Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Brukowana uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brukowana uliczka - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Brukowana uliczka - Page 5 Empty
PisanieTemat: Brukowana uliczka   Brukowana uliczka - Page 5 I_icon_minitime04.12.16 0:49

First topic message reminder :

Brukowana uliczka

Niewielka, wąska uliczka w londyńskiej dzielnicy Bexley zamieszkiwana jest zarówno przez czarodziejów, jak i mugoli. Brukowaną uliczkę po obu stronach otaczają zbudowane z cegły kamienice, które lata świetności mają już za sobą. Na ich parterach mieszczą się sklepy, kilka z nich należy do czarodziejów - ich właściciele urzędowali  niegdyś na ulicy Pokątnej, dzisiaj to tu znaleźli spokojną przystań dla swoich interesów. Magiczne sklepy są starannie ukryte przed wzrokiem mugoli, którzy mijają je nieświadomi, że to, co udaje nieczynny lokal lub kolejną przybrudzoną, ceglaną ścianę, w rzeczywistości skrywa sklep z czarodziejskimi kociołkami, zapuszczony antykwariat pełen starych, magicznych ksiąg czy salon mało znanej projektantki magicznych ubrań, która nie wytrzymała konkurencji ze strony madame Malkin. Czarodzieje, którzy wiedzą, czego szukać, z pewnością znajdą tutaj coś dla siebie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brukowana uliczka - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Brukowana uliczka - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Brukowana uliczka   Brukowana uliczka - Page 5 I_icon_minitime26.03.19 22:19

The member 'Samuel Skamander' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 88

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Brukowana uliczka - Page 5 HXm0sNX


Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
Jessa Diggory

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
when it all goes
up in flames
we'll be
the last ones
s t a n d i n g
OPCM : 35
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Brukowana uliczka - Page 5 Ce647ec3fe24bd170c32be56a874bb97

Brukowana uliczka - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Brukowana uliczka   Brukowana uliczka - Page 5 I_icon_minitime26.03.19 22:50

Obiecała sobie, że po zakończeniu tej misji pogłębi wiedzę z zakresu mugoloznawstwa; zamierzała poprosić Maxine by zabrała ją na spacer po mugolskim Londynie bądź wyjaśniła działanie sprzętów, które dla rudowłosej były niczym (tylko) przysłowiowa czarna magia. Bo chociaż jej główną ambicją podczas dołączenia do Zakonu Feniksa było zapewnienie bezpiecznej przyszłości synowi, nie zapominała także o tych osobach, które nie miały szans ani możliwości bronić się przed piekłem anomalii i spustoszenia, jakie na Wyspach siali Rycerze oraz poplecznicy Voldemorta. Gdyby nie miała w sobie nawet odrobiny altruizmu, jaki sens miałoby jej członkostwo w organizacji, która dziś ją tu przysłała?
Wydawało jej się, że skutecznie przemówiła zebranym gapiom do rozumu – kilka osób rzeczywiście zaczęło czym prędzej umykać z okolic transformatora, choć niektórzy robili to z ociąganiem i z nieukrywaną ciekawością wciąż spoglądali to na nią, to na Gabriela i Samuela. Tonks zajął się rozwinięciem taśmy, a gdy już to uczynił, Jessa posłała jeszcze kilka uśmiechów do reszty obserwatorów. Zapewniła, że nie mają się czego obawiać i gdy ostatnia osoba ruszyła z powrotem do domu, Diggory powędrowała w stronę swoich towarzyszy.
Zanim jednak zdążyli przedyskutować plan działania, kolejna błyskawica przecięła niebo, a następujący po niej grzmot sprawił, że rudowłosej ścierpła skóra na karku. Nienawidziła burz od momentu udanej naprawy anomalii na początku miesiąca, tym razem jednak to nie piorun stanowił największe zagrożenie, a tajemnicza, zielonkawa mgła, która na ich oczach pomknęła prosto w kierunku zabudowań. Jasna cholera. Życia mieszkańców stanęły pod znakiem zapytania, a oni musieli podjąć błyskawiczną decyzję, na szczęście podział zadań nastąpił szybciej, niż Jessa się spodziewała. Nie zamierzała przeciwstawiać się poleceniu Sama nie tylko z powodu jego rangi; rozdzielenie się wydało jej się po prostu najlepszą z możliwych opcji.
- Tak jest – odpowiedziała więc szybko, przyjmując od Gabriela jedno z dwukierunkowych lusterekA jeśli tutaj zrobi się za gorąco, dawajcie znać – poprosiła.
Wyciągnęła z torby pelerynę niewidkę i zarzuciła ją na siebie, zapinając szczelnie. Znikając z oczu towarzyszom misji, ruszyła w kierunku zabudowań, by nieść pomoc mugolom.

| rozdzielamy się, Jessa biegnie do budynków, Gabriel i Sam zostają na miejscu




when the river's running red and we begin to falter, we'll hang on to the edge...come hell or high water

Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w św. Mungu
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

now we're too young to recognize
that nothing
stays the same

OPCM : 40
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Brukowana uliczka - Page 5 VIhlSyT

Brukowana uliczka - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Brukowana uliczka   Brukowana uliczka - Page 5 I_icon_minitime18.07.19 20:36

20. grudnia '56
Zasiedział się i był to fakt całkowicie niezaprzeczalny. Alexander oparł się plecami o ceglaną ścianę, przyciskając do niej dłonie i zamykając oczy. Niesiony wiatrem śnieg smagał go po twarzy, jednak Farleyowi nie było zimno. W lekko rozchełstanym płaszczu walczył z falą ciepła, która ogarniała go od koniuszków palców u stóp aż po kędzierzawy czubek głowy. Nie powinien był tak długo zostawać u Foxa i nie powinien pozwalać sobie na więcej ognistej whisky niż mógł przyswoić bez szkody dla własnej koordynacji. A zdecydowanie nie powinien nalegać, że poradzi sobie sam z powrotem do domu - nie chciał jednak przywoływać Błędnego Rycerza w  zamieszkanej przez mugoli dzielnicy, więc skończyło się na tym, że Alexander kręcił się po zmroku po Londynie, nie do końca wiedząc czego tak właściwie chce i co powinien w tej sytuacji zrobić. Cztery kończyny i prawie dwa metry wzrostu stawały się dość ciężkie do okiełznania w warunkach alkoholowego upojenia, nie mówiąc o tych cholernych, ciągle zamykających się oczach. Alexander wziął głęboki oddech, a lodowate powietrze zapiekło go w nos. Użył jednak tego przebłysku względnej trzeźwości percepcji by uchylić jedno oko i przyswoić sobie swoje położenie. Stał na ulicy. Znaczy się, nie na ulicy ulicy. Stał na chodniku przy ulicy. Idealnie w cieniu kładącym się pomiędzy dwoma latarniami, tyle chociaż z tego dobrego, że nie był widoczny na pierwszy rzut oka.
Farley sięgnął dość leniwie do kieszeni,wyciągając z niej różdżkę i starając się zebrać swoje rozpierzchnięte myśli. Ściana za jego plecami była właściwie jedyną naprawdę solidną przestrzenią, która go otaczała. Odchylił więc głowę do tyłu skupiając się na tym, aby uformować w głowie jakieś sensowne zdanie. Jego uwaga jednak rozpierzchła się zatrważająco szybko, kiedy dotarło do niego, że to uporczywe łupanie wcale nie pochodzi z jego zamroczonej alkoholem głowy, a od echa kroków odbijających się od kamienic. Młody uzdrowiciel od razu otworzył oczy, z alkoholowym przestrachem w spojrzeniu przyglądając się sylwetce, która jakby znikąd wyrosła przed nim na chodniku.




nikogo nie uzdrawiam
                                   umiem psuć ale nic nie naprawiam

zostawiam za sobą bałagan
                                           komu ja pomagam?

stoję
         w ciele wznieca się ogień
                                                  nie swój strój płonie.

Powrót do góry Go down
Ida Lupin
Ida Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6989-ida-lupin#183439 https://www.morsmordre.net/t7864-swistka#221262 https://www.morsmordre.net/t7027-mleko-i-miod#184948 https://www.morsmordre.net/
Zawód : uzdrowicielka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

now we're too young to recognize
that nothing
stays the same

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Brukowana uliczka - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Brukowana uliczka   Brukowana uliczka - Page 5 I_icon_minitime23.07.19 19:45

Świąteczny nastrój udzielał się wszystkim, choć błyskawice rozcinające nieco i śnieżne zawieje próbowały za wszelką cenę zdusić w czarodziejach każdą cząstkę nadziei i jakiekolwiek pojęcie o szczęściu. Przedświąteczna zabawa u Margaret miała być pocieszającą, babską formą upojenia tykających zegarów, młodzieńczą próbą zafałszowania ciemnych czasów, obrysowania ich grubą kreską. W siódemkę uśmiechały się i rozmawiały mimo bólu – Demy straciła kilka tygodni temu matkę, jej osłabiony przez anomalie organizm nie wytrzymał presji i poddał się, pochowali ją pod ogromnym, starym dębem na cmentarzu na obrzeżach Londynu; Sarah w wybuchu Ministerstwa Magii straciła ojca i brata, w dodatku każda z nich miała na co dzień do czynienia z ludźmi, którzy podzielili ich los i również kogoś straciły lub wręcz przeciwnie, byli tymi, których śmierci ktoś żałował. Tego wieczoru miało być jednak inaczej, obiecały to sobie. Rozlały wino do kubków, bo Margaret nie miała w domu odpowiedniego szkła – nie miało to jednak znaczenia. Najważniejsze, że były razem i świetnie się bawiły. Gdy w radiu popłynęły pierwsze dźwięki rockandrollowych przebojów Ike’a Turnera, stara podłoga posłużyła za doskonały parkiet, nie potrzebowały partnerów – miały siebie. Czas płynął zdecydowanie za szybko, ale wszystkie razem musiały stawić się jutro w Mungu, żeby dalej nieść pomoc. Rozeszły się do domów z uśmiechem na ustach, Demy zaproponowała, że potowarzyszy Idzie do najbliższego zakrętu, a potem się rozdzielą – Ida musiała dostać się do najbliższego magicznego pubu, z którego świstoklikiem mogła wrócić w rejony najbliższe swojego domu.
Buty grzęzły w śniegu, gdy szły przez chodnik, trzymając się pod ramię i śpiewając cicho „Rocket 88”. Rozstały się przy kolejnej ulicy, ucałowały policzki na pożegnanie i Ida miała już ruszać żwawym krokiem przed siebie, kiedy pod latarnią zauważyła znajomą sylwetkę. Gdy broda owej znajomej sylwetki uniosła się w dziwnie niestabilny sposób, poznała też twarz. Zmarszczyła jasne brwi i, przytrzymując szalik przy ustach, kiedy zawiało, podeszła bliżej.
Alexander – lubiła mówić jego pełne imię, miało w sobie coś dobrego, coś za czym przepadały jej uszy. Brzmienie głosek, połączenie liter. I ta jasna twarz chłopca, który dopiero poznawał dorosłe życie. Uśmiechnęła się nieco drwiąco, zaraz jednak chichot wydobywający się zza jej ust zabrzmiał bardziej przyjaźniej. – Podchmielony Alexander. Och, co ja gadam! Jesteś pijany jak garboróg w rozlewni Macmillanów. Dotrzesz sam do domu?
Wsunęła dłonie do mandarynkowego płaszcza, przyglądając mu się badawczo.




Mówili w domu na mnie

wiatr na pogodę

Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w św. Mungu
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

now we're too young to recognize
that nothing
stays the same

OPCM : 40
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Brukowana uliczka - Page 5 VIhlSyT

Brukowana uliczka - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Brukowana uliczka   Brukowana uliczka - Page 5 I_icon_minitime24.07.19 19:14

Myślami już sięgał do resztek trzeźwości. Serce zabiło mu mocniej w piersi kiedy zaczął przedzierać się do krążącej w nim mocy, gotów ratować skórę Zakonną umiejętnością teleportacji. Okazało się to jednak bardziej niż zbędne - kiedy kobieta podeszła bliżej Alexander rozpoznał pomarańczowy płaszcz i skrywaną pod szalikiem twarz. Ulga jaką poczuł wyraźnie wymalowała się na poznaczonej dawnymi odmrożeniami, czerwonej od zimna twarzy.
- Iiiiida - przeciągając pierwszą literę westchnął śpiewnie, rozpogadzając się w alkoholowym rozluźnieniu. Ignorował zimno - w czym zdecydowanie pomagała ognista krążąca w jego ciele. - Jak dobszsze masz takie krótkie imię - powiedział lekko bełkotliwie. Chciał chyba dodać coś jeszcze, ale z tak ciężko utrzymywanego toku myśli w jednej ledwie chwili wyrwał go donośny chichot. Alexander ściągnął brwi i popatrzył się na Idę trochę spode łba. - No i co cię tak bawi - wyburczał, wyraźnie obruszony. Na odpowiedź na szczęście nie musiał czekać zbyt długo. Mimo, że przychodziło mu to z trudem to połączył wątki i pytanie. Westchnął, a zmarszczki na jego twarzy wygładziły się, kiedy odchylił się do tyłu i oparł głowę o oblepione śniegiem cegły. - A czy gdyby... gdybym mógł dotrzeć to czy nadal stałbym tutaj w tym śniegu? - zadał pytanie na dobrą sprawę retoryczne, bo nie sposób było zaprzeczyć, że jego rozmówczyni - wybawicielka? - już sama się domyśliła jego niedyspozycji. Otworzył jedno oko i spojrzał na Idę czując, jak końce uszu zaczynają mu się czerwienić nie tylko od targającego nimi wiatru, ale również ze wstydu. Miał pecha że już drugi raz trafiał na nią w sytuacji, w której nie powinien by się znajdować. Tak, to było bardzo dobre postanowienie - uważać z ognistą. Aktualnie zaistniała zbieżność wydarzeń nie mogła być przypadkowa. - Mogłabyś pomóc mi z przywołaniem Błęnd... Błed... Błednegorysesza? - wyrzucił z siebie nazwę tak szybko, jakby po prostu chciał mieć już to słowo za sobą, polegając całkowicie na zdolnościach interpretacyjnych panny Lupin. - Do Doliny Godryka, jakbym mógł cię prosić - dodał, powoli otwierając drugie oko, Patrzył się na nią z nagłym przypływem czułości. Był pijany i łatwiej było mu przeskoczyć bariery, które na co dzień wokół siebie wznosił, starając się odciąć od wszelkich rozpraszających rzeczy. Skupiał się na Zakonie i na pracy, później na czytaniu w domu i na siostrze - chociaż ta bardziej przypominała kota, który wychodził i wchodził kiedy tylko przychodziła mu na to ochota. I Alexander tak właściwie wcale nie oponował - tak długo, jak wiedział gdzie i z kim jest to z tą wiedzą było mu dobrze. Ufał siostrze i chociaż wciąż się o nią troszczył tak nie zamierzał jej się narzucać, zwłaszcza że ich relacja i wspólne życie dopiero zaczynały się kształtować.
Farley zamyślił się lekko - nietrudno było mu w tym stanie odpłynąć - lecz zaraz do jego głowy zapukała inna myśl.
- A co ty tu tak właściwie robisz? - zapytał, a jego głos pełen był troski. - Nie powinnaś być sama po zmroku, to niebezpieczne - powiedział przejęty, brzmiąc i wyglądając nagle odrobinę bardziej trzeźwo niż jeszcze przed chwilą. Wyprostował się przy tym i rozejrzał, znów zaciskając mocniej dłoń na różdżce, przez chwilę znów przypominając siebie: ciągle czujnego i nieustannie oglądającego się za siebie. Robił to nawet wtedy, gdy spędzali ze sobą w pracy. Starał się robić to dość rzadko w przestrzeniach wspólnych, nie chcąc by ktokolwiek za często ich razem widywał. Alexander zdawał sobie sprawę z tego, że miał na plecach wymalowany wielki cel, który powiększał się nieustannie, obejmując swoim zasięgiem każdą kolejną osobę, którą młody Gwardzista do siebie dopuszczał.




nikogo nie uzdrawiam
                                   umiem psuć ale nic nie naprawiam

zostawiam za sobą bałagan
                                           komu ja pomagam?

stoję
         w ciele wznieca się ogień
                                                  nie swój strój płonie.

Powrót do góry Go down
Ida Lupin
Ida Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6989-ida-lupin#183439 https://www.morsmordre.net/t7864-swistka#221262 https://www.morsmordre.net/t7027-mleko-i-miod#184948 https://www.morsmordre.net/
Zawód : uzdrowicielka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

now we're too young to recognize
that nothing
stays the same

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Brukowana uliczka - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Brukowana uliczka   Brukowana uliczka - Page 5 I_icon_minitime01.08.19 12:04

Chłód nocy wciskał się pod uwypuklenia płaszcza, gryzł w skórę, walcząc o terytorium. W ciele Ida czuła jednak wciąż ciepło tańca i wina rozlewającego się po trzewiach, czuła tętno nadrabiające swoim tempem rytm śpiewanej z cicha piosenki. Święta były wspaniałą porą roku – choć otoczone dzisiaj przez wojenną zawieruchę, z odrobiną dobrej woli wyciskano z nich wszystko, co najlepsze. Po chwilach spędzonych w szpitalu na leczeniu i pocieszaniu chorych, brakowało jej chwili wytchnienia, otoczenia się ludźmi, choć czasem ze złamanymi sercami, o wciąż zdrowych ciałach. Sylwetka ciemnowłosego, wysokiego chłopca o niebieskich oczach zamajaczyła w jej umyśle, kiedy w swoim dziewczęcym gronie zaczęły rozmawiać o damsko-męskich relacjach, o trudnościach, które pozostałe dziewczęta spotykały w swoich związkach, o nadziejach i obawach dotyczących miłości. Sama tylko słuchała, czerwieniące się policzki zdradzały niedojrzałość, ale i chęć zbierania wiedzy w podobnych tematach. Nie znała wcześniej tego uczucia. Nie wiedziała jeszcze jak obezwładniające potrafiło być.
A teraz powód, dla którego czerwieniła się jak dojrzewająca malina, ledwo trzymał się na nogach tuż przed nią. Przechyliła głowę lekko na bok, przyglądając się mu, jakby był eksponatem w muzeum. Był tak uroczy w swojej nieporadności, tak zawzięty w próbach obrażenia się na nią. Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Proszę mi wybaczyć, proszę pana, za tak prostackie zachowanie! – wypiła tylko kieliszek wina, nic w porównaniu z tym, co pochłonął najwyraźniej on. – Moja krótkowzroczność nie miała zamiaru pana obrazić, szanowny panie, a zaledwie zwrócić uwagę na pewne szczegóły relacji pańskiego ciała ze ścianą. – zaśmiała się cicho, kiedy tak bardzo usiłował wytłumaczyć jej, że potrzebuje środka transportu, żeby dostać się… do Doliny Godryka. Kiedy zdała sobie sprawę, że to zupełnie nie w stronę jej domu, uśmiech nieco opadł, stał się czymś na pograniczu kwaśnego grymasu i zastanowienia. Ale miała go tutaj tak zostawić? Wyciągnęła z kieszeni różdżkę i uniosła ja nad głowę w celu przyciągnięcia magicznej aury Błędnego Rycerza. Potem podeszła bliżej, proponując Alexandrowi swoje ramię, na którym mógł się wesprzeć. Nie wiedziała, czy to miało sens, był od niej wyższy co najmniej o głowę, ale instynkt w takich momentach działał niemal sam. – Chodź, pomogę – rzuciła do niego przyjemnie, głos zaczynał blaknąć pod naporem wiatru. – No… miałyśmy świąteczny wieczór, wiesz? – pijany czy nie, lubiła z nim rozmawiać. Był wdzięcznym słuchaczem, miał tyle samo lat, co i ona. Podobał jej się. – Tańczyłyśmy, śpiewałyśmy przeboje Ike’go Turnera. Kojarzysz taki przebój – Rocket 88? You woman have heard of jalopies, you heard the noise they make, let me introduce you to my Rocket '88 – zaśpiewała kawałek, palcami drugiej dłoni pstrykając palcami w rytm melodii. – Ale śmierdzisz… ile ty tego wypiłeś? – zapach jej perfum mieszał się z alkoholem. Czuła to. I nie była pewna, czy jej się to podoba.
Fioletowy autobus podjechał niespodziewanie szybko i otworzył swoje drzwi, zapraszając do środka. Wygrzebała z kieszeni kilka knutów i zakupiła za nie bilety, korzystając chętnie z pomocy przy wprowadzaniu Alexandra do środka. Odjechali.
Nie w stronę jej domu.

| zt x2




Mówili w domu na mnie

wiatr na pogodę

Powrót do góry Go down
 

Brukowana uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19