Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Chicago, marzec 1950
AutorWiadomość
Chicago, marzec 1950 [odnośnik]10.12.16 23:14
Wspomnienie drugie
- Ray! Ej, Ray!
Raiden tkwił pod tym domem już jakieś czterdzieści minut i najwidoczniej starsza pani na parterze nie zamierzała wpuszczać młodego, dobrze wyglądającego dzieciaka, który przyjechał po nocy (no, tak. Była siódma wieczorem, ale było już ciemno, więc noc), prosząc o spotkanie z pewną młodą damą. Ah te kobiety starej daty. Dalej łapały go za serce swoim tradycjonalizmem lub właściwie... Uważały, że dzięki temu uchronią młodsze od siebie kobiety przed smakiem młodości? Chyba właśnie wręcz przeciwnie. Ich sprzeciw jedynie podkręcał chęć spotkania, równocześnie powodując, że w głowach męskiej braci zaczynały tworzyć się ciekawe pomysły. Jak na przykład ten, który zakradł się prosto do kreatywnej wyobraźni Raidena. Skoro sterczał tam już piętnaście minut, tracąc czas na przegrany spór z upartą babcią, musiał się spotkać z Grace w inny sposób. Gdyby mieszkała w bloku, byłoby gorzej. Jednak jako policjant Raiden miał to do siebie, że szybko znajdował informacje o interesujących go ludziach. Znalezienie adresu aktualnego miejsca, w którym przebywała panna Wilkes było czymś tak prostym, że aż dziecinnym. Jeden skradziony pocałunek w imię większego dobra był całkiem rozsądną ceną. Szczególnie że Ariadne była naprawdę całkiem ponętną i pożądaną dwudziestoparolatką. Co oni jej zrobili, sadzając ją w archiwum? Carter musiał przyznać, że smakowała naprawdę cudownie i gdyby nie silne pragnienie dostania się do informacji z przesłuchania, które już przenieśli nie wiadomo dlaczego do archiwum, zapomniałby, co tam robił. Ale miał to! Zakopane i spisane na straty dokumenty. Cóż. Góra nie wierzyła w to, że rozwiąże tę sprawę ze Smithem?! Niedoczekanie! Ale wpierw musiał spotkać się z Grace. I na pewno w innych okolicznościach niż jakieś denne przesłuchanie. Chociaż wtedy mógł naginać swojej władzy czyż nie? Okrutnik. Na pewno miał pójść za to do piekła. Za to... I wiele innych rzeczy.
Więc wsiadł w samochód, bo miał do nich słabość, i udał się pod wspomniany adres wykupiony pocałunkiem. Zajęło mu to więcej czasu niż przypuszczał. Bo skąd miał wiedzieć, że to hodowla?! Mógł się spodziewać, że właśnie tam się zatrzymają. Gdzieżby indziej mieli być miłośnicy zwierząt? Ale nie zamierzał się poddawać. Co to to nie! Zaszedł tak daleko, więc dociągnie tę sprawę do końca. Jak miał w zwyczaju robić zawsze. Ale nie spodziewał się tego, że zastanie tam upartą czarownicę i przyjdzie mu się wspinać po ścianie budynku do okna na piętrze. Nie było to takie proste, ale udało się. Pierwsze okno okazało się nie tym, którego chciał i o mały włos nie został zdemaskowany. Ruszył dalej, stukając palcem w szybę, aż nie zobaczył znajomej sylwetki po drugiej stronie. Uśmiechnął się łobuzersko jak gdyby nigdy nic i machnął jej głową, starając się przy okazji nie zlecieć. Gdy Grace otworzyła okno, mruknął:
- Hej, piękna. Gotowa na ucieczkę?
Na jej zaskoczone pytania, złapał się mocniej okna.
- Nie gadaj tylko schodź. Coś mi się wydaje, że twój smok nie odpuści - szepnął do dziewczyny, myśląc o krwiożerczej babci. Ale zaraz usłyszał coś pod sobą. Wolał nie dać się przyłapać i zostać potraktowany jakimś zaklęciem petryfikującym! Szybko więc podciągnął się na rękach i wślizgnął przez otwarte okno prosto na podłogę pokoju Grace. Merlinie, pobłogosław tę chwilę.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, marzec 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]18.12.16 20:45
Grace chyba po raz pierwszy pomyślała o swojej pracy, że ją nuży. Chociaż w dalszym ciągu to kochała i chciała to robić, to po spotkaniu z Raidenem nie potrafiła dostrzec w tym takiej zabawy, jak wcześniej. Może powodem był fakt, że przez przymusowe zatrzymanie w mieście wszyscy wymyślali sobie najbardziej niestworzone zajęcia, byleby coś robić? Możliwe. Wilkes jednak z całą pewnością wolałaby jeszcze raz spotkać się z mężczyzną niż w dalszym ciągu wertować papiery pełne szkiców i zapisków, które tego wieczoru miała uzupełnić. Wbrew pozorom nie było to łatwe zadanie, bo wymagało to myślenia, a ciemniejące niebo wprawiało ją w dość senny nastrój. Po pewnym czasie literki zaczęły się zlewać, tworząc czarną plamę bez żadnego znaczenia, rysunki zaś stały się figurami tworzącymi abstrakcyjne obrazy. Kobieta powoli czuła jak znużenie narasta.
