Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Opuszczony dwór
AutorWiadomość
Opuszczony dwór [odnośnik]04.12.16 0:51
First topic message reminder :

Opuszczony dwór

Mówi się, że kiedyś w tej okolicy mieścił się okazały dwór należący do jednego z czarodziejskich rodów. Nie wiadomo jak dawno temu opustoszał, z jakiegoś jednak względu ród, do którego należał, postanowił go nie odnawiać, pozostawiając na wpół spaloną, niszczejącą siedzibę własnemu losowi i jedynie zabezpieczając ją zaklęciami przed zbyt łatwym dostępem dla niepowołanych osób. Niektóre historie wspominają, że budynek spłonął przez nieudane eksperymenty alchemiczne lub nawet czarnomagiczne - inne, że mieszkańcy zmarli na nieznaną chorobę. Na całym terenie panuje dziwna, niepokojąca aura, która nie słabnie nawet w najbardziej słoneczne dni. Do samego budynku trudno się dostać, najpierw należy pokonać połacie dawnego, obecnie całkowicie zapuszczonego podwórza, gdzie nie wszystkie rośliny są przyjaźnie nastawione do przybyszów, a samego wejścia strzeże rząd starych, nadgryzionych zębem czasu kolumn. Niektóre wciąż wieńczą rzeźby; jedna z plotek głosi, że niekiedy ożywają, by płoszyć intruzów.

1-20 - Zatrzymujesz się już na samym początku. Rzeźby wyczuwają twoją obecność i ześlizgują się z kamiennych kolumn, zaczynając cię gonić. Nie wyglądają na pokojowo nastawione, więc musisz uciekać, rezygnując z poznawania prawdy skrytej w zasłyszanych legendach.
21-40 - Udaje ci się szczęśliwie ominąć kolumny bez przykrych niespodzianek z ich strony, lecz dalej napotykasz inną przeszkodę w postaci wnykopieniek, które strzelają w twoją stronę długimi, kolczastymi pędami. Musisz je unieszkodliwić, jeśli chcesz ruszyć dalej.
41-70 - Idziesz przez dawne podwórze, obecnie niemal całkowicie porośnięte lasem. Nic szczególnego się nie dzieje, ale możesz odnieść wrażenie że coś (lub ktoś?) cię obserwuje. Może to jeden z duchów, które ponoć nadal nawiedzają to miejsce?
71-80 - Idąc, zwracasz uwagę na jedną z roślin. Jeśli dobrze pamiętasz lekcje zielarstwa, rozpoznajesz w niej ślaz. Możesz go zebrać.
81-100 - Szczęśliwie i bez poważniejszych przeszkód udaje ci się odnaleźć stare, zniszczone mury. Może uda ci się odkryć coś ciekawego?
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Opuszczony dwór - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Opuszczony dwór [odnośnik]07.12.20 17:16
Zanim jego umysł zdążył zarejestrować faktyczny bieg wydarzeń, już reagował. Przyzwyczajony do dynamicznych odpowiedzi na otoczenie, momentalnie odwrócił się na pięcie, spoglądając w kierunku kobiecego pisku. Niecodzienne spotkania były wręcz na porządku dziennym w Londynie, jednakże tutaj, na niemalże pełnym pustkowiu, o którym wiedziało kilka wątłej reputacji osób, odgłos kobiecego, podniesionego głosu był czymś nienaturalnym. Momentalnie w jego ręku znalazła się 12 i pół calowa różdżka, początkowo celująca w kierunku źródła pisku, dopiero sekundę później rejestrując kształt zbliżający się w jego kierunku. Nie czekając na żadne wyjaśnienia, wykorzystał swój rozpęd, nie zatrzymując się na kobiecie, dynamicznie świsnął patykiem, rzucając niewerbalnie Pullus.
Jeśli ktokolwiek chciał zaatakować go zza pleców, powinien bardziej się postarać, choć z jakiego powodu dama go ostrzegła przed własnym, podstępnym atakiem? Nie spuszczając różdżki z poziomu ramienia, wycelował w kobietę. Patrząc z perspektywy osoby trzeciej, był w najgorszej z możliwych pozycji, ponieważ przez cały czas znajdował się na otwartym polu pomiędzy opuszczonym dworkiem a kolumnami, które znajdowały się trochę już za nim.
Poczuł na swoim karku drobne kropelki potu świadczące o jego stresie, który zważywszy na szybką reakcję, powoli przebijał się do jego świadomości. Czyżby jego usługi jako jegomościa rozprowadzającego nielegalne substancje nie były już potrzebne? Kawałek jego pola widzenia przysłoniły rzadkie, czarne kędzierzawe kołtuny, które momentalnie przeczesał wewnętrzną częścią dłoni. Jego wzrok nawet na chwilę nie spoczął na gąsce, w którą przemienił pędy próbujące dosięgnąć jego drogocennego, wyniszczonego przez czas płaszcza.
- Nie uczyli, że nie można ostrzegać swoich ofiar? - rzucił ostro w kierunku kobiety. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że oboje znaleźli się w tym samym miejscu przypadkiem, pomimo tego, że opuszczony dwór był przecież miejscem...publicznym. Z pewnością wszyscy szemrańcy zdążyli już prysnąć, widząc błysk zaklęcia z oddali. Przeklęci interesariusze z zewnątrz! Jego złość przysłaniała nieco twarz kobiety, którą przy mniejszym dystansie rozpoznałby znajomą twarz, choć kogóż można oszukiwać, nawet z tego dystansu mógłby śmiało zgadnąć, kim była! Pytanie tylko, czy faktycznie mu na tym zależało? Przecież przyszedł w to miejsce w konkretnym celu.

Pullus; niewerbalne ✓ 90+13 > 60+15
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Opuszczony dwór [odnośnik]08.12.20 16:39
Chwilowo sparaliżowana strachem alchemiczka miała wrażenie, że wszystko działo się nieprzyjemnie wolno. Tak, jakoby czas na chwilę zmienił swój bieg, nawet jeśli naukowy, bystry umysł doskonale wiedział, iż nie jest to możliwym... Przynajmniej nie w obecnej rzeczywistości, śmiałe teorie niezwykle często nawiedzały jej umysł. Widziała, jak kolczaste ramię rzuca się w kierunku pozornie obcego mężczyzny. Nie dojrzała jednak, czy został trafiony - w tym momencie to zdawało się być najmniej istotnym. Przestraszony umysł podpowiadał, by skupić się na ucieczce; na wycofaniu się po za kolumny, z dala od paskudnych wnykopieniek.
Ostrożnie spróbowała przenieść ciężar swojego ciała z jednej nogi, na drogą. Powoli, by przypadkiem nie sprowokować agresywnej rośliny. Wiązka zaklęcia nieznajomego powędrowała w kierunku rośliny by... przemienić ją w gęś? Panna Burroughs aż otworzyła szerzej oczy w wyraźnym zdziwieniu. Ktoś, kto rzucił zaklęcie sprawiał wrażenie osoby, która raczej nie posiadała wiele oleju w głowie. Tak, tak z pewnością było. Gęś biegała po dziedzińcu robiąc rabanu, a Frances zauważyła, że brak poprzednich ramion odsłonił drugi pieniek, znajdujący się niedaleko niej. Na Merlina, czy zawsze jej musiały przytrafiać się takie sytuacje? Ostrożnie, powolutku wyjęła jasną różdżkę z kieszeni...
I wtedy usłyszała głos. Nie byle jaki, pierwszy, lepszy głos, lecz głos doskonale jej znany; należący do kogoś, na kogo nadal pozostawała niezmiernie zła.
- Ofiar? Dobrze wiesz, że to nie w moim stylu. - Odpowiedziała wyraźnie niezadowolonym głosem. Faktycznie nie chciała, nadal nie potrafiąc mu wybaczyć tego, jak ją potraktował. Zadbała o jego rany, dopilnowała by nie zdechł... A on zniknął z dnia na dzień, bez choćby słowa wyjaśnienia bądź podziękowania.
Złość dodała jej odwagi. Nie wiele, jedynie odrobinę pozwalającą jej wykonać kolejny ruch. -Incendio! - Wypowiedziała inkantację mało znanej dziedziny magii, mając nadzieję, że ta jej nie zawiedzie. I faktycznie nie zawiodła - wiązka zaklęcia powędrowała w kierunku pieńka wnykopieńki podpalając go płomieniem ognia. A rośliny miały to do siebie, iż ogień zwykł trawić je niezwykle szybko. Alchemiczka zrobiła dwa kroki w bok, oddając się od wijących kolców... i przybliżając do dawnego znajomego.
Szaroniebieskie spojrzenie jeszcze przez chwilę przyglądało się płonącej roślinie, by w końcu przenieść spojrzenie na mężczyznę. Wyglądał zupełnie tak samo. Panna Burroughs jednak zmieniła się od ich ostatniego spotkania. Wydoroślała, nie tylko w kształtach jej figury czy rysach delikatnej twarzy. Sukienka, jaka zdobiła jej ciało podkreślała kobiece kształty miast je ukrywać, a szaroniebieskie spojrzenie stało się pewniejsze, nie przepełnione już smutkiem.
- Mam nadzieję, że chłopcy dobitnie przekazali ci, iż nie chcę cię widzieć Jeremy... - Jeremy, nie Jerry, jak niegdyś zwykła się do niego zwracać. Użycie pełnej formy jego imienia było jasnym wyznacznikiem złości eterycznego dziewczęcia. - O ile w ogóle tak się nazywasz. - Dodała, skrywając emocje pod maską obojętności. Pamiętała to, jak niezwykle podejrzanie wtedy wyglądał. Pamiętała, zadane pytania... I równie dobrze pamiętała, jak wyślizgnął się bez wyjaśnienia jej sprawy, nadszarpując kruche zaufanie. Uciekła spojrzeniem na dziedziniec, gdzie płonęły wnykopieńki. Dopiero teraz dostrzegła mury jakiegoś opuszczonego dworu... A dwór, oznaczał bibliotekę. Zapewne starą i pełną zapomnianych tomów.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Opuszczony dwór [odnośnik]10.12.20 0:03
Wraz z melodyjnym głosem zniknęły wszelkie obawy co do niebezpieczeństwa ze strony kobiecej postaci. Dobrze wiedział, jakaż to blondwłosa przedstawicielka płci pięknej potrafiła zawrzeć w swoich słowach tyle zniesmaczenia, co wąż jadu, choć niespecjalnie widziałby ją w postaci jakiegokolwiek gada. Nieco nierozważnie chciał już ruszyć w kierunku postaci, która przecież nie musiała się podawać za tą, którą widział z daleka, jednak zaklęcie skutecznie go zatrzymało, aż gąska zagdakała, wytrącając go z równowagi. Czy ja naprawdę przemieniłem jakieś rośliny w gęsi? zastanowił się zdezorientowany, decydując się na obserwację nieskoordynowanych ruchów ptaka niżeli podpalonego żywopłotu, czy cokolwiek to było. W oczach Weasleya nazwa nie miała znaczenia, jednakże fakt, że coś było w stanie się poruszać, jakoś niewytłumaczalnie przyćmiewało jego instynkty samozachowawcze, bo przecież to nie było winą zielonego, że atakowało, więc czemu miałoby cierpieć...bo rośliny czują, co nie?
Jego nieco przyciemniony wzrok wrócił do dziewczyny, nie! Kobiety, która gdyby nie ten głos i ton z pewnością nie zostałaby rozpoznana zbyt szybko przez Regiego. Przyglądając się jej, przez głowę przeleciało mu wiele ewentualności związanych z jej zamiarami co do jego postaci, bo skoro kazała pozdrowić go pięścią jakichś panów na jego twarzy, to z pewnością ich spotkanie nie mogło być przypadkowe. Złapał jej wzrok, w ostatnim momencie przywołując na twarz normalny wyraz twarzy, przecież nie godziło się patrzeć z szerokim uśmiechem na kogoś, kto wysyła osiłków z 'najlepszymi' życzeniami, a jednak cieszył się z tego spotkania, jakkolwiek nierozważne i niebezpieczne by niebyło.
- Ja... - wydawało się, jakby lekko brakowało mu słów. Wiedział, jak bardzo spieprzył większość swoich Londyńskich kontaktów, jednakże obowiązek był ważniejszy niż jego przyjaźnie, przynajmniej tak sobie próbował wmówić, próbując uciec wzrokiem od twarzy Frances. Ciężko było mu przyglądać się komuś, kto był świadom jego gry, a nawet nieco odkrył niedostępne dla wszystkich karty tak wiele miesięcy temu.
- Chodźmy stąd. - powiedział z niemałą obawą przed otwartą przestrzenią. Był przekonany, że usiądą i...porozmawiają? Jego myśli wydawały się odbywać wyścig rydwanów, a serce nieco zbyt wyraźnie pulsowało w jego piersi, jakby był przyłapany przez mamę na potężnym przewinieniu. Nie miał pojęcia, w jaki sposób należało przeprowadzić taką rozmowę, choć dotychczas zdarzyło mu się już przeprowadzić ich kilka, jedynie nieliczna grupa osób - khym, dam — faktycznie przebiła się przez neutralne zorza tolerancji. Dlaczego ten jeden raz musiał jej pokazać kawałek prawdziwego siebie?
Zły na cały wszechświat zapomniał już nawet o tym, że był w nieswoim ciele, jedynie napastujące jego oko włosy przypomniały o tej rzeczonej niedogodności jego prawdomówności. Wyciągnął rękę w kierunku opuszczonego budynku, pozwalając jej wybrać, czy razem sprostają kolejnym atrakcjom ze strony gospodarzy. Oczywiście każde z nich wiedziało, że gdyby chciała odejść, poszedłby za nią, choćby żeby przegonić gęś z drogi!


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Opuszczony dwór [odnośnik]10.12.20 16:41
Panna Burroughs z pewnością nie była osobą, która mogłaby sprawiać jakiekolwiek zagrożenie. Przynajmniej jeśli w danym miejscu była sama. Nie umiała się pojedynkować - latające na prawo i lewo zaklęcia napawały ją przerażeniem, a strach paraliżował sprawiając, że nie potrafiła się poruszyć. W ostatnim czasie jednak udało jej się zawiązać kilka relacji zapewniających jej jako-takie bezpieczeństwo w tym wielkim oraz niebezpiecznym świecie. Nadal jednak nie była osobą mściwą, żądną zemsty za wyczynione krzywdy. Było jej przykro, że Jeremy zniknął z dnia na dzień; była zła, że po tym wszystkim nie raczył napisać jej choćby jednego listu. I o ile poprosiła znajomych bandytów wuja o odpowiednie pozdrowienia w pierwszym impulsie tak teraz, po upływie długich lat, zapewne nie podjęłaby się podobnego rozwiązania.
Uniosła brew z wyraźnym zaciekawieniem, gdy ten otworzył usta... Lecz poz a krótkim słowem nie uleciało z nich nic, co w tym momencie chciałaby usłyszeć. Ciche westchnienie, podszyte rozczarowaniem, uleciało z jej piersi.
- Czemu miałabym chcieć, aby gdziekolwiek z tobą iść? - Spytała, w jej mniemaniu całkiem trafnie. Nie miała już najmniejszych powodów, aby mu ufać, a otoczenie przepełnione aurą niepokoju jedynie podsycało nieufność... Jednocześnie zaszczepiając w niej myśl, że posiadanie w takim miejscu towarzysza, nawet wątpliwego zaufania, z pewnością mogło być decyzją rozsądną. Wahanie pojawiło się na delikatnej twarzy. Rozważała wszelkie za i przeciw, analizowała wszystkie możliwości oraz scenariusze, gdzieś w środku mając nadzieję, że spokojniejsze otoczenie poskutkuje informacjami, bądź choćby jednym, krótkim przepraszam.
Finalnie, wydając na świat ciche westchnięcie kapitulacji ruszyła ostrożnie przez zapuszczony dziedziniec. Wizja starych ksiąg wydawała się zbyt kusząca, aby ją pominąć... A przynajmniej to uznała za główną wymówkę.
- Nie daj mi powodu, abym żałowała spalenia tej wnykopieńki. - Rzuciła, starając się iść na równi z mężczyzną, może jeden, niewielki kroczek z tyłu. Nigdy nie odznaczała się odwagą i doskonale o tym wiedziała.
Milczała przez tę krótką chwilę, jakiej potrzebowali na przemierzenie zapyziałego dzieciństwa, by znaleźć się przy zniszczonym murze starego, na wpół spalonego dworku. - Och, kiedyś to musiało być niezwykle piękne miejsce. - Wyrwało się z jej ust, a krótkie spojrzenie powędrowało w kierunku mężczyzny. Przez chwilę uważnie przyglądała się profilowi jego twarzy, by wrócić spojrzeniem do budynku. Drzwi zdawały się być zamknięte, lecz ledwie pół metra od nich znajdowała się dziura w spalonej ścianie, pozwalająca na wejście do środka.
- Liczę, że jak wejdziemy do środka usłyszę coś więcej niż chodźmy stąd, Jeremy. Poszłam z Tobą, lecz nadal jestem na Ciebie niezmiernie zła. - Rzuciła, lecz w jej słowa wkradły się nuty niepewności, wywołane nieprzyjemną aurą otoczenia. Eteryczne dziewczę bezwiednie postąpiło pół kroku w kierunku mężczyzny, uznając go za najbezpieczniejszy element otoczenia.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Opuszczony dwór [odnośnik]12.12.20 1:28
Dobrze wiedział, że jasnowłosa częściej unikała wszelakich potyczek, niż faktycznie brała wielką przyjemność z uczestnictwa w choćby najmniejszych potyczkach czarodziejskich. Pamiętał nawet dzień, w którym się spotkali, kiedy to miał okazję wykazać się nadmiernym heroizmem w postaci interwencji. Przerywanie hienom w pożywianiu się słodziutką i kuszącą karmą nie było zbyt rozsądne, jednakże Weasley nigdy nie zarzekał się, że miał tę cechę, może poza żartami. Odwaga głupocie sprzyja i Regi z pewnością nie miał najmniejszego problemu z zanurzaniem się w pełni tak radykalnych kroków, jak bronienie dam w sporych opresjach. Tamtego razu mu się udało. Niedługo potem nie miał podobnego szczęścia, dlatego też przystopował nieco z wtykaniem nosa w sprawy nieznajomych, choć ciekawość oczywiście pozostawała na swoim miejscu, dręcząc sumienie.
Zbierając nieco więcej elokwentnych słów, którymi byłby w stanie się wytłumaczyć, myślał jedynie o pozytywnych stronach ich spotkania. Widok wątpliwości malującej się na jej twarzy skutecznie powstrzymał go od wszelkich prób otwierania buzi. Znał ją na tyle, żeby wiedzieć jak bardzo nieodpowiednim będzie denerwowanie jej w takiej sytuacji bez wyjścia...w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo przecież gąska pomimo słabej koordynacji nadal stała na drodze do punktu aportacyjnego, a któż wie, ile jeszcze badyli czaiło się na ruszające się, ludzkie kąski? Weasley wolał nie sprawdzać na sobie, a tym bardziej Frances, która pomimo zranionego poczucia zaufania nadal była jedną z ważnych postaci pojawiających się w życiu Remiego. Dobrze wiedział, że nie będzie tak jak dawniej, mówiła o tym nie tylko jej słowa, ale również i postawa. Mimo to widział dualizm jej postaci, z jednej strony ostrzegała go i przypominała, że uratowała tyłek, z drugiej starała się nie wpakowywać w problemy, przezornie pozostając o krok z tyłu, a może to była jedynie wina jego wzrostu? Słaby uśmiech pojawił się pod kilkudniowym zarysem ciemnych wąsów, przypominała mu małego pieska, który niestety miał jakieś dziwne znajomości u psów bojowych, które ani trochę się nie cackały w przekazywaniu wiadomości niewerbalnych. Wciąż odczuwał pewien dyskomfort w okolicach żeber.
Przez cały ten czas starał się ułożyć w głowie jakieś odpowiednie słowa, którymi nie obraziłby jej zaufania. Niestety w przeciwieństwie do transmutacji, sztuka sensownego krasomówstwa nie była jego mocną, dlatego też starał się trzymać język za zębami, pozwalając sobie jedynie na przywilej obserwacji jasnowłosej. Na uwagę odnośnie do dworku przeniósł jedynie wzrok, szybko przesmykując z pobliża, w którym normalnie znajdowaliby się jacyś dostawcy, do pozostałości budynku. Wizualnie dopełniał obraz pustostanu posiadłości, choć w pewien sposób jego koloryt zdawał się nadawać nieco więcej mroku pomimo późnej pory. - Tak, teraz jest tylko przerażające. - przytaknął nieco zachrypniętym głosem, dopiero po chwili zauważając dziurę w ścianie. Była tak dopasowana, że nie przeszło mu przez myśl, żeby pakować się przez nią do środka budynku.
- Tylko jeśli nie będziesz próbowała więcej nasyłać na mnie swoich krewnych. - odpowiedział, odzyskując nieco werwy w widoku jej niepewności, ba, nawet uśmiechnął się delikatnie, odsłaniając bardziej uszczuplone od jego ostatniej wizyty uzębienie. Kiedy ona traciła nerwy, on je odzyskiwał tylko po to, żeby zaraz rozpocząć gonitwę myśli, cóż mógłby jej odpowiedzieć! - Ja pierwszy. - stwierdził oczywiste, przedostając się przez dziurę w ścianie i momentalnie pokazując jej gestem dłoni, żeby śmiało przeszła tuż za nim. Był tak głęboko pogrążony w myślach o tym, co powiedzieć, że kompletnie zapomniał o jej obecności, nie proponując pomocy przy przejściu przez dziurę. W końcu zatrzymał się i spostrzegłszy jasne włosy oraz jasnoszare tęczówki nieco się zgarbił.
- Cieszę się, że się spotkaliśmy. - stwierdził w końcu, starając się wziąć w garść roztrząśnięte po różnych zakamarkach, kotłujące się, skrajne emocje. - Wiem, że zniknąłem w najmniej oczekiwanym momencie, ale...tego wymagała sytuacja. Nie mam jak się wytłumaczyć na tyle konkretnie, żebyś mogła w pełni mi zaufać i nawet o to nie proszę, bo przecież jak mógłbym o cokolwiek prosić. Chcę, tylko żebyś wiedziała, że nie chciałem tego zniknięcia, a tym bardziej wszystkich nieprzyjemności, jakie Cię potem spotkały. Mimo to widzę, że zajęłaś się sobą. - zaczął nieco nietęgo, niepewien co w rzeczywistości mógł powiedzieć i na co konkretnie była zła, aby zakończyć na zdaniu z głosem pełnym uznania. Sam Regi widział wiele powodów, dla których można było być na niego złym, ale przecież oboje byli cali, cóż więc mogło być tak ważnego poza ich ośmioma kończynami na swoim miejscu?


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Opuszczony dwór [odnośnik]13.12.20 13:55
Wiele zmieniło się w życiu eterycznego dziewczęcia od ich ostatniego spotkania. Ukończyła kursy alchemiczne, prześliznęła się przez szpital świętego Munga, by finalnym punktem jej kariery była ciepła posadka u boku jednego z wybitnych alchemików. Nie mieszkała już w porcie, kryjąc się w bezpiecznych murach Szafirowego Wzgórza i ledwie kilka tygodni dzieliło ją od zmiany nazwiska po przez zaplanowane małżeństwo. Świat wywracał się do góry nogami, panna Burroughs nie była jednak w stanie z pewnością przyznać, że wszystkie zmiany wyszły jej na dobre. Potrzeba kilku miesięcy, by mogła spojrzeć na nie z odpowiednim dystansem.
Zaciekawienie pojawiło się w szaroniebieskim spojrzeniu, gdy te wspomniał o przerażającej aurze. Czyżby i on odczuwał niepokój związany z tym miejscem? Do tej pory była pewna, że Jeremy nie odczuwa lęku - nie raz, nie dwa dawał jej dowody swojej odwagi. Odwagi, której jej nigdy nie przyszło posiadać.
Smutny uśmiech pojawił się na delikatnej buzi.
- Obawiam się, że to nie będzie możliwym... - Odpowiedziała na wspomnienie o krewnych, delikatnie wzruszając wątłymi ramionami. Wiele rzeczy uległo zmianie. Kiwnęła głową, chcąc wyrazić zgodę, aby szedł pierwszy. Ostrożnie oraz z gracją tuż za nim przekroczyła przez niewielką wyrwę w ścianie, odruchowo poprawiając materię swojej sukienki. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie rozejrzało się po otoczeniu. Ruiny posiadłości nosiły ślady ognia, gdzieniegdzie dało się znaleźć niewielkie ślady mchu oraz wilgoci, jaka musiała się tu zagościć na przestrzeni lat.
Cieszę się, że się spotkaliśmy padło z jego ust, a eteryczna alchemiczka nieśmiało ujęła jego ramię, by pociągnąć go w głąb korytarza, urzeczona wizją odnalezienia starej biblioteki. Kto wie, może coś się w niej jeszcze ostało?
Słuchała jego słów uważnie, spojrzenie mając utkwione w swoich pantofelkach. Przyswajała lakoniczne informacje, nie będąc pewną, czy jest z nich zadowolona czy też nie. Gdzieś w środku liczyła na zwykłe przepraszam, wcześniej mając nadzieję na zwykły, prosty list choćby z krótkim wyjaśnieniem. Reminiscencje dawnego zaufania sprawiały, iż snucie się z nim po ruinach nie jawiło się jako dość bezpieczne zachowanie.
Milczała przez dłuższą chwilę gdy przestał się odzywać, z zaciekawieniem zerkając do na poły zrujnowanych pomieszczeń, jakie przyszło im mijać. Analizowała słowa, jakie padały z jego ust, zastanawiała się, jak powinna się do nich odnieść, by w końcu przystanąć gdzieś po środku korytarza. Szaroniebieskie spojrzenie odnalazło znajome tęczówki, a z piersi eterycznego dziewczęcia uciekło ciche westchnienie.
- Było ciężko, Jerry. Ja... Gdyby nie cud, pewnie nigdy nie przyszłoby się nam spotkać. - Zaczęła odrobinę nie pewnie, na chwilę spojrzeniem uciekając gdzieś na bok. Cud w postaci pewnego czarodzieja, pełniącego funkcję jej prywatnego rycerza.
- To nie zmienia faktu, że mogłeś choćby wysłać mi list. - Dodała, podejmując w końcu jakże nieprzyjemny temat. - To... To nie było miłe, Jerry. Najpierw zjawiasz się u mnie zlany krwią, później znikasz bez słowa, nim dojdziesz do siebie. Jest mi przykro, że tak się zachowałeś bo... bo ja myślałam, że się przyjaźnimy i... - Mówiła cicho, acz niezwykle szczerze. W swej niewinności kiedyś uważała specyficznego jegomościa za swego rodzaju przyjaciela. A przecież gdy się znika, daje się znać przyjaciołom o swoim istnieniu, czyż nie? Cóż, przynajmniej ona tak sądziła. I już miała dokończyć, gdy zauważyła coś, co przykuło jej uwagę. Ruszyła do pomieszczenia na przeciw, ciągnąc go za sobą.
- Jest jedna rzecz, która niezwykle mnie ciekawi... - Zaczęła, po czym wyciągnęła różdżkę, by wyczarować niewielką kulę światła, która rozświetliła pomieszczenie przepełnione starymi, trochę zwilgotniałymi księgami. - Kiedy do mnie przyszedłeś... Wyglądałeś, jakbyś był pod wpływem eliksiru wielosokowego, którego działanie dobiegało końca. Efekt jednak utrzymywał się zbyt długo, aby był to eliksir... Kim tak naprawdę jesteś, Jeremy? I co ma na celu twoje włóczenie się pod przykrywką po portowych dokach? Po tym wszystkim zasługuję na prawdę, nie sądzisz? - Uważnie spojrzenie szaroniebieskich oczu spoczęło na jego buzi. Ciekawość błyszczała w jej spojrzeniu, a założone na piersi ramiona wskazywały, że prędko nie odpuści mu odpowiedzi.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Opuszczony dwór [odnośnik]15.12.20 1:33
Niepewien, w jaki sposób należało podejść do sytuacji, starał się wyczuć, w jakim nastroju była drobna jasnowłosa dama, która zdawała się nie zauważać wszystkich niekształtności jego twarzy. Zadziwiającym było, jak małą uwagę przykładała większość mieszkańców okolic portu do powierzchownego odzienia drugiego czarodzieja. Większość z nich dobrze wiedziała, że to nie ładnym płaszczem napełniano domowe miski, choć kilku z nich, jak chociażby uzdolniona w sztuce warzenia niewiasta, potrafili połączyć delikatne niuanse, których uczono naprawdę bardzo wąskie grono czarodziejów. Pomiędzy stawianymi krokami rzucał swoim nieco nieodgadnionym, surowym spojrzeniem na jasnowłosą, przypominając sobie jej charakterystyczny sposób bycia.
Słysząc o tym, jak nieprzyjemnie ją potraktował, zmarszczył brwi w zadumie. Nagłe wezwanie i szybki rozwój wydarzeń faktycznie zmusił go do porzucenia wszelkich Londyńskich kontaktów, a przy tym również kontaktu z nimi. Dobrze wiedział, że słowa mogły być rozwiane przez wiatr, dlatego starał się zawsze unikać bezpośrednich przyrzeczeń w sprawie czegokolwiek, a teraz? Przyparty do muru nie potrafił się już bronić, a tym bardziej uciekać, bo też dokąd? Pomimo powolnego kolorytu ponownie pojawiającego się w jego świecie, nie potrafił ot, tak zrzucić wszystkich trudności, którym stawił czoła przy zacumowaniu do Londyńskiego portu. Czując zawód bijący z jej delikatnych rys, ponownie skoczył w przepaść bezpośredniości, uszczuplając wszelaki dystans, jaki starał się zachować względem większości ponownie napotkanych towarzyszy z portu. Jego oczy nieco bardziej zaszkliły się, co na szczęście nie zostało zauważone przez ich przejście do kolejnego pomieszczenia. Zachowując nieco zimnej krwi, rozejrzał się po kolejnym pomieszczeniu, które niegdyś musiało służyć za salon, co wnioskował tylko i wyłącznie ze względu na szeroką przestrzeń pomieszczenia oraz jego położenie. Z korytarza wydawało się najlogiczniej przejść do salonu, choć nic z przedmiotów w pomieszczeniu nie było w stanie potwierdzić jego teorii ze względu na brak spalonych mebli. W kątach pomieszczenia znajdowały się szczątki poskręcanych metalowych drutów, natomiast przez sam środek pomieszczenia przebiegała spalona podłoga z pierwszego piętra. Szare ściany, miejscami przyciemnione przez trawiący je grzyb wydawały się nachylać w kierunku postaci przy kuli światła. Zdecydowanie nie było to najprzyjemniejsze miejsce na spotkanie i choć Weasley lubił czuć adrenalinę, to nie podobał mu się fakt, że była w to wplątana osoba, która takowych przygód mieć nie chciała.
- Przepraszam. - powiedział w końcu, odnajdując jej wzrok nie swoimi ciemnymi tęczówkami. Jego głos był przesiąknięty nieokreślonym smutkiem, który formował się gdzieś na plecach mężczyzny, nieco przygniatając go swoim ciężarem. Nie chciał w ten sposób postępować, oczywiście, że czuł się z tym źle, choć nie był w stanie temu zaradzić i dobrze wiedział, że postąpiłby tak ponownie. - Wiem, że mogę stracić Twoje zaufanie, ale... jestem tym, za którego się podaję, nie będąc nim w pełni. Wcześniej, zanim zniknąłem, miałem pewne zadanie, które też później zmusiło mnie do zniknięcia bez utrzymywania jakiegokolwiek kontaktu. Nie mogłem sobie pozwolić na ostrzeżenie, bo... - przeczesał krótkie włosy ręką, szukając odpowiednich słów. - Nie mogę pozwolić na to, żebyś znalazła się w niebezpieczeństwie z mojego powodu. - stwierdził bez ogródek, podsumowując cały swój wywód prostym zdaniem, za którym nie ukrywało się żadne kłamstwo, w pewien sposób pozwalając mu nieco nagiąć historię w sposób bardziej wiarygodny.
- Zdradziłbym naszą przyjaźń w pełni, pozwalając sobie na ujawnienie, bo przecież...przyjaciele się chronią. - powiedział z lekkim zmartwieniem wypisanym na czole, bo czy jej wcześniejsze słowa nie świadczyły o końcu ich znajomości? Komplikacje nie miały końca, a prostolinijna głowa Regiego zaczynała powoli załamywać się na kruchym budulcu kręgosłupa, który ją podtrzymywał. Szeroko otwarte oczy oraz dobitnie przepraszające spojrzenie na jego lekko zarośniętej twarzy otwarcie stawiało karty przed Frances, starając się przekonać ją do poszanowania jego przezorności oraz opiekuńczości.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Opuszczony dwór [odnośnik]16.12.20 21:58
Panna Burroughs uważnie wodziła spojrzeniem po nowym otoczeniu. Przesunęła szaroniebieskimi tęczówkami po spalonych meblach oraz szczątkach dziwnych drutów, by swoje spojrzenie na dłużej ulokować w nadpalonym regale przepełnionym książkami. Czy mogłaby znaleźć w tym zbiorze coś interesującego, co przydałoby się jej podczas naukowych badań oraz planowanych projektów? Nie była pewna.
I już miała zacząć przeglądać zbiór, gdy przepraszam wypłynęło z jego ust. Przepraszam pełne nieokreślonego smutku który sprawił, że szaroniebieskie tęczówki powróciły do twarzy towarzysza by uważnie zlustrować jego twarz w poszukiwaniu szczerości.
Słuchała jego słów niezwykle uważnie, wyszukując choćby najmniejszych znaków kłamstwa, jakie mogło ulatywać z jego ust... Problem tkwił w tym, iż nie odnalazła choćby jednej, podobnej oznaki. Ciężkie westchnienie wyrwało się z ust eterycznego dziewczęcia, gdy rozważała wszelkie dalsze możliwości oraz scenariusze, jakie mogły mieć miejsce. Gdzieś w jego słowach odnajdywała odrobiny racji oraz logiki - doskonale wiedziała, że były sprawy, o których nie powinna wiedzieć. Posiadała kilku znajomych prowadzących interesy wątpliwej moralności, którzy również ukrywali przed nią niektóre informacje.
- Ciężko stracić coś, co już raz się nadszarpnęło... - Wypowiedziała w zamyśleniu, nie odrywając spojrzenia od jego twarzy. Raz nadszarpnięte zaufanie wymagało odbudowania a to z pewnością nie działo się podczas jednego, przypadkowego spotkania. - W coś Ty się znowu wpakował? - Spytała, było to jednak pytanie w swojej naturze niezwykle retoryczne - wiedziała przecież, że jej słowa raczej nie sprawią, iż wyjawi jej jakiekolwiek szczegóły bądź informacje. Zwłaszcza jeśli uważał, iż mogły być one zagrożeniem.
- Och, nie patrz na mnie jak zbity pies... - Rzuciła po chwili, by nieśmiało podejść do mężczyzny, by w niewinnym geście pojednania owinąć ramiona wokół jego torsu. Smukłe palce przejechały po jego plecach, jakby chciała dodać mu otuchy w tym dziwnym spotkaniu. - Nadal jestem zła. - W jej głosie brakowało jednak złości. Smukłe dłonie ponownie przesunęły się po jego łopatkach, by pana Burroughs po chwili, z cichym westchnieniem, mogła odsunąć się od niego. Spojrzenie ponownie na chwilę przenosząc w kierunku regału z książkami.
- Wiedz jednak, że nie zaufam Ci od razu. Potrzebuję czasu oraz pewności, że nadal mogę to zrobić... I nie wybaczę Ci drugi raz, Jerry. - Oznajmiła niemal uroczystym tonem, by towarzysz przypadkiem nie zbagatelizował słów, jakie padały z jej ust. Drugi raz nie umiałaby wybaczyć, niezależnie od tego, jak bardzo by chciała... O ile w ogóle uda im się odbudować ich znajomość, chociaż w niewielkim stopniu. Wiele wydarzyło się od ich ostatniego spotkania, jeszcze więcej miało się wydarzyć - w końcu, według wielu, niedługo miała wejść na nową ścieżkę życia. Udawaną, będącą idealnie uknutym planem acz wymagającą odpowiedniej wiarygodności.
- Niezwykle wiele wydarzyło się, kiedy Cię nie było, wiesz? Mam nową pracę i nie mieszkam już w porcie... Kupiłam niedawno niewielki domek w Surrey, na Szafirowym Wzgórzu. Może... Może odwiedzisz mnie któregoś dnia na herbatę? - Zaproponowała, delikatnie wzruszając wątłymi ramionami. Opuszczony dwór nie wydawał się być miejscem sprzyjającym długim opowieściom, a panna Burroughs była pewna, iż potrzebują odetchnąć po tym przypadkowym spotkaniu.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Opuszczony dwór [odnośnik]17.12.20 21:05
Niemalże złapał się za serce na jej słowa o nadszarpniętym zaufaniu, bo jakby ze zdwojonym opóźnieniem dotarło do niego, jak bardzo odepchnął ich przyjaźń na stronę zapomnienia. Przerażony tym faktem rozluźnił się dopiero przy jej pytaniu. Była zbyt bystra, żeby starać się wyrzucać mu rozwagę i logikę swoich poczynań, co w rzeczywistości niezmiernie w niej lubił. Świadom tego, gdzie powędrował jej umysł, a przynajmniej wyczuwając pewien znajomy ton w jej głosie, lekko odetchnął ze swobodą. Lekki uśmiech formujący się w kącikach jego ust nie zniknął spod brązowej brody, wręcz przeciwnie, uformował nieco bardziej szczęśliwy obraz jego przybitego wyrazu twarzy.
- Szwendałem tu i tam. - stwierdził niepotrzebnie, w ogóle nie przejmując się tym, że nawet nie musiał odpowiadać na pytanie. Mimo całokształtu czuł się wręcz zobowiązany do rozmowy z damą, która ewidentnie zaczynała przejawiać pewne skłonności do wybaczenia. Psi wzrok momentalnie został zastąpiony zaskoczeniem, które odmalowało się na jego czole, czego Frances na szczęście nie była w stanie zauważyć. Z przyjemnością przyjął przyjazny gest z jej strony, nie wyczytując w nim nic innego jak lekkiego otworzenia dłoni do ponownego budowania zaufania, do którego potrzeba było wiele czasu.
Jego wargi poszerzyły się znacznie na jej słowa o złości. Mówiła w jego kierunku, to już było wiele i Weasley potrafił to szczerze docenić, że nie odrzucała go niczym pierwszą lepszą lalkę, która zawiodła w próbie przetrwania ciężkich chwil, choć czy faktycznie mógł tak myśleć? Przecież nie było go przez tak burzliwy dla jasnowłosej okres.
- To już chyba zobaczymy w przyszłości... wiesz, że nie chcę rzucać słów na wiatr. - stwierdził prostolinijnie, nie bawiąc się w owijanie jej słodkimi słówkami, od tego miała pewnie jakichś bogatych interesantów. Przyglądając się jej z niewielkiej odległości, zauważył, że w ciągu niecałego roku zyskała nieco więcej polotu wyższych sfer, które z pewnością pozwalały jej na nieco więcej burżuazyjnego towarzystwa. Nie starał się nawet zrozumieć jej motywów, celebrując możliwość ponownego wznowienia znajomości, w której to właśnie ona była spoiwem i najważniejszym elementem, bo przecież on nijak potrafiłby uwarzyć jakiekolwiek eliksiry uzupełniające krew!
Słuchając, jego twarz stopniowo gasła, żeby przy końcu rozświetlić się w szerokim, szczerbatym uśmiechu niczym jedyne źródło światła w pomieszczeniu. Wstrząśnięty wręcz oniemiał na chwilę.
- Oczywiście, z przyjemnością, jak najbardziej! - przytaknął nieco zbyt głośno, choć był w pełni uszczęśliwiony, co miało być jego rzekomym wytłumaczeniem. Od momentu wejścia do salonu ani na chwilę nie odstępował w patrzeniu na jej twarz. Chłonął ponowną obecność ważnej mu osoby, która mimo wszystko potrafiła uszanować jego anonimowość co do rzeczywistej persony. - Szafirowe Wzgórze, Surrey... postaram się tam dotrzeć w przyszłym tygodniu, opowiesz mi o wszystkim, co mnie ominęło! - szepnął konspiracyjnie, nieco sepleniąc. W pewnym sensie postać jasnowłosej niewiasty wprowadziła w jego portowym życiu nieco więcej koloru, pozwalając na poczucie większej swobody niż przy typowym przeżywaniu ulicznych potyczek, gdzie musiał jawić się jako bardziej butny i groźny osobnik. Uśmiech i pokazywanie dziurawych miejsc w uzębieniu bez grymasu na twarzy? Na Londyńskiej ulicy z pewnością by to nie przeszło, dlatego możliwość rozmowy w mniej typowym dla Jeremiego stylu — a bardziej Urienowskim, bardzo mu odpowiadała.
Kończąc rozmowę, skupili się na przeszukaniu biblioteczki tylko po to, aby finalnie wyjść z dworku z pustymi dłońmi i głowami pełnymi nadziei na lepsze jutro.

|zt. x2


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Opuszczony dwór
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach