Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Chicago, luty 1950
AutorWiadomość
Chicago, luty 1950 [odnośnik]30.11.16 22:13
First topic message reminder :

Wspomnienie pierwsze
Raiden przejechał dłonią po twarzy, próbując jakoś się obudzić. To zdecydowanie nie był najlepszy dzień na jakieś głębsze przemyślenia związane ze sprawami, w których asystował. W pracy pomimo dobrych wyników, jeśli nie najlepszych w swojej grupie rówieśniczej, nie pozwalano mu na całkiem poważne sprawy. Nie dlatego że jego starszy partner czy bardziej opiekun nie chciał mu na to pozwalać. Po prostu dowództwo wolało jeszcze trzymać młodych funkcjonariuszy czarodziejskiej policji w ryzach. Szczególnie tych wyróżniających się - a były brygadzista z dobrymi wynikami na pewno był specyficzną jednostką. Dlatego hamowano jego ambicje, chociaż Smith pocieszał go, że za rok wszystko się zmieni. Okres próbny który odgórnie był nałożony pomimo skończonego kursu miał dobiec końca, a Raidenowi miały się sypać sprawy jak z rękawa. Cóż. Ufał starszemu koledze, który zdobył jego zaufanie poprzez solidną pracę jak i naprawdę sympatię, do tego co robił. Nie był żadnym spasionym gliną, którego interesując tylko pączki na bufecie. Chociaż Carter lubił je podkradać i korzystał z tego, kiedy tylko mógł... Mimo wszystko najbardziej męczyło go nic nie robienie. Praca w brygadzie przyzwyczaiła go do ciągłego ruchu. O samej pełni nie wspominając. Wtedy wszyscy obowiązkowo musieli stać na nogach dwadzieścia cztery godziny na dobę czujni i wypatrujący wilkołaków, które panoszyły się jak szalone. A teraz? Jeśli mieli szczęście wysłali ich na szukanie śladów włamania lub na przesłuchanie. I chociaż Raidenowi spodobała się ta druga aktywność, rzadko kiedy sam mógł je przeprowadzać. Chociaż Smith coraz częściej na to zezwalał, widząc, że charyzma i dociekliwość młodego egzekutora prawa przynosiła skutki. Zaczął nawet mówić o tym, żeby Carter zastanowił się nad kwestią kształcenia się dalej właśnie w tym kierunku. Policja potrzebowała skutecznych pracowników, którzy mogli odwalać brudną robotę. Bo trzeba było sobie to przyznać - przesłuchania nie odbywały się w ugrzecznionych warunkach. Czasem, jak nie często, potrzebowano dość brutalnej siły fizycznej jak i talentu do wyciągania z ludzi cennych informacji. Nie każdy się do tego nadawał.
W końcu jednak trafili na poważniejszą sprawę. Chodziło o morderstwo, które mieli badać wspólnie, chociaż Smith od razu oznajmił, że Raiden będzie głównym funkcjonariuszem prowadzącym ten przypadek. Była to szansa, której nie zamierzał zmarnować. Pierwsze zebranie informacji jak i przesłuchanie bliższych osób czarodzieja przeszło bez zakłóceń. Gładko i sprawnie. Minęło od tego parę dni, chociaż cały czas w myślach próbował poskładać wszystkie zeznania w jedną, solidną całość. Jednak pewien element nieco mu zaburzał tę idealną pracę. A mianowicie młoda dziewczyna, która należała do grupy świadków. Smith musiał się w pewnym momencie wtrącić i zacząć zadawać pytania, widząc, że Raiden nieco zboczył z tematu i najchętniej pogawędziłby sobie ze śliczną kobietą. Ale czy szkodziło wypytać ją o kilka dodatkowych informacji? Nic się nie paliło.
Skręcił w znajomą ulicę, gdzie jeszcze parę przecznic i zaczynała się czarna dzielnica. Nie miał nic do osób czarnoskórych, a mieszkając niedaleko spotykał się z nimi dość często. Jednak podział wciąż był i nie wiadomo, kiedy miał się zakończyć. Chicago - miasto bluesa przypominało nieco Nowy Orlean, w którym akurat prowadził jazz. Oba gatunki mocno ze sobą związane sprawiały, że społeczność kształtowała się tak, a nie inaczej. Carter dziękował za to, że istniały bary z żywą muzyką. Wszedł właśnie do jednego z takich miejsc i od razu skierował się do baru, by zamówić piwo.
- Jedno - rzucił do barmana, po czym obrócił się przodem do sali, opierając się prawym łokciem o blat i obserwując wnętrze lokalu. Dochodziła ósma wieczorem, a ludzi wciąż było jak na lekarstwo. Dziwne... W piątek. Może jeszcze ktoś miał się pojawić?


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again



Ostatnio zmieniony przez Raiden Carter dnia 02.12.16 20:20, w całości zmieniany 1 raz
Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 - Page 2 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377

Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]07.12.16 20:51
Pomimo faktu, iż dziewczyna miała przeczucie że Carter zgodzi się w końcu na jej prośbę, to nie spodziewała się tego aż tak szybko. Skłonna była myśleć, że ten przetrzyma ją jeszcze z przynajmniej kilka minut, upierając się iż nie powinien tego robić. Kiedy więc ten przystał na prośbę, była szczerze zaskoczona. Ze zdumieniem wymalowanym na jej twarzy przyglądała się jego poczynaniom, dlatego też żeby mieć dobry widok musiała się nieco wyprostować. Czując odrobinę niecierpliwości, oczekiwała na jego występ z coraz większym zdumieniem patrząc na przygotowania, a wydawały się one być dość profesjonalne, przez co zaczynała myśleć, że w istocie mężczyzna ma pojęcie na temat muzyki. Naturalnie nie uciekłaby, jak to Carter ujął, "z krzykiem" z powodu jego braku talentu - nie każdy potrafił dobrze śpiewać, ona sama też nie uważała siebie za osobę wybitnie utalentowaną w tym kierunku.
Dopiła do końca swój napój, prosząc barmana o jeszcze jeden - musiała przyznać, że wybrany przez mężczyznę napój bardzo jej posmakował. Nie zauważyła jednak w którym momencie faktycznie otrzymała kolejne ale z powodu poświęcenia całkowitej uwagi Carterowi już od pierwszych słów samej dedykacji, na którą szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy. A potem zaczął się występ, który całkowicie zwalił kobietę z nóg. To było przeciwieństwo tego, czego się spodziewała namawiając go na śpiew. O wiele bardziej gotowa była na typowe, dość liche karaoke, w którym śpiewający praktycznie w ogóle nie zna piosenki, nucąc tylko coś bez sensu pod nosem.
Zamknęła oczy, chcąc całkowicie wsłuchać się w głos mężczyzny i słowa piosenki, które same w sobie podtrzymywały jej pogodny wyraz twarzy. Była tak zachwycona już samymi pierwszymi momentami występu, że żaden fałsz nie zniszczyłby tego wrażenia.
Stukała butami o nóżkę siedzenia w rytm muzyki.
Gdy piosenka się skończyła, otworzyła oczy i z szerokim uśmiechem zaczęła klaskać wraz z innymi osobami obecnymi w pomieszczeniu. Dopiero teraz Grace zauważyła, iż jej znajomy przykuł również uwagę pozostałych gości baru, w tym większą część damskiej części publiczności. Ale czy było w tym coś dziwnego?


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, luty 1950 [odnośnik]09.12.16 11:43
Raiden wstał na koniec i oddał gitarę z uśmiechem swoim starszym i na pewno bardziej doświadczonym kolegom muzykom. Wyglądali na zadowolony, równocześnie śmiejąc się razem ze szczeniakiem, który chciał zaimponować dziewczynie. I w sumie całkiem nieźle mu to wyszło. Jeden z gitarzystów rzucił coś o tym, że chyba cała brać kobieca się w niego teraz wpatrywała, na co Carter rozejrzał się dookoła, stwierdzając, że chyba tak właśnie było. Oklaski były całkiem dobre, chociaż nie obchodziły młodego policjanta aż tak jak reakcja panny Wilkes. Zeskoczył z małego podestu, który tworzył scenę zbitą z desek i zaczął wracać w stronę baru. Zanim jednak tam trafił drogę zagrodziła mu pewna długonoga blondynka, patrząc na niego z uniesionymi brwiami.
- Często tu przychodzisz - stwierdziła niż spytała, co wywołało na twarzy Raidena łobuzerski uśmiech.
- Skoro ty też to dość długo zajęło ci podejście do mnie. A teraz przepraszam - mruknął, omijając ją, chociaż musiał przyznać, że jeśli zrobiłaby to wcześniej - byłby zainteresowany. Teraz już nie, bo szedł do Grace, która uśmiechała się szeroko i wyglądała na całkiem... Chyba całkiem dobrze się bawiła. Gdy podszedł, zauważył, że jeden z kosmków niesfornych włosów opadł jej na twarz, więc delikatnie założył go jej za ucho i usiadł obok. Wskazał jeszcze jedno piwo, a barman postawił przed nim spory kufel i powiedział, że całkiem interesujący wieczór.
Posiedzieli jeszcze z pół godziny, zanim zrobiło się w środku duszno, a tłum wstawionych mocniej i delikatniej ludzi zaczynał na nich napierać. Mężczyźni co oczywiste lgnęli do Ray, a kobiety do Raidena co może i nie było takie złe, ale nie teraz. Jednego czy dwóch można było przegonić, ale gdy działo się to ciągle, sens zostania w pubie zwyczajnie tracił na wartości. W pewnym momencie funkcjonariusz wstał, zabrał swój płaszcz i rzucił:
- Zmywajmy się stąd.
Raiden spojrzał na Grace, po czym zostawił pieniądze na blacie i ruchem głowy wskazał wyjście. Naprawdę było późno, a Carter musiał odespać, że by być jak nowo narodzony. Chyba oboje chcieli też stąd zwyczajnie się zmyć. Może gdyby Rai był sam, wyglądałoby to nieco inaczej.
- Jutro z rana mam robotę, ale zdążę cię odprowadzić.
I ruszył w stronę drzwi, przy których stanął i mruknął do Ray:
- To jak?

|zt x2


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, luty 1950 - Page 2 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Chicago, luty 1950
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach