Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Chicago, luty 1950
AutorWiadomość
Chicago, luty 1950 [odnośnik]30.11.16 22:13
Wspomnienie pierwsze
Raiden przejechał dłonią po twarzy, próbując jakoś się obudzić. To zdecydowanie nie był najlepszy dzień na jakieś głębsze przemyślenia związane ze sprawami, w których asystował. W pracy pomimo dobrych wyników, jeśli nie najlepszych w swojej grupie rówieśniczej, nie pozwalano mu na całkiem poważne sprawy. Nie dlatego że jego starszy partner czy bardziej opiekun nie chciał mu na to pozwalać. Po prostu dowództwo wolało jeszcze trzymać młodych funkcjonariuszy czarodziejskiej policji w ryzach. Szczególnie tych wyróżniających się - a były brygadzista z dobrymi wynikami na pewno był specyficzną jednostką. Dlatego hamowano jego ambicje, chociaż Smith pocieszał go, że za rok wszystko się zmieni. Okres próbny który odgórnie był nałożony pomimo skończonego kursu miał dobiec końca, a Raidenowi miały się sypać sprawy jak z rękawa. Cóż. Ufał starszemu koledze, który zdobył jego zaufanie poprzez solidną pracę jak i naprawdę sympatię, do tego co robił. Nie był żadnym spasionym gliną, którego interesując tylko pączki na bufecie. Chociaż Carter lubił je podkradać i korzystał z tego, kiedy tylko mógł... Mimo wszystko najbardziej męczyło go nic nie robienie. Praca w brygadzie przyzwyczaiła go do ciągłego ruchu. O samej pełni nie wspominając. Wtedy wszyscy obowiązkowo musieli stać na nogach dwadzieścia cztery godziny na dobę czujni i wypatrujący wilkołaków, które panoszyły się jak szalone. A teraz? Jeśli mieli szczęście wysłali ich na szukanie śladów włamania lub na przesłuchanie. I chociaż Raidenowi spodobała się ta druga aktywność, rzadko kiedy sam mógł je przeprowadzać. Chociaż Smith coraz częściej na to zezwalał, widząc, że charyzma i dociekliwość młodego egzekutora prawa przynosiła skutki. Zaczął nawet mówić o tym, żeby Carter zastanowił się nad kwestią kształcenia się dalej właśnie w tym kierunku. Policja potrzebowała skutecznych pracowników, którzy mogli odwalać brudną robotę. Bo trzeba było sobie to przyznać - przesłuchania nie odbywały się w ugrzecznionych warunkach. Czasem, jak nie często, potrzebowano dość brutalnej siły fizycznej jak i talentu do wyciągania z ludzi cennych informacji. Nie każdy się do tego nadawał.
W końcu jednak trafili na poważniejszą sprawę. Chodziło o morderstwo, które mieli badać wspólnie, chociaż Smith od razu oznajmił, że Raiden będzie głównym funkcjonariuszem prowadzącym ten przypadek. Była to szansa, której nie zamierzał zmarnować. Pierwsze zebranie informacji jak i przesłuchanie bliższych osób czarodzieja przeszło bez zakłóceń. Gładko i sprawnie. Minęło od tego parę dni, chociaż cały czas w myślach próbował poskładać wszystkie zeznania w jedną, solidną całość. Jednak pewien element nieco mu zaburzał tę idealną pracę. A mianowicie młoda dziewczyna, która należała do grupy świadków. Smith musiał się w pewnym momencie wtrącić i zacząć zadawać pytania, widząc, że Raiden nieco zboczył z tematu i najchętniej pogawędziłby sobie ze śliczną kobietą. Ale czy szkodziło wypytać ją o kilka dodatkowych informacji? Nic się nie paliło.
Skręcił w znajomą ulicę, gdzie jeszcze parę przecznic i zaczynała się czarna dzielnica. Nie miał nic do osób czarnoskórych, a mieszkając niedaleko spotykał się z nimi dość często. Jednak podział wciąż był i nie wiadomo, kiedy miał się zakończyć. Chicago - miasto bluesa przypominało nieco Nowy Orlean, w którym akurat prowadził jazz. Oba gatunki mocno ze sobą związane sprawiały, że społeczność kształtowała się tak, a nie inaczej. Carter dziękował za to, że istniały bary z żywą muzyką. Wszedł właśnie do jednego z takich miejsc i od razu skierował się do baru, by zamówić piwo.
- Jedno - rzucił do barmana, po czym obrócił się przodem do sali, opierając się prawym łokciem o blat i obserwując wnętrze lokalu. Dochodziła ósma wieczorem, a ludzi wciąż było jak na lekarstwo. Dziwne... W piątek. Może jeszcze ktoś miał się pojawić?


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again



Ostatnio zmieniony przez Raiden Carter dnia 02.12.16 20:20, w całości zmieniany 1 raz
Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]30.11.16 23:29
Powoli szła ulicą z nieskrywanym zaciekawieniem rozglądając się dookoła, powodując tym samym wyraźne zaciekawienie wśród niektórych mieszkańców miasta. Śmieszne, bo w rzeczywistości nie robiła wiele - jedynie uśmiechała się, co jakiś czas okręcając się wokół własnej osi, by móc jeszcze raz przyjrzeć się konkretnemu budynkowi. Zresztą robiła tak samo w praktycznie każdym nowym miejscu. Fakt, że jej podróż trwała niemalże trzy lata, a ona zdążyła przez ten czas wiele zobaczyć, nie miał znaczenia. Za każdym razem było tak samo, a ona w głowie układała swoisty ranking najbardziej ulubionych lokalizacji.
Dzisiaj jednak jej wycieczce brakowało charakterystycznej radości, która towarzyszyła jej wcześniej. Chociaż wciąż zachwycała się nad wszystkim dookoła, to czuła się inaczej, jakby od środka przygniatał ją ogromny blok kamienia. Powód był jeden - ostatnie wydarzenia, przez które wciąż znajdowali się w Chicago. Prawdopodobnie jej wyprawa już dawno podróżowałaby w kierunku południowym, gdyby nie fakt, iż jeden z członków ich podróży został zamordowany. W wyniku tego policja wstrzymała ich aż do odwołania, poza tym sami również musieli pozbierać się po utracie kolegi. W końcu podróżowali ze sobą przez niemalże trzy lata - codziennie rano widywali się i kładli spać wiedząc, iż dana osoba jest gdzieś w pobliżu. Śmierć mężczyzny była zatem odbierana jak utrata najdroższego przyjaciela. A po takowej trudno było się pozbierać.
Nagle Wilkes zatrzymała się, słysząc niedaleko muzykę. Jej wzrok niemalże automatycznie powędrował w tamtym kierunku, by już po chwili kobieta szła w stronę baru, z którego wydobywały się dźwięki. Na chwilę zatrzymała się przed nim, analizując w głowie wszystkie za i przeciw. W rzeczywistości jednak już dawno podjęła decyzję - weszła do środka, rozglądając się dookoła. Niemalże natychmiast uderzyło w nią ciepło, chociaż nie było ono tak mocne jak w innych miejscach tego typu. Dostrzegła również dość małą ilość osób, znajdujących się w środku. To też spowodowało, iż dość szybko zwróciła uwagę na znajomego mężczyznę siedzącego przy barze. Rozpoznała w nim jednego z policjantów, prowadzącego sprawę śmierci jej znajomego. Trudno było go zapomnieć, zważywszy na dość specyficzne zachowanie podczas śledztwa. Nie chciała wyciągać pochopnych wniosków, jednakże Grace podejrzewała, iż ten nie ma aż tak dużego doświadczenia w pracy albo chociaż, że nie zajmuje dość wysokiego stanowiska. Nie wiedziała jednak, jaka jest prawda. Możliwe, iż struże prawda zostali im lepiej przedstawieni pod tym i innymi względami, jednakże ona wówczas z początku nie słuchała nikogo, czekając po prostu na swoją kolej.
Teraz jednak nie była już na komisariacie i nikt nie chciał jej przesłuchać. Była w barze i miała wybór - mogła dosiąść się do policjanta lub zignorować jego obecność i znaleźć sobie miejsce tylko dla siebie. Decyzja nie była trudna, szatynka już po chwili szła w kierunku znajomego mężczyzny, czując jak na jej twarzy pojawia się uśmiech.
- Pozwolisz, że się do Ciebie dosiądę - powiedziała, jednocześnie siadając obok niego.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]01.12.16 13:55
Grupa grajków na małym podwyższeniu baru grała sobie spokojnie swoje kawałki lub zwyczajnie improwizowali, co było naprawdę całkiem niezłe. Raiden obserwował ich, kiwając głową w rytm muzyki. Ostatnio nie miał okazji przychodzić w to miejsce ze zwyczajnie bardzo prostego powodu - nie miał czasu. Wychodząc późno z pracy, gdy ślęczał nad raportami, wolał od razu wrócić do mieszkania i po prostu walnąć się na łóżko, by chociaż chwilę odpocząć. Późny wieczór był zdecydowanie jego ulubioną porą dnia. Noc była już oddzielną kategorią. Chicago budziło się wtedy do życia, pozostawiając za sobą dzienny zgiełk. Na ulice wychodzili wszyscy żądni dobrej zabawy i przygód, a dookoła rozbrzmiewały charakterystyczne dźwięki klaksonów czy szum przejeżdżającej kolejki. Mafiozi, zwykli obywatele, biedacy, bogacze mieszali się w jedną masę miasta. Mimo iż mieszkał tu od czterech lat, każdy wieczór był inny i miał w sobie coś wyjątkowego. W końcu zło nigdy nie spało. Może właśnie to coś nie pozwalało mu opuścić tego miejsca?
Uśmiechnął się do siebie pod nosem, obserwując szarość panującą za oknem i omiótł spojrzeniem wnętrze pubu. Większość miejsc pozostawała wolna, jedynie stolik pod jedną ze ścian zajęty był przez dwóch barczystych mężczyzn w czarnych płaszczach. Kiedy parę minut temu weszli do środka, skojarzyli mu się z nauczycielami z Hogwartu. Brakowało jeszcze długich bród. Rzucił ostatnie, pobłażliwe spojrzenie na podziurawione buty jednego z nich i zmierzył ociekające wodą nogawki drugiego, po czym odwrócił się, biorąc do ręki postawiony przed nim kufel piwa.
Zastanawiał się jak tam radził sobie Penny. Dawno nie miał od niego wieści, a brak kuzyna doskwierał mu mocniej niż kiedykolwiek. Mimowolnie przejechał spojrzeniem po półce z ulubionymi alkoholami, znajdującymi się pod barem. Z tego asortymentu mógł korzystać do woli, dostając niekiedy zniżki od pewnej barmanki. Dzwonek przy drzwiach zakomunikował przybycie nowego gościa, jednak Raiden się nie odwrócił. Dopiero słysząc znajomy głos, zareagował.
- Śledzisz mnie czy co? - rzucił na jej stwierdzenie, które ku jego zadowoleniu nie miało nic z pytania. Uśmiechnął się do niej szeroko. - Widzę, że przejmujecie się tymi nakazami zostania w mieście - dodał od razu, nie pozbywając się wesołego tonu. No, proszę. Towarzystwo zaczynało mu się coraz bardziej podobać. - Ale nie martw się. Po godzinach wszystko wolno. Czego się napijesz?
Spodobał mu się ten nieco zadziorny błysk w oczach dziewczyny i najwidoczniej nie zamierzała popadać w depresję po stracie towarzysza. Zdecydowanie ze smutkiem nie było jej do twarzy.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]01.12.16 15:41
Zmrużyła lekko oczy, uśmiech jednak nie schodził z jej twarzy, co tym samym dawało jej lekko zadziornego wyrazu. Miała wrażenie, że mężczyzna jest jednym z tych, co w ten szczególny sposób lubią kobiety. Mogło to jednak być tylko omylne zrozumienie jego gestów i mimiki twarzy, nigdy nie uważała siebie za osobę biegłą w tejże dziedzinie. Zupełnie inaczej sprawy miały się z jej siostrą, która wydawała się doskonale odczytywać ludzi.
- Myślę, że już teraz nie mam powodów do zmartwień - odpowiedziała. Słowa te jednak nie miały się odnosić tylko do sytuacji nakazu pozostania w mieście. Chodziło jej też o zmarłego kolegę - dla wszystkich był to szok, jednak ona od dzieciństwa przecież traciła bliskich. I pomimo smutku, który co jakiś czas pojawiał się na podobne wspomnienia, to nie rozpaczała nad ich losem, bo wiedziała, że co się stało, to się nie odstanie. Wychowana w takich przekonaniach, wierzyła w je. Zupełnie inaczej było z jej siostrą, ale one często wydawały się być przeciwieństwami. A jednak ich więź była niemalże nierozerwalna.
Szybko jednak odrzuciła wcześniejsze myśli, chcąc skupić się na rozmówcy. W końcu weszła do baru po to, by wyzbyć się wszelkich ponurych myśli.
- Szczerze powiedziawszy to podejmowanie decyzji nie jest moją mocną stroną. Szczególnie w takich miejscach, często zdarza mi się wybierać te najgorsze z możliwych rzeczy - zaśmiała się, wspominając swoje wcześniejsze pobyty w barach. Za każdym razem prosiła znajomych o wybór napoju, w przeciwnym razie wiedziała, że albo dostałaby coś niedobrego albo zbyt mocnego.- Może ty byś mógł mi coś ... wybrać?


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]02.12.16 10:43
Już podczas przesłuchania mógł zobaczyć, że panna Wilkes nie była typową dziewczyną, którą interesowało to, co inne kobiety. Przypominała bardziej dziewczynę z sąsiedztwa i była w tym tak naturalna, że aż ujmująca. Coś w jej zachowaniu mówiło również, że gdyby chciała, przetrwałaby wszystko, bo wewnętrzna siła najczęściej pozostaje nieodkryta przez osoby dookoła do chwili próby. Do tego była niesamowicie piękna, co powodowało, że trudno było odwrócić od niej spojrzenie. Raiden widywał przeróżne przedstawicielki płci przeciwnej. Nie raz posiadające o wiele więcej urody od Grace, ale jej nieschodzący z twarzy uśmiech jak i wrodzona szczerość zdecydowanie stawiało jej towarzystwo na o wiele wyższym poziomie przyjemności. Spędzanie czasu z kimś takim musiało się po prostu równać z dobrze wykorzystanym dniem,
- Może za mało ryzykujesz - mruknął Raiden w odpowiedzi na jej słowa, patrząc na nią przez chwilę, po czym przeniósł spojrzenie na dość sporą gamę alkoholi za plecami barmana, który czyścił kufle bez większego zaangażowania. - Zależy co wolisz - dodał, słysząc jej prośbę. Tak charakterystyczne dla niego ogniki w oczach błysnęły właśnie w tym momencie. Bo czy może być coś lepszego od zdania się pięknej kobiety na jego osobę? Nie wiedział czy robiła to świadomie czy nieświadomie, ale w pewnym stopniu zaczynała przyciągać i interesować go coraz bardziej. - Masz całą galę smaków do wybrania. Zastanów się czy preferujesz gorzki, słodki, lekko słony czy może kwaśny, bo też takie są. Sam preferuję ten pierwszy. Możesz spróbować - rzucił, przesuwając w jej stronę kufel z ciemnym piwem.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]02.12.16 13:44
Delikatnie wzruszyła ramionami na jego słowa. Dla każdego ryzyko przejawiało się w czymś innym, w zależności od charakteru danej osoby. Ona sama czuła, iż podróż do Ameryki sama w sobie miała coś brawurowego. W końcu tak na dobrą sprawę zaufała praktycznie nieznanemu jej mężczyźnie, niemalże całkowicie zdając się na niego. Inni mogli postrzegać to za głupotą albo coś zwykłego, jednakże dla niej najważniejszy był fakt, że dokonała tego. Pomimo ryzyka wyjechała i wyszła na tam bardzo dobrze - zdobyła wiedzę, jakiej nie dałaby jej żadna książka.
Na chwilę powędrowała za jego wzrokiem, zerkając na alkohole dostępne w barze. Szybko omiotła je spojrzeniem szybko stwierdzając, iż większości nigdy jeszcze nie próbowała, toteż nie mogła dokładnie określić swoich preferencji. Ona dopiero je kształtowała.
Jej spojrzenie ponownie wróciło na twarz mężczyzny, a następnie piwo, które ten podsuwał w jej stronę.
- Myślę, że nic mi się nie stanie jak spróbuję. A jeśli jednak to liczę, że nie zostawisz mnie tutaj samej zdanej na łaskę losu. - powiedziała, odgarniając włosy za ucho, aby przypadkiem nie umoczyć ich w alkoholu. Następnie wzięła szklankę, by niepewnie spróbować alkoholu. Po chwili odstawiła szklankę, czując jak mimowolnie na jej twarzy pojawia się lekki grymas.
- Chyba jednak wolę bardziej kwaśne smaki aniżeli te gorzkie - powiedziała, pozwalając aby na twarzy ponownie pojawił się uśmiech. - To chyba jednak dobrze, przynajmniej nie musisz się obawiać, że ci wszystko wypiję.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]02.12.16 20:33
Nie miał na myśli niczego złego. Chciał po prostu się z nią nieco poprzekomarzać zważywszy na fakt, że i tak już ryzykowała przysiadając się do niego. I nie dlatego że było to niebezpieczne - Raiden wiedział, że najchętniej nie zostawiłby tej znajomości po jednym spotkaniu. Niektórzy mieli swoje tajemnice i właśnie podobnie odbierał swoją nową towarzyszkę. Nie wierzył tez w przypadku, co oznaczało, że nie mogło być im pisane widzenie się na przesłuchaniu, a potem w wielkim Chicago w jego ulubionym barze bluesowym bez przyczyny. Na tym miałoby sie to skończyć? Żałowałby, gdyby nie wykorzystał tej szansy i nie w sposób, który niektórym mógł na pewno zakraść się do głowy. Widział Grace jako atrakcyjną młodą dziewczynę, którą z chęcią poznałby bliżej. W dodatku trochę tęsknił za ojczyzną. Anglia miała specyficzny, nieco sztywny klimat, ale coś w tym było. Wołanie domu, które rozbrzmiewało mu w głowie. A grupa czarodziejów z Wielkiej Brytanii znowu obudziła w nim tę tęsknotę. Za Londynem, za tatą, mamą i śliczną, rudowłosą Sofi, która w lipcu miała skończyć już osiemnaście lat. I mimo że jeszcze daleko było do lipca, Raiden zamierzał w tym roku podarować jej coś wyjątkowego. Najchętniej przytuliłby ją do siebie i nie wypuszczał jak to było między nimi, gdy jako starszy brat zajmował się młodszą siostrzyczką. Posiadali tę nić porozumienia i nawet teraz wysyłali sobie listy praktycznie co dwa tygodnie, bo niestety ale poczta między Starym a Nowym Kontynentem nie była taka prędka. Ale Carter wyczekiwał momentu, gdy pojawiała się koperta z szybkim biciem serca. Żałował, że nie może patrzeć jak Sophia dorasta podczas jego nieobecności, ale wiedział, że się znów spotkają i odnajdą nawet jeśli mieliby się szukać z dwóch końców świata.
Zaśmiał się, widząc skrzywioną minę Grace, gdy nie zasmakowało jej jego piwo. Zauważył również ten drobny gest, gdy zakładała niesforny kosmyk włosów za ucho, co podziałało na niego dość skutecznie.
- Skoro coś kwaśnego to może... - zastanowił się, przejeżdżając spojrzeniem po ofercie, wydymając przy tym charakterystycznie usta. - Może flamandzkie czerwone ale? To bardziej wytrawne czerwone wino niż piwo, ale chmielu nie da się wyczuć. Dobre na pierwszy kontakt z kwaśnym piwem. Myślę, że możesz je pokochać. Albo jeszcze... Faro - dodał, odwracając się do niej i z uśmiechem obserwując jej reakcję. Czy przyglądał jej się za długo? Kogo to tam interesowało. - Carter. Raiden Carter już tak mniej oficjalnie - rzucił, wyciągając do niej rękę, bo mimo wszystko powinni się już poznać na innej płaszczyźnie.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]02.12.16 21:29
Grace nie patrzyła na mężczyzn takimi kategoriami, jak większość dziewczyn, a przynajmniej nie teraz. Może kiedy była mała lubiła wyobrażać sobie w osobie każdego dopiero co napotkanego chłopca, swojego przyszłego męża z którym będzie szczęśliwa aż do śmierci. Szybko jednak wyrosła z tych wyobrażeń, wierząc, że zamiast szukać miłości należy na nią czekać, aż ta przyjdzie sama w nawet najbardziej niepozornym momencie. Z tego też względu, w przeciwieństwie do niektórych jej znajomych, nie robiła tych wszystkich gestów, które miałyby zwrócić na nią uwagę osoby płci przeciwnej. Jeśli zdarzyło jej się zrobić coś, podchodzącego pod flirt, to nie robiła tego świadomie.
Ponownie zmrużyła lekko oczy z uśmiechem na ustach, rozważając jego propozycje. Nie było jednak się nad czym zastanawiać - nie znała tych trunków, a zatem musiała wybierać w ciemno. Nie żałowała tego jednak - wszystkiego trzeba w życiu czasem spróbować, najwyraźniej dzisiaj była noc próbowania alkoholi.
- Dobrze, w takim razie ja wezmę to pierwsze - powiedziała w końcu, prostując się na siedzeniu. - Tak ładnie to opisałeś, że myślę, iż nie powinno być niedobre.
Zaśmiała się, patrząc się wciąż na mężczyznę. Na chwilę jedynie zerknęła w kierunku drzwi, kiedy dzwonek nad nimi wiszący zaalarmował przybycie nowych osób. Było to jednak ledwie zerknięcie, które mogłoby nawet nie zostać zauważone.
- Grace Wilkes, miło mi... panie władzo - odpowiedziała nieco szerzej się uśmiechając, jednocześnie lekko ściskając jego dłoń.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]02.12.16 22:08
Raiden lubił kobiety. Uważał, że każda posiada ten skryty przed wszystkimi pierwiastek, który tylko czeka, aż ktoś go odkryje. A on nigdy nie chodził na łatwiznę. Od małego lubił wyzwania, a wyciąganie z początkowo niedostępnych przedstawicielek płci pięknej tego, co najlepsze podobało mu się chyba na równi z jedzeniem czy pracą. Wyglądało to całkiem zabawnie, gdy w trakcie nauki w Hogwarcie, z Pennym przy boku chodzili po korytarzach i podziwiali uczennice. Co prawda to bardziej on podziwiał, a młodszy kuzynek po prostu chodził ze swoim najlepszym przyjacielem, tworząc specyficzną i dość charakterystyczną parę. Były to miłe wspomnienia i Raiden trochę za nimi tęsknił. Może dlatego że wtedy wszystko wydawało się łatwiejsze? Zabawne. Nawet nie zdawał sobie sprawy jakie trudniejsze rzeczy czekały na niego w przyszłości. Ale na razie dwudziestopięcioletni Raiden miał co innego na głowie i przed oczami. I był to naprawdę ładny widok.
- Wiele rzeczy potrafię ładnie opisywać - rzucił do niej, unosząc brew w górę i posyłając jej wymowne spojrzenie. Zaraz jednak odszukał spojrzeniem barmana i uniósł lekko rękę z blatu. - Jedno flamandzkie czerwone - mruknął, biorąc na siebie rachunek, co było przecież oczywiste. I jeszcze ktoś by miał zamiar poddawać to wątpliwościom? Zobaczył jej krótkie spojrzenie. Przecież był gliną. Mało co się przed nim mogło ukryć. Szczególnie przed takim, który uwielbiał dociekać i potrafił być niezwykle upierdliwym stróżem prawa. Dla osób zgłaszających na przykład zaginięcie był wybawieniem, dla innych... Już niekoniecznie. Ale nie oddałby swojej roboty za nic innego. I chociaż na razie była mniej dynamiczna od brygady, lubił ją. Barman w końcu postawił butelkę przed Grace i mogli uderzyć szkłami na rozpoczęcie wspólnego picia. Przez chwilę Raiden słuchał muzyki, obserwując wywijającego całkiem nieźle gitarzystę.
- Nie chodziłaś czasem do Puchonów? - zagadnął, biorąc zaraz sporawy łyk swojego piwa. Które było dobre! Ale zdecydowanie mu się podobało, że Grace nie grała twardej babki tylko znowu jej natura przemówiła, stawiając na kompletną naturalność.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]02.12.16 23:13
Z uśmiechem podziękowała barmanowi za trunek - prezentował się pięknie, a zatem pozostawała jeszcze kwestia smaku. Jej dziadek oraz siostra, która odziedziczyła po nim talenty kulinarne, zwykli mówić iż je się także i oczami, dlatego też wszystko powinno dobrze wyglądać. W końcu nikt nie zje czegoś, co przywodzi na myśl same okropności.
Po rozlegnięciu się dźwięku uderzającego o siebie szkła, Grace upiła mały niepewny łyk. W czasie gdy jej towarzysza na chwilę pochłonęła muzyka, ona mogła stwierdzić, iż trunek naprawdę jej smakuje. Wydawał się być idealny i dobrze wpasowywać się w jej gust. Miała tylko nadzieję, że po powrocie do domu wciąż będzie pamiętać jego nazwę, aby w przyszłości móc ponownie rozkoszować się tym smakiem.
Była tak przejęta pitym napojem, że dopiero po chwili odpowiedziała na pytanie mężczyzny. Jednocześnie dopiero wówczas dotarło do niej, że oby dwoje chodzili razem do tej samej szkoły. W Hogwarcie owszem, zwracała uwagę na ludzi, jednakże było ich tak wielu, iż nie sposób było spamiętać wszystkich. Jak na razie nie potrafiła powiedzieć czy pamięta Raidena - nawet jeśli kiedykolwiek przykuł jej uwagę, to musiałaby przypomnieć sobie konkretną sytuację. Noc była jednak wciąż młoda, jeszcze miała czas na wspominanie.
- Owszem, chodziłam - odpowiedziała bez cienia wstydu czy skrępowania, dostrzegalnych u niektórych byłych uczniów tego domu. Było kilku, którzy błędnie interpretowali ten dom, jakoby ten, do którego trafiały osoby "bezpłciowe", tj. ani odważne, ani mądre czy sprytne. Sama Grace nigdy nie wstydziła się przynależności do domu Helgi Hufflepuff. - Za to ty mi pasujesz do domu lwa, dobrze myślę?


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]04.12.16 20:52
Kątem oka zauważył, że Grace dała się pochłonąć na chwilę alkoholowi, co przyjął z wyraźnym zadowoleniem. Szczególnie dlatego że sam go jej polecił, a to oznaczało, że ich znajomość mogła na razie rozwijać się bez przeszkód. Nie wiedział dlaczego by ludzie zaczynali się otwierać musieli wyjechać do Ameryki i spotkać się tam zupełnie przypadkiem. Chociaż Raiden wcale nie wierzył w przypadki. W przeznaczenie również. Nazywał to po prostu spisaną drogą, którą mogli wykorzystać dobrze lub źle. Bo to od nich zależało czy postawią wszystko na jedną kartę i zdecydują się postąpić krok dalej, czy zrezygnować. Carter obserwując uśmiechniętą kobietę, wiedział, że mógłby ją poznać. Miał czas, miał sposobność, żal było przepuścić ją koło nosa.
- Trafiłaś - odparł na jej słowa, posyłając jej oczko i wznosząc kufel lekko w górę jako oddanie racji. - Moje kuzynostwo zasilało szeregi Puchonów jak i moja siostra, ale Sofi dołączyła o wiele później. Chociaż nie wydajesz się być jedną z tym typowych wychowanek Hufflepuffu - dodał, patrząc na nią znacząco i uśmiechając się łobuzersko. - Skądś cię kojarzyłem, ale nie mogłem dopasować twarzy. Dziewczyna z nosem w książkach zamiast na facetach, co? - spytał retorycznie bez cienia wścibskości. Starał się ją wpasować w jakieś miejsce, ale jeszcze tego nie potrafił.
W pubie zaczynało robić się coraz gwarniej i coraz cieplej. A skoro tak - nastroje wewnątrz również zaczynały się podkręcać.
- Umiesz śpiewać? - spytał Raiden, patrząc na grajków, którzy postanowili jednak przerzucić się na coś znacznie żywszego. Uwielbiał takie brzmienia. Szczególnie te niedostrojone gitary, od których aż prosiło się, żeby wyszarpnąć te struny jeszcze mocniej. Do tego całe ciało chodziło w ten rytm podświadomie chcąc, by muzyka nigdy się nie skończyła. Do tego piwo już zaczynało mu się kończyć, więc wymownie odszukał spojrzeniem barmana, wskazując mu pusty kufel. I dopiero wtedy przeniósł uwagę na Wilkes.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]04.12.16 22:05
Grace przyglądała się mężczyźnie, starając się jednak nie robić tego zbyt nachalnie. Kobieta starała się przypomnieć sobie go z czasów szkolnych albo przynajmniej wyobrazić sobie jak miałby wtedy wyglądać. Niestety, nie potrafiła jednak przypomnieć go sobie z czasów Hogwartu. Potrzebowała jakiegoś punktu zaczepienia, który mógłby jej wskazać konkretne wspomnienie. Była pewna, że kiedykolwiek zwróciła uwagę na Cartera - sprawiał wrażenie osoby głośnej, lubiącej zwracać na siebie uwagę. Z pewnością jego przygoda w Szkole Magii i Czarodziejstwa nie przeszła bez echa.
