Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dom kluczy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dom kluczy   04.12.16 0:53

First topic message reminder :

Dom kluczy

Nie do końca wiadomo, do kogo należał budynek. Od lat stoi pusty, jeśli nie liczyć tysięcy kluczy zawieszonych na sznurkach pod sufitem czy na gwoździach wbitych w ściany oraz starej skrzyni ukrytej pod podłogą, którą w tak dobrym stanie zapewne musi utrzymywać magia. Niektóre opowieści mówią, że skrzynia była własnością pewnego czarodzieja, który otrzymał ją od swej ukochanej, lecz za sprawą klątwy nigdy nie był w stanie dostać się do skrywanego w jej wnętrzu cennego skarbu. Chociaż znosił do chatki coraz to nowsze klucze, żaden z nich nie pasował do zamka, dlatego też po dziś dzień znajdują się w tym samym miejscu, powoli, acz nieubłaganie niszczejąc. Nie wiadomo, która z wielu historii krążących wokół tego miejsca jest prawdziwa, ale po dziś dzień przyciąga ciekawskich, którzy chcą poznać tajemnicę skrzyni lub po prostu poszukują spokoju, który zapewnia to odludne miejsce. Dziwnym sposobem zabrane stąd klucze po kilku godzinach znikają osobie, która je przywłaszczyła i wracają na swoje miejsce w chatce.

1-20 - Zdjęty przez ciebie klucz parzy cię w rękę, pozostawiając zaczerwieniony, piekący ślad, który utrzymuje się przez kilka następnych dni.
21-40 - Z kluczem nic się nie dzieje, jednak zupełnie nie pasuje do zamka skrzyni.
41-60 - Gdy zdejmujesz klucz, ten wypada ci z dłoni. Szukając go na podłodze, w szparze między deskami znajdujesz nieco zmatowiałego galeona.
61-80 - Bierzesz do ręki jeden z kluczy, jego główka jest zdobiona rzeźbionym motywem jednorożca. To twój szczęśliwy dzień, do końca fabularnego dnia otrzymujesz bonus +1 do rzutów kością.
81-100 - Wybrany przez ciebie klucz okazuje się idealnie pasować do dziurki. Możesz otworzyć skrzynię, a w środku znajdujesz złote monety. Niestety, to złoto leprokonusów, które po kilku godzinach zniknie z twoich kieszeni.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass https://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas https://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno https://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow https://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   27.02.17 16:59

- Tak - zgodziłem się, a jednak moje słowa nie były głośniejsze od szeptu. To nie było coś, co powinienem wykrzykiwać w takim miejscu, być może obłożonym klątwą, zwłaszcza skoro Lucinda sama wypowiedziała te prawdy. Zresztą, moja uwaga skupiona była na czymś innym. Śledziłem wzrokiem rozhuśtane wiatrem lawendowe kwiecie, pozwalając nozdrzom na upajanie się jego zapachem, zakłócanym przy silniejszym podmuchu aromatem starości i próchniejącego drewna. Nie miałem wątpliwości. Po wielu latach zaniedbania z tego miejsca powinny pozostać jedynie drzazgi na fundamentach, zwłaszcza jeżeli los tego miejsca przedstawiał się właśnie tak, jak to przedstawiała panna Selwyn. Tajemnica ukryta wewnątrz posiadłości, skarby i inne cuda. Nie wierzyłem w dobroć natury ludzkiej. Pazerni czarodzieje roznieśliby tę chatę skuteczniej od stada buchorożców, a jednak wciąż tutaj była. Niezbadana i w samotności oczekująca na czyjeś towarzystwo. Za moment miało okazać się czy daliśmy się jedynie zwieść, niczym para naiwnych dzieci wierzących w bajki opowiadane im w dzieciństwie przez matki, czy może w Domu Kluczy naprawdę da się znaleźć coś ciekawszego od zapachu stęchlizny i kilku rozpadających się desek. Podążyłem wzrokiem za spojrzeniem Lucindy, napotykając nim na kilka samotnie wiszących na ścianie domu kluczy. - Może wynieśli je z domu i bali się je odnieść? - zapytałem, ale wyraz mojej twarzy był zdecydowanie nieadekwatny do złowieszczości tych słów. Cóż, najwyraźniej kpienie z niebezpieczeństwa było dla mnie wciąż niezwykle zabawne, a może po prostu nie wierzyłem w klątwy związane jednocześnie z całymi budynkami i przedmiotami skrytymi wewnątrz nich? Zaraz miało się okazać czy te wszystkie bajania miały w sobie chociaż i najmniejsze ziarenko prawdy. Ja nie miałem żadnych przeczuć, kiedy zbliżaliśmy się do budynku. Rozpierała mnie nie tylko ciekawość, ale i mdląca niepewność. Nie wiedząc czego się spodziewać zadbałem o to, aby nie zaskoczyła mnie nawet najdziwniejsza sceneria. - Trzymaj zaklęcie w pogotowiu - poprosiłem, wyrywając się do przodu, aby wejść jako pierwszy. Wcale nie dlatego, że perspektywa bycia przeklętym jakoś niezwykle mnie pociągała, a z czystej kurtuazji. Nie winno się wystawiać damy na niebezpieczeństwo, jeżeli nie jest się całkowicie pewnym czy w środku nie czyha na nas nic, czego przewidzieć nie zdołaliśmy. Popchnąłem drzwi, zaciskając mocniej palce na różdżce, a one ku mojemu zaskoczeniu ustąpiły z głośnym jękiem zawiasów. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie braku jakiegokolwiek oporu. Prawie wpadłem do środka, uświadomiwszy sobie, że do tej czynności wykorzystałem zdecydowanie zbyt dużo siły. Zachwiawszy się lekko odzyskałem równowagę jeszcze przed samym progiem, a kiedy już moje oczy przebiły lekki półmrok panujący w chatce, musiałem z przykrością stwierdzić, że naprawdę się zawiodłem. - I to już? - westchnąłem na głos, niemalże zasmucony, iż nie dosięgła mnie żadna klątwa, a z drugiej strony odetchnąłem z ulgą, kiedy uszedł ze mnie lekki stres. Dopiero wówczas dostrzegłem ścienne dekoracje w postaci tysiąca kluczy. Zamarłem w bezruchu na środku pomieszczenia, śledząc wzrokiem wszystkie zardzewiałe i te odrobinę nowsze egzemplarze kluczy, nieświadomie wyciągając już po jeden z nich dłoń. Może to na tym polegała klątwa tego miejsca? Setki zwiedzających bezrozumne sięgających po klucz? Zanim zdążyłem się zorientować, zamknąłem na jednym palce.





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   27.02.17 16:59

The member 'Raleigh Greengrass' has done the following action : rzut kością


'k100' : 55


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   28.02.17 16:27

Może wynieśli je z domu i bali się je odnieść? Lucinda słysząc słowa mężczyzny pokiwała głową. Ta myśl również pojawiła się w jej głowie chwile wcześniej chociaż czasem była większą optymistką niż mogło się to wydawać. Jednak to, że jej różdżka nie wykazała obecności żadnej klątwy to wcale nie znaczyło, że powinna poczuć się bezpiecznie. Wiedziała, że są na świecie rzeczy, których ani jej doświadczenie ani jej umiejętności nie potrafiły ogarnąć, a już na pewno nie potrafiły przewidzieć. Nie była typem osoby, która przeceniała własne możliwości. Chociaż lubiła ryzykować i kierować się instynktem to w takich sytuacjach jak ta, wiedząc, że na szali jest życie nie brała pod uwagę półśrodków. Liczyły się szczegóły. Właśnie do szczegółów zachowywała szczególną dawkę ostrożności. Nic już nie odpowiedziała gdy otwierał drzwi. Różdżka pewniej spoczęła w jej dłoni by w razie czego szybko zareagować zaklęciem. Blondynka nie zdawała sobie sprawy jak bardzo w tym momencie spina mięśnie, jak mocno wytęża wzrok by zobaczyć możliwe niebezpieczeństwo. Dopiero   ciężki dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że lekko się rozluźniła. Jakby jej niepewność ulokowana była w tym co znajduje się bezpośrednio za nimi. Selwyn przekroczyła próg drzwi zaraz za mężczyzną na jego pytanie odpowiadając delikatnym uśmiechem. - Dla mnie jest to pocieszające. - odparła rozglądając się po pomieszczeniu. Zakurzona podłoga, nierówne ściany, odrapana farba taka sam jak na zewnątrz. Skupiła się na ciemniejszych miejscach pomieszczenia chcąc upewnić się, że nic tam na nich nie czyha. Dopiero kiedy mężczyzna ruszył w stronę kluczy przeniosła na nie spojrzenie. Były ich tysiące. Złote, srebrne, małe i duże. Jedne zardzewiałe, a inne w idealnym stanie. Zobaczyła też oderwane od podłogi deski, a w nich ukrytą szkatułkę. Widocznie ostatnia osoba, która próbowała się tutaj dostać nie kłopotała się zakryciem szkatułki ponownie. Blondynka była pewna, że musi tu być jakaś magia chroniąca. Gdyby było inaczej ktoś już dawno zabrałby szkatułkę ze sobą i otworzył ją tylko sobie znanymi sposobami. Ciekawe ilu tego próbowało. Ciekawe ilu zwariowało próbując dopasować odpowiedni klucz. Magia miała to do siebie, że potrafiła zwieść sobą już niejednego. Sprawić, że od jej nadmiaru gubił się we własnych myślach. Tracił świadomość. Niszczył się wewnętrznie. Może to miejsce było karą dla tych wszystkich próżnych, pazernych i chcących wszystko posiąść dla siebie czarodziejów. W ich świecie takich nie brakowało. Ba! Każdy był taki w pewnym stopniu. Nikt z dobroci serca nie oddaje czegoś co mogłoby należeć do niego. Ludzie przyzwyczaili się do ulegania chęci posiadania nawet jeśli tak naprawdę tego nie potrzebowali. Lucinda też taka była. Nie wiedziała w jakim stopniu, ale na pewno była. Spojrzała jak Greengrass bierze do ręki jeden z kluczy i przez chwile zastanowiła się jakie jest prawdopodobieństwo wyboru tego dobrego klucza? Trzeba było mieć w życiu szczęście, którego ona nie miała. Dźwięk uderzanego o podłogę klucza wyrwał ją z rozmyśleń. - To jak szukanie igły w stogu siana. Następnym razem gdy wpadnę na tak genialny pomysł… - zaczęła z rozbawieniem. -… to pójdźmy na kawę. - odparła sięgając po jeden z wiszących kluczy. Drzwi zatrzasnęły się za jej plecami tknięte podmuchem wiatru.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   28.02.17 16:27

The member 'Lucinda Selwyn' has done the following action : rzut kością


'k100' : 12


Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass https://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas https://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno https://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow https://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   28.02.17 19:36

Uśmiechnąłem się nieznacznie po jej słowach, dopiero teraz uświadamiając sobie jak absurdalna była moja reakcja. - Chyba dla mnie też powinno. - zauważyłem, ale na mojej twarzy próżno było szukać objawów zawstydzenia czy momentu skruchy. Poszukiwanie niebezpieczeństwa dla samej chwili zagrożenia nie było zbyt mądrym posunięciem godnym odpowiedzialnego lorda, a jednak byliśmy tu tylko my dwoje i wszystko to, co winno nas obowiązywać na salonach, w tym miejscu nie posiadało mocy sprawczej. Mogłem sobie być nieostrożnym, niearoganckim i nieobytym w łamaniu klątw tak długo jak tylko miałem zechcieć i skrupulatnie z tego korzystałem. Lekkomyślnie sięgałem po klucz, zupełnie nie biorąc pod uwagę ewentualnych konsekwencji takiego pośpiechu. Może miało się okazać, że to nie domek, ale same klucze były przeklęte? To mogłoby wyjaśniać tych kilka egzemplarzy wbitych w zewnętrzną ścianę domku. Ledwie pochwyciłem niewielki, całkiem nowy kluczyk w palce, a już uderzył ze stukotem o podłogę. Przez niezwykle długą sekundę sądziłem, że zrobiłem to całkowicie świadomie, kierując się jakimś na pozór dla mnie niezrozumiałym instynktem samozachowawczym, ale nie. Klucze przecież nie gryzą, a szlachcic czy nie, niezdarność nie wybiera. Podążyłem spojrzeniem za kluczem niknącym w szparze pomiędzy deskami podłogowymi, ale nie zależało mi na nim na tyle, aby pochylać się i wsuwać tam palce. To kompletnie podeptałoby moją dumę. Zerknąłem na Lucinde, która w tym momencie postanowiła zabrać głos. - Może i znalezienie odpowiedniego klucza wydaje się być niewykonalne - przyznałem, odszukując spojrzeniem miejsce na podłodze, w którym zniknął mój klucz. - a jednak chciałbym otworzyć tę skrzynię i nie wiem jak ty, ale na pewno łatwo nie odpuszczę. - w moich oczach ponownie pojawił się ten poblask odkrywcy. - Z chęcią, tylko znajdźmy taki lokal, w którym wypicie kawy może okazać się wyzwaniem. Gdzie kubki będą próbowały odgryźć nam nosy, a łyżeczki do cukru uderzą nas po dłoniach, gdy postanowimy dosłodzić. - zaproponowałem, chociaż nie były to w żadnym razie poważne słowa, a jednak kryła się w nich pewna doza prawdopodobieństwa. Dla mnie i Lucindy zwykła, nudna kawa mogłaby okazać się niewystarczająca, no bo i co w niej takiego nadzwyczajnego? Żadnych smoków, trolli i odrapanych chat. Uśmiechnąłem się do swoich myśli, rozbawiony absurdalnością tych wynurzeń, ale nie miałem okazji do powiedzenia czegoś więcej. Ciszę ponownie przerwał stukot klucza, a jednak tym razem coś się zmieniło. Moje czarne oczy posłały spojrzenie, jakie migiem przecięło powietrze. Zerknąłem na pannę Selwyn idealnie w porę, aby uchwycić moment, w którym zapewne krzywi się po tej niezbyt przyjemnej konfrontacji z parzącym w dłoń przedmiotem. - Oho, jak tak dalej pójdzie to pozostanie nam jedynie włamanie. - uśmiechnąłem się z przekorą, ale nie zignorowałem jej oparzenia. Podszedłem do Lucindy, wyciągając dłoń w jej stronę. - Mogę? - zapytałem, ale nie potrzebowałem jej zgody. Byłem na tyle pewny siebie, aby podejrzewać, że nie odtrąci mojego dotyku. Musnąłem palcami ranę pozostawioną przez klucz, mimowolnie uciekając myślami do tamtych strasznych chwil w rezerwacie. - Będziesz żyć - zawyrokowałem, podpierając swoją opinię tym swoim beznadziejnie śmiesznym przekonaniem, że skoro nie wygląda gorzej niż wówczas wyglądała moja twarz to nie jest źle. Chyba powinienem nieco podszkolić się w anatomii, aby móc wyrażać takie opinie. - Próbujemy dalej? - zapytałem, kiedy uwolniłem jej dłoń od swojego uścisku, uśmiechając się z podekscytowaniem, jakbym naprawdę wierzył, że ten następny klucz z pewnością otworzy skrzynię. Wychyliłem się ponad ramieniem Lucindy, aby wybrać bardzo duży i wyglądający na ciężki egzemplarz.
[bylobrzydkobedzieladnie]





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.


Ostatnio zmieniony przez Raleigh Greengrass dnia 28.02.17 19:41, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   28.02.17 19:36

The member 'Raleigh Greengrass' has done the following action : rzut kością


'k100' : 74


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   01.03.17 9:20

Świat był zaskakujący. Na każdym kroku utwierdzała się w przekonaniu, że świat w jakim żyją jest piękny, zdradliwy i niebezpieczny. Łatwo było paść ofiarą jego bezinteresownych ofiar. W końcu kto mógłby uwierzyć, że to co jest na wyciągnięcie rękę nie jest nam przeznaczone? Chociaż Lucinda zwykle nie dzieli poznanych jej ludzi wiedząc, że nie ma ideałów ani tych pochłoniętych przez cień całkowicie to i tak były pewne cechy, którymi mogła opisać człowieka. Lord Greengrass wydawał się rozumieć to co ona nazywała ryzykiem na życzenie. Czasami nawet jeśli tylko podświadomie odczuwamy chęć zaryzykowania. Postawienia swojego życia na szali. Zrobienia czegoś co sprawi, że nasze serce zabije mocniej, a żyłami popłynie adrenalina. Wydawał się jej być człowiekiem, który nie tylko zna to ryzyko, ale także się z nim identyfikuje. Chociaż chciała brnąć w to dalej i dowiedzieć się więcej o stojącym przed nią mężczyźnie to jednak odpuściła to wiedząc, że tak naprawdę tej wiedzy nie potrzebuje. Ich relacja miała ruchliwe filary. Żyli w czasach gdzie na każdą kobietę chcącą robić coś więcej niż leżeć i pachnieć spoglądano z pogardą. Żyli w czasach gdzie mężczyźni byli uważani za dawcę ogniska rodzinnego, a kobiety za grzejące się w tym ogniu wyzyskujące do cna kokietki. Tylko utwierdzała się w przekonaniu, że tam gdzie występowało wahanie i niepewność należało po prostu odpuścić. Oboje wiedzieli jak skończyło się ich ostatnie spotkanie chociaż nie była pewna czy to jej ciekawość czy zbytnie rozluźnienie do tego doprowadziło. Kiedy wspomniał o filiżankach obgryzających nosy i łyżeczkach bijących po dłoniach parsknęła, a jej perlisty śmiech odbił się echem od odrapanych z farby ścian Domu Kluczy. To była dość ciekawa wizja ich kolejnego spotkania. - Na Merlina.. nie wiedziałam, że takie miejsce istnieje! Jest ryzyko, że zostaniemy bez nosa. Jak to możliwe, że jeszcze się tam nie spotkaliśmy? - zapytała uśmiechając się szeroko i szybko przenosząc wzrok na klucze zawieszone pod sufitem. Miał racje. Teraz gdy prawie każde ich spotkanie było rozświetlane niepewnością i tajemnicą ciężko by im było wrócić, albo nawet stworzyć jakąś normalną relacje. Jednak nie zastanawiała się nad tym dłużej. Ktoś kiedyś jej powiedział, że ważne jest by tkwić w daleko od przyszłości kiedy niepewna jest teraźniejszość. Sięgnęła po klucz nie zastanawiając się nad jego wyborem zbyt długo. Dopiero gdy poczuła jak ten pali ją w dłoń szybko wypuściła go z dłoni. Spojrzała na poparzone miejsce krzywiąc się z bólu. Poparzenie się pomyłką nabrało właśnie całkowicie innego znaczenia. Kiedy poprosił o jej dłoń przez chwile się zawahała, ale w końcu skinęła głową podając mu rękę. Nie wiedziała czy zna się na magii leczniczej, ale to nie miało aż takie znaczenia. Podczas swoich wypraw często się jej zdarzało miewać jakieś powierzchowne obrażenia. Przyzwyczaiła się do tego, że jej ciało krzyczy za każdym razem gdy przychodzą jej do głowy jakieś mało racjonalne pomysły. Wpatrzona w to miejsce skrzywiła się gdy przejechał palcem po oparzeniu. - Teraz już na pewno musimy znaleźć ten klucz. Na darmo się nie poświęcę. - powiedziała i chociaż w jej głosie brzmiało delikatne rozbawienie to było w tym trochę racji. Nawet jeśli jeszcze chwile wcześniej mogła zrezygnować z poszukiwań tak teraz nie było na to nawet opcji. Uśmiechnęła się gdy puścił jej dłoń zaciskając palce mocniej. Patrzyła jak Ra bierze ładny, duży z główką jednorożca klucz. To mógł być ten... mógł, ale nie był. - Obym nie została bez kolejnej dłoni... - mruknęła chowając poparzoną dłoń za plecami, a sięgając drugą po klucz. Odetchnęła przygotowując się, że nie są to normalne klucze. Klucze, które mogą im zrobić krzywdę nawet jeśli tak niewielką jak jej.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   01.03.17 9:20

The member 'Lucinda Selwyn' has done the following action : rzut kością


'k100' : 47


Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass https://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas https://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno https://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow https://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   01.03.17 17:57

Gdyby tylko Lucinda wiedziała jakie ja miałem zdanie o kobietach, zapewne nie siedzielibyśmy tu teraz w tej obdrapanej chacie zdejmując klucze z gwoździ i racząc się przyjacielską rozmową, nawet jeżeli na tak trywialne tematy jak kubki gryzące w nos. Nie przymierzając, wciąż byłem szowinistą, nawet jeżeli dni dzielące mnie od wypadku w rezerwacie kolejno zasypywały ten archaiczny pogląd na damsko - męskie role w życiu stertą zrozumienia. Nie mogłem nazywać się tolerancyjnym szlachcicem, kiedy pewien byłem, że nie chciałbym, aby moja żona uganiała się za czarnomagicznymi artefaktami. Od poszukiwania niebezpieczeństwa miałem samego siebie, solowe wyprawy wszak sprawdzały się najlepiej. Nie musiałem dbać o bezpieczeństwo kogoś poza mną samym, co nie dość, że skracało czas reakcji (wszak nie rozglądałem się za partnerem) to powalało mi na przypisanie całej chwały samemu sobie. Nie jestem pewien czy potrafiłbym nie obwiniać kogoś innego za własne niepowodzenia. Ponadto, moje lekkie podejście do związków nie mogło wróżyć mi niczego innego jak nieposzanowania dla kobiet szafujących wdziękami. Z jednej strony nie mogłem dostrzec w nich nic poza obiektem seksualnym, tak kuszącym nowymi doznaniami i chwilą oderwania od tragicznie nieciekawej, szlacheckiej rzeczywistości, a z drugiej na zwykłą, szanującą się kobietę nie miałem okazji spojrzeć. Nie ściągała mojego spojrzenia swoim łagodnym uśmiechem, a chociaż w nierzucaniu się w oczy mogła być metoda, ja chyba byłem po prostu wzrokowcem, a nie od dziś wiadomo, że im bardziej kolorowy kwiat tym większe prawdopodobieństwo, że postanowimy go zerwać. Nic dziwnego, że jak dotąd pozostawałem kawalerem, podczas gdy moja siostra już od dawna nosiła obrączkę, co doprowadzało do pasji nie tylko moją matkę, ale powoli działało na nerwy także i ojcu. Niepewność w kwestii przedłużenia męskiej linii rodu nie była dobrym doradcą w kwestii przyszłych małżeństw, ani dla narzeczonego, ani dla jego rodziców, a z miesiąca na miesiąc sytuacja miała stawać się coraz bardziej napięta. Może to właśnie z tego powodu nie zapragnąłem wypróbować swoich męskich sztuczek na Lucindzie. Jej odmienność od wszystkich innych kobiet, ta jej delikatność, pomimo wyjątkowo niebezpiecznego zawodu skutecznie odsuwała moje myśli od podobnych pomysłów i byłaby to całkiem miła odmiana, gdyby te spotkania tak naprawdę nie kończyły się szafowaniem mało istotnymi elementami naszych żyć oraz lekko rzucanymi spostrzeżeniami. Nie otwieraliśmy się przed sobą, gdyż nie czuliśmy takiej potrzeby. Byliśmy dla siebie zarówno znajomi jak i obcy, chociaż musiałem przyznać, że ze spotkania na spotkanie zaczynam coraz bardziej przyzwyczajać się do jej towarzystwa. Póki co, nie mogłem określić czy wyjdzie mi to na dobre czy też wprost przeciwnie. Jej śmiech był miłą odmianą od tej przygnębiającej ciszy otulającej chatę. Nie spodziewałem się, że uda mi się ją rozbawić, więc w zaskoczeniu również się uśmiechnąłem. Chłopięco i beztrosko, zupełnie nie jak lord. Zupełnie nie jak „nowy” Raleigh Greengrass.  - Pewnie jeszcze nie powstało, ale nad tym zawsze można popracować. - och tak, to zdecydowanie byłby hit. Gryzące kubki, bijące łyżki i skaczące saszetki z herbatą. Samouciekające krzesła też byłyby dobre! Mimowolnie zacząłem analizować wszelkie upierdliwości jakie można byłoby wprowadzić do podobnego przybytku i aż powstrzymałem parsknięcie. Ach, słodka niepoważności. Jak uroczo rozgrzewałaś nasze strapione serca. Szło Ci to o wiele sprawniej od tych wszystkich kluczy otwierających rzekomy skarb. Nawet ten wspaniały z jednorożcem na nic się nie zdał. Wystarczyło, abym zbliżył go do dziurki, ta nagle zwęziła się tak, że mój kluczyk nie mógłby wsunąć się w szczelinę nawet wówczas, gdybym spróbował wepchnąć go siłą. Westchnąłem, nieco zawiedziony, ale szybko się wyprostowałem, aby odwiesić go na odpowiedni gwóźdź. Obok mnie mignęło coś srebrnego, a następnie rozległ się cichy stukot. To Lucinda upuściła kolejny klucz. - Mamy czas - oświadczyłem oczywistość, wykazując się przy tym nieczęstą u mnie cierpliwością. - W razie czego amputujemy, to na pewno łatwiejsze od wyleczenia. - odezwałem się, ale co ja tam wiedziałem o leczeniu. Sądząc po tej opinii, prawie nic, jeżeli nie kompletnie nic! Wybrałem kolejny klucz. Zardzewiały, średniej wielkości i o fantazyjnym zakończeniu. Jeżeli to nie będzie ten to który byłby lepszy? Mieliśmy ich jeszcze tak wiele do przetestowania…
[bylobrzydkobedzieladnie]





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.


Ostatnio zmieniony przez Raleigh Greengrass dnia 01.03.17 18:03, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   01.03.17 17:57

The member 'Raleigh Greengrass' has done the following action : rzut kością


'k100' : 12


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   03.03.17 17:21

I to był chyba jej największy problem. Zawsze widziała o wiele więcej w ludziach, w których więcej przeradzało się już w za dużo. Była człowiekiem, który nie jest w stanie przekreślić świata całkowicie. Cokolwiek by się nie stało. Nie wierzyła, że wszyscy ludzie są zlepieni z obłudy, złości i niemoralności. Było to naiwne, ale taka właśnie była i nie mogła nic na to poradzić. Nawet kiedy się starała nabrać krytycyzmu to zawsze pojawiał się ktoś kto ten krytycyzm ścierał w proch. A może po prostu nie istnieje rzecz, która mogłaby złamać ją całkowicie. Wbrew wszystkiemu nie wiedziała czy to było dla niej dobre czy wręcz przeciwnie. Już dawno przestała się zajmować rozpracowywaniem własnych myśli. Wiedziała, że do niczego to nie doprowadzi. Uśmiechnęła się. Jakoś nie wyobrażała go sobie jako wynalazcę szalonych kubków i agresywnych łyżeczek. Nie żeby w ogóle jakoś go sobie wyobrażała, ale pasował jej właśnie do takiego życia. Adrenaliny płynącej w żyłach, impulsywności i chęci przygody wymalowanej na twarzy. I to nie dlatego, że właśnie w takich sytuacjach najczęściej się ostatnio spotykali, ani nie dlatego, że był opiekunem smoków. Dlatego, że widziała w jego oczach ten błysk, który widziała już wcześniej. Sięgając po kolejny klucz nie liczyła na to, że ten będzie pasował. Ona odpychała od siebie szczęście i zwykle musiała spędzać żmudne godziny na tym by w końcu coś osiągnąć. Przyzwyczaiła się do tego chociaż czasem irytowała się na to jak bardzo niektórym wszystko przychodzi z łatwością. Znała ludzi, którzy tylko za sprawą przypadku dochodzili do czegoś nad czym ona pracowała długie godziny. Znała ludzi, którzy przeszliby obok lwa całkowicie niezauważeni gdzie ona prawdopodobnie już w pierwszej sekundzie straciłaby nogę. Dlatego właśnie idąc tu niczego nie wykluczała. Tornado? Wściekła chimera? A może niebo walące się na głowę? To wszystko w jej obecności mogło się zdarzyć i ona nie mogłaby się temu dziwić. Sięgając po klucz nie spodziewała się zbyt wiele chociaż to, że upadł z dźwiękiem o podłogę gubiąc się w luźnych deskach… bycia ślamazarną się nie spodziewała. Odetchnęła głośno i uniosła brew kiedy wspomniał, że łatwiej będzie ją amputować niż wyleczyć. Już otworzyła usta by coś powiedzieć, kiedy mężczyzna sięgnął po kolejny klucz. Zobaczyła jak się krzywi delikatnie i już wiedziała, że kontakt z tym tak jak jej z wcześniejszym był bolesny. Spojrzała na jego dłoń i pomachała mu swoją. - Czyli zostaniemy bez dłoni? - zapytała idąc tropem jego rozwiązania. - Nienawidzę szpitali więc chyba z dwojga złego mogłabym się na to zgodzić. - dodała, a kącik jej ust drgnął w delikatnym uśmiechu. Ona także nie znała się na magii leczniczej, ale wiedziała tyle patrząc na swoją i jego ranę, że minie kilka dni zanim szrama w kształcie klucza zniknie z ich skóry.  Mogło to wyglądać całkiem dziwacznie dla osoby, która nie miałaby pojęcia o ich wyjściu do domu kluczy. Zaczęła się rozglądać. Zobaczyła jeden, od którego odbijało się światło padające z okien. Musiała podskoczyć, żeby do niego sięgnąć, ale w końcu jej się udało. - Szkoda, że nie mogę tej skrzyni zabrać do domu… - powiedziała ze smutkiem w głosie. W końcu tak naprawdę nie wiedzieli co otwierają, a doświadczenie podpowiadało jej, że w tak zamkniętych skrzyniach mogło być wszystko. Naprawdę wszystko.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   03.03.17 17:21

The member 'Lucinda Selwyn' has done the following action : rzut kością


'k100' : 8


Powrót do góry Go down
Raleigh Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4100-raleigh-greengrass https://www.morsmordre.net/t4190-little-dismas https://www.morsmordre.net/t4115-koniec-psot-czy-na-pewno https://www.morsmordre.net/f223-derbyshire-dwor-greengrassow https://www.morsmordre.net/t4117-raleigh-greengrass
opiekun smoków w Peak District
25
Szlachetna
Kawaler
Anything that gets your blood racing is probably
with all my worth doing
10
20
0
0
0
0
0
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   06.03.17 23:04

Prychnąłem z niezadowoleniem. Ha, chyba chciałbym, aby mój przedziwny syk przypominał pełne dumy parsknięcie. Kompletnie nie spodziewałem się parzącego w dłonie klucza i to właśnie fakt, iż dałem się zaskoczyć sprawił, że nie tylko szybko wypuściłem winowajcę spomiędzy palców, ale również posłałem mu niechętne spojrzenie. Czubkiem buta odsunąłem klucz od siebie z satysfakcją spoglądając jak niknie pomiędzy deskami, dołączając do tego, który zgubiła Lucinda. Jego stukot o ziemię był dla mych uszu niemalże równie przyjemny. - Po co nam dłonie, skoro możemy mieć ten skarb. - ściągnąłem brwi, nagle natchnięty kolejną irracjonalną myślą. To tak do spółki z kubkami pewnie. - Może to właśnie w tym jest metoda? Dopiero zmuszeni do otworzenia zamka zębami zrozumiemy, że ta skrzynia po prostu pragnie być otwarta w niekonwencjonalny sposób? - i nagle moją głowę zalało tysiąc myśli, pomysłów na zabawne, bądź wprost przeciwnie, te kompletnie niezrozumiałe nawet i dla mnie, sposoby na rozbrojenie tajemniczego zamka. Jedne przy użyciu zaczarowanych, powykręcanych dziwacznie kluczy (które dla odmiany, w moich wyobrażeniach, nie parzyły) inne przy wykorzystaniu czystych czarów, przedmiotów, magicznych stworzeń nawet. Opanowanie tej nawałnicy idiotyzmów nie było proste, a jednak podjąłem wyzwanie. Rety, żeby mi takie pseudo mądrości nie zaczęły pałętać się w pracy, poza nią to jeszcze pół biedy. Nastąpił prawdziwy upadek obyczajów, skoro arystokracja zaczęła sięgać takiej umysłowej piaskownicy. Dostaniemy bonusowe punkty do pucharu rodów?
Przesunąłem palcem wskazującym wzdłuż bladego śladu odznaczającego się na skórze i ściągnąłem brwi. Nie zamierzałem go tak po prostu na sobie zostawić, aby szpecił mój wychuchany, nieperfekcyjny obraz idealności. Opuściłem rękę, obserwując jak moja towarzyszka podskakuje, aby pochwycić kolejny kluczyk. Mrużyłem oczy, koncentrując drzemiącą we mnie magię na zatuszowaniu śladu. Gwałtowne wciągnięcie powietrza wytrąciło mnie ze stanu pełnego skupienia. Roześmiałem się spontanicznie. - Kto Ci zabroni, Lucindo? Nie widziałem przed wejściem żadnych goblinów prowadzących spis inwentarza. - ledwo to powiedziałem, a już wyciągnąłem obie dłonie po kolejne parzące niespodzianki. - Wydaje mi się, że prędzej zastanie nas wieczór, lady Selwyn. To miejsce, zdaje się, nie pragnie z nami współpracować. - niby się śmiałem, niby raczyłem ją uśmiechem, a zaraz pewnie znowu coś zastuka o drewnianą posadzkę, a mimo wszystko, oboje nie mogliśmy przestać. To tylko parzące klucze, gdzie nagrodą była niewiadoma, a jednak aż tak wciągnęło to dwoje ludzi, których przeznaczeniem powinno być witanie gości na przyjęciach i wychowywanie dzieci w szlacheckich tradycjach. Lepiej nie zastanawiać się do czegóż to dojdzie, gdy w grę wejdzie poważniejsza nagroda od starej skrzynki z bliżej nieokreśloną zawartością.





It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   06.03.17 23:04

The member 'Raleigh Greengrass' has done the following action : rzut kością


'k100' : 30, 45


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom kluczy   08.03.17 19:09

Lucinda uśmiechnęła się na słowa mężczyzny kręcąc przy tym głową. - Gorzej będzie jak wyjdziemy stąd poparzeni, bez dłoni, a w środku będzie… nic. - zaczęła spoglądając na niego kontrolnie. Właściwie nie dopuszczała do siebie myśli, że naprawdę niczego tam nie znajdą. Nie bez powodu tyle mówi się o tym miejscu i nie bez powodu skrzynia pomimo upływu lat nadal tutaj była. Zamknięta. - Chociaż… chyba lepiej znaleźć nic niż trafić na jakąś klątwę w środku. Zdarzyło mi się to ostatnio i wcale nie było przyjemne. - w tamtej sytuacji też zaklęcie niczego nie wykazało dlatego Lucinda była ostrożna. Jeżeli uda im się znaleźć odpowiedni klucz powinni pomyśleć nad tym jak do otwarcia jej podejść. Domyślała się, że mężczyzna prawdopodobnie najchętniej od razu by ją otworzył nie bacząc na konsekwencje. Takie przynajmniej miała wrażenie. Ją doświadczenie nauczyło, że z zamkniętymi skrzyniami powinno się uważać. Tylko gdzie wtedy cała zabawa? Prawdopodobnie gdyby rozmyślała nad każdym swoim ruchem musiałaby zamknąć się w złotej klatce. Nie byłaby w stanie zaryzykować martwiąc się o własne zdrowie lub życie. Jak widać… poparzona ręka to nie koniec świata. Chociaż dla niektórych prawdopodobnie byłoby to głośne ostrzeżenie. Czasami warte odpuszczenia. Oni nie mieli zamiaru odpuścić no chyba, że kolejny raz trafią na parzące, albo wypadające z dłoni klucze. - Może właśnie na tym to polega? Może tak naprawdę nie ma tego idealnie pasującego, a my prędzej oszalejemy nie wiedząc co jest w środku. Dziwne, że wszystkie, po które sięgamy albo nas parzą, albo nam wypadają, albo zwyczajnie w świecie nie pasują. - wysunęła swoją teorię ze wzruszeniem ramion. Właściwie to była tylko luźna myśl, która pojawiła się w jej głowie. Nie podejrzewała, żeby tak było, ale prawdopodobnie ktoś z bardzo dużym pechem mógłby spędzić tu sporo czasu. Ha! Chyba nie powinna tak myśleć o tym otwarcie bo kto wie może to oni byli tymi nieszczęśnikami. Spojrzała na skrzynię, a zaraz przeniosła wzrok na zatrzaśnięte drzwi. - W ciemno obstawiam, że nie bez powodu ona ciągle tutaj stoi. Wątpię, żeby zabranie jej stąd byłoby tak proste. - powiedziała chociaż nie mogła być tego pewna. Kto wie? Może każdy myślał tak jak ona i wolał nie ryzykować, a może właśnie ryzykowali, a to, że skrzynia nadal tu stała było dowodem na to, że nie jest to wcale takie proste. Kiedy blondynka sięgnęła po kolejny klucz, a ten ją poparzył szybko go wypuściła z dłoni i syknęła przeciągle. No co jak co, ale dwie poparzone dłonie to już trochę przesadza. Spojrzała na swoją dłoń i zacisnęła ją w pięść. Wściekła, że tyle czasu poświęcają na błądzeniu we mgle. Wierzyła jednak, że są równie zbyt uparci by zrezygnować. A może właśnie zbliżali się własnych granic cierpliwości. - Dobrze, że nie pałam się hazardem… prawdopodobnie byłabym w tym okropna. - odparła kręcąc dłonią, kiedy jego klucze nadal okazały się nie pasującymi. Poszła za jego śladem i sięgnęła po dwa klucze wiszące troszkę niżej.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

Dom kluczy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18