Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Południowa wieża
AutorWiadomość
Południowa wieża [odnośnik]04.12.16 0:12
First topic message reminder :

Południowa wieża

Wieża leżąca w południowej części rezerwatu, stanowiąca w pewien sposób również i jego najbardziej wysunięty na południe kraniec. Służąca jako punkt obserwacyjny, kiedyś spełniała swoją funkcję o wiele częściej. Teraz pozostawiona jako relikt, opustoszała, wybija się ponad linię horyzontu, chociaż poszukujący swoich zgub opiekunowie od czasu do czasu wchodzą na jej szczyt, by stamtąd wypatrywać podopiecznych.
W podziemiach wieży wciąż znajduje się kilka zdatnych do użytku pomieszczeń; choć zatęchłe i wypełnione zapachem kurzu, przez cały czas pełnią rolę zapasowego magazynu, w którym znaleźć można rzadziej używany sprzęt, eliksiry, mapy oraz związane z rezerwatem pamiątki, porzucone i zapomniane, o których nie śniło się pracującym w Peak District smokologom.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Południowa wieża - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Południowa wieża [odnośnik]11.02.20 14:25
Remi była młoda, do tej pory trudniejsze doświadczenia (jeśli nie liczyć utraty matki w dzieciństwie) raczej ją omijały, przez co nie zatraciła tego młodzieńczego blasku, zapału i radości życia. Nie zaznała żadnej poważniejszej traumy, która mogłaby przygiąć ją do ziemi i sprawić, by uśmiech zniknął z jej twarzy. Jej głowa była pełna marzeń, pragnęła zostać najprawdziwszym smokologiem.
Póki co łudziła się też, że z dala od Londynu pozostawała względnie bezpieczna, ale w głębi duszy czuła, że prawdopodobnie się oszukiwała i nie wiadomo, co miała przynieść dla niej przyszłość. Może przyjdzie dzień, gdy naprawdę pożałuje, że jednak nie została za granicą.
- Nie – rzekła z uśmiechem. I tak zwykle zajmowała się po prostu tym, co akurat zlecili jej do zrobienia smokolodzy. Jako osoba na przyuczeniu robiła bardzo różne rzeczy, bo starsi pracownicy często wyręczali się nią w niektórych zajęciach, jak choćby w wychodzeniu po gości. W końcu po co mieli się fatygować sami, jak mogli posłać Remi? – Właściwie to się cieszę, że pozwolili mi z nimi i z panem iść po ten meteoryt, dzięki temu mogę wynurzyć się z zabudowań i wyjść do rezerwatu. – Tak to większość czasu spędzała w budynkach, ewentualnie chodziła do smoczych piskląt. – Opieka nad magicznymi stworzeniami była moim ulubionym przedmiotem – przytaknęła. Nauce tego przedmiotu poświęcała najwięcej czasu i uwagi, bo była to jej szczera pasja, dlatego inne zajęcia na tym cierpiały. – To miejmy nadzieję, że uda się go szybko znaleźć. Sama chętnie zobaczę, jak wygląda miejsce upadku meteorytu, a mapę pewnie mają smokolodzy, którzy będą pana przewodnikami.
Dotarli na miejsce spotkania. Ci konkretni mężczyźni nie byli szczególnie wylewni. A może to Remi po prostu była gadułą i dlatego wydawało jej się, że smokolodzy mało mówią, skupieni na konkretnym zadaniu, a nie na pogawędkach. Choć byli w rezerwacie i tacy, z którymi dało się porozmawiać i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy bez ciągnięcia ich za język.
Potem wyruszyli, a Remi, powodowana ciekawością, szła obok profesora Vane, dotrzymując mu towarzystwa w drodze wytyczanej przez milczących, ale profesjonalnych smokologów.
- Pewnie ma pan sporo pracy, prawda? W Hogwarcie na pewno jest co robić przy tylu uczniach – zgodziła się. – Mój tata też sporo jeździł po świecie, badając smoki. – Z tego powodu Remi sporą część dzieciństwa musiała mieszkać u ciotki, bo mama nie żyła, a tata regularnie gdzieś wyjeżdżał. Ale zawsze czekała na jego powroty i opowieści, które przywoził. I chciała kiedyś być taka jak on. – Na co dzień uczę się, jak zostać w przyszłości smokologiem. Czytam księgi traktujące o poszczególnych gatunkach oraz o dziejach smoczej rasy, zapoznaję się z historią i dokonaniami rezerwatu, uczę się smoczego behawioryzmu pod okiem pełnoprawnych smokologów, a także obserwuję najmłodsze osobniki i czasem mogę je karmić – opowiedziała mu pokrótce o swojej pracy. – Jestem tu dopiero od stycznia, więc dość krótko, może nawet najkrócej ze wszystkich pracowników – dodała. Tak więc jej zadania nie były jeszcze bardzo wyjątkowe, nie pozwalano jej stawać na wprost groźnych dorosłych smoków, bo była za młoda. I na pewno dla niektórych, choć na szczęście nie wszystkich, istotne było to, że była dziewczyną, więc kimś w ich mniemaniu słabszym i mniej wytrzymałym. Może gdyby była chłopakiem, pozwalano by jej na więcej, ale w sumie i tak nie mogła narzekać. Grunt, że mogła się uczyć i pewnego dnia może dostąpi przywileju pracowania na równi z innymi smokologami. – Przy odrobinie szczęścia może zobaczymy jakiegoś smoka z daleka. – Dla dobra profesora lepiej z daleka. Póki co jednak trasa, którą obrali, wiodąca peryferiami rezerwatu, była spokojna. Smoki podobno znajdowały się teraz w innym obszarze, skuszone pożywieniem, które wypuszczono dla nich w innej części Peak District, drogę do wieży południowej zaś zabezpieczono na miarę możliwości.
Remi Cattermole
Zawód : aspirujący smokolog w Peak District
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
-
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8007-remi-cattermole https://www.morsmordre.net/t8024-poczta-remi https://www.morsmordre.net/t8023-smocza-pasjonatka#229143 https://www.morsmordre.net/f156-derbyshire-okolice-mayfield-jabloniowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8034-skrytka-bankowa-nr-1942 https://www.morsmordre.net/t8033-remi-cattermole
Re: Południowa wieża [odnośnik]11.02.20 20:55
Nie tylko Londyn stanowił zagrożenie, bo można było się o tym przekonać już podczas wcześniejszych konfliktów, ale na pewno oddalenie się od ludzkich siedlisk zmniejszało szansę na dostanie rykoszetem. Nie tylko dlatego Jayden postanowił wynieść się z Hogsmeade, jednak stanowiło to jeden z powodów, dla których zabrał swoją rodzinę z pola widzenia. Ludzie wybierali różne drogi, ale na pewno nikt nie mógł się poczuć całkowicie bezpiecznie. Wojna w końcu dotyczyła się każdego i nie zamierzała nikogo omijać tylko dlatego, że się nią nie interesował. Wiedział o tym aż za dobrze i nawet lepiej niż sądził, lecz to pozostawało jedynie w zapomnianej przeszłości. Aktualnie pochłaniały go zupełnie przyziemne sprawunki, a wybranie się do rezerwatu sprawiało, że cały dzień czuł podekscytowanie. Na pewno miał się podzielić swoimi wrażeniami z wizyty z Pomoną zaraz po powrocie, a na razie czerpał z towarzystwa młodej panny Cattermole, słuchając jej słów z uwagą i zdając sobie sprawę, że przypominała mu w sumie jego samego. Tylko zamiast z pasją astronomii wypowiadała się o miłości do smoków. I chociaż nie mówiła o smokach zbyt wiele, widać było po jej twarzy, że urodziła się, by należeć do tego miejsca. Uśmiechnął się, słysząc jej słowa i podziękował lekkim skinięciem głowy. - Też się cieszę, że mi towarzyszysz - odparł ciepło, bo w końcu spotykanie takich ludzi w danym momencie było niezwykle potrzebne. Nie wszyscy zachowali pogodę ducha, a potrzeba było dostać nieco energii. Nawet jeśli samemu się ją w jakimś stopniu posiadało. Zagadnięty o Hogwart zamyślił się na dłuższy moment. W końcu miał całkiem sporo pracy, ale nie tak jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej, gdy szalały anomalie. - Znasz szkołę - zaczął. - Zawsze pełne ręce roboty, do tego jeszcze poboczne projekty. Człowiek się nie nudzi, a akurat lubię pracować w swoim zawodzie, wiec nie mogę narzekać - dodał, zerkając na krótką chwilę na swoją towarzyszkę. - Z takim entuzjazmem na pewno daleko zajdziesz. Po prostu czasami potrzeba cierpliwości. Niczego więcej. - A w Remi aż tliła się miłość do wielkich stworzeń, które panowały na niebie i nie można było się jej dziwić. Robiły wrażenie nawet na tych, którzy nie do końca pałali do nich sympatią. Jayden widział w nich wspaniałe monstra, ale nie każdy mógł podzielać ów entuzjazm. Zaśmiał się krótko, słysząc jej słowa o zobaczeniu smoka. To prawda. Byłoby to wspaniałe, ale nikt nie chciał, żeby profesor z Hogwartu usmażył się na wizycie w rezerwacie. Zaraz też jednak ich rozmowa została przerwana przez jednego z mężczyzn.
- Zgodnie z waszymi wskazówkami, które dostaliśmy, powinniśmy zaraz do niego dotrzeć - wyjaśnił znajdujący się przed nimi przewodnik, a Jayden tylko przyspieszył kroku, żeby zrównać się z nim krokiem i zerknąć na niesioną przez niego mapę. Mężczyzna pokazywał zakreślone miejsce i wskazał coś przed sobą. Jayden skinął mu głową, po czym przywołał do siebie Remi. - Jeśli znajdziesz czarne odłamki, które nie przypominają ci niczego znajomego, od razu mi powiedz, zgoda? I weź tę mapę. W okolicy powinien znajdować się meteoryt. O, i jeszcze każda spalona smuga na ziemi może być dobrym sygnałem - powiedział i przekazał młodej czarownicy swoją mapę. Dopiero wtedy zerknął na mężczyznę, który wciąż czekał na jakieś dalsze instrukcje. - Mogę już zacząć szukać. Teraz powinno być łatwo - wyjaśnił, ruszając do przodu, a jego ochrona nie odstępowała go na krok. - Pamiętaj, Remi. Wszystko może się przydać - dodał. Krater nie musiał być spory i pewnie nie był, ale Jayden wierzył w zapiski swoich kolegów po fachu. W okręgu sześćdziesięciu metrów powinien był znaleźć swoją zgubę.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Południowa wieża [odnośnik]12.02.20 1:44
Remi póki co łudziła się, że najgorsze ją ominie. Nie wiedziała zbyt wiele o wydarzeniach, żyjąc w swego rodzaju bańce, tak skupiona na tym, co robiła w rezerwacie smoków, że cały świat wokół zdawał się tracić znaczenie. Dopiero po powrocie do domu przypominała sobie o tym, że jej bliscy i znajomi mogli być zagrożeni bardziej niż ona, zwłaszcza ci mieszkający w Londynie. I zasypiając czuła niepokój o to, że następnego dnia może usłyszeć jakieś okropne wieści. Na ten moment o innych bała się bardziej niż o siebie, jak wielu młodych ludzi wierząc, że nic złego nie może się jej stać. A może nie chciała o tym myśleć, koncentrując się na tym, co w jej życiu było dobre. A nauka na smokologa zdecydowanie była czymś dobrym. A przyszłość jakoś się ułoży, takiej myśli próbowała się trzymać, chcąc widzieć rzeczywistość w możliwie jasnych barwach.
- Czasem tęsknię za Hogwartem, wie pan? Te czasy miały swój urok – odezwała się; z perspektywy czasu te gorsze wspomnienia zeszły na dalszy plan, a na pierwszy wysuwały się te najlepsze, podsycając sentyment i ciepłe wspomnienia czasów szkolnej beztroski. – Najważniejsze to robić coś, co się kocha – pokiwała głową. Kiedyś będzie smokologiem. Sięgnie po swoje marzenia bez względu na to, że niektórym się to nie podobało. A Greengrassowie byli na tyle postępowi, że jej wiedza i umiejętności powinny się liczyć dla nich bardziej niż to, że była dziewczyną. Ale zanim zostanie pełnoprawnym smokologiem, musiała się wciąż uczyć. Ale była na to gotowa, wiedziała, że to nie przyjdzie od razu, że wytrwałość przyniesie rezultaty.