Mimowolnie wróciła wspomnieniami do dnia w którym poznała Cartera, od początku rozmowy, przez występ mężczyzny, na odprowadzeniu jej kończąc. Skupiona na tych rozmyślaniach całkowicie wyłączyła się z rzeczywistości, dopiero głośne trzaśnięcie drzwiami na dole przebudziło ją. Chciała pójść, zaparzyć sobie pobudzającą kawę, nie chcąc poddać się sennemu wpływowi notatek. Jej plany jednak spełzły na niczym - w momencie gdy Carter pojawił się na horyzoncie wiedziała, że nie będzie potrzebować kawy. Nie z tym człowiekiem.
- Jesteś moim księciem na białym koniu - wyszeptała, co prawdopodobnie nie było potrzebne. Gdyby jednak zdanie to wypowiedziała normalnym tonem, zniszczyłoby to całą atmosferę, która zapanowała. Zamiast tego kobieta pozwoliła się jej oddać, patrząc z uśmiechem na gościa. - Ratujesz mnie przed krwiożerczym smokiem, wspinasz się na "wysokie wieże"...
Zachichotała cicho, szczerze rozbawiona i gdzieś w sercu uradowana całą sytuacją.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]19.12.16 12:46
Wspinaczka nie była taka prosta zważywszy na to, że nie było nawet kłącza bluszczu. Więc poświęcenie było bardzo umotywowane, by się nim zachwycać. Raiden ostatni raz robił podobny tor przeszkód na szkoleniu. O zwyczajnych pościgach za podejrzanymi nawet nie myślał. Skrzynia, siatka - to nie były poważne przeszkody. Ale wspinaczka po ścianie budynku? To było naprawdę dość spore wyzwanie, którego mimo wszystko się podjął. Warto było dla nagrody czekającej na szczycie. Dla niej zrobiłby wiele. Jednak nie spodziewałby się, że to spotkanie będzie tak wyzywające.
- Chroń, Merlinie! Księciunie to pipy - odparł na wydechu, przekręcając się na plecy i próbując uspokoić szybki oddech. Gapił się przez chwilę w sufit, po czym uśmiechnął się i zamknął oczy. Nie tak to planował, ale mało kiedy jego plany działały. A przynajmniej w takiej formie jaką sobie rozpracował. Najwidoczniej jego wejście było o wiele bardziej spektakularne niż podejrzewał, chociaż był to jedynie kolejny plus tego spotkania. A ta znajomość poruszała się naprawdę dobrym torem. - Można to uznać za drugą bazę? - rzucił, podnosząc głowę, żeby spojrzeć na Grace, ale zaraz znowu opadł na drewniane deski, by chwilę jeszcze odetchnąć. Nie minęło jednak jedno uderzenie serca, nim się przewrócił na bok i wstał. Podszedł do okna, przy którym stała Ray i razem wypatrywali staruszki, która jak się okazało chodziła po podwórku i rozglądała się za natrętnym młodzieniaszkiem. - Całe szczęście zaparkowałem za linią drzew - mruknął, wodząc spojrzeniem za babunią, a gdy zniknęła im z pola widzenia, przeniósł uwagę na Wilkes. Zlustrował ją, by unieść jedną brew, a prawy kącik ust podjechał lekko w górę. - No, panna - zaczął, będą tak blisko, że czuł doskonale jej zapach. - Zbieraj się. Wychodzimy - rzucił, po czym przeszedł w głąb pokoju i zaczął się po nim rozglądać. - Wyjście stąd będzie już proste i nie będziesz musiała spadać z dachu, żeby znaleźć się na dole. No, ruchy. Hop hop! Zaraz się stąd zbieramy! - popędził ją. W końcu nie miał zamiaru siedzieć tu całą noc. Oczywiście taka opcja by mu nie przeszkadzała, ale mieli już inne plany.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, marzec 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]29.12.16 18:37
Grace musiała przyznać, iż nie do końca doceniła Cartera. Nie chodziło tutaj o sam trud fizyczny jakim była wspinaczka, a o sam gest. Miała wątpliwości, czy jeszcze się zobaczą, a już z pewnością nie spodziewała się, iż kolejne spotkanie nastąpi w takich okolicznościach. Poniekąd dlatego też z początku całkowicie nie zwracała uwagi na starszą kobietę, która wcześniej wydając się miłą i ciepłą osobą, teraz jawiła się jako jedna z tych bajkowych starszych pań, które w chwilach kulminacyjnych przemieniają się w czarownice - z pozoru straszne, w rzeczywistości nieco zabawne.
Obserwowała Raidena, zastanawiając się jaki jest jego plan. Wydawał się mieć wszystko ułożone w głowie od a do z, co budziło w Wilkes jawną ciekawość. Z pewnością jednak już wkrótce miała się o wszystkim dowiedzieć.
- Przyjechałeś samochodem - spytała na wzmiankę o parkowaniu z nie skrywanym błyskiem w oku. Na samą myśl o podróży mugolskim środkiem transportu czuła podekscytowanie. Przebywając od dłuższego czasu tylko w towarzystwie czarodziejów, niejednokrotnie pragnęła powrócić do świata, gdzie magia była jedynie sferą fantazji. Czasami tęskniła za dzieciństwem, kiedy czary występowały jedynie w bajkach, a marzenia o czarowaniu nie były realne. Wówczas miało to swoisty urok kiedy dziecko wiedziało, iż czarowanie w rzeczywistości nigdy nie będzie prawdziwe. Dlatego też dla Grace często najzwyklejsze czynności, w których różdżka nie była jej potrzebna, potrafiły przynieść wiele radości.
- Jakkolwiek to brzmi sądzę, że "spadanie z dachu" nie będzie nieprzyjemne. Dzisiaj już chyba nic nie będzie nieprzyjemne - odpowiedziała. Dla niej rzeczą drugorzędną był sposób w jaki wydostaną się z domu - mogła równie dobrze wykopać tunel pod domem, kilka godzin wachlując łopatą to w jedną to w drugą stronę, byleby robić to z Carterem. A wszystko to, bo jego towarzystwo było dla niej czymś bardzo przyjemnym. Chociaż nie znali się długo, to Raiden niemalże natychmiast zyskał jej sympatię, jawiąc się jako osoba dość pogodna i na swój sposób ciekawa.
- A jeśli boisz się skakać z okna, to myślę że wyjście drzwiami nie będzie problemem. - powiedziała po chwili, tym samym w jakiś sposób rzucając mu wyzwanie. - Większość domowników jest zajęta swoimi sprawami w pokojach czy to w lesie. Jedyną przeszkodą jest "smoczyca".


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]29.12.16 19:04
- Nie. Wpadłem po miss stanu Farma na wielkiej kaczce, planując podróż do Las Vegas, gdzie ślubu udzieliłby nam gruby kupidyn. Co ty na to? - rzucił z tajemniczym spojrzeniem numer dwadzieścia sześć. Zaraz jednak usłyszał tykanie, więc przeniósł uwagę na stary zegar stojący pod ścianą. Liczyła się dla nich każda minuta. A to oznaczało... No, cóż. Wszystko. - Chociaż mógłbym tu spędzić z tobą upojną noc, wychodzimy. Zabieraj swoje baletki - dodał w odpowiedzi na jej dość śmiałe słowa, które całkiem skutecznie połechtały jego ego. Najwidoczniej nie zamierzała przykładać zbyt dużej wagi do tego, że właśnie włamał się jej do pokoju i zamierzał porwać nie wiadomo gdzie. Każdy lubił ryzyko innego rodzaju. Ray na przykład nocne wypady z nieznajomymi. Raidenowi odpowiadało to w stu procentach. Teraz musieli jedynie się stąd wynieść.
Jedyną przeszkodą jest "smoczyca".
- Myślisz, że Impresius załatwi sprawę? - spytał jej, uśmiechając się łobuzersko, wiedząc, że nigdy nie użyłby żadnego z zaklęć niewybaczalnych. A na pewno nie na jakiejś niewinnej staruszce, chociaż patrząc na jej upaćkaną paskudnym budyniem brodawkę, gdy stał przed drzwiami, zaczynał szczerze w to wątpić. Zawahał się na chwilę, gdy wpatrywał się w klamkę, myśląc co zrobić, by nie dać się przyłapać tej szajbusce. Kto wie czy nie była jakimś animagiem słoniem, który stratowałby go na placka. - Teleportujesz się czy jest tu jakieś zaklęcie? Jeśli nie schodzimy, odciągasz uwagę strasznej babci, ja uciekam, a potem spotykamy się przy tamtym drzewie. Odpowiada ci taki plan? - spytał z szerokim uśmiechem.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, marzec 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]30.12.16 23:12
Z minuty na minutę cała sytuacja stawała się coraz bardziej ciekawa. O ile wcześniej Grace była zaskoczona i ucieszona jego wizytą, teraz nie mogła się doczekać każdej kolejnej sekundy. Miała ogromne nadzieje odnośnie dzisiejszego wypadu i chociaż nie dopuszczała do siebie tej myśli, nie chcąc wykrakać nic przykrego, to była prawie pewna że czeka ją ciekawe doświadczenie. Ciekawe i z pewnością szalone.
Przez moment przez jej głowę przemknęły słowa wypowiedziane przez Raidena. Głos mówiący "upojna noc" przez chwilę krążyło po jej głowie, przez chwilę wprowadzając ją w stan zawieszenia. Chociaż gdzieś w swoich myślach mogła podejrzewać to i owo odnośnie stosunku mężczyzny do jej osoby, to jednak usłyszenie podobnych słów, było inne niż same domysły.
Prawdopodobnie długo rozwodziłaby się na ten temat, jednak zaraz skupiła uwagę na planie. Zaczęła go analizować w głowie, przeczesując skrawki swojej pamięci w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji odnośnie ochrony budynku i jego okolic.
- Na sam budynek rzucono kilka zaklęć ochronnych, w celu zabezpieczenia tutejszej hodowli - powiedziała w końcu, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. - Myślę, że nie mam nic przeciwko temu pomysłowi. Może dla Ciebie starsze panie jawią się jako przerażające smoczyce, ale ja nie mam z nimi problemów.
Po tych słowach puściła oczko w jego stronę. Chwyciła swoją różdżkę i torebkę, którą szybkim ruchem przewiesiła przez ramię. Różdżkę zaś schowała do kieszeni, kierując się wolnym krokiem w stronę drzwi.
- Ahoj przygodo - powiedziała cicho, wychodząc wolnym krokiem na korytarz. Przez chwilę nasłuchiwała, stwierdzając iż jedyne co słyszy to tykanie ogromnego zegara stojącego na korytarzu. Szybko jednak cisza została zagłuszona przez odgłos skrzypiących desek w dość wiekowej podłodze, co najwyraźniej zbudziło czujność właścicielki domu.
- Grace, to ty skarbie? - słodki głos dobiegał z dołu i to właśnie w jego stronę ruszyła Wilkes, wierząc iż Carter w tym samym czasie zajmie się ucieczką z siedziby złego smoka, z którym dziewczyna już po chwili podjęła rozmowę. Ku jej zdziwieniu ta nawet nie wspomniała o zuchwałym młodzieńcu, próbującym się do niej dostać. Zamiast tego czuła dość uważne spojrzenie kobieciny, która szukała czegokolwiek podejrzanego w zachowaniu Grace, a już w szczególności kiedy ta oznajmiła, że wychodzi na kilka godzin. Prawda jednak była taka, iż tamta nie miała władzy nad dziewczyną i pomimo prób zatrzymania jej w domu, nie udało jej się postawić na swoim. Wilkes chociaż uprzejmie, to stanowczo oznajmiła swój zamiar, już po chwili czując chłodny dotyk klamki z mosiądzu, którą nacisnęła i tym samym otworzyła drzwi do wolności.
Dalsza droga nie była już wyzwaniem. Starała się jednak iść dość miarowym krokiem, czując na sobie spojrzenie starszej kobiety. Skierowała się w stronę, gdzie podobno miał stać "biały rumak" Cartera. Jak się okazało nie był biały, ale na sam jego widok na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech.
- Jestem pod wrażeniem - powiedziała, z podziwem patrząc na pojazd.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]31.12.16 13:28
Raiden się nie zmieniał i to trzeba było mu oddać. Nie żył według harmonogramu nie tylko dlatego, że był tak uparty, by robić co mu się podobało, ale chociażby z tego względu, że praca w policji wymagała różnych godzin pracy. Czasem nawet nie było przerwy, żeby coś zjeść a dopiero się przespać. Zarywane nocki były normą. Szczególnie gdy dopiero startował w tej branży. A przynajmniej tak się wszystkim wydawało. Policja nigdy nie lubiła brygady. Może dlatego że jedni konkurowali zawsze z drugimi o to kto będzie stał wyżej w rankingu? Dla Raidena było to śmieszne ze względu na chociażby to, że oba zawody walczyły o to samo - o bezpieczeństwo innych. To było nie do porównania, a jedynie należało współpracować zamiast współzawodniczyć. Może własnie dlatego przełożeni mieli do niego podejście ze sporym dystansem, chociaż latał za wszystkimi przestępcami jak... Cóż, pies. Zabawnym widokiem musiały być pościgi, w których biegł z przodu, a jego partner wlókł się daleko z tyłu, nie mogąc złapać oddechu. Mimo wszystko dorastanie w miejscu, gdzie była możliwość wysiłku fizycznego jak i potem wybieranie związanej z nim pracy było dobrym wyjściem. Carter nie mógł siedzieć w miejscu. W Hogwarcie ciągle wspinał się tam gdzie nie można było. Nie mówiąc o wieżach czy wchodząc na dachy w Hogsmeade. Uwielbiał to tak samo jak uwielbiał kobiety i swoją robotę. Teraz wejście po ścianie do Grace przypomniało mu o dawnych czasach. Przez sekundę nawet tęsknił za Szkołą Magii i Czarodziejstwa, ale tylko na chwilę. To wywoływało wspomnienia o domu, a nie był to najlepszy okres dla Raiden pod tym względem. Nie wiedział jeszcze że niedługo dostanie list od swojej ukochanej siostry i spędzi z nią dwa kolejne lata. Spojrzał na Grace i zanim wyszła, podbił jej delikatnie podbródek i rzucił Widzimy się na dole. Łatwiej było powiedzieć niż zrobić. Jedynym wyjściem było wydostanie się tędy tą samą drogą, którą wszedł. A to nie było takie proste. Szło mu całkiem nieźle, gdy poczuł się zbyt pewnie. Ale to był Raiden.
- Kurwa... - wydusił jedynie, gdy ostatnie półtora metra zleciał w krzaki pod oknem. Do tego usłyszał miauczenie kota. Chyba żadnego nie zgniótł, nie? Miał nadzieję, że nikt tego nie słyszał. Zaraz jednak wstał, chociaż plecy bolały go niemiłosiernie i oddalił się w stronę samochodu. Jego Chevy prezentował się niezgorzej, czekając wiernie na gliniarza. Carter miał słabość do mugolskich aut, a w dodatku dzięki nim mógł również zabierać niemagiczne panny na całkiem ciekawe spotkania. A skoro o tym mowa...
- Szlag - zaklął po nosem, widząc leżący gdzieś pod siedzeniem stanik, który szybko przetrasmutował w coś na kształt niepełnosprawnego żołędzia i odrzucił daleko od samochodu. Jeszcze tego by tu brakowało... Zdecydowanie nie wiedział, że przetrzymuje tutaj takie pamiątki. Kiedy to było? I z kim? Z tą rudą czy może... Zaraz jednak usłyszał, ze ktoś nadchodzi i wyprostował się, mając nadzieję, że to Grace a nie właściciel farmy ze strzelbą. Chociaż oni nie znali takich cacuszek... Raiden mimo wszystko był gotowy wskoczyć do samochodu i zwiewać, gdyby coś poszło nie tak. Najwyraźniej jednak nie miał się czego bać. Znajome ciemne włosy, upięte w luźny kucyk, a potem znajomy głos upewniły go, że to Wilkes. Uśmiechnął się pod nosem, po czym skinął głową, żeby wsiadała. - Zapnij pasy, piękna. Jedziemy na miasto - rzucił, zajmując miejsce kierowcy i obrócił się, by cofnąć. Dość sprawnie wyjechali na szosę, a stamtąd już prosto do Chicago. W pewne miejsce. Włączył radio, z którego chrapliwie wydobywała się muzyka. - Mam nadzieję, że nie planowałaś jakieś innej randki - rzucił, zerkając na nią. Nie wyglądał wcale na skruszonego czy zmartwionego. Wręcz przeciwnie.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, marzec 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]07.01.17 20:01
Wszystko poszło dość łatwo i po jej myśli. I chociaż obawiała się, że starsza pani pójdzie za nią i postanowi ją śledzić chociaż przez pierwsze kilka metrów, jednak ostatecznie nic takiego nie miało miejsca. Jedyne co ją prawdopodobnie może jeszcze czekać ze strony kobiety, to spotkanie z nią po powrocie. Ale będzie wówczas już po fakcie...
- Cóż... na dzisiaj nie planowałam - odpowiedziała, znacząco się do niego uśmiechając. Naturalnie jej odpowiedź miała charakter bardziej zadziorny, bo w rzeczywistości żadnej randki miało nie być. Tylko Cartera poznała w mieście i był on w wieku w miarę przybliżonym do jej własnego. Reszta była od niej znacznie starsza, zbyt jak na potencjalnych kandydatów na randkowanie. Poza tym Grace nie była tym typem kobiety - gdyby ktoś kazał jej teraz usiąść i powiedzieć o swoich poprzednich randkach, nie wiedziałaby co powiedzieć. Czy takie w ogóle miały miejsce? Prawdopodobnie nie, a ona przynajmniej nie pamiętała. Jedyne co mogła świadomie nazwać "randką" to te liczne dni, spędzone wraz ze zwierzętami w przerwach pomiędzy zajęciami szkolnymi. Nawet dzisiejszy wypad nie postrzegała jako randkę, a przynajmniej nie dopóki ten o tym nie wspomniał. I chociaż z początku zwróciła na to uwagę, czując przychodzące zakłopotanie, to jednak już po chwili odrzuciła to gdzieś za siebie. Nieprzyjemne uczucie zostało zastąpione ogromną ekscytacją.
- To gdzie mnie dzisiaj zabierasz? - spytała, przenosząc wzrok z drogi na niego. Na jej ustach wciąż tkwił nieco łobuzerski uśmiech.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]13.01.17 21:02
- Na dzisiaj, tak? - spytał mało dyskretnie, po czym rzucił jej spojrzenie, które zdradzało, że wiedział, co ta odpowiedź znaczyła. Dla niego Grace pewnie ciągle była zalatana i nie mogła się opędzić od facetów. W końcu była naprawdę śliczną i wesołą dziewczyną. Czego chcieć więcej? Zresztą dobrze czuł się w jej towarzystwie i nawet nie planował niczego głupiego. Jak to czasem mu mogło się przytrafić... Zastanawiał się czy powinien napisać do Penny'ego list o tym, co właśnie robi w Chicago. Bo niewątpliwie jego kochany kuzynek czekał na każde wieści zza oceanu. A mimo ich więzi Raiden pisał bardzo mało. Sam nie wiedział w sumie dlaczego. Może był zmęczony, może szukał pretekstu, by nie tęsknić za domem... Bo niewątpliwie w jego życiu zachodziły zmiany i działo się w nim naprawdę wiele. W końcu jako początkujący gliniarz miał niezłą frajdę. A przynajmniej ostatnio. Już niedługo szykował mu się awans, do tego dostali tę sprawę z morderstwem, które teraz badał po nocach. Jechał samochodem z piękną dziewczyną jako towarzyszką. Czego chcieć więcej? Niedługo miała się tez pojawić u niego Sofi, której przyjazdu wyczekiwał dosłownie z szalonym biciem serca. Jego mały słodki rudzielec. Łobuz jakich mało, a teraz miała z nim zamieszkać. Czy to nie było wspaniałe? Zamierzał ją zabrać w miejsca, skąd wywodzili się ich przodkowie i pokazać miasteczko, które jako pierwsze doznało dobroci rodziny Carterów. Miał jej tyle do pokazania... Rozmyślania o siostrze zakończyła Wilkes, która patrzyła na niego z szerokim uśmiechem. Nie dało się tego zignorować i po chwili Raiden machnął do niej brwią.
- Zabieram cię... A zresztą ma to jakieś znaczenie? - rzucił i nie pytając ją o zdanie zgłośnił kasetę. Nówka. Wyszła w tym roku, a on zamierzał jej tak długo słuchać, aż cała się rozgrzeje i spali od nadmiaru słuchania. Zaśmiał się na samą myśl, po czym zaczął śpiewać. Po jakimś czasie jednak przestał, gdy była solówka, by rzucić do Ray:
- Chyba że masz jakieś specjalne życzenia? W końcu jakby nie patrzeć to twoja noc.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, marzec 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]15.01.17 21:36
Słysząc jego słowa, przewróciła oczami z początku uważając, iż ten tak jak ona, wszystko mówi z bardziej żartobliwy sposób. W końcu oprócz niego nie było żadnych innych mężczyzn, więc jedyne z kim mogłaby jeszcze umówić się na randkę to z wyimaginowanym znajomym. A Grace nie była szalona w żadnym stopniu. Po chwili przeniosła na niego wzrok, marszcząc lekko czoło. Przyjrzała się mu, najpierw zastanawiając się, czy wziął jej słowa na serio. Idąc tym tokiem myślenia, kobieta uczuła nieprzepartą chęć naprostowania sytuacji, wytłumaczenia mu że był to jedynie żart. Po chwili jednak stanowczo odrzuciła tą myśl, śmiejąc się z własnej głupoty. Przeniosła wzrok na drogę przed sobą, rozpogodziła czoło i uśmiechnęła się. Chciała skupić się na rozmowie, która jednak nie nadeszła. Jedynie krótka odpowiedź i głośna muzyka. Nie było to jednak w żaden sposób niemiłe dla niej. Słuchała głosu Raidena. Sama też chętnie by śpiewała, jednakże nie znała słów piosenki. Nuciła więc jedynie cicho pod nosem melodię, by przestać zaraz po Carterze.
- Myślałam, że masz dla mnie jakieś ciekawe propozycje - powiedziała. Na chwilę zamilkła zastanawiając się nad tym, co chciałaby zobaczyć. Nie wiedziała wiele o Chicago czy jego charakterystycznych miejscach. Przed wyprawą ani w jej trakcie nie miała czasu na czytanie o miejscach, w których się znajdowali. Nie wszędzie też miała okazję na jakiekolwiek przechadzki, więc jeśli jednak nadawały się okazje na spacer, Grace wolała sama odkrywać dane miejsca, znajdując wśród nich ich własne perełki bądź zachwycając się nad urokiem i prostotą ich bocznych ulic. - Jeśli jednak nie masz żadnych pomysłów, to chętnie zobaczyłabym jakieś urokliwe, ale proste miejsca. Takie, które nie znajdują się w żadnych przewodnikach, lecz są w jakiś sposób ciekawe. Znasz takie?


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]15.01.17 22:36
- Hehe - zaśmiał się okrutnie, po czym spojrzał na nią i objechał ją wzrokiem. - Właśnie w takie miejsce jedziemy, kochanie.
I do końca w sumie krótkiej, bo dwudziestoparominutowej podróży kołysał się w rytm piosenek, by koniec końców zaparkować w środku miasta w bocznej uliczce, która prowadziła donikąd. Wszystko to wyglądało jak zapchlona dziura, chociaż przecież było to praktycznie centrum. Ale Raiden nie zamierzał się tym przejmować. Nie było to pierwszy raz, gdy robił coś takiego. Chociaż ciekawe czy panna Wilkes spodziewała się takiego obrotu sprawy? W każdym razie nie zamierzał się wycofywać. Pojechała z nim, więc musiała też zagrać w pewną grę. - Wysiadamy - rzucił, machając brwiami, po czym wyszedł przez otwartą szybę samochodu. Rozejrzał się jeszcze czy aby nikt ich nie widział, ale chyba nie przegapił żadnego człowieka. Nie byłoby fajnie, gdyby ktoś ich przyłapał. Chociaż co to za życie bez ryzyka, nieprawdaż? Zdecydowanie lepiej dla nich, żeby nie trafili na nikogo ciekawskiego. Raiden zamknął jeszcze samochód, po czym spojrzał na czekającą z boku Grace. - Chodź. To zaraz za rogiem - mruknął, chowając różdżkę w połach płaszcza i zaraz reż nagląco zamachał ręką. Rzucił jej jeszcze paczkę gum, z której uprzednio władował sobie do ust przynajmniej pięć. Nie zamierzał się ograniczać. Bo dlaczego by miał? - Brałaś kiedyś udział w sprincie? - spytał ją, gdy szli chodnikiem jakieś sto metrów, by zaraz odbić w lewo w podobną zaniedbaną alejkę. Tym razem jednak tylko po jednej stronie były kamienice. Z drugiej rozciągała się długa siatka, na którą Carter patrzył przez moment. W końcu zatrzymał się w dalszej odległości od ulicy i spojrzał na Ray z uśmiechem. Atrakcje tej nocy miały pozostać niezapomniane, ale jeszcze musiała pójść z nim. - Wspinać się też umiesz?


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, marzec 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]15.01.17 23:00
Kłamstwem byłoby, gdyby powiedziała że nie była ciekawa. Chęć poznania celu podróży zjadała ją od środka i prawdopodobnie Grace zapytałaby o dokładne jej wyjaśnienie, gdyby nie fakt, iż nie chciała psuć zabawy. Tajemniczość Raidena zapowiadała wręcz niezapomniane przeżycia, a przynajmniej chciała sądzić, że takie będą. Ne myślała o tym, że jeszcze w podróż z praktycznie nieznajomym dla niej mężczyzną, co jej babcia i siostra z pewnością stanowczo by potępiły. Ona postanowiła od samego początku mu zaufać, wierząc w jego poczucie sprawiedliwości i w fakt, że nie został stróżem prawa po to, by pożerać pączki. A przynajmniej tak myślała i miała wręcz naiwną nadzieję, że nic tego nie zmieni.
Siedziała więc, wsłuchując się w muzykę i zastanawiając nad tym, gdzie skończy się ta droga. Ostatecznie odpowiedź okazała się być co najmniej zaskakująca - nie spodziewała się znaleźć w podobnym miejscu, jednak postanowiła nie oceniać z góry. Przecież czasami najpiękniejsze perły znajdują się w najbardziej niepozornych muszelkach. Czy jakoś tak...
Wysiadając z auta, czuła wciąż narastające w niej podekscytowanie, które w dobry sposób dodawało jej energii. A ta prawdopodobnie miała być niezwykle potrzebna, co wnioskowała po pytaniach towarzysza.
- Biegać umiem, ale wspinać się... - zatrzymała się obok niego, patrząc w tym samym kierunku co on. - Cóż, nie mam takiej wprawy jak ty - nie zwykłam chodzić po ścianach, ale jak mi pomożesz, to damy radę.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]15.01.17 23:20
Stali jak dwójka majstrów i patrzyli na siatkę z poważnymi minami. Zapewne musiało to wyglądać naprawdę interesująco, chociaż tylko Raiden wiedział co tam robili. Grace pozostawała nieświadoma. Ale nie miało to większego znaczenia. Byli tam, Wilkes nie odmówiła wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu, co do cholery mogło pójść nie tak? Carter w końcu się ruszył, by spojrzeć na nią z chytrym uśmiechem.
- Dawaj, panienko z okienka! - rzucił, obracając się do niej przodem i stając bokiem do siatki. Złożył obie dłonie na kształt podeścika. - Chyba wiesz jak przynajmniej się złapać, co nie? - spytał z powątpiewaniem, podnosząc głowę w jej kierunku, ale zaraz się roześmiał, machając do niej, by podeszła bliżej. Musiała oprzeć nogę na jego dłoniach, a potem powinno pójść już gładko. Carter był gotowy, dlatego spojrzał ponaglająco na Wilkes. Gdy zrobiła to, łapiąc się siatki, wydawało się, że wszystko pójdzie jak najlepiej i zaraz będzie stała po drugiej stronie. Najwidoczniej jednak oboje mieli zbyt wygórowane oczekiwania wobec siebie. W pewnym momencie noga dziewczyny ześlizgnęła się z oczek płotu i stojący pod nią Raiden musiał interweniować. Niestety zobaczył jedynie jak coś spada mu na głowę i po chwili poczuł ciężar Wilkes na barkach. Zachwiał się gwałtownie, ale nie przewrócił się. Głowa mu się przekrzywiła i starając się pomóc sobie rękami, usiłował na powrót umieścić pannę na siatce. Ta poza musiała być naprawdę wyjątkowa. - To nie najlepszy moment na popuszczenie, Ray - wydusił, próbując jakoś podnieść Grace, która wciąż tkwiła mu na głowie. W końcu jednak wspólnymi siłami umieścili ją na szczycie, a dalej już było z górki. Carter jęknął, czując że w szyi coś mu przeskoczyło, ale szybko przedostał się na drugą stronę, by stanąć zaraz koło dziewczyny. - Dobra. To teraz biegniemy o tam - rzucił, po czym wskazał jakieś krzaki.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, marzec 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]16.01.17 19:30
Przygód ciąg dalszy. Wszystko zapowiadało się pójść dobrze - Raiden wydawał się być silnym mężczyzną, więc nie powinien mieć problemu z pomocą. I w sumie on go nie miał, bo to ona w pewnym momencie się ześlizgnęła, tym samym lądując mu na barkach.
- Przepraszam - powiedziała natychmiast, mając nadzieję, że nie zrobiła mu żadnej krzywdy. Równocześnie zaczęła zastanawiać się nad tym, ile obecnie waży - nigdy wcześniej nie przejmowała się podobnymi rzeczami, gdyż nie wydawały się one zbyt istotne. Nie zabiegała o względy chłopaków, toteż nie potrzebowała być smukła i giętka. Naturalnie starała się nie wyglądać jak ogromna kula, bo sama wówczas nie czułaby się ze sobą dobrze - ona po prostu nie patrzyła na to tak rygorystycznie jak niektóre znane jej osoby. Teraz jednak pożałowała, iż nie ważyła się częściej. A może to i lepiej? Brak świadomości była w tym momencie wskazana, a i dzięki temu może nie będzie się zbytnio martwiła o mężczyznę. Poza tym on był silny, nie mógł zbytnio ucierpieć, prawda? Ponadto nie było czasu na podobne rozmyślania - musiała w końcu przejść na drugą stronę. I w końcu, z nieocenioną pomocą Raidena, udało jej się tego dokonać. I chociaż już na starcie kobieta przypomniała sobie, iż czeka ich droga powrotna, to szybko odrzuciła tą myśl, nie chcąc psuć rozpierającej jej satysfakcji. Nie miała pojęcia do czego to wszystko ich zaprowadzi, jednak nie miała zamiaru rezygnować. Dobrze się bawiła, nawet pomimo spadania Raidenowi na głowę.
- Staraj się nie zostawać zbytnio w tyle - powiedziała Grace i nie czekając na niego ruszyła we wskazanym kierunku. Zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyzna jest w stanie ją bezproblemowo wyprzedzić. Nie przejmowała się tym jednak, a nawet czekała na moment, kiedy w końcu zobaczy go przed sobą.
Droga szybko okazała się być nieco dłuższa, niż to sobie na początku wyliczyła. Biegła jednak dzielnie, w końcu dobiegając do wyznaczonego miejsca. Nieco się zmęczyła, czego nie dało się ukryć, lecz uśmiech tkwił na jej delikatnie zaczerwienionej twarzy.


Take my hand, let's see where we wake uptomorrow
Grace Wilkes
Zawód : prowadzi "Przytułek dla magicznych zwierząt"; badaczka i opiekunka magicznych zwierząt
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Keep smiling, because life is a beautiful thing and there's so much to smile about.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4014-grace-wilkes https://www.morsmordre.net/t4029-poczta-grace https://www.morsmordre.net/t4036-dziewczyna-z-sasiedztwa https://www.morsmordre.net/t4031-grace-wilkes
Re: Chicago, marzec 1950 [odnośnik]29.01.17 19:48
Fakt. Nie szło im wybitnie fantastycznie. Złodziejami byliby wspólnie beznadziejnymi, ale Ray jakoś przedostała się na drugą stronę. Teraz jego kolej, co poszło mu całkiem zgrabnie, bo zwyczajnie przewiesił się przez siatkę głową w dół i zeskoczył na ziemię. Podniósł się od razu, a słysząc słowa Wilkes, wywrócił oczami. Oczywiście że spokojnie ją dogonił. I to jeszcze mógł odczekać chwilę, ale nie zamierzał dawać jej aż takich forów. Wystrzelił za nią przy okazji przejeżdżając dłonią przez jej włosy, gdy ją wymijał. Zaraz jednak dotarł jako pierwszy do zarośli, w które dosłownie wskoczył i zadowolony uniósł ręce w górę dumny ze swojego osiągnięcia. Kilka sekund za nim była i Grace, która całkiem nieźle sobie radziła. Uśmiechnął się do niej zadowolony, a po chwili, nie pytając o zdanie, złapał ją za rękę i przyciągnął do ziemi. Ukucnęli we dwójkę, a Raiden już ich nakierował, gdzie też mieli patrzeć. Na razie dookoła panowała ciemność, chociaż nie miało to większego znaczenia. Chociaż dodawało pewnego klimatu, gdy tkwili tak obok siebie. Carter wyczuwał jej perfumy, które przyjemnie drażniły go w nos. Kąciki ust uniosły mu się w górę, chociaż nie mogła tego zauważyć. W końcu panowała kompletna ciemność! Zerknął na zegarek jakby odliczał kolejno minuty, synchronizując się do nadchodzących wydarzeń.
- Tylko się nie przestrasz - mruknął, odwracając w jej stronę głowę. I w tym samym momencie przed nimi rozświetliło się cała okolica. Wszystkie klatki, a także zapasowe nocne latarnie. W zoo właśnie panowały nocne nastroje i zaczynał się obchód strażnika. Raiden jednak wiedział którędy i o której ten starszy jegomość chadza. Skorzystał z okazji - czekało ich nocne zwiedzanie.


Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Raiden Carter
Zawód : dzień dobry
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chicago, marzec 1950 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Chicago, marzec 1950
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach