Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Katakumby

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Katakumby   05.04.15 20:53

First topic message reminder :

Katakumby

Tuż pod nogami spacerowiczów zwiedzających urokliwe zakątki Doliny Godryka znajduje się coś na kształt podziemnego miasta. O katakumbach krąży wiele legend, ale powszechnie uważa się je za wyssane z palca bajki dla młodych czarodziejów. A jednak istnieją naprawdę. Zbudowane przez założyciela miasta podczas wojny z goblinami miały służyć jako miejsce schronienia dla zagrożonej ludności. Ochroniono je potężnymi zaklęciami, dzięki czemu wszelkie magiczne próby odszukania wejścia czy choćby potwierdzenia istnienia katakumb spełzają na niczym. Nie oznacza to jednak, że nie można się do nich dostać. Wejście znajduje się na cmentarzu, obok grobu Ignotusa. Po wyczarowaniu czerwonego napisu PEVERELL i umieszczeniu go na kamieniu, grób otworzy się ukazując schody prowadzące w dół. Schodząc nimi dotrzeć można do labiryntu korytarzy, w których łatwo się zgubić. Utrzymane są w zaskakująco dobrym stanie, magia świetnie ochroniła katakumby przed destrukcyjnym działaniem czasu. Wchodząc jednak zbyt głęboko natrafić można na kości tych, którzy przecenili swoje możliwości i uwięzieni pod ziemią dokonali żywota. Używanie magii jest tam bowiem możliwe, jednak nic za pomocą czarów nie może się do środka dostać ani stamtąd uciec.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   16.10.15 10:55

The member 'Charlus Potter' has done the following action : rzut kością

'k100' : 22


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   16.10.15 14:40

Błyskawiczne rzucone Protego zatrzymało zaklęcie, chroniąc aurorów przed bolesnym wbiciem w ścianę. Zdawałoby się, że niebezpieczeństwo misji drastycznie wzrosło, wszak walka z drugim czarodziejem nie równa się konfrontacji ze stworzeniami, z którymi mieli do czynienia w mrocznych korytarzach katakumb. Dodatkowy pojedynek kradł cenny czas, który powinien zostać poświęcony na poszukiwanie wyjścia – od niego zależało przeżycie reporterki. Zaklęcie rozbrajające Pottera przez utrudniającą widoczność przemknęło wysoko ponad głową napastnika, nie wytrącając mu różdżki z ręki.
- Potter? – co dziwne przeciwnik nie miał zamiaru wykonywać kolejnych uroków, mających na celu unieszkodliwienie aurorów. Jego głos wyrażał konsternację, ale także i wielką ulgę. - Potter, niech to psidwak ugryzie! Myślałem, że to przemytnicy!
Gdy zbliżył się do pary, uważając, by nie wpaść do głębokiego zbiornika gorącej wody, dało się rozpoznać jego osobę. To jeden z aurorów, zapewne przysłany w odpowiedzi Gawaina i Mony, który szkolił się w swoim zawodzie w tym samym czasie co Charlus, stąd błyskawiczne rozpoznanie kolegi z pracy. - Wybaczcie, dobrze, że panienka świetnie rzuca tarczę. Nic wam nie jest? – zatroszczył się, lecz gdy jego wzrok padł na Molly Carter, wykrzyknął: - Na Brodę Merlina, co się jej stało?! Szybko, szybko! Musimy iść – zadecydował spanikowanym tonem, bez dalszych zbędnych komentarzy ruszając w kierunku, z którego trafił do sali.
Przy pomocy aurora szybko wrócili do wyjścia, dosłownie po nitce do kłębka, korzystając z wcześniej rzuconego zaklęcia. Wezwane magiczne pogotowie, w ciągu kilku chwil udzieliło podstawowej pomocy Molly, zanim transportowało ją do szpitala. Choć życie reporterki pozostało w dobrych rękach, to sprawa przemytu, nie została jeszcze rozwiązana. Na pewno w ciągu następnych tygodni na cmentarzu Doliny Godryka zaroi się od aurorów zarówno wynoszących skrzynie ze zwierzętami, jak i poszukujących osób parających się nielegalnym zarobkiem.

| Punkty za udział wydarzeniu zostały już naliczone na wasze konta.
Charlus: 60 pkt
Elizabeth: 70 pkt
Gawain: 20 pkt
Mona: 30 pkt

zt dla wszystkich


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Katakumby   30.12.16 12:54

Nie okazał zaskoczenia, kiedy chłopak z zapałem zaczął otwierać się przed praktycznie nieznajomym człowiekiem oraz opowiadać mu biograficzne historyjki z (Avery był tego pewny) elementami fantastycznymi. Nie bez powodu krążyły legendy o gadatliwości Irlandczyków, które sądząc po tym konkretnym przypadku, w ogóle nie były przesadzone. Samael słuchał, potakiwał w odpowiednich momentach, nie okazywał najmniejszego śladu znużenia... Zaangażował się, dopytywał, wyszaprując z zupełnie nieświadomego młodzieńca całą kolekcję informacji. Ten dzielił się nimi wręcz chętnie, nie przerywając zbierania ingrediencji, wśród których Avery bez żadnego problemu rozpoznał tęgoskóra żelznego. Mógł wierzyć w opowiastki narkomana? Może... nawet powinien, z racji niezbyt czystych interesach Harringtonów. Wygnano ich z wyspy z powodu szachrajstw i matactw? Miejsce, gdzie prowadzili sklep zdążyło już zmienić się w ruinę: zmurszałe mury obrosły bluszczem, w pustych okiennicach zagnieździły się ptaki... Nikt dawno tam nie zaglądał, co potwierdzał nie tylko nędzny wygląd niegdyś okazałego domu, obecnie nędznej rudery, kulącej się u podnóża wioski, odseparowanej od innych domostw sporą połacią ziemi. Wszedł tam ostrożnie; stra drzwi zaskrzypiały przeraźliwe, a w nozdrza Avery'ego uderzył okropny zapach zgnilizny. Czubkiem wypolerowanego buta przesunął jak najdalej od siebie nadjedzone ciało jakiegoś zwierzęcia (rozmiar mógł wskazywać na kunę) i wszedł głębiej, do kolejnych pokoi, wyraźnie naznaczonych zębem czasu. Połamane meble, potłuczone butelki - czyżby niegdyś świetnie funkcjonujący sklep dla zapalonych alchemików (trucicieli?) zmienił się w pijacką melinę?
Znalazł tam jednak wystarczająco śladów obecności dawnych właścicieli, by mógł bezsprzecznie stwierdzić, iż z irlandziej wyspy przenieśli się wprost do Doliny Godryka. Czystokrwistym Harringtonom przeszkadzało tak bliskie otoczenie mugoli? Nie potrafił jednoznacznie tego określić, ale pewne wątki przypuszczalnie będzie mógł zamknąć po wizycie w Dolinie Godryka. Teleportował się natychmiastowo, nie zamierzając tracić więcej czasu w Irlandii - chociaż okolica była wyjątkowo malownicza, nie przybył tu by kontemplować piękno natury. W angielskiej wiosce spotkało zaś Avery'ego gorzkie rozczarowanie - ani starsze zabudowania, ani biblioteka, ani poczta - nigdzie nie natrafił na rzetelny ślad, potwierdzający bytność Harringtonów w tym miejscu. Stąd... zawęził poszukiwania, udając się na cmentarz. Większość nagrobków była stara, zniszczona, jedynie kilka grobów wyglądało na zadbane. I na żadnym nie odczytał pożądanego nazwiska. Ostatnią deską ratunku było uwierzenie w legendę właściwie, bo czyż nie opowiadała mu o tym jego piastunka z lat dziecięcych?
Magia jednak zadziałała i rzeczywiście tuż przy grobie Peverella, odsłoniły się schody prowadzące głębok w dół. Powinien się bać? Wycofać, póki jeszcze miał okazję? Został pozbawiony takiej decyzji znacznie skuteczniej, więc schodził w ciemny korytarz, oświetlając sobie drogę światłem tryskającym z końca różdżki. Czy to możliwe, by tak długo nikt nie zapuszczał się w to miejsce, by Harringtonowie uznali je za bezpieczne? Czy po prostu nikt nie wiedział, że można tu coś znaleźć, przez co ich tajemnice były bezpieczne? Avery z kolejną garścią wiadomości spokojnie wyszedł na powietrze.

zt






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Katakumby   21.02.17 22:52

ze statku Jolly Jelly

Nagle powietrze w dotychczas spokojnych katakumbach, przeszył dźwięk przypominający syknięcie, a następnie dźwięk łamanych kości. Te z powodu swojego wieku bez problemu pękły, gdy Elisabeth stanęła na nich, próbując złapać równowagę. Tym razem, chociaż zazwyczaj nie miała z tym problemu, nie umiała schować szczerego zaskoczenia, które malowało się na jej twarzy. Obróciła się powoli wokół własnej osi, rozglądając się po pomieszczeniu. Naturalnie nie miała problemu z dostrzeżeniem wszystkiego dookoła - półmrok nie przeszkadzał jej w widzeniu tego, co dzieje się dookoła. A mimo to nie miała pojęcia, gdzie się znajduje. W pierwszym momencie pomyślałaby, iż trafiła do jakiegoś grobowca ze względu na ilość ludzkich szczątków, jednak budowa pomieszczenia poddawała wątpliwości jej początkowe wnioski. Nie do końca była też świadoma tego, co się właśnie wydarzyło - jeszcze przed chwilą znajdowała się pod pokładem statku, gdy wiedziona ciekawością dotknęła jednego z totemów, wystającego z tajemniczych skrzyń. Wyglądał niezwykle intrygująco, gdy na niego spojrzała nie umiała się powstrzymać, czego obecnie nie umiała wytłumaczyć. Czyżby jej dociekliwość przyjęła aż tak niebezpieczny poziom? Nie miało to teraz znaczenia, bo z tego wszystkiego ostatecznie znalazła się w nieznanym sobie miejscu.
Przejęta tym wszystkim dopiero po chwili dostrzegła, iż nie jest sama. Jej wzrok padł na twarzy Yaxley'a, który najwyraźniej również chwycił przedmiot, ostatecznie trafiając tutaj wraz z nią. Odwróciła spojrzenie, ponownie rozglądając się po pomieszczeniu. Wyraz zaskoczenia już dawno zniknął z jej twarzy, zaś zastąpił je bez emocjonalny wyraz. Po chwili jednak uczuła, jak dosięga ją rozbawienie, które jednak skrzętnie ukryła. Uśmiech, który mimowolnie chciał pojawić się na jej twarzy, zamaskowała zagryzieniem dolnej wargi. Sprawcą tych nagłych emocji była myśl o niedawnym jej spotkaniu z lordem. Miało ono wówczas zupełnie inny charakter, bardziej przyjazny.
- Nie będę się łudzić, iż lord kiedykolwiek tu był... - powiedziała w końcu po długiej ciszy. Jej głos nie był głośny.
Stała do niego odwrócona plecami, szukając jakiegokolwiek wyjścia z pomieszczenia. Dopiero po chwili dostrzegła korytarz, do którego przejście znajdowało się w ciemnym kącie pokoju. Po chwili jednak poczuła delikatny przewiew, który nie dochodził z tamtego przejścia. Odwróciła się w przeciwną stronę, robiąc kilka kroków w stronę, z którego wyczuwała delikatny powiew. Dopiero gdy się nieco zbliżyła, dostrzegła kolejne wyjście z pomieszczenia.
- ... i z pewnością nie wie lord, którą drogą winniśmy się udać - dokończyła, przenosząc spojrzenie ciemnych oczu na znajomą postać. - Przyznam jednak, iż miło byłoby się dzisiaj pomylić.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
26
18
5/22
8/40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   23.02.17 0:01

W jego nozdrza uderzył zaraz zapach stęchlizny, a gdy znaleźli się w nieznanym im miejscu, natychmiast puścił nadgarstek lady Parkinson. Nie było to jednak tak gwałtowne jakby się spodziewał. Po prostu od razu ruszył przed siebie parę kroków, by sprawdzić, gdzie zaniósł ich świstoklik. Nie było to początkowo wiadome, ale odgłosy chrupania, tak charakterystyczne i nie dające się pomylić z niczym innym dobiegły spod ich stóp. Czy podobnie nie brzmiała czaszka mugola, którą przyniósł Tomowi Riddle'owi, gdy ten nakładał na nie odpowiednie zaklęcie, by tamta przemieniła się w jego maskę. Jego drugą twarz. Jego nową twarz. Jego prawdziwą twarz. Tę którą poznała już Megara Carrow. Kto jeszcze miał go zobaczyć? Nie zamierzał jednak zaprzątać sobie na razie tym głowy. Musiał skupić się na tu i teraz. Próbował skupić się na obrazie domu, ale nic się nie stało. Teleportacja nie działała. Z sercem pełnym wątpliwości i obarczony obawami, z odrazą podążył przed siebie. Pokój był obszerny i bardzo ciemny i na każdym kroku potykał się praktycznie o rozrzucone kości. W rogu dostrzegł kotary, którymi osłonięto trumnę i w tej trumnie tkwiło to wszystko, co zostało z jakiegoś nieszczęśnika, którego ktoś porzucił w tym zapomnianym przez wszystkich miejscu. Ciągnięty jakąś dziwną mocą, nie mógł dać odpowiedzi odmownej i z uczuciem zgnębienia zaczął zbliżać się do krawędzi owej trumny. Uchylił z lekka fałdy zbutwiałych już zasłon. Całe wnętrze pomieszczenia, w którym się znaleźli tchnęło śmiercią, lecz osobliwy zaduch trumny przyprawiał o zawrót głowy i zdawało mu się, że śmiertelne wyziewy dobywały się z trupa po tak długim czasie. Z chęcią oddałby wszystko, żeby tylko wydostać się z tej zatęchłej komnaty, która zdawała się jedynie zmniejszać, chociaż światło dochodzące z ich różdżek tańczyło w dzikich pląsach na jej ścianach. Lecz nie miał sił poruszyć się z miejsca, nieruchomo wpatrując się w sztywnego trupa. Nie słuchał słów, które padały z ust lady Elisabeth Parkinson. Nie odpowiedział również na jej słowa. Po tym jak pojawiła się w tych niedogodnych dla siebie okolicznościach, zamknął się w sobie, chociaż bliższe było prawdzie to, że pokazał swoją prawdziwą twarz. Małomównego, wycofanego, zdystansowanego. Nietrudno było to zobaczyć. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znajdowali i stanął przed wyborem - którą drogę wybrać?

|Nieparzyste - Wyjście numer jeden. Gdy tylko wchodzicie głębiej w ciemny korytarz, daje się odczuć chłodny przewiew, który wyczuwała wcześniej Elisabeth. Być może jest tam wyjście, jednak przez dłuższą chwilę nic się nie dzieje. Z każdym kolejnym krokiem powietrze jest wyczuwalne coraz mocniej, jednak dalej nie widać żadnego wyjścia.
|Parzyste - Wyjście numer dwa. Od razu jest wyczuwalny zapach stęchłego truchła i szczurzych odchodów. Nie widzicie, gdzie idziecie, bo korytarz rozszerza się, a światło ginie w mroku. Idziecie jednak naprzód, aż trafiacie na żelazną bramę, torującą wam przejście do dalszej części katakumb.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   23.02.17 0:01

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k10' : 8


Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Katakumby   23.02.17 21:41

Podobnie jak on, życzyła sobie być teraz w innym miejscu, zajmując się swoimi sprawami, jakkolwiek haniebne musiały się dla innych wydawać, a w tym dla jej towarzysza. Z początku nie zwracała uwagi na jego zachowanie, o wiele większą wagę przykładała do miejsca, w którym obecnie się znajdowali. Próbowała wysnuć logiczne wnioski, odnaleźć wyjście z zatęchłego pomieszczenia... Dopiero kiedy napotkała się z brakiem jego odpowiedzi, przeniosła na niego wzrok. Zmarszczyła lekko czoło, przypatrując się mu chwilę. Musiała przyznać, iż z podobnym zachowaniem u mężczyzny, spotyka się po raz pierwszy. Naturalnie nie miała z nim wielu kontaktów, jednakże wystarczająco, by powoli wysnuwać jakieś wnioski, opinie i dostrzec zmianę. Może jednak w rzeczywistości ten nowy sposób bycia w rzeczywistości był czymś permanentnym, co wcześniej nie zostało jej przez niego pokazane. Każdy ma swoje maski, a ona nie mogła powiedzieć, że znała wszystkie te należące do lorda Yaxley'a. Teraz jednak wzbogaciła się w wiedzę chociaż o tą jedną...
Mogła się jedynie domyślać, że takie postępowanie spowodowane jest sytuacją poprzedzającą przeniesienie przez świstoklika. Z pewnością rzuciło to cień na ich dotychczasowe relacje, co nie co ją zaniepokoiło. Szybko jednak przypomniała sobie o jednym - to ona jak na razie wyświadczała lordowi przysługi i zaproszenie do muzeum niczego nie zmieniało. Morgoth wciąż miał u niej dług, który musiał spłacić. I z pewnością zrobi to, gdyż Elisabeth zdążyła poznać się na nim jako na osobie, która wywiązuje się z umów i interesów. Poza kwestią swoich prywatnych spraw, nic innego miało jej już nie zmartwić. Opinia innych nie interesowała jej, gdyż jedyną osobą, która mogła ją sądzić, była ona sama. Nie była zakochana w sobie - widziała swoje błędy i starała się na nich uczyć. Nie potrzebowała sztabu ludzi informujących ją o jej potknięciach, a już na pewno nie miłośników mugoli. Wówczas każdy jej krok czy oddech stałby się dla nich ogromnym niepowodzeniem.
Kiedy zdała sobie sprawę, iż patrzyła na niego już przez dłuższy czas, pochłonięta myślami, chciała odwrócić wzrok. Nie zdążyła jednak, gdyż ten ruszył w stronę jednego z wcześniej dostrzeżonych przez nią przejść. Niemalże od razu ruszyła za nim, jedynie na chwilę odwracając się na to drugie wyjście. Zmarszczyła brwi, ostatecznie jednak ruszając za mężczyzną. W razie gdyby jego wybór okazał się być tym złym, będzie mogła mu to swobodnie wypominać. Może udałoby się uzyskać kolejny dług?
Mrok wydawał się pochłaniać ich coraz bardziej - nawet zaklęcie nie było w stanie zwalczyć wszechobecnej ciemności, ukazując im tylko niewielki obszar wokół nich. Dlatego też szli nieco wolniej, uważając na porozrzucane po ziemi szczątki ludzkie, ale i fragmenty ścian, trumn, kamienie... Nagle drogę zagrodziła im brama, nie pozwalająca im kontynuować ich miłego spacerku wśród smrodu i brudu. Ta wyglądała dość solidnie, jak na miejsce tego pokroju. Nie oznaczało to jednak braku rdzy i czystości, bo byłoby to wręcz niemożliwe w podobnych warunkach.
Poczuła uszczypnięcie gdzieś w środku, przypominające o jeszcze niedawnym postanowieniu wypominania lordowi jego pomyłki. Chwilowo zdusiła w sobie jednak tą myśl. Podeszła do bramy z zamiarem otworzenia jej w tradycyjny sposób. Nie było sensu przecież wymachiwać różdżką, jeśli te cały czas stałyby przed nimi otworem.

1-4 Brama nie tylko wygląda solidnie, ale i sama taka jest. Elisabeth nie udaje się jej otworzyć, a jedynym możliwym sposobem na kontynuowanie wędrówki, jest utorowanie sobie drogi za pomocą czarów.
5-7 Brama drgnęła lekko, jednakże rdza uniemożliwia jej swobodne otwarcie. Z pewnością nie jest to na siły lady Parkinson, jednakże mężczyzna z wykorzystaniem odrobiny siły nie powinien mieć z tym problemów. Naturalnie jednak zawsze można też użyć zaklęcia.
8-10 Brama niemalże od razu odpuściła, pozwalając wam iść dalej.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   23.02.17 21:41

The member 'Elisabeth Parkinson' has done the following action : rzut kością


'k10' : 9


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
26
18
5/22
8/40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   24.02.17 21:26

Czuł odór, który dobiegał z korytarza już znacznie wcześniej. Nawet nie trzeba było posiadać bardziej lub mniej wyostrzonym zmysłów, by to dostrzec. Wiedział, że powinien iść za nosem i za powiewem powietrza. Tak właśnie postąpiłby ktoś pochopny, nieprawdaż? Idąc zgodnie z podmuchami bardzo szybko ich zapach poniósłby się w dalsze części nieznanego im miejsca. Gdy szli pod prąd, nikt naprzeciw nich nie mógł wiedzieć, że nadchodzą. Nikt ani nic. Morgoth nie był pewny, czego powinni się tutaj spodziewać, ale że coś czaiło się w mroku było bardziej niż pewne. Dlaczego ktoś miałby zrobić ze starej figurki świstoklik? Dlaczego właśnie tutaj? Była to kara dla ciekawskich? Gdy dotarli do bramy, chciał wyszeptać słowa zaklęcia, które mogło upewnić ich, że nie czaiła się na nich tutaj pułapka. Nie zdążył jednak zareagować, gdy lady Parkinson wyminęła go i popchnęła ją równocześnie ją otwierając. Nie zamierzał mówić jej, że było to bardzo lekkomyślne posunięcie. Przygryzł lekko dolną wargę, obserwując jak kobieta przekracza granicę między korytarzem za ich plecami, by znaleźć się po drugiej stronie. Morgoth odwrócił się, by spojrzeć w ciemną otchłań za nimi. Nic jednak prócz cieni nie dostrzegł. Ruszył więc za Elisabeth i powoli przymknął grodzie, by w razie czego nie dać nikomu znać, że tu byli. Ale no właśnie. Komu? W pewnym momencie zatrzymał się, nasłuchując. Trwał nieruchomo, starając się wyciągnąć z tej nicości cokolwiek, co mogłoby ich naprowadzić na obcą obecność. Nie był do końca pewien ile trwało to zawiedzenie. Pół minuty, pięć minut, a może tylko uderzenie serca? Zdawało mu się, że ocknął się z mętnych i niespokojnych matni, zaprzątających właśnie jego umysł. Czy to to miejsce tak wpływało na jego zmysły, tworząc iluzje? Czy postrzegał rzeczywistość taką jaką była naprawdę? Nie był tego pewien, ale nic z tych dwóch rzeczy nie napawało go spokojem. Nie zmierzchało nawet gdy wchodził na pokład Jolly Jelly. Dawało im to tę przewagę, że w razie czego, światło wskaże im drogę. Lecz nie zachował dość trwałego i dość określonego wspomnienia tych zdarzeń, które zaszły od tego paskudnego przeniesienia. To miejsce cuchnęło. Pełne było namacalnej wręcz zgrozy. Nieokreślonej - strachu przed śmiercią? Jednak wszyscy którzy się tam znajdowali, już dawno pomarli. Nie należał on do nich. Kto więc wydzielał ten obrzydliwy odór? Od czasu do czasu w jego uszach zdawał się dzwonić słaby i przenikliwy krzyk — kobiecy krzyk. Co to było? Może to cisza płatała mu figle, ale Morgoth ufał swoim zmysłom. A te mówiły, żeby nie tracił czujności. Korytarz za bramą doprowadził ich do pewnej komnaty, w której jedynym wyjściem prócz tego, którym weszli, były drzwi naprzeciw. Nie była ona jednak pusta. Na stole przed nimi płonęła lampa i w jej pobliżu stała mała  hebanowa szkatułka. Nie była wykonana w żaden wyszukany sposób. Mogła stać w każdym domu w Anglii. Lecz jakim trafem zjawiła się tu, pod ziemią, i czemu paliło się światło? Yaxley spojrzał na Elisabeth i ruszył wolno jako pierwszy. Jego padł na kartę jednej jedynej otwartej księgi tuż obok szkatuły i na zaznaczone w niej zdanie. Dicebant mihi sodales, si sepulchrum amicae visitarem, curas meas aliquantulum fore levatas. Znał te słowa. Należały do zapomnianego poety.
- A moi towarzysze powiedzieli mi, że jeśli chciałbym odwiedzić grób mojego przyjaciela, może to złagodzi nieco obawy - przetłumaczył, doznając narastającej chęci dowiedzenia się, co się tutaj działo. Zacisnął dłoń na różdżce, czując nadchodzącą frustrację.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Katakumby   26.02.17 18:17

Po przekroczeniu bramy nie martwiła się zbytnio tym, co po tym nastąpi. Niczego wielkiego się też zbytnio nie spodziewała, chociaż po krótkiej chwili postanowiła nieco pewniej chwycić różdżkę. Według zdrowego rozsądku w ciemności mogło się wiele kryć, a dzięki temu obrona mogła nadejść szybciej.
Póki co to ona szła przodem, nie minęło jednak wiele, gdy nieco zwolniła kroku, co swoją drogą było nieco wbrew jej woli. Nie mogła jednak nic na to poradzić - warunki miejsca okazały się na tyle nieznośne, że w końcu, ku niezadowoleniu ze swoich słabości, te zaczynały oddziaływać na kobietę. Pojawił się póki co lekki ból głowy, a i z niewiadomych przyczyn czuła się po prostu nieswojo. Ukrywała swoje uczucie ciesząc się, że jej twarz z pewnością nie budziła zainteresowania mężczyzny. Dzięki temu pojedynczy grymas, który mógł wbrew jej woli ujrzeć światło dzienne i tak nie zostałby wykryty.
Wszystkie te słabostki zganiała na swoją kocią stronę, co w jakiś sposób było słusznym stwierdzeniem. Słynna kobieca intuicja w połączeniu z tą zwierzęcą, tworzyła coś iście nieznośnego, ale i przydatnego. Jej czujność zwiększyła się, chociaż w jakiś sposób nie była ona tak w pełni odpowiednia, jaką byłaby, gdyby nie przenikający jej nozdrza smród. Po dłuższym czasie ten wywoływał u kobiety pojedyncze kaszlnięcia, które były swego rodzaju odruchami obronnymi jej ciała. Płuca nie miały ochoty więcej być wypełnione tym nieczystym powietrzem, co zresztą było w pełni zrozumiałe. Cóż jednak poradzić na to, że nie było innego sposobu jak zaakceptować odrażający odór i szukać uparcie wyjścia.
Aby nieco zapomnieć o nieprzyjaznych warunkach, postanowiła rozmyślać na temat samej sytuacji - pojawieniu się na statku, tajemniczym spotkaniu lorda Yaxley'a, świstokliku, jego twórcy itd. Odtwarzała poszczególne momenty, liczyła na znalezienie czegoś, co wcześniej przeoczyła. Póki co mogła wysnuwać jakieś niestworzone teorie, ostatecznie jednak nie potrafiła odpowiedzieć na najbardziej nurtujące ją pytanie - kto zamienił totem w świstoklik i po co? Póki co pozostawało to tajemnicą. Skoro jednak ktoś zadał sobie tyle trudu, to dlaczego teraz wszystko wydawało się takie łatwe? Z wyjątkiem wydostania się na powierzchnię oczywiście, lecz historia niejednokrotnie pokazała, że w podobnych sytuacjach nic nie może przebiegać w tak luźny sposób. Coś musiało ich czekać po drodze... No chyba, że miejsce to nie miało wyjścia, w takiej sytuacji wszystko zdawało się o wiele bardziej sensowne...
Prychnęła cicho, wtórując sarkazmowi w jej głosie. Wtem jej oczom ukazała się tajemnicza komnata, na jakiś czas odciągająca ją od innych tematów. Uważnie rozejrzała się, a palące się światło, stół i szkatułka nie uszły jej uwadze. Jej wzrok automatycznie powędrował w stronę mężczyzny, by potem przepuścić go przodem. Sama rozejrzała się dookoła, analizując wnętrze pomieszczenia. Póki co jednak nie było ono tak interesujące, jak tajemnicze pudełeczko, toteż poszła w ślad lorda i zbliżyła się do niej. Zacisnęła mocniej usta, słuchając widniejącej na niej treści. Co to wszystko miało znaczyć?
Kobieta uniosła lekko różdżkę w stronę szkatułki mając nadzieję, że dokuczające jej niedogodności nie wpłyną negatywnie na umiejętność rzucania zaklęć.
Hexa Revelio - powiedziała cicho, po czym zagryzła dolną wargę.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   26.02.17 18:17

The member 'Elisabeth Parkinson' has done the following action : rzut kością


'k100' : 44


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
26
18
5/22
8/40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   26.02.17 21:49

Dotknął różdżką otwartej księgi i przejechał nią wzdłuż zaznaczonych słów. Były niezwykle wymowne i znał je. Jednak czy miało to jakieś znaczenie? Każdy kto interesował się literaturą w większych aspektach niż jedynie podstawa, mógł je przeczytać. A adekwatny wydźwięk połączony z tym miejscem gdzie aż roiło się od szkieletów i zwłok mógł jedynie potwierdzić powód, dla którego się tutaj znajdowały. Były to katakumby. Ale mogły ich być setki jeśli nie tysiące na terenie samej Anglii. Nie miał pojęcia jak duża ich liczba znajdowała się poza jej granicami. Co więc oznaczały? Najsławniejsze były w Dolinie Godryka, ale równie dobrze mogli znajdować się pod opuszczonym zamkiem, w lochach, skąd mało kto znał wyjście. Nie mieli nic innego do roboty jak sprawdzić, co jest w tej przeklętej szkatule. Przeniósł wzrok na Elisabeth, dostrzegając w jej oczach coś, czego wcześniej nie widział. Zdecydowanie i potwierdzenie na dalsze działania względem tajemniczej skrzynki. Mogli tutaj zginąć - w końcu nie mieli pojęcia, co kryła w swoim wnętrzu. Ciekawość czy może odwaga zdecydowały, że oboje znali swoje zdanie co do następnych kroków. Przejechał spojrzeniem po wyraźnych rysach jej twarzy, gdy spojrzała na przedmiot na stole. Obserwował jak podniosła różdżkę, by wycelować ją w odpowiednią stronę. On w międzyczasie zajął się czym innym. Rozejrzał się po wnętrzu komnaty, bacznie obserwując oba wyjścia. Musieli uważać.
- Cave Inimicum - wyszeptał, wiedząc, że teraz najważniejsze było dowiedzenie się nie co oznaczały te słowa i jak je mieli rozumieć, ale chodziło o dowiedzenie się czy ktoś jeszcze tutaj był. A jeśli zamierzał się zbliżyć, będą o tym wiedzieli. Przeniósł również spojrzenie na szkatułę, na którą przed chwilą lady Parkinson rzuciła zaklęcie. Nie udało się, ale mogli próbować dalej. Musieli być pewni, że nic im nie zagraża, a zostawienie tej rzeczy tutaj... Jeśli to była pułapka już w nią wpadli. - Hexa Revelio - powtórzył. Czas się kończył, a oni musieli się stąd wydostać.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   26.02.17 21:49

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 26, 37


Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Katakumby   28.02.17 16:07

Przez chwilę obserwowała szkatułkę oczekując skutków swojego zaklęcia. Te nie pojawiły się, a ona wiedziała, iż nie udało jej się. Ta mała porażka wywołała dokuczliwe ukłucie w środku, na skutek którego jej ambicja nieco ubolewała nad niepowodzeniem. I nie było tutaj mowy o tłumaczenie się złą kondycją na skutek fatalnych warunków otoczenia, bo to jej nie usprawiedliwiało. Przecież wielu było, którzy pomimo o wiele gorszego stanu, potrafili rzucić nawet potężniejsze zaklęcia. Jej nie udało się, bo co... Bo głowa lekko bolała? Stłumiła w sobie ochotę prychnięcia, a myśli odciągnęła od nieprzyjemnego tematu i skoncentrowała się na rzeczywistości. Nie było wszak czasu na myślenie o jednym nieudanym zaklęciu...
Jej wzrok powędrował w kierunku lorda licząc, iż chociaż jemu powodziło się lepiej. Nadzieje były płonne, najwyraźniej oby dwoje stali się ofiarą złej passy. Nie było to dość budujące uczucie. Los im nie sprzyjał w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowali. Jak na razie rzucane zaklęcia miały na celu ich ochronić przed ewentualnym zagrożeniem, a w ciemnościach tego nieznanego im miejsca mogło czyhać wszystko albo nic. Lepiej jednak było ubezpieczać się na przyszłość, nie było zatem mowy o poddaniu się. Elisabeth przynajmniej nie zamierzała - chciała odkryć wnętrze szkatułki, nie chciała jednak narażać się na klątwę, która mogła zostać rzucona na przedmiot. Zwłaszcza, iż szanse na ratunek były nikłe. Mogła mieć nadzieję na to, iż lord ewentualnie będzie starał się ją uratować, ale co on mógł? Nie podejrzewała go o znajomość magii leczniczej - musiałby zabrać ją do specjalisty, a to stanowiło problem w obecnej sytuacji.
Westchnęła cicho, nieco zbliżając się do stołu. Wzrok utkwiony miała w szkatułce, w którą ponownie wycelowała różdżkę. Trzymała ją dość pewnie w ręku, twarz zaś nie wyrażała żadnych emocji.
-Hexa Revelio - powtórzyła ponownie zaklęcie. Jej głos brzmiał dość spokojnie, acz był cichszy niż zwykł być na co dzień. W środku czuła przebłyski zniecierpliwienia. Nie spodziewała się, iż niewinne podsłuchiwanie ludzi może mieć taki efekt końcowy.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Katakumby   28.02.17 16:07

The member 'Elisabeth Parkinson' has done the following action : rzut kością


'k100' : 14


Powrót do góry Go down
 

Katakumby

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Katakumby
» Laboratorium rozwojowe (Katakumby)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dolina Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18