Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sklep muzyczny Flashback

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Sklep muzyczny Flashback   05.04.15 19:22

First topic message reminder :

Sklep muzyczny Flashback

Niezależnie od tego czy poszukujesz nagrań najwybitniejszych wykonawców w historii gatunku, czy niekonwencjonalnych artystów, jesteś fanem klasycznego jazzu, a może preferujesz obecną erę rock ‘n’ rollowych lat 50., Londyn oferuje bezlik sklepów muzycznych, w których zaopatrzysz się w poszukiwane nagrania. Jednak jak z dziesiątek znaleźć ten jeden najlepszy? Po zapytaniu przypadkowego przechodnia, trafiłeś właśnie tutaj? Prawdopodobnie miał rację. Sklep Flashback, choć niepozorny, jakby zagubiony pomiędzy pubem, a pobliskim kinem, jest podstawowym miejscem kultu dla wielu muzykoholików. Teraz masz okazję poznać, jak wiele może zaoferować ten niewielki budynek. Po wejściu do przestronnego pomieszczenia wypełnionego niskimi regałami z różnokolorowymi opakowaniami winyli, do uszu klientów dobiega ciche brzmienie największych przebojów, które na pewno umilą poszukiwania. Najnowsze kolekcje to nie wszystko, sklepik obfituje także płyty z drugiej ręki, a to tylko za 1/2 ceny! Możesz znaleźć tutaj wszystko, o ile potrafisz dobrze szukać i poświęcisz chwilę swojego cennego czasu. Uwierz, że warto.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall https://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 https://www.morsmordre.net/t1966-minnie https://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 https://www.morsmordre.net/t3014-skrytka-bankowa-nr-559 https://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
Zawód : Kariera naukowa
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   14.04.18 1:46

Posłuchała uzdrowicielki - w odpowiedzi nabrała oddechu, głębokiego, przymykając opuchnięte powieki; mogła już oddychać swobodnie, ale jeszcze tego nie rozumiała - wciąż ogarniała ją panika, której nie potrafiła przezwyciężyć. Psychiczna blokada sprawiała, że wciąż każdy oddech jawił się jako wyzwanie - wyzwanie, które mogła pokonać, porywając hausty powietrza. Jej oddech był szybki, tak jak szybko i mocno biło jej równie przerażone, co zranione serce. Pomona była w Hogwarcie, oczywiście, że tak - przecież pamiętała, gdzie była. Pamiętała? Skinęła krótko głową, wypuszczając z ust powietrza - chwilę później biorąc kolejny głęboki, ale łapczywy wdech. Nie oponowała oględzinom, kiedy uzdrowicielka unosiła jej podbródek - patrzyła na nią, wciąż niepewna, czy otaczająca ją wizja była rzeczywistością, czy może tylko złą marą. Tak bardzo chciałaby się przebudzić z tego koszmaru - wstać, przyjść do pracy i zauważyć, że to wszystko było tylko wytworem jej wyobraźni. Jimmy...
- Tam... Tam giną ludzie - Nie, to nie mogło poczekać. Nie uciekła po to, by ich zostawić, uciekła, by sprowadzić pomoc, by o wszystkim opowiedzieć, by pomóc temu zaradzić - czy naprawdę w to wierzyła? Czy nie zawiodła - tak samej siebie, jak i ich? - Oni nie są w stanie czekać - Choćby chcieli, nie było ani chwili do stracenia. Krew w jej żyłach wrzała adrenaliną, jeszcze nie czuła bólu, jeszcze nie zdawała sobie sprawy ze swojego stanu. Dopiero, kiedy podpierając się wciąż na dłoni  przysiadła na kolanach, nie zważając na dawno podarte rajstopy przypadkiem przyłożyła wierzch dłoni do zaplamionego krwią swetra - i poczuła, że jeszcze mocniej kręci jej się w głowie. - Oni potrzebują pomocy - Ja potrzebuję pomocy. Koło fortuny, łut szczęścia, los, tylko tyle sprawiło, że jej ciało nie skwierczało teraz w płomieniach - doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Przymknęła powieki, poddając się dalszym zaklęciom uzdrowicielki, ich inkantacje były dla niej obce - a że umysł miała otwarty i światły, nie istniało wiele rzeczy, które naprawdę było dla niej obcych.
- Minerwa - przedstawiła się, dopiero słysząc jej pytanie reflektując się, że choć medyczka zdradziła swoje imię, ona wciąż kryła się z własnym. - Minerwa McGonagall - Przyjaciele zwracali się do niej zdrobnieniem, ale nigdy nie zwykła się nim sama przedstawiać. - Pracuję w biurze kontroli wilkołaków, zostałam dzisiaj po godzinach, i...  - Rowan nie pytała, jak do tego wszystko doszło, ale opowieść płynęła z jej ust sama, być może potrzebowała wypowiedzieć te słowa na głos  - dla uporządkowania własnych myśli - być może nie chciała ich zapomnieć, a być może wciąż nie mogła ich zrozumieć. - Nagle poczułam ten zapach - Zapach ognia, zapach pożaru, zapach palonego drewna, ale też specyficzny odór palonych ciał, który z minuty na minutę przybierał na sile. - Za mną posypał się tynk. Myślałam, że to nic, że to znowu urząd patentów absurdalnych... - Umilkła, irracjonalne słowa nie miały znaczenia, to nie był urząd patentów absurdalnych - czy ucieczka do absurdu pomagała? Nie. Jej usta zadrżały, ale oczy tym razem pozostały suche. - Jimmy - szepnęła ledwie dosłyszalnie, ledwie rozchylając usta. Ocalił jej życie, poświęcając własne. Była poruszona, przejęta, była spanikowana, była straumatyzowana i przerażona, a do tego wciąż obolała.
Czy mogę już otworzyć oczy?




Kto pierwszy został królem? A kto chciał zostać bogiem? Kto pierwszy był człowiekiem? Kto będzie nim
ostatni?




Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Już do ciebie serca nie mam, w dziką jabłoń cię zaklęłam,
A wspomnienia, czy pan słyszy? Zamieniłam w polne myszy...
OPCM : 10
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   16.04.18 18:20

Wiem. To było zaledwie jedno słowo. Pojedynczy wyraz znaczący goryczą podniebienie, rozprowadzający lepkie zrezygnowanie na języku, przez które ciężko było przełknąć zbierającą się w ustach ślinę. Zmuszające do zaciskania kurczowo długich palów wokół gładkiej powierzchni różdżki, w wyrazie czystej, acz przepełnionej ślepą nienawiścią bezradności. Wywołujące mocniejsze zaciśnięcie szczęk oraz zanikanie tak niezbędnej dotąd pewności siebie. Tak, wiem. To krótkie, acz jakże okrutne w swej beznamiętności stwierdzenie pragnęło wyrwać się za wszelką cenę spomiędzy dużych, ładnie skrojonych warg. Na wzór ostrego sztyletu było gotowe wbić się w strwożone serce poranionego dziewczęcia, zetrzeć na proch namiastkę nadziei tonącą w morzu paniki. Bo Rowan wiedziała. Wiedziała, że w zajętym pożogą Ministerstwie Magii umierają ludzie. I nikt, kto miał w sobie choć krztę rozumu, nie mógłby temu zaprzeczyć. A ona wiedziała. Doskonale zdawała sobie sprawę, ile musi minąć, nim gryzący dym na dobre wypełni płuca, zanim rozpaczliwie trzepocące w piersi serce się zatrzyma. Ile krwi musi zrosić posadzkę, by człowiek na dobre się wykrwawił oraz jakie obrażenia wewnętrzne pod wpływem przygniecenia sprawią, iż konanie będzie niekończącą się agonią doprawioną powolnym trawieniem tkanek przez języki ognia. Tak, wiedziała. Dlatego też milczała, bacznym spojrzeniem czarnych ślepi, spozierając na młódkę.
I pomoc przybyła — odezwała się wreszcie, cicho i spokojnie — Wszyscy uzdrowiciele, którzy nie są niezbędni w Mungu, są na miejscu gotowi pomóc każdemu. Aurorzy będący na misjach w terenie prawdopodobnie też. Odpowiednie władze starają się zapanować nad sytuacją. Los osób, które wciąż są w środku, nie jest twoją odpowiedzialnościąich śmierć, lub przetrwanie nie zależy już od ciebie Minnie. Jesteś ranna, przerażona i więcej niż prawdopodobne, w głębokim szoku. Widziałaś rzeczy, których nigdy nie powinnaś nie tylko zobaczyć, ale i doświadczyć. Zamknij więc oczy, płacz, bo teraz nadszedł czas, by to ktoś inny zajął się tobą, odpocznijPaxo Maxima — powtórzyła, gdy poprzednie zaklęcie wywołało jedynie drgnięcie modrzewiowego drewna w bladej dłoni uzdrowicielki. Magia bywała kapryśna, jednak w tej chwili młoda Sprout naprawdę miała nadzieję, iż tym razem będzie jej sprzyjać.
Jak często zdarzają się wypadki w urzędzie patentów? — zapytała Red, szykując się do kolejnego zaklęcia. Należało znieczulić nieszczęsną McGonagall, nim adrenalina na dobre opuści drobne ciało, pozostawiając wycieńczony organizm na pastwę bólu — potem usunie szkło, czego nie zamierzała robić bez uprzedniego zabezpieczenia. Jej pytanie z kolei nie było pretekstem do przyjemnej rozmowy w jakże ciepłym otoczeniu. Nie, miało ono na celu zajęcie czymś Minerwy, gdy sama Rowan — jeśli los był dlań łaskawy — zajmie się leczeniem urzędniczki.
Przykro mi — mruknęła równie cicho, gdy usłyszała męskie imię. Nie była w stanie nic więcej podarować blondynce. Ni słów wsparcia, ni ukojenia w ślepym pocieszeniu. Jak fałszywie mogło to brzmieć? Jak sztucznie w obliczu tej tragedii?





Nolite Te Bastardes Carborundorum
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   16.04.18 18:20

The member 'Rowan Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 59

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall https://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 https://www.morsmordre.net/t1966-minnie https://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 https://www.morsmordre.net/t3014-skrytka-bankowa-nr-559 https://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
Zawód : Kariera naukowa
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   21.04.18 23:52

Zamknęła oczy, na moment, poddając się zaklęciu rzuconemu przez Rowan; rozpaczliwie kołaczące się serce nieco się uspokoiło, emocje szarpiące zdrowym rozsądkiem zaczynały stygnąć, lęk, trwoga i żal ustępowały zdrowemu rozsądkowi, zawsze przecież stąpała po ziemi twardo, nie rozpaczała - a działała - nigdy jednak wcześniej nie stanęła naprzeciw tragedii tak strasznej, jak dzisiejsza. Nigdy wcześniej nie widziała na własne oczy śmierci. Nikt nigdy - nie zginął za nią. Należała do Zakonu Feniksa, ich zadaniem było chronić czarodziejów - nie spisali się tego dnia najlepiej.
- Na okrągło - odparła na jej dalsze słowa, poddając się kolejnym zabiegom. - Podchodzą do spraw zbyt nieodpowiedzialnie. Nie zawsze rozumieją, że do nieznanego trzeba podchodzić metodycznie - stwierdziła fachowo, być może zbyt dojrzale i zbyt poważnie jak na swój wiek, zbyt ostro, ale swojej wiedzy - i intelektu - pewna była była bardziej niż tego, że słońce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. - Dziękuję, czuję się dużo lepiej - szepnęła cicho, dopiero po chwili unosząc powieki; czuła to, czuła, że jej zaklęcia zaczynały działać, wracały jej siły, wracała jej trzeźwość umysłu, nie tylko oddech mógł złapać swobodę - łapały ją również jej myśli. Dopiero teraz ośmieliła się rozejrzeć wokół, dopiero teraz patrzyła widząc, widząc wszystko, co działo się dookoła, a działo się wiele - dookoła leżeli ranni czarodzieje, ale wokół gromadziło się więcej twarzy, których po szatach i zachowaniu identyfikowała jako uzdrowicieli oraz aurorów. Czy los ludzi w środku naprawdę nie był jej odpowiedzialnością? Jeśli mogła już nabrać oddechu - mogła też już zacząć działać. Szaleńcze rzucenie się w płomienie byłoby nieodpowiedzialne i jedynie utrudniłoby zapewne akcję ratunkową tym, którzy nadawali się do tego bardziej - ale z wielu drobnych słusznych uczynków również rodziły się cuda. - Mogę jakoś pomóc? - zwróciła się więc do Rowan, unosząc spojrzenie źrenic prosto w jej przenikliwe carne oczy - iskrzyła w niej determinacja, Minerwa z całą pewnością nie odpuści łatwo. - Nie umiem zbyt wiele, nie znam nawet podstaw pierwszej pomocy - zastrzegła uczciwie, bo jej chęć działania nie mogła zostać pomylona z głupotą, odpowiedzialność zawsze była jej drugim imieniem. - Ale naprawdę szybko się uczę. Biegle też władam zaklęciem patronusa, będzie trzeba powiadomić rodziny tych ludzi. - Wydawała się ignorować krew wciąż plamiącą jej sweter. Pracowała wszak naukowo i z nauką wiązała swoją przyszłość - bez fałszywej skromności była w stanie uczciwie stwierdzić, że miała chłonny umysł. - Potrafię też słuchać - dodała szybko, chcąc zapewnić ją, że nie będzie przeszkadzała - a jedynie wykonywała polecenia. Unieść komuś głowę, podać uzdrowicielce eliksir, zdjąć ubranie, pomóc wstać, kontrolować czyjś stan, kiedy uzdrowicielka zajmowała się kolejnymi czarodziejami - podczas tragedii o takiej skali liczyła się przecież każda pomoc, a Minerwa nigdy nie obawiała się ciężkiej pracy. - Proszę - dodała równie szybko, nim uzdrowicielka zdążyła wtrącić choć słowo - wciąż patrząc jej w oczy. Naprawdę była zdeterminowana. - Nie mogłabym spojrzeć na siebie w lustrze, gdybym dzisiaj stała z założonymi rękoma. - Jimmy pomógł jej - ona musiała pomóc innym. Była skrzydłem feniksa.
Na wspomnienie chłopca tylko skinęła głową, opuszczając spojrzenie. Dzisiejszy dzień był w skutkach tragiczny, dla wielu czarodziejów, nie szukała pocieszenia - rozumiała, że ucierpiał dzisiaj każdy. Ale w myślach, w złych snach i w wyobrażeniach, przejść przez podobną traumę było znacznie łatwiej.




Kto pierwszy został królem? A kto chciał zostać bogiem? Kto pierwszy był człowiekiem? Kto będzie nim
ostatni?




Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Już do ciebie serca nie mam, w dziką jabłoń cię zaklęłam,
A wspomnienia, czy pan słyszy? Zamieniłam w polne myszy...
OPCM : 10
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   06.05.18 19:02

Skupione spojrzenie czerni oczu niemalże nie opuszczało wątłej sylwetki urzędniczki, rejestrowało każde zadrapanie, każdą rysę na jasnej cerze oraz potencjalne uszkodzenie, które mogło ujść uwadze przy pierwszych oględzinach. Jednak nie na tym koncentrowały się przede wszystkim nieprzeniknione tęczówki, a już prędzej na ryzyku pojawienia się anomalii wpływającej jakże nieprzewidywalnie na wszelką magię unoszącą się w powietrzu. To było w pewien sposób nawet przykre, iż rzucanie zaklęć dotąd tak naturalne dla magicznego społeczeństwa, od miesięcy zaczęło przypominać spacer po nad wyraz cienkiej linie i tylko od przewrotnego losu zależało, czy mocniejszy podmuch wiatru pozbawi równowagi i skaże na bolesny upadek. Którego unikanie wychodziło Rowan, póki co śpiewająco, gdy zaklęcie tym razem posłusznie uległo woli rudowłosego dziewczęcia, nie przynosząc przy tym więcej szkód niźli pożytku. Czy to zwykłe szczęście, czy też zbawienny wpływ wcześniej zaznanej drzemki — uzdrowicielka zdecydowanie nie zamierzała narzekać na taki rozwój wypadków.
Chęć wykazania się nad wyraz często zwykła przysłaniać zdrowy rozsądek. Szkoda tylko, że w takich chwilach zapomina się o konsekwencjach — przyznała Red, odsuwając się lekko. Atak paniki, na którego granicy zdawała się balansować młodziutka McGonagall, wydawał się zażegnany, a spokój wstępujący na brudną twarz blondynki upewniał w przekonaniu uzdrowicielkę, iż ta była gotowa, na dalszą część zabiegów — Subsisto Dolorem — wypowiedziała inkantację cicho, wierząc, iż i tym razem zaklęcie się powiedzie. Dzięki temu będą już w połowie drogi i zacznie się już prostrza — teoretycznie — część leczenia. Drgnęła dopiero, gdy Minnie odezwała się po raz kolejny a słowa jej, nie były tym, czego mogłaby się spodziewać Sproutówna. Przede wszystkim, nie narzekała — już za to rudzielec mógł być wdzięwczny — a zaoferowała pomoc. Wewnętrzna pycha, swoista duma z posiadanych zdolności nakazywała odrzucić ofertę. Minerwa była ranna, skołatana i przede wszystkim niedoświadczona — obowiązkiem Uzdrowiciela było otoczyć ją opieką, upewnić się, iż nie wyrządzi sobie krzywdy i iść dalej. Rowan pokręciła z westchnieniem głową.
Dlaczego mam wrażenie, że nawet jeśli odmówię, to uznasz to po prostu za `nie w tej chwili`? — zapytała dosyć retorycznie. Upór oraz zawziętość były nieodłącznymi towarzyszami Red, która jeśli coś postanowiła, za nic swego zdania nie chciała zmienić. Na nic zdawały się prośby, groźby oraz próby przekupstwa (chociaż z tym ostatnim zawsze istniał cień szansy), jeżeli tak chciała, tak było. W tym przypadku jednak...jednak... — Rozumiem. Zdaje sobie również sprawę z twojej potrzeby pomocy, jednak wolałabym nie ryzykować twojego zdrowia — przyznała wreszcie, zaraz jednak pozwoliła sobie na wykrzywienie warg w bladym i nader słabym uśmiechu — Wyciągnę szkło z twojego ciała i postaram się zaleczyć rany, jeżeli po wypiciu eliksiru wzmacniającego nadal będziesz mieć siły oraz chęci do pomocy...jestem pewna, że coś się dla ciebie znajdzie. Poinformowanie rodzin z pewnością będzie dobrym pomysłem — dodała. W ogólnym zamieszaniu nikt, póki co tym się nie głowił, jednak to, co będzie się działo w św. Mungu, wręcz wywoływało dreszcze na skórze Red. Tłumy przerażonych rodzin gwałtownie domagających się dostępu do krewnego, o zgrozo.
Minerwo czy... — zamilkła na moment, nie bardzo wiedząc jak uformować myśli — Czy podczas ucieczki dane ci było dostrzec może któregoś z aurorów? Wiem, że możesz nie znać wszystkich, ale może kojarzysz Sophię Carter oraz Samuela Skamandera? — zapytała wreszcie, gdy troska o rodzinę coraz mocniej zaczynała ciążyć na sercu. Czarnooka nie była nawet pewna, czy chce znać odpowiedź — ich ucieczka mogła uwolnić jej gardło od ogromnej guli, która weń się zaległa. Jednak jeśli płomienie właśnie pochłaniały ich ciała, to...to, co wtedy?





Nolite Te Bastardes Carborundorum
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   06.05.18 19:02

The member 'Rowan Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 84

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall https://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 https://www.morsmordre.net/t1966-minnie https://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 https://www.morsmordre.net/t3014-skrytka-bankowa-nr-559 https://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
Zawód : Kariera naukowa
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   08.05.18 0:37

Przymknęła oczy, ze spokojem poddając się kolejnym zabiegom uzdrowicielki; rzucone przez nią zaklęcia uspokoiły Minerwę, przegnały atak paniki, udrożniły drogi oddechowe, pozwalając we względnym spokoju powrócić do zdrowia; czuła się znacznie lepiej, ból powoli ustępował, a rozpacz z łatwością przeszła w gotowość do działania.
- Dziękuję - szepnęła bez zawahania, Minerwa dobrze wiedziała, że gdyby nie Rowan, byłoby z nią krucho. Ledwie wypadła z Ministerstwa żywa - miała wiele szczęścia, że wpadła prosto w ręce uzdolnionej czarownicy; i nie chciała nawet myśleć o tym, jak wielu czarodziejów zginie dziś na ulicy, ponieważ ktoś nie zdążył do nich dotrzeć. Być może nie było po niej widać tego, jak wielką czuła wdzięczność - ale też nie był  to najlepszy czas na ckliwe wyznania. Czarodzieje wciąż potrzebowali pomocy, zwłaszcza pomocy Rowan, a ona nie zamierzała zatrzymywać jej dłużej, niż było to konieczne. Ale nie zamierzała też siedzieć bezczynnie, w Ministerstwie mogło w tym momencie przebywać mnóstwo jej przyjaciół - na szczęście nie rodzina. Na szczęście? Czy to w ogóle miało znaczenie, czy znała każdego z nich, czy nie? Śmierć każdego była tragedią - a śmierć miliona wcale nie wydawała się jej statystyką. - Bo wiesz, że i tak to zrobię - odparła uzdrowicielce, nieświadomie zadzierając lekko brodę. - Różnica polega na tym, że jeżeli pozwolisz mi pójść z tobą i przyglądać się twojej pracy, być może czegoś się nauczę, pomogę i zrobię coś dobrego. Nie żartowałam, mówiąc, że uczę się szybko. Jeśli pójdę sama, mogę działać tylko chaotycznie i przeszkadzać wszystkim wokół. - Spojrzała w jej oczy - równie nieustępliwie. Siłą argumentu lubiła wyrywać dla siebie rację, stając na równym gruncie twardo, obiema nogami. Racjonalność - to do niej się odwoływała. - Prawie nie czuję już bólu - zapewniła, bo miejscowe znieczulenie skutecznie odegnało cierpienie. Skinęła głową, nie była przecież głupia i bynajmniej nie chciała lecieć w ogień od razu  - posłusznie poddawała się wszystkim zabiegom czynionym przez uzdrowicielkę, nie oponując przed żadnym z zaklęć. Skrzywiła się lekko słysząc obrazowy opis, prawie zapomniała, że odłamki wbiły się w jej skórę - prawie zapomniała o ich widoku, o trzasku szyby, o krwi, która nagle zalała przeważnie czystą - dbała o to - podłogę w Wydziale Kontroli Wilkołaków, o krzyku, który dotarł do jej uszu jakby z daleka, a jednak z bliska, o rumrze walącego się sufitu o iskrach dogasających wokół złowrogich wijących się ognistych węży. Ten widok - zostanie jej w pamięci na długo. Zamknęła oczy, nie chciała widzieć ani szkła ani krwi. Było znacznie prościej być silną, kiedy nie widziało się śmierci na własne oczy.
Ten stan przerwał dopiero niepewny ton głosu uzdrowicielki.
- Sophia, Sam... - powtórzyła za nią, imiona aurorów, imiona Zakonników, naturalnie, że były jej znane, znane i bliskie, z obojgiem dzieliła doświadczenia. Rzeczywistość bezdusznie pochłaniała ją po raz kolejny, jak wielu dzielnych, odważnych i zdolnych czarodziejów świat miał dzisiaj stracić? - Tak - odparła - Nie - dodała po chwili - Mam na myśli - Język łatwo się plątał, myśli łatwo ulatywały, koncentracja łatwo ulegała rozproszeniu; w obliczu takiej tragedii nikt nie miał prawa się temu dziwić. - Znam ich, oczywiście - sprostowała w końcu, otwierając oczy i spoglądając na towarzyszkę. - Ale pracują na innym piętrze, niż ja. Wyżej, mieli bliżej do wyjścia. - Na pewno zdołali się wydostać. - Jestem prawie pewna, że widziałam Sophię na korytarzu kilka godzin temu - mruknęła, bo to niewątpliwie oznaczało, że aurorka znajdowała się dzisiaj w środku. Nie wiedziała nic o Samuelu. - Ale jeszcze bardziej pewna jestem tego, jak silni są obydwoje. Poradzą sobie. I z pewnością wyciągną ze środka jeszcze wielu. - Byli przecież odważni. Bohaterscy. Jeśli znajdowali się w pobliżu - to dobrze - byli tutaj bardzo potrzebni.




Kto pierwszy został królem? A kto chciał zostać bogiem? Kto pierwszy był człowiekiem? Kto będzie nim
ostatni?




Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Już do ciebie serca nie mam, w dziką jabłoń cię zaklęłam,
A wspomnienia, czy pan słyszy? Zamieniłam w polne myszy...
OPCM : 10
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   11.05.18 15:11

To był ledwie moment, nie więcej niż kilka uderzeń bijącego w miarowym tempie serca. A jednak bystre oko byłoby w stanie dojrzeć, jak rudowłosa niewiasta zastyga w bezruchu, gdy po raz kolejny spomiędzy ust panny McGonagall pada ciche podziękowanie. To jakże niewinne dziękuję wisi między nimi, niczym burzowa chmura gotowa zaraz to wypuścić spomiędzy swych kłębów lodowate krople — chwila niepewności mija i Rowan milcząc, unosi spojrzenie wprost na Minerwę i kiwa głową na znak, iż zrozumiała. Nie było w tym geście lekceważenia, tudzież próżnej ignorancji — młoda Sprout nie zdołała po prostu jeszcze odnaleźć idealnego złotego środka, odpowiednio stosownej odpowiedzi wobec dziękczynnych słów. Wszak nie mogłaby rzec `to nic` tudzież `nie ma sprawy` — bo to nie było nic, to nie było nic błahego. To było życie. Cudze życie, które dzierżyła w swoich dłoniach i nigdy nie pozwoliłaby go umniejszyć, wszak było nieskończenie cenne. `To moja praca` wydaje się zbyt szorstkie jakby wyobcowane oraz naznaczone niezidentyfikowaną wyższością, balansującą na granicy znudzenia. To nie była tylko praca, biorąc pod uwagę czas oraz wysiłek (a także nieskończone pokłady emocjonalnego przywiązania), to była pasja przeradzająca się wręcz w ślepą potrzebę pomocy. Więc Red nigdy nie wiedziała co powiedzieć, być może właśnie przez ten wewnętrzny konflikt zdobywała się jedynie na słaby uśmiech oraz krótkie skinięcie głową. Słyszała, rozumiała, przyjęła. Bez zbędnego roztkliwiania się, bez zbędnej wylewności — tak też brak nazbyt widocznej wdzięczności od strony blondynki był wręcz pożądany w przypadku tego czarnookiego stworzenia, które wolało wszelkie kłopotliwo-żenujące (dla niej oczywiście) interakcje pozostawić na inny, nieco spokojniejszy okres. Na przykład takie święte nigdy jest wspaniałe.
Nie — odpowiedziała spokojnie Rowan. Poważny, acz naznaczony zmęczeniem wzrok śmiało mierzył się z niebieskimi tęczówkami urzędniczki — Różnica polega na tym, że jeszcze nie zakwalifikowałam cię jako pacjenta niebezpiecznego dla otoczenia i siebie samej. Nie wprowadziłam cię w śpiączkę, byś po wyleczeniu została przeniesiona natychmiast do Munga na obserwację — to nie była groźba, to nie była nawet próba obrony swojego terytorium zawodowego. Nie było pychy w głosie uzdrowicielki, li złośliwości czającej się za każdą sylabą opuszczającą miękkie wargi. To było stwierdzenie, po prostu. Chociaż Minnie była skora do pomocy, nadmieniała nader często swoją zdolność do prędkiej nauki, tak w oczach Sproutówny wciąż była nieco zbyt młodą, ranną dziewczyną, która jeszcze chwilę temu nieomal zaczęła hiperwentylować. Obcą, której nie mogła ot tak zaufać, jeśli chodzi o fachową pomoc osobom poszkodowanym. Rowan nie wiedziała o Zakonie Feniksa, nie miała pojęcia o jego istnieniu, ani też o tym, że z jakiegoś powodu trzy czwarte jej bliskich doń należy. Ta szlachetność, potrzeba niesienia otuchy oraz ukojenia, którą kierowali się członkowie tegoż stowarzyszenia — nie mówiła jej nic. Wiara w słowa czarownicy znajdującej się tuż przed nią była ciężka, choć nie niemożliwa — Ale tego nie zrobię — dodała wreszcie, dużo łagodniej — I pomożesz, ale dopiero, wtedy gdy uznam, że jesteś do tego zdolna. Możesz znać siebie, ale ludzki organizm potrafi spłatać figle niezgorsze niż magiczne anomalie. A już, zwłaszcza kiedy adrenalina opadnie. W porządku? - przez chwilę jakby wyczekiwała potwierdzenia, zaraz jednak z tego zrezygnowała. Zaklęcie znieczuliło pacjentkę, przyniosło ze sobą jednak metaliczny posmak krwi sączącej się z dziąseł oraz strużek krwi płynącej z nosa. Wystarczył jeden krytyczny rzut okiem na pobielałą dłoń, by wiedziała, co znajdzie pod grubym limonkowym rękawem. Odetchnęła raz, potem drugi nim ponownie uniosła różdżkę. Los się częściowo odwrócił, oby nie na długo.
Odczujesz szarpnięcie oraz dyskomfort, krew będzie szybciej się sączyć, jednak zaraz ją zatamuję. Gotowa? Głęboki wdech poproszę — uprzedziła. Nie miała odpowiednich narzędzi, w półmroku grzebanie ręczne w ranach było bezsensowne. Dlatego też skierowała modrzewiowe drewno na ranny obszar — Accio szkło — zażądała, mając nadzieję, że jeżeli pojawi się kolejne zaburzenie magii, tak będzie ono bezbolesne dla Red podobnie, jak pierwszy atak sinicy.
Dziękuję — tym razem to ona wypowiedziała to przeklęte słowo. Odpowiedź blondynki nie przyniosła ukojenia, lęk o bliskich nadal wypełniał wnętrze rudzielca na wzór sztormowych fal obawami rozbijającymi się o stromy brzeg racjonalności. Sophia była tego dnia w pracy, Sam nawet jeśli nie to teraz z pewnością znajdował się gdzieś w pobliżu, jeśli nawet nie rzucał się brawurowo wprost w ogień. Nie wiedziała, czy Anthony również nie dołączyłby do młodszego Skamandera. Głupcy. Zbyt dobrzy, zbyt obowiązkowi, zbyt szlachetni głupcy, o których los będzie się obawiać, dopóki wieści o ich stanie nie dotrą do jej uszu. Tak, ona też była głupia.





Nolite Te Bastardes Carborundorum
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   11.05.18 15:11

The member 'Rowan Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 6

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall https://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 https://www.morsmordre.net/t1966-minnie https://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 https://www.morsmordre.net/t3014-skrytka-bankowa-nr-559 https://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
Zawód : Kariera naukowa
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   15.05.18 1:55

Minerwa ściągnęła brew i zmarszczyła nos, z niewdzięcznym niezadowoleniem spoglądając na swoją wybawczynię, prostując się i lekko zadzierając brodę, zupełnie jakby miała właśnie powiedzieć coś niezwykle istotnego - ale nie powiedziała. Naprawdę nie lubiła gróźb, a ta - groźba pozbawienia ją przytomności - tym właśnie była. Nie przepadała również za ludźmi, którzy je stosowali, czując względem nich ostrożną nieufność, nie znając intencji panny Sprout nie mogła odnaleźć w niej sensu innego niż czysta złośliwość. Toteż, nim jeszcze przetłumaczyła to, co w istocie zamierzała, odróżniając to od tego, co podkreślała, że zrobić może, stanowczo pokręciła głową.
- To by było bardzo niemądre - stwierdziła, zupełnie tak, jakby była w stanie oszacować samodzielnie swój stan zdrowia; poniekąd wszakże tak było, wiedziała, jak się czuła. Zranienie było poważne, szkło wbite w jej ramię również, ale przecież nie deklarowała, że zamierza wstać teraz i lecieć na oślep slalomem pomiędzy dogorywającymi czarodziejami siać dalszą panikę. W jej spojrzeniu pojawiło się coś ostrzejszego, sugestia, że miałaby być dla kogokolwiek niebezpieczna, była dla niej o tyle samo irracjonalna, co zwyczajnie obrażająca ją. Całe życie zachowywała się racjonalnie i nie inaczej zachowywała się w tym momencie, niezależnie od kompetencji uzdrowicielki, potrafiła to stwierdzić. Próba zatrzymania jej w taki sposób - zaczynała budzić obawy, czy aby panna Sprout nie kolaboruje z pożarem. - Poświęcać mi tyle czasu, kiedy obok czarodzieje wciąż krzyczą z bólu. Pozbawione empatii. - Minerwa mogła już oddychać - nie była na tyle ranna, by nie mogła chodzić. Dawanie jej miejsca w Mungu byłoby jego marnotrawstwem. Uzdrowicielka jej pomogła, Minerwa nie chciała wierzyć w jej nieszczere intencje - ale napotykając z jej strony mur, jęła budować go również ze swojej strony, zbyt wysoki, by dał się skruszyć jednym łagodniejszym słowem - brzmiącym dla niej jak łaskawość kogoś, kto dzierżył władzę - a w oczach Minerwy ktokolwiek, kto musiał przypominać o tym, że ją posiada, nie był jej godzien. Była bardzo młoda, nie rozumiała powściągliwości, a przed momentem to ona, nie Rowan, była naocznym świadkiem dramatycznej sytuacji wewnątrz budynku - zdając sobie sprawę z tego, jak poważna była sytuacja. Trauma i szok robiły swoje, chciała pomóc: ocalić tych wszystkich ludzi przed śmiercią, nie dopuszczając do siebie myśli, że nie było to możliwe.
- Niech będzie - odparła sucho, przez zaciśnięte zęby, w myślach rozważając ucieczkę krótko po otrzymaniu pomocy, mogła przecież odnaleźć innego uzdrowiciela, za którym będzie nosiła torbę z eliksirami lub insze drobiazgi - na wypadek, gdyby uzdrowicielka jednak się rozmyśliła. W tym jednak momencie dostrzegła krew sączącą się z jej nosa, która w mig przejaśniła spojrzenie Minerwy - i przebudziła oczywistą troskę. - Wszystko w porządku? - wymsknęło jej się od razu, zupełnie jakby zapomniała o wszystkich niesnaskach, jakie odczuwała jeszcze przed momentem. - Anomalie są coraz potężniejsze - stwierdziła głucho, w przestrzeń, z lękiem, czy to możliwe, że to anomalie przebudziły do życia ogniste węże? Oczywiście, że możliwe - były zrodzone z najczarniejszej magii. Była naukowcem, pracowała nad teorią magii, jej podstawami, próbowała rozwikłać tajemnicę anomalii od dawna, ale nikłe doświadczenie, jak i luki w wiedzy, zatrzymały ją już na pierwszych przeszkodach. Pod kierunkiem jej mentora szło prościej, ale wciąż: wiedziała za mało. - Szpital Munga jest przed nimi chroniony, pracy uzdrowicieli nic tam nie grozi - stwierdziła rezolutnie, oglądając się przez ramię: rannych było zbyt wielu, a każde rzucane zaklęcie rodziło prawdopodobieństwo przeobrażenia się w czarnomagiczną klątwę. - Jeśli podobnej osłony nie da się sprawnie rozszerzyć tutaj, trzeba jak najszybciej zorganizować transport - dodała z przekonaniem, wyczekująco przenosząc wzrok na jej twarz. Z jej nosa sączyła się krew, ale w obliczu tragedii w tle jedynie połamane kończyny były usprawiedliwieniem braku działania.
Zacisnęła powieki, zgodnie z poleceniem uzdrowicielki biorąc oddech; podziękowania puściła mimo uszu, zwroty grzecznościowe budziły u niej szacunek i nigdy nie wyzbyły się swojego istotnego znaczenia, ale nie były niczym na tyle oderwanym od codzienności, by poświęciła im większą uwagę. Zmartwiła się jedynie bardziej - o swoich przyjaciół, o ich rodziny, o wszystkich czarodziejów, którzy dziś zginęli i którzy jeszcze zginą, a także o ich bliskich, którzy jeszcze długo nie wyzbędą się żałoby.




Kto pierwszy został królem? A kto chciał zostać bogiem? Kto pierwszy był człowiekiem? Kto będzie nim
ostatni?




Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Już do ciebie serca nie mam, w dziką jabłoń cię zaklęłam,
A wspomnienia, czy pan słyszy? Zamieniłam w polne myszy...
OPCM : 10
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   27.05.18 1:05

Władza, czy tym właśnie było to, co dzierżyło w niewielkich dłoniach niziutkie dziewczę? Potęgę, o której winna przypominać na każdym kroku, zmuszać podstępem albo też groźbą do jej ślepej akceptacji? Czy powinna ona zatem smakować taką goryczą? Osiadać ciężko na piersi, gdy umysł zostaje zmuszony do przeprowadzenia szybkiego rachunku zysków i strat? Gdzie jest w tym satysfakcja? Zadowolenie? Siła, nakazująca rzucać wszystkim i wszystkiemu wyzywające spojrzenie? Zamiast tego może odczuwać jedynie znużenie, które w późniejszym czasie przybierze postać bezsennych nocy, powodowane najpodlejszą z podłych prawd — nie uratuje wszystkich. Nie uratuje wszystkich. Nie jest w stanie tego zrobić i prawdopodobnie nigdy nie będzie, może próbować, lecz przez ślepą wiarę, stopniowo zaczną pojawiać się rozdarcia na duszy, których nie zagłuszy tanią literaturą kobiecą, meczami quidditcha i spędzaniem czasu z bliskimi. I co wtedy? Zaciska więc usta w wąską linię, wybiera to, co wydaje się najrozsądniejsze. Nawet jeśli ten wybór pada na obcą, ranną dziewczynę, która pod wpływem gwałtowniejszego ruchu może spowodować głębsze wbicie się szkła oraz prawdopodobnego uszkodzenia żył. Bo tym była właśnie Minnie, obcą. Nieznajomą, z którą los postanowił przypadkowo zetknąć na kilka chwil, a których ścieżki rozejdą się natychmiast po tej fatalnej nocy. I będą sobie nadal obce, bo kilka słów wypowiedzianych z pewnością nie wystarczy, by móc całkowicie uwierzyć drugiej osobie. A może po prostu robiła się zgorzkniała? Może Rowan po prostu nie chciała wierzyć, że to nie stres, brawura oraz ślepe przekonanie o potrzebie poświęcenia się napędza urzędniczką. A może to jej nie obchodziło.
Być może — odpowiedziała, nie do końca zaprzeczając pannie McGonagall i niekoniecznie zgadzając się całkowicie. Na wzmiankę o empatii uniosła jedynie jedną brew. Tak, to była racja. Ale uzdrowiciele nie powinni kierować się wbrew pozorom empatią, szafować uczuciami na zasadzie `ten jest dobry, więc tego uleczę. Ten popełnił morderstwo, niechaj więc cierpi`. Wszyscy byli równi, zarówno w oczach śmierci, jak i w ciemnych ślepiach Red. Ten, kto zdzierał swoje gardło z bólu, nie wymagał nie mniej troski od tego, kto konał w ciszy i pokorze. Jednak to nie był czas ani miejsce na żadne wykłady (jeśli miałyby one w ogóle jakikolwiek sens). Rudowłosa była dorosłą kobietą, a mentalny powrót do szkolnych lat był wyjątkowo niewskazany.
Osuszyła skrawkiem limonkowego rękawa zakrwawione nozdrza, a następnie ostrożnie odsłoniła niewielki fragment aż nadto pobladłej skóry dłoni. Tak jak się spodziewała, odnalazła nań wybroczyny, które pod szatą z pewnością występowały w większej ilości, ciągnąc się aż do samego ramienia.
Sinica. Na tym etapie nieszkodliwa — odpowiedziała cicho, odrzucając zaraz precz myśli o własnym zdrowiu. Tym przyjdzie jej się zająć później. Wysłuchała słów Minerwy uważnie, choć skrzywiła się przy tym niemal natychmiast. Nie było to jednak spowodowane błędami w rozumowaniu blondynki, a kapryśnością magii. Różdżka drga mocno, tak że musi zacisnąć kurczowo palce na drewnie a promień, jaki zeń wypada jest jaśniejszy, acz w gruncie rzeczy nie robi nic — Episkey leczy drobne obrażenia, purus natomiast odkaża. Masz rację, anomalie są coraz potężniejsze. Jeżeli wiesz jak używać tych zaklęć, będziesz mi potrzebna. Jeśli nie, pokażę ci jak odpowiednio poruszać różdżką. Reszta będzie leżała w twoim talencie i szczęściu — odzywa się wreszcie, wiedząc, że osłona jest ostatnią rzeczą, o której mogły teraz myśleć resztki władzy, tudzież osoby odpowiedzialne za opanowanie tragedii — Spróbuję jeszcze raz. Jeżeli zaczniesz odczuwać ból, daj mi znać. Wdech — powtórzyła, niemo prosząc o szczęście dla niej, o bezproblemowe użycie zaklęcia — Accio szkło...





Nolite Te Bastardes Carborundorum
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   27.05.18 1:05

The member 'Rowan Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 49

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall https://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 https://www.morsmordre.net/t1966-minnie https://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 https://www.morsmordre.net/t3014-skrytka-bankowa-nr-559 https://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
Zawód : Kariera naukowa
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   05.06.18 3:56

Szkodliwa czy nie, wciąż sinica; czarodziejski świat tkwił właśnie w niebycie, oblepiony niszczącą siłą anomalii, której nawet nie potrafił pojąć – to było przerażające. Czym był pożar trawiący ministerstwo? Kolejnym efektem anomalii czy celowym działaniem człowieka, który wybijał się ostatnimi czasy coraz wyżej w niechlubnych wiadomościach umieszczanych w „Proroku”? Im lepiej się czuła i im mocniej Rowan doprowadzała ją do porządku, tym trzeźwiej była w stanie myśleć – ale trzeźwe myśli jedynie napędzały kolejną panikę. Coś było mocno nie tak, a wysiłki w dążeniu poznania istoty wszechrzeczy tkwiły w jej naturze od urodzenia. Czy silniejsze wystąpienie sinicy akurat w tym miejscu mogło wiązać się z pożarem?
Ale złośliwe myśli nie ustąpiły łatwo, bo im trzeźwiejsze się stawały, tym racjonalniej podchodziły do minionych zdarzeń, szukając obiektów, które mogły zostać dzisiaj zniszczone. I dopiero teraz uświadomiła sobie, że zniszczone mogły zostać wszystkie zapiski dotyczące jej badań, cała jej praca badawcza, wysiłek ostatnich lat, wszystko, czego dowiedziała się na temat wilkołaczych przemian… po prostu mogło przepaść. Pamiętała, w jakim stanie zostawiła swój pokoik badawczy, to z niego wypełzły ogniste węże – nie było możliwości, żeby w środku został jakikolwiek papier. To znowu odsunie ich wszystkich od celu, to znowu skaże wilkołaki na kolejne lata cierpień i bólu. Receptura eliksiru tojadowego, który zdążyli opracować, również mogła spłonąć. Nie posiadała jej kopii – miała nadzieję, że profesor Bartius owszem .
Pokręciła głową, ból nie nadszedł, bowiem złagodziło go zaklęcie rzucone wcześniej przez uzdrowicielkę; niepewnie otworzyła oczy, dostrzegając krwawe odłamki, które wpadły do rąk Rowan.
Kapryśne anomalie utrudniały uzdrowicielce jej pracę, bez wątpienia utrudniały też okiełznanie pożaru i poradzenie sobie  z jego konsekwencjami. To wszystko zaczynało ją przerastać, wydarzyło się dzisiaj zbyt wiele zła. Powoli skinęła głową, kornie oddając się poczynaniom panny Sprout. Minerwa była ufna, fakt, że była jej obca, nie miał dla niej żadnego znaczenia – początkowo przypisywała jej dobre intencje, z biegiem spotkania nabrała stosownego dystansu – bo też nigdy nie była naiwna. Młody wiek nie zawsze świadczył o niedojrzałości, niektórzy ludzie rodzili się znacznie starsi od niektórych, którzy w tym samym czasie świętowali dziesiątą dekadę życia – i taka właśnie była Minnie.
- Nie można tego zrobić bez pomocy magii? – Nie miała na myśli własnej rany - a przyszłą pomoc. – Jestem z mugolskiej rodziny – wyjaśniła niepewnie, niepewność nie była spowodowana pochodzeniem, nigdy się go nie wstydziła, ale myślą, która zaświtała jej w głowie – Wiem, że magia lecznicza działa znacznie szybciej i jest pewniejsza – ma większe możliwości, nie popełnia błędów, nie musiała potrafić się nią posługiwać, żeby to wiedzieć, magia działała w ten sposób na każdą dziedzinę życia czarodzieja – ale pod groźbą anomalii bezpieczniej może być sięgnąć po mniej wygodne środki – Przypuszczała, że dla większości czarodziejów dokonanie jakiejkolwiek czynności bez pomocy różdżki nie mieściła się w głowie, ale w kwestii anomalii rozumiała więcej niż inni: i chciała innych ustrzec. Nie próbowała mądrzyć się odnośnie własnej rany, ciągnęła wnioski przyszłościowe. – Jeśli pokażesz mi, jak to zrobić, mogę poszarpać spódnicę na opaski uciskowe, kiedy zajmiesz się poważniejszymi ranami – Nie potrafiła ich robić, ale słyszała o nich – i była pewna, że nawet czarodziejscy uzdrowiciele znali takie podstawy. Chciałaby pomóc bardziej – sięgnąć po wskazane przez czarownicę zaklęcia – ale nie była pewna, czy wypowiadanie inkantacji dziś, w tle kapryśnej magii, było bezpieczne dla kogokolwiek. Była odpowiedzialna, czas na trudniejszą naukę – przyjdzie w spokojniejszej chwili.




Kto pierwszy został królem? A kto chciał zostać bogiem? Kto pierwszy był człowiekiem? Kto będzie nim
ostatni?




Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Już do ciebie serca nie mam, w dziką jabłoń cię zaklęłam,
A wspomnienia, czy pan słyszy? Zamieniłam w polne myszy...
OPCM : 10
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   11.06.18 17:36

To wszystko przeminie. To była ledwie myśl, cichy szept przemykający przez umysł pogrążonej w skupieniu uzdrowicielki. Gdy nadejdzie świt, a języki ognia z cichym sykiem ustąpią napierającym nań zaklęciom wygaszającym, na świat spłynie żałobny całun milczenia oraz rozpocznie się liczenie ofiar. Miną krzyki oraz gorączkowe rozmowy przesycone bólem, a odczuwane cierpienie będzie tylko — a może aż? — psychiczne. Ustąpią chwilowe niesnaski oraz szok zmuszający ciało do zastygnięcia w otępiałym bezruchu. Koszmar nocy dobiegnie końca. Ale póki ta wciąż trwała, dopóki niebo pokrywały skrzące gwiazdy oraz kotłujący się czarny dym skrywający je niemalże całkowicie — należało walczyć. O wszystko, o wszystkich. O każdego rannego, o każdą połać ministerstwa. Rowan nie chciała wiedzieć, ile jeszcze osób podobnych Minnie pozostało bez medycznej opieki. Nie zamierzała sobie nawet wyobrażać, jak wielu strat doznali. Lata pracy, gromadzonych dokumentów oraz badań — to wszystko przepadło. Jednak czym były światłe dokumenty, wobec przeciekającego przez palce życia? Nie. To nie czas na bzdurne wynurzenia. Należało zakończyć, co rozpoczęła i kontynuować dalsze działania. A potem to wszystko przeminie, wtedy będzie można zastanawiać się co dalej.
Ostre kawałki szkła pod wpływem zaklęcia z mlaskiem wydostały się z ran dziewczyny, każdy najdrobniejszy opiłek, jaki mógł zostać w ciele, wylądował na wyciągniętej dłoni rudowłosej. Sprout z ulgą mogła stwierdzić, iż odłamki nie były na tyle duże, aby mogły naruszyć nerwy oraz żyły. Poradzi sobie z tym, jeśli nie zaklęciem, to igłą i nićmi. Jak za starych, acz niezbyt dobrych czasów.
Red nie miała dobrych intencji, nie miała też dobrego serca, czy charakteru. Osobiście lubiła myśleć, że zalicza się do tych `nie tak znowu bardzo złych`, wszak ktoś poniekąd tak zarozumiały i działający głównie z prywatnych pobudek nie może zostać uznany za kogoś pozytywnego. A stawanie w szranki ze śmiercią uznawała za swoisty egoizm, gdzie nie liczyła się troska, a liczba osób wyrwanych z sękatych łap. Więc dystans, rezerwa tląca się w niebieskich jakże inteligentnych oczach, nie godziła ni trochę w Rowan. Chociaż powinna. Czy porządny magomedyk nie winien wzbudzać zaufania?
Wysłuchała McGonagall w skupieniu, a następnie skinęła głową powoli.
Możemy, choć w większości będziemy mieć do czynienia z zaczadzeniem oraz poparzeniami — odpowiedziała, kierując ponownie różdżkę w stronę poszarpanego ramienia — W mniejszym stopniu ze złamaniami. Niemniej opaski z pewnością się przydadzą, jednak twoja spódnica jest brudna i może przez to dojść do zakażenia. Ale wymyślimy coś, jesteś bystra, ja...jestem — wzruszyła ramionami — Użyję kolejnego zaklęcia, jeżeli anomalie ponownie na nie wpłyną i nie zasklepią rany, użyję do tego igieł i nici. Nie będzie to wyglądało ładnie, jednak będzie wystarczające, by zatamować krwotok. Po wypiciu eliksirów poczujesz się lepiej, potem udaj się do uzdrowiciela. Rozetnie szwy i zasklepi skórę porządnie, tak by nie było blizn — pozwoliła sobie wyjaśnić swój plan działania. Mogłaby prawdopodobnie siedzieć nad Minerwą i całą noc, lecz nowych pacjentów wciąż przybywało...nie mogły sobie pozwolić na dalszą zwłokę, nieprawdaż? — Curatio Vulnera Maxima — wypowiedziała, z naciskiem mając...nie, pragnąc czy czar zadziałał. Jeżeli się udało, obie kobiety wpierw udały się po eliksiry dla urzędniczki, a następnie udały się na pomoc innym. Jeśli nie, Rowan uczyniła to, co wcześniej postanowiła — zszyła blondynkę i upewniwszy się, iż ta nie zemdleje jej z bólu, czy też wycieńczenia...mogła iść udzielać pomocy całej reszcie. To miała być długa noc. Ale i ona w końcu przeminie.

| zt x2





Nolite Te Bastardes Carborundorum
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep muzyczny Flashback   11.06.18 17:36

The member 'Rowan Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 20

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Sklep muzyczny Flashback

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Sklep Odzieżowy
» Sklep z bronią "Trebusz"
» Sklep Warzywny
» Sklep Płatnerski
» Sklep z truciznami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18