- Nie do końca- odpowiedziała, odgarniając włosy za ucho z szerokim uśmiechem. - Zamiast facetów preferowałam towarzystwo zwierząt. Praktycznie każdą wolną chwilę spędzałam w ich towarzystwie.
Na samą myśl o czasach szkolnych zrobiło jej się milej. Szczerze uwielbiała te chwile, kiedy po siedzeniu na znienawidzonej transmutacji, mogła pobiec w tak dobrze znajome miejsce, gdzie często wraz z gajowym czy nauczycielem opieki nad magicznymi stworzeniami, doglądała zwierząt, ucząc się wielu rzeczy ponad program. Wówczas była taka dumna z siebie, że kontakt z magicznymi istotami tak dobrze jej idzie, że potrafi znaleźć z nimi wspólny język. W obecnej chwili szatynka wie, iż tak naprawdę nie wiedziała wówczas zbyt wiele, wciąż nie wie.
Wilkes rozejrzała się dookoła. Dopiero teraz zauważyła, iż ilość ludzi coraz bardziej się zwiększa. Najwyraźniej w Chicago życie zaczyna się dopiero bardzo późną nocą.
- Czy umiem śpiewać? - powtórzyła pytanie, wyraźnie nim zaskoczona. Zaśmiała się. - Co ci mogę powiedzieć... Wiem, że bardzo lubię śpiewać, ale czy mi to wychodzi...
Uniosła ręce w geście niewiedzy, jednocześnie wzruszając ramionami. Ona również patrzyła na grajków, w rytm muzyki wystukując o szklankę dźwięk. - Pytasz mnie o umiejętności muzyczne, bo sam chcesz się nimi pochwalić? Ja chętnie posłucham!


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]04.12.16 22:48
Ruszał głową w rytm muzyki i tupiąc sobie lekko nogą na taborecie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Podobało mu się tutaj z każdą chwilą coraz bardziej. I to nie dlatego że wyjątkowo zespół szedł w całkowitą, nieprzewidywalną improwizację. Było z kim spędzać wieczór. Albo poprawka. Było z kim znajomym i atrakcyjnym spędzać ten wieczór. Bo jednak nie ma to jak czysty, dobrze znany brytyjski akcent w ustach pięknej kobiety. Napił się dość solidnie piwa, słuchając słów Wilkes i rozumiejąc już dlaczego tak dobrze jej nie kojarzył. Raczej zamiast kręcić się przy stajniach hipogryfów, gdzie za karę wyrzucał czasem gnój, wolał wspinać się na same dachy wież i obserwować stamtąd zamek jak i rozległe tereny dookoła niego.
- Kotki, pieski, króliczusie? Eh, to pewnie znasz mojego kuzyna. Penny. Wielki, niezdarny blondas z fryzurą jak garnek. Nie da się nie skojarzyć - wytłumaczył, próbując jakoś naprowadzić swoją rozmówczynię na osobę Aspena. Raczej mało ludzi go nie znało. Bo w końcu naprawdę wyrośnięty był z niego dzieciak. No i należał z Grace do tego samego domu. Musieli się znać. Choćby przelotnie. Przez twarz Raidena przemknął cień uśmiechu na podwójne dno tego słowa. I chociaż wiedział, że nigdy by się to nie wydarzyło, czasem dziwił się swojemu krewniakowi, że był tak nieśmiały w stosunku do kobiet. Nawet na jeden z bali Carter musiał mu załatwiać partnerkę. - Już ja to ocenię. Potem bym żałował, że ci odpuściłem - dodał na jej reakcję. - Oooj, nie kuś, kochanie - rzucił do niej, czując, że początkowy uśmiech zaczyna mu się rozszerzać. - Jeszcze potem się przekonasz, że kiepsko mi idzie i uciekniesz z krzykiem, zostawiając mnie samego i pozbawiając takiego pięknego towarzystwa - dodał, otwierając na chwilę szerzej oczy, chociaż dalej dało się słyszeć lekko zachrypnięty, ukryty w jego wnętrzu śmiech. I chociaż nie był przekonany do tego pomysłu, wiedział, że jeśli wypije jeszcze jedno piwo (bo dwa pierwsze wypił dość sprawnie), a Grace znowu poprosi, zrobi to. Szczególnie że towarzystwo zdecydowanie zaczęło robić się pijane.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]05.12.16 23:29
Z początku Grace czuła pewien niepokój ze względu na przymus pozostania w mieście, wydany przez policję. Nigdy nie zatrzymywali się dłużej niż było to zaplanowane, ze względu na fakt, że ich wyprawa też była w jakiś sposób ograniczona w czasie i przez to dość dobrze zaplanowana. Jakiekolwiek wypadki losowe, a już szczególnie śmierć towarzysza, nie były przewidziane w tym rozkładzie. Teraz jednak zaczęła patrzeć na to jako na swoiste zrządzenie losu - w końcu gdyby nie zastój, pewnie nie weszłaby nigdy do tego baru i nie zaczęła rozmawiać z mężczyzną. A patrząc na aktualny przebieg wydarzeń, wiele by ją wówczas ominęło.
Słuchając dość interesującego opisu niejakiego Penny'ego, Grace mimowolnie uniosła nieco brwi, wyraźnie rozbawiona.
- Przykro mi, ale nie pamiętam by ktokolwiek w szkole tak wyglądał... - powiedziała, jednocześnie starając się znaleźć w głowie kogoś pasującego do rysopisu. Niestety z marnym skutkiem. Chociaż... Jeśli ta dwójka miała ze sobą tak dobre relacje, to prawdopodobnie trzymali się często razem. A to podsuwało jej obraz dwójki chłopaków, pasujących do Raidena i jego przyjaciela. Czy aby na pewno jednak dobrze połączyła fakty?
Słysząc jego odpowiedź przechyliła głowę lekko w bok, z nieco cwanym uśmiechem.
- Nie daj się prosić... - powiedziała po dłuższej chwili milczenia, wlepiając w niego oczy.- Moja siostra twierdzi, że jestem dość uparta, a zatem możesz być pewien, że tak łatwo ci nie odpuszczę. Zwłaszcza, że to ty poruszyłeś ten temat.
Puściła do niego oczko, po czym odgarnęła za ucho niesforne kosmyki, co jakiś czas ponownie opadające jej na twarz, po czym upiła łyk alkoholu. Czuła, jak ten powoli rozchodzi się po jej krwi. Wiedziała, że dzisiaj łatwiej ją opić ze względu na fakt, iż nie jadła dzisiaj zbyt wiele, a wówczas ludzie są bardziej podatni na działanie różnego rodzaju trunków.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]05.12.16 23:56
Pomimo ciągłego pakowania się w kłopoty, Raiden nie miał jeszcze do czynienia z poważniejszymi organizacjami od policji czy samego dyrektora Hogwartu. A potem to wszystko się skończyło razem z rozpoczęciem kursu na brygadzistę i od tego czasu Carter musiał, a przynajmniej starał się, trzymac z daleka od problemów. Chociaż jego praca była dokładnie z nimi związana. Ile to już razy wylądował pod opieką uzdrowicieli w Szpitalu Świętego Munga, a potem na oddziałach ratowniczych w różnych częściach Chicago czy ogólnie Ameryki? Ale lubił to robić, a chore poczucie praworzadności zakotwiczone w rodzinie Carterów od pokoleń wysyłało swoich synów do obrony prawa i tych, którzy zasługiwali na sprawiedliwość. Raiden wierzył w te ideały. Tego nauczył go ojciec i tego miał się trzymać.
Pewnie jeszcze trochę, a dziewczyna by sobie przypomniała o tak charakterystycznej dwójce. Niestety Carter nie wiedział, że kuzynek pomagał dziewczynie ściągać książki z wyższych półek. Cóż. Nie bywał za dużo w bibliotece i było to po nim widać. Wolał latać po zakazanych miejscach. Nie skomentował jednak jej słów. Zamiast tego wiedział, że przegrał już walkę o śpiewanie.
- No, dobra - mruknął, dopijając piwo. - Ale tylko za to oczko - dodał, sam posyłając jej takowe. Raidena nie trzeba było namawiać dwa razy na takie rzeczy. Podszedł do grajków i chwilę z nimi się rozmówił. Z wejściem na scenę nie było problemów, bo i dlaczego miałoby być? Każdy mógł złapać za gitarę i pobujać się w rytm własnej piosenki. Tylko tym razem Raiden potrzebował współpracy. Sam nie dałby rady oddać przekazu tego genialnego kawałka w pojedynkę. Wystarczył dosłownie moment, by muzycy kiwali ochoczo głowami i uśmiechali się szeroko. Podepchnęli mu stołek, wepchnęli starą gitarę z kąta, której wystarczyła chwila, by ją nastroić mniej więcej do poprawnego poziomu. Przecież nikt tutaj nie był wirtuozem. A na pewno nie Carter, który znał jedynie kilka chwytów. Nauczył go akurat jeden wędrowny grajek, który czasem pokazywał się niedaleko jego kamienicy. W barze zrobiło się już całkiem ciekawie, chociaż dalej było dużo prześwitów. Raiden wskazał, żeby podano mu mikrofon, który po chwili stał przed nim, a policjant mógł się już zabrać za właściwą część wieczoru.
- Ray. Uważaj teraz - rzucił, patrząc wymownie w stronę dziewczyny. - To dla ciebie.
I odwrócił się do swoich nowych znajomych, by odliczać do początku piosenki.

The gypsy woman told my mother
Before I was born
I got a boy child's comin'
He's gonna be a son of a gun
He gonna make pretty womens
Jump and shout
Then the world wanna know
What this all about


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Chicago, luty 1950
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach