Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jezioro Magicznej Sasanki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Jezioro Magicznej Sasanki   04.12.16 1:03

Jezioro Magicznej Sasanki

Niewielkie, zdumiewająco przejrzyste jezioro, jak na londyńskie okolice; fakt trzymania go z daleka od mugoli z pewnością pomaga tę czystość utrzymać. Jest to sztuczny zbiornik stworzony przy pomocy magii, pośrodku którego znajduje się wielki głaz, kształtem przypominający sasankę - stąd jego nazwa. Sasanka jest fontanną, z jej kielicha co jakiś czas wytryskują strumienie różnobarwnej wody, która zamienia się w krystaliczną, kiedy wchłonie ją jezioro. Potężna bariera sprawia, że mugole instynktownie omijają to miejsce.
Kiedy dni są cieplejsze, kilka stóp nad zadbanymi trawnikami lewitują dywany, na których piknikują czarodzieje, a na wodę wypływają drewniane łódki o zaczarowanych sterach, bezpiecznie dryfujące po przyjemnie kołyszącej nimi się wodzie.


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Magicznej Sasanki   11.04.17 20:44

/ 9 kwietnia


- Cześć Piękna… - mruknęła w powitaniu do sowy otwierając szerzej okno. Tą konkretną zdążyła już poznać chociaż uwielbiała wszystkie sowy. Miała z nimi dość szczególne połączenie i to już od najmłodszych lat. Odkąd wysłała pierwszy list sową matki, odkąd pierwszy raz dotknęła jej delikatnych piór i usłyszała głośne pohukiwanie za oknem. Jej sowa zakupiona na Pokątnej przez pójściem do Hogwartu stała się nie tylko sposobem na komunikowanie się ze światem, ale także druhem i przyjacielem. O patronusie już nie wspominając. Sowy były związane z jej naturą wędrowca. Ta myśl sprawiła, że ręka zacisnęła jej się na naszyjniku w kształcie właśnie tego zwierzęcia. Szybko wróciła do rzeczywistości spoglądając na białą kopertę naznaczoną szkarłatną pieczęcią. Listy z Ministerstwa Magii były ostatnim czasem dość częste, a ona nie mogła narzekać na brak zajęć. Chociaż nie było to to czym zajmowała się wcześniej i nigdy nie myślała, że będzie wykorzystywać swoje umiejętności w taki sposób to było to lepsze niż nic. To tylko pokazało jak bardzo zmuszona do powrotu się zmieniła. Jak choroba ją zmieniła. Była osobą nastawioną na wszystko albo nic. Nie istniały półśrodki. Wiedziała, że jest dobra w tym co robi nawet jeżeli świat krzyczał jej prosto w twarz, że jest inaczej. Takie życie było proste. Wszystko co robiła – robiła w stu procentach i czuła się z tym dobrze. Kiedy przychodziły porażki wiedziała, że nie były one spowodowane jej niedociągnięciami, a rzeczami, na które nie miała wpływu. Była pewną siebie kobietą. Teraz się to zmieniło. Nie tylko doceniała proste zajęcia to też potrafiła skupić się na kompromisie, który w końcu w jej umyśle zaczął istnieć. Spojrzała na sowę i przejechała dłonią po jej upierzeniu w geście podziękowania. Kiedy ptak odleciał blondynka zamknęła okno i przełamała pieczęć. Przejechała szybko wzrokiem po tekście. Wcale nie była zaskoczona widząc masę ogólników dotyczących sprawy, którą miała się zająć. Zwykle właśnie takie listy dostawała i dostosowanie się do czegoś o czym wiedziałeś jedynie garstkę informacji było trudne. Trudne, ale do zrobienia. Działanie pod presją nie było dla niej ciężarem. Tak jak podążanie za garstką informacji. Właściwie bardzo dobrze to znała i wiedziała jak sobie w takich sytuacjach radzić. Niezliczone sytuacje, w których coś co wydawało się by proste stawało się problemem prawie, że nie do rozwiązania. Każda jej wyprawa była podpięta pod wielki znak zapytania stawiany na ich ścieżkach. Co jeśli nie byłaby tam wtedy? Kim by się stała gdyby nie czas temu poświęcony? Życie było zagadką, której nie potrafiła często rozgryźć. Sięgnęła po kubek kawy, który odstawiła na blat kiedy przyleciała sowa. W drodze do sypialni wypiła ją jednym duszkiem i zaczęła się zbierać. Już było prawie południe, a nad jezioro Magicznej Sasanki lepiej było wybierać się za dnia. Wieczorem było tam zbyt… tłoczno.


Lucinda doskonale znała to miejsce. Pamiętała czasy kiedy guwernantki zabierały tutaj ją i jej rodzeństwo. Czasami nawet kuzynów. Była najmłodsza dlatego to miejsce cieszyło ją najbardziej. Jej starsze rodzeństwo spędzało czas na czytaniu książek, wypatrywaniu magii. Ona szukała przygód. Zaglądała do każdego lewitującego dywanu, podsłuchiwała z wrodzoną dyskrecją rozmów innych. Zwykle kończyło się to ściąganiem na ziemię powtórką z literatury bo w końcu życie szlachcianki to ciągła nauka. Dążenie do perfekcji. Co by teraz powiedziały jej ukochane guwernantki – Charlotte i Sibile? Widząc ją w spodniach, długim do stóp płaszczu i z nazwą klątwy na ustach? Każdy próbował ją zmienić. Nikt nie pomyślał, że niektórych ludzi po prostu nie dało się zmienić. Niektórzy już tacy byli. Ona już taka była. Jezioro Magicznej Sasanki właściwie wcale się nie zmieniło. Nadal kolorowa woda zmieniała swą barwę wpadając do jeziora, nadal szum wody zagłuszał wycie wiatru i nadal dawny unosiły się czekając na chcących spędzić czas na świeżym powietrzu czarodziei. Jednak ostatnimi czasy czarodziei odwiedzających to miejsce było coraz mniej. Niektórzy ludzie wychodzili stąd inni i nikt nie potrafił stwierdzić skąd to się brało. Delikatna wysypka na skórze, agresywne zachowania, irracjonalne pomysły. Zaczęto mówić, że miejsce to zostało albo przeklęte, albo jakiś czarnoksiężnik wrzucił do jeziora coś co przeklęło wodę zmieniając ludzi. Nie zdziwiła się więc, że Ministerstwo Magii postanowiło sprawdzić gdzie leży prawda. Zaskoczył ją tylko fakt, że nie próbowali odnaleźć tej prawdy samotnie. To by bardziej do nich pasowało. A może właśnie tak było i dopiero teraz postanowili postawić na kogoś bardziej… pojętego? To było mało ważne. Obeszła jezioro przyglądając się czy woda, w którymś miejscu nie różni się kolorem od całości. Przyjrzała się roślinom i żadna też nie wydawała się być jakoś szczególnie potraktowana. Nauczyła się szukać skutków w naturze. To ona reagowała pierwsza, a dopiero później reagowali ludzie. Przystanęła rozglądając się na boki i ściągnęła kaptur spoglądając na konary drzew. Wsłuchała się w… ciszę. Żadnego śpiewu ptaków, żadnego dźwięku nadlatujących owadów. Cisza w takim miejscu nie była czymś naturalnym. Była zwiastunem czegoś złego, mroczniejszego. Dlatego Lucinda wróciła na ścieżkę, którą tutaj przyszła i rozejrzała się po całej okolicy szukając najlepszego miejsca do rzucania zaklęć. W oczy rzucił jej się pagórek więc ruszyła w jego stronę. Musiała mieć dobry widok, żeby nie musieć rzucać zaklęć po każdej stronie jeziora. Kiedy już dotarła i upewniła się, że to będzie najlepszym wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni płaszcza różdżkę i mruknęła ciche - Hexa Revelio – z różdżki wypłynęła smuga jasnego światła i poszybowała w górę. Lucinda pomyślała, że tam się zatrzyma by po chwili rozpłynąć się w powietrzu, ale tak się nie stało. Kula jasnego światła pomknęła wzdłuż jeziora zatrzymując się na przeciwległym brzegu. - Hmm… - mruknęła blondynka zainteresowana swoim odkryciem. Nie czekając aż blask zniknie teleportowała się na brzeg i podeszła bliżej, ale przy tym zachowując bezpieczną odległość. Nie zawsze trzeba przedmiotu dotknąć by ten mógł kogoś przekląć. Czasami wystarczała odległość, czasami kilka kropel przeklętej od przedmiotu wody. Nie wiedziała co zadziałało tutaj. Lucinda rozejrzała się i spostrzegając rosnącego w głębi drzew miodunka. Podeszła po niego i przez chwile zrobiło jej się szkoda takiego ładnego kwiatka tym bardziej, że wiedziała co się z nim stanie kiedy wrzuci go do wody. Lucinda czasami była aż nadto empatyczna. Chociaż wydawało się mieć do pozytywne wydźwięk w jej życiu to czasami było tak niepotrzebne, że nie potrafiła sobie z tym poradzić. Nie myślała tutaj o kwiecie, a o ludziach. Znała tak wielu i wielu nie zasługiwało na by pokładać w nich zaufanie. Nie zasługiwali na ciepłe uczucia, którymi blondynka ich obdarowywała. Bardzo często właśnie przez swoje ślepe patrzenie na człowieka jako na kogoś dobrego dostała cios prosto w serce. Może gdyby nie była tak emocjonalna. Tylko, że wtedy nie byłaby sobą. Selwyn z kwiatkiem wróciła do swojej bezpiecznej odległości i rzuciła w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą świecił blask zaklęcia kwiat. Miodunek tak jak podejrzewała po dotknięciu z wodą opadł na dno chociaż jego ciężar powinien unosić go na wodzie, a potem wynurzył się cały czarny i zwiędnięty. Lucinda skrzywiła się na ten widok i przewróciła oczami. Musiała wyciągnąć ów przedmiot, a to miało trochę potrwać bo kto wie co jeszcze mogła tam znaleźć. Zrobiła więc to co zrobiłby każdy łamacz klątw w tej sytuacji. Sięgnęła po różdżkę i znajomych ruchem dłoni wypowiedziała tak często używane przez nią zaklęcie. - Finite Incantatem – mruknęła cicho wiedząc, że jakiekolwiek zaklęcie zostało rzucone na magiczny przedmiot powinno to zniwelować jego działa na tyle by była w stanie ów przedmiot stąd zabrać, a także dokładnie dowiedzieć się krok po kroku co za tym się kryje. Biały blask rozszedł się falą w miejscu, w którym znajdował się przedmiot i unoszący się zwiędnięty kwiat. Wystarczyło już tylko jedno sięgnąć.


z.t




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jezioro Magicznej Sasanki   27.12.17 3:49

data się znajdzie

Mama mówiła jej kiedyś, że miłość zdarza się ciągle, ale nie często kluczy wokół jednej osoby i jeśli nie spostrzeżemy jej w porę, lub przegapimy jej całkiem, może o nas zapomnieć całkiem. Mówiła jej też, że miłości nie należy się bać, ani wierzyć w klątwy o których opowiadała babcia Wilde. Klątwy o tym, że w ramionach kobiet z linii Wild nieszczęśnika czeka tylko cierpieniem. Mówiła, że ona jest zaprzeczeniem tych słów, bo przecież August nie cierpi.
Czy powiedziałaby tak teraz?
Justine nie wiedziała, bo przecież wiedziała, że jej ojciec cierpi, choć stara się być silnym dla nich. A sama - jak się okazało - miała w życiu styczność nie z jedną klątwą a z dwiema. A jeśli liczyć i tą przekazaną w linii matki, tą która miłości nie pomagała właściwie, to nawet trzy.
I brzmiało to absurdalnie. Naprawdę. Bowiem jak można było oblec miłość klątwą, skoro była uczuciem najczystszym? Jak można było twierdzić że jedna jest bardziej odpowiednia od drugiej. Albo jak rozpoznawać która właściwa jest, a która nie. A ona czuła, gdzieś w środku, a to uczucie rosło powoli i długo, że jej właśnie taka była - właściwa.
Jednak mimo tego, rzeczywistość postanowiła zweryfikować ją inaczej a sama Tonks gubiła się powoli we wszystkim - a już najbardziej w sobie.
Bo oto w końcu po latach - najpierw żmudnego przedzierania się przez chaszcze własnych uczuć, aż do zrozumienia ich - przyznała się do tego co czuła. Przyznała się mówiąc, że nie oczekuje nic. Wierząc, że właśnie tak jest. Ale jednak nie potrafiła zgasić lekkiego zawodu, braku, który pojawił się po wszystkim. Kiedy jedyne ramiona które potrafiły przynieść sen, jedyne które potrafiły przynieść choć wrażenie bezpieczeństwa, w końcu, jedyne w których potrafiła zasnąć postanowiły samodzielnie oddelegować się na kanapę. I nie mogła nie odnieść wrażenia, że winnym temu jest jej wyznanie, czy może raczej przyznanie się - przecież wcześniej, dosłownie chwilę wcześniej, jeszcze próbowały pomóc jej zasnąć, przyciągały do siebie, gdy znów ze snu wyrywał ją jej własny krzyk. Że to ona sama pozbawiła się tego, co pozwalało jej przejść przez noc.
Ale nie mówiła nic.
Trwała w tym dziwnym układzie nie potrafiąc zrobić kroku w przód - a już tym bardziej w tył, bo wiedziała, że cofnąć się już nie mogła. Nie wróciła na St. James Street, jeszcze nie i nie wiedziała czy w ogóle tam wróci. Nie przeniosła się też do siostry, chociaż wiedziała że ta nie powinna zostawać sama. Nie teraz, kiedy obie straciły matkę, a chwilę później i ojca, który zgodził przenieść się do ciotki Roany do Kornwalii. Nie, tkwiła nadal w mieszkaniu które należało do niego, którego zapachy zdawały się znajome i kojarzące właśnie w z nim tylko dlatego, że wtedy na cmentarzu powiedział nigdzie nie idziesz. Więc nie poszła. Nie chciała. Nie mogła.
Chyba dlatego, że jej miejsce jakoś naturalnie od zawsze zdawało się być u jego boku. Że właśnie tam zdawało się najwygodniej, paradoksalnie niezależnie od tego, czy było dobrze, czy źle. Bolało ją jednak to, że się oddala. Że z każdym dniem staje się bardziej odległy bo i to zdawało się jej winą.
Nie spała więc dobrze. A właściwie nie spała prawie wcale. Padała w którymś momencie zrzucona z nóg wycieńczeniem i budziła się po kilku godzinach przeplatających się koszmarów. Budziła się też gdy podnosił się o świcie z kanapy; czasem w ogóle wtedy nie spała. Przebudzała się też, gdy wracał po nocnej warcie, nie mówiła jednak nic, zawieszając jedynie na nim niebieskie spojrzenie na kilka chwil - czasem chwil których nawet nie zauważał - wdzięczna losowi za to, że ponownie wrócił. Do domu, choć wątpiła, że do niej.
To wszystko było dziwne, bo zdawało się, że jakaś magiczna siła nieprzerwanie ciągnie ich ku sobie, ale odnosiła wrażenie że on z całej siły tej sile na przeciw staje jakby wiedząc więcej, jakby nie mówiąc jej wszystkiego. Znów jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że powiedział jej wszystko, a na pewno więcej, niźli niektórym. Więc trwała w zawieszeniu. Trwała obok niego i dla niego i wiedziała, że będzie nadal trwać, ale stan stagnacji nie mógł dalej jej towarzyszyć, a to wszystko co się działo - w niej samej, na około w Londynie - skłaniało do przemyśleń i pchało do wniosków. Te zaś popchnęły ją do napisania lisów i zadania pytań, które miały rozwiać jej wątpliwości. Musiała jednak zadać jeszcze jedno pytanie, tak samo jak musiała poćwiczyć. Dlatego postanowiła zrobić to jednocześnie mając nadzieję...
Właśnie, nadzieję na co? Właściwie sama nie wiedziała.
Przemieszczała się niedaleko brzegu, zdecydowanie bliżej, niż kiedykolwiek widziano ją dotychczas odkrywając, że woda nie przeszkadza jej już tak bardzo jak kiedyś. Nadal za nią nie przepadała, ale było to raczej coś jak brukselka, której nie lubiła, ale dała się przełknąć. Rozumiała już, czym wcześniej powodowany był jej strach, rozumiała, bo poznała wszystko, co zostało utajone w jej głowie.
Jezioro Magicznej Sasanki zdawało się doskonałe, bo było ukryte przed mugolami, z Samuelem umówiła się już wcześniej - i jak nigdy zjawiła się też wcześniej. Jednak po przespacerowaniu kilku odcinków w tę i z powrotem postanowiła jednak usiąść na ziemi. Zaplatając nogi w turecki siad, a dłonie układając za plecami odchyliła się by spojrzeć w niebo i z uwagą lustrować chmury, mozolnie, powoli mknące jej nad głową. Właściwie to był ładny dzień, czemu nie zauważyła tego wcześniej?




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Magicznej Sasanki   20.02.18 1:15

Zbyt łatwo przychodziło mu odnajdowanie samotności. Przerażała z jednej strony, a z drugiej oferowało ułomny fragment ciszy, który barwił jego usta milczeniem, gdy tylko padały niewygodne pytania. Budowanie wokół siebie muru przychodziło jeszcze łatwiej. Pomagała mu nabyta umiejętność, pomagały i poszanowania. Pomagały nawet klątwy, które znaczyły jego obecność niby mugolskie tatuaże na skórze. Samotnię odnalazł i przy jeziorze, pojawiając się na niej o wiele wcześniej, niż wynikałoby to z prośby, która otrzymał i której nie chciał odmówić. Chociaż powinien.
Czuł się jak jeden ze złodziei, który oczekiwał ofiary. Ironicznie, jak łowca. Pogrążony w cieniu drzew, przerwał znęcanie się nad okazałym głazem, którego fragmenty i pył rozsypały się wokół stóp, niby śnieżna ścieżka. Na włosach i rodzie osadziły się drobiny skalne, od czasu do czasu lądując na ustach i języku, by objawić swoją obecność zgrzytaniem pod zębami.
Pojawiła się cicho, jak nimfa wędrując blisko przy brzegu jeziora, a Skamnader trwał pochylony pod drugiej stronie, obserwując drobną sylwetkę i jasne włosy, który co jakiś czas poprawiała, zakładając za ucho. Może nie widział tego wcale z odległości, która dzieliła go od kobiety, dopowiadając gesty, które znał na pamięć. I jak zdrajca, kradł widok, który został mu zabroniony. Od którego sam oddzielał się coraz wyższym murem. Absurdalny rodzaj ochrony. Im dalej od niego, tym bezpieczniej. Nawet, gdy miał zostawić z nią fragment swojej duszy. Zasługiwała na więcej, niż mógł ... jej dać. Nosił w końcu tylko zniszczenie.
Poruszył sie dopiero, gdy usiadła, odwracając wzrok gdzieś do góry. Czego upatrywała w usianym cieniami niebie? Anioły, o których opowiadała mu Gabrielle, musiały dawno spaść na ziemię i roztrzaskać skrzydła w pożerającej ziemię mroku. A jasne, kobiece oblicze wciąż unosiło się ku górze, chwytając na policzkach drgające od chmur promienie.
Poruszał się cicho, okrążając brzeg jeziora i wciąż obserwując zmiany, które mogły zajść wokół siedzącej ratowniczki. Nie był jednak przekonany, czy tym co przyciągało spojrzenie była troska, czy też wiercąca się, jak złowiona na hak ośmiornica - tęsknota. Była daleko, nawet, gdy znajdowała się tuz obok w pokoju. Nawet, gdy myślała, że na nią nie patrzy, gdy udawała, ze śpi, szarpiąc się na zbyt dużym dla niej łóżku. Widział i zbierał winę, sklejającą bolesną prawdę w całość.
Mogła go usłyszeć, gdy miękko pokonywał dzielącą ich odległość. Zmurszała od anomalii trwała wciąż wytłumiała kroki, ale nie starał sie ukryć swojej obecności. Zatrzymał się za nią, stając plecami i nie ośmielając się zakłócać projekcji, którą rysowały jej oczy. Pochylił się odrobinę, tylko na moment przysłaniając widok, chwytając źrenicami odbijający się w niebie błękit jej oczu - Królestwo za twoją myśl - odezwał się cicho, jakby głośniejsze tony mogły zakłócić niewidzialna granicę, którą wyznaczyła spojrzeniem. I zanim zdążyła mu odpowiedzieć, usiadł obok, ale wzrok skupił na ciemno błyskającej tafli jeziora, jakby w jego lustrze miał odnaleźć chociaż kilka odpowiedzi na niezadane nigdy pytania. Wyprostował ramiona i oparł dłonie na bokach, wbijając palce w chłodny, wilgotny od wody piasek. Nie kłopotał sie nawet podwijaniem rękawów, których czerń momentalnie obsypał piasek - Jeśli będziesz gotowa, powiedz - mieli w końcu trenować, cel był jasny, a mimo to powietrze przesiąknięte było tajemnicą, której wciąż nie rozumiał. A może jak większość mężczyzn, był po prostu ślepy.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jezioro Magicznej Sasanki   25.02.18 23:34

Było przyjemnie, miała ochotę zamknąć oczy i pozwolić by powietrze owiało jej twarz. Jednak nie mogła oderwać wzroku od obłoków sunących przez niebo, które nasuwały myśli. Cień który pojawił się nad nią odciągnął zarówno wzrok jak i myśli.
- Chmury, Sam. - odpowiedziała cicho, zawieszając spojrzenie na czarnych, dobrze znanych tęczówkach w które tak mocno lubiła się wpatrywać. Których ostatnio nie widywała tak często, mimo że w teorii byli siebie tak blisko. Tęskniła za nim, mając go przy sobie. Cholerny paradoks którego szczerze nie znosiła. Odprowadziła spojrzeniem sylwetkę która zaraz znalazła się obok niej. Patrzyła na tak dobrze znany jej profil którego oczy łaknęły mocno. Nie odbierała im więc sposobności. Zmieniła pozycję. Rozplątała węzeł z nóg i wyciągnęła je przed siebie, jedną zarzucając na drugą. Założyła za ucho kilka kosmyków jasnych, krótkich włosów. Dłonie ponownie ułożyła za plecami, odchylając się trochę by znów spojrzeć na niebiosa. - Wszystko się zmieniło. - ona - całkowicie, kompletnie w ogóle nie przypominała już starej siebie, on - może nie była to zmiana duża, nadal przecież pozostawał sobą, jednak sytuacja i na nim pozostawiła swoje własne piętno, całe otoczenie, Londyn, który stanął na głowie i na ten moment kompletnie nie był w stanie powrócić do swojego wcześniejszego ułożenia. - Paradoksalnie one zdają mi się niezmienne. - dodała i choć dla niej samej brzmiało to dziwacznie, nie czuła obaw by podzielić się właśnie z nim tym przemyśleniem. Powierzyła mu serce, powierzenie myśli nie było już tak straszne. Czy brzmiała jak szalona? Możliwe - w końcu chmury zmieniały się niezmiennie i codzienne, a jednak siedziała tutaj wygłaszając tezy o ich niezmienności.  
Przymknęła powieki, powstrzymując pytania, które cisnęły się na usta. Pytania, które wiedziała że będzie musiała kiedyś zadać. Jednak powtarzała sobie, że to jeszcze nie jest dobry czas - odpowiedni moment - że gdy właśnie taki nadejdzie, nie będzie miała żadnych wątpliwości.
Co chciała wiedzieć? Właściwie wszystko. Wszystko dla niej, ale dla świata prawdopodobnie nic z jej wszystkiego nie miało większego znaczenia. Czy znaczy coś dla niego. I czy to coś, to coś więcej, niźli przyjaźń z której bierze się troska. Cz istniała szansa, by kiedyś byli oni nie on i ona, razem, jako jedność. Czy gdyby to wszystko na dookoła w końcu pozbyło się szaleństwa, czy wtedy mogłoby być inaczej? I w końcu czy mógłby ją pokochać, prawdziwie i szczerze, całkowicie i do końca, tak jak i ona kochała jego  - gdyby nie to wszystko?
Pytania nawiedzały ją nagle, czasem o sobie tylko przypominając. A Just nie była pewna czego chce. Odpowiedzi mogły nie być takimi jakich pragnęła - co zrobiłaby wtedy, uzyskawszy ja w formie innej, niż tej której pragnęła? Jakby się zachowała, czy byłaby nadal w stanie trwać obok gdyby powiedział jej że nie?
Nie wiedziała i przynajmniej dzisiaj nie chciała się tego dowiedzieć dlatego też rozmowę na temat którego nawet nie zaczęła uznała za zamknięty. Do czasu - oczywiście.
Mama powiedziała jej kiedyś, że tylko dzięki miłości i przyjaźni możemy stworzyć wrażenie iż nie jesteśmy prawdziwie sami, bowiem sami się rodzimy i samotnie umieramy. Jednak czy nie było to przypadkiem najbardziej zmyślną formą okłamywania samego siebie? Z jednej strony nie mogła nie zgodzić się z tym - samotność była prawdziwym przyjacielem człowieka i najbliższa kochanką która odnajdywała nas, gdy wchodziliśmy w swoje myśli, skryte przed wszystkimi innymi.
Pozwoliła jeszcze by cisza zatańczyła między nimi opadając spokojnie na ramiona. W końcu odepchnęła się dłońmi, by zaraz znów zbić nogi w turecki siad i dźwignąć się sprawnie ku górze. Dłonie otrzepała o spodnie wyciągając zaraz różdżkę z długiego do kolan płaszcza. Przechyliła głowę w lewo, potem w prawo, słysząc przy drugim ruchu jak kości strzykają cicho. Miała mu coś jeszcze do powiedzenia, zdradzenia, musiała ujawnić swój plan a jednak nie była pewna jak się do tego zabrać. Czy powinna powiedzieć mu to siedząc obok wpatrując się w chmury? Czy może lepiej teraz gdy już stała. Niebieskim spojrzeniem obserwowała jego ruchy, gdy sam się podnosi i staje na przeciw niej.
- Zamierzam podejść do egzaminów wstępnych na kurs aurorski. - powiedziała na jednym wdechu gdy stanął już na przeciw niej. Nie czekała na odpowiedź, mając nadzieję... właściwie sama nie będąc pewną na co. Na to, że poprze ją w decyzji? Że nie spróbuje odwieść jej od niej? A może iż posiadając mało czasu na myślenie, nie dotrze do niego sens wypowiedzianych przez nią słów. - Expelliarmus. - zażądała od razu po wypowiedzianym zdaniu, wykonując odpowiedni ruch nadgarstkiem mając nadzieję na posłanie zaklęcia w stronę stojącego na przeciwko aurora.

| po dwa zaklęcia na zasadzie pojedynkowej? W przypadku udanego zaklęcia i nieudanej obrony zakładamy, że druga osoba ściągnęła czar?




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Magicznej Sasanki   25.02.18 23:34

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 93

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Jezioro Magicznej Sasanki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Zwykłe Jezioro
» Jezioro Zmian
» Baza Rady Magicznej
» Złote "cycaty" Magicznej Kołysanki
» Jezioro Iluzji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18