Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Niebieski las
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Niebieski las

Niebieski las jest stosunkowo niewielkim, lecz wyjątkowo malowniczym zakątkiem ulokowanym gdzieś na południu Anglii. Wiosną jego dno porastają tysiące niebieskich dzwonków, skąd też wzięła się potoczna nazwa tego lasu. Miejsce to jest bardzo ciche i rzadko uczęszczane, wydaje się idealną lokacją dla artystów poszukujących inspiracji i spokoju, jednakże nie tylko artystyczne dusze znajdą tutaj coś dla siebie – w lesie, oprócz wszechobecnych dzwonków, można znaleźć także inne rośliny, w tym również zioła przydatne do warzenia eliksirów. Z tego powodu miejsce często przyciąga alchemików i zielarzy, którzy odwiedzają las poszukując ingrediencji. Najlepszą porą na zbiory jest wiosna i lato, lecz i w inne pory roku można znaleźć tutaj coś interesującego lub przynajmniej spędzić miły dzień na łonie natury.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 22 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Ruch ręki wykonany przez pozbawioną różdżki wiedźmę przykuł jego uwagę; po co sięgnęła tym razem? Po płynną niewidzialność - ponownie? A może miała za pazuchą skryte coś jeszcze, eliksir bojowy? Przytknęła fiolkę do ust, wypiła jej zawartość - i nic się nie wydarzyło. Nic, co można by zaobserwować. Myśli - a za nimi wzrok - pomknęły więc w stronę dwóch pozostałych wiedźm - jedna z nich zdążyła się skryć za plecami Śmierciożerczyni, która obronić się miała przed mknącymi w jej stronę zaklęciami.
Przysunął się bliżej Juliena, stając z nim ramię w ramię.
Uderzający w nozdrza smród równie zaciekle zabiegał o jego uwagę, co lodowaty wiatr, smagający wełnianą zbroję, nasiąkniętą fetorem wilgoci.
Wpadł w coś w rodzaju letargu; jak w trakcie długich, wyczerpujących walk bokserskich, gdy czujność stawała się już przytępiona bólem, a mięśnie odmawiały posłuszeństwa - lecz działały wtedy doskonale instynkty. Polegał na nich.
Atak za atakiem. Nie dopuścić do tego, by zostać zepchniętym do defensywy. Kiedyś tarcza ugnie się pod zaklęciem.
Jego spojrzenie zatrzymało się na dłużej na zmarzniętej kałuży, na której stała Śmierciożerczyni.
Na wodzie.
- Commotio - nie przekrzykiwał się z gniewnymi pomrukami zamieci, acz wypowiadał inkantację dobitnie, chcąc zadać wiedźmie (Sigrun) choć namiastkę tego bólu, w którym ona sama pławiła się najpewniej każdego dnia.

poproszę kratkę lewo-góra



oddałem wszystko
żeby wszystko mieć
Keat Burroughs
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
szarość tak dumnie brzmi,
warta każdego dnia
by stanąć obok nich,
ratować ulic gwar
OPCM : 19
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Powrót do góry Go down

The member 'Keat Burroughs' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 68

--------------------------------

#2 'k8' : 2, 4, 7, 1
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Drżał od niewyobrażalnego zimna, aż wreszcie kojące ciepło przebiegło wzdłuż ciała gdy włosy zmieniły swą strukturę i otuliły go niczym koc – odrobinę drapiący i być może na dłuższą metę zbyt śmierdzący, lecz ciepły. Wystarczający. Adekwatny do tej sytuacji, musiało mu to wystarczyć. Odgarnął loki z czoła, czując się odrobinę śmiesznie z tak wykręconymi włosami, na szczęście nie miał w pobliżu lustra, aby się obejrzeć. Uśmiechnął się do Keata, który stanął obok niego i spróbował odnaleźć w jego fryzurze odbicie własnej, lecz zaraz potem odchrząknął zerkając na przeciwniczki. Zmarszczył leciutko brwi, które i tak ostatecznie przysłoniła wełniana zasłonka. Zawsze pomysły zaczynały się w głowie jako niewinne idee, które ostatecznie mogły przerodzić się w coś sensownego - jedne na pewno, inne... cóż, bywało różnie. Stojąc z tyłu, mając w swoim mniemaniu - paradoksalnie - więcej swobody, postanowił sięgnąć po znane sobie zaklęcie. Wzniósł więc różdżkę w niewerbalnej inkantacji, kreśląc odpowiednie ruchy w powietrzu. Osłaniali go przyjaciele, a i wydawało mu się, że obaj radzili sobie dostatecznie dobrze, aby on miał czas na to co zamierzał.

| stoję w miejscu + niewerbalne zaklęcie wysłana do MG  Smile


A on biegł wybrzeżami coraz innych światów. Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów
Julien de Lapin
Julien de Lapin
Zawód : poeta i wróżbita
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
je raisonne en baisers

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9230-julien-de-lapin#280581 https://www.morsmordre.net/t9250-walentyna https://www.morsmordre.net/t9252-wrozbita-julek https://www.morsmordre.net/f314-dolina-godryka-makowka https://www.morsmordre.net/t9251-skrytka-bankowa-nr-2157#281325 https://www.morsmordre.net/t9253-julien-de-lapin

Powrót do góry Go down

The member 'Julien de Lapin' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 41
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Chociaż natężenie smrodu na metr kwadratowy wzrastało wokół nich wykładniczo, zwłaszcza kiedy również i Julien stał się barankiem, to Alexander pozostawał skupiony na pojedynku. Dlatego teraz oszczędzał komentarzy, po posłaniu zaklęcia w przeciwniczki pozostawiając swój wzrok skupiony na nich. Nieznany eliksir został przełknięty przez tę stojącą w ruchomych piaskach, a Farley nie mógł przestać zachodzić w głowę, co tym razem zdecydowała się wypić. Pozostawało to niewiadomą, która niezwykle drażniła go w momencie, w którym musiał podjąć kolejną decyzję odnośnie ataku. Mimo tego skierował jednak różdżkę na pozostającą w Deserpes Rycerkę (Elvira), wymawiając po raz drugi dziś inkantację:
Esposas!


Alexander Farley
Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : 51
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Niebieski las - Page 22 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392

Powrót do góry Go down

The member 'Alexander Farley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 83
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Pojedynek zmierzał ku rozstrzygnięciu, która ze stron – podczas tej śnieżycy – miała wygrać. Czarownice znajdowały się w odwrocie, nieustannie podejmując próby uratowania Elviry. Zaklęcia mknące w Sigrun wymusiły na Śmierciożerczyni wywołanie tarczy. Inkantacja rozbrzmiała w jej ustach, dłoń drżała w podejmowanym wysiłku, lecz bariera nie mogła zostać stworzona na czas. Z pomocą nadeszła Tatiana, wychyliwszy się z cienia Rookwood i stanąwszy obok niej. Machnęła różdżką, lecz posypały się z niej jedynie iskry. Dwa zaklęcia niemal jednocześnie poraziły Sigrun. Członki wpierw zaczęły sztywnieć, czucie w nogach słabło. Naturalny ciężar ciała począł ściągać ją na ziemię, a wtedy zadziałało drugie z zaklęć, które targnęło bezwładną Sigrun, odrzucając ją do boleśnie do tyłu.

Keat nie ustawał w prowadzeniu ofensywy – posłał kolejne zaklęcie w przeciwniczkę, lecz nie dane mu było stwierdzić, w jaki sposób zdoła zranić przeciwniczkę. Powietrze naelektryzowało się wokół obojga, pozostając znakiem skutecznego rzucenia czaru. Alexander podjął kolejną udaną próbę spętania Elviry. Promień zaklęcia pomknął celnie w jej stronę i było pewnym, że tym razem nikt ani nic nie zdoła jej uchronić przed kajdanami. Julien, najwyraźniej kierowany całkowicie irracjonalnym przeczuciem, zdecydował się sięgnąć po magię, która współpracowała z jego wróżbiarskim talentem. Chłonny umysł młodzieńca napłynęły wyjątkowo zimne myśli, które łatwo przyszło mu powiązać z aktualnie trwającą aurą pogodową oraz jej dalszą kontynuacją. Zima nadchodziła pewnie, niosąc ze sobą wpierw pluchę tak inną od grubej warstwy śniegu w niebieskim lesie. Ten miał roztopić się w ciągu najbliższych kilku dni, lecz ponownie miał powrócić w ciągu kolejnych tygodni, gdy amplitudy temperatur będą oscylowały w okolicach oraz poniżej zera. Prognoza ta nie zmieniła jednak tego, co wydarzyło się dalej.

Kryształ rzucony przez Elvirę zniknął w śnieżnej zawiei. Osłabiona walką, próbami wyrwania się z Deserpes czarownica znalazła w sobie wyjątkowo dużo sił. Odłamek celnie osiągnął docelowe położenie tuż za ledwie widocznym w śnieżycy krzewem. Kajdany spętały kostki oraz nadgarstki Elviry, uniemożliwiając jej jakąkolwiek ucieczkę. Powietrze naelektryzowało się wokół Sigrun, raniąc nerwy jej sparaliżowanego ciała i wtedy nastąpił wybuch, oślepiając wszystkich najpierw śniegiem uderzającym w twarze, raptem kilka oddechów później potężną falą ognia obejmującą Alexandra, Elvirą i Juliena. Dotkliwe poparzenia nie były jedynym, czego doznali. Stowarzyszona z gorącem fala uderzeniowa odepchnęła wszystkich. Dwaj czarodzieje wpadli na Keata z impetem nie tylko upadając na niego, lecz odlatując dobrych kilka stóp dalej. Cały upadek okazał się niefortunny nie tylko dla kości Keata, ale także różdżki Elviry. Misterny kawałek drewna został rozłupany na pół, odsłaniając rdzeń, który w niezrozumiały dla nich sposób został uszkodzony, czyniąc różdżkę bezużyteczną. Uderzenie wprost zwaliło Tatianę z nóg, a bezwładnym ciałem Sigrun targnęło niczym w konwulsjach i finalnie pozbawiło ją kontaktu z rzeczywistością.
Wybuch kryształu wzniecił jeszcze silniejszą wichurę, która przez kilka dobrych minut nie pozwoliła nikomu zmienić położenia ani podjąć jakiegokolwiek innego ruchu. Nagłe wzniecenie ognia, łomot skał spadających z pobliskiego kamiennego wzniesienia zwabiło w okolice lasu grupę zielarek. Dobrze znające tereny czarownice chroniły się pod kopułami blokującymi pogodę, poruszały się parami i wkroczyły z południowej strony. Jedna z nich zatrzymała się i przykucnęła obok nieprzytomnej Sigrun. Kolejna podążyła w stronę Tatiany, gdzie zielarki rozdzieliły się. Starsza z nich pomogła Dolohov wstać, objęła ramieniem i ponownie rzuciła magiczną kopułę. Młodsza podążyła dalej, osłaniając twarz starym szalem, gdy przełamywała resztki Deserpes oraz rzucała Alohomorę na kajdany więżące Elvirę, po czym chwyciła uzdrowicielkę za łokieć i zawróciła, prowadząc do pozostałych. Zgromadzone w małych grupach odprowadziły czarownice do swojej chaty, pozbawioną przytomności Sigrun lewitowały zaklęciem. Nie miały pojęcia, że dwie z nich zostały pochowane przez Multon. Oferowały pomoc, ciepłą herbatę w starym metalowych kubkach, podarte, lecz suche ubrania oraz peleryny. Z naręczem eliksirów były w stanie udzielić wszelkiej doraźnej pomocy, a przed dwiema wiedźmami leżało podjęcie decyzji, czy oferowane wsparcie należało przyjąć.

Trójka obolałych i poranionych czarodziejów podniosła się z ziemi. Zamieć nadal trwała, wciąż wzmagała się. Wystarczyło im rozejrzeć się, by nie dostrzec przeciwniczek. Cokolwiek wydarzyło się tuż po wybuchu sprawiło, że w lesie znajdowali się sami. Najbliższe otoczenie było pozbawione śniegu, za to zostało osmalone wybuchem ognia i falą uderzeniową, która powaliła najsłabsze z drzew i krzewów, wyrywając je ze zmarzniętej ziemi z korzeniami. Pobojowisko było puste. Wiedźmy zniknęły, czyniąc miejsce podległym Zakonowi Feniksa. Mieli jednak niewiele czasu zabezpieczenie go. Musieli jak najszybciej podjąć odpowiednie kroki.

|To koniec pojedynku. Mistrz Gry serdecznie dziękuje wszystkim za sprawne i kreatywne odpisy. Pojedynek wygrywa Zakon Feniksa i ma dwie tury na nałożenie zabezpieczeń oraz klątw na lokację.
Różdżka Elviry została zniszczona i dopisana do ekwipunku Keata. Bonusy przysługujące z różdżki zostały odpisane ze statystyk. Zużyte eliksiry zostały odpisane z ekwipunku. Blizny i znamiona zostały dopisane do znaków szczególnych.

Sigrun - przemiana we mgłę (1/3)
Alexander - Expecto Patronum (3/3); Magicus Extremos (tura 3.) +27 do rzutów na zaklęcia dla Juliena i Keata
Julian - Caldasa (Keat, tura 4.), Caldasa (Alex, tura 3.), Caldasa (na siebie, tura 2.)
Elvira Eliksir nr 2 (tura 2.)

Żywotność:
Elvira 94/209 [50 (odmrożenia), 60 (oparzenia)]; -30 do kości
Sigrun -8/227 [102 (tłuczone), 40 (psychiczne, 50 wyleczone), 50 (odmrożenia), 28 (porażenia)]; postać nieprzytomna
Tatiana 68/220 [102 (tłuczone), 50 (odmrożenia),]; -40 do kości

Alexander 130/220 [15 (tłuczone), 15 (odmrożenia), 60 (oparzenia)]; -20 do kości
Julien 125/210 [25 (odmrożenia), 60 (oparzenia)]; -20 do kości
Keat 155/250 [85 (tłuczone), 10 (odmrożenia),]; -20 do kości

Konsekwencje i następstwa otrzymanych obrażeń (opisy ogólne nie wykluczają spersonalizowanych):
Rycerze, długotrwałe przebywanie na mrozie skończyło się silnym przeziębieniem trwającym dwa tygodnie. Pierwsze dni upłynęły pod znakiem bólów głowy, gorączki, dreszczy, bólów mięśni oraz silnego osłabienia niepozwalającego opuścić łóżka. Zażycie odpowiednich eliksirów skróci ten czas do tygodnia.
Zakon, przebywanie na mrozie doprowadziło do niewielkiego, kilkudniowego kataru oraz osłabienia. Wełna wyczarowana zaklęciem Caldasa nasiąkła wilgocią, ściągając okrutny smród nawet po zdjęciu zaklęcia. Nieprzyjemny zapach oraz okazjonalne swędzenie skóry w różnych miejscach ciała towarzyszyć będzie przez tydzień.

Alexander, oparzenie po wybuchu zaatakowało głównie Twoje ręce i przedramiona. Wnętrza dłoni uległy poparzeniom, uszkadzając nerwy. Pozostawiły po sobie trwałe blizny. Dotykanie, trzymanie przedmiotów będzie wywoływało ból przez najbliższy miesiąc.
Julien, oparzenie sięgnęło głównie prawej strony Twojego ciała, uszkadzając nerwy. Skórę na prawej ręce zdobią blizny po oparzeniu. Wystawienie na zmiany temperatur oraz jakikolwiek dotyk wywołuje ból trwający przez miesiąc.
Keat, uderzenie wywołało pęknięcie żeber oraz uszkodzenie kręgosłupa. Kości muszą być zestawione ponownie i zrośnięte. Wykonywanie czynności angażujących kręgosłup będzie bolesne, a wyprostowanie się trudne. Najbliższy miesiąc wymagać będzie odpoczynku i zaniechanie noszenia ciężkich przedmiotów. Plecy zdobią rozległe siniaki

Elvira, oparzenie skoncentrowało się na lewej stronie klatki piersiowej oraz ramieniu. Skóra stała się grubsza i bliznowata, miejscami pojawiły się pęcherze. Poranione nerwy utrudnią funkcjonowanie lewej ręki, a każda zmiana temperatury otoczenia będzie wywoływać ból przez miesiąc.
Sigrun, uderzenie doprowadziło do pęknięcia kości ramiennej prawej ręki. Obrażenie wymaga zrośnięcia oraz miesiąca rekonwalescencji, w czasie którego ból pojawiać się będzie głównie w stawach oraz wykonywaniu czynności wymagających siły. Ciało zdobią siniaki, które znikną po trzech tygodniach. Pełen okres rekonwalescencji pozwoli wrócić do zdrowia.
Tatiana, uderzenie uszkodziło kość przedramienia lewej ręki. Pęknięcie musi zostać zrośnięte. Dodatkowo ramię posiada szereg bolesnych siniaków. Podnoszenie przedmiotów będzie bolesne; najbliższy miesiąc spędzony na rekonwalescencji uśmierzy ból oraz pozwoli wrócić do pełni sprawności.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 22 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Dwie tarcze nie uformowały się w pełni, a on poczuł euforyczną radość; mieli je.
Z trzecią Rycerką, ostatnią z nich zdolną sięgać po magię, poradzą sobie bez trudu - w chełpliwym poczuciu satysfakcji, śledząc lot Śmierciożerczyni, nie dostrzegł tego, że w powietrzu błysnęło coś jeszcze, wypuszczone z dłoni, które chwilę później skuły kajdany.
Zaczerpnął zimny oddech, sparzony impetem wybuchającego gorąca.
Całkowita dezorientacja, potem już tylko ogień, zakleszczający się wokół Juliena i Alexa; głuchy krzyk wyrwał się z jego ust, gdy bezradnie próbował sięgnąć po różdżkę, by zrobić cokolwiek, choć wiedział już przecież, że nie zdąży; że nie ochroni żadnego z nich.
Jego ciałem szarpnęła siła wybuchu; wciąż nie miał pojęcia, co się stało - czy do Rycerek dołączył ktoś jeszcze? Wsparcie? Chaotyczne, postrzępione myśli nijak nie potrafiły się ułożyć. Poczuł jak zderza się z ziemią - zaraz potem, jak dwa ciała przygniatają go do podłoża.
Nie mógł złapać przez chwilę tchu.
Słysząc trzask łamania się czegoś w pobliżu nadgarstka, pomyślał o tym, że to jego dłoń - że oszołomiony bodźcami, adrenaliną, nie odczuwa jeszcze bólu - dopiero po chwili, gdy uklęknął na kolana, zorientował się, że to tylko różdżka wiedźmy.
Oszołomione spojrzenie pomknęło w stronę trójki czarownic, które zdawały się rozpłynąć w zamieci; nie było po nich ani śladu, nikt nie znajdował się w zasięgu wzroku. Poza dwójką Zakonników, którym przyjrzał się z niekrytym strachem, bojąc się tego, w jakim mogli być stanie, skoro otarł się o nich o g i e ń.
- Julien, Alex - wymamrotał gorączkowo, cicho, jakby podświadomie wciąż bał się, że ktoś mógłby usłyszeć imię Francuza; że zostałoby to wykorzystane do ustalenia jego tożsamości - jak się... - urwał, czując, jak zalewa go fala bólu przy gwałtowniejszym ruchu; wbił zęby w wargę, mrugając szybciej.
Kurwa.
Coś z kręgosłupem?
Ale mógł się przecież ruszać... pytanie tylko, czy powinien, czy właśnie sobie nie szkodził.
Na wdechu dźwignął się do pionu.
- Co z nimi? Jakim cudem...? - zniknęły? Czy ta trzecia wiedźma miała przy sobie trzy kameleony? - Homenum? - skierował pytanie do Alexa, nie wiedząc, czym w pierwszej kolejności powinni się zająć - szukaniem ich? Czy może zabezpieczeniem terenu, póki jeszcze mieli czas? Póki zamieć nie wyrwie z nich resztek sił?
- Nałożę strach na gremliny - obrócił się wokół siebie, powoli, ociężale, wciąż otumaniony; z różdżką gotową do obrony. Jednocześnie skonfrontował się ze skalą zniszczeń - ja pierdolę - wyrwało mu się jeszcze, gdy objął wzrokiem powyrywane z ziemi konary - jak nie pożoga, to... co to właściwie było? - słyszał wprawdzie o buchorożcu, nie widział jednak nigdy, jak wybucha - raz tylko, w ostatniej chwili, złapał fiolkę z wybuchową zawartością, rzuconą w niego przez jednego z zamachowców w Dolinie.
Roztrzęsionymi dłońmi zaczął prowadzić różdżkę wokół terenu, który starał się zabezpieczyć; nakładał tę pułapkę po raz pierwszy niećwiczebnie, musiał więc skoncentrować się na tym, by nie popełnić żadnego błędu.


nakładam strach na gremliny

(wystrzałowym Rycerkom dziękuję za wspólny pojedynek, a za MG poprowadzenie go - i za mnóstwo cierpliwości do naszych kombinacji<3)



oddałem wszystko
żeby wszystko mieć
Keat Burroughs
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
szarość tak dumnie brzmi,
warta każdego dnia
by stanąć obok nich,
ratować ulic gwar
OPCM : 19
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Powrót do góry Go down

Przymknął powieki, pozwalając irracjonalnemu przeczuciu poprowadzić swoimi działaniami. Na co właściwie liczył? Może pogoda się jeszcze zmieni? Być może mroźny wiatr zelżeje, a im będzie dane przeprowadzić tę potyczkę w innej atmosferze? A może nie było właściwie, o co już walczyć, bo sekundy dzieliły ich wszystkich od zakopania w przemożnej śnieżycy? Chciał to wiedzieć, potrzebował być ten jeden, malutki krok przed lecz najwyraźniej przeliczyły się ze swoimi pomysłami. Dostrzegał jaka pogoda targnie Niebieskim Lasem, lecz nie wiedział, co miało targnąć nim i jego przyjaciółmi za kilka chwil. Rozchylił powieki, słysząc krzyk, który wzbudził w nim nieprzyjemny dreszcz, zwiastujący ni mniej, ni więcej swoiste szaleństwo. Przemknął spojrzeniem na skutą czarownicę, zaś potem spojrzał pytająco na Alexa i Keata, lecz nie zdążył wydać z siebie żadnego słowa, gdy wszystko zakłócił dźwięk wybuchu. Nie znał się na eliksirach, zaledwie kiedyś słyszał o jakimś… buchorażcu? Rożcu? Buch? Wybuch? A może był to gniew śnieżnej wili? Ich płomienisty gniew zawirował w jego pamięci, lecz przecież… nigdy nie miały mocy eksplozji. Niszczycielskiej mocy, która uwolniona gdzieś po prawej stronie młodego Francuza uderzyła go najpierw falą białej pierzyny, później ogniem i mocą, jaka rzuciła nim o Burroughsa. Szok? Niedowierzanie? Zamroczyło go gdy przetoczył się jeszcze dalej, niczym szmaciana lalka, rzucona w kąt przez rozkapryszone dziecko. Ciemność zasępiła jego myśli, aż nagle poczuł ten ból, który przecinał się wzdłuż prawej ręki. Zacisnął dłoń na różdżce, a zęby zgrzytnęły. Powieki wciąż motały spojrzenie, gdy z oczu wytoczyły się krople, znaczące policzki długimi pasmami, jakie mroźny wiatr zaraz musnął przymrozkiem. Wydawał się nie słyszeć Keata, gdy na czworaka z trudem łapał oddech. Wreszcie przysiadł na nogach, pozwalając kolanom zatopić się głębiej w podłożu. Przełożył różdżkę do lewej dłoni, a cała prawa ręka drżała, gdy wreszcie zdobył się na to, aby na nią spojrzeć. Znieruchomiał, aż kolejne kilka łez uleciało z jego policzków, lecz… czy to był koniec? Nie. Absolutnie nie - przecież przeciwniczki, wciąż mogły się gdzieś czaić! Zagryzł zęby i z jękiem spróbował podnieść się z osmolonej ziemi, a mimowolny płacz z bólu przysłonił mu pole widzenia. Sprawną ręką przetarł powieki i prędko chwiejnym krokiem podszedł do przyjaciół, ze zwieszoną bezwładnie ręką. Nie odzywał się, nie mógł, lecz wszystko wydawało się rysować na jego twarzy. Kolejne łzy przecinały policzki, a ból doprowadzał do nienaturalnego grymasu, jaki usilnie - lecz bezskutecznie - próbował hamować. Chciał być silny, jak oni - odrobinę, nie zawodzić ich, chociaż strach wydawał się trawić jego trzewia w zastraszającym tempie. Alex, ja już nie mogę… wydawało się krzyczeć jego spojrzenie i chyba zrozumiał to prędzej, niż sądził. Odwrócił więc wzrok, rozglądając się uważnie. Wiedźmy zniknęły, niczym zgaszony płomień, który pozostawił po sobie zaledwie okrutnie krztuszący dym. Spojrzał w dół, na drżącą dłoń - lecz zaraz ścisnął powieki, zagryzając wargi w zbolałym grymasie. Dopiero głos Keatona zwrócił mu uwagę na coś bardzo ważnego, więc przełożył drewno berchemii w bolącą dłoń, a piekący ból rozszedł się już nie tylko po dłoni, ale również po całym ciele - wystrzelił z oparzeń i uszkodzonych nerwów niczym tysiące rozgrzanych igieł, penetrując delikatną skórę, żyły i mięśnie. – Ça fait mal - wychrypiał, nie mogą powstrzymać łez bólu, które raz po raz napierały na jego policzki, a wichura smagała mrozem delikatne krople, sprowadzając gorsze doznania. – H-homen… - wzniósł różdżkę, a jego głos drżał - z zimna, bólu, strachu. Miał dość, chciał już stąd odejść i gdyby nie przyjaciele, już dawno czmychnąłby w siną dal. – Homenum Revelio - wyrzekł z całą garścią emocji, które w nim buzowały. – Je-Jesteśmy sami - odetchnął po chwili, niemal natychmiast przekładając różdżkę w lewą rękę. Nie miał pojęcia czym był strach na gremliny, lecz tylko postąpił kilka kroków w tył, opadając na jedno z powalonych drzew. Czy tak wyglądało życie Alexa przez ostatnie miesiące? Ciągła walka? Stąd zdobiło go tyle blizn fizycznych, jak i psychicznych? Nie mógł się na tym skupić, gdy ból przyćmiewał wszystko inne. Siedział na osmolonym pniu, nie wiedząc co zrobić z dłonią - nie miał pomysłu, nie znał się na tym. Spojrzał na Lexa i jego dłonie, dostrzegając podobne rany, a potem spuścił spojrzenie na czubki własnych butów. Koniec. Jednak to był koniec. Uciekły? Może ktoś je zabrał… nie wiedział, a może nie chciał wiedzieć. Ponownie głos Keata wybudził go z otępienia, w które wpadł, zastygając na pniu. – Nie wiem… - wychrypiał. – Nie mam pojęcia - drżał, rozglądając się wokół, wszak na pytanie przyjaciela odpowiedzieć nie potrafił, jedynie pokręcił głową. Nie pytał, jak się czują, nie było na to czasu, musieli nałożyć zabezpieczenia na teren i nie chciał im w tym przeszkadzać. Skupiał się więc na własnym oddechu, próbował się uspokoić, otrzeźwić umysł. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Każdy bolesny i palący igiełkami mrozu, przypominający o poparzonej dłoni, przypalonych ubraniach. Zerknął na czerwony szalik, który z lekka osmolony, będzie potrzebował renowacji… niestety. Reparo może wystarczy? Westchnął ciężko, podparłszy łokieć lewej ręki o kolano. Ponownie zwiesił głowę, zagryzając zęby i ściskając wargi. Czy to była wygrana? Nie smakowała zwycięstwem, było to wszystko gorzkie, bolesne i okrutne. Zakręciło mu się w głowie, a potem zerknął na przyjaciół. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem, a potem sięgnął do kieszeni po grzebyk, obracając go kilkukrotnie w dłoni. Nie uruchamiał go, czekał na Keata i Alexa cierpliwie - nic więcej nie mógł zrobić.

| Nic nie nakładam, bo nie mam co. podkówka

| Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za pojedynek – i Rycerkom, i Mistrzowi Gry (właściwie MG przede wszystkim)! Serdecznie dziękuję za cierpliwość (na wszelkie pytania i pomysły, i wszystko) i była to przepiękna gra, cudowna mapka i mega ciekawe warunki (ciekawe co było z małymi niedźwiadkami… czy znalazły mamę?). Cudownie było, jeszcze raz dziękuję!

:pwease:


A on biegł wybrzeżami coraz innych światów. Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów
Julien de Lapin
Julien de Lapin
Zawód : poeta i wróżbita
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
je raisonne en baisers

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9230-julien-de-lapin#280581 https://www.morsmordre.net/t9250-walentyna https://www.morsmordre.net/t9252-wrozbita-julek https://www.morsmordre.net/f314-dolina-godryka-makowka https://www.morsmordre.net/t9251-skrytka-bankowa-nr-2157#281325 https://www.morsmordre.net/t9253-julien-de-lapin

Powrót do góry Go down

Zwroty akcji zawsze działy się za szybko, by być w stanie dostrzec je zawczasu.
Ledwo jego różdżka zatrzymała się po perfekcyjnie wyćwiczonym ruchu, a Farley już zaczynał rozważać kolejne możliwości, kiedy ujrzał ruch ramienia czarownicy, w którą posłał Esposas. Ostatnim świadomym ruchem jaki wykonał był krok w tył i próba zasłonięcia Juliena przed tym, co miało się wydarzyć. Niestety, pomimo najszczerszych chęci Alexander był skazany na porażkę.
Wybuch był gwałtowny i nieokiełznany, w jednej chwili wyrywając młodego uzdrowiciela ze świadomości. Jego uszy rozdzierał jednostajny, głuchy pisk, a oczy widziały bezkresną czerń lub nieprzeniknioną biel: nie miał pewności, bowiem otępiający ból owładnął jego zmysłami, rozcierając rzeczywistość i wypaczając sens. Nie wiedział ile trwali bezwładni i zdezorientowani, lecz pierwszym co wyrwało się spomiędzy jego ust był skowyt bólu, kiedy w odruchu próbował sięgnąć po różdżkę. Farley zwinął się niczym spalająca się zapałka, dysząc i charcząc w próbach przebicia się przez mgłę, która ogarniała jego umysł. Jego oddechy były urywane, świszczące przez zęby które z całych sił zaciskał gdy bez pomocy dłoni dźwigał się do pionu. Dobrze znana mu woń spalenizny wypełniała chłodne powietrze, a ręce i głowa zdawały się wraz z sercem pulsować w jednym rytmie tak bolesnym, że przez krótką chwilę szoku nie czuł nic.
Julien? – oddech, szelest ledwie i gorączkowe poszukiwanie przyjaciela. – Keat? – kolejne chrobotliwe westchnięcie spomiędzy spierzchniętych warg, kolejna namierzona sylwetka. Jednak do Francuza powrócił spojrzeniem Alexander, łapiąc te zielone oczy, teraz zalane łzami.
Non – szepnął, wyciągając dłonie do przyjaciela, chcąc otrzeć łzy z jego policzków. Zatrzymał się jednak nagle wpół gestu, bowiem ujrzał to, co stało się z wnętrzami jego dłoni. Skóra poodwijała się jak przypalane płatki kwiatów, czarna na poszarpanych brzegach spomiędzy których wyłaziło na wierzch czerwone, spowite w bąblach mięso. Farley przełknął ciężko i obrócił dłonie wierzchem, gdzie wydawało się wszystko tylko zaczerwienione i przejechał kłykciami po policzkach Francuza starając się zetrzeć nieprzerwane strumienie łez. Burzowe oczy Alexandra przepełnione były smutkiem, bólem i poczuciem winy, zwłaszcza kiedy odnalazł wzrokiem prawą dłoń przyjaciela. O ile to było możliwe jeszcze bardziej zaschło mu w gardle. – Qu'est-ce que j'ai fait... – wydukał, biorąc ciężki oddech. – Już idziemy, jeszcze tylko chwila – odpowiedział na nieme pytanie w spojrzeniu przyjaciela, rozglądając się za różdżką. Ta leżała na wyciągnięcie ręki, a ponieważ nie miał innych możliwości po prostu sięgnął po nią i ujął ją w poparzone palce.
Krótki krzyk poniósł się po niebieskim lesie, a Alexander zgiął się wpół, dysząc ciężko. Różdżka wypadła spomiędzy jego palców, a do oczu Selwyna cisnęły się łzy. Tak właśnie kończyło się igranie z ogniem. Drżąc sięgnął do pasa i prawie mdlejąc z bólu złapał w palce fiolkę, prawie że upuszczając ją pomiędzy kolana, którymi ściskał mocno buteleczkę. Zębami złapał korek i wyciągnął go, po czym bez pomocy dłoni, samymi ustami złapał flakonik i zmusił się do wyprostowania i odchylenia głowy do tyłu. Zrobił to zbyt gwałtownie, zakrztusił się, jednak zmusił się do przełknięcia znieczulającego specyfiku. Siedział tak przez moment z wyciągniętymi wierzchem do góry dłońmi, drżąc i czekając aż ból zniknie. Wsłuchiwał się w urywane wymiany zdań towarzyszy, a kiedy był pewien, że eliksir działa, ponownie spróbował złapać różdżkę. Miał wrażenie, jakby nic nie trzymał, tak otępione i uszkodzone były jego nerwy. Trzymał hikorowe drewno bez wyczucia, wiedząc, że nałożenie zabezpieczeń zajmie mu dłużej niż zwykle.
Nie zamierzał wstawać, wciąż siedząc spojrzał na Juliena i Keata, na tym drugim zatrzymując spojrzenie na dłużej.
Nie powinieneś się ruszać – wychrypiał. – Masz coś... widocznie nie tak ze szkieletem – powiedział chrapliwie, patrząc na to jak Burroughs się porusza. Po tym zamknął oczy i skupił się na kilku oddechach. – Wydaje mi się, że to była mikstura buchorożca – odpowiedział na pytanie Keata, po czym powoli wziął jeszcze jeden oddech. Jasne drewno jego różdżki zaczynało brudzić się od krwi i płynów surowiczych, które wyciekały z otwartych ran na dłoniach, jednak Alexander z grymasem na twarzy i skrajnym skupieniem starał się manewrować wiodącą ręką tak, aby nie popełnić błędu w zaklęciu. Znał je w końcu bardzo dobrze, nakładał je już nie raz, lecz jego stan był tu czymś, co stanowiło ogromną przeszkodę w splataniu ze sobą magii. Prosty eliksir przeciwbólowy nie był w końcu w stanie przywrócić mu władzy nad nerwami, oddać płynność ruchów bez zaleczenia. A sam nie był teraz w stanie dokonać na tyle uważnych gestów by wyleczyć ich rany. Potrzebowali pomocy.
Teraz jednak Farley musiał się postarać by nie popełnić błędu przy nakładaniu Oczobłysku. Starał się ogarnąć jak najszerszy obszar lasu dookoła polany, uważnie i na tyle na ile pozwalała mu dłoń dokładnie zawiązując magiczne supełki, tkając sieć zabezpieczającą teren, który tak zaciekle wywalczyli.

| Bardzo, bardzo dziękuję za pojedynek, chyba najlepszy w mojej morsokarierze mompls
[nakładam Oczobłysk]


Alexander Farley
Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : 51
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Niebieski las - Page 22 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392

Powrót do góry Go down

ja tylko sobie napiszę post kończący i dziękuję za cudowny pojedynek MG oraz dzikim przeciwnikom. Rech, rech  Niebieski las - Page 22 2573766412

Musiała to uczynić. Choć w każdej innej sytuacji ruch ten uznałaby za głupi, nieodpowiedzialny, to przecież nie w tym celu nosiła ze sobą ten przeklęty kryształ, aby nigdy nie zakończyć pojedynku jego niszczycielską mocą. Upadek Sigrun zwiastował porażkę, sama Tatiana nie miała szansy poradzić sobie z trójką przeciwników. Spętaliby ich, być może zabrali na przesłuchanie - za żadne skarby świata nie mogła pozwolić wydrzeć z nich tajemnic; wydrzeć ich z nieszczęsnej, spetryfikowanej Rookwood, bo przecież to ona z całego towarzystwa wiedźm wiedziała najwięcej o kluczowych sprawach. Choć chciała osłonić twarz i skulić się do embrionalnej pozycji - wykorzystać świadomość nadchodzącego piekła - nie zdołała zrobić nic, ponieważ trafiło ją przeklęte zaklęcie jednego ze zdrajców. Kajdany spętały jej kostki i nadgarstki, nie zadając bólu, lecz więżąc i wystawiając całym lewym bokiem na działanie płomieni.
Wybuchł był nagły, głośny. Oślepiał. Podmuch gorąca zmieszał się w mroźnym powietrzu z drobinami lodu, tworząc zabójczą mieszankę, która odbierała zmysły wkrótce po kontakcie ze skórą. Zakończenia nerwowe najpierw rozesłały wzdłuż ciała wyginające dreszcze, potem zamarły, zamilkły w szoku. A świat spowiła ciemność, w której tylko od czasu do czasu wybudzał smak śniegu w spierzchniętych ustach. Dławiła się cierpieniem, zatapiała w puchowej pierzynie; nie miała już czucia w kończynach, nadwyrężonych mrozem, ogniem i odrzutem. Czy istniały większe sprzeczności? Czy będzie jeszcze kiedykolwiek piękna?
Chciała przyjrzeć się swemu sponiewieranemu ciału, ale za każdym razem rozpraszał ją wysoki pisk w uszach, palący ból prawej ręki, nowej. Och, o ileż lepiej byłoby jej teraz, gdyby wciąż miała protezę! Z sennego marazmu wyrwało ją dopiero szarpnięcie w drugiej ręce. Zerwała się, zamachała nagle uwolnionymi stopami, lecz zanim zdążyłaby zaprotestować, ktoś już podciągnął ją do pozycji stojącej i podparł na swoim ciężarze. Brnęła przez zasypany las, przemoknięta i skostniała, spalona; czuła materiał koszuli przylepiający się obrzydliwie do ran. Miała chęć zwymiotować i chyba to nawet zrobiła, zatrzymując kobietę w pół drogi, by pochylić się nad jamą królików, którym sprezentowała cuchnące powitanie. Wkrótce po tym dostrzegła, że idą pod ochronnym kloszem, że jest ich trójka, tak jak na początku. Zamachnęła się, żeby ugryźć starszą kobietę, ale nie trafiła, a ta uznała chyba, że miota się w majakach.
Trafiły do domu, starego i zakurzonego, gdzie przebrała się w jakiś łachman i pozwoliła wstępnie opatrzyć rany. Raz po raz zaciskała zęby, świadoma, że sama zrobiłaby to lepiej, gdyby tylko miała różdżkę. Na wspomnienie utraconego drewna sosnowego czuła pulsowanie w skroniach. Nie była sentymentalna, ale kurwa, ta różdżka była z nią od pierwszej klasy Hogwartu! Niech szlag weźmie tych pierdolonych Zakonników. Miała nadzieję, że zginęli zasypani pod śniegiem. Nie odzywały się do siebie z Tatianą i Sigrun, to nie było na to miejsce; Elvira starała się też na nie nie spoglądać, świadoma swojej żałosnej pozycji przez znaczną część pojedynku. Przed wyjściem dopiła do końca kubek herbaty i zawiązała sznurki od peleryny. Jednego mogła być pewna.
Zrobiła najlepszą rzecz, na jaką miała możliwość.

/zt


Walls have ears, doors have eyes, trees have voices, beasts tell lies, beware the rain, beware the snow, beware the man

you think you know
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
byłam przed tobą
i będę po tobie
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
weird pleasure
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Widząc łzy na policzkach Juliena, poczuł jak wokół krtani zasupłuje się ciasno węzeł, utrudniający zaczerpnięcie tchu. Rozchwiane emocjami spojrzenie kołysało się od oparzeń pnących się po prawej dłoni Juliena do rąk Alexandra, bąbli wypełnionych płynem.
Pokiwał przecząco głową, gdy rozbrzmiała inkantacja homenum - a po niej słowa potwierdzające fakt całkowicie przez niego niezrozumiały; odrzucał tę wiadomość, spodziewał się podstępu, był pewien, że to jeszcze nie koniec. Że to tylko zwrot akcji.
Co mogło je uratować? Świstoklik?
Patrzył się wprost na Juliena pytająco - wciąż nie rozumiał. Nic z tego nie rozumiał. Odszedł kawałek dalej, nerwowo zaciskając palce na różdżce, spodziewając się już tylko niespodziewanego. Tam, w pobliżu zbiornika wodnego, ani nieco dalej, przy skałach, ni też w miejscu, w którym powinna się znajdować Śmierciożerczyni... pustka.
I nie było już nikogo.
Tylko wiatr szarpał zimnem jego sylwetkę, każdy krok kosztował go więcej energii niż powinien; przygarbiony, w pozie, która pozwalała mu na najmniej bolesne poruszanie się, dotarł w pobliże Juliena i Alexa.
- Jeśli wcześniej były tam jakieś ślady, to teraz nic już z nich nie zostało - przyznał w końcu, po złapaniu kilku głębszych wdechów; nie czuł się wcale tak, jakby starcie zostało przez nich wygrane - byłoby takie, gdyby pochwycili jednego z najwierniejszych sług lorda Voldermorta. Tak niewiele brakowało, by... może gdyby uśmierzyli ból eliksirami, daliby radę zmusić się, by przeszukać okolicę albo...
Lewa dłoń powędrowała w stronę żeber, ucisnął je delikatnie, tam, gdzie odczuwał ból; powstrzymał grymas, zyskał natomiast pewność, że to, o czym wspominał Alex, to nie jedyne konsekwencje wbicia się w ziemię.
Mógł jeszcze przez chwilę oszukiwać samego siebie, ale prawda była taka, że nie wytrzyma w takim stanie zbyt długo; skoncentrowanie się na wybraniu kolejnego zabezpieczenia zajęło mu kilka minut, nie potrafił się zdecydować; ostatecznie sięgnął po prostu po cave inimicum. Nitka po nitce rozciągał pułapkę wokół polany, traktując jako obcych wszystkich, którzy nie byli z okolic ani powiązani z Zakonem. Ostatecznie uznał też, że pułapka nie powinna być aktywowana przez zielarzy, tych nigdy bowiem tu nie brakowało.

cave inimicum na wszystkich niemieszkających w pobliżu, niezwiązanych z Zakonem i niebędących zielarzami



oddałem wszystko
żeby wszystko mieć
Keat Burroughs
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
szarość tak dumnie brzmi,
warta każdego dnia
by stanąć obok nich,
ratować ulic gwar
OPCM : 19
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Powrót do góry Go down

Wstyd. Było mu wstyd za płacz w takiej chwili. Nie chciał okazywać słabości, nie chciał być tym panicznym chłopcem, który w Beauxbatons zawsze chował się za Farleyem, unikając jakiejkolwiek konfrontacji wykraczającej poza słowną. Nie lubił siniaków, okaleczeń – był delikatny, więc ból, który odczuwał, był swoistą nowością. Cierpieniem, które nie tylko mógłby opisać w poemacie, trwożącym serca dam, lecz przede wszystkim był to smak ściągania jego duszy na ziemię. Przyszpilania jej do rzeczywistości z lotu w chmurach, do którego przywykł. Zagryzł zęby i pokręcił głową raz, drugi i trzeci. – T-to… nic t-takiego – natychmiast zareagował, oczywiście w języku francuskim, słysząc jak jego przyjaciel, obarcza się winą. Jeszcze tego brakowało! – J-jest w porządku – dodał, starając się nie krzywić, lecz najwyraźniej jego wysiłki spełzły na niczym. Chociaż zapewnianie uzdrowiciela o tym, że rany są drobnostką, jednocześnie absolutnie nie znając się na leczeniu i anatomii, było właściwie bezsensowne, niemniej jednak Julien już taki był. Bolało jak gdyby do jego ręki postanowiła przyssać się druzgotka – nie tylko swoimi mackami, a przede wszystkim zębami, rysując delikatną dotychczas skórę młodzieńca.
Widział wzrok Keata, lecz jedynie ścisnął usta i wzruszył ramionami, starając się powstrzymać te przeklęte łzy bezsilności. – Sami, c-całkiem sami – wychrypiał drżącym głosem i zaraz na powrót skrzywił się, gdy opacznie dotknął poparzoną dłonią ubrania. Osmolony policzek, obmyty słonymi łzami zaczynał piec, zwiastując, że nie tylko ręka miała na sobie rany, lecz chyba lżejsze?
Przesiadując na powalonym pniu, zastanawiał się, czy jego ręka będzie w ogóle sprawna. Jak będzie pisał przez czas rekonwalescencji, jak czarował? A jeśli… będzie trzeba odciąć dłoń? Wzdrygnął się z obrzydzeniem, zaciskając powieki i usta. Nie chciał, aby tak było, wręcz nie wyobrażał sobie takiego scenariusza. Powłóczył wzrokiem za krzywo poruszającym się Keatonem, a komentarz Alexa wprawił Francuza w jeszcze gorszy nastrój. Szkielet? A co jeśli to trwałe uszkodzenie? Wzdrygnął się kolejny raz i przymknął powieki, wsłuchując w przestrzeń. Chcę do domu… do mamy, taty, cioci i... A gdyby tu zmarł? Gdyby… nie mieli szansy dowiedzieć się o tym, że ich syn odszedł? Kolejne łzy pociekły po policzkach, a myśli błądziły w szale rozpaczy, zdając kolejne pytania „a co by było gdyby”. Chociaż… najpewniej ciotka wiele mogłaby przewidzieć, a jeśli przewidziała i to, to najpewniej za kilka dni, jeśli nie godzin, Julien dostanie wyjca z Francji. Przetarł czoło i twarz, wierzchem lewej dłoni i czerwonym szalikiem. Merlinie… Przez dłuższą chwilę spoglądał na odzienie Botta, a potem podniósł się ciężko z pieńka i wraz ze świstoklikiem podszedł do Keata, pamiętając ustalenia – to grzebyk miał przenieść ich dwóch, zaś Alex przenosił się sam. Umęczone oczy spoczęły na Burroughsie, wyczekując, aż ten zakończy nakładanie zabezpieczenia i podejdzie. Nie odzywał się już więcej, nie miał sił – ni to w gardle, ni w głowie, ni w ciele, ni w duszy. Pogrążał się w myślach, próbując nie skupiać na mroźnym wietrze, przedzierającym się po ranach.


A on biegł wybrzeżami coraz innych światów. Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów
Julien de Lapin
Julien de Lapin
Zawód : poeta i wróżbita
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
je raisonne en baisers

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9230-julien-de-lapin#280581 https://www.morsmordre.net/t9250-walentyna https://www.morsmordre.net/t9252-wrozbita-julek https://www.morsmordre.net/f314-dolina-godryka-makowka https://www.morsmordre.net/t9251-skrytka-bankowa-nr-2157#281325 https://www.morsmordre.net/t9253-julien-de-lapin

Powrót do góry Go down

Tępe pulsowanie, choć było pozbawione bólu to wcale nie przynosiło psychicznego komfortu. Palce Alexandra nie zwykły pracować jak zwykle, dłonie poruszały się jak u zepsutej zabawki, której mechanizm tylko siłą przyzwyczajenia jakoś jeszcze pracował. Nie był jednak w najgorszym stanie. Nie, ślady na jego ciele zdecydowanie przeczyły temu, jakoby teraz właśnie życie okaleczyło go najdotkliwiej. Brał udział już w wielu starciach, lecz chociaż tym razem obie dłonie Farleya ucierpiały to i tak przejmował się bardziej tym, co spotkało Juliena. W przeciwieństwie do Keatona i Alexandra jego przyjaciel nie był kimś, kto stawał na pierwszej linii frontu, kogo raz po raz wystawiano na takiego rodzaju próby, na bezpośredni, fizyczny ból, działanie okrutnych zaklęć i klątw. Alexander wiedział, a na pewno domyślał się, że ten wieczór i na nim i na Francuzie pozostawi nieusuwalny ślad. Po tym jak bardzo poranione były jego dłonie, którymi w odruchu próbował zasłonić się przed wybuchem, a także po tym co ujrzał na skórze de Lapina był przeświadczony, że skóra w miejscach zaatakowanych przez ogień i gorąco uległa praktycznie całkowitemu zniszczeniu. Przy pomocy magii i solidnej uzdrowicielskiej opieki – która w Kurniku była im tak właściwie pisana – rany miały się zagoić i zabliźnić. Oczywiście mogliby spróbować poczekać miesiąc, wyhodować nową skórę i po zdarciu tej nieidealnej przeszczepić nową: jednak czy aby na pewno było to warte zachodu? Przecież Alexander już nigdy nie zapomni na co naraził Francuza.
Przepraszam – powiedział tylko po francusku, a jego spojrzenie zdradzało, że ani trochę nie uwierzył w zapewnienia Julka, że to nic takiego, że wszystko jest w porządku. Nic nie było w porządku, bo choć udało im się wypłoszyć z polany Rycerki to odbyło się to zdecydowanie nie tak, jak miało. Trójka czarodziejów pozostawała jednak wciąż przegranymi wygranymi tego pojedynku, a miejsce starcia należało zabezpieczyć na wypadek gdyby czarnoksiężniczki – bądź ich równie spod ciemnej gwiazdy znajomi – postanowiły powrócić do niebieskiego lasu.
Wciąż walcząc z samym sobą, ze zmęczeniem i targającymi jego nadwyrężonymi nerwami bezwiednymi dreszczami i chwilowymi drgawkami Alexander starał się nie popełnić żadnego błędu w rzucanym zaklęciu. Nadwęglona wełna, tam gdzie się ostała, osłaniała go w miarę od przeraźliwego zimna, jednak wcale nie było mu ciepło. Po pierwszym czarze przyszedł czas na kolejny. Cicho-sza była czarem, który wyjątkowo dobrze sprawdzał się w połączeniu z Oczobłyskiem. Drżącą, nieposłuszną jego woli ręką starał się więc kreślić skomplikowane wzory, raz zaplątawszy się na tyle potężnie, że musiał zacząć od początku. Wytrwale jednak czarował dalej, przez kolejne minuty, aż całkowicie przemarznięty i wyczerpany nie opuścił dłoni i spojrzał na kompanów. Skinął im głową, że skończył, po czym podniósł się niepewnie na własne nogi. Jęk bólu wyrwał mu się z gardła chrapliwie, kiedy pomimo znieczulającej mikstury w jego żyłach jego ramionami targnął ból. Oparł się ciężko o osmolony pień obok, po czym zniszczoną dłonią wydobył z kieszeni świstoklik. Dając znak Julienowi, ściskając samemu w okrwawionych palcach łyżkę, nieporadnie aktywował magiczny artefakt.
Zniknęli i tylko wiatr hulał na polanie w niebieskim lesie, uderzając raz po raz w równocześnie spaloną i zmrożoną ziemię, poruszając zroszonymi ciemnoczerwoną krwią dzwoneczkami.

| Nakładam Cicho-sza; zt x3


Alexander Farley
Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : 51
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Niebieski las - Page 22 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392

Powrót do góry Go down

/ 7 grudnia

Mało było miejsc w Wielkiej Brytanii, w których człowiek mógł czuć się bezpiecznie. Właściwie wszystkie hrabstwa były już zajęte przez wpływy Malfoya, a w tych, które wciąż opierały się tyranii także lepiej było się nie pokazywać. Na ulicach wszystkich hrabstw poruszały się patrole i jak wszędzie zresztą ludzie wciąż bili się między tym co dobre i tym co złe. Odkąd twarz Lucindy pojawiła się na ścianach, słupach i tablicach w całym kraju, blondynka wolała nie kusić losu niepotrzebnie. Chodzenie po ulicach nie tylko narażało ją, ale także mogło wpłynąć na mieszkańców, z którymi miałaby teoretyczny kontakt. Merlin jej świadkiem, że ostatnie czego chciała to mieć na sumieniu kolejne ludzkie istnienia. Wojna wpłynęła na wszystkich i choć Lucinda w dużej mierze starała się nie myśleć o sobie i swoich uczuciach, to zmianę we własnym zachowaniu też dostrzegała. Była jak bomba i szczerze zastanawiała się co w końcu doprowadzi do wybuchu. Od misji w Azkabanie minęło już kilka miesięcy. Jessa zniknęła i od jakiegoś czasu nie słyszała też już kruków, które wcześniej towarzyszyły jej niemal w każdej chwili dnia. Pozornie jej psychika dochodziła do normy, ale czy mogła wiedzieć ile to potrwa? Cieszyła się chwilami świadomości jak dziecko, które na nowo mogło zatopić się w beztrosce. Piękny moment, chwilowy, ale wciąż piękny.
Wyszła z domu o świcie. Grudniowe poranki potrafiły doprowadzić każdą komórkę jej ciała do hipotermii, ale też klarowały myśli. Nie wiedziała dokąd zmierza, dopóki nie znalazła się w Derbyshire. Niebieski las odwiedzała razem z matką każdej wiosny. Kiedy kwitły kwiaty podłoże zmieniało się w niebieski dywan. Zawsze bała się po nim kroczyć, bo jak można świadomie niszczyć coś tak pięknego? Tym razem nie miała oporów, bo ziemia obłożona była szronem, a po pięknych, niebieskich dzwoneczkach pozostały jedynie żółte chwasty. Zima była majestatyczna, ciężka, ale była też najbardziej magiczna. Grudzień zawsze niósł jakąś nadzieje na to, że nowy rok przyniesie coś lepszego, łatwiejszego.
Lucinda miała szczerą nadzieję, że nikogo tutaj nie spotka. Nie była to ani pora, ani nawet pogoda przyjazna spacerom. Blondynka chciała oczyścić myśli, ale też w jakiś głupi sposób próbowała wrócić do przeszłości. Do chwil kiedy była dzieckiem i nie myślała o tym co jest dobre i co jest złe. Wszystko było nieistotne. Nie żałowała żadnych decyzji w swoim życiu, ale jednak te podjęte miały wielki wpływ na jej życie. Była na swój sposób silna, potrafiła wiele wyprzeć ze swojej głowy, ale to wracało do niej w najmniej odpowiednim momencie. Próbowała z tym walczyć, nie ignorować swoich własnych uczuć, ale życie dla innych odbiło jej się czkawką.
Nagle zrobiło jej się gorąco, poczuła jak serce bije mocniej. Odetchnęła głęboko i przymknęła oczy. Za plecami usłyszała dźwięk kroków więc mimowolnie sięgnęła po różdżkę znajdującą się w kieszeni grubego wełnianego płaszcza i wyciągnęła ją w kierunku, z którego dobiegał dźwięk. Czy choć raz mogło być tak jak by sobie tego zaplanowała?


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Niebieski las - Page 22 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539

Powrót do góry Go down

Strona 22 z 23 Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23  Next

Niebieski las

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach