Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Leśne mokradła
AutorWiadomość
Leśne mokradła [odnośnik]04.04.15 21:02
First topic message reminder :

Leśne mokradła

Kilka kilometrów od cmentarza w Salisbury łagodne pagórki zamieniają się w gęsty, porośnięty cierniami las. W samym jego sercu kwitną mokradła. Nikt o zdrowym rozsądku nie zapuszcza się tam samotnie. Mokradła pełne są niebezpiecznych magicznych stworzeń, które tylko na to czekają. Wśród nich są Zwodniki - bagienne demony o jednej nodze, wabiące zbłąkanych wędrowców na trzęsawiska. Miejscowi bajarze powiadają, że na mokradłach mieszka Ambrozjusz Bzik, który dobrych czarodziejów nagradza, wskazując im drogę do jaskini pełnej skarbów, a złych porywa i przywiązuje do drzewa.

Na terenie lasu nie można się teleportować.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśne mokradła - Page 30 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Leśne mokradła [odnośnik]06.12.20 14:10
Jeśli nieruchoma, leżąca sylwetka faktycznie należała do Ludo, najlepiej byłoby, gdyby okazało się, że poszukiwany przez nich wilkołak pogrążony jest w głębokim śnie. Wtedy przynajmniej nie ryzykowaliby, że będzie próbował uciekać, kiedy tylko zobaczy łowców oraz ich trójkę, zbliżających się do jego kryjówki. Jeszcze lepiej by było, gdyby Goldstein jednak się obudził - ale dopiero na sam koniec ich potyczki. Właśnie po to, by zobaczyć jak łowcy są mieszani z błotem (bo przecież Burke nie zakładał, że śmierciożercy mogliby w tej potyczce ponieść porażkę), ratując go przed oskórowaniem i by wysłuchać propozycji Czarnego Pana. Craig nie spodziewał się jednak, że pójdzie im tak dobrze. Komplikacje zdarzały się zawsze. Naprawdę, zawsze.
Nie odzywał się póki co więcej, nie miał nic więcej do przekazania, a wolał nie robić nadmiernego hałasu.  Skierował miotłę ku drzewku wskazanemu przez Drew i poczekał cierpliwie, aż mężczyzna zgramoli się z kija. Sam wolałby pozostać w powietrzu, zdecydowanie ułatwiało to robienie uników - grunt mimo wszystko był niepewny, choć gdzie niegdzie istniały udeptane szlaki, którymi z pewnością poruszał się sam Goldstein, oni nie mieli czasu na próby i błędy, wpadanie w błoto i gramolenie się z niego. Mimo to zszedł z miotły i umieścił bezpiecznie pomiędzy niższymi gałęziami powalonego drzewa. Później po nią wrócą, jeśli sytuacja pozwoli. Jeśli nie, nie była to duża strata.
- Mico - rozkazał i wyczuł, że tym razem magia mu sprzyjała. Jeśli nawet stąd byli w stanie usłyszeć głosy łowców, wybitnie nie należeli oni do elity w swoim fachu. Goldstein musiał chyba naprawdę być pogrążony we śnie lub - co było właściwie nawet bardziej prawdopodobne - ukrywać się w ciszy, w swojej kryjówce, leżąc przyczajonym w gotowości do walki lub ucieczki.
- Może po prostu ich rozbroić i pogonić przez bagna - podsunął pomysł. Nie żeby był fanem pokojowych rozwiązań. Po prostu walka skończy się bardzo szybko, właściwie jeszcze zanim będzie miała okazje się na dobre rozpocząć, jeśli pozbawią łowców broni. Sam dobrze wiedział, w jak tragicznej sytuacji można się było znaleźć, jeśli twoje ręce były puste, a naprzeciwko stał uzbrojony przeciwnik. A on naprawdę chciał załatwić to szybko.


rzut na Mico


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Leśne mokradła [odnośnik]13.12.20 23:07
stąd wracamy, pojedynek z NPC w szafce
175/215, -5


Propozycja Craiga, aby przegonić trójkę nieznajomych czarodziejów padła, ale wszyscy prędko o niej zapomnieli. Mężczyźni nie dali się przegonić, odpowiedzieli atakiem na atak. Sigrun próbowała zacząć z wysokiej nuty i poległa. Dosłownie. W pierwszych chwilach upadła na ziemię, prosto na bagna, czując jak zaczyna się w nim zatapiać. Przełamała czar, czuła jednak upokorzenie i wilgoć na szacie. Błoto lepiło się do blond włosów, spływało po karku i szyi. Spokój i skupienie ustąpiło złości. Przez nią czary rzucała niecelnie. Gniew rozpraszał moc wiedźmy, działał na korzyść przeciwników; jeden z nich, najwyższy mocno dał się Rookwood we znaki. Macnair i Burke dali piękny popis czarnej magii, radząc sobie z nieznajomymi dość szybko, choć nie można powiedzieć, aby ich przegnali - trójka mężczyzn opadła bez życia na ziemię, Dwóch tonęło w bagnach, ostatni, najwyższy, osunął się przy drzewie trafiony morderczym zaklęciem Drew. Sigrun zbliżyła się do niego, pochyliła i zajrzała do torby, którą miał przewieszoną przez tułów.
- Srebrne łańcuchy, fiolki płynnego srebra... To na pewno byli łowcy - powiedziała do Craiga i Drew, gdy przeszukała jej zawartość. Srebrne łańcuchy zabrzęczały cicho. Wrzuciła torbę w stronę bagien. Prędko zaczęła w nich tonąć,.
Zwróciła spojrzenie na wschód, gdzie wykryli obecność kogoś jeszcze, a Sigrun była niemal pewna, że to Ludo Goldstein. Miała nadzieję, że nie zdołał usłyszeć padających inkantacji, nie dostrzegł błysków zaklęć. Zwłaszcza lśniącej zieleni niewybaczalnego zaklęcia. Byli od niego wciąż dość daleko.l
- Pośpieszmy się - ponagliła swoich towarzyszy i sama ruszyła żwawym krokiem naprzód, choć czuła ból w okolicach brzucha i skroni. Magiczna włócznia nieznajomego ugodziła ją dość mocno, zaś próby użycia czarnej magii nie skończyły się za dobrze. Nie zważała na oblepiające ją błoto - nie miała czasu teraz się tym zająć. - Carpiene - rzuciła cicho, dla pewności, kiedy zbliżyli się do miejsca, w którym ujrzała świetlisty zarys sylwetki Ludo. - Zatrzymajcie się - powiedziała do dwójki Śmierciożerców. Tym razem wyczuła, że nałożono w pobliżu ochronne czary, Nie było to jednak nic, z czym nie była w stanie sobie poradzić. Uniosła różdżkę i zaczęła pod nosem szeptać inkantacje. Skupiła się na tym, aby przełamać zabezpieczenia. Gdy to uczyniła, gestem wskazała czarodziejom, że droga wolna.
Odnaleźli niewielką chatę w gęstych zaroślach, była w nich tak ukryta, że nieuważne oko z łatwością by je ominęło. Niewielka, ale najwyraźniej od dawna bezpieczna. Rookwood pomyliła się jednak, kiedy sądziła, że odbywająca się w pobliżu walka nie zaalarmuje Ludo - już na nich czekał z wyciągniętą różdżką. Może miał nadzieję, że nie zdołają przełamać bariery ochronnej, że to nie po niego idą.
Wiele ją kosztowało, aby nie wymierzyć własnej różdżki w Goldsteina, w którym ledwo rozpoznała mężczyznę ze zdjęcia. Wiele schudł, zmizerniał, miał na sobie starą, podartą szatę, a zadbany niegdyś zarost był jedynie wspomnieniem - teraz broda sięgała mu za obojczyki.
- Wynocha stąd albo was ukatrupię - zagroził władczym tonem.
- Nieładnie się tak zwracać do kogoś kto właśnie uratował ci życie przed łowcami wilkołaków, Ludo - rzuciła nonszalanckim tonem Sigrun, obracając w palcach różdżkę; obserwowała wilkołaka badawczym tonem, gotowa do działania.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Leśne mokradła [odnośnik]19.12.20 23:38
Cóż miał poradzić, skoro rozgorzała walka, nie zamierzał się bawić w berka czy innego chowanego. Cała misja miała zostać przeprowadzona sprawnie i szybko, a wszelakie niedogodności czy też przeszkody - wyeliminowane. Dobrze, że przynajmniej sprawnie im poszło. Obrażenia, których doznała Sigrun nie wydawały się poważne - przynajmniej nie na tyle, by rzucać się jej na ratunek. Skoro już tu byli a droga była wolna... zostało im tylko przeć naprzód. Liczył na to, że Goldstein pójdzie z nimi po dobroci.
- Znasz ich? - zapytał z ciekawości, gdy tylko potwierdziła, z kim walczyli. Był w sumie odrobinę ciekaw czy w gronie łowców wszyscy są sobie znani - czy może trafili na jakichś dawnych rywali Rookwood? Taki zbieg okoliczności pasowałby chyba bardziej do książki niż do realnego życia, ale kto wie. Nie dociekając bardziej, Burke ruszył w głąb bagna, podążając za - chwilowo wcale nie aż tak jasno - jasnowłosą. Wyglądała dość smutno, tak upaćkana błotem, ale najważniejsze, że nie straciła z oczu celu ich zadania.
Chatka, którą znaleźli, była bardzo zaniedbana. Craig aż wzdrygnął się na myśl, że ktoś tu mógł mieszkać. Żywot wilkołaka naprawdę musiał być tragiczny. Zdecydowanie dawało im to jednak przewagę - oferta, z którą przyszli, była niemal nie do odrzucenia dla kogoś, kto nie miał właściwie nic. No, może poza odrębnymi skrawkami wyimaginowanego honoru. Widok, który zastali w domu, tylko potwierdził jego przypuszczenia. Mężczyzna, na którego się natknęli, przedstawiał sobą prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy. Po dawnym, dumnym Ludo prawie nie było śladu. Desperacja potrafiła robić z ludźmi naprawdę złe rzeczy. Craig musiał użyć wszystkich swoich sił, żeby nie skrzywić się na widok wychudzonego, obszarpanego Goldsteina, który celował do nich z różdżki.
Na Salazara, ależ on cuchnął...
- Sigrun ma rację - powiedział, uderzając w łagodny ton. Dobrze, że podkreśliła, że właśnie uratowali mu życie. Jeśli jednak chcieli zdobyć jego zaufanie i przekonać go do współpracy, musieli podejść go od niego innej strony, stąd też Craig postanowił przejąć pałeczkę i zająć się urabianiem czarodzieja. Wpierw, aby zdobyć choć iskierkę jego zaufania - lub chociaż nieco zbić go z tropu - schował różdżkę do kieszeni, a następnie pokazał, że ręce ma puste. Stanął też rozluźniony. Oznaka tego, że przychodzi z pokojowymi zamiarami, żadnej walki. Szkoda że nie było tu krzeseł i stołu, przy którym mogliby usiąść. Niestety, jedynym siedziskiem był tylko kulawy stołek okupowany obecnie przez Goldsteina - Ludo, przychodzimy ci pomóc. Wiem, że jesteś nieufny i masz do tego pełne prawo. Wszyscy cię zdradzili. Odwrócili się od ciebie. Byłeś wspaniałym człowiekiem, mężem, ojcem. Oddanym pracownikiem z niezwykłym hobby. Nawet gdy spotkała cię tragedia, nadal chciałeś zrobić to, co należało. I jaka spotkała cię za to nagroda? - zamierzał wyłożyć wszystkie możliwe karty, po kolei. Jedną za drugą. Znając historię Goldsteina, Craig chciał wywołać w mężczyźnie złość i gorycz. Była to ryzykowna taktyka, ale także najbardziej obiecująca. Gdy komuś, kto pożądał zemsty, wskaże się drogę, starczyło tylko stać z boku i czekać na rezultaty. - Ale teraz wszystko się zmieniło. Ludo, świat idzie do przodu. Nie ma już Tuft, stołek ministra zajmuje ktoś, kto nas wszystkich rozumie. A kierunek wyznacza nam Czarny Pan, który dziś wyciąga do ciebie rękę. Nie chciałbyś odzyskać dawnego życia, przyjacielu? - nazwanie w ten sposób wilkołaka sprawiało, że Burke wewnętrznie skręcał się z obrzydzenia i niechęci, ale przecież umiał dobrze grać - Ciepłego łóżka, własnego domu, swojej kolekcji? A przy okazji... nie chciałbyś się... zemścić? - zapytał patrząc mężczyźnie prosto w oczy.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Leśne mokradła [odnośnik]20.12.20 18:15
Początkowa niemoc wzbudziła w nim wielką irytację, jednakże z każdym kolejnym czarem było już tylko lepiej i finalnie potężna, zabójcza klątwa powaliła ostatniego z wrogów. Nie zamierzał się z nimi cackać, musieli czym prędzej pokonać przeciwników i tym samym utorować sobie drogę do negocjacji z Ludo. Takowe zamierzał pozostawić Craigowi, bowiem on sam nie był nader dobrym mówcą. Szybciej by go zastraszył tudzież powalił na łopatki niżeli słowem pięknym przekonał do współpracy. Skupiwszy wzrok na Sigrun obserwował jak wyciągała ze skórzanej torby kolejne rzeczy. Nie pomylili się, trójka oponentów polowała na ich cel – mogli mówić o prawdziwym farcie, że udało im się powalić ich rychło w czas. Nie miało dla niego większego znaczenia, że nie żyli, albowiem gdyby mieli za grosz rozumu, to uciekliby po pierwszej inkantacji tudzież śmierci kolegi na skutek paskudnie silnego crucio.
-Dobrze, że weszliśmy im w drogę. Gdybyśmy dotarli kilka minut później sytuacja mogłaby rozwinąć się wyjątkowo niekorzystnie.- rzucił zerkając wpierw na Sigrun, a następnie na Craiga. Zignorował łupy, nie zależało mu na przeszukaniu ich rzeczy – choć zdawał sobie sprawę, iż mogli posiadać cenne eliksiry – albowiem chciał czym prędzej wykonać powierzone przez Czarnego Pana zadanie. Zawsze mógł wrócić tu później, choć istniała duża szansa, że bagno nakarmi się ciałami.
Rookwood miała rację, musieli się pospieszyć. Ludo mógł ich nie widzieć, tak samo jak pokonanych wrogów lub z odległości przyglądać się pojedynkowi i być już w znacznej odległości od nich. Ucieczka nie zdziwiłaby szatyna nader bardzo, bowiem w końcu widział jaką magią posługiwali się. Może założył, że potraktują go tym samym? Mogli tylko spekulować, a potrzebowali konkretów.
Uniósł brew widząc jak dziewczyna zatrzymała ich, po czym zaczęła szeptać inkantacje. Czyżby pułapka? Zacisnął nieco mocniej wargi rozglądając się czujnym wzrokiem po pniach oraz kamieniach w poszukiwaniu wyrytych znaków mogących świadczyć o klątwie. Był niemal przekonany, że skoro Ludo zdecydował się na zabezpieczenia to i przywita ich klątwami. Niestety jego zaklęcie okazało się zbyt słabe, biała mgła nie skumulowała się w żadnym z miejsc, na co warknął cicho pod nosem. Irytowała go własna niemoc, szczególnie kiedy niezwykle zależało mu na czasie.
Kiedy Śmierciożerczyni uporała się z pułapką ruszyli dalej, aż w końcu dotarli do niewielkiej chatki. Nim weszli do środka ponownie rozejrzał się w poszukiwaniu wyrytych znaków – szczególnie w okolicy progu – aczkolwiek nie odnalazł nic niepokojącego. -Przekaż mu to. Jeśli rzeczywiście jest zafascynowany runami to będzie pozytywnie zaskoczony. Perełka- rzucił w kierunku Burke, a następnie przekazał mu zwinięty w rulon manuskrypt. Był on niezwykle cenny i Macnair wcale nie chciał się z nim rozstawać, jednakże cel był istotniejszy.
-Naprawdę straszne- rzucił głośno rozglądając się po wnętrzu domku, do którego przed momentem weszli. Mało przyjazdy głos Ludo dał mu do zrozumienia, że Craiga czekało niełatwe zadanie. Nie odzywał się więcej tylko wpatrywał w wilkołaka z nadzieją, iż nie będą zmuszeni do użycia znacznie perfidniejszych środków.
Im dłużej lord mówił tym wyraz jego twarzy zdawał się łagodnieć, choć w oczach wzmagała się przepełniona grozą iskra. Czyżby naprawdę wypełniała go równie wielka rządza zemsty? -Nie mam rodziny, nie mam domu. Wszystko mi odebrali. Niby jak chcecie mi to zapewnić? Usuniecie z rejestru? Nagle dacie prawo do ułaskawiania podobnych mnie?- odpowiedział wpatrując się w Craiga.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Leśne mokradła [odnośnik]27.12.20 18:59
- Któż by pomyślał, że będę ratować życie wilkołaka - odparła na słowa Macnaira, gdybającego co mogłoby się zdarzyć, jeśli spóźniliby się choćby parę minut, nie starała się przy tym nawet ukryć ironii. O zgrozo - łowczyni wilkołaków broniąca jednego przed innymi łowcami. Brzmiało to niemal jak zdrada własnego zawodu, lecz Sigrun przede wszystkim czuła się Śmierciożercą, sługą Czarnego Pana i jego rozkazy znajdowały się ponad... właściwie wszystkim. Wykonywany zawód, prywatne animozje i antypatie schodziły na dalszy plan. Pan kazał, sługa musiał - a Rookwood z biegiem czasu stawała się swemu Panu coraz bardziej fanatycznie oddana. Nie poddawała jego rozkazów wątpliwościom, wykonywała je niekiedy bez zastanowienia, święcie przekonana, że jedynie On miał, ma i będzie miał słuszność.
Jeśli będzie więc trzeba, zasłoni Ludo Goldsteina samą sobą - bo Czarny Pan życzył sobie mieć go po swojej stronie.
- Mam - przytaknęła zaraz po Craigu. - Zdążyliśmy zatrzymać trzech łowców, którzy cię wytropili. Już więcej ci nie zagrożą - dopowiedziała jeszcze, ładnie ubierając w słowa fakt, że właśnie zamordowali trzech mężczyzn. Goldstein powinien zdawać sobie sprawę z tego, że gdyby oni nie byli martwi, to zapewne zabiliby jego. Po tym zamilkła, ruszając do środka chaty Goldsteina, gdzie lord Burke zabrał głos. Zacisnęła usta w wąską kreskę, zachowując kamienną twarz, bo niemalże bawiło ją to, co lord opowiadał. Chyba wszyscy szlachetni urodzeni mężczyźni mieli taki dar, albo tego ich uczono za młodu - by czarująco pleść farmazony. Niemal drgnęła, kiedy Craig nazwał wilkołaka przyjacielem, wytężyła jednak silną wolę, aby się powstrzymać od jakiejkolwiek reakcji - trwała, stojąc obok, niemal w bezruchu, wpatrując się beznamiętnie w Ludo. Niegdysiejszy kolekcjoner artefaktów wydawał się z dystansem podchodzić do ich słów. Wpatrywał się w Śmierciożerców nieufnie i podejrzliwie. Nic jednak dziwnego - tyle czasu musiał się przecież ukrywać, odrzucony przez czarodziejskie społeczeństwo. Łatwo nie miał dać wiary trójce nieznajomych. Lord Burke nie ustawał jednak w próbach wywarcia na nim wrażenia, a przyznać było trzeba, że brzmiał przekonująco.
- Nikt, kto stanie po stronie Czarnego Pana nie będzie żałował swojego wyboru - oświadczyła Sigrun, odzywając się w końcu, po pytaniu Ludo o to, czy zamierzają usunąć go z rejestru wilkołaków. - Jeśli zgodzisz się go wesprzeć, będziesz mógł być spokojny o swoje bezpieczeństwo. Żaden łowca wilkołaków, żaden pracownik Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami nie będzie cię już nękał. Dokonaj właściwego wyboru, a odzyskasz to, co straciłeś. Czarny Pan nagradza lojalność. Teraz wiara w lepsze jutro, w nowy rząd, w Niego - znaczy o wiele więcej, niż wpisy w rejestrach i klątwy - mówiła Rookwood i nie zająknęła się przy tym ani trochę - potrafiła kłamać niezwykle dobrze, a większość z tego, co mówiła było przecież prawdą. Wilkołaki, które miały wesprzeć Czarnego Pana staną się ich psami na smyczy - będą bezpieczne, jeśli tylko usłuchają rozkazów.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Leśne mokradła [odnośnik]28.12.20 11:38
Bardzo krótko zerknął na pergamin od Macnaira - tak, to był całkiem niezły pomysł, by dodatkowo przekupić Ludo prezentem. Pierwszy przedmiot do nowej kolekcji. To był zbyt smakowity kąsek, by tak po prostu to zignorować.
Oczywiście, że Burke potrafił pięknie mówić. Rodzice co prawda tego od niego nie wymagali - jednak życie już owszem. Ponad dekada spędzona na obczyźnie, uczestnictwo w balach, przyjęciach, wśród szlachcianek i hrabiów, książąt i lady wymusiły na nim rozwinięcie swoich oratorskich zdolności. Tak samo z resztą jak praca. W jego fachu istotnym było by czasem wepchnąć klientowi jakiś towar - zanim frajer tak naprawdę zorientuje się, co właśnie kupił. W tym wypadku chodziło właściwie o bardzo podobną sytuację. Musieli przekonać do siebie Ludo, chociaż tak naprawdę nie wiedział, na co się właściwie pisał. Ale hej, trzeba zaznaczyć, że wiele z tego co mówił Burke, było prawdą.
- Mój drogi, nie jestem w stanie osobiście zwrócić ci rodziny czy też domu. To, co ci oferujemy, to szansa. Szansa na wyrwanie się z tego bagna, na dołączenie do tych, którzy dziś tryumfują i dyktują warunki. Sigrun ma stuprocentową rację - Czarny Pan nagradza lojalność. Jeśli chcesz by usunięto cię z Rejestru - tak się stanie. Możesz nawet zmienić tożsamość, jeśli pragniesz zacząć wszystko od nowa. Nowe imię, nowe życie. Nowy dom, nowa rodzina. A jedyne co musisz zrobić to... wspomóc nas i Czarnego Pana. - mówiąc to podszedł bliżej, nie zważając na to, że Ludo podniósł wyżej różdżkę, gotów cisnąć w niego zaklęciem. Burke wyciągnął z rękawa manuskrypt, który wcześniej wręczył mu Drew. Zanęta. Jeden niewielki chrupek dla jednego durnego kundla. Obietnica, że gdzieś tam, gdzieś poza tym bagnem jest więcej chrupków. Ale piesek musi być grzeczny, żeby je dostać. - Jako znak dobrej woli i nadzieję na nawiązanie współpracy - prezent. Musisz od czegoś zacząć odbudowę swojej kolekcji, prawda? - przywołał na twarz sympatyczny uśmiech, choć nie obejmował on oczu. Te pozostawały raczej pełne odrazy, ale Ludo zdawał się tego nie zauważyć. Całe szczęście, jego uwaga była już w całości skupiona na pergaminie, który ujął z rąk Burke'a delikatnie, jakby to było nienarodzone niemowlę. Kupili go, tego był już właściwie pewien. - Dostaniesz dwa dni do namysłu. Pamiętaj Ludo, taka szansa może się już nie powtórzyć.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Leśne mokradła [odnośnik]28.12.20 19:43
Zerknął na Sigrun, gdy z jawną odrazą wobec wilkołaków odpowiedziała na jego słowa. Wygiął wargi w kpiącym wyrazie wiedząc, że w końcu przeczyła własnemu zawodowi, powołaniu, jednakże rozkazy Czarnego Pana były ważniejsze i nie mogła pojawić się żadna przeszkoda na drodze ku osiągnięciu celu. Być może i był tylko parszywym wyrzutkiem, ale jeśli miał im pomóc stawić czoła Zakonowi Feniksa, poprzeć Ich sprawę i zawierzyć na własną śmierć lojalność, to nie mogli zasłaniać się prywatnymi pobudkami. Sojusz z olbrzymami również także mógł wydawać się błędem, ale czy nie właśnie dzięki takowemu weszli w posiadanie wyjątkowo twardych i pozbawionych skrupułów strażników? Sam z takiego skorzystał kiedy wraz z Deirdre zajęli Wieżę Astrologów i z jego informacji wynikało, że ta wciąż była w ich posiadaniu. Wbrew pozorom tego typu porozumienia powiększały zasięg działań, budowały znacznie trwalszy mur obronny, a przede wszystkim wzmacniały nierzadko trudny do zdobycia front. Wiedział i widział, że choć dużo ją to kosztowało wykonywała rozkazy bez zmrużenia okiem, podobnie jak Burke, czy on sam.