Szli raźnym krokiem, pokonując kolejne metry. W którymś momencie słyszała odległy ryk smoka, ale żaden gad nie zmaterializował się przed nimi, grożąc profesorowi spopieleniem. Smokolodzy sprawdzali drogę, dwóch z przodu, jeden zamykał tyły. Było bezpiecznie i spokojnie, i zbliżali się do wieży. Remi już ją widziała, górującą nad otaczającym ją terenem. Wskazała ją profesorowi, a i któryś ze smokologów zapowiedział, że zbliżali się do celu.
Remi, przywołana przez profesora Vane, zbliżyła się, zerkając mu przez ramię, by też zobaczyć mapę.
- Jasne, postaram się rozejrzeć i powiem, jak coś znajdę – zapewniła. Była dość spostrzegawcza, miała dar do wypatrywania perełek na portowych straganach, to może i meteoryt rzuci jej się w oczy, skoro na pewno odróżniał się od lokalnych skał. – Choć spalona smuga może być też dziełem smoka.
W końcu byli w rezerwacie ziejących ogniem smoków, i czasem jakiś osobnik się tu zapuszczał. Ale wzięła od niego mapę i przyjrzała jej się. Nie rozumiała co prawda jakichś zaawansowanych astronomicznych zapisków, bo sama znała jedynie podstawy tej dziedziny, ale ogólny szkic obszaru był dla niej zrozumiały, odnalazła na niej granice rezerwatu i pewne punkty orientacyjne. Choć póki co nieczęsto chodziła w teren, to w rezerwacie studiowała jego mapy i wiedziała, co gdzie jest. Przynajmniej z poziomu map, bo rzeczywistość potrafiła zaskoczyć.
Zaczęła chodzić i się rozglądać. Nie dotarli do samej wieży, ale szukali w jej pobliżu. Remi rozgarniała niskie zarośla i uważnie się rozglądała, wypatrując czegokolwiek odbiegającego od normy. I w końcu, po pewnym czasie coś znalazła, niewielką, nadpaloną i połyskującą bryłkę.
- Panie profesorze? – rzuciła w przestrzeń, by przykuć uwagę dawnego nauczyciela. – Chyba coś znalazłam. Czy to meteoryt? Lub jakiś jego fragment? – zapytała, zauważając, że mała bryłka, mająca nie więcej niż półtora cala średnicy, leży we wgłębieniu, a trawa w promieniu najbliższych centymetrów jest wyraźnie przypalona.
Remi Cattermole
Zawód : aspirujący smokolog w Peak District
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
-
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8007-remi-cattermole https://www.morsmordre.net/t8024-poczta-remi https://www.morsmordre.net/t8023-smocza-pasjonatka#229143 https://www.morsmordre.net/f156-derbyshire-okolice-mayfield-jabloniowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8034-skrytka-bankowa-nr-1942 https://www.morsmordre.net/t8033-remi-cattermole
Re: Południowa wieża [odnośnik]12.02.20 11:33
Dobrze było usłyszeć nieco stęskniony ton, który oznaczał przywiązanie do Hogwartu. Jayden patrząc na Remi mógł tylko określać jej wiek i zgadywać, kiedy opuściła mury zamku, lecz zapewne trafiła na jakiś czas na rządy Grindelwalda. A mimo to mówiła o tym, że brakowało jej szkoły. Młodych ludzi ciężko było złamać, a gdy przeżywali traumy czasami wychodzili silniejsi niż dorośli na ich miejscu. Profesor zawsze podziwiał młode dusze, lecz równocześnie starał się je chronić przed każdym złem. Nie zamierzał pozwalać na to, by uzurpator złamał ich ducha, a wręcz przeciwnie — chciał ich podnosić i opiekować się, czekając, aż sami staną na nogi i będą mogli być mocniejsi. Właśnie dlatego nie zrezygnował z pracy, widząc nauczanie czarnej magii i okropne praktyki wprowadzone przez dawnego dyrektora. Jeśli by odszedł, ktoś inny zająłby jego miejsce i na pewno nie miał to być ktoś z takimi poglądami, jakie posiadał astronom. Zresztą Szkoła Magii i Czarodziejstwa była jego domem i nie można było temu zaprzeczać.
- Cieszę się. Bo to znaczy, że była to dla ciebie wartościowa nauka - odpowiedział, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech. Skinął tylko głową na jej dalsze słowa i kontynuowali spacer przed siebie. Miała rację i nie było w ogóle sensu się z nią sprzeczać. Vane myślał dokładnie tak samo, bo nie wyobrażał sobie, żeby robił coś innego. Astronomia od zawsze była dla niego ważna, a dzielenie się nią z innymi sprawiała mu chyba najwięcej radości. Szerzenie pasji, nawet dla kilku osób, było dla niego niezwykle wartościowe. Liczył na to, by i Remi również znalazła tych ludzi, chociaż znajdowała się w naprawdę doskonałym miejscu. Mogła się uczyć od starszych, bardziej doświadczonych od siebie, a taka nauka była niezwykle owocna i pomocna. - Na pewno rozpoznasz te smugi od innych. Chociaż podobne na pewno nie będą stanowić dla ciebie problemu w ropoznaniu - odpowiedział na uwagę młodej czarownicy. Meteoryty nie wytwarzały takiego ognia, jakim ziały smoki, który głównie opierał się na siarce. Poprzez inną budowę wewnętrzną płomienie pokrywające obiekty z kosmosu, posiadały zupełnie inny skład przez co pozostawiały inne ślady. Sczerniałe, ale uwydatniały się jeszcze inne kolory, najczęściej biel dokoła śladów po uderzeniu.
I takie też instrukcje podał reszcie w przypadku, gdyby coś dostrzegli. Na razie jednak mieli patrolować okolicę, a on wraz z Remi mogli poszukać swojej astronomicznej zguby. Nie trwało długo zanim usłyszał głos panny Cattermole i zaraz znalazł się przy niej, kucając nad wskazanym przez nią przedmiotem i unosząc go w palcach. - To akurat fragment, bo widzisz tutaj przełamanie? Ale to znaczy, że reszta jest niedaleko... - wymruczał i rozejrzał się, obserwując formę krateru i szukając miejsca, w którym poszybował odbity meteoryt. Przez moment pracował nad obliczeniami w głowie, by w końcu zerknąć w stronę krzaków przy linii drzew. Zanim jednak do nich podszedł odwrócił się do czarownicy i posłał jej ciepły uśmiech. - To dla ciebie - powiedział, rzucając delikatnie w jej stronę skrawek znalezionego meteorytu. - Nikt się nie obrazi - zaśmiał się, po czym odnalazł wśród krzaków o wiele większy odłamek. Ten właściwy kosmiczny kamień. Był wyjątkowo piękny i połyskujący. Przypominał nieco czarne, smocze łuski, co poniekąd było dość zabawne, że spadł właśnie na terenie rezerwatu. Po odpowiednim zabezpieczeniu materiału Jayden został odprowadzony w bezpieczne miejsce, skąd Remi miała go odprowadzić do bramy. Gdy szli znów sami ramię w ramię i zanim Vane zniknął, rzucił w stronę początkującej pani smokolog. - Miło było cię poznać, Remi. Mam nadzieję, że za jakiś czas usłyszę o twoich przełomowych dokonaniach. Trochę cierpliwości i też znajdziesz swój własny meteoryt - Posłał jej ostatni uśmiech i teleportował się niedaleko Londynu i budynku Wieży Astrologów. Badania dopiero stały przed nim otworem.

|zt


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Południowa wieża [odnośnik]12.02.20 12:15
Remi niestety załapała się na rok władzy Grindelwalda, ale ten jeden rok, choć trudniejszy, nie mógł wymazać wspomnienia sześciu wcześniejszych. I to za tymi wcześniejszymi latami tęskniła najbardziej, za czasami, kiedy szkoła jawiła się jako miejsce całkowicie bezpieczne, gdzie można skupić się na nauce, zabawie i zdobywaniu przyjaźni. Doceniała też fakt, że wielu nauczycieli starało się im zapewniać tą normalność nawet wtedy, gdy szkoła przeszła w złe ręce.
Pokiwała głową, uśmiechając się lekko. I ona nie wyobrażała sobie, że mogłaby robić coś innego niż pracować ze zwierzętami. Kompletnie nie widziałaby siebie na stażu w ministerstwie ani w innym tego typu zajęciu. Ona musiała mieć do czynienia ze stworzeniami, uczyć się o nich i poznawać je coraz lepiej.
- Umiem rozpoznać ślady zostawione przez smoka – przytaknęła. Jeśli meteoryt zostawiał inne, to może rzeczywiście je odróżni.
Po dotarciu na miejsce, w rejony oznaczone na mapie jako obszar, gdzie miał spaść meteoryt, ochoczo pomogła profesorowi w poszukiwaniach, wypatrując ślady na trawie i wśród zarośli. Chciała coś znaleźć i tym samym pomóc mu w szybszym odnalezieniu obiektu, na którym mu zależało. Jak się okazało, po pewnym czasie rzeczywiście dostrzegła coś ciekawego i przywołała czarodzieja, by rzucił okiem.
To rzeczywiście był mały fragment meteorytu, co bardzo ją ucieszyło.
- Widzę – znowu pokiwała głową, dostrzegając wskazaną powierzchnię, świadczącą o tym, że ten kawałek odkruszył się od głównego meteorytu podczas upadku. Mężczyzna po chwili nagle rzucił kawałek z powrotem w jej stronę. – Dziękuję! – powiedziała, z entuzjazmem przyjmując bryłkę. Uwielbiała kolekcjonować różne pamiątki i skarby, a meteorytu w swoich zbiorach nie miała. Była więc profesorowi wdzięczna, że postanowił podarować jej fragment, który sama znalazła.
Troskliwie schowała bryłkę do torby i przyjrzała się z ciekawością większemu meteorytowi, który nauczyciel odnalazł w pobliskich krzakach. I jej jego powierzchnia skojarzyła się z pancerzem jakiegoś czarnego smoka. Patrzyła, jak profesor zabezpiecza znalezisko i przygotowuje je do zabrania, a następnie udali się w drogę powrotną do zabudowań rezerwatu, skąd Remi miała go odprowadzić z powrotem do bramy. Cała wyprawa łącznie zajęła im może parę godzin. Gdy wracali, Remi opowiadała profesorowi o smokach, zwłaszcza o trójogonach edalskich, które były mieszkańcami Peak District. Chętnie dzieliła się wiedzą, którą już zdążyła zdobyć, i ani się obejrzeli, a już byli przy bramie.
- Mi też było miło i cieszę się. Mam nadzieję, że uda się panu dowiedzieć czegoś ciekawego o tym meteorycie. Dziękuję i również życzę powodzenia w badaniach – powiedziała, odwzajemniając uśmiech. Gdy mężczyzna się zdeportował, Remi wróciła do swoich obowiązków w zabudowaniach rezerwatu, ale mile wspominała wyprawę po meteoryt i spotkanie z dawnym nauczycielem.

/zt.
Remi Cattermole
Zawód : aspirujący smokolog w Peak District
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
-
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8007-remi-cattermole https://www.morsmordre.net/t8024-poczta-remi https://www.morsmordre.net/t8023-smocza-pasjonatka#229143 https://www.morsmordre.net/f156-derbyshire-okolice-mayfield-jabloniowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8034-skrytka-bankowa-nr-1942 https://www.morsmordre.net/t8033-remi-cattermole
Re: Południowa wieża [odnośnik]17.02.20 2:16
jak najbardziej <3

Cienka strużka światła przecinała na pół ciemność, wąski tor poświaty rozświetlał tylko to, co kilka kroków przed nim, łuna rozrzedzała się, a on miał ograniczone pole widzenia - i szerokie niewidzenia. Oczy nie przyzwyczaiły się jeszcze do pulsujących cieni, które układały się w mylące kształty, otumanione kontrastem czerni i bieli nie rejestrowały tego, co mniej wyraziste. Zabłądził we mgle niepewności, każdy kolejny krok stawiając po omacku, wpierw czubkiem buta sprawdzając grunt, by dopiero po chwili postawić tam stopę. Jeszcze nie wiedział, że właśnie - choć raczej niedosłownie - wdepnął w cuchnące gówno.
Lecz co innego mogło zwiastować to, co usłyszał - wyławiając dźwięki rozciągnięte na membranie nocy, wibrujące na tkance lasu intensywnie - zbyt blisko niego, by mógł w porę zrobić cokolwiek więcej, niż początkowe zastygnięcie; poza została jednak nadkruszona pospiesznie wykonanym ruchem, gdy odwrócił w końcu głowę, szukając źródła dźwięku - chciał spojrzeć mu, a raczej - jej, w oczy. Jarzące się niebezpiecznym blaskiem źrenice niczym wąskie szpikulce przecinały osadzone głęboko w czaszce gałki oczne. W środku nocy wyglądały zupełnie inaczej niż za dnia - groźniej, dziko.
Spodziewał się tego, że walcząc o dominację na zawłaszczonym przez siebie terenie, smoczyca wyda z siebie odgłos, który zmrozi w jego żyłach ostatnią kroplę krwi, lecz zamiast niego usłyszał okrzyk. Ludzki. Zwiastujący ratunek i tarapaty w jednym.
Zaklęcie pomknęło w stronę kamienia, a wybuch był tak silny, że Burroughs, odrzucony wyzwoloną energią, zrobił kilka kroków w tył, szukając równowagi. Ta znalazła go sama. Para rąk szarpnęła go za ubranie, ciągnąc w stronę masywnego drzewa, do którego chropowatej powierzchni przylgnął, wciskając się w niego całym swym ciałem, jakby możliwe było przesunięcie dębu, byle tylko oddalić się od łowcy rozwścieczonego niemniej od smoczycy, która wiła się teraz gdzieś nieopodal, najpewniej chwilo ogłuszona. Przy tak wrażliwych receptorach dźwięku musiała odczuwać ból. Uśmierzający jej czujność. Tymczasowo.
Keat uniósł buńczucznie podbródek, konfrontując się w końcu z twardym spojrzeniem swojego opiekuna, a chwilowy przestrach widoczny na twarzy młodzika jeszcze sekundę wcześniej zniknął, zamaskowany pozorami opanowania. Wszystko miał przecież pod kontrolą..
- Znalazłem ją - szybciej niż wy rzucił w końcu w odpowiedzi, choć kwestią sporną pozostawało to, kto znalazł kogo - prędzej ona jego niż on ją, trudno też uznać to, że akurat natknął się na smoka, za spektakularny sukces, ale ten czasem wykluwa się z przypadku. Nie należała mu się reprymenda, lecz pochwała, a przynajmniej to zaczął sobie wmawiać. Ostatecznie liczy się rezultat, prawda? Smok znajduje się tuż obok, teraz wystarczy już tylko poskromić łuskowatą złośnicę nim złość tej piękności całkiem zaszkodzi i przyjdzie jej do głowy zaatakować ich dwójkę.
- Spróbuję spowolnić ją zaklęciem, żeby kupić nam trochę czasu - starał się robić dobrą minę do złej gry i udawać, że nie ma najmniejszego pojęcia, iż jego obecność w tym miejscu jest niepożądana. Miał tylko nadzieję, że za tak drobną przewinę jak zignorowanie wszystkich surowych zakazów nikt go z kursu nie wyrzuci… ostatecznie, kto najlepiej nadawać mógł się do zawodu, w który wpisane jest ryzyko, jeśli nie osoba potrafiąca je podejmować? Ten kiepski argument zostawi sobie jednak na później.
Odsunął się nieco w bok, z różdżką w gotowości stanął tuż obok Percivala, chcąc jak najszybciej zająć się jeszcze nie-palącym problem (choć mogło się to w każdej chwili zmienić). - Impedimenta - wprawdzie ciemność skutecznie mu to utrudniała, lecz starał się wycelować w miejsca na ciele smoka, które nie były osłonięte łuskami przypominającymi pancerz.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Południowa wieża [odnośnik]17.02.20 2:16
The member 'Keat Burroughs' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Południowa wieża - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Południowa wieża [odnośnik]13.04.20 16:00
Znalazłem ją. Te dwa słowa wystarczyły, by tlące się w jego klatce piersiowej emocje – zaledwie sekundę wcześniej balansujące na bezpiecznym poziomie łagodnego poirytowania – rozgrzały się do czerwoności; ręce, jeszcze przez moment zaciśnięte na połach płaszcza samozwańczego łowcy, zaswędziały go gwałtownie, choć wbrew pozorom nie z uwagi na chęć starcia butnego wyrazu z dumnie uniesionej twarzy, a w reakcji na fantomowe echo bólu, przypominające o dawno zabliźnionych oparzeniach – powstałych, kiedy po raz ostatni stał się ofiarą zbytniej pewności siebie i przerośniętego ego. Wtedy własnego, dziś – czarodzieja, którego podobno miał czegoś nauczyć. Żachnął się ze złością, gdyby sytuacja była mniej nagląca, najpewniej rozpocząłby tę pierwszą lekcję już teraz – ale mieli za sobą ranną, rozwścieczoną smoczycę, a niechętnie dopuszczana do świadomości prawda mówiła, że we dwóch mieli z nią większe szanse niż w pojedynkę. – I co dokładnie miałeś zamiar zrobić później? – zapytał, nie oczekując jednak natychmiastowej odpowiedzi. Cofnął się o krok, wypuszczając spomiędzy palców materiał szaty Burroughsa, i chwilowo zupełnie tracąc nim zainteresowanie na rzecz dokładniejszego rozeznania się w terenie. Rozsadzony kamień mógł odwrócić uwagę trójogonki jedynie na chwilę, jeśli chcieli ją schwytać, musieli najpierw ją oszołomić.
Głos młodszego czarodzieja znów odwrócił jego uwagę; miał ochotę kazać mu siedzieć na tyłku, nie miał jednak czasu na walkę zarówno z nim, jak i z potężną bestią, która na nowo kierowała właśnie w ich stronę ślepia. Uniósł różdżkę – ale Keaton był szybszy, celne zaklęcie pomknęło w kierunku smoczycy, godząc ją we wrażliwe miejsce niepokryte pancerzem. Słowa pochwały przez moment zatańczyły mu na ustach, ale przypomniał sobie, że jego niespodziewanego towarzysza w ogóle nie powinno tutaj być. Oddalił się od niego, robiąc dwa kroki na lewo, nie niwelując jednak odległości dzielącej go od chwilowo zdezorientowanej trójogonki. Lepiej, by miała dwa cele niż jeden. – Jak zaklęcie przestanie działać – odezwał się, nieznacznie odwracając głowę w stronę Burroughsa, ale jednocześnie nie spuszczając oczu ze smoczycy – będzie atakować ogonem. – Był tego niemal pewien; znajdowali się zbyt blisko, by ich przeciwniczka porwała się na wzniesienie ponad drzewa i przypuszczenie ataku z powietrza, wątpił też, że zdecyduje się na miotnięcie w nich ognistym pociskiem. Co wcale nie stanowiło pocieszenia; kolce pokrywające ogon były ostre niczym wyczarowane za pomocą lamino noże, a sama trójogonka była w stanie uderzyć nim z siłą, która powalała drzewa – a co dopiero ludzi. – Kiedy to zrobi, spróbuj ją oszołomić. Chyba że zaatakuje ciebie – wtedy upewnij się, że nie trafi – mówił dalej, nadal się cofając i obserwując zachowanie smoczycy. Mocniej zacisnął palce na różdżce, w myślach odliczając od dziesięciu w dół. Widział – niczym w spowolnionym tempie – jak świecące w ciemnościach ślepia zatrzymują się na nich, a potężne, pokryte łuskami ciało unosi się nieco wyżej na łapach, szykując się do ataku. Obserwował ten osobliwy taniec niejednokrotnie, rzadko jednak znajdował się wtedy po drugiej stronie; nie mógł powiedzieć, by postawienie w roli ofiary mu się podobało.
Wypuścił powoli powietrze z płuc, jakby się obawiając, że mocniejsze jego drgnięcie jeszcze bardziej zdenerwuje trójogonkę; szykował się na odparcie ataku – nim jednak ten nastąpił, do głowy wpadł mu jeszcze jeden pomysł. Skierował różdżkę jeszcze dalej na lewo. – Speculio – mruknął prawie bezgłośnie; być może posiadanie trzech celów, zamiast dwóch, mogło jeszcze odrobinę zwiększyć ich szanse.

| parzyste - trójogonka atakuje mnie, nieparzyste - Keata


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Południowa wieża [odnośnik]13.04.20 16:00
The member 'Percival Blake' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Południowa wieża - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Południowa wieża [odnośnik]21.04.21 20:40
18.10

Był przekonany, że jeżeli istniało w rezerwacie miejsce, w którym chować się będą najstarsze, najdokładniej wykonane mapy rozległych terenów Peak District, to będzie to jedna ze starych wież obserwacyjnych. Te cholerne relikty przeszłości, zabytki z brudnoczerwonej cegły, odrastały cienką skorupą od niemal każdego wzniesienia głównej części rezerwatu. Całe pokolenia smokologów używały tych skromnych budynków jako ważną formę utrzymania trójogonów w ryzach, a teraz... teraz były muzeami, składami niepotrzebnych artefaktów, powiedziałby nawet śmietniskami. Nikomu nie zależało na tym, aby je wyburzać, bo na tle horyzontu prezentowały się malowniczo, nadając wzgórzom i dolinom baśniowego charakteru. Gdyby potrafił malować, wziąłby w wolny wieczór szkicownik i naskrobał zachód słońca z wybijającą się przed nim wieżą, ale rękę do grafitu i atramentu zawsze miała Maeve, a on potrafił tylko przekonać do siebie dzikie psy i pleść niestworzone historie oparte o sny.
Do pewnego momentu obnosił się z tym z dumą, teraz przygryzanie języka przychodziło mu instynktownie. Nie zwierzał się, nie zdradzał, nie opowiadał, nigdy nie wiedząc, jakie skutki może przynieść potencjalnie zdradzona tajemnica. Jeżeli ktoś zorientowałby się, że w tych marach zawsze zagnieżdżają się korzenie przyszłości, byłby skończony. Tak to sobie wyobrażał.
Chciał być smokologiem i podróżnikiem, a nie... wróżbitą. Nie miał dla ludzi dobrych wieści, nie chciał słyszeć ich pytań ani poddawać się ich oczekiwaniom. Sam z rzadka przywiązywał wagę do snów, ale po latach uzależnienia od eliksirów usypiających chcąc nie chcąc musiał pogodzić się z tym, że nie sięgnie po nie więcej i musi wziąć na klatę okruchy przepowiedni.
Tak jak tamtą. Tą, którą miał zignorować. I jak zwykle nie potrafił.
Trzy noce temu trafił tu we śnie; do południowej wieży, która obecnie rosła w jego oczach w miarę jak pokonywał kolejne metry wyboistej ścieżki. Stał w środku, przy szerokich kamiennych oknach służących za punkt widokowy, ale nie mógł zbliżyć się do krawędzi. Ilekroć próbował, z podłogi i dachu wyrastały kamienne kolce, trzymające go z dala od wyjścia. Drewniana kładka na schodach była zamknięta na kłódkę. Trawiaste tereny wkoło wieży zdawały się szare; wszystko opływało w szarość, nawet jego własne dłonie, szczupłe, kościste, przypominały barwą ciało na moment przed złożeniem do grobu.
Wtedy to zignorował, ale poprzedniej nocy trafił tu ponownie. Coś prowadziło go ku tej wieży, zamierzał to więc samodzielnie sprawdzić, mając za wymówkę rozsądny cel - przeszukanie piwnic pod kątem starych map rezerwatu. Takowe miały najwięcej szczegółów, chciał to zresztą zrobić od dawna, ale nie znalazł czasu.
Przeznaczenie znalazło go za niego.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Południowa wieża [odnośnik]21.04.21 21:44
Hep! To stało się znowu, dzierżąca w dłoni różdżkę Celine wyobraziła sobie malownicze krajobrazy Doliny Godryka, a gdy tylko poczuła sączącą się przez żyły magię - ciche echo czkawki poniosło się po pomieszczeniu i w teleportacyjnym nurcie posłało ją... Właściwie Merlin jeden raczy wiedzieć gdzie. Wiatr wywiał ją zgodnie ze swoim kapryśnym życzeniem, zacierając ślad za małą baletnicą z jej poprzedniego niefortunnego objawienia, pchając zaś w ramiona następnego. I gdy tylko poczuła pod stopami solidny, kamienny grunt, półwila wiedziała, że miejsce, do którego trafiła, nie było słoneczną polaną, jaka przyszła jej wtedy na myśl.
Bezkresne połacie zieleni zamieniła na zakurzoną cegłę, rumianą i mądrą, bo przez tyle lat istnienia niechybnie wkradła się do niej wiedza zawarta w woluminach wypełniających uginające się pod nimi regały. Niektóre z drewnianych półek poddały się ciężarowi i wypluły z siebie woluminy o uciekających, lotnych stronicach, przykrywając wstyd zapomnienia pierzyną kurzu, którego nikt nie dotykał przynajmniej od miesięcy, jeśli nie lat. Celine wylądowała w ciasnej izbie na najwyższym piętrze wieży, nieświadoma swojego położenia, zagubiona i kompletnie zbita z tropu, jeszcze przez chwilę czkająca cicho pod nosem, zanim i ten objaw odszedł w niepamięć, zastąpiony konsternacją. Z szeroko otwartymi oczyma spozierała na swoje otoczenie. Patrzyła na księgi, papierzyska, smocze modele i przyrządy nieznanej jej maści, przyprawiające co najwyżej o zawrót głowy. Co u licha? Dlaczego akurat tego dnia jej magia musiała być tak kapryśna?
- Chciałam tylko zjeść z Julkiem kanapki... - wymamrotała do siebie kiedy ochłonęła nieco i w końcu odważyła się postawić krok naprzód. Na szczęście kamienie nie rozstąpiły się pod jej ciężarem i nie pochłonęły jej w jakąś zagadkową otchłań, choć półwila spodziewała się już absolutnie wszystkiego.
Los płatał jej figle i bawił się przy tym do rozpuku.
Ostrożnie lawirowała wśród wszystkich staroci - bo w jej mniemaniu tym właśnie były naukowe przedmioty i księgi o nieocenionej wartości -, dojrzawszy wśród pożółkłych pergaminów kołatkę drzwi prowadzących na niższy poziom. Musiała sięgać do nich drabina, bo umiejscowione były w podłodze; tylko dlatego Celine nie spróbowała wyważyć ich jeszcze zaklęciem, zlękniona, że mogłaby naruszyć leciwą konstrukcję i na zawsze odciąć sobie drogę ucieczki. Zamiast tego rozejrzała się dookoła i wybrała jedno z niżej ulokowanych okien, jednak i tak przewyższających ją o głowę, do którego prędko podeszła i przesunęła pod parapet najmniej chybotliwe krzesło, stając na siedzisku.
Ktoś zdawał się spoglądać na wieżę z otaczającej ją łąki, może miał klucz?
- Dzień dobry! - Celine zawołała do mężczyzny kiedy udało jej się uporać z przyrdzewiałym zamkiem okiennym i otworzyć szybę. - Jest pan tu dozorcą? Ja... Chyba utknęłam jak śliwka w kompocie. Ale nie jestem złodziejem! - zapewniła solennie, olśniona świadomością, że mógł za takiego właśnie ją wziąć. Ostatnie co chodziło jej po głowie to wyniesienie stąd tych książek, na które w pokoju na Grimmauld Place i tak nie miała miejsca. - Umiałby mnie pan stąd wypuścić? - Skakać z okna raczej nie zamierzała, dystans do ziemi był... przerażający.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Południowa wieża [odnośnik]27.04.21 17:01
Sen, wizja, marzenie. Obrazy nawiedzały go często, nie oddając na własność żadnego tygodnia. Większości nie potrafił zrozumieć, wydawały się być bez znaczenia i opływały w symbole, których nie starał się poszukiwać w rzeczywistym świecie. Być może istnieli jasnowidze, zbijający fortunę na swoich snach i wykorzystujący każdy jeden w wyższym lub egoistycznym celu. Elric pragnął tylko być normalny, wieść życie, w którym nadrzędną wartością była wolność - nie tajemna wiedza, kierująca jego krokami zza kurtyny. Nikt, kto nie był jasnowidzem, nie mógł zrozumieć ciężaru i wyrzutów sumienia, idących za wizją, której nie dało się w żaden sposób zapobiec.
Tylko czasami w łaskawszym dniu los obdarzał go ostrzeżeniem lub wskazówką. Czuł w kościach i w sercu, w całej swej magicznej esencji, że wieża na tle szarości jest właśnie tym. Kierunkiem, który powinien obrać. W żadnym konkretnym momencie, ale w tym właściwym, jakimś cudem zawsze pojawiającym się znienacka. Tętno dudniło mu głucho w klatce piersiowej, gdy wspinał się pod wieżę południową, zaciskając jedną dłoń na różdżce, a drugą na pustej skórzanej torbie, którą przygotował na mapy.
Jeżeli to wszystko okaże się tylko farsą, źle odczytaną wizją... będzie pluł sobie w brodę za stres, który zżerał go od wczoraj i czynił napiętym jak chłopaczek w przeddzień wyjazdu do Hogwartu. Z drugiej strony, a nuż znajdzie na tych starych schodach wysychającego trupa. Gotował się na samą myśl o okropnościach, jakie mogły czyhać za szarą, szarą powłoką.
Z duszą na ramieniu zbliżył się do zamkniętych drzwi, ale zanim położył rękę na klamce, dobiegł go głos. Instynktownie odsunął się parę kroków i zadarł głowę do góry, aby przyjrzeć się wyglądającej z okna kobiecie. Patrzył pod słońce, więc musiał przysłonić oczy, ale ją dostrzegł. Złote włosy mieniły się w blasku wieczoru, wielkie źrenice śledziły go z oddali. Kim była? Co robiła w starej wieży? Czekała, aż pojawi się szlachetny rycerz i uratuje ją przed złym smokiem?
- Jakim cudem? - wyrwało mu się wpierw, ale za chwilę uśmiechnął się uspokajająco, machając ramionami. - Nie martw się. Nie jestem dozorcą, ale mam klucz od zamka. Jednak zanim cię uwolnię... musisz mi powiedzieć, jak się tam znalazłaś - droczył się nieładnie, owszem, ale przyjaciele z drużyny z pewnością przyznaliby mu rację. Najście nieznajomej kobiety w środku wojny zawsze należało odbierać jako zagrożenie, ostrożność nakazywała upewnić się, że niepozorna księżniczka nie próbuje wciągnąć go w śmiertelną pułapkę.
Dla pewności wyciągnął różdżkę z pokrowca na pasie i okręcił ją między palcami.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Południowa wieża [odnośnik]04.05.21 2:05
Nie był dozorcą, ale miał klucz - czy to znaczyło, że był po prostu właścicielem tej wysokiej konstrukcji? Tej wieży pnącej się do czerwonego nieba żegnającego senne słońce? Był księciem zamieszkującym w pionowym pałacu, czyżby naprawdę spotkała prawdziwego królewicza, choć nienoszącego korony? Nie dostrzegła takiej błyskotki na jego głowie, choć szkarłatno-złote promienie otaczały go na wzór pięknego nimbu, jak kogoś, kto wyłaniał się z innego wymiaru, niosąc ze sobą dobroć i ciepło. Zaufała mu, ale nie wiedziała jeszcze dlaczego. Może przez to, że miał miękki, przyjemny głos? Nawet kiedy zdecydował się z nią droczyć, przeciągnąć moment łaskawego uratowania od nieprzewidzianego kłopotu; emanował od niego spokój, który udzielił się także Celine, zupełnie jakby wszystko wokół nich na moment stało się prawidłowe, takie, jakim być powinno. Półwila nabrała do płuc więcej jesiennego powietrza i uniosła się na palcach, mocniej pochylając nad kamiennym parapetem. Złote włosy zsunęły się z jego powierzchni i zatańczyły na wietrze.
- A bo wie pan, próbowałam się dostać do Doliny Godryka, ale cały dzień goni mnie czkawka, gdzie nie pójdę, cały dzień tak mam... - westchnęła głośno i pokręciła głową. Przecież nietrudno było pozbyć się tej dolegliwości, wystarczyło wypić większą ilość wody, Celine tak też zrobiła, ale ilekroć próbowała swych sił w teleportacji, coś za każdym razem szło nie po jej myśli. Zamiast cieszyć się smakiem kanapek obok swego ulubionego wróżbity dziewczyna tułała się po całej Brytanii, usiłując już ni to wrócić do domu, ni trafić w znajome rejony. - Próbuję się deportować, ale ląduję tylko to tu, to tam, a teraz jestem tutaj... Gdziekolwiek tutaj jest - sprecyzowała i spojrzała na stojącego poniżej mężczyznę błagalnie, wierząc w jego dobre intencje. Ale gdy ten wydobył zza pasa różdżkę i obrócił ją w dłoniach. Czyżby mimo wszystko miał złe zamiary? Serce Celine na chwilkę odmówiło bicia, zanim czarownica zreflektowała się i odchrząknęła pod nosem; musiała spróbować pokazać mu, że jej myśli również były czyste, nieskalane planem wyrządzenia nikomu krzywdy.
- Bardzo ładna, mam podobną - zwróciła się więc do niego o jesionowym drewnie i uśmiechnęła trochę nieporadnie, naiwnie. Ładna, oby tylko nie ciskała w jej stronę złośliwych zaklęć, przecież Lovegood naprawdę nie planowała się tu włamywać! Zamiast odpowiedzieć tym samym, dobyć własnej różdżki, zakołysała się tylko lekko to w przód, to w tył, i przechyliła głowę do boku. - To co? Wypuści mnie pan? - Właściwie mogła spróbować teleportować się jeszcze raz, ale nie wierzyła już swojej magii, przynajmniej nie tak szybko po ostatniej błędnej drodze.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Południowa wieża [odnośnik]23.05.21 15:28
Upływające sekundy nadawały wieczorowi baśniowych znamion, tak charakterystycznych spełniającym się wizjom. Pomarańczowy zachód już nie tylko odbarwiał niebo ciepłą jesienną paletą, ale i osiadał na ziemi niczym wiotka, transcendentna zasłona. Oddychał głęboko i serce biło mu szybko, a choć za wszystko to mógł obwinić wspinaczkę do wieży, miał przecież wyrobioną kondycję, nie męczył się bez przyczyny. To jego znienawidzony instynkt przyklaskiwał drodze, którą obrał - podpowiadał, że jest to ścieżka, która dopiero się rozpoczynała. Tutaj, u zamkniętych drzwi, na szczycie wieży, z którego nie dało się już wejść wyżej.
I znowu zdarzenia obrały absurdalny kierunek, abstrakcja goniła abstrakcję. Bo co tak piękna dziewczyna mogła robić sama w niedostępnym miejscu, w środku rezerwatu, chronionego przecież dziesiątkami ochronnych zaklęć? Gdyby Percival się o tym dowiedział, wpadłby w szał podszyty paniką, żaden człowiek nie mógł od tak teleportować się na ich terenie. Elric słyszał o czkawce teleportacyjnej i byłby nawet skłonny nieznajomej uwierzyć, ale ciężko było przełknąć fakt, że ze wszystkich miejsc na ziemi przypadłość wybrała sobie to, na którego bezpieczeństwu im tak zależało.
I że jego trzecie oko upierało się przy tym, że jest to wydarzenie istotne, że powinien się tutaj znaleźć.
- Trochę stąd daleko do Doliny Godryka, aż tak daleko nie znosi nawet najgorszych czarodziejów - powiedział właściwie bardziej z rozbawieniem niż podejrzliwością, krzyżując ramiona na piersi i podziwiając jak złote włosy falujące na wietrze łapią okruchy wieczornego światła. - Przyznaj, że jesteś po prostu księżniczką, która całe życie czekała zaklęta, aż trafi się właściwy książę. Hmm? - Słowa miały rozluźnić nieco gęstą atmosferę dziwacznej chwili, ale nawet dla Elliego zabrzmiały głupio i pusto; bywał w tej wieży tak często, nigdy nie natknął się na żadną obcą czarownicę. - Jak na teleportowanie się to tu, to tam w środku wojny, to trafiłaś na wyjątkowo bezpieczną okolicę. - stwierdził nareszcie, nie chowając różdżki do kieszeni, ale opuszczając jej koniec w kierunku trawy. Kimkolwiek była i jak bardzo nie byłaby ważna, nie miał zamiaru traktować jej jak świętej krowy tylko dlatego, że tak podpowiadały mu sny. Musiała się wytłumaczyć i musiała wiedzieć, że ma cholerne szczęście. W ich rezerwacie nikt nie zrobi jej krzywdy. - Hodujemy tu smoki, a ja jestem jednym ze smokologów. - Czy to mogło ją przerazić? - Oczywiście, że wypuszczę, ale mam nadzieję, że nie znikniesz od razu. - Zignorował komplement i dał do zrozumienia, że mieli jeszcze do pogadania; nawet jeżeli dziewczyna nie spodziewała się, że zaplanował dla niej rozmowę przy kubku rozgrzewającej herbaty i ciastku zbożowym. - Mam klucz od drzwi i od klapy, poczekaj. - Nie podobało mu się, że na krótką chwilę jest zmuszony stracić ją z oczu, ale teleportacja na terenie rezerwatu z zasady nie była możliwa. Z pokojowo uniesioną dłonią podszedł do drzwi i włożył klucz do zamka.

1. Klucz nie pasuje.
2. Na drzwi ktoś rzucił zaklęcie, które uniemożliwia ich otworzenie i odpycha Elliego na niewielką odległość.
3. Drzwi otwierają się bez problemu.
[bylobrzydkobedzieladnie]



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here


Ostatnio zmieniony przez Elric Lovegood dnia 23.05.21 15:31, w całości zmieniany 2 razy
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Południowa wieża [odnośnik]23.05.21 15:28
The member 'Elric Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Południowa wieża - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Południowa wieża
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach