Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stajnie Carrowów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stajnie Carrowów   05.11.16 22:46

First topic message reminder :

Stajnie Carrowów

Publiczne stajnie Carrowów to miejsce, gdzie każdy, kto ma odpowiednią pozycję może przyjść i skorzystać z tej przyjemności jaką jest dosiadanie aetonana. Rzecz jasna, wszystko odbywa się w towarzystwie wykwalifikowanego pomocnika, wszak mało kto potrafiłby obejść się z tymi zwierzętami.
Tego rodzaju miejsce, to pewne nowum w historii rodu, działa dopiero od kilku lat, ale już osiągnęło status eleganckiego miejsca spotkań dla ludzi z wyższych sfer.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   04.12.16 19:27

W przypadku zwierząt w stajni Carrowów zdecydowanie można było mówić o rozpieszczeniu; zadbane konie i dumne aetonany wszak już od dnia narodzin przyzwyczajane były do wszystkiego, co najlepsze, by wzrastać w przekonaniu, że nie powinny oczekiwać niczego poniżej. W ślad więc za przyzwyczajeniem do standardów, szło przyzwyczajenie do ludzi, poczynając od umiłowanych w przejażdżkach lordów i lady Carrow, a kończąc na stajennych, którym czasem stworzenia mogły się wydawać… niewdzięczne. Może to właśnie podszczypywanie rąk wyczesujących sierść albo odmawianie nastąpienia się przy próbie wejścia do boksu, gdy tylko Pani nie widziała, sprawiło, że wymagane było ponowne obstawienie stanowiska opiekuna kopytnych? Jeśli tak, Neptun z pewnością nie widział błędów w swoim niefrasobliwym obyciu nieułatwiającym nikomu wykonywania swoich obowiązków, nie dostrzegł również powiązania pomiędzy zniknięciem poprzedniego stajennego, a pojawieniem się kolejnej osoby w swoim otoczeniu. Był zbyt skupiony na własnej teorii spiskowej, w którą wszystko wpasowywało się wprost idealnie, niczym zagubione elementy układanki. Obraz smukłych pęcin Wenus ponownie zamigotał w jego pamięci, sprawiając, że nerwowe rżenie zmieniło ton i zabrzmiało smutno - szczególnie, że jego Pani zignorowała wyrzut w jego oczach i pomaszerowała dalej, zupełnie jakby nie miał dla niej żadnego znaczenia! Chociaż wciąż wyrażał swoje nastawienie do świata poprzez stanie zadem do wejścia, co jakiś czas zerkał ukradkiem za siebie, by robić rozeznanie w sytuacji, a gdy intruz zbliżył się do jego boksu, nazywając go lordem Carrowem (ego Neptuna z pewnością zostałoby mile połechtane, gdyby zrozumiał sens tej nobilitacji), wygiął szyję w lewą stronę, by niby od niechcenia spojrzeć na smukłą sylwetkę. Pachniała inaczej, nawet siano nie stłumiło bijącej od niej niepewności, którą konie momentalnie wyczuwały. Może jednak była to pora na zmianę taktyki? Neptun grzecznie złożył skrzydła po sobie, by drepcząc drobne kroczki, odwrócić się o sto osiemdziesiąt stopni w niemalże zapraszającej pozie. Jego spojrzenie czujnych, ciemnych oczu wciąż było utkwione w uchylanych drzwiach boksu.

| MG gorąco przeprasza za swoje gapiostwo, pierwotna wersja posta nie doczekała się wysłania i zaginęła w akcji - w ramach rekompensaty za niedogodności dostajecie +10 do kolejnego ewentualnego rzutu k100 i brak limitu czasowego na odpis w tej kolejce. Co prawda w trakcie eventów i wątków z MG obowiązuje zasada jeden post = jedna akcja, jednak wprawianie wideł w ruch ciężko uznać za istotny czynnik determinujący dalszą akcję, dlatego obędzie się bez krzyków i kombinacji!


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore https://www.morsmordre.net/t3806-sroka https://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore https://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 https://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
11
17
0
0
0
0
18
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   06.12.16 19:43

No dobrze...co ty kombinujesz, koniowaty lordzie? - pyta się go w myślach patrząc, jak nagle zmienił nastawienie. Już się nie awanturował tylko patrzył na mnie uważnie. Zmarszczyłam czoło uśmiechając się pod nosem.
- Och, czyby lord lubił słuchać godnych końskich wyniosłości słówek? - pytam się go, a w mym głosie mimo wszystko szło wyczuć iskierkową nutę rozbawienia. Bo ja wiem, że to pewnie zbieg okoliczności, parzcież konik mnie nie mógł rozumieć, lecz jaki zabawny. Nie mogłam się powstrzymać przed rzuceniem kolejnej frazy ku magicznemu zwierzęciu zdając sobie sprawę z tego, że Lady Carrow może uznać mnie na średnio zrównoważoną na mózgu. No ale nic. Już za długo pracuję ze zwierzętami by wstydzić się tego, że ktoś usłyszy prowadzone przeze mnie z nimi monolog.
Robię krok na przód przechodząc przez próg boksu. Właściwie to najpierw przechodzi siano, a potem. mam zamiar ułożyć jedzenie w odpowiednio spreparowanym ku temu miejscu by zaraz uzupełnić karmnik miarką paszy. Ciągle przy tym czytam zachowanie wierzchowca by w razie potrzeby odpowiednio zareagować. Zdawałam sobie sprawę, że prawdopodobnie ten czuje się względm mnie równie niepewnie co ja względem niego.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   06.12.16 19:43

The member 'Sally Moore' has done the following action : rzut kością


'k100' : 87


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   17.12.16 13:08

Zmiana nastawienia musiała być deprymująca, ale i alarmująca dla czujnego obserwatora, wszak niezależnie od ponadprzeciętnej intuicji, aetonan wciąż pozostawał tylko aetonanem, a dobrze obeznany ze zwierzęcą naturą człowiek niewątpliwie posiadał nad nim przewagę umożliwiającą odpowiednie dostosowanie swoich działań do okoliczności. Neptun pozostawał ślepy na te niuanse, okrutnie nie doceniał niepozornej Sally, która wizualnie w porównaniu z poprzednim stajennym wydawała się być filigranowa i niewystarczająco silna, by chociażby utrzymać go za kantar w miejscu. Wyprostował szyję, niby to patrząc z zainteresowaniem na wnoszone do boksu siano, chociaż tak naprawdę był przekonany o tym, że już przechytrzył nieznaną mu postać. Czekał na odpowiednią okazję, a gdy dostrzegł ją we wciąż niezamkniętych drzwiach do boksu, w ciągu zaledwie paru chwil zmienił swoje zachowanie. Położył uszy po sobie, dając tym samym Sally ostrzeżenie, które bez problemów odczytała i wiedziała już co nastąpi kilka sekund później - Neptun podjął szarżę w kierunku wyjścia, w którym wciąż stała stajenna. Spodziewał się, że uskoczy na bok przestraszona wizją bycia staranowaną przez narowistego rumaka, na to też liczył, w końcu nie słynął z agresywnej natury i skłonności do bezpodstawnego atakowania ludzi. Ale czy Sally faktycznie miała zamiar ustąpić? A może prawidłowe odczytanie wszystkich sygnałów dało jej wystarczająco dużo czasu na podjęcie właściwego działania?

|  Majesty, z racji nieobecności zostajesz wykluczona z akcji, która rozgrywa się w pewnej odległości od Ciebie i chwilowo nie ma na Ciebie żadnego wpływu - nie oznacza to jednak, że nie możesz dołączyć. Sally, jeśli zdecydujesz się na używanie magii, wykonujesz rzut zgodnie z mechaniką, jeśli postanowisz zastosować inne środki, rzucasz k100, a do wyniku zostanie doliczony bonus z biegłości ONMS oraz statystyki sprawności. Na odpis masz 48 h. Powodzenia!


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore https://www.morsmordre.net/t3806-sroka https://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore https://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 https://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
11
17
0
0
0
0
18
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   18.12.16 19:48

No i kładę te siano i rozczapierzam je trochę dla wygody kopytnego lorda, patrzę na stan ściółki i na samego mieszkańca i...cóż - widzę, że się do czegoś przymierza. Początkowo pomyślałam, że nie podoba mu się obecność kogoś obecnego w jego towarzystwie, lecz zaraz mięśnie jego spięły się pod skórą, a ja już wiedziałam w jakim celu.
Nie zamknęłam za sobą furtki, jedynie ją nieco przymknęłam - sporadycznie zdarzało mi się to by jakieś zwierze próbowało czmychnąć, lecz najwyraźniej nie doceniłam wyobraźni ogiera. Nie mogłam jednak pozwolić mu na tą swawolę - mogłoby to wywołać niepokój wśród innych mieszkańców, a przede wszystkim bardzo mogłoby to utrudnić w przyszłości moją współpracę z Neptunem. Nie chciałam by mnie postrzegał jako słabsze ogniwo. Postanowiłam więc nie zostać w tyle. Spinam więc własne mięśnie i zdecydowanie, bez strachu sięgam ku kantarowi. Chcę zacisnąć dłoń na pasku łączącym nachrapnik z podgardlem i szarpnąć nim, jednocześnie ustawiając rękę tak by mój łokieć nieznacznie opierał się o jego szyję.
- Łoooo...


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   18.12.16 19:48

The member 'Sally Moore' has done the following action : rzut kością


'k100' : 57


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   23.12.16 12:56

Na cokolwiek liczył Neptun, słono się przeliczył. Wbrew jego początkowym założeniom, drobnej budowy Sally wcale nie odskoczyła na bok w strachu przed jego cielskiem, w którym każdy, nawet najmniejszy mięsień pracował niczym w doskonale skonstruowanej maszynie. Chociaż aetonana przepełniała determinacja, by wygalopować z boksu, a jego chrapy wciąż rozszerzały się groźnie, nie miał w zwyczaju taranować ludzi z rozmysłem, dlatego też zwolnił tuż przed stajenną, twardo zapierając się kopytami w przykryte sianem podłoże - może gdyby miał więcej miejsca do wzięcia rozbiegu, sprawy wyglądałyby inaczej, może nie wytraciłby prędkości tak szybko, może wszyscy musieliby ustąpić przed pędzącym niczym wiatr ogierem, który zdawał się widzieć tylko drogę wyjściową. Rżąc w proteście, stanął dęba, by szarpać się z kobietą, która wprawnym gestem chwyciła jego kantar. Starcie tytanów, którzy najwidoczniej oboje popełnili ten sam błąd zlekceważenia drugiego, trwało parę pełnych napięcia chwil i chociaż najprawdopodobniej używając całej swojej siły drzemiącej w wyćwiczonych mięśniach, Neptun byłby w stanie przeciągnąć Sally na drugą stronę boksu i utorować sobie wyjście, z jakiegoś powodu, chociaż niechętnie, uznał jej prawa do chwilowego przebywania w swoim królestwie. Nadeszła pora karmienia i porannej toalety. Łaskawy Neptun parsknął po raz ostatni, by - nie daj Merlinie - nie pomyślała sobie, że tym samym uznaje jej wyższość, skoro oczywistym było to, że to on jest panem i władcą. Lord Carrow w każdym calu, pod tym względem panna Moore nie myliła się ani odrobinę.

| Dziękuję za sprawne odpisy i rozgrywkę, niniejszym uznaję interwencję za zakończoną, brawa dla Sally za okiełznanie narowistego Neptuna :pwease: Jeśli macie ochotę, oczywiście możecie kontynuować grę we własnym zakresie, jednak dalszy udział mg nie jest przewidziany.


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore https://www.morsmordre.net/t3806-sroka https://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore https://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 https://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
11
17
0
0
0
0
18
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   26.12.16 21:19

Powietrze niemal drżało od napięcia i byłam w stanie to stwierdzić nie oddychając. Zamarłam bowiem na kilka sekund tak jak Neptun, a powietrze nieprzyjemnie ciężyło nam. Zdawaliśmy jednak nie zwracać na to uwagi w momencie w którym wyzywająco zaglądaliśmy sobie w oczy mierząc nawzajem swój upór. Kolejne uderzenie serca później zdaliśmy sobie doskonale sprawę z tego, że w tym momencie na próżno szukać jest w tej bitwie zwycięzców bez odpowiedniej ofiar. On cofnął kopyto, ja zmrużyłam ślepia.
Remis, lordzie Carrow.
Uniosłam znacząco jedną z brwi, a on jakby mnie rozumiejąc, nie tracąc swej majestatyczności spojrzał na mnie z góry przypominając, że to dopiero pierwsza potyczka. Wychodząc z jego boksu byłam tego świadoma.
Wszystko jeszcze przed nami.
Zadarłam podbródek i zaczęłam obsługiwać pozostałe konie. Tym razem obyło się bez większych incydentów. Potem słuchałam jeszcze pouczeń, nakazów i zakazów. Dzień był raczej udany. Po skończeniu swej pierwszej zmiany w tym miejscu odmeldowałam się marząc tylko o długiej kąpieli.

|zt


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore https://www.morsmordre.net/t3806-sroka https://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore https://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 https://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
11
17
0
0
0
0
18
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   12.08.17 18:07

|kwiecień

Gdy spojrzałam na horyzont to dostrzegłam na jego krańcu dopiero co błękitniejącą łunę świadczącą o tym, że do świtu już całkiem niedaleko. Lubiłam bardzo te momenty,kiedy to ja byłam tą,która jako pierwsza odwiedzała stajnie. Było w tym coś eterycznego co ujmowało mnie za serce. Myślę, że to była ta cisza nie zmącona przez odwiedzających i innych pracowników, której jedynym odbiorcą przez kilka kolejnych godzin byłam tylko ja. Mogłam poczuć się wyjątkowo. I czułam.
Z uśmiechem na ustach przy pomocy magicznego klucza przebrnęłam przez chroniące konie bariery oraz osłony, by następnie w sposób mechaniczny uchylić skrzydło stajni. Zapach ściółki i końskiej sierści otulił mnie niczym miękki koc. Uwielbiałam to. Zwierzęta wewnątrz już nie tak bardzo. Standardowym rytuałem był wzburzony wśród nich spokój, który następnie przerodził się ciekawość. Ja sama stałam tak, nie dostrzegłam w ich oczach i mowie ciała rozluźnienia. Nie trwało to długo - chłodny, wiosenny wiatr przebiegł mi pod nogami ku wnętrzu stajni porywając ze sobą mój zapach. Zrobiłam parę kroków w głąb, zdejmując z siebie ciężki płaszcz i wyplątując się z chusty. Przerzuciłam ubrania przez ramie, a gestem różdżki rozświetliłam magiczne lampiony równie czarodziejskim światłem. Dmuchnęłam w czubek różdżki zadowolona z siebie i dziarskim krokiem podążyłam w stronę pomieszczenia dla pracowników. Tam w odpowiednim miejscu złożyłam nadmiar odzienia i przebrałam się w bardziej odpowiednie do pracy. Wprawionym ruchem zgarnęłam włosy do tyłu przewiązując je rzemieniem w koczek, który schowałam pod czapką z daszkiem. Tak przygotowana po raz kolejny przeszłam przez stajnię pomiędzy boksami kierując się tym razem w stronę spiżarni moich potworków. One już wiedziały, że zaraz przyjdzie do nich śniadanko. Dosłownie! Odpowiednim zaklęciem zachęciłam wielki wór z paszą, by zaczął za mną lewitować. Następnie specjalnie spreparowaną miarką odmierzałam kolejnym wierzchowcom odpowiednie porcje pożywienia. Znałam już na pamięć proporcje do których w zależności od przypisów dodawałam też odpowiednich sproszkowanych witamin bądź oleistych mazi mających wpłynąć korzystnie na kondycje i miękkość sierści. W końcu nadchodziła wiosna, lato...
Po nakarmieniu moich podopiecznych i upewnieniu się, że wszyscy mają dostęp do świeżej wody odstawiłam resztę pożywienia na swoje miejsce. Przebiegłam na prędko z miotłą pomiędzy boksami, a następnie udałam się do siodlarni w której mogłam znaleźć specjalne uprzęże po których nałożeniu aentonan nie mógł rozłożyć skrzydeł i wzbić się w powietrze. Miałam je nałożyć na trzy konie, które wczorajszego dnia odbyły intensywny trening w powietrzu, a dzisiejszy dzień miały spędzić na padoku, na ziemi. Wszystko po to by uniknąć nadwyrężenia i zadbać o ich odpowiedni rozwój - wiele aeantonanów które miały więcej niż cztery, pięć lat częściej wolała latać, sprawiając, że siła w ich nogach słabła. Trzeba było więc o to dbać i zachęcać do ogólnego rozwoju.
Uprzęże zawiesiłam na kołkach przy odpowiednich boksach wchodząc do jednego z nich. Aentonan nie zwracał na mnie większej uwagi wylizując swój karmnik. Nie miałam więc większych problemów z tym by przewiesić przez szyję rzemieniem, poprowadzić je nad jego grzbietem i plecami i by następnie ściągnąć je i spiąć pod brzuchem. Na ostatnią dziurkę wiedząc, że Anabel czując opór na wierzchu swych skrzydeł będzie je trzymała ściśle przy tułowiu. Nałożyłam jej na głowę kantar i wyprowadziłam na wiązie w stronę padoku. To samo zrobiłam z dwoma kolejnymi aentaonami. Przy czym Midas będący gniadym ogierem zmusił mnie do treningu cierpliwości i zrozumienia. Był bardzo aroganckim koniem mającym bardzo dużo nieprzyjemnych odruchów gdy tylko podchodziło się do niego z czymkolwiek innym niż jedzeniem. Tak też było i teraz - nie weszłam do niego, a ten już strzygł nieprzyjemnie uszami przymierzając się jak kaczka do wyrwania mi uprzęży i zachęcenia do tego bym bawiła się z nim w przeciąganie sznura. Na jego nieszczęście ja byłam cierpliwa i postanowiłam sobie, że wyplenię w nim te dziwne nawyki. Polegało to na tym, że pozwalałam sobie wyrywać te szelki, a potem stałam i czekałam, aż on się znudzi wypuszczając z pyska na ściółkę pochwyconą zabawkę. Chciałam mu w ten sposób pokazać, że wcale mi nie robi tym na złość, wcale mnie to nie irytuje, nie zachęca do zagrania w jego grę. Był butnym, trzyletnim ogierem i bardzo dobrze zdawałam sobie z tego sprawę, że to był ten czas, kiedy badał granice. Najistotniejszym było to by nie dać się sprowokować więc nie dawałam! Cierpliwie czekałam aż zrozumie, że podobne cyrki nic nie wnoszą a jedynie opóźniają nieuniknione. Po tym, jak nudziło mu się noszenie w zębach uprzęży zaczynał truchtać po boksie utrudniając jej nałożenie. Ale i tutaj po prostu po każdej próbie sabotowania moich wysiłków z anielską cierpliwością odsuwałam się i zaczynałam od nowa nie próbując robić niczego siłą i nawet nie myśląc o próbie szamotania się z pół tonowym zwierzęciem w ciasnym boksie. Na głowę nie upadłam nigdy tak mocno by widzieć w tym jakikolwiek sens wiec zbroiłam się w cierpliwość uzyskując mozolnie efekty w postaci niby to miłosiernego poddaństwa wierzchowca, który jednak pozwoli pospolitej stajennej służbie na nałożenie sobie uprzęży. Ja jednak wiedziałam, że to kolejny, mały krok na przód. Być może, za miesiąc bądź dwa tak intensywnej współpracy uda się całkowicie spacyfikować kopytnego arystokratę. Kto wie.
Nie marnując czasu, choć i tak potwornie wiele mi go uciekło przez Midasa, wróciłam do stajni w której był już kierownik. Był w pięknej wymuskanej szacie bez wątpienia nie przystosowanej do pracy w boksie lecz do rozmawiania z odwiedzającymi i ustalania szczegółów wypożyczenia rumaków już jak najbardziej. W swoim zwyczaju standardowo zbeształ mnie za mozolność pracy by zaraz potem z podobną do Midasa łaskawą wyniosłością poinstruować mnie które konie powinnam czym prędzej oczyścić. Nie mówiąc nic i grzecznie potakując chwyciłam worek ze szczotkami i w boksach zaczęłam przygotowywać konie do zbliżającej się jazdy. Na szczęście nigdy nie było przy tym nadmiaru pracy, gdyż zwierzęta co najmniej trzy razy dziennie czuły na sobie włosie szczotki. Wystarczyło zatem kilka energicznych ruchów w strategicznych miejscach by pozbyć się nikłej warstwy kurzu. Następnie kopytka, rozczesanie grzywy i ogona, a potem zaplecenie tego długiego włosia w zmyślną fryzurę. Nie brzmiało to trudno i właściwie gdybym miała na to więcej czasu uznałabym to za relask, a nie pracę, lecz rzeczywistość niestety była zgoła inna i po oporządzeniu czterech rumaków w tak krótkim czasie byłam zlana potem. Wyrobiłam się na czas i wyprowadziłam zwierzęta z boksów kolejno je siodłając i uniżenie służąc przybyłej czeroosobowej arystokratycznej rodzinie robiąc za co najmniej żywy podnóżek. Z westchnieniem ulgi patrzyłam jak oddalają się w nieznane. W tym czasie zgodnie z kolejnym napływającym nakazem wzięłam różnego olejku i delikatnej szczoty udając się do siwej klaczy, która wczorajszego dnia zrobiła na złość jeźdźcowi i wylądowała w Tamizie. Jej sierść i skrzydła dalej pachniały rzecznym mułem i zgodnie z rozporządzeniem miałam to zmienić. Fantastycznie! Była moją niepokorną ulubienicą. Cieszyłam się że spędzę z nią więc dziś więcej czasu niż zazwyczaj. Powitałam ją więc, pozwalając się obwąchać, a potem delikatnie pomuskałam jej chrapy przeciągając dłonią wyżej by potem ześlizgnąć się z siłą po jej szyi. Odpowiedziała na ten gest z przyjaznym ożywieniem zaczynając iskać materiał mojego swetra zaczepnie. Cukiereczek. Pokazałam jej szczotkę i pozwoliłam powąchać pojemniczek różanej maści. Pomachała nerwowo głową rozbawiając mnie jeszcze bardziej. Wybacz, król stajni stwierdził, że księżniczce nie wypada pachnieć mułem - mając tę myśl w głowie rozprowadziłam na szczotce pachnidła zaczynając szczotkować swoją podopieczną kawałek po kawałku...

|zt


Powrót do góry Go down
Aurelia Carrow
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
opiekunka aetonanów
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
0
16
5
5
5
0
10
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stajnie Carrowów   20.05.18 20:57

27 czerwca

Lady Carrow nigdy nie popierała zajęcia swojej córki, uważając, że przebywanie w stajniach wśród aetonanów nie przystoi młodej damie. Odkąd tylko Aurelia przyszła na świat, matka miała wobec niej plany i nikt nie powinien dziwić się starszej kobiecie: przez sporą część życia wychowywała przecież samych synów, z którymi nie mogła udać się choćby do salonu piękności na względnie swobodną rozmowę o wszystkim i niczym, z daleka od wścibskich uszu służby, rodziny, czy po prostu z daleka od Sandal Castle. Chociaż z początku Aurelia nie miała wyboru, zgadzając się na pomysły matki, tak po pewnym czasie czuła, jak przed każdym podobnym wyjściem wszystko weń się buntuje: nienawidziła bowiem wybierania nowych sukienek, dopasowywania do nich pantofli i dodatków, co nie oznaczało, że nie miała gustu. Ten był, lecz młodsza lady była zaskakująco zdecydowaną damą. Wiedziała czego chce i czego szuka, wiedziała co jest jej niepotrzebne i kiedy ktoś chciał jedynie wyciągnąć z niej więcej pieniędzy, niż to potrzebne, zapewne za sprawą ojca, który niejednokrotnie kręcił głową na nowe zakupy dźwigane przez skrzaty. Kiedy zaś dochodziło do wizyt w salonach piękności, zazwyczaj siedziała z boku z filiżanką jaśminowej herbaty, przyglądając się wszystkim zabiegom; jej idealna, śnieżnobiała cera, włosy i ciało nie wymagały częstych ingerencji.
Dzisiejszego poranka zbuntowała się zdecydowanie bardziej, niż kiedykolwiek, kiedy zuchwale oświadczyła, iż obiecała ojcu opiekę nad stajnią podczas jego nieobecności w posiadłości. I chociaż matce nie było to na rękę, gdy kolejny dzień musiała spędzić na niezbyt wciągających obowiązkach, po trzech próbach zaprzestała namawiania córki do swojego pomysłu. Lord Carrow miał zdecydowanie inne podejście do zajęcia swojej Aurelii, która – w ostatnim czasie – była jedynym dzieckiem w gromadzie, przejmującym się losem rodowej hodowli i zwierząt, uwielbianych całym sercem. Nie mogła więc zawieść ani ich, ani ojca, ani odebrać sobie tych kilku godzin przyjemności i spokoju.
Do stajni przychodziła ubrana zazwyczaj w rzeczy, które lata świetności miały dawno za sobą i tak było i teraz: łatwo było od tyłu pomylić ją ze zwykłą służką, dorabiającą sobie od czasu do czasu w tym miejscu. Kroczyła jednak pewnie, ze skupioną i zdecydowaną miną sprawdzając, czy każdy pracownik pojawił się na miejscu punktualnie, z kolei potem zrobiła obchód po wszystkich boksach. Szybkie werbalne przywitanie się i upewnienie, że aby na pewno każdy z koni ma się dobrze, było pierwszym, co robiła każdego dnia. W następnej kolejności była pora karmienia; w związku z kapryśną magią mieli dwa razy więcej pracy. Prosząc jednego ze stajennych o pomoc w dźwiganiu ciężkiego – bo świeżo otworzonego – worka i chodzeniu za nią, zgodnie z miarką rozdzielała jedzenie do każdego stanowiska. Potem samodzielnie uzupełniła wodę i rozdzieliła smakołyki, które przemycała bardzo często zwierzętom, jeśli nikt nie patrzył – być może dlatego wszystkie konie nie sprawiały jej problemów.
Postanowiła, że punkt codziennego programu, którym był spacer, odłoży na później, kiedy niezadowolona dostrzegła pomierzwione grzywy u kilku klaczy. Wiedziała, że powinna była zgłosić to uchybienie ojcu, ale myśli, które wciąż kierowały się w stronę braku odzewu ze strony Alpharda, skutecznie zepchnęły tą jedną gdzieś na samo dno wszelkich zmartwień.
Swój mały zakład fryzjerski otworzyła przyjęciem klaczy o karym umaszczeniu. Valentina, młoda i nadzwyczaj spokojna istota, nosiła imię nadane jej przez Aurelię, gdy dołączyła do ich gromady w święto zakochanych. Odkąd pamiętała klacz była zwolenniczką czesania, czasami z własnej woli nadstawiając łeb pod ludzkie ręce: weszła więc do jej boksu, ówcześnie sprawdzając, czy zgodnie z codziennym zarządzeniem był wyczyszczony, by później zacząć ostrożnie rozczesywać jej długą grzywę.
– Moja słodka Walentynko, co powiesz na skrócenie fryzury? – Włos nie był równy, wchodząc Valentinie do oczu a w odczuciu szlachcianki było to karygodne. Nie raz, ani nie dwa zwracała na to uwagę a świadomość, że nie słuchano jej tylko dlatego, iż była tylko córką, nie głównym zarządcą, była niezwykle drażniąca. Chwyciła więc w delikatną dłoń nożyczki, które skryte były w piórniku pełnym przyrządów do czesania, zaczesała włos z przodu i później ostrożnie podcięła. Szybko i bezboleśnie.
– Tak lepiej, prawda? Wszytko widzisz, nic ci nie wchodzi do oczu. – Przeczesała palcami grzywę a następnie zaczęła splatać włos w luźny, francuski warkocz. Później jęła się ostrożnego wyczesywania boków i szyi klaczy, sprawdziła skrzydła, czy aby na pewno wszystko z nimi w porządku, a na koniec przeszła do ogona; ten przebrała palcami i pozostawiła rozpuszczony. Po kilku minutach udała się do kolejnego aetonana, Midasa, który w gruncie rzeczy winien nazywać się Narcyzem i mieszkać w złotym boksie wyłożonym najpiękniejszymi materiałami świata.
– Jak się miewa szanowny panicz? – Czesanie Midasa zazwyczaj graniczyło z cudem i zajmowało najwięcej czasu, gdy koń manifestował głośno swoje niezadowolenie, choćby poprzez najmniej bolesne pociągnięcie, czy zbyt ciasne splecenie grzywy. Miała na niego jednak sposób, ten sam, o którym nikt nie wiedział: z kieszeni wyciągnęła kostki cukru, jedną z nich podsuwając na otwartej dłoni pod koński pysk.
Czesanie ostatecznie obyło się bez większych obraz i manifestacji, chociaż Midas raz boleśnie okazał swój sprzeciw, trącając ją pyskiem w ramię; nie obraziła się jednak, a jedyną karą było surowe spojrzenie i pogrożenie palcem. Ów zabieg powtórzyła jeszcze na kilku innych aetonanach, chociaż doskonale wiedziała, że konie nie przepadają za podobnymi pielęgnacjami, powtarzanymi zbyt często – pomimo to, nie mogła pozwolić na to, żeby chodziły poczochrane i z matową sierścią, skoro stanowiły wizytówkę zarówno rodu, jak i tego miejsca, które było często odwiedzane przez innych znamienitych członków arystokracji. Wreszcie przeszła do najbardziej oczekiwanej rzeczy: spaceru. Dzisiejsza kolej przypadała na jej Neptuna, który odkąd tylko się pojawiła, próbował zwrócić na nią swoją uwagę.
– Cierpliwości, Neptunie, cierpliwości. Na każdego przyjdzie kolej. – Powiedziała z pozoru pobłażliwie, szybko jednak uśmiechnęła się doń rozweselona. – Idziemy na przejażdżkę. Mam nadzieję, że się cieszysz. – Rozmowy z końmi, na które pozwalała sobie tylko wtedy, gdy nikogo nie było wokół, uważała za klucz do zbudowania z nimi nici porozumienia. Tak przynajmniej było w przypadku Neptuna, który jedynie przy niej zachowywał się normalnie, swoją nieufnością racząc każdego innego człowieka.
Spokojnie wyszczotkowała konia przed przejażdżką, sprawdziła kopyta, czy zgodnie z prośbą zostały wyczyszczone a gdy uznała, że przeszły test, specjalną uprzężą spięła końskie skrzydła, by nie uszkodziły się w trakcie i wyprowadziła Neptuna ze stajni. Nie wsiadła na niego jednak, uznając, że nie ma szczególnej ochoty na przejażdżkę a jemu wystarczy spacer po okolicznych terenach.
– Nie dopisuje nam pogoda, prawda? – Zwyczajowo toczyła swój monolog, od czasu do czasu spoglądając na kroczącego u jej boku wierzchowca. Miała wrażenie, że od kilku dni jego nastrój polepszył się, chociaż dalej potrafiła dostrzec tęsknotę za miłością swojego życia. Tego tematu jednak starała się nie poruszać, kiedy uparcie dążyła do tego, żeby Neptun zapomniał o pięknej klaczy, sprzedanej jakiś czas temu nowemu właścicielowi.
– Jeśli będziesz grzeczny, to zabiorę cię na wyścig. Co ty na to? Pokażesz nareszcie na co cię stać. – Gdy dotarli na łąkę w środku lasu, ciemnowłosa spoczęła na krótki moment, a potem wróciła z powrotem do stajni, z trudem omijając skupiska chochlików. Miała przeczucie, że te powoli zmieniały miejsce zamieszkania, rozprzestrzeniając się tym razem na cały las – a to nie wróżyło wcale nic ani dobrego, ani tym bardziej bezpiecznego.
Czas jej pracy dobiegał końca, chociaż opuszczała to miejsce każdym razem z bólem serca; pożegnała się ze swoimi podopiecznymi, skontrolowała pracowników, wszak nie ufała im a więc musiała mieć na nich oko, i wróciła do komnat, by zająć się pełnieniem roli cudownej córki i idealnej damy. Przy okazji spisała ułożony w trakcie spaceru list, który zdecydowanie lepiej brzmiał w jej głowie, lecz odłożyła wysłanie go na inny dzień.

zt




FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Powrót do góry Go down
 

Stajnie Carrowów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Yorkshire, York-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18