani, by nie wpadali do niego w ogóle, dali mu spokój, pozwolili zatracać się w woluminach w spokoju.
Poczuł jej dłoń na swojej i obrócił w jej kierunku głowę. Miała rację — choć nie przyznał tego głośno, nie skwitował tego nawet kwaśnym uśmiechem. Zamiast tego zacisnął zęby, hamując przypływ frustracji i ruszył przed siebie z wyciągniętą wysoko ręką. Trzymając różdżkę, knykciami oparł się o jego brzeg, dzięki temu był w stanie wszystko sobie zwizualizować. Wyswobodził się z jej uścisku, wolną dłonią nabrał proszku, który mu wsypała w dłoń i stanął w kominku.
— A więc, do zobaczenia. — pożegnał ją tymi słowami, będąc pewnym, że niedługo, gdy się spotkają spojrzą sobie w oczy. Wypowiedział dokładnie adres lecznicy na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu i sypnął pyłem, znikając w zielonkawych płomieniach.

|zt





And so Death took the brother for his own.
*
And then he greeted Death as an old friend.
Powrót do góry Go down
Antonia Borgin
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
26
Półkrwi
Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
0
11
0
5
0
16
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Romantyczna ławka   05.09.17 21:59

Na pytanie mężczyzny czy są tutaj sami odpowiedziała skinieniem głowy dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że przecież on nie mógł tego zobaczyć. - Tak – odpowiedziała. Nie była przyzwyczajona do używania zbyt wielu słów. Cisza była o wiele bardziej jej znana niż ciągle wypływający jej z ust potok słów. Nie wiedziała dlaczego tak było, po prostu nigdy nie musiała ich zbyt wielu używać. Większość rzeczy trzymała głęboko w sobie odzywając się jedynie wtedy gdy od niej tego wymagano. Zwyczajnie reagowała tak nie zastanawiając się zbytnio co prowadzić do tego typu reakcji. Dzisiaj jednak miała tylko słowa. Tylko głos wskazujący mu drogę, opisujący otoczenie, prowadzący do bezpiecznego miejsca. Nie wiedziała czy potrafiłaby się sama odnaleźć w takiej sytuacji. Utrata wzroku była dla niej czymś niewyobrażalnym. Była typem obserwatora i dlatego pozbawiona go prawdopodobnie już na samym początku pozwoliłaby panice wziąć nad nią górę. Ten wydawał się być niewzruszony. Pewny tego, że gdyby nie ona i tak w końcu znalazłby drogę na Nokturn. Nie traktowała samej siebie jak pomocy czy ratunku. Choć nie przejmowała się ludźmi to oboje znaleźli się w sytuacji, o której nie mieli najmniejszego pojęcia. I właśnie w takich sytuacjach człowiek bez względu na wszystko tworzy coś na kształt przymierza. Z kimkolwiek by się w ów sytuacji nie znalazł. Odprowadzając mężczyznę do kominka myślała już tylko o tym by stąd zniknąć. Zimne dreszcze ogarnęły jej ciało, ale twarz zdawała się płonąć. Gdyby tylko przestała chodzić, gdyby na chwile usiadła prawdopodobnie nie byłaby już w stanie wstać. Robiła wszystko by doprowadzić to do końca. Jego i siebie też. W całym pomieszczeniu czuć było nieprzyjemną stęchliznę, a słoik w jej dłoni ciążył jej już niemiłosiernie. Odsunęła się od kominka gdy mężczyzna ścisnął w dłoni proszek. Pożegnała go spojrzeniem i głębokim westchnięciem. Na więcej nie było ją już stać. Kiedy tylko mężczyzna zniknął, a popiół opadł na brudną podłogę rzuciła się do kominka ściskając kurczowo w dłoni proszek. Nienawidziła tego środku transportu, ale czego się nie robi dla… życia? W momencie, w którym podawała na głos adres szpitalu św Munga drzwi do chaty się otworzyły. Ciekawe jak długo myśliwy będzie szukał w tym bałaganie tego co mogli mu zabrać złodzieje atakujący jego dom. Nie tym razem, dzisiaj chcieli się tylko uratować.

z.t





   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Powrót do góry Go down
 

Romantyczna ławka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Yorkshire, York-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18