Obserwował przebieg rozmowy bez słowa, nie był dobrym negocjatorem. Zdecydowanie lepiej władał różdżką tudzież zastraszał, niżeli kłapał ozorem opowiadając różne frazesy i obiecując grusze na wierzbie. Craig zdawał się spełniać w swej roli, co nie było nader zaskakujące. Wychowany w szlacheckim dworze, dorastający w obliczu balów i członków towarzyskiej śmietanki wiedział jak przeciągnąć kogoś na swą stronę. Argument bezpieczeństwa zwykle przeważał i zakrywał sprawiedliwy osąd i najwyraźniej właśnie o to zamierzał się oprzeć. Ludo słuchał go z uwagą, choć jego twarz wciąż przejawiała wątpliwości mieszane ze strachem. Macnair to widział; podróżując i spotykając wiele osób na swej drodze nauczył się czytać z mimiki twarzy, niekontrolowanych ruchów. Potrafił wyczuć fałsz, nietrudnym było też upewnić się co do szczerości. Rzecz jasna zawsze mógł trafić na dobrego aktora, przeciwnika, który umiejętnie kontrolował własne ciało i skrywał emocje pod maską obojętności, jednakże wilkołak zdawał się nie być specjalistą w tym niezwykle trudnym fachu. Otrzymując manuskrypt zerknął na niego okiem, tęczówki zdawały mu się rozbłysnąć, lecz w tej samej chwili zalała go większa fala niepewności, jakoby przeczuwał, że mogła to być pułapka. Szatyn dostrzegł ten krótki przejaw wątpliwości spowodowany zapewne wydarzeniami ostatnich lat, kiedy to jedyne z czym się spotykał to wrogością, nie podarkami. -Podróżowałem przeszło dekadę- odezwał się w końcu nie chcąc go przekonywać tylko opowiedzieć o pochodzeniu pergaminu.
-Wschodnie ziemie są bogate w niezbadane rejony, ich bogactwa potrafią zwrócić w głowie, a mimo to nigdy nie udało mi się wejść w posiadanie takiego, który przekładałby starożytne runy na język syreni. Wierz mi lub nie jednak skrzynia, w której był ukryty wpadła w me ręce przypadkiem. Objęcie jej potężną klątwą świadczyło o tym, że zawartość jest niezwykle cenna i jak widać tak właśnie było- wyjaśnił krótko mając w pamięci jak bez skutku próbował ją przełamać na Syrenim Lamencie. Udało się to dopiero Lucindzie, kiedy byli już na bezpiecznym lądzie, lecz o tym nie zamierzał wspominać. Rzecz jasna stworzył dla siebie kopię, ale to również zachował dla siebie.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Leśne mokradła [odnośnik]28.12.20 21:41
- Ludo, mamy cię za światłego czarodzieja. Mówiono o tobie, że jesteś bystry i przebiegły. Rozumiesz więc chyba, że takim osobom nie oferuje się po prostu ryby, a wędkę - powiedziała Sigrun zaraz po Craigu, gdy ten w ładniejszych słowach potwierdził to, że nie może ot tak zwrócić mu rodziny i domu. Wplecione pochlebstwo miało dać mu jednak nadzieję na to, że tak się stanie. - My oferujemy ci możliwości, byś sam po to sięgnął.
Tak jak powiedziała wcześniej: miał zyskać ochronę przed łowcami i Ministerstwem Magii. Lord Burke wpadł na doskonały pomysł, by obiecać Goldsteinowi nową tożsamość. To zapewne nawet leżało w jego zasięgu. Rodzina Burke miała szerokie wpływy. Chyba żadnym problemem dla nich będzie szepnąć do ucha kogo trzeba, wcisnąć do odpowiedniej ręki kilka galeonów, by podpisał papiery i wystawił świadectwo rejestracji różdżki na inne, nowe personalia. Goldstein będzie mógł zacząć od nowa. Chyba to zrozumiał, bo jego oczy rozbłysły.
Uważnie obserwowała jak Craig oddaje w ręce Ludo cenny manuskrypt, zastanawiając się czym jest i czego dotyczy - czarnej magii? Mocy artefaktów? Zerknęła z ciekawością na Macnaira, który opowiedział, że manuskrypt obłożono klątwą. Sam ją przełamał? Skoro jego treści były tak cenne, to dlaczego oddawał je w ręce wilkołaka? Nie skomentowała tego jednak ani słowem, przenosząc wzrok na Ludo. Mieszaniec niemal niecierpliwe rozwinął pergamin, łapczywie wodząc wzrokiem po zapisanych na nim słowach.
- Dowiedź tego, że to co o tobie mówili, jest prawdą, Ludo, zachowaj się rozsądnie - powiedziała Sigrun, starając się naśladować przy tym łagodny i pojednawczy ton Deirdre, gdy ta starała się kogoś przekonać do swoich racji. Rookwood musiała przyznać, że egzotyczna piękność miała niezwykłą siłę przekonywania. - Masz dwa dni, tak jak powiedział mój przyjaciel - a my nie należymy do ludzi cierpliwych, nie każ nam więc czekać, pomyślała. - Gdy podejmiesz decyzję, napisz mi list. Niech sowa szuka Sigrun Rookwood. Mam nadzieję, że znajdę ją na parapecie jak najszybciej - oświadczyła. Zdradziła mu swoją tożsamość, lecz uczyniła to bez żadnych oporów. Czuła się dumna z tego, że służyła Czarnemu Panu i nosiła na przedramieniu Mroczny Znak. Mogła mówić o tym otwarcie. Nie było już powodu, by Rycerze Walpurgii mieli się ukrywać. - Czarny Pan pragnie widzieć się wśród swoich przyjaciół, Ludo, to wielki zaszczyt. To potężny czarodziej, wielki człowiek, wsparcie nas będzie najlepszą decyzją jaką podejmiesz - wyrzekła, uśmiechając się przy tym enigmatycznie; zaczęła powoli wycofywać się w stronę drzwi. - Jeśli się zgodzisz, znajdziemy dla ciebie bezpieczne miejsce. Nie będziesz musiał się już ukrywać w takim miejscu... jak to - zachęciła go jeszcze, a mina z jaką się rozglądała po brudnej, starej chacie świadczyła, że nie ma zbyt wysokiego mniemania o tej kryjówce. A to delikatnie powiedziane. - Zostawmy go już, przyjaciele, niech spokojnie się nad tym zastanowi - zwróciła się Sigrun do Drew i Craiga; Macnair miał zadecydować o tym, czy to koniec tego spotkania.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Leśne mokradła [odnośnik]29.12.20 11:03
Przez chwilę Burke zastanowił się w głębi własnego umysłu, jak on sam postąpiłby na miejscu Ludo. Co zrobiłby, gdyby zmuszony do ukrywania się i mieszkania na bagnach, nagle zyskał możliwość powrotu do cywilizacji - do wygodnego łóżka, ciepłych posiłków, regularnych kąpieli, jak również tego, co napędzało go w życiu. Wszystko to, co mu oferowali, było dość podejrzane, zbyt piękne by było prawdziwe, rozumiał więc jego nieufność. Craig sam wykazałby się podobną - w końcu dlaczego komuś miałoby zależeć, by brudny, zapomniany przez wszystkich wilkołak powrócił do społeczeństwa? Czemu oferowali tak wiele dobroci? Czy miał jednak wiele do stracenia? W tym momencie już chyba tylko własne życie. Nie mógł upaść niżej niż był obecnie. Burke chwyciłby się tej okazji - a nuż byłaby to szansa na wygrzebanie się z bagna - dosłownie i w przenośni.
Craig zerknął jeszcze przelotnie na Sigrun i Drew. To co powiedzieli, wystarczyło.  Pomoc w stworzeniu nowej tożsamości wydawała mu się szczególnie łakomym kąskiem, takim, któremu trudno się oprzeć. Owszem, Burke'owie mogli załatwiać takie sprawy niemal od ręki. Nie była to wcale trudna sprawa do załatwienia, już kilkukrotnie nadawał nowe nazwiska swoim kontaktom, gdy ci musieli zniknąć. Ludo tymczasem już sam postarał się o to, by jego wygląd także znacząco różnił się od czasów, gdy znany był jako wybitny łamacz klątw. Nikt nie rozpozna w nim tego samego człowieka.
Na tym jednak musieli skończyć swoją rozmowę. Dłuższe przekonywanie i urabianie Ludo mogłoby sprawić, że nabrałby podejrzeń co do prawdziwej natury ich intencji. Goldstein nie był przecież głupi - a przynajmniej Burke liczył na to, że mężczyzna zachował resztki swojej przebiegłości, z której był znany w przeszłości. Mógł się zacząć domyślać, że układ, który mu proponowali, nie był tak idealny i kolorowy.  Mieli już co prawda łamaczy klątw w szeregach swoich popleczników , jednakże Ludo mógł się im przydać również na tym polu. No chyba że Czarny Pan chciał go wykorzystać jedynie jako posłusznego, morderczego pieska na smyczy. Jemu to w sumie było obojętne.
- Liczę, że zobaczymy się wkrótce - odezwał się jeszcze, by odwrócić uwagę Goldsteina od pergaminu na krótką chwilę - Wiesz jak się z nami skontaktować. Pomyśl, Ludo, czy naprawdę chcesz tak spędzić resztę swoich dni. - a wyrzekłszy te słowa, spojrzał znacząco na Drew. Nie powinni dłużej zakłócać spokoju wilkołaka.  Miał naprawdę wiele do przemyślenia - ale Burke był pewien, że najdalej jutro Sigrun odnajdzie na swoim parapecie wiadomość zapisaną na wilgotnym, poplamionym pergaminie, przesiąkniętym cuchnącym zapachem bagien. Zostawili więc mężczyznę samego, opuszczając jego chatkę, a następnie nieprzyjemny teren mokradeł. Jego szaty nadawały się chyba tylko do wywalenia, tak wszystko prześmierdło tym miejscem, brr.

zt x3


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Leśne mokradła [odnośnik]11.01.22 23:33
| 25 lutego '58

Niecodzienna prośba, przysługa niechętnie udzielona dawnemu przyjacielowi podupadającemu ostatnimi czasy na zdrowiu; list przyniesiony przez szpitalną sowę, okrojony w treści, spisany niepokojąco drżącym pismem, jakby ujęte między palcami pióro poddawało się kaskadzie tysiąca smagających ciało dreszczy; zalążek ekscytacji budzący się gdzieś na dnie świadomości, kruchy i niepotrzebny, a jednak dominujący, gdy doszło do podjęcia ostatecznej decyzji. Dziś nie zmierzała do Wiltshire w ramach wykonywanego zawodu, nie przysłało jej tu Ministerstwo. Właściwie nikt, poza przebywającym w Mungu magizoologiem, nie wiedział dokąd wiodła ją ścieżka prowadząca ku enigmatycznie wyznaczonemu na mapie punktowi.
Ślad cywilizacji urywał się na granicy elegijnych lasów spoglądających na nią nieistniejącymi oczyma tysiąca igieł sosen uginających się pod ciężarem późnolutowego śniegu. Dotarła tu po niemal niekończącym się spacerze od cmentarza ulokowanego w Salisbury, w kieszeni ciemnego, grubego płaszcza dzierżąca korespondencję wypełnioną instrukcją na temat miejsca rendez vous i przede wszystkim osoby, jaką miała zastać nieopodal rozdroża. Lakoniczną, niewiele wnoszącą do życia relacją pozostawiającą więcej pytań, niż odpowiedzi.
Dostrzegła go przy ścianie leśnej gęstwiny, jedynego żywego ducha w okolicy, z pewnością nieprzypadkowo trzymającego pozycję obok drewnianych drogowskazów sugerujących kierunki większych wskazywanych miast w hrabstwie; spodziewać się musiał kogoś innego, przygarbionego czarodzieja o siwej brodzie plecionej w warkocze zwieńczone runicznymi zatrzaskami, o nieobecnym, a jednak szalenie precyzyjnym spojrzeniu, lecz los zaoferował mu Amelię. Rumianą od wypełniającego powietrze chłodu i odrobinę zmęczoną spacerem przez nieodśnieżone drogi prowincji w Wiltshire, spokojną, z różdżką trzymaną u boku. Wcześniej za jej pomocą oświetlała sobie co ciemniejsze mijane zakątki, teraz jednak nieotwarcie służyła jej za pewną zapobiegliwość, na wypadek gdyby nieznajomy okazał się nie mieć zupełnie czystych intencji. Gdyby okazał się niegodnym zaufania rebeliantem, terrorystą, szumowiną obleczoną ludzką skórą. I takich już widziała; spoglądali na nią z ruchomych plakatów, jakimi usłany był Londyn.
- Pan Good, Ernest Good? - zweryfikowała od razu, głosu nie sycąc jednak przesadną podejrzliwością czy wrogością, póki co - nie miała przecież ku temu powodów, nawet jeśli atmosfera ich spotkania owiana była wciąż apodyktyczną tajemnicą. Niewiedzą, duszącą, dławiącą niewiedzą, taką, jaką pragnęło się z organizmu wyplenić natychmiast, zupełnie jak szczypanie świeżej rany czy nieakceptowalny dla siebie smak. - Amelia Eberhart. Zdrowie profesora Hopkirka zmusiło go do poproszenia, żebym pojawiła się tu w jego zastępstwie, chociaż przyznaję, że nie wyjawił mi po co, ani z kim dokładnie będę współpracować - nienachalnym spojrzeniem zmierzyła wiele wyższego towarzysza. Good, nazwisko mówiące tyle, co nic. Jeśli chodziło o magiczne stworzenie żyjące w okolicy, dlaczego nie zwrócił się bezpośrednio do Ministerstwa? I dlaczego, na Merlina, nie zdecydowała się zapytać o to od razu? - Napisał za to, by, cytuję, pozdrowić jego dobrego znajomego. Jak rozumiem, przekazuję wiadomość w odpowiednie ręce - choć melodia nie niosła w sobie ni grama pytania, to ciemne brwi uniosły się lekko ku górze, prawie niedostrzegalnie, poddając to w niezbyt prawdopodobną wątpliwość.


i won't be afraid. hesitation got me against the wall,
but no more mistakes like i made before.
Amelia Eberhart
Zawód : Magizoolog w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, w Wydziale Zwierząt
Wiek : 37
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if you were a woman and i was a man
would it be so hard to understand?
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10932-amelia-eberhart#333340 https://www.morsmordre.net/t10966-wolfgang#334285 https://www.morsmordre.net/t10969-amelia-e#334298 https://www.morsmordre.net/f410-borough-of-islington-eden-grove-12 https://www.morsmordre.net/t10967-skrytka-nr-2394#334286 https://www.morsmordre.net/t10968-amelia-eberhart#334288
Re: Leśne mokradła [odnośnik]25.01.22 17:21
The dog days are done
Can you hear the horses?
'Cause here they come

Nie było to pierwsze zlecenie, którego podejmował się poza pracą zawodową w Derbyshire ani pierwszy raz, gdy zdecydowałby się na pomoc prostym ludziom z hrabstw określonych na wojennej mapie jako hrabstwa prorządowe. To, czy zgadzał się z przyjętymi normami nie miało tu większego znaczenia - wiedział bowiem, że czarodzieje poszukujący pomocy poza departamentem opieki albo byli na tyle zdesperowani, że nie zamierzali czekać albo zwyczajnie się tej pomocy nie doprosili. Nie działał w imię żadnej idei wyższej niż przyzwoitość wobec braci, sióstr i czarodziejskich stworzeń. Złoto wpadające do sakiewki było w tym trudnym czasie łaskawym dodatkiem do tego, czego zapewne i tak by się podjął, gdyby ktoś go o to poprosił. Szczęśliwie większość zleceń rozpoczynała się od jego własnego śledztwa, rozeznania w terenie, czasami listu od znajomego magizoologa, którego darzył szacunkiem i na którego wezwanie nie ośmieliłby się nie odpowiedzieć.
Tak było w przypadku potworów z mokradeł Wiltshire. Persona tak zacna jak profesor z pewnością nie wzywałaby młodego i sprawnego towarzysza cechu, gdyby sprawa nie była rzeczywiście tak poważna jak wydawały się to sugerować okoliczne plotki. Ludzie ginęli, jedną z ofiar było dziecko. Tym razem gdy pojawił się w miejscu wybranym przez profesora przygotowywał się na walkę, nie zwyczajną interwencję. Czasami, niestety, było to w tej pracy konieczne, a jako smokolog doskonale o tym wiedział.
Spotkać mieli się przy drogowskazie pod samą granicą mokradeł, gdzie zaledwie dwa kroki dzieliły od wniknięcia w lodowato wilgotną i ciemną otchłań tutejszych lasów. Obserwował tę dziką przyrodę z nieskrywanym podziwem, trochę tylko może doprawionym niepokojem. Tym dobrym rodzajem niepokoju - który zaczynał się i kończył na odwadze.
- Hm? - zareagował na jedno ze swoich licznych fałszywych nazwisk (jak ironicznie, że różdżkę zarejestrował na prawdziwe) i zerknął przez ramię, stając twarzą w twarz z... kobietą. Poważną, ale drobną, kruchą. Przede wszystkim obcą. - Co pani tutaj robi? Ten teren nie jest bezpie... - Zamierzał od razu zwrócić uwagę, ale zamilkł, gdy wyjawiła powód swojego przybycia. Naprawdę, ze wszystkich znajomych magizoologów profesor wybrał na tę misję kobietę? Cholera, przecież tu naprawdę mogło zrobić się niebezpiecznie. - Och. Och! Cóż, w takim razie witam panią Amelię, ja jestem Ernest - Skłonił się lekko i bez większej staranności, bo nie miał natury pompatycznego dżentelmena, a potem podał kobiecie rękę na powitanie po męsku. W końcu czekała ich niełatwa współpraca. - Profesor naprawdę niczego nie zdradził? - Elric z każdą chwilą wyglądał na mniej przekonanego. Poprawił pas skórzanej torby zarzuconej na gruby, roboczy płaszcz i westchnął. Chyba mogła wyczytać po nim, że się o nią niepokoi. Ale miał nadzieję, że nie. - Sprawa jest naprawdę poważna, na mokradłach zalęgły się stworzenia, które, jeśli wierzyć zeznaniom mieszkańców, doprowadziły do kilku śmierci. Możemy natknąć się na wszystko, cokolwiek to jednak będzie, zapewne trudno będzie powstrzymać to bez walki. Nie ukrywam, że może zajść konieczność zabicia stworzenia - przyznał ponuro, a potem obrzucił ją jeszcze jednym wymownym spojrzeniem. - Zrozumiem, jeśli uzna pani, że nie chce jednak brać w tym udziału. Raczej dam sobie radę, nie musi pani iść ze mną. - Chociaż, jeśli wysłał ją profesor, raczej nie zrobiłby tego bez przemyślenia?



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Leśne mokradła [odnośnik]30.01.22 19:19
Zaproponowaną do uściśnięcia dłoń przyjęła z miłym zaskoczeniem. Z niepoprawnym przekonaniem, że oto stawali na równym gruncie, wyselekcjonowani do wciąż nieokreślonego zadania przez lokalnego wirtuoza magizoologii, akceptujący w zadaniu wzajemną ekspertyzę, wiedzę i doświadczenie, choć te wciąż pozostawały nieokreślone doznaniem. Spodziewała się wielu scenariuszy: młokosa o ekstrawaganckim przekonaniu o własnych zdolnościach, próbującego od razu zrównać ją do parteru - tej myśli przyzwyczajona do męskiego świata Amelia obawiała się najbardziej, podczas gdy w chłodno błękitnych tarczach tęczówek błysnęło lapidarne zadowolenie z braku widocznej w nim arogancji. To dobrze wróżyło na najbliższą przyszłość.
- Gdyby miał obawy co do tego, czy podołam, zapewne wdrożyłby mnie bez wahania, zarówno dla mojego, jak i pańskiego dobra - stwierdziła wyważonym tonem; nieobca była jej praca zespołowa, wyprawy z wcześniejszych lat nauczyły ważności polegania na sobie nawzajem, kiedy do czynienia miało się z wyjątkowo niebezpiecznym stworzeniem - albo ich większą liczbą, rozsianą po okolicznym terenie. W takich warunkach zaufanie nie mogło być umiarkowanym, luksusowym dobrem. Prawie jak w falandze wojennej - błąd jednego żołnierza mógł zaważyć na życiu drugiego, stąd przekonanie, że cokolwiek zaprzątało umysł podupadającego na zdrowiu maga, ten wierzył w Ernesta i Amelię, w ich dwójkę, ale i w nią samą, docenioną przez tęgi umysł i surową ocenę. - Dlaczego nie zawiadomiono o tym Ministerstwa? - spytała po chwili, w pewnej konsternacji. Decydowała o tym nieufność? Mieszkańcy Wiltshire nie mieli do niej powodu. Czy może przekonanie, że urzędnicy - służbiści , czasem tak ich nazywano - nie zareagowaliby dostatecznie szybko?
Wsłuchawszy się uważnie w szczegóły zadania, Eberhart delikatnie zmrużyła oczy, wzrokiem sięgająca do ściany drzew ogołoconych z liści, szczątkowych i ponurych, zapewne w znakomitej większości wystających ponad powierzchnię przysypanego śniegiem bagna. Widywała podobne okoliczności wielokrotnie, w głowie zaczynały rodzić się podejrzenia co do autora wyrządzonych w hrabstwie śmierci, skinęła też lekko na znak zrozumienia, gdy ten zakończył proces wdrażania. Dopiero wtedy powróciła spojrzeniem do Lovegooda.
- Z całym szacunkiem, panie Goode - zaczęła poważnie, jednak bez śladu strofowania, bez dźwięczącej w głosie urazy, bez krytyki -, o ile nie wątpię w pańskie umiejętności, nie wątpię też we własne. To, że jestem kobietą nie ma żadnego znaczenia. I byłabym wdzięczna, gdyby nie postrzegał mnie pan dziś przez ten pryzmat - wydawać by się mogło, że powtarzała wypaloną na warstwach mózgowych splotów formułkę, modlitwę dnia codziennego, gdy przychodziło jej zetrzeć się z podobnym niepokojem; w końcu zjawiła się tu ze świadomością potencjalnych trudów. Nie wycofała, nie zadrżała, gdy czarodziej przywołał w wyobraźni obraz monstrum żerującego na tutejszej ludności. Amelia nie czuła strachu - tliła się w niej wyłącznie profesjonalna rozwaga, pleniąca z organizmu narwanie, pleniąc gwałtowną nieobliczalność, wszystko, co dorosłej kobiecie mogło zaszkodzić, nie pomóc. - Ruszamy? - zaproponowała zatem z uprzejmym skinięciem, z różdżką asekuracyjnie uniesioną już wyżej zapuszczając się wraz z Elrickiem - Ernestem - w gęstwinę podmiękłej puszczy. Grunt był tu zdradliwy. Płynny prawie jak budyń, jeśli tylko stanąć gdzieś poza wąską ścieżką z obu stron okalaną przez surowe krajobrazy; bagno przetykane było niewysokimi sosnami i pogrążonymi w drzemce konarami drzew liściastych, przez igielne korony niechętnie przepuszczając promienie bladego, zdławionego szarością słońca; z kolei powietrze wydawało się zatęchłe. Ciężkie. Oblepiające płuca od środka mchem, zapraszając do ciała leniwość zimowej hibernacji. - Na kogo najchętniej polują te stworzenia, cokolwiek nam na ten temat wiadomo? Upatrują dojrzałego mięsa, czy wolą świeższe, młodsze? - mięsa, nie ludzi, nie chciała myśleć teraz o ofiarach, których kości być może wciąż znajdowały się gdzieś w pobliżu, pogrzebane w głębinach zapomnienia. - Homenum revelio - Amelia zainkantowała cicho, kroki na ziemi stawiająca powoli, ostrożnie, liczyła, że tym razem magia nie zakpi sobie z niej obojętnością, ciszą, lub, co gorsza, kaprysem.

Jeśli tylko chcesz, Ellie, zapraszam do skorzystania z kosteczki! Co dzieje się na bagnach?
k1, k4 - napotykamy pierwsze ślady pajęczyn w miejscu, gdzie drzewa stają się gęstszą ścianą, a bagna przybierają na zdradliwości, przeplatając się ze ścieżką, którą podążamy
k2, k5 - natrafiamy na ciało wystające z bagna, nie jest w nim całkowicie zanurzone; jest częściowo ułożone na niedużych kamieniach, jakby nieszczęśnik próbował uciec z lasu, ale coś dopadło go zanim dotarł do bezpiecznej granicy
k3, k6 - to nie pajęczyna, nie ciało, ale dwie małe akromantule podążające naszym tropem


i won't be afraid. hesitation got me against the wall,
but no more mistakes like i made before.
Amelia Eberhart
Zawód : Magizoolog w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, w Wydziale Zwierząt
Wiek : 37
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if you were a woman and i was a man
would it be so hard to understand?
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10932-amelia-eberhart#333340 https://www.morsmordre.net/t10966-wolfgang#334285 https://www.morsmordre.net/t10969-amelia-e#334298 https://www.morsmordre.net/f410-borough-of-islington-eden-grove-12 https://www.morsmordre.net/t10967-skrytka-nr-2394#334286 https://www.morsmordre.net/t10968-amelia-eberhart#334288
Re: Leśne mokradła [odnośnik]30.01.22 19:19
The member 'Amelia Eberhart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 56
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśne mokradła - Page 30 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Leśne mokradła [odnośnik]05.02.22 14:38
Elric nie należał do tych aroganckich magizoologów, którzy brali sobie za punkt honoru dręczenie młodszych stażem pracowników rezerwatu - po prawdzie to nawet kobiety w swoim zawodzie traktował z szacunkiem, nie był seksistą, w głowie podśpiewywała mu tylko od czasu do czasu wyuczona rycerskość i obawa o cudze bezpieczeństwo. W tym nie mogło być nic złego, czy nie tak? Bez zawahania stanąłby przed Amelią, byle tylko ochronić ją przed ciężkimi ranami nawet, jeśli okazałaby się znacznie lepszym i mądrzejszym magizoologiem od niego. Tego wymagała przyzwoitość.
Po uściśnięciu ciepłej, damskiej dłoni skinął uprzejmie głową w odpowiedzi na zapewnienie o tym, że podoła, a potem westchnął i niechętnie powiódł spojrzeniem po podszyciu lasu.
- Nie mam pojęcia, pani Eberhart, nie dopytywałem. Czasami lepiej nie dopytywać, czy nie tak? - Uśmiechnął się kątem ust, na dłużej zatrzymując wzrok na jej jasnych oczach; doszukiwał się jakiejkolwiek subtelnej podpowiedzi co do tego, na jakiego rodzaju słowa i docinki mógł sobie pozwolić w jej obecności. Dobrze znał profesora, ale kobieta była mu na tyle obca, że przyznawanie się do tego, co myśli, wydawało się skrajnie nierozsądne. - Najważniejsze, że stanowi zagrożenie. Mieszkańcy chcą odzyskać spokój jak najszybciej. - I być może nie chcieli, aby z każdej pomocy czyniono teraz obraz perfidnej polityki.
Niestety, Amelia dostrzegła jego słabo skrywaną niepewność, wątpliwości co do jej siły. Nie chciał podważać jej kompetencji, wyglądała zwyczajnie krucho, a on nadal miał w pamięci to, w jaki sposób mieszkańcy okolicznych wiosek opisywali odnalezione na skraju lasu na wpół zjedzone truchła.
- Z całym szacunkiem, postaram się. Niech pani nie zrozumie mnie źle, nie miałem złych intencji - sprostował miękko i posłał Amelii najszczerszy, najbardziej czarujący uśmiech, na jaki mógł się zdobyć.
Wyruszyli na wspólny sygnał, chwytając różdżki w palce i ostrożnie stawiając stopy na kępach wydeptanych traw wyznaczających bezpieczną ścieżkę pośród bagien. Jego zmysły wyostrzyły się, gdy mimowolnie zgiął plecy i poświęcił uwagę szczegółom odstającym od normy. Poza poszukiwanymi stworzeniami mogli natknąć się tutaj również na błędne ognie, prowadzące na pewną zgubę.
- Zginęło tylko jedno dziecko, wygląda więc na to, że nie wybrzydzają - wymamrotał w odpowiedzi na pytanie. - Każdą ofiarę łączy to, że zginęła na terenie mokradeł, terenie, który sama przekroczyła. Stwór nie podejmuje polowań poza własnym terytorium, nigdy nie widziano go w wiosce ani na jej obrzeżach. - Zatrzymał się na płaskim, pokrytym mchem kamieniu, gdy Amelia rzucała zaklęcie. - Wyczuwasz coś? - spytał, gdy sam rozglądał się, aż wreszcie jego spojrzenie zatrzymało się na białych niciach przy podszyciu, które wpierw wziął za kawałki tkanin. Dopiero, gdy oświetlił je sobie Lumos, tłumiąc jasne światło drugą dłonią, zrozumiał, że to nie materiał tylko...
- Pajęczyna. Och, szlag by to wziął - Splunął w moczary i wyruszył na przód, odnajdując coraz to nowsze ślady pajęczyn wyznaczających dalszą ścieżkę przez gęstszy odcinek lasu. Robiło się ciemniej w miarę jak zamykały się nad nimi korony drzew.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Leśne mokradła [odnośnik]09.02.22 19:08
Amelia skinęła głową na znak zrozumienia. Właściwie nikt nie miał obowiązku wzywać Ministerstwa do pasożytniczego stworzenia, stanowiło to jednak sposób najprostszy i najbezpieczniejszy na uporanie się ze szkodnikiem osiedlającym się blisko ludzkich osad i zagrażającym ich mieszkańcom; jeśli jednak ci decydowali się sięgać po pomoc lokalnych magizoologów, nie mogła mieć tego za złe. Czasem fakt istnienia obopólnego zaufania ułatwiał pracę. Uwrażliwiał w empatii, zaszczepiał w myślach potrzebę doprowadzenia sprawy do końca, dodatkowo podbudowawszy morale świadomością, że pomagało się ludności, z jaką żyło się w przyjaźni - dlatego zdecydowała się nie dopytywać dalej, a zaakceptować tłumaczenie niewiedzy.
- Wierzę - odparła swobodnie, przekonana nie tyle czarującym uśmiechem, jakim swoją deklarację opatrzył czarodziej, co poczuciem, że jego rycerska maniera nie była tarczą, za którą skrywał szowinistyczne pragnienie podbudowania swojego ego. Kąciki jej ust drgnęły wtedy delikatnie w odwzajemnionym grymasie, miękkim, pierwszym takim, który mu zaoferowała, jednocześnie przyjaznym i cieplejszym niż wszystko dotychczas emanujące z postaci Eberhart. Dobrze, że mieli to już za sobą. Pierwsze starcie o niskiej szkodliwości, kolizję w pewien sposób podkreślającą barwy ich charakterów; taniec różnych priorytetów, skonkludowany konsensusem. Być może bezpodstawnie w chwili otrzymania listu od profesora wątpiła w słuszność jego osądu, w to, że zdecydował się posłać ją w nieznane w towarzystwie potencjalnego gumochłona, podczas gdy ten w rzeczywistości okazał się - póki co - przyjemnym w obyciu magiem. Człowiekiem zatroskanym o dobro wioski Wiltshire. A jego prezencja, choć niewiele znacząca, była tylko dodatkowym atutem, te dojrzałe rysy, miły dla oka zarost, ubranie przygotowane na przeprawę przez bagna, wskazujące na brak obaw co do dyskomfortu, jaki tam odnajdą; prosty nos, ciemne tęczówki i włosy rozwiane w nieładzie, dłuższe jak u Septimusa.
- Nic dziwnego, okoliczności dotychczas nie zmusiły go do dalszych wypraw. Mówił pan, że ofiary z własnej woli wchodziły na bagna. Zapewne tak długo, jak pojawialiby się tu nowi wędrowcy, nie bylibyśmy w stanie ocenić zachowania tego stworzenia poza jego terytorium - mówiła cicho, by głos nie niósł się echem pośród zdradliwych kanw przyrody; z opowieści Ernesta łatwo było wydedukować biegłość, którą odznaczało się zwierzę w identyfikowaniu ludzi wkraczających do jego królestwa. Posiadało doskonały słuch, czy może coś więcej? Podmokłe, zalesione miejsca takie jak to były ulubionym habitatem przynajmniej dwunastu gatunków niebezpiecznej fauny, z kolei każda z nich cechowała się innym wrodzonym talentem zaklętym w genach, inną łatwością, sposobem odnajdywania pożywienia, a Amelia nie zamierzała nierozsądnie kusić losu. Przynajmniej do momentu, w którym sami będą posiadać więcej informacji.
Informacji ujawnionych już niebawem, odsłoniętych przez kurtynę błękitnej mgiełki.
W oddali czarownica dostrzegła kilka kształtów dokładnie w tym samym momencie, gdy oczom Gooda ukazały się fragmenty pajęczyn. - Za drzewami kilkadziesiąt metrów stąd, może trzydzieści - zakomunikowała jeszcze ciszej, zatrzymując się na trakcie wąskiej ścieżki, rezonans poruszanej tkanki białych aranżacji na ziemi musiał zwrócić ich uwagę. - Pajęczaki. Akromantule. Niezbyt duże, nie mogą przewodzić kolonii. Jakby stały na warcie - odruchowo sięgnęła do towarzysza i zacisnęła dłoń na rękawie jego kurtki, zmuszając tym samym, by również przystanął w miejscu. Stworzenia smagnięte lazurową barwą trwały w jednym punkcie tylko przez chwilę, zanim jeden z nich poruszył się gwałtownie i z prędkością godną ośmiu odnóży zniknął z jej pola widzenia. - Wiedzą, że tu jesteśmy - działanie zaklęcia wreszcie zanikło i Amelia spojrzała na kompana z powagą, zaintrygowana jego reakcją. Odnajdzie w nim strach? Zwątpienie? Panikę? Czy może podnieconą determinację, skoro de facto stawali już twarzą w twarz z bagiennym zagrożeniem? Zidentyfikowanym, tyle dobrego. - Ilekolwiek ich jest, podejrzewam, że nie wyślą ku nam całej kolonii, ale i tak musimy dotrzeć do gniazda - by zmierzyć się z dominującą starszyzną obu płci, lub jedną jedyną, która pozostała rodzinie tych zwierząt. Coś jednak frapowało ją w tej myśli, uporczywie nie dawało spokoju - akromantule, które dojrzała, były albo bardzo młode, albo chore, wręcz karłowate w porównaniu do typowych strażników familijnych azylów... Nawet pajęczyny, ku którym wreszcie zwróciła wzrok wydawały się wyblakłe i cieńsze niż te, z jakimi Amelia wcześniej miała do czynienia. - Spróbują nas otoczyć, zanim dopuszczą się ataku - oceniła czarownica, właściwie ostrzegając wyłącznie z przyzwyczajenia, bo komuś doświadczonemu w magizoologicznym fachu nie musiała tego tłumaczyć.


i won't be afraid. hesitation got me against the wall,
but no more mistakes like i made before.
Amelia Eberhart
Zawód : Magizoolog w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, w Wydziale Zwierząt
Wiek : 37
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if you were a woman and i was a man
would it be so hard to understand?
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10932-amelia-eberhart#333340 https://www.morsmordre.net/t10966-wolfgang#334285 https://www.morsmordre.net/t10969-amelia-e#334298 https://www.morsmordre.net/f410-borough-of-islington-eden-grove-12 https://www.morsmordre.net/t10967-skrytka-nr-2394#334286 https://www.morsmordre.net/t10968-amelia-eberhart#334288

Strona 30 z 31 Previous  1 ... 16 ... 29, 30, 31  Next

Leśne mokradła
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach