Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Południowa wieża
AutorWiadomość
Południowa wieża [odnośnik]04.12.16 0:12
First topic message reminder :

Południowa wieża

Wieża leżąca w południowej części rezerwatu, stanowiąca w pewien sposób również i jego najbardziej wysunięty na południe kraniec. Służąca jako punkt obserwacyjny, kiedyś spełniała swoją funkcję o wiele częściej. Teraz pozostawiona jako relikt, opustoszała, wybija się ponad linię horyzontu, chociaż poszukujący swoich zgub opiekunowie od czasu do czasu wchodzą na jej szczyt, by stamtąd wypatrywać podopiecznych.
W podziemiach wieży wciąż znajduje się kilka zdatnych do użytku pomieszczeń; choć zatęchłe i wypełnione zapachem kurzu, przez cały czas pełnią rolę zapasowego magazynu, w którym znaleźć można rzadziej używany sprzęt, eliksiry, mapy oraz związane z rezerwatem pamiątki, porzucone i zapomniane, o których nie śniło się pracującym w Peak District smokologom.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Południowa wieża - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Południowa wieża [odnośnik]27.07.21 18:29
18.12

Nie miał na swoją obronę nic więcej niż to, że się spieszył. Często wyglądało to w ten sposób, że w zamyśleniu dopuszczał się głupstwa, a potem przez pierwsze kilkanaście sekund szukał gorączkowego usprawiedliwia tylko po to, by stwierdzić, że znów okazał się... hmm, może nie tyle nieuważny, co zwyczajnie zbyt skupiony na jakichś arcyważnych sprawach dotyczących badań, rezerwatu, a nawet - choć z rzadka - prywatnego życia. Tym razem pędził tak (wcale jednakże nie biegnąc ani nie truchtając, miał po prostu szybki krok i masywną sylwetkę, co w połączeniu ze stromym zboczem zapewniało mu zatrważającą prędkość i impet) z podnóża wieży południowej, którą od jakiegoś czasu doprowadzali do porządku po tym jak latami stała odłogiem. Potrzebowali więcej miejsca, a wieże strażnicze, które dawniej pełniły wyłącznie rolę obserwatoriów smoków, mogły też okazać się przydatne ze względów innych, mniej przyjemnych. A jeśli przy okazji odnajdywali stosy starych ksiąg, pergaminów i dzienników opisujących funkcjonowanie rezerwatu, to tym lepiej. Pracą ze starociami jak zwykle zajmował się Ellie, bo pasjonowała go historia tego miejsca, tak samo jak żywoty trójogonów, które dawniej hodowali. Nie należało winić go za entuzjazm, gdy wśród rupieci dopadł do notesu oprawionego w brązową skórę, w którym poprzedni smokolog opisał badania naukowe prowadzone na podopiecznych. Chciał podzielić się nowiną z pozostałymi jak najszybciej, skatalogować tekst i umieścić w archiwum, a skąd mógł się spodziewać, że na ścieżce wiodącej z wieży południowej do Gniazda - ścieżce, która zwykle świeciła pustkami nawet w środku dnia, gdy wpuszczali gości - akurat znajdzie się dziś kobieta.
Trzymał notes przed sobą i bez patrzenia zgrabnie przeskakiwał wystające korzenie w miejscach, w których wiedział, że się znajdują. Nie zdołał jednak przeskoczyć czarownicy, więc gdy wyrosła przed nim jak młoda sosenka zderzyli się teatralnie, on wypuścił z rąk notes i własną różdżkę, a ona... co to właściwie było?
Nie miał czasu się przyjrzeć, ponieważ w zetknięciu z twardym żwirem i kamieniami zmieniło się w stertę smutnych odłamków, zbierających promienie słońca na ostrych krawędziach.
- Przepraszam! - zawołał, instynktownie łapiąc kobietę w pasie, zanim mogłaby odbić w tył i wylądować tyłkiem w trawie. Przytrzymał ją, spojrzał w oczy i uśmiechnął się z zażenowaniem. - Naprawdę przepraszam, nie zauważyłem... zaraz wszystko naprawię - Kucnął, chwytając różdżkę między palce, z roztargnieniem przywołując na głos formułę zaklęcia... tylko po to, by odłamki zajęły się ogniem, który w niedługiej chwili pochłonął także leżące na skraju ścieżki gałązki i suche liście. - Szlag, to się... to się czasami dzieje - Machnął różdżką i wyciągnął ramię, aby rycersko powstrzymać kobietę przed zbliżeniem się do zagrożenia. Strumień chłodnej wody ugasił pożar, ale zostawił po sobie miniaturowe pogorzelisko pełne osmalonych odłamków. A tego, co strawił magiczny pożar, przecież nie dało się już naprawić... - Nie wierzę, co za cholerny dzień... - westchnął, gdy dostrzegł, że osmaleniu uległa także znaczna część dziennika.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Południowa wieża [odnośnik]28.07.21 23:21
Nigdy wcześniej nie odwiedzała kuzynek w miejscu ich pracy. Ronja i Faeleen od lat pracowały w Rezerwacie Trójogonów Edalskich w Peak District, lecz jakoś nie miała okazji, by zakręcić się w tych okolicach Derbyshire. Demelzie wydawało się, że jej obecność raczej nie będzie w tym miejscu wskazana. To nie było przecież wesołe miasteczko, muzeum, czy ogród magizoologiczny. Smoki to potężne, niebezpieczne istoty, a nie pingwiny, aby oglądać je na wybiegu - tak jak miało to w miejsce w londyńskim zoo, które nie tak dawno odwiedziła z panną Doe. Do tych stworzeń podchodziła z dużym szacunkiem i strachem wręcz, choć nigdy żadnego nie widziała na żywo. Czytała o nich w książkach, widziała je na fotografiach i obrazach - to wystarczyło, aby trzymała się od rezerwatu trójogonów edalskich z daleka.
W grudniu tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego siódmego roku coś jednak strzeliło Demelzie do głowy. Nie uprzedziła ani Ronji, ani Faeleen - chciała zrobić im niespodziankę. Najlepiej obu naraz. Zbliżały się święta, zostało już tylko kilka dni do Bożego Narodzenia, chciała je więc zobaczyć. One oraz ich rodzice byli jednymi z nielicznych Fancourtów, którzy wciąż utrzymywali z nią kontakt - dlatego bardzo dbała o te relację.
Osiemnastego grudnia, w okolicach południa (wydawało jej się, że obie powinny być wtedy w rezerwacie) teleportowała się do Derbyshire z wielką paczką w rękach, którą wcześniej zaczarowała, by była lekka. Zapakowała do niej prezenty i trochę mandarynek jakie udało jej się kupić poprzedniego dnia na targu. Była pewna, że zabłądziła. Wędrowała wytyczoną ścieżką, udeptaną nawet w grudniowym, świeżym śniegu, który spadł dzisiejszego ranka, lecz nigdzie nie dostrzegała bram rezerwatu, gdzie zamierzała poprosić o zawiadomienie Ronji oraz Faeleen. Nie miała wszak zamiaru się tam włamywać... Za bardzo się bała.
Dostrzegłszy na horyzoncie męską sylwetkę Demelza westchnęła z ulgą. Miała nadzieję, że mężczyzna zapytany wskaże jej drogę - albo najlepiej po dżentelmeńsku zaprowadzi do bramy, bo istniało ryzyko, że i tak zbłądzi. Nie miała najlepszej orientacji w terenie.
- Przepraszam pana... - odzywała się już uprzejmie, kiedy mężczyzna po prostu na nią wpadł. Demelza, ubrana w ciemnobrązowy płaszcz i zieloną sukienkę, zachwiała się wyraźnie i niemal wylądowała w zaspie śniegu przez impet tego zderzenia, gdyby czarodziej nie złapał ją w talii, trzymając blisko. Piegowate policzki dziewczyny prędko pokraśniały przez to niespodziewane zbliżenie. Z rąk wypadła jej jednocześnie trzymana paczka. - Ależ nic się nie dzieję, proszę pana, nie szkodzi... - odpowiedziała, wyplątawszy się z uścisku mężczyzny i dopiero teraz przyglądając mu się uważniej. - Elric! - zawołała, uświadomiwszy sobie, że wpadł na nią nie kto inny jak kuzyn drogiej Celine. Chciała schylić się po prezent dla kuzynek, on uczynił to jednak pierwszy, paczka zaś... Zajęła się ogniem. Demelza krzyknęła, cofając się o krok, uniosła też ręce do twarzy, aby zasłonić usta.
To już po ptakach.
- Och, nie, to był prezent świąteczny... - jęknęła Demelza zanim zdążyła pomyśleć.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Południowa wieża [odnośnik]01.08.21 15:13
Choć dziewczyna była urocza, ładna, szczupła, Elricowi nie w głowie były jakiekolwiek niestosowności czy flirty. Złapał ją w talii, bo tak najprościej było powstrzymać ją przed rozbiciem kości ogonowej na oblodzonej ścieżce albo kamyku. Zabrał zresztą ręce najszybciej, jak mógł, gdy tylko upewnił się, że czarownica stoi już pewnie na własnych nogach i nic jej nie grozi. No, może nic poza jego niezdarnością. Że też musiał się tak zapomnieć w lekturze! - owszem, nie spodziewał się nikogo w tej części rezerwatu, wytyczone tu ścieżki służyły bardziej pracownikom niż gościom. A na pewno już nie powinien znaleźć się tu nikt, kto był gościem spacerującym bez przewodnika. Czy kobieta zdawała sobie sprawę, że jest już na terenie rezerwatu, że pałętając się drogami samotnie może natknąć się na smoki? Nie wszystkie ich trójogony były zaznajomione z ludźmi, mogły zareagować gwałtownie na widok obcego.
Tak się zestresował, że próbując naprawić swój błąd nie zwrócił uwagi na to, że kobieta znała jego imię. Dotarło to do niego z opóźnieniem, gdy po paczce pozostały jedynie dogasające zgliszcza, które musiał - niefortunnie - dogasić podeszwą buta, aby upewnić się, że nie zapłoną jeszcze raz. Przekartkował ze smutkiem sypiący się, spopielony notatnik, dochodząc do wniosku, że wiele cennych informacji przepadło na zawsze. Przeklęta różdżka! Powinien kupić nową, a jednak nie mógł w pełni wyzbyć się sentymentu.
- Nie wiem jak mogę przeprosić... zadośćuczynić... - skwitował ponuro, z zażenowaniem drapiąc się po pokrytym zarostem policzku. - Prezent świąteczny? Dla kogo...? - Ugryzł się w język, zanim mógłby stać się w oczach nieznajomej nie tylko nieudacznikiem, ale i mężczyzną wścibskim. - Znamy się? Nie wydaje mi się, abym widział cię w ostatnim czasie. Może się zmieniłaś? - wytężył wzrok, przesuwając spojrzeniem po twarzy i płaszczu kobiety, ale jakiekolwiek zalążki wspomnień nie zechciały ułożyć się w całość ani podsunąć na język imienia. - Strasznie mi przykro z powodu paczki. Muszę jednak ostrzec, że nie powinna pani spacerować po terenie rezerwatu sama. Zdaje sobie pani z tego sprawę? - Czuł się jak największy bydlak w ten sposób ją teraz strofując, ale chcąc nie chcąc jako pracownik miał taki obowiązek. - Może zaprowadzę panią do budynku administracji przy bramie? - zapytał nieco cieplej, oferując ramię. Chyba nie będzie bała się go przyjąć? Mogłaby co najwyżej zrezygnować ze złości. Nawet by się nie zdziwił; choć przyjmował to ze smutkiem, musiał przyznać, że zasłużył na wrogość.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Południowa wieża [odnośnik]02.08.21 9:47
Nie podejrzewała mężczyzny o niecne, złe intencje, kiedy chwycił ją w pasie i znaleźli się nieprzyzwoicie blisko, po prostu unikała takich kontaktów i stroniła od bliskości fizycznej. To przecież nie wypadało. Co prawda nie wypadało też tańczyć burleskę młodej dziewczynie z porządnego domu, ale po co być nieprzyzwoitym bardziej niż było to absolutnie konieczne. Mimo wszystko Lovegood miał dobre intencje, nie chcąc pozwolić, aby czarownica upadła na śnieg i zmoczyła ubranie - rozumiała to.
- No wie pan... Przyjmuję przeprosiny... teraz już po wszystkim... stało, to się stało - bąknęła Demelza. Nie potrafiła aż tak bezczelnie okłamywać, ze nic się nie stało, bo się stało. Stała na ścieżce prowadzącej do południowej wieży w rezerwacie Peak District i wpatrywała się w dogasającą paczkę, którą płomień wyczarowany przez mężczyznę doszczętnie zniszczył. Jak to możliwe, że stało się to aż tak szybko? Żadne z nich nawet nie zdążyło porządnie zareagować, wygasić płomienia różdżką. Teraz nawet Reparo nie było w stanie doprowadzić książek, jakie kupiła dla kuzynek, do stanu używalności. Nie mówiąc już o kilku marcepanowych ciasteczkach, które przepadły bezpowrotnie... - Coś jest nie tak z pana różdżką? - spytała Dem ponuro.
W innej sytuacji może machnęłaby ręką, ale teraz, kiedy wszystko tak drożało z dnia na dzień i trudno było cokolwiek dostać - czuła trochę żal i zawód, że tak to wszystko się potoczyło. - Dla moich kuzynek. Pracują tutaj - wytłumaczyła ponurym tonem, kucając, aby sprawdzić raz jeszcze, czy cokolwiek mogła uratować... Niestety się zawiodła. Demelza nie sądziła, że Lovegood jej nie rozpozna. Widzieli się przecież kilka razy. Może nie miał pamięci do twarzy? Może w ogóle o niej zapomniał? - Nasza kuzynka, Celine, przedstawiła nas kiedyś sobie. Nie pamiętasz? Demelza. Demelza Fancourt - wyjaśniła czarownica. Wysunęła z rękawa swoją różdżkę, która zawsze zwracała cudzą uwagę, miała bowiem różowy kolor, po czym machnęła nią, aby pozbyć się tego, co zostało po świątecznej paczce. Nie wypadało zostawiać tutaj śmieci, co to, to nie.
- Tak. Wiem. Bardzo przepraszam. Chyba się zgubiłam. Szukałam drogi do bramy, ale nie wiedziała w którą stronę pójść - przyznała Demelza ze skruchą, chowając różdżkę do kieszeni płaszcza, spojrzała znów na twarz Elrica. - Tak jak mówiłam - chciałam odwiedzić kuzynki. Ronję i Faeleen Fancourt. Ten prezent był właśnie dla nich... No nic. Trudno. Złożę im chociaż życzenia, jeśli są w pracy. Byłabym ci bardzo wdzięczna, gdybyś odprowadził mnie do bram lub budynku administracyjnego. Mam nadzieję, że nie będzie żadnych kłopotów? Naprawdę nie chciałam się tu włamywać... Nawet nie wiedziałam, że to już teren rezerwatu - z ust tancerki popłynął potok słów, którym zalała Lovegooda, ale chciała wszystko wyjaśnić i postawić sprawę jasno.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Południowa wieża [odnośnik]02.08.21 17:56
Różdżka Elrica była kapryśna już od momentu, w którym ją kupił. W tamtym czasie zarówno on jak i nauczyciele uważali to raczej za przejawy niedoświadczenia i magii, nad którą nie sprawował pełnej kontroli, ale Merlinie Złoty, dawno skończył Hogwart i niedawno stuknęła mu trzydziestka! No, może nawet nie tak niedawno... ależ ten czas szybko przemijał. Różdżki z rdzeniami z łusek popiełka miały tę charakterystyczną cechę, że wyjątkowo lubiły ogień, tak samo jak popiełek, wąż powstający w dogasających ogniskach, ale pewnie nie miałby racji, gdyby zrzucił to zupełnie na różdżkę. Wiele rzeczy musiało nałożyć się na siebie dla osiągnięcia takiego efektu, a przynajmniej jedną z nich było jego własne zamiłowanie do płomieni, które zresztą tak silnie przyciągało go do smoków - czy mógł mieć w sobie zalążki piromana? Chyba nie chciał się nad tym zastanawiać...
- Stało się... - powtórzył po niej ponuro, zauważając, że utracenie paczki wyraźnie ją zabolało. Przeklął się w myślach po raz kolejny i wyciągnął pojednawczo ramię, chcąc złapać ją za dłoń i ścisnąć ze współczuciem. Jeżeli w ogóle mu na to pozwoli. - Jest mi naprawdę okropnie przykro. Zapłacę za wszystko, co pani tam miała, to w końcu moja wina. - Nie zamierzał dodawać, że głównie jego wina, dziewczyna na pewno uważała na swoje kroki bardziej niż on. - Och, no tak, teraz sobie przypominam. Demelza. Jesteś z Londynu, prawda? - To najbardziej charakterystyczny szczegół, który mógł przywołać, w tych czasach coraz mniej poczciwych ludzi decydowało się tam zostać. Będąc jednak kuzynką Celine, Ronji i Faeleen, Demelza musiała być poczciwa i nie poddawał tego w wątpliwość. Inaczej w ogóle nie wpuszczaliby jej do rezerwatu. - Spokojnie, nic się nie stało - wciął się, może trochę nieuprzejmie, gdy Demelza zaczęła mówić coraz szybciej i szybciej, ewidentnie wystraszona.
Nie miał na celu jej strofować, zwrócił tylko uwagę, bo tak wypadało, zwłaszcza, że sam tutaj pracował. Szczerze mówiąc, drobna dziewczyna nie wzbudzała w nim nadzwyczajnego poczucia zagrożenia, nie chciał jednak, aby pomyślała, że to coś złośliwego.
- Oczywiście, że cię odprowadzę. Będzie tam cieplej. - Uśmiechnął się nieśmiało, zacierając skostniałe ręce. - Ronję na pewno widziałem dziś w pracy, nie jestem tylko pewien Faeleen. Jeśli są, na pewno je znajdę i zawołam do gabinetu. Poczekasz tam, prawda? - Uniósł sugestywnie brew. Nie powinna kręcić się sama po rezerwacie, ale o tym chyba już wiedziała.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Południowa wieża [odnośnik]03.08.21 21:28
Demelza nie potrafiła się długo gniewać. Zazwyczaj. Na Maghnusa Bulstrode oraz tego oszusta, który porzucił ją przed laty - owszem, lecz oni nie czuli żadnych wyrzutów sumienia i nigdy nie przeprosili. Na Elrica nie mogła się boczyć. Nie zniszczył wszak prezentu specjalnie, do tego wyraźnie było po nim widać poczucie winy. Potrząsnęła zatem głową, kiedy zaproponował, że zapłaci za wszystko i jest mu bardzo przykro.
- Ależ nie trzeba. Naprawdę. Zdarza się, to był wypadek, nie przejmuj się tym już - odpowiedziała łagodnie, odwzajemniając uścisk jego dłoni i uśmiechając się do niego wspierająco. - Nie, akurat nie jestem z Londynu, pracuję tam, ale wychowałam się i mieszkam gdzie indziej - wyrzekła zgodnie z prawdą. Jej dom rodzinny leżał w hrabstwie Kent, teraz zaś mieszkała sama w Brighton, mieście leżącym na południowym wybrzeżu, w East Sussex. Słabo jednak znała rodzinę Celine ze strony ojca, dlatego nie dziwiło jej wcale, że Elric ledwie ją pamięta i w pierwszej chwili nawet jej nie rozpoznał. - A ty? - odbiła pałeczkę z czystej ciekawości. Mieszkał w Derbyshire, w pobliżu rezerwatu?
Lovegood wszedł jej w słowo, nieco nietaktownie, ale nie miał złych intencji, wiedziała to. Chciał po prostu ją uspokoić, bo naprawdę zabrzmiała na przejętą i zdenerwowaną. Demelza w istocie poczuła się nieco zestresowana tym, że ktoś mógł uznać, że próbowała włamać się do smoczego rezerwatu... Musiałaby być naprawdę głupia, aby spróbować dokonać czegoś takiego. To jak pchanie się w ramiona śmierci. Mogłaby po prostu od razu skończyć z mostu wcześniej wyrzucając różdżkę.
Z drugiej strony - kto uznałby ją zagrożenie dla smoków, czy pracowników? Wyglądała jak chuchro, była chuchrem, a na twarzy miała tak szczery wyraz przejęcia i niepokoju, że trudno było Demelzę podejrzewać o niecne intencje. Akurat w jej przypadku pozory nie myliły.
- Byłabym ci bardzo wdzięczna. Na szczęście ubrałam się grubo, ale chętnie wejdę do środka. Wydaje się, że nadciąga sroga zima, czyż nie? - odpowiedziała, wyraźnie spokojniejsza i bardziej pogodna, kiedy Elric zgodził się odprowadzić ją do budynku administracyjnego. - Och, świetnie. Jeśli jest Ronja, to wystarczy. Przekażę jej... - ucieszyła się, po czym urwała w pół słowa. Nie przekaże jej prezentu, bo został zniszczony. - Życzenia... - dokończyła kulawo. Kiedy Elric sugestywnie uniósł brew pytając, czy zaczeka przy bramie pokiwała entuzjastycznie głową. Co miałaby zrobić innego? - Ależ naturalnie. Nie chcę się tu kręcić sama. To byłoby wielce nierozważne z mojej strony - obiecała uroczystym niemal tonem, zaczynając iść za czarodziejem ścieżką - jak się okazało zupełnie w innym kierunku, niż szła sama. Ciekawe gdzie by dolazła... Znając własne szczęście to prosto w paszczę smoka.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Południowa wieża [odnośnik]05.08.21 14:47
Fakt, że kobieta okazała się zaskakująco uprzejma i skłonna do wybaczenia, sprawił, że Elric odczuł jeszcze silniejsze poczucie winy. Pod pewnymi względami był to efekt odwrotny od zamierzonego, ale starał się, aby nie dać tego po sobie poznać. Demelza pięknie się uśmiechała, a roztrząsanie tego wypadku dalej nie miałoby żadnych korzyści, co najwyżej wciąż przypominałoby czarownicy o tym nieszczęsnym prezencie, który w tak głupi sposób zniszczył.
- Jestem pewien, że kuzynki będą przeszczęśliwe, że mogą cię zobaczyć. - powiedział więc pojednawczo, obdarzając Demelzę szerokim uśmiechem; chciał dodać, że odwiedza rezerwat na tyle rzadko, że będzie to dla nich wyjątkowa, świąteczna okoliczność, ale ugryzł się w język. Nie musiał tego dziewczynie wypominać, zwłaszcza, że obecnie poruszanie się z Londynu i do Londynu było znacznie utrudnione. A Fancourt robiła co mogła, aby przetrwać. - Ja też się cieszę. Jesteśmy rodziną, choć daleką - przyznał, gdy już posprzątali bałagan na ścieżce. - Ja mieszkam w Somerset, całkiem niedaleko Doliny Godryka. - Nie obawiał się przekazać jej takich informacji, skoro miała pozwolenie na przebywanie na terenie Peak District, była godna zaufania. Nie wpuszczali tutaj każdego z ulicy, poza tym gdyby nie Ronja, wszyscy smokolodzy mieliby o wiele więcej blizn niż mają obecnie.
Zaoferował Demelzie ramię, ponieważ drogą, którą mieli zamiar podążać, prowadziła w dół i była nadzwyczaj śliska. Tu i tam wystające korzenie pokrył szron, na oblodzonych kamieniach łatwo było o upadek. Pomyśleć, że nawet w takiej temperaturze pozwolił różdżce wzniecić niespodziewany płomień...
- Niestety, wszystko na to wskazuje. Przygotowujemy smokom lepsze lęgowiska, ocieplamy jaskinie... takiej zimy nie było tutaj od dawna. A czasy wyjątkowo nie sprzyjają gromadzeniu zapasów - mruknął ponuro, świadomy, że sytuacja w stolicy mogła być lepsza niż w Derbyshire. Nie był to przytyk, miał nadzieję, że czarodzieje o szlachetniejszych sercach niż zwolennicy rządu mogli nadal liczyć na ciepło i dobry posiłek. - Nie musisz się obawiać, że będzie wiało nudą, w administracji mamy świetlicę i bibliotekę, jeżeli chcesz możesz coś poczytać. Nie wiem, czy interesują cię smoki, ale pewnie znajdzie się też coś o bestiach albo herbologii - Budynek majaczył im już na horyzoncie, wciąż jednak musieli zejść w dół doliny, aby dotrzeć do bramy. Trzymał Demelzę mocno za łokieć na wyjątkowo stromych fragmentach, mając nadzieję, że nie wzbudzi to w kobiecie dyskomfortu.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Południowa wieża [odnośnik]05.08.21 18:13
Panna Fancourt nie miała mściwej, zawistnej natury. Wprost przeciwnie. Wyróżniała się raczej łagodnym, skłonnym do wybaczenia i ugody usposobieniem, które niejednokrotnie zwyczajnie przynosiło jej kłopoty. Przyjaciele powtarzali jej, że powinna była być bardziej uparta, asertywna i starać się częściej stawiać na swoim, Dem przychodziło to jednak z niezwykłym trudem. Niełatwo było zmienić własny charakter. Nie chciała wtrącać Elrica w jeszcze większe poczucie winy. Była pewna, że i tak je odczuwa, więc starała się załagodzić sytuację - niechcący jednak jej słowa odniosły odwrotny skutek do zamierzonego.
- Taką mam nadzieję. Chciałam im zrobić niespodziankę. Nie uprzedzałam ich o wizycie. Dlatego nie wiedziałam gdzie pójść, dlatego nikt na mnie nie czekał. Może to był błąd, może nie powinnam była ich tak nawiedzać w pracy, ale mówiąc szczerze, niekiedy popołudniami po prostu nie mam czasu... - powiedziała Demelza, otwierając się nieco i zdradzając Lovegoodowi powody, dla których odnaleźli się na ścieżce daleko od bram i budynku administracyjnego w tak dziwnych okolicznościach. Pokiwała głową z uśmiechem, kiedy Lovegood powiedział, że są rodziną. To nieco naciągane, byli raczej spowinowaceni i to bardzo odlegle, piąta woda po kisielu, lecz to i tak było miłe. Demelza ceniła takie słowa szczególnie odkąd została odtrącona przez własnych rodziców. Właściwie to wyrzucona z domu. Ciekawe, czy plotki o tym dotarły do Lovegoodów. Nie zdziwiłaby się jednak, gdyby Elric w ogóle o tym nie pamiętał, nawet jeśli jakieś ciotki przy nim o tym wspominały.
Tancerka przyjęła oferowane przez kuzyna Celine ramię i podążyła z nim drogą, którą ją prowadził. Było tu ślisko, szczególnie na oblodzonych kamieniach, dlatego starała się uważnie stawiać kroki. Dobrze, że nie miała żadnych problemów z koordynacją ruchową, w przeciwieństwie do niektórych...
- To prawda. O wszystko teraz tak trudno - przyznała marudnym tonem. - A mówimy tylko o nas. Smoki na pewno mają szczególne wymagania, prawda? - spytała, spoglądając na Elrica z ciekawością; niewiele wiedziała o tym potężnych istotach magicznych, a wydawały się takie fascynujące. Czuła, że mogła o nich posłuchać właśnie od niego. - Interesują, ależ tak! - podjęła entuzjastycznie, kiedy smokolog sam poruszył ten temat. - Myślisz, ze Ronja jest bardzo zajęta? Może jeśli ma dużo pracy, to niepotrzebnie dziś przyszłam, może nie będę cię zmuszać, byś odrywał ją od pracy... Może lepszym pomysłem będzie, jeśli wrócę kiedy indziej. Albo odwiedzę ją w domu - zastanowiła się. Zmarszczyła przy tym brwi w zmartwionym wyrazie, jakby popełniła jakiś błąd, kiedy i ona dostrzegła na horyzoncie budynek administracyjny.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Południowa wieża [odnośnik]07.08.21 12:01
Może i nie byli z Demelzą najbliższą rodziną, ale dla Elrica, który wśród Lovegoodów wyuczył się doceniać także dalsze pokrewieństwo i pozostawać lojalnym wobec ich wspólnego, magiczno-mugolskiego dziedzictwa, liczyło się to, że Fancourt była porządną czarownicą z sercem po właściwej stronie. Przynajmniej na tyle, na ile zdążył ją poznać, choć z pewną dozą żalu musiał przyznać, że nie zwykł być przesadnie nieufny. Wcześniej szybko nawiązywał relacje, łatwo odnajdywał się w nowych środowiskach, a teraz cała ta przyjemność z podróżowania i poznawania nowych ludzi była zatruta jadem toczącej się wojny, donosicielstwa i chciwości.
- Nic się nie stało, na całe szczęście wpadliśmy na siebie zanim wydarzyłoby się coś złego. - Wpadli na siebie w znaczeniu dość dosłownym, prawdą jednak pozostawało, że mniej byłoby mu szkoda tego prezentu niż własnego życia, gdyby na miejscu kobiety miał stanąć bez przygotowania naprzeciw trójogona edalskiego. - Na przyszłość musisz pamiętać, żeby zapowiadać swoje wizyty. Nigdy nie byliśmy nadzwyczaj otwarci na gości, a w tym roku ta mierna gościnność spadła do minimum. Oczywiście ciebie przyjęlibyśmy z otwartymi ramionami, ale musielibyśmy być pewni, że to ty... no i o wiele bezpieczniej jest, kiedy poruszasz się po rezerwacie w towarzystwie pracownika. - Na tym zresztą polegały wszystkie wymyślone przez nich przepisy.
Chociaż ścieżka była niełatwa, Elric odnosił wrażenie, że Demelza porusza się pewniej niż podejrzewałby po dziewczynie w jej wieku. Może wpływ na to miało zaufanie, może była przekonana, że Elric złapie ją, jeżeli się poślizgnie - to byłoby miłe. Coś jednak podpowiadało mu, że chodzi o więcej. Po prostu miała nadzwyczaj dobrą koordynację. Może uprawiała jakieś sporty? Jeździła konno?
- Jeśli chodzi o pokarm, idzie go załatwić nieco łatwiej niż jedzenie dla nas... smoki nie są aż tak wybredne, gdy przychodzi do obiadu. Mięso to mięso - rzucił Elric lekko, nie myśląc o tym, że może to brzmieć dość potwornie. - Zdecydowanie gorzej znoszą ostre zimy. Czasami też chorują, a ciężko teraz dostać odpowiednie medykamenty i eliksiry na smocze dolegliwości. Nie chodzi nawet o brak alchemików, tylko o deficytowe składniki.
Dotarli pod budynek administracji i tam Elric przepuścił Demelzę przodem, aby weszła do środka, wytrzepała buty i trochę się ogrzała.
- Zapytam Ronji, co teraz robi, ale myślę, że dla ciebie zawsze znajdzie chwilę - powiedział pogodnie, przecierając zmarznięte ręce. - Tutaj już sobie poradzisz, biblioteka jest na piętrze, to pierwsze drzwi na prawo, kiedy wejdziesz krętymi schodami. Poczekaj trochę, jeśli Ronji naprawdę nie będzie, przyjdę i ci o tym powiem. - Nie zamierzał na pewno zmuszać jej do siedzenia bez powodu.

/zt <3



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Południowa wieża [odnośnik]07.08.21 21:11
Dla Demelzy słowo rodzina było teraz takie słodko-gorzkie. Z jednej strony doskonale wiedziała, że nie ma silniejszych więzi ponad więzy krwi, rodzina powinna być najważniejsza i zawsze na pierwszym miejscu. Zawsze kochała matkę i ojca, choć tak wiele od niej wymagali i czuła, że nie jest dość dobra. Niekiedy Demi miała wrażenie, że nie zasługuje w pełni na ich miłość, bo za mało się stara. Zabiegała o nią jednak, nigdy się nie poddawała, robiła wszystko co w jej mocy. Doceniała każdy drobny gest, każdą namiastkę czułości, matczynej miłości i pielęgnowała w pamięci te wspomnienia. Rodzice złamali Demelzie serce wyrzucając z domu. Nie potrafiła ich jednak nienawidzić za to. Nie ich nienawidziła. Wiedziała, że przyniosła im wstyd. W ich kręgach nieślubna ciąża była nie do przyjęcia. Elric pewnie o tym słyszał. Jeśli nie od drogiej Celine, to od innych krewnych. Odnosił się do niej jednak bardzo uprzejmie, serdecznie, miło - mówił o niej jak o rodzinie. Demelzie zrobiło się bardzo miło.
- Oczywiście, Elric, zapamiętam to. Koniec z niespodziankami. Przynajmniej w rezerwacie - odpowiedziała Demelza z uśmiechem. - Obiecuję - wyrzeka uroczyście, poważnym tonem. Chciała, aby wiedział, że potraktowała jego słowa poważnie i rozumiała zagrożenie. Uświadomiła sobie jak niemądry był to pomysł, by wpadać tu znienacka. Mogła skończyć jako podwieczorek dla smoka.
Kroczenie po śliskich, stromych schodach w dół rzeczywiście nie było dla Fancourt tak problematyczne jak mógł się tego spodziewać. Nigdy nie miała problemów z koordynacją ruchową. Uczyła się tańca już w dzieciństwie. Najpierw klasycznego, baletowego, później pokochała bardziej nowoczesne style - aż w końcu skończyła na scenie jako tancerka burleski. Ćwiczyła ciężko, nabierała większej pewności w ruchach, nie miała problemu aby zapanować nad równowagą. Lovegood mógł się zdziwić.
- Tak? Nie jedzą jakiegoś specjalnego mięsa? - dopytała z ciekawością Demelza. Zdziwiła się nieco na wiadomość, że smoki źle znoszą ostre zimy - chociaż właściwie to były gady. Tylko wielkie. Gady wolały wygrzewać się w słońcu i cieple, nawet ona to wiedziała. Dziwiła się jedynie, że nie rozpalały ogna, by się przy nim ogrzać, skoro miały go w sobie.
Dotarłszy do budynku administracyjnego poczuła ulgę, że jest już bezpieczna i nie zrobiła żadnego problemu - ani sobie, ani kuzynkom. Ostatnie czego Demelza by chciała, to robienie im kłopotu. Pokiwała głową na propozycję Lovegooda, że poinformuje Ronję o jej przybyciu i spyta, czy znajdzie dla niej chwilę - a jeśli nie, to na pewno poinformuje, że nic z tego. Była mu za to wdzięczna.
- Dziękuję, Elric, to kochane z twojej strony. Będę cierpliwie czekać w bibliotece. Do zobaczenia, a gybyśmy się już nie widzieli... to wesołych świąt - powiedziała mu na pożegnanie, nim wspięła się po schodach, by naprawdę poczekać w bibliotece.

zt :pwease:


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Południowa wieża [odnośnik]31.08.21 19:34
02 stycznia


Planowała dostać się tutaj już wczoraj, z determinacją wyczekując tego jednego, konkretnego dnia, jakby był to co najmniej nowy rok. Cóż, właściwie po części tak było, bo według brytyjskiego kalendarza kolejny cykl miesięcy zaczął się zaledwie wczoraj. Ona jednak całe to świętowanie spędziła na statku, który powoli, acz pewnie oddalał się od bezpiecznej przystani jej ukochanych Chin, aby zaprowadzić ją wprost do dawno nieodwiedzanego lądu. Czuła w sercu rozrywającą ja tęsknotę, a jednocześnie wielki strach związany z powrotem do Wielkiej Brytanii, a im bliżej była, tym więcej pytań rozsadzało jej głowę, rozpychając się z niepewnościami oraz decyzjami, które przyjdzie jej podjąć.

Bardzo szybko dowiedziała się, gdzie dokładnie w tym momencie stacjonuje jej siostra, jednak gdy tylko udało jej się z sukcesem przekroczyć próg nowego domu, a walizki z łoskotem uderzyły o ziemię, nie miała nawet sił, aby doczołgać się do łóżka. Nie było jej to jednak dane, gdy pół dnia spędziła na urządzaniu nowego, ciepłego i bezpiecznego kąta, gdy pierwszy gość zawitał u progu jej drzwi. Długa podróż, długa przeprawa i garść, nie, wór informacji zwalający jej się na głowę bardzo skutecznie przypięły ją do łóżka w niemożebnym zmęczeniu. Zwinięta w kulkę usnęła na salonowej kanapie przy akompaniamencie pochrapującej nieopodal sowy, zmęczonej równie okropnie, co ona. Cały jeden dzień zamknął się w tym jednym momencie głębokiego snu.

Obudziła się dopiero przed południem, z włosami w buzi i zmęczonym spojrzeniem oplatającym całe mieszkanie zostawione uprzedniego dnia w chaosie. Nie potrzebowała dużo, aby zerwać się z miejsca i doprowadzić się do stanu względnego porządku przy towarzystwie porannej kawy. Tym razem obiecała sobie, że nic jej nie zatrzyma przed wparowaniem do Rezerwatu, w którym zjawiła się, gdy słońce już wesoło wisiało nad jej głową, odbijając się oślepiająco od białego śniegu. Bezprecedensowo zaczepiając obsługę zaczęła wypytywać o Ronję, która według zebranych przez nią informacji ukryła się w, według niej, absolutnie bajecznej wieży na samym krańcu Rezerwatu. Aenor ruszyła w tamtą stronę szybkim marszem, z uśmiechem na ustach i bujną wyobraźnią rysując przed oczami twarz zaskoczonej siostry. To, co w tej całej sytuacji radowało ją najbardziej, to fakt, że nigdy nie uświadomiła jej, że wraca do Wielkiej Brytanii. Nie widziały się więc trzy lata, a nieuświadomiona siostra była przekonana, że Aenor wciąż podróżuje po rozległych krainach historycznych Chin, kiedy w rzeczywistości z rozmachem otworzyła drzwi wysokiej wieży. Jej brązowy płaszcz załopotał na wietrze, który wpuściła nagle do środka wiekowego magazynu.
Meifeng! — zawołała głośno, uśmiechając się szeroko i radośnie. Drobne perełki w jej uszach zamigotały razem z płatkami śniegu wplątanymi w czarne włosy.
Aenor Fancourt
Zawód : dziennikarka
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Powiedz mi coś, czego nigdy słyszałam.
OPCM : 10
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10512-aenor-fancourt https://www.morsmordre.net/t10527-tofu#319223 https://www.morsmordre.net/t10530-spotkanie-z-autorem#319232 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10528-szuflada-aenor#319225 https://www.morsmordre.net/t10529-a-fancourt#319226
Re: Południowa wieża [odnośnik]10.09.21 17:29
Dłonie drżały z podekscytowania, gdy o ściany południowej wieży odbiło się zawołanie głosu, który znała doskonale. To nie mogła być ona, czyż nie? Nie kiedy ostatni raz pisały o jej wytrwałych podróżach po kraju przodków i nie tylko, Ronja pogodzona z faktem iż chiński nowy rok spędzała bez jej obecności. A jednak, półobrót wykonany w zwolnionym tempie utwierdził wszelkimi zmysłami w odpowiedzi na pytanie. Aenor tu była, naprawdę wróciła. Objęła się własnymi ramionami, w oczekiwaniu na fizyczną obecność siostry, która jeszcze wczoraj przypominała prędzej senną marę niż faktyczne dzieje jej życia. Powoli podeszła bliżej, najpierw z ostrożności w obawie o to, że przy kolejnym mrugnięciu ta fantastyczna nadzieja pod postacią ukochanej twarzy zniknie. Brat bliźniak pozostawał bez kontaktu od okresu czasu na tyle długiego, że nie potrafiła już do końca przyszpilić punktu ostatniego z nim związanego wspomnienia. Wysłane listy nie zyskiwały odpowiedzi, ale mogła w tym całym szaleństwie liczyć przynajmniej na nią. Myśli natychmiast powędrowały w stronę przyziemnych potrzeb nowoprzybyłej. Zaniepokojona zastanawiała się ile prowiantu ma przy sobie w pracowni badawczej i czy siostra nie będzie głodna, albo zmęczona.  Chłód kamiennych ścian magazynu, siekał kobietę po bladych policzkach, dodając im kolorytu, a na czarnej obramówce rzęs osiadł biały osad szybko skraplający się w wodę. Miała jej tyle do powiedzenia, zaplanowane w głowie od dawna, wartki potok słów na końcu języka, jednak gdy tylko dostrzegła Xiuying, wszelkie postanowienia wyparowały gdy otworzyła swoje ramiona i porwała ją w objęcia.
Xiu? Ty? Jesteś tutaj? Jadłaś coś? —  Trywialne pytania, tak głęboko zakorzenione
w potrzebie roztoczenia nad nią natychmiastowej opieki. Przytrzymywała siostrę za ramiona, wzrokiem otaczając znajomy rys sylwetki kobiety w poszukiwaniu ewentualnych uszczerbków na zdrowiu. Nie dowierzała w zaskoczeniu, że naprawdę obie stały tutaj, w Peak District i wreszcie mogła posłyszeć pośród wzgórz rezerwatu znajomy ton chińskiej mowy, a w dodatku oczekiwać odpowiedzi w tym samym języku. Było w tej świadomości coś dogłębnie poruszającego Ronję, jednak emocje jak zwykle zdawała się trzymać na pilnej uwięzi, nie chcąc przeszkadzać ewentualnie spotkanym smokologom w pracy. Na szczęście znajdywały się w odległej części ośrodka, przeznaczonej prędzej na obserwację niż faktyczne czynności związane ze smokami, co nie zmieniało faktu, iż w miejscu swojej pracy Fancourt zachowywała absolutną profesjonalność. — Nie wierzę swoim oczom, naprawdę tutaj jesteś... —  Szepnęła, z czułością odgarniając zabłąkany kosmyk włosów z czoła siostry, wreszcie dając jej sekundę wytchnienia od siostrzanego wybuchu opieki. Obie wprawdzie, naturalnie podobne były do matki, jednak Aenor odziedziczyła również i większość charakteru po ich otwartym ojcu, mniej restrykcyjnym od matki, której zachowania weszły w krew Ronji. Widzieć ich rodzinię, chociaż w tym częściowym komplecie było dla Azjatki wyjątkowo dogłębnym przeżyciem, w dodatku takim, które zszokowana nie do końca jeszcze przyswoiła. — Jak mogłaś nic mi nie powiedzieć? Przygotowałabym się... Jakkolwiek. — Dłonie opadły z rezygnacją, a twarz zachmurzyła się na myśl, iż ich pierwsze spotkanie po takim czasie naprawdę dokonało się pośród burych ścian południowej wieży.
[bylobrzydkobedzieladnie]


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Południowa wieża [odnośnik]14.09.21 15:47
Aenor wpatrywała się w zmrożone lico siostry jak w najcudowniejszy obrazek, jaki los mógł jej dać po tak długim czasie. Żadne freski, obrazy czy ilustracje nie dawały jej tak dużej radości, jak widok własnej siostry. Mało tego, nie było to nawet zdjęcie, które zastygłe w czasie zerkało na nią ciemnymi tęczówkami, raz za razem uśmiechając się w zamkniętej linii czasu skumulowanej na drobnym kawałku papieru. Stała tu, rzeczywiście tu stała, żywa i piękna, jak na wyciągnięcie dłoni. Aenor wpatrywała się w nią z szerokim, nieschodzącym wciąż uśmiechem, gdy w ciemnych oczach powoli zaczęły odbijać się refleksy wpadającego do wieży słońca. Nie wiedziała, że to spotkanie ją tak wzruszy, a jednak łzy zamigotały gdzieś w kącikach roześmianych oczu.
Tak, najprawdziwsza ja — szepnęła, również łapiąc ją kurczowo za ramiona. Zaraz jednak wybuchnęła cichym śmiechem, choć przez wzruszenie brzmiał bardziej niczym roześmiany szloch.
Naprawdę pierwsze, o co mnie pytasz, to czy jadłam? — Złapała ją za policzki, w przejmującej radości składając siostrzany pocałunek na każdym zmarzniętym i czerwonym od mrozu poliku, by ostatecznie po prostu uwiesić się na niej tak, jak to sobie wyobrażała, odkąd postawiła stopę z powrotem w Wielkiej Brytanii. Xiu w swoich gestach zawsze była otwarta, rzadko kiedy interesowały ją sztywne granice dobrego wychowania i Ronja bardzo dobrze o tym wiedziała. Dopiero kiedy ją znalazła na drugim końcu świata, poczuła w sercu, jak bardzo głodna była tej relacji i jak mocno tęsknota wypaliła w niej ostrą beznamiętność. Odsunęła się zaraz od kobiety, trzymając mocno dłonie na jej ramionach z wyprostowanymi rękami, co wyglądało trochę tak, jakby się jej przyglądała i miała zaraz powiedzieć, jak bardzo Mei urosła od ich ostatniego spotkania, mimo że to ona była tutaj młodsza.
Przygotować? — Przechyliła głowę w bok w nieco pobłażliwym spojrzeniu. — Nie chciałam ci nic mówić, bo wolałam, żeby to była niespodzianka. Nie potrzebuję komitetu powitalnego, poczęstunku, sali balowej czy fajerwerków. To ciebie przecież chciałam zobaczyć. — Uśmiechnęła się w pocieszającym geście.
Aenor Fancourt
Zawód : dziennikarka
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Powiedz mi coś, czego nigdy słyszałam.
OPCM : 10
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10512-aenor-fancourt https://www.morsmordre.net/t10527-tofu#319223 https://www.morsmordre.net/t10530-spotkanie-z-autorem#319232 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10528-szuflada-aenor#319225 https://www.morsmordre.net/t10529-a-fancourt#319226
Re: Południowa wieża [odnośnik]16.09.21 17:36
To było jak sen, z którego wybudziła się niechętnie do rzeczywistości. Ile mogła oddać by Aenor naprawdę zjawiła się tutaj, z zapowiedzią czy bez, ale bezpieczna i obecna? Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Uniosła palce do policzka siostry i otarła z nich łzę, równie wzruszona, jednak wciąż próbując zachować wrodzony spokój. Jak zresztą zawsze miała w zwyczaju. Niezależnie od sytuacji, gotowa ją bronić ponad wszystko i zareagować nieznośną łagodnością, oraz opanowaniem na nawet najmniejszą zapowiedź zagrożenia. — Wciąż, wolałabym wiedzieć z wyprzedzeniem, by przywitać cię cieplej niż z magazynu map i eliksirów. — Z udawanym rozczarowaniem pokręciła głową, zachęcając siostrę, by wyszły wspólnie na zewnątrz pomieszczenia, na świeże powietrze rezerwatu. Nie było to wprawdzie idealne miejsce ponownego zjednoczenia po tak długim czasie, ale w tej chwili nie liczyło się nic więcej prócz rozmowy prowadzonej w języku ich domu, upewniająca Ronję, że faktycznie obie istniały naprawdę, w tym jednym niezwykle ważnym dla kobiety momencie.
To chyba z przyzwyczajenia, wzięłam przykład od mamy. — Zaśmiała się, dla obu sióstr bowiem znana była tradycja ich rodzicielki, która jedzenie wpychała zarówno w domowników, jak i gości nawet mimo odmowy.
Miały wiele do opowiedzenia sobie nawzajem, toteż Ronja powędrowała spokojnym krokiem wzdłuż ścieżki prowadzącej do głównej drogi w stronę rezerwatu. Sama zresztą nie była pewna, od czego zacząć. Od pytań, od opowieści? Zatem zwyczajnie odpowiedziała, tak naturalnie, na ile pozwalały jej uniesione ze szczęścia emocje.
Bardzo za tobą tęsknili. Rodzice. Ja też. — Odparła cicho, chwytając siostrę za dłoń i splatając ich palce razem. Jeden uścisk i znów była pewna, że Xiu naprawdę stała tuż obok niej. Znacznie dojrzalsza i nawet mocniej pewna siebie niż zapamiętała, musiało się w niej wiele zmienić. Zaraz też myśli Ronji odpłynęły w stronę wydarzeń, jakie ominęły jej rodzeństwo z życia ich społeczeństwa i ciężkich, wojennych czasów. — Zostajesz już na dłużej? Masz wystarczająco środków? — Spytała ostrożnie, starając się przykryć mocną troskę łagodnymi pytaniami. Aenor była doskonałą pisarką, ale szczególnie w tak niebezpiecznym okresie jej pióro nie mogło być mile widziane wszędzie.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Południowa wieża [odnośnik]25.09.21 0:23
Rozejrzała się przelotnie po magazynie. Był to wzrok, który nie zdradzał ani krzty zdziwienia, obrzydzenia czy zdegustowania. Szukała czegoś, co według Ronji zakrawało na hańbę czy miano nieeleganckiego, ponownego spotkania. Nie znalazła jednak nic, co sprawiałoby, że tej wspólnej chwili w jakikolwiek sposób ujmowano dumy. Zdawała sobie jednak sprawę, że nigdy nie była kimś, kto na takie rzeczy zwracał uwagę, ponieważ najważniejszą perłą jej spotkań zawsze była druga osoba. Wiedziała jednak, że Ronja nie do końca podzielała jej tok myślenia, najpewniej oczekując po tej długo wyczekiwanej chwili zdarzenia pełnego westchnień i pięknej scenerii. Uśmiechnęła się do siostry, lekko tylko wzruszając ramionami.
Nie widzę problemu z magazynem pełnym map i eliksirów. Zupełnie jakbyśmy z powrotem grzebały w schowku mamy — zaśmiała się cicho, acz zachęcona jej gestem od razu wyszła na zewnątrz. W jej oczach niemal od razu zajaśniało słońce, które odbijał śnieg. Nie zwróciła wcześniej uwagi na widoki, jakie skrywała południowa wieża rezerwatu upchnięta w najdalszy kąt ośrodka, była chyba zbyt skupiona na tym, aby dotrzeć tu jak najszybciej, wpatrując się w czubki własnych butów zakopujące się co rusz w tonach śniegu. W tamtej chwili jednak wzięła głęboki wdech w płuca, rozkładając na bok ramię.
No zobacz jak tu ładnie! Idealne miejsce na pierwsze spotkanie. Cudowne miejsce wybrałaś do pracy. — Zacisnęła dłoń, gdy tylko poczuła, jak siostra z nieskrywanym utęsknieniem splotła ich palce w ogrzewającym uścisku. Miała wrażenie, że nic więcej jej do szczęścia w tamtym momencie nie trzeba było. Jedyne, czego mogła chcieć, to resztę rodziny, za którą tęskniła tak przeraźliwie przejmującym głodem, że ich wzmianka natychmiast wwierciła jej w sercu głęboką dziurę. Zagryzła policzek od środka, czując, jak wzruszenie tknęło ją po raz kolejny.
Ja też... — szepnęła tylko, gdy poczuła jak niknie każdy cień zwątpienia, który miała, zanim tu przyjechała. Do samego końca nie była pewna tej decyzji, nawet jeśli bardzo chciała wierzyć w prawdziwość i słuszność ścieżek, które wybiera. Ulgą był fakt, że w tamtym momencie rzeczywiście wiedziała, że dobrze zrobiła. Skinęła więc głową na pytanie, które jej zadała.
Na dłużej, może na stałe. Mam mały domek w Dolinie, wiesz? Jest przytulny, choć nie tak duży jak ten nasz rodzinny. — Odwróciła lekko głowę w bok, wyglądając tak, jakby podziwiała widoki, choć bardziej uciekła spojrzeniem w tak subtelny sposób, jaki tylko mogła.
I... chyba mam. Wróciłam do pisania. Wiesz, do gazety. — rzekła cicho. Wiatr zawiał tak, że na moment uniósł frędzle szalika w górę, zupełnie jakby dodatkowo chciał zasłonić jej oczy. Fakt był taki, że będąc w Londynie, Aenor pracowała tylko w jednej gazecie.
Aenor Fancourt
Zawód : dziennikarka
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Powiedz mi coś, czego nigdy słyszałam.
OPCM : 10
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10512-aenor-fancourt https://www.morsmordre.net/t10527-tofu#319223 https://www.morsmordre.net/t10530-spotkanie-z-autorem#319232 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10528-szuflada-aenor#319225 https://www.morsmordre.net/t10529-a-fancourt#319226

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Południowa wieża
